Dawniej
Nów przede wszystkim słuchał. Wysłuchiwał płaczu matki, cichego kwilenia swojej siostry. Sam nie płakał zbyt wiele. Pełnia mogła płakać zupełnie ot tak, jednak powód rozpaczy matki nie był małemu kocurowi zupełnie znany. W końcu któregoś dnia poczuł, jak płacz, smutek i pustka matki ustaje, zastąpiona przez euforię. Wtedy też w jego życiu pojawił się nowy głos. Słysząc ekscytację Kwadry postanowił otworzyć oczy, aby ujrzeć co ją tak uszczęśliwiło. Wtem przed jego oczami pojawił się czarny kocur z niewielką ilością bieli.
— Spójrz Kwadro. Jaki on chudy… — mruknął kocur, poruszając ogonem. — Jestem Sierp. Twój… ojciec. Teoretycznie, bo lepiej mnie tak nie nazywaj — uśmiechnął się ciepło, jednak było w tym uśmiechu również coś szyderczego. — Matka cię jakoś nazwała? — zapytał, a kocham tylko zamrugał. — Powinnaś je zabić Kwadro, gdy jeszcze nie potrafiły nawet prawie wcale się poruszać. Nic z nich dobrego nie wyrośnie.
Kwadra przełknęła ślinę, przykrywając lekko sobą kocięta.
— Jak mają być silne, skoro nie mogę nawet zapolować, aby zapewnić im pożywienie? W tym tempie… będę musiała je pożegnać. Ty o nie, nie zadbasz — odparła chłodno bicolorka.
— Dlatego powinnaś zabić je wcześniej — odparł kocur, a kotka zjeżyła futro.
— Nigdy — syknęła.
Pierwsze przyjście do żłobka Nicości
Nicość człapał powoli za Księżycem niczym więzień skazany na egzekucję. Szli do żłobka, gdzie miał ponoć spotkać nowych znajomych, którzy według słów Księżyca mieli być chętni do zabawy z nim. Tylko że czarny kocurek nie miał ochoty ani zamiaru się bawić. Mimo, to i tak przywitała go cała banda. Bzyczek, Pyza, Bryzka i Skowronek, dokładnie tak przedstawiła się czwórka kociaków. Z czego dwoje z nich jak dowiedział się Nicość jeszcze do niedawna zamieszkiwało Klan Nocy, z którym ponoć Klan Wilka miał sojusz. Księżyc, widząc, że czarny zostanie w teoretycznie dobrych łapach odszedł do swoich obowiązków.
— Hej, ty! Ten biały to Twój ojciec? Gdzie mama? — zapytał dymny kociak, wielce zainteresowany nowym osobnikiem.
Podszedł do Nicości i zaczął go wąchać, jakby był najciekawszym obiektem w żłobku.
— Niezbyt… — mruknął, a w jego głosie dało się wyczuć obrzydzenie. — Moja matka nie żyje. Ojciec to… kleszcz na tyłku — odparł, siadając na ziemi.
— Aahh… Ja mam tatę. I drugiego tatę. Chodź, pokażę ci! — miauknął nagle, zaczepiając drugiego kociaka łapą.
Nicość postanowił pójść za pomarańczowookim. Przed jego oczami stanęła… szylkretka.
— Przecież to kotk… — zaczął, jednak nie było dane mu skończyć, bo jego towarzysz postanowił nagle pacnąć go w łebek.
— To Pszczeli Rój. Urodził mnie i moją siostrzyczkę. Wkrótce przyjdzie pewnie też Nocny Śpiewak, chciałbym, żebyś go poznał. Skąd jesteś?
— Z daleka. Z szopy. Mieszkałam tam z rodzicami i… siostrą — odmiauknął, a swoją wypowiedź zakończył cichym westchnieniem.
W jego oczach zakręciły się łezki. Wytarł je szybko łapami.
— Siostrą? Gdzie ona jest? — zapytał Skowronek, rozglądając się.
— Umarła… z głodu — odmruknął niewyraźnie Nicość.
— Hej Skowronku, daj trochę odpocząć nowemu koledze, dobrze? Za jakiś czas pokażesz mi żłobek i poznasz go z innymi — miauknął Pszczeli Rój, a Skowronek, chociaż średnio chętnie posłuchał się ojca.
Aktualnie
— Kawcza Łapooo. Wstajemy. Chodź, Skowronkowa Łapa i Sowi Zmierzch są już dawno gotowi. Musimy zrobić dodatkowe ćwiczenia z pojedynków między uczniami. W końcu chyba zamierzasz je wygrać co? — miauknął zachęcająco Rozbity Księżyc, szturchając ucznia nosem. — No dalej. Idziemy.
Nicość zamrugał i dokładnie przeanalizował wypowiedź kocura. Wstał z ziemi i wyszedł z legowiska, aby skierować się w stronę wyjścia z obozu. Nie było mu dane nigdy więcej pogadać ze Skowronkiem, dlatego widząc go teraz niemal podskoczył. Dymny kiwnął Nicości na przywitanie, nie odzywając się zbyt wiele. Wydawał się być znacznie spokojniejszy niż te kilka księżyców temu. Wyszli z obozu i skierowali się w stronę starego obozowiska. Nie było tam zbyt wiele zwierzyny, przez zaglądających tam niegdyś dwunożnych, lecz z pewnością było trochę przestrzeni, aby jednocześnie móc łatwo poćwiczyć walkę wśród drzew.
— Hej Skowronkowa Łapo. Jak idą ci treningi? — zaczepił drugiego ucznia Kawczy.
<Skowronkowa Łapo?>
[605 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz