Odeta nie miała problemu ze wdrożeniem się w rutynę. A przynajmniej myślała, że jeśli powtórzy to sobie wystarczająco dużo razy, to jej podświadomość uzna to za prawdę. W rzeczywistości sprawy miały się nieco inaczej… Wstawanie było jedyną częścią, w której naprawdę się odnajdywała, ale naprawdę nie mogła nawet spać nawet wystarczająco, aby nie czuć zmęczenia następnego dnia. Budziła się długo przed wschodem słońca i wyłącznie po paru dniach takiego biegu zdarzeń, zdecydowała się nie próbować budzić swojej mentorki, ani zajmować się obowiązkami. Po prostu leżała wpatrzona w gałęzie drzewa płaczące się ze sobą aż po sam czubek. Z czasem potrafiła odtworzyć ten obraz w głowie, kiedy tylko doskwierała jej nuda.
Niemniej, w Owocowym Lesie trudno o nudę. Szybko przekonała się o wymaganiach bycia uczennicą. Musiała dbać o słabszych od siebie, poprzez chociażby przynoszenie zwierzyny karmicielką i starszym; jej obowiązkiem było dbanie o oferowanie pomocy w razie jej potrzeby; rzecz jasna, zajmowała się także treningami. Wszystko to nie było do końca tylko jej zadaniem, ponieważ w grupie istnieli Strażnicy i inni uczniowie, aczkolwiek starała się wywiązywać z tego, co mogła. Pomoc była przyjemna. Nie zmieniało to jednak faktu, iż nazbyt często gubiła się w tym, co musiała zrobić i finalnie była spóźniona na trening lub zagubiona bez żadnej rzeczy do roboty, przez zbyt duży oraz niepotrzebny pośpiech w wykonywaniu reszty zadań.
Owocowe drzewka podobały jej się. Lubiła wychodzić poza obóz, słuchać innych, krzątać się tu i ówdzie. Tylko nie znalazła jeszcze konkretnego planu działania, który mógłby ułatwić jej życie. Natłok wszystkiego mącił jej w głowie… poza tym dochodziły do tego jeszcze nowe nauki, które pojmowała każdego dnia. Ile minie, zanim nauczy się wszystkich zasad? Pozycja łowiecka była skomplikowana, a jeszcze nie zaczęła uczyć się walki! Czasem ujmowało ją wrażenie, że kręci się jej w głowie przez to wszystko. Jednocześnie brak czasu na rozpamiętywanie przeszłości pozwolił jej dosyć prędko przeżyć trudniejszy psychicznie okres. Teraz wystarczyło fizycznie przyzwyczaić się do tego sposobu bycia.
Żeby umilić sobie czas spędzany na kłopotliwych zajęciach albo też pomiędzy nimi, gdy nikt nie chciał z nią pomówić, wróciła do dawnego ukochanego zajęcia. Wielu może uznać je za głupkowate czy irytujące - zaczęła znowu nucić i śpiewać swoje piosenki.
_____________
Było południe, choć słońcu już bliżej było do rozpoczynania drogi powrotnej za horyzont. Ona miała wyznaczone proste zadanie: doczekać późniejszego popołudnia, aby udać się na patrol graniczny z Całunką. Tego samego poranka przyszła ona do niej, bo liliowa za długo zasiedziała się w legowisku. Pierwszy raz zdarzyło jej się to w nowym miejscu. Nie spała jednak wyjątkowo długo, co poskutkowało natężonym myśleniem.
— Nie wiem, czy to rola odpowiednia dla mnie. — zwierzyła się koteczka nauczycielce. Dręczyło ją to od początku prób nauki polowania, jakie przechodziła teraz. Wiedziała, że zwiadowcy też polują, aczkolwiek tu nie chodziło o to. Brak było jej siły, którą widziała u brunatnej. Ona mogła być tylko szybka, nigdy nawet zwinna. Patrzyła na umięśnionych wojowników i porównywała siebie z nimi - wychudzona przez małą ilość zjadanej zwierzyny, naturalnie nie codziennie wysoka, ze strasznie długim futrem wchodzącym w oczy. Wówczas spotkała ciepłe, miodowe oczy, uspakajające ją mimowolnie. Nie musiała nawet wpatrywać się w nie.
— Jesteśmy takie podobne! Myślałam zupełnie tak samo. Sama wiesz, jak wyglądam — powiedziała czekoladowa. Pochyliła się blisko nad byłą pieszczoszką. — jakbym była zbudowana do bycia zwiadowcą, nie? — przewróciła oczyma, przez co Odeta nie mogła powstrzymać chichotu. Dorosła kocica, a taka niepoważna. Tak mocno rozumiejąca podopieczną…
— Kiedy usłyszałam drogę szkolenia, byłam załamana. A potem przeżyłam pierwsze treningi - i dalej byłam załamana! Każdy dzień pokazuje ci jednak nowe rzeczy. — kontynuowała, po czym wyprostowała się ponownie. — Nie jesteśmy stworzeni do obrony i karmienia. Jesteśmy podstawowymi jednostkami Klanu. Tworzymy ważną część systemu, jak i zwiadowcy ze strażnikami i wszystkimi innymi. — dodała, po czym skierowała się do wyjścia bez czekania na odpowiedź. Przez ramię rzuciła jedynie pożegnanie, nie wiedząc, z jaką łatwością rozpaliła motywację młodszej kotki.
_____________
Wracając do tego czasu górującego słońca, zasiadła na skraju centrum obozu, następnie zaczynając z wigorem swoją higienę przed wyjściem. Dziś wyjątkowo kierowały nią szczere chęci, objawiające się długimi liźnięciami, które wykonywała na długości swojej sierści. Nie była staranna, ale jaka zachęcona i szybka! Bezmyślnie, zaczęła pod nosem nucić znajomą melodię… a nim się obejrzała, przerodziła się ona w całą piosenkę. W sumie Polana była dosyć pusta, z powodu pory sprzyjającej zadaniom. Dlatego na początku nie zauważyła swojego rosnącego w donośność głosu, gdyż nikt nie zwrócił jej na to uwagi. Zwyczajnie rósł on w siłę z każdą minutą.
Piosenka była mało zrozumiała, zapewne coś słyszalnego w dzieciństwie z przekręconymi słowami. Natomiast wczuła się wystarczająco, żeby przerodziła się w coś niczym koncert. Zapomniawszy o myciu się, kiwała się wraz z rytmem utworu, z przymkniętymi oczyma. Obudziło ją odchrząknięcie słyszane z boku. Odeta podskoczyła przestraszona, gdy je usłyszała!
Kot tak kaszlący miał oczywisty cel zwrócenia jej uwagi, a chyba próbował dokonać tego już parokrotnie, albowiem odgłos przebił się aż przez jej piosenkę. Wytrzeszczonymi ślepiami, pobratymiec został obdarzony długim, zaskoczonym spojrzeniem. Nie widziała go tam wcześniej… ups! A ten kot wcale nie wydawał się zadowolony, nawet w najmniejszym calu. Pomimo ładniutkiego, szylkretowego umaszczenia z ciekawym rozmieszczeniem bieli; mimo puszystego futerka i niskiego wzrostu; uczennica poczuła lęk. Grymas, jaki widniał na mordce nieznajomej, był niepokojący bardziej, niż wskazuje na to jej nie specjalnie groźny wygląd.
Ich spojrzenia spotkały się w momencie, w którym liliowa rzuciła: — Przepraszam! Nie wiedziałam, że tam jesteś! — Jej głos można byłoby porównać bardziej do pisku niż do słów. Zwłaszcza jeśli dorzucić fakt, iż dreptała w miejscu z powodu narastających nerwów. Zrobiła z siebie takiego głupka… miała ochotę jednocześnie śmiać się i uciec przed tym znudzonym wzrokiem w jej kierunku.
— Zgubiłam się w chwili! Gdybym wiedziała, że ktoś tutaj siedzi, na pewno uważałabym bardziej, aby trzymać swoje podśpiewywanie ciche. Musiałam wyjść na dziwną… ale staram się zachowywać normalnie na co dzień, obiecuję! — wdała się w wywód ledwie zrozumiały przez tempo. — Okropne pierwsze wrażenie… wiem — zaczęła mówić, gdy zostało to ucięte.
— To główna polana. Trudno tu o brak towarzystwa. — odrzekła Mordor - ni to miło, ni to nie miło. Może była odrobinę zirytowana? Śpiewaczka speszyła się momentalnie, pomimo niejasnych intencji, a zwiadowczyni odwróciła oczy. Odecie zabrakło słów, przez co przestrzeń wypełniła się milczeniem, które okropnie jej doskwierało. Zbliżyła się bezmyślnie. Tak właśnie skończyły bardzo blisko siebie, przez brak poczucia przestrzeni osobistej z jej perspektywy.
[1052 słowa]
<Pręgusko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz