Odkąd Łzawa Łapa zniknęła z dołka, wszystko zaczęło nabierać coraz to ponurych barw. Dnie i noce spędzał często w jednej pozycji, robiąc przerwy jedynie na własne sprawy pod okiem strażników. Trzymał się ściany najdalej od zdrajców. Nie rozmawiał z nimi; a przynajmniej nie chciał, lecz Gradobijący Cierń potrafił do niego przyjść i mówić mu o Tańcującym Pierzu. O jego czynach. Sposobie mowy.
Podobieństwach, o których raczył wspomnieć przy podsumowaniu.
Kogut zaobserwował, jak to Bąbelkowy Plusk spogląda na zawieszonego przewodnika. Zawsze, gdy Lodówkowy Cios przynosiła jedzenie, starszy kocur kątem oka na niego niepewnie zerkał. Ten wzrok pełen obawy, wręcz przerażenia drażnił młodzieńca. Te koty doprowadzały go do szału.
Dnie zaczęły się zlewać. Miał wrażenie, jakby leżał w tej dziurze bite dwieście księżyców. Pomimo niechęci do jakichkolwiek aktywności fizycznych, starał się dbać o siebie. Nie mógł otwarcie pokazać, co mu zrobili.
I jak bardzo nie chciał tego przyznać, to zwyczajnie w świecie się tu nudził.
Znajome pyski. Podobne dania.
Kocur zwinął się w ciasny kłębek na swoim posłaniu.
Może i go siostra rozgrzeszyła. Być może powinien być szczęśliwy, że większość kotów wątpi w jego chęci zamordowania własnej matki. Nawet już nie chodziło o rangę, którą z pewnością utraci.
Łzawej Łapy już mu nie zwrócą.
Tamtej nocy słyszał szelest. Zmianę wartowników. Głos Perłówki, gdy po dawnej uczennicy Firletki śladu nie było.
Zapytany o jej zniknięcie nie chciał udzielać odpowiedzi. Zresztą, i tak nie mieli czego szukać. Tej kotki już nie było.
Co on też na wyczyniał?
Popsuł ją. Zniszczył wszystko, na co tak długo pracowała, przez własną pychę. Nie myśleli wtedy nad konsekwencjami. Nie sądzili, że Klan Burzy wsadziłby ich do tego samego wora, co zdrajców narodowych.
Przyjaźń nie zakończyła się głośnym wybuchem, lecz niepokojącą ciszą. Rozłąka nastąpiła prędko, szybciej niż Kogut mógł to wszystko przetrawić. W jeden dzień stracił nie tylko przyjaciółkę, ale jedyną kotkę, która w pełni się na niego otworzyła. Polubił ją. Uwielbiał jej chichot, ten knujący, figlarny uśmiech. Oczy Łzawej Łapy sprawiały, że serce rudzielca pomijało uderzenie serca. Nie wiedział, czy ją kochał, czy może podziwiał. Przyjaciele wspierali się nawzajem. Najwidoczniej ta pomoc z ucieczką miała być ostatnim sprawdzianem trwałości ich przyjaźni. Oboje oblali test.
A teraz… został on sam.
Nie.
Perłówka wciąż tu była. Poziomka, która została teraz przewodniczką. Miał niezdecydowanego mentora, którego szanował mimo wszystko. A Kogut przecież przed tym całym chaosem pomógł wiele razy w poszukiwaniach lub oczyszczaniu korytarzy, zbieraniu ziół. Może jeszcze znalazł jakąś nadzieję na lepsze jutro.
Może za niedługo go wypuszczą.
Mało kotów było do polowania. Uczniów przybywa. Dorosły, kompetentny kot byłby dobrym narybkiem.
Ach, byłoby jeszcze lepiej, jeżeli nie odbiorą mu rangi przewodnika.
Wtedy nagle do dołka wkroczyła niepewnie Dryfujący Fluoryt. Rozejrzała się po więźniach i przełknęła ślinę. Pewnie chciała im przynieść jedzenie.
Wtedy też Kogut przypomniał sobie o kamykach owej wiecznej królowej. Poderwał się i wystąpił, chcąc jej oświadczyć, iż znalazł jej zguby. Kotka przestraszona nagłym ruchem cofnęła się w stronę wyjścia, więc Połyskliwy Kogut zatrzymał się na bezpieczną odległość.
— Dryfujący Fluorycie. Pod moim dawnym posłaniem, jeszcze należącym do legowiska uczniów… jeżeli go nikt nie zdemolował, powinny się znajdować właśnie pod nim twoje kamyczki. Szare z białym, poziomym pasem na środku, jeśli się nie mylę.
Kotka odwróciła wzrok, chwilę się wahając, po czym kiwnęła głową. Natychmiast wybiegła z legowiska więźniów, zapewne szukać teraz swoich skarbów. Niedługo po tym wróciła i podziękowała zawieszonemu przewodnikowi, wdzięczna za zwrócenie swoich przedmiotów. Miauknęła na pożegnanie, pewnie dla otuchy, że klan mu być może wybaczy i postanowi na przywrócenie go do roli przewodnika.
Chciałby w to wierzyć.
[Event w Klanie Burzy; zwrot przedmiotów z poszukiwań do ich właścicieli.]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz