BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lukrecja x Miodunka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lukrecja x Miodunka. Pokaż wszystkie posty

13 października 2022

Od Lukrecji CD. Miodunki

Bardzo dawno temu, jeszcze jak byli młodymi uczniami

— Nie widziałeś? Kuliła się przednim, to nie jest normalne! — odparła, nieco za głośno, ale na szczęście medyczka jej nie usłyszała.
— Plusk boi się wszystkiego — miauknął, wywracając oczami. — Dosłownie. Gdybyś ty na nią tak syknęła, też by się skuliła. Normalna reakcja przy takich strachliwych kotach pokroju Plusk.

***

Obecnie

Spora, szara mysz wskoczyła na wyschnięty, żółtawy liść. Oczy Lukrecji śledziły każdy jej ruch. Pazury kocura już chciały wbić się w jej grzbiet. Zielonooki machnął ogonem, robiąc krok do przodu. Cicho wysunął szpony, podnosząc łapę. Zwierzę zeskoczyło z liścia, kierując się w stronę suchej trawy. W tym samym momencie ostre pazury kocura uderzyły w jej szarawą sierść, a za chwilę jego kły jednym mocniejszym szarpnięciem zakończyły jej żywot. Arlekin podniósł swoją zdobycz z ziemi i pokierował się w stronę miejsca, które niedługo miało stać się obozowiskiem. 
Liście drzew były teraz w rozmaitych kolorach. Od mocno rzucających się w oczy odcieniach czerwieni, po rude, żółte, zielonkawe a nawet brązowe. Lekki, ciepły wiatr umilał atmosferę. Kremowy bardzo lubił tę porę roku. Nie dość, że widoki były piękne, to jeszcze nie było ani zbyt chłodno, ani szczególnie ciepło. Było w sam raz. Nic dodać, nic ująć. 
Ich obóz wyglądał już trochę bardziej, jak obóz. Inne koty wciąż znosiły tutaj gałęzie i mech do budowy legowisk. Taki też plan miał zielonooki, kiedy tylko trochę odpocznie. Podszedł do niewielkiego stosiku, na jakim inne koty kładły swoje zdobycze. Szara mysz upolowana przez niego przed chwilą sturlała się na dół stosu. Kremowy rozciągnął się i usiadł niedaleko sterty. Wszystko było świetne, dopóki kątem oka nie spostrzegł Miodunki. Tej idiotki. Odwrócił się w jej stronę. Gapiła się na niego, tak, jakby chciała go rozszarpać.
— Odsuń się, bo jeszcze wybuchniesz — zawarczał, trzepiąc ogonem.

< Miodunko? >

[przyznano 5%]

02 października 2022

Od Miodunki CD Lukrecji

*bardzo, bardzo dawno temu*
Miodunka siedziała w środku legowiska medyków. Czekała na brata. Kiedy dostrzegła, jak ten wchodzi wraz z Wiatrem, zaczęła po kryjomu czekać na reakcję matki. Specjalnie wcześniej powiedziała rudej, że ma bezsenność. Ta dała jej ziarna maku. Szylkretka udawała tylko, iż je zjadła, a tak naprawdę włożyła je pod mech legowiska, na którym właśnie leżała, udając, że śpi.
— No, bierz te zioła i wychodzimy — mruknął bury do jej brata, co sprawiło, iż od razu szlak ją w środku trafiał. Głupek! A co jakby jej brat był naprawdę chory? Miał by iść na trening mimo choroby? Widać było, jak bardzo mentor się przejmuje swoim „ukochanym” uczniem!
Wtedy właśnie do nowo przybyłych podeszła ruda medyczka.
— A-a co się s-stało? — wyjąkała Plusk, kuląc się. — Ktoś z-z was potrzebuje z-ziół? – spytała matka. Miodunka leżała dalej, z lekko przymrużonymi oczami, żeby wyglądały na zamknięte, jednak tak naprawdę obserwowała przez szparki wszystko. Biedna mama! Musiała się tak strasznie bać! Ale to było niestety konieczne, by przekonać brata, o prawdziwej naturze burego.
— No, twój dzieciak twierdzi, że ma kaszel — jęknął wojownik, wywracając oczami.
— M-mocno kaszlesz? — spytała syna medyczka, podchodząc do kremowego.
— Trochę — przyznał arlekin, pokasłując sztucznie.
Potem Miodunka słyszała kroki i widziała ruch łap rudej kotki. Ta poszła po odpowiedni medykament i wróciła, niosąc w płaskim pysku liście kocimiętki. Kotka położyła je przed białymi łapami swojego syna.
— P-proszę — miauknęła cicho i odeszła w kierunku liliowej kotki, na co ta szybko zamknęła oczy całkowicie, by matka na pewno się nie skapnęła, że tylko udaje sen, a tak naprawdę podsłuchuje.
Słyszała, jak Lukrecja przeżuwa zioła.
— Mamo, mogę tu zostać? Nie mam siły na trening — stwierdził, siadając.
Tak! Świetnie! Czekała na reakcję Wiatru, i jak się spodziewała, kocura za bardzo nie obchodził stan ucznia.
— Nie wymyślaj, idziemy już — zawarczał Wiatr, pośpieszając swego ucznia ruchem łapy.
Szylkretka usłyszała jak medyczka wstaje ze swojego posłania i podchodzi do zielonookiego wojownika. Tak, teraz na pewno będzie zadyma! Tak, tak, tak! Wiatr nawrzeszczy na klasycznie pręgowaną i wyjdzie szydło z worka, a brat się opamięta!
— W-wydaje mi się, że lepiej b-będzie, kiedy tutaj z-zostanie — zaproponowała ruda.
— Nie — syknął głośno i trzepnął kotkę ogonem. Jak on śmiał! Miała ochotę się poderwać z legowiska, ale pozostała na nim. Mimo to, jej ogon nie posłuchał jej i się ruszył. Rzesz!
Tymczasem jej matka skuliła się i wbiła wzrok w podłoże.
— W-Wietrze, to nie jest dobry p-pomysł, z-zostaw go t-tutaj... — prosiła.
Miodunka tak strasznie starała się nie ruszać, ale jej ogon po prostu żył własnym życiem i delikatnie ruszał się mimo jej siły woli. Nie mogła znieść, jak biedna mama cierpi przez tego…tego…
— Zamilcz, nikogo nie interesuje, co tam piszczysz pod nosem — syknął bury, po czym wyszedł z legowiska, zostawiając w nim swojego ucznia.
Tak bardzo chciała rzucić się za nim w pogoń, wywrzeszczeć mu co o nim myśli i jeszcze dziabnąć go w ogon na deser, ale nie mogła tego zrobić.
Miała nadzieję, że taki pokaz wystarczy Lukrecji. W końcu widać było na pierwszy rzut oka, że mama się boi burego!
— Mam za nim iść czy nie? — spytał Lukrecja wspomnianą medyczkę, podczas gdy jego siostra niepostrzeżenie uchyliła jedno oko, obserwując sytuację.
Miała nadzieję, że brat sobie nie pójdzie.
— R-raczej nie, z-zostań tu, p-połóż się k-koło Miodunki — poleciła ruda, po czym podeszła do swojego stosiku i zaczęła przekładać zioła. Kremowy natomiast podreptał w stronę liliowej, a następnie ułożył się obok niej i wtulił się w jej sierść.
— No i co? — szepnął.
ta odpowiedziała mu bardzo cichutko:
- Bała się go. Nie wiem, czy to wystarczyło, byś mi uwierzył...? - spytała szeptem niepewnie, dalej z zamkniętymi oczyma.
— Po prostu jest pewny siebie i zdenerwowany, warknął na nią, to nie dziwie się jej, nie doszukuj się w tym czegoś innego, Miodunka — mruknął.
- Nie widziałeś? Kuliła się przednim, to nie jest normalne! – odparła, nieco za głośno, ale na szczęście matka jej nie usłyszała. Odetchnęła z ulgą, czekając na reakcję brata.
<Lukrecja?>

[przyznano 5%]

27 lipca 2022

Od Lukrecji CD. Miodunki

— Jak poszedł trening? — spytała liliowa. — Uważaj na swojego mentora, Wiatra — dodała szeptem — on jest moim zdaniem zamieszany w śmierć Błysk, musimy na niego bardzo uważać — mruknęła, wchodząc do legowiska starszyzny.
Kremowy kiwnął głową na powitanie obu kocurom i się rozejrzał. Wiatr przywiał tu masę zeschłych liści i małych gałęzi. Czemu oni muszą to sprzątać? Uch.
Przysunął do siebie suchego, kruszącego się liścia.
— Miodunko — zawołał do siostry przenoszącej chude gałązki. — Zróbmy stertę na liście i drugą, na inne rzeczy, wtedy szybko się z tym uporamy.— Dobrze! — miauknęła zadziornie.
Rodzeństwo zaczęło wspólnie działać. Na obu, niewielkich stosach pojawiało się coraz więcej przedmiotów. Lukrecja podszedł do posłania Trzmiela i złapał pazurkami leżący obok mały patyczek.
— Lukrecjo — powiedziała radośnie Miodunka. — Chyba już wszystko zebraliśmy, przesunę nasze stosy na zewnątrz.
Kocur rozejrzał się po legowisku i westchnął głośno, kiedy jego siostra pchała kupę liści nosem.
— Chyba tak — odpowiedział i następnie machnął ogonem. — Chodźmy już — powiedział, wystawiając łapy poza legowisko.
— Do widzenia — miauknęła liliowa przez ramię.
Lukrecja otrzepał się z kurzu. Do jego nozdrzy wpadło świeże powietrze. Jak cudownie, że wreszcie skończyli sprzątać te liście. To było męczące.
— Chcesz ze mną porozmawiać przy stosie na zwierzynę? — zaproponował, spoglądając w zielonkawe ślipia siostry.
— Jasne — odpowiedziała uśmiechając się szeroko.
Szli kawałek, patrząc na siebie. Miodunka była nieco podobna do tego liliowego kocura ze starszyzny. Ten sam kolor futra, podobny kolor oczu... To trochę dziwne. Przestał rozmyślać, kiedy pojawili się przy kupie trupów. Liliowa usiadła i oplotła ogon wokół łap, kremowy jednak wolał usiąść i trzepać ogonem na lewo i prawo.
— O co chodziło z uważaniem na mojego mentora? — spytał. — Nie zrozumiałem tego.
Kotka przysunęła się do brata, a ich ogony się zetknęły.
— Posłuchaj. Znasz mamę. Nadopiekuncza kotkę, która muchy by nie skrzywdziła. Wcześniej bała się Wiatru. Jak tylko pojawiał sie w zasięgu jej wzroku to było widać, że jest przerażona. Do tego on ma taką... Dziwną aurę. Czuję, że coś jest z nim nie tak. Do tego jeszcze zgłosił sie do wyrwania jej wąsów, jemu się to podobało. On ją zmusił do tego morderstwa, nie wiem jak, ani kiedy to się stało, ale mocno maczał w tym łapy. Mama nam raczej nie odpowie na pytania o niego, bo nie będzie chciała nas narażać, taka już jej natura. A pamiętasz rozmowę z babcią? Ona coś wie. Dlatego była tak zestresowana. Unikała odpowiedzi. Wyganiała nas, by nic nie chlapnąć. To wszystko skleja się w jakąś całość, ale mam jescze za mało infromacji. Również dowodów brak — szepnęła. — Ale nie chce tego tak zostawiać. Nasza matka nie zasłużyła na wyrwanie wąsów, na łatkę mordercy i zdrajcy, ani na to, jak ją teraz traktują. Mam zamiar poznać całą prawdę o tym, jak na prawdę doszło do śmierci Błysk. I proszę cię, nie daj się mu — miauknęła już nieco głośniej.
— Nie rozumiem, jak zamieszany w śmierć Błysk? — mruknął. — To silny i odważny wojownik, nie dziwię się więc, że Plusk czuje przed nim respekt. Poza tym, widać, że chciał ukarać Plusk za to, co zrobiła, więc wyrwał jej wąsy na polecenie liderki. Nie jest podejrzany.
— Jest. To przez niego nie wychodziliśmy ze żłobka. Bo mama się JEGO bała. Jestem tego pewna. 
— Co? — burknął i trzepnął ogonem w ziemię. — Założę się, że chodziło o to, żeby inne koty nas nie zdeptały, byliśmy wtedy małymi dzieciakami. Albo o to, żeby nie porwał nas jakiś ptak. Plusk się go nie boi. To bzdura.
— To zróbmy test, skoro mi nie wierzysz — mruknęła. — Zagonimy Wiatra do legowiska Plusk jak się pochoruje czy coś, albo ty możesz udać że jesteś chory, żeby cie tam zaniósł. Ja pójdę z tobą. Zobaczymy reakcje mamy. — miauknęła. 
Nie podobał mu się pomysł siostry. Co ona wygadywała? Gdy Plusk przynosiła mu zioła, nie czuć było po niej strachu. To Miodunka była przewrażliwiona.
— To głupie — syknął. — Ale jak chcesz, możemy to zrobić — dodał zadziornie.
— No i to jest mój rozrabiaka Lukrecja, najlepsze rodzeństwo świata znowu w akcji! — zawołała, ocierając sie o kocura.

***

Deszcz lał się mu na głowę i ściekał po wąsach. Uch. Jak dobrze, że miał plan, by dziś nie polować.
Gdy tylko bury pojawił się na horyzoncie, zakaszlał żałośnie i podkulił ogon.
— Wietrze — mruknął — chyba nie jestem w stanie dzisiaj być na treningu — ciągnął nieśmiale.
— Dlaczego? — spytał kocur.
— Nie czuję się najlepiej — odpowiedział, patrząc mu w oczy.
— Możemy zajść do Plusk po zioła — zaproponował z niechęcią Wiatr. — Ale weź się w garść, to zaraz minie.
— Chodźmy do Plusk — miauknął.
Oba kocury zaczęły iść w kierunku medycznego legowiska płaskopyskiej kotki. Gdy tylko weszli do środka, do nozdrzy kremowego wpadł zapach ziółek. Miodunka już siedziała w środku. Była bardzo uparta!

< Miodunko? >

[przyznano 5%]

25 lipca 2022

Od Miodunki CD Lukrecji

dawno temu
Widząc, jak matka zaczyna płakać, Miodunce zrobiło się bardzo smutno.
- Mamo, nie płacz, przecież nic się nie stało! – zaczęła – mamo… - dodała ciszej, wtulając się w rude futro.
***
Po treningu wróciła do obozu. Miała za zadanie dzisiaj wyczyścić legowiska starszych. Ale nie sama. Musiała poczekać na brata. Bardzo martwiła się o kocura, i do furii doprowadzała ją myśl, iż Wiatr jest jego mentorem. Bury wojownik było podejrzany. Miodunka czuła, wręcz wiedziała, że kocur maczał łapy w śmierci Błysku i że jej matka nie ponosi tak dużej winy za to zdarzenie, jak wszyscy uważali. Dlatego tak niepokojącym był fakt, iż to właśnie on uczył Lukrecję. Co jak mu wpoi jakieś dyrdymały o mamie? Albo co gorsza – skrzywdzi jej brata? Jeśli by to zrobił, to Miodunka powyrywała by mu wszystkie wibrysy, tak jak on zrobił to rudej medyczce. Widząc nadchodzącego kremowego ucznia wewnątrz odetchnęła z ulgą. Podeszła do brata, po czym otarła się do niego.
- Jak poszedł trening? – spytała – uważaj na swojego mentora, Wiatra – dodała szeptem – on jest moim zdaniem zamieszany w śmierć Błysk – musimy na niego bardzo uważać – dodała, wchodząc do legowiska starszyzny. Przywitała się z śpiącymi wcześniej Jabłkiem i Trzmielem, po czym wraz z bratem zabrała się do pracy.
<Lukrecjo?>

[przyznane 5%]

07 czerwca 2022

Od Lukrecji CD. Miodunki

Pierwsze wyjście z legowiska, hurra

— Pewnie! — odparła entuzjastycznie Miodunka, po czym wyszeptała kremowemu na ucho — możemy spróbować znaleźć też to całe legowisko medyków, gdzie mama składuje kwiatki!
— Ooo, to by było ciekawe! Chodźmy! — miauknął zadziornie.
Plusk przejęcie uspokajała Cyprys. To idealny moment, by stąd wyskoczyć. Miał serdecznie dosyć ciągłego siedzenia w tym dusznym żłobku.
Dał siostrze znak. Oboje zaczęli skradać się w kierunku wyjścia, ciągle spoglądając na Plusk. Korzystając z chwili, uciekli.
— Łał! — zawołała szylkretowa z podziwem.
Nigdy ich tu jeszcze nie było. Nie mógł uwierzyć, że cały, ciekawy świat był przed nim ukrywany. Ich matka ciągle zakazywała im wychodzenia poza kociarnie — nie mówiła jednak dlaczego. Zawsze było "nie" i tyle. Nie przepadał za nią. Pozwalała im na większość rzeczy, tylko nie to. Nie mógł pojąć dlaczego.
Miodunka wbiegła z radością na środek obozu. Sporo się rozglądała, komentując przy tym masę rzeczy.
— Hej, patrz, tam idą wojownicy! — miauknął Lukrecja, odrywając się od przemyśleń.
— W takim razie to raczej nie legowisko mamusi — mruknęła liliowa.
Zielonooka dyskretnym znakiem oznajmiła kremowemu, by poszli się jeszcze trochę rozejrzeć. Radosnym truchtem podążali wokół wszystkich obiektów znajdujących się w obozie. Przystanęli przy średniej wielkości legowisku. Oba kociaki z ciekawością zajrzały do wnętrza pomieszczenia. Siedziały tam dwa koty — uśmiechnięta, szylkretowa kotka i nie wyglądający przyjaźnie czarny kocur. Jednym słowem — nuda.
Gdzie było miejsce, do którego zmierzał wraz z siostrą? Nie miał pojęcia. Wiedziałby wszystko, gdyby wychodził jak normalne kocie, a nie ciągle kisił się w żłobku.
— Lukrecjo, chodź! — zawołała Miodunka.
Po pokonaniu dwóch lisich odległości dotarli do niepoznanego wcześniej legowiska, z którego wydobywał się silny zapach.
— To tutaj, na pewno! Mama tak pachnie! — krzyknęła kotka.
Kociaki posłały sobie figlarne spojrzenia i wskoczyły do środka. Miodunka podeszła do niewielkiego, białego kwiatka o żółtym środku.
— Jak sądzisz, co to? — spytała liliowa.
— A to co? — spytał arlekin, obwąchując jedną z roślin.
Dźwięk kroku wbiegł do uszu Lukrecji. Zdążył tylko odwrócić głowę. To Plusk.
— Dz-dz-dzieci... — wydusiła z siebie przerażona.
Spoglądał, a to na siostrę, a to na mamę. Niedobrze.
— Ch-chcieliśmy tylko się rozejrzeć — rzucił, szarpiąc pazurkami podłoże legowiska.
— No właśnie — mruknęła zrezygnowana Miodunka.
— W-w-wróćmy do ż-żłobka — westchnęła niespokojnie ruda.
Szli w ciszy. Kremowy nie miał pojęcia, co powiedzieć. Był bardzo zmieszany — jednocześnie warknąłby do niej, mówiąc, że to nie było niczym złym, a jednocześnie odsunąłby się w kąt legowiska i cicho płakał.
Gdy weszli, Plusk ułożyła się w kłębek i przywołała Miodunkę i Lukrecję. Oboje zostali otuleni miękkim, choć skołtunionym ogonem. Na policzki rudej kotki wdarły się łzy.

< Miodunko? >

05 czerwca 2022

Od Miodunki CD Lukrecji

w momencie kiedy kocięta już mogą łazić, gadać i tak dalej
Miodunka przez pewien czas bawiła się z rodzeństwem, aż do momentu, kiedy jej się to znudziło i zapragnęła interakcji ze swym kremowym braciszkiem, Lukrecją. Miauczała więc ciągle do mamy, żeby obudziła kocurka, by mogli się razem pobawić.
— Lukrecjo? Zdaje mi się, że Miodunka chce się z tobą bawić — miauknęła Plusk, oblizując głowę kocurka. Nareszcie! Co tak długo? Ona chciała się już bawić! braciszku, budź się!
— N-naprawdę? — zapytał sennie kremowy. No oczywiście że naprawdę! – pomyślała szylkretka, patrząc wyczekując na kremowego. Ten wstał, przeciągnął się po czym podszedł do zielonookiej koteczki.
— Hej! — zawołała radośnie liliowa. Nareszcie będą mogli się razem pobawić!
— Cześć — mruknął zaspany arlekin.
— W co się bawimy? Wyzwania? — zaproponowała.
Wiedziała, iż brat uwielbia tę zabawę. Nie zdziwiła więc się, gdy ożywił się na tę propozycję.
— Chętnie! To ja zacznę — zarządził, siadając obok siostry. — Wystrasz Cyprys!
— No dobra, ale ty musisz później ugryźć Mleczyk! — rzuciła z zadziornym uśmiechem.
— Pff, takie łatwe?
— Na początek takie! Zaczekaj tu, idę ją nastraszyć — zachichotała Miodunka.
W głowie już wymyślała następne wyzwania dla syna Bzu. W tym samym czasie córka Plusk sunęła w stronę swej rudej siostry, siedzącej w kącie żłobka, obgryzając szyszkę. Była coraz bliżej i bliżej, aż w końcu była w na tyle krótkiej odległości, aby z ekscytacją cisnącą jej się na pysk dotknąć grzbietu Cyprys. Echem odbił się przeraźliwy pisk. Liliowa zachchotała. Cyprysik była taka strachliwa!
Wszyscy wbili wzrok w bicolorkę, co ta zauważyła dopiero po chwili. Zielonooka położyła uszka.
— Miodunko, tak nie wolno — powiedziała ruda medyczka, idąc w stronę kotek.
— Przepraszam, przepraszam — fuknęła, odchodząc w kierunku kremowego.
— To było bardzo śmieszne! — zawołał Lukrecja, zakrywając pysk łapkami.
Wkurzona Miodunka od razu odpowiedziała:
— Nie było!
— Było!
— Nie prawda!
— A właśnie że było! Ale nie krzycz już więcej. Posłuchaj, mam dla nas obojga super wyzwanie — powiedział kremowy, przysuwając się do kotki, co wzbudziło w młodej ciekawość.
— Jakie? — zapytała córka Plusk, oblizując zjeżoną sierść.
— Wymkniemy się ze żłobka. Co ty na to?
Oczy młodej zaiskrzyły się. Tak! I miała nawet pomysł na drugą część wyzwania.
- Pewnie! – odparła entuzjastycznie, po czym wyszeptała bratu na ucho – możemy spróbować znaleźć też to całe legowisko medyków, gdzie mama składuje kwiatki! – rzuciła pomysłem.
- Ooo, to by było ciekawe! Chodźmy! – miauknął zadziornie.
Młoda skinęła główką po czym spojrzała na matkę, która wciąż uspokajała Cyprys. Nadarzała się okazja! Zaczęła powoli skradać się do wyjścia z kociarni, a za nią podążał jej brat, Lukrecja. Po chwili udało im się wymknąć. Spojrzeli na otaczające ich widoki. Pełno wojowników kręciło się po obozie. Ciche „łoł” wydobyło się z pyszczka koteczki. Nigdy jeszcze nie wychodziła ze żłobka, bo mama im nie pozwalała, ciągle bojąc się o nich. Miała szczególną paranoję na punkcie pewnego burego wojownika, kocięta nie miały pojęcia czemu, ale liliowa szylkretka też go nie lubiła, coś z nim było wyraźnie nie tak, nie była tylko pewna, co dokładnie. No może poza tym, że wyglądał na gbura. Ona i jej brat podążyli weszli na środek obozu, nie myśląc o tym, iż ktoś ich może przyłapać.
- Hej, patrz, tam idą wojownicy! – miauknął kremowy kocurek, wskazując ogonkiem kierunek.
- W takim razie to raczej nie legowisko mamusi. – odparła Miodunka, po czym uważnie zlustrowała otoczenie. Ona i jej brat podążyli w kierunku innego legowiska. Zajrzeli do środka, i również dostrzegli tam dwa inne koty, najpewniej uczniów. Wiedzieli, gdzie jest kociarnia, pozostały więc dwa wybory. Młoda podeszła do jednej z nich, a następnie zaniuchała delikatnie w powietrzu, po czym psiknęła. Dziwny zapach wydobywał się z legowiska. I wtedy się zorientowała, że mama nim trochę pachniała! To na pewno to! Ona i Lukrecja posłali sobie figlarne spojrzenia, po czym weszli do środka. Uderzyła w nich jeszcze większa porcja ostrego zapachu, ale i tak poszli dalej. Młoda podeszła do białego kwiatka o żółtym środku.
- Jak sądzisz, co to? – spytała.
- A to co? – spytał arlekin, tykając pewną wonną roślinę.
I wtedy nagle usłyszeli kroki, a potem dostrzegli rude pręgowane klasycznie futro w wejściu.
O oł.
Mama Plusk.
<Lukrecjo? Chyba mamy przechlapane XD>

28 maja 2022

Od Lukrecji do Miodunki

 w momencie kiedy kocięta już mogą łazić, gadać i tak dalej

Kremowy kociak leżał wtulony w bok swojej mamy. Jego rodzeństwo obudziło się wcześniej. Słyszał ich krzyki.
— Lukrecjo? Zdaje mi się, że Miodunka chce się z tobą bawić — miauknęła Plusk, oblizując głowę kocurka.
— N-naprawdę? — zapytał sennie.
Ruda pokiwała głową. No cóż. Chciała, to chciała. Może do niej na chwilę pójść. Wstał i się rozciągnął.
— Hej! — zawołała radośnie liliowa.
— Cześć — mruknął zaspany.
— W co się bawimy? Wyzwania? — zaproponowała.
Ożywił się na tę propozycję. Kochał tę zabawę! Mógł do woli pokazywać swe popisy i ogromną siłę.
— Chętnie! To ja zacznę — zarządził, siadając obok siostry. — Wystrasz Cyprys!
— No dobra, ale ty musisz później ugryźć Mleczyk! — rzuciła z zadziornym uśmiechem.
— Pff, takie łatwe?
— Na początek takie! Zaczekaj tu, idę ją nastraszyć — zachichotała Miodunka.
Szylkretowa zaczęła sunąć przez żłobek. W kącie siedziała Cyprys, obgryzająca szyszkę. Łapa liliowej dotknęła grzbiet rudej. Echem odbił się przeraźliwy pisk. Wszyscy wbili wzrok w Miodunkę. Świetnie. Będzie mógł pośmiać się z tego, jak mama będzie zwracać jej uwagę.
— Miodunko, tak nie wolno — powiedziała medyczka, idąc w stronę kotek.
— Przepraszam, przepraszam — fuknęła, odchodząc w kierunku kremowego.
— To było bardzo śmieszne! — zawołał Lukrecja, zakrywając pysk łapkami.
— Nie było!
— Było!
— Nie prawda!
— A właśnie że było! Ale nie krzycz już więcej. Posłuchaj, mam dla nas obojga super wyzwanie — miauknął, przysuwając się do kotki.
— Jakie? — zapytała, oblizując zjeżoną sierść.
— Wymkniemy się ze żłobka. Co ty na to?

< Miodunko? Hihihi >