BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Upadły Kruk x Astrowy Migot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Upadły Kruk x Astrowy Migot. Pokaż wszystkie posty

15 kwietnia 2023

Od Upadłego Kruka CD. Astrowego Migotu

*przed wojną*

Udał się za Migotkiem w miejsce, gdzie czekał już na nich bury kocur, który znudzony obserwował horyzont. Widząc ich, uniósł się ciężko na łapy. Nie odezwał się, a tylko wyszedł, kierując kroki przed siebie. Zerknął na Astra. No ciekawe będą mieli towarzystwo. Szczurzy Cień był dziwny. Nie dało się tego ukryć. Praktycznie mało z kim rozmawiał, czasami zachowując się tak, jakby był duchem. 
Ale dało się do tego przyzwyczaić. A zresztą co innego mu chodziło po głowie. 
— O co chodziło twojej siostrze? Od rana dziwnie się na mnie patrzy — zwrócił się do czarnego, podążając za ich milczącym towarzyszem. 
Frezjowy Płatek miała naprawdę dziwną opinie w klanie. Uganiała się za synem lidera, który dał jej kosza, a teraz nagle zainteresowała się jego osobą. Miał nadzieję, że to nie to co myślał. 
— Ym, wiesz... nie chcę o tym opowiadać... — mruknął jego towarzysz, odwracając wzrok.
Posłał mu długie spojrzenie, widząc jego dziwne zachowanie. Czy on wyglądał mu na zawstydzonego? Czyli coś było na rzeczy... Nie zamierzał jednak w to wnikać, skoro nie chciał. Miał i tak ważniejsze rzeczy na głowie niż jakieś plotki. Wojowniczka pewnie i tak kiedyś puści parę z gęby, gdy do niej podejdzie i zapyta jaki ma problem. 
— No dobra. Jak tam chcesz. Ah... Ciekawe czy spotykamy jakichś samotników. Coś czuje, że nie bez powodu została wybrana nasza trójka. Może chcą się nas pozbyć? — zasugerował.
To było całkiem możliwe. No bo szli sami. Trzy klanowe zakały. Nie zdziwiłby się, gdyby Irgowy Nektar tym sposobem próbowała jakoś sprawić, by nie powrócili do obozu. Nie wiedział co siedziało jej w głowie, ale słyszał o tym, że samotnicy atakowali ich tereny. Walka z nimi mogła okazać się katastrofalna. Tak... Nie wierzył w ich siły w starciu z jakimkolwiek przeciwnikiem. 
— Może, w każdym razie wolę tak zginąć niżeli jako sługus Mrocznej Gwiazdy. — szepnął Aster, wracając wzrokiem na czekoladowego. — Właśnie, bo ostatnio na treningu były jakieś dwie grupy. Wy też najpierw mieliście rozciąganie? Wcześniej tego nie było, chociaż podczas moich treningów.
— Tak... Tylko bardziej rozgrzewka. Ja biegałem — mruknął. — W sumie dobry pomysł z tym podziałem. Wtedy nasz mistrz może skupić się na mniejszej ilości osób, a ja nie spotykam się z Sosnową Igłą. — Uśmiechnął się pod nosem, bo to wręcz było cudowne uczucie, że pewnie kotka srała ze złości, że nie mogła nic mu zrobić. — W sumie... Mam prośbę — zaczął niepewnie. — Jesteś wujkiem tych kreatur twojej siostry. Czy mógłbyś przemówić Wieczornej Łapie do rozsądku i zakazać jej zadawania się ze mną? Powiedz, że przenoszę choroby czy coś i że to złapie.
— My mieliśmy... rozciąganie, nie wiem jak to opisać. Po prostu wyciąganie się a potem naparzanka. — Wzruszył ramionami, przyspieszając kroku. Przy wzmiance o prośbie przerwał mu. 
— Poczekaj. Nie uważasz, że masz za dużo już tych próśb? Cały czas tylko mnie prosisz o pomoc. Najpierw chronienie cię przez Sosną, a teraz co? Mroczną Gwiazdę ci zabić? — syknął — I potem się dziwię czemu Frezja uważa nas za... — przerwał niespodziewanie.
Zamrugał zaskoczony, tym bardziej widząc reakcje kocura. 
— Uważa nas za... co? — Spojrzał na niego, domyślając się jednak co mogła sobie pomyśleć. Sosna też miała takie głupie pomysły. Prychnął, kładąc po sobie uszy i go wymijając. Zauważył, że w klanie nie mógł na nikogo liczyć. Czego niby się spodziewał po czarnym? Wsparcia? — Nieważne. Nie to nie — miauknął dość oschle. Jakoś będzie musiał się do tego przyzwyczaić, że każdy był jego wrogiem. W końcu Astrowy Migot żywił do niego niechęć i się z tym nawet nie krył. 
Wojownik westchnął i poszedł dalej, nawet nie podnosząc wzroku. 
Gdy dotarli na miejsce zaczęli przeczesywać teren. Szczur zdawał się znudzony, oznaczając granice raz po raz. Czyżby mieli szczęście i nie spotkają dzisiaj żadnego samotnika? Na to liczył. Wtem rozległ się trzask gałązki. Zerknął w tamtą stronę, dając sygnał swoim towarzyszom do zatrzymania się. Nieznajomy ciągnął bezgłowe truchło... kota. Widząc ich, czekoladowy samotnik zatrzymał się, jak gdyby przyłapany na gorącym uczynku.
— Spokojnie. To nie jeden z waszych — zapewnił. — Sprzątam po waszym liderze. Załatwił go, oj załatwił. — Oblizał się, uśmiechając przyjaźnie. — Mam nadzieję, że to nie problem? Szczurzy Cieniu? — tu spojrzał na burego, który się skrzywił. 
— Wynoś się — mruknął do niego zapytany. — To Szaman. Poznałem go niedawno jak zabierał trupy tych samotników, co nas zaatakowali — wyjaśnił ich dwójce.
— Po co ich zabierasz? — zdziwił się Kruk, patrząc nieufnie na obcego.
— By się nie zmarnowali. Ot co — odpowiedział w ich stronę, zachowując dystans.
Czarny obrzydzony skrzywił się lekko odsuwając, z powodu bycia blisko obok kocura.
— Więc... Kanibal? — Przekrzywił łeb patrząc, jak nieznajomy oblizuje pysk. Zamrugał kilka razy, dalej przypatrując się bezgłowym zwłokom jak i obcemu.
— Jakiż kanibal? Proszę was. Mówcie mi Szaman — wymruczał miło. — Nie mam wrogich zamiarów. Żyjecie na tych terenach już taki szmat czasu i jakoś żaden wasz kot nie zaginął. 
— Bo masz w tym interes jak widzę — odpowiedział Szczur, krzywiąc pysk. — Bierz to i spadaj — westchnął w końcu. 
Samotnik pokiwał łbem.
— Już idę, idę. Ale zapraszam do siebie. Może chcecie spróbować moich specjałów? Są znacznie lepsze niż takie surowe myszy. Marynowane mięso... To rarytas... 
Ugh. Upadły Kruk wykrzywił się z odrazy. Co za świr. Nie rozumiał większości z tego co mówił, ale raczej nie był tak głupi, by gdzieś z nim iść. 
— Nie dzięki — odpowiedział mu na tą propozycję.
— I... Wiesz, że niektóre koty chorują na jakieś paskudztwa bądź mają wirusy, a ty zżerając ich jedzenie... także przyjmujesz choroby, racja? — spytał przyjaźnie Migotek. — I po co błąkasz się po tych terenach? Nie masz może stałego miejsca zamieszkania? Klifiacy mają kilka kryjówek, a tam koty myślę że są apetyczne. 
— Wiem. Jestem uzdrowicielem. Znam się na obróbce pokarmu tak, aby nie stanowiła dla kota zagrożenia. O to nie musisz się martwić. A klifiaków oczywiście znam. Nawet bardzo dobrze — Z jego pyska nie znikał przyjazny uśmiech. — I mam stałe miejsce zamieszkania. Właśnie was do niego zapraszam. 
— Nie skorzystamy — palnął Szczur, masując się po skroni. 
Szaman przyjrzał się uważnie buremu, po czym wzruszył ramionami. 
— Jak tam chcecie. — Złapał ciało za kończynę, po czym skierował kroki w kierunku rzeki, która oddzielała ich klan od Klanu Klifu, znikając niczym zjawa za drzewem. 
Dziwak... Dobrze, że jednak nie miał ochoty ich pożreć. Wyglądał może i przyjaźnie, ale budził w nim jakiś niepokój. Pewnie znał się z Mroczną Gwiazdą. Pamiętał jak lider mu powiedział o tym, że Klan Wilka jadł kiedyś koty, by przetrwać, a wmawiał im wszystkim, że to był dzik. Astrowy Migot pewnie o tym nie wiedział...
Czarny uśmiechnął się w momencie, gdy samotnik poszedł sobie, a na widoku została tylko łapa martwego ciała. 
— No to... chyba już wiemy, że ten Szaman kręci się tu, racja? — Aster spojrzał na Szczura o dziwo spokojnie jakby ta wizyta nigdy nie miała miejsca.
— Mhm... — mruknął bury. — Jak chcesz możesz iść powiadomić lidera, a jak nie to nie. Mam to gdzieś — burknął pod nosem, jak gdyby był z czarnym vanem w dość napiętych stosunkach. Ta informacja była... Ciekawa. Powinien ją zapamiętać. 
Spojrzał na Astra, czekając na jego reakcję na słowa burego.
— Chyba sobie odpuszczę — mruknął beznamiętnie i szybko przemaszerował trochę dalej, jednak zatrzymał się, dając znak Krukowi, by za nim podążył.
Widząc znak podesłany mu przez Astra, zaciekawiony ruszył za nim, pozostawiając zamyślonego Szczura samemu sobie gdzieś z tyłu. 
— Hm? O czym myślisz? — zapytał go.

<Aster?>

10 kwietnia 2023

Od Astrowego Migotu CD. Upadłego Kruka

 Spoglądał na niego raz po raz, dalej bacznie obserwując, czy żaden kot nie patrzy się na nich. Ku jego szczęściu, nikt nie zwrócił uwagi na dziwne zachowanie Astra czy też jego niecodzienny wygląd, z czego był bardzo zadowolony.
— Nie no... Możesz zawsze rzucić mnie jej na pożarcie — odpowiedział kąśliwie, dalej skierowany do niego tyłem. — Albo przeboleć to jak na kocura przystało i przestać się mazać jak jakaś kotka.
Prychnął, by ukazać swoją wielką złość, i ułożył się wygodniej na legowisku. 
— To chociaż odwróć się jak kocur, a nie każesz mi sobie dupę wąchać. — mruknął, kątem oka patrząc na zamyślonego cętkowanego kota. Po chwili namysłu łaskawie odwrócił się, mrużąc zielone ślipia. 
— Już lepsze widoki? — Czekoladowy podniósł brew. Przez chwilę jeszcze wpatrywał się w niego i jego pysk rozmyślając nad czymś. Patrząc w jego oczy przeszły mu ciarki po grzbiecie. Niby ładne, zielone niczym trawa w okresie pory zielonych liści, przyglądając się nim jednak można było dostrzec coś takiego, co sprawiało, że futro stawało dęba. Otrząsnął się szybko, odpowiadając na prawie pytanie przyjacielowi.
— O wiele. — miauknął, kładąc pysk na swoich łapach.
Kruk chwilę jeszcze obserwował Astra, aż w końcu przymknął kolejny raz swoje oczy. Trwał tak w ciszy dość dłuższą chwilę, aż nie poczuł się senny. Odpłynął dość szybko, zapominając o całym świecie. Jednak to nie był koniec. Gdy mijały uderzenia serca, pochłonięty przez sen, zaczął mamrotać pod nosem jakieś niezrozumiałe słowa, przytulając się bardziej do kocura. Czarny mozolnie podniósł pysk, który teraz dla niego ważył setki kilogramów i zamglonym wzrokiem zaczął mierzyć otoczenie. Dalej w półśnie, rozciągnął się, wyciągając łapy mocno do przodu, ziewnął i znów poszedł w kimono. Zaraz znów dziwne zachowanie kocura obok ponownie obudziło Astrowy Migot, tym razem będący trzeźwiejszy niż wcześniej, skrzywił się i dziabnął pazurem Kruka w bok, jednak ten nic. Za drugim razem, czekoladowy strzepnął łapą, odganiając „natrętną muchę”.
 — Mamo jeszcze chwila... — wymamrotał zaspany, nawet nie otwierając oczu.
Zniesmaczenie wskoczyło sobie na pysk Astrowego Migotu i kładąc długie uszy, cicho szepnął. 
— Łasica! Nie jestem twoją matką, wstawaj! 
— Mhm... — Czekoladowy wymruczał pod nosem, po czym ziewnął. Powoli otworzył oko, a widząc praktycznie nic, jęknął. — Jest noc. Daj mi spać. — Zasłonił pysk łapami, by odciąć się od świata. Dopiero po chwili rozbudzony nieco bardziej tymi słowami, spojrzał na Astra zaskoczony tym, że był tak blisko. — Aster? A ty co tu robisz... Ah... — przypomniał sobie o tej umowie. — Już idę, idę. — Uniósł się na łapy, przeciągając się.
— Nie o to chodzi. — syknął zniechęcony w jego stronę. — Dobrze się czujesz? Nie sądzę, by nazywanie innych kotów „Mamą” należało do normalnych czynności. — mruknął prześmiewczo. Skwaszony Łasica spojrzał na niego leniwym wzrokiem, wyglądając, jakby dalej spał.
— Huh? Co? Majaczysz już? Nie mówiłem czegoś takiego — prychnął, kręcąc łbem. — A jak już to pewnie to było nie do ciebie, a do osoby z mojego snu. Jakbyś nie zauważył, to jeszcze się nie rozbudziłem — ziewnął ponownie. — Nie dopowiadaj sobie. — Pacnął go lekko w nos. Czarny wzdrygnął się na uderzenie i warknął cicho pod nosem. Kątem oka zauważając dziwny ruch po jego prawej. Spoglądając w tamtą stronę, ujrzał zdziwioną Frezję, która ziewając, przetarła oczy łapą. Spanikowany odgonił cętkowanego od siebie, wypierniczając go z legowiska i jeszcze dalej. Mimo jego starań siostra najwyraźniej zobaczyła, że Kruk dziwnym trafem znalazł się koło niego na tym samym legowisku i odwracając wzrok, zaśmiała się cichutko. Położył uszy, wracając wzrokiem na ociągającego się zmęczonego kota.
— Idź, idź. — pogonił go speszony, zwijając się w kulkę i zakrywając pysk ogonem. Jaka wtopa. 

***

Ledwie wyszedł z legowiska, ledwie przeciągnął się leniwie na start nowego dnia, siostra zaczęła zadawać masę pytań na temat tej wczorajszej akcji. Naprawdę nie chciał sobie przypominać, co się tamtego dnia działo.
— Mówię ci chyba setny raz... Nie. Nie jesteśmy razem. — warknął stanowczo, przymykając oczy i marząc, by teraz zapaść się pod ziemię.
— No ale jak to? Przecież widzę, jaki dla ciebie jest ważny. No i ten... pocałunek na treningu... — przypomniała mu o tym. — Wtedy sądziłam, że to takie odwrócenie uwagi, ale dzisiaj was widziałam, jak spaliście razem słodko, a potem tak konspiracyjnie od siebie odeszliście, by nikt się nie dowiedział. Mnie możesz powiedzieć, braciszku! Cieszę się, że znalazłeś sobie kogoś, naprawdę. Nie wstydź się.
Spalił buraka, kładąc uszy i opuszczając ogon, pisnął. 
— N-NIE! To było tylko odwrócenie uwagi, t-tak jak sądziłaś! A-a to wczoraj... Długa historia, ALE NIE MA NIC WSPÓLNEGO Z TYM, O CZYM MYŚLISZ! — syknął zawstydzony, jeżąc włos na karku. 
— Ale po co te nerwy! Nie bój się. Nikomu nie powiem. Obiecuje. — Otarła się o jego bok, posyłając mu uśmiech. — Jak to nie? Na pewno? — zmartwiła się. — Pasujecie do siebie. On cię lubi, ty go lubisz. Co stoi wam na przeszkodzie? 
— S-Skąd doszłaś niby do wniosku, że ja go lubię, bądź że on mnie lubi? To nawet nie trzyma się kupy! — warknął, powoli mając tę całą rozmowę po kokardę. 
Zdziwiona szylkretka mrugnęła kilka razy, uśmiechając się nerwowo.
— No bo... spędzacie ze sobą czas. Dość często rozmawiacie i się uśmiechacie. Nie zauważyłeś tego? — zdziwiła się. — Sądziłam, że... No wiesz... Zależy ci na nim... Inaczej jak wytłumaczysz to spanie ze sobą? Mówisz, że to długa historia, to proszę. Opowiedz mi. Proszę. Braciszkuuu. — Posłała mu proszące spojrzenie. — Bo jak nie ty, to zapytam twojego przyjaciela.
Jego pysk wykrzywiał się z każdymi informacjami, które do niego dolatywały.
 — Y... Więc...  —  zaczął powoli, ale widząc, że kotka nie zamierza odpuścić, westchnął i zaczął opowiadać.
  — Wczoraj wróciłem z treningu, i położyłem się na legowisku, to raczej normalne. Kruk podszedł, i spytał, czy może się gdzieś ukryć, by Sosnowa Igła go nie znalazła, więc pozwoliłem mu się ukryć koło mnie, by nie zagryzł mnie, jak to ma w zwyczaju. Jak Sosna poszła spać, to go wypędziłem. Widzisz, do niczego nie doszło!  — mruczał na jednym wdechu, prawie dławiąc się własnym językiem, by zaraz złapać głęboko powietrze i zażenowany spojrzeć w ziemię.
— O rany, ale to słodkie! — zapiszczała podekscytowana. — Jesteś jak taki bohater... Ah... Dużo bym dała, by Chłodny Omen się o mnie tak troszczył. — Zwiesiła smętnie łeb, ale zaraz się wyprostowała. — Ale wracając do ciebie braciszku... To chyba przesadzasz. Dlaczego miałby cię zagryźć? Wydaje się... taki samotny. Mam jednak nadzieję, że się pogodzicie. Powinieneś też sobie kogoś znaleźć. Mama byłaby szczęśliwa. — miauknęła.
Westchnął ciężko, tylko marząc o tym, by nigdzie nie znalazł się w pobliżu sam Łasica. 
— Nie jest to słodkie! T-to tylko pomoc, i tyle. Pamiętaj, że Chłodny Omen tylko zrobił ci kociaki i raczej nie zamierza spędzić z tobą reszty życia. Gdybym tylko mógł, bym go wypatroszył, ale masz wszystko, co potrzebne do szczęścia, racja? — uśmiechnął się, jednak wracając do tematu, uśmieszek zmienił się w grymas. — Nie przesadzam! I nie jestem gejem. 
Frezja strzepnęła tylko uchem na wzmiankę o tym, że Chłód jej nie kochał. Nie musiał jej tego przypominać. Dalej się nie mogła z tym pogodzić. 
— No dobrze... Skoro tak mówisz. To znajdę ci jakąś kotkę. Co powiesz na... — przerwała, bo w zasięgu wzroku pojawił się kochaś brata, który zmierzał w ich stronę. — Och ten. Nie przeszkadzam już wam. — Wojowniczka odeszła z uśmiechem, mrugając do brata okiem. 
Kruk zmierzył wzrokiem jego siostrę, dziwiąc się, o co jej chodziło, po czym się odezwał. 
— Jesteśmy oddelegowani do patrolu ze Szczurzym Cieniem. Mamy sprawdzić granicę z Klanem Klifu, skąd przedostają się samotnicy.
— Rozumiem. — mruknął smętnie piorunując wzrokiem siostrę i u boku syna Zakrzywionej Ości udał się na miejsce, gdzie czekał wcześniej wspomniany kocur, który na ich widok podniósł się ciężko, i poprowadził ich do wyjścia z obozu.

<Łasico?>
1228 słów!!

17 marca 2023

Od Upadłego Kruka CD. Astrowego Migotu

Prychnął pod nosem. On? Umył? Chyba w jego snach. W zasadzie i tak nie capił jakoś mocno... Przecież nie tak dawno miał niemiły zaszczyt zostać wypucowany przez Sosnową Igłę, która świetnie się przy tym bawiła. Na szczęście później, gdy uwolnił się od swoich prześladowczyń, znalazł jakieś świństwo i się w nim wytarzał, by ukryć swój mało kocurzy zapach. Nie mógł znieść myśli, że w pewnym momencie ktoś to zauważy i będzie zwracał się do niego jak do baby. To godziło w jego dumę. Dlatego też dla niego smród był prawdziwą oznaką męstwa i odwagi. Jego zdaniem każdy wojownik powinien śmierdzieć, by było widać, że coś robi, a nie się leni. 
— Nigdy... — rzucił tylko, nie wspominając mu o swoich przeżyciach z wodą. — Brzydzi cię zapach męstwa? Potu, krwi i ziemi? — parsknął. — Ale masz delikatny nosek. Ciekawe jak sobie poradzisz na wojnie, Migotku. Nie możesz się już tego doczekać? Będzie fajnie komuś tak wlać, co?
O tak... Już w zasadzie nie mógł się jej doczekać. Miał nadzieję, że wojna wybuchnie dość szybko i zginie w niej każdy, kto ośmielił się nadepnąć mu na odcisk. Trochę przez to był zazdrosny, ponieważ plan matki szedł idealnie tak jak sobie wymarzyła. Doprowadziła do tego, aby Klan Burzy rzucił się do gardła Mrocznej Gwieździe, a jego? Jego stał w martwym punkcie. Może to co niedługo się wydarzy będzie idealnym pretekstem, by też zacząć działać? 
— Nie brzydzi, nawet pot i łajno jeszcze przeżyję, ale to jest po prostu... eh. Niehigieniczne? Dodatkowo smrodem tylko dajesz na przykład Sosnowej Igle znać, gdzie jesteś —  powiedział Migotek. — Wojna brzmi... ciekawie, nie powiem. Od dawna mam chęć komuś przylać, mimo iż moje umiejętności są tylko na poziomie dopuszczalnym.
Niehigieniczne? Co on mu tu wmawiał? Sam był jak taka baba, skoro na każdy najmniejszy okruszek na swoim futerku reagował kręceniem nosem. 
— Jakbym się umył to zaczęliby mnie wyzywać od bab — prychnął, jeżąc się na samą myśl. — O ja też... Nie wiesz jak bardzo mnie korci, by przeorać komuś pysk. Da się w sumie na treningach, ale wiesz jak to jest... Jeszcze się ktoś obrazi i będę mieć przesrane. — Przymknął oczy, bo zrobiło mu się ciepło przez obecność kocura obok siebie. Był lepszym ogrzewaniem niż taki mech, który zwykł nakładać na swój grzbiet. 
Wojownik zmrużył lekko oczy, zerkając na niego ukrytego obok. 
— Tsa... — mruknął rozmyślając o czymś, odwracając wzrok, a następnie ponownie zerknął na cętkowanego, uśmiechając się lekko z rozbawienia. — Wyglądasz jak kociak tak wtulony. — parsknął, zakrywając pysk łapą.
Otworzył oko, posyłając mu niezadowolone spojrzenie, krzywiąc dodatkowo swój pysk. Co takiego? On kociak? Niby z jakiej strony? I wcale przecież się w niego nie wtulał! To on go okrył ogonem! Sam wychodzi z inicjatywą, a teraz jeszcze zaprzeczał. No wiecie co... Kto tu niby zaprzeczał co do tego, że był kotką?
— Pff... Wcale nie. Sam się do mnie kleisz. I to nie pierwszy raz z resztą — przypomniał mu o tamtym pamiętnym treningu. — Jakbym się tulił do ciebie jak kociak, to zrobiłbym tak. — Przysunął się bardziej, kładąc łeb na jego piersi. — W sumie... Wygodny jesteś. Może zostanę dłużej — mruknął, chcąc mu zrobić tak na złość.
— A sam tu się wpierniczyłeś i zacząłeś zakopywać pode mną — mruknął czarny, krzywiąc się na wzmiankę o tamtej akcji. — Czyli teraz jesteś kociakiem, tak? — Spojrzał na niego jak na wariata. — I nie, póki ta zmora nie zaśnie, zostajesz. Jak pójdzie śnić o jakiś motylkach to idziesz na swoje miejsce. Jak nie, to zaprowadzę cię jak kociaka, za łapkę do niej i z czystą chęcią będę patrzeć jak się tobą zaopiekuje.
Prychnął na to, odklejając się od jego sierści, dając mu nieznaczną swobodę. Jakoś wzmianka o Sośnie i jej opiece spowodowała, że nie zamierzał z nim dyskutować. Wszystko co wiązało się z burą kocicą sprawiało, że aż się skręcał, a ochota na żarty znikała wręcz w natychmiastowym tempie. 
— No już, już. Spokojnie. Tylko żartowałem. Co masz takiego kija w tyłku? — Przewrócił oczami, odwracając się do niego tyłem. — Powiedz mi kiedy uśnie.
Czy był obrażony przez te słowa? No może nieco. Nie zamierzał jednak zachowywać się jak mysi móżdżek i mówić co myślał. Na ten moment zależało mu na jednym. Ochronie przed tą wariatką. Szkoda tylko, że Aster musiał być... taki. Czasami jego zachowanie bardzo go irytowało, chociaż dostrzegał, że nieco darzył go sympatią? Inaczej nie pozwoliłby mu na takie swawole. 
— Odsłaniasz się. — usłyszał jego syk, nie zauważając tego jego wzroku, jakby miał go zaraz zagryźć. Wojownik podniósł głowę, sprawdzając czy ktoś czasem nie zauważył jego obecności. Tylko Wścibski Nochal patrzyła na nich, a bardziej na Astra, jak na idiotę. Co się dziwić? Dwójka kocurów na jednym posłaniu... dość dziwne zjawisko. Dodatkowo, że jednym z nich był syn Ości, a drugim przybrany syn Motylego Trzepotu, z czego było wiadomo, że obie się zbytnio nie lubiły. 
Usłyszał jak Astrowy Migot wydał z siebie po raz kolejny westchnięcie, po czym poczuł jak ten z obrzydzeniem, lekko przysunął go do siebie, patrząc na niego jak na łysą mysz i wracając zaraz do dalszej obserwacji. No... Szczerze to tego się po nim nie spodziewał. Nie skomentował jednak tej sytuacji, dalej będąc w tej samej pozycji i czekając aż Sosnowa Igła pójdzie spać. Uderzenia serca mijały, lecz nic się nie zmieniało. No poza tym, że wyczuł jak ten jego "męski" ochroniarz drży. Czyżby bura rzucała w ich stronę dziwne spojrzenia? 
— Szczerze? To nie wygląda na to, aby miała zasnąć... 
Słysząc raport Migotka, wykrzywił pysk. Tego mu tylko brakowało. No nic... Zawsze mógł posiedzieć przy Astrze dłużej. Już i tak nie posiadał godności, po tym jak zrobił z siebie pośmiewisko w obozie z inicjatywy właśnie tej wariatki. Liczyło się to, że miał przez chwilę od niej spokój i mógł nieco wypocząć, nie słysząc tego jej piskliwego głosu, który drażnił jego uszy. 
— Kiedyś w końcu musi pójść spać. Nie będzie czatować całej nocy. Znudzi jej się. Nie martw się — zapewnił, wracając do czuwania z przymkniętymi powiekami. 
Jakoś tak go znużyło. Ciepło, miły dotyk i poczucie bezpieczeństwa sprawiły, że pierwszy raz od dawna się zrelaksował. Powinno to być dla niego dziwne, ponieważ wojownik przeorał go kilka razy podczas treningu i po głosie jak i rzucanych przez niego spojrzeniach wiedział, że ten pewnie uważał go za bezwłosą larwę, która się go doczepiła. Mimo to... I tak nadal odczuwał spokój. 
— Gdybyś był na moim miejscu, zdziwiłbyś się. Wygląda jakby jakieś pobudzacze wzięła, bądź kocimiętki się naćpała jak nie wiem co..! — Kocur skrzywił się mierząc wzrokiem burą, która chyba nie zauważyła jego lodowatych ślepi.
Parsknął na to cichym śmiechem. Cóż... To brzmiało jak Sosna. Chociaż nie widział, by kiedykolwiek coś ćpała. Dla niego była po prostu nienormalna. Praktycznie była taka odkąd pamiętał. Nic się nie zmieniła. Nic, a nic. 
— To jakie widzisz wyjście z tej sytuacji skoro tak ci się śpieszy, by się mnie pozbyć? — zapytał, nadstawiając ucha, ukrywając swój niezbyt zadowolony ton. Nie chciał w końcu tak szybko wracać na zimny mech. To wiązało się z utraceniem bezpieczeństwa i skazaniem na ponowne na udawanie, że wszystko było dobrze. 
— N-no chyba... Nie ma wyjścia — westchnął ciężko wojownik. — Czy to znaczy, że muszę z tobą się dzielić... p-posłaniem...? — ledwo wyksztusił z siebie, a następnie płożył uszy, jakby powoli godząc się ze swoim okropnym losem.
— Nie no... Możesz zawsze rzucić mnie jej na pożarcie — odpowiedział kąśliwie, dalej skierowany do niego tyłem. — Albo przeboleć to jak na kocura przystało i przestać się mazać jak jakaś kotka.

<Aster?>

12 marca 2023

Od Astrowego Migotu CD. Upadłego Kruka

Warknął, jeżąc się i próbując jeszcze bardziej zepchnąć kocura ze swojego posłania.
— Wiem przecież, nie jestem głupi — prychnął Łasica. — Przestań się zachowywać jak kociak i słuchaj — ściszył głos, kładąc mu swoją łapę na pysku, przez co nawet nie mógł nic powiedzieć. Uspokoił się trochę, patrząc w pół obrzydzeniem, i w pół zaciekawieniem. — Sosnowa Igła ostatnio mnie coraz bardziej nęka, więc zlituj się. Jak uśnie to sobie pójdę — zapewnił go, wpatrując się w niego. Bycie jego strażnikiem nie brzmiało jak dobry pomysł. Westchnął, i rozciągnął się, by zasłonić ciałem czekoladowego. Nawet zakrył go swoim ogonem, przez co można by powiedzieć, stał się niewidzialny. Tylko nienaturalnie wyglądało, że taki patyczak jak Aster, stał się nagle szeroki jak Dzicza Siła.
— Starczy? — spytał, lekko odkrywając jego obrzydliwą mordę.
Syn Ości otworzył oczy ze zdziwienia, chyba nie spodziewając się zgody. 
— Może być — mruknął uradowany, zwijając się w kłębek. 
Aster przewrócił oczami, znów zakrywając go kitą, i starając się wyglądać jak najbardziej naturalnie jak tylko mógł. Ziewnął, rozglądając się wokoło. Uśmiechnął się lekko, póki nie spotkał się wzrokiem z... Sosnową Igłą. Patrzyła się na niego jakby miała go rozerwać na strzępy, zjeść utopić i złożyć z powrotem. Położył uszy, a jego uśmieszek z nerwów zniknął, i przerodził się w niepewny grymas. 
— Patrzy się na mnie — mruknął cicho, w duszy panikując się ze stresu.
— A niech sobie patrzy. Zignoruj ją, to sobie pójdzie — powiedział czekoladowy poprawiając się na miejscu. — Nie cykorz tak, bo to czuć jak jest się tak blisko twojej gęby. Nic ci nie zrobi.
Popatrzył z pogardą na niego i zadarł wysoko pysk po czym jak gdyby nigdy nic zaczął myć swoje łapy.
— Mam nadzieję — syknął przez zęby kładąc swoją głowę na łapach, starając się jakkolwiek uspokoić czy coś, jednak tego traumatycznego widoku już nigdy nie odzobaczy. Dodatkowo smród kocura, który się przylepił do niego, kuł w nos jak zgnilizna. 
— Umyłbyś się kiedyś.

<Kruczku?>

11 marca 2023

Od Upadłego Kruka CD. Astrowego Migotu

 Jego życie powoli schodziło na psy. I to dosłownie. Nie cierpiał Wieczornej Łapy, która uwzięła się na niego tak, jakby stanowił dla niej wspaniały zapychacz czasu. Na dodatek Sosnowa Igła... O niej to nie chciał nawet wspominać. Kocica wręcz zaprzyjaźniła się z dzieckiakiem, stanowiąc z nim istnie piekielne duo. Nic więc dziwnego, że gdy widział którąś z nich na horyzoncie, starał się je minąć tak, by nie spojrzały na niego tym swoim sadystycznym wzrokiem. 
Wszystko szło nie tak! Przez to, że był niczym maskotka, którą psy Mrocznej Gwiazdy kąsały i trącały ze śmiechem, nie miał czasu, by zrobić cokolwiek co sobie postanowił. Miał plan, miał nawet sojuszniczkę, która zdawała się znacznie bardziej mądrzejsza od Nocnej Tafli i żywiła niechęć do lidera w równym stopniu co on. No i znała jego matkę. To jedyne sprawiło, że udało mu się z nią dogadać, gdy razem zajmowali się naprawą obozu po ostrej wichurze jaka miała miejsce. Starali się być ostrożni. Nie rozmawiali ze sobą, nie spotykali się. To było po to, aby Irgowy Nektar nie zauważyła, że się do siebie zbliżyli. Praktycznie rzucił na jej barki załatwienie wszystkiego, ponieważ ta miała więcej luzu od niego i nie była non stop obserwowana. Liczył na to, że ich plan się powiedzie, zwłaszcza gdy usłyszał, że Klan Wilka wypowiedział wojnę. Mroczna Gwiazda wręcz kopał sobie grób. To było... idealne. Na dodatek ta cała Bylica. Mieszała w ich klanie tak, że lider miał na głowie masę problemów, tracąc raz po raz czujność. Teraz pewnie zamartwiał się tym co działo się na terenie ich klanu i czarnej wizji przyszłości. A on czekał... Czekał, wykazując wręcz niesamowitą cierpliwość. Udając tego, co poddał się, co porzucił swoje plany. 
Widząc wchodzącego do legowiska Migotka, na pysku pojawił mu się uśmieszek. Obserwował jak ten kładzie się na swoim legowisku, najpewniej zmęczony tym wszystkim co działo się w klanie. Może i by nie zareagował na to i dał mu w spokoju odsapnąć po ciężkim dniu, lecz widok Sosnowej Igły sprawił, że powoli wlazł do leża kocura, kładąc się tuż obok niego, co sprawiło, że ten spojrzał na niego jak na mysiego móżdżka. 
— Cicho — powiedział do czarnego, wciskając się obok. — Zaraz ci wszystko wytłumaczę — obiecał, chowając się przed wzrokiem burej wojowniczki. 
Wojownik nie wydawał się zadowolony z tego, że ograniczał jego przestrzeń osobistą, bo zaczął go spychać i majtać tymi swoimi łapami w różne strony. 
— Spadaj, to moje miejsce — zaczął swój sprzeciw jak jakieś kocię. 
Ugh! Przecież mówił mu, że zaraz to wytłumaczy! Co on tak panikował? 
— Wiem przecież, nie jestem głupi — prychnął. — Przestań się zachowywać jak kociak i słuchaj — ściszył głos, kładąc mu swoją łapę na pysku, by opanować jego dziwne ruchy. — Sosnowa Igła ostatnio mnie coraz bardziej nęka, więc zlituj się. Jak uśnie to sobie pójdę — zapewnił go, mając nadzieję, że ten się zgodzi na taką... niecodzienną propozycję. 

<Asterku?>

04 marca 2023

Od Astrowego Migotu CD. Tchórzliwego Upadku (Upadłego Kruka)

Podążał za mistrzem przed siebie, nie zważając specjalnej uwagi na towarzyszów. Słyszał głos Oszronionego Słońca, Trójokiej Wrony, Pustynnej Róży no i oczywiście Tchórzliwego Upadku, który towarzyszył mu kilka minut przed wyruszeniem. Było jeszcze więcej kotów, ale były cicho tak jak Aster. Czekoladowy strasznie go irytował. Nigdy nie sądził, że kot może być tak denerwujący, jak i mądry. Westchnął i jedynie szykował się na porządny wycisk. Nie musiał długo czekać, by ujrzeć polanę treningową. Ciekaw był, z kim będzie miał pojedynek. Jednak jego nieszczęście podążało za nim jak cień.
- No popatrz, jak się złożyło. To co? Rewanżyk?
Łasica stanął przed nim ze znaczącym uśmieszkiem. Czemu Klan Gwiazdy aż tak go nienawidzi, by spychać na niego karę w postaci upierdliwego kota, jakim był Tchórzliwy Upadek?
- Z wielką chęcią - mruknął znużony, omijając kocura. Już miał się oddalić, gdyby nie rozkaz Chłodnego Omenu. No i, jakże inaczej, musiał walczyć z Łasicą. Co za szok i niedowierzanie.
Przeciwnik ustawił się przed nim, a gdy mistrz dał sygnał do ataku, skoczył na Astra w celu przygwożdżenia go do podłoża. Na szczęście w porę odsunął się od napastnika, przez co Łasica upadł na ziemię. Jednak szybko wrócił do siebie i rzucił się na kocura. Tego jednak nie miał jak uniknąć, więc pazury przejechały mu po poliku. Syknął cicho i otrząsnął małą ilość krwi. Cętkowanego najwyraźniej to rozbawiło, a krótko po tym znów naskoczył na czarnego. Gdy wróg przez chwilę wznosił się w powietrzu, szybkim susem przybliżył się, a gdy jego klatka piersiowa znalazła się nad nim, wyciągnął łapę i jednym ruchem przeciął ją, chociaż lekko i nie była to poważna rana. Gdyby wbił się trochę głębiej, Tchórz by go rozszarpał.
- Dobrze ci idzie - mruknął serdecznie w stronę rozgniewanego kocura.
Łasica, po krótkiej przerwie na oddech, pobiegł do niego, tym razem nie skacząc, a taranując go łbem, wgryzając się ostro w jego kark. Czarny, chcąc nie chcąc, poleciał z nim, dostając nieźle w bok, przez co zacisnął zęby. Gdy już spadł na ziemię, czuł mocny nacisk na kończyny i nie było opcji wyrwania się z tego. Czas jego plan wdrożyć w życie.
- Wyglądasz na wkurzonego, przecież to tylko trening prawda? - Uśmiechnął się cwaniacko.
Tchórzliwy Upadek przycisnął go do ziemi, wisząc swoim pyskiem mysi skok od jego pyska. Zirytowane spojrzenie jego oczu wbijało się w te należące do kocura.
- Owszem, trening. Ale zagrywka była poniżej pasa. Mogłeś mnie wybebeszyć - prychnął.
- Rzeczywiście mogłem, ale nie uważasz, że to było za szybko? - Uśmiechnął się i przybliżył swój pysk do czekoladowej mordy. Liznął go po niej, chociaż w tym momencie chciało mu się już haftować. Położył łapy na jego plecach, przyciągając go do siebie, po czym wbił głęboko pazury. Chwilę odczekał, czując zdezorientowanie kocura, położył tylne łapy na jego brzuch i odepchnął przy tym, przejeżdżając mu pazurami po barkach, jednak nie było to bardzo mocno, tak jak można było się tego spodziewać. Uśmiechnął się i skoczył na cętkowanego, jednak nie spodziewał się tego, że przeciwnik, i nawet nie, że przechwyci ten ruch, a samego Astra chwytając go boleśnie za łapy i przyciągając go do siebie, przy tym wywalając go i wywracając go na plecy i przyszpilając do ziemi. Cicho stęknął, czując ból w łapach. Zaczął panikować, jednak nie widać było tego po nim.
Łasica najwyraźniej znerwicowany, jak i wkurzony wbił mocniej pazurska w jego futro.
- Odbiło ci?! Co w ciebie wstąpiło, pacanie?! Myślisz ty trochę?
- I tak nie mam, jak ci dorównać więc zwyczajne zdezorientowanie cię było jedynym wyjściem - mruknął, wzruszając ramionami. Uśmiechnął się skrycie, bo jego plan zadziałał, i chociaż na kilka sekund poczuł się silny, że pokonał Łasicę, i nie przeszkadzały mu dodatkowe rany na pysku. - No chyba nie myślałeś, że to było na serio. Typowa zagrywka, która i tak jest miętolona przez wieki. - Słysząc komendę mistrza wskazującą na zaprzestanie, wyślizgnął się z uchwytu kocura i odszedł, trąc ogonem o powierzchnie pola bitwy, zadowolony z siebie.
- Dobra przyznaję, że niezła sztuczka. Uwierzyłem aż przez chwilę, że na mnie lecisz, a walka to pretekst byś mógł sobie na coś pozwolić.- Usłyszał, jak kocur miauczał za nim, kulejąc obolały.
Zaśmiał się cicho.

- Dziwny jesteś. Ja, zakochany w takim czymś jak ty? Niestety muszę popsuć twoje marzenia, nie jestem zainteresowany nikim i niczym i najprawdopodobniej nie będę. - mruknął z przekonaniem i usiadł, obserwując następną walkę.
Usiadł mu na ogon z mściwym uśmieszkiem.
- Co takiego mówiłeś? Jakie „czymś"? Nie jestem rzeczą. Jak już to mówi się nie i tyle, bo jeszcze stracisz ten język, Migotku. Mama nie uczyła cię szacunku do starszych od siebie?
Już miał parsknąć śmiechem na „starszych od siebie”. Najwyraźniej Łasica coś brał przed treningiem. Może w tej myszy mu coś dosypali?
- A to niby czym jesteś? - mruknął i zmrużył oczy, ignorując ból w ogonie. - A poza tym wyrywanie języka... obrzydliwe...- Przybrał zniesmaczony wyraz pyska.
- Mówi się kimś! - poprawił go, prostując się. - A skąd wiesz, że obrzydliwe? Widziałeś już coś takiego, że oceniasz?
- Nie, ale sama myśl o tym, by włożyć pysk i wziąć do buzi język- eww… - syknął obrzydzony, że aż go zaczynało wykręcać.
- Taak. - Zielonooki zachichotał, widząc jego minę. - Delikatny jesteś, widzę. No, no, no. Interesujące. Ale muszę przyznać, że mnie nieźle skopałeś. Będę musiał zajść do medyka.
- To, że mnie coś brzydzi, to znaczy, że jestem delikatny? - Spojrzał na niego z nasuniętymi na oczy brwiami. - Dzięki - dodał, odwracając wzrok z lekkim uśmieszkiem. Czekał na jakieś słowa od kocura jednak cisza. - Co, pomóc ci czy czego oczekujesz?
- Nie potrzebuje pomocy - prychnął. - Bywałem w gorszym stanie i dawałem radę dojść sam. To były słowa uznania - powiedział oglądając kolejną walkę.
- Wiem.
Jeszcze chwilę oglądali walki innych wojowników, a gdy trening zakończył się, wszyscy ruszyli do obozu.

***

Był co prawda wieczór, jednak Aster nie miał potrzeby do odpoczynku. Wyszedł na zewnątrz legowiska i usiadł na skraju polany pod drzewem. Jedynymi kotami, które jeszcze gadały na polanie, były Sosnowa Igła i Błękitny Płomień. Powoli zaczynało się już robić ciemno, a ostatnie promienie słońca już zaczęły znikać. Wszedł mozolnie do legowiska wojowników i ułożył na posłaniu.

<Kruczek?>

27 grudnia 2022

Od Tchórzliwego Upadku (Upadłego Kruka) cd Astrowego Migotu

Nie rozumiał kompletnie kocura. Nie chciał jeść śniadania? Przecież trening o pustym żołądku mógł go przekręcić. Co za mysi móżdżek. Widać było po nim, że uparty był jak nie wiadomo kto. Nie zamierzał jednak go do tego przymuszać. Nie był jego matką. O! Wpadł na świetny pomysł jak zabawić się jego kosztem. Na pewno mu się to spodoba. 
- Ah... Rozumiem. Czekasz aż mamusia cię nakarmi? - Uśmiechnął się perfidnie w jego kierunku, widząc jego minę.
- Ha, ha, ale śmieszne. - prychnął automatycznie czarny, odwracając się od niego.
Ojoj... Obraziło się kocię. Ale tak... Było to zabawne. 
- Bardzo - potwierdził zadowolony. - Pewnie mówi ci coś w stylu. "Asterku kochany, zjedz za mamusie" - parsknął, przybliżając się do niego, nie dając mu odsapnąć nawet na chwilę.
- Co ty się zakochałeś czy co? Aż tak brakuje ci drugiej połówki? - mruknął starając się uniemożliwić mu widok na swój pysk. 
Co on wygadywał?! Ugh! Nie interesował się nim! To było niedorzeczne. Nie był jak inni. Nie obchodziły go te sprawy związane z zakładaniem rodziny, czy też obdarowywanie się czułostkami. Miał ważniejsze rzeczy na głowie niż takie coś. Musiał wykonać plan, który pomoże Klanowi Wilka raz na zawsze pozbyć się Mrocznej Gwiazdy z tej ziemi. Związek by skutecznie mu w tym przeszkadzał.
- Ja? Skądże. Nie mam czasu na takie przyziemne rzeczy. Miłość jest głupia i ślepa. Strasznie... zaburza postrzeganie na rzeczywistość, a to oznacza, że jest słabością. Ja nie zamierzam być słaby, bo to łatwa droga do śmierci - wymiauczał. - Jesteś po prostu zabawny. Przypominasz mi mojego brata... Tego lepszego oczywiście, nie Kanią Łapę.
- Tak, tak, teraz winny się tłumaczy. - Przybliżył pysk do jego pyska z złośliwym uśmieszkiem. - Nie wiedziałem że jestem tak oszałamiający że poderwę takiego narcyza nie robiąc nic! 
Co. No to go wmurowało. Gapił się na niego, jakby pierwszy raz w życiu widział tego oszołoma na oczy. No już totalnie zgłupiał. Było go nie budzić. Posłał mu zirytowane spojrzenie, pokazując kły. 
- No chyba cię pogięło. - Odsunął  jego pysk od siebie łapą. - To chyba ty jesteś narcyzem, skoro wierzysz w taką bzdurę, że na ciebie lecę. Nie dorastasz mi do pięt to po pierwsze, a po drugie cuchnę gorzej od ciebie, więc dziwne, że takie słowa padają z twojego pyska. Co? Jesteś gejem? Głodnemu, mysz na myśli.
- Nawet na żartach się nie znasz. - Czarny pacnął go w pysk i przybrał pozycję chlebka, ignorując otoczenie, czekając na mistrza.
Zmrużył oczy, prychając pod nosem. Zażartował z niego? Aż dziwne. 
- Takie irytujące żarty są poniżej mojej godności, by się z nich śmiać. - uznał.
Kocur kompletnie olał jego słowa patrząc pustymi oczyma w przestrzeń. Machnął na to ogonem. Jakiś nawiedzony. Nie widział innego logicznego wytłumaczenia na jego zachowanie. Nie miał czasu jednak zastanawiać się co gryzło Migotka, ponieważ dojrzał ruch spowodowany przez masę kocich sylwetek. Mistrz się pojawił i wszyscy zaczęli kierować się w stronę wyjścia z obozu.
Ruszył za tłumem, rzucając jeszcze okiem na Astra, nim zniknął mu z oczu. 

<Aster?>

22 grudnia 2022

Od Astrowego Migotu CD Tchórzliwego Upadku

Był gotowy na atak czekoladowego, więc automatycznie przygotował się na oberwanie po pysku. Łasica rzucił się na niego, jednak jego plany się nie powiodły. Dość szybko złapał go łapami za plecy "przytulając" go do siebie a następnie przeturlał się z nim na tyle, by w pół wstać (w sensie takim że tyłek miał do góry a przednie łapy ugięte) i starał się swoim niewielkim ciężarem ciała przygnieść kocura do ziemi 
- No, no, no, nieźle ci idzie - mruknął szyderczym tonem wpatrując się w zielone oczyska. 
Jednak jego zwycięstwo nie potrwało długo jak sobie tego wymarzył. Tchórz stęknął, gdy znalazł się pod kocurem, ale nie zamierzał tak pozostać. Zbliżył do niego pysk, łapiąc za skórę na szyi, tylnymi łapami podcinając jego tylną łapę tak, by kocur przewalił się na bok. Następnie szybko znalazł się nad nim, uśmiechając się zwycięsko. 
- Nie ze mną te numery. Jestem lepiej wyszkolony od ciebie - Wystawił mu język
Czuł się niesprawiedliwe. Czemu to jego obdarzono siłą, a on urodził się patyczakiem? Fuknął udając wielce obrażonego. Nie podobało mu się bycie pod Łasicą, więc na tyle ile miał siły próbował się uwolnić, jednak nie miał tej siły, której potrzebował. Nie wiedząc co robić znów użył przytulasa, by przyciągnąć szyję przeciwnika i capnął ją szczękami, które w przeciwieństwie do reszty ciała były dość silne i mocne. Myślał już, że to koniec, ale skądże! Oczywiście jego tymczasowy przeciwnik nie dał mu się nacieszyć zwycięstwem i wbił na ten jego ruch mocno pazury w jego ciało, charcząc, a następnie dając mu łapą po pysku, uwalniając gardło spod jego szczęk.
- Co tak ostro, Migotku? - miauknął, po czym szarpnął go za kark, schodząc z niego i trzymając dalej go w pysku, zaczął ciągnąć poza legowisko wojowników. 
- Puszczaj! - Zaczął wywijać łapami na lewo i prawo, jednak po chwili zmęczony dał się wynieść poza teren wygodnych posłań. Paszcza Łasicy była ostatnim miejscem które wybrałby na odpoczynek, jednak lepsze niż leżenie w śniegu, więc czekał aż jego podróż dobiegnie końca. Czekoladowy zaśmiał się pod nosem, puszczając go na zimną, poranną ziemię przy stosie ze zwierzyną. - Proszę bardzo. No to co? Wygrałem? Widzisz jak ładnie wyszedłeś z legowiska. To teraz jemy i idziemy na trening - rzucił lekko, i odszedł do sterty. Aster rozłożył się wygodnie na ziemi czekając aż jego agresywny towarzysz wróci. Nie musiał długo czekać aż poczuł szturchanie w boku. 
- Zdaje mi się, że tutaj zasnę, chociaż to miejsce jest gorsze niż twoje szczęki. - prychnął cały czas leżąc na ziemi. - Poza tym, twoim zadaniem było sprawić, że się podniosę czy też dobrowolnie pójdę na trening. 
- Nie martw się. - Tchórz usiadł obok "trupa", który imitował kota. - Pójdziesz dobrowolnie, gdy tylko zjawi się mistrz, co zmusi cię do podniesienia tyłka - powiedział, zaczynając łapczywie pożerać mysz. Był to obrzydliwy widok. Westchnął podnosząc się z ziemi i otrzepał z siebie kurz, jednak uważając by nie wpadł do posiłku cętkowanego. Sam zaczął się rozglądać za Chłodnym Omenem, by być gotowy na opieprz i połamane nogi. Łasica widząc, że wstał, uśmiechnął się z satysfakcją. Dokończył mysz, po czym zaczął się oblizywać, obserwując zbierające się koty do wymarszu. - Nie chcesz coś wszamać przed treningiem? 
- Nie jestem głodny. - skłamał. Cholera, nie jadł od wczoraj a brzuch na widok jakiegoś pożywienia zaczyna wariować. Położył uszy na samą myśl o tym, jednak nie wiadomo czemu nie ma na nic apetytu ani chęci. A potem jeszcze się dziwi czemu wygląda jak patyk, a nie kot.

<Łasica?>

19 grudnia 2022

Od Tchórzliwego Upadku cd Astrowego Migotu

Ocknął się ze snu przyklejony do znajomego futra. Nie miał pojęcia jak do tego doszło, ale był zdegustowany. Skrzywił pysk i odsunął się od Astrowego Migotu, dając mu łapą po nosie. Co za typ. Przyczepił się niczym Nocna Tafla. Zero przestrzeni w tym legowisku wojowników, zero. 
- Nie lep się tak do mnie - ziewnął, odsuwając się od kocura, by poczuć się nareszcie komfortowo. 
Wojownik wybudziwszy się ze snu, podniósł łeb zdziwiony. 
- Chłopie, w nocy zacząłeś się do mnie przytulać jak Chłód do Gęsi. - parsknął i znów wygodnie się położył mając go w nosie. 
Że co takiego? Co to w ogóle było za porównanie? Nie upadł jeszcze tak nisko, by z kimś się lizać po kątach jak ich mistrz. No i skoro tak, to czemu go nie obudził czy coś? Od razu polazłby gdzieś najdalej od niego, by ten mu rano nie mówił takich rzeczy! 
Prychnął, otrzepał się i usiadł. Czas było wstawać, a nie zajmować się tą dziecinadą czarnego. 
- No chyba cię pogięło. Nie jesteś z mojej ligi Migotku, by mi zależało na takim przyziemnym uczuciu. - uświadomił go. 
- Tak? To ciekawe jak ja pozostałem na swoim legowisku, a ty na ziemi, co? - mruknął ten debil nie ważąc się ruszyć z miejsca.
Przewrócił na to oczami. Szkoda było tracić czas na kłótnie. Nie chciał się spóźnić, by dostać burę od Chłodnego Omenu, który na pewno by ich zjadł za ten jawny brak poszanowania jego czasu. 
- Już jest rano. Zapomnij o tym. Czas wstawać i brać się za obowiązki, a nie się lenić - Szturchnął go łapą, by pobudzić do wzięcia się w garść. 
Kocur zamiast wstać, zwinął się w ciaśniejszy kłębek dodatkowo zakrywając się ogonem, co lekko podniosło mu ciśnienie. 
- Nie zmusisz mnie! - ogłosił niczym niesforne kocię. 
No mysi móżdżek! Naprawdę nie wiedział jakie czekały ich konsekwencję jeżeli się spóźnią? Może powinien go tu zostawić i obserwować jak dostaje po pysku od rudego vana? Całkiem ciekawa myśl, jednak... Dzisiejszego dnia nie wstał lewą łapą i humor mu dopisywał. 
Podszedł do łba tego śpiocha, wisząc nad nim niczym sęp.
- Jesteś pewien? A jak jednak mi się uda? - Uśmiechnął się złośliwie. 
- Zobaczymy - Czarny przymknął oczy nie zwracając uwagi na to, że właśnie za chwilę miał zostać dość brutalnie potraktowany przez swojego kolegę. 
Czekoladowy wysunął pazury, które następnie wbił w jego ciało, spychając go dodatkowo z mchu. 
- Tada! Punkt dla mnie! - Wystawił mu język.
Wojownik zjeżył się i wywalił na grzbiet, co było jego zdaniem bardzo zabawne. Ah... Jak on od czasu do czasu lubił się tak zabawić. Brakowało mu w życiu rozrywki, a Astrowy Migot zapewniał jej co nie miara.  
- Nie prawda! Nawet się nie podniosłem, więc nie masz żadnego punktu! - syknął prosto w stronę zielonookiego.
Podszedł do niego, przekrzywiając łeb. Normalnie jakby słyszał jakiegoś dzieciaka. 
- Nie bolało cię? Powinieneś zapiszczeć cieniutko jak kociak, Migotku i się zerwać na łapki - Wibrysy zadrżały mu z rozbawienia.
- No widzisz, musisz chyba mocniej albo nie masz siły, Łasiczko - Aster uśmiechnął się szyderczo, mrużąc oczyska.
Oho, podskakiwał. No proszę, proszę. Mógł się tego spodziewać, w końcu nieco się już na nim poznał. Jednak jego wypowiedź sprawiła, że bardzo się tym zainteresował. Czy to była zachęta do tego, by mu bardziej wlać? Akurat po czarnym nie spodziewał się zamiłowania do bólu. Trzeba było się przekonać jak było naprawdę. 
Uniósł wyżej łeb, stając nad nim i posyłając mu spojrzenie z góry. 
- Czy to zachęta? Lubisz ból? - zapytał wprost. 
Chciał zobaczyć jego reakcję. Akurat znał się nieco na tym i wiedział, że pierwsze co zaobserwuje na jego pysku to to, co naprawdę o tym sądził, nim zatuszuje prawdę swoją maską i kłamliwymi słówkami. Ten jednak po raz kolejny go zadziwił, bo zamiast zaskoczenia czy innej emocji, kocur wysunął pazury, patrząc na niego wyzywająco. Chciał walczyć? 
- A co? Uderzyć chłopaka się boisz? 
To było jak zaproszenie! Nie spodziewał się tego, ale był wyspany, a sił to miał akurat dużo. Mógł zrobić sobie krótki sparring z tak chętnym wojownikiem. 
- Ja? - zaśmiał się. - Lałem się nie tyle co z chłopami, ale nawet z babami. Zatańczmy Migotu - Po czym rzucił się na niego, by przyszpilić go do ziemi dość boleśnie.

<Aster?>

08 grudnia 2022

Od Astrowego Migotu CD Tchórzliwego Upadku

Nie lubił towarzystwa Tchórzliwego Upadku. Był tylko zadufanym i głupim dupkiem. Grał mu na nerwach. Nienawidził go jak swojego imienia, i jak Mrocznej Gwiazdy. Jak wszystkiego. Mimo tego… słuchał go z ciekawością, mimo iż starał się to ukrywać.
- Nie próbowałem, bo wiem co by się stało. Ty nie masz niesławnej przeszłości. A co do tych knypków to mówiłem ci. To oni nie dają mi spokoju. - prychnął, strzepując uchem. - Łażą za mną jak cienie. Nie wiem czy zauważyłeś, ale każdy kto go popiera ma naderwany kawałek lewego ucha. Nie trzeba być jasnowidzem, by wiedzieć, że działają z jego rozkazu.
- Myślisz, że nie wiem o tym? Przecież już z daleka widać, że dzieje się coś dziwnego. Będę tego żałował, ale chyba jesteśmy w podobnej sytuacji. - stwierdził kończąc posiłek. - Serio masz przesrane z tymi słodko pierdzącymi lalusiami. - przyznał kątem oka patrząc jak Sosna przygląda się im. Ten wzrok… on mu coś przypominał…
- Ty głupi bachorze!- zaczął wrzeszczeć stary, patrząc jak kociak zwija się z bólu płacząc. 
Oh nie, nie teraz! Tylko nie wspomnienia! Przeszedł go dreszcz patrząc pustymi oczyma w ziemię. 
Czekoladowy uśmiechnął się szeroko słysząc jego słowa. 
- Nie ująłbym tego inaczej. Lider też mnie skrzywdził. Nie tylko imieniem, ale oszpecił mi pysk, gdy byłem nieprzytomny - Wskazał mu na swoje rany. - Tym jest dla niego kot. Niczym.
Uspokoił się i podniósł głowę patrząc na pysk kocura. Racja, poharatany jak cholera.
- Pamiętam jak ktoś mówił, że rany pokazują odwagę czy coś, więc nie byłbym z tego powodu zły.- mruknął. Znów skłamał, nigdy tego nie usłyszał. Choć było wiadome chyba dla każdego, że blizny i rany niektórych podniecają.
- Odwagę? A gdzie tu odwaga, co? Nie walczyłem z nim, by je zdobyć w honorowy sposób. Zostały mi nadane, gdy nie byłem nawet tego świadomy. Gdzie ty tu widzisz odwagę? Przecież to żałosne. Będą przypominać mi, że jestem niczym, bo może sobie zrobić ze mną co chcę, jakbym był kawałkiem zdechłej piszczki - Napuszył się na to wszystko bardziej. 
Czyli jednak był idiotą. Boże, przyznawać się do takich rzeczy? 
- A czy gdy podejdzie do ciebie jakiś kot i się spyta o rany to też powiesz "Aaaa wiesz, jakiś staruch mi je zadał gdy nie byłem przytomny" ? - parsknął lekkim śmiechem. - Łał! Niezłe rany, skąd je masz?- powiedział niemalże kobiecym głosem. - A, no lider przyszedł sobie i dla zabawy tak!- tym razem jednak chciał upodobnić swój ton głosu do czekoladowego.
Widział jak brwi cętkowanego nachodzą na jego zielone oczyska. Łohoho, wkurzył kogoś! Myślał, że dostanie mocniej, jednak skończyło się tylko na pacnięciu w pysk.
- Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne. - Położył po sobie uszy. - Rzeczywiście na to nie wpadłem. Jednak nie jesteś takim mysim móżdżkiem jak sądziłem.
Futro na karku zjeżyło mu się po uderzeniu, jednak szybko wyprostował się i owinął ogon wokół łap. 
- A co ty myślałeś, że niczym Trucizinka chwalę się swoim starym który nawet go nie kocha? Ja raczej mam głos rozsądku. - prychnął.
Parsknął śmiechem słysząc jak nazwał tego wypierdka. 
- Nie no... Myślałem, że liżesz mu tyłek. Teraz jednak widzę, że się myliłem. To dobrze. Jednak zasługujesz na swoją rangę - przyznał dalej się szczerząc.
Niepokoiło go jego zachowanie. Był przerażający. Jak…
Wziął zamach i sprzedał maluchowi taki łomot jakiego nikt pewnie nie mógł sobie wyobrazić. Jego oczyska wpatrywały się w bachora i o dziwo widział w nich zadowolenie. 
- O-o-ooou…. - smętnie zapłakał maluch nie ważąc się spojrzeć na ojca.
Starał się wypędzić z głowy wspomnienia z dzieciństwa. Halo! To było dwadzieścia księżyców temu!
- Ostatnio przy sprzątaniu obozu Dzik go tak zlała że tarł dupskiem po ziemi. - Zmyślił to, jednak naprawdę to tylko na niego nawrzeszczała. - I dobrze, bo kiciuś ma problem że się inni pchają i od razu problem. - zwierzał mu się z przyjemnością.
Siedzący obok zaśmiał się. 
- Też mnie irytuje. Na szczęście jeszcze się do mnie nie doczepił. Tego by mi brakowało. Jak go widzę, to mnie mdli na sam widok. Nie powinien nigdy się narodzić - syknął pod nosem, wbijając pazury w ziemię.
- Na twoim miejscu to bym popadł w depresję wiedząc że dzielę matkę z takim pasożytem.- mruknął przypatrując się swoim łapom.
Prychnął pod nosem. 
- Nie jest moim bratem. Nieważne co kto mówi. Nigdy nie będzie członkiem mojej rodziny. - mruknął. - Nie jestem słaby, by się załamywać. Nic z tym i tak nie zrobię.
- Racja. Mogę cieszyć się że moja matka nie podpadła temu psychopacie. - z przekonaniem dodał. -Byłeś na ostatnim zgromadzeniu?- zapytał się wpatrując się w niego niebieskimi oczyma. 
- Nie. A coś się działo ciekawego, że pytasz? - zapytał zainteresowany syn ostu czekając na odpowiedź.
- Jeśli dobrze dojrzałem to twoja matka się tam pojawiła, i gadała z omenem. - mruknął wzruszając ramionami.
Wtem…. Łasicy powieka zaczęła drgać, a on sam zdawał się speszony. Trochę zdziwiony odsunął się od niego. 
- Co? Jaja ze mnie robisz. Przecież ona nie żyje. - Położył po sobie uszy. - Ducha widziałeś? Przecież Klan Gwiazdy to ściema. I niby o czym z nim gadała? To chyba byłaby ostatnia osoba, która by wybrała się na pogaduszki ze swoim oprawcą
- Nie przypominam sobie by ją zabijał...- mruknął przyglądając się powiece kocura. -A żebyś chciał wiedzieć, że nie jestem kotem któremu by się coś przewidziało.
- Zostawił ją jednak na śmierć na starych terenach! A była w opłakanym stanie. Wyglądała jak żywy trup. Nie wierze, że zdołałaby to przeżyć i ruszyć za klanami tyle księżyców, by pojawić się na zgromadzeniu cała i zdrowa, by pogadać z liderem. Brzmi absurdalnie
- Nigdy nie wiadomo, czy nie przeczekała i czy nie znalazł ją inny klan. - patrzył na niego pustymi oczami obserwując jego dziwne zachowanie. - Dobrze się czujesz?
- A jak mam się czuć, co? Wierzyłem, że ona nie żyje, a teraz? Teraz żyje? Jestem... w szoku i wybacz, że nie dowierzam w to co słyszę. To dlatego mnie pilnują te jego psy... Myślą, że z nią spiskuję. - prychnął
Patrzył na niego wciąż w lekkim szoku. Na jego miejscu skakałby z radości, dowiadując się że jego matka żyje, a on? 
- Myślałem że matka powinna pokazać się swojemu synowi udowadniając że żyje. - mruknął z przekonaniem.
- No to najwidoczniej się myliłeś, bo o niczym nie wiedziałem - Położył po sobie uszy. - Może... nie zależy jej na mnie...
Teraz zrobiło mu się go żal… Jednak… Nie wierzył w to.
- Nie uwierzyłbym w to, w końcu, po co cię wydała na świat i chroniła przed swoją ucieczką?- wrócił do zabawy piaskiem swoimi łapami przyglądając się mikro kamyczkom wchodzących w jego futro.
Westchnął głęboko. 
- Prawda. Ale i tak nie mogę się z nią spotkać, bo mnie Mroczna Gwiazda wypatroszy. - Przyglądał się temu co robił, po czym parsknął. - Kocięcy nawyk?
Widział jak zielonooki z uśmiechem mu się przygląda, najwyraźniej uważając to za głupie. 
-Możliwe.- mruknął zaprzestając jego "zabawy". Spalił buraka i odwrócił pysk w zupełnie inną stronę. 
Posłał mu drwiący uśmieszek. 
- No nie wstydź się Migotku. Jak ci się nudzi możemy pobawić się w coś dorosłego. Co ty na mały pojedynek?
- Podziękuję. - mruknął mierzwiąc się na to przezwisko, za razem przypominając sobie jak o mało nie padł w walce z kanią.
- Cykasz się? - Przekrzywił łeb zainteresowany. - Myślałem, że jesteś odważniejszy.
-Nie cykam się!- syknął wkurzony -Po prostu nie mam ochoty teraz...
- Niech ci będzie - Trącił go barkiem, kierując się w kierunku legowiska wojowników. - To już ci daję spokój, Migotku - zaśmiał się jeszcze pod nosem, odchodząc.
Patrzył na niego zdziwiony. Co się właśnie wydarzyło…? Nie miał pojęcia. Siedział jeszcze przez chwilę, jednak chwila nie trwała długo bo znowu zawołano go na ćwiczenia.

•·.·''·.·•

Wrócił późnym wieczorem wyczerpany, i cały w ranach. Tego się nie spodziewał. Dalej zszokowany szedł za resztą z powrotem do obozu. Czuł się okropnie. Nawet walczyć nie potrafił. Wszedł do legowiska wojowników, położył się na swoje posłanie i stracił czucie w łapskach. 
- No no no, ktoś wrócił z ćwiczeń?- Usłyszał ten głos, którego miał już serdecznie dość. Wybrał sobie chyba najgorsze miejsce które mógł zająć. Po swojej lewej miał siostrę, czyli jedyna dobra rzecz, a po prawej Cętkowanego.
- Czego chcesz.- Popatrzył na Tchórzliwy Upadek zmęczony.
- Migotek się wkurzył? Ojojoj…- Cętkowany zaśmiał się cicho. No, Nocna Tafla sobie poszła to teraz nie ma kogo wkurwiać, co?
- Sosnowa Igła zbiła mnie tak że już wolałbym zdechnąć niż dalej cierpieć. - Walnął głową o posłanie marząc teraz o pozbyciu się bolących łap. 
- No widzisz Astrowy Migotku, teraz będziesz musiał tak cierpieć codziennie. - miauknął. 
- Możesz przestać nazywać mnie “Migotku”? To trochę krępujące.- Mruknął patrząc na kocura. Nie chciał się z nim bić ani nic. - To ja będę ciebie nazywał tak jak chcesz. - Teraz tylko marzył o tym by się zgodził. 
- Łasica. - Z pyska czekoladowego wydobył się gruby i poważny głos. Woah… tego się nie spodziewał! Brzmiał dziwnie, i trochę się przestraszył (chociaż z jednej strony uznał ten ton głosu za zabawny). 
- Noo dobrze Łasico. - Cicho się zaśmiał i poprawił się na miejscu. Po krótkiej chwili usłyszał głębokie chrapanie. Jak było wiadomo, był to nie kto inny niż kot z którym gadał przed chwilą. Najwyraźniej w przeciwieństwie do Astra, szybko zasypiał. Popatrzył smętnie na puste posłanie siostry, a następnie na, już dawno śpiącego, Łasicę. Wrócił wzrokiem i pyskiem w wyjściem. Wtem poczuł coś puchatego na sobie. To był ogon syna Ości. Zastygł w bezruchu. Najwyraźniej kolega nie potrafił panować nad swoją kitą podczas snu.

<Łasico?>

02 grudnia 2022

Od Tchórzliwego Upadku do Astrowego Migotu

Astrowa Łapa został wojownikiem. Ten nic nie znaczący kot, którego czasem widywał przy Mrocznej Gwieździe. Następny jego lizus. Pewnie chciał wkraść się w jego łaski i zostać kolejnym jego psem. Nie zdziwiłby się, gdyby tak było. Trudno było nie zauważyć, jak czarny lgnął do lidera. Zawsze go to bawiło, że można być tak pozbawionym rozumu, by chcieć od vana jakiejś dodatkowej uwagi. On na przykład, nie chciał wychodzić przed szereg i rzucać się w oczy. Tak było bezpieczniej. Życie w cieniu czasami bywało zbawienne, zwłaszcza jeżeli miało się do wykonania ważne zadanie. 
Podszedł do kocura, by pogratulować mu jego nowego imienia. Było... Zabawne. Nie tego pewnie się spodziewał ktoś taki, kto musiał mieć aspirację na wielkiego wojownika. Astrowy Migot... Szkoda, że nie zmienił mu jeszcze pierwszego członu, tak jak w jego wypadku. Ah... Widok tego, jak nowomianowany wojownik chodził podirytowany, był satysfakcjonujący. 
— No, no, no... Jesteś już wojownikiem. Pewnie mama jest z ciebie dumna, Migotku — zadrwił, a kocur od razu zmierzwił futro, kierując na niego niezadowolony wzrok. Chyba ugodził w jego dumę. Nie przejmował się tym jednak. Był w końcu przydupasem lidera. Nie zasługiwał na jego szacunek. Kto wie, czy w przyszłości nie zostanie wepchnięty do tego kółeczka lizodupów Mrocznej Gwiazdy, tracąc raz na zawsze resztki honoru. 
— Sklej pizde Tchórzu. — mruknął czarny i odwrócił głowę w przeciwną stronę.
— Oj... Co tak agresywnie, co? Nie podoba ci się? Sam Mroczna Gwiazda ci je nadał. Powinieneś się radować. — zamruczał perfidnie, rozbawiony jego reakcją. 
Nie spodziewał się po dziecku Motyl takiego słownictwa. Ha! Niezłe ziółko wychowała, chociaż co się dziwić, że niebieskooki był jakiś taki... inny. Nie był jej biologicznym bachorem. 
— Możesz się po prostu odwalić? Ja to tam się raduje, że nie dostałem imienia Tchórzliwy Upadek, Łasiczko. — prychnął odchodząc od niego, najwidoczniej mając go dość.
I kto tu niby był tchórzem? Podkulał ogon jak uczniak i szedł się wypłakać mamusi? Żałosne. Nie zamierzał jednak odpuścić. Musiał poudawać zajętego, by Irgowy Nektar nie wysłała go na kolejny patrol. 
— Gdybym tak się tym przejmował jak ty, to pewnie zeskoczyłbym z drzewa — Ruszył za nim, nie zamierzając mu odpuścić. — Czemu uciekasz? Chcesz to zrobić? — zapytał zainteresowany.
Może spodobał mu się jego pomysł? Ciekawe jaką minę miałby Mroczna Gwiazda na wieść, że młody, silny wojownik zrzucił się z drzewa, mając dość życia w tym popapranym klanie. Wtedy może otworzyłyby się oczy, temu zapatrzonemu w sobie bucowi i dało do myślenia, że należało dbać o kogoś, kto mógł mu uratować tyłek, w razie problemów?
— Uciekam by nie zarazić się twoją głupotą. — Astrowy Migot przyspieszył, próbując go zgubić. 
Może gdyby był po treningu wojowników, pewnie by odpuścił, nie mając sił ganiać za marudnym kocurem, ale ostatnio nieco poprawiła się jego kondycja. Cieszył się z tego, bo pamiętał to piekło, jak leżał bez życia, niczym martwy i nie był w stanie poruszyć nawet koniuszkiem palca. 
— Oj nie uciekaj, przecież żartuję. — Również przyspieszył kroku, aby się z nim zrównać. — Oboje jesteśmy pokrzywdzeni przez lidera. Nadal go tak lubisz?
To pytanie sprawiło, że "Migotek" się zatrzymał. Uderzył w czuły punkt? Nadstawił czujnie uszy, obserwując uważnie jego reakcję. 
— Czy ty uważasz, że go lubię? Boki zrywać. 
— Widziałem jak się do niego łasisz. Sądziłem, więc że tak. — odparł zgodnie z prawdą. Obserwował w końcu lidera od momentu, gdy jego matka skończyła w dole. Zdawał sobie sprawę z jego stosunków na tyle, na ile był w stanie, a Aster dość często latał za nim, robiąc takie maślane oczy, jakby się w nim zakochał. 
— Próbowałem dyskutować na temat mojego imienia, czy nie znajdzie się lepsze, zgadnij co. — wyżalił się, co go zaskoczyło. 
Nie spodziewał się, że ktoś taki jak on, zacznie taki temat z nim. Myślał, że się nie lubili, w końcu byli po przeciwnych stronach. Trochę go bawił fakt, że nastawienie czarnego się zmieniło przez to, że dostał nieco inne imię niż sobie wyobraził. To było tak bardzo kocięce zachowanie... Niegodne kogoś w pełni dojrzałego. 
— Odmówił? A może był tak zajęty, by z tobą porozmawiać? — zasugerował.
Kocur westchnął ciężko.
— Odmówił. Nienawidzę typa bardziej niż ciebie, a to dość spory wyczyn.
Te słowa... Ten wydźwięk... Radował mu serce. Zainteresował się przez to nim bardziej. Może była szansa przeciągnięcia go na swoją stronę i zagrania na nosie liderowi? Jego pupilek mógłby mu się przydać. Miał dostęp do tej milszej strony Mrocznej Gwiazdy, więc gdyby jakoś nim odpowiednio pokierować, mógłby być jego oczami i uszami tam, gdzie sam nie mógł dotrzeć. 
— A mnie czemu nienawidzisz, co? — fuknął, pusząc się. — Masz kompleksy?
— Nie wiem jak nie widzisz odpowiedzi w tej rozmowie, ale też to przyczyna zachowania Motylego Trzepotu bym się nie zadawał z tobą i twoim rodzeństwem. Najwyraźniej twoja stara nie lubiła się z moją.
Prychnął, przewracając oczami. No tak... Znów temat spadał na jego matkę. Nie rozumiał co Motyli Trzepot do niej miała. Nawet o tym nie wiedział, więc był zaskoczony. Miło było wiedzieć, że kolejny kot piętnował go, bo był synem Zakrzywionej Ości. No dobra... W młodości dość często był agresywny, ale nieco się teraz uspokoił. Musiał zaadoptować się do nowych warunków, w których za nieodpowiednie słowo, mógł zostać pozbawiony głowy.
— A moja stara nie chciała bym zadawał się z psami Mrocznej Gwiazdy, a się zadaję. W zasadzie to oni sami do mnie lgną. Chętnie jednak się zamienię. Z Tchórzem byłoby ci do twarzy — No i się pod tym względem nie mylił. Kto tak pięknie uciekał, aż się za nim kurzyło? Na jego pysku pojawił się od razy lekki uśmiech i figlarne spojrzenie, które spoczęło na czarnym. 
— A weź się już zamknij. — Kocur znów ruszył, idąc w stronę sterty ze zwierzyną i biorąc z niej byle jaką mysz.
Już sądził, że ponownie uciekał, ale nie. Zgłodniał. To dopiero zobaczy jaki będzie głodny, gdy będzie musiał brać udział w treningu wojowników. Ciekawiło go czy sobie poradzi. Obserwował jego walkę ze swoim bratem, jednak to było nic w porównaniu do tego, co go czekało. 
— Zaakceptujesz swój los tak po prostu? Czy może szykujesz się do opuszczenia klanu, gdzie ktoś cię doceni? — zapytał zaciekawiony, dalej drążąc temat.
— Nie wiem, może będę dalej prosił Mrocznego o zmianę, lecz nie sądzę by się zgodził. A poza tym nie zamierzam skończyć tak jak twoja matka czy Łasiczy Skowyt, wolę zostać z rodziną — odpowiedział mu i z gracją zaczął delektować się gryzoniem.
Bezpieczne i rozważne posunięcie. Raczej wątpił czy Astrowy Migot byłby w stanie przedostać się przez zabezpieczenia, które nałożył na granicę lider. On sam nie zbliżał się do żadnego oznaczenia zapachowego, tak na wszelki wypadek. Oczy, które go śledziły, skutecznie zniechęcały go do jakichś ryzykowniejszych kroków. 
— Zawsze możesz zwrócić wzrok na kogoś, kto naprawdę dzierży władzę w tym klanie — Usiadł obok. — Wejdź w łaski Irgowego Nektaru, a jestem pewien, że Mroczna Gwiazda szybko ci zmieni imię, jak ona szepnie mu słówko. — O tak... Ta kotka była naprawdę przebiegła. Nie miał pojęcia jak ktoś taki jak czarny van, nie zorientował się, że ta go wykorzystywała niczym swoją marionetkę. To było aż niebywałe, że złota była w stanie wpłynąć na kocura i wyjść po wszystkim z dumą i honorem. Był pewien, że gdyby Aster się jej po podlizywał, dostałby swoje nowe imię dość szybko i sprawnie. Akurat Irgowy Nektar w przeciwieństwie do kota, który nimi rządził, obchodził los swoich podwładnych. 
— A co, próbowałeś? — zapytał na chwilę przestając jeść. — Nie wiedziałem że interesujesz się knypkami Omena
Czy próbował? Nigdy w życiu! To byłby dla niego wyrok śmierci. Złota była niebezpieczna i na tyle inteligentna, by przejrzeć jego maskę. Gdyby się do niej zwrócił, Mroczna Gwiazda od razu znalazłby się tuż przy nim, śmiejąc się z jego głupoty. A on nie był mysim móżdżkiem. Zdawał sobie sprawę, że u władzy miał przechlapane i nie mógł liczyć na żadne ulgi. Dlatego właśnie potrzebował kogoś po swojej stronie, kogoś kto zdobędzie dla niego informację, których sam osobiście nie był w stanie pozyskać. 
— Nie próbowałem, bo wiem co by się stało. Ty nie masz niesławnej przeszłości. A co do tych knypków to mówiłem ci. To oni nie dają mi spokoju. — prychnął, strzepując uchem. — Łażą za mną jak cienie. Nie wiem czy zauważyłeś, ale każdy kto go popiera ma naderwany kawałek lewego ucha. Nie trzeba być jasnowidzem, by wiedzieć, że działają z jego rozkazu. — Dostrzegł to już dawno temu. Obserwował tylko, jak dochodzą kolejni okaleczeni. Nie było mowy, że zostali zaatakowani w podobny sposób i dostali identyczne rany. To był celowy zabieg. Nie potrafił jednak zrozumieć dlaczego. Dlaczego to robili? Właśnie to go najbardziej ciekawiło. To był na ten moment jego cel. Dowiedzenie się prawdy o tych podejrzanych "psach" lidera. 

<Aster?>