BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sówka x Mniszek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sówka x Mniszek. Pokaż wszystkie posty

13 kwietnia 2024

Od Sówki CD. Mniszka

Zdziwiła się, widząc Mniszka, tym bardziej z kociętami. Wysłuchała historii jego życia po wygraniu. Ile on przeżył! Było jej strasznie przykro. I teraz zostawiał swoje córki...
- Mniszku, ale to chyba nie jest dobry pomysł, maluchy zostaną jeszcze bez ojca! To nie jest najlepsze wyjście.
- Proszę, weźcie je – dalej prosił samotnik, unikając wzroku każdego człowieka patrolu. Sówka wiedziała, że jej przyjaciel nie odpuści, a nie mogli już czekać dłużej. Było coraz zimniej, a maluchy na pewno już całe przemokły. W końcu czekoladowa podeszła do vana i wzięła zza jego pleców jedno z kociąt. Śliwka zrobiła to samo, łapiąc liliową kotkę.
- Zaopiekujcie się nimi – powiedział Mniszek i ostatni raz spojrzał na swoje córki. Po chwili ruszył w swoją stronę, zostawiając je z patrolem. Kilka łez spłynęło po policzku Sówki, jednak deszcz skutecznie to zamaskował. Mniszek znowu odchodzi. Znowu gdzieś znika i tym razem zostawia swoje córki! Czekoladowa już sama nie wiedziała, co czuje. Z jednej strony było jej smutno, w końcu jej przyjaciel znowu odchodzi, lecz z drugiej była wściekła na samotnika. Tym maluchom zmarła matka, a on, ich ojciec, oddał je do Owocowego Lasu. Powinien z nimi zostać! Mógł dalej być samotnikiem, pójść do Dwunożnych, albo poprosić Agresta, w każdym razie zostać ze swoimi dziećmi! W ten sposób pozbawił je rodziców. Gdzieś z tyłu głowy miała świadomość, że Agrest mógłby nie pozwolić zostać Mniszkowi, a ten może chciał mieć pewność, że jego córki będą bezpieczne i przeżyją, jednak dalej nie miała pewności.
- Tylko wróć je odwiedzić... Będzie im trudno bez taty – mruknęła cicho, wspominając jej własnego ojca i jak się czuła, gdy on zginął.
- Tato! – nagle zdała sobie sprawę, że jedno z kociąt dalej się wierci i chce wrócić do swojego taty. Położyła niebieską kotkę na ziemi, pilnując, by nie uciekła.
- Hej, spokojnie – wysila się na dość spokojny i wesoły ton – Wszystko będzie dobrze – mruknęła i polizała kociaka za uchem – Wiem, jest ciężko... Ale wszystko będzie dobrze, twój tata na pewno wróci. A na razie... – zwróciła się do dwójki kociąt – ...ja się wami trochę zajmę. Jestem Sówka – przedstawiła się i lekko uśmiechnęła do maluchów. Miała nadzieję, że wszystko wkrótce się ułoży.
 
***
*Chwilę przed tą całą akcją z Agrestem*
 
Jarzębinka i Przypływ były coraz starsze. Sówka była z nich tak dumna! Mimo tego, co się stało na samym początku ich życia, nie poddały się i dalej szły przez siebie. A przecież nawet teraz nie było im tak łatwo, zwłaszcza Jarzębince przez jej krótsze łapki. Mimo to obie doskonale sobie radziły.
- Hej Sówko!
- Witaj Jarzębinko – odpowiedziała czekoladowa – Jak ci idzie trening?
Niebieska zaczęła opowiadać i wtedy Sówka zauważyła, jak ta różni się od swojego taty. Może wyglądem trochę go przypominała, ale charakter miała kompletnie inny... No tak. Mniszek. Co się z nim stało? Gdzie był?
- Sówko! – usłyszała nagle krzyk Jarzębinki, wyrywający ją z zamyślenia – Słyszysz mnie?
- Oh, tak... Przepraszam Jarzębinko, zamyśliłam się – powiedziała cicho czekoladowa. "Mam nadzieję, że tu wrócisz Mniszku, choć na chwilę. Musisz je zobaczyć... Gdybyś tu był, na pewno byłbyś tak samo dumny jak ja" - pomyślała Sówka i spojrzała na zachmurzone niebo.

[*]
Żegnaj Mniszku

21 lutego 2024

Od Mniszka CD. Sówki

przed narodzinami Jarzębinki i Przypływ

Spiorunował spojrzeniem białego kocura, nie był ani trochę zadowolony z jego obecności tutaj. Nie tak się w końcu umówili, jednak za bardzo znał naturę swojego przyjaciela będącego niczym młodszy brat.
— To... — zaczął z lekkim zawahaniem, nie widząc potrzeby, aby przedstawiać mu kogoś, kogo tak właściwie widział pierwszy i najpewniej ostatni raz — Moja koleżanka Sówka. — przedstawił kotkę, nie będąc do końca pewny czy powinien tak określić ich relację, w końcu z początku był dla niej tak okropny, że dziwił się z tak miłego powitania przez czekoladową
— Miło mi cię poznać Sówko, mam nadzieję, że zostaniemy przyjaciółmi. Bo znajomi mojego brata są moimi znajomymi. — Wcisnął się przed Mniszka, by móc przywitać się z nową starszą koleżanką do której się szczerzył — Mam na imię Skarb. 
W innej sytuacji ta scena mogła być ckliwa, i mogli sobie dłużej pogawędzić, jednak Mniszek zachował resztki trzeźwego umysłu. Znajdował się na terenach Owocowego Lasu, a był wygnańcem. Gdyby ktoś z pozostałych kotów ich tu nakrył, na pewno nie skończyłoby się na zwykłym przeganianiu. Nie chciał już więcej sprawiać problemów Sówce, już sam fakt wzięcia udziału w buncie był największym błędem, który popełnił. A gdyby ktoś zauważył ich dwójkę, jak sobie od tak rozmawiają, pozostali członkowie Owocowego Lasu mogliby wątpić w lojalność córki jego ukochanej mentorki.
— Będziemy się już zbierać. — odezwał się nagle, przerywając opowieść białego kocura, który zdecydował się streścić przygody swoje i vana. Niebieskooki nie wyglądał na zadowolonego, ale na pysku swojej przyjaciółki mógł dostrzec zrozumienie. — Dziękuję, że zechciałaś nas wysłuchać. Cieszę się, że to na ciebie, a nie innego zwiadowcę trafiłem. — miauknął spuszczając wzrok. Ostatni raz nawet nie miał okazji pożegnać się z kotką, a teraz gdy miał to zrobić nie mógł się wysłowić. Być może z obawy, że to pożegnanie będzie tym naprawdę ostatnim. Bo wątpił, że kiedykolwiek sam z siebie postawi ponownie łapę na terenie sadu. Skinął lekko łbem i się odwrócił, gdy jeszcze rzucił do zwiadowczyni — Pamiętasz to pochylone drzewo przy Śmietnisku? W jego dziupli powinny się znajdować rzeczy, które zbierałem przez parę księżyców jak jeszcze tu mieszkałem. Myślę, że mogą się wam przydać, o ile wciąż tam są...

***

Wrzos pokręcił głową na znak, że już nic więcej się nie da zrobić. Skacząca Fala odeszła, pozostawiając kocura samego z dwoma małymi córkami. Kocięta w tej chwili były pod opieką Świetlik, która starała ich uwagę zwrócić na coś innego. Niebieski van powoli podszedł do legowiska, na którym leżała jego partnerka. Nie zasługiwała na taki los. Miała jeszcze całe życie przed sobą, a poza tym mieli wspólnie zająć się wychowaniem córek. Obiecali w sobie w końcu, że wspólnie stworzą szczęśliwą rodzinę.
— Dlaczego... Mówiłeś, że jej stan się poprawia!
— Uspokój się Mniszku. Robiłem co w mojej mocy. Dawałem jej zioła na wzmocnienie, całą masę, aby lepiej się czuła. Przed ciążą była już w kiepskim stanie, a poród dodatkowo osłabił jej organizm...
Mniszek miał już się odezwać, jednak z bezsilności w jakiej się znalazł jedynie wypuścił powietrze z pyska. Bez Skoczek to wszystko było bez sensu. Plany jakie niebieska kocica snuła przed narodzinami córek, w trakcie ciąży zostały jej odebrane w jednej chwili. 
Ogon kocura lekko podrygiwał kiedy skierował się w stronę wyjścia z nory. Krople deszczu obficie zmoczyły jego krótkie futro. Zastanawiał się czy to Wszechmatka starała się go ukarać po raz kolejny, odbierając mu powód jego uśmiechów.

***

Jarzębinka i Przypływ mają po 1 ks

Nikogo nie poinformował o tym co zamierza zrobić. Ani Krogulca, ani Wrzosa, ani Świetlik i ani Skarba. Ten ostatni na pewno jako pierwszy starał by się odwieść go od jakże głupiego pomysłu jaki się zrodził w umyśle kocura. Nie miał zamiaru spędzić reszty życia w towarzystwie drugiego wygnańca. Nie widział się w roli samotnego ojca. Poza tym nie wiedział jak ma podchodzić do córki, która odziedziczyła krótsze łapy po matce – a w przeciwieństwie do Skaczącej Fali, Jarzębinka wydawała się mieć jeszcze większe problemy z poruszaniem niż jej matka.
Tego dnia również padało, na szczęście kocura. Poza zamachem deszczu, zdecydował się jeszcze jakoś zamaskować zapach córek w roślinności zaraz po postawieniu jednej z pociech na granicy z Owocowym Lasem, by móc wrócić po drugą i pomóc jej przeprawić się przez rzekę.
— Macie tu zostać. Nie możecie się oddalić z tej nory, rozumiecie? — zapytał spoglądając to na arlekinkę, to na liliową koteczkę, które niepewnie przytaknęły głowami — I nie możecie nikomu powiedzieć, że jestem waszym tatą. Rozumiecie?
— A to czemu!? Przecież jesteś naszym tatą! — miauknęła Przypływ i zbliżyła się do ojca, by już po chwili przytulić się do jego łapy 
Zrzucił córkę z łapy, surowym tonem nakazując jej z powrotem zająć miejsce obok siostry.
— Czyżbyś znowu zamierzał polować na terenach Owocowego Lasu?
Zamarł słysząc znajomy głos. Niepewnie się odwrócił starając się zakryć ogonem kocięta. Nie tak to sobie zaplanował. Miał się zmyć, nim patrol zwiadowców ruszyłby na granicę. W końcu to nie była ich pora na zwiad. Miał czasu, a czasu, lecz jednak los zdecydował się zagrać mu na nosie.
Sówka zbliżyła się nieznacznie do Mniszka starając się dostrzec to co kocur starał się ukryć. A gdy udało jej się dostrzec jedno kocię, które znów ignorując prośbę ojca, aby zostało w bezpiecznym miejscu. Zaskoczona spojrzała na Mniszka, który tylko przełknął ślinę. I żeby tego było mało, w niedługim odstępie czasu od pojawienia się w okolicy Sówki, wzdłuż pnia zeskoczyła Śliwka. Niepewnie zerkał na obie kotki, w obawie, że córka Miodunki, z którą mało co rozmawiał mogłaby nie być do niego przyjaźnie nastawiona, jak przypuszczał. Dlatego na szybko starał się je zapewnić, czy też Śliwkę, że nie szuka kłopotów. Mówiąc to przesunął się po raz kolejny, osłaniając Jarzębinkę, która przemoknięta chowała się w norze. Pokrótce im streścił to co przez księżyc się mu przytrafiło, na końcu prosząc kocicę o to, aby zabrały jego córki do klanu i się nimi zajęły, bo on sam nie był w stanie. Uczulił również kotki, aby zachowały dla siebie informację na temat prawdziwego pochodzenia kociąt, nie chcąc aby te żyły z łatką ojca zdrajcy.

<Sówko?>

05 stycznia 2024

Od Sówki CD. Mniszka

Nie mogła uwierzyć w to co widzi. Mniszek. Ten Mniszek, który został wygnany. Jej przyjaciel, pierwszy przyjaciel w Owocowym Lesie. Ten, którego już razem z matką uznały za martwego. Jednak żył. Stał przed nią, całkiem żywy. Stali tak w ciszy. Sówka nie wiedziała, co zrobić. Nie widziała go tak dawno, myślała, że umarł. Już się nawet przyzwyczaiła do tej myśli, a tu jednak... Przyglądała mu się przez chwilę. Nie zmienił się za bardzo, odkąd go widziała. Pierwszą rzeczą, jaka rzuciła jej się w oczy, była obroża. Na szyi vana widniała różowa obroża, która oznaczała, że kocur przebywał u Dwunogów. To było dziwne. W końcu Mniszek, którego znała, nigdy nie dałby się dotknąć, a podobno Dwunożni właśnie tak robią. A głównie ich młode. Podobno biorą na swoje łapy, jak kociaka. Nie była tego pewna, ale to były jedyne informacje, jakie o nich posiadała. A i to, że wchodzą do brzuchów potworów. To było straszne, jak oni mogli tam być? W końcu przestała myśleć o tych istotach, przypominając sobie, że stoi przed nią umarły... Ktoś, kto był uznany za umarłego. Zrobiła kilka kroków w stronę niebieskiego, a on się nieco cofnął.
- Jak ty... Żyjesz? – zapytała cicho. Kocur nie odzywał się przez chwilę. Czekoladowa, dalej w szoku, stała i cierpliwie czekała na odpowiedź.
- Tak? – to zabrzmiało jak pytanie. Sówka nie była pewna, co Mniszek miał na myśli, lecz uznała, że skoro przed nią stoi, to jest w pełni żywy. Wreszcie jakieś inne emocje, niż zdziwienie, zaczęły się pojawiać. Po policzku zaczęły spływać jej łzy. Podbiegła do samotnika, starając się nie wchodzić na kamienie i przytuliła go, nie zwracając uwagi na to, co by pewnie powiedział dawno temu. Mniszek ledwo utrzymywał równowagę, lecz w końcu udało mu się to.
- Tak długo cię nie było! – powiedziała, pomiędzy łzami. Po chwili odsunęła się od vana, pozwalając mu wejść na terytorium Owocowego Lasu. Cieszyła się, że akurat w tym momencie nie było z nią nikogo. Nie musiała, dzięki temu, wyganiać przyjaciela. W końcu był teraz samotnikiem, nie mógł przebywać na ich terenie.
- Dlaczego wróciłeś? – zapytała w końcu.
- Ja... Nie wróciłem. Wygnali mnie. Nie mogę wrócić. – powiedział Mniszek. Sówka spuściła wzrok. Czyli Mniszek jednak nie wrócił. I nie wróci już nigdy. To pewnie ostatni raz, gdy z nim rozmawia. Łzy znowu pojawiły się w jej oczach, lecz ona szybko je wycierała. To, że jej przyjaciel już nie wróci, to nic, prawda? Przecież już przyzwyczaiła się do jego nieobecności. Ale w takim razie, dlaczego tu przyszedł? Przyszedł, a ona akurat musiała być poza obozem. Musiała się z nim zobaczyć. Gdyby go nie widziała, teraz nie byłaby tak rozczarowana, myślałaby, że już dawno umarł i życie dalej toczyłoby się jak ostatnio. Ale nie. Los przecież lubił zaskakiwać.
- W takim razie, dlaczego tu przyszedłeś? Nie powinno cię tu być.
- Nie szukam kłopotów – odparł prawie natychmiast – Ja tylko chciałem coś upolować. Zawsze było tu dużo zwierzyny.
- Wracasz tu tylko po zwierzynę?! – chciała się upewnić Sówka, trochę podnosząc przy tym głos – Zwierzyny wszędzie jest pełno... A ty wybrałeś akurat teren Owocowego Lasu! – syknęła, tracąc powoli panowanie nad sobą i nie pozwalając mu już nic więcej powiedzieć. Przecież już wszystko było dobrze. Pogodziła się z jego śmiercią. A on tu przychodzi, wraca tylko po zwierzynę! Niczego nie wyjaśnił, o nikogo nie zapytał, jakby już nikt z jego starego domu się dla niego nie liczył. Nawet matka czekoladowej. Nikt.
- Zniknąłeś na tak długo, a teraz wracasz i nic... Nawet się nie zapytasz o nikogo. Nawet o Jarząb! Wiesz, jak trudno jej było? Po stracie partnera, po chorobie... – wymieniała czekoladowa. Kocur spojrzał na nią, szerzej otwierając oczy.
- Wszystko z nią dobrze? – zapytał.
- Ona prawie umarła... – syknęła już ciszej, pozwalając sobie na łzy. Przypomniała sobie to wszystko, co wtedy przeżywała. Ten stres, strach i całą resztę. Usiadła bezwładnie na ziemi. Miała już dość. Mniszek wszedł trochę głębiej na tereny Owocniaków, siadając naprzeciwko kotki. Ta próbowała pozbyć się wody z oczu i się uspokoić, ale nie umiała. To było jak wulkan. Raz wybucha i trudno go zatrzymać.
- Czyli żyje? Już jest dobrze?
Sówka pokiwała głową. Czyli jednak o kogoś pyta. Teraz do niej doszło, że przecież nie dała mu się przecież odezwać za bardzo. Zrobiło jej się trochę głupio. Nie powinna była tak od razu zarzucać go tym wszystkim i obwiniać o tyle rzeczy.
- Przepraszam, nie powinn... – zaczęła, ale urwała gdy zobaczyła małego kocurka. Podbiegł od razu do Mniszka, przerywając ich rozmowę.
- Cześć! Długo nie wracałeś, więc postanowiłem cię poszukać! – wyjaśnił młodszy i spojrzał na Sówkę, która szybko ocierała łzy – A to kto?

<Stary przyjacielu? Przedstawisz mnie?>

03 stycznia 2024

Od Mniszka CD. Sówki

 Miał już się kłaść spać, gdy obudził go znajomy głos. Był to nie kto inny jak Jarząb. Kotka poinformowała wojownika o tym, że jej córki nie ma w legowisku uczniów. I nie wie ile czasu minęło odkąd zniknęła. Na razie nie chciała alarmować wszystkich kotów, tak też poprosiła vana, aby pomógł jej w poszukiwaniach pociechy, zakładając, że ta zrobiła psikusa.
Mniszek westchnął. Nie zdziwiłby się, gdyby kocię Jarząb na złość nie chciało pokazać się matce, kiedy ta ją nawoływała. Czekoladowa jasno pokazała, że jest zła na matkę i na Mniszka, za to że pilnowali, aby nic jej się nie stało. Dziwne zachowanie, naprawdę. Powinna się cieszyć, że był ktoś kto o nią dbał w jakimś stopniu. Niebieski nie miał tej przyjemności doświadczyć matczynej miłości.
Jak się okazało faktycznie Sówki nie było w obozie. Nie była chyba aż tak głupia, aby uciec, prawda? Chociaż kto wiedział tam tego kociaka. Nie rozumiał jej, nie rozumiał tego, dlaczego się tak zdenerwowała, gdy tłumaczyli jej, że zachowała się nieodpowiedzialnie. I teraz znowu zachowała się nieodpowiedzialnie po raz kolejny. 
Zaczął węszyć. Udało mu się odnaleźć zapach kotki wymieszany z innymi zapachami reszty Owocniaków, był o wiele intensywniejszy. I prowadził do wyjścia z obozu. Mniszek stał wpatrując się w ciemny las przed sobą, w końcu połączył fakty. 
— Wiem, gdzie jest Sówka. — miauknął do kotki
Oboje zaczęli się kierować do miejsca, które odwiedził razem z uczennicą za dnia. Jej zapach był bardziej wyczuwalny niż zapach kocura, co upewniło ich, że właśnie przechodziła tędy. 
Mimo klejących się oczu z całych sił starał się nie zasnąć. Dzisiejszy dzień był naprawdę dla niego męczący, tak też chciał szybko wrócić do swojego legowiska. W tej chwili poza szukaniem zguby, zajmował się też uspokojeniem Jarząb, która obawiała się tego, że jej córka może natrafić na lisa.
Wreszcie dotarli do nory. Tym razem Mniszek ostrożnie zajrzał do dziury, przez którą dostrzegł skuloną uczennicę. Jarząb nie czekając ani chwili dłużej również weszła do nory, wpychając się przed chudego kocura. Odetchnęła z ulgą widząc, że córce nic nie jest, poza otarciami od kamieni. Zezowata kotka słysząc ich rozmowę otworzyła swoje oczka, zaspana przyglądając się dwójce starszym kotom. Rozpłakała się na widok matki, tuląc się do jej boku.
— Sówko! Czy ty zdajesz sobie sprawę jak bardzo mnie wystraszyłaś? Obiecaj mi, że już nigdy tak nie postąpisz... 
Kocur chcąc dać im prywatności, wyszedł na zewnątrz. Słyszał jak młoda płacze, obiecując matce, że już nic tak głupiego nie zrobi. Miał nadzieję, że dotrzyma słowa, bo nie widziało mu się biegać kolejnej nocy i jej szukać. Ziewnął mrużąc oczy.
Chwilę zeszło kotkom na rozmowie. Jarząb pomogła rannej uczennicy wyjść na zewnątrz. Mniszek w ciszy się jej przyglądał, jej zaczerwienionym oczom. Nic nie powiedział. Pozostało tylko zaprowadzi Sówkę do Witki, i mógł się zdrzemnąć. 
Ruszyli z powrotem do obozu. Gdy albinoska i czekoladowa zniknęły w legowisku medyka, kocur skierował się na wyczekany spoczynek. Miał po dziurki w nosie dzisiejszego dnia i nocy. Jednak nie dane mu było pójść spać, bo już po chwili napatoczył się na Larwę, który dziwnym trafem nie spał. Chciał z nim o czymś pogadać, a Mniszek zgodził się na to. Nie widział jednak jeszcze, że ta rozmowa przysporzy mu nie jednych problemów.

***

Nigdy nie planował założenia rodziny. Bo po co. Sam nie miał rodziny, to jaki sens było spróbowanie stworzenie własnej. Nie miał zielonego pojęcia na temat kociąt, poza tym, że przez pierwsze księżyce jedzą, śpią i piszczą domagając się uwagi, a później jeszcze dochodzi do tego, że jest ich wszędzie pełno. W skrócie były problematyczne. Nie widzieć czemu kocięta i młodzi uczniowie lubili się go uczepiać i denerwować go, mimo że ten od pierwszej interakcji z nimi starał się dać do zrozumienia, że się nie zaprzyjaźnią. Było tak z Sówką z tego co pamiętał, ze Skarbem również. Z jego własnymi kociętami też tak pewnie będzie.
— A czy będę mógł nazwać jedno z waszych kociąt? Proszę~ — Odkąd do uszu Skarba doszła informacja o ciąży Skoczek, kocur z całych sił starał się wybłagać przyszłych rodziców, aby pozwolili mu nazwać kocięta
— Nie! Jak będziesz miał własne to nazywaj je sobie jak chcesz... A od moich dzieci się odczep — mruknął czując się zestresowany tą całą sytuacją, która nie była mu ani trochę na łapę — Jeszcze się przecież nawet nie urodziły, uspokój się! — zganił kocura za jego zachowanie, na co Skarb nieco przerażony nagłym wybuchem przyjaciela zamilkł kuląc się 
Bo w końcu mieli opuścić w ciągu księżyca norę kocurów, mieli znaleźć własną nore w której mogliby spokojnie przeczekać resztę zimę i ruszyć dalej. Daleko hen z dala od znanych kocurowi terenów. Mieli być tylko w trójkę, a skończyli w grupie, która lada moment miała się powiększyć o kocięta.
Właśnie kocięta. Ile ich mogło być. Jeden? Trzy? Sześć? A może dziesięć? Czy to w ogóle było możliwe, aby kotka urodziła dziesięć kociąt!? Chyba nie, brzuch Skoczek był mały, chyba. Nie ważne ile ich miało być, czuł, że nie sprosta oczekiwaniom. Zawiedzie jako ojciec, bo sam nie miał ojca, to było pewne. Niby mógł dać nogę teraz, porzucając ciążący mu balast, ale nie mógł. Wtedy nie mógłby już z nikim nawiązać żadnej relacji, co byłoby mu na rękę, ale poza tym nie mógłby spojrzeć na swoje odbicie w kałuży. Zawiódł tyle kotów, nie mógł zawieść kolejnych. 
— Ja jeszcze chwilę się tu pokręcę, spróbuję coś upolować dla nas, a ty wracaj do nory — dodał nieco milszym tonem niż wcześniej, dostrzegając jak biały przez swoją długą puchatą sierść zamieniał się w śnieżną kule z każdym uderzeniem serca przez prószący śnieg — Poproś Wrzosa o zioła na wzmocnienie, bo inaczej złapie cię choróbsko. A ich powinniśmy unikać...
— No tak. Nie mogę zarazić Skoczek! Mogłoby jej to przecież zaszkodzić! I kociakom! — mówiąc to otrzepał się z puchu dość energicznie i pokicał w stronę, z której przyszli — Tylko wróć szybko, dobrze? Bo inaczej to ja nazwę wasze dzieci!
Kocur powstrzymał się przed rzuceniem wrednego komentarza, zamiast tego na słowa Skarba prychnął. Odprowadził młodszego wzrokiem, aż ten zniknął wśród otaczających ich wkoło drzew. Dźwięk dzwonka przy obroży mógł mu utrudnić pochwycenie wspaniałej zwierzyny, jednak musiał sobie radzić tak czy siak jakoś z tym ustrojstwem na jego szyi. Ruszył naprzód kierując się w stronę rzeki, mając nadzieję, że tam uda mu się dostrzec zwierzynę gaszącą swoje pragnienie. Szedł wraz z nurtem rzeki, jednak przez ten cały czas nie udało mu się dostrzec żadnej zwierzyny, chociażby marnego ptaka czy małej ryby mieszkającej w rzece. A nie chciał wracać z pustymi łapami. Wskoczył na kamienie tworzące przejście na drugą stronę rzeki, tej na której nie powinien nigdy więcej postawić swoich łap. Pamiętał jednak, że w sądzie, w którym mu przyszło kiedyś żyć roiło się od zwierząt nie ważne jaka pora panowała. Więc na pewno złapie tuż przy granicy jakąś jaszczurkę, albo hibernującego gryzonia w korzeniach drzew. Przemknie niepostrzeżenie, w końcu jego zapach zmienił się nieco i poza tym...
— Mniszek? — Znieruchomiał w połowie drogi zawieszający jedną z łap z powietrzu. Był pewien, że nieznajomy głos należy do kocicy, jednak nie był w stanie unieść spojrzenia na drugi brzeg w obawie przed ujrzeniem siostry, bądź matki. Albo gorzej, Kruchej. Tylko czy ich głos tak miło brzmiał? Nie, matka nigdy nie miała tak delikatnego głosu, a poza tym o ile jeszcze żyła, na pewno miała starczą chrypkę. Więc kto? Czyżby to były córki Miodunki? Kto poza nimi był w stanie pamiętać vana, który dopuścił się zamachu na Owocowy Las.
Po dłuższej ciszy kocur w końcu zdecydował się odpowiedzieć na pytanie, a z jego pyska wyszło tylko ciche "yhm". Wtedy też przeniósł spojrzenie z kamienia, na którym się zatrzymał, na Owocniaka. Nie była to żadna z kotek, o których w pierwszej chwili pomyślał. Był to nie kto inny, jak Sówka. Kiedy ostatni raz ją widział była jeszcze wciąż uczennica, a teraz skoro znajdowała się sama na granicy Owocowego Lasu wszystko wskazywało, że udało jej się ukończyć trening. Została zwiadowczynią, którą pragnęła od zawsze być.
— Cześć Sówko — wymamrotał kładąc po sobie uszy

<Sówko?>
W końcu Mnich wrócił na stare śmieci, to w końcu też mógł się odpis pojawić XD
(kocham ogólnie to, że to opko miało chyba z 3 alternatywne wersję, przynajmniej ta część po skipie ✨)

29 września 2023

Od Sówki CD. Migotki

 Pytanie uczennicy w drodze do obozu zdziwiło Sówkę. Przecież mówiła o tym wcześniej i było to widać. Nie chciała już do tego wracać. Nie odpowiedziała i szybszym krokiem ruszyła w stronę obozu. Uczennica wydawała się jeszcze bardziej przerażona niż na początku. "Czy naprawdę jestem taką złą mentorką?" - zapytała samą siebie, lecz szybko odrzuciła tę myśl. Gdy tylko pojawiły się w obozie, Migotka popędziła do swojej matki, siedzącej i rozmawiającej z Agrestem.
***
Po zabiciu Świt, Sówka czuła się strasznie. Nie przez rany, odniesione w walce. Nie myślała, że ją zabije. Nie chciała tego, ale samotniczka nie dała jej wyboru. Niedługo po tym zdarzeniu, Sówka zaczęła kaszleć. Codziennie coraz więcej. Nie poszła z tym do Witki. Małe przeziębienie jeszcze nikomu nie zaszkodziło. 
Leżała przy drzewie z kamienną tabliczką, która miała na sobie odcisk jej łapy. Zrobiła to dla Żbika. Zamknęła oczy i słuchała odgłosów dookoła. Nie licząc liści, nic nie było słychać. Pora Spadających Liści już niedługo miała się skończyć, a po niej miała przyjść Pora Nagich Drzew, która zwiastowała większy głód, niż jest teraz. Nagle tą cieszę, przerwały czyjeś kroki. Sówka otworzyła zamglone oczy i spojrzała na swoją uczennicę, która przyszła razem z Kruchą.
- Widzisz, tutaj jest - powiedziała spokojnie Krucha, do swojej pociechy.
- Zaspałam na trening? - zapytała cicho czekoladowa, a jej oczy od razu się rozpogodziły. Kotki zgodnie pokiwała głowami, przyglądając się, dalej leżącej na ziemi Sówce. Ona szybko się zorientowała, o co chodzi i się podniosła.
- Strasznie przepraszam, kompletnie zapomniałam o treningu! - powiedziała i podeszła do Migotki - Idziemy? 
Uczennica tylko lekko pokiwała głową i obie kotki ruszyły dalej, w głąb terenu Owocniaków. Jak zwykle szły w ciszy, przerywanej tylko co jakiś czas kaszlem czekoladowej kotki. Sówka nie wiedziała, czemu tak kaszle, ale nie przejmował się tym za bardzo. Nie chciała, by Migotka straciła kilka treningów, przez jej chorobę, którą sama może wyleczyć. W końcu znalazły się na miejscu docelowym i Sówka odwróciła się do niebieskiej kotki.
- Dziś będziesz uczyć się rozpoznawania gatunków drzew. To jest bardzo ważne w byciu zwiadowcą - wyjaśniła Sówka i wskazała ogonem pierwsze drzewo, tak jak to pamiętała ze swojego treningu - Jak się nazywa? 
Migotka chwilę przyglądała się roślinie i w końcu odpowiedziała.
- Jabłoń? 
- Świetnie! A to? - zapytała i pokazała kolejne. Uczennica pokiwała głową, na znak, że nie wie - Spróbuj, najwyżej ci powiem.
Po chwili ciszy wreszcie się odezwała.
- Em... Klon..? 
- To jest drzewo Wiśni. Można ją rozpoznać dzięki luźniej korze, która ma czerwonobrązową barwę - wyjaśniła Sówka i znowu zaczęła kaszleć. Tym razem mocniej niż wcześniej, co lekko ją zaniepokoiło. Migotka się nie odezwała, przyglądała się tylko mentorce, z zaniepokojeniem w zielonych oczach. Gdy tylko kaszel ustał, czekoladowa zapewniała uczennicę, że wszystko gra i wróciły do treningu.
***
Do obozu wróciły dość późno. Migotka nauczyła się gatunków drzew, co bardzo zadowoliło Sówkę. 
- Wróć do obozu, ja tu chwilę posiedzę - oznajmiła Sówka, zatrzymując się przy wielkim drzewie z kamieniem na środku. Niebieska spojrzała na nią i na drzewo. Po chwili jednak poszła do obozu. Sówka usiadła przy drzewie. Były dni, w których w ogóle tu nie przychodziła, ale były też takie, gdzie cały dzień mogła siedzieć i rozmyślać, nie odrywając wzroku z drzewa. Dziś był dzień drugi. Czekoladowa kotka patrzyła na drzewo, nie odzywając się. Jak by chciała, by Żbik tu był! Ale to już niemożliwe. Nie można, tak sobie przywrócić życia zmarłym. Nie widziała go od tak dawna. Tak bardzo chciała wrócić do czasów, gdy Żbik żył, gdy Mniszek był wojownikiem, a ona bawiła się z nim w śniegu. Ale tak się nie da. Westchnęła cicho. Tak się nie da. Położyła głowę na łapach, znowu dusząc się kaszlem. 
- Tu jesteś! A ja cię szukałam - usłyszała za sobą głos Jarząb. Albinoska podeszła do niej, kładąc ogon na głowie Sówki. Czekoladowa lekko się uśmiechnęła. Jarząb była najlepszą mamą. Podniosła się i spojrzała na swoją matkę.
- Nie da się przywrócić zmarłym życia? - zapytała. Jarząb pokiwała przecząco głową - A Mniszek. Myślisz, że żyje? 
- Mniszek zawsze był bardziej samotnikiem. Da sobie radę, myślę, że żyje. Gwiazdy wskażą mu drogę. Ale nie wiem, czy wróci. Nie lubił życia w grupie. Czujesz się samotna tak? - powiedziała Jarząb. 
- Czyli nie wróci? - zadała pytanie bardziej do siebie niż do matki. Ona się nie odezwała, a Sówka tylko spuściła wzrok, znowu kaszląc 
- Jestem bardziej samotna niż za czasów bycia uczniem. Znaczy tak, mam koty, z którymi bardzo lubię rozmawiać, ale brakuje mi jakiegoś kota, który będzie moim przyjacielem, lub przyjaciółką... 
- Lepiej idź z tym do Witki - poradziła albinoska, w kwestii kaszlu córki.
- Dam sobie radę! To tylko małe przeziębienie, które łatwo jest przezwyciężyć - uparła się czekoladowa. 
- A co do kwestii przyjaciół, może po prostu zacznij rozmawiać z kimś jeszcze innym? Na zgromadzeniach są koty z innych klanów, oni też mogą być przyjaciółmi - oznajmiła Jarząb spojrzała na gwiazdy i po chwili wróciła do obozu, a Sówka za nią. 

<Migotko?>
[789 słów]
[Przyznano 8%]

25 sierpnia 2023

Od Sówki CD. Mniszka

Przed wygnaniem Mniszka, pora Nagich Drzew
Mniszek złapał ją i próbował zanieść do obozu jak jakiegoś kociaka! Przecież jest prawie zwiadowcą! A to wszystko przez to, że znalazła starą, opuszczoną norę lisa. Przecież lisa tam nie było! Uciekł, albo umarł! Miała prawo tam być i chować tam swoje liście, a Mniszek chciał jej tego zabronić!
- Puść mnie! Bo powiem mamie! I nie będzie cię już lubić! - krzyknęła, próbując się wyrwać z uścisku kocura.
- Powiedz, na pewno się ucieszy, że ma nieodpowiedzialną córkę i może da ci szlaban, żebyś już nic głupiego nie robiła... - wymamrotał niewyraźnie - No już, wracamy... Chodź.
Kotka utrudniała niebieskiemu drogę, ale w końcu udało mu się doprowadzić ją do obozu. Weszli tunelem, a kocur zaniósł ją pod same łapy Jarząb. Zaczął tłumaczyć, o co chodzi, a kotka starała się zagłuszać jego wypowiedź. Jarząb nie zwracała uwagi na córkę, wysiłek Sówki, by mama nie słyszała kocura, poszedł na marne.
- Sówko, Mniszek ma rację - odparła albinoska - Nie powinnaś być tak lekkomyślna, a jak coś ci się stanie?
Czekoladowa nie odpowiedziała. Jarząb też jej nie rozumiała! Przecież lisa już tam nie było! Zjeżyła sierść, słuchając kolejnych słów matki. Nikt jej nie rozumie! Gniew wziął górę i kotka przestała nad nim panować.
- Nie! Nikt z was mnie nie rozumie! Lisa już tam nie ma i nie będzie! - syknęła, wściekłe machając ogonem - Jesteście głupi, wszyscy! - krzyknęła i pobiegła do legowiska uczniów.
***
W legowisku spędziła cały dzień. Słońce powoli znikało, a na niebie pojawiały się gwiazdy. Śnieg jakby niepewnie zaczął sypać. Do końca dnia nie odezwała się do niego. Była zła na cały świat. Lisa tam nie było, a oni zabronili jej tam iść! Przecież to było takie fajne miejsce. Nie mogła tak po prostu o nim zapomnieć.
Wszyscy poszli już spać. Obóz był pusty i cichy. Sówka położyła głowę na łapach i wpadł jej do głowy pewien pomysł. Skoro nie może tam, iść jak oni widzą, to pójdzie, jak będą spać. Wstała ostrożnie z legowiska i cicho przeszła do wyjścia. Znalazła się na ziemi, zasypanej białym puchem. Rozejrzała się czy nikt przypadkiem się nie obudził. Gdy zobaczyła, że jest czysto, ruszyła w stronę wyjścia. Opuściła obóz, a śnieg zaczął padać mocniej, przez to robiło się zimniej, ale kotka nie zamierzała zawrócić. Pewnym krokiem szła w stronę znalezionej nory lisa. Może nie tak pewnym, bo kilka razy musiała zawracać. W końcu znalazła miejsce, w którym polowali. Sówka rozejrzała się i wybrała stronę, w którą pójdzie. Szła i szła, a droga była coraz bardziej utrudniona, przez sypiący śnieg. W końcu zauważyła z daleka śmietnisko, była blisko. Słaby zapach lisa cały czas unosił się a powietrzu. Sówka przyspieszyła kroku, w końcu zaczęła biec. Widziała już norę. Nie patrząc pod nogi, przemierzała ostatni kawałek drogi. Nagle potknęła się o wystający korzeń. Przewróciła się i poleciała do nory, próbując złapać się jakiejś gałęzi. Jej ciało odbijało się od kamieni, aż w końcu wylądowała w norze. Nic nie widziała, było tak ciemno. Czuła na swoim futrze dużą ilość śniegu, a w powietrzu wyczuwała zapach krwi. "No super, te kamienie mnie zadrapały!" - pomyślała i spróbowała wydostać się z nory. Ból z rany był nie do zniesienia, więc kotka przestała próbować i usiadła w norze. Zimno i ból nie dawały jej spokoju. Schowała się w jakimś zakamarku lisiej nory, żałując, że tu przyszła. "Nie dam rady się stąd wydostać" - uświadomiła sobie - "Mieli rację... Nie powinnam tutaj przychodzić". Zwinęła się w kulkę, próbując się trochę rozgrzać i w końcu zasnęła.
<Mniszku? Mogła słuchać starszych>

11 sierpnia 2023

Od Mniszka CD. Sówki

Przed zamachem stanu, wygraniem i trafieniem do dwunożnych 

— Cholera... — rzucił pod nosem, widząc że uparta uczennica nie miala zamiaru go posłuchać i dumnie szła przed siebie za lisią wonią, jak widać było jej śpieszno do grobu
Zignorowała go tak jak on miał w zwyczaju ją do niedawna ignorować. On miał do tego prawo, a ona nie. Była uczennicą i musiała słuchać starszych kotów, tych co ukończyły treningi. A jak na razie to on posłusznie za nią szedł, rozglądając się czujnie na boki i wzdrygając się na każdy bliżej nieokreślony dźwięk. Może i zapach po lisowatym był słaby, jednak nie powinno go tu wcale być. Po tym jak wrócą miał zamiar poinformować Agresta o niedawnej obecności lisa w tych okolicach. Gdy miał namówić kotkę do powrotu, w końcu trzeba było przynieść zwierzyne do obozu, jak i nie chciał kusić losu, kotka nagle przyspieszyła kroku.
— Sówko, wracamy... Lepiej niech doświadczona grupa kotów uda się za tropem... Sówko! — krzyknął, gdy czekolodowa wypruła naprzód zostawiając go nieco w tyle — Ugh!
Ruszył za nią mając nadzieję, że po osobniku którego wyczuli faktycznie nie było już na terenach Owocowego Lasu żadnego śladu. W końcu sam by miał problem z lisem , a co dopiero uczennica mająca zero wyobraźni, nie myśląca o tym co może się stać, gdy wyjdzie mu na spotkanie. A zresztą lisy ostatnio namieszały bardzo dużo w życiu Owocniaków i nikt na pewno nie chciał powtórki z rozrywki. 
Nie zdążył zahamować, przez to wpadł na kotkę i oboje znaleźli się w lisiej norze, a sam kocur utknął w ścianie. Do śmiechu mu nie było, ale za to do jego uszu dochodził roześmiały głos Sówki. 
Gdy w końcu udało mu się uwolnić, otrzepał się z resztek ziemi. Zignorował to co córka Jarząb do niego mówiła. Był na nią wściekły, obdarował ją chłodnym spojrzeniem, a potem bez najmniejszego zawahania zasyczał na nią i uderzył łapa w głowę.
— Mysi móżdżek! Jesteś głupsza niż mój brat. Że też to w ogóle możliwe... — prychnął uderzając ogonem o ziemię, w końcu Skrzyp był najgłupszym kotem na świecie, ale dzisiaj Sówka zajmowała z nim miejsce „ex aequo” — Masz szczęście, że go nie spotkaliśmy, bo byś skończyła jako przekąska! — mówiąc to rozejrzał się po wnętrzu nory, jej stan wskazywał na to że jeszcze niedawno faktycznie żył w niej lis, ale najwidoczniej opuścił ją, ku szczęściu dwójki kotów — I masz mnie słuchać, jak mówię, że wracamy to wracamy... Chyba że ze słuchem masz również problemy jak ze wzrokiem — nachylił się ku przyszłej zwiadowczyni wytykając jej wadę wciąż mając srogi wyraz pyska, jednak dostrzegając strach w jej oczach na jego wybuch cofnął się i wziął głęboki wdech chcąc zapanować nad gniewem na nią — Lepiej będzie jak znajdziesz inne miejsce do przechowywania swoich liści Sówko. To jest zbyt daleko od obozu, nikt by nie zdążył ci na czas przyjść z pomocą, gdyby prawowity właściciel nory powrócił... A teraz chodź, wracamy do obozu — odezwał się kierując się do wyjścia, gdy za sobą usłyszał poddenerwowany głos kotki:
— Sam jesteś mysi móżdżek! I do tego mysi bobek! Jesteś głupi! Nigdzie z tobą nie idę, jak chcesz to wracaj sam! — wykrzyczała, jak nic miała do niego uraz, że ja uderzył i na nią nakrzyczał, jednak on sam miał dobry powód by to zrobić, musiała zrozumieć, że to co zrobiła było niebezpieczne 
Sówka odwróciła się do niego plecami, wyglądało jakby faktycznie nie miała zamiaru się ruszyć, a Mniszek nie miał zamiaru jej zostawić samej w norze lisa. Byłoby to bardzo nieodpowiedzialne, nie miał zamiaru narażać na niebezpieczeństwo kotki. Chociaż w jej przypadku może faktycznie dobrze by było jakby najadła się strachu, to by starszych słuchała. Nie chciał się z nią przekomarzać, to też złapał ją za kark, jak zwykłego małego kociaka, którego zresztą teraz przypominała i chciał ją wyciągnąć z nory siła z zamiarem odstawienia jej do obozu. A później sam wróci po zwierzynę bez zbędnego balastu, który tak czy siak już wystarczające go opóźnił.
— Puść mnie! Bo powiem mamie! I nie będzie cię już lubić!
— Powiedz, na pewno się ucieszy, że ma nieodpowiedzialna córkę i może da ci szlaban żebyś już nic głupiego nie robiła... — wymamrotał niewyraźnie — No już, wracamy... Chodź 

<Sówko?>

04 sierpnia 2023

Od Sówki CD. Mniszka

przed wygnaniem Mniszka i tym całym ataku na Agresta
Mysz chowała się w korzeniach wielkiego drzewa. Sówka podkradła się do niej bezszelestnie, uważając, by nic nie spłoszyło myszy. Gdy była wystarczająco blisko zwierzyny, skoczyła na nią i wbiła kły w malutkie ciałko, pozbawiając je życia. Kotka zakopała ją w ziemi, by później po nią wrócić i poszła dalej. Czuła na sobie wzrok Mniszka. Przez całe polowanie ją obserwował. Sówka dziwnie się z tym czuła, ale próbowała nie zwracać na to uwagi. Kotka zaczęła rozglądać się a poszukiwaniu zwierzyny. To była końcówka pory Nagich Drzew, zwierzyny jeszcze nie było dużo. Złapała tylko dwie, chude myszy. Cała reszta zwierząt uciekła przez te liczne zamiecie śnieżne i przez zimno. Na szczęście Owocowy Las nie głodował i wszyscy przeżyli te kilka księżyców. Z zamyślenia wyrwał ją Mniszek, mówiący, że trzeba wracać już do obozu. Sówka pokiwała głową i razem poszli zbierać zakopaną zwierzynę. Sówka wykopywała jedną ze swoich myszy, gdy do jej nosa doleciał dziwny zapach.
- Mniszku! Czujesz to co ja? - zapytała i spojrzała na towarzysza. Kocur pokiwał głową. Ta woń przypominała... Woń lisa! Czekoladowa kotka podskoczyła z podekscytowania. Zapach był bardzo stary, więc to oznaczało, że gdzieś niedaleko była pusta nora! Skierowała się w stronę zapachu i poszła powoli w jego stronę. Po chwili jednak na jej drodze stanął van. Mniszek zaczął tłumaczyć, że to niebezpieczne, lecz Sówka go nie słuchała. Zrobiła to co on zazwyczaj i po prostu ominęła wojownika. Kocur powiedział coś pod nosem i podreptał za uczennicą. Szli i szli, aż z daleka było widać śmietnisko. W końcu woń przybrała na sile. Byli blisko nory. Sówka przyspieszyła i w końcu zaczęła biec w stronę, którą wskazywał zapach. Po chwili na ziemi zobaczyła kilka śladów lisich łap, każdy z nich był trochę rozmazany, co tylko potwierdzało, że lisa tu dawno nie było. W końcu znalazła norę. Była duża i przestronna. Stanęła w miejscu i przyglądała się swojemu znalezisku. Nagle od tyłu wpadł na nią rozpędzony Mniszek i razem potoczyli się do domu lisa. Wylądowali na środku nory. Czekoladowa chwiejnie wstała i wypluła piach wymieszany ze śniegiem z pyska. Spojrzała na vana, który głowę miał a ścianie jaskini. Zaczęła się śmiać, a wojownik próbował się wydostać. Gdy opanowała śmiech, podeszła do zniewolonego przez ścianę z ziemi wojownika i pomogła mu się wydostać.
- Spójrz Mniszku! Ta nora jest super! Można tu schować wszystko, na przykład liście! - zaczęła mówić i rozglądała się po znalezionej norze.
[392 słów, rozpoznawanie tropów lisów]
<Mniszku?>
[Przyznano 13%]

25 lipca 2023

Od Mniszka CD. Sówki

 Przez kolejne dni często miał wyznaczane jakieś różnorodne zadania przez zastępczynię, w tym przypadku nie jego matkę, a Ważkę. Kotka na ostatnim wspólnym polowaniu prawie, że zagadała kocura na śmierć, racząc go również przyśpiewkami. I nie tylko jego. Jednak jako jedyny z grupy kotów nie odpowiadał tak radośnie na każde rzucone słowo kotki. Szedł za nimi, gdzieś na samym tyle, niosąc upolowana zdobycz wcześniej przez zwiadowców, którzy pozostawili ją schowana pod przykryciem z sosnowej gałązki. Ku uciesze Mniszka tamci odjęli im roboty, tak też  szybko sie uporali z powrotem. Przez wymyślne zadania zastępczyni nie miał możliwości pilnowania Sówki, jednak uczennica była chyba w dobrych łapach. Nie raz widział jak czekoladowa opuszcza obóz pod opieką swojej mentorki, Kruchej. Chyba się dogadywały, jednak ciężko mu było to stwierdzić. W końcu z Kruchą ledwo zamienił parę słów w trakcie wykonywania codziennych zadań, a z Sówka nigdy nie podejmował tego tematu.
Dzisiejszego dnia znowu została mu wyznaczona rola kota na posyłki, to znaczy kota mającego zająć się polowaniem. Tym razem faktycznie miał polować, a nie przynieść zwierzyne, która wcześniej upolowali zwiadowcy. Nie za bardzo się z tego tak więc cieszył, jednak nie śmiał się sprzeciwiać. Jeszcze nie teraz.
W pewnym momencie dostrzegł zbliżającą się w jego stronę bardzo dobrze mu znana sylwetkę kota. Był kto nie kto inny jak Sówka.
 — Możesz zostać w obozie?
— Nie, Sadzawka i jej młode potrzebują jedzenia — oznajmił i ominął Sówkę, nie chcąc, aby Ważka dostrzegając ,że się 'leni' zaraz podbiegła do niego i zaczęła mu śpiewać nad uchem piosenkę, aby się pospieszył, bo maluchom Sadzawki zaraz kiszki marsza zaczną grać. W końcu to już był ten czas, gdy kocięta powinny przestać pić mleko i próbować już innego pożywienia. A tak jakoś też wyszło, że stos ze zwierzyną zaczął świecić pustkami.
Uczennica mimo zignorowania jej pobiegła za wojownikiem. Gdy znaleźli się w tunelu, prowadzącym do owocowego lasu, zapytała:
— To powiesz, mi czemu jesteś taki ponury?
Kocura zamurowało w pierwszej chwili. Zmierzył spojrzeniem Sówkę, która jedynie przekrzywiła łebek zainteresowana tematem chłodnego usposobienia Mniszka. No tak, w końcu gdy ostatni raz rozmawiali kocur nie odpowiedział jej na to pytanie. Jak widać, ta nie miała zamiaru odpuścić. A on nie miał zamiaru opowiadać jej, że tak wpłynęła na niego wychowywanie Fretki, która powinna zostać okrzyknięta matka roku. Powinna udzielać rad innym królowym, w końcu wychowanie twarda łapą było najlepszym ze wszystkich możliwych metod wychowawczych. Już dziś uderz swoje kocie, bo nie potrafił za pierwszym razem wykonać zadania.
— Nie jestem ponury. Nie rozumiem czemu każdy za takiego mnie uważa — stwierdził kontynuując marsz wraz z uczennicą Kruchej u jego boku — Czy to, że nie zachowuję się jak Ważka czy ty od razu sprawia, że jestem ponury? — kopnął łapa kamyk, który znalazł się tuż przed nimi na drodze.  Ach, przypomniało mu się zgromadzenie.
— Nie uśmiechasz się, nie rozmawiasz z innymi kotami, unikasz ich, sam wszędzie zawsze chodzisz o ile ktoś nie przydzieli ci jakiegoś zadania w grupie... albo, gdy ja do ciebie się nie przyczepię. Tak, ponurak jak się patrzy — pokiwała głową — Tylko do mojej mamy normalnie sam z siebie potrafisz się odezwać i chyba też z Witką potrafisz rozmawiać, chociaż ona to się na ciebie wścieka, że zużywasz tyle ziół.. — zamyśliła się próbując prawdopodobnie znaleźć jeszcze jakiegoś kota, z którym Mniszek mógłby mieć dobry kontakt — Twoja siostra też jakaś taka ponura jest. 
— To wychodzi na to, że to u nas po prostu rodzinne jest, widzisz?
— Nie, bo twój brat jest totalnie waszym przeciwieństwem. On to potrafi paplać o sobie ciągle, jaki to nie jest wspaniały — Sówka starała się naśladować brata Mniszka, co jej się faktycznie udało — Już wiem! Ty jesteś smutny, bo Iskra nie jest jeszcze wojownikiem, a ona jest smutna, bo na nią nie poczekałeś!
Nie odpowiedział na to. Za to intensywnie się wpatrywał się w Sówkę. Naprawdę chciał żeby to był jedyny powód jego zmartwień, że jego siostra nie jest jeszcze wojownikiem.
— Na razie koniec z tymi pytaniami i teoriami. Skoro już tu jesteś, to pomożesz mi z polowaniem. — powiedział, mając nadzieję, że kotka przystanie na to i odciąży go chociaż trochę, jedyny minus to jej ten zez, więc musiał pilnować by nie wlazła w jakieś drzewo.

<Sówko?>

Od Sówki CD. Mniszka

Mniszek wepchnął ją w śnieg, by stała się albinosem tak jak przed chwilą on. Ale miała za dużo czekoladowego na futrze, więc nie mogła stać się w pełni albinosem, ale pysk miała oblepiony w śniegu. Gdy wypełzła z kupy białego puchu, wypluła, przed łapy kocura, śnieg, który wpadł jej do pyska. Zaczęła kręcić się a kółko, próbując zrzucić z siebie resztki śniegu. Machała ogonem i łapami, aż w końcu udało jej się. Wyglądała komicznie, próbując się pozbyć puchu z pyska i z sierści dookoła. Po wielu próbach wreszcie mogła otworzyć oczy. Pomarańczowe, zezowate oczy zatrzymały się na Mniszku. On również patrzył w jej stronę, a na jego pysku było coś dziwnego... Coś, czego Sówka nigdy w życiu nie widziała. Uśmiechnęła się lekko i uniosła pysk w jego stronę. Podniosła się i zapytała:
- Chwila... Czy ty się właśnie... uśmiechnąłeś?!
W chwili gdy to mówiła, już znalazła się przy wojowniku. Wlepiła wzrok w jego pysk i podniosła głowę nieco ku górze. Oczy miała szeroko otwarte ze zdziwienia.
- Tak! Ty się uśmiechasz! - krzyknęła i podeszła bliżej do Mniszka - Ponury Mniszek właśnie się uśmiechnął! - powiedziała rozbawiona, a po chwili dodała w myślach - już wiem, jak go będę nazywać.
- Ponury... Mniszek - parsknął, gdy do jego uszu dotarło przezwisko - Niech zgadnę. Coś tak kreatywnego tylko ty byłaś w stanie wymyślić, co? - mówiąc to, dźgnął ją łapą w klatkę piersiową, odpychając nieco od siebie. Kotka machnęła gniewnie ogonem, na kolejne słowa kocura. Że niby ja to sobie wymyśliłam? - pomyślała - Nigdy! Wiem, co widziałam!
- Mój zez nie ma z tym nic wspólnego! - odparła w odpowiedzi.
- Myślę, że ma... I to bardzo dużo. No już, spokój - nakazał uczennicy, która zaczynała za bardzo wtryniać się w jego przestrzeń osobistą. Czekoladowa kotka odsunęła się i usiadła obok Mniszka. Wreszcie miała prawdziwego przyjaciela! Może i był czasem, często sztywny, ale był prawdziwy. Z jej głowy nie znikał obraz jego uśmiechu. Prawdziwego uśmiechu, na który u Mniszka, trzeba było długo czekać, który dla kocura był prawie niemożliwy. Prawie! I to ona dokonał niemożliwego! To ona, bardziej jej komiczne zachowanie, przy zrzucaniu z siebie śniegu, sprawiło, że się uśmiechnął! Jednak jej głowę zaprzątała też jedna myśl. Jedyną rzecz, która dziwiła uczennicę, a było to wiecznie ponure zachowanie wojownika. Przecież tak ładnie wyglądał jak się uśmiechał! Przecież szczęście w życiu jest najważniejsze! Czemu, więc Mniszek w ogóle się nie cieszy? To była wieczna zagadka, na którą Sówka chciała znać odpowiedź.
- Mniszku? A dlaczego jesteś taki... Ponury? - zapytała w końcu.
- Co masz na myśli?
- No wiesz... W ogóle się nie uśmiechasz, nie cieszysz, wyglądasz czasem, jakbyś nie miał uczuć, nie miał emocji!
Kocur zamilkł, a jego spojrzenie powędrowało gdzieś daleko, daleko. Sówka próbowała wymyślić, o czym teraz myśli wojownik, niestety bez skutku. Czekała i czekała na odpowiedź, więc w końcu postanowiła wyrwać Mniszka z zamyślenia. Podeszła do niego i dotknęła go łapą, na co on momentalnie odskoczył, jak poparzony.
- Wszystko dobrze? - zapytała.
- Tak. - odpowiedział i znowu wrócił dawny Mniszek. Możliwe, że był nawet bardziej ponury niż zwykle, więc uczennica nie chciała drążyć tematu, na razie.
- Mniszku, idziesz na patrol! - krzyknęła Ważka, z drugiego końca obozu. Mniszek pożegnał się z Sówką i wyszedł za Ważką z obozu. Uczennica odprowadziła go wzrokiem, a sama wróciła do szukania liści.
Szukanie liści nie udało się dzisiaj. Znalazła jednego urwanego w połowie liścia i drugiego, całego porwanego. Mniszek wrócił późno z patrolu, więc później nie mieli okazji porozmawiać. Sówka szukała chwili, by zapytać wojownika, dlaczego jest tak ponury i smutny. Bardzo chciała to wiedzieć, a ostatnio rzadziej go widziała, przez większą ilość treningów. Pora Nowych Liści była w końcu coraz bliżej. Właśnie dlatego postanowiła zatrzymać go, zanim poszedł na polowanie. Kocur zatrzymał się i spojrzał na uczennicę, nie wiedząc, o co chodzi.
- Możesz zostać w obozie? - zapytała.
- Nie, Sadzawka i jej młode potrzebują jedzenia - oznajmił i ominął Sówkę. Uczennica pobiegła za nim. Gdy znaleźli się w tunelu, prowadzącym do owocowego lasu, zapytała:
- To powiesz, mi czemu jesteś taki ponury?
<Mniszku? Opowiesz swoją smutną historię z życia?>
[Przyznano 5%]

24 lipca 2023

Od Mniszka CD. Sówki

 Przyglądał się temu co wyrabia córka Jarząb, nie rozumiejąc czemu szuka liści. Była w końcu zima,  liści nie było. Jednak ku zdziwieniu kocura, już po chwili uczennica wyciągnęła spod warstwy śniegu liść, suchy i naderwany, ale jednak. On nigdy nie szukał liści zimą, nie robił właściwie nic co zdążył przyuważyć robiła Sówka. Była dziwna, inna. Śmiała się, biegała zaczepiając inne koty i miał wrażenie, że właściwie się niczym nie przejmowała. A i wykazywała wielkie zainteresowanie liśćmi. Była lekkoduchem. Nic więc dziwnego, że pierwsza z jego mentorek poprosiła żeby miał na nią oko.
Gdy zimny puch otulił jego pysk, a z pyska uczennicy rozbrzmiał śnieg,  momentalnie otrzepał się.
— No patrz, a był z ciebie przez chwilę piękny albinos! Wyglądałeś jak moja mama! Tylko z niebieskimi oczami! — zawołała Sówka śmiejąc się cały czas, a on się zawstydził słysząc jej komentarz. 
Położył się na śniegu, po czym zakrył pysk łapkami, nie chcąc sprawić, że młoda zauważy jego rumieńce. Zdawał sobie sprawę, że wtedy pysk by jej się nie zamknął. A tego jeszcze brakowało. Nerwowo zaczął machać ogonem rozsypując na boki biały puch.
— Wątpię... — odezwał się cicho, przyzwyczaił się już do zachowania Sówki, tak też więc nie miał zamiaru wydrzeć się na nią, w końcu też zmienił nastawienie do niej. Nie byli przyjaciółmi, nie byli też wrogami. Byli po prostu dwoma kotami, z czego Mniszek miał ją po prostu pilnować. Nic więcej. — Wiesz, ty też możesz być albinosem — podjął, gdy już rumieńce zniknęły z jego policzków, po czym podniósł się na równe łapy i bez najmniejszego oporu wepchnął kotkę w pobliską zaspę śnieżną. Sówka zniknęła kocurowi z oczu. A gdy ponownie się wyłoniła, miała cały pysk oblepiony śniegiem. — No prawie... — dodał zdając sobie sprawę, że kotka miała więcej do zakrycia kolorowego futerka niż on, tak też czekoladowa sierść na grzbiecie była tylko lekko przyprószona bielą 
— Bleh! — zamrugał, gdy uczennica wypluła tuż pod jego łapy śnieg, który dostał jej się do pyska. Już nieco mniej, w końcu część stopniała. Wyglądała tak komicznie, gdy pozbywała się resztek śniegu z pyska i z sierści przy pyszczku — Chwila. Czy ty się właśnie...uśmiechnąłeś?! — w tym samym momencie, gdy to powiedziała znalazła się u jego boku, zadzierając główkę do góry wlepiła w niego szeroko otwarte oczęta, jakby nie chcieć przegapić najmniejszego ruchu jego pyska — Tak! Ty się uśmiechasz! — wykrzyczała, jakby sama nie dowierzała własnym słowo — Ponury Mniszek właśnie się uśmiechnął!
— Ponury... Mniszek — parsknął, gdy do jego uszu dotarło przezwisko — Niech zgadnę. Coś tak kreatywnego tylko ty byłaś w stanie wymyślić, co? — dźgnął ją łapą w klatkę piersiową, chcąc ją nieco od siebie odepchnąć, by uniemożliwić jej dotknięcie go — Wydawało ci się. To  pewnie przez to, że masz zeza... Drzewa nie widzisz, a co dopiero byś widziała mój uśmiech...
— Wiem co widziałam! — prychnęła czekoladowa w odpowiedzi — I mój zez nie ma z tym nic wspólnego!
— Myślę, że ma... I to bardzo dużo. No już, spokój — nakazał uczennicy, która zaczynała za bardzo wtryniać się w jego przestrzeń osobistą 


<Sówka?>

16 lipca 2023

Od Sówki CD. Mniszka

Minęło parę dni. Sówka i Mniszek opuścili legowisko Witki. Biały puch spadł z nieba, chłodząc wszystko dookoła. Słońce coraz rzadziej się pojawiało. Nadeszła pora Nagich Drzew. Sówka siedziała w swoim legowisku i obserwowała drzewa bez liści. Nie lubiła tej pory roku. Wszystkie liście spadły i zostały zakopane w wielkiej kupie śniegu, tylko szaleńcy chcieliby się przez nią przekopywać, czyli właśnie ona. Dzisiejszy dzień był wyjątkowo ciepły, idealny na trening i na wykonanie swojego planu. Krucha zaproponowała, by trening odbył się dzisiaj nieco później, aby rano mieć szansę na zabawę w śniegu i odpoczynek. Uczennica z chęcią się zgodziła i siedziała teraz w pustym legowisku. Wszyscy uczniowie poszli na trening i zostawili ją samą w obozie, lecz ona się tym nie przejmowała. W głowie już obmyśliła plan wykopania, choć niektórych liści. 
Po skończeniu porannej toalety Sówka wychyliła głowę z drzewa. Powoli wyszła na zewnątrz. Dreszcz przeszedł jej ciało, gdy tylko dotknęła zimnego, białego puchu. Przyzwyczaiła się do śniegu i szybkim krokiem ruszyła do swojej małej skrytki na liście. Może ona nie została zasypana - pomyślała z nadzieją. 
Po chwili na jej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia, gdy zobaczyła zasypaną śniegiem skrytkę. Syknęła coś cicho pod nosem i ruszyła w stronę wielkiego drzewa, z którego spadało najwięcej liści. Wyciągnęła pazurki i zaczęła przekopywać się przez śnieg. Trochę to trwało, ale wreszcie dotarła do ziemi. Rozpoczęła szukanie wielobarwnych liści i wtedy za jej plecami usłyszała głos.
- Co ty robisz?
Był to Mniszek. Kocur wyglądał na zdziwionego, widząc ją w kupie śniegu.
- Lepiej wyjdź, bo ten śnieg cię zasypie - oznajmił.
- Szukam liści, nie mogę stąd wyjść - odpowiedziała i wyciągnęła brązowego liścia spod białego puchu. Niestety liść był w połowie rozerwany i był strasznie suchy, przez co nie utrzymał się długo na jej łapie. Po chwili Mniszek podszedł do niej i zrzucił trochę śniegu na jej głowę.
- Widzisz? Już śnieg się sypie, lepiej chodź, bo inaczej wylądujesz znowu u Witki.
- To nie śnieg, tylko ty! - krzyknęła rozbawiona uczennica, wzięła trochę śniegu na łapę i rzuciła w Mniszka. Kocur dostał śniegiem w pysk, przez co wyglądał jak albinos. Sówka spojrzała na niego z rozbawieniem w pomarańczowych oczach. 

<Mniszku?>
[przyznano 5%]

08 lipca 2023

Od Mniszka CD. Sówki

 — Chyba wybity bark. Już po raz któryś — odpowiedział wzdychając ciężko, urazy go kochały jak nikogo innego. — Na całe szczęście nie złamanie...
Otulił się ogonem i zwinął w kłębek, uważając by nie zniszczyć konstrukcji na łapie. Kilka dni i znów będzie mógł wdrapywać się na drzewa.
Mimo wyjaśnienia Sówce co mu mogło dolegać, sam zbytnio się konkretami nie przejmowała, zauważył że uczennica przez cały czas ma wlepiony w niego wzrok i nieco się ku niemu przysunęła. Czegoż to ona jeszcze chciała od niego? 
— Proszę, odsuń się — powiedział mierząc ją srogim wzrokiem, na co Sówka przekrzywiła główkę
— Jesteś dziwny. Raz na mnie krzyczysz, raz mówisz spokojnie... Myślałam, że się teraz będziemy mogli zaprzyjaźnić...
— Tak już mam — odparł tyle i aż tyle odwracając spojrzenie, gdy akurat podeszła do nich Witka i zajęła się kotką
Ku zaskoczeniu Mniszka, Sówka nie opuściła dzisiaj dziupli. Miała spędzić w niej noc, by Witka miała na nią oko i była pewna, że ta nie pogorszy swojego stanu przez udanie się od razu na trening. Liliowa coś mruczała pod nosem, że ci młodzi są nieodpowiedzialni i czekają do momentu, aż leczenie będzie bardziej wymagające. Nie mógł się z nią nie zgodzić, dużo kotów zwlekało, oj dużo. 
Reszta dni upłynęła w spokoju, na monotonnym wpatrywaniu się w pacjentów i odpowiadaniu na pytania ciekawskiej uczennicy. Zaproponowała nawet aby razem udali się poza obóz, by mogła zaprezentować to czego nauczyła ją Krucha, jak już oczywiście oboje będą zdrowi. Kocur odparł, że nie jest tym zainteresowany. Mimo to, uczennica nie odpuszczała. W końcu nastała noc, a przez otwór w pniu drzewa dało się oglądać gwiazdy. Pamiętając nauki Jarząb, Mniszek starał się odszukać gwiazd, gdy nagle poczuł jak ktoś próbuje się wgramolić na jego legowisku. Spiorunował młodszą wzrokiem, ta niepewnie cofnęła łapę do tyłu.
— Z twojego legowiska jest lepszy widok na gwiazdy — powiedziała, jednak Mniszek nie zareagował na jej słowa, nawet na nią nie fuknął. 
Zignorował odpędzając ją od siebie machnięciem ogona. Położył głowę na łapie i skupił się na obserwacji nieba, po czym opłynął w sen.
Nie spał jednak zbyt długo. Rozbudził go znajomy głos.
— Mniszku, przepraszam, że cię budzę... Przyszłam sprawdzić co u Sówki, bo słyszałam, że zraniła się w łapę. Nie rozumiem czemu zwlekała z udaniem się do medyków i nic mi o tym nie powiedziała — westchnęła zmartwiona albinoska, przenosiła spojrzenie na córkę
Idąc za jej przykładem, Mniszek również zerknął w stronę Sówki. Zamrugał zaskoczony zawiesiwszy na niej na dłużek spojrzenie. Kotka nie znajdowała się na swoim legowisku, zwinięta leżała niedaleko niego, prawie że zachaczając plecami o jego bok. Mniszek już miał coś powiedzieć chcąc obudzić kociaka, gdy zwróciła się do niego jego była mentorka.
— Widzę, że jest w dobrych łapach i to nie tylko są łapy Witki — odparła uśmiechając się ciepło spoglądając na swoją śpiąca pociechę — Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że udało wam się zaprzyjaźnić. I dziękuję, że zamortyzowałeś jej upadek mimo, że nie musiałeś tego robić — skinęła głową w podzięce, na co Mniszek się speszył — Wiedziałam, że się zaprzyjaźnicie, a właściwie to jestem pewna, że mała polubiła cię już od chwili, gdy pierwszy raz nas odwiedziłeś w żłobku 
— Właściwe to... — zaczął, a jego głos się zawiesił na dłuższą chwilę — Powiedziałem jej przykre rzeczy i to przeze mnie doszło do tego wypadku — wyszeptał, czuł się dziwnie wyznając swoje przewinienia byłej mentorce — Przepraszam — odparł skruszony, czuł się okropnie głupio, że wylał frustrację na niczego niewinną Sówkę. Zakrył część pyska zdrową łapa. W końcu tak czy siak przez ostatnie zmiany, które zaszły w Owocowym Lesie musiałby mieć zamienionego mentora. Jednak te kilka księżyców dłużej zmuszający go do częstego przebywania z Fretką miały na niego duży wpływ, i to wcale nie dobry.
— Przyjmuję przeprosiny, jednak to nie mnie powinieneś przepraszać. Sówka też na pewno nie była bez winy, jest w końcu takim żywym srebrem— zamilkła na chwilę wpatrując się w śpiąca córkę, która nic nie robiła sobie z ich rozmowy, jedynie co jakiś czas szturchnęła Mniszka tylna łapa w brzuch, po tym jak się przekręciła w jego stronę. Musiały jej się śnić same dobre rzeczy. A Mniszek już nawet przywykł do tych kuksańcow, które właściwie były niczym do tego co mu zafundowała Fretka — Mam do ciebie prośbę. Wiem, że jej mentorką jest Krucha, jednak w chwilach, gdy nie jest z nią na treningu mógłbyś mieć na nią oko? Wiem, że ta prośba może...
— Będę miał na nią oko. — wciął się w zdanie kotce, która zaskoczyła się szybkością podjęcia przez niego decyzji — Upewnię się, że już żaden kot nie wyląduje przez nią u medyka 
Po słowach Mniszka Jarząb się zaśmiała. Chwilę jeszcze została, po czym opuściła dziuplę. Mniszek zaczął żałować obietnicy złożonej albinosce. Może i już by nie miał pretensji do Sówki, ale czy chciał z nią mieć jakąś relację? Właściwie to nie musiał, musiał tylko zwracać uwagę na to co uczennica wyprawia i w razie czego informować jej matkę o tym. Nie musiał się z nią zaprzyjaźniać. Zaprzyjaźnianie się było upierdliwe i wymagało siły, której Mniszek nie miał wiele. 
Spojrzał się na uczennicę, która wciąż znajdowała się w krainie snów niezbudzona z niej ani na chwilę. Podirytowany kopnięciem przez nią, postanowił jej tym samym odpowiedzieć. Jednak bardziej delikatniej. Przesunął ją stopą od siebie, by móc przespać resztę nocy w spokoju. 

<Sówko?>

01 lipca 2023

Od Sówki CD. Mniszka

- Jak twoja łapa? Mówiłaś, że cię boli...
Minęło parę dni od wypadku na drzewie. Od tamtej pory Sówka zachowuje się... No dziwnie. Nie zachowuje się tak jak wcześniej. Ciągle siedziała w legowisku uczniów, rozmyślając, czy zabiła białego kocura, czy może nie. Jak wychodziła, to tylko na treningi lub patrole. Czasem wychodziła też do legowiska medyczki, ale nie wchodziła do środka. Zatrzymywała się w wejściu i pytała o Mniszka. Dziś zrobiła tak samo. Poszła do Witki i zatrzymała się w progu. Latała spojrzeniem po prawie całym legowisku, próbując coś zobaczyć. Nagle jej wzrok napotkał wzrok Mniszka. Przestraszyła się i zaczęła się oddalać, lecz kocur ją zatrzymał.
- Sówko! Podejdź! - zawołał stłumionym głosem. Sówka niepewnie wykonała polecenie, nie chciała kolejnej kłótni, zwłaszcza po tym, co zrobiła. Powoli podeszła do jego posłania, a gdy się zatrzymała, powiedziała:
- Przepraszam Cię Mniszku! To moja wina, że zostałeś ranny. Miałeś rację, to wszystko moja wina...
Stali tak przez chwilę w ciszy. Czekoladowa kotka zastanawiała się, o czym teraz myśli ranny. Może uważa mnie za potwora? A może nie chce mnie już nigdy widzieć, a zawołał mnie tylko po to, by mi to powiedzieć? A może jej wybaczy? - w jej głowie kłębiło się tysiąc podobnych pytań. Cisza trwała niemiłosiernie długo, ale nikt jej nie przerywał. Po chwili ranny się odezwał:
- Jak twoja łapa? Mówiłaś, że cię boli... Powinnaś pokazać ją Witce, bo inaczej może czekać cię amputacją tak jak i mnie...
Kotka wlepiła w niego przerażone spojrzenie.
- Czeka cię a-amputacja..? Przepraszam! - krzyknęła przerażona, tym co zrobiła. Nie chciała tego, nie chciała nikomu nic zrobić.
- Jeszcze kilka urazów i możliwe, że nie będę miał tej łapy - powiedział pół żartem, co mu nie wyszło i pół serio - To jak twoja łapa?
- Sama wyzdrowieje. Jestem na tyle silna, że łapa wyzdrowieje - oznajmiła.
- Nie powinnaś zwlekać - do rozmowy dołączyła się Witka - Siadaj obok kolegi, a ja zaraz wrócę, muszę iść po zioła, bo ktoś wszystkie już zużył...
Kotka usłyszała w głosie Witki nutkę złości i szybko domyśliła się o kogo jej chodziło, z tym "zużyciem" ziół. Po chwili usiadła na posłaniu z mchu. Siedzieli tak w ciszy. Ta cisza dręczyła uczennice od środka. Sumienie cicho - pomyślała lekko się denerwując. Postanowiła przerwać ciszę.
- Wiesz może, co ci się stało? - zapytała, widząc dziwną, drewnianą konstrukcję przy jego łapie, ciągnącą się dalej, aż do barku.
                                                                                                        <Mniszku?>

[przyznano 5%]

Od Mniszka CD. Sówki

 Minęły dwa dni, może trzy, gdy w końcu otworzył oczy i był w stanie na dłużej skupić wzrok na otaczającym go miejscu. Spoglądał na posłania, skupił wzrok na medykamentach trzymanych na półce. Po chwili tuż nad nim pojawiła się głowa Witki. Coś do niego mówiła, ale nie skupiał się na jej zrozumieniu. Zmrużył oczy w momencie oślepienia przez promienie słońca. Nastał nowy dzień.
Tak, znowu trafił do legowiska medyka. W ciągu swojego krótkiego życia bym w nim chyba częściej niż któryś z innych kotów, nie licząc oczywiście medyków. Czyżby to był znak od wszechświata aby zmienił swoje powołanie i ponownie został uczniem, który będzie się babrać w ziołach? W innym czasie na pewno by to zrobił.
Z jękiem podniósł się starając się wstać z legowiska, jednak bezskutecznie. Zauważył kilka patyków złączonych razem pajęczynkom, które przymocowane były do jego przedniej łapy, aż do barku. Chwilę zajęło mu przypomnienie sobie wydarzeń, które przyczyniły się do jego kolejnej wizyty u Witki.
— Jak wyzdrowiejesz udasz się ze mną na poszukiwanie ziół. I mam to gdzieś, że jesteś już wojownikiem, Agrest przyznał mi rację w kwestii tego, że ten kto zużywa większość zapasów, powinien je zwrócić. Przez ciebie i ciągłe twoje wizyty legowisko prawie, że świeci pustkami. Nie jesteś pępkiem świata, inni też potrzebują lekarstw!
— Dobrze... — zdołał wymamrotać, po czym ostrożnie zmienił pozycję na leżance. — Ta mała... córka Jarząb, była u ciebie może?
— Tak. Miałeś szczęście. To właśnie Sówka przytaszczyła cię do obozu, a potem inni pomogli z przetransportowaniem cię już do mnie. Chwilę się pokręciła, po czym znikła. Od tamtej pory widzę jak co jakiś czas zagląda tutaj, jednak nie postanawia wejść do środka. Musi się martwić o ciebie i to bardzo. Nie sądziłam, że znajdziesz przyjaciela... zwłaszcza, że jesteś taki... No... taki, no jesteś po prostu sobą 
— Nic jej się nie stało? Co z jej łapą? — Zignorował uwagę względem swojej osoby
— Łapą? Chyba wszystko w porządku, bo nie przyszła do mnie, ani nikomu się na nią nie skarżyła — stwierdziła kotka zamyślając się
Dziwne. Mniszek dokładnie widział jak podkula łapę. Skoro się w nią zraniła, to czemu nie powiedziała o tym Witce. Mniszek miał już nauczkę, by nie zwlekać z opieką medyczną.
 — A co do twojej łapy. Jeszcze kilka urazów, a jedyne co będę z nią mogła najlepszego zrobić, to amputować ci ją — Słysząc to przełknął ślinę. Nie chciał zostać inwalidą.
 Do dziupli zawitał kolejny pacjent. Był to Kamyczek. Nie bardzo go interesowało co mu dolegało, to też nie przysłuchiwał się jego rozmowie z Witką. 
Ile był wojownikiem, miesiąc? Może nawet nie cały, a tu już musiał odpoczywać i oszczędzać się . Obawiał się, że lider zacznie kwestionować swój wybór odnośnie zgody na mianowanie kocura na  wojownika.
Otulił się ogonem i skupił wzrok na wejściu do dziupli. Jako tako udawało mu się dostrzec przemieszczające się po obozie koty, jednak nie wszystkie. Przynajmniej będzie mógł zająć myśli. Po pewnym czasie monotonnego wypatrywania się w wchodzące i wychodzące koty, ożywił się nieco dostrzegając znajomą sylwetkę o brązowym kolorze futra. Sówka niepewnie zaglądała do wnętrza dziupli stojąc na podejściu. Gdy ich spojrzenia się spotkały, dostrzegł strach na pysku młodszej. Momentalnie chciała się oddalić i już była w połowie drogi w dół, gdy ją zawołał.
— Sówko! Podejdź! — zwrócił się do uczennicy, która momentalnie się zatrzymała, a następnie niepewnie odwróciła się ponownie w jego stronę i powolnym krokiem ruszyła ku niemu, gdy ten skinął łbem w jej kierunku 
— Przepraszam Cię Mniszku! To moja wina, że zostałeś ranny. Miałeś rację, to wszystko moja wina... — wychlipiała zatrzymując się przed posłaniem, na którym leżała kocur
Nie odpowiedział jej nic. Zamiast tego skupił wzrok na łapie, która musiała sprawiać niemiłosierny ból Sówce, a ta z całych sił starała się udawać, że nic jej nie jest. Wziął głęboki wdech. Nie chciał jej pocieszać, w końcu tym razem naprawdę gdyby nie weszła na to drzewo i dała mu spokój, on i zarówno ona byliby cali i zdrowi, bez najmniejszej kontuzji. Chciał jej przyznać rację i wytknąć to, że wcale nie jest uczennicą, tylko głupim kociakiem, ale milczał. Nie chciał powodować kolejnej sprzeczki. Wpadł za to na inny pomysł.
— Jak twoja łapa? Mówiłaś, że cię boli... Powinnaś pokazać ją Witce, bo inaczej może czekać cię amputacją tak jak i mnie... — powiedział pół żartem, pół serio starając się brzmieć przyjaźnie na tyle ile mógł. Ból jego własnej łapy niekoniecznie pomagał w zachowaniu przyjaznego wyrazu pyska.

<Sówko?>

30 czerwca 2023

Od Sówki CD. Mniszka

Widziała wirujące gałęzie i kolorowe liście. Zaraz miała zginąć, zaraz miał nastąpić jej koniec. Szukała jakiejś blisko leżącej gałęzi, by się złapać, niestety na próżno. Wylądowała na ziemi. Jednak żyje - uświadomiła sobie i usłyszała krzyk przerywający ciszę. Był to krzyk Mniszka. Sówka szybko się podniosła i odsunęła. Kocur leżał na ziemi i się nie ruszał, jego niebieskie oczy były otwarte i wpatrzone w jeden punkt. Przerażona podeszła do niego.
- H-Hej wszystko dobrze? Mniszku? D-Dasz radę, chodź d-do legowiska Witki! Ona ci p-pomoże! Mniszku...? - kotka powoli zaczynała panikować. Jeśli teraz mu pomogę to nie będzie nic umiał! - pomyślała. Oczy kocura się zamknęły i przestał dawać jakiwś znaki życia. Jeśli teraz mu nie pomogę, to już nigdy nic nie zdziała, straci życie z mojej winy - uświadomiła sobie w końcu. Złapała kocura za skórę na karku i ciągnęła, mimo bólu łapy, do legowiska medyczki. W głowie miała tysiąc myśli, wszystkie tylko ją obwiniające.
- P-Pomocy! Pomocy! - krzyczała, nie wypuszczając Mniszka. Koty wbijały w nią swoje spojrzenia, niektóre przerażone, niektóre niedowierzające, a niektóre... Niektóre niewzruszone. Na szczęście po chwili podeszli do spanikownej uczennicy Borsuk, Krucha i sam lider, Agrest. Pomogli jej znieść Mniszka do Witki. Biała kotka szybko się nim zajęła, dając mu zioła i inne specyfiki, w tym czasie Sówka opowiadała Agrestowi, co się stało. Coraz bardziej zżerało ją sumienie.
- To moja wina! - krzyknęła zdenerwowana na samą siebie. Nigdy nie życzyła nikomu źle, nigdy nie chciała nikomu nic takiego zrobić. A teraz jakiś kot leżał, prawie martwy w legowisku medyczki z jej winy. Teraz pragnęła tylko schować się w legowisku uczniów i udawać, że to był tylko głupi sen.
Gdy wszystko wydawało się być w porządku Sówka, kuśtykając, poszła do legowiska uczniów. Nie chciała zawracać Witce głowy swoją łapą, w końcu miała inne rzeczy do roboty, na przykład zbieranie ziół. Usiadła na swoim posłaniu i wlepiła wzrok w mech, próbując zasnąć.
                                                                                       <Mniszku? Żyjesz czy cię zabiłam??>

[przyznano 5%]

Od Mniszka CD. Sówki

 Znudzony przyglądał się poczynaniom uczennicy, która nie dawała za wygraną i po kilku próbach udało jej się znaleźć na drzewie. Może i niektórzy docenią jej upartość, Mniszek na pewno nie. Kocur spoglądał uważnie na to jak ostrożnie stawia kroki po gałęzi, by chwilę później zająć miejsce obok niego. Nie chcąc, by przypadkowo na niego nie wpadła, cofnął się na sam kraniec, pod jego ciężarem gałąź się nieco ugięła.
— Ja wciąż uważam, że mam takie prawo — wymamrotał, chwilę później przeniósł się na gałąź powyżej nich, sprawiając, że ta na której została Sówka lekko zakołysała się w trakcie jego skoku. — I nie zmienię zdania w tej kwestii.
Koteczka cicho pisnęła,  mocniej przywierając do gałęzi, aby nie spaść. Jedną z łap, tą rzekomo, która ją bolała miała podwinięta, to też tylko trzema kończynami się przytrzymywała. Mniszek sobie z tego nic nie zrobił, nawet nie drgnął. Nawet jeśli zdawał sobie sprawę, że dla niej ten upadek mógłby nawet skończyć się kalectwem, gdyby źle wylądowała na ziemi. A skoro miała już jeden uraz, to było bardzo prawdopodobne, że nie uda jej się bezpiecznie wylądować. 
— Po kim ty jesteś taka uparta... — wycedził dostrzegając, że uczennica ostrożnie czołga się w stronę pnia, by móc przenieść się na ten sam poziom, na którym się znajdował. Córka Jarząb coraz bardziej go irytowała. Dlaczego zależało jej na przekonaniu go, że nie odpowiadała za krzywdy, które go spotkały, skoro przecież tak było? Może i nie zrobiła tego celowo, ale to od momentu jak się pojawiła z jego pyska znikł ponownie uśmiech.
— To nie moja wina! — powtórzyła ponownie próbując podciągnąć się do góry, jej pyszczek wykrzywił się z bólu, gdy ranną łapą spróbowała się podciągnąć na gałęzi powyżej
Były to sekundy. Sówka źle postawiła łapę i straciła równowagę. Tym razem Mniszek nie pozostał bierny. A wszystko to przez strach w pomarańczowych oczach kotki, gdy straciła grunt pod łapami. Zadziałał instynktownie. Nawet jeśli jej nie lubił, to już po chwili trzymał ją za skórę na karku, tak jak matka trzyma kocię, starając się ją wciągnąć z powrotem na gałąź. Było to jednak ciężkie, Sówka nie była już kociakiem, a Mniszek nie był wystarczająco silny.
— N-ne wercz sie — powiedział trzymając Sówkę z całej siły, nie chcąc jej puścić. 
Kotka nie słuchając go w panice zaczęła się szamotać, a z jej pyska dochodziły krzyki. Zdawał sobie sprawę w jak niekorzystnej sytuacji się właśnie znalazł. Dla każdego obserwatora z dołu wyglądałoby to, jakby zamierzał ją zrzucić, a nie ratować przed upadkiem. Nawet nie chciał myśleć o tym co pomyślałaby Jarząb, gdyby go teraz zobaczyła. Znienawidziłaby go i nie byłoby już nic co by go trzymało w Owocowym Lesie. A może teraz nawet patrzyła się na nich, ona i inne koty. Może nawet coś wołali ku nim. Jednak Mniszek był skupiony na jednej rzeczy, ignorując świat dookoła niego.
Kotka zaczęła mu ciążyć. A wszystko przez to, że źle rozłożył ciężar i również jemu groził upadek. Czuł jak jego łapy zaczynają się powoli zsuwać. 
— Podrzusze cze... Złap sze gałezy — mówiąc to, z całej siły jaka pozostała w jego chudym ciałku, podrzucił do góry kotkę, a po chwili sam zsunął się z gałęzi. Miał nadzieję, że ta złapie się czegoś, i chociaż ona nie wyląduje na ziemi.
Upadek nie należał do najprzyjemniejszych, jednak zdołał już przywyknąć i w pewnym stopniu uodpornić się na ból. Już miał podnieść się i obejrzeć, czy jego rany, jeśli jakieś ma, wymagają udania się do medyka, gdy w tem coś na niego spadło i zwaliło go z łap. Tym czymś okazała się nie kto inny jak Sówka, która zamortyzowało swój upadek lądując na plecach Mniszka. Dało się usłyszeć chrupnięcie, a z ust kocura wydobył się jęk. Nie chciał spędzić kolejnego tygodnia u Witki na leżance, ale wszystko wyglądało na to, że będzie musiał. I nie tylko mu się przyda pomoc medyczki, Sówka również powinna udać się do niej ze swoją łapą.
Widział przed swoimi pyskiem pysk innego kota, ale nie mógł stwierdzić do kogo on należał. Może to Sówka coś do niego coś mówiła? Nie był pewien. Wpatrywał się w tępo w postać, nie potrafiąc wyłapać ani jednego słowa. Przed oczami zaczęły pojawiać mu się mroczki, a później zapadła ciemność.

<Sówko? ratuj kolegę starszego, to cię może polubi>

28 czerwca 2023

Od Sówki CD. Mniszka

- TWOJA wina! Rozumiesz? TWOJA! - syknął Mniszek. Sówka wbiła w niego zdziwione spojrzenie. Przecież to nie moja wina! - pomyślała - Nie miałam na to wpływu! Prawda..?
Mniszek szybko wskoczył na drzewo z różnobarwnymi liśćmi. Usiadł na gałęzi, wpatrując się w nią z nienawiścią. Sówka nie miała zamiaru dać za wygraną. No skoro już zepsuła mu życie... Nie słuchała jego dalszych słów. Wzięła rozbieg i wskoczyła na pień. Bardziej wskoczyłaby gdyby nie ten jej zez. Zamiast na pień skoczyła obok pnia, na kupę kolorowych liści. Kocur parsknął śmiechem. Czekoladowa kotka straciła cierpliwość. Miała już tego dość, przecież chciała tylko pogadać! Zdobyć jakichś przyjaciół w Owocowym Lesie. Już miała powiedzieć coś niemiłego, lecz szybko się opanowała. Spróbowała się uspokoić. Po chwili znowu skoczyła na drzewo. Tym razem pazurami wszczepiła się w korę. Powoli przemieszczała się do góry. Ta gałąź mi pomoże - przeszło jej przez myśli, na widok blisko leżącej gałęzi i skoczyła na nią. To nie gałąź - usłyszała gdzieś z tyłu głowy głos, głos, który miał rację. To tylko jej zez wszystko zepsuł i magicznie rozmnożył gałęzie. Kotka spadła na ziemię, robiąc hałas w całym obozie. Nie wiedziała, czy to przez jesienny chłód, czy przez upadek, ale momentalnie przeszedł ją dreszcz. Przez chwilę myślała, że umarła, ale na szczęście nie było to zbyt wysoko. Wstała chwiejnie i podniosła jedną z przednich łap do góry.
- Moja łapa - miauknęła cicho krzywiąc się z bólu. Koty powychodziły z legowisk i wszystkie zwróciły się w stronę Sówki. Ona tylko zrobiła głupi uśmiech i mimo strachu spróbowała jeszcze raz.
- Coś czuję, że na zwiadowcę się nie nadajesz - odparł Mniszek.
- Nic mi nie jest, dam radę! - syknęła, próbując nie spaść. Boląca łapa znacznie utrudniała wspinaczkę, ale po wielu, wielu próbach udało jej się dostać na gałąź.
- Przecież nie miałam na to wpływu! To nie moja wina! Nie masz prawa mnie o to obwiniać! - krzyknęła, siadając obok niego. Łapa bolała ją coraz bardziej.

<Mniszku?>

[przyznano 5%]

27 czerwca 2023

Od Mniszka CD. Sówki

Wrócił do obozu po prawie całym dniu pobytu w okolicach Śmietniska. Jesienny dzień upłynął mu na przeglądaniu kupek śmieci, licząc na to, że uda mu się znaleźć coś interesującego i przydatnego. Był pod wrażeniem ilości rzeczy zalegających na stosach. Ich barwy, kształty były dziwne. Niestety nie miał zielonego pojęcia czym były i do czego służyły, nim ktoś zechciał się ich pozbyć. Nie wiedział jak może je wykorzystać, mimo wielkiej chęci i ciekawości.
Gdy zauważył mała sylwetkę zbliżającą się ku niemu, prychnął pod nosem i machnął niezadowolony ogonem. Od ostatniego razu, gdy pomagał w żłobku, z całych sił starał się mieć jak najmniejszy kontakt z Sówka, która była dla niego niczym płachta na byka. Wzbudzała w nim ogrom różnych emocji, wszytskie negatywne. 
— Dzięki — rzucił w odpowiedzi na gratulację ze strony uczennicy, po czym wyminął ją nie chcąc kontynuować z nią rozmowy. 
Był pewien, że Sówka odpuściła po jego zbywczym zachowaniu. Nic bardziej mylnego. Czekoladowa jak rzep uczepiła się go, idąc tuż obok niego i trajkocząc za uchem. Starał się ją ignorować, jednak ten wypierdek Jarząb ani myślał o zamknięciu pyska. Większość kotów widząc jego brak zainteresowania tematem z którym się zwracali odpuszczało i zostawiało go samego. Kierował się ku granicy obozu, by móc się wspiąć na jakieś wysokie drzewo i tam spędzić resztę nocy samotnie. Ku jego szczęściu nie został wybrany do nocnego patrolu granicznego.
Zatrzymał się nagle w pewnym momencie pod jednym z drzew, na których wcześniej zrobił swoje własne legowiska. Nie lubił w końcu spać z innymi.
— Tak, Sówko! Cieszę się. Nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo... — powiedział po chwili przyglądając się uczennicy, która chcąc za nim nadążyć na krótszych łapkach, zaczęła mocniej nimi przebierać i w momencie, gdy on przystanął, to ta się obok niego wywróciła. Widząc to parsknął, po czym nachylił się ku niej. — Słuchaj uważnie tego co ci teraz powiem. To, że lubię twoją matkę, nie znaczy że ciebie też polubię. — powiedział twardym tonem. — Właściwie to jesteś jak wrzód na tyłku. Gdyby nie ty, gdybyś się nie urodziła to Jarząb by mnie trenowała przez cały ten czas, gdy byłem uczniem, rozumiesz? A przez twoje pojawienie się musieli zmienić mi mentora... Wszystko najgorszego co mi się przytrafiło to TWOJA wina! Rozumiesz? TWOJA! — W pomarańczowych oczach kotki pojawiło się zaskoczenie, gdy Mniszek oskarżył ją jako winnego przykrości, które go spotkały.
 Nie czekając na jej odpowiedź, wdrapał się po pniu, po czym zajął miejsce na gałęzi. Swoimi błękitnymi oczami zlustrował ją wzrokiem. Po tym jak na nią tak naskoczył, na pewno da mu spokój. Był tego pewien. Już nigdy go nie zaczepi.
— No i co tak stoisz? Wracaj do legowiska uczniów! — zawołał dostrzegając, że uczennica z grymasem na pyszczku wpatruję się w niego z dołu. Zmarszczył brwi obawiając się, że Sówka rozpłaczę się, a tego chciał uniknąć. Nie chciał, by ktoś zaraz przyszedł tu do nich zaciekaiwony płaczem najmłodszej członkini Owocowego Lasu. Chciał po prostu, żeby ona dała mu spokój.
Nie minęła minuta od jego słów, gdy Sówka rozpoczęła próbę wdrapania się na drzewo, na którego gałęzi siedział.

<Sówko?>

26 czerwca 2023

Od Sówki do Mniszka

 Słońce powoli znikało z pola widzenia. Sówka wróciła z treningu i skierowała się do legowiska uczniów. Usiadła przed nim i grzebała w ziemi. Jako oficjalny uczeń jeszcze z nikim nie gadała, oprócz Kruchej. Trzeba było to oczywiście zmienić. Przeleciała wzrokiem cały obóz. Najpierw nie mogła dostrzec żadnego kota, który wyglądał na takiego, co chce rozmawiać. Po jakimś czasie zobaczyła Goździka i Bławatka rozmawiających przy stosie ze zwierzyną. Podbiegła do nich i się przywitała.
- Cześć Sówko! Jak tam twoje szkolenie? - zapytał Bławatek, widząc kotkę.
- Chyba dobrze, Krucha jest fajną mentorką - powiedziała - Tylko te drzewa! - dodała w myślach. Po chwili zaczęli rozmawiać dalej. Sówka pytała o obowiązki ucznia i o ciekawe historie z treningów. Goździk z chęcią odpowiadał na wszystkie pytania, opowiadając swoje ciekawe historie. Niedługo potem Sówka poszła gdzieś indziej. Krążyła po obozie bez celu, aż w końcu zobaczyła w oddali Mniszka. Trochę z nudów, trochę z ciekawości co odpowie niechętny do rozmów kocur, podeszła do niego.
- Cześć! Gratulacje! Słyszałam, że zostałeś już wojownikiem.
- Dzięki - odparł bez jakikolwiek emocji i poszedł dalej, omijając kotkę. Ona jednak nie dawała za wygraną i poszła za nim.
- Cieszysz się, że skończyłeś szkolenie? Teraz możesz robić, co chcesz! Możesz sam opuszczać obóz, chodzić na patrole i walczyć w poważnych walkach!

<Mniszku?>

[przyznano 5%]