Kiedy Klan Wilka opuszczał polanę, księżyc ledwo zniżył się na niebie. Wszystko działo się tak szybko, że większość członków dalej nie do końca rozumiała co się dzieje, a jeszcze inna część po prostu nie dawała myślom dojść do tego. Zatrzymanie tego wszystkiego było jednak zbyt trudne dla Gardeniowego Pyłka. W ułamek sekundy cały jej świat się zawalił, razem ze śmiercią Wąsatego Pyska jej serce rozbiło się na tysiące małych kawałeczków. Nie wiedziała co takiego ma ze sobą zrobić. Życie znów odebrało jej kogoś naprawdę ważnego, bez żadnego powodu, tak po prostu, jakby sprawiało mu to cholernie wielką satysfakcje. Kotka trzęsła się tak bardzo, że ciężko jej było w ogóle ustać na nogach, a co do tego nadążyć za reszta Klanowiczów, którzy chcieli jak najszybciej uciec od tamtych zdarzeń oraz deszczu, który przecinał powietrze niczym pazury ogromnego zwierza. Obraz przed oczami był tak niewyraźny, że gdyby nie dźwięki głośnego szlochu Spopielonej Paproci, myślałaby, że już dawno wszyscy wrócili do obozu, zostawiając zdruzgotaną wojowniczkę po środku ciemnego lasu. Krople deszczu uderzały jej w pysk mieszając się ze łzami co sprawiało, że widoczność nie mogła być jeszcze gorsza. Mocniejszy podmuch zimnego wiatru przeszył liliową stawiając wszystkie jej włoski do pionu. Po chwili nadszedł jeszcze silniejszy, który sprawił że nogi pod Gardenią tak bardzo się ugięły, że zaraz potem leżała już na mokrej ziemi. Dłuższy moment zajęło jej pozbieranie się i znalezienie siły by w ogóle mogła się podnieść i dalej kierować się w stronę tak bardzo upragnionego, ciepłego legowiska. Przez błoto które uczepiło się jej dłuższej sierści na brzuchu i piersi poczuła się jeszcze cięższa i jeszcze bardziej bezsilna, jakby te ostatnie pokłady siły właśnie ją opuściły i zostawiły na środku lasu całkowicie samą. Powlokła łapami, mozolnie posuwając naprzód. Gdzieś w oddali słyszała skomlenia i odgłosy rozmowy, które nasilały się z każdą chwilą, więc albo postanowiono na nią poczekać, albo była już bardzo blisko obozu. Jednakże okazało się, że żaden domysł nie był zgodny z prawdą. Koty wracające ze zebrania trafiły na sporą grupkę wojowników i uczniów, którzy zaalarmowani odgłosami dochodzącymi z polany, wyszli na spotkanie swoim przyjaciołom. Widocznie od spotkania nie minęło wiele czasu, ponieważ Jaskółczy Śpiew wciąż łkała głośno wtulona w pierś Borsuczej Gwiazdy, a Nocna Burza z niedowierzaniem wpatrywała się w truchło jej brata. Gardeniowy Pyłek pozostawała całą drogę tak bardzo w tyle, że nawet zapomniała jak wyglądał jej ukochany po tym jak uderzył w niego piorun. Całe ciało kocura było przeraźliwie poparzone, futro występowało tylko w rzadkich kępkach, a gdyby ktoś nie znał go wcześniej, nie umiałby nawet powiedzieć jakiego koloru była sierść. Jeszcze rano syn lidera był tym umiłowanym przez liliową wspaniałym płomienno-rudym kocurem z błyszczącymi dwukolorowymi oczami. Teraz leżał parę zajęczych skoków od niej, bez swojej ognistej szaty, bez życia. W jednej chwili przez jej ciało przebiegła tak koszmarna fala rozpaczy i cierpienia, że wojowniczka nawet nie zdawała sobie sprawy, że coś może wywołać tak piekielny ból. Nie umiała go porównać do żadnej z ran odniesionych podczas treningów, te lekkie zdrapania były niczym w porównaniu z tym co czuła w tej chwili. Momentalnie łapy się pod nią ugięły, a z pyska uleciał cichy skrzek. Koty, które wcześniej nawet nie zauważyły jej obecności, teraz odwróciły głowy w jej stronę, niektóre poczuły to co ona, wiedząc jak bardzo kotka kochała swojego partnera. Jej droga przyjaciółka, Szepczący Wiatr szybko podniosła wzrok znad ciała Wąsika i chcąc podejść do wojowniczki by pocieszyć ją i wspomóc w tej trudnej chwili została bardzo szybko zatrzymana przez przeraźliwy wrzask w który ukochana martwego kocura włożyła wszystkie swoje emocje, od ogromnego smutku i uczucia całkowitej bezsilności, po niesamowitą wściekłość i rosnącą w niej pretensje do Gwiezdnych. Ten krzyk sprawił, że po chwili jeszcze kilka kotów przybyło w to miejsce. Skowyt Gardeniowego Pyłku trwał jeszcze dłuższy moment, aż nie zamienił się w przeciągły szloch, a sama liliowa nie padła po raz kolejny na brudną ścieżkę, zalewając się łzami. W pewnym momencie, poczuła tak szaleńczą potrzebę bliskości, że sunąc powoli brzuchem po ziemi, przeczołgała się do ciała Wąsatego Pyska i nawet nie zważając w to, że wbija pazury w nieruchomą pierś kocura, przycisnęła swój łeb do jego szyje tak mocno, że skóra z czoła przysłoniła jej oczy, z których znów popłynęła kaskada łez. Członkowie Klanu Wilka, zmęczeni wydarzeniami tej nocy, marzyli jedynie o swoich legowiskach z miękkiego mchu. Borsucza Gwiazda podszedł do swojej dawnej uczennicy i polizał ją za uchem, nawet on nie ukrywał łez, nikt tego nie robił. Point wtulił swój pysk w futro na jej szyi, a wojowniczka czując ciepło, podniosła łeb i zauważając jaki ból kryje się w ślepiach jej przywódcy, zrozumiała, że świat nie zawalił się tylko jej, przodkowie postanowili odebrać jednocześnie ukochanego, syna, ojca, brata i przyjaciela. Dla roztrzęsionej, przepełnionej goryczą kotki była to arogancja, której nie dało się opisać słowami. Poczuła w jednej chwili, że cała jej miłość i zaufanie do Klanu Gwiazdy gdzieś znika. Jak dobrotliwi i szlachetni Gwiezdni mogli zrobić coś takiego. Liliowa pomyślała również o innych kotach ugodzonych piorunem, oni również mieli swoje rodziny, a może nawet tak jak Wąsaty Pysk, partnerów i kocięta. Chciała wyszeptać mentorowi jakieś słowa pocieszenia, przecież stracił syna, ale jej pysk nie chciał wydać żadnego innego dźwięku, poza skrzekiem i chlipaniem. Rycząca Burza i Dzika Zamieć, wykorzystując moment w którym Gardenia nie trzyma pazurami swojego partnera, wzięli martwego na grzbiet i zaczęli kierować się znów w stronę obozu. Borsuk dotknął czołem głowy kotki mrucząc pocieszająco. Potem wstał i ruchem ogona zachęcił ją do dalszej drogi, pomagając jej ustać na równych łapach.
Kiedy dotarli do obozu, na środku od razu zrobiło się niezwykle tłoczno. Pierwszym głośniejszym dźwiękiem był krzyk rozpaczy zwykle spokojnego Nagietka, wrzask brata zwrócił uwagę śpiącej w legowisku Pokrzywki, która leniwie wypełzła z niego. Chwile przeciskała się przez tłum, a kiedy stanęła przy zwłokach również moment spędziła na domyślaniu się kto miał bliższe spotkanie z ogniem. Jej wzrok powędrował na ogon, gdzie tkwiła osmolona, ruda i pręgowana kępka futra. Szylkretka na początku zaczęła się trząść, zaciskając zęby i mrużąc oczy, tylko żeby nie pokazać po sobie zbyt dużego przejęcia, jednak emocje zwyciężyły i z wrażenia uczennica usiadła, przymykając ślepia z których popłynęły samotne łzy. Inne koty zadawały zastępcy wiele pytań, a te które znały okoliczności snuły domysły czym rdzawy wojownik zasłużył sobie na taką okrutną i nieoczekiwaną śmierć. Kiedy Borsucza Gwiazda przeszedł przez wejście razem z Gardeniowym Pyłkiem, momentalnie przy nich aż zawrzało od kocich głosów. Lider starał się uspokoić burze, która wciąż szalała w środku jego serca, ale kotka tylko odeszła gdzieś na ubocze, wlokąc za sobą ogon, ale również i tylne łapy. Przysiadła ciężko, próbując przemyśleć wszystko co się stało. Szybko doszła do wniosku, że te wszystkie wylane łzy sprawiły, że opuścił ją smutek, tak na prawdę nie czuła zbyt wiele w tym momencie. Była w niej pustka, po prostu nie czuła nic. Jednak szybko znów przebudził się w niej gniew skierowany w stronę przodków, którzy w tym momencie byli jedynym i największym złem tego świata. Wzniosła puste ślepia na gwiezdną skórkę, która od momentu ustania deszczu, lśniła jasno razem z księżycem na nocnym niebie. Wojowniczka wykrzywiła pysk w gniewnym grymasie i zagryzła zęby. W jej ślepym spojrzeniu zalśniła jasno iskierka furii, która szybko przerodziła się w płonący ogień. Wbiła pazury w miękkie podłożę i zadrżała spazmatycznie. Przez jej grzbiet przeszedł bolesny dreszcz, który sprawił, że wszystkie włoski na grzbiecie stanęły pionowo. Pierwszy raz od śmierci swej największej miłości udało jej się powiedzieć cokolwiek
- Ten paskudny Klan Gwiazd odebrał mi tak wiele - wysyczała cicho z tak ogromnym jadem, że brzmiało to bardziej jak niezrozumiałe psyknięcie niż obraza najświętszej rzeczy dla kotów. Po chwili dodała tak głośno, że te obelgę na pewno usłyszeli w najdalszych krańcach srebrnej skórki - Ci plugawi gwiezdni zabrali mi wszystko!
Wszystkie koty wlepiły wzrok w te zwykle cichą, ułożoną wojowniczkę, która teraz pożarta przez gniew, wrzeszczała, ale nie ze smutku czy ze straty, ale z czystego wstrętu do wielkiego Klanu Gwiazdy. Ślepia Gardenii były przepełnione takim rozwścieczeniem, że nawet jej syn i córka nie poznali matki po utracie ojca. Liliowa wstała i zamachnąwszy się dziko ogonem podbiegła do wystającego konaru, na którym Borsucza Gwiazda stawa, kiedy przemawia do klanu. Na pyskach starszych wojowników odmalowała się irytacja i zdenerwowanie, przecież jako zwyczajna wojowniczka nie miała prawa nawet myśleć o zajmowaniu tego miejsca. Gdzieś w tłumie było słuchać szmery rozmów, niektóre były pełne zaszokowania, a wśród innych było można wyłapać ironiczne sformułowania. Stojący z tyłu obozu lider wpatrywał się niewzruszony w sylwetkę dawnej uczennicy, jakby czekał na wyjaśnienia lub przeprosiny i odejście Gardenii do legowiska z podkulonym ogonem. Niestety liliowa nie okazywała ani wstydy, ani nawet krzty zawahania. Przeleciała dzikim wzrokiem zebrane koty, a potem jej pysk przybrał wyraz niewyobrażalnego obrzydzenia czy pogardy.
- Klanie Wilka! Nasi przodkowie właśnie pokazali nam, ile dla nich znaczymy. Uważają nas na głupie, niepotrzebne robaki, które można w każdej chwili zgnieść łapą! Po co mamy wierzyć w coś co traktuje nas w taki sposób?! Niech ta bezrozumna zgraja gwiezdnych kociaczków zrozumie co czuje się podczas straty najważniejszej osoby życia! Ja nie dam im kierować swoimi czynami! Dlaczego my nie możemy robić tego, co oni tak bezkarnie czynią?! - wywrzeszczała gniewnie. Zebrane koty były tak zdezorientowane, że słowa wojowniczki mało do którego dotarły w całości. Większość Wilczaków zrozumiała sens jednego lub dwóch zdań, ale nawet to wystarczyło im by poczuć niechęć i wrogość do swojej dawnej przyjaciółki. Przez tłum przeszedł złowrogi pomruk. Nagle koty rozstąpiły się, a naprzód wystąpił Borsucza Gwiazda razem z Płonącym Grzbietem. Zimne, karcące spojrzenie lidera spotkało się z dzikim i wręcz szalonym wzrokiem Gardenii.
- Gardeniowy Płatku, opamiętaj się i pożałuj swoich słów. Gwiezdni na pewno przebaczą ci te chwilowe zwątpienie - rzekł ze stoickim spokojem, a nawet nutką litości dla pomylonej. Posłał jej ciepły uśmiech i cichy pomruk, ale na ten czyn wojowniczka wydała z siebie wariacki chichot, który z czasem nasilił się do opętanego śmiechu. Jednakże przywódca wciąż miał nadzieje, że jego droga uczennica odzyska jasność umysłu i powróci do bycia kochaną i opiekuńczą Gardenią - Proszę, zejdź do nas i daj sobie pomóc. Rozumiem co czujesz, wielu z nas rozumie, nie jesteś sama. Uwierz.
- To ja pomagam wam! Pomogę wam wyjść spod władania tyranii Klanu Gwiazdy! Powinniście być wdzięczni i oddawać cześć mi, a nie tym obłąkanym duszkom na niebie, co sobie nocą świecą! Ja jestem warta wiary! - znów zaśmiała się pręgowana, ale tym razem jeszcze bardziej psychicznie i nienormalnie. Niektóre koty wydały się być niezwykle przerażone tej nagłej zmianie nastawienia, zwłaszcza ci, którzy widzieli jak żałośnie łkała jeszcze parę chwil temu.
- Chyba opętały cie koty z Miejsca Gdzie Brak Gwiazd! Uspokój się, albo będziemy zmuszeni wygnać cię dla dobra reszty klanu Gardenio, przemyśl to! - wycharczał Płonący Grzbiet, a parę kotów z tłumu poparło go pomrukami i skinięciami głowy. Na widok poparcia dla rudego zastępcy kotka poczuła narastający gniew i o mało co nie rzuciła się z pazurami na rdzawego. W ostatniej chwili zrozumiała, że tak nie zdobędzie poparcia
- Wszyscy jesteście głupcami. Będę patrzeć z góry jak ten klan popada w ruinę! - krzyknęła i zeskoczyła z pnia, potem wybiegając z obozu. Wojowniczka biegła przez las, czując jak bardzo niepotrzebne jest to wszystko. Nie miała dosłownie niczego. Jej ukochany nie żyje, dzieci są jednymi z głupich Wilczaków, a mentor, który zastąpił jej ojca, sam prawie wygnał ją z klanu, odrzucając świetlaną propozycje. Adrenalina płynąca w krwi kotki dodawała jej siły podczas wykańczającego pędu przez trawiaste tereny. Nawet nie wiedziała jak długo już biegnie, jej serce biło jak oszalałe, a płuca zaczęły palić ogniem. Łapy momentalnie stały się sztywne i bardzo ciężkie. Liliowa zwolniła do powolnego chodu i obejrzała się za siebie. Nawet nie zauważyła kiedy pędziła przez ogniste trawy. Była na skraju terenów Klanu Wilka. Chciała to zakończyć, raz a porządnie. Miała zawzięty wyraz pyska, a szum krwi w uszach zagłuszał większość dźwięków, tak jak odgłos zbliżającego się kota gdzieś w oddali. Gardenia znów zaczęła biec przed siebie, tym razem wolniej, ale wciąż uparcie brnęła naprzód. Po długim i o wiele bardziej wyczerpującym biegu, zatrzymała się na krańcu wysokiego klifu. Słońce właśnie wschodziło, a jasne promienie słońca oświetliły pysk wyczerpanej pręguski. Ciepły wiatr zawiał, rozwiewając jej przydługie futerko. Pierwszy raz od wczorajszej nocy uśmiechnęła się szczerze i radośnie. Wzięła głęboki wdech morskiego powietrza i przymknęła ślepia wsłuchując się w wyciszający odgłos fal. Nie śpieszyła się. Po co miałaby to robić, przecież nie ma powodu do pospiechu, miała czas. Mogła spokojnie zapaść w sen, obudzić się, zapolować, popatrzeć na jeszcze wiele zachodów i wschodów, ale to również nie miało za wiele sensu. Otworzyła oczy koloru letniego nieba i odwróciła swój łepek w stronę dobiegającego szelestu. Kiedy zza krzewu jałowca wyjrzała głowa Nagietkowej Łapy posłała mu szczery, smutny i przepraszający uśmiech. Zaraz po tym odbiła się z miejsca i poczuła niewyobrażalną lekkość oraz ukojenie, nawet przed tym jak w swoje objęcia ujęły ją chłodne falę.
Another one bites the dust ᕕ( ᐛ )ᕗ
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gardeniowy Pyłek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gardeniowy Pyłek. Pokaż wszystkie posty
24 marca 2019
06 lutego 2019
Od Gardeniowego Pyłku CD Ostrokrzewiowego Liścia
Karmicielka leżała przed kociarnią razem z Wąsatym Pyskiem i swoimi pociechami. Kiedy wczorajszego dnia Leśny Strumień została wygnana z klanu, kotka zaczęła jeszcze bardziej doceniać i dziękować Gwiezdnym za swoja szczęśliwą rodzinę. Po chwili wpatrywania się w brykające kociaki, które bardzo szybko zapomniały o tym, że straciły osobę, którą mogły spokojnie nazwać ciotką, jeszcze rankiem smętna atmosfera w klanie wpływała na nie, teraz jednak, kiedy wszystko wróciło do porządku dziennego, bawiły się na zewnątrz, ponieważ pora spadających liści, obdarzyła nas ostatnimi ciepłymi dniami, Gardenia położyła łepek na przednich łapach Wąsika, nie przymknęła jednak ślepi, tak jak miała to zrobić Jeszce chwile temu. Spojrzenie jej trafiło na postać siedząca w cieniu po drugiej stronie obozu. Bez problemu rozpoznała tę muskularną sylwetkę należącą do Ostrokrzewiowego Liścia. Podniosła powoli głowę i jeszcze chwile spoglądała na burego wojownika.
- Myślałem, że jesteś zmęczona. Mało spałaś wczorajszej nocy. Nie powinnaś się tym tak przejmować - powiedział Wąsaty Pysk liżąc ją po policzku parę razy, na co Pokrzywa i Goździk wydały z siebie bliżej nieokreślony dźwięk, a senny Nagietek tylko bardziej przycisnął się do brzucha matki. Po chwili rdzawy wojownik również skierował wzrok na Ostrokrzewia. Zmarszczył nos i westchnął - Nie pomyślałbym, że ten dzikus tak to przeżyje.Przecież on nienawidzi Leśnej, a tu proszę, taka niespodziewana niespodzianka.
- Nie znienawidził jej, to trochę bardziej skomplikowane. Czasami przychodził się opiekować Igiełką i Czeremchą, ale kiedy został sam gburasek, robił to rzadziej. Bardzo działali sobie na nerwy. Widać jednak było, że zależy mu na nich, nawet jeśli nic ich nie łączy.- odpowiedziała, broniąc burasa. Wtuliła łeb w futro na piersi Wąsatego Pyska i zamruczała cicho na co jej partner odpowiedział tym samym, jednak o wiele głośnej - Już kiedy mu wszystko wczoraj opowiadałam, bardzo się spiął i prawie od razu uciekł z obozu, troszkę się przeraziłam, że chce dołączy do Leśnego Strumienia, ale wrócił, na szczęście. Źle by było gdyby Klan Wilka stracił dwa sprawne koty, zwłaszcza że ta cała sytuacja z Klanem Burzy i Nocy coraz gorzej wygląda. Nie chce żeby doszło do bitwy, po co koty mają umierać, to głupie.
- Nie martw się. Nie ważne jak źle będzie, ja na pewno cie obronie. Nie pozwolę cie skrzywdzić - powiedział przyciskając głowę partnerki do swojej piersi. Słowa kocura jednocześnie Gardenie uspokoiły i przeraziły. Wiedziała, że jej ukochany jest zdolny do oddania za nią życie, ale jednak tak bardzo nie chciała by ktokolwiek się dla niej poświęcał. Czułaby się niegodna tej ofiary, lepiej by się poczuła gdyby to ona kogoś uratowała. Te uroczą chwile przerwał odgłos nadchodzącego kota, a może nawet dwójki. Królowa otworzyła swoje błękitne ślepia i wzrokiem odszukała osoby, które zakłóciły ich spokój. Rudy wojownik, który wcześniej położył swoją głowę na grzbiecie partnerki, nawet nie drgnął, ale kiedy usłyszał głos lidera, wyraźnie się spiął i zesztywniał.
- Przepraszam, że wam przeszkadzam gołąbeczki, nie chce przerywać tych waszych słodkich, młodzieńczych chwil, ale niestety jestem zmuszony - Wąsaty Pysk po chwili podniósł się jednak, by nie wzbudzić podejrzeń, że coś jest nie tak. Mimo to, unikał wzroku ojca, a końcówka jego ogona drżała niepewnie - Trzeba wysłać więcej patroli łowieckich, żeby jak najlepiej wykorzystać ostatnie księżyce dostatku. Synu, razem z Miodowym Nosem, a przy okazji weźmiecie ze sobą Turkawią Łapę, ponieważ Burzowe Futro jest zbyt zajęta segregowaniem ziół. Ona pozbiera jakieś tam roślinki, a wy zapewnicie jej bezpieczeństwo, no i towarzystwo
- Dobrze, chociaż wolałbym chociaż jedno popołudnie się polenić, jak trzeba to trzeba - odpowiedział zimno wojownik. Wstał i na pożegnanie polizał Gardenie po policzku.
- A i jeszcze jedno. Na litość Gwiezdnych, Wąsaty Pysku, uśmiechnij że się - odpowiedział point, posyłając rudemu radosny uśmieszek, ten jednak nie zareagował i poszedł w stronę legowiska wojowników, po chwili wychodząc z niską, puszystą kotką, z którą niegdyś liliowa rywalizowała o serce Wąsa. Przeszli obok Ostrokrzewia, który skrzywił się i zjeżył na widok jakiegokolwiek kota. Karmicielka nie lubiła patrzeć na smutek czy żal innych, więc po prostu musiała porozmawiać i przynajmniej spróbować pocieszyć pręgusa. Borsucza Gwiazda przysiadł obok niej i posłał również jej lekki uśmiech. Dawna uczennica odwzajemniła go i podniosła się do siadu. Ziewnęła przeciągle i odezwała się w końcu.
- Borsucza Gwiazdo, mógłbyś chwile zająć czymś wnuki, muszę coś załatwić, a wiem, że jak spuszczę je z oka, zaraz zaczną szurgać sobą po ziemi
- Oczywiście, zajmowanie się nimi to sama przyjemność Gardenijko! - lider ożywił się od razu, a jego oczy rozbłysły radośnie, kiedy przeniósł wzrok na kociaki, które przyglądały mu się zaciekawione. Nikt z ich rodziny nie miał w zanadrzu tak barwnych opowieści jak point. Królowa wstała i przeciągnęła się, a po chwili truchtem ruszyła w stronę Ostrokrzewia, który po chwili zaczął na nią spoglądać, jakby nie był do końca pewny czy to w jego stronę kotka zmierza. Szybko jednak jego wątpliwości zostały rozwiane, ponieważ Gardenia nawet nie doszła, a już zaczęła do niego trajkotać.
- Hej Ostrokrzewiku! - wykrzyczała radośnie, uśmiechając się szeroko, na co wojownik się zmieszał i już chciał uciekać poza obóz, ale aż takim zgredem i nie miłym patałachem nie jest. Odwrócił głowę i burknął coś pod nosem. Nastroszył futro i zwiesił głowę. Koleżanka usiadła obok niego, na tyle blisko, że kiedy obydwoje nabraliby powietrza w tym samym czasie, ich brzuchy by się dotykały. Królowa polizała wojownika po policzku, co zmroziło go od łap po czubki uszu. Szybko się otrząsnął i podniósł głowę, jakby chciał ukryć zawstydzenie swoją dumą - Wiem, że ci ciężko, ale masz w tym klanie wiele innych kotów, którym bardzo na tobie zależy, powinieneś się zająć się synem, a nie siedzieć tutaj i udawać, że nic cie nie obchodzi
- Co mnie to obchodzi, nikt mnie nie lubi, a zwłaszcza ten głupi pokurcz. Nie mam zamiaru się nim zajmować, mu też tym zrobię przysługę. Wszyscy by się cieszyli gdybym to ja odszedł z klanu, a nie Lasek - powiedział sucho i odwrócił łeb. Kotka westchnęła i przymknęła ślepia. Po chwili je otworzyła a jej pyszczek przyozdobił uroczy uśmiech i po chwili odpowiedziała.
- Ja cie lubię, wiesz? Ale byś się uśmiechnął, bo ci nie do twarzy z taką minką - wy świergotała i otarła się o Ostrokrzewia, a po chwili potruchtała w stronę lidera i swoich pociech
<Wątpię byś chciała odpisywać na takie spóźnione opko, ale jeśli chcesz. Ostrokrzew?>
- Myślałem, że jesteś zmęczona. Mało spałaś wczorajszej nocy. Nie powinnaś się tym tak przejmować - powiedział Wąsaty Pysk liżąc ją po policzku parę razy, na co Pokrzywa i Goździk wydały z siebie bliżej nieokreślony dźwięk, a senny Nagietek tylko bardziej przycisnął się do brzucha matki. Po chwili rdzawy wojownik również skierował wzrok na Ostrokrzewia. Zmarszczył nos i westchnął - Nie pomyślałbym, że ten dzikus tak to przeżyje.Przecież on nienawidzi Leśnej, a tu proszę, taka niespodziewana niespodzianka.
- Nie znienawidził jej, to trochę bardziej skomplikowane. Czasami przychodził się opiekować Igiełką i Czeremchą, ale kiedy został sam gburasek, robił to rzadziej. Bardzo działali sobie na nerwy. Widać jednak było, że zależy mu na nich, nawet jeśli nic ich nie łączy.- odpowiedziała, broniąc burasa. Wtuliła łeb w futro na piersi Wąsatego Pyska i zamruczała cicho na co jej partner odpowiedział tym samym, jednak o wiele głośnej - Już kiedy mu wszystko wczoraj opowiadałam, bardzo się spiął i prawie od razu uciekł z obozu, troszkę się przeraziłam, że chce dołączy do Leśnego Strumienia, ale wrócił, na szczęście. Źle by było gdyby Klan Wilka stracił dwa sprawne koty, zwłaszcza że ta cała sytuacja z Klanem Burzy i Nocy coraz gorzej wygląda. Nie chce żeby doszło do bitwy, po co koty mają umierać, to głupie.
- Nie martw się. Nie ważne jak źle będzie, ja na pewno cie obronie. Nie pozwolę cie skrzywdzić - powiedział przyciskając głowę partnerki do swojej piersi. Słowa kocura jednocześnie Gardenie uspokoiły i przeraziły. Wiedziała, że jej ukochany jest zdolny do oddania za nią życie, ale jednak tak bardzo nie chciała by ktokolwiek się dla niej poświęcał. Czułaby się niegodna tej ofiary, lepiej by się poczuła gdyby to ona kogoś uratowała. Te uroczą chwile przerwał odgłos nadchodzącego kota, a może nawet dwójki. Królowa otworzyła swoje błękitne ślepia i wzrokiem odszukała osoby, które zakłóciły ich spokój. Rudy wojownik, który wcześniej położył swoją głowę na grzbiecie partnerki, nawet nie drgnął, ale kiedy usłyszał głos lidera, wyraźnie się spiął i zesztywniał.
- Przepraszam, że wam przeszkadzam gołąbeczki, nie chce przerywać tych waszych słodkich, młodzieńczych chwil, ale niestety jestem zmuszony - Wąsaty Pysk po chwili podniósł się jednak, by nie wzbudzić podejrzeń, że coś jest nie tak. Mimo to, unikał wzroku ojca, a końcówka jego ogona drżała niepewnie - Trzeba wysłać więcej patroli łowieckich, żeby jak najlepiej wykorzystać ostatnie księżyce dostatku. Synu, razem z Miodowym Nosem, a przy okazji weźmiecie ze sobą Turkawią Łapę, ponieważ Burzowe Futro jest zbyt zajęta segregowaniem ziół. Ona pozbiera jakieś tam roślinki, a wy zapewnicie jej bezpieczeństwo, no i towarzystwo
- Dobrze, chociaż wolałbym chociaż jedno popołudnie się polenić, jak trzeba to trzeba - odpowiedział zimno wojownik. Wstał i na pożegnanie polizał Gardenie po policzku.
- A i jeszcze jedno. Na litość Gwiezdnych, Wąsaty Pysku, uśmiechnij że się - odpowiedział point, posyłając rudemu radosny uśmieszek, ten jednak nie zareagował i poszedł w stronę legowiska wojowników, po chwili wychodząc z niską, puszystą kotką, z którą niegdyś liliowa rywalizowała o serce Wąsa. Przeszli obok Ostrokrzewia, który skrzywił się i zjeżył na widok jakiegokolwiek kota. Karmicielka nie lubiła patrzeć na smutek czy żal innych, więc po prostu musiała porozmawiać i przynajmniej spróbować pocieszyć pręgusa. Borsucza Gwiazda przysiadł obok niej i posłał również jej lekki uśmiech. Dawna uczennica odwzajemniła go i podniosła się do siadu. Ziewnęła przeciągle i odezwała się w końcu.
- Borsucza Gwiazdo, mógłbyś chwile zająć czymś wnuki, muszę coś załatwić, a wiem, że jak spuszczę je z oka, zaraz zaczną szurgać sobą po ziemi
- Oczywiście, zajmowanie się nimi to sama przyjemność Gardenijko! - lider ożywił się od razu, a jego oczy rozbłysły radośnie, kiedy przeniósł wzrok na kociaki, które przyglądały mu się zaciekawione. Nikt z ich rodziny nie miał w zanadrzu tak barwnych opowieści jak point. Królowa wstała i przeciągnęła się, a po chwili truchtem ruszyła w stronę Ostrokrzewia, który po chwili zaczął na nią spoglądać, jakby nie był do końca pewny czy to w jego stronę kotka zmierza. Szybko jednak jego wątpliwości zostały rozwiane, ponieważ Gardenia nawet nie doszła, a już zaczęła do niego trajkotać.
- Hej Ostrokrzewiku! - wykrzyczała radośnie, uśmiechając się szeroko, na co wojownik się zmieszał i już chciał uciekać poza obóz, ale aż takim zgredem i nie miłym patałachem nie jest. Odwrócił głowę i burknął coś pod nosem. Nastroszył futro i zwiesił głowę. Koleżanka usiadła obok niego, na tyle blisko, że kiedy obydwoje nabraliby powietrza w tym samym czasie, ich brzuchy by się dotykały. Królowa polizała wojownika po policzku, co zmroziło go od łap po czubki uszu. Szybko się otrząsnął i podniósł głowę, jakby chciał ukryć zawstydzenie swoją dumą - Wiem, że ci ciężko, ale masz w tym klanie wiele innych kotów, którym bardzo na tobie zależy, powinieneś się zająć się synem, a nie siedzieć tutaj i udawać, że nic cie nie obchodzi
- Co mnie to obchodzi, nikt mnie nie lubi, a zwłaszcza ten głupi pokurcz. Nie mam zamiaru się nim zajmować, mu też tym zrobię przysługę. Wszyscy by się cieszyli gdybym to ja odszedł z klanu, a nie Lasek - powiedział sucho i odwrócił łeb. Kotka westchnęła i przymknęła ślepia. Po chwili je otworzyła a jej pyszczek przyozdobił uroczy uśmiech i po chwili odpowiedziała.
- Ja cie lubię, wiesz? Ale byś się uśmiechnął, bo ci nie do twarzy z taką minką - wy świergotała i otarła się o Ostrokrzewia, a po chwili potruchtała w stronę lidera i swoich pociech
<Wątpię byś chciała odpisywać na takie spóźnione opko, ale jeśli chcesz. Ostrokrzew?>
18 stycznia 2019
Od Gardeniowego Pyłku CD Igły
- Ah Lasku, uwierz, że zdążyłam już się do tego przyzwyczaić. Potrafie świetnie filtrować jego zwyczajne, chociaż wciąż bardzo niemiłe słowa, od obraźliwych docinek. Moje pociechy też potrafią być niezwykle denerwujące. Na pewno gdybyś częściej przebywała ze swoimi, Czeremcha i Igła byliby bardziej otwarci i zachowywaliby się lepiej. Brakuje im ciebie, nawet Ostrokrzew to zauważył, ale on im nie zastąpi matki, skoro nawet nie przyznaje się do bycia ich ojcem - powiedziała przyjaźnie, ale jednocześnie twardo Gardenia. Chciała uświadomić młodej matce, że kocięta, mimo że nie żywią się jej mlekiem i nie potrzebują już jej ciepła, chcą czuć cie kochane przez rodzicielkę, każdy tego chce. Liliowa znała uczucie odrzucenia i opuszczenia przez tą ważną osobę, nie chciała jednak wychodzić z siebie, mimo że miała straszną ochotę się zdenerwować, tupnąć i wyjść niczym głupie kocię. Westchnęła tylko i znów skierowała wzrok na zamyśloną i poirytowaną koleżankę, która miała już dość pouczania przez starsze królowe, jak to źle robi, że tak ucieka na całe dnie i wraca, kiedy Czeremcha i Igła śpią sami na uboczu, wstydząc przytulić się do boku kogokolwiek. Fuknęła głośno i wściekło zamachnęła kilka razy ogonem. Nie rozumiała jak kotki mogą mówić jej co powinna robić, skoro nawet nie znają powodów jej zniknięć.
- Może - odpowiedziała tylko po cichu i poszła w głąb kociarni, zwinęła się w kłębek, zapadając po chwili w głęboki sen. Pociechy Leśnego Strumienia patrzyły na nią cały czas, ale szybko straciły zainteresowanie. Gardeniowy Pyłek wstała i rozejrzała się po żłobku, jej uwagę przykuł niezwykle przybity Igiełka, który gdy zauważył na sobie wzrok karmicielki szybko przybrał swój pogardliwy wyraz pyska. Zjeżył sierść na grzbiecie i syknął w kierunku kotki, która nic sobie z tego nie robiąc, prędko skoczyła w jego kierunku, a kociak zamiast uciec, co na początku obstawiała karmicielka, jedynie podniósł dumnie łepek i odwrócił go w przeciwną stronę, tak by nie patrzeć na starszego kota.
- No dobrze Igiełko, skoro tak, powiedz mi co byś chciał robić. Zaproponuj jakąś zabawę, co by cie uszczęśliwiło, dało dużo radości, albo by cie zrelaksowało? - powiedziała radośnie królowa i zamruczała głośno, uśmiechając się pięknie. Point przewrócił oczami i prychnął wrogo. Miał dość, chciał tylko świętego spokoju, a została mu dana ta upierdliwa kotka. Posłał jej gromiący wzrok, a po chwili zaczął szurgać ogonem po ziemi, jakby chciał za wszelka cenę pokazać swoje niezadowolenie, modląc się do swoich przodków, że wreszcie dadzą mu spokój - No proszę kochaniutki, na pewno jest coś co poprawiłoby ci humor? Może spacer? Albo zabawa liśćmi? Jeśli uda nam się złapać jeszcze jakiegoś kota, mogę was wziąć na wielką polanę, jest tam pięknie, nawet jeśli kwiaty zdążyły już przekwitnąć. Co ty na to? Nie możesz cały czas siedzieć, a może wiedza zdobyta tam pomoże ci zaimponować kiedyś swojemu mentorowi.
- Ta, jeszcze coś na zeżre, pomyśl czasem. Nawet Czeremcha nie jest taka głupia jak ty. Jakim cudem w ogóle Borsucza Gwiazda nauczył cie czegokolwiek, skoro umiesz tylko świergotać o miłości do tej rdzawej, tłustej pokraki - wycedził przez zaciśnięte zęby Igła, królowa powoli traciła chęci i pomysły jakby tu poprawić mu humor, ale jednocześnie troszkę popchnąć w stronę innych kotów. Nie robiła już sobie nic z obrażania jej, swoich kociaków, swojego partnera ani innych członków klanu, wszyscy dobrze wiedzieli, że prędzej myszy zaczną latać, niż ten dzieciak zyska trochę pokory.
- No to może chcesz popatrzeć na pracę Burzowego Futra.
- Tak, świetnie, przekładanie jakiś chaszczy, podobno właśnie przez takie zielska powstałem
- Rozmowa z Borsuczą Gwiazdą? Na pewno znajdzie chwilkę by opowiedzieć ci o swoim wojowniczym życiu.
- Stary pierdziel chyba na prawdę musiałby mieć mało rzeczy do roboty.
- O! Z tego co widzę to kończy dzielić się językami z Jaskółczym Śpiewem! Może opowiedzą ci jak się poznali i jak mocno się kochają! - Wykrzyczała uradowana Gardenia i szybko złapała za skórkę kociaka. Ten nawet nie zdążył zareagować, a ta już wybiegła z legowiska. Po chwili już byli w towarzystwie lidera i jego partnerki, a karmicielka tłumaczyła dlaczego zakłócają ich słodką chwilę.
<Igiełka? Może dziadzio Borsuk powie coś o pszczółkach i kwiatkach ;)>
- Może - odpowiedziała tylko po cichu i poszła w głąb kociarni, zwinęła się w kłębek, zapadając po chwili w głęboki sen. Pociechy Leśnego Strumienia patrzyły na nią cały czas, ale szybko straciły zainteresowanie. Gardeniowy Pyłek wstała i rozejrzała się po żłobku, jej uwagę przykuł niezwykle przybity Igiełka, który gdy zauważył na sobie wzrok karmicielki szybko przybrał swój pogardliwy wyraz pyska. Zjeżył sierść na grzbiecie i syknął w kierunku kotki, która nic sobie z tego nie robiąc, prędko skoczyła w jego kierunku, a kociak zamiast uciec, co na początku obstawiała karmicielka, jedynie podniósł dumnie łepek i odwrócił go w przeciwną stronę, tak by nie patrzeć na starszego kota.
- No dobrze Igiełko, skoro tak, powiedz mi co byś chciał robić. Zaproponuj jakąś zabawę, co by cie uszczęśliwiło, dało dużo radości, albo by cie zrelaksowało? - powiedziała radośnie królowa i zamruczała głośno, uśmiechając się pięknie. Point przewrócił oczami i prychnął wrogo. Miał dość, chciał tylko świętego spokoju, a została mu dana ta upierdliwa kotka. Posłał jej gromiący wzrok, a po chwili zaczął szurgać ogonem po ziemi, jakby chciał za wszelka cenę pokazać swoje niezadowolenie, modląc się do swoich przodków, że wreszcie dadzą mu spokój - No proszę kochaniutki, na pewno jest coś co poprawiłoby ci humor? Może spacer? Albo zabawa liśćmi? Jeśli uda nam się złapać jeszcze jakiegoś kota, mogę was wziąć na wielką polanę, jest tam pięknie, nawet jeśli kwiaty zdążyły już przekwitnąć. Co ty na to? Nie możesz cały czas siedzieć, a może wiedza zdobyta tam pomoże ci zaimponować kiedyś swojemu mentorowi.
- Ta, jeszcze coś na zeżre, pomyśl czasem. Nawet Czeremcha nie jest taka głupia jak ty. Jakim cudem w ogóle Borsucza Gwiazda nauczył cie czegokolwiek, skoro umiesz tylko świergotać o miłości do tej rdzawej, tłustej pokraki - wycedził przez zaciśnięte zęby Igła, królowa powoli traciła chęci i pomysły jakby tu poprawić mu humor, ale jednocześnie troszkę popchnąć w stronę innych kotów. Nie robiła już sobie nic z obrażania jej, swoich kociaków, swojego partnera ani innych członków klanu, wszyscy dobrze wiedzieli, że prędzej myszy zaczną latać, niż ten dzieciak zyska trochę pokory.
- No to może chcesz popatrzeć na pracę Burzowego Futra.
- Tak, świetnie, przekładanie jakiś chaszczy, podobno właśnie przez takie zielska powstałem
- Rozmowa z Borsuczą Gwiazdą? Na pewno znajdzie chwilkę by opowiedzieć ci o swoim wojowniczym życiu.
- Stary pierdziel chyba na prawdę musiałby mieć mało rzeczy do roboty.
- O! Z tego co widzę to kończy dzielić się językami z Jaskółczym Śpiewem! Może opowiedzą ci jak się poznali i jak mocno się kochają! - Wykrzyczała uradowana Gardenia i szybko złapała za skórkę kociaka. Ten nawet nie zdążył zareagować, a ta już wybiegła z legowiska. Po chwili już byli w towarzystwie lidera i jego partnerki, a karmicielka tłumaczyła dlaczego zakłócają ich słodką chwilę.
<Igiełka? Może dziadzio Borsuk powie coś o pszczółkach i kwiatkach ;)>
16 stycznia 2019
Od Gardeniowego Pyłku
akcja ma miejsce jakieś 2 księżyce temu
Gardeniowy Pyłek siedziała przy wejściu do kociarni, łapiąc chłodne powietrze z zewnątrz. Gwar wiecznie tam panujący tworzył niewyobrażalną zaduchę w której trudno było normalnie oddychać i funkcjonować. Królowa zrobiła głęboki wdech i odwróciła się wlepiając wzrok w kocięta przepychające się na pylistej ziemi. Jej córka Pokrzywa właśnie przygniatała chudszego od siebie Igiełkę, a ten umiał jedynie rzucać okrutne spojrzenie jej matce. Czeremcha śmiała się głośno z torturowanego brata, lecz po chwili i ją ktoś zaatakował, a był to Falek - jeden z synów Szepczącego Wiatru. Kocurek próbował przewrócić czekoladową, mimo to jedynie lekko drasnął jej grzbiet i upadł niezgrabnie na plecach przed swoją "ofiarą".
- Haha! Ale z ciebie łamaga! - wykrzyczała szczerząc się przy tym szeroko. Dymny otrzepał się z brudu i ponowił atak, którego nie przewidziała Czeremcha. Tym razem udało mu się powalić koleżankę, która teraz jak opętana machała łapami, chcąc zrzucić tą "łamagę" z siebie - Puszczaj mnie kupo ścierwa!
Gdzieś dalej Goździk leżała na Nagietku i opowiadała mu jakąś wielce ciekawą historie z jej życia, a jako że niebieski kocurek zawsze stał na tyle blisko reszty kociaków by wiedzieć co się dzieje w danym momencie, nie zwracał na nią za bardzo uwagi i próbował zasnąć. Niestety kiedy siostra zauważyła jego zaciśnięte ślepka, zaczęła wrzeszczeć mu do ucha. Brakowało tylko Płomienia i Gąski, ale oni wyszli razem z Szepczącym Wiatrem i Ryczącą Burzą na spacer, widocznie zapominając o Falku, który chyba i tak wolał bawić się z resztą. Leśny Strumień znów gdzieś wyszła, zostawiając kocięta najpierw Ostrokrzewowi, ale jego negatywna natura zmusiła dwie pozostałe królowe do wyproszenia go z kociarni. Kocur i tak nie robił za wiele, więc nie było różnicy. Kocięta i tak głównie zajmowały się sobą, a liliowa kotka jedynie nadzorowała by nic głupiego nie wpadło im do głowy. Z zamyśleń wyciągnął ją długi pisk Igiełki, któremu udało się wyjść spod szylkretki, ale ta nie dała mu się nacieszyć wolnością i od razu złapała go za przednią łapę, a ten tylko niezgrabnie upadła na pysk. Pokrzywa zaczęła ciągnąć go po pylistej, twardej ziemi, a nieszczęście sprawiło, że kocurek lądując, uderzył najpierw głową, a atak koleżanki był na tyle szybki, że nie zdążył jej podnieść.
- Pokrzywko! Zostaw kolegę, zrobisz mu krzywdę przecież! - wrzasnęła przestraszona królowa i podbiegła do dwójki "bawiących się" kociaków. Córka Gardeniowego Pyłku puściła Igłę, a ten szybko podniósł łepek i wlepił w szylkretową wściekła spojrzenie. Szybko jednak zostało to przerwane, bo liliowa zaczęła czyścić go językiem z pyłu i brudu, na co ten mruknął coś wielce niezadowolony i zdegustowany. Kociak zaczął się wyrywać, ale szybko zaprzestał, ponieważ kotka była o wiele silniejsza od niego - Uspokój się Igiełko. Co pomyśli mama, kiedy zobaczy takiego niechluja? Będzie się wstydzić z tobą wychodzić przez następny księżyc. Chyba nie chcesz żeby Leśny Strumień lub Ostrokrzewiowy Liść się musieli za ciebie wstydzić?
- Matki nigdy nie ma! Nawet by nie zauważyła gdybym stracił ogon! - wysyczał kocurek, na co królowa westchnęła i położyła się tak by point był między jej przednimi łapami. Kiedy Gardeniowy Liść kładła się na środku kociarni, znaczyło to, że chce by wszystkie kociaki do niej podeszły i posłuchały co ma do powiedzenia. Robiła to tak często, że małe główki po prostu to zakodowały. Pokrzywa usiadła po jej prawej, Czeremcha i Falek obok szylkretowej koleżanki, a Nagietek i Goździk wtulili się w miękką sierść mamy. Igiełka zmarszczył nosek i już chciał uciekać jak najdalej reszty, ale szybka reakcja liliowej mu to uniemożliwiła - Puszczaj mnie! Nie jesteś moją mamą, nie muszę się ciebie słuchać! Twoje głupie dziecko właśnie szurgało mną po całej kociarni, a ty na pewno się z tego śmiałaś, a w końcu zareagowałaś żeby nie wyszło na jaw, że jesteś beznadziejną kupą łajna! Najlepiej by było żebyście mnie wszyscy zostawili w spokoju!
- Igiełko, uspokój się. Nikt tutaj nie chce dla ciebie źle. Leśny Strumień na pewno ma ważne rzeczy do zrobienia poza obozem. Gdyby to było coś drugorzędnego by was nie opuszczała. Zaufaj mi, ona bardzo kocha ciebie i Czeremchę - powiedziała przejęta, ale używając jak najmilszego tonu jaki miała w zanadrzu. Przyciągnęła zdezorientowanego kociaka do swojej piersi, ale ten szybko wyskoczył, nieprzyzwyczajony do tego typu pieszczot. Królowa przewróciła oczami i spojrzała po reszcie dzieciarni, która zaczynała już być znudzona paplaniną o matczynej miłości. Gardenia zaczęła się zastanawiać o czym miałaby im tym razem opowiedzieć. Młoda krew Klanu Wilka wiedziała już o jej dzieciństwie, o tym jak prawie utonęła w zimnej wodzie oraz jak dostała się do obozu. Jej przeżycia potem były dość zwyczajne, pospolite i raczej nie zainteresowałyby ciekawskich i pełnych wyrwy młodzików. Zmyślanie bajeczek nie było w jej stylu, a na zapoznanie z Klanem gwiazdy przyjdzie jeszcze dla nich czas razem ze swoim mentorem. Pomyślała, że może jej dawny nauczyciel mógł mieć bardziej ciekawe rzeczy do przekazania, ale kotka nie była pewna czy Borsucza Gwiazda nie jest teraz zajęty, nie chce przeszkadzać w robieniu tych wszystkich ważnych spraw. Burzowe Futro pewnie od razu powiedziałabym im wszystko o Gwiezdnych, a nie o to chodziło. Nagle do kociarni wpadł jak szalony Wąsaty Pysk, trzymając w pysku trzy popielate nornice. Oczy wojownika błyszczały wesoło, co ostatnio tak rzadko się zdarzało, a co nie umknęło czujnym oczom partnerki. Ojciec trójki kociąt położył zdobycz przed ich matką i przysiadł obok, wcześniej czule liżąc łebek Gardeniowego Pyłku.
- Hej szkraby, chcecie usłyszeć coś super niesamowitego? - zapytał podekscytowany rudas, a królowa jedynie odetchnęła z ulgą. Splotła kitę z ogonem swojego partnera i oparła głowę na jego barku, przymykając ślepia. Wiedziała, że jej wybranek da radę zainteresować te zgraje urwisów swoimi opowieściami. Życie wojownika jest pełne ciekawych przeżyć i przygód, ona tylko leżała tutaj całymi dniami, czasami wychodziła na zewnątrz, ale teraz kiedy nadchodziła pora spadających liści słońca było coraz mniej, a wiatr nasilał się strasznie. Gardenia nie zdążyła poczuć smaku wojowniczego życia, ale wiedziała, że kiedy jej pociechy staną się uczniami, będzie się starać by odpracować to co zjadła jako królowa. Wbrew pozorom jej obowiązki były jeszcze cięższe od tego co musi robić zwykły kot. Często widziała Spopieloną Paproć i Nocną Burze, kiedy rozmawiają gdzieś na uboczu i śmieją się razem. Było jej przykro, że koleżanki tak rzadko ją odwiedzają, zdarzają się przypadki, kiedy błękitna wojowniczka przychodziła jedynie do Leśnego Strumienia, a Gardenii posyłała jedynie przyjazny uśmiech, czasami nawet nie wymieniały słowa. Od kiedy Wąsaty Pysk częściej wychodził z obozu i wracał nocą, co prawda ze zdobyczą w pysku, również on rzadziej dotrzymywał jej towarzystwa. Było jej zwyczajnie przykro i gdyby nie obecność kociąt, Szepczącego Wiatry oraz Borsuczej Gwiazdy razem z Jaskółczym Śpiewem, na pewno by zwariowała - Słuchajcie dzieciaki!
~ Time Skip ~
Gdzieś w połowie opowieści o tym jak to sam powalił ogromnego borsuka, kocur zmienił pozycje na leżącą, a chwile po tym Goździk wgramoliła mu się na przednie łapy, więc teraz, kiedy wszystkie kociaki usnęły, wojownik był uwięziony przez swoją córkę. Gardeniowy Pyłek również ułożyła swój pyszczek obok lekko unoszącego się boku córki i zamknęła ślepia. Przez chwilę Wąsaty Pysk wpatrywał się w kociarnie, którą akurat teraz przepełniała grobowa wręcz cisza. Potem położył swoja głowę na karku partnerki i zaciągając się jej zapachem próbował usnąć. Zdziwił się kiedy do jego uszu dotarł spokojny głos królowej, był pewny, że ta razem z kociakami tkwi w głębokim śnie.
- Nie lubię kiedy tak zmyślasz. Potem będą zawiedzeni, że nigdy nie spotykają ich takie rzeczy. Będą przychodzić i się skarżyć, że tylko tata walczy z myszami wielkości rogaczy lub poluje na sowy wielkie niczym lśniący księżyc. Na pewno dzieje się coś, co mógłbyś im opowiedzieć bez koloryzowania - powiedziała nawet nie otwierając oczu, ale tak cicho, żeby nie obudzić śpiochów. Miała lekko zmarszczony nosek, po prostu nienawidziła, kiedy ktoś tak ordynarnie mówił nieprawdę, niestety jej serce wybrało kocura, który nawet się z tym nie hamował. Na początki liliowa miała coś z tym zrobić, ale po wielu próbach, odpuściła sobie.
- A co? Uważasz, że nie dałbym rady z taką wielką kupą kłów, pazurów i tego śmierdzącego biało-czarnego futra? Nie wierzyć we mnie, słońce? - Kocur uśmiechnął się dziarsko i otworzył jedno ślepie, patrząc na wciąż leżącą w bezruchu kotkę. Ta tylko westchnęła i machnęła swoją wielką kitą, obrzucając rudego wojownika pyłem i małymi kamyczkami, które w większości padły na jego pysk. Wąsik próbował się wstrzymać, ale po chwili kichnął tak głośno, że pewnie pobudził wszystkie koty, nawet w Klanie Nocy. Karmicielka otworzyła niebieskie ślepia i posłała pręgowanemu pogardliwe spojrzenie, ale ten tylko oswobodził swoja jedną łapę (Goździk i tak zdążyła już się rozbudzić i skoczyć na Pokrzywę, której zajmowało to, jak zwykle trochę więcej czasu) i przyłożył do swojej piersi, patrząc zaskoczony na swoją lube - Przecież to nie ja. Wąsaty Pysk? Nie znam tego pana - zaraz po tych słowach wyskoczył jak oparzony z kociarni, puszczając tylko oczko Gardeniowemu Pyłkowi.
- Ej, paniusiu! - krzyknął Igiełka, a kotka spojrzała na niego pytającym wzrokiem, uśmiechając się przy tym pięknie - Dlaczego jesteście tacy szczęśliwi, a już moja matka i ten jej wyrzygany kłak ciągle się na siebie drą, albo nawet nie rozmawiają?
<Igiełka?>
Gardeniowy Pyłek siedziała przy wejściu do kociarni, łapiąc chłodne powietrze z zewnątrz. Gwar wiecznie tam panujący tworzył niewyobrażalną zaduchę w której trudno było normalnie oddychać i funkcjonować. Królowa zrobiła głęboki wdech i odwróciła się wlepiając wzrok w kocięta przepychające się na pylistej ziemi. Jej córka Pokrzywa właśnie przygniatała chudszego od siebie Igiełkę, a ten umiał jedynie rzucać okrutne spojrzenie jej matce. Czeremcha śmiała się głośno z torturowanego brata, lecz po chwili i ją ktoś zaatakował, a był to Falek - jeden z synów Szepczącego Wiatru. Kocurek próbował przewrócić czekoladową, mimo to jedynie lekko drasnął jej grzbiet i upadł niezgrabnie na plecach przed swoją "ofiarą".
- Haha! Ale z ciebie łamaga! - wykrzyczała szczerząc się przy tym szeroko. Dymny otrzepał się z brudu i ponowił atak, którego nie przewidziała Czeremcha. Tym razem udało mu się powalić koleżankę, która teraz jak opętana machała łapami, chcąc zrzucić tą "łamagę" z siebie - Puszczaj mnie kupo ścierwa!
Gdzieś dalej Goździk leżała na Nagietku i opowiadała mu jakąś wielce ciekawą historie z jej życia, a jako że niebieski kocurek zawsze stał na tyle blisko reszty kociaków by wiedzieć co się dzieje w danym momencie, nie zwracał na nią za bardzo uwagi i próbował zasnąć. Niestety kiedy siostra zauważyła jego zaciśnięte ślepka, zaczęła wrzeszczeć mu do ucha. Brakowało tylko Płomienia i Gąski, ale oni wyszli razem z Szepczącym Wiatrem i Ryczącą Burzą na spacer, widocznie zapominając o Falku, który chyba i tak wolał bawić się z resztą. Leśny Strumień znów gdzieś wyszła, zostawiając kocięta najpierw Ostrokrzewowi, ale jego negatywna natura zmusiła dwie pozostałe królowe do wyproszenia go z kociarni. Kocur i tak nie robił za wiele, więc nie było różnicy. Kocięta i tak głównie zajmowały się sobą, a liliowa kotka jedynie nadzorowała by nic głupiego nie wpadło im do głowy. Z zamyśleń wyciągnął ją długi pisk Igiełki, któremu udało się wyjść spod szylkretki, ale ta nie dała mu się nacieszyć wolnością i od razu złapała go za przednią łapę, a ten tylko niezgrabnie upadła na pysk. Pokrzywa zaczęła ciągnąć go po pylistej, twardej ziemi, a nieszczęście sprawiło, że kocurek lądując, uderzył najpierw głową, a atak koleżanki był na tyle szybki, że nie zdążył jej podnieść.
- Pokrzywko! Zostaw kolegę, zrobisz mu krzywdę przecież! - wrzasnęła przestraszona królowa i podbiegła do dwójki "bawiących się" kociaków. Córka Gardeniowego Pyłku puściła Igłę, a ten szybko podniósł łepek i wlepił w szylkretową wściekła spojrzenie. Szybko jednak zostało to przerwane, bo liliowa zaczęła czyścić go językiem z pyłu i brudu, na co ten mruknął coś wielce niezadowolony i zdegustowany. Kociak zaczął się wyrywać, ale szybko zaprzestał, ponieważ kotka była o wiele silniejsza od niego - Uspokój się Igiełko. Co pomyśli mama, kiedy zobaczy takiego niechluja? Będzie się wstydzić z tobą wychodzić przez następny księżyc. Chyba nie chcesz żeby Leśny Strumień lub Ostrokrzewiowy Liść się musieli za ciebie wstydzić?
- Matki nigdy nie ma! Nawet by nie zauważyła gdybym stracił ogon! - wysyczał kocurek, na co królowa westchnęła i położyła się tak by point był między jej przednimi łapami. Kiedy Gardeniowy Liść kładła się na środku kociarni, znaczyło to, że chce by wszystkie kociaki do niej podeszły i posłuchały co ma do powiedzenia. Robiła to tak często, że małe główki po prostu to zakodowały. Pokrzywa usiadła po jej prawej, Czeremcha i Falek obok szylkretowej koleżanki, a Nagietek i Goździk wtulili się w miękką sierść mamy. Igiełka zmarszczył nosek i już chciał uciekać jak najdalej reszty, ale szybka reakcja liliowej mu to uniemożliwiła - Puszczaj mnie! Nie jesteś moją mamą, nie muszę się ciebie słuchać! Twoje głupie dziecko właśnie szurgało mną po całej kociarni, a ty na pewno się z tego śmiałaś, a w końcu zareagowałaś żeby nie wyszło na jaw, że jesteś beznadziejną kupą łajna! Najlepiej by było żebyście mnie wszyscy zostawili w spokoju!
- Igiełko, uspokój się. Nikt tutaj nie chce dla ciebie źle. Leśny Strumień na pewno ma ważne rzeczy do zrobienia poza obozem. Gdyby to było coś drugorzędnego by was nie opuszczała. Zaufaj mi, ona bardzo kocha ciebie i Czeremchę - powiedziała przejęta, ale używając jak najmilszego tonu jaki miała w zanadrzu. Przyciągnęła zdezorientowanego kociaka do swojej piersi, ale ten szybko wyskoczył, nieprzyzwyczajony do tego typu pieszczot. Królowa przewróciła oczami i spojrzała po reszcie dzieciarni, która zaczynała już być znudzona paplaniną o matczynej miłości. Gardenia zaczęła się zastanawiać o czym miałaby im tym razem opowiedzieć. Młoda krew Klanu Wilka wiedziała już o jej dzieciństwie, o tym jak prawie utonęła w zimnej wodzie oraz jak dostała się do obozu. Jej przeżycia potem były dość zwyczajne, pospolite i raczej nie zainteresowałyby ciekawskich i pełnych wyrwy młodzików. Zmyślanie bajeczek nie było w jej stylu, a na zapoznanie z Klanem gwiazdy przyjdzie jeszcze dla nich czas razem ze swoim mentorem. Pomyślała, że może jej dawny nauczyciel mógł mieć bardziej ciekawe rzeczy do przekazania, ale kotka nie była pewna czy Borsucza Gwiazda nie jest teraz zajęty, nie chce przeszkadzać w robieniu tych wszystkich ważnych spraw. Burzowe Futro pewnie od razu powiedziałabym im wszystko o Gwiezdnych, a nie o to chodziło. Nagle do kociarni wpadł jak szalony Wąsaty Pysk, trzymając w pysku trzy popielate nornice. Oczy wojownika błyszczały wesoło, co ostatnio tak rzadko się zdarzało, a co nie umknęło czujnym oczom partnerki. Ojciec trójki kociąt położył zdobycz przed ich matką i przysiadł obok, wcześniej czule liżąc łebek Gardeniowego Pyłku.
- Hej szkraby, chcecie usłyszeć coś super niesamowitego? - zapytał podekscytowany rudas, a królowa jedynie odetchnęła z ulgą. Splotła kitę z ogonem swojego partnera i oparła głowę na jego barku, przymykając ślepia. Wiedziała, że jej wybranek da radę zainteresować te zgraje urwisów swoimi opowieściami. Życie wojownika jest pełne ciekawych przeżyć i przygód, ona tylko leżała tutaj całymi dniami, czasami wychodziła na zewnątrz, ale teraz kiedy nadchodziła pora spadających liści słońca było coraz mniej, a wiatr nasilał się strasznie. Gardenia nie zdążyła poczuć smaku wojowniczego życia, ale wiedziała, że kiedy jej pociechy staną się uczniami, będzie się starać by odpracować to co zjadła jako królowa. Wbrew pozorom jej obowiązki były jeszcze cięższe od tego co musi robić zwykły kot. Często widziała Spopieloną Paproć i Nocną Burze, kiedy rozmawiają gdzieś na uboczu i śmieją się razem. Było jej przykro, że koleżanki tak rzadko ją odwiedzają, zdarzają się przypadki, kiedy błękitna wojowniczka przychodziła jedynie do Leśnego Strumienia, a Gardenii posyłała jedynie przyjazny uśmiech, czasami nawet nie wymieniały słowa. Od kiedy Wąsaty Pysk częściej wychodził z obozu i wracał nocą, co prawda ze zdobyczą w pysku, również on rzadziej dotrzymywał jej towarzystwa. Było jej zwyczajnie przykro i gdyby nie obecność kociąt, Szepczącego Wiatry oraz Borsuczej Gwiazdy razem z Jaskółczym Śpiewem, na pewno by zwariowała - Słuchajcie dzieciaki!
~ Time Skip ~
Gdzieś w połowie opowieści o tym jak to sam powalił ogromnego borsuka, kocur zmienił pozycje na leżącą, a chwile po tym Goździk wgramoliła mu się na przednie łapy, więc teraz, kiedy wszystkie kociaki usnęły, wojownik był uwięziony przez swoją córkę. Gardeniowy Pyłek również ułożyła swój pyszczek obok lekko unoszącego się boku córki i zamknęła ślepia. Przez chwilę Wąsaty Pysk wpatrywał się w kociarnie, którą akurat teraz przepełniała grobowa wręcz cisza. Potem położył swoja głowę na karku partnerki i zaciągając się jej zapachem próbował usnąć. Zdziwił się kiedy do jego uszu dotarł spokojny głos królowej, był pewny, że ta razem z kociakami tkwi w głębokim śnie.
- Nie lubię kiedy tak zmyślasz. Potem będą zawiedzeni, że nigdy nie spotykają ich takie rzeczy. Będą przychodzić i się skarżyć, że tylko tata walczy z myszami wielkości rogaczy lub poluje na sowy wielkie niczym lśniący księżyc. Na pewno dzieje się coś, co mógłbyś im opowiedzieć bez koloryzowania - powiedziała nawet nie otwierając oczu, ale tak cicho, żeby nie obudzić śpiochów. Miała lekko zmarszczony nosek, po prostu nienawidziła, kiedy ktoś tak ordynarnie mówił nieprawdę, niestety jej serce wybrało kocura, który nawet się z tym nie hamował. Na początki liliowa miała coś z tym zrobić, ale po wielu próbach, odpuściła sobie.
- A co? Uważasz, że nie dałbym rady z taką wielką kupą kłów, pazurów i tego śmierdzącego biało-czarnego futra? Nie wierzyć we mnie, słońce? - Kocur uśmiechnął się dziarsko i otworzył jedno ślepie, patrząc na wciąż leżącą w bezruchu kotkę. Ta tylko westchnęła i machnęła swoją wielką kitą, obrzucając rudego wojownika pyłem i małymi kamyczkami, które w większości padły na jego pysk. Wąsik próbował się wstrzymać, ale po chwili kichnął tak głośno, że pewnie pobudził wszystkie koty, nawet w Klanie Nocy. Karmicielka otworzyła niebieskie ślepia i posłała pręgowanemu pogardliwe spojrzenie, ale ten tylko oswobodził swoja jedną łapę (Goździk i tak zdążyła już się rozbudzić i skoczyć na Pokrzywę, której zajmowało to, jak zwykle trochę więcej czasu) i przyłożył do swojej piersi, patrząc zaskoczony na swoją lube - Przecież to nie ja. Wąsaty Pysk? Nie znam tego pana - zaraz po tych słowach wyskoczył jak oparzony z kociarni, puszczając tylko oczko Gardeniowemu Pyłkowi.
- Ej, paniusiu! - krzyknął Igiełka, a kotka spojrzała na niego pytającym wzrokiem, uśmiechając się przy tym pięknie - Dlaczego jesteście tacy szczęśliwi, a już moja matka i ten jej wyrzygany kłak ciągle się na siebie drą, albo nawet nie rozmawiają?
<Igiełka?>
13 stycznia 2019
Od Gardeniowego Pyłku CD Pokrzywy
*Akcja dzieje się jakieś dwa księżyce temu*
Królowa westchnęła zrezygnowana i z politowaniem spojrzała na swoje córki, które nagle zbiły się w jedną puchatą kulkę gniewu i pazurków. Ich matka właśnie miała zakończyć te głupie przepychanki, jednak w tej samej chwili Goździk czmychnęła do jej łap, wtulając się w nie, piszcząc przeraźliwie. Gardenia nie zwracając uwagi na wcześniejsze zachowanie swojej córy, przygarnęła ją jeszcze bliżej, lekko liżąc po draśniętym policzku. Dotknęła swoim noskiem jej czoła mrucząc uspokajająco, tak długo aż młoda nie przestanie pochlipywać. Temu wszystkiemu przyglądała się naburmuszona Pokrzywa, która nie rozumiała jak matka może przejawiać tyle czułości, po tym jak Goździk tak ją potraktowała. Wydęła naburmuszona policzki i tupnęła nóżką. Sierść na jej grzbiecie uniosła się, a sama kotka wydała z siebie cichy syk, ale nie odważyła się zaatakować, kiedy pointka była tak blisko mamy. Nie przeszkodziło to jej jednak krzyczeć.
- Dlacego telas ją pociesas, zasłuzyła sobie na to! - wykrzyczała oburzona szylkretka w stronę Gardeniowego Pyłka. Matka spojrzała na nią z czułością i przyciągnęła do siebie łapą, a większa córka chcąc sie wyrwać, lekko ugryzła swoją rodzicielkę w poduszeczkę, ale ta nic sobie z tego nie zrobiła, tylko gwałtowniej ruszyła łapą, przewracając córkę na grzbiet i przytrzymując ją - co ty lobis?!
- O wiele bardziej jest mi przykro, kiedy się na siebie rzucacie, niż kiedy któraś z was mnie obraża. Na prawdę bym chciała żebyście umiały wyjaśnić coś między sobą za pomocą słów, kiedy zostaniecie uczennicami, mentor nie zawsze będzie dla was miły, a nie możecie się na niego rzucić z pazurami i kłami. To by było karygodne zachowanie, na pewno byście wylądowały w legowisku dziadka za to, pomyślcie jakby się czuł, gdyby musiał pouczać swoje wnuczęta - powiedziała stanowczo kotka, patrząc w oczy swoim córkom, które co chwile odwracały wzrok. Przez chwile panowała cisza, a żadna z dwóch nie chciała się odezwać, chwile trwało zanim doszły do tego, że wypadałoby przeprosić siebie nawzajem, a co ważniejsze, przeprosić mamę, która ciągle musi ich pilnować, bo te zbyt często skaczą sobie do gardeł. Zwiesiły łepki i najpierw mruknęły coś niezrozumiałego pod noskiem, ale widząc zdziwiony wzrok matki postanowiły powtórzyć głośniej i wyraźniej. Pierwsza wyrwała się Goździk, która wyskakując z objęć matki stanęła do niej przodem i wręcz wykrzyczała
- Przepraszam mamusiu, już nie będę dla ciebie taka niedobra! - wrzasnęła mniejsza, a z każdym słowem jej głos stawał się jeszcze głośniejszy, aż tak, że pobudziła wszystkie królowe i kocięta, ale również i Ryczącą Burze, który postanowił uciąć sobie drzemkę przy boku Szepczącego Wiatru.
- Ciszej skarbie, obudziłaś wszystkich tak wcześnie, zobacz - rzekła spokojnie z łagodnym uśmiechem. Posyłając po kolei wszystkim przepraszające spojrzenie. Nikt nie wydawał się zbytnio zły, ponieważ zazwyczaj to właśnie któreś kocie wybudzało wszystkich ze spokojnego snu.
- To nawet dobrze Gardeniowy Pyłku. Obiecałam Ryczącej Burzy, że pójdę z nim na spacer na wielką polanę. Czym szybciej się wybierzemy tym prędzej wrócimy. Czy razem z Leśnym Strumieniem mogłybyście się zająć Falkiem, Płomieniem i Gąską? - zaświergotała Szepczący Wiatr myjąc swoje szylkretowe futerko.
- Oczywiście, to żaden problem. Możecie tam nawet zostać do zachodu, jest tam pagórek z którego świetnie widać płomienne niebo - para kotów posłała liliowej dziękujący uśmiech, a kiedy królowa polizała kocięta po pyszczkach na pożegnanie, wyszli z kociarni, a potem z obozu, śmiejąc się wesoło.
- Ja też wychodzę, wrócę przed szczytowaniem księżyca, rzuć czasem okiem na Igłę i Czeremchę - powiedziała Leśny Strumień i przeciągnęła się, szeroko otwierając pysk, ziewając. Miałą już wyjść z legowiska, ale starsza szybko zagrodziła jej drogę - Co za sceny robisz? Nie jesteś małym kociakiem Gardeniowy Pyłku.
- Mamy się zajmować kociętami Szeptu, nie zostawisz mnie przecież z siódemką urwisów.
- Zostawię.
<Pokrzywko?>
Królowa westchnęła zrezygnowana i z politowaniem spojrzała na swoje córki, które nagle zbiły się w jedną puchatą kulkę gniewu i pazurków. Ich matka właśnie miała zakończyć te głupie przepychanki, jednak w tej samej chwili Goździk czmychnęła do jej łap, wtulając się w nie, piszcząc przeraźliwie. Gardenia nie zwracając uwagi na wcześniejsze zachowanie swojej córy, przygarnęła ją jeszcze bliżej, lekko liżąc po draśniętym policzku. Dotknęła swoim noskiem jej czoła mrucząc uspokajająco, tak długo aż młoda nie przestanie pochlipywać. Temu wszystkiemu przyglądała się naburmuszona Pokrzywa, która nie rozumiała jak matka może przejawiać tyle czułości, po tym jak Goździk tak ją potraktowała. Wydęła naburmuszona policzki i tupnęła nóżką. Sierść na jej grzbiecie uniosła się, a sama kotka wydała z siebie cichy syk, ale nie odważyła się zaatakować, kiedy pointka była tak blisko mamy. Nie przeszkodziło to jej jednak krzyczeć.
- Dlacego telas ją pociesas, zasłuzyła sobie na to! - wykrzyczała oburzona szylkretka w stronę Gardeniowego Pyłka. Matka spojrzała na nią z czułością i przyciągnęła do siebie łapą, a większa córka chcąc sie wyrwać, lekko ugryzła swoją rodzicielkę w poduszeczkę, ale ta nic sobie z tego nie zrobiła, tylko gwałtowniej ruszyła łapą, przewracając córkę na grzbiet i przytrzymując ją - co ty lobis?!
- O wiele bardziej jest mi przykro, kiedy się na siebie rzucacie, niż kiedy któraś z was mnie obraża. Na prawdę bym chciała żebyście umiały wyjaśnić coś między sobą za pomocą słów, kiedy zostaniecie uczennicami, mentor nie zawsze będzie dla was miły, a nie możecie się na niego rzucić z pazurami i kłami. To by było karygodne zachowanie, na pewno byście wylądowały w legowisku dziadka za to, pomyślcie jakby się czuł, gdyby musiał pouczać swoje wnuczęta - powiedziała stanowczo kotka, patrząc w oczy swoim córkom, które co chwile odwracały wzrok. Przez chwile panowała cisza, a żadna z dwóch nie chciała się odezwać, chwile trwało zanim doszły do tego, że wypadałoby przeprosić siebie nawzajem, a co ważniejsze, przeprosić mamę, która ciągle musi ich pilnować, bo te zbyt często skaczą sobie do gardeł. Zwiesiły łepki i najpierw mruknęły coś niezrozumiałego pod noskiem, ale widząc zdziwiony wzrok matki postanowiły powtórzyć głośniej i wyraźniej. Pierwsza wyrwała się Goździk, która wyskakując z objęć matki stanęła do niej przodem i wręcz wykrzyczała
- Przepraszam mamusiu, już nie będę dla ciebie taka niedobra! - wrzasnęła mniejsza, a z każdym słowem jej głos stawał się jeszcze głośniejszy, aż tak, że pobudziła wszystkie królowe i kocięta, ale również i Ryczącą Burze, który postanowił uciąć sobie drzemkę przy boku Szepczącego Wiatru.
- Ciszej skarbie, obudziłaś wszystkich tak wcześnie, zobacz - rzekła spokojnie z łagodnym uśmiechem. Posyłając po kolei wszystkim przepraszające spojrzenie. Nikt nie wydawał się zbytnio zły, ponieważ zazwyczaj to właśnie któreś kocie wybudzało wszystkich ze spokojnego snu.
- To nawet dobrze Gardeniowy Pyłku. Obiecałam Ryczącej Burzy, że pójdę z nim na spacer na wielką polanę. Czym szybciej się wybierzemy tym prędzej wrócimy. Czy razem z Leśnym Strumieniem mogłybyście się zająć Falkiem, Płomieniem i Gąską? - zaświergotała Szepczący Wiatr myjąc swoje szylkretowe futerko.
- Oczywiście, to żaden problem. Możecie tam nawet zostać do zachodu, jest tam pagórek z którego świetnie widać płomienne niebo - para kotów posłała liliowej dziękujący uśmiech, a kiedy królowa polizała kocięta po pyszczkach na pożegnanie, wyszli z kociarni, a potem z obozu, śmiejąc się wesoło.
- Ja też wychodzę, wrócę przed szczytowaniem księżyca, rzuć czasem okiem na Igłę i Czeremchę - powiedziała Leśny Strumień i przeciągnęła się, szeroko otwierając pysk, ziewając. Miałą już wyjść z legowiska, ale starsza szybko zagrodziła jej drogę - Co za sceny robisz? Nie jesteś małym kociakiem Gardeniowy Pyłku.
- Mamy się zajmować kociętami Szeptu, nie zostawisz mnie przecież z siódemką urwisów.
- Zostawię.
<Pokrzywko?>
29 grudnia 2018
Od Gardeniowego Pyłku CD Pokrzywy
Kotka westchnęła zrezygnowana. Spojrzała po swoich pociechach, a później przeniosła wzrok na kocięta Leśnego Strumienia. Igiełka zdążył otrzepać się z pyłu i brudu, a Czeremcha stała przy nim i szeptała mu coś do ucha, posyłając Pokrzywie wyzywające spojrzenie, którego szylkretka jeszcze nie zauważyła, przez szamotaninę ze swoją siostrą. Królowa złapała Goździk za skórkę na szyi i postawiła ją parę kroków dalej obok swoich łap. Polizała małą rankę, którą zrobiła jej większa kotka. Młoda wyrwała się z łap matki i pognała wprost na Czeremchę. Zaskoczona córka Leśnego Strumienia padła na ziemie pod ciężarem starszej. Gardeniowy Płatek przymknęła ślepia i westchnęła raz jeszcze. Otworzyła je po chwili i zmrużyła. Wstała i przechodząc obok śmiejącej się Pokrzywy, stanęła przy walczących kociakach.
- Wystarczy tego dobrego - powiedziała ostrym, rzadko spotykanym u niej tonem. Kociaki nie zwróciły na nią większej uwagi. Liliowa kotka skrzywiła się i złapała czekoladową kociczkę w zęby. Odłożyła ją, a kiedy ta chciała znów zaatakować jej pociechę, królowa trzepła ją łapą w głowę. Młoda pisnęła i skuliła się lekko - Nie rozumiesz czy co?
Igiełka syknął na nią, a zimny wzrok zwykle spokojnej i uległej kotki zrobił na nim większe wrażenie niż by można się było spodziewać. Gardenia spojrzała na Goździka, która siedziała na ziemi, nie wiedząc czy ma się tryumfalnie uśmiechać, czy może skulona czekać na karę od matki. Wybrała jednak posyłanie kpiącego uśmieszku w stronę kocurka, ponieważ uważała, że jego siostra znajdowała się zbyt blisko jej rodzicielki.
- Nie tak cie wychowałam grzylu. Powinnaś dawać przykład, a nie wszczynać walki. - zasyczała na córkę, na co ta się przestraszyła i cofnęła się bliżej Pokrzywy, która dalej chichotała w najlepsze. Kiedy jej również matka posłała gardzące spojrzenie, umilkła i niezadowolona fuknęła pod nosem - Co w was wstąpiło?! Możecie się przepychać w kociarni, kiedy razem z Szepczącym Wiatrem i Leśnym Strumieniem pilnujemy by nie doszło do nieszczęścia. Uciekanie z kociarni podczas naszego snu było najbardziej nieodpowiedzialną rzeczą, jaką mogliście zrobić. Co by było gdyby porwał was jakiś wielki ptak, albo po prostu coś byście sobie zrobili? Nie zakazuje wam zabawy, ale nawet ona ma swoje granice.
Zrezygnowana lilijka przymknęła ślepia i momentalnie jej spojrzenie zmiękło. Igiełka prychnął pod nosem i ocierając się lekko o Czeremchę ruszył razem z nią w stronę kociarni. Czujnemu wzroku królowej nie uszło to, że Goździk widocznie napięła swoje mięśnie, jakby chciała skoczyć na przechodzące obok rodzeństwo, więc już chwile potem była uwięziona przez zęby swojej matki, która podniosła ją skórkę na szyi. Obok łap Gardeniowego Płatka dreptała Pokrzywa, który z wysoko uniesionym pyszczkiem, nuciła coś pod noskiem, ciesząc się, że uniknęła kazania na temat ich zachowania.
<Pokrzywa?>
- Wystarczy tego dobrego - powiedziała ostrym, rzadko spotykanym u niej tonem. Kociaki nie zwróciły na nią większej uwagi. Liliowa kotka skrzywiła się i złapała czekoladową kociczkę w zęby. Odłożyła ją, a kiedy ta chciała znów zaatakować jej pociechę, królowa trzepła ją łapą w głowę. Młoda pisnęła i skuliła się lekko - Nie rozumiesz czy co?
Igiełka syknął na nią, a zimny wzrok zwykle spokojnej i uległej kotki zrobił na nim większe wrażenie niż by można się było spodziewać. Gardenia spojrzała na Goździka, która siedziała na ziemi, nie wiedząc czy ma się tryumfalnie uśmiechać, czy może skulona czekać na karę od matki. Wybrała jednak posyłanie kpiącego uśmieszku w stronę kocurka, ponieważ uważała, że jego siostra znajdowała się zbyt blisko jej rodzicielki.
- Nie tak cie wychowałam grzylu. Powinnaś dawać przykład, a nie wszczynać walki. - zasyczała na córkę, na co ta się przestraszyła i cofnęła się bliżej Pokrzywy, która dalej chichotała w najlepsze. Kiedy jej również matka posłała gardzące spojrzenie, umilkła i niezadowolona fuknęła pod nosem - Co w was wstąpiło?! Możecie się przepychać w kociarni, kiedy razem z Szepczącym Wiatrem i Leśnym Strumieniem pilnujemy by nie doszło do nieszczęścia. Uciekanie z kociarni podczas naszego snu było najbardziej nieodpowiedzialną rzeczą, jaką mogliście zrobić. Co by było gdyby porwał was jakiś wielki ptak, albo po prostu coś byście sobie zrobili? Nie zakazuje wam zabawy, ale nawet ona ma swoje granice.
Zrezygnowana lilijka przymknęła ślepia i momentalnie jej spojrzenie zmiękło. Igiełka prychnął pod nosem i ocierając się lekko o Czeremchę ruszył razem z nią w stronę kociarni. Czujnemu wzroku królowej nie uszło to, że Goździk widocznie napięła swoje mięśnie, jakby chciała skoczyć na przechodzące obok rodzeństwo, więc już chwile potem była uwięziona przez zęby swojej matki, która podniosła ją skórkę na szyi. Obok łap Gardeniowego Płatka dreptała Pokrzywa, który z wysoko uniesionym pyszczkiem, nuciła coś pod noskiem, ciesząc się, że uniknęła kazania na temat ich zachowania.
<Pokrzywa?>
22 grudnia 2018
Od Gardeniowego Pyłku
Ciepły blask światła wdarł się do kociarni, błyskając królowej prosto w zamknięte ślepia. Gardeniowy Pyłek kwiknęła cicho i wydała z siebie pomruk niezadowolenia. Zasłoniła pysk łapą, ale po chwili nie tylko słońce zaczęło jej przeszkadzać. Chłodny podmuch wiatru zmierzwił jej przydługie futerko. Po ciele kotki przebiegł dreszcz, a ta odruchowo przygarnęła kociaki ogonem bliżej siebie. Jednak to co tam miała wydawało jej się za zimne by być kociakiem. Gwałtownie otworzyła niebieskie ślepia i spojrzała w miejsce gdzie wieczorem kładła swoje pociechy. Co prawda Nagietek dalej leżał wtulony w jej ogon, ale obok niego, zamiast sióstr, leżał kamyk. Królowa delikatnie trącił nosem swojego jedynego syna, który mlasnął parę razy i spojrzał na matkę swoimi błyszczącymi oczkami.
- Nagietku, gdzie są twoje siostry? - powiedziała opiekuńczo kotka. Nie bała się za bardzo o córki, ponieważ te często znikają ze żłobka, razem z dziećmi Szepczącego Wiatru. Nie bała się o te towarzystwo, jednak kiedy zauważyła, że Płomień, Gąska i Falek dalej słodką chrapią razem ze swoja matką, a nad nimi stoi Rycząca Burza, który co raz częściej przychodził do kociarni rano i pilnował by żadne z jego dzieci nie wyszło. Szkoda tylko, że nigdy nie zwracał uwagi na resztę. Najbardziej zaniepokoił liliową brak Igły i Czeremchy. Kociaki Leśnego Strumienia były niczym ich matka parę księżyców temu, a może nawet gorsze. Były chyba jedynymi kociakami, gorszymi od Pokrzywy, a czekoladowa szylkretka bardzo chciała dogonić te dwójkę, ale nie musiała w to mieszać Goździka. Młoda matka zaczynała się jeszcze bardziej denerwować - Dawno wyszły?!
- N-nie
Gardenia nie czekała na więcej szczegółów, tylko szybko złapała synka za skórkę na karku i położyła go przy boku Szepczącego Wiatru. Partner starszej królowej spojrzał na nią pytającą, a potem przeniósł wzrok na błękitnego kocurka, który już zdążył znów zasnąć, jakby chwilowa zmiana matki była dla niego czymś na porządku dziennym.
- Ej, ale to nie moje - powiedział wojownik, patrząc z wyrzutem na młodszą liliową kotkę. Ta wlepiła w niego zdziwiony wzrok i zamrugała parę razy. Musiała chwile pomyśleć o tym co powiedział, żeby tylko po chwili wybuchnąć.
- Przecież wiem! Na prawdę Rycząca Burzo czy jesteś aż tak głupi, żeby nie zauważać nic prócz swoich dzieciaków?! Czasami mógłbyś podnieść swój debilny pysk znad Szepczącego Wiatru i zwrócić uwagę na czymś innym. Jeśli już musisz tu być to się przydaj na coś, bo jak na razie tylko przeszkadzasz, a teraz albo idziesz ze mną po moje dzieci, które umknęły ci przed nosem, razem tymi GAŁGANAMI Leśnego Strumienia, albo bierz stąd swoje zapchlone dupsko i nie wiem, zapoluj na coś - kotka mimo to nie krzyczała, był to bardziej agresywny półszept. Wojownik wlepił w nią zdezorientowany wzrok i sunąc ogonem po ziemi, wyszedł z kociarni, udając się w stronę wyjścia z obozu. Gardeniowy Pyłek tylko westchnęła i wyszła z żłobka. Rozejrzała się w poszukiwaniu swoich córek lub przynajmniej jakiś śladów. Niewielkie odciski łapek prowadziły za kociarnie, a po chwili do uszu królowej dotarły piski i agresywne obelgi, wypowiedziane wysokim, piszczącym głosem. Liliowa truchtem ruszyła w tamtą stronę. Najpierw zobaczyła zjeżoną i syczącą Goździk, który cofając się, po chwili trafiła wprost pod łapy swojej matki. Powoli podniosła łepek i przestraszona rykła na cały głos.
- Ej Pokrzywa, możesz trochę szybciej pokazywać Igiełce kto tu rządzi? Bo mama przyszła.
< Pokrzywa? >
- Nagietku, gdzie są twoje siostry? - powiedziała opiekuńczo kotka. Nie bała się za bardzo o córki, ponieważ te często znikają ze żłobka, razem z dziećmi Szepczącego Wiatru. Nie bała się o te towarzystwo, jednak kiedy zauważyła, że Płomień, Gąska i Falek dalej słodką chrapią razem ze swoja matką, a nad nimi stoi Rycząca Burza, który co raz częściej przychodził do kociarni rano i pilnował by żadne z jego dzieci nie wyszło. Szkoda tylko, że nigdy nie zwracał uwagi na resztę. Najbardziej zaniepokoił liliową brak Igły i Czeremchy. Kociaki Leśnego Strumienia były niczym ich matka parę księżyców temu, a może nawet gorsze. Były chyba jedynymi kociakami, gorszymi od Pokrzywy, a czekoladowa szylkretka bardzo chciała dogonić te dwójkę, ale nie musiała w to mieszać Goździka. Młoda matka zaczynała się jeszcze bardziej denerwować - Dawno wyszły?!
- N-nie
Gardenia nie czekała na więcej szczegółów, tylko szybko złapała synka za skórkę na karku i położyła go przy boku Szepczącego Wiatru. Partner starszej królowej spojrzał na nią pytającą, a potem przeniósł wzrok na błękitnego kocurka, który już zdążył znów zasnąć, jakby chwilowa zmiana matki była dla niego czymś na porządku dziennym.
- Ej, ale to nie moje - powiedział wojownik, patrząc z wyrzutem na młodszą liliową kotkę. Ta wlepiła w niego zdziwiony wzrok i zamrugała parę razy. Musiała chwile pomyśleć o tym co powiedział, żeby tylko po chwili wybuchnąć.
- Przecież wiem! Na prawdę Rycząca Burzo czy jesteś aż tak głupi, żeby nie zauważać nic prócz swoich dzieciaków?! Czasami mógłbyś podnieść swój debilny pysk znad Szepczącego Wiatru i zwrócić uwagę na czymś innym. Jeśli już musisz tu być to się przydaj na coś, bo jak na razie tylko przeszkadzasz, a teraz albo idziesz ze mną po moje dzieci, które umknęły ci przed nosem, razem tymi GAŁGANAMI Leśnego Strumienia, albo bierz stąd swoje zapchlone dupsko i nie wiem, zapoluj na coś - kotka mimo to nie krzyczała, był to bardziej agresywny półszept. Wojownik wlepił w nią zdezorientowany wzrok i sunąc ogonem po ziemi, wyszedł z kociarni, udając się w stronę wyjścia z obozu. Gardeniowy Pyłek tylko westchnęła i wyszła z żłobka. Rozejrzała się w poszukiwaniu swoich córek lub przynajmniej jakiś śladów. Niewielkie odciski łapek prowadziły za kociarnie, a po chwili do uszu królowej dotarły piski i agresywne obelgi, wypowiedziane wysokim, piszczącym głosem. Liliowa truchtem ruszyła w tamtą stronę. Najpierw zobaczyła zjeżoną i syczącą Goździk, który cofając się, po chwili trafiła wprost pod łapy swojej matki. Powoli podniosła łepek i przestraszona rykła na cały głos.
- Ej Pokrzywa, możesz trochę szybciej pokazywać Igiełce kto tu rządzi? Bo mama przyszła.
< Pokrzywa? >
29 sierpnia 2018
Od Gardeniowej Łapy CD Spopielonej Łapy
Gardenia przerażona trzęsła się w krzakach. Byli w bardzo niekorzystnej sytuacji, mówiąc delikatnie. Miała zaciśnięte oczy, mamrotała coś pod nosem, sama siebie nie rozumiejąc. Spopielona Łapa próbowała coś wykombinować, bo jako jedyna zachowała jasność umysłu w tej chwili. Noc chodziła w kółko, udając, że myśli nad tym co mają teraz zrobić. Wąsik dalej zachowywał się tak jak wcześniej, czyli jedynie burknął coś od czasu do czasu, że to nie jego wina, że powie wszystko ojcu i zwali na nie. Za to patrol Klanu Burzy zbliżył się jeszcze bardziej do granicy, koty wpatrywały się w las i szukały jakichkolwiek oznak, że Klan Wilka wtargnął na ich teren.
- Jeśli im nie wytłumaczymy co tutaj zaszło to pójdą o tym powiedzieć Nocnej Gwieździe i wszyscy będziemy mieli problem. Najlepiej będzie jeśli jedna osoba pójdzie, maksymalnie dwie, bo jak wyjdziemy wszyscy mogą nas wziąć na wrogów, zwłaszcza, że taki Wąsata Łapa jest bardzo wysoki i przypomina wojownika - szepnęła błękitna. Kocur z niewiadomych powodów jeszcze bardziej się naburmuszył i ciężko przysiadł jak najdalej się dało. Szylkretowa spojrzała na dwie pozostałe kotki, uśmiechnęła się złośliwie, kiedy jej oczy zatrzymały się na skulonej koleżance.
- Gardeniowa Łapa jest z nas najdrobniejsza, ona nie wzbudzi w nich nieufności i trudno by było brać ją za wojowniczkę. Niech ona idzie, jej wrodzony urok osobisty na pewno pomoże - powiedziała Nocna Łapa jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. Przerażona i zdezorientowana lilijka spojrzała na przyjaciółkę swoimi błękitnymi oczami, chciała żeby nie mówiła na poważnie - Przecież to oczywisty wybór. Tobie uwierzą, ze mną i Popiołkiem może być gorzej, a na naszego naburmuszonego rudaska od razu się rzucą. No i przestań się tak trząść, bo pomyślą, że łżesz. Spinasz się strasznie, a to trzeba na spokojnie, wiesz.
- Tobie to łatwo mówić. Ja zaraz mam stanąć przed wrogim patrolem, który weźmie mnie na początku za kogoś niebezpiecznego. Czy ty wiesz jak ja się teraz czuje?! - rzekła zdenerwowana, jednak dalej szeptem. Niektóre jej słowa zamieniły się w piski, które burzowi na pewno usłyszeli.
- Wyłaźcie stamtąd wy nędzne pchlarze! - wydarła się jedna kotka, jej głos sprawił, że najstarszej przeszedł po grzbiecie dreszcz. Zatrzęsła się raz a porządnie.
- Ja tam nie idę - powiedziała stanowczo, jednak dalej kuląc się w krzakach.
- Ej, jesteś najstarsza! Powinnaś dawać nam przykład, co nie?
- Jestem za młoda by umrzeć z łap wściekłej wojowniczki - załkała cicho. Wąsata Łapa, który do tej pory się nie odzywał, teraz spojrzał kolejno po kotkach i wstał na równe łapy. Podszedł bliżej swoich sióstr i przyjaciółki. Stanął obok i posłał całej trójce karcące spojrzenie, które po tym jak te ucichły, złagodniało.
- Ja pójdę. Wyjaśnię to nie trzęsąc się jak ryba wyciągnięta z wody - Wstając dotknął pyska liliowej ogonem, jakby chciał niezauważalnie wytrzeć jej łzy z pyszczka. Kotka w tym momencie poczuła się słaba i bardzo chciała to zmienić. Szybko siew sobie zebrała i wyprzedziła kolegę. Ten posłał jej zdziwione spojrzenia i chciał już wyjść zza krzaków żeby wszystko wyjaśnić. Jednak uczennica zagrodziła mu drogę i wypięła pierś - Co ty robisz? Nie zachowuj się jak naburmuszone kocie i daj mi naprawić całą to niekorzystną sytuacje.
- Jesteś za duży! Ja idę, bo to mnie posłuchają, więc posadź swoje szanowne rude dupsko tutaj i się nie wtrącaj! - Kocur był tak zdziwiony tym dziwnym zachowaniem, zazwyczaj łagodnej i wesołej Gardenii, że posłuchał się jej bez zbędnych komentarzy. Po chwili jednak się opamiętał i już chciał ruszyć za przyjaciółką, ale tym razem przeszkodziły mu siostry. Był zdenerwowany, ale szybko się opanował i czekał na rozwój wydarzeń. Wychylił się niezauważalnie zza krzewu i obserwował patrol Klanu Burzy. Był w gotowości, jeśli tylko przejdą na teren jego klanu, będzie go bronił.
Gardeniowa Łapa z uniesionym łepkiem szła w stronę dość licznego patrolu. Kiedy tylko była widoczna, szóstka kotów wlepiła w nią swoje ślepia. Kotka nie potrafiła nazwać, ani rozpoznać żadnego z nich. na przodzie stała duża, widocznie umięśniona wojowniczka, której wzrok był tak karcący i zimny, że samo jej spojrzenie mogłoby powalić przeciwnika podczas ataku. Miała piękne, ciemno-pręgowane futro, które błyszczało w jasnych promieniach słońca. Miała zmrużone, bursztynowe ślepia, które przeszywały uczennice na wskroś. Łapy Gardenii się pod nią uginały, ale ta dzielnie stała wyprostowana, nawet nie drgnęła, chociaż w środku czuła okropny strach i bezsilność, nie miałaby z nimi najmniejszych szans gdyby zaatakowali, nawet z pomocą pozostałej trójki byliby spisani na straty. Zaraz za Bengalką stał znacznie od niej niższy i ogólnie mniejszy kocur. Uczennica Klanu Wilka połączyła fakty, że musi to być jej uczeń. Wyglądał jakby chciał skopiować przerażającą minę swojej mentorki, ale słabo mu to wychodziła, więc wyglądał bardziej zabawnie niż strasznie, nie budziło to szacunku tak jak w przypadku węglowej. Nie był brzydki, po prostu zwyczajny, nie wyróżniał się niczym wyjątkowym, zwykły błękitny, cętkowany kocur z lekko dłuższym futrem. Po lewej z kamiennym wyrazem pyska siedział kremowo-biały kocur. Wpatrywał się w poczynania młodej kotki jakby próbował wyszukać w nich jakąś oznakę wrogości. Jego mina nie wyrażała za wiele, była neutralna, ale nie obojętna. Miał ślepia wlepione w drobną osóbkę przed sobą, jego opanowaną postawę rozwiewały wysunięte pazury. Najbardziej z tyłu stała dwójka uczniów, którzy wyglądali jakby bardzo nie chcieli być zauważeni. Sprawiali wrażenie ukaranych samą obecnością tutaj, nie byli zaciekawieni całą sytuacją tak jak reszta. Brązowy, pręgowany kocur szeptał swojej koleżance coś na ucho. Błękitna chichotała bez przerwy, ale na tyle cicho, żeby nie zwrócić na siebie uwagi czarnej wojowniczki, stojącej przed nimi. Ciągle spoglądała w jej stronę, ale jej wzrok nie był przestraszony, tylko raczej pełen odrazy i złośliwy, jakby własne teraz planowała ją upokorzyć razem ze swoim kompanem. Trochę dalej po prawej stała drobna wojowniczka z krótkim poszarpanym futerkiem. Posyłała ona liliowej pocieszające spojrzenie, które niezwykle dziwiło młodszą, bo przecież ona była ich wrogiem. Nie wiedziała ile czasu już stoi w jednym miejscu, ale największa kotka widocznie się niecierpliwiła. Cisza nawet zainteresowała czekoladowego kocurka, który zaprzestał rozmawiać ze swoją siostrą. Kiedy wszystkie oczy były zwrócone na nią, kotka pękła. Łapki się pod nie ugięły i zaczęła drżeć, parę razy otworzyła pysk żeby coś powiedzieć, ale po chwili go zamykała i tak ciągle. Uczniowie rozbawieni wyśmiewali ją i szeptali między sobą.
- Nie ma co się przejmować taką pokraką, jest mniejsza niż kociaki Pręgowanego Piórka, nic nam nie zrobi. Kto to w ogóle z obozu wypuścił - zaśmiał się Czapla Łapa, który nagle wyszedł na przód patrolu, ignorując morderczy wzrok Żmijowej Łuski. Zmrużył ślepia i wykrzywił pysk w wyzywającym uśmieszku - Może powinniśmy ją odprowadzić, dzieci nie powinny się szwendać po terenach samotnie, może im się coś stać.
- Stul pysk kupo obsranych kłaków - wycedziła rosła kotka, podchodząc bliżej, przy okazji nadeptując uczniowi na ogon. Ten tylko pisnął cicho i podkurczył go pod siebie, patrząc na nią z mordem w oczach. Stanęła przed Gardeniową Łapą, była tak blisko, że mogła poczuć od niej zapach zająca, na które polują burzyki. Przełknęła ślinę i spojrzała jej w oczy, próbując jej pokazać, że się jej nie boi. Było to jednak największym kłamstwem znanym klanom, bo wojowniczka była na prawdę przerażająca - Jednak ten gówniarz ma rację. Co takie marne sowie łajno robi przy naszych terenach?
<Spopielona Łapo? Nocna Łapo? Czapla Łapo? Błękitna Łapo? Spleciona Łapo?>
- Jeśli im nie wytłumaczymy co tutaj zaszło to pójdą o tym powiedzieć Nocnej Gwieździe i wszyscy będziemy mieli problem. Najlepiej będzie jeśli jedna osoba pójdzie, maksymalnie dwie, bo jak wyjdziemy wszyscy mogą nas wziąć na wrogów, zwłaszcza, że taki Wąsata Łapa jest bardzo wysoki i przypomina wojownika - szepnęła błękitna. Kocur z niewiadomych powodów jeszcze bardziej się naburmuszył i ciężko przysiadł jak najdalej się dało. Szylkretowa spojrzała na dwie pozostałe kotki, uśmiechnęła się złośliwie, kiedy jej oczy zatrzymały się na skulonej koleżance.
- Gardeniowa Łapa jest z nas najdrobniejsza, ona nie wzbudzi w nich nieufności i trudno by było brać ją za wojowniczkę. Niech ona idzie, jej wrodzony urok osobisty na pewno pomoże - powiedziała Nocna Łapa jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. Przerażona i zdezorientowana lilijka spojrzała na przyjaciółkę swoimi błękitnymi oczami, chciała żeby nie mówiła na poważnie - Przecież to oczywisty wybór. Tobie uwierzą, ze mną i Popiołkiem może być gorzej, a na naszego naburmuszonego rudaska od razu się rzucą. No i przestań się tak trząść, bo pomyślą, że łżesz. Spinasz się strasznie, a to trzeba na spokojnie, wiesz.
- Tobie to łatwo mówić. Ja zaraz mam stanąć przed wrogim patrolem, który weźmie mnie na początku za kogoś niebezpiecznego. Czy ty wiesz jak ja się teraz czuje?! - rzekła zdenerwowana, jednak dalej szeptem. Niektóre jej słowa zamieniły się w piski, które burzowi na pewno usłyszeli.
- Wyłaźcie stamtąd wy nędzne pchlarze! - wydarła się jedna kotka, jej głos sprawił, że najstarszej przeszedł po grzbiecie dreszcz. Zatrzęsła się raz a porządnie.
- Ja tam nie idę - powiedziała stanowczo, jednak dalej kuląc się w krzakach.
- Ej, jesteś najstarsza! Powinnaś dawać nam przykład, co nie?
- Jestem za młoda by umrzeć z łap wściekłej wojowniczki - załkała cicho. Wąsata Łapa, który do tej pory się nie odzywał, teraz spojrzał kolejno po kotkach i wstał na równe łapy. Podszedł bliżej swoich sióstr i przyjaciółki. Stanął obok i posłał całej trójce karcące spojrzenie, które po tym jak te ucichły, złagodniało.
- Ja pójdę. Wyjaśnię to nie trzęsąc się jak ryba wyciągnięta z wody - Wstając dotknął pyska liliowej ogonem, jakby chciał niezauważalnie wytrzeć jej łzy z pyszczka. Kotka w tym momencie poczuła się słaba i bardzo chciała to zmienić. Szybko siew sobie zebrała i wyprzedziła kolegę. Ten posłał jej zdziwione spojrzenia i chciał już wyjść zza krzaków żeby wszystko wyjaśnić. Jednak uczennica zagrodziła mu drogę i wypięła pierś - Co ty robisz? Nie zachowuj się jak naburmuszone kocie i daj mi naprawić całą to niekorzystną sytuacje.
- Jesteś za duży! Ja idę, bo to mnie posłuchają, więc posadź swoje szanowne rude dupsko tutaj i się nie wtrącaj! - Kocur był tak zdziwiony tym dziwnym zachowaniem, zazwyczaj łagodnej i wesołej Gardenii, że posłuchał się jej bez zbędnych komentarzy. Po chwili jednak się opamiętał i już chciał ruszyć za przyjaciółką, ale tym razem przeszkodziły mu siostry. Był zdenerwowany, ale szybko się opanował i czekał na rozwój wydarzeń. Wychylił się niezauważalnie zza krzewu i obserwował patrol Klanu Burzy. Był w gotowości, jeśli tylko przejdą na teren jego klanu, będzie go bronił.
Gardeniowa Łapa z uniesionym łepkiem szła w stronę dość licznego patrolu. Kiedy tylko była widoczna, szóstka kotów wlepiła w nią swoje ślepia. Kotka nie potrafiła nazwać, ani rozpoznać żadnego z nich. na przodzie stała duża, widocznie umięśniona wojowniczka, której wzrok był tak karcący i zimny, że samo jej spojrzenie mogłoby powalić przeciwnika podczas ataku. Miała piękne, ciemno-pręgowane futro, które błyszczało w jasnych promieniach słońca. Miała zmrużone, bursztynowe ślepia, które przeszywały uczennice na wskroś. Łapy Gardenii się pod nią uginały, ale ta dzielnie stała wyprostowana, nawet nie drgnęła, chociaż w środku czuła okropny strach i bezsilność, nie miałaby z nimi najmniejszych szans gdyby zaatakowali, nawet z pomocą pozostałej trójki byliby spisani na straty. Zaraz za Bengalką stał znacznie od niej niższy i ogólnie mniejszy kocur. Uczennica Klanu Wilka połączyła fakty, że musi to być jej uczeń. Wyglądał jakby chciał skopiować przerażającą minę swojej mentorki, ale słabo mu to wychodziła, więc wyglądał bardziej zabawnie niż strasznie, nie budziło to szacunku tak jak w przypadku węglowej. Nie był brzydki, po prostu zwyczajny, nie wyróżniał się niczym wyjątkowym, zwykły błękitny, cętkowany kocur z lekko dłuższym futrem. Po lewej z kamiennym wyrazem pyska siedział kremowo-biały kocur. Wpatrywał się w poczynania młodej kotki jakby próbował wyszukać w nich jakąś oznakę wrogości. Jego mina nie wyrażała za wiele, była neutralna, ale nie obojętna. Miał ślepia wlepione w drobną osóbkę przed sobą, jego opanowaną postawę rozwiewały wysunięte pazury. Najbardziej z tyłu stała dwójka uczniów, którzy wyglądali jakby bardzo nie chcieli być zauważeni. Sprawiali wrażenie ukaranych samą obecnością tutaj, nie byli zaciekawieni całą sytuacją tak jak reszta. Brązowy, pręgowany kocur szeptał swojej koleżance coś na ucho. Błękitna chichotała bez przerwy, ale na tyle cicho, żeby nie zwrócić na siebie uwagi czarnej wojowniczki, stojącej przed nimi. Ciągle spoglądała w jej stronę, ale jej wzrok nie był przestraszony, tylko raczej pełen odrazy i złośliwy, jakby własne teraz planowała ją upokorzyć razem ze swoim kompanem. Trochę dalej po prawej stała drobna wojowniczka z krótkim poszarpanym futerkiem. Posyłała ona liliowej pocieszające spojrzenie, które niezwykle dziwiło młodszą, bo przecież ona była ich wrogiem. Nie wiedziała ile czasu już stoi w jednym miejscu, ale największa kotka widocznie się niecierpliwiła. Cisza nawet zainteresowała czekoladowego kocurka, który zaprzestał rozmawiać ze swoją siostrą. Kiedy wszystkie oczy były zwrócone na nią, kotka pękła. Łapki się pod nie ugięły i zaczęła drżeć, parę razy otworzyła pysk żeby coś powiedzieć, ale po chwili go zamykała i tak ciągle. Uczniowie rozbawieni wyśmiewali ją i szeptali między sobą.
- Nie ma co się przejmować taką pokraką, jest mniejsza niż kociaki Pręgowanego Piórka, nic nam nie zrobi. Kto to w ogóle z obozu wypuścił - zaśmiał się Czapla Łapa, który nagle wyszedł na przód patrolu, ignorując morderczy wzrok Żmijowej Łuski. Zmrużył ślepia i wykrzywił pysk w wyzywającym uśmieszku - Może powinniśmy ją odprowadzić, dzieci nie powinny się szwendać po terenach samotnie, może im się coś stać.
- Stul pysk kupo obsranych kłaków - wycedziła rosła kotka, podchodząc bliżej, przy okazji nadeptując uczniowi na ogon. Ten tylko pisnął cicho i podkurczył go pod siebie, patrząc na nią z mordem w oczach. Stanęła przed Gardeniową Łapą, była tak blisko, że mogła poczuć od niej zapach zająca, na które polują burzyki. Przełknęła ślinę i spojrzała jej w oczy, próbując jej pokazać, że się jej nie boi. Było to jednak największym kłamstwem znanym klanom, bo wojowniczka była na prawdę przerażająca - Jednak ten gówniarz ma rację. Co takie marne sowie łajno robi przy naszych terenach?
<Spopielona Łapo? Nocna Łapo? Czapla Łapo? Błękitna Łapo? Spleciona Łapo?>
Od Gardeniowej Łapy CD Wąsatej Łapy
Kotka była taka szczęśliwa. Skakała między polnymi kwiatami niczym młoda sarenka. Długie łodyżki wplątywały się w jej przydługie futro, a trawa kuła ją w delikatne poduszeczki, jej radosne harce wzbiły w powietrze kolorowe płatki i malutkie pyłki. Zaprzestała dopiero kiedy zabrakło jej tchu. Wstała z ugniecionej warstwy roślin i otrzepała się. Nie zwróciła uwagi na czerwony kwiat maku, który wplątał jej się w futro przy uchu. Roślinka zsunęła się jej po pysku, a kotka nagle kichnęła, wydajać z siebie zapewne najsłodszy dźwięk znany światu. Pokręciła łepkiem, jakby chciała się upewnić, że już nic nie zaczepiło się o jej miękkie futerko. Przeniosła wzrok na oczarowanego Wąsika, uśmiechnęła się promiennie i podeszła do niego z wysoko uniesionym ogonkiem, który był pełen zielonych łodyżek i żółtawych pyłków. Spojrzała w dwukolorowe ślepia kocurka, który po chwili odwrócił wzrok. Uczennica nie za wiele sobie z tego zrobiła, tylko zachichotała cicho siadając naprzeciwko niego.
- No dobra, miałeś rację, tutaj jest super- wymruczała rozweselona Gardeniowa Łapa, uśmiechając się szerzej, pokazując lekko białe kiełki - powiedzmy, że ci wybaczę.
- No dobra, miałeś rację, tutaj jest super- wymruczała rozweselona Gardeniowa Łapa, uśmiechając się szerzej, pokazując lekko białe kiełki - powiedzmy, że ci wybaczę.
- ...szyszka - odpowiedział kocur, a jego wyraz pyska był tak niezwykle neutralny, że kotka wlepiła w niego zdumiony wzrok. Nie miała pojęcia o co chodzi Wąsikowi, ale samo słowo rozbawiło ją, jednak zdziwienie wygrało, więc wstrzymała śmiech i czekała na przez chwile na słowa rudaska - to znaczy, nie wpadłaś na żadną szyszkę? Czasem tutaj spadają, no wiesz, z tych dużych sosen.
- Nie, wszystko w porządku - powiedziała liliowa i wstała z wilgotnej trawy. Otrzepała kolejno tylne nogi i rozejrzała się, szukając lepszego miejsca na oglądanie zachodu słońca, który już powoli się zaczynał. Zauważyła sporą, wysoką górkę porośnięta wysoką trawą na której środku rósł wielki, a wręcz ogromny dąb. Stała się ona teraz jej największym pragnieniem, musi stamtąd obejrzeć zachód, po prostu musi - Idziemy tam o tam? O, no na ten pagórek, wygląda świetnie! Chodź!
Kotka od razu zerwała się biegiem w tamtą stronę. Czuła kującą trawę pod łapami, ale nie przeszkadzało jej to w tym momencie, tak jak zwykle. Była szczęśliwa, bo mogła spędzić cały wieczór sam na sam z Wąsatą Łapą, który od jakiegoś czasu często pojawiał się w jej głowie, jako ktoś więcej niż tylko najlepszy przyjaciel. Gardeniowa Łapa próbowała to ignorować, jednak motylki w brzuchu, które czuła kiedy przebywała blisko kocurka nie dawały jej zapomnieć o tym jakie uczucie powoli rodzi się w jej mały ciałku. Kiedy była już w połowie drogi, która dzieliła ją od górki, odwróciła się żeby sprawdzić gdzie podział się jej kolega. Wąsik stał jak sparaliżowany w prawie tym samym miejscu skąd odbiegła. Uczennica wlepiła w niego zaciekawiony wzrok. Przez chwilę nawet nie drgnął, wydawał się nie oddychać, po prostu stał i wpatrywał się w las.
- Wąsata Łapo!- wykrzyczała kotka, a rudasek od razu odwrócił w jej stronę łepek i wlepił w nią swoje ślepka. Starsza uśmiechnęła się radośnie i przeskoczyła z nogi na nogę, jakby bała się, że zachód słońca gdzieś jej ucieknie - chodź tutaj ślimaczku!
Po tych słowach znowu zaczęła pędzić. Przez moment miała problem z wdrapaniem się na pagórek, ale szybko sobie poradziła. Stanęła pod rozłożystym drzewem i westchnęła na widok kolegi, który dopiero zaczął kierować się w jej stronę. Z braku chwilowego zajęcia zaczęła ostrzyć swoje pazurki na pniu dębu. Kiedy usłyszała ciche dyszenie pręgowanego odwróciła się i obdarzyła go uroczym uśmiechem.
- Co tak długo? Zazwyczaj szybko biegasz - zaśmiała się pod noskiem i odwróciła się w stronę lekko fioletowego nieba. Była zachwycona tymi barwami, uwielbiała zachody słońca, a ten wydawał jej się jeszcze piękniejszy niż zazwyczaj.
- Wybacz, coś mi się przewidziało, musiałem to sprawdzić - odburknął kocurek, który co chwile odwracał się w stronę lasu, nawet jeśli wszędzie panowała całkowita cisza, którą przerywały rzadkie kumkanie żab, które mieszkały w pobliskim stawie. Po chwili usiadł obok koleżanki i również chciał oddać się chwili, ale każdy najcichszy dźwięk rozpraszał go. Cisza zdawała mu się być zadziwiająco denerwująca, więc postanowił ciągnąć rozmowę - To jak podoba ci się polanka?
- Jest przecudownie Wąsata Łapo, nawet nie wiesz jak bardzo się ciesze, że mnie zabrałeś - powiedziała cicho kotka, jej głos był tak delikatny i przyjemny, że kocur na sam jego dźwięk poczuł ciepło i miał ochotę mruczeć. Wzrok mniejszej był wlepiony w kolorowe niebo, była nim tak oczarowana, że nie umiała oderwać wzroku. Za to rudasek nie umiał oderwać oczu od spokojnego wyrazu pyszczka Gardenii. Na początku uczennic na prawdę tego nie zauważyła, ale kiedy częściej zaczęła prawie niezauważalnie zerkać w jego stronę, po prostu nie wytrzymała i zaśmiała się wesoło - Mam coś na pyszczku, że się tak patrzysz? - zapytała, śmiejąc się głośno. Wąsik jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że cały czas patrzył tylko na nią. Wydał się na początku dość poddenerwowany i zażenowany samym sobą. Było mu zwyczajnie głupio. Jego ogon uderzał o ziemie, tworząc szelest. Uczennica uśmiechnęła się szerzej i zatrzepotała rzęsami. Kocurek spłoszył się jeszcze bardziej, na co jego koleżanka bardzo się zdziwiła, bo przecież zawsze był takim wyniosłym i odważnym kotem, zawsze wszystko wiedział lepiej i nic nie potrafiło zamknąć jego pyszczka.
- Nie, wyglądasz bardzo dobrze, po prostu... No wiesz... Nie zwracaj na mnie uwagi - powiedział odwracając wzrok. Spojrzał na niebo, a jego oczka lekko się rozszerzyły - Gardenijko! Patrz! Zachód się zaczyna!
Kotka momentalnie przestała zajmować się kolegą i wlepiła znów wzrok w pomarańczową tarcze słońca. Uczeń w głębi duszy był bardzo zadowolony, że udało mu się zająć ją czymś.
Jednak Gardeniowa Łapa wcale nie poświęciła pięknym barwom całej swojej uwagi. Jej myśli wciąż krążyły obok rudego przyjaciela. Była pewna, że nie może być dla niej kimś więcej, bo przecież tak często wspominał o tym jaka piękna jest Miodowa Łapa. Było to najprawdziwszą prawdą. Miała piękne, pozłocone, trzy kolorowe futerko, które nosiła bardzo dumnie. Zawsze było idealnie ułożone i czyste, za to Gardenia w tym momencie musiała wyglądać jak obszarpaniec po skakaniu w trawie. Do tego starsza była zdolna, a ona nawet nie potrafi złapać zająca, bo ten ucieka jej już po paru chwilach, a ona o mało co nie pluje płucami, nigdy nie udało jej się pokonać swojego mentora w walce no i w dodatku była spoza klanu. Nawet jeśli została tutaj w pewnym sensie wychowana, zawsze będzie budziła mniejsze zaufanie, będzie pod jakimś względem "tą obcą". No a Wąsik był synem Borsuczej Gwiazdy - lidera, na pewno będzie wolał piękną, utalentowaną i do tego urodzoną w Klanie Wilka kotkę. Na samą myśl liliową przeszła fala smutku. Nie potrafiła tego opisać, ale cały urok tego wieczoru wyparował w dosłownie parę sekund. Nie potrafiła tego opanować, po prostu to było zbyt silne. na początku zaczęła się lekko trząść i szybko mrugać. Nie chciała płakać, bo co powie kocurowi, który siedzi po jej lewej? Przecież nie przyzna się, że czuje zauroczenie, bo ten ją wyśmieje i straci najlepszego przyjaciela. Tylko on i jego siostry ją na prawdę tolerują. Starsze uczennice nawet nie zwracają na nią uwagi, bo jest tą "młodszą". Nie wybaczyłaby sobie tego, gdyby coś poszło nie tak, wolała zachować to co już miała, zamiast brać udział w loterii żeby tylko mieć więcej, bo szansa na stracenie wszystkiego była zbyt duża. Sama myśl o tym sprawiła, że nadeszła kolejna fala smutku i żalu. Tym razem nie wytrzymała i zacisnęła zęby, jednocześnie wbijając pazurki w ziemię, drżała coraz bardziej, a jej wzrok nie był już wlepiony w zachód, teraz patrzyła na swoje trzęsące się łapy. Poczuła jak pojedyncza łza skapuje na trawę przed nią. Po chwili wręcz zalała się nimi, a kiedy Wąsik zobaczył co się dzieje o mało nie krzyknął. Był przestraszony, zdenerwowany i było mu przykro, że jego wiecznie uśmiechnięta koleżanka teraz cała drży i płaczę. To miał być wesoły spacer, a teraz kocurek tak bardzo nie wiedział co ma zrobić.
< Wąsata Łapo?>
- Wybacz, coś mi się przewidziało, musiałem to sprawdzić - odburknął kocurek, który co chwile odwracał się w stronę lasu, nawet jeśli wszędzie panowała całkowita cisza, którą przerywały rzadkie kumkanie żab, które mieszkały w pobliskim stawie. Po chwili usiadł obok koleżanki i również chciał oddać się chwili, ale każdy najcichszy dźwięk rozpraszał go. Cisza zdawała mu się być zadziwiająco denerwująca, więc postanowił ciągnąć rozmowę - To jak podoba ci się polanka?
- Jest przecudownie Wąsata Łapo, nawet nie wiesz jak bardzo się ciesze, że mnie zabrałeś - powiedziała cicho kotka, jej głos był tak delikatny i przyjemny, że kocur na sam jego dźwięk poczuł ciepło i miał ochotę mruczeć. Wzrok mniejszej był wlepiony w kolorowe niebo, była nim tak oczarowana, że nie umiała oderwać wzroku. Za to rudasek nie umiał oderwać oczu od spokojnego wyrazu pyszczka Gardenii. Na początku uczennic na prawdę tego nie zauważyła, ale kiedy częściej zaczęła prawie niezauważalnie zerkać w jego stronę, po prostu nie wytrzymała i zaśmiała się wesoło - Mam coś na pyszczku, że się tak patrzysz? - zapytała, śmiejąc się głośno. Wąsik jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że cały czas patrzył tylko na nią. Wydał się na początku dość poddenerwowany i zażenowany samym sobą. Było mu zwyczajnie głupio. Jego ogon uderzał o ziemie, tworząc szelest. Uczennica uśmiechnęła się szerzej i zatrzepotała rzęsami. Kocurek spłoszył się jeszcze bardziej, na co jego koleżanka bardzo się zdziwiła, bo przecież zawsze był takim wyniosłym i odważnym kotem, zawsze wszystko wiedział lepiej i nic nie potrafiło zamknąć jego pyszczka.
- Nie, wyglądasz bardzo dobrze, po prostu... No wiesz... Nie zwracaj na mnie uwagi - powiedział odwracając wzrok. Spojrzał na niebo, a jego oczka lekko się rozszerzyły - Gardenijko! Patrz! Zachód się zaczyna!
Kotka momentalnie przestała zajmować się kolegą i wlepiła znów wzrok w pomarańczową tarcze słońca. Uczeń w głębi duszy był bardzo zadowolony, że udało mu się zająć ją czymś.
Jednak Gardeniowa Łapa wcale nie poświęciła pięknym barwom całej swojej uwagi. Jej myśli wciąż krążyły obok rudego przyjaciela. Była pewna, że nie może być dla niej kimś więcej, bo przecież tak często wspominał o tym jaka piękna jest Miodowa Łapa. Było to najprawdziwszą prawdą. Miała piękne, pozłocone, trzy kolorowe futerko, które nosiła bardzo dumnie. Zawsze było idealnie ułożone i czyste, za to Gardenia w tym momencie musiała wyglądać jak obszarpaniec po skakaniu w trawie. Do tego starsza była zdolna, a ona nawet nie potrafi złapać zająca, bo ten ucieka jej już po paru chwilach, a ona o mało co nie pluje płucami, nigdy nie udało jej się pokonać swojego mentora w walce no i w dodatku była spoza klanu. Nawet jeśli została tutaj w pewnym sensie wychowana, zawsze będzie budziła mniejsze zaufanie, będzie pod jakimś względem "tą obcą". No a Wąsik był synem Borsuczej Gwiazdy - lidera, na pewno będzie wolał piękną, utalentowaną i do tego urodzoną w Klanie Wilka kotkę. Na samą myśl liliową przeszła fala smutku. Nie potrafiła tego opisać, ale cały urok tego wieczoru wyparował w dosłownie parę sekund. Nie potrafiła tego opanować, po prostu to było zbyt silne. na początku zaczęła się lekko trząść i szybko mrugać. Nie chciała płakać, bo co powie kocurowi, który siedzi po jej lewej? Przecież nie przyzna się, że czuje zauroczenie, bo ten ją wyśmieje i straci najlepszego przyjaciela. Tylko on i jego siostry ją na prawdę tolerują. Starsze uczennice nawet nie zwracają na nią uwagi, bo jest tą "młodszą". Nie wybaczyłaby sobie tego, gdyby coś poszło nie tak, wolała zachować to co już miała, zamiast brać udział w loterii żeby tylko mieć więcej, bo szansa na stracenie wszystkiego była zbyt duża. Sama myśl o tym sprawiła, że nadeszła kolejna fala smutku i żalu. Tym razem nie wytrzymała i zacisnęła zęby, jednocześnie wbijając pazurki w ziemię, drżała coraz bardziej, a jej wzrok nie był już wlepiony w zachód, teraz patrzyła na swoje trzęsące się łapy. Poczuła jak pojedyncza łza skapuje na trawę przed nią. Po chwili wręcz zalała się nimi, a kiedy Wąsik zobaczył co się dzieje o mało nie krzyknął. Był przestraszony, zdenerwowany i było mu przykro, że jego wiecznie uśmiechnięta koleżanka teraz cała drży i płaczę. To miał być wesoły spacer, a teraz kocurek tak bardzo nie wiedział co ma zrobić.
< Wąsata Łapo?>
18 sierpnia 2018
Od Gardeniowej Łapy
Kotka oblizała swój niewielki pyszczek od krwi jaskółki. Na jej jasnym futerku została blado-czerwona plama. Wstała i wygięła grzbiet w łuk, ziewając przeciągle. Zamlaskała parę razy i wzięła kostki owinięte w skórkę do pyszczka. Wykopała dołek i zakopała w nim resztki, dziękując zmarłym za pożywny posiłek. Uklepała podłoże łapą i wyrównała jednym pociągnięciem. Otrzepała futerko od ziemi i odwróciła się w stronę legowiska. Właśnie wychodziła z niego Nocna Łapa. Uczennica widocznie nie wyspała się tak bardzo jak jej koleżanka, która już po chwili podbiegła do niej i otarła się o jej bok, mrucząc wesoło. Szylkretka jedynie uśmiechnęła się lekko i ciężko usiadła. Westchnęła i położyła po sobie uszy.
- A tobie co znowu? - zapytała zaciekawiona kotka. Spojrzała na młodszą, której wzrok był dalej tak zaspany i zmęczony, że gdyby nie rażące słońce, zapewne zasnęłaby tutaj na miejscu. Liliowa usiadła obok i pocieszająco polizała ją po barku. Gardenia nigdy na serio nie zastanawiała się kim są dla niej dzieci Jaskółczego Śpiewu. Samą kotkę uważała za swoją opiekunkę, ale jej pociech za nic nie nazwałaby siostrą czy bratem. Jednak byli czymś więcej niż przyjaciółmi. Każdego z nich traktowała inaczej, każdy pomagał jej w inny sposób. Spopielona Łapa była idealną kompanką do ploteczek i rozmowy na bardziej "kotkowe" sprawy. Nocna Łapa zawsze ją wspierała i pocieszała w cięższym chwilach. Dlatego teraz właśnie Gardeniowa Łapa bardzo, ale to bardzo chciała z nią porozmawiać. Za to Wąsata Łapa różnił się od swoich sióstr znacznie. Oczywiście, że różnica płci była bardzo widoczna i nikt się o to nie będzie z liliową spierał, ale chodzi tu bardziej o to jaką rolę odgrywa w jej życiu. Zawsze ja rozśmieszał i spędzał z nią czas, kiedy wszyscy byli zajęci. Uwielbiała z nim spacerować i od pewnego czasu czuła do niego coś więcej, jednak była tak zajęta treningami z Borsuczą Gwiazdą, ze nawet nie miała kiedy o tym na poważnie pomyśleć. Wiedziała jednak, że kocurek podkochuje się w starszej uczennicy - Miodowej Łapie, która była bardzo śliczną, urodziwą i zdolną kotką. Gardenia nie chciała nic mówić uczniowi, ponieważ uważała, że nie jest pod każdym względem gorsza od swojej koleżanki z legowiska. Nie chciała niszczyć ich wspaniałej przyjaźni, nie wybaczyłaby sobie tego. Teraz uczennica walczyła ze sobą żeby nie palnąć czegoś głupiego w obecności Wąsatej Łapy, nie chciała się zdradzić. Niestety pręgowana tak bardzo lubiła rozmawiać z kocurem, nawijała mu do ucha bez przerwy, komentowała każdy moment swojego życia i opowiadała mu o wszystkim co robiła tego lub poprzedniego dnia, a kiedy kończyły jej się tematy zaczynała od nowa. Dlatego też postanowiła ograniczyć widywanie się z Wąsata Łapą, a zwłaszcza po wydarzeniach na polanie pełnej kwiatów. Zazwyczaj widywała się z nim pod koniec dnia, kiedy próbowała zasnąć. Czasami wychodzili razem na patrole, ale wtedy uczennica na siłę zaczynała rozmowę z jakimś wojownikiem, a Wąsik, jak na dobrze wychowanego kocurka przystało, nie chciał przerywać. Bolało to kotkę, ale nie miała innego wyjścia, uważała, że to najlepsza droga do odkochania się w rudasku. W końcu nawet nie wiedziała czy to już miłość czy młodociane zauroczenie, które przeminie tak samo szybko jak się pojawiło. Zapewne liliowa myślałaby o tym dalej, gdyby nie głośny głos Nocnej Łapy, która wręcz wrzeszczała jej do ucha.
- Na Klan Gwiazdy! Najpierw się pytasz co się dzieje, a potem zatracasz się w swoim świecie pełnym kwiatków i barwnych motylków. No miej trochę szacunku dla mojej umęczonej duszy Gardeniowa Łapo! - zdenerwowała się szylkretowa. Starsza kotka szybko się otrząsnęła i przepraszająco spojrzała na towarzyszkę. Westchnęła głośno i smutnym wzrokiem przyglądała się swoim łapom - Ej, stara, co się dzieje? Jeszcze przed chwilą hasałaś po obozie jak zajączek, który poczuł wiosenne uniesienie, a teraz jesteś bardziej smętna ode mnie, a po tym całonocnym patrolu trudno mnie przebić.
- Po prostu jakoś tak się zamyśliłam i przeszłam na mniej motylkowe i kwiatkowe części mojego umysłu, a o dziwo takie mam - powiedziała smętnie, jednak szybko ukryła zły humor za sztucznym uśmieszkiem. Szylkretka nie zauważyła tego, więc położyła głowa na barku koleżanki, jakby chciała powiedzieć "Nie martw się, każdy ma prawo mieć doła, ale jak coś to weź mi nie zepsuj świeżo wyczyszczonego futerka płacząc w nie"
- Wow, nie spodziewałabym się, że TY możesz mieć jakieś tajemnicze i mroczne oblicze, którego się wstydzisz. No gadaj co się tam dzieje w tej twojej główeczce, mały zbereźniku, pochwal się ciociuni - zaśmiała się uczennica, ale kiedy zobaczyła, że jej przyjaciółka nawet nie parsknęła śmiechem zaprzestała i spoważniała - No dobrze, jak nie chcesz nie mów, ale błagam nie rób takiej wymuszonej miny, bo mnie skręca jak to widzę.
Gardeniowa Łapa podniosła łepek i chwilę w ciszy napawała się promieniami słońca, które przyjemnie padały na jej pyszczek i przynosiły uspokajające ciepło, rozpływające się po całym ciele. Kotki siedziały obok siebie dłuższą chwilę, wsłuchując się w śpiew ptaków i rozkoszując się wspaniałą pogodą. Jednak ten błogi spokój przerwał o zgrozo Wąsata Łapa, który podbiegł do nich razem z Płonącym Grzbietem. Kocurek przebierał łapakami, a jego wesoły, radosny uśmieszek wskazywał, że znowu zostały wyciągnięty na patrol. Nocna Łapa również od razu wiedziała co się święci. Już wiedziała, że nie uda jej się odpocząć, ale czego się nie robi dla dobra Klanu Wilka, prawda?
- Gardeniowa Łapo, Borsucza Gwiazda poprosił mnie o zabranie cię na poranny patrol. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko. Nocna Łapo, możesz iść razem z nami, ale jako że wczoraj bardzo późno wróciłaś do obozu masz wybór - powiedział zastępca. Szylkretka wydawała się dalej bardzo wymęczona jednak pokiwała łebkiem na tak i wstała, otrzepując się z pyłu i piasku. Gardenia za to strasznie się ociągała. Nie chciała iść na patrol, zwłaszcza, że znowu nie będzie mogła rozmawiać z Wąsikiem. Musiała ogarnąć swój umysł i serce, bo dłużej tak nie pociągnie. Kiedy w końcu była gotowa, razem z koleżanką podbiegły do wyjścia z obozu, gdzie czekali na nich wojownicy razem z rudym uczniem. Obchodem granic przewodził Burzowy Kwiat razem z Płonącym Grzbietem, ale z wojowników była tam jeszcze mentorka młodszej uczennicy - Szepczący Wiatr. Na przodzie szedł najstarszy kocur, zaraz za nim dumnie kroczył zastępca, razem ze swoim terminatorem u boku. Za nimi dreptała liliowa, dalej prowadząc ożywioną rozmowę z czarno-pomarańczową. Pochód zamykała pręgowana wojowniczka, która za pewne była tak samo zadowolona ze swojej obecności na tym patrolu jak jej uczennica. Kotka co chwile zamykała oczy i próbowała się wyciszyć, słuchając dźwięków przyrody, ale śmiechy młodszych towarzyszkę i głośne zrzędzenie staruszka bardzo jej przeszkadzały. Na początku starała się to ignorować i nie zwracać zbytnio na to uwagi. W obydwu przypadkach było to zrozumiałe. Młode miały prawo rozmawiać ze sobą, a Szepczący Wiatr sama dobrze pamiętała czasy, kiedy to śmiała się i plotkowała ze swoimi koleżankami, więc rozmowa nie przeszkadzała jej aż tak bardzo. Jednak co do Burzowego Kwiatu nie umiała tego wytrzymać. Ciągle tylko, że coś jest źle, że za jego czasów było lepiej, że trawa nie tak zielona jak być powinna, że słowik wydawał jakoś mało słowikowy dźwięk, a potok obok ma bardziej kamieniste dno niż na ostatnim patrolu. Wydawało jej się, że wszyscy tego nie słyszą, albo ona po prostu za rzadko chodzi gdzieś z tym staruchem i nie jest na to odporna. Kiedy usłyszała po raz kolejny "Kiedyś to było" jej sierść sama się nastroszyła. Zmrużyła ślepia i wlepiła swój przerażający wzrok w wojownika. Próbowała się opanować, ale nie było tutaj niestety Burzowego Futra i jej magicznych uspokajających chaszczy. Głośno wypuściła powietrze, zwracając na siebie uwagę reszty, nawet nasz przewodnik zaprzestał opowiadać o tym jak kiedyś wyśmienite były wiewiórki, a teraz to jedynie kawałek mięsa bez smaku i aromatu.
- Burzowy Kwiecie wiem jak bardzo ten świat się zmienia, ale mógłbyś proszę zamknąć pysk chociaż na chwilę? Nie każdy tutaj chodzi spać zaraz po zachodzie słońca i nie wstaje normalnie przed jego wschodem. Błagam cie zamilcz, bo osobiście odgryzę ci język i zakopie razem z moim obiadem - wysyczała groźnie wojowniczka, na co starszy wkurzył się jeszcze bardziej. Jego futro na grzbiecie stało niemal pionowo, a pysk wykrzywił w tak okropnym grymasie, że wyglądał jakby chciał wszystkich zabić, jednocześnie wydalając śniadanie, wykorzystując wszystkie dziury swojego ciała. Płonący Grzbiet tylko wpatrywał się w swoje koty błagalnym wzrokiem. Wąsata Łapa próbował się nie zaśmiać, ponieważ staruszek i bez tego strasznie go nie lubi. Nocna Łapa i Gardeniowa Łapa cofnęły się nieznacznie, a kiedy zauważyły, że stoją między wojowniczką, a zrzędliwym grzybem prawie nie wybuchły płaczem. Zaczęły przesuwać się powolutku w tył.
- Ty smarkulo! Jak śmiesz się tak odzywać do starszego wojownika! Nie w sobie ani krzty szacunku do starszych i bardziej doświadczonych kotów! Radze ci się odsunąć trochę dalej, bo jak na takiego starucha przystało mam czasem problem z trzymaniem czegoś, a wole cie nie pobrudzić - wycharczał złośliwie Burzowy Kwiat, na wzmiankę o problemach z moczem Gardenia prawie zwróciła na trawę swoją jaskółkę, a była na prawdę bardzo smaczna. Szylkretka siedząca obok jedynie wykrzywiła pysk z obrzydzeniem szepcząc ciche "ohyda". Rudy prawie płakał próbując się uspokoić, a zastępca zapewne zastanawiał się nad okropnym poczuciem humoru swojego ucznia oraz czy jest możliwość żeby go wymienić.
- Na Klan Gwiazd! To było obrzydliwe. Weź najpierw się zastanów co tam chcesz wycharczeć, a nie sepleń o wszystkim, miej że w sobie chociaż trochę rozumu. Ja rozumiem, że to tam powoli wysiada na stare lata, ale nawet kociak nie mówi na głos, że się moczy we śnie - obrzydziła się wojowniczka, mrużąc oczy w cienkie szparki. Spojrzała po kotach wokół siebie. Płonący Grzbiet posłał siostrze błagalne spojrzenie i pokręcił lekko głową jakby chciał powiedzieć "Błagam cie, nie ciągnij tej rozmowy o problemach starszych kotów, wole nie wiedzieć, że mnie to czeka", ale co to by było za rodzeństwo gdyby się siebie słuchało. Liliowa kotka przytrzymywała się na swojej koleżance, bo aż się jej słabo zrobiło - Widzisz co robisz stary grzybie. Ten młody zaraz nam zejdzie, bo oddychać nie może, a tamta powoli mdleje, bo postanowiłeś się podzielić z całym światem swoimi problemami, weź idź z tym do Burzowego Futra, my nie mamy wykształcenia. Chyba powinnam zmienić legowisko, bo nie chce być na twoim celowniku nocą.
- Uważaj, bo Wierzbowy Nos pluje kłaczkami na odległość, podobno już raz kogoś nim zabiła - wysyczał kocur, ale tym razem Wąsata Łapa przegrał walkę z swoim okropnym poczucie humoru i opluł sobie cały pysk. Zawył głośno i wręcz upadł na ziemie śmiejąc się jak opętany. Widać było, ze bardzo się powstrzymywał, a teraz musi się wyszaleć, bo inaczej by sobie nie wybaczył, że przegapił taką okazję. Burzowy Kwiat spojrzał na niego z mordem w zgniłych ślepiach, a Szepcząca nawet nie odwróciła w jego stronę łba. Płonący Grzbiet zaczął chyba już układać jakąś modlitwę do Klanu Gwiazdy, żeby mieli jego ucznia w opiece. Uczennice uśmiechnęły się na widok kolegi, który wręcz tarzał się w trawie, dalej wesoło rechocząc. Kiedy po dłuższej chwili wstał i otrzepał się z pyłu, nawet nie zauważył mordu błyszczącego w oczach starszego kocura.
- Ah. To było śmieszne - powiedział delikatnie kocurek, uśmiechając się głupkowato. Czwórka kotów wpatrywało się w niego jakby już wiedziało, że widzą go po raz ostatni, jednak nikt nie miał zamiaru ratować go przed starym, rozsierdzonym burasem. Wąsik spojrzała po wszystkich kotach, a na koniec zatrzymał wzrok na wojowniku, który widocznie pragnął jego śmierci - Panie mentorze, czy mam pozwolenie na bardzo szybką i nieprzemyślaną ucieczkę przed Burzowym Kwiatem?
- Tak, masz moje pozwolenie.
- A tobie co znowu? - zapytała zaciekawiona kotka. Spojrzała na młodszą, której wzrok był dalej tak zaspany i zmęczony, że gdyby nie rażące słońce, zapewne zasnęłaby tutaj na miejscu. Liliowa usiadła obok i pocieszająco polizała ją po barku. Gardenia nigdy na serio nie zastanawiała się kim są dla niej dzieci Jaskółczego Śpiewu. Samą kotkę uważała za swoją opiekunkę, ale jej pociech za nic nie nazwałaby siostrą czy bratem. Jednak byli czymś więcej niż przyjaciółmi. Każdego z nich traktowała inaczej, każdy pomagał jej w inny sposób. Spopielona Łapa była idealną kompanką do ploteczek i rozmowy na bardziej "kotkowe" sprawy. Nocna Łapa zawsze ją wspierała i pocieszała w cięższym chwilach. Dlatego teraz właśnie Gardeniowa Łapa bardzo, ale to bardzo chciała z nią porozmawiać. Za to Wąsata Łapa różnił się od swoich sióstr znacznie. Oczywiście, że różnica płci była bardzo widoczna i nikt się o to nie będzie z liliową spierał, ale chodzi tu bardziej o to jaką rolę odgrywa w jej życiu. Zawsze ja rozśmieszał i spędzał z nią czas, kiedy wszyscy byli zajęci. Uwielbiała z nim spacerować i od pewnego czasu czuła do niego coś więcej, jednak była tak zajęta treningami z Borsuczą Gwiazdą, ze nawet nie miała kiedy o tym na poważnie pomyśleć. Wiedziała jednak, że kocurek podkochuje się w starszej uczennicy - Miodowej Łapie, która była bardzo śliczną, urodziwą i zdolną kotką. Gardenia nie chciała nic mówić uczniowi, ponieważ uważała, że nie jest pod każdym względem gorsza od swojej koleżanki z legowiska. Nie chciała niszczyć ich wspaniałej przyjaźni, nie wybaczyłaby sobie tego. Teraz uczennica walczyła ze sobą żeby nie palnąć czegoś głupiego w obecności Wąsatej Łapy, nie chciała się zdradzić. Niestety pręgowana tak bardzo lubiła rozmawiać z kocurem, nawijała mu do ucha bez przerwy, komentowała każdy moment swojego życia i opowiadała mu o wszystkim co robiła tego lub poprzedniego dnia, a kiedy kończyły jej się tematy zaczynała od nowa. Dlatego też postanowiła ograniczyć widywanie się z Wąsata Łapą, a zwłaszcza po wydarzeniach na polanie pełnej kwiatów. Zazwyczaj widywała się z nim pod koniec dnia, kiedy próbowała zasnąć. Czasami wychodzili razem na patrole, ale wtedy uczennica na siłę zaczynała rozmowę z jakimś wojownikiem, a Wąsik, jak na dobrze wychowanego kocurka przystało, nie chciał przerywać. Bolało to kotkę, ale nie miała innego wyjścia, uważała, że to najlepsza droga do odkochania się w rudasku. W końcu nawet nie wiedziała czy to już miłość czy młodociane zauroczenie, które przeminie tak samo szybko jak się pojawiło. Zapewne liliowa myślałaby o tym dalej, gdyby nie głośny głos Nocnej Łapy, która wręcz wrzeszczała jej do ucha.
- Na Klan Gwiazdy! Najpierw się pytasz co się dzieje, a potem zatracasz się w swoim świecie pełnym kwiatków i barwnych motylków. No miej trochę szacunku dla mojej umęczonej duszy Gardeniowa Łapo! - zdenerwowała się szylkretowa. Starsza kotka szybko się otrząsnęła i przepraszająco spojrzała na towarzyszkę. Westchnęła głośno i smutnym wzrokiem przyglądała się swoim łapom - Ej, stara, co się dzieje? Jeszcze przed chwilą hasałaś po obozie jak zajączek, który poczuł wiosenne uniesienie, a teraz jesteś bardziej smętna ode mnie, a po tym całonocnym patrolu trudno mnie przebić.
- Po prostu jakoś tak się zamyśliłam i przeszłam na mniej motylkowe i kwiatkowe części mojego umysłu, a o dziwo takie mam - powiedziała smętnie, jednak szybko ukryła zły humor za sztucznym uśmieszkiem. Szylkretka nie zauważyła tego, więc położyła głowa na barku koleżanki, jakby chciała powiedzieć "Nie martw się, każdy ma prawo mieć doła, ale jak coś to weź mi nie zepsuj świeżo wyczyszczonego futerka płacząc w nie"
- Wow, nie spodziewałabym się, że TY możesz mieć jakieś tajemnicze i mroczne oblicze, którego się wstydzisz. No gadaj co się tam dzieje w tej twojej główeczce, mały zbereźniku, pochwal się ciociuni - zaśmiała się uczennica, ale kiedy zobaczyła, że jej przyjaciółka nawet nie parsknęła śmiechem zaprzestała i spoważniała - No dobrze, jak nie chcesz nie mów, ale błagam nie rób takiej wymuszonej miny, bo mnie skręca jak to widzę.
Gardeniowa Łapa podniosła łepek i chwilę w ciszy napawała się promieniami słońca, które przyjemnie padały na jej pyszczek i przynosiły uspokajające ciepło, rozpływające się po całym ciele. Kotki siedziały obok siebie dłuższą chwilę, wsłuchując się w śpiew ptaków i rozkoszując się wspaniałą pogodą. Jednak ten błogi spokój przerwał o zgrozo Wąsata Łapa, który podbiegł do nich razem z Płonącym Grzbietem. Kocurek przebierał łapakami, a jego wesoły, radosny uśmieszek wskazywał, że znowu zostały wyciągnięty na patrol. Nocna Łapa również od razu wiedziała co się święci. Już wiedziała, że nie uda jej się odpocząć, ale czego się nie robi dla dobra Klanu Wilka, prawda?
- Gardeniowa Łapo, Borsucza Gwiazda poprosił mnie o zabranie cię na poranny patrol. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko. Nocna Łapo, możesz iść razem z nami, ale jako że wczoraj bardzo późno wróciłaś do obozu masz wybór - powiedział zastępca. Szylkretka wydawała się dalej bardzo wymęczona jednak pokiwała łebkiem na tak i wstała, otrzepując się z pyłu i piasku. Gardenia za to strasznie się ociągała. Nie chciała iść na patrol, zwłaszcza, że znowu nie będzie mogła rozmawiać z Wąsikiem. Musiała ogarnąć swój umysł i serce, bo dłużej tak nie pociągnie. Kiedy w końcu była gotowa, razem z koleżanką podbiegły do wyjścia z obozu, gdzie czekali na nich wojownicy razem z rudym uczniem. Obchodem granic przewodził Burzowy Kwiat razem z Płonącym Grzbietem, ale z wojowników była tam jeszcze mentorka młodszej uczennicy - Szepczący Wiatr. Na przodzie szedł najstarszy kocur, zaraz za nim dumnie kroczył zastępca, razem ze swoim terminatorem u boku. Za nimi dreptała liliowa, dalej prowadząc ożywioną rozmowę z czarno-pomarańczową. Pochód zamykała pręgowana wojowniczka, która za pewne była tak samo zadowolona ze swojej obecności na tym patrolu jak jej uczennica. Kotka co chwile zamykała oczy i próbowała się wyciszyć, słuchając dźwięków przyrody, ale śmiechy młodszych towarzyszkę i głośne zrzędzenie staruszka bardzo jej przeszkadzały. Na początku starała się to ignorować i nie zwracać zbytnio na to uwagi. W obydwu przypadkach było to zrozumiałe. Młode miały prawo rozmawiać ze sobą, a Szepczący Wiatr sama dobrze pamiętała czasy, kiedy to śmiała się i plotkowała ze swoimi koleżankami, więc rozmowa nie przeszkadzała jej aż tak bardzo. Jednak co do Burzowego Kwiatu nie umiała tego wytrzymać. Ciągle tylko, że coś jest źle, że za jego czasów było lepiej, że trawa nie tak zielona jak być powinna, że słowik wydawał jakoś mało słowikowy dźwięk, a potok obok ma bardziej kamieniste dno niż na ostatnim patrolu. Wydawało jej się, że wszyscy tego nie słyszą, albo ona po prostu za rzadko chodzi gdzieś z tym staruchem i nie jest na to odporna. Kiedy usłyszała po raz kolejny "Kiedyś to było" jej sierść sama się nastroszyła. Zmrużyła ślepia i wlepiła swój przerażający wzrok w wojownika. Próbowała się opanować, ale nie było tutaj niestety Burzowego Futra i jej magicznych uspokajających chaszczy. Głośno wypuściła powietrze, zwracając na siebie uwagę reszty, nawet nasz przewodnik zaprzestał opowiadać o tym jak kiedyś wyśmienite były wiewiórki, a teraz to jedynie kawałek mięsa bez smaku i aromatu.
- Burzowy Kwiecie wiem jak bardzo ten świat się zmienia, ale mógłbyś proszę zamknąć pysk chociaż na chwilę? Nie każdy tutaj chodzi spać zaraz po zachodzie słońca i nie wstaje normalnie przed jego wschodem. Błagam cie zamilcz, bo osobiście odgryzę ci język i zakopie razem z moim obiadem - wysyczała groźnie wojowniczka, na co starszy wkurzył się jeszcze bardziej. Jego futro na grzbiecie stało niemal pionowo, a pysk wykrzywił w tak okropnym grymasie, że wyglądał jakby chciał wszystkich zabić, jednocześnie wydalając śniadanie, wykorzystując wszystkie dziury swojego ciała. Płonący Grzbiet tylko wpatrywał się w swoje koty błagalnym wzrokiem. Wąsata Łapa próbował się nie zaśmiać, ponieważ staruszek i bez tego strasznie go nie lubi. Nocna Łapa i Gardeniowa Łapa cofnęły się nieznacznie, a kiedy zauważyły, że stoją między wojowniczką, a zrzędliwym grzybem prawie nie wybuchły płaczem. Zaczęły przesuwać się powolutku w tył.
- Ty smarkulo! Jak śmiesz się tak odzywać do starszego wojownika! Nie w sobie ani krzty szacunku do starszych i bardziej doświadczonych kotów! Radze ci się odsunąć trochę dalej, bo jak na takiego starucha przystało mam czasem problem z trzymaniem czegoś, a wole cie nie pobrudzić - wycharczał złośliwie Burzowy Kwiat, na wzmiankę o problemach z moczem Gardenia prawie zwróciła na trawę swoją jaskółkę, a była na prawdę bardzo smaczna. Szylkretka siedząca obok jedynie wykrzywiła pysk z obrzydzeniem szepcząc ciche "ohyda". Rudy prawie płakał próbując się uspokoić, a zastępca zapewne zastanawiał się nad okropnym poczuciem humoru swojego ucznia oraz czy jest możliwość żeby go wymienić.
- Na Klan Gwiazd! To było obrzydliwe. Weź najpierw się zastanów co tam chcesz wycharczeć, a nie sepleń o wszystkim, miej że w sobie chociaż trochę rozumu. Ja rozumiem, że to tam powoli wysiada na stare lata, ale nawet kociak nie mówi na głos, że się moczy we śnie - obrzydziła się wojowniczka, mrużąc oczy w cienkie szparki. Spojrzała po kotach wokół siebie. Płonący Grzbiet posłał siostrze błagalne spojrzenie i pokręcił lekko głową jakby chciał powiedzieć "Błagam cie, nie ciągnij tej rozmowy o problemach starszych kotów, wole nie wiedzieć, że mnie to czeka", ale co to by było za rodzeństwo gdyby się siebie słuchało. Liliowa kotka przytrzymywała się na swojej koleżance, bo aż się jej słabo zrobiło - Widzisz co robisz stary grzybie. Ten młody zaraz nam zejdzie, bo oddychać nie może, a tamta powoli mdleje, bo postanowiłeś się podzielić z całym światem swoimi problemami, weź idź z tym do Burzowego Futra, my nie mamy wykształcenia. Chyba powinnam zmienić legowisko, bo nie chce być na twoim celowniku nocą.
- Uważaj, bo Wierzbowy Nos pluje kłaczkami na odległość, podobno już raz kogoś nim zabiła - wysyczał kocur, ale tym razem Wąsata Łapa przegrał walkę z swoim okropnym poczucie humoru i opluł sobie cały pysk. Zawył głośno i wręcz upadł na ziemie śmiejąc się jak opętany. Widać było, ze bardzo się powstrzymywał, a teraz musi się wyszaleć, bo inaczej by sobie nie wybaczył, że przegapił taką okazję. Burzowy Kwiat spojrzał na niego z mordem w zgniłych ślepiach, a Szepcząca nawet nie odwróciła w jego stronę łba. Płonący Grzbiet zaczął chyba już układać jakąś modlitwę do Klanu Gwiazdy, żeby mieli jego ucznia w opiece. Uczennice uśmiechnęły się na widok kolegi, który wręcz tarzał się w trawie, dalej wesoło rechocząc. Kiedy po dłuższej chwili wstał i otrzepał się z pyłu, nawet nie zauważył mordu błyszczącego w oczach starszego kocura.
- Ah. To było śmieszne - powiedział delikatnie kocurek, uśmiechając się głupkowato. Czwórka kotów wpatrywało się w niego jakby już wiedziało, że widzą go po raz ostatni, jednak nikt nie miał zamiaru ratować go przed starym, rozsierdzonym burasem. Wąsik spojrzała po wszystkich kotach, a na koniec zatrzymał wzrok na wojowniku, który widocznie pragnął jego śmierci - Panie mentorze, czy mam pozwolenie na bardzo szybką i nieprzemyślaną ucieczkę przed Burzowym Kwiatem?
- Tak, masz moje pozwolenie.
10 sierpnia 2018
Od Gardeniowej Łapy CD Spopielonej Łapy
Kiedy Spopielona Łapa weszła niezadowolona do obozu, wzrok dwóch uczennic momentalnie przeniósł się na jej osobę. Kotka burczała coś pod nosem, bardzo niezadowolona, a sam wyraz jej pyska zdradzał więcej niż tysiąc słów wypowiedzianych na przemian z bluźnierstwami. Gardenia i Noc wymieniły porozumiewawcze spojrzenie i jednocześnie zaczęły.
- I jak było? - spytały wesoło kotki. Na co błękitna jeszcze bardziej spochmurniała.
- Koszmarnie - powiedziała załamana - Cały trening leżałam na ziemi i gapiłam się na zwierzęta, biegające wokół mnie - Noc mruknęła współczująco, a Gardenia otarła się ogonem o bok koleżanki, który tylko prychnęła cicho. W tunelu między drzewami pojawiła się sylwetka rudego Wąsika. Jego mina była równie paskudna co Spopielonej Łapy. Usiadł ciężko obok kotek, a te jednocześnie na niego spojrzały.
- Co się stało? - Zaczęła Popiół, która chyba zaczęła się zbierać do kupy po koszmarnym treningu. Wpatrywała się w brata wyczekującym wzrokiem z lekko otwartym pyszczkiem.
- Nie mogłem nic powiedzieć całą drogę - powiedział, wyraźnie załamany tą sytuacją - Masakra, wiecie, jak było trudno.
- Podejrzewam - zaśmiała się delikatnie Spopielona Łapa, ale Wąsik nie miał humoru, więc tylko przewrócił oczami.
- A co wy miałyście na treningu - Zapytała zaciekawiona kotka, patrząc na siostrę i przyjaciółkę. Nocna Łapa od razu zaczęła mówić, nie pozwalając Gardenii nawet otworzyć pyszczka.
- I jak było? - spytały wesoło kotki. Na co błękitna jeszcze bardziej spochmurniała.
- Koszmarnie - powiedziała załamana - Cały trening leżałam na ziemi i gapiłam się na zwierzęta, biegające wokół mnie - Noc mruknęła współczująco, a Gardenia otarła się ogonem o bok koleżanki, który tylko prychnęła cicho. W tunelu między drzewami pojawiła się sylwetka rudego Wąsika. Jego mina była równie paskudna co Spopielonej Łapy. Usiadł ciężko obok kotek, a te jednocześnie na niego spojrzały.
- Co się stało? - Zaczęła Popiół, która chyba zaczęła się zbierać do kupy po koszmarnym treningu. Wpatrywała się w brata wyczekującym wzrokiem z lekko otwartym pyszczkiem.
- Nie mogłem nic powiedzieć całą drogę - powiedział, wyraźnie załamany tą sytuacją - Masakra, wiecie, jak było trudno.
- Podejrzewam - zaśmiała się delikatnie Spopielona Łapa, ale Wąsik nie miał humoru, więc tylko przewrócił oczami.
- A co wy miałyście na treningu - Zapytała zaciekawiona kotka, patrząc na siostrę i przyjaciółkę. Nocna Łapa od razu zaczęła mówić, nie pozwalając Gardenii nawet otworzyć pyszczka.
- Szepczący Wiatr pokazała mi dziś podstawy walki i parę ciekawych trików, mogę wam kiedyś pokazać. Teraz już nie macie ze mną szans, jestem od was lepsza! - uniosła się żartobliwie szylkretka z łobuziarskim uśmieszkiem. Sierść na grzbiecie Wąsatej Łapy uniosła się, na znak, że kocur bardzo chciałby zaakceptować wyzwanie, ale był aktualnie zbyt zajęty obrażaniem się na cały świat. Odwrócił łepek w drogą stronę i warknął coś pod nosem - Ej! Wąsik, nie dąsaj się tak. Złość piękności szkodzi - zakpiła radośnie kotka, na co rudy już nie wytrzymał i zasyczał groźnie na siostrę.
Uczennica wypięła pierś, jakby była dumna do czego doprowadziła. Wąsata Łapa już miał wstać i podejść do szylkretowej, ale przerwała im liliowa uczennica, rozluźniając napiętą atmosferę, panująca między młodzikami.
- Spokojnie. Jeśli się teraz pozabijamy, nigdy nie zostaniemy wojownikami i te wszystkie nudne i monotonne treningi pójdą na nic - powiedziała spokojnie kotka. Na co Wąsik położył nastroszoną sierść z powrotem gładko na grzbiecie i ciężko usiadł znów na swoim miejscu, zwieszając łeb - Borsucza Gwiazda dzisiaj pokazywał mi jak polować na zające. Ostatnio jak chciałam jednego złapać nawet się do niego nie zbliżyłam i po paru susach musiałam zwolnić, bo łapy mi prawie odpadały z tego wysiłku. Chociaż mój mentor mówi mi, że jestem bardzo szybka, wspominał też o mojej słabej wytrzymałości. Musze ze sobą mocno popracować. Może jak zjemy i odpoczniemy pójdziemy na spacer? Tak rzadko chodzimy gdzieś razem.
- To przecież super pomysł! Ja na pewno pójdę, możesz na mnie liczyć Gardenio - Wykrzyknęła Nocna Łapa. Kotka skoczyła na koleżankę i razem przeturlały się parę metrów dalej, a roześmiana starsza uczennica odepchnęła szylkretową, a ta wpadła na swojego nadąsanego brata.
- Możecie nie błaznować? Już parę razy nas... - zdenerwowany Wąsata Łapa wysyczał w stronę kotek. Nie zdążył jednak dokończyć, bo Spopielona Łapa klepnęła go w łeb, a ten spojrzał na nią zdenerwowany - A tobie o co chodzi znowu?
- Uspokój się. To, że miałeś słaby trening nie znaczy, że musisz wszystkim niszczyć dzień. Chyba za często przebywasz przy Burzowym Kwiecie, bo jego charakterek na ciebie wpływa. Chodź z nami na ten cholerny spacer to damy ci spokój - powiedziała zła kotka. Dwie uczennice dołączyły do przyjaciół, którzy już kierowali się w kierunku wyjścia z obozu.
<Spopielona Łapo?>
- To przecież super pomysł! Ja na pewno pójdę, możesz na mnie liczyć Gardenio - Wykrzyknęła Nocna Łapa. Kotka skoczyła na koleżankę i razem przeturlały się parę metrów dalej, a roześmiana starsza uczennica odepchnęła szylkretową, a ta wpadła na swojego nadąsanego brata.
- Możecie nie błaznować? Już parę razy nas... - zdenerwowany Wąsata Łapa wysyczał w stronę kotek. Nie zdążył jednak dokończyć, bo Spopielona Łapa klepnęła go w łeb, a ten spojrzał na nią zdenerwowany - A tobie o co chodzi znowu?
- Uspokój się. To, że miałeś słaby trening nie znaczy, że musisz wszystkim niszczyć dzień. Chyba za często przebywasz przy Burzowym Kwiecie, bo jego charakterek na ciebie wpływa. Chodź z nami na ten cholerny spacer to damy ci spokój - powiedziała zła kotka. Dwie uczennice dołączyły do przyjaciół, którzy już kierowali się w kierunku wyjścia z obozu.
<Spopielona Łapo?>
30 lipca 2018
Od Gardeniowej Łapy CD Wąsatej Łapy
Kotka położyła swoje łupy na stosie zwierzyny, a sama wzięła dla siebie rudego gryzonia z wielką, włochatą kitą. Pobiegła z stronę legowiska, mając nadzieje, że kogoś tam zastanie, ale wszyscy byli najwidoczniej zajęci poza obozem. Smętnie usiadła na mchu i zaczęła pałaszować swój posiłek. Jadłam powoli, nie śpieszyłam sie za bardzo. Miałam nadzieję, że trening z Borsuczą Gwiazdą potrwa trochę dłużej. Nie mam teraz co robić. Obserwowałam koty w obozie, więc mniej więcej domyślałam się co robią dzieci Jaskółczego Śpiewu. Nigdzie nie widziałam Borsuczego Kła ani Szepczącego Wiatru, więc pewnie siostry są na treningu. Płonący Grzbiet odpoczywał w cieniu, więc Wąsik powinien gdzieś się pałętać, on na pewno będzie miał jakiś fajny pomysł na spędzenie tego dnia. Kotka była przekonana, że za chwilę gdzieś dostrzeże tego wiecznie rozbrykanego rudasa. Najpierw musiała iść zakopać kostki. Wzięła je do pyszczka i ruszyła na skraj obozu. Szybkim krokiem dotarłam tam i wykopałam małą dziurkę, włożyłam tam szczątki i zakopałam jednym ruchem łapy. Kiedy się odwróciłam o mało nie wpadłam na Wąsatą Łapę. Kocur pojawił się jak na zawołanie. Na jego pyszczku widniał wesoły uśmiech.
- Hej Gardeniowa Łapo! Już po treningu? - zapytał radośnie.
- Co...oh, cześć Wąsata Łapo- przywitała się przyjaźnie kotka- tak, już po. Borsucza Gwiazda pokazywał mi dziś techniki polowania, to była fajna zabawa.
- A masz ochotę przejść się na krótki spacer? Muszę sobie z kimś pogadać i akurat wypadło na ciebie- zaśmiał się rudasek potrącając głową- to lecimy?
- Oczywiście! - krzyknęła uczennica i skoczyła gotów obok przyjaciela. Ten szybko pobiegł w stronę wyjścia z obozu, a Gardenia jak najszybciej pognała za nim.
Kiedy byli już na tyle daleko, że stracili obóz z oczu zwolnili. Kotka oddychała szybko, ale była szczęśliwa, nie czuła się jak po pogoni za zającem. Wąsata Łapa nie wydawał się taki zmęczony. Spojrzał na zasapaną koleżankę, która łapała dech, a łapy jej drżały.
- Ktoś tu chyba powinien częściej biegać, co Gardenijko? - zakpił dla zabawy kocur. Uśmiechnął się chytrze i podniósł łebek wysoko. Kotka przeniosła na niego swój wzrok. Patrzyła na niego karcąco, ale rudasek nic sobie z tego nie robił.
- Masz po prostu długie nogi, no i nie spędziłeś ponad 4 księżyców leżąc w legowisku medyka - burknęła liliowa. Wypuściła głośno powietrze i pokręciła głową. Usiadła udając obrażoną, owijając sobie ogon wokół przednich łap. Podniosła wysoko pysk oraz wydęła policzki.
- No już, nie dąsaj się aż tak. Przecież żartowałem - powiedział Wąsik i podszedł do koleżanki. Dotknął jej barku nosem, a kotka zadarła łbem jeszcze bardziej do góry. Kocur wypuścił głośno powietrze i przymknął ślepia. Nagle na jego pyszczek wpełzł chytry uśmieszek - Ej! Wiesz, że znam takie ładne miejsce.
- Nie, nie znam - powiedziała chłodno.
- Tam latają motylki, kwitną kwiatki i słońce grzeje... - ciągnął kocur, wiedząc jak Gardenia uwielbia kwieciste łąki. Uczennica mimowolnie zerknęła na przyjaciela. Na jej pyszczku zawitał ukryty uśmieszek - To niedaleko, byłem tam raz z siostrami i mamą. Wtedy był tam jeszcze śnieg, ale teraz na pewno wszystko już urosło i zabarwiło się kolorowymi płatkami. Spodoba ci się. Lubisz takie miejsca podobno. Błękitne Futro czasem nam się skarżyła ile gadasz o kwiatach.
- Skoro ci tak zależy to prowadź.
<Wąsata Łapa?>
- Hej Gardeniowa Łapo! Już po treningu? - zapytał radośnie.
- Co...oh, cześć Wąsata Łapo- przywitała się przyjaźnie kotka- tak, już po. Borsucza Gwiazda pokazywał mi dziś techniki polowania, to była fajna zabawa.
- A masz ochotę przejść się na krótki spacer? Muszę sobie z kimś pogadać i akurat wypadło na ciebie- zaśmiał się rudasek potrącając głową- to lecimy?
- Oczywiście! - krzyknęła uczennica i skoczyła gotów obok przyjaciela. Ten szybko pobiegł w stronę wyjścia z obozu, a Gardenia jak najszybciej pognała za nim.
Kiedy byli już na tyle daleko, że stracili obóz z oczu zwolnili. Kotka oddychała szybko, ale była szczęśliwa, nie czuła się jak po pogoni za zającem. Wąsata Łapa nie wydawał się taki zmęczony. Spojrzał na zasapaną koleżankę, która łapała dech, a łapy jej drżały.
- Ktoś tu chyba powinien częściej biegać, co Gardenijko? - zakpił dla zabawy kocur. Uśmiechnął się chytrze i podniósł łebek wysoko. Kotka przeniosła na niego swój wzrok. Patrzyła na niego karcąco, ale rudasek nic sobie z tego nie robił.
- Masz po prostu długie nogi, no i nie spędziłeś ponad 4 księżyców leżąc w legowisku medyka - burknęła liliowa. Wypuściła głośno powietrze i pokręciła głową. Usiadła udając obrażoną, owijając sobie ogon wokół przednich łap. Podniosła wysoko pysk oraz wydęła policzki.
- No już, nie dąsaj się aż tak. Przecież żartowałem - powiedział Wąsik i podszedł do koleżanki. Dotknął jej barku nosem, a kotka zadarła łbem jeszcze bardziej do góry. Kocur wypuścił głośno powietrze i przymknął ślepia. Nagle na jego pyszczek wpełzł chytry uśmieszek - Ej! Wiesz, że znam takie ładne miejsce.
- Nie, nie znam - powiedziała chłodno.
- Tam latają motylki, kwitną kwiatki i słońce grzeje... - ciągnął kocur, wiedząc jak Gardenia uwielbia kwieciste łąki. Uczennica mimowolnie zerknęła na przyjaciela. Na jej pyszczku zawitał ukryty uśmieszek - To niedaleko, byłem tam raz z siostrami i mamą. Wtedy był tam jeszcze śnieg, ale teraz na pewno wszystko już urosło i zabarwiło się kolorowymi płatkami. Spodoba ci się. Lubisz takie miejsca podobno. Błękitne Futro czasem nam się skarżyła ile gadasz o kwiatach.
- Skoro ci tak zależy to prowadź.
<Wąsata Łapa?>
Od Gardeniowej Łapy
Treningi z Borsuczą Gwiazdą były bardzo przyjemne. Gardenia uwielbiała spędzać czas z liderem, nie ważne jak dziwnie to brzmi. Młoda wstawała skoro świt żeby tylko na pewno zdążyć się wylizać i dotrzeć na miejsce obok wyjścia z obozu, przed przywódcą. Zawsze to ona czekała na niego, była przygotowana i gotowa do nauki polowania lub walki. Mentor zdążył już wtłoczyć do jej główki kodeks wojownik, pokazał jej tereny Klanu Wilka oraz granice z Klanem Klifu i Klanem Burzy. Opowiedział jej trochę o tych klanach, zdradził imiona liderów, zastępców oraz medyków. Gardeniowa Łapa wiedziała już jak pachnie dana zwierzyna, ale to dziś miała nauczyć się techniki polowania. Była podekscytowana i zestresowana jednocześnie, jak zawsze przed treningiem. Nie chciała zawieść kocura, który przyjął ją do klanu, kiedy ona potrzebowała pomocy. Było to dla niej bardzo ważne.
Tak jak zwykle czekała na swojego mentora przy wyjściu z obozu. Kiedy zobaczyła kocura jak wychodzi ze swojego legowiska zadrżała. Lider wymienił parę słów z swoim zastępcą-Płonącym Grzbietem, a po chwili ruszył w moją stronę. Borsucza Gwiazda posłał swojej uczennicy przyjazny uśmiech, który kotka szybko odwzajemniła z radością.
- Witaj Gardeniowa Łapo - Kocur usiadł obok niej i polizał swoją łapę szorstkim językiem parę razy.
- Dzień dobry Borsucza Gwiazdo - odpowiedziała szybko, szarpiąc zieloną trawę pazurkami. Kocur i kotka często rozmawiali prze, w czasie i po treningu. Jeszcze w obozie lider opowiadał kotce co ma zamiar z nią przećwiczyć tego dnia. Podczas przerw w polowaniu czy walce, Gardenia pytała mentora czy mógłby pokazać jej jakieś sztuczki lub inne pomocne rzeczy. Kiedy wracali często dyskutowali o jej postępach, ale nie zawsze, czasami lubili po prostu luźno pogawędzić.
- Jak wspominałem ci wczoraj, dzisiaj polujemy. Nie ma co siedzieć w obozie, kiedy w lesie tyle zwierzyny czai się w krzakach - lider wstał i przeciągnął się, ziewając długo. Otrzepał ogon od pyłu i kurzu. Wskazał głową na wyjście z obozu, a Gardeniowa Łapa szybko wstała i pognała do przodu.
Mentor razem z uczennicą dotarli na małą, leśną polankę. W wyższej trawie, mokrej od porannej rosy skakały koniki polne. Na niebie latały ptaki i motyle, a pod łapami brzęczały mi puchate pszczółki. Kocur wszedł na polankę i usiadł na środku. Liliowa kotka stała przed kocurem. Lider zamknął oczy i otworzył pysk. Gardenia przyglądała się kocurowi.
- Powiedz mi co czujesz - odezwał się cicho, jakby nie chciał żeby usłyszała go zwierzyna, ukryta w wysokim gąszczu. Uczennica wciągnęła powietrze mając otwarty pysk. Czuła mocny zapach myszy polnej. Gdzieś dalej musiał nasłuchiwać zając, ale jego woń była znacznie słabsza. Najgorzej czuła ptaki, które szukały materiału na swoje gniazdo. W tej trawie na pewno usłyszałyby jej kroki, więc złapanie ic byłoby bardzo trudne, a wręcz niemożliwe, zwłaszcza dla początkującej uczennicy. Gardeniowa Łapa ostatni raz otworzyła pysk, żeby na pewno wyczuć wszystko. Nic więcej już nie poczuła.
- Mysz, niedaleko nas. Zając, jest przy lesie, po drugiej stronie polany. Para ptaków na skraju, blisko krzaków - powiedziała, patrząc na lidera który dalej nasłuchiwał odgłosów lasu z zamkniętymi oczami. Pokiwał niemo głową na co Gardenia uśmiechnęła się radośnie.
- Chociaż mysz jest dalej niż ci się zdaję - powiedział otwierając ślepia. Wstał lekko na równe łapy i przyjrzał się liliowej - Bardzo pomocną i ważną rzeczą w polowaniu jest sposób w jaki ofiara dowiaduje się o twojej obecności. Zając cię usłyszy, więc trzeba być bardzo cichym podczas polowania na nie. Mysz poczuje twój zapach, dlatego należy zabrać się od tej strony, żeby wiatr nie niósł woni w jej stronę. Ptaki mają świetny wzrok oraz najczęściej kryją się w gałęziach drzew. Najtrudniej je upolować, bo one cie zobaczą zanim zdążysz wskoczyć na pień drzewa. Warto to zapamiętać, na pewno ci się przyda.
- Pamiętam wszystko co mi mówiłeś, Borsucza Gwiazdo! Każda twoja rada jest dla mnie bardzo ważna! - powiedziała głośno i radośnie uczennica z uśmiechem.
- Właśnie spłoszyłaś zająca - zaśmiał się lider
- Oh! Przepraszam. Już nie będę tak krzyczeć - spochmurniała kotka. Kocur podszedł i położył pysk między jej uszy mrucząc. Był to prosty gest, który sprawiał, że uczennica szybko odzyskała humor. Gardeniowa Łapa uśmiechnęła się, a lider musiał poczuć zmianę jej nastroju, bo po chwili odsunął się od niej.
- Spróbuj złapać tą mysz. Tam jest utarta ścieżka, więc będziesz mogła ciszej się do niej przedostać. Najpierw jednak chce zobaczyć twoją łowiecką pozycję. - kocur wlepił ślepia w kotkę, która przykucnęła na łapach - Niżej, tak każde zwierzę cię dostrzeże
Gardenia bardziej zgięła łapy, niemal czuła jak cienkie źdźbła trawy gilgoczą ją w brzuch. Podniosła wzrok na kocura, który pokiwał łbem. Pręgowana podniosła się i ruszyła cicho w stronę myszy. Kiedy była już na tyle blisko, opadła i zaczęła się skradać. Cicho przesuwała swoje łapy zaraz nad ziemią, żeby nie wydawać niepotrzebnego hałasu, który dla niej ledwo słyszalny, dla myszy mógł być ostatecznym ratunkiem. Jeszcze raz otworzyła pysk i zaciągnęła się (kocham). Mysz musiała być bardzo blisko, ponieważ jej zapach był bardzo intensywny. Wsunęła łapy między wysokie pasma trawy, później zrobiła to samo z pyskiem i drugą kończyną. Gryzoń skubał jakieś źdźbło nie zważając na resztę otaczającego świata. Uczennica wlepiła w niego swoje jasne ślepia i przygotowała się do skoku. Napięła wszystkie mięśnie i wyskoczyła lekko w górę. Spadła delikatnie na łapy, przyciskając zdobycz do ziemi. Mysz piszczała i próbowała się wyswobodzić, jednak kotka szybko zakończyła jej cierpienie. Uśmiechnięta wzięła ją do pyska i w podskokach wróciła do Borsuczej Gwiazdy, który dalej siedział na swoim miejscu. Na widok swojej uczennicy niosącej w pysku swoją pierwszą zdobycz wyszczerzył się wesoło, a jego oczy błyszczały swojego rodzaju dumą. Gardeniowa Łapa też była z siebie dumna.
- Świetna robota. Wróćmy teraz do lasu. Zakopiesz tam mysz i może uda ci się coś jeszcze upolować. Daje ci wolną łapę, bo wiem jak wzrok mentora rozprasza uczniów, zwłaszcza tych młodych - kotka szybko pokiwała głową i pognała do lasu, nie czekając na Borsuczą Gwiazdę, który jeszcze tylko krzyknął, żeby wróciła do obozu przez szczytowaniem księżyca.
Uczennica wykopała dołek i włożyła do niego gryzonia i szybko zakopała. Czuła jak rozsadza ją energia, miała wrażenie, że jest w stanie opustoszyć cały las ze zwierzyny. Kotka poczuła zapach zająca. Pomyślała, że mała pogoń za nim będzie świetnym rozpoczęciem polowania, i że będzie dobrym sposobem na rozładowanie tej całej energii. Przypadła nisko na łapy i zaczęła przedzierać się przez leśne runo. Była pewna, że zajączek jest już bardzo blisko. Wyjrzała zza krzewu i zobaczyła parę szarych uszu. Nie chciała skradać się bliżej, więc wyskoczyła daleko w przód, ofiara zerwała się nagle i zaczęła gnać przez las. Kotka nie była dłużna, szybko biec za nim. Zając był cholernie szybki, a uczennica nie miała w zwyczaju długich biegów. Prędko opadła z sił, więc zwolniła, co zwierz wykorzystał i uciekł zostawiając ją daleko w tyle. Gardeniowa Łapa zaprzestała i zaczęła łapać oddech. Było jej przykro, że nie dała rady dogonić zająca, ale szybko o tym zapomniała, ponieważ usłyszała szelest w krzakach. Zasmakowała powietrza i wyczuła jakiegoś gryzonia. Pachniał trochę inaczej od myszy, ale na pewno było to coś podobnego. Kotka znów przyjęła łowiecką pozę i zaczęła przemieszczać się w stronę nowej ofiary. Była w wysokiej trawie, nie widziała nic, ale słyszała i czuła, że gryzoń jest przed jej pyskiem. Niemal mogła go posmakować. Oddychała tak delikatnie, jakby zwierzak mógł poczuć jej oddech i uciec w krzaki. Uczennica wyskoczyła do góry i złapała w pysk grubego gryzonia. Przyjrzała się mu i zaśmiała pod nosem. Gardeniowa Łapa spojrzała na niebo i pomyślała, że jak na pierwsze polowanie dwie zdobycze to wystarczająco. Wzięła nornicę za skórę na szyi i wróciła po mysz. Zaczęła kierować się do obozu.
Tak jak zwykle czekała na swojego mentora przy wyjściu z obozu. Kiedy zobaczyła kocura jak wychodzi ze swojego legowiska zadrżała. Lider wymienił parę słów z swoim zastępcą-Płonącym Grzbietem, a po chwili ruszył w moją stronę. Borsucza Gwiazda posłał swojej uczennicy przyjazny uśmiech, który kotka szybko odwzajemniła z radością.
- Witaj Gardeniowa Łapo - Kocur usiadł obok niej i polizał swoją łapę szorstkim językiem parę razy.
- Dzień dobry Borsucza Gwiazdo - odpowiedziała szybko, szarpiąc zieloną trawę pazurkami. Kocur i kotka często rozmawiali prze, w czasie i po treningu. Jeszcze w obozie lider opowiadał kotce co ma zamiar z nią przećwiczyć tego dnia. Podczas przerw w polowaniu czy walce, Gardenia pytała mentora czy mógłby pokazać jej jakieś sztuczki lub inne pomocne rzeczy. Kiedy wracali często dyskutowali o jej postępach, ale nie zawsze, czasami lubili po prostu luźno pogawędzić.
- Jak wspominałem ci wczoraj, dzisiaj polujemy. Nie ma co siedzieć w obozie, kiedy w lesie tyle zwierzyny czai się w krzakach - lider wstał i przeciągnął się, ziewając długo. Otrzepał ogon od pyłu i kurzu. Wskazał głową na wyjście z obozu, a Gardeniowa Łapa szybko wstała i pognała do przodu.
Mentor razem z uczennicą dotarli na małą, leśną polankę. W wyższej trawie, mokrej od porannej rosy skakały koniki polne. Na niebie latały ptaki i motyle, a pod łapami brzęczały mi puchate pszczółki. Kocur wszedł na polankę i usiadł na środku. Liliowa kotka stała przed kocurem. Lider zamknął oczy i otworzył pysk. Gardenia przyglądała się kocurowi.
- Powiedz mi co czujesz - odezwał się cicho, jakby nie chciał żeby usłyszała go zwierzyna, ukryta w wysokim gąszczu. Uczennica wciągnęła powietrze mając otwarty pysk. Czuła mocny zapach myszy polnej. Gdzieś dalej musiał nasłuchiwać zając, ale jego woń była znacznie słabsza. Najgorzej czuła ptaki, które szukały materiału na swoje gniazdo. W tej trawie na pewno usłyszałyby jej kroki, więc złapanie ic byłoby bardzo trudne, a wręcz niemożliwe, zwłaszcza dla początkującej uczennicy. Gardeniowa Łapa ostatni raz otworzyła pysk, żeby na pewno wyczuć wszystko. Nic więcej już nie poczuła.
- Mysz, niedaleko nas. Zając, jest przy lesie, po drugiej stronie polany. Para ptaków na skraju, blisko krzaków - powiedziała, patrząc na lidera który dalej nasłuchiwał odgłosów lasu z zamkniętymi oczami. Pokiwał niemo głową na co Gardenia uśmiechnęła się radośnie.
- Chociaż mysz jest dalej niż ci się zdaję - powiedział otwierając ślepia. Wstał lekko na równe łapy i przyjrzał się liliowej - Bardzo pomocną i ważną rzeczą w polowaniu jest sposób w jaki ofiara dowiaduje się o twojej obecności. Zając cię usłyszy, więc trzeba być bardzo cichym podczas polowania na nie. Mysz poczuje twój zapach, dlatego należy zabrać się od tej strony, żeby wiatr nie niósł woni w jej stronę. Ptaki mają świetny wzrok oraz najczęściej kryją się w gałęziach drzew. Najtrudniej je upolować, bo one cie zobaczą zanim zdążysz wskoczyć na pień drzewa. Warto to zapamiętać, na pewno ci się przyda.
- Pamiętam wszystko co mi mówiłeś, Borsucza Gwiazdo! Każda twoja rada jest dla mnie bardzo ważna! - powiedziała głośno i radośnie uczennica z uśmiechem.
- Właśnie spłoszyłaś zająca - zaśmiał się lider
- Oh! Przepraszam. Już nie będę tak krzyczeć - spochmurniała kotka. Kocur podszedł i położył pysk między jej uszy mrucząc. Był to prosty gest, który sprawiał, że uczennica szybko odzyskała humor. Gardeniowa Łapa uśmiechnęła się, a lider musiał poczuć zmianę jej nastroju, bo po chwili odsunął się od niej.
- Spróbuj złapać tą mysz. Tam jest utarta ścieżka, więc będziesz mogła ciszej się do niej przedostać. Najpierw jednak chce zobaczyć twoją łowiecką pozycję. - kocur wlepił ślepia w kotkę, która przykucnęła na łapach - Niżej, tak każde zwierzę cię dostrzeże
Gardenia bardziej zgięła łapy, niemal czuła jak cienkie źdźbła trawy gilgoczą ją w brzuch. Podniosła wzrok na kocura, który pokiwał łbem. Pręgowana podniosła się i ruszyła cicho w stronę myszy. Kiedy była już na tyle blisko, opadła i zaczęła się skradać. Cicho przesuwała swoje łapy zaraz nad ziemią, żeby nie wydawać niepotrzebnego hałasu, który dla niej ledwo słyszalny, dla myszy mógł być ostatecznym ratunkiem. Jeszcze raz otworzyła pysk i zaciągnęła się (kocham). Mysz musiała być bardzo blisko, ponieważ jej zapach był bardzo intensywny. Wsunęła łapy między wysokie pasma trawy, później zrobiła to samo z pyskiem i drugą kończyną. Gryzoń skubał jakieś źdźbło nie zważając na resztę otaczającego świata. Uczennica wlepiła w niego swoje jasne ślepia i przygotowała się do skoku. Napięła wszystkie mięśnie i wyskoczyła lekko w górę. Spadła delikatnie na łapy, przyciskając zdobycz do ziemi. Mysz piszczała i próbowała się wyswobodzić, jednak kotka szybko zakończyła jej cierpienie. Uśmiechnięta wzięła ją do pyska i w podskokach wróciła do Borsuczej Gwiazdy, który dalej siedział na swoim miejscu. Na widok swojej uczennicy niosącej w pysku swoją pierwszą zdobycz wyszczerzył się wesoło, a jego oczy błyszczały swojego rodzaju dumą. Gardeniowa Łapa też była z siebie dumna.
- Świetna robota. Wróćmy teraz do lasu. Zakopiesz tam mysz i może uda ci się coś jeszcze upolować. Daje ci wolną łapę, bo wiem jak wzrok mentora rozprasza uczniów, zwłaszcza tych młodych - kotka szybko pokiwała głową i pognała do lasu, nie czekając na Borsuczą Gwiazdę, który jeszcze tylko krzyknął, żeby wróciła do obozu przez szczytowaniem księżyca.
Uczennica wykopała dołek i włożyła do niego gryzonia i szybko zakopała. Czuła jak rozsadza ją energia, miała wrażenie, że jest w stanie opustoszyć cały las ze zwierzyny. Kotka poczuła zapach zająca. Pomyślała, że mała pogoń za nim będzie świetnym rozpoczęciem polowania, i że będzie dobrym sposobem na rozładowanie tej całej energii. Przypadła nisko na łapy i zaczęła przedzierać się przez leśne runo. Była pewna, że zajączek jest już bardzo blisko. Wyjrzała zza krzewu i zobaczyła parę szarych uszu. Nie chciała skradać się bliżej, więc wyskoczyła daleko w przód, ofiara zerwała się nagle i zaczęła gnać przez las. Kotka nie była dłużna, szybko biec za nim. Zając był cholernie szybki, a uczennica nie miała w zwyczaju długich biegów. Prędko opadła z sił, więc zwolniła, co zwierz wykorzystał i uciekł zostawiając ją daleko w tyle. Gardeniowa Łapa zaprzestała i zaczęła łapać oddech. Było jej przykro, że nie dała rady dogonić zająca, ale szybko o tym zapomniała, ponieważ usłyszała szelest w krzakach. Zasmakowała powietrza i wyczuła jakiegoś gryzonia. Pachniał trochę inaczej od myszy, ale na pewno było to coś podobnego. Kotka znów przyjęła łowiecką pozę i zaczęła przemieszczać się w stronę nowej ofiary. Była w wysokiej trawie, nie widziała nic, ale słyszała i czuła, że gryzoń jest przed jej pyskiem. Niemal mogła go posmakować. Oddychała tak delikatnie, jakby zwierzak mógł poczuć jej oddech i uciec w krzaki. Uczennica wyskoczyła do góry i złapała w pysk grubego gryzonia. Przyjrzała się mu i zaśmiała pod nosem. Gardeniowa Łapa spojrzała na niebo i pomyślała, że jak na pierwsze polowanie dwie zdobycze to wystarczająco. Wzięła nornicę za skórę na szyi i wróciła po mysz. Zaczęła kierować się do obozu.
23 lipca 2018
Od Gardenii (Gardeniowej Łapy) do Popiołu (Spopielonej Łapy)
Kotka czuła się coraz lepiej. Nie doskwierał jej głód i odzyskiwała energie. Błękitne Futro, bo tak nazywała się szara kotka, która się nią zajmowała, pozwoliła jej wychodzić z legowiska medyka do obozu. Gardenia znała tylko parę kotów z tego otoczenia, jednak znaczna większość była jej obca. Umiała rozpoznać Borsuczą Gwiazdę, który jest liderem Klanu Wilka, jego partnerkę - Jaskółczy Śpiew oraz ich potomstwo. Trójka młodszych od niej kociaków często odwiedzała kotkę w legowisku. Dotrzymywali jej towarzystwa, kiedy medyczka była zbyt zajęta, żeby rozmawiać z liliową. Gardenia bardzo ich polubiła, byli radośni i wiecznie uśmiechnięci, nie miała jak się z nimi nudzić. Oprócz nich, czasami zaglądały tutaj jeszcze inne koty, jednak mało który jej się przedstawiał, zazwyczaj zaglądali tylko na pogawędkę z Błękitnym Futrem. Na początku Gardenii było przykro i myślała, że nie jest miło widziana w Klanie Wilka, ale kiedy rozmawiała o tym z liderem, który dość często do niej zaglądał i z nią gawędził, ten upewnił ją, że na pewno się przyda i wyrośnie na wspaniałą wojowniczkę. Słowa Borsuczej Gwiazdy zawsze podnosiły kotkę na duchu, nawet jeśli kocur nie zdaje sobie z tego sprawy, bardzo jej pomógł zaadaptować się w nowym miejscu.
Był ciepły, wiosenny poranek. Liliowa kotka, obudzona przez pierwsze promyki światła, siedziała teraz na swoim legowisku, czyszcząc dokładnie swoje błyszczące futerko. Lekki wiatr przedostawał się do środka, a jego powiew czochrał ledwo co ułożoną sierść Gardenii. Na jej pyszczek zawitał delikatny uśmiech. Odwróciła łebek w stronę medyczki, która przeciągnęła się i ziewnęła.
- Dzień dobry - przywitała medyczkę Gardenia. Szara kotka otrzepała się i podeszła bliżej liliowej. Posłała jej przyjazny uśmiech, na którego widok młoda uśmiechnęła się szerzej. - Jak się spało?
- Witaj Gardenio. Bardzo dobrze, dziękuje - powiedziała, przystawiając łapę do pyska i liżąc ją szorstkim językiem - Chociaż, gdyby w nocy nie padał silny deszcz, nie budziłabym się tyle razy, ale nie narzekam. Przynajmniej nie było skwaru.
- Padało?
- Bardziej by pasowało określenie lało, skarbie - zaśmiała się medyczka i parę razy przesunęła łapą po uchu - dziwne, że nie usłyszałaś, skoro śpisz bliżej wejścia. Widocznie masz bardzo mocny sen.
- Widocznie tak - liliowa kotka skończyła czyścić swoje futerko i całą uwagę skupiła na swojej rozmówczyni, która najwidoczniej chciała jej powiedzieć coś ważnego, jednak dalej milczała.
- Wiesz Gardenio, jesteś taka wrażliwa i uczuciowa - odezwała się Błękitne Futro po krótkiej ciszy. Kotka odwróciła w jej stronę swój mały łepek i z niezrozumieniem wpatrywała się w medyczkę - Może zamiast szkolić się na wojowniczkę, wolałabyś zostać moją uczennicą i przygotowywać się do zostania medykiem. Nie musiałabyś brać udziału w wojnach, nie patrzyłabyś na ten cały rozlew krwi.
Młoda z niewyraźnym spojrzeniem patrzyła na szarą medyczkę. Ta czekała na jej odpowiedź. Gardenia nie chciała sprawiać jej przykrości, ale wiedziała, że nie nadaję sie na medyczkę. Przecież nie dała by rady zająć się jakimś kotem tak jak Błękitne Futro zajęła się nią. To za trudne. Nie potrafiłaby pogodzić sie ze stratą kota, który umarł przez to, że ona nie umiała mu pomóc. Jeśli zostanie wojowniczką, będzie mogła darowac zycie, a może nawet nie będzie musiała brac udziału w wojnach. Do tego Gardenia nie chciała zawieść Borsuczej Gwiazdy, który przekonywał ją do szkolenia się na wojowniczkę. Najbardziej przemawiało do niej jednak to, że sama chciała nią zostać. Chciała chronić klan, który dał jej schronienie i pomógł po kolejnym porzuceniu, teraz wiedziała, że znalazła swój wymarzony, ciepły dom.
- Tak mi przykro Błękitny Futrze, ale nie mogę. Nie nadaje się - powiedziała cicho kotka, nie patrząc w oczy szarej.
- Oczywiście, że się nadajesz! Masz w sobie tyle współczucia i cierpliwości, będzie z ciebie idealna medyczka - młoda pokręciła łepkiem i przepraszająco spojrzała na starszą. Wzrok Błękitnego Futra stał sie bardziej chłodny i zrezygnowany. - Ale przecież nie będę cie do tego zmuszać. Skoro nie, to nie,
- Nie gniewaj się proszę. Po prostu...
- Nie gniewam się przecież - powiedziała twardo medyczka i odeszła.
Gardenii było przykro. Bardzo przykro. Nie lubiła ranić innych kotów, ale też nie lubiła kłamać. Gdyby sie zgodziła, pewnie całe życie byłaby nieszczęśliwa i znudzona swoim zajęciem. Czuła, ze jako wojowniczka odkryje swoje powołanie, że będzie oddana i lojalna, że będzie dawać z siebie wszystko. Najpierw jako pojętna uczennica u boku swojego mentora, a potem jako wierna i uczciwa wojowniczka. Nie mogła się już doczekać, tak samo jak kociaki Jaskółczego Śpiewu. Liliowa kotka nabrała ochoty na ich towarzystwo. Na pewno poprawią jej humor. Kotka bez ociągania się wstała i otrzepała się. Szybkim krokiem ruszyła w stronę kociarni. Zajrzała tam, ale nikogo tam nie było. Tyłem wyszła i rozejrzała się po obozie. W topniejących kupkach śniegu tarzała się Noc, obok niej Popiół kopała dziurę w białym puchu. Brakowało tylko Wąsika. Gardenia bardzo lubiła tego małego psotnika. Truchtem podbiegła do kotek, które od razu przywitały ją wesołym uśmiechem, starsza liliowa kotka odwzajemniła go po chwili i oparła się łapkami o górkę, brudnego, mokrego śniegu.
- Cześć Gardenio! - powiedziały w tym samym czasie kotki. Nagle z krzaków obok wyskoczył Wąsik, trzymając w pysku motyla.
- HA! Mówiłem, że go złapie! - wykrzyczał sepleniąc. Rudasek wypluł go na ziemie, a ten jakby nigdy nic odfrunął w niebo. Siostry wybuchły śmiechem, Gardenia zachichotała po nosem, a kocur próbował jeszcze złapać ofiarę w locie. Zrezygnowany i obrażony usiadł pod krzakami, ze strasznym wyrazem pyska. Noc i Popiół spojrzały po sobie uspokajając się powoli. Wiedziały jak zaprosić Wąsika do pogawędki, nawet jeśli ten był wręcz oburzony.
- Wiecie, że mama mówiła, że za niedługo zostaniemy uczniami, a Gardenia razem z nami - powiedziała Popiół, głośno na tyle, że rudy kocur siedzący dalej mógł spokojnie usłyszeć każde jej słowo. Spojrzał na nie zaciekawiony i cała złośc z niego wyparowała momentalnie.
- Na prawdę?
- Tak, słyszałam jak rozmawia z tatą
- Dobra dzieciaki wracajcie do kociarni, bo się przeziębcie i nie zostaniecie uczniami - rzekła Jaskółczy Śpiew. która nagle pojawiła się przy nich. Z pyszczków rodzeństwa wyrwał się jęk niezadowolenia, ale cała trójka poszła za matką. Troszkę z tyłu został Wąsik, dalej zły na motyla-uciekiniera. Gardenia zwolniła kroku i wyrównała go z rudym kocurem. Ten spojrzał na nią pytająco. Kotka uśmiechnęła się do niego pocieszająco.
- Wiesz, wydaję mi się, że Noc i Popiół by go nawet nie znalazły, a śmiały się, bo musiały jakoś ukryć zazdrość - zaszczebiotała liliowa i otarła się o rudaska. Na pysk Wąsika wrócił radosny, zawadiacki uśmieszek - Jesteś od nich lepszy, pamiętaj.
Po tych słowach kotka przyśpieszyła, a kocurek zrobił to samo, doganiając resztę. Jastrzębi Spiew odprowadziła kociaki wzrokiem, a sama została na zewnątrz. Noc usiadła na swoim mchu, a obok niej od razu zasiadła Popiół. Wąsik położył się naprzeciwko sióstr, a Gardenia po chwili zajęła miejsce obok kocura.
- No Popiół, gadaj co z tymi uczniami - odezwał się Wąsik. Koniuszek jego ogona drgał z podekscytowania, a oczy błyszczały mu na samą myśl o zostaniu uczniem. Gardenia też się cieszyła, ale tak tego nie okazywała.
- Tata, ostatnio rozmawiał z mamą i wspominał, że jesteśmy już duzi. No i że juz mysli nad mentorami dla nas - powiedziała, a Wąsik uśmiechnął się otwierając pyszczek - Gdybyście nie byli takimi przygłupami i umielibyście słuchać co mówią inni to też byście wiedzieli
- Z tego co wiem, to się nazywa podsłuchiwanie siostrzyczko. Podobno to bardzo niegrzecznie tak robić. Jak mama się dowie to dostaniesz kare! - zaśmiała się Noc, a Popiół spojrzała na nią pogardliwie.
- Ale mama o tym nie wie!
- Ale może się dowiedzieć!
- Nie powiesz jej!
- Jasne, że powiem!
- Ej, dobra, weźcie się uspokójcie. Nikt nie będzie nikomu nic mówił, dobra? - przerwał siostrom Wąsik, który nie mógł się doczekać aż Popiół dokończy. Kotki spojrzały po sobie, a po chwili Noc kiwnęła głową na znak zgody - No, kontynuuj Popiołku
- Co mam niby kontynuować? Wszystko powiedziałam - spojrzała na brata pytającym spojrzeniem, a ten tylko przekręcił łepek - Nie wiem nawet kto będzie nas szkolił. Nic nie powiedział. Tylko, że nad tym myśli, żadnych szczegółów.
- Chciałbym, żeby moim mentorem został Borsucza Gwiazda - rozmarzył się Wąsik.
- Ja nie mam wytypowanej osoby, po prostu zamierzam być świetnym uczniem, żeby zostać jeszcze lepszą wojowniczką - powiedziała Noc, a brat przeniósł spojrzenie na jej osobę. Zmrużył oczy w cienkie szparki.
- Twierdzisz, że będziesz najlepsza?! - oburzył się rudasek, wstając z ziemi i rzucając siostrze wściekłe spojrzenie. Pewnie rzuciłby sie na nią i zaczął turlać po całej kociarni, ale na szczęście do środka weszła matka trójki.
- Każdy z was będzie wspaniałym wojownikiem - powiedziała spokojnie kotka, kładąc się za swoimi córkami - A ty Popiół masz karę za podsłuchiwanie starszych.
- Ale mamo! - zaprotestowała błękitna kotka, ale rodzicielka nie chciała słyszeć żadnych wymówek.
- A ty masz jakiegoś wymarzonego mentora? - Wąsik zwrócił się do Gardenii, która do tej pory siedziała cichutko i nie wtrącała się w sprzeczki dwóch sióstr. Kotka spojrzała na niego i zamyśliła się przez chwilkę.
- Raczej nie. Nie znam większości kotów z imienia, ale Błękitne Futro chciała mnie przekonać do zostania medyczką, nie zgodziłam się, więc chyba się na mnie pogniewała - powiedziała cichutko, a jej głos drżał - Nie chce dostać jakiegoś kota, który będzie dla mnie nie miły. Kiedy byłam jeszcze za słaba żeby sama chodzić po jedzenie, ktoś musiał mi je przynosić. Najczęściej była to Błękitne Futro, ale kiedy miała za dużo na głowie, robiły to inne koty. Czasami były zdenerwowane, jakby przejść te parę kroków było dla nich prawdziwą męczarnia, było mi wtedy bardzo przykro.
- Och, nie przejmuj się tak wszystkim - rzekła karmicielka, posyłając jej pocieszające spojrzenie. Gardenia uśmiechnęła się pod nosem i podniosła głowę. - Borsucza Gwiazda na pewno da ci jakiegoś porządnego mentora, który świetnie cie wyszkoli. Co do Błękitnego Futra to całkowicie cie rozumiem. Sama powinnaś wybrać którą ścieżką chcesz podążać, nikt nie może cie do niczego zmuszać, skarbie.
- Tak! Medycy są nudni i nic nie robią. Bardzo dobrze zrobiłaś, że odmówiłaś. - odezwał się Wąsik i posłał koleżance wesoły uśmiech.
- Wąsiku nie mów tak! Medyk to bardzo ważny kot. - powiedziała rozgniewana Jaskółczy Śpiew. Posłała synowi karcące spojrzenie, ale on tylko przewrócił oczami.
- Gdybyś nim została nie mogłabyś robić nic fajnego. Wszystkiego by ci zabraniał Klan Gwiazdy. Nawet dzieci byś nie mogła sobie zrobić, nawet za partnera cie ukarzą - palnął rudy kocur. Kładąc się na mchu. Na chwilę zapanowała cisza, którą zagłuszał dźwięk szurania, który wydawał ogon Gardenii, sunący po ziemi. Kotka miała wzrok wlepiony w ziemie. Znowu było jej przykro, bo przypomniała sobie, że jej odmowa zabolała Błękitne Futro. Medyczka chciała w końcu mieć ucznia, a ona ponoć się nadawała. Nie zgodziła się, więc kotka jest zła. Zawiodła ją, tak samo jak swoją matkę. Na samą myśl o swojej rodzicielce Gardenii chciało się płakać, jednak nie chciała pokazywać słabości przed przyjaciółmi. Szybko się zebrała i uśmiechnęła. Była szczęśliwa, że ma takich towarzyszy, a Jaskółczy Śpiew chociaż minimalnie wypełnia jej pustkę po matce.
- Ciesze sie, że was mam - powiedziała spokojnie, a reszta kotów spojrzała na nią zdziwiona. Jaskółczy Śpiew uśmiechnęła się ciepło i zamruczała, Noc i Popiół spojrzały po sobie i zaśmiały się pod nosem. Wąsik zaplótł jej ogon razem ze swoim i wyszczerzył się w radosnym uśmiechu.
- Takie fajne koty muszą się trzymać razem, co nie?
~~~~~~ Parę wschodów słońca później, dzień mianowania ~~~~~~
Kotka stała rozdygotana w kociarni. Dzisiaj miała zostać uczennicą. Tej nocy spała razem z dziećmi Jaskółczego Śpiewu, bo prawie całą noc rozmawiali o swoich planach na wojownicze życie. Na nic się zdało zdenerwowanie matki trojaczków, która co chwilę kazała im iść spać, bo jutro ważny dzień i musza wypocząć przed ceremonią.Szybko jednak sama zasnęła tak mocno, że nawet śmiechy kociaków jej nie wybudziły. Teraz było już rano, więc Jaskółczy Śpiew była cała zabiegana. Co chwilę wychodziła do partnera pytać się co i jak mimo że doskonale pamiętała swoją własną ceremonie, jednak momentalnie wszystko wylatywało jej z głowy, więc się wracała i tak non stop. Gardenia jako pierwsza wstała, bo nie rozmawiała z rodzeństwem do samego rana, więc była w miarę wypoczęta. Jednak nie można tego było powiedzieć o reszcie. Wąsik ukrywał zmęczenia swoim radosnym uśmiechem. Zniecierpliwiony skakał po całej kociarni i pewnie rozniósłby ją gdyby nie to, że o mało nie zasypiał. Noc siedziała opierając się o wystający pień, a oczy same jej się zamykały. Na mchu leżała Popiół, która kazała siebie obudzić jak będą wychodzić. Liliowa miała świeżo umytą sierść, każdy włosek był na swoim miejscu, a nawet udało jej się pozbyć zaschniętej gliny z jej dłuższego futra. Borsucza Gwiazda, który był tu jakiś czas temu, powiedział jej, że wygląda dziś wyjątkowo zjawiskowo. Kotka brała wszystkie słowa lidera, zwłaszcza te miłe, mocno do serca. Do kociarni weszła Jaskółczy Śpiew.
- Zbierajcie się, za chwile Borsucza Gwiazda zbierze koty - powiedziała przejęta matka. W jej oczach były iskierki szczęścia, ale też smutku i strachy, jakby bała się wypuścić swoje dzieci. Gardenia ją rozumiała. Kotka bała się, że jej pociechy będą musiały patrzeć na wszystkie okrucieństwa zewnętrznego świata. Tam nie było kolorowa, a na pewno nie tak jak mogłoby się wydawać na początku. Nawet pachnące kwiaty ukrywają swoje kolce. Gardenia dobrze znała ten świat. ten pełen kłamstw i odrzucenia. Tam nikt nie ma zamiaru cie akceptować.
Liliowa wstała i podeszła do Popiołu. Szurchnęła ją łapą w łopatkę, a ta tylku wymruczała coś i zasłoniła pysk łapami.
- Wstawaj, bo całe życie tutaj spędzisz - zaśmiała się Gardenia i znów lekko uderzyła kotkę. Ta leniwie wstała i przeciągnęła się ziewając. Zamlaskała i mrugnęła parę razy by na dobrze odciągnąć sen.
- Na Klan Gwiazd, potem sobie pogadacie. Pośpieszcie się - popędził je Wąsik, a kotki tylko przewróciły oczami i podbiegły do rudego kocura. Razem z Jaskółczym Śpiewem przeszli rzez obóz, kiedy rozbrzmiał donośny głos Borsuczej Gwiazdy. Gardenia zaczęła drżeć z podekscytowania i strachu. Nie mogła się doczekać pierwszego treningu, ale bała się kto będzie go doglądał. Tak bardzo chciała żeby był to ktoś miły i uprzejmy. Jeśli dostanie jakiego zgreda, chyba będzie musiała drugi raz rozpatrzeć propozycje Błękitnego Futra. Na przodzie, pędził wręcz Wąsik. Trochę wolniej szła Jaskółczy Śpiew, a obok niej dreptała Noc z wysoko uniesionym ogonem. Za siostrą podążała Popiół, ziewając co parę chwil. Z tyłu zostawała tylko liliowa kotka. Cała się trzęsła, a jej wzrok był niczym od jeszcze żyjącej zdobyczy, która już wie, że nie ucieknie. Nawet nie wiedziała, kiedy doszli. Stanęła obok Wąsika. Przesunęła się bliżej kocurka, miała nadzieję, że jego pewność siebie jakoś się na nią przeleje.
- Dzisiaj zebraliśmy się tutaj aby powołać czterech nowych uczniów. Popiół, Noc, Gardenia i Wąs otrzymają dzisiaj swoje nowe imiona jak i mentorów. Zacznijmy więc. Noc, proszę wyjdź do przodu. - powiedział głośno, a kotka podeszła bliżej. na jej pyszczku widniał uśmiech. Liliowa nie wiedziała skąd ta trójka wzięła tą pewność siebie. Szczerze powiedziawszy, zazdrościła jej im. Wyglądała niczym mały kociak, tak trzęsąc się obok wyprostowanego i dumnego Wąsa. - Od dzisiaj nazywać się będziesz Nocna Łapa. Twoim mentorem zostanie Szepczący Wiatr. Wierzę, że jest gotowa aby dostać swojego pierwszego ucznia. Przekaże ci swą wiedzę jak i determinację.
Był ciepły, wiosenny poranek. Liliowa kotka, obudzona przez pierwsze promyki światła, siedziała teraz na swoim legowisku, czyszcząc dokładnie swoje błyszczące futerko. Lekki wiatr przedostawał się do środka, a jego powiew czochrał ledwo co ułożoną sierść Gardenii. Na jej pyszczek zawitał delikatny uśmiech. Odwróciła łebek w stronę medyczki, która przeciągnęła się i ziewnęła.
- Dzień dobry - przywitała medyczkę Gardenia. Szara kotka otrzepała się i podeszła bliżej liliowej. Posłała jej przyjazny uśmiech, na którego widok młoda uśmiechnęła się szerzej. - Jak się spało?
- Witaj Gardenio. Bardzo dobrze, dziękuje - powiedziała, przystawiając łapę do pyska i liżąc ją szorstkim językiem - Chociaż, gdyby w nocy nie padał silny deszcz, nie budziłabym się tyle razy, ale nie narzekam. Przynajmniej nie było skwaru.
- Padało?
- Bardziej by pasowało określenie lało, skarbie - zaśmiała się medyczka i parę razy przesunęła łapą po uchu - dziwne, że nie usłyszałaś, skoro śpisz bliżej wejścia. Widocznie masz bardzo mocny sen.
- Widocznie tak - liliowa kotka skończyła czyścić swoje futerko i całą uwagę skupiła na swojej rozmówczyni, która najwidoczniej chciała jej powiedzieć coś ważnego, jednak dalej milczała.
- Wiesz Gardenio, jesteś taka wrażliwa i uczuciowa - odezwała się Błękitne Futro po krótkiej ciszy. Kotka odwróciła w jej stronę swój mały łepek i z niezrozumieniem wpatrywała się w medyczkę - Może zamiast szkolić się na wojowniczkę, wolałabyś zostać moją uczennicą i przygotowywać się do zostania medykiem. Nie musiałabyś brać udziału w wojnach, nie patrzyłabyś na ten cały rozlew krwi.
Młoda z niewyraźnym spojrzeniem patrzyła na szarą medyczkę. Ta czekała na jej odpowiedź. Gardenia nie chciała sprawiać jej przykrości, ale wiedziała, że nie nadaję sie na medyczkę. Przecież nie dała by rady zająć się jakimś kotem tak jak Błękitne Futro zajęła się nią. To za trudne. Nie potrafiłaby pogodzić sie ze stratą kota, który umarł przez to, że ona nie umiała mu pomóc. Jeśli zostanie wojowniczką, będzie mogła darowac zycie, a może nawet nie będzie musiała brac udziału w wojnach. Do tego Gardenia nie chciała zawieść Borsuczej Gwiazdy, który przekonywał ją do szkolenia się na wojowniczkę. Najbardziej przemawiało do niej jednak to, że sama chciała nią zostać. Chciała chronić klan, który dał jej schronienie i pomógł po kolejnym porzuceniu, teraz wiedziała, że znalazła swój wymarzony, ciepły dom.
- Tak mi przykro Błękitny Futrze, ale nie mogę. Nie nadaje się - powiedziała cicho kotka, nie patrząc w oczy szarej.
- Oczywiście, że się nadajesz! Masz w sobie tyle współczucia i cierpliwości, będzie z ciebie idealna medyczka - młoda pokręciła łepkiem i przepraszająco spojrzała na starszą. Wzrok Błękitnego Futra stał sie bardziej chłodny i zrezygnowany. - Ale przecież nie będę cie do tego zmuszać. Skoro nie, to nie,
- Nie gniewaj się proszę. Po prostu...
- Nie gniewam się przecież - powiedziała twardo medyczka i odeszła.
Gardenii było przykro. Bardzo przykro. Nie lubiła ranić innych kotów, ale też nie lubiła kłamać. Gdyby sie zgodziła, pewnie całe życie byłaby nieszczęśliwa i znudzona swoim zajęciem. Czuła, ze jako wojowniczka odkryje swoje powołanie, że będzie oddana i lojalna, że będzie dawać z siebie wszystko. Najpierw jako pojętna uczennica u boku swojego mentora, a potem jako wierna i uczciwa wojowniczka. Nie mogła się już doczekać, tak samo jak kociaki Jaskółczego Śpiewu. Liliowa kotka nabrała ochoty na ich towarzystwo. Na pewno poprawią jej humor. Kotka bez ociągania się wstała i otrzepała się. Szybkim krokiem ruszyła w stronę kociarni. Zajrzała tam, ale nikogo tam nie było. Tyłem wyszła i rozejrzała się po obozie. W topniejących kupkach śniegu tarzała się Noc, obok niej Popiół kopała dziurę w białym puchu. Brakowało tylko Wąsika. Gardenia bardzo lubiła tego małego psotnika. Truchtem podbiegła do kotek, które od razu przywitały ją wesołym uśmiechem, starsza liliowa kotka odwzajemniła go po chwili i oparła się łapkami o górkę, brudnego, mokrego śniegu.
- Cześć Gardenio! - powiedziały w tym samym czasie kotki. Nagle z krzaków obok wyskoczył Wąsik, trzymając w pysku motyla.
- HA! Mówiłem, że go złapie! - wykrzyczał sepleniąc. Rudasek wypluł go na ziemie, a ten jakby nigdy nic odfrunął w niebo. Siostry wybuchły śmiechem, Gardenia zachichotała po nosem, a kocur próbował jeszcze złapać ofiarę w locie. Zrezygnowany i obrażony usiadł pod krzakami, ze strasznym wyrazem pyska. Noc i Popiół spojrzały po sobie uspokajając się powoli. Wiedziały jak zaprosić Wąsika do pogawędki, nawet jeśli ten był wręcz oburzony.
- Wiecie, że mama mówiła, że za niedługo zostaniemy uczniami, a Gardenia razem z nami - powiedziała Popiół, głośno na tyle, że rudy kocur siedzący dalej mógł spokojnie usłyszeć każde jej słowo. Spojrzał na nie zaciekawiony i cała złośc z niego wyparowała momentalnie.
- Na prawdę?
- Tak, słyszałam jak rozmawia z tatą
- Dobra dzieciaki wracajcie do kociarni, bo się przeziębcie i nie zostaniecie uczniami - rzekła Jaskółczy Śpiew. która nagle pojawiła się przy nich. Z pyszczków rodzeństwa wyrwał się jęk niezadowolenia, ale cała trójka poszła za matką. Troszkę z tyłu został Wąsik, dalej zły na motyla-uciekiniera. Gardenia zwolniła kroku i wyrównała go z rudym kocurem. Ten spojrzał na nią pytająco. Kotka uśmiechnęła się do niego pocieszająco.
- Wiesz, wydaję mi się, że Noc i Popiół by go nawet nie znalazły, a śmiały się, bo musiały jakoś ukryć zazdrość - zaszczebiotała liliowa i otarła się o rudaska. Na pysk Wąsika wrócił radosny, zawadiacki uśmieszek - Jesteś od nich lepszy, pamiętaj.
Po tych słowach kotka przyśpieszyła, a kocurek zrobił to samo, doganiając resztę. Jastrzębi Spiew odprowadziła kociaki wzrokiem, a sama została na zewnątrz. Noc usiadła na swoim mchu, a obok niej od razu zasiadła Popiół. Wąsik położył się naprzeciwko sióstr, a Gardenia po chwili zajęła miejsce obok kocura.
- No Popiół, gadaj co z tymi uczniami - odezwał się Wąsik. Koniuszek jego ogona drgał z podekscytowania, a oczy błyszczały mu na samą myśl o zostaniu uczniem. Gardenia też się cieszyła, ale tak tego nie okazywała.
- Tata, ostatnio rozmawiał z mamą i wspominał, że jesteśmy już duzi. No i że juz mysli nad mentorami dla nas - powiedziała, a Wąsik uśmiechnął się otwierając pyszczek - Gdybyście nie byli takimi przygłupami i umielibyście słuchać co mówią inni to też byście wiedzieli
- Z tego co wiem, to się nazywa podsłuchiwanie siostrzyczko. Podobno to bardzo niegrzecznie tak robić. Jak mama się dowie to dostaniesz kare! - zaśmiała się Noc, a Popiół spojrzała na nią pogardliwie.
- Ale mama o tym nie wie!
- Ale może się dowiedzieć!
- Nie powiesz jej!
- Jasne, że powiem!
- Ej, dobra, weźcie się uspokójcie. Nikt nie będzie nikomu nic mówił, dobra? - przerwał siostrom Wąsik, który nie mógł się doczekać aż Popiół dokończy. Kotki spojrzały po sobie, a po chwili Noc kiwnęła głową na znak zgody - No, kontynuuj Popiołku
- Co mam niby kontynuować? Wszystko powiedziałam - spojrzała na brata pytającym spojrzeniem, a ten tylko przekręcił łepek - Nie wiem nawet kto będzie nas szkolił. Nic nie powiedział. Tylko, że nad tym myśli, żadnych szczegółów.
- Chciałbym, żeby moim mentorem został Borsucza Gwiazda - rozmarzył się Wąsik.
- Ja nie mam wytypowanej osoby, po prostu zamierzam być świetnym uczniem, żeby zostać jeszcze lepszą wojowniczką - powiedziała Noc, a brat przeniósł spojrzenie na jej osobę. Zmrużył oczy w cienkie szparki.
- Twierdzisz, że będziesz najlepsza?! - oburzył się rudasek, wstając z ziemi i rzucając siostrze wściekłe spojrzenie. Pewnie rzuciłby sie na nią i zaczął turlać po całej kociarni, ale na szczęście do środka weszła matka trójki.
- Każdy z was będzie wspaniałym wojownikiem - powiedziała spokojnie kotka, kładąc się za swoimi córkami - A ty Popiół masz karę za podsłuchiwanie starszych.
- Ale mamo! - zaprotestowała błękitna kotka, ale rodzicielka nie chciała słyszeć żadnych wymówek.
- A ty masz jakiegoś wymarzonego mentora? - Wąsik zwrócił się do Gardenii, która do tej pory siedziała cichutko i nie wtrącała się w sprzeczki dwóch sióstr. Kotka spojrzała na niego i zamyśliła się przez chwilkę.
- Raczej nie. Nie znam większości kotów z imienia, ale Błękitne Futro chciała mnie przekonać do zostania medyczką, nie zgodziłam się, więc chyba się na mnie pogniewała - powiedziała cichutko, a jej głos drżał - Nie chce dostać jakiegoś kota, który będzie dla mnie nie miły. Kiedy byłam jeszcze za słaba żeby sama chodzić po jedzenie, ktoś musiał mi je przynosić. Najczęściej była to Błękitne Futro, ale kiedy miała za dużo na głowie, robiły to inne koty. Czasami były zdenerwowane, jakby przejść te parę kroków było dla nich prawdziwą męczarnia, było mi wtedy bardzo przykro.
- Och, nie przejmuj się tak wszystkim - rzekła karmicielka, posyłając jej pocieszające spojrzenie. Gardenia uśmiechnęła się pod nosem i podniosła głowę. - Borsucza Gwiazda na pewno da ci jakiegoś porządnego mentora, który świetnie cie wyszkoli. Co do Błękitnego Futra to całkowicie cie rozumiem. Sama powinnaś wybrać którą ścieżką chcesz podążać, nikt nie może cie do niczego zmuszać, skarbie.
- Tak! Medycy są nudni i nic nie robią. Bardzo dobrze zrobiłaś, że odmówiłaś. - odezwał się Wąsik i posłał koleżance wesoły uśmiech.
- Wąsiku nie mów tak! Medyk to bardzo ważny kot. - powiedziała rozgniewana Jaskółczy Śpiew. Posłała synowi karcące spojrzenie, ale on tylko przewrócił oczami.
- Gdybyś nim została nie mogłabyś robić nic fajnego. Wszystkiego by ci zabraniał Klan Gwiazdy. Nawet dzieci byś nie mogła sobie zrobić, nawet za partnera cie ukarzą - palnął rudy kocur. Kładąc się na mchu. Na chwilę zapanowała cisza, którą zagłuszał dźwięk szurania, który wydawał ogon Gardenii, sunący po ziemi. Kotka miała wzrok wlepiony w ziemie. Znowu było jej przykro, bo przypomniała sobie, że jej odmowa zabolała Błękitne Futro. Medyczka chciała w końcu mieć ucznia, a ona ponoć się nadawała. Nie zgodziła się, więc kotka jest zła. Zawiodła ją, tak samo jak swoją matkę. Na samą myśl o swojej rodzicielce Gardenii chciało się płakać, jednak nie chciała pokazywać słabości przed przyjaciółmi. Szybko się zebrała i uśmiechnęła. Była szczęśliwa, że ma takich towarzyszy, a Jaskółczy Śpiew chociaż minimalnie wypełnia jej pustkę po matce.
- Ciesze sie, że was mam - powiedziała spokojnie, a reszta kotów spojrzała na nią zdziwiona. Jaskółczy Śpiew uśmiechnęła się ciepło i zamruczała, Noc i Popiół spojrzały po sobie i zaśmiały się pod nosem. Wąsik zaplótł jej ogon razem ze swoim i wyszczerzył się w radosnym uśmiechu.
- Takie fajne koty muszą się trzymać razem, co nie?
~~~~~~ Parę wschodów słońca później, dzień mianowania ~~~~~~
Kotka stała rozdygotana w kociarni. Dzisiaj miała zostać uczennicą. Tej nocy spała razem z dziećmi Jaskółczego Śpiewu, bo prawie całą noc rozmawiali o swoich planach na wojownicze życie. Na nic się zdało zdenerwowanie matki trojaczków, która co chwilę kazała im iść spać, bo jutro ważny dzień i musza wypocząć przed ceremonią.Szybko jednak sama zasnęła tak mocno, że nawet śmiechy kociaków jej nie wybudziły. Teraz było już rano, więc Jaskółczy Śpiew była cała zabiegana. Co chwilę wychodziła do partnera pytać się co i jak mimo że doskonale pamiętała swoją własną ceremonie, jednak momentalnie wszystko wylatywało jej z głowy, więc się wracała i tak non stop. Gardenia jako pierwsza wstała, bo nie rozmawiała z rodzeństwem do samego rana, więc była w miarę wypoczęta. Jednak nie można tego było powiedzieć o reszcie. Wąsik ukrywał zmęczenia swoim radosnym uśmiechem. Zniecierpliwiony skakał po całej kociarni i pewnie rozniósłby ją gdyby nie to, że o mało nie zasypiał. Noc siedziała opierając się o wystający pień, a oczy same jej się zamykały. Na mchu leżała Popiół, która kazała siebie obudzić jak będą wychodzić. Liliowa miała świeżo umytą sierść, każdy włosek był na swoim miejscu, a nawet udało jej się pozbyć zaschniętej gliny z jej dłuższego futra. Borsucza Gwiazda, który był tu jakiś czas temu, powiedział jej, że wygląda dziś wyjątkowo zjawiskowo. Kotka brała wszystkie słowa lidera, zwłaszcza te miłe, mocno do serca. Do kociarni weszła Jaskółczy Śpiew.
- Zbierajcie się, za chwile Borsucza Gwiazda zbierze koty - powiedziała przejęta matka. W jej oczach były iskierki szczęścia, ale też smutku i strachy, jakby bała się wypuścić swoje dzieci. Gardenia ją rozumiała. Kotka bała się, że jej pociechy będą musiały patrzeć na wszystkie okrucieństwa zewnętrznego świata. Tam nie było kolorowa, a na pewno nie tak jak mogłoby się wydawać na początku. Nawet pachnące kwiaty ukrywają swoje kolce. Gardenia dobrze znała ten świat. ten pełen kłamstw i odrzucenia. Tam nikt nie ma zamiaru cie akceptować.
Liliowa wstała i podeszła do Popiołu. Szurchnęła ją łapą w łopatkę, a ta tylku wymruczała coś i zasłoniła pysk łapami.
- Wstawaj, bo całe życie tutaj spędzisz - zaśmiała się Gardenia i znów lekko uderzyła kotkę. Ta leniwie wstała i przeciągnęła się ziewając. Zamlaskała i mrugnęła parę razy by na dobrze odciągnąć sen.
- Na Klan Gwiazd, potem sobie pogadacie. Pośpieszcie się - popędził je Wąsik, a kotki tylko przewróciły oczami i podbiegły do rudego kocura. Razem z Jaskółczym Śpiewem przeszli rzez obóz, kiedy rozbrzmiał donośny głos Borsuczej Gwiazdy. Gardenia zaczęła drżeć z podekscytowania i strachu. Nie mogła się doczekać pierwszego treningu, ale bała się kto będzie go doglądał. Tak bardzo chciała żeby był to ktoś miły i uprzejmy. Jeśli dostanie jakiego zgreda, chyba będzie musiała drugi raz rozpatrzeć propozycje Błękitnego Futra. Na przodzie, pędził wręcz Wąsik. Trochę wolniej szła Jaskółczy Śpiew, a obok niej dreptała Noc z wysoko uniesionym ogonem. Za siostrą podążała Popiół, ziewając co parę chwil. Z tyłu zostawała tylko liliowa kotka. Cała się trzęsła, a jej wzrok był niczym od jeszcze żyjącej zdobyczy, która już wie, że nie ucieknie. Nawet nie wiedziała, kiedy doszli. Stanęła obok Wąsika. Przesunęła się bliżej kocurka, miała nadzieję, że jego pewność siebie jakoś się na nią przeleje.
- Dzisiaj zebraliśmy się tutaj aby powołać czterech nowych uczniów. Popiół, Noc, Gardenia i Wąs otrzymają dzisiaj swoje nowe imiona jak i mentorów. Zacznijmy więc. Noc, proszę wyjdź do przodu. - powiedział głośno, a kotka podeszła bliżej. na jej pyszczku widniał uśmiech. Liliowa nie wiedziała skąd ta trójka wzięła tą pewność siebie. Szczerze powiedziawszy, zazdrościła jej im. Wyglądała niczym mały kociak, tak trzęsąc się obok wyprostowanego i dumnego Wąsa. - Od dzisiaj nazywać się będziesz Nocna Łapa. Twoim mentorem zostanie Szepczący Wiatr. Wierzę, że jest gotowa aby dostać swojego pierwszego ucznia. Przekaże ci swą wiedzę jak i determinację.
Szylkretowa kotka wyszła z zebranych Klanowiczów. Zetknęła się nosem ze swoją nową uczennicą i razem usiadły trochę dalej.
- Wąsiku, wystąp proszę - kotka poczuła jak kocura przeszedł dreszcz. Uniósł ogon i dumnie ruszył do przodu. Kiedy odszedł, jej minimalna odwaga cała wyleciała gdzieś daleko. Zaczęła się jeszcze bardziej stresować. Na pewno niektóre koty to zauważyły, słyszała chichoty i parsknięcia o tym jaka jest rozczulająca, ale też, że jest słaba i bojaźliwa. - Wąsiku, od dzisiaj nosisz imię Wąsatej Łapy. Zastanawiałem się długo nad mentorem dla ciebie aż w końcu zdecydowałem, że zostanie nim Płonący Grzbiet. To lojalny i godny zaufania kocur, wierzę, że przekaże ci całą swoją wiedzę jak i wyszkoli cię na świetnego, przyszłego wojownika.
Rudy kocur wystąpił i pewnym krokiem zbliżył się do Wąsika, a raczej Wąsatej Łapy. Kocury dotknęły się nosami i odeszły, siadając blisko Szepczącego Wiatru i Nocnej Łapy.
- Popiół, teraz twoja kolej - powiedział lider, a błękitna szybko znalazła się pod pniem. Lider z dumą w oczach spojrzał na swoją ostatnią córkę. Odchrząknął i kontynuował - Od tego momentu będziesz zwana Spopieloną Łapą. Postanowiłem, że twoim mentorem zostanie Borsuczy Kieł. Co prawda jest młody, ale jego zdolności dorównują innym, bardziej doświadczonym wojownikom. Na pewno przekaże ci wszystkie ważne umiejętności i zostaniesz wspaniałą wojowniczką. - Spopielona Łapa pozdrowiła nowego mentora i razem z nim weszła wgłąb zebranych kotów. Gardenia przez moment zapomniała jak się oddycha, mruga, ogólnie żyje. Przestała się trząść i to był jedyny plus tego wszystkiego.
- Jako ostatnią na ucznia mianuje Gardenie. Podejdź tu - Na szczęście kotka odzyskała odwagę i uniosła głowę wysoko. Ten nagły napływ energii sam ja zadziwił, ale kiedy indziej będzie nad tym myśleć, teraz liczyło się kto zostanie jej mentorem. Spojrzała w oczy przywódcy, który uśmiechnął się do niej serdecznie - Nazywana będziesz Gardeniową Łapą. Twoim mentorem zostanę osobiście ja. Obiecuje, że nauczę cię wszystkiego i zaprowadzę na ścieżkę lojalnej i odważnej wojowniczki - kotka nie umiała w to uwierzyć. Będzie ją uczył sam lider. Była taka szczęśliwa, wiedziała, że jej oczy skrzą szczęściem i energią. Pyszczek sam jej się uśmiechał, a białe kiełki błyszczały w świetle słońca. Borsucza Gwiazda zeskoczył i dotknął się z Gardenią nosami. Kocur zakończył zebranie. Nowi uczniowie rozmawiali ze swoimi mentorami. Gardeniowa Łapa śmiale podeszła do nich i przywitała się z Borsuczym Kłem, Płonącym Grzbietem i Szepczącym Wiatrem. Po chwili wojownicy odeszli, zostawiając przyjaciół samych. Między uczniami od razu zawrzała rozmowa
- Ten Płonący Grzbiet jest super! Na pewno zostanę wojownikiem najszybciej z was! - zaśmiał się Wąsata Łapa głośno i doniośle. Kotki spojrzały po sobie i jednocześnie przeniosły go na kocura.
- Jeszcze wczoraj najlepszym mentorem był Borsucza Gwiazda - zauważyła Nocna Łapa. Spopielona Łapa i Gardeniowa Łapa zachichotały na widok naburmuszonej miny rudaska - Nie jesteś zazdrosny o Gardenie? Przecież tak bardzo chciałeś żeby ojciec uczył właśnie ciebie.
- Najwidoczniej stwierdził, że jestem już wystarczająco super i ktoś inny powinien dostąpić tego zaszczytu i zostać jego uczniem. - powiedział pewny siebie. Ukazując kiełki podczas swojego wyzywającego uśmieszku
- Czy to znaczy, że ja nie jestem super? - radośnie zapytała liliowa kotka. Wstając na równe łapki i czekając na wypowiedź kolegi
- Oczywiście, że jesteś Gardeniowa Łapo, ale musisz się jeszcze natrudzić żeby przerosnąć mistrza - dokończył Wąs i już miał poczuć wygraną kiedy coś przycisnęło go do ziemi. Kocurek spojrzał na pyszczek pręgowanej kotki, która odważyła się z nim konkurować.
- No dawaj mistrzu, daj nauczkę niedoszłemu uczniowi - Gardenia wiedziała, że po tym co powiedziała Wąsata Łapa nie odpuści sobie małej bójki, ale była do niej przygotowana, a do tego miała lepsza pozycję. Kocur będzie musiał najpierw się oswobodzić. Rudy odepchnął łapkami koleżankę, która poturlała się dalej. Szybko stanęła na równe łapki i skoczyła na kocura, ten zgrabnie ją ominął i sam zaatakował. Kiedy kotka leżała na ziemi Wąs położył się na niej i całym ciężarem przygniótł ją do ziemi. Gardeniowa Łapa przebierała łapami i próbowała zrzucić z siebie kota, jednak ten był od niej większy i silniejszy. Szybko zrezygnowała, ale miała plan. Miała już go wcielać w życie, kiedy usłyszała za sobą charkotliwy głos jakiegoś wojownika.
- Co ty robisz, dzieciaku? Złaź z niej, bo za młody jesteś jeszcze na kociaki - Zaskrzeczał Burzowy Kwiat, który wracał właśnie z polowania. Spojrzał na zabawę nowych uczniów, która faktycznie mogła wyglądać trochę dwuznacznie. Kocur od razu wstał z Gardenii, która otrzepała się z pyłu i zwiesiła głowę. Było jej wstyd, tak samo jak Wąsatej Łapie - Co to się teraz dzieje z tymi młodymi. Za moich czasów to się ich szczuło lisami i borsukami, wtedy to wyrastali na porządnych wojowników, a nie to co teraz. Ledwo z kociarni wyszli, a już pajacują.
<Spopielona Łapo?>
- Popiół, teraz twoja kolej - powiedział lider, a błękitna szybko znalazła się pod pniem. Lider z dumą w oczach spojrzał na swoją ostatnią córkę. Odchrząknął i kontynuował - Od tego momentu będziesz zwana Spopieloną Łapą. Postanowiłem, że twoim mentorem zostanie Borsuczy Kieł. Co prawda jest młody, ale jego zdolności dorównują innym, bardziej doświadczonym wojownikom. Na pewno przekaże ci wszystkie ważne umiejętności i zostaniesz wspaniałą wojowniczką. - Spopielona Łapa pozdrowiła nowego mentora i razem z nim weszła wgłąb zebranych kotów. Gardenia przez moment zapomniała jak się oddycha, mruga, ogólnie żyje. Przestała się trząść i to był jedyny plus tego wszystkiego.
- Jako ostatnią na ucznia mianuje Gardenie. Podejdź tu - Na szczęście kotka odzyskała odwagę i uniosła głowę wysoko. Ten nagły napływ energii sam ja zadziwił, ale kiedy indziej będzie nad tym myśleć, teraz liczyło się kto zostanie jej mentorem. Spojrzała w oczy przywódcy, który uśmiechnął się do niej serdecznie - Nazywana będziesz Gardeniową Łapą. Twoim mentorem zostanę osobiście ja. Obiecuje, że nauczę cię wszystkiego i zaprowadzę na ścieżkę lojalnej i odważnej wojowniczki - kotka nie umiała w to uwierzyć. Będzie ją uczył sam lider. Była taka szczęśliwa, wiedziała, że jej oczy skrzą szczęściem i energią. Pyszczek sam jej się uśmiechał, a białe kiełki błyszczały w świetle słońca. Borsucza Gwiazda zeskoczył i dotknął się z Gardenią nosami. Kocur zakończył zebranie. Nowi uczniowie rozmawiali ze swoimi mentorami. Gardeniowa Łapa śmiale podeszła do nich i przywitała się z Borsuczym Kłem, Płonącym Grzbietem i Szepczącym Wiatrem. Po chwili wojownicy odeszli, zostawiając przyjaciół samych. Między uczniami od razu zawrzała rozmowa
- Ten Płonący Grzbiet jest super! Na pewno zostanę wojownikiem najszybciej z was! - zaśmiał się Wąsata Łapa głośno i doniośle. Kotki spojrzały po sobie i jednocześnie przeniosły go na kocura.
- Jeszcze wczoraj najlepszym mentorem był Borsucza Gwiazda - zauważyła Nocna Łapa. Spopielona Łapa i Gardeniowa Łapa zachichotały na widok naburmuszonej miny rudaska - Nie jesteś zazdrosny o Gardenie? Przecież tak bardzo chciałeś żeby ojciec uczył właśnie ciebie.
- Najwidoczniej stwierdził, że jestem już wystarczająco super i ktoś inny powinien dostąpić tego zaszczytu i zostać jego uczniem. - powiedział pewny siebie. Ukazując kiełki podczas swojego wyzywającego uśmieszku
- Czy to znaczy, że ja nie jestem super? - radośnie zapytała liliowa kotka. Wstając na równe łapki i czekając na wypowiedź kolegi
- Oczywiście, że jesteś Gardeniowa Łapo, ale musisz się jeszcze natrudzić żeby przerosnąć mistrza - dokończył Wąs i już miał poczuć wygraną kiedy coś przycisnęło go do ziemi. Kocurek spojrzał na pyszczek pręgowanej kotki, która odważyła się z nim konkurować.
- No dawaj mistrzu, daj nauczkę niedoszłemu uczniowi - Gardenia wiedziała, że po tym co powiedziała Wąsata Łapa nie odpuści sobie małej bójki, ale była do niej przygotowana, a do tego miała lepsza pozycję. Kocur będzie musiał najpierw się oswobodzić. Rudy odepchnął łapkami koleżankę, która poturlała się dalej. Szybko stanęła na równe łapki i skoczyła na kocura, ten zgrabnie ją ominął i sam zaatakował. Kiedy kotka leżała na ziemi Wąs położył się na niej i całym ciężarem przygniótł ją do ziemi. Gardeniowa Łapa przebierała łapami i próbowała zrzucić z siebie kota, jednak ten był od niej większy i silniejszy. Szybko zrezygnowała, ale miała plan. Miała już go wcielać w życie, kiedy usłyszała za sobą charkotliwy głos jakiegoś wojownika.
- Co ty robisz, dzieciaku? Złaź z niej, bo za młody jesteś jeszcze na kociaki - Zaskrzeczał Burzowy Kwiat, który wracał właśnie z polowania. Spojrzał na zabawę nowych uczniów, która faktycznie mogła wyglądać trochę dwuznacznie. Kocur od razu wstał z Gardenii, która otrzepała się z pyłu i zwiesiła głowę. Było jej wstyd, tak samo jak Wąsatej Łapie - Co to się teraz dzieje z tymi młodymi. Za moich czasów to się ich szczuło lisami i borsukami, wtedy to wyrastali na porządnych wojowników, a nie to co teraz. Ledwo z kociarni wyszli, a już pajacują.
<Spopielona Łapo?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)