BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jastrzębia Gwiazda x Kamienna Agonia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jastrzębia Gwiazda x Kamienna Agonia. Pokaż wszystkie posty

12 lipca 2022

Od Kamiennej Agonii CD. Jastrzębiej Gwiazdy

 Białe, splamione krwią wroga kły raz po raz wbiły się głęboko w gardło przywódcy Klanu Wilka, rozrywając je na strzępy. Ciemna, czerwona ciecz spływała z jego ran, gdy oddychał ciężko, wbijając wzrok pomarańczowych oczu prosto w jej twarz. 
— Dziękuję.
Śmiech rozdarł powietrze, nim Jastrzębia Gwiazda wydał ostatni dech. Ciało znieruchomiało, pozostawiając ją samą. Po jej grzbiecie przeszedł dreszcz, drżący, zadyszany oddech próbował się uspokoić, gdy zlustrowała spojrzeniem ciało. Zlustrowała spojrzeniem to, co uczyniła. Cisza była jednocześnie kojąca i przerażająca. Wygrała...
"Dziękuję".
Położyła po sobie uszy. Śmiech trupa wciąż brzmiał w jej uszach. Co miał przez to na myśli?
Cofnęła się o krok, gdy bijące serce zdawało się wyrywać z jej piersi. Wydała z siebie wściekły, cichy charkot, by po chwili znów zamilknąć. Jeszcze przez parę uderzeń serca jej oczy utkwione były w nieruchomym, zakrwawionym ciele przywódcy.
Nie spodziewała się, że pójdzie jej tak łatwo.
Poczuła, jak na smród krwi i zwłok robiło jej się niedobrze. Wypuszczając powietrze, odwróciła się, pozostawiając trupa samego. Skierowała kroki czarnych łap w kierunku rzeki, by obmyć się z krwi. Każdy kolejny zdawał się być coraz bardziej sztywny. Duma i niepewność jednocześnie rozpierała jej pierś.
Chłodne tafle niebieskiego zbiornika wody przywitały ją, gdy dotarła tam i schyliła się nad nurtem, przemywając pysk, łapy i resztę ciała. Zamrugała kilka razy, wpatrując się w ten nurt. Ten sam, gdy mordowała tutaj Pszczeli Pyłek.
Pszczeli Pyłek. Jastrzębia Gwiazda.
Tak to się kończyło? Morderstwem?
Mimo pozbycia się największego wroga, czuła w sercu pustkę. Dziwne uczucie, jakby wciąż ktoś tu był i ją obserwował. Jednak ilekroć się odwracała, nikogo nie widziała. Schyliła się, by napić się wody, gdy pluskające krople uderzały w czarne jak smoła futro.
"Kamień".
Szepczące wołanie rozniosło się po jej głowie. Zjeżyła futro, odskakując o krok i odwracając się panicznie za siebie.
Nikogo nie było.
"Kamień...".
Ten sam głos. Ten sam znajomy, przeciągły głos rozbrzmiał w jej umyśle, rozwiewając wokół siebie coraz bardziej przerażającą aurę. Czuła, jak bicie jej serca przyspieszyło, a nozdrza łapczywie wciągały powietrze. On... On... Nie. To nie było możliwe. Nie.
"Oszukałaś mnie... To bardzo, bardzo było niemiłe z twojej strony."
Zadrżała. Jej pazury złapały się za głowę, próbując wypędzić głos z odmętów Mrocznej Puszczy. Nie. On był martwy!
"Ale nie martw się. Pomogę ci. Zostanę z tobą na zawsze, Kamień. Na zawsze... Aż nie rozdzieli nas śmierć."
Zaśmiał się mrocznie. Ten śmiech był jeszcze bardziej przerażający, ze świadomością, że nie potrafiła go wypędzić. Wiedziała, kto mówi, ale nie widziała go. Nie był już ciałem. Nie był kimś, kogo mogła zranić i pozbyć się raz na zawsze.
"Myślałaś, że to był koniec? Nie, Kamień. Umarłem, bo chciałem. Byłem chory. Śmierć bez widoku twej zakrwawionej buźki, byłaby śmiercią nie godną mnie. Teraz jednak mnie wyzwoliłaś z oków ciała i mogę być wszędzie... Jeszcze raz więc dziękuję. "
Zastygła. Każda jej kończyna znieruchomiała.
Pomogła swojemu wrogowi.
Spuściła wzrok, milcząc chwilę, nim prychnęła, wbijając pazury w ziemię.
— Nie! Odejdź! Zostaw mnie! Nie chcę cię więcej słyszeć! — warknęła z wściekłością. — Zabiłam cię, nie możesz tu być! Nie możesz do mnie mówić!
Odpowiedział jej tylko śmiech, a gdy dobiegł końca, cichnąc z każdym uderzeniem serca, w jej umyśle pozostało jedynie milczenie.
Jej pazury przejechały po gładkiej ziemi. Syknęła, potrząsając głową, jak gdyby to miało sprawić, że wypędzi go stamtąd. Jej serce biło szybko jak nigdy.  Znów ją oszukał. Znów ją wykorzystał.
I ona sama na to pozwoliła.

 * * *
Wróciła do obozu, gdy była już pewna, że śladów krwi nie widać. Jej serce wciąż jednak łomotało, jak gdyby właśnie spotkała się oko w oko z jakimś drapieżnikiem, takim jak lis. Bo zrobiła to. Jednak ten drapieżnik był jej pobratymcem. Ostatnią osobą, jaką spodziewała się zastać.
Przy powrocie do obozu upolowała tylko królika, by mogła się wytłumaczyć, gdzie była. Zwierzyny teraz nie brakowało, jednak kosztem ogromnych upałów. Rozejrzała się wokół. Tyle znajomych pysków. Zmrużyła oczy. Była tak zmęczona. Chciała po prostu się położyć, ale obawiała się, że wtedy znowu spotka Jastrzębią Gwiazdę. Zbyt zajęta własnymi myślami, nawet nie zauważyła, gdy natknęła się prosto na Szczypiorkową Łodygę. Córka jej mentora... Zaszła w ciążę. Kamień nigdy by się tego po niej nie spodziewała. Nie wiedziała, kto był ojcem kociąt, ale była praktycznie pewna, że Szczypiorek nie mogłaby pokochać nikogo. Bezuczuciowy, wredny, wyprany z emocji pionek Piaskowej Gwiazdy.
— Szukasz problemów? Daj mi to. — warknęła jedynie szylkretka, wyrywając zwierzynę z jej pyska.
Czarna najeżyła się, wbijając w nią długi wzrok.
—To nie dla ciebie — syknęła. — Mam cię przywracać do rzeczywistości? Dyskryminacja już dawno minęła.
Szczypiorek tylko zaśmiała się cicho, wydobywając z siebie westchnięcie.
— Może to ty jeszcze nie wróciłaś do rzeczywistości, Pyskatko? Karmicielki jedzą przed wojownikami. Może lepiej zacznij szukać zaczepki u swoich przyjaciół. Może u twojego ukochanego ucznia. Chyba mu odbiło po tym, co mu zrobiłam. Wiesz, że uważa siebie za kotkę? Teraz do siebie pasujecie. Oboje tacy słabi i głupi z upokarzającą karą. — prychnęła. — Ostatnio nawet sobie znalazł jakiegoś kochasia. Rudego. Jak się z tym czujesz?
Kotka tylko machnęła ogonem.
— Przestań mówić o nim w ten sposób w mojej obecności — rzuciła, bijąc czarnym ogonem.
— Twój partner musiał się na tobie zawieść. Nie masz tyle odwagi, by kogoś skrzywdzić... Co z ciebie za wojowniczka. Mam oczywiście na myśli Zajączka.
— Nie nazywaj go tak. Nie jest moim partnerem. Nie mamy żadnego romansu. To tylko głupie, nic nieznaczące plotki.
— Już pokazałaś, ile twoje słowo jest warte — parsknęła. — To jak wyjaśnisz to, że sam się przyznał do Sowiej Łapy? A dwójka kociąt urodziła się biała, zupełnie jak on?
Zamilkła, zaciskając zęby. Bo to nie on. To Piaskowa Gwiazda w jego ciele.
— Lepiej uważaj, co mówisz, bo-
— Bo co, Kamień? Każesz mi iść na dodatkowy patrol? Albo zmusisz mnie do polowania? —zadrwiła. — Nie możesz mi nic zrobić. Już dawno nie jesteś zastępczynią.
— Zejdź mi z oczu.
— Z przyjemnością. Nie lubię patrzeć zbyt długo na plebs. Nie jesteś tego warta.
Gdy szylkretka odwróciła się na pięcie, czarna zacisnęła pazury na ziemi, powstrzymując się od rzucenia się jej prosto na szyję.
To tylko utwierdziło ją w przekonaniu, jak bardzo ich wszystkich nienawidziła. Jak bardzo nienawidziła Piaskowej Gwiazdy i wszystkich jej cholernych pionków ślepo za nią podążających.
Jej pazury zadrapały ziemię, wspominając słowa Jastrzębiej Gwiazdy.
Piasek zasługiwała na zdecydowanie gorsze niż to, co dostanie.

 * * *
Niebo ciemniało z każdą następną minutą. Patrzyła w nie, siedząc przy wyjściu z obozu i wpatrując się w gwiazdy znad ciemnej skalnej półki. Rzędy świecących białych plamek otaczały księżyc, tworząc wielką Srebrną Skórę wypełnioną konstelacjami. Zwęglone Futro często w nie spoglądał. Nie wiedziała, co w nich widział. Prychnęła lekko, mrużąc oczy. Dlaczego przodkowie widzieli to, co się działo i mieli to głęboko w dupie? Dlaczego nic nie robili? Dlaczego nie mogli po prostu ściągnąć Zająca z powrotem na ziemię, skoro są tak wszechmogący? Westchnęła z frustracją i irytacją, że nie było nikogo, kto mógłby udzielić jej odpowiedzi na te nurtujące pytania.
Dzisiaj to ona pełniła wartę w obozie, co też było dla niej na łapę. Nie musiała aż tak bardzo bać się nakrycia, chyba, że jakiś członek klanu wyjdzie z legowiska, by załatwić swoje potrzeby. Wiedziała, czego chciała, a jednocześnie napawało ją to niepewnością. Mimo to odepchnęła na bok złe myśli. Musiała wziąć się w garść, jeśli naprawdę chciała coś osiągnąć.
Wstała i zwróciła swoje kroki do legowiska medyka. Przekroczyła jego próg, wstrzymując oddech. Słyszała z dali westchnięcie szylkretowej medyczki, która obracała się w śnie na swoim posłaniu.
Czarna nerwowo zadrżała, gdy spojrzała na kawałek "świętego" kamienia. Kamienia, który w rzeczywistości nie należał do Klanu Gwiazdy, a do Mrocznej Puszczy. Zacisnęła zęby, zmuszając się do rozluźnienia mięśni. To nie mogło być aż tak trudne. Jastrząb się z nimi komunikował i nic mu się nie stało.
Tyle, że on był takim zwyrolem jak oni sami. A Zając? Zając nie miał czystego sumienia, ale nie był zły. Nie zasługiwał na gnicie w odmętach tego okropnego miejsca. Czarna jeszcze raz rozejrzała się dla pewności wokół i zwróciła spojrzenie w kierunku przeklętego przedmiotu. Poczuła, jak przez umięśnione kończyny do czarnego pyska przechodzi dreszcz trwogi i niepewności, a jednocześnie goryczy i determinacji. Bała się kontaktu z najciemniejszymi duszami, a jednocześnie była pewna tego, co chciała od nich zyskać. Jastrząb mówił, że wiele oferują.
Zamknęła oczy i dotknęła nosem chłodnej połaci odłamka kamienia, kładąc się i owijając ogonem łapy. Czekała na nadejście snu, wsłuchując się w muzykę świerszczy i swój własny oddech.
*
Rozejrzała się wokół, gdy zalała ją fala chłodu. Otaczała ją ciemność i rozciągający się wokół wysoki las. Powietrze było gęste i nasycone stęchlizną. Wokół niej płynęła gęsta mgła, a po gwiazdach nie było ani śladu. Jastrzębia Gwiazda się nie mylił. To zdecydowanie nie był Klan Gwiazdy. Przełknęła ślinę, widząc wijące się jak węże ciernie.
Dostrzegła utkane w cieniu postury nieznajomych jej kotów. Czuła, jak jej futro jeży się na sam widok tego okropnego miejsca. Nie chciałaby tu trafić po śmierci. Jednocześnie spoglądając w te mroczne tereny gdzieś w jej wnętrzu płynęła nadzieja, że spotka tu Zajęczą Gwiazdę. Po kocurze nie było jednak ani śladu.
— Potrzebuję... waszej pomocy. — zaczęła ostrożnie, gdy jej wzrok przeleciał po złych duchach, jak gdyby miały ją zaraz pożreć żywcem niczym wygłodniałe, wściekłe wilki. — Pomocy w wypędzeniu ducha tyranki z ciała Zajęczej Gwiazdy.
Z jednej strony rozległ się chichot, z drugiej czuła na sobie wiele spojrzeń. Jak często żywe koty musiały ich odwiedzać? Jak wiele osób tak naprawdę wiedziało, co kryło się w tych pozornie niewinnych odłamkach świętego kamienia?
— Masz na myśli Piaskową Gwiazdę? — rozbrzmiał głos należący prawdopodobnie do kotki.
Czarna skinęła powoli głową. Słysząc kroki, zdezorientowane spojrzenie zielonych oczu zwróciło się w tamtą stronę. Kolejna nieznajoma dusza - tym razem kocur - podeszła bliżej. Jego oczy były ciemne i puste, a jednocześnie tak przerażające, że czuła, jak każda jej część błaga ją, by uciekła. Nie mogła jednak sobie na to pozwolić. Więc stała wryta, rzucając wokół twarde spojrzenie, jak gdyby każdy okaz słabości miał sprawić, że utkwi tutaj na wieki tak samo jak brat Wilczej Zamieci.
— Jesteśmy w stanie przystać na twoją prośbę— mruknął duch, wpatrując się w nią z dość niepokojącym uśmiechem wymalowanym na pysku. Podniósł wyżej brodę. — Zabijesz Piaskową Gwiazdę w ciele Zajęczej Gwiazdy, a wtedy zwrócimy mu życie tak, jak tego pragniesz.
Oczekiwała kolejnych słów, jednak słyszała tylko milczenie. To... Tyle? Żadnego drugiego dnia, żadnego haczyka, żadnych warunków? Nie musiała nic zrobić w zamian? Pomogą jej ot tak?
Zbyt wiele wątpliwości, a zbyt mało sensownych odpowiedzi. Nie chciała się jednak upominać. Może Jastrzębia Gwiazda się nie mylił. Mroczna Puszcza naprawdę ofiaruje swoją pomoc.
Pytanie tylko - jakim kosztem?
Wzięła wdech.
— To przyjemność z wami współpracować. — skłamała tylko szeptem, nim otworzyła oczy, tym razem znów w prawdziwym świecie. Wstrzymała oddech, wpatrując się w kamień, jak gdyby wciąż słyszała śmiech mrocznych dusz, z którymi się przed chwilą pożegnała.

* * *
Zielone oczy i białe futro należące do Zajęczej Gwiazdy mignęły jej przed oczami, gdy w końcu zauważyła, jak ,,liderka" Klanu Burzy wychodzi z legowiska, kierując kroki ku wyjściu z obozowiska. Biały ogon lekko podrygiwał, gdy zniknął za jej horyzontem.
Postawiła uszy, a jej oczy otworzyły się żywo. Wzrok zielonych oczu Kamiennej Agonii spoczął na znajomej sylwetce znikającej za progiem. To była jej szansa, która nie zawsze mogła się powtórzyć. Piaskowa Gwiazda ruszyła swój cholerny zad poza obóz. Podniosła się szybko, kierując swoje kroki ku wyjściu. Ciepłe powietrze zawrzało, gdy opuściła za sobą serce terytoriów Klanu Burzy. Skwar zdawał się pożerać wszystkich od środka w tej porze, jednak nie mogła zwracać teraz uwagi na takie błahostki.  Mierzyła wzrokiem kota, którego jednocześnie lubiła i nienawidziła. Zdawała sobie sprawę, że to Piaskowa Gwiazda kierowała jego ciałem. Jednak świadomość, że będzie musiała walczyć z kimś z twarzą największego sprzymierzeńca... To było ponad nią.
Zacisnęła jednak zęby. To nie był czas na ryczenie i narzekanie. Piaskowa Gwiazda musiała zapłacić za swoje cholerne czyny. Zniknąć stąd raz na zawsze. Zdychać w głębi Mrocznej Puszczy. Szła za białym futrem, rzucającym się dobrze w oczy, jak za niczego nieświadomą zwierzyną, z każdym krokiem oddalając się coraz bardziej od obozu. Dostrzegła, że sylwetka lidera wreszcie się zatrzymuje. Z jej gardła wydobyło się coś rodzaju zadowolonego ze smaku nadciągającej zemsty mruczenia.
Podeszła kolejny krok bliżej, tak cicho, jakby skradała się przed zwierzyną. Żeby mieć przewagę w zaskoczeniu.
Posunęła się jeszcze dalej, aż w końcu rzuciła się do przodu. Dojrzała przebłysk zdziwienia, a niedługo później wściekłości na zielonych oczach ciała Zajęczej Gwiazdy. Przybiła lidera do ziemi, tylnymi łapami przyciskając białe kończyny i uporczywie próbując sięgnąć gardła. Wydała z siebie charkot, gdy pazury Piaskowej Gwiazdy przejechały tuż obok jej szyi. Odsunęła się, a korzystając z jej nieuwagi przywódczyni odepchnęła ją mocno tylnymi łapami, powodując, że wywróciła się na ziemię wprost na łopatki. Syknęła wściekłe, gdy poczuła białe łapy zmierzające w jej stronę. Pysk Zająca zbliżył się do niej, obnażając ostre kły, a jedna z jego kończyn przycisnęła ją mocno do ziemi, wprawiając w zawroty głowy i na chwilę odcinając dopływ powietrza. Czarna splunęła, wolną łapą drapiąc łapę przeciwnika. Gdy Piaskowa Gwiazda rozluźniła ucisk pod wpływem bólu, podniosła  się do góry i przejechała wysuniętymi z całej siły pazurami po jej głowie jak po skale. Tyranka na moment prychnęła, usiłując strząsnąć z siebie krople krwi, które zaczęły sączyć się na jej oczy. Biała łapa na oślep uderzyła ją w pysk, powodując zadrapanie, niemal od razu zapełniające się szkarłatem. Czarna ledwo odzyskała równowagę, gdy spazm bólu przepłynął jak fale przez jej głowę. Plama krwi należącej do niej skapnęła na ziemię. Syknęła z jeszcze większą wściekłością. Nienawidziła jej. Zasługiwała na najgorszą z możliwych śmierci. Czuła radość z każdego bólu zadanego liderce. Może to nie przystoi. Może to potworne. Ale nie zamierzała zwracać na to uwagi. Piaskowa Gwiazda na to zasłużyła swoimi cholernymi czynami. Kamień rzuciła się do przodu i wyskoczyła w górę, białe łapy jednak z siłą odepchnęły ją w bok. Kotka przeturlała się na ziemi i zaatakowała ponownie, tym razem zbijając Piaskową Gwiazdę z nóg. Oczy córki Króliczego Susu błyszczały teraz wręcz szaloną furią, a z każdym kolejnym ciosem miała ochotę uśmiechnąć się coraz szerzej.
— Kamień... — wydobył się słaby głos, na który nawet nie zwróciła uwagi, spluwając na ziemię.
Wysunęła pazury, zbliżając się do rywalki powolnym krokiem, czując, jak jej ogon bije wściekle na boki.
— Za Króliczy Sus. Za brata. Za wszystkich, których zraniłaś swoją pieprzoną dyskryminacją, zdychaj w Mrocznej Puszczy! — warknęła spod przymrużonych powiek.
Przez uderzenie serca jej kły zalśniły, gdy sięgnęły do gardła Piaskowej Gwiazdy, by ją zamordować. Krwisty strumień zabrudził jej pysk. Warknęła, spoglądając jej w oczy. Oczy, które nie lśniły już nienawiścią czy drwiną. Znajome oczy. Jej źrenice z automatu zmniejszyły się w szoku.
— Przepraszam. — zmęczony głos wyrwał się z klatki piersiowej, która gorliwie próbowała łapać powietrze w płuca. Zajęcza Gwiazda spojrzał w jej oczy z bólem i dziwnym rodzajem spokoju, który zawsze mu towarzyszył i zdawał się wypełniać go od środka. — Tak bardzo cię przepraszam za wszystko, co zrobiłem tobie i twojej rodzinie. Za to, że posłałem Króliczy Sus na śmierć. Za to, że nie byłem wystarczający, by uchronić klan przed powrotem Piaskowej Gwiazdy. Że od początków rebelii manipulowałem twoją rodziną. Już od dawna należały ci się te przeprosiny. — wyszeptał, z każdym oddechem coraz słabiej i ciszej. — Przepraszam, że pozwoliłem na to okrutne cierpienie, na które nikt z nas nie zasługiwał. Miałaś wtedy rację. Zyskałem kolejne życie, ale kosztem... kosztem, który nie był tego wart.
Zesztywniała, gdy szok w jej źrenicach zamienił się we łzy płynące z obojgu zielonych oczu. Serce biło jej szybko jak nigdy. Strumyki gorzkich łez płynęły z jej policzków, kąpiąc na białe futro prawdziwego przywódcy, gdy w końcu dotarło do niej, co uczyniła. Rozluźniła uścisk łap.
— Z-Zając, ja... J-ja nie chciałam... — wybełkotała, jakby z każdym wypowiedzianym słowem traciła kontrolę nad samą sobą. To nie tak miało wyglądać. To... To miała być Piaskowa Gwiazda. Nie on. Nie Zając.
Poraniony, zadrapany pysk lidera na chwilę uniósł się do góry, jak gdyby chciał ją pożegnać. 
— Przekaż Glince, że bardzo, bardzo go kocham — wydusił z siebie. —  Przepraszam, że nie mogłem powiedzieć mu tego samodzielnie — z tym ostatnim zdaniem jego głos drżał coraz bardziej, nie mogąc złapać oddechu.
Okropny dreszcz przeszedł przez jej skórę, gdy Zając zakaszlał, wypluwając z siebie ciemną, czerwoną krew. Jego oczy przymknęły się, jakby traciły cały blask życia, a klatka piersiowa unosiła się w coraz płytszym oddechu, nim całkowicie znieruchomiała. Ona mogła tylko patrzeć, jak kot, któremu tak ufała opuszcza na zawsze świat żywych w jej ramionach. Tylko kropelki krwi wciąż spływające z rozszarpanego gardła przerywały bezlitosną ciszę. Zamknęła oczy, opierając głowę na białej piersi martwego Zajęczej Gwiazdy. Łzy zmieszane z szkarłacią oblewającą jej twarz kapały co uderzenie serca, a ona nie mogła uspokoić gwałtownego oddechu.
To nie tak miało być.
Nie tak to miało się skończyć.

30 czerwca 2022

Od Jastrzębiej Gwiazdy cd Kamiennej Agonii

 Dotarcie na miejsce zgromadzeń zajęło im chwilę. W tym czasie towarzyszyła im cisza. Kamienna Agonia dopełniła danego słowa, mordując Piaskową Gwiazdę. Był z niej zadowolony. 
Czuł ciężar łap, które ledwo co parły do przodu. Każdy dzień stawał się trudniejszy do pieszych wędrówek. Czas się kończył. Starał się jednak nie pokazać po sobie, że coś było nie tak. Kotka nie mogła wiedzieć, że była ponownie wykorzystywana. 
Wziął głęboki oddech, zatrzymując się w dokładnie tym samym miejscu, gdzie spotkał czarną. Ona również tu przystanęła. Zmienili się. Byli już starsi, a księżyce na karku robiły swoje.
- Dobrze... - chrząknął, zwracając jej uwagę. - Niech wygra przegrany. 
Rzucił się na nią natychmiast, nie dając kotce pojąć tych słów. Splotli się w uścisku, który mógł być zabójczy dla jednego z nich. Wgryzł się w jej czerń futra, smakując krew pojawiającą się na języku. Tak długo na to czekał. By ją skosztować. Po grzbiecie przebiegł mu dreszcz. W końcu ją dorwał, dorwał uciekającego co chwila królika. 
Mocne uderzenie w brzuch, zrzuciło go z ofiary. Zawarczał niezadowolony. Kolejne ciosy i uderzenia padały od boku, przodu, a nawet tyłu. Zaczęli bardziej się zbliżać do skały, na której przemawiali liderzy. 
Taki był plan.
Kamienna Agonia próbowała zepchnąć go do ofensywy i udawało jej się to. Unikał jej ciosów, zbliżając się do głazu. Kiedy poczuł go końcówką ogona, odskoczył przed atakiem, łapiąc kotkę za kark i powodując, by w niego przydzwoniła. Krew ozdobiła nierówną powierzchnię, a on wskoczył na górę, oczekując na pojawienie się czarnej.
Wojowniczka dość szybko się pozbierała, pojawiając się tuż przy nim. Kolejny raz spletli się w uścisku, teraz uważając by nie zlecieć na ziemię. Gryźli się, drapali, a krew tryskała strumieniami na chłodny wytwór natury. 
Obaliła go. Uderzył grzbietem o jego wygładzoną tafle, a zęby kotki zacisnęły mu się na gardle. Zacharczał, wypluwając z pyska gęstą, ciemniejącą krew. 
Uśmiechnął się do niej, ostatkiem sił wypowiadając słowa, które trzymał dla niej aż do tej chwili. 
- Dziękuję - po czym zaśmiał się, jakby to co robiła Kamień było tym, czego od zawsze pragnął.
Zginął na swoich warunkach. Nie jako zniedołężniały dziadek, nie mogący podnieść tyłka z legowiska wojowników. Zginął z łapy swojego wroga, do którego żywił coś więcej niż nienawiść. 
Zamknął oczy, wyczuwając ostatni raz w powietrzu jej zapach zmieszany z krwią. Kotka puściła jego ciało, z którego wypływało coraz więcej krwi. 
On jednak był wolny.
Osiągnął to co od zawsze chciał. Życie wieczne. 
Kamienna Agonia nie wiedziała, że jego śmierć nie była zakończeniem. Była dopiero początkiem. 
No bo jak mógłby ją opuścić? Kiedy nie dopełniła swojej części umowy i nie zabiła Piaskowej Gwiazdy?

<Kamień?>

Od Kamiennej Agonii CD. Jastrzębiej Gwiazdy

- I prawidłowo - miauknął, uśmiechając się lekko. - Idź więc i udowodnij mi, że naprawdę chcesz zmian. Że twoje słowa nie są puste. Uwolnij swój klan... Piaskowa Gwiazda zginie już na zawsze, a Zajęcza Gwiazda wróci.
Zesztywniała i wstrzymała powoli drżący oddech. Piaskowa Gwiazda? Skąd on do cholery wiedział, co działo się w Klanie Burzy? Czy właśnie to dała mu Mroczna Puszcza? Wiedzę o czymś, czego nie powinien wiedzieć? Wiedział więcej? Może o tym, co Piaskowa Gwiazda jej zrobiła? Co obecnie robiła w Klanie Burzy? Przerażało ją to, że znał jej zamiary. Chociaż mu o nich nie mówiła.
Rozważała jednak jego słowa. Powinna zabić. Zabić ciało Zajęczej Gwiazdy, by uwolnić go od tyranki. Czy była na to gotowa?
Tak. Wiedziała, kto siedział w jej ciele. Ale musiała zabijać kogoś z twarzą sojusznika.
Pokręciła jednak głową. Zacisnęła zęby i wysunęła pazury.
Bez względu na wszystko, zrobi to. Zrobi. Jeśli ona się za to nie zabierze, to nikt tego za nią nie zrobi. Nikt się jej nie pozbędzie. Nikt nie przywróci Zajęczej Gwiazdy.
Zawróciła się i odeszła, pozostawiając wroga w samotności.
Chciała.
Chciała go zabić.
Za to wszystko, co jej wyrządził.

* * *
Spod przymrużonych powiek wpatrywała się w Zajęczą Gwiazdę. W... Fałszywego Zajęczą Gwiazdę. W ciało, które już dawno zostało opętane. Dusza Zająca musiała teraz błąkać się gdzieś w ciemnościach, w duszności, bez widoku gwiazd. Niewinna. Nie zasłużyła na to.
Czuła jak każdy jej włosek stawał dęba. Nienawidziła jej. Nienawidziła jej tak bardzo. Zniszczyła wszystko, co Zając próbował odbudować po jej śmierci. Znowu. Kolejny raz.
Nie potrafiła odpuścić. Nie potrafiła pogodzić się ze swoją przegraną.
Wróciła, choć nie powinna wracać. Prychnęła, wbijając wzrok we własne łapy. Kilka uderzeń łap, kilka błysków kłów i... Piasek nie ma.
Spojrzała znowu przed siebie, wbijając wzrok w ciemne już niebo. Nie. Jastrzębia Gwiazda najpierw powinien zapłacić za to, co jej wyrządził. Za oszukiwanie jej, pogrywanie sobie w gierki, dyktowanie jej, co ma robić. Zamknęła na chwilę oczy, nim odetchnęła i wstała, kierując swoje łapy do legowiska. Natłok znajomych i jednocześnie obcych zapachów zalał jej umysł. Była tak nieobecna we wszystkim, co działo się tutaj. Nie widziała świata poza sobą, Wilczą Zamiecią i bratem, gdy wreszcie odważyła się wyznać mu prawdę, którą była mu winna. Koty umierały, stale rodziły się nowe, wychowane w tej durnej propagandzie. Czuła oddechy innych kotów z legowisku, czuła spojrzenia i rozmowy tych, którzy jeszcze nie spali, gdy kładła się na posłaniu, opierając brodę na łapach. Czasami żałowała, że nie mogła być po prostu taką uczennicą. Taką Narcyzową Łapą czy Drozdową Łapą. Kimś, kogo największym problemem jest niewygodny mech w legowisku.
Ale leżała tutaj, z kłębem myśli w głowie, które zdawały się w niej eksplodować. Z myślami, że już następnego ranka pozbawi kogoś życia. Kolejny raz.
Czuła jednocześnie obrzydzenie własnym zachowaniem, niepewność, jak i ogromne szczęście. Jastrzębia Gwiazda męczył ją przez tyle czasu. Przez praktycznie całe jej życie. Zasługiwał na śmierć, teraz, gdy dowiedziała się od niego tylu rzeczy.
On oszukiwał ją.
Może to czas, by odwrócić stronę i oszukać go?


* * *
Świeże powietrze od razu dotarło do jej nozdrzy, gdy się wybudziła. Wysunęła i wsunęła pazury, przeciągając się. Nie pozwoliła sobie dłużej czekać. Wyszła z legowiska, pozwalając by leciutki wiatr zmierzwił krótkie czarne futro. Kochała je. Kochała te króciutkie czarne futerko, jakie dali jej rodzice. I była dumna, że była nieruda. Była dumna z tego jak wyglądała. Żaden zapchlony Rozżarzony Płomień tego nie zmieni.
Zamrugała kilka razy, gdy pod nogi napatoczyła się jej Sowia Łapa. Córka. Westchnęła, odwracając wzrok. Odwracając wzrok od żółtych oczu. Okropnych żółtych oczu. Piaskowa Gwiazda musiała zostawić sobie na nich ten pieprzony znak?
— M-mamo — miauknęła tylko biała, trącając ją łapą. Czarna zesztywniała, wbijając powoli wzrok w kotkę. Zdawała sobie sprawę, że to nie ich wina. Ale jak mogła kochać coś, co wypełzło z jej macicy za sprawą największego wroga? Za sprawą tyranki? Kogoś, kto tak ją krzywdził? — To dla ciebie. Przyniosłam ci kwiatka. — dodała, kładąc pod jej łapami duży, biały kwiat z wieloma płatkami.
Kamienna Agonia bez słowa wzięła kwiat od uczennicy i ruszyła do przodu, kierując kroki w stronę wyjścia z obozu. Sowia Łapa ruszyła za nią, wyraźnie zaciekawiona.
— Gdzie idziesz, mamo? Mogę z tobą?
Nie odpowiedziała. Jedynie łapa za łapą dążyła w kierunku dobrze jej znajomym. W kierunku grobów. Dopiero, gdy dotarła do miejsc, gdzie pochowani zostali Świerszczowy Skok i Króliczy Sus, usiadła, owijając swoje łapy ogonem i położyła podarunek od córki pomiędzy nimi. Sowia Łapa jedynie wpatrywała się raz w nią, raz w śnieżnobiały kwiat.
— Co robisz? — spytała.
— Położyłam go na grobach moich rodziców. — mruknęła jedynie w odpowiedzi.
— Moi dziadkowie?
Niechętnie pokiwała głową. Nie lubiła faktu, że musiała dzielić się korzeniami z dziećmi Piaskowej Gwiazdy. Nie chciała ich. Nie mogła uwierzyć, że znowu to ją spotkało. Najpierw niechciane rodzeństwo, teraz niechciane dzieci.
— Dlaczego ich już nie ma?
— Umarli ze starości. — skłamała, nerwowo drgając ogonem.
— Wujek mówił co innego.
— Gliniane Ucho? — zapytała, a gdy Sowa kiwnęła głową, kotka tylko westchnęła. — Nie interesuj się tym.
— Ale to nasza rodzina. Chcę o niej wiedzieć trochę więcej — odparła zmartwiona córka.
— Powiedziałam: Nie interesuj się! — warknęła, wysuwając pazury. Uczennica cofnęła się o krok, zaniepokojona. Czarna skuliła uszy. Była potworem. Jak zawsze. Ale nie chciała traktować ICH jako swoją rodzinę. Nie chciała mówić o jej rodzicach jako o ICH dziadkach. Nie chciała nazywać ICH swoimi dziećmi. — Przepraszam. Źle się czuję.
— Nie szkodzi. Nie musisz mówić o babci i dziadku, jeśli nie chcesz.
Odwróciła pysk, prychając pod nosem.
— Jak tak bardzo ci zależy na poznaniu... Twojej rodziny, to spytaj kogo innego. Nie mnie. — powiedziała jedynie i wstała na łapy. — Zmykaj do obozu. Nie możesz być poza nim bez opieki.
Biała kotka pokiwała głową i odwróciła się, pozostawiając ją samą. Ona tylko westchnęła i skierowała swoje kroki w kierunku granicy z Klanem Wilka. Tam, gdzie zwykle spotykała się z Jastrzębią Gwiazdą. Czuła się tak ciężko. Tylko świst wiatru przerywał ciszę, jakby wszystko czekało na to, co miało się zaraz zdarzyć. Wypuściła powietrze.
— Jastrzębia Gwiazdo.
Ujrzała kocura. Jego pomarańczowe ślipia wyjrzały na nią zza krzewów, czekając na to, co powie.
— Jestem gotowa. — miauknęła, twardo podstawiając przy nim łapy. — Pozbyłam się Piaskowej Gwiazdy. — skłamała.
Uśmiechnął się do niej wyraźnie zadowolony. Nienawidziła tego uśmiechu.
— Widzisz? Łatwo było. Teraz możesz sięgnąć po władzę.
Nie zareagowała. Była trochę zaskoczona, że tak łatwo jej uwierzył. Bez zbędnych pytań. Ale starała się tego po sobie nie pokazać i tylko położyła po sobie uszy, wpatrując się w niego uważnie.
— Przestań. Przyszłam tu tylko po to, by dopełnić umowę. Nie by słuchać twoich słodkich słówek. — miauknęła twardo. Chciała mieć to już na sobą.
Zamyślił się chwilę, nie odpowiadając jej od razu.
— Umowa... się dopełni. Chodź za mną — zaczął kierować kroki w stronę miejsca zgromadzeń.
Rozszerzyła oczy, czując jak serce zaczyna jej bić szybciej, a włoski na karku się zjeżyły. Czemu na miejsce zgromadzeń? Może chciał wykorzystać swoje moce od Mrocznej Puszczy przeciw niej w nieuczciwej walce i nie chciał pozostawiać jej ciała na granicy?
Nie. Bez względu na to co kombinował, pokona go. Zasługiwał na śmierć. Zasługiwał na to.
Łapa za łapą szła tuż za nim, sztywno przebierając kończynami.
— Dlaczego idziemy akurat tam? — zapytała ostrożnie.
— Bo tam się to wszystko zaczęło, Kamień. I chcę to też tam zakończyć. Tchórzysz? — mruknął, spoglądając na nią.
Prychnęła.
— Po prostu jestem ostrożna. Po tym wszystkim co przeżyłam, łącznie z tobą, nawet nie waż się podważać mojej odwagi. — odparła. Przez całe swoje życie robiła rzeczy, za które mogła dużo przypłacić. Nawet za ich pierwszym spotkaniem. Był ostatnią osobą, która mogłaby jej mówić, że była tchórzem.
Słowa kocura jednak zaciekawiły ją. Miał... Rację. To tutaj się poznali.
I to tutaj któreś z nich umrze.


<Jastrząb?>

20 czerwca 2022

Od Jastrzębiej Gwiazdy cd Kamiennej Agonii

Dziki zniknęły, a wraz z nimi odeszli Dwunożni. Mogli teraz żyć tak jak wcześniej, wolni. Po wojnie z Klanem Nocy, w których zdobyli pokaźne tereny, zarządził by wrócić do starego obozu. Przez ten czas, kiedy kryli się pod skałami, to miejsce mocno się zmieniło. Roślinność zarosła dawne leża i trzeba było coś z tym zrobić.
Wojownicy wzięli się do pracy, oczyszczając jamy. Pozbywali się krzewów, które wadziły łapy i powoli, krok za krokiem, odsłaniali znajome miejsca.
Przechadzał się po obozie, nadzorując prace. Wysłał niektóre koty na zwiady, by na pewno upewnić się, że nic w pobliżu się nie zalęgło. Na razie jednak wszystko wskazywało na to, że byli tu bezpieczni.
Deszczowa Chmura miauknął entuzjastycznie, kiedy odsłoniło się wejście do dawnego legowiska medyka. Wpadł tam jak burza, witając pająki, które z tego miejsca zrobiły istną kopalnie pajęczyn. Dostrzegł, że wiele z pozostawionych ziół zeschło się lub rozłożyło po tylu księżycach.
- Posprzątajcie tu i przenieście zioła - miauknął do kocura, który pokiwał głową, wtulając pysk w stary mech.
Eh... dziwak.
Widząc, że dobrze kotom idzie praca, postanowił się przejść. To było już normą, że wychodził. Jedyne kto się do tego czepiał to Mała Róża. Kilka razy próbowała go śledzić, ale od czego ma się zastępczynie? Wiśniowy Świt zawsze ratowała mu tyłek przed tą wywłoką, nie odstępując jej na krok, dzięki czemu jego spacer mógł przebiec bez zbędnych problemów.
A jeśli o problemach mowa... Dotarł na granicę z Klanem Burzy. Przechadzał się wzdłuż granicy, rozmyślając. I wtedy też dostrzegł czarną kotkę. Musiał przyznać, że miała wejście. Czasem się zjawiała, czasem nie. Teraz jednak widzieli się pierwszy raz od bardzo długiego czasu. Sądził, że już tam zdechła, próbując zrobić zamach stanu, a tu proszę. Żyła.
Widząc, że do niego zmierza, stanął i poczekał aż się zbliży.
— Miałeś rację. Nie mam zamiaru już ani chwili dłużej siedzieć na dupie i pozwalać, by wszyscy bezkarnie ze mnie drwili. — warknęła. Jej mięśnie się napinały, a łapy kurczowo trzymały ziemi. — Nie pozwolę więcej czerpać satysfakcji z mojej szkody.
Zacisnęła zęby, wbijając wzrok w swoje łapy. 
Podobał mu się ten jej wyraz pyska. Była gotowa. Czekała tylko na zgodę, potwierdzenie, że to co planuje zrobić jest właściwe. Najwidoczniej właśnie dlatego jeszcze nie zaczęła działać. A miała tyle na to czasu... Czasami czuł się tak, jakby rozmawiał z wahającym się kocięciem. Wszystko podał jej na tacy. Jak skontaktować się z Mroczną Puszczą, co zrobić by pozbyć się lidera i przejąć klan. A ona co? Przychodziła po to, by ten jeszcze raz ją upewnił w tym, że to co zamierza zrobić jest właściwe. 
Ta sytuacja jednak bardzo go śmieszyła. Z jednej strony... miał sojusz z Piaskową Gwiazdą, która opętała lidera Klanu Burzy, z drugiej... knuł jak tu jej popsuć zabawę. A to wszystko tylko ze względu na Kamienną Agonię. Był po prostu ciekaw czy to zrobi. Czy dotrzyma obietnicy, zabiję i podda się Mrocznej Puszczy. To tylko niewinna zabawa. Zabawa w śmierć i życie.
- I prawidłowo - miauknął, uśmiechając się lekko. - Idź więc i udowodnij mi, że naprawdę chcesz zmian. Że twoje słowa nie są puste. Uwolnij swój klan... Piaskowa Gwiazda zginie już na zawsze, a Zajęcza Gwiazda wróci.

<Kamień?>

05 czerwca 2022

Od Kamiennej Agonii CD. Jastrzębiej Gwiazdy

— Owszem. Możesz zawsze ułamać kawałek i się z nim gdzieś skryć. Nie jest zbyt trwały... 
Te słowa sprawiły, że czarny jak smoła pyszczek karmicielki skierował się w stronę nieba. Przerażało ją to. Kontaktowanie się z tymi, którzy od zawsze mieli być źli i okrutni. Którzy mieli być podłymi tyranami, żądnymi zemsty, władzy i zniszczenia. Taką ideę Mrocznej Puszczy wmawiano im od najmłodszego.
Przypomniała sobie słowa Wilczej Zamieci. Przypomniała sobie, jak mówiła o Konwaliowej Rzece. 
Ale Zajęcza Gwiazda - ten prawdziwy Zajęcza Gwiazda, też tam tkwił. A nie był niczemu winien. To wszystko była wina Piaskowej Gwiazdy.
Drżący oddech wydobył się z jej gardła, gdy zamrugała kilka razy, czując jak łzy natarczywie próbują spłynąć po jej policzkach. Czy naprawdę tego chciała?
"Czy naprawdę miała wybór?"
Prawda była taka, że nie. Nie miała. Klan Gwiazdy się nie odzywał, liderzy nie otrzymywali żyć, a ona była tylko głupią, marną, żywą istotką, która była niczym przy potędze zaświatów. Jak miałaby pokonać kogoś, kto tak naprawdę nie żyje? 
Musiała ten jeden raz przyznać Jastrzębiej Gwieździe rację.
Bała się go. Jego ciągłych intryg, zabaw, których zasady były niesprawiedliwe, a ona stanowiła tylko pionek w jego grze. Zaskoczyło ją to, co zrobił, to, że ją przytulił - swojego wroga, kogoś, z kim rywalizował i kim manipulował nieskończenie długo.
Zdawała sobie sprawę, do czego był zdolny i że pod każdą jego łzą, pod każdym jego uśmiechem, każdym jego wzrokiem pełnym współczucia - każdym uczuciem, które idealnie potrafił odwzorować - kryją się lisie zamiary. Znała go. A mimo to jego słowa przesiąknięte były taką aurą, że nie potrafiła tak po prostu go nie wysłuchać.
Naprawdę nie chciała tego robić.
Zajęcza Gwiazda też spoufalał się z Miejscem, Gdzie Brak Gwiazd. Teraz w jego ciele tkwi podła tyranka. To ogromne ryzyko. Zdawała sobie sprawę.
Z drugiej strony... Jastrzębia Gwiazda zdradził jej, że sam się z nimi spoufala. Nic mu nie było. To była wciąż ta sama osoba, ten sam kot, którego poznała księżyce temu. Nie siedział w nim żaden tyran. Nie był inny. Żadnych nowych blizn, żadnych oznak brutalnych kosztów spiskowania ze złymi duchami.
Westchnęła. To było tak trudne. Nigdy nie myślała, że przyjdzie jej podejmować takie tematy. Była przekonana, że umrze spokojnie, jako bezdzietna przywódczyni Klanu Burzy, spotka swoich rodziców tam, w gwiazdkach i będzie żyła szczęśliwie, tak, jak od zawsze chciała.
Ale to nie zostało jej dane. Nigdy.
— To chyba jedyne, co mogę zrobić. — odpowiedziała w końcu. Ból, jaki odbijał się z jej oczu pokazywał całą słabość, jaką czuła. Ale w tej chwili to nie było ważne. Całe jej skupienie było skierowane w stronę burego przywódcy. 
— Mroczna Puszcza daje siłę. Nieśmiertelność. Coś, czego nie da ci Klan Gwiazdy, bez czego nie osiągniesz swoich celów. Dalej, Kamienna Agonio. Szansa stoi otworem.
Wbiła wzrok we własne łapy, jak gdyby to miało jej jakkolwiek w tej chwili pomóc. Czuła więcej, niż rozłam. Zdrowy rozsądek już dawno przestał z nią współpracować.
Była ponad to. Nie mogła pozwolić mu wsiąknąć do jej myśli. A jednak. Przychodziło mu to z łatwością.
— Z-zawsze, gdy cokolwiek mówisz, mam wrażenie, że masz rację. I-i zawsze próbuję odepchnąć od siebie te myśli. — miauknęła, spoglądając mu w oczy. — A-ale tym razem nie potrafię.
— Zrób więc to. A twój klan będzie bezpieczniejszym miejscem.
— Oby było warto. — szepnęła do siebie samej.
Jednak długo nie mogła się tak okłamywać. Czuła panikę przedzierającą się przez wszystkie zakamarki jej ciała. Miała dużo wątpliwości, ale także dużo powodów, by uwierzyć w to, co mówi.
Potrząsnęła głową. Naprawdę mógł chcieć jej dobra? Po tym wszystkim?
Przecież była na skraju wyczerpania. Była tak słaba, bezbronna. Jednym ruchem kończyny mógłby się jej pozbyć. Czy nie tego właśnie chciał?
— Ale... Jak mam ci zaufać, skoro wciąż grasz ze mną w swoje gierki? — miauknęła. Każde słowo ledwo przechodziło jej przez gardło. — Kiedyś też ci tak zaufałam, a ty napuściłeś na mnie Wilczaków. Nic o tym nie mówiłeś. Nie tak brzmiała nasza umowa.
Wiedziała, że kocur równie dobrze mógł ją wtedy okłamać. Domyśliła się, gdy nie czuła za sobą ani woni patrolu Klanu Wilka, ani tupotu łap. Ale on był zdolny do wszystkiego. To ogromne ryzyko. 
— Nadal to roztrząsasz? To było dawno temu.
Kolejny raz używał tych słów, które zawsze sprawiały, że nie wiedziała, co powinna odpowiedzieć. Za każdym razem, gdy chciała wyrwać się z tego bagna, on wciągał ją jeszcze głębiej.
— A teraz nagle się zmieniłeś? Wiem, jaki jesteś. Znam cię. Nie masz powodu, by mi pomagać. — serce biło jej coraz szybciej. Czuła, jakby rozrywała się na dwie nierówne części. Jedna chciała mu ufać, a druga uciec od jego słów.
— To czemu to robię?
Zamilkła na chwilę, oblizując nerwowo wargi. Chciała z tym walczyć, ale nie potrafiła. Nie potrafiła znaleźć logicznych argumentów, by poprzeć własne zdanie. Nie potrafiła patrzeć mu w oczy i odczytać jego prawdziwe intencje. 
Nie potrafiła stwierdzić, kiedy był szczery, a kiedy odgrywał swoją rolę.
— M-mam to wiedzieć? Mógłbyś powiedzieć mi cokolwiek i wpoić mi jakiekolwiek kłamstwo, żebym tylko się ośmieszyła przed wszystkimi. Już i tak jestem znienawidzona przez wszystko, co żywe. Nie chcę umrzeć zapamiętana jako zdrajczyni i wariatka. — wydukała, a każde kolejne słowo sprawiało, że głos drżał jej coraz bardziej. Łzy ponownie zebrały się w piekących zielonych ślipiach.
Czy komukolwiek byłoby żal córki morderczyni, osaczonej oszczerstwami, plotkami, a teraz nawet oskarżeniem o zabicie rudych kociąt? Czy ktokolwiek płakałby nad jej grobem? Przyszedł na jej czuwanie? 
Piaskowa Gwiazda dostała to co chciała. Świetnie. Zemściła się na rebeliantach. Niech odejdzie. Niech da spokój Zającowi i całemu Klanu Burzy.
Tak bardzo tęskniła za prawdziwym Zajęczą Gwiazdą. Tęskniła za szczęśliwym Glinianym Uchem, z którym bawiła się w kałuży porą opadających liści. Tęskniła za czasami, gdy poirytowana i rozbawiona spędzała czas z Jałowym Pyłem.
Dlaczego wszyscy tak nagle się zmienili? Szczypiorkowa Łodyga była nawet fajna jako kociak, dopóki nie została zepsuta przez swoją matkę i poglądy Piaskowej Gwiazdy.
Te rodziny nigdy się nie lubiły. Widziała, jak Miodowy Obłok patrzyła na jej młodszych braci. Nie dziwiło ją, że Króliczy Sus zamordowała.
Mama chciała dobrze. Nie zasługiwała na taką śmierć.
— Więc wolisz umrzeć słaba? — głos Jastrzębiej Gwiazdy rozdwoił się jak echo w jej uszach. — Toż to wstyd dla kogoś takiego jak ty. Mogłaś mieć władzę. Mogłaś być nową liderką Klanu Burzy. Zmienić ten klan.
Wzdrygnęła się.
"Mogłaś"
Zniszczyła swoją jedyną szansę.
— Tak. Mogłam. — powiedziała, łapiąc gwałtowne hausty powietrza. — I wszystko zmarnowałam. Bo tylko do tego się nadaję. Gratulacje, okazuje się, że wszystkie próby udowodnienia ci i wszystkim innym, że nadaję się na wojowniczkę Klanu Burzy nawet mimo swojej barwy futra okazały się porażką. Nie mam już czego szukać w klanie. Starzeję się i nie mam szans na powrócenie do starej pozycji. — miauknęła niemal na jednym tchu. Wtedy miała jeszcze szansę, mogła jeszcze zmienić tą dyskryminację, pozbyć się Piaskowej Gwiazdy. Teraz zastępczynią była Splątane Futro. Piaskowa Gwiazda wiedziała, jak się obstawić. Ona zginie - Splątane Futro weźmie po niej pałeczkę. Zostanie liderką i będzie kontynuować niechlubne rządy. Kto zostanie zastępcą? Pewnie Szczypior lub Żar. Wieczne błędne koło będzie trwało wiecznie i już nigdy nie zazna spokoju.
Ona też nie była dobrym kotem. Musiała to przyznać, nieważne jak bardzo chciała się tego pozbyć z głowy. Nie była lepsza od Piaskowej Gwiazdy. Czajkowa Łapa miała zupełną rację, stwierdzając, że wcale się od siebie nie różnią.
— Czyli wolisz się poddać? — kocur nie przestawał.
Zamilkła. Jej oczy uciekały przed jego spojrzeniem. Beznamiętny wzrok spoczął raz to na jej czarnych łapach, raz to na burych łapach lidera.
Nie chciała się poddawać. Naprawdę nie chciała. Chociaż to było tak trudne.
Czy było o co walczyć?
Czy staranie się naprawdę miało sens?
— A coś innego mi pozostało? — odparła drżącym głosem.
Gdyby nie była takim durnym mysim móżdżkiem, gdyby nie patrzyła na innych pod pryzmatem koloru futra, miałaby teraz sprzymierzeńców. Pokonanie zła na dobre byłoby łatwiejsze. Ale patrzenie na swoich oprawców jak na każdego kota... to było trudne. Przez tyle księżyców się nad nimi znęcali. Sprawiedliwość ich nie dosięgnęła. Nigdy.
A teraz tylko plugawe propozycje Jastrzębiej Gwiazdy miały szanse wypalić.
— Tak. To, co ci proponuję. Walkę.
Walkę.
— Walkę w pojedynkę przeciwko całemu klanowi. Może to prawda. Może Mroczna Puszcza da mi moc, jakiej potrzebuję. Skoro i tak trafię do Mrocznej Puszczy i będę tam gnić razem z tymi, których nienawidzę. A-ale nie jestem potworem. Nie chcę grać na nieczystych regułach jak ty.
Czuła się, jakby rozmawiała z wiatrem i kłóciła się ze samą sobą. Owszem, była potworem. Była zasranym potworem. Zamordowała. Poniżała innych.
Nie oczekiwała od nich wybaczenia. Zasługiwała na tą karę.
Ale w tym momencie jak nigdy potrzebowała wsparcia. Wsparcia, którego nigdy nie dostanie.
Nawet nie wiedziała, czy Słonecznikowa Łodyga wciąż był po jej stronie. Po tym, jak klanami wstrząsnęły oszczerstwa kierowane w jej stronę. Nie miała odwagi do niego przyjść i porozmawiać. Nie zasługiwał, by być kojarzony z kimś takim jak ona.
— Już i tak przelałaś krew. Sama mi to zdradziłaś. To może... zróbmy tak... Zdobądź to, co twoje, a będziesz mogła stoczyć ze mną walkę. Sam na sam.
Dreszcz przepłynął przez jej ciało.
Nie ufaj mu.
Ale mogłaby zrobić to, co chciała.
Mogłaby go zabić. Czy nie na to od zawsze czekała? 
Czy chciała się zniżyć do takiego poziomu? Zamordować kolejny raz? Czy wybaczyłaby to sobie?
Mówił, że spoufala się z Miejscem, Gdzie Brak Gwiazd. Pojedynek mógł nie być równy.
Ale mogłaby już na zawsze się pozbyć jednego ze swoich największych wrogów.
Wstrzymała oddech.
— U-umowa... — zaczęła cicho. — Umowa stoi.
Może była głupia. Może nie powinna. Może jak wtedy chciał ją tylko oszukać i wykorzystać.
Ale jeśli nie miała już nic do stracenia, to, co chciała zobaczyć we własnej agonii, to przekonanie i świadomość, że wygrała tą zaciętą rywalizację i pokazała mu, że była warta więcej, niż mógł przypuszczać. 



* * *
jeszcze za bycia karmicielką

Obie jej łapy nerwowo ugniatały mech, na którym leżała. Rozglądała się wokół, oddychając niespokojnie. Bała się rozmawiać z rodziną. Bała się usłyszeć od nich ich zawód, rozczarowanie. Co pomyśleliby sobie o niej rodzice, gdyby jeszcze żyli?
Wypuściła z ust drżący oddech. Za każdym razem, gdy patrzyła w wyjście z legowiska i widziała w nim fałszywego Zajęczą Gwiazdę, miała ochotę zapaść się pod ziemię.
Tylko ona i Wilcza Zamieć znały prawdę. Gdy Kamienna Agonia zdradzała Wilczej to, co powiedziała do niej Piaskowa Gwiazda, czuła, że naprawdę może kotce zaufać. Nie myliła się.
Siwa też dostąpiła tej niechwały, okrutnego nieszczęścia, jakim jest gwałt. Gwałt przez kogoś... nieżywego. Czarna przełknęła ślinę. 
Niegdyś patrzyła na Zajęczą Łapę jak na irytującego ucznia, z którym patrole były katorgą. Później na Zajęczego Nosa jak partnera brata, którego mogłaby oberwać z sierści, gdyby tylko zranił mu serce. Później jak na przywódcę rebelii, z którym nie zawsze się zgadzała, ale była gotowa poczynić to samo, co jej matka. Zamordować. W następstwie patrzyła na Zajęczą Gwiazdę jak na przywódcę, który ufał jej, a ona go zawiodła. Potem jak na przywódcę, który skrzywdził ją. Zgwałcił. Porzucił jak zabawkę. Wykorzystał jej zaufanie.
Ale od kiedy dowiedziała się, że w ciele Zajęczej Gwiazdy tkwi Piaskowa Gwiazda, przestała w ogóle patrzeć na niego tak, jak patrzyła wcześniej. Teraz, mimo tego znajomego białego futra, zielonych oczu, rysów pyska, był dla niej Piaskową Gwiazdą. Plugawą, okrutną tyranką, która podzieliła klan i zniszczyła równość.
"Już dawno posłałabym cię do Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd."
Czarna była święcie przekonana, że Piaskowa Gwiazda nie blefowała. Ona nigdy nie blefowała. Może w innym obrocie spraw teraz dusiłaby się tam z  najgorszymi kotami w towarzystwie Zajęczej Gwiazdy. 
Nie wiedziała, co bardziej ją przerażało. Że Zajęcza Gwiazda przeżywa ten koszmar, czy że słowa Piaskowej Gwiazdy były szczere.
Bo naprawdę chciałaby wierzyć, że to tylko głupi, nieśmieszny żart, a Zając zgrywa Piasek, bo tak mu się zachciało. Tyle, że tak nie było. Ona naprawdę siedziała w jego ciele i naprawdę przywracała dyskryminację.
Na zgromadzenia chodzą tylko rude koty. Dyskryminacja powoli wracała, a teraz zaistniała już na dobre. Zielonooka przypomniała sobie rozmowę z Wilczą Zamiecią, a potem z Jastrzębią Gwiazdą. 
Musiała coś zrobić. Nawet, jeśli to będzie nieczyste. Nawet, jeśli będzie musiała się zniżyć do kontaktowania ze złymi kotami, tak, jak proponował jej Jastrzębia Gwiazda. A ona złożyła mu obietnicę. Była pewna, że będzie trzymał ją za słowo aż do jej przeklętej śmierci. On nie odpuszczał łatwo.
Nie chciała, by Piaskowa Gwiazda skrzywdziła kogoś więcej.
Dreszcz przeszedł po jej skórze, gdy przypomniała sobie jej słowa. Byłaby gotowa to zrobić.
Mogła usiłować trzymać to w tajemnicy, mogła udawać, że wszystko jest okej. Ale nie było.
Nie chciała stracić ostatnich kotów, które jej zostały.
Nie chciała stracić ich jak Króliczego Susu i Świerszczowego Skoku. Nie chciała, by Piaskowa Gwiazda dotrzymała swojej okropnej obietnicy. Nie miała prawa. Nie miała prawa być tak podła i brutalna. Nie miała prawa być w ciele Zajęczej Gwiazdy.
Zniszczyła to wszystko. Rozprzestrzeniła plotki. 
Musiała ostrzec Gliniane Ucho.
Jeśli został jej ktoś, komu mogła zaufać i kto z pewnością by mu uwierzył, to był to Glina. Rodzony brat, który Zająca znał jak własny pazur. Wilcza Zamieć jej uwierzyła. On zrobi to tym bardziej. A nie mogła pozwolić, by tyranka się go pozbyła. Dopóki żył i oddychał, musiała wyznać mu prawdę. Coś, co powinna zrobić już dawno.
Podniosła się z legowiska. Wyszła, mrużąc oczy, gdy zastało ją jasne światło dnia. Rozejrzała się po obozie. Nienawidziła wychodzić ze swojego zaciszu, bo wiedziała, że spotka się z krzywymi spojrzeniami, plotkami i oszczerstwami.
— Nareszcie się pofatygowała, by ruszyć się choć na moment?
— Wolę, jak tkwi w legowisku. Przynajmniej mamy pewność, że nikogo nie skrzywdzi. Co najwyżej siebie.
Wbiła wzrok we własne łapy, starając się zignorować głosy, które dochodziły z każdej otaczającej ją strony. Chciała zobaczyć tylko jedno futro. Niebieskie, pręgowane klasycznie futro brata. Jednego z nielicznych kotów, które jeszcze ją kochały.
Odnalazła go przy legowisku wojowników, rozmawiającego z Kwiecistym Pocałunkiem. Ogon kotki drgał lekko. Dawna uczennica Jałowego Pyłu.
Kamienna Agonia odwróciła wzrok. Dopiero, gdy rozległy się kroki, niepewnie podeszła do swojego brata.
— Glina? Możemy porozmawiać? — miauknęła niepewnie.
Delikatny, zmartwiony wzrok kocura spoczął na niej. Czuła wstyd, że dopiero teraz zbierała się na dłuższą rozmowę z bratem. Nie chciała go obarczać tymi sprawami. Nie chciała go martwić, że Piaskowa Gwiazda opętała jego ukochanego. Ale nie miała wyjścia. Musiał wiedzieć.
Odkąd to wszystko... się stało, uśmiech na jego pyszczku nie był tak szczery i szeroki jak kiedyś. Różnił się od tego, który tak dobrze znała.
Dziwnie było jej rozmawiać z jakimkolwiek kotem po tak długim czasie milczenia. Rozmawiała tylko w małym gronie. Z tymi, którzy przychodzili do niej z własnej woli. A nie było ich dużo. Wiedziała, że Gliniane Ucho się martwił, ale unikała go jak ognia. Nie zasługiwał na te wszystkie nieszczęścia, jakie go spotkały. 
— Oczywiście. — miauknął cicho. W jego oczach odbijał się blask. Ciężko było stwierdzić, czy to zaniepokojenie, zaskoczenie czy obie te rzeczy jednocześnie, a może coś zupełnie innego. Nie wiedziała. Wiedziała tylko, że go kochała. Bardzo go kochała.
— C-chodźmy... W jakieś ustronne miejsce. To ważne — szepnęła drżącym głosem. Ciężko było jej zachować spokój, gdy rozmawiała z bratem. Samo patrzenie na niego sprawiało, że czuła skurcz w żołądku. Przypominał jej rodziców. Jego blizna pozostawiona przez Piaskową Gwiazdę była jeszcze bardziej bolesna.
Kotka zaprowadziła brata w dobrze znany jej kącik obozu. Tam, gdzie spotykała się ze Splątanym Futrem i Jałową Łapą, teraz Jałowym Pyłem. Była młoda i głupia, pomagając im w śledztwie. Sądziła, że jeśli będzie biernie szukać mordercy, a pozostała dwójka dawać jej poszlaki, to zdoła odnaleźć kogoś, kto był za to odpowiedzialny i przyłączyć się do niego.
Tyle, że nie wiedziała, że tym mordercą była jej własna matka.
I nie wiedziała, że Splątane Futro będzie szybsza.
A potem, nim się obejrzała, Królik ginęła z łap Piaskowej Gwiazdy.
Westchnęła, gdy nadszedł już ten moment, gdy musiała ustać naprzeciw brata i poprowadzić trudny temat. Jak zareaguje, dowiadując się, że w jej ukochanym siedzi ktoś, kto tak zranił całą ich rodzinę? Wzięła głęboki wdech.
Byli sami. Tylko czarna królowa i niebieski wojownik. Patrzyła mu słabo w oczy. W tych zielonych ślipiach odbijało się skryte wołanie o pomoc. Odbijały się słowa "proszę, zaufaj mi. Proszę, uwierz mi. Nie odchodź. Nie zostawiaj mnie". Długo się na to zbierała. Wstrzymała oddech. Jej wzrok powędrował na jej czarne łapy. 
— G-glina — powiedziała w końcu. Ciężko było jej wytrzymać. Poczuła łzy spływające jej z pyska. Poczuła cały smutek i bezradność rozrywającą ją na strzępy. — Zajęcza Gwiazda... Piaskowa Gwiazda... 
— Spokojnie. — Gliniane Ucho pyskiem podniósł jej brodę. Była tak wdzięczna. Kochała go. Nie chciała, by ją zostawił. Nie chciała, by pomyślał, że oskarżała jego partnera o tak straszliwe rzeczy. Zamrugała dwukrotnie, nim ośmieliła się odpowiedzieć.
 — Z-Zajęcza Gwiazda... To nie on. O-on... On jest w Ciemnym Lesie. W jego ciele jest Piaskowa Gwiazda. — imię tej tyranki ledwo przeszło jej przez krtań. Zamilkła na chwilę, by poszukać odpowiednich słów. — ja.. ona... Ta ciąża... To Piaskowa Gwiazda. To ona mnie wykorzystała. Gdy się wybudziłam, byłam w ciąży. Ona mi groziła. Nie chcę, by zrobiła ci krzywdę. Znowu — dodała, patrząc ze zmartwieniem na bliznę kocura.
Nie potrafiła się powstrzymać. Z jej oczu poleciały strumyczkami łzy, gdy patrzyła na pysk brata. Stres i żal zżerał ją od środka. Jej głos drżał, a każde kolejne uderzenie serca napawało paniką.
Gliniane Ucho chwilę wpatrywał się w jej oczy. Z jego piersi wyrwało się nerwowe parsknięcie, a na mordce pojawił się nerwowy uśmiech. Jednak tylko na moment. Kąciki jego ust drżały, pysk otwierał się i zamykał. Nie spuszczał wzroku z zielonych ślepi Kamiennej Agonii. Aż w końcu uciekł spojrzeniem w bok, pociągając nosem. Po jego policzku spłynęła pojedyncza łza, by zaraz popłynęły za nią kolejne. 
 — Ktokolwiek... ktokolwiek teraz jest liderem Klanu Burzy, nie jest Zajęczą Gwiazdą. Nie jest moim Zajęczym Nosem, nie jest Zajączkiem... już dawno to wiedziałem. Ale nigdy nie myślałem, że...   —zaciął się, biorąc głęboki wdech. — Że... to ona. 
Objął kotkę z cichym szlochem. Karmicielka wtuliła się w jego futro, nawet nie próbując powstrzymać łez. Im dłużej płakał Glina, tym dłużej płakała ona. Widzenie jego bólu sprawiało jej jeszcze gorsze cierpienie.
  — Przepraszam, Kamień. To... to wszystko moja wina. Powinienem był zareagować, jak tylko zobaczyłem, że jest coś nie tak. Powinienem był cię obronić. Ale bałem się. A teraz... boję się jeszcze bardziej. O ciebie, o Zająca, o wszystkich. Mój Zajączek w Ciemnym Lesie....? Ale jak...? Przecież... — kocur po chwili przestał panować nad powstrzymywaniem łez. Łkał, wyrzucając z siebie niezrozumiałe zlepki słów, próbując znaleźć sens w tym wszystkim. Gdy trochę się uspokoił, oderwał się od Kamień. Ostatni raz podciągnął nosem, po czym otarł wciąż spływające słone perełki z pyska.  — Musimy go wydostać. Nie wiem jak, ale musimy coś zrobić. On... on będzie wiedział, co zrobić dalej, prawda? Bez niego, jak inaczej możemy się przeciwstawić Piasek? Musimy go wydostać z Ciemnego Lasu.
— Musimy. — odpowiedziała cicho, próbując uspokoić bicie serca. To było ciężkie, gdy biło tak szybko, jakby zamierzało wyrwać się z jej piersi. Odważyła się spojrzeć kocurowi w oczy, chociaż patrzenie na niego w ten sposób sprawiało jej ból. Nie chciała go zmartwiać. Ale okłamywanie go i milczenie na ten temat też nie było w porządku. Zasługiwał, by wiedzieć, co przydarzyło się jego partnerowi i kto tak naprawdę siedział w jego ciele. — Damy radę. Obiecuję. Jeszcze będzie dobrze. Wyciągniemy go z tego okropnego miejsca i... Piasek już więcej nie będzie go męczyć. Ani nas. Ani całego Klanu Burzy. 
Szkoda tylko, że jedyny sposób, jaki był jej znajomy, był nieczysty. Pamiętała słowa Jastrzębiej Gwiazdy. Wciąż nie wiedziała, dlaczego jej pomagał. Ale to, co jej powiedział mogło być przydatne.
Nigdy się nie spodziewała, że kiedykolwiek będzie zmuszona myśleć o takich rzeczach. I nie chciała o nich myśleć, ale nie miała wyboru. Klan był przepełniony rudymi kotami. A z jakiego powodu rude koty miałyby się buntować przed czymś, co wychodzi dla nich na korzyść?
Gdyby Zajac tu był, wszystko byłoby prostsze. On wiedziałby co zrobić. To wszystko było dla niej tak obce. Brakowało jej starego Klanu Burzy. Gdyby nie ta jedna głupia decyzja, wszystko byłoby w porządku. Od początku wiedziała, że w planie Zajęczego Nosa coś śmierdziało. Od początku nie do końca mu ufała. I miała rację. Plan białego kocura wypalił, ale tylko po części. Teraz przypłacił temu utratą swojego ciała. 
— I, proszę, nie obwiniaj się za to, co Piaskowa Gwiazda mi zrobiła — miauknęła po chwili ciszy, kładąc uszy. — Nie mogłeś tego przewidzieć. Ja też nie przewidziałam. Pewnie nawet gdybyś spróbował ją powstrzymać, tylko by cię skrzywdziła. Skoro zrobiła to raz, to zrobiłaby to i drugi. Ona... Wiesz, do czego jest zdolna. Już wystarczająco to udowodniła.
Mówiąc to, przełknęła ślinę. Łeb Muszego Lotu wywieszony na palu, Króliczy Sus przytargana siłą na środek obozu, okropna blizna na pysku jej brata, wszystkie te groźby, cała jej dyskryminacja. Była zdolna do wszystkiego.
Gliniane Ucho położył uszy, wtapiając wzrok w szare łapy. 
— Powinienem był cię bardziej wesprzeć.
— Wsparłeś wystarczająco. — odpowiedziała kotka. Jej oczy wciąż były zaszklone. Ostatnią osobą, która mogłaby uważać, że jej nie pomogła, był Gliniane Ucho. Był wspaniałym bratem. — To ja powinnam cię przeprosić. Za wszystko. — sciszyła głos, zamykając lekko oczy. — Ja... C-chyba wiem, co możemy zrobić, żeby odzyskać Zająca. Damy radę. Tylko nie przejmuj się, proszę. Ona cię nie skrzywdzi, póki ja tu jestem. 
— Była w stanie skrzywdzić wiele kotów. — westchnął. — Zając stał się inny, a potem... Splątane Futro stała się zastępczynią, ty w niewyjaśnionych okolicznościach zaszłaś w ciążę... N-na zgromadzenia szli tylko r-rudzi... Można było się tego domyśleć. Nie uwierzyłbym, że masz partnera. N-nigdy nie byłaś skora do związków. Nawet ty i Jałowy Pył teraz... Macie słabszy kontakt. Po tym, jak Marchewkowy Grzbiet zaczęła się mu narzucać.
— Powinnam była ci wyjaśnić, co się stało — westchnęła. — Przestałam się odzywać, zamknęłam się w kociarni i odizolowałam od świata. Myślałam, że wierzysz w te wszystkie plotki, że nienawidzisz mnie tak samo, jak inni. Bałam się, że pomyślisz, że oskarżam Zająca o tak okropne i plugawe rzeczy. Przepraszam.
— N-nie szkodzi. Naprawdę. Teraz wiem, co ci jest i... Cieszę się, że mi powiedziałaś. Chociaż świadomość, że ona go opętała... Ciężko jest się z tym pogodzić. Ale to prawda... Nie zmienimy tego, wiecznie się okłamując. Niestety.
— Wilcza Zamieć też wie. — miauknęła i skuliła się z automatu, bojąc się, że brat będzie na nią zły, że powiedziała to jej pierwszej, a nie jemu. On jednak tylko pokiwał słabo głową.
— Musi się martwić. Był jej bratem.
— Właściwie... Rozmawiałam z nią — odparła, nerwowo się uśmiechając. — Tak jakby... p-pocałowałyśmy się?
Jej ogon zadrgał ze stresu. To było naprawdę niesamowite. Na chwilę zapomniała o wszystkich problemach. Wtulanie się w jej sierść, pocałunek, ciepło bijące z jej ciała i bicie serca, to wszystko było tak... dziwne i tak niespotykane dotąd wcześniej. Pierwszy raz czuła coś takiego. Za każdym razem, gdy słyszała imię "Wilcza Zamieć" , przypominały się jej wszystkie wzloty i upadki tej dziwacznej relacji. Każda kłótnia, każda wspólna chwila spędzona razem. 
Nawet moment, gdy włos dzielił ją od śmierci. Ale Wilcza mimo tego wszystkiego, co zielonooka jej zgotowała, pomogła jej. Wyciągnęła do niej łapę. Uratowała ją.
Wyrzuty sumienia zalały karmicielkę. Wciąż się nie odwdzięczyła.
Gliniane Ucho w odpowiedzi uśmiechnął się słabo, kładąc swoją łapę na jej łapie.
— Zajączek pomógł mi przetrwać czasy Piaskowej Gwiady. Może Wilcza tak samo pomoże tobie? Albo ty jej?
Czarna spuściła wzrok.
— Jestem jej coś winna.
— W takim razie spraw, by poczuła się naprawdę szczęśliwa. Wynagrodź jej to, cokolwiek zrobiłaś. 
Kamień powoli zbliżyła się do Glinianego Ucha i oparła głowę na jego ramieniu.
— Kocham cię.
— Ja ciebie też. — odparł cicho. — Nie milknij już więcej. We mnie masz zawsze wsparcie. Jesteś moją siostrą i kocham cię, nawet, jeśli nie zawsze umiemy się dogadać. 
Łzy zakręciły jej się w oczach. Nie chciała opuszczać brata. Tak strasznie go kochała.

* * *
Wojna.
Kotka nie chciała iść na pole bitwy. Nie czuła się na siłach. I nie chciała pomagać Piaskowej Gwieździe w czymkolwiek. Nie chciała służyć jako pionek w jej niekończącej się rozgrywce.
Stres nie opuszczał jej przez cały dzień, odkąd zobaczyła, że wraz z innymi wojownikami na bitwę szła Niebiański Kwiat. Ukochana ciocia. Jedna z nielicznych kotów, które jej pozostały. Najbliższa rodzina. Ona i Gliniane Ucho jej nie nienawidzili. 
— Powodzenia — wychrypiała do ciotki, gdy ta przygotowywała się na wyjście razem z innymi. 
Delikatne spojrzenie obmierzyło ją prawdziwą matczyną troską. Ona była jak Króliczy Sus. Kiedy matka umarła, to Niebo zajęła tę rolę. Ale od kiedy to się stało, odcięła się od niej, tak jak od wszystkich innych. Nie wiedziała, czy zdoła to naprawić.
— Dziękuję, Kamień. — odparła cicho. — Kocham cię, wiesz o tym. 
Spuściła wzrok. 
— Wiem.

Tylko, że Niebiański Kwiat już nigdy nie wróciła. Nie taka, jaką czarna znała. Wpatrywała się zaniepokojona w trupy noszone przez wojowników. Polegli. Wśród nich tkwiła jej ciocia. Martwa, z oczami zastygniętymi w nieznanym jej uczuciu. 
Niedaleko na ziemi położono ciało jej brata. Ostrzeniowy Połysk.
Nigdy nie nawiązała z nim głębszej relacji. Został zniszczony przez Pszczeli Pyłek, uważał się za gorszego i gardził innymi nierudymi.
Wtopiła pysk w futro Niebiańskiego Kwiatu. Dźwięki otoczenia stawały się przytłumione. Ledwo co odbierała bodźce. Rozluźniła się tylko, gdy poczuła przy sobie futro i ciepły oddech Gliny. Czuła się pewniej, gdy wiedziała, że może mu zaufać. Że nie jest na nią zły. 
Łzy ciekły z niej strumykami, mocząc liliową sierść cioci. Czuwała nad jej ciałem tak długo, aż księżyc zaczął niknąć, ustępując słońcu.


* * *

Kolejne zgromadzenie minęło jej jak sen. Znów na nie nie poszła, podobnie jak dwójka jej kociąt, chociaż były w odpowiednim wieku. Oczywiście dlatego, że były nierude.
Westchnęła zmęczona dźwiganiem na swoich ramionach ciężarów, które nigdy jej się nawet nie śniły. Zdziwiła się, słysząc wołanie Piaskowej Gwiazdy. Zebranie klanu. 
Ruszyła razem z innymi. Usiadła obok Gliny, oplatając ogon wokół łap. Nerwowo błądziła wzrokiem wokoło, bojąc się spojrzeć w oczy Piaskowej Gwieździe. To było straszne. Czy oni wszyscy naprawdę widzieli w niej Zająca? Tego samego miłego kocura?
Brat zauważył jej niespokojne zachowanie i tylko zbliżył się do niej. Wstrzymała oddech. On też się jej bał. Nie była w tym sama.
Jednak sam jej widok sprawiał, że wpadała w panikę. Nie wiedziała, czy byłaby w stanie spojrzeć już kiedykolwiek tak samo na Zajęczą Gwiazdę, nawet, gdyby wrócił do swojego ciała. Traumatyczna sytuacja w kociarni uświadomiła jej, że granie w gierki z Piasek to nie przelewki, a liderka potrafiła dotrzymać złożonych obietnic. Bała się, że to zebranie nie przyniesie nic dobrego. Po co miałaby zwoływać klan? Akurat po zgromadzeniu? Czyżby coś się tam stało? Znowu?
—  Klanie Burzy! Na ostatnim zgromadzeniu, oprócz dwóch uczennic, z którymi policzę się później, pojawił się jeszcze jeden kot, który nie powinien tam być. Wojownik, młody, niedawno otrzymał ucznia. I to jak specjalnego. Jedno z moich kociąt. Sowią Łapę. Więc jakże wielkim rozczarowaniem było jego zachowanie podczas tej nocy.
Spodziewała się wszystkiego, ale nie tego, że zebranie miało dotyczyć Zwęglonego Futra. Jej pazury nerwowo utkwiły w ziemi. "Jedno z moich kociąt. Sowią Łapę".
Udawała, że jej zależy. Że wcale nie gardzi nią ze względu na kolor futra. Udawała, że ją kocha i że wszystkie te kocięta powstały z ich relacji.
Zmrużyła oczy. Milczała, chociaż jej każda część kazała jej wstanąć i powiedzieć, że Piasek ma w dupie swoje dzieci, a przynajmniej te nierude. Dreszcze obiegały każdy cal jej ciała. Nienawidziła tego, jak bezsilna była, jak mały wywierała wpływ na otoczenia.
—  Zwęglony Kamień zafarbował swoje futro na rudo z nadzieją, że go nie zauważę w tłumie.
Czarna wymieniła z bratem krótkie spojrzenia. Nic dziwnego, że to zrobił. Drwiące spojrzenia dobijały i ją, chociaż kierowane były nie w jej stronę, a jego. Ośmieszyła jej mentora. Ośmieszyła Zwęglone Futro. Miała czelność go karać, gdy księżyce temu spłonął na jej zgromadzeniu. Ale przecież nie było jej żal poświęcić nierudych kotów, prawda? Ich los był przesądzony od zawsze. Byli tylko mięsem armatnim. Tak właśnie zginęła jej ciocia. Jako mięso armatnie.
Jej wzrok błądził po jej łapach. Wszystko, by nie musieć patrzyć w oczy kogoś, kto ją tak skrzywdził. Kto krzywdził ją i jej bliskich przez księżyce i wciąż to robi.
— A jednak. Zwęglony Kamieniu, po raz kolejny nie uszanowałeś mojego zakazu. Po raz kolejny złamałeś kodeks wojownika. I oczekiwałeś, że wymigasz się bez kary?
Wzrok Piaskowej Gwiazdy powędrował w kierunku Zwęglonego Futra. Jej mentora. Kogoś tak bliskiego. Czarna nie mogła tego słuchać. Gniotła nerwowo ziemię łapami. Ona była zdolna do wszystkiego. Nie chciała, żeby go skrzywdziła. Nie znowu.
— Jednak w tych trudnych czasach potrzebujemy młodych wojowników. Nie cofnę cię więc do rangi ucznia czy kociaka. Jednak nie możemy pozwolić, by twoje geny - tchórza i nieposłusznego pajaca, rozprzestrzeniły się po Klanie Burzy. — miauknął biały przywódca. —  Jako karę za kolejne nieposłuszeństwa i przestroga dla innych, zostaniesz wykastrowany, a twoją karę wykona Kamienna Agonia.
Gdy usłyszała swoje imię, jej źrenice zmniejszyły się do rozmiarów ziarnka maku. Wykastrować?
Jej łapy coraz mocniej wbijały się w ziemię. Miała go w y k a s t r o w a ć?
Ona?
Po tym wszystkim, co mentor dla niej zrobił?
Czuła, jak spojrzenia różnych kotów kierują się w jej stronę, jakby byli przekonani, że zaraz wyjdzie i odszarpie swojemu własnemu uczniowi i mentorowi narządy płciowe.
Jeśli Piaskowa Gwiazda sądziła, że kotka była gotowa zrobić coś takiego, to jej nie znała. 
Spojrzała białemu kocurowi prosto w oczy. 
—  Nie. Nie zrobię mu tego. To bestialskie traktowanie i zbyt okrutna kara na to, co zrobił. Żaden kot na to nie zasługuje! — miauknęła, mrużąc oczy. Dość. Ta zasrana tyranka nie miała prawa ranić jej mentora. A ona nie miała zamiaru jej w tym pomagać. Poczuła, jak Gliniane Ucho u jej boku kładzie uszy po sobie. W innych okolicznościach za ten sprzeciw mogłaby pewnie przypłacić głową, znając Piasek i jej chore zapędy, ale w tej chwili miała to w dupie. Jedyne, co chciała, to bezpieczeństwo. Dla rodziny, dla mentora, dla nierudych - a nawet tych rudych, którzy nie popierają dyskryminacji - kotów. 
— Kamienna Agonio, moja droga — czarna skrzywiła się, słysząc to przesłodzone wyrażenie. Zupełnie tak, jakby Piaskowa Gwiazda nigdy jej nie skrzywdziła. Obrzydliwe. Zgrywała, że coś, cokolwiek, ich łączyło, bo przecież plotki same się rozniosą i nie potwierdzą, prawda? Nie miała prawa zwracać się do niej w ten sposób, ani do nikogo innego. — nie mogę pozwolić, by takie geny zaszkodziły mojemu klanowi. Wiem, że się martwisz, ale tak będzie lepiej. Jeśli puszczę go bez kary, kto wie co dalej zrobi. Może kiedyś zacząć stanowić zagrożenie, nie tylko dla innych, ale także dla siebie. W ten sposób się uspokoi.
Wypuściła powietrze. Przeklęta Piaskowa Gwiazda. Mogła udawać, że chodziło jej o dobro klanu, ale tak naprawdę była tylko bezduszną, okrutną tyranką. Nie chciała dobrze ani dla nich, ani dla Zwęglonego Futra. Robiła z siebie ofiarę. Tego dobrego kota z dobrymi intencjami.
— Ale jeśli tego nie rozumiesz... Szczypiorkowa Łodygo — kocur posłał wymowne spojrzenie wojowniczce. 
Czarna zesztywniała.
— Nie! — jej głos zaniknął wśród klanowego tłumu. Nikt nie miał nic przeciwko, nikt jej nie posłuchał, nikt nie podniósł głosu, nie wystąpił, nie powiedział, że to bestialska kara. Jej wzrok wędrował między kotami i zatrzymał się na Piaskowej Gwieździe, której kąciki ust rozszerzyły się w ledwie zauważalnym uśmiechu. Skinęła głową Szczypiorkowej Łodydze.
— Oczywiście, Zajęcza Gwiazdo. — odparła kotka i skierowała wzrok na Zwęglony Kamień.
Kamienna Agonia odwróciła wzrok. Nie chciała na to patrzeć. Nie chciała patrzeć, jak ktoś krzywdzi jej bliskiego. Wciąż miała przed oczami podły uśmieszek Piaskowej Gwiazdy. Gdyby wiedziała, że Szczypiorkowa Łodyga miała dokonać tego za nią, zgodziłaby się. 
Upokorzony. Skrzywdzony. Przez jego własną córkę.
Wbiła pazury w grunt, wydając z siebie cichy charkot. Po tym wszystkim. Wciąż miała czelność traktować w ten sposób nierudych.

Odchodziła od skały, nim wymieniła parę zdań z Glinianym Uchem. Potrzebowała czasu dla siebie. Jej łapy namiętnie wbijały się w grunt. Była wściekła. Piaskowa Gwiazda myślała, że mogła sobie tak dowolnie pogrywać? Bawić się jej uczuciami i uczuciami innych kotów, które krzywdziła cały czas?
Wybałuszyła oczy, gdy przed nią ustał Zwęglony Kamień. Kotka wbiła w niego spojrzenie, już otwierała pysk, by przeprosić, że nie zdołała powstrzymać lidera, jednak on zaczął szybciej.
— Kim jest mój ojciec?
Wojowniczka zastygła. Nie spodziewała się takiego pytania. Myślała, że kocur był przekonany, że to Zajęcza Gwiazda. W końcu Piaskowa Gwiazda wmówiła to wszystkim.
Pokręciła głową. Nie mogła powiedzieć mu prawdy. Wilcza Zamieć powinna to zrobić sama. Nie chciała im tego ujawniać bez jej wiedzy.
— Nie...
Lecz nim zdążyła ułożyć logiczne zdanie, czarny kocur przerwał jej.
— To Lisia Gwiazda, prawda?
Kamienna Agonia wysuwała i wsuwała pazury. Skąd wiedział? Kto mu to zdradził?
Nie powinien wiedzieć. Nie powinien być obciążony tym ciężarem.
Ale skoro już i tak wiedział, czy powinna go okłamywać? Czy miała inny wybór, niż powiedzieć mu prawdę?
— Tak. To on —  miauknęła po chwili milczenia, spoglądając mu prosto w oczy. —  Wilcza... nie chciała wam tego zdradzać, ale jeśli wiesz... Tak, Zwęglone Futro, Lisia Gwiazda to twój ojciec.


 * * *
Jej ogon drgał niespokojnie, a oczy błądziły w każdą możliwą stronę. Myślami wciąż trwała na brutalnym zebraniu klanu. Na brutalnej karze wymierzonej na jej mentorze. Wysunęła pazury i przejechała nimi po zabłoconym gruncie. Brudny śnieg zmoczył jej łapy. 
Nienawidziła Piaskowej Gwiazdy. Nienawidziła wszystkiego, co uczyniła ta tyranka, nienawidziła każdy cal jej ciała i jej osobowości.
Jak mogła kolejny raz skrzywdzić Zwęglone Futro? Jak mogła nie mieć ż a d n y c h wyrzutów sumienia, rozkazując najpierw jej, a potem Szczypiorkowej Łodydze wykastrować kocura?
Kotka prychnęła, wbijając wzrok w swoje łapy. 
Naprawdę to ją śmieszyło? Że pozwoliła Szczypior go skrzywdzić zamiast niej?
Jeśli miała wybierać, między sobą a Szczypiorek, wybrałaby siebie. Piaskowa Gwiazda nie mówiła, że zamierza to zrobić. Oczywiście.
Życzyła jej wszystkiego, co najgorsze. Niech spłonie w zasranych ogniach Mrocznej Puszczy. Zasługiwała na to. Zajęcza Gwiazda w przeciwieństwie do niej nie zasłużył na gnicie w Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd. To ona powinna tam być, nie on.
To ona była winna całemu temu cierpieniu. Gdyby nie ona wszystko byłoby dobrze. Każdy byłby zupełnie innym kotem. Żar nie byłby oddanym, zaciekłym rasistą, Pszczeli Pyłek nie musiałaby umierać spod jej łap, Wiewiór i Drżący może wciąż byliby w klanie, nie doszłoby do żadnych morderstw i spisków, a ostatecznie, Zajęcza Gwiazda byłby tutaj teraz z nimi, nieważne, czy jako lider, czy jako wojownik żyjący spokojnie i nie przejmujący się żadną rebelią. To wszystko było winą Piaskowej Gwiazdy.
Dlaczego Chaber spośród wszystkich kotów wybrała akurat JĄ?
Czy naprawdę nie było lepszego kandydaty na zastępcę?
Każdy byłby lepszy od niej. Każdy.
Miała cholernie dość siedzenia na dupie i czekania na cud. Bo on się nigdy nie wydarzy, jeśli będzie na to patrzyła i kuliła się z strachu. 
Podniosła się i wyszła z obozu. Łapy same kierowały ją w dobrze znane jej miejsce.
Jastrząb współpracował z liderką w czasie wojny. Jednak  nie budziło w niej to żadnych wątpliwości - nie wiedział, z kim się spoufala. Że to nie Zajęcza Gwiazda. Przynajmniej nie ten prawdziwy.
A coś by się zmieniło, gdyby wiedział? Pewnie nie. Znała go już na tyle dobrze, by wiedzieć, że niemal wszystko robił dla korzyści.
Ale miał wiedzę, która mogła jej pomóc.
Ujrzała go przechadzającego się wzdłuż granic. Teraz mieli większe tereny. I Klan Wilka, I Klan Burzy dostał swoje. Nie zamierzała owijać w bawełnę. Chciała go zobaczyć, dowiedzieć się więcej. Nawet, jeśli to było ryzykowne. On mógł jej pomóc. I... To było głupie, ale naprawdę złożyła mu obietnicę. Chciała jej dotrzymać. Chciała pozbyć się go własnymi łapami.
— Miałeś rację — powiedziała twardo. Pierwszy raz od dawna tak podniosła głos. Ale wcale nie żałowała. Ryczenie nikomu nie pomoże. Zrobiła gówno, więc musiała je posprzątać. Niezależnie, czy ktokolwiek zamierza jej wybaczyć, czy nie. Skoro już i tak jedną łapą tkwiła w Mrocznej Puszczy... Czy coś ją powstrzymywało? Może te zagrania nie były czyste, ale były jedynym wyjściem.
Widziała na jego pysku znajomy uśmiech. Jak bardzo musiała usatysfakcjonować go wieść, że rozważyła rozmowę z nim i ostatecznie zamierzała dotrzymać swojego słowa?
Może jeszcze nie odważyła się tego zrobić - myśl zbliżenia się do plugawych złych duchów była przerażająca. Ale i tak było za późno, by się wycofać. On nie miał w zwyczaju blefować. Zresztą, tak samo jak Piaskowa Gwiazda.
Był potworem, prawda. Wciąż ciężko było jej uwierzyć, że zdradził jej takie rzeczy. Że naprawdę wskazał jej drogę. Jednak nie potrafiła po prostu odejść. Zwłaszcza po tym wszystkim, co zrobiła Piaskowa Gwiazda. Uciekanie od problemów wcale nie sprawi, że znikną. A kotka nie miała zamiaru ani chwili dłużej pokazywać Piaskowej Gwieździe, że udało jej się ją złamać. Nie. Nie udało. Nigdy by jej się to nie udało. Ani nikomu innemu. Nie bez powodu otrzymała swoje imię. Rodzice nie mylili się, nazywając ją w ten sposób. Była cholerną imitacją prawdziwej przywódczyni. Zniszczyła Klan Burzy. Nie zasługiwała na życie. Na nic nie zasługiwała. Powinna była zdechnąć raz a dobrze z łap Zajęczego Nosa. Nawet jej zwłoki nie zasługiwały na pochówek.
Dreszcz przeszedł po jej skórze.
Nie wiedziała, czy powinna tak myśleć. Ale nienawiść brała górę w chwili, gdy Piasek poraz kolejny skrzywdziła kogoś... Kogoś tak jej bliskiego. Dla czarnej to było więcej niż niezrozumiałe, jak można było być tak okrutnym. Tak podłym. Cieszyć się, mając świadomość, że zniszczyło się czyjeś życie.
Miała dość kłamstw, a jednocześnie nie mogła się bronić. Bo kto jest bardziej wiarygodny? Sam przywódca, czy dawna zastępczyni owiana złą sławą?
Jastrząb miał rację, czy tego chciała, czy nie. Na myśl o jego słowach przechodził ją zimny dreszcz, ale zrobiłaby wszystko. Wszystko, żeby Piaskowa Gwiazda w końcu upadła i rozwaliła sobie swój głupi łeb. Tym razem permamentnie.
Jak uparta musiała być tyranka, by nie pogodzić się ze swoją śmiercią i wykorzystać błąd Zajęczej Gwiazdy?
"Więc wolisz umrzeć słaba?"
"Mogłaś mieć władzę".
— Miałeś rację. Nie mam zamiaru już ani chwili dłużej siedzieć na dupie i pozwalać, by wszyscy bezkarnie ze mnie drwili. — warknęła. Jej mięśnie się napinały, a łapy kurczowo trzymały ziemi. Oni wszyscy byli ślepi. Wszyscy się mylili. Nikt nie miał racji. Piaskowa Gwiazda sprowadzi ich na dno, sprowadzi na porażkę cały Klan Burzy. Zniszczy go tak, jak zniszczyła wcześniej. Mogli uznawać ją za wariatkę, ale ona wiedziała. Znała prawdę.  — Nie pozwolę więcej czerpać satysfakcji z mojej szkody.
Zacisnęła zęby, wbijając wzrok w swoje łapy. Czy Jastrzębia Gwiazda też z niej zadrwi, wiedząc, że tak się waha? Jemu zrobienie plugawych czynów nie sprawiało żadnej trudności.

<Jastrząb?>

18 kwietnia 2022

Od Jastrzębiej Gwiazdy cd Kamiennej Agonii

 Zobaczył ją. Taką słabą, taką kruchą, tuż przy granicy. Dziwił się czemu łapy ją tu przyniosły. Jak dla niego, marny wiaterek mógł ją zdmuchnąć z łap. Nie przypominała dawnej siebie. Ten blask gdzieś uleciał, zastąpiony przez zwykły, pusty szkielet. 
— Więc jak, Jastrzębia Gwiazdo? Splątane Futro zdążyła powiedzieć ci o tym, co zaszło? Zdążyła powiedzieć ci wszystko, czego nie powinieneś o mnie wiedzieć? — spytała. Jej głos był ponury, słaby, ochrypnięty i drżał. Jak gdyby należał do zupełnie innej osoby. Na jej pysku widniał smutny i marny, histeryczny uśmiech. 
Nie odpowiedział. Stał dumnie, pozwalając by wiatr muskał jego długie futro.
Tak. Wiedział. Splątane Futro na zgromadzeniu zdradziła mu, że była w ciąży. Patrząc po jej posturze mógł stwierdzić, że urodziła. Nie była jednak z tego szczęśliwa. Co musiało się stać, że poród ją tak zniszczył? Jedno słowo nasuwało się na jego język. Gwałt. 
Przekrzywił głowę, stawiając powoli kroki do marnej, czarnej kulki, której nos był tak zasmarkany, że trudno było rozróżnić go od glutów. 
Przekroczył granicę pierwszy raz w życiu i zbliżył się do Kamiennej Agonii, która w tym momencie właśnie wydawała z siebie agonalne, niewerbalne krzyki. Byli sami, nawet zapach zwierzyny dawno zwietrzał. Przysiadł obok niej, tak jak na skale liderów, podczas zgromadzenia, gdy jeszcze była zastępcą. 
— Świat jest niesprawiedliwy dla dobrych kotów — miauknął. — Jedyne co można zrobić, by wygrać, to stać się potworem. — Objął ją ogonem, przytulając do swojego ciała. 
Nie bał się, że go zaatakuje czy zagryzie. Nawet jakby udawała taką rozpacz, co było naprawdę niedorzeczne, bo trochę ją znał i wiedział, że nie potrafiła być dobrą aktorką, tak był chroniony przez Mroczną Puszczę. Wróciłby do życia i... wtedy Kamień raczej nie skończyłaby szczęśliwe. 
— Czemu się tak dałaś złamać? Gdzie ten twój hart ducha? Zniknął, bo jakiś kocur skalał twoje ciało? Zbrukał je i od razu spotulniałaś? — zaczął jej miauczeć do ucha. — Możesz zawsze go zabić... lub te kocięta. Czemu się godzisz na ich wychowywanie? Odebrały ci władzę, siłę. Wszystko co czyniło cię sobą. 
— Nie chcę już zabijać... N-nikogo więcej. Ktoś, kto mi... Je zrobił jest silniejszy ode mnie. Nie dałabym rady się z nim zmierzyć. — wyszeptała. — Nie potrafię.
"Nie chce już zabijać" obijało się w jego uszach. To już to robiła? Nigdy nie przypuszczał, że byłaby do tego zdolna. Najwidoczniej jej puste słowa, nie były całkiem pozbawione sensu. 
— Nic nie jest niemożliwe. Dziwnie jednak słyszeć z twego pyska to, że już odbierałaś życie. Masz więc wprawę. Dlaczego więc już nie chcesz tego powtórzyć? Skoro jest silniejszy, użyj sprytu. 
— Sprytu? Mam użyć sprytu przy kimś, kto w jeden niepełny świt odciął mi jakąkolwiek drogę do władzy? — załkała cicho.  — Widziałeś Splątane Futro, na zgromadzeniu, prawda? Widziałeś ją?
— Widziałem. Poddajesz się zbyt szybko, droga Kamienna Agonio. Zostałaś zdegradowana ze względu na kocięta. Możesz jednak domagać się przywrócenia na stanowisko. Wybrał cię, ale zamienił na czas twojego porodu. Znajdź koty, które cię poprą, że możesz już wrócić z matczynego. Lub powołać się na kodeks. Albo nie rób nic i spraw, by on zniknął. Zapanuje chaos, wróć silna i ogarnij ten burdel. Będziesz musiała jednak zmierzyć się z nowym zastępcą, który pewnie też jest rządny władzy. Wystarczy jednak poparcie... Chyba, że go nie masz?
— Poparcie mogę mieć co najwyżej u najbliższej rodziny. — mruknęła. — Nie mam autorytetu. Nikt mnie nie lubi. Taki jest właśnie Klan Burzy. Ci, którzy mnie krzywdzili, nigdy nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności. A ja?... Chyba...  nie muszę sobie odpowiadać na to pytanie.
Czyli było naprawdę bardzo źle. Dlatego też robił to co robił w swoim klanie. Autorytet był najważniejszy, gdy starało się o funkcję lidera. Pewnie kotka nie będzie mieć już szansy na wskoczenie na stołek, chyba że zrobi to nieczysto. 
— Więc pozostaje ci pozbycie się aktualnej władzy. Gdy oboje znikną, będziesz jedyna, która może powołać się na bycie liderem z racji wybrania cię przez Zajęczą Gwiazdę.
Kotka przemilczała jego słowa. 
Nagle w jego umyśle zapaliło się światełko. Przygarnął ją bliżej i szepnął do ucha. 
— Jest jeszcze jeden sposób, ale wymaga... pewnej ofiary. Jak dobrze wiesz... Klan Gwiazdy nie istnieję. Liderzy nie dostają kolejnych żyć. Jednak istnieje coś jeszcze, coś co może dać ci siłę i spełnić twoje najskrytsze marzenia... Wiesz co to? Miejsce Gdzie Brak Gwiazd. Nie oszukujmy się. Skoro zamordowałaś, twoja dusza tam i tak już trafi. Szkoda więc nie skorzystać z ich dobroci.
Wyczuł jak przez kotkę przebiega dreszcz. No cóż... Te umarlaki cieszyły się niezbyt dobrą sławą, jednak... były znacznie potężniejsze niż Klan Gwiazdy i bardziej chętne do rozmów.  
— Ale Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd... Ja... C-co oferują?
Uśmiechnął się na to pytanie. 
— Wszystko co sobie zażyczysz. Nieśmiertelność, siłę, poparcie... Mogą opętać koty i sprawić, by były pewne tego, że ty jesteś najlepszą kandydatką na liderkę — wymieniał. 
— Od zawsze wpajano, że Mroczna Puszcza jest zła. Dlaczego oferują cokolwiek bezwarunkowo? Zając też zau... — urwała, gryząc się w język.
— Ah... to wiele wyjaśnia. Wasz lider tak właśnie zdobył władzę? Ale zobacz jak skutecznie. Jest warunek, ale warto go zapłacić. Nie masz w końcu już i tak nic do stracenia, prawda? A czy są dobrzy? Nie... nie są. Ale czy ty jesteś dobra? Również nie. Tam są koty takie same jak ty czy ja... mają jednak większą siłę od śmiertelników — kusił ją dalej, czując jak powoli ulega jego słowom. 
— Co zrobić... By się z nimi skontaktować? — zapytała, a on już wiedział, że się przekonała.
— Wasz kamień w obozie, o którego dbają medycy. To nie jest kamień Klanu Gwiazdy, lecz ich. Nawet tego nie zauważyliście. Poliż go i zapadnij w sen, a się z nimi skontaktujesz
— A-ale to kamień medyków. Nasza medyczka nie pozwoliłaby go dotknąć. Ty jesteś liderem i tobie wolno, ale zwykłej karmicielce? Sugerujesz, że powinnam... Zrobić to bezprawnie?
— Owszem. Możesz zawsze ułamać kawałek i się z nim gdzieś skryć. Nie jest zbyt trwały... — Dla niego to nie był żaden problem. Wystarczyło odwrócić uwagę medyków i zabrać odłamek, a następnie w zaciszu skontaktować się ze złymi duchami.
Rozmowa zawsze kończy się na korzyść żyjącego, a co będzie po śmierci? To już nie jest ważne. 

<Kamień?>

03 kwietnia 2022

Od Kamiennej Agonii CD. Jastrzębiej Gwiazdy

— Och, nie sądziłem, że zasłużę na prezent. To miło z twojej strony, Kamienna Agonio.
Czarna zacisnęła zęby. Nieważne, jak bardzo chciała mu przywalić. Nic to nie da, skoro wiecznie sprawiało mu to satysfakcję. 
Niezadowolone spojrzenie zielonych oczu skierowało się na pysk Jastrzębiej Gwiazdy, ociekający ze świeżej szkarłatnej krwi, i zwierzynę u jego łap. Jej zwierzynę. 
— Śmierdzisz krwią — stwierdziła tylko, patrząc na niego z pogardą. — A to był mój królik.
— Ciekawe spostrzeżenie — miauknął Jastrząb, uśmiechając się obrzydliwie.
Czy gdyby trzepnęła go raz a dobrze w pysk, to już by się nie podniósł?
— Widocznie nie masz najlepiej u siebie w klanie, skoro jesz zwierzynę przybiegającą z granicy Burzaków. — warknęła. 
— Skąd taki pomysł? Korzystam z okazji. Sama przyprowadziłaś mi królika pod łapy.
Prychnęła, wywracając oczami.
— Gdybym chciała dać ci królika, to dałabym ci go do pyska — warknęła. — A jakoś mi się nie wydaje, bym to zrobiła. Zresztą, nieważne. Klan Burzy i tak ma mnóstwo zwierzyny. I w przeciwieństwie do twoich śmierdzących Wilczaków, nie podkrada innym z granicy.

* * *

W legowisku panowała tylko ciemnota. Widziała Byczą Szarżę. Już nie był tak młody. Wszyscy się starzeli. Na świat przybywali nowi członkowie Klanu Burzy.
Zgarbiona czarna kotka leżała, czując  przy sobie swoje kocięta. Jej ciało przechodziły dreszcze za każdym razem, gdy była zmuszona spojrzeć w te żółte ślepia. JEJ ślepia.
Kierując wzrok na czarnego kocura, widziała w nim tylko tego, który brutalnie przytargał jej matkę pod łapy Piaskowej Gwiazdy, by ta mogła ją dobić. Nie potrafiła mu wybaczyć.
Ale czy to miało znaczenie?
Jej gardło uschło. Od paru świtów nic nie mówiła. Łapy jej zdrętwiały od ciągłego bezruchu. Ale nic innego nie robiła. Chciała tylko siedzieć w legowisku i już nigdy z niego nie wychodzić. Nie musieć patrzeć na te pyski. 
Bycza Szarża również momentami się na nią patrzył. Co w niej widział? Morderczynię? Rebeliantkę? Córkę morderczyni? Córkę tej, którą pomógł zabić? Dawną zastępczynię?
Mieli wspólne doświadczenie. I żadne z nich nie chciało podejmować tego tematu.

Wstała.
Kości zaskrzeczały jej pod skórą. Nie otrzepała się nawet ze ściółki, która tkwiła w jej futrze. Powolnym krokiem wyszła z legowiska, a potem z obozu. Świeże powietrze wcale nie sprawiło, że poczuła się lepiej.
Oddaliła się, nim zdążyłaby usłyszeć za sobą nieprzyjemne plotki i komentarze. Uciekała od fałszywych oskarżeń. 
Sama nie wiedziała, czemu wyszła. Najchętniej siedziałaby w tym zaciszu wiecznie i nie odzywała się do nikogo, by w końcu dali jej święty spokój. Ale coś jej nie pozwalało.
Łapy same prowadziły ją na dobrze znajomą granicę. Na granicę z Klanem Wilka. Czy to już syndrom sztokholmski, czy wariowała? 
Z jakiegoś powodu miała nadzieję, że będzie tam Jastrzębia Gwiazda. To było głupie, bo nienawidziła go każdą cząstką tego marnego już ciała. Sama nie rozumiała, czemu to robiła. Może dlatego, że chciała usłyszeć głos. Może dlatego, by przekonać się, czy dowiedział się już o jej nieszczęśliwej sytuacji. Może dlatego, by dowiedzieć się, czy ktoś naopowiadał mu kolejnych plotek.
Nie wiedziała.
Zatrzymała się przy granicy. Jej nozdrza uporczywie łapały każdy zapach. Nie widziała ani nie czuła przywódcy Klanu Wilka. Miała chęć się odwrócić. Uderzyć sama siebie za swoją głupotę. Naiwność. Ale usiadła tylko przy jakimś krzaku i wbiła wzrok w przestrzeń.
Była taka, jak za czasów Piaskowej Gwiazdy. Wychudzona, zrudziała, zmęczona. Jedyne, co się różniło, to to, że nie miała już pewnej siebie postawy i zaczepnego spojrzenia w oczach. Była zgarbiona. Zdawała się mniejsza niż była w rzeczywistości.
Nie dziwiła się, że go tu nie było. Nie miał po co być. Pewnie już dawno zauważył, że przestała przychodzić.
Dlaczego właściwie wciąż to robiła? Mimo nienawiści i wrogości, jaką czuła do Jastrzębia?
Wcześniej najwidoczniej chciała mu udowodnić, jak bardzo się co do niej mylił. Zaśmiała się histerycznie. No to nieźle mu pokazała. Była blisko celu. A teraz? 
Westchnęła. Nagle do jej uszu dotarł dźwięk. Szelest liści w krzewach. 
Zobaczyła znajome bure futro. Był tu. Zdawał się jej nie zauważać. 
Czy to przypadek?
— Więc jak, Jastrzębia Gwiazdo? Splątane Futro zdążyła powiedzieć ci o tym, co zaszło? Zdążyła powiedzieć ci wszystko, czego nie powinieneś o mnie wiedzieć? — spytała. Jej głos był ponury, słaby, ochrypnięty i drżał. Jak gdyby należał do zupełnie innej osoby. Na jej pysku widniał smutny i marny, histeryczny uśmiech. Ciekawe, ile kocur nasłuchał się już plotek. Nici z pokazania mu swojej wyższości. Chciała mieć to już za sobą.

<Jastrząb?>

04 lutego 2022

Od Jastrzębiej Gwiazdy cd Kamiennej Agonii

 Obserwował jak się zapowietrza, biorąc wdech za wdechem, by zrzucić ze swojego serca ten balast. Jej słowa w żadnym wypadku go nie uraziły, były tylko ogniwem zapalnym, który rósł przy każdym ich spotkaniu. Na początku czuł zdziwienie, że nie wierzyła w jego dobre intencję, później to przerodziło się w ciekawą rozrywkę. Każde jej słowo było pełne emocji. I to takich, które sam wyzwalał. Teraz nawet doszło do tego, że sam jego widok kojarzył jej się z czymś złym, co podnosiło ciśnienie. Naprawdę uważała się za taką mądrą? Nie rozumiała nawet co tu się działo. Nie chciał jednak jej uświadamiać. To życie w niewiedzy wychodziło im na dobre. 
- Dlaczego stale tkwisz w moim życiu, zamiast zająć się swoją bandą obrzydliwych Wilczaków? - Syknęła, wymierzając w niego oskarżycielskie spojrzenie. - Myślałam, że będę miała choć chwilę spokoju od ciebie, ale nie. Nagle w obozie rozlega się smród twoich obślinionych psów, a parę uderzeń serca później Zając mówi mi, żebym wyruszyła z nim na spotkanie z tobą! 
Musiał przyznać, że porównania z każdym dniem miała coraz lepsze. Czyżby Klan Wilka przestał być postrzegany przez nią jako koty, a przemienił się w psy? Było to interesujące, ponieważ psy kojarzyły się z zagrożeniem. Ich klan miał zaszczyt poznać wilczą odmianę tych stworzeń, które niegdyś zabiły jakichś nieistotnych klanowiczów. A może to ze względu na nazwę ich klanu tak to postrzegała? 
Pozwolił jej wyrzucić z siebie tą całą negatywną energię. Praktycznie żywił się nią niczym wodą. Jej złość, irytacja skierowane na jego osobę wręcz potęgowało to nasycenie i satysfakcję, która zaczęła wypełniać jego wnętrze. 
Na chwilę zamilkła, by dodać później:
- Dla ciebie istnieje tylko Klan Burzy, prawda? Nie mogłeś pójść sobie z tymi swoimi wojownikami na tereny Klanu Klifu czy cokolwiek, co jest daleko od nas? - syknęła.
Udał zamyślenie. Spojrzał w niebo, na leniwie poruszające się chmury. Zastępczyni czekała, obijając ogonem ze zniecierpliwieniem po swoich tylnych łapach.
- A skąd wiesz... - zaczął, zatrzymując powoli wzrok na jej oczach. - Że tak nie jest? 
Widział jak wątpliwość pojawia się w jej oczach, jak myśli czy mówi prawdę. A mogło tak być. Nie znała życia w Klanie Wilka a tym bardziej jego kroków, mógł mieć wiele do ukrycia przed kotką, która obrała sobie za cel, by odczepił się od niej raz na zawsze. Pytanie było tylko... skoro tak go nie znosiła, to czemu tu przychodziła? Na tą granicę, która kojarzyła jej się tylko z nim? 
- Wątpię, że chciałoby ci się grać na dwa fronty - w końcu prychnęła. 
- Och, droga Kamienna Agonio, zdziwiłabyś się. - Uśmiechnął się do niej tylko, podnosząc się na łapy. - Pozwolę ci zastanowić się nad tym zagadnieniem. Dlaczego Klan Burzy? Co sprawiło, że tutaj bywam? A potem ty zastanów się, co sprawiło, że ty mimo swojego uprzedzenia nadal tu jesteś - miauknął po czym odszedł, zostawiając ją bez konkretnej odpowiedzi na jej pytanie. 
Czyli tak jak zawsze. 

***

Poranny patrol doniósł mu o dziwnych rzeczach, które zaczęły pojawiać się na granicy ich klanu. Słuchał właśnie raportu Suślego Nosa, Wydrzego Lasu oraz Makowego Ziarna. Jego były uczeń rzucał teorie co to mogło być i jego zdaniem za bardzo się tym wszystkim ekscytował. Wydrzy Las jak zawsze pozostał tym znanym wszystkim pesymistą, wręcz miaucząc pod nosem, że wszyscy umrą. Tylko Makowe Ziarno uważało, że to tylko jakieś dziury i nie trzeba się tym przejmować. 
Musiał przyznać, że czasami władza bywała męcząca, gdy pod swoimi rządami miało się imbecyli. 
- Zabierzcie mnie w to miejsce, sam ocenię czy trzeba się martwić - w końcu zdecydował.
Wojownicy pokiwali głowami i całą czwórką udali się przez las. Suśli Nos wybiegł na prowadzenie, skacząc niczym sarna, miaucząc w jego kierunku, czy pamięta jak w tym miejscu ćwiczyli polowanie, a w tym jak wpadł w krzaki podczas pogoni za myszą. Naprawdę nie potrafił zrozumieć, dlaczego dostał go wtedy na ucznia... Przyprawiał go tylko o ból głowy. 
- No i wtedy... - kontynuował swoją opowieść, kiedy Wydrzy Las w końcu westchnął cierpiętniczo. 
- Jesteśmy na miejscu - Wskazał liderowi granicę z ziemiami niczyimi, która była... dziwnie rozkopana. 
Bury podszedł ostrożnie do kopców. Czuł w powietrzu odór... czegoś nieznanego i jeszcze świeżego. Jak nic w nocy ktoś tu był i orał ziemię. Tylko dlaczego i po co? 
- Rozejrzyjcie się za śladami - zarządził a wojownicy wzięli się do pracy. 
Sam oddalił się nieco, przyglądając się temu chłodnym wzrokiem. Nigdy czegoś takiego nie widział, więc mało co według niego, mogło dopuścić się do eskalacji ich granicy. Klan Burzy? Nie... Po co mieliby to robić? Samotnicy? Prawdopodobnie jakiś świr, lecz zapach nie wskazywał na kota. 
- Nic tu nie ma. Ziemia jest sucha - Wydrzy Las podszedł do lidera, siadając obok i wzdychając. 
Zaraz zjawili się Suśli Nos wraz z Makowym Ziarnem, którzy przynieśli takie same wieści. 
- Wracajcie do obozu - zarządził. - Zobaczymy czy jutro coś się stanie, na razie bądźcie uważni i wypatrujcie śladów czegoś obcego. 
Wojownicy pokiwali głowami i oddalili się. No... prawie wszyscy, bo Suśli Nos nie zamierzał od tak zostawiać kocura. 
- Może to sarny? Albo... borsuk! 
- Może... Jednak sądzę, że zapach borsuka bym rozpoznał. 
- No tak! Twoja mama... 
Jeszcze teraz tego mu brakowało, by wojownik zaczął wspominać tą kocice. Zgromił go chłodnym wzrokiem, podowdując że ten chyba zrozumiał, że zapędził się w swoich słowach. 
- Nie miałem nic złego na myśli! - zaraz się zreflektował. - Lepiej pójdę za nimi - Postanowił, a on mu tylko przytaknął. 
Kiedy zniknął w krzakach, nareszcie odetchnął pełną piersią. Jak on nie znosił tego bachora... 

***

Nie wrócił do obozu. Lepiej mu się myślało podczas spaceru, który jak zwykle skierował jego kroki nad granicę z Klanem Burzy. Wrzosowiska były targane przez wiatr, który majtał wysoką trawą na wszystkie strony. Gdzieś tam mignął mu kształt królika, który spanikowany wręcz przebiegł przed granicę i wpadł mu pod łapy. Instynktownie zacisnął pysk na jego gardle, nim stworzenie zdążyło zauważyć swój błąd. Kiedy podnosił głowę z ociekającym od krwi pyskiem, dojrzał niezadowolone oblicze Kamiennej Agonii, która zatrzymała się tuż przed linią zapachową. 
- Och nie sądziłem, że zasłużę na prezent. To miło z twojej strony, Kamienna Agonio. 

<Kamień?>

27 grudnia 2021

Od Kamiennej Agonii CD Jastrzębiej Gwiazdy

 - No i po co te nerwy? Czemu jesteś taka dzisiaj kąśliwa? Nie pamiętasz jak ci pomogłem w potrzebie? Jak nakarmiłem, gdy głodowałaś? A ty od tamtej pory plujesz tylko jadem. Sądziłem, że jesteśmy przyjaciółmi.
Gdy to powiedział, zbladłaby, gdyby była człowiekiem. Poczuła, jak powieki jej drgają.
Klanie Gwiazdy, czy była jakaś droga, by się nie zdenerwować?
Wręcz czuła, że traktował ją z pobłażaniem, a słysząc te słowa, pragnęła wziąć tego jebanego królika i wysmarować jego krwią cały ten głupi pysk.
- Nie mów do mnie, jakbym była głupia - Warknęła. - To takie dziwne, że pamiętasz o tym, jak zaszczyciłeś mnie jednym marnym króliczkiem, ale zapomniałeś, że jeszcze tej samej nocy groziłeś mi wezwaniem patrolu swojego klanu.
Nie kryła się z gniewem. Powstrzymywała się od krzyku. Tylko dlatego, że wtedy traktował ją jak zbulwersowane dziecko, pragnące atencji od tych, którzy byli starsi i bardziej doświadczeni. 
- Nie groziłem, ostrzegłem, że mogą cię znaleźć. Ale jeżeli o tym mowa, to nie martw się. Nikogo nie wezwałem. - Odparł kocur, wciąż tym samym niewinnym tonem, który irytował ją jeszcze bardziej.
- Domyśliłam się, że albo Wilczaki są tak powolne, jak rozlazły ślimak, albo ty chciałeś pobawić się faktem, że byłam na twoim terytorium, więc miałeś przewagę - Syknęła. - Niezależnie od tego, jakie jeszcze kłamstwa wciskasz mi do łba, dałeś mi czas, żeby się oddalić, zanim wezwiesz alarm. To jest groźba. Nie możesz temu zaprzeczyć.
Ten otworzył już pysk, ale Kamienna Agonia nie chciała jeszcze kończyć monologu. 
- Nie przyszłam tutaj wspominać z tobą ,,stare, dawne czasy" - Warknęła. - więc nie mam zamiaru słuchać dalej, jak próbujesz wmówić mi, że wymyśliłam sobie te wszystkie momenty, w którym zachowywałeś się jak ostatni idiota. 
Wzięła wdech, gotowa wypuścić całe emocje w jednym zdaniu. 
- Dlaczego stale tkwisz w moim życiu, zamiast zająć się swoją bandą obrzydliwych Wilczaków? - Syknęła, wymierzając w niego oskarżycielskie spojrzenie. - Myślałam, że będę miała choć chwilę spokoju od ciebie, ale nie. Nagle w obozie rozlega się smród twoich obślinionych psów, a parę uderzeń serca później Zając mówi mi, żebym wyruszyła z nim na spotkanie z tobą! 
Na chwilę zamilczała, by dodać później:
- Dla ciebie istnieje tylko Klan Burzy, prawda? Nie mogłeś pójść sobie z tymi swoimi wojownikami na tereny Klanu Klifu czy cokolwiek, co jest daleko od nas? - Syknęła.

<Jastrzębia Gwiazda? I am speed>