BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miód x Cisowe Tchnienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miód x Cisowe Tchnienie. Pokaż wszystkie posty

09 stycznia 2026

Od Cisowego Tchnienia CD. Miodowej Kory

– Chcę, żebyś wiedział, że i tak znaczysz dla mnie dużo więcej niż inne koty.– To twoje kolejne kłamstwo? – pierwszy raz usłyszała Miodową Korę bez żadnych emocji w jego głosie. Była przyzwyczajona do słuchania kotów, które tak mówią, ale nie spodziewała się, że on też zacznie tak mówić. Przeraziło ją to. Jego głos brzmiał tak… znajomo.
– Czyli… to koniec? Nie będziemy już ze sobą rozmawiać? – zapytała, ale nie dostała odpowiedzi. Nie mogła już tak dłużej stać. Bezgłośnie wróciła do legowiska medyków.

***

I tak samo bezgłośnie ją zostawił. Żadnych dodatkowych słów. Nic. Jakby nie żył. Mogła to przewidzieć. Widziała znaki. Dobrze wiedziała, że nie powinna zdradzać mu prawdy. Prawda tylko ją krzywdziła. Za każdym razem. Siedziała niedaleko drogi grzmotu i wpatrywała się w jej drugą stronę. Smród kłuł ją w nos, ale nie zamierzała się stąd ruszyć. Wciąż miała wrażenie, że jeżeli będzie tu czekać, to w końcu przyjdzie. Razem z Rysim Tropem. Pęd powietrza od przebiegających po drodze potworów smagał ją po pysku, a dym z ich rur szczypał ją w oczy. Tutaj można by spodziewać się kogoś, kto przerwałby jej samotną obserwację drzew poza terenami klanów. Niestety Cisowe Tchnienie nie miała już nikogo, kto położyłby swój ogon na jej ramieniu i pokierowałby ją do obozu. Została już całkowicie sama.

<Miodek? Nwm czy kiedyś wrócisz ale w razie czego zostawię tą sesję>

25 grudnia 2025

Od Miodowej Kory CD. Cisowego Tchnienia

Przeszłość

– Co?–Jak to? Nie rozumiem, co masz na myśli – odpowiedział zdziwiony liliowy kocur. Co to znaczyło, że jego matka wcześniej go okłamała? Czyli żył w kłamstwie? I to podwójnie?
– Dlaczego? Po co to… – Nie umiał nawet tego pojąć, przenigdy by mu nie przeszło przez myśl, że Cisowe Tchnienie mogłaby to powiedzieć.
– Przenigdy nie byłam twoją matką, obiecałam mu, że przenigdy nie dowiecie się prawdy – ale to nie ma teraz i tak znaczenia, bo twój głupi ojciec nie żyje.
Nikogo nie było w wyjściu z obozu, tylko oni obaj, może to dobrze, bo nikt więcej nie musiał wiedzieć o tej konwersacji.
– Więc dlatego tak się zachowujesz…
Miodek nie wiedział co powiedzieć dalej. Dowiedział się, że Cisowe Tchnienie nie była jego matką, cały jego świat runął; jak to poskładać? Jak zaufać komuś, kto już okłamał go dwa razy z rzędu? Czasem chciał, żeby ten wschód słońca się nie zdarzył, chciał żyć znowu w swojej idealnej bańce gdzie Cisowe Tchnienie była jego matką i wszystko pięknie by się układało. Cofnął się od niej parę kroków, po czym dodał:
– Myślałem przez całe życie, że jestem twoim synem, ale się myliłem – Oddalił się z wyjścia z obozu, idąc w stronę sterty zwierzyny, może Makowy Nów złoży jakiś nowy patrol graniczny lub łowiecki? Może wtedy, choć na chwilę zapomni o tym, co się stało?

* * *
Przeszłość przed ucieczką – Pora Zielonych Liści

Księżyce mijały, a jego synowie już zdążyli zostać wojownikami; był bardzo dumny z Porywistego Dębu, Wilgowej Goryczy i Kamiennego Pióra. Był pewny, że podobało im się w Klanie Wilka, ale jemu po dowiedzeniu się prawdy o pochodzeniu, plus o kulcie, już nie. Miał nadzieję, że ucieknie jak najszybciej z ekipą od tego miejsca; wraz z jego rodziną, że ucieknie od wszystkich tych kotów, które wpajały mu kłamstwa. Przez całe życie, przez każdy wschód księżyca. Miodowa Kora chciał iść na samodzielne polowanie, by przewietrzyć myśli, by nie myśleć za bardzo o klanie, w którym atmosfera była tak gęsta, że można było się udusić. Stawiał pierwsze kroki ku wyjściu z obozu, ale usłyszał znajomy głos.
– Chciałbyś może porozmawiać na osobności? – Obrócił lekko głowę, zobaczył medyczkę, miał ukłucie smutku, gdy myślał o niej. Nawet nie wiedział, czy chce z nią gadać.
– Niby dlaczego? Przecież ponoć nie jestem twoim synem. – Koty spoglądały na siebie w ciszy przez chwilę; tylko jak to się dalej potoczy między nimi?

<Cisowe Tchnienie?>

08 listopada 2025

Od Cisowego Tchnienia CD. Miodowej Kory

Nie chciał się z nią widzieć. Zupełnie to rozumiała. Sama też nie chciałaby znać swojej rodziny, gdyby dowiedziała się, że ktoś ją okłamał. Nie zmieniało to jednak faktu, że zrobiło jej się smutno. Podniosła swoje medykamenty i wyszła z lecznicy.

***

Teraz

Dzień w dzień to samo. Rutyna ciągnęła się w nieskończoność. Lęki ustąpiły. Wszystkie inne emocje z resztą też. Czuła tylko obojętność na wszystko. Nie mogła nawet przypomnieć sobie momentów, w których odczuwała coś silniejszego. Zupełnie jakby te chwile nigdy nie istniały. Każdy członek kultu zawsze jej powtarzał, że jej największą słabością było to, że dawała się ponieść emocjom. Z tego powodu poniekąd uważała, że stała się silniejsza. Właśnie podała Pszczelemu Rojowi trochę liści ogórecznika na gorączkę. Musiała teraz zająć się sprzątaniem wejścia do lecznicy. Konkretnie, musiała oderwać sople zwisające ze sklepienia w otworze nory. Głównym powodem dla takiego obowiązku był fakt, że sople mogą się topić, a zimna woda na łapach nie wpływa dobrze na zdrowie kotów przychodzących do medyka. Nie mogła dopuścić do większej liczby chorych kotów. Była Pora Nagich Drzew i zioła nie były dostępne. Musieli więc oszczędzać najbardziej, jak się dało. Zatapiała koniuszki zębów w lodzie i szarpała mocno głową, żeby odłamać jak największą część sopla. Kiedy odłamała najwięcej, jak mogła położyła je na stos zużytego mchu i zaczęła ciągnąć stertę odpadów w stronę wyjścia z obozu. Pozostawiła mech razem z lodem na obrzeżach obozu wilczaków. Wtedy podszedł do niej ktoś, kogo towarzystwa się nie spodziewała. Miodowa Kora. Od ich ostatniej rozmowy minęło wiele księżyców. Jego kociaki zdążyły zostać uczniami. Kocur popatrzył na nią. Widać było, że kłębiło się w nim wiele emocji. Nie zamierzała się do niego odzywać. Zazwyczaj, kiedy próbowała tak rozwiązywać problemy, nie wychodziło to. W sumie chyba nigdy nie udało jej się dobrze rozwiązać żadnego problemu.
– Cisowe Tchnienie… Co się z tobą stało? – szepnął po chwili cicho. Pewnie kiedyś popatrzyłaby na niego zdziwiona albo chociaż uśmiechnęłaby się smutno. Teraz po prostu patrzyła na niego bez wyrazu.
– O co chodzi?
Wojownik zastanawiał się jeszcze przez chwilę, jakby walczył ze sobą.
– Po prostu zachowujesz się inaczej. Znam cię, wiem, że coś jest na rzeczy…. w końcu… jesteś moją matką…
Po chwili zobaczyła parę wydobywającą się z jej ust. Liliowy zjeżył się i spojrzał na nią dziwnie. Przez chwilę myślała o tym, co się wydarzyło. Dopiero potem zdała sobie sprawę z tego, co powiedziała:
– Nie jestem twoją matką Miodowa Koro.

<Miodek?>

Wyleczeni: Pszczeli Rój

26 października 2025

Od Miodowej Kory CD. Cisowego Tchnienia

W przeszłości

Po wczorajszym dniu nie było mu łatwo zapomnieć o słowach jego matki. Bolało go to, że gonił zawsze za kimś, kto nigdy nie był z nim związany ani nie chciał jego uwagi. Nigdy nie wiedział, że jest na przegranej pozycji, że tej walki o jego uwagę nie dało się wygrać. Zawsze zazdrościł Lamentującej Toni, że ot tak miała uwagę Topielcowego Lamentu i nawet nie musiała się zbytnio wysilać, by jakkolwiek go przyciągnąć do siebie. Może to dlatego, że była do niego podobna? Może dzięki temu zaskarbiła sobie jego uwagę? Może dlatego Miodek miał do niej jakąś urazę, choć nie wiedział skąd, się brała? Stojąc przy kocicy, kumulowały się przy nim złe emocje. Ciągle sobie przy niej przypominał, że nigdy nie mógł udowodnić komuś, kogo już tu nie ma, swojej wartości. Właściwie, dlaczego tęskni za kimś, kto nie był z nim spokrewniony?
Trzymał ptaka w pysku, idąc do swoich kociąt. Miała być to dla nich zabawka, zwierzyna, jako coś do zabawy, była ekstra! Sam pamiętał, jak Olszowa Kora, gdy był mały, przyniosła mysz do zabawy tylko dla niego. Była to jego ulubiona zabawka przez moment, ale po jakimś czasie musiała być zjedzona, bo mogłaby się zepsuć.
Wchodząc do żłobka, zobaczył swoją matkę. Nie spodziewał się jej tu widzieć i nawet szczerze nie chciał od incydentu z kłamstwem. Nie ufał jej. Jak mógł ufać kotu, który ukrywał prawdę o jego ojcu przez długą ilość księżyców, jak i to, że była w kulcie? Teraz nie wiedział, czy dobrze zna swoją matkę, czy może jest zupełnie inną kotką, której zupełnie nie zna? Stał tak chwilę w wejściu do żłobka, a następnie omijając ją bez żadnych emocji, podszedł do swoich kociaków, dając im prezent. Czuł jednak za swoimi plecami czyjąś obecność i chyba to nadal była Cisowe Tchnienie, choć on nawet nie mógł na nią patrzeć.

<Cisowe Tchnienie? Nie wiem już nawet co powiedzieć, a co z tobą?>

09 września 2025

Od Cisowego Tchnienia CD. Miodowej Kory

– Topielcowy Lament jest okrutnym zdrajcą i zasłużył na wszystko, co dostał. Niech czuje, jak robaki wgryzają się w jego ciało. Nawet nie waż się nazywać go tatą. On nie jest twoim ojcem! – krzyknęła. Nawet nie wiedziała, czemu powiedziała to wszystko. Wielka rozpacz, stres i wściekłość wymieszały się i spowodowały ten wybuch. Miodek spojrzał na nią zaskoczony.
– On... On nie jest moim ojcem? To w takim razie kto nim jest? To nie ma sensu!
W jej głowie wybuchła panika. Miodek źle to zinterpretował. Teraz będzie musiała okłamywać go jeszcze bardziej.
– Zmarł przed twoimi narodzinami. Nie chciałam, żebyście dorastali bez ojca, więc weszłam w związek z Topielcowym Lamentem. Najwyraźniej mocno się pomyliłam. – Tutaj przerwała na chwilę, zastanawiając się co powiedzieć dalej. – Był do ciebie bardzo podobny. Nie próbuj nawet pytać innych o niego. Wątpię, żeby ktokolwiek w klanie lubił go na tyle, żeby pamiętać o nim jakieś czterdzieści księżyców po jego śmierci.
Wojownik siedział tam zupełnie zdezorientowany. Pogładziła go ogonem po barku.
– Zostawię cię samego, żebyś to sobie przemyślał. Muszę zebrać trochę ziół i wrócić do obozu. – Odchodziła od niego z żalem. To musiało być dla niego trudne. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nawet to nie było prawdą.
***
Tak jak obiecała, następnego dnia udała się do żłobka na kontrolę zdrowia Iskrzącej Nadziei i jej kociaków.
– Wszystko wygląda w porządku, jakby cokolwiek się stało, proszę przyjść do legowiska medyka – powiedziała do matki kociaków i już miała wychodzić, gdy zauważyła cień kota, który stał w wejściu. Kota o krótkim ogonie. Jak zareaguje, po tym co mu wczoraj powiedziała?
<Miodek? Jesteś zły?>

02 września 2025

Od Miodowej Kory CD. Cisowego Tchnienia

Patrzył na grób swojej siostry, której nigdy nie było mu dane poznać. Wdychał gęstą mgłę, która spowijała Cierniste Drzewo, wraz z całym cmentarzem martwych ciał.
– Szkoda, że nie żyje, nie pamiętam jej.
Patrzył na jej grób, czuł się, jakby odwiedzał kogoś obcego, kogoś, kto nie istniał dla niego. Może gdyby żyła, to mógłby mieć w niej podparcie albo byłaby następną ulubioną córką Topielcowego Lamentu, z którą musiałby rywalizować o uwagę ojca. Wystarczyło mu, że Lamentująca Toń była kiedyś jego ulubioną córką, a on pominiętym synem, tym nieudanym.
– A jak wyglądała?
Zapytał Cisowego Tchnienia, a ta odpowiedziała, patrząc na grób.
– Była cała biała, jakby oprószona śniegiem, choć lekko się przebijała niebieska barwa jej futra. Miała jeszcze niebieskie oczy, jak każdy kociak, któremu podczas urodzenia jeszcze nie ujawnia się ich prawdziwy kolor.
Sierść cała biała, jakby oprószona śniegiem…. Kocur chciał porozmawiać z niebieską szylkretką o prawdzie, ale powiedziała mu, że urodziła się taka, bo była słaba. Tylko jedna rzecz była dość dziwna, nikt u nich nie miał na tyle bieli, by mogło wyjść potomstwo całe białe. Jego matka nie miała żadnej bieli, a ojciec miał jej tylko trochę, to było za mało, żeby kociaki mogły być całe białe. Nie był taki durny, żeby dać puścić się w maliny, żeby zrobić z siebie kogoś bardzo głupiego.
– Miała ładny kolor futra, choć byłoby jej trudniej polować. Z białym futrem trudno się zamaskować w lesie.
Patrzył jeszcze przez chwilę na ten grób, przypominając sobie, że Topielcowy Lament przenigdy nie dozna zaszczytu pochowania przy Ciernistym Drzewie.
– Gdy tu jestem, przypominam sobie o tacie. Nie rozumiem czemu, został zamordowany.
– Jesteś mądrym kotem, wiesz czemu już nie żyje. Zdradził nie tylko klan, próbując zabić Nikłą Gwiazdę, ale też nas.
Ostatnie słowa wypowiedziane przez Cisowe Tchnienie, zwłaszcza słowa, które jeszcze obijały mu się o uszy, “ Ale też nas”, brzmiały tak personalnie. Jego rodzice przed tym jeszcze zerwali, więc nie był zbyt zdziwiony tymi słowami.

<Mamo?>

30 sierpnia 2025

Od Cisowego Tchnienia CD. Miodowej Kory

Przekładała liście z półek na półkę w równym rytmie. To było coś, co trzymało ją przy zmysłach. Nic nie mogło pójść bardzo nie tak. Jeden liść tu, drugi tam… odgarnąć łodygi… W międzyczasie zdążyła przywitać się z synem.
— Pomóc ci w czymś? — zapytał. Ah ten Miodek. Złote dziecko. Zawsze chciał pomagać.
— Nie, dzięki — odpowiedziała może trochę za szybko. Szczerze chciała subtelnie wygonić syna z lecznicy, żeby nadal widział ją jako silną kotkę, a nie jako żałosny byt, którym była.
— A chcesz porozmawiać?
Po tym pytaniu zapadła cisza. Długa. Głęboka. Zdecydowanie namacalna. Jedynym dźwiękiem, jaki było słychać to uklepywanie mchu, którym zajmowało się Roztargniony Koperek. Nawet ona przerwała swoje zajęcie. Po prostu usiadła tam i zwiesiła głowę, wpatrując się we własne łapy. Trzęsły się. Czuła, że nie może nic powiedzieć. Była zbyt przerażona. Nie mogła. Ale została na tym świecie w jednym celu. Żeby chronić swoje dzieci. Nie mogła tak po prostu powiedzieć Miodkowi, że ma wyjść. Rodzina się tak nie zachowuje. Nie mogła zawieść. Nie kolejny raz. Nie kolejnego kota. Zawiodła przywódców, zawiodła rodziców, zawiodła Wrotyczową Szramę… zawiodła siebie. Kiedy wojownik już otwierał pysk, żeby coś odpowiedzieć, podniosła głowę.
— Porozmawiać? O czym? — zapytała. Mimo że syn tego nie widział, uśmiechała się nerwowo. Może jeżeli będzie udawać, że nic się nie stało, to coś pomoże?
— W sensie… jeżeli jesteś zajęta, to przyjdę później. Chyba że masz czas, ale nie wiem, czy w takim razie nie powinniśmy wyjść…
Przełknęła ślinę. Powinni wyjść? Czyli to coś poważnego? Już po niej. Już po niej. Już chciała wybrać kuszącą opcję: "przyjdź kiedy indziej", ale w ostatniej chwili oprzytomniała. Jakoś to przeżyje. To tylko rozmowa. Tylko rozmowa…
— Nie, spokojnie. Jasne, możemy gdzieś pójść. – obróciła się do liliowego z uśmiechem. Tym razem nie był już nerwowy. Bardziej zmęczony. Naprawdę starała się nadal być silna dla dzieci, ale to nie było takie łatwe. Było widać, że jest okropnie zmęczona. Miodek jednak nie zareagował. Dla niego chyba liczyło się po prostu to, że była. Za to była mu wdzięczna.
— Roztargniony Koperku, poradzisz sobie?
Asystent skinęło głową. Wyszli więc z legowiska medyka. Minęli przy tym Nikłą Gwiazdę, przywódcę ich klanu. Jego łapa nie wyglądała za dobrze. Była spuchnięta. Już się zestresowała i miała z kamienną twarzą powiedzieć, że idzie szukać ziół, jednocześnie spinając każdy mięsień pyska, żeby nie zdradzić swojego zdenerwowania. Przywódca jednak minął ich tylko. Ewidentnie miał teraz większe problemy na głowie. Wyszli z obozu Wilczaków. Poszli nad spaloną zatoczkę. Większość kotów uważała to miejsce za symbol zniszczenia. Nie było teraz tak często odwiedzane, jak za jej młodości. Ona jednak czuła tu spokój. Kiedy piorun z nieba trafił w drzewo, stanęło w płomieniach, jednak nie spaliło się do końca. Pień i Gałęzie nadal trwały. Może osmalone i bez liści, zupełnie inne niż kiedyś, ale trwały. Stąpali po spopielonej wyspie. Ich łapy robiły się coraz ciemniejsze. W końcu Cis usiadła niedaleko drzewa.
— O co chodzi? — zapytała spięta. Kocur rozpromienił się.
— Zostałem ojcem! Może i nie są to moje biologiczne kocięta, ale i tak je kocham. Nie chciałem nic przed nimi ukrywać. Miło mi, że im też to nie przeszkadza!
Kiedy jeden supeł w żołądku się rozwiązał, zawiązał się inny. Rozluźniła się lekko. Czyli chciał tylko nacieszyć się kociakami. Z drugiej strony ta cała gadka o adopcji i o tym, że kociaki wiedzą stresowała ją. Gdyby tylko Miodek wiedział… Przez chwilę nawet zastanawiała się, czy mu teraz nie powiedzieć. Zrezygnowała z tego pomysłu. Chciała mu dać cieszyć się potomstwem. Powie mu inny razem… Chociaż… ile razy już to sobie powtarzała? Czterdzieści księżyców niewiedzy. Może tak jest lepiej? Jeżeli nie wie o swoim pochodzeniu. I o kulcie. Liliowy nigdy nie był przemocowcem. Wiedza o tym, co ona oraz jego siostra robią regularnie po nocach, mogłaby go zmiażdżyć.
— Gratulacje — miauknęła tylko.
— Mam trójkę synków! Wilgę, Kamyczka i Dąbka!
— Dąbek ma imię od drzewa, zupełnie jak ja i moi rodzice. Kiedy miałam was, przerwałam tę tradycję. Ale kto wie… może jednak nie została ona przerwana? — rzuciła.
— Nie zamierzamy niczego kociakom narzucać. Damy im żyć tak, jak chcą. Może odwiedzisz je kiedyś?
— Pewnie tak. Spróbuję osobiście zająć się następną kontrolą zdrowia kociaków i karmicielek w żłobku. Poznam je przy okazji.
Kocur uśmiechnął się.
— Dobrze, że mają taką kochającą rodzinę, to jedyne co się liczy. Chociaż… dlaczego ja właściwie nie mogę mieć kociaków? Dlaczego ja zawsze byłem taki chudy i chorowity?
Uśmiech zszedł jej z twarzy.
— Nie wiem Miodku. Urodziłeś się taki. Cały miot był słabszy. Ty po prostu dłużej zdrowiałeś. — Próbowała wytłumaczyć. Po chwili westchnęła cicho. – Pokażę ci coś. Coś, o czym nigdy wcześniej wam nie mówiliśmy.
"Jak z resztą wielu rzeczy" dodała smutno w myślach. Kocur zdezorientowany poszedł za nią.
— Nie możesz mi po prostu powiedzieć? O co chodzi?
— Chodź za mną, to się dowiesz.
Wrócili w okolice obozu. Konkretniej weszli na cmentarz. Jej syn nadal nie był ani trochę mniej zdezorientowany. Po drodze do odpowiedniego grobu poruszyła wargami w słowach "Cześć mamo, cześć tato". Wszystkie groby były oczyszczone, na niektórych leżały podarki. Wyjątkiem były groby zmarłych kociaków, których rodzice nie mogli już tam przyjść. Te były małymi skrawkami ziemi, które nie wyglądały ani trochę inaczej od reszty ściółki w lesie. Usiadła przed jednym z tych grobów i zachęciła ogonem syna, żeby zrobił to samo.
— Tu leży twoja siostra. Nazywała się Młódka. Nie przeżyła porodu.

<Miodek?>

Wyleczeni: Nikła Gwiazda

27 sierpnia 2025

Od Miodowej Kory CD. Cisowego Tchnienia

– Skoro tak mówisz, przyjdę później. Przy okazji dziękuję, że ją uratowałaś, mamo. Jest ona dla mnie naprawdę ważna…
Gdyby medyczka nie była przy wypadku, to skręcenie łapy przez Iskrę mogłoby się zakończyć katastrofą. Miodowa Kora nie chciał, by oprócz złamanej łapy coś się jeszcze wydarzyło, miał naprawdę szczęście, że ma kogoś takiego jak Cisowe Tchnienie. Po milczeniu dodał.
– To możesz wziąć tę wiewiórkę. Gdy się obudzi, to możesz powiedzieć, że to ode mnie.
– Przekażę jej to, nie musisz się martwić.
Odszedł od lecznicy, by już nie przeszkadzać kotkom. Kiedy odchodził, czuł powoli, że wszystko wraca do normy, Skarabeusz powoli zmywała się z byłej hańby, a on za niedługo planował mieć potomstwo, może zjednoczyłoby to bardziej jego rodzinę po tym wszystkim? Czuł, że po śmierci Sosnowej Gwiazdy, Klan Wilka odzyskał spokój, którego mu brakowało od początku. Liliowy kocur wiedział, że już nic nie stanie na drodze do szczęścia jego rodziny.

Po śmierci Topielcowego Lamentu i egzekucji Pokrzywowego Wąsa

Kocur był przybity, nie umiał za bardzo pozbierać się po śmierci ojca. Siedział częściej w żłobku z kociakami, niż chodził na patrole graniczne czy łowieckie, jedyne, co mu przynosiło radość w tym okresie, to partnerka i dzieci. Zdarzało się nawet, że zamiast w legowisku wojownika spał w żłobku, by czuwać nad swymi pociechami i Iskrzącą Nadzieją. Postanowił pewnego ranka odwiedzić swoją matkę, chciał jakoś się pozbierać po tym i wmówić sobie, że to, co się dzieje to zły sen, chciał jej jakoś pomóc. Była pora nowych liści, na pewno można było coś pozbierać, natura po tym czasie budziła się do życia, więc mogło coś urosnąć przydatnego, czego już nie było w legowisku medyka.
– Witaj, mamo.
– Cześć, synu.
Cisowe Tchnienie segregowała zioła w swoim zielniku.
– Pomóc ci w czymś?
– Nie, dzięki.
– A chcesz porozmawiać?
Po tym pytaniu zapadła niezręczna cisza, taka, którą było słychać w legowisku medyka. Można by powiedzieć, że była znacznie głośniejsza od normalnych słów.

<Jak tam się czujesz mamo?>

26 lipca 2025

Od Miodowej Kory CD. Cisowego Tchnienia

Liliowy kocur lekko się zawstydził i zarumienił — rzeczywiście, on i Iskrząca Nadzieja spędzali ze sobą dużo czasu. Postanowił to zignorować i powiedzieć jej prawdę.
— Wiesz, to prawda, spędzamy ze sobą dużo czasu. Lubię jej towarzystwo, jest wspaniała... Przypomniał sobie o swojej pięknej, cudownej partnerce, a przez chwilę miał jej obraz przed oczami. Otrząsnął się jednak, wracając do rzeczywistości. Jego matka nadal na niego patrzyła — udało mu się nawet zobaczyć lekki uśmiech na jej pysku.
— Bo nas łączy coś więcej. Jesteśmy partnerami, ale jeszcze tego nie ogłosiliśmy.
Cisowe Tchnienie wyglądała na zdziwioną, ale raczej pozytywnie. Miodowa Kora myślał, że spotka się z odmową —tak, jak to było z Lamentującą Tonią, ale się pomylił. Na mordce kotki malowało się wyraźne szczęście. To chyba dobrze, prawda?
— Skoro tak, to czemu się ukrywacie? — spytała subtelnie, z wyczuwalnym zaciekawieniem w głosie.
Kocur wstydził się udzielić prawdziwej odpowiedzi, bał się, że mógłby zostać wyśmiany. Zrobił jednak wdech i wydusił to z siebie.
— Chcieliśmy to ogłosić, gdy będziemy mieć miot. Miała to być niespodzianka, ale coś jest nie tak... Od dawna staramy się o potomstwo, a efektów nie widać.
Starsza kocica słuchała go uważnie, trochę zdziwiona.
— Co to znaczy? — dopytała, ewidentnie zmartwiona. Widocznie przejął ją fakt możliwych problemów zdrowotnych swojego syna lub jego partnerki.
— Wiem, że za pierwszym razem, za drugim, a nawet za trzecim czasami się nie udaję. My jednak staraliśmy się więcej razy niż jeden, drugi lub trzeci i po prostu mnie to niepokoi.
Wraz z Cisowym tchnieniem szli w ciszy. Po drodze znaleźli skrzyp, szczaw i liście dębu. Spacerowali dalej, a Miodowa Kora zastanawiał się nad tym problemem, cicho życząc sobie, aby dało się go zażegnać.

23 lipca 2025

Od Cisowego Tchnienia CD. Miodowej Kory

Szli pośpiesznie przez las. Mówiąc “pośpiesznie” chodziło jednak bardziej o intencje. Nie dało się w końcu biec, idąc na równi dwóch kotów, dźwigających ranną wojowniczkę. W końcu dotarli do obozu. Widząc kontuzjowaną kotkę, niesioną na barkach dwójki wojowników, dużo spojrzeń od razu pokierowało się w ich stronę. Nikt jednak nie wchodził im w drogę ani nie zadawał za dużo pytań. W końcu to mogłoby zaszkodzić Iskrzącej Nadziei. Im szybciej medycy zainterweniują, tym lepiej dla jej łapy. Czwórka kotów (a raczej trójka) weszła do lecznicy. Cisowe Tchnienie od razu zaczęła zarządzać.
– Roztargniony Koperku, potrzebuję patyka, pajęczyny, przytulii, liści bzu, nasion maku i żywokostu – zwróciła się do asystenta. – Jarzębinowy Żarze, wyproś każdego z lecznicy. Im mniej kotów będzie nas rozpraszać tym lepiej.
Dwoje kotów od razu wzięło się do roboty, podczas gdy ona nadzorowała Jaskółcze Ziele i Miodową Korę, opuszczających pacjentkę na mech.
– Mamo… ona wyjdzie z tego prawda? Mogę tu zostać?
– Miodowa Koro, wyjdź. W lecznicy zostają tylko medycy i Iskrząca Nadzieja.
Liliowy spuścił uszy, ale posłusznie wyszedł z lecznicy. Roztargniony Koperek i Jarzębinowy Żar podeszli do medyczki i pacjentki. Zioła były już przygotowane. Dziecko Pokrzywowego Wąsa podało żółtookiej patyk do gryzienia. W międzyczasie Cisowe Tchnienie zaczęła nastawiać nogę w odpowiedni sposób, by mogła po kuracji wrócić do poprzedniego stanu. W końcu udało jej się to.
– Jarzębinowy Żarze, przeżuj te liście na papkę i pomóż mi nasmarować nią jej nogę. – poleciła, po chwili robiąc to samo. Potem obwinęła okład pajęczyną, by nie spadł z nogi kotki. Zgodnie ze swoją preferencją użyła jeszcze trochę przytulii, by okład trzymał się lepiej. Na koniec podała pacjentce nasiona maku, by mogła zasnąć i odpocząć. Kiedy kotka już zasnęła, wyłożyła jej posłanie żywokostem.
– Możecie zacząć już wpuszczać inne koty, ja porozmawiam z synem. – powiedziała do swoich asystentów, po czym wyszła na zewnątrz. Miodowa Kora nadal siedział pod wejściem do lecznicy. W pysku trzymał wiewiórkę. Najwyraźniej chciał ją dać partnerce. Na jej widok rozchmurzył się.
– I jak? Mogę ją odwiedzić? Pewnie jest głodna…
– Aktualnie śpi. Nie przeszkadzaj jej, będzie potrzebowała dużo odpoczynku.

<Miodek? Uratowałam ci dziewczynę!>
 
wyleczona: Iskrząca Nadzieja

21 lipca 2025

Od Miodowej Kory CD. Cisowego Tchnienia

Dyskusję pomiędzy nim a matką przerwał przeraźliwy krzyk. Przysłuchiwał się bardziej i futro stanęło mu dęba! To nie była zwierzyna.... to Iskrząca Nadzieja! Musieli szybko jej pomóc.
— Mamo to ktoś chyba z naszych, ma kłopoty, trzeba mu pomóc.
Cisowe Tchnienie nie protestowała, poszła za synem; zapewne mu ufała. Kocur biegł, jak najszybciej mógł, jego serce biło jak szalone, jak najszybciej chciał się znaleźć w pobliżu ukochanej. Była aktualnie na patrolu granicznym więc dopiero co ruszyli? Tylko szkoda, że tragicznie. Dotarł na miejsce wraz z matką, spotkali się z wyznaczoną grupą kotów, tak dokładnie z Piołunowy Dymem, Dyniową Skórką i obok Iskrzącej Nadziei była spanikowana jej siostra Jaskółcze Ziele. Liliowy kocur był w szoku, tak bał się o swoją partnerkę. Wyglądało to na zawał lub coś jeszcze gorszego.
— Na Mroczną Puszczę...
Powiedział do siebie dość cicho, po czym podszedł żwawym krokiem do Jaskółczego Ziela.
— Co się stało z Iskrzącą Nadzieją?! Czemu ona tak leży po prostu i nic z tym nie robicie?
Był dość zestresowany, może naciskanie na Jaskółcze Ziele było przesadne, ale teraz liczyła się Iskra nic więcej.
— M....moja siostra skręciła tylną łapę, wpadła jej do rowu i padła na ziemię.
Jej ton był przestraszony, a Miodowa Kora popadł w większy stres, przykucnął do ukochanej.
— Już wszystko będzie dobrze, jestem przy tobie, wszystko się ułoży.
Iskrząca Nadzieja coś tam mamrotała, ale była zbyt cicho by ją zrozumieć. Nie chciałby, żeby, coś jeszcze się stało oprócz zwichniętej lewej łapy. Wyglądała prawie jak martwa, jeśli chodzi o Iskrę która leżała.
— Musimy ją zabrać do mojego legowiska, dalej nie pójdzie z tą łapą, wiesz, co robić Miodowa Koro.
Usłyszał głos jego matki, który był kojący w tej sytuacji, przynajmniej ma pewność, że nie będzie źle; wiedziała, co robić. Była utalentowaną medyczką, dlatego nie protestował. Schylił się i chciał ją podnieść, bo widział, że jest nieprzytomna, ale raczej nie da rady sam jej podnieść, siostra Iskrzącej Nadziei widząc, co chce zrobić wojownik, zbliżyła się do niego.
— Pomogę ci.
Schwytała ciało razem z nim, dzięki czemu Iskrząca Nadzieja już nie dotykała ziemi. Tylko opierała się na plecach dwójkę kotów.
— Będziesz bezpieczna.
Powiedział kocur, a tymczasem dużo ciekawskich oczu patrzyło na nich, jeszcze do tego dołączyli znienacka, Trzcinowa Dziupla i Kosaćcowa Grzywa (Plotkarz Klanu Wilka). Miodowa Kora był tak tym zirytowany, że nie wytrzymał.
— Co się tak gapicie, jak zwierzyna bez mózgu? Rannego kota na oczy nie widzieliście?! Kot się wali, a wy stoicie i jeszcze nie udzielacie mu pomocy!
Cisowe tchnienie przekręciła oczami i dała synowi ostrzegawcze spojrzenie, Miodowa Kora po kontakcie wzrokowym z medyczką, uspokoił się na chwilę, a patrol graniczny sobie poszedł. Zamurowani zaś Trzcinowa Dziupla i Kosaciec zostali.
— Właściwie to przybyliśmy z patrolu łowieckiego zobaczyć co to były za wrzaski.... ale skoro sobie radzicie, to my już wam nie przeszkadzamy.
Powiedział Trzcinowa Dziupla, znikając razem z Kosaćcową Grzywą za drzewami i krzewami. Cisowe Tchnienie tylko popatrzyła na trzy koty i powiedziała.
— Ruszamy.
Jaskółcze Ziele i Miodowa Kora z Iskrzącą Nadzieją na ich plecach wracali do obozu.

<Nic jej nie będzie mamo, co nie?>

19 lipca 2025

Od Cisowego Tchnienia CD. Miodowej Kory

Nie spodziewała się, że Miodowa Kora i Iskrząca Nadzieja są w sumie oficjalnie razem. Spodziewała się bardziej nerwowego zaprzeczenia. Miło jednak było przekonać się, że syn jej ufał. Na drugą wiadomość trochę spochmurniała. Zaczęła się zastanawiać. Dlaczego posiadanie kociąt sprawiało im takie trudności? Iskrząca Nadzieja nie była nigdy chorowitym kociakiem, a jej matka - Borsucza Puszcza - była zawsze silną kotką. Ale to przecież nie mogła być wina Miodka… prawda? Kiedy bardziej się nad tym zastanowiła, ciąża Srebrzystej Łuny miała chyba jakieś komplikacje. Młódka nigdy nie otworzyła oczu, co było już wystarczającym znakiem, że coś było nie tak. Do tego liliowy ledwo przeżył poród. Trzeba było ciągle go wylizywać, żeby przeżył. I nawet teraz był trochę mniejszy od swojej siostry Lamentującej Toni, która (patrząc po rodzeństwie) była zadziwiająco silna. Dowody nie kłamały. Bardzo dużo razy musiała oddzielać Miodka od reszty dzieci, bo ciągle łapał jakieś choroby. Możliwe, że odporność nie była jedyną rzeczą, która mogła być osłabiona w jego organizmie. Po tych przemyśleniach przystanęła na chwilę i odłożyła zioła na ziemię. Zbieranie ziół było ważne, ale po wyciągnięciu wniosków musiała podzielić się nimi ze swoim pacjentem, a jednocześnie z synem. Wojownik wyglądał na zdezorientowanego przyczyną przystanku.
– Czemu stoimy? – zapytał. – Wydaje mi się, że przy Potwornej Przełęczy nie ma żadnych ziół.
– Myślałam teraz nad tym, co mi powiedziałeś. Wydaje mi się, że ty nie możesz mieć kociąt.
Pręgowany spojrzał na nią pytająco. Chyba był smutny.
– Czemu tak myślisz? – pytał, chyba mając nadzieję, że może jednak się pomyliła.
– Synku, zawsze byłeś najsłabszy z miotu. Może tego nie pamiętasz, ale jako kociak ciągle łapałeś choroby i musiałam oddzielać cię od reszty rodzeństwa... – Chciała kontynuować, ale jej przerwał.
– Jak to możliwe? Przecież ty jesteś zdrowa! Rysi Trop i Lamentująca Toń też! Przecież to niemożliwe... – Nie przerwała mu. Zrobiło to coś innego. Mianowicie usłyszeli krzyk. Głośny, przeraźliwy krzyk.

<Miodek?>

Od Miodowej Kory CD. Cisowego Tchnienia

Liliowy kocur lekko się zawstydził i zarumienił. Rzeczywiście dość dużo czasu spędzali ze sobą, jeśli chodzi o niego i Iskrzącą Nadzieję, choć zamyślenie jego matki było podejrzane przez zmiany tematu przez nią. Postanowił to zignorować i powiedzieć jej prawdę.
— Wiesz to prawda, spędzamy ze sobą dość dużo czasu i lubię jej towarzystwo, jest wspaniała…
Przypomniał sobie o swojej pięknej i wspaniałej partnerce, jaką była Iskrząca Nadzieja. Nawet przez chwilę miał jej obraz przed oczami, ale otrząsnął się, chcąc wrócić do rzeczywistości. Jego matka nadal na niego patrzyła, nawet zobaczył lekki uśmiech na jej pysku.
— Bo wiesz łączy nas coś więcej, jesteśmy partnerami, ale jeszcze tego nie ogłosiliśmy.
Cisowe Tchnienie była zdziwiona, ale pozytywnie, Miodowa Kora myślał, że spotka się z odmową, jak to było z Lamentującą Tonią, ale było inaczej, widział, że była szczęśliwa, to było dobrze, prawda?
— Skoro tak to, czemu się ukrywacie?
Spytała subtelnie Miodową Korę z ciekawości, ten wstydził jej się powiedzieć czemu, bał się, że go wyśmieje, ale zrobił wdech i wydusił to z siebie.
— Bo chcieliśmy to ogłosić, gdy będziemy mieć miot, miała być to niespodzianka, ale jest coś nie tak… od dawna staramy się o potomstwo, ale nie widzę żadnych efektów.
Jego matka słuchała go ze skupieniem trochę zaskoczona.
— Co to znaczy?
Zmartwiło to najwyraźniej, że Miodek miał jakieś problemy zdrowotne lub iskierka? Na razie nie było wiadomo.
— Wiem, że za pierwszym razem czy za drugim, a nawet za trzecim się nie udaję. My jednak staraliśmy się więcej razy niż jeden, drugi lub trzeci i po prostu mnie to niepokoi.
Cisowe Tchnienie i on szli w ciszy. Podczas drogi znaleźli skrzyp, szczaw i liście dębu. Szli sobie dalej, 

<Miodowa Kora miał nadzieję, że da się to wyleczyć?>

16 lipca 2025

Od Cisowego Tchnienia CD. Miodowej Kory

- Klan Wilka poradzi sobie i z tym - miauknęła, po czym zaniosła się kaszlem. Szybko poszła do składziku ziół i zażyła trochę medykamentu. - Porozmawiamy innym razem. Idź stąd. Nie zaraź się.

***

Wreszcie wyzdrowiała. Nie musiała już co chwile chodzić po leki ani męczyć się kaszlem. Zostało jednak dużo pracy jako medyk. To nie zmieni się nigdy. W przeciwieństwie do wojowników, medyk nie miał zbytnio możliwości przenieść się do starszyzny na starość. Tak czy siak, ona miała jeszcze dużo czasu. Przynajmniej w teorii. W końcu nigdy nie wiadomo, ile tego czasu tak naprawdę pozostało.
- Aua! To boli! - pisnął kociak, kiedy próbowała nałożyć okład na jego użądlenie.
- Nie ruszaj się, Śnie. Potem będzie boleć bardziej, jak teraz tego nie nałożę - powiedziała delikatnie. Wtedy młodziak się uspokoił. Dziwne, że miała takie podejście do kociaków. Zwykle, kiedy tak się zachowywała to na zgromadzeniach, aby nie wzbudzać podejrzeń i zdobyć informacje, ale przy kociakach było to zupełnie szczere.
- Uważaj, żeby ten okład nie spadł - poinformowała kociaka i oddała go Wrotyczowej Szramie, jeszcze czterdzieści księżyców temu znanej jako Skarabeusz. Jej mała, kochana Skarka. Te wspomnienia dawno zostały zamknięte w głębi jej umysłu. Popełniła błąd i teraz nie mogła już jej wybaczyć. Nieważne, jak bardzo by tego chciała. Czy dojrzała w oczach odchodzącej wojowniczki żal, smutek? Czy tylko nienawiść wobec niej? Po wyjściu kotki wszedł Miodowa Kora. Jej syn. Czy raczej syn jej… Eh. Wszyscy w Klanie Wilka żyli w kłamstwie. I nie mogła uchronić od tego nawet własnej rodziny. Jako jedna z niewielu, która wiedziała wszystko, była ciągle przytłoczona wiedzą. A nawet nie była pewna czy to “wszystko” to rzeczywiście wszystko.
- Pomóc ci jakoś, mamo? Może pozbieram z tobą zioła?
Skinęła tylko głową i wyszła razem z synem do lasu.
“Mamo. On nawet nie wie o prawdzie. I nie chciałabym, żeby się dowiedział…” myślała sobie Cis. Nie chciała dłużej kłamać. Ale nie mogła ryzykować zerwania kolejnej rodzinnej więzi. Dzieci to jedyne, co jej pozostało.
- Coś się stało? - usłyszała pytanie.
- Nie, tylko się zamyśliłam… - odpowiedziała, ale Miodek nadal wpatrywał się w nią uważnie. Chyba nie zamierzał odpuścić.
- O czym myślałaś?
- Hej, jak tam u ciebie i Iskrzącej Nadziei? Widzę, że coraz więcej czasu spędzacie ze sobą - zmieniła temat.

Wyleczeni: Sen

<Miodek? Powiesz mamie o swojej dziewczynie?>

24 czerwca 2025

Od Miodowej Kory CD. Cisowego Tchnienia

W klanie wilka nie było ciekawie. Dużo kotów zachorowało ma łzawy kaszel, więc było dużo roboty przy kotach, a najbardziej to odczuwała jego matka Cisowe Tchnienie i jej uczniowie. Było jeszcze gorzej, bo jego matka była zarażona, jak i jego ojciec Topielcowy Lament. Wiedział, co wcześniej stało się z jego ciociom, Zabielonym Spojrzeniem, która przez ten kaszel w młodym wieku zmarła, oraz jego dziadkom, Szeleszczącemu Wąsowi i Olszowej Korze, dlatego nie chciał by jego bliższa rodzina umarła z tego powodu, już tak wiele istnień zdążyło zniknąć tylko przez kaszle. Miodka jednak pocieszała rozmowa z Iskrzącą Nadzieją, jej bliscy też przebywali w legowisku medyka, Jaskółcze Ziele i Borsucza Puszcza, którzy też chorowali na łzawy kaszel, choć Borsuczej bardzo życzył by trafiła, gdziekolwiek, byle nie do miejsca bez gwiazd, nienawidził jej. Musiał jednak szybko przerwać miłą rozmowę ze swoją partnerką, bo szła na patrol graniczy złożony z Piołunowego Dymu, Lamentującej Toni i Szczawiowej Łapy. Iskra poszła do kotów, z którymi miała iść, a Miodowa Kora został sam blisko legowiska medyka. Postanowił odwiedzić swoją matkę i wszedł do legowiska medyka, Jarzębinowy Żar podała zioła Blademu Licowu. Było widać po jego wujku, że był wykończony, z przełzawionymi oczami i pełnym nosem. Liliowy kocur odszukał wzrokiem swoją matkę.
– Witaj mamo, jak się czujesz? Mam nadzieję, że szybko wyzdrowiejecie z tatą, ten kaszel bardzo się rozszalała. – Patrzył na resztę chorych, było to dosyć nietypowe zjawisko żeby dotknął on tyle kotów, zwykłe zrządzenie losu czy może kara?

[Wszystko dobrze mamo?]

wyleczony: Blade Lico

18 czerwca 2025

Od Cisowego Tchnienia CD. Miodowej Kory

Uśmiechnęła się pod nosem, nadal patrząc na syna. Tym razem wyglądało to jednak bardziej na spojrzenie, które daje się kociakowi, kiedy wymyśli kolejny z tych swoich mądrych planów. Przez jej głowę przelatywały wspomnienia ze swoich czasów uczniowskich. Spacery, zgromadzenia. Wszystkie te razy kiedy musiała ratować Topielcowy Lament z tarapatów. Wiedziała, że może i było to dawno, ale i tak zawsze będzie miała tylko obraz zabawnego, roztargnionego Topielca sprzed księżyców. Chciałaby znowu tak chodzić przez las, żartować. Nie byli już dziećmi. To już się skończyło.
— Twój ojciec ma wystarczająco dużo obowiązków na głowie. Ty też masz swoje. No, idź. Zanim okaże się, że spóźnisz się na patrol.

***

Była chora. Pierwszy raz od dawna czuła się tak okropnie. Epidemia, która rozwinęła się w klanie natrafiła również na nią, co z resztą nie było wcale zadziwiające. W końcu ciągle spała w jednym legowisku z chorymi, no i nie wysypiała się najlepiej ze względu na czuwanie przy pacjentach. Jej organizm osłabił się i wreszcie coś takiego musiało się stać. Niby miała swoich pomocników, ale ani trochę im nie ufała. Po tym, jak parszywie kłamali w jej sprawie na temat śmierci Sosnowej Gwiazdy, czuła, że chcą jej śmierci. Nie dawała im zajmować się nią. Wszystko co jej przynosili mogło być zatrute. Najłatwiejszą opcją było więc przynoszenie sobie samej ziół. Była przez to okropnie wyczerpana, ale zawsze lepsze to niż nic. 
“Mroczna Puszczo, pozwól mi wyzdrowieć i pozbyć się ich.” modliła się tylko. Chyba nikt jej nie słuchał. A nawet jeśli to nie odpowiedział. Miała nadzieję, że chociaż matka na nią patrzy, że opiekuje się nią. Może z pomocą Bieliczego Pióra? Jak na razie mogła tylko patrzeć jak jej dawni uczniowie podają zioła innym chorym, w tym przypadku Piołunowemu Dymowi. Chciało jej się wymiotować od patrzenia na nich. Jak takie brudne szczury mogły chodzić po jej legowisku? Gdyby tylko była zdrowa, mogłaby chociaż odwiedzić partnera… Tutaj nikt jej nie odwiedzał. Bo nikt nie mógł. Przez otwór będący wejściem do legowiska medyka widziała jak jej jedyny syn siedzi z Iskrzącą Nadzieją. Rozmawiali, śmiali się. Zupełnie tak jak ona niegdyś z Topielcowym Lamentem. Uśmiechnęła się lekko.


<Miodek? Co to za flirty?>

Wyleczeni: Piołunowy Dym
Cisowe Tchnienie wyleczona w ramach epidemii w KW

29 maja 2025

Od Miodowej Kory CD. Cisowego Tchnienia

Jakiś czas temu, gdy nowy lider nie był jeszcze ogłoszony

Kocur zobaczył, że Cisowe Tchnienie zbiera zioła, więc podszedł do niej. W końcu chciał z nią porozmawiać.
— Witaj, mamo. Przykro mi, że twoi uczniowie okazali się fałszywymi szczurami. – Mówił oczywiście o Koperkowej Łapie i Jarzębinowym Żarze. Mieli być przyszłymi medykami, a jednak zachciało im się wygłupiać. Teraz zaś nie było medyków w klanie, tylko jego matka. — Może w miocie Mrocznej Wizji i Makowego miotu znajdzie się ktoś porządniejszy i ktoś, kto traktuje obowiązki poważniej niż oni. – Usiadł na ziemi.
— Nie zamartwiaj się. Potrzebujesz czegoś? — zapytała kocica.
— Raczej nie, jestem zdrowy. — Patrzył na siebie, czy czegoś nie miał na sobie, ale wszystko wyglądało w porządku. — To głupie, że cię oskarżyli. Nie uwierzyłbym w takie kłamstwo, że mogłabyś kogoś zamordować. Mam nadzieję, że ich wyjaśnią. W końcu robienie sobie żartów, gdy jest gdzieś morderca, nie jest odpowiednie — fuknął, jakby chciał im to powiedzieć w twarz. Przecież jego matka mogła umrzeć lub stracić życie przez ich głupie gierki! Pamiętał, jak skończyła Skarabeuszowa Łapa. Nie chciał, aby to się powtórzyło na jego rodzinie.
— Oczywiście, że nie zabiłabym przywódczyni ani zastępczyni. To zdrada i hańba. — Medyczka podeszła bliżej syna i wyszeptała:
— Nigdy nie powinieneś nie doceniać przeciwnika. Nigdy nie wiesz, kto byłby zdolny do morderstwa.
Poczuł dreszcz, który przeszedł przez jego futro, aż się lekko zjeżyło. Słowa Cisowego Tchnienia brzmiały tajemniczo i lodowato i nie wiedział czemu.
— A jak myślisz, kto będzie kolejnym przywódcom naszego klanu? Dość długo go nie mamy ani nawet zastępcy. Po prostu obawiam się, że reszta klanu będzie nas widzieć jako słabych, a tego nie chcę… — Mówił to z pewnym lękiem o przyszłość.
— Chętnie wybrałabym Mroczną Wizję na przywódczynię, ale myślę, że odmówi. Powinien być to jednak ktoś z mistrzów. Może Lodowy Omen? Jest bardzo mądrą kocicą.
— Ja myślałbym, że przywódcom mógłby być tata, a zastępcą Mroczna Wizja lub Makowy Nów. —Wyobrażał już sobie swojego ojca jako potężnego i charyzmatycznego przywódcę, a u jego boku jakiegoś mistrza, który doradzałby mu. Przecież nikt nie mógł się z nim równać! Może gdyby nim został, a Miodek zrobiłby coś specjalnego, jak na przykład wykonanie jakiejś powierzonej misji, to zwróciłby na niego uwagę? Może spojrzałby na niego jak na Lament, która była jego ulubienicą, czego liliowy nigdy nie mógł zrozumieć...
— Twój ojciec jest świetnym kocurem, ale nie widzę go na pozycji przywódcy. Mamy dużo innych kandydatów z o wiele większym doświadczeniem — powiedziała Cis.
— A niby kto inny? Jest mistrzem, więc na pewno miałby największą szansę lub przynajmniej taką, jak Mroczna Wizja, Lodowy Omen i Makowy Nów! — Topielec nie był najstarszy z mistrzów, ale też nie był za młody. Na pewno miał jakieś doświadczenie, skoro nosił tak szanowany tytuł; tylko najlepsi go mieli i taki był właśnie jego ojciec.

<Mamo?>

30 grudnia 2024

Od Cisowego Tchnienia CD. Miodowej Łapy

Dzień jak co dzień. Krzątanie się w lecznicy, ponure myśli, obserwowanie swoich dzieci z nadzieją na to, że dożyją szczęścia. Czuła się jak taka stara matka, co już jest jedną łapą w starszyźnie. Tylko... jakimś cudem dostała ucznia. Koperkowa Łapa nie dość, że było aroganckie i ciche, co trochę utrudniało im komunikację, nie było jej dzieckiem. A tak bardzo pragnęła, by to Skarka została przyszłym medykiem. Zamiast tego utknęła z dziwadłem. Nie dopuściłaby tego czegoś nawet do testu, ale Sosnowej Gwieździe zależało na większej ilości medyków, więc takie coś poskutkowałoby jej ciałem pod ziemią. Czy to właśnie było dziedzictwem medyków Klanu Wilka? Nienawiść do swoich uczniów, którzy nienawidzą swoich mentorów, a potem również swoich podopiecznych?
- Nie kręć się - syknęła do swojego ucznia, które zrobiło sobie coś w łapę, nie wiadomo kiedy.
- Jesteś medyczką, a nie potrafisz szybko wyleczyć małej rany - odgryzło się Koper.
- Ty na razie nie rozróżniasz nagietka od mniszka. Jak będziesz się tak dalej zachowywało to powiem Sosnowej Gwieździe, że nie będę szkolić tak aroganckiego ucznia - wymamrotała niezrozumiale, owijając łapę kota pajęczyną - A teraz siedź tam, nie ruszaj się i rób to co robisz najlepiej, czyli obserwuj w ciszy
Uczeń medyka, niezbyt zadowolone, spojrzało na nią ostro, jednak nie ruszyło się z miejsca. Kultystka zaś musiała teraz wyleczyć jeszcze kilku pacjentów, którzy w międzyczasie zdążyli ustawić się w kolejce. Piołunowy Dym z niezbyt dobrze wyglądającym okiem dostał okład z glistnika (którego nazwę Cis widocznie podkreśliła, ze względu na młodego ucznia), a Srebrzysta Łuna dostała liście malin oraz niechętne spojrzenie niebieskiej. Kiedy szylkretka myślała, że to już koniec i że będzie mogła rozprawić się z Koprem, do lecznicy wszedł jej syn, asekurujący Gąsiorkowy Trzepot.
- Wybity bark... - mruknęła i poszła do magazynku po patyk i trochę liści wierzby. Najpierw podała liście córce Kukułczego Gniazda, a potem podała jej patyk i kazała się rozluźnić.
- Rozluźnij się, a ja nastawię... - Widząc okazję, nastawiła bark, zanim kotka znowu zdążyłaby się spiąć - Poleż tutaj z Koprową Łapą, ja idę na zbieranie ziół. Miodowa Łapo, pomożesz mi?
<Miodku?>
Wyleczeni: Koperkowa Łapa, Gąsiorkowy Trzepot, Piołunowy Dym, Srebrzysta Łuna

22 grudnia 2024

Od Miodowej Łapy do Cisowego Tchnienia

Miodowa łapa wrócił z polowania, w końcu trzeba, w Porze Nowych Liści, zebrać zwierzynę dla klanu. Tak więc upolował zająca i trzy zięby, ziębę wziął ze sobą do legowiska medyka, gdzie przebywała Cis, jego matka, a resztę dał na stos.
– Cześć mamo, jesteś głodna? Mam coś dla ciebie.
Gadał do niej z ziębą w ustach, więc mógł być trochę niewyraźny.
Medyczka skończyła właśnie nakładać okład na swędzącą infekcję Lodowej Sałaty, kiedy zobaczyła syna.
– Dziękuję, Miodowa Łapo – kotka uśmiechnęła się ciepło.
Kocur dostrzegł maść, stworzoną przez Cisowe Tchnienie. O ile przedtem zioła go brzydziły, to z czasem zaczął się nimi interesować.
– Z czego jest ten okład? – spytał, oglądając zioła, których w tym momencie używała tortie.
– Liście dębu, suche, oczywiście – odmruknęła.
Kocur słuchał z zaciekawieniem i zastanawiał się, czy mógłby dowiedzieć się o innych ziołach.
– A chciałabyś mnie nauczyć o większej ilości ziół? Proszę! – poprosił swoją rodzicielkę, choć istniała możliwość, że mogła mu odmówić. Mimo to jego ciekawość była silniejsza.
– Chcesz się uczyć o ziołach? – zapytała ze zdziwieniem kotka. – W sumie, czemu, by nie.
– Skoro i tak nie masz na razie żadnego ucznia, to mógłbym się uczyć od ciebie.
– Jasne. Kiedy chcesz zacząć?
Kocur ucieszył się bardzo.
– Możemy nawet teraz!
Popatrzył na wszystkie zioła, które miała, będąc gotowym na naukę.
– Na początku spróbujemy nauczyć cię czegoś w miarę prostego. Jak pozbyć się kolca w łapie? Jakieś pomysły?
– Hm… Myślę, że najpierw trzeba wyjąć kolec, a potem oczyścić ranę, która zrobiła się przez kolec, żeby jakaś infekcja się tam nie wdała? – kocur mówił dość niepewnie, ale chciał być wiarygodny.
– Tak, najlepiej użyć do tego liści dębu, skrzypu lub trybuli. Tych dwóch pierwszych używa się tak jak zrobiłam to, lecząc Lodową Sałatę. Jeżeli chcesz użyć trybuli, musisz przeżuć liście albo korzeń i wysączyć sok na ranę – mówiła Cis, wyciągając zioła i pokazując je synowi. – Potem owijasz jeszcze pajęczyną, by zatamować ewentualne krwawienie oraz żeby umocnić okład. Ja dla lepszej przyczepności okładu używam jeszcze przytulii.
Tyle ziół naraz miało takie same właściwości? Skoro tak, to nauka ziół brzmiała bardzo łatwo. Poczuł się wtedy taki mądry.
– Myślę, że na dziś powinieneś po prostu to zapamiętać. Tyle wystarczy na pierwszy dzień – miauknęła jego matka.
– Skoro tak, to dzięki za pierwszą lekcję. – Poprawił futro na głowie.
– Do widzenia, Miodowa Łapo! – pożegnała się kotka.
– Pa, mamo. – Kocur wyszedł z legowiska medyka.

<Mamo?>

[529 słów do treningu medyka]

[przyznano 11%]

Wyleczeni: Lodowa Sałata

05 listopada 2024

Od Cisowego Tchnienia CD. Miodu

Uczyła właśnie swoją córkę o ziołach.
— Patrz Skarabeusz. To jest gwiazdnica. Rozpoznasz ją po kwiatach i kształcie liści. Możesz ją podać kotom na biały lub zielony kaszel. A tutaj masz rumianek. Jest trochę podobny do stokrotki. To składnik ziół podróżnych
Uczennica medyczki raz po raz kiwała głową, skanując wzrokiem rośliny.
— Kiedy przejdziemy do praktyki?
— Spokojnie, powoli. Jestem medyczką oraz twoją matką wiem, co robię — strofowała ją członkini kultu. Wtedy do lecznicy weszła Borsucza Puszcza. Nie wyglądała najlepiej. Konkretnie to wydawało jej się, że bura zaraz pokaże jej oraz jej uczennicy co dzisiaj jadła na śniadanie.
— Skarabeusz popatrz na mnie i ucz się — rzuciła, po czym pośpiesznie wzięła kilka jagód jałowca i podeszła do pacjentki. Nie musiała nawet nic mówić, żeby matka Jaskółczej Łapy zrozumiała, o co chodzi. Praktycznie wyrwała jej z pyska zioło i szybko połknęła. Równie szybko wyszła. Eh, koty. Kolejnym obowiązkiem uczniów powinno być kontrolowanie jakości zwierzyny. Ciągle ktoś się zatruwa!
— Dobrze Skareczko, Borsucza Puszcza zatruła się zwierzyną, więc podałam jej jagody jałowca, pamiętaj, tylko żeby nie…
Nagle do lecznicy wpadła Olszowa Kora z Miodkiem w pysku. Za nią biegła rozemocjonowana Lament krzycząc: “Z kim się bijemy?!” i “Ja mogę walnąć Miodka, to mu się poprawi!”. W brązowych oczach matki Cis błyszczał strach. Szybko odstawiła Miodka. Kociak krztusił się, nie mogąc zaczerpnąć oddechu. Nie! Przecież go już leczyła! Nie może tu teraz umrzeć na oczach swojego rodzeństwa! Topielec się załamie! Wszyscy się załamią! Zignorowała stojącą w przejściu do magazynku córkę i pobiegła, szybko odpychając ją trochę dalej. Spanikowana wzięła trochę jałowca i praktycznie wcisnęła synowi niebieskie jagody do gardła.
— Odsuńcie się od niego! — krzyknęła, zatrzymując tylko Skarabeusz — Ty będziesz tu potrzebna.
Kiedy kociak przestał się krztusić od razu niczym spanikowana matka, którą była zapytała:
— Dobrze się czujesz?

<Miodek?>

Wyleczeni: Borsucza Puszcza, Miód
EVENT NPC: Borsucza Puszcza, Olszowa Kora