BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamienna Gwiazda x Rozżarzony Płomień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamienna Gwiazda x Rozżarzony Płomień. Pokaż wszystkie posty

09 lutego 2023

Od Rozżarzonej Łapy (Rozżarzonego Płomienia) CD. Kamiennej Gwiazdy

 Nadal w to nie wierzył, ale Kamienna Gwiazda zwróciła mu jego stare imię. Przy okazji zlitowała się nad Glinianym Uchem, co przyjęło się z ogólnym niezadowoleniem w klanie. Ale... Miał to gdzieś. Liczyło się to, że upokorzenie minęło. Nareszcie mógł spać z innymi wojownikami i żyć jak dawniej... No dobra. Jeszcze te nierude, wronie strawy go pilnowały, ale przywykł już do ich obecności w swoim otoczeniu. Za bardzo był szczęśliwy, aby ten dzień został mu popsuty. 
Szczypiorkowa Łapa dalej jednak pozostawała łapą. Może to przez to, że dalej knuła obalenie liderki, zamiast wziąć się w garść i nieco poudawać miłą? Wtedy na pewno zyskałaby sporo. 
Musiał przyznać, że puszył się bardzo. Jego dobry humor trwał i trwał, nawet jeśli widział, że dookoła niego dzieją się kocie dramaty. Syn Tygrysiej Smugi dalej się nie odnalazł, a Leśny Pożar raz po raz wylewał łzy za swoim ukochanym, ale... To go nie dotyczyło, więc nie psuł sobie tym humoru. Okazywał im swoje wsparcie na tyle ile potrafił ktoś, kto był do szpiku kości egoistą, no ale się co niecoś starał. 
Topór wojenny z Kamienną Gwiazdą został na jakiś czas zakopany. Nadal nie podobał mu się fakt, że kotka dorwała się do władzy, ale wraz z mijającymi księżycami, widział jak ta zachodzi siwizną, a jej czas powoli się kończył. Kiedyś zdechnie, a wtedy... Wtedy Tygrysia Smuga będzie liderką. Nie wierzył w to, aby został wybrany na jej zastępcę, ale mógł inaczej wpłynąć na rudą. Wystarczyło ją "wesprzeć", tak jak ona wiele razy to robiła, a wtedy może zrozumie, że nierudzi to był problem Klanu Burzy. Bo gdyby nie oni i nie te pokrętne decyzję ich liderki, Jeleni Puch pewnie by dalej wśród nich był. 
— Kamienna Gwiazdo, witaj. — Posłał kotce cwaniacki uśmieszek, gdy skierował do niej swoje kroki.
Kocica zmierzyła go spojrzeniem, jakby spodziewała się jakiejś sztuczki z jego strony. Było to dla niego zabawne, ale i łechtało mu ego. Wiedziała, że był zdolny do wszystkiego, a to oznaczało, że był ponad nią. Dzisiaj jednak nie przyszedł uprzykrzać jej życia. Kocica jeszcze zdegradowałaby z powrotem, a tego by nie zniósł. O nie... Sprawiedliwość sama ją dopadnie. Nie będzie musiał brudzić swoich łap. 
— Chciałem ci jeszcze raz podziękować za zwrócenie mi imienia. Bardzo to dużo dla mnie znaczy. Dlatego też... Postanowiłem ci nieco pomóc — miauknął tajemniczo. — Widzę jak się starasz, aby znaleźć Jeleni Puch. To miłe z twojej strony, że interesuje cię los rudzielca. Rozmawiałem z moją córką o tej całej sytuacji... Ale nic nie pamięta jak dobrze wiesz... Jednak... Wpadłem na pewien trop. To jest tylko mój domysł. Nie mam dowodów, ale jeżeli mi pozwolisz to chętnie sprawdzę czy dobrze myślałem. Nie chcę robić nic bez twojej zgody, bo jeszcze uznasz, że to ja jestem ten zły — prychnął. — To jak będzie? 

<Kamień?>

28 grudnia 2022

Od Kamiennej Gwiazdy CD. Maleństwa (Rozżarzonej Łapy)

 Niosła w pysku podłużny patyk. Dowiedziała się, że Żar uwielbiał je gryźć (jakby już całkowicie zwariował), więc oczywiście z chęcią mu takowy przyniosła. Poprzednia rozmowa wzbudziła w niej dużo nerwów. Przecież mógłby żyć jak dawniej. Ale oczywiście miał we łbie tą przeklętą idiotkę, która wyprała mu najwidoczniej całą mózgownicę.
Wchodząc do środka i zastając tylko kocura, rzuciła mu badyl pod łapy.
— Masz. Słyszałam, że lubisz — miauknęła z drwiną w głosie. Żarł patyki jak karmicielki w ciąży? Pewnie, podłapał to od Tygrys.
Spojrzał na patyk, kładąc po sobie ucho. 
— Nie wiem o czym mówisz — udawał, że wcale się nie zainteresował patykiem. — Po co mi to przyniosłaś?
— Nie udawaj głupa, wiem że Tygrys ci je daje — parsknęła, siadając obok. — Jak ci pusto w żołądku, że już zaczynasz żreć korę to wystarczyło powiedzieć.
Czuła bolesne ukłucie, że nieważne, co zrobi, nigdy nie poczuje satysfakcji z faktu, że końcowo to ona wygrała walkę z Rozżarzonym Płomieniem. 
— Nie jem ich — zmrużył oczy. — One są po co innego. Nie twój interes. To moja prywatna sprawa i nie wypytuj o to Tygrysiej Smugi.
— Już zapomniałeś z kim rozmawiasz? — miauknęła, o dziwo zachowując spokój, chociaż jego wyszczekana morda sprawiała, że powstrzymywała się od napadu furii. Mimo wszystko, teraz niewiele jaki kot zdołał doprowadzić ją do szału. Talent do tego mieli głównie rudzi rasiści. Tacy jak on. — Nie musisz od razu na mnie naskakiwać.  Po prostu się pytam, bo gdy kot gryzie gałąź to chyba nie jest zbyt normalne — dodała.
— Pomaga mi wyładować negatywne emocje. Niszcze ją, dając im upust. Dzięki temu nie ciągnie mnie do przemocy i bicia niewinnych kotów - wyjaśnił, po długim przemyśleniu, czy warto się z nią tym dzielić. Nie był jednak wariatem! To wcale nie było nienormalne!
— Czyli jednak coś ci przemówiło do głowy — rzuciła. — Porzuciłeś kierowanie się chorymi zapędami twojej pierdolniętej babci? Bo jeśli powstrzymujesz przemoc i bicie niewinnych kotów, a popierasz osobę, która używa przemocy i bije niewinne koty, to jesteś jedynie hipokrytą i nic ci to nie da — zauważyła, po czym jak gdyby nic usiadła oplatając ogonem swoje łapy.
Zacisnął pysk, czując jak coś mu strzyka w szczęce. 
— Nie robię tego dla was. Tylko dla siebie. Lepiej mi i tyle. — prychnął.
— Już ci pewność siebie wróciła, a tak niedawno srałeś pod siebie, jak ogłaszałam twój wyrok — warknęła, czując jak drgają jej wąsy. — Gryzienie patyków, ciekawy sposób na radzenie sobie z problemami, no nigdy bym na nic lepszego nie wpadła — dodała sarkastycznie. — Może zamiast gryźć patyki zrobiłbyś coś bardziej pożytecznego. Chociaż, jeśli powstrzymuje ci to agresję, będę pewna, że nie skrzywdzisz nikogo tak jak mnie księżyce temu. Bo teraz Piasek nie ochroni ci dupy, a ja nie mam zamiaru pozwalać ci na panoszenie się po kątach i dręczenie niewinnych kotów. Zapamiętaj to sobie.
Spojrzał na zirytowaną liderkę, wzdychając.
— Wybacz, nie mam dzisiaj humoru. Już sięgnąłem dna, gorzej być nie może — mruknął pod nosem. — Będę o tym pamiętać. Przepraszam za swoje zachowanie, pracuje nad sobą. — miauknął, wbijając wzrok w patyk. — Jeżeli chcesz się ze mnie śmiać, to proszę bardzo. Przeżyje to jakoś.
Obmierzyła go chłodnym spojrzeniem.
— Masz za co przepraszać — prychnęła. — Nie zniżyłabym się do twojego poziomu, by nabijać się z twojej słabości — nie była kocięciem, które śmiało się bez powodu z innych kotów. Nie miała zamiaru być taka jak on, gdy to ona była na gorszej pozycji, utrzymując się ledwo przy życiu. Ale patrząc na niego wiedziała, że kocur mógłby zrobić to raz. I drugi. I trzeci, do usranej śmierci. Nie nauczył się niczego.
Zacisnął pysk, nie odpowiadając jej. Zupełnie tak jak ona wtedy, gdy rudy robił to samo w jej stronę. Gdy wykończona zbierała resztki sił, by się chociażby podnieść z posłania. 
— Język w gębie też cofnąć ci się w rozwoju? — mruknęła zirytowana i strzepnęła ogonem. — Marnujesz każdą daną ci szansę, to jedyne co ci wychodzi. Maleństwo.
Machnął niezadowolony ogonem, jednak jej nie odpowiedział. Wbił wzrok w patyk, ignorując ją
— Tak, udawaj fochniętego, to ci z pewnością pomoże — burknęła i machnęła ogonem. — Milczeniem nie sprawisz, że ci odpuszczę.
Rudzielec jedynie wziął patyk w pysk, po czym odszedł w kąt żłobka, odwracając się do niej plecami, ignorując jeszcze bardziej niż przedtem.

* * *
Kotka przechodząc akurat przez obóz, natrafiła akurat na niespodziewane z pewnością widowisko. Rozżarzona Łapa poślizgnął się tak, że łapy rozjechały mu się, pysk uderzył o ziemię, a ślizg zakończył z uniesionym tyłkiem wprost pod czarnymi łapami liderki Zaskoczona spojrzała pod swoje łapy i spojrzenie zielonych oczu omiotło pysk Żara. Zacisnęła pysk, czując jak jej wąsy drgają.
— Nie spodziewałam się tak ciepłego powitania z samego rana. Już zacząłeś mi jakkolwiek okazywać szacunek? — spytała sarkastycznie, mimo to wciąż trzymała się na wodzy. Nie chciała wkurwić Piasek, a zabijanie dla Jastrzębia jakiegokolwiek kota nie wchodziło w grę.
Rudy szybko podniósł pysk z ziemi, czując fale zażenowania. Usiadł prościej, marszcząc nos. 
— Jak widać... Może jeszcze raz, co? — rzucił kąśliwie, po czym zaraz dodał. — Przepraszam. To nie było zbyt miłe — Położył po sobie ucho.
Dziwnie było widzieć Żara w takiej odsłonie. Najwidoczniej lekcje Tygrys działały. Miała rację.
Nie chciała psuć tego efektu 
— Nie szkodzi. Uważaj po drodze,  żebyś się znowu nie poślizgnął przed czyimś nosem — miauknęła tylko.  Może z tego durnia dało się jeszcze zrobić kogoś. Ale nie powinna się chyba przyzwyczajać. Żar był okropnie zwodniczy, chociaż musiała przyznać, że jego dzieciaki były gorsze. A to dopiero był wyczyn... Przerosnąć swojego ojca w dyskryminacji.

<Żar?>

12 sierpnia 2022

Od Maleństwa cd Kamiennej Gwiazdy

Przerwał pracę, gdy usłyszał to prześmiewcze imię, jakim go teraz wszyscy nazywali. Miał ochotę wyrwać jej kłaki, zakopać żywcem albo targnąć się na swoje życie, bo wręcz dusił się, gdy je słyszał. Pierwsze dwa pomysły jednak odpadały. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że przegrali, a nowa liderka triumfowała. Zjeżył więc tylko sierść i rzucił Kamiennej Gwieździe mordercze spojrzenie. 
— Są u Wiśniowej Iskry — syknął tylko, nie mając zamiaru dyskutować z kotką.
Jak chciała odwiedzać swoją psiapsi, to niech ruszy tyłek właśnie tam. 
— Może nie przyszłam tu do nich, tylko do ciebie — miauknęła, przyglądając się mu. — Tygrysia Smuga nie uczyła cię szacunku do starszych?
Chciał wspomnieć jej, że skoro uważała się za staruchę, to może czas przejść na emeryturę, ale ugryzł się w język. Kto wie co by zaraz mu dowaliła, gdyby coś jej ponownie nie podpasowało. 
— Przepraszam, Kamienna Gwiazdo — wycedził, wracając do pracy. — Jestem zajęty, przyjdź kiedy indziej.
— To mi wcale nie przeszkadza, Maleństwo. Mogę siedzieć i patrzeć. Obserwować twoją robotę — miauknęła, a po chwili milczenia jej pysk spoważniał. — Właśnie to czułam gdy twoja babunia postanowiła wsadzić mnie do żłobka bez powodu. I musiałam robić to co ty teraz. Przyjemne uczucie, prawda? — parsknęła sarkastycznie. — Nie musisz się tak spinać. Nic ci nie zrobię o ile mnie porządnie nie wkurzysz. Sam sobie toczysz drogę. Równie dobrze mógłbyś po prostu wyrzec się tej pizdy i żyć wygodnie, bez przymusu siedzenia tutaj z upokarzającym imieniem i zmieniania posłań.
Położył po sobie ucho. Czyli to po prostu była zemsta? Zemsta za krzywdy wyrządzone JEJ, przez JEGO babcie? Och, wspaniale. Nie on był winny trafieniem czarnej do żłobka, ale z racji tego, że był spokrewniony z Piaskową Gwiazdą, dostawało mu się też za nią. Cudownie. 
— Nie jest przyjemne — mruknął. — Mógłbym to zrobić... — przyznał jej rację. — Jednak dobrze wiemy, że to się nie stanie. Tak jak ty nie chciałabyś wyrzec się swojej matki, ja nie wyrzeknę się swojej. Nieważne co mi zrobisz i jak bardzo byłoby to upokarzające. — stwierdził, nie mając zamiaru dając jej poczuć satysfakcji. 
— Nie zrobiłam ci tego tylko po to, by cię upokorzyć, Żar. Zasłużyłeś na to, wiemy to dobrze oboje — odparła po chwili. — Moja matka przynajmniej nie była tyranką i nie dyskryminowała kotów ze względu na ich kolor futra. Spójrz prawdzie w oczy, powinnam cię już dawno wypierdolić na zbity pysk, ale nie zrobiłam tego. Czemu? Bo wciąż możesz zmądrzeć i przestać popierać Piasek. Nie odrzuciłabym cię, stanąłbyś w szeregach wojowników i żył jak każdy inny. Nie jestem taka jak ona. Daję ci szansę, bo to ONA cię zepsuła. To ONA jest winna temu że w tym klanie są rasiści. Nie widzisz tego jak ci od początku mydliła oczy? — prychnęła. — I tak jest już martwa, nic ci nie zrobi
— Przecież przez te księżyce, gdy byłem uczniem, sprawowałem się dobrze! Byłem szczery, nie kłamałem i byłem tym kim chciałaś bym był. Pracowałem, nawet nie spiskowałem z nikim. Ale wrobili mnie, a ty im oczywiście wierzysz, bo według ciebie zawsze będę tym winnym. Nie dziwię się, bo w końcu nie byłem dla ciebie miły. Masz prawo mnie nienawidzić. Ja także cię nienawidzę. Nic się pod tym względem nie zmieni, nieważne co powie Tygrysia Smuga. Po co ci więc jeszcze wyrzeknięcie się jedynego kota, który znaczy dla mnie tak wiele? Była zła, ale ja też jestem zły. Dajesz mi szansę, ale za jaką cenę? Gdybym to zrobił, nigdy bym sobie nie wybaczył. Skrzywdziłbym siebie. I to tak, że nie byłbym już sobą. Co to za cena, by przepaść, zniknąć dla życia wojownika, które będzie pełne samotności? I nic mi nie mydliła. Ty tego nie zrozumiesz. Jeżeli chcesz prawdy to zapytaj Wiśniową Iskrę. Ona rozumie, dlaczego nie chcę tego zrobić. 
— Wiśniowa Iskra też była pokrzywdzona przez Piasek, a jeszcze cię popiera? — mruknęła czarna niechętnie. — Jesteś zły, wiesz to, zdajesz sobie z tego sprawę i nie chcesz się zmienić. Jaki to ma sens? Będziesz się gotować w Mrocznej Puszczy razem z nią, cierpieć już zawsze, podczas gdy możesz wybrać dla siebie lepszą drogę. Może byłeś pracowity, ale to nie zmienia faktu, że szydziłeś z nas i nie omieszkałeś się skarżyć Piaskowej Gwieździe o najmniejszy szczegół. Wystarczyło się na ciebie krzywo spojrzeć. Ona tobą manipulowała, Żar, zauważ to wreszcie. Zamordowała moją matkę, zleciła mordowanie wielu niewinnych kotów, zabiła Zajęczą Gwiazdę za pierwszym razem, przeorała jego bok, zaatakowała mojego brata, który był całkiem niewinny. Po prostu przechodził koło niej, a ona chciała się wyżyć! Wplotła dyskryminację w historię Klanu Burzy, sprawiła, że wiele kotów każdego dnia miało wątpliwości, czy dożyje do jutra. Sprawiła, że nieruda część klanu chodziła jak żywe szkielety, siedząc z buzią na kłódkę, bo każdy protest był uciszany przemocą. Wydłubała oko mojej partnerce, zgwałciła mnie, zostawiła na mnie permanentny znak, szydziła ze mnie gdy miałam najgorszy okres. Nie bałeś się, że pewnego dnia będzie mieć gorszy dzień i sama cię skrzywdzi? Ktoś taki jak ona nie może kochać. Nie może być dobrym kotem pod jakimkolwiek względem. A miałam do czynienia  z już niejednym psychopatą — mruknęła ciszej dodając ostatnie zdanie.
— Racja. Brzmi to strasznie, jednak ty też masz sporo za uszami, ja również. Wszyscy będziemy w Mrocznej Puszczy. Jednak mylisz się co do tego czy kochała. Potrafiła to. A wiesz czemu wiem? Bo Rudzik zarzucił mi to samo, co ty jej. Że tylko nim manipulowałem, że to nie była miłość, bo nie potrafię kochać i nie wiem co to znaczy. Potwory mają również uczucia. Ona kochała. Szczerze. Zdradziłem ją, gdy zakochałem się w Rudziku. Byłem w stanie zrobić dla niego wiele. Nawet ją porzucić. Mimo to, wybaczyła mi. To ja powiedziałem, by go wypuściła, bez żadnej krzywdy. Spełniła moją prośbę. Nie skrzywdziłaby mnie nigdy. Nie bałem się jej. Miałem większy wpływ na nią, niż ona na mnie. — I rzeczywiście w to wierzył. Żadna głupia Kamień nie zmieni mu światopoglądu, bo uważa odmiennie od niego. To ona jest ślepa, a nie on. 
— Łżesz — prychnęła. — Nawet jeśli jest w stanie jakkolwiek kochać, jest okrutna i to, że mięknie jej serce na widok jej bombelka jej nie usprawiedliwia — miauknęła, zadzierając pysk. — Ale proszę, tkwij dalej w swojej bańce i łykaj kłamstwa, którymi cię karmiła za życia. Skoro wolisz być Maleństwem zamiast Rozżarzonym Płomieniem. Może opowiedzieć ci bajeczkę na dobranoc? — zadrwiła.
Zasyczał na nią, machając zdenerwowany ogonem. Już zaczęła podnosić mu coraz bardziej ciśnienie. Wredna jędza. Niech udławi się tymi drwinami i zdechnie jak najszybciej!
— Ciekawe o czym? O złej Piaskowej Gwieździe i bohaterskiej Kamiennej Gwieździe, która ukróciła jej rządy? — prychnął. — Lepiej wracaj do swoich obowiązków. Ja mam zajęcie. — warknął, chcąc by dała mu już spokój. 
— Nie zapomnij, że równie dobrze mogłabym odesłać się daleko poza Klan Burzy — prychnęła i wyszła, zostawiając go samego.

<Kamień?>

11 sierpnia 2022

Od Kamiennej Gwiazdy CD. Rozżarzonej Łapy (Maleństwa)

 — Więc pójdę z tobą. — miauknęła, obracając się i idąc w kierunku wyjścia. Irytowało ją cholernie trzymanie w klanie tego nieudacznika życiowego i najgorszego błędu swoich rodziców. Powinien zdychać w Mrocznej Puszczy razem z Piasek.
 Rozżarzona Łapa ruszył za nią, by nie wystawiać jej cierpliwości na próbę. Kotka widziała jak chodził. Miał zesztywniałe od ruchu łapy, ale jakoś niespecjalnie było jej go żal. Ona miała tak samo gdy jego babcia rządziła klanem.
Gdy poszli już wystarczająco daleko, otworzyła pysk, poruszając nozdrzami. Czuła zapach zwierzyny dość blisko. Musiało starczyć.
— Możesz polować — mruknęła. Sama też chciała rozruszać trochę łapy. Już ją świerzbiły przez mniej polowań. — Ja też się przyłożę.
Rudzielec zgodnie z jej poleceniem zawęszył. Ruszył od razu, nie czekając na Kamień, do pierwszego królika. Ona także skupiła się na własnym celu.
Brzęk ciała upadającego na ziemię sprawił jednak, że obróciła głowę w czasie, gdy się skradała. Żar zaliczył wywrotkę. Nie mogła się powstrzymać od cichego parsknięcia śmiechem.
— Już się tak wyrywasz do polowania? Poluje się skradając, a nie leżąc na ziemi. — zagaiła lekko z rozbawieniem, lekko z nutą ironii w głosie. Żar zdawał się tak niewinny z imieniem i obowiązkami ucznia, ale wciąż musiała uważać. Był nieprzewidywalny. Istna kopia Piasek, tylko że w przeciwieństwie do niej on posiadał jakiekolwiek uczucia.
Kocur położył po sobie ucho słysząc jej głos. Podniósł się na łapy, otrzepując z piasku i trawy. 
— Wiem jak się poluje. Nie jestem prawdziwym uczniem — Ruszył ponownie przed siebie, szukając innej zdobyczy.
Kotka parsknęła cicho pod nosem, kręcąc głową i także wróciła do polowania. Podeszła powoli kilka kroków wprzód i wyskoczyła na umięśnionych łapach, przygwożdżając zwierzynę do ziemi i przebijając zębami tętnice. Łapy królika w panice kopały ją w klatkę piersiową, nim utknęły w martwym bezruchu. Złapała zdobycz za kark, spoglądając w kierunku Żara, który wyraźnie nie był w kondycji.
Rozpieszczony bachor. Ot co. Nie musiał się męczyć, wystarczyło, że leżał tuląc się do swojej Piaskowej Gwiazdy w czasach dyskryminacji.
Żałowała, że Piaskowa Gwiazda go zniszczyła. Mógłby być dobrym kotem. Nawet na kogoś takiego jak Żar serce jej się kruszyło, gdy widziała jego rozpacz przy Rudziku. Gdyby Wilcza Zamieć odrzuciła ją w ten sam sposób, byłaby więcej niż zdruzgotana. Ona też nie była święta. Byli siebie warci i zdawała sobie tego sprawę, niestety. Ale nie mogła cofnąć czasu. Mogła tylko próbować nie zawieść bliskich tym razem.
Niedługo później dobiegły do niej szmery łap. Żar zaciągnął do niej królika i rzucił jej pod łapy, jako dowód, że coś robił, po czym odwrócił się i poszedł szukać więcej. Obserwowała go uważnie. Zwierzynę pilnowała, w międzyczasie błądząc nosem we wszystkie strony, by wytropić zapach następnej ofiary. 
— Nie znikaj mi z pola widzenia — miauknęła tylko głośniej, gdy Żar zaczął się oddalać. Spojrzała na upolowanego przez niego zająca. Był dobrym tropicielem.
Widziała jak Żar się skrada, co chwilę na nią zerkając, więc niezbyt przejmowała się tym, co robi. Dopóki nie zaczął wydawać dziwnych odgłosów. Wykopała dół i zakopała w nim dwa upolowane króliki, na wypadek, gdyby jakiś drapieżnik zrobił sobie ucztę z ich pożywienia i ruszyła w jego stronę, przewracając pod nosem oczami.
— Co ci znowu jest? — spytała, widząc jak kocur się dławi. A gdyby tak pozwolić mu się udusić...
Dreszcz przeszedł ją na samą myśl. O czym ona do cholery myślała?
Rudy kocur otwierał pysk bardzo szeroko, językiem próbując pozbyć się stworzenia. Kaszlał, krztusząc się, chyląc głowę w dół.  Jednak w końcu udało mu się zwrócić mysz, która jeszcze żywa i zdezorientowana się wiła. Przygniótł ją do ziemi, przeszywając pazurami i zabijając na miejscu. Nadal jednak się krzywił i kaszlał. 
— Rzuciła mi się do pyska!
— Kot, którego zaatakowała mysz — jej wąsy zadrżały z rozbawienia. — Jeszcze nie widziałam cię w takiej odsłonie. Chodź, wracamy do obozu.
Skierowała swoje kroki do miejsca, gdzie zakopała poprzednie dwa króliki.
— To już widziałaś każdą z moich odsłon — fuknął. — Nie opowiadaj o tym tylko w obozie — rzucił jeszcze łapiąc mysz i kierując się do miejsca, gdzie Kamień zakopała króliki.
— Nie mam powodu, by rozpowiadać o tobie nawet te prawdziwe informacje. W przeciwieństwie do ciebie. — mruknęła, po czym strzepnęła czarnym ogonem.
Wciąż miała mu za złe plotki, które rozsiewał. Nie zamierzała zniżać się do jego poziomu, chociaż wieść o Żarze, silnym wojowniku Klanu Burzy, wnuku Piaskowej Gwiazdy, którego pokonała mysz, była kusząca.
— Z nikim nie rozmawiam. Pracuje nad sobą — mruknął tylko. — Pewnie Tygrys ci o tym gdera na prawo i lewo.
— Nie rozmawiałam ostatnio z Tygrys. — parsknęła, patrząc kątem oka na swoje łapy. — Cieszę się, że wreszcie coś przemówiło ci do rozsądku. Piaskowa Gwiazda nie jest nikomu potrzebna. Ani mi, ani tobie.
Na jej słowa kocur zatrzymał się, zaciskając pysk. Czarna oddaliła się od niego bez słowa, dopiero wtedy zauważając, że wznowił marsz.
Przeminęła próg obozu, odnosząc na stertę upolowanego królika. Rozejrzała się za siebie. Żar był dalej, ale poczekała, aż on też wróci. Wtedy skinęła mu głową.
— Idź i odpocznij, bo widzę jak ci dzisiaj szło — parsknęła. — Możesz zjeść. Spytaj się później Wiśniowej Iskry, czy nie potrzebuje pomocy.
Żar spojrzał na nią zdziwiony, jednak udał się od razu do sterty, biorąc z niej piszczkę i usuwając się w cień.
Czarna westchnęła. Miała nadzieję, że Tygrysia Smuga wypleni z niego Piasek. Zaczęła się powoli przekonywać do argumentów rudych. Żar MÓGŁ się zmienić. Wciąż był irytującym kotem, który nie wyrósł z bycia szczeniackim bachorem, nie mógł pogodzić się ze sprawiedliwością. Ale mógłby być dobrym kotem, gdyby nie popierał działalności swojej babci.

* * *
*skip, jeszcze pora opadających liści*

Słyszała o tym, co zaszło na patrolu. Wpuściła do środka Glazowy Sus, która natychmiast zaczęła jej się zwierzać.
— Byliśmy przy granicy z Nocniakami i Rozżarzona Łapa mnie zaatakował — oburzona wydała z siebie poddenerwowany pomruk. — Zupełnie bez powodu, wyobrażasz to sobie? Chciał mnie zabić, mówię ci. Kompletnie oszalał. Gdyby nie Kwiecista, to już bym pewnie gryzła piach! Ta kara na niego nie zadziałała najwidoczniej — syknęła. — To zdrajca. 
Poprosiła kotkę, by dokładniej zdała relację, a gdy skończyła mówić odprawiła ją, patrząc jak znika za progiem jej legowiska. Dopiero wtedy pozwoliła Żarowi wejść do środka. Wcale się nie dziwiła. Żar jak zwykle nie potrafił usiedzieć na dupie i uczyć się na błędach.
Jej zimny wzrok obmierzył Rozżarzoną Łapę. Więc ona się nad nim lituje, daje mu miejsce w klanie, łagodzi karę, która powinna być o wiele większa - a on tak się jej odwdzięcza?
— Więc tak się odwdzięczasz za to, że zatrzymałam cię w klanie — mruknęła czarna, patrząc w jego oczy i czując zapach strachu bijący od niego. I dobrze. Niech się boi. Zasłużył. Za zaatakowanie Głaz, kotki będącej jak przybrana córka i jednocześnie przyjaciółka. — Głazowy Sus mówiła mi, że zaatakowałeś ją bez większego powodu. Twierdziła, że zupełnie oszalałeś. Chciałeś pozbyć się świadków, bo irytowało cię towarzystwo kotów, które cię pilnują — czuła jak drga jej powieka. Niewdzięczny rudas. Ledwo co się przy niej nie zesrał za pierwszą rozmową, a teraz wciąż szuka zaczepki. Powinien być szczęśliwy, że dała mu w ogóle drugą szansę. Powinien wylecieć na zbity pysk od razu. — Proszę bardzo, słucham co ty masz do powiedzenia na ten temat. I dla twojego dobra lepiej by było, żeby było to przekonujące.
Klasycznie pręgowany położył po sobie ucho. 
— Byliśmy na polowaniu, kiedy wbiegł na nas Rudzikowy Śpiew. Głazowy Sus nie przegoniła go, a zaczęła rozmawiać, obgadując mnie i drwiąc. Powiedziała mu coś, czego nie powinien wiedzieć. To zdrajczyni. Jakbyś ty się czuła, gdyby ktoś powiedział Wilczej Zamieci, że masz kocięta z jej bratem? W sumie... Pewnie już to przeżyłaś. Zaatakowałem ją, prawda. Nie będę się tego wypierać, jednak nie by się jej pozbyć. Byłem zły, że wepchała się łapami w moje prywatne życie. Mam świadka, że to co mówię jest prawdą. — powiedział.
Czarna zacisnęła lekko zęby, rozważając jego słowa. Zmrużyła oczy.
— Wilcza Zamieć wie o tym, kto jest rodzicem mojego potomstwa. I to nie twoja sprawa. Nie powinieneś tego do siebie porównywać — miauknęła po chwili milczenia. — Powinieneś natomiast zachować się mądrzej i sam go przegonić. Nie śni mi się, by Rudzikowy Śpiew wędrował znowu na tereny Klanu Burzy. Nie wie przecież, że władza się zmieniła, a to oznacza, że taki krok z jego strony byłby głupi. Gdyby zamiast mnie była tu Piaskowa Gwiazda, najpewniej byłby już martwy. Czemu miałby się tu znowu zbliżać? — obmierzyła go podejrzliwym spojrzeniem, a już zwłaszcza przy części o Wilczej. — Skoro masz świadka, to przyprowadź go tu. Zobaczymy, kto ma rację — powiedziała, chociaż w głębi serca miała nadzieję, że to Głaz opowiedziała jej prawdziwą wersję. Miała wielką ochotę ukarać Żara jeszcze bardziej. Zdzieliłaby go w pysk, gdyby nie resztki szacunku do tej kretyńskiej istoty, i posada, która ją powstrzymywała. Jeszcze rudy zacząłby robić z siebie ofiarę.
— Nie wiedział o zmianie władzy, ale Głazowy Sus mu powiedziała. Dlatego mówię, że to zdrajczyni. Dzieli się takimi informacjami z wrogiem — prychnął wychodząc, by iść po świadka. 
Kwiecisty Pocałunek weszła do Kamiennej Gwiazdy, a Rozżarzona Łapa czekał na zewnątrz.
— Witaj — przywitała się z córką Burzowej Nocy, gdy weszła do środka. — Pilnowałaś Rozżarzonej Łapy razem z Głazowym Susem. Żar twierdzi, że to Głaz wszczęła awanturę, obgadując go z Rudzikowym Śpiewem. Głaz natomiast uważa, że wina jest po stronie Rozżarzonej Łapy, który miał zaatakować ją zupełnie bez powodu, chcąc się was pozbyć. Jak to wyglądało w rzeczywistości? — spytała, a w miarę jak mówiła rzuciła Żarowi czekającemu przy wejściu znaczące ostre spojrzenie.
— On kłamie... Głazowy Sus nic złego nie zrobiła. Rudzikowy Śpiew spotkałyśmy, ale uciekł na nasz widok. Czemu miałby z nami rozmawiać? Rozżarzona Łapa sam ją nagle zaatakował. Co się dziwić... Ma nas dosyć. Zobaczył swojego byłego i się wyżył na niej. Ledwo go powstrzymałam, by nic jej nie zrobił. Trochę sama się go boje... Był wcześniej miły, ale teraz... — pokręciła głową. — On tylko udaje. Wcale nie jest mu przykro.
Na słowa kotki czarna rozszerzyła oczy. Bezczelny... Nie dość, że wykorzystuje fakt, że zostawiła go w klanie, to jeszcze ma czelność kłamać jej w żywe oczy! O nie, ona tego nie puści luzem.
— Dziękuję. Tyle mi wystarczy, możesz iść — odwołała kotkę, a Kwiecista odwróciła się i zniknęła w wyjściu, mijając Żara. Czarna natomiast z piorunującym wzrokiem spojrzała na rudego. — Idź po Głaz, jak z nią wrócisz widzę was obu w moim legowisku. Radziłabym ci się modlić do Klanu Gwiazdy, żeby okazała łaskę — mruknęła, po czym odwróciła się i znów weszła do środka. Oj, Żar ma ostro przejebane.

Po pewnej chwili Żar wrócił z Głazowym Susem u boku, wyraźnie spięty. Weszli do środka, siadając przed czarną. Rudzielec unikał jej wzroku. Spojrzała na Żar tym samym zimnym spojrzeniem. Cieszyła się jednak, że bał się jej nawet spojrzeć w oczy.
— Kwiecisty Pocałunek nie potwierdziła twoich słów, Rozżarzona Łapo. Wręcz przeciwnie, zgodziła się z wersją Głazowego Susu. Nie dość, że atakujesz współklanowiczy pokazując swoją ignorację i brak poprawy, to jeszcze kłamiesz mi w żywe oczy. Powinieneś się wstydzić — rzuciła ostro, po czym skierowała wzrok na Głaz, i wtedy też on znacznie złagodniał. — Jako że to ty jesteś poszkodowana, ty też wybierzesz dla niego karę w ramach rekompensaty. — oświadczyła, dobrze znając temperament kotki.
Głazowy Sus posłała kocurowi triumfalne spojrzenie, po czym odwróciła się do liderki.
— Niech zostanie cofnięty do rangi kocięcia, skoro nie dojrzał na tyle, żeby nie atakować współklanowiczy, z karnym imieniem Maleństwo. Będzie miał ograniczenia równe kociętom, ale pozostaną jego obowiązki takie jak kopanie tuneli, pomaganie medyczce czy sprzątanie obozu. Tak jak tobie to zrobiła Piasek, matko.
Czarna skinęła głową i zwróciła spojrzenie znów na kocura.
— Taka będzie twoja kara do odwołania. Opiekować się tobą będzie Tygrysia Smuga. Będzie twoją mamą na ten czas — miauknęła, przypominając sobie, jak ona sama miała taką karę, a jej opiekunką była martwa już Borówkowa Mordka.
Kocur słysząc wyrok wbił zbulwersowany wzrok w liderkę.
— To niesprawiedliwe!  — warknął, biorąc oddech. — Wrabiają mnie!
Uniosła brew.
— Jeśli sprawiedliwość jest dla ciebie tak trudna do zniesienia, to nikt ci nie każe tu być. Jeśli chcesz zostać w klanie, to żyjesz z karą, na którą zasłużyłeś. Jeśli nie, to zwiewaj jak najdalej i się więcej nie pokazuj. Twoja decyzja — miauknęła. — Twój ,,świadek" nie potwierdził twojej wersji wydarzeń.
Rudy otworzył pysk, ale ugryzł się w język. Kotka słyszała jak oddech mu przyspiesza.
— Zostanę — mruknął cicho, nie patrząc na zadowolone z siebie kotki. 
— Więc idź do żłobka, bo od dzisiaj tam mieszkasz i zacznij już pomagać Tygrysiej Smudze w miarę jak to ogłoszę, Maleństwo — miauknęła bez krzty uczuć w głosie. Nie było jej go żal. Zasłużył. Pewnie gdyby to ona była Żarem, a Piasek była liderką, byłaby już martwa jak Królik lub wygnana. Ale ona nie zamierzała się zniżać do takiego poziomu. Czuła jednak skrytą satysfakcję odzywając się do niego jego nowym imieniem.
Odprowadziła spojrzeniem rudego, gdy ten odszedł z jej legowiska.

* * *

Przechodziła koło żłobka. Chciała odwiedzić Tygrys i jej dzieciaki, w końcu były to dzieciaki jej zastępcy. Dobrze by było, gdyby zacieślała z nimi jakiekolwiek więzi, mimo jej niechęci do dzieci.
W kociarni nie zastała jednak nikogo. Nikogo oprócz Żaru, a teraz właściwie Maleństwa. Zatrzymała się w wejściu, spoglądając jak kocur wyjmuje patyki i kamyki mchu, ścielając je świeżym, czyli coś co sama robiła księżyce temu za karę. Teraz mógł poczuć jej ból, wstyd i złość.
— Jak praca, Maleństwo? — zadrwiła. Chociaż przy kotach starała się zachowywać spokój i powagę, klnąc w myślach, przy Żarze nie mogła oszczędzić sobie zaczepek, gdy byli sami. Ojojoj, jak jej było go żal. Normalnie biedak, bo musi sobie łapki pobrudzić i żadna Piasek go nie uratuje.
Też była zła na karę, gdy dostała podobną. Rozumiała reakcję Żara, ale to nie znaczy, że przestała go winić. O nie. Był bezczelny, wykorzystując jej zaufanie. Z każdym kolejnym jego odpałem tylko bardziej się przekonywała, że korzystniejsze byłoby wypierdolić go z klanu na zbity ryj. Jednak nie potrafiła. Jakaś naiwna część jej miała nadzieję, że ten zapchlony rudzielec kiedyś w końcu zmądrzeje na starość.

<Żar?>

03 sierpnia 2022

Od Rozżarzonej Łapy cd Kamiennej Gwiazdy

 Sen. Sen był taki piękny. Pozwalał mu odpocząć. Po tym jak wrócił z Wiśniową Iskrą i swoją siostrą do obozu, zaszył się tutaj, by się zregenerować. Potrzebował tego. Łapy go bolały, a ciało wręcz łaknęło tej chwili ulgi. 
Trącenie łapy o jego sierść, było najgorszą rzeczą, która mogła się wydarzyć. Zburzyła jego cudowną nieświadomość, przywracając go do rzeczywistości. 
— Wstawaj. Masz robotę do wykonania. — miauknęła głośniej w jego kierunku Kamienna Gwiazda.
Otworzył jedno oko, warcząc na nią pod nosem. Niech da mu spokój! Dopiero co tu się położył! 
— Jest noc. Nie widzisz? — Zamknął z powrotem oczy.
— Nie, wciąż jest dzień, a to oznacza, że wciąż masz obowiązki do wykonania, o których nie powinnam ci przypominać — odpowiedziała opryskliwie.  — Na twoim miejscu już bym wstała i zaczęła działać.
— Poradzą sobie beze mnie — stwierdził, nadal nie wychodząc spod mchu. — Masz dużo uczniów w klanie, nie odbieraj im obowiązków, zrzucając wszystko na mnie.
— Rozumiem, że mam cię dodatkowo ukarać lub wygnać z klanu ze względu na sposób, w jaki odzywasz się do swojego lidera. — odpowiedziała, już się odwracając. — W porządku.
Drgnął, natychmiast wstając. Tak bardzo jej w tej chwili nienawidził. Groziła mu? Mu? Wygnaniem? Ale co mógł jej zrobić? Wygrała. Miała nad nim władzę i mogła zrobić z nim wszystko co chciała. To było takie okropne! Ta rzeczywistość była niczym koszmar, który nie chciał się skończyć! 
— Przepraszam, Kamienna Gwiazdo. Już idę — Ominął ją i zaczął rozglądać się po obozie. Co on właściwie miał zrobić? Ziewnął. — Idę do Tygrysiej Smugi, pewnie potrzebuje się wygadać na dzieci — zadecydował. Tam mógł się ukryć. Tygrys będzie na pewno go zagadywać, ale mógł udawać, że jej słuchał, tak naprawdę śpiąc. Czuł jak czarna odprowadziła go wzrokiem, póki nie zniknął w żłobku. Zero spokoju. Zero. 

***

Skończył niańczyć bachory Tygrys. Było... okropnie. Nie mógł zasnąć. Ktoś ciągle go budził i czuł się naprawdę znużony. Co zamykał oczy, zaraz je otwierał. Piski, krzyki, jak tak można?! Jego dzieci były bardziej okrzesane! Kiedy Tygrysia Smuga pozwoliła mu wrócić do siebie, od razu się zerwał i wyszedł. Zwariuje, zwariuje. Znów chciał się zaszyć w swoim legowisku, ale natrafił na Kamienną Gwiazdę, która zagrodziła mu drogę. Spuścił po sobie ucho, czując narastającą panikę. On już nie chciał nic robić! Niech da mu spokój! Co z tego, że do zachodu było jeszcze dużo uderzeń serca! 
— Nie — miauknął od razu czując gule w gardle. — Już koniec.
— To nie ty tu wydajesz rozkazy — odparła niewzruszona, kierując na niego swój wzrok. — Skoro wszystkim innym się już zająłeś, to możesz pożytecznie zająć się umacnianiem obozu. 
— Umacnianiem? — powtórzył głucho. — Jak niby?
Uśmiechnęła się lekko. Cieszyła się, że go tak podle męczyła? 
— Kopaniem tuneli. — odparła, wzruszając ramionami. — Przy okazji możesz posprzątać liście i inne odpadki z obozu. Sporo ich się tu nazbierało. — stwierdziła. — Później sprawdzę, jak sobie radzisz. — odwróciła się od niego, zadowolona z siebie. 
Spokojnie. Oddychaj. Robił to dla babci, dla babci. Da radę. Da mu swoją siłę. Zaczął od porządków. Wysprzątał wszystkie odpadki, liście i gałęzie. Zamiatał ogonem, zbierał pyskiem, czując wzrok wszystkich na swoim grzbiecie. Gdy jakiś wojownik celowo naniósł śmieci, prawie mu się rzucił do gardła. Prawie, bo tylko wystraszył go głuchym warknięciem i rzuceniem się w jego stronę. Od razu nawiał, nim do niego dopadł. Został teraz... tunel, a on nie miał na to sił. Paliły go płuca, łapy, gardło miał suche jak wiór i nic nie jadł. Kamień chciała go wykończyć. Chyba śni, że tak nierudzi pracowali.
Odwiedziła go dopiero, gdy zrobiło się ciemno, a on ledwo stał tam na łapach.
— Jak ci idzie? Możesz już odpocząć — miauknęła.
Spojrzał na liderkę zmęczonym wzrokiem. Czyli udało się dzisiaj nie kopać żadnego tunelu. Nie miał wcale na to sił. Padł od razu na ziemię, krzywiąc się z bólu. Mięśnie paliły go żywym ogniem i raczej ciężko będzie mu doczłapać do legowiska. Przynajmniej noc dała chłód, który ostudził jego rozgrzane ciało. 
— Posprzątane — charknął tylko.
— Odpocznij. — mruknęła. — Możesz pójść po wzmacniające zioła do Wiśniowej Iskry, jeśli chcesz. Jutro po południu znowu pójdziesz na polowanie, potem dam ci spokój, ale nie możesz wychodzić z obozu. — powiedziała. 
Pójść? Już wstawał i leciał. Słysząc, że po południu pójdzie polować, zdziwił się. To cały ranek miał dla siebie? Chyba jej się spodobały te cztery zające. 
— Jak rozkażesz — prychnął tylko pod nosem, wstając ociężale. Łapy drżały mu od wysiłku, ale udało mu się doczłapać do legowiska uczniów. Od razu przy boku pojawiła się Szczypiorkowa Łodyga z jedzeniem i piciem. Wtedy też zrozumiał jak bardzo był głodny.

***

— Czas na polowanie, Rozżarzona Łapo. — miauknęła do niego czarna bestia, która zaczęła nawiedzać go nawet w koszmarach.
Spojrzał na nią, krzywiąc pysk. Nie znosił tego jak traktowała go z góry. Doszła do władzy tylko przez podłe morderstwo. 
— Czekam na ochroniarzy. Mieli po mnie przyjść, ale jeden skończył u Wiśniowej Iskry, więc tu siedzę, bo nie mogę sam przecież wychodzić. — Tak, obijaj się całe dnie w obozie Kamień i nim dyryguj. Ciesz się tą władzą póki możesz.

<Kamień?>

21 lipca 2022

Od Kamiennej Gwiazdy CD. Rozżarzonej Łapy

— Jak chcesz — kocur wzruszył ramionami na jej słowa.
Wstał i odwrócił się, zmierzając do swojej siostry. Kamienna Gwiazda odprowadziła go wzrokiem aż do momentu, gdy całkowicie zniknął z jej pola widzenia. Odwróciła się, siadając gdzieś w cieniu. Nie czuła się wcale bezpiecznie, wiedząc, że Żar tu jest i może coś knuć za jej plecami. Ale może teraz, po wypędzeniu Piasek, coś się zmieni. Nikt już nie będzie wpajał mu bzdur o rasizmie. Bo przecież to, jaki się stał, było w głównej mierze JEJ winą. Wszystko było jej winą. Wszystko, co złe, a co działo się wokół nich. Westchnęła. Chwilę odpoczęła, ale w końcu, w czasie gdy Żar zniknął z jej oczu, podniosła się z zamiarem udania się do legowiska starszyzny, wcześniej biorąc ze sterty zwierzynę.
Dawno nie odwiedzała Słonecznikowej Łodygi. Ostatni członek starszyzny niedawno zmarł. Bycza Szarża. Przez pewien czas, gdy była w ciąży, dzieliła z nim legowisko. Na samą myśl o tym wspomnieniu przeszedł ją dreszcz. Nie lubiła kocura. Za to, co zrobił. Nie potrafiła mu przebaczyć. Pomógł Piaskowej Gwieździe w tylu rzeczach. Okropnych rzeczach.
Teraz trójłapy Dziki Gon, Szybka Łania i Słonecznikowa Łodyga przenieśli się do starszyzny. Na samą myśl zrobiło jej się źle. Wiedziała, że zaczynała się starzeć, a koty, które znała z młodości, w większości już powymierały. To była zła myśl. Nie chciała nawet wiedzieć, co czeka ją po śmierci.
Położyła królika przed łapami dawnego mentora Glinianego Ucha, spoglądając na niego spod zielonych oczu. Kocur uśmiechnął się niezręcznie.
— Witaj, Kamienna Gwiazdo.
Obróciła się. Dziki Gon i Szybka Łania spała, z czego ten pierwszy wydawał z siebie nieprzyjemne odgłosy pokrewne chrapaniu.
— Cześć — miauknęła w odpowiedzi, siadając obok.
— Miło mi, że o mnie pamiętałaś. Przykro mi z powodu Zajęczej Gwiazdy — westchnął cicho.
— Wilczej bardziej należą się kondolencje.
— Jak sobie radzisz na nowej pozycji? Gratuluję awansu — miauknął chrapliwie po dłuższej ciszy. Kotka ściślej owinęła ogon wokół swoich łap.
— Nie mam powodów, by narzekać. Staram się przywrócić klan do równowagi. I miejmy nadzieję, że tym razem Piaskowa Gwiazda zniknęła już na zawsze z przyszłości Klanu Burzy.
— Wciąż nie mogę uwierzyć, że była tam przez cały czas. To... to dziwne. Ale Zajęcza Gwiazda zachowywał się jak nie on. Splątane Futro na zastępcę, na zgromadzenia chodzą tylko rudzi, a ty... ta ciąża to też była jej sprawka, prawda?
— Mimo to jakoś nie pomyślałeś, żeby mnie odwiedzić. Zupełnie jak Jałowy Pył — spochmurniała. Starszy spuścił wzrok.
— Cały klan mówił, że się puściłaś. Plotkował na twój temat. A po zniknięciu kociąt Obłocznej Myśli...
Czarna prychnęła cicho.
— Czy klan kiedykolwiek mówił o mnie prawdę. — mruknęła. — To Piaskowa Gwiazda załatwiła mi brzuch i cholernie męczące księżyce w kociarni, ale oczywiście łatwiej jest zwalić wszystko na jednego kota. Przyzwyczaiłam się już. Nie jestem zła. Przy tym wszystkim nie dziwię się, że wierzyłeś.
— Przepraszam. — westchnął, jednak świeża liderka nie zareagowała.
— Nie masz za co. Nie ma sensu znowu dzielić klanu. Piaskowej Gwiazdy już nie ma. Przeszłość nie zniknie, ale nie ma sensu ją rozpamiętywać, skoro i tak tego nie zmienimy — wzruszyła ramionami. — Smacznego, Słonecznikowa Łodygo.
Mówiąc to, odwróciła się i pozostawiła starszyznę samą, znikając w wyjściu. Udała się do swojego legowiska, kątem oka patrząc na legowisko medyka. Ciekawe, czy Żar sobie radził. Mogłaby się założyć, że przez to jak był rozpieszczany padłby po zwykłej wyprawie po zioła.

Nie miała nawet chwili spokoju. Zdążyła tylko przez kilka minut umościć się w legowisku i przymknąć powieki, pozwalając sobie odpocząć od klanowego tłoku i spraw, jakie miała na głowie, zanim nie poczuła malutkiego bólu głowy, który później przeszedł w nieco większy.
— Kamieeeeń, Kamieeeeeń — przeciągły i znajomy, ale wciąż równie nieprzyjemny głos rozszedł się po umyśle.
Skrzywiła się na głos, który rozszedł się po jej głowie. Stale się rozchodził. Za każdym razem, gdy tego nie chciała.
— czego? — syknęła naburmuszona w myślach.
— Co jesteś taka niemiła? Jesteś liderem, Kamień. Nie cieszysz się?
 — Nie mówię, że się nie cieszę. Może cieszyłabym się bardziej, gdybym nie zabiła ukochanego mojego brata i jednocześnie brata mojej ukochanej, jako cenę w zamian za tą pozycję.
Chyba nie musiała mówić, jak bardzo była zirytowana. Przyzwyczaiła się do tego głosu. Przyzwyczaiła się do jego obecności, a mimo to nie mogła pogodzić się z faktem, że nie wygrała tej walki.
— Jesteś na mnie za to zła? To nie ze mną zawierałaś umowę. — miauknął.
— Jaki sens jest być na ciebie złym, skoro i tak nic ci nie mogę zrobić? A ty pewnie byłbyś w stanie przypierdolić mi piorunem w łeb w losowej chwili, skoro Bezgwiezdna Ziemia jest teraz tak potężna. — zadrwiła, chociaż nie podobało jej się, że być może miała rację.
Wzdrygnęła się i strzepnęła ogonem, słysząc paskudny śmiech we własnej głowie.
— Oj, Kamień. To do ciebie tak nie podobne, ulegać. Ale czy to nie cudowne uczucie mieć w końcu sprawiedliwość? Twoi wrogowie drżą przed tobą, pozbyłaś się dyskryminacji. Zajęcza Gwiazda na pewno tego by chciał. — usłyszała znów jego głos.
Czy Zajęcza Gwiazda chciałby, żeby wzbudzała strach? Nie wiedziała, ale cieszyła się, że jej wrogowie się jej boją. Nie była jednak pewna co do tego, czy kocur postąpiłby tak samo, co ona.
— Zajęcza Gwiazda chciałby, żebym rządziła sprawiedliwie. Więc póki co to mój cel. Zaatakowałeś Nocniaków u boku Piaskowej Gwiazdy, a teraz stoisz po mojej stronie? — odpowiedziała mu wreszcie.
— Pragniesz dowiedzieć się dlaczego ją zdradziłem?
— Jeśli raczysz użyczyć mi tej informacji - tak. — mruknęła.
— Dla ciebie. Jakoś tak się złożyło, że widziałem cię jako lidera już od bardzo  dawna, a Piaskowa Gwiazda zepsuła moją cudowną wizję. Nie lubię, gdy coś nie idzie po mojej myśli. Jestem wtedy... bardzo niezadowolony.
Zdziwiła się, i to nie mało. On? Pomagać jej? Jeden z największych wrogów, który towarzyszył jej przez niemal całe życie, a nawet po śmierci? Czemu miałoby mu zależeć na tym, żeby miała wysoką pozycję? Zważając także na to, że rozmawiała z mordercą i psychopatą, nawet nie chciała myśleć, jak wyglądało to niezadowolenie. A bardziej jak się kończyło na kotach, które psuły jego plany.
— Po tych wszystkich księżycach naprawdę chciałeś dla mnie dobrze? Dlaczego miałbyś chcieć, żebym została liderką?
Przez dłuższą chwilę towarzyszyła jej cisza.
— A któż to wie, Kamień? Po prostu miałem taką chęć.
—  Jasne. Wciąż nie znudziło ci się zgrywanie tajemniczego? Jak już zawracasz mi dupę, to mógłbyś chociaż powiedzieć coś pożytecznego. Czy Zając jest bezpieczny? — miauknęła, bo w końcu przy tym co się działo z Klanem Gwiazdy nigdy nic nie wiadomo. Nie chciała myśleć, że przez durny przypadek skazała kocura na dalsze cierpienie.
— Jaka to byłaby frajda, gdybym podał ci wszystkie sekrety podane na tacy? Och on? Ma się... cóż... powiedzmy dość mokro.
Dreszcz przeszedł przez jej ciało.
— Co mu zrobiliście, kretyni? Jest ranny? — warknęła gwałtownie.
— Nic. Po prostu wpadł w bagno, w dosłownym tego znaczeniu. Posiedzi tam, aż wszyscy o nim zapomną. To lepsze egzystowanie, uwierz. Niektórzy tu... zjadają siebie nawzajem, a tak cóż... Jest bezpieczny.
Skrzywiła się. Jedli siebie nawzajem. Co to było w ogóle za miejsce... Poczuła jak żółć podchodzi jej do gardła. Jak Jastrząb mógł mówić o takim obrzydlistwie z takim spokojem?
— Jesteście obrzydliwi. I okropni. Nie chciałabym być wśród was.
Okropny chichot kocura znów rozszedł się po jej głowie.
— Ale tu będziesz Kamień. Wiesz to. Klan Gwiazdy nie wpuszcza do siebie morderców. Przywykniesz. Pogadasz z Zajęczą Gwiazdą, spotkasz mamę, tu też masz rodzinę, Kamień.
Wiedziała to, a mimo to czuła, jak jej serce kruszy się na kawałki. W pewnym sensie była już wciągnięta w to miejsce. Czy chciała, czy nie. Będzie musiała ponieść konsekwencje. Przełknęła ślinę.
— M-mamę? — powtórzyła. Przecież króliczy sus była niewinna! Wysunęła pazury. — Dlaczego oni to robią niewinnym kotom. Nie zasłużyła na ten cholerny pierdolnik. Zajęcza Gwiazda też nie zasłużył. Byli dobrymi kotami!
— Ale czynili wiele złego. Dlatego tu trafili. Nie byli zbyt... czyści, by Klan Gwiazdy ich do siebie wpuścił. Wielu tu jest samobójców. Oni też nie zrobili przecież nic złego. Chcieli tylko odpocząć...
Wydała z siebie warkot.
— Więc to jest ten "Klan Gwiazdy", o którym nam mówiono w dzieciństwie? To ma być ta sprawiedliwość? Może wsadzą tam jeszcze Wilczą Zamieć, co? Ona też w końcu zabiła. Nieważne, jak bardzo jest poszkodowana przez los — prychnęła kpiąco. Wierzyła w Klan Gwiazdy, starała się utrzymywać resztki tej wiary, ale w obliczu tego co się działo... nie potrafiła.
Nie potrafiła pogodzić się też z myślą, że są całkiem spore szanse, że będzie się tam piekła razem z nim. Razem z tym potworem. W miejscu, gdzie koty kanibalizowały się nawzajem, w miejscu, gdzie nie istniały jakiekolwiek zasady moralności. I będzie musiała tkwić tam już na wieki.
Jej rodzina. Została nieprawidłowo osądzona.
— Trafi i tu, do swojego brata. Odpoczną — mruknął beznamiętnie, a kotce wręcz opadła szczęka. Wilcza na to NIE ZASŁUGIWAŁA.
Nie mogli jej tam posłać, prawda?
Prawda?
Sama jednak ledwo już wiedziała w co powinna wierzyć. Co było dobre a co złe. Czy w ogóle istniała jakaś różnica między dobrem a złem. Gubiła się, cholernie się gubiła.
— Odpoczną? Żartujesz sobie? Mają odpocząć razem z trupami? Jesteście wszyscy chorzy na łeb. Mówisz tak, jakby trafienie do mrocznej puszczy nie było niczym niezwykłym.
— Żyję tam, Kamień. Da się tu odpocząć. Jest cicho i spokojnie. Słabi giną i odchodzą w nicość. Silni żerują i odpoczywają, oglądając ten cyrk, który dzieję się na ziemi. A trupy... każdy tam jest trupem, Kamień.
Wzdrygnęła się.
 — Nie jestem taka jak ty czy oni. Chcę świętego spokoju, a nie żerowania na niewinnych duszach.
— Będziesz miała spokój Kamień. Nauczę cię przetrwania. Nikt nie spojrzy na ciebie jak na posiłek, masz moje słowo — obiecał jej.
Westchnęła, przełykając ślinę i więcej się już nie odzywała, próbując rozważyć słowa członka Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd. Może miał rację? Może tam nie było tak źle?
Na samą myśl, że chciałby ją tam chronić zrobiło jej się źle. Nie potrafiła go zrozumieć, jego emocje były dla niej nieodczytywalne, a zachowanie trudne do przewidzenia. Nie potrafiła myśleć o nim jak o wrogu, gdy używał takich słów, ale też nie jak o sojuszniku.
Przerażała ją myśl, że gdy śmierć zawita w jej progi, być może nie spotka już nigdy bliskich, a za to przez całą wieczność będzie u boku kocura. To takie dziwne, że obiecał jej współpracę. Pomoc. Pomoc w przeżyciu w tej obrzydliwej puszczy.

* * *
Weszła do legowiska medyków, gdzie dostrzegła Wiśniową Iskrę i Blady Zmierzch. Zapytała kotki, gdzie jest Żar, a gdy otrzymała odpowiedź, skinęła głową i odwróciła się, rozglądając się po obozie. Weszła do legowiska uczniów i rude przerośnięte futro od razu rzuciło jej się w oczy.
— Rozżarzona Łapo? — miauknęła w jego stronę, ciesząc się niezmiernie, że mogła mówić jak do ucznia do tego kretyna. — To jeszcze nie czas na odpoczynek. Pomóż swojej mentorce w kociarni, przynieś jej trochę wilgotnego mchu czy patyk do gryzienia od Wiśniowej Iskry. Pomóż w opiece nad obecnymi kociętami.

<Żar?>

19 lipca 2022

Od Rozżarzonej Łapy cd Kamiennej Gwiazdy

Nie mógł w to uwierzyć. To był jakiś chory żart. Kamienna Agonia liderką? Nie żeby coś, ale poczuł jak każdy włos na ciele mu się jeży. Futro nie odrosło do końca, ale z każdym dniem coraz lepiej wyglądał. Nienawidził jej. Tak bardzo. Nienawidził. Zamordowała jego babcie. Jego cudowną babcie i teraz miała rządzić klanem? Nie wierzył, że ta padła od tak. Nie, gdy czarna groziła jej wiele razy śmiercią i zakończeniem rządów. Kto na to jej pozwolił? Byli ślepi i głusi? Nie pamiętali już jak to było z nią jako zastępczynią? Obleciał go strach. Przecież zostanie wygnany. Łapy mu się nawet porządnie nie zrosły. Padnie i umrze z głodu. Był w kropce. Na łasce tej czarnej... Nic więc dziwnego, że starał się nie rzucać w oczy, gdy reszta świętowała. 
Rozmowa z nią nie należała do najłatwiejszych, ale ją zniósł. Teraz miał być uczniem i być pod ciągłym nadzorem jej piesków. Wspaniale. Gorzej być nie mogło. A nie... właśnie, że mogło, bo mógłby zostać wygnany. Terapie z Tygrysią Smugą też nie należały do prostych. Miał powoli jednak gdzieś to wszystko, czekając na moment, gdy łapy mu się zrosną, a on wróci do hasania po polach. 

***

Wyzdrowiał i musiał żyć w tej nowej rzeczywistości. Tyle dobrego, że Tygrysia Smuga siedziała zamknięta w żłobku z brzuchem. No ciekawe kto ją przeleciał... Na polowania wychodził z tymi strażnikami, którzy nie dość, że raz mu spłoszyli zwierzynę, to byli niewyrośniętymi podlotkami. Nie wiedział jak to możliwe, że byli wojownikami. On już lepiej polował. Właśnie wracał z królikiem, którego rzucił na stos. Niedawno do starszyzny doszły aż trzy koty, przez co i im musiał usługiwać. Mogliby umrzeć i dać mu chwilę odsapnąć, a nie. 
Nagle podeszła do niego Kamienna Gwiazda, rzucając mu długie spojrzenie.
— Chodź ze mną. — miauknęła tylko, spoglądając w wyjście z obozu. 
Ruszył za nią bez słowa, sprawdzając kątem oka, czy straż idzie za nimi. Był ciekaw czy pójdą, czy uznają, że sam na sam z Kamień, nie stanowił zagrożenia. Poszli. Cholera. 
Nie pytał dokąd go prowadzi. Jakoś nie miał humoru, by rozmawiać z kotką od ich ostatniej rozmowy. Pewnie znów coś sobie wymyśliła bzdurnego, by mógł odkupić swoje winy. Nie podobało mu się to, że musiał być jej posłuszny. Znosić obowiązki, które na niego nakładała i patrzeć na jej pełen wyższości uśmiech. Wymagała od niego niemożliwego. Nigdy nie wyrzeknie się babci, nigdy. 
Zaprowadziła go tam, gdzie kilka księżyców temu postanowił zaszydzić sobie z jej rodziców. No tak, mógł przypuszczać, że nie zostawi tej sprawy tak łatwo. Skinęła głową w kierunku grobów, gdy już się tam znaleźli.
— Im też należą się przeprosiny — miauknęła twardo, spoglądając kątem oka na grób Króliczego Susu.
Spojrzał na kupki ziemi, kręcąc nosem. Od razu skierował kroki w inną stronę. Chciała przeprosin tych trupów? No to je otrzyma. Nie wierzył, że tak się upokarzał, ale babcia pewnie kazałaby mu na razie pozostać w cieniu. Czyli musiał być grzeczny. Rozejrzał się po otoczeniu a widząc jakieś kwiaty, zerwał je, wracając do oburzonej kotki. Myślała, że chciał nawiać? Tak szybko się od niego nie uwolni.
Nie odzywała się, wbiła tylko w niego wyczekujący wzrok. Nieznoszący nieposłuszeństwa, gdy chodziło o jej rodziców, w których kwestii była wyczulona. I to jego zdaniem aż za bardzo. 
Położył kwiaty na grobie tych okropnych nierudych, po czym westchnął cierpiętniczo.
— Przepraszam was za zbeszczeszczenie waszych grobów. — miauknął, mając nadzieję, że to kotce wystarczy. Nie zamierzał tworzyć litanii o ich odwadze i poświęceniu, o których mówiła ciągle czarna. 
— I żeby taka sytuacja już się nie powtórzyła. — mruknęła pod nosem. 
— Nie powtórzy się. — zapewnił. — Mogę cię gdzieś też zaprowadzić?
Skoro już bawili się w sentymenty, chciał również rekompensaty. Bądź co bądź, czarna była morderczynią jego matki. Jej też należały się przeprosiny. Nawet jeśli sama Pszczeli Pyłek, nie byłaby zadowolona na widok Kamiennej Gwiazdy nad swoim grobem. 
Widział, że nie spodziewała się tego pytania, jednak skinęła głową.
— Możesz.
Zaprowadził ją do innego kopczyka, siadając przed nim i wskazując go ogonem.
— Tu leży moja matka. — Spojrzał na nią. — Też chciałbym byś ją przeprosiła za odebranie jej życia.
Prychnęła, kładąc po sobie uszy. 
— Przepraszam. — miauknęła w kierunku grobu. — Twoja śmierć nie była zmarnowana. Była po to, żebyśmy teraz mogli być wolni.
Położył po sobie ucho na ten komentarz, ale nic nie powiedział. Znów gadała o tym większym dobru. Jak on jej nienawidził. Dla większego dobra to sam by ją tu utłukł i przejął władzę, ku radości babci. Siedział w ciszy, nie patrząc na Kamień. Miał jej powoli serdecznie dość. 
— Masz. Jesteśmy kwita. — stwierdziła powoli, odsuwając się od miejsca pochówku jej pierwszej ofiary. 
Na te słowa wstał. 
— Kwita. Tak. Kwita... — mruknął pod nosem. — To idę dalej polować — westchnął. — Te dzieciaki straszą specjalnie mi zwierzynę. Powinnaś im przemówić do rozsądku, że to jedzenie dla nich.
Irytowało go to. To, że traktowano go jak jakiegoś ucznia, który nie potrafił nic złapać. A przecież to umiał. Był doświadczonym wojownikiem. 
— Specjalnie? — mruknęła nieprzekonana, jednak odwróciła się do wojowników, których przydzieliła do pilnowania Żara, żeby wytłumaczyć im, że mimo wszystko zwierzyna to ich wspólna własność, a płoszenie jej to szkodzenie sobie samemu. W tym czasie popatrzyła jedynie, jak tamci dołączają do kocura, tym razem utrzymując odpowiedni dystans. 
Obserwował to w ciszy. Tak... cisza była cudowna. Widząc, że Kamień z nim skończyła, udał się na polowanie kolejny raz i kolejny. 
Może jak wybije wszystkie króliki, to poczuje się lepiej? Ten smak krwi... Jeden z młodzików już oberwał, gdy rzucił w niego przypadkiem oderwaną kończyną. Nie zwrócił uwagi na jego pisk. Tak jakoś wyszło, że... mordował krwawo. Ale mieli jedzenie. 
— Weźcie tą nogę, niech się nie marnuje — miauknął, wracając z połowicznym królikiem do obozu. A później kolejnym, tym razem całym. Stracił tylko ucho. Ten głos łamanych karków był nawet przyjemny. Jednak się zmęczył. A jak zmęczył to chciał paść i nie wstawać do rana. 
Teraz też opadł na mech, by odsapnąć. I wtedy pojawiła się ponownie ona. Ta czarna plama, która skradła mu całą wolność. 
— Gratulacje. Dobrze ci idzie. — powiedziała zimno, wbijając w niego wzrok. — Teraz możesz pomóc Tygrysiej Smudze z kociętami lub pomóc Wiśniowej Iskrze pozbierać zioła. Cokolwiek, bylebyś nie siedział bezczynnie. Nad wieczorem dopiero możesz odpocząć. — miauknęła, chociaż i tak czuła, że była zbyt litościwa. 
— Nie wiem czy Wiśniowa Iskra życzy sobie mojego towarzystwa — odparł tylko, nadal leżąc na ziemi, w chłodnych objęciach jaskini.
— Nie odmówi twojej pomocy. — odparła. — Możesz wziąć jeszcze jednego wojownika, na przykład Blady Zmierzch. Z tego co wiem lubi zioła, a Wiśniowa Iskra nie będzie się czuła zagrożona. — zmrużyła oczy. — I będzie pilnowała, żebyś nic nie próbował.
— Jak chcesz — wzruszył ramionami, wstając i idąc po siostrę. Dziwnie się czuł słuchając się Kamień, ale musiał. Babcia na pewno kazałaby uśpić jej czujność, przed jej wielkim powrotem. Bo wierzył, że nadal żyła. Tylko czekała na odpowiedni moment... Nawet szło to dobrze, tylko te przeklęte oczy ciągle go obserwowały... Może następnym razem spróbuje... ich zgubić...?

<Kamień?>

18 lipca 2022

Od Kamiennej Agonii (Kamiennej Gwiazdy) CD. Rozżarzonego Płomienia (Rozżarzonej Łapy)

 Obróciła się na pięcie, zostawiając Żara samego za sobą. Ledwo co słyszała co on tam do niej wyszeptał. Nie wiedziała. Nie obchodziło ją to. Do jej oczu podchodziły łzy frustracjji i cholerna wściekłość. Mógł sobie bezcześcić groby kotów, które tak kochała bezkarnie, bo chronił się swoją jebaną Piaskową Gwiazdą. Wojowniczka fuknęła, wysuwając pazury. Każdego dnia walczyła z chęcią rozszarpania Żara na strzępy, wiedząc, czym mogłaby przypłacić za taki ruch. Już i tak stąpała po dość niepewnym gruncie i nigdy nie była wygodna ani dla Piaskowej Gwiazdy, ani dla jej przydupasów. Ale nigdy nie zamierzała. A Piasek nie powinno tu nawet być. Nie powinna istnieć. Ten cały cholerny powrót. To był jej błąd. Wracanie tu.

* * *
Wyszła z legowiska lidera i ruszyła przez obóz. Chciała znaleźć tego jednego kota. Miała z nim wiele do omówienia. Nie zamierzała być przy tym delikatna. Nie po tym, co zrobił jej i jej bliskim Żar. Długo nie musiała go szukać. Płomiennorude nieszczęsne futro po połowie wyrwane łatwo rzucało się w oczy. Sama nie spodziewała się, że kiedykolwiek przyjdzie jej stać tu, gdzie stoi, w tym miejscu, jako ta osoba, która pozbyła się Piaskowej Gwiazdy, kosztem życia Zająca.  Nie chciała popełnić drugi raz tych samych błędów. Nie miała zamiaru.
Wyszukała wzrokiem Rozżarzonego Płomienia. Mimo wszystko nie czuła radości, że teraz nie mógł zrobić jej krzywdy. Bardziej ulgę. I zwycięstwo. Piaskowa Gwiazda dostała to, na co zasługiwała. 
— Rozżarzony Płomień, musimy porozmawiać — miauknęła w jego stronę. Nie wyglądał już tak źle jak wcześniej, futro powoli mu odrastało, mimo, że wciąż widać było łyse placki.
Rozżarzony Płomień dokicał u jej boku do legowiska lidera. Czuła, jak zalatywał strachem. Tchórz - to jedyne co nasuwało się jej na myśl. Tchórz i zdrajca. Kozaczył, gdy Piasek była na tronie, bo wtedy mógł się nią bronić. Pewnego dnia jej zabrakło i teraz już nie jest taki pewny siebie.
Usiadła na przeciw niego, oplatując łapy ogonem i spojrzała mu w oczy. Był cały spięty.
Widziała jego strach. To było coś... Nowego. Nigdy nie widziała, żeby się jej bał.  To tylko pokazuje, jakim tchórzem jest, gdy przyjdzie co do czego. Teraz już nie mógł się zasłonić swoją cholerną babcią.
— Możesz zostać w klanie, ale pod kilkoma warunkami — zaczęła, biorąc wdech. Wreszcie zapłaci za swoje czyny.  —  Jeśli naprawdę ci zależy, to ich dopełnisz. Zostaniesz cofnięty do rangi ucznia, z imieniem Rozżarzona Łapa. Nie możesz wychodzić z obozu bez opieki, a wyznaczeni strażnicy będą cię pilnować, żebyś nie knuł za niczyimi plecami — powiedziała, spoglądając na niego spod zmrużonych oczu. — Oprócz uczniowskich zadań dostaniesz dodatkowe, żebyś na własnej skórze zobaczył, jak to było być nierudym kotem w czasach, gdy Piaskowa Gwiazda panowała tym klanem. — dokończyła, po czym zamilknęła na chwilę i znowu się odezwała. — Karę zdejmę ci dopiero wtedy, gdy publicznie i szczerze przeprosisz wszystkich, których skrzywdziłeś, niezależnie, czy to rude koty, czy nierude. Oprócz tego musisz wyrzeknąć się Piaskowej Gwiazdy i obiecać poprawę.
Kocur prychnął pod nosem, gryząc się w język i oblizując pysk. Uniosła jedną brew.
— Kto zostanie moim mentorem? — zapytał, nie odnosząc się do reszty jej słów.
— Tygrysia Smuga. — miauknęła i strzepnęła ogonem, słysząc jego prychnięcie. Nie miał co wybrzydzać, chyba, że chciał opuścić Burzaków już na zawsze. — Nauczy cię wszystkiego, co potrzebne. W tym, żeby traktować rude i nierude koty na równi.
— Jak sobie życzysz, Kamienna Gwiazdo — skrzywił się na to określenie. — Coś jeszcze? Czy mogę zaczekać z tym... wszystkim nim łapy mi się zrosną?
— Zostaniesz zdegradowany już teraz, Tygrysia Smuga będzie cię uczyć na razie przez rozmowy. Zaczniesz fizycznie pracować dopiero, gdy odzyskasz zdrowie na tyle, by to robić. — odpowiedziała. — Ale dopóki jesteś niesprawny nie możesz też opuszczać obozu. Nic nie próbuj. — miauknęła zimno, stale obmierzając go twardym i beznamiętnym spojrzeniem.
Kocur położył po sobie ucho.
— Wiesz... naprawdę nie chcę mi się nigdzie wychodzić i robić z siebie debila, podskakując jak zając — fuknął do niej. — Więc o to się nie martw. Przekonaj tylko Wiśniową Iskrę, by przestała się boczyć, bo nie poznam dość szybko uroków ciężkiej pracy.
Czarna przewróciła dyskretnie oczami, spoglądając na Żara. Długiego języka mu nie zabrali.
— Nie leczy cię? — spytała, przypominając sobie karę, jaką nałożyła Piasek na medyczkę.
— Ma... opory. Powiedzmy, że karze mnie, bo ze mnie taki niedobry potwór. Zły, Żar oj zły. — uśmiechnął się do niej paskudnie. — I nie chce do mnie podchodzić, bo wiesz...  — przekrzywił łeb w bok. — Boi się, że ją zjem. Ale nie martw się. Nie zjem. Mam inne sprawy na głowie niż przerażona medyczka.
Zmrużyła oczy. Obawiała się, czym są te "inne sprawy na głowie".
Jego słowa ją... Oburzyły. Oburzyły i zdziwiły. Zmarszczyła pysk, spoglądając na niego. Zwariował. A to ją nazywali wariatką.
— Kim jesteś, jeśli nawet medyk boi się do ciebie zbliżać? — zadała pytanie, ale nie oczekiwała nawet odpowiedzi. — Poproś ją o pomoc i zachowuj się normalnie. Sama z nią porozmawiam, jeśli nie będzie chciała cię wyleczyć. — spojrzała jeszcze na jego łapy, owinięte liśćmi i przymocowane pozielaniałymi badylami. — Już cię zaczęła leczyć. Poczekaj, aż się zrośnie. — wzruszyła barkami, nie przestając patrzeć mu w oczy. Nawet nie wiedział, jak bardzo cieszyła się, że miał połamane te swoje zasrane kończyny.
Pręgowy klasycznie wnuk Piaskowej Gwiazdy wzruszył ramionami na jej pytanie. Utrzymał z nią kontakt wzrokowy, nie mrugając ani razu. Jego spojrzenie było puste i bez wyrazu. Kiedy skończyła swój wywód tylko westchnął, pierwszy zrywając z nią kontakt wzrokowy. 
— Ci strażnicy będą siedzieć ze mną całe dnie? Czy ja i Tygrysia Smuga będziemy mieli prywatność?
— Podczas waszych treningów Tygrys będzie cię pilnowała, ale za każdym razem, gdy będziesz sam, będziesz musiał mieć asekurację. — odpowiedziała mu. Irytowało ją, że ciągle nawiązywał z nią kontakt wzrokowy, zamiast go spuścić czy odwrócić. Nie widziała u niego skruchy, jedynie sztywność. Gdy to jednak zrobił, oblał ją rodzaj satysfakcji, który zamaskowała.  — Na twoim miejscu nie próbowałabym niczego kombinować. — rzuciła jeszcze, bo Żar potrafił być uparty jak osioł. — Jeśli zobaczę, że wyrządzasz szkody innym, możesz pożegnać się z Klanem Burzy na zawsze. Nie będę tolerowała dyskryminacji, jakiejkolwiek. Zwłaszcza ze względu na kolor futra. — miauknęła. W legowisku wciąż unosił się zapach Zajęczej Gwiazdy, ale musiała przyznać, że ciężko jej się będzie przyzwyczaić do spania tam, gdzie spała tyranka.
— Dobrze. I tak nie mam wyjścia. Bo widzisz... ukrywałem ten fakt przed wszystkimi... — zaczął powoli i niepewnie. Uniósł wzrok na pysk kotki. — Mam kocięta. Ze Szczypiorkową Łodygą. Wykorzystała mnie do ich stworzenia, nie wiedziałem o tym, póki mi nie powiedziała. Teraz gdy Rudzik odszedł, chcę zacząć wszystko od nowa, z kimś innym. Z nią. I z dziećmi.
Zdziwiła się na te słowa. Więc to on był ojcem.
Można było się tego spodziewać, ale po temperamencie Szczypiorek nigdy by się nie spodziewała, że mogłaby chcieć mieć kocięta, zwłaszcza z nim. Mimo to kleili się do siebie.
Ale dlaczego jej to mówił?
— Więc życzę ci powodzenia jako partner i ojciec. — miauknęła sucho. — Bylebyś nie uczył ich rasizmu.
— To będziemy mogli mieć chwilę prywatności? Wiesz... sam na sam? Bo zastanawiam się czy muszę czuć na karku oddech twoich piesków, podczas... czułości — miauknął.
Skrzywiła się. Nie chciała mu na to pozwalać, przecież mógłby kombinować ze Szczypior za jej plecami.
— Mogą być przy was, ale na takiej odległości, by zachować granice prywatności. Nie muszą widzieć tego, co robicie, byleby byli w stanie reagować, gdybyście coś knuli.
— Zdefiniuj słowo knucie. Nie chcę by nagle wpadli, przyszpilając nas do ziemi za coś co ich zdaniem, mogłoby być knuciem. Nie mogę do niej się tulić? Rozmawiać z dziećmi, bo uznają to za ten potworny czyn? A może dasz nam limit czasowy, co? Kilka uderzeń serca i koniec, jak w więzieniu na rozmowę? Aż tak interesuje cię moje życie uczuciowe? Już miałaś ten przedsmak. Nie martw się, tu pewnie będzie podobnie. W końcu... wszystkich krzywdzę.
— Nie bierz mnie na litość, Żar, to ci nic nie da. Po tym co czyniłeś nie oczekuj, że zaufam ci na tyle, żeby zostawić cię sam na sam z osobą, która cię popiera i nienawidzi mnie równie co ty. Nie mówię, że nie możesz rozmawiać z dziećmi czy przytulać się do ukochanej, ale nie możesz zostać sam na sam z kimś takim, bez względu, czy to partnerka, czy zwykły znajomy, czy ktokolwiek inny. — miauknęła twardo. Jasne, jaki to on nie biedny. Biedulek. A raczej rozpieszczony bachor, który nawet nie wiedział jak wygląda prawdziwe cierpienie.
— Niech ci będzie. Ostrzege ją, by nie przyszła do ciebie się drzeć. Wiesz jaka jest. Pewnie jej to się nie spodoba. Ja w sumie mam to gdzieś. Rób co uważasz za słuszne. Czy coś jeszcze mam wiedzieć nim odejdę? Zwracać się może do ciebie per Jej Wspaniałość Kamienna Gwiazda?  — zadrwił.
Czarna napięła mięśnie. Już odzyskał rezon? Najeżyła się.
— Zapomniałeś już, z kim rozmawiasz? — warknęła. — Masz zwracać się do mnie z szacunkiem, tak samo jak do innych kotów, także tych nierudych.
— To to nie jest według ciebie szacunek? Wybacz. Zacznę może przepraszać od ciebie skoro cię uraziłem. Przepraszam za swoje zachowanie. — miauknął Żar.
Zmrużyła oczy.
— Są koty, które bardziej zasługują na przeprosiny niż ja.
Rudy nie odpowiedział nic na to, patrząc gdzieś w bok. 
— Mogę już iść?
— Możesz, tylko pamiętaj co ci mówiłam. Nie będę się z tobą pierdolić — dodała, ostatnie zdanie już bardziej ciszej i do siebie, niż do niego.
Kocur od razu wykicał na zewnątrz, jakby już go od dawna nosiło, by to zrobić. Udał się do siebie, znikając w legowisku na resztę dnia. Gdy wyszedł, ona także obróciła się u usiadła na legowisku, wzdychając. Miała nadzieję, że nie będzie nic kombinował przez ten czas. Zwłaszcza ze Szczypior.

 * * *
Parę nierównych kroków. Kilka nierównych oddechów. Wskoczyła na skałę, już jako Kamienna Gwiazda. Czuła się trochę jakby była innym kotem. Jakby po tym wszystkim mogła oczyścić się z dawnych win. Wiedziała jednak, że nie mogła nazwać siebie bezkarnie dobrym kotem. Ale nie chciała myśleć o sobie jak o potworze. Nie chciała być jak Piaskowa Gwiazda. Nie chciała być jak Jastrząb. Zwołała klan głośnym głosem, a gdy koty zebrały się wokół niej, wymieniła koty, które miały dostać karę. Była pewna, kogo chciała ukarać. Falująca Tafla, Fretkowy Bieg, Marchewkowy Grzbiet i oczywiście Rozżarzony Płomień oraz Szczypiorkowa Łodyga. Wszyscy zasłużyli, ale te dwa ostatnie koty najbardziej. Słodki smak zemsty zmieszany z goryczą rozpłynął się po jej ciele. Doczekała się sprawiedliwości, ale jeszcze parę księżyców temu nigdy nie wierzyła, że to ona będzie ją wymierzać.
Jej wzrok pod koniec napotkał Splątane Futro. Ostatecznie jednak, gdy ostatnie słowo opuściło jej pysk, odwróciła się i zniknęła z pola widzenia Burzaków, nie mówiąc ani słowa więcej. 
Coś ją powstrzymywało.
Tak, to przez nią zginęła jej matka. Ale jakiś rodzaj współczucia czy chociażby litości kazał jej wstrzymać podniesioną na szylkretkę łapę. Chciała dać jej szansę naprawić swoje błędy. Może gdy dyskryminacja zniknie, stanie się lepszym kotem?
Pamiętała swój podziw i zazdrość do starszej kotki, gdy była młodą uczennicą. Wtedy rasizm Piaskowej Gwiazdy był ledwie zauważalny. Ale od kiedy ona rozpaliła ten cholerny ogień, wszystko się zniszczyło. Koty, które się lubiły, zaczynały się nienawidzić.
Nie sprawiła, że klan był słaby. Powiększyła im tereny, sprawiła, że mieli więcej silnych wojowników. Ale wysługiwała się metodą po trupach do celu. Wprowadziła nienawiść i podział, który poróżnił klan, a to nigdy nie jest dobry sposób na rządzenie. To osłabia klan.
Jakkolwiek ironicznie nie brzmiałoby to z jej ust.
Wszystkie koty, które ukarała, zachowywały się jak zawzięci rasiści. Może z wyjątkiem Marchewy, która pokochała nierudego, ale czarna dobrze wiedziała, że ruda miała zbyt wybujałe ego by przyznać się do błędu. Zwłaszcza jej. Dawna partnerka Jałowego Pyłu postrzegała czarną jako rywalkę, mimo że ta nie była zainteresowana romantycznie Jałowym Pyłem. Mało tego. Nie chciała mieć z nim nic wspólnego. 
Kochała tylko Wilczą Zamieć.
Tylko na tej kotce i na jej bracie zależało jej najbardziej pod słońcem. Ale po tym co zrobiła. Zielonooka nie wiedziała, czy siwa jej kiedykolwiek wybaczy.

* * *

Rozżarzona Łapa właśnie wracał z królikiem, którego rzucił na stos. Zauważyła go wraz z kilkoma kotami, które go pilnowały. Cieszyła się, że przynajmniej teraz nie grzał swojej dupy w legowisku faworyzowany przez Piasek. Podeszła do niego, rzucając mu długie spojrzenie.
— Chodź ze mną. — miauknęła tylko, spoglądając w wyjście z obozu. Były koty, które najbardziej  zasługiwały na jego przeprosiny.

<Żar?>

10 lipca 2022

Od Rozżarzonego Płomienia cd Kamiennej Agonii

 *przed zgromadzeniem*

— Jednak nie jesteś aż tak pozbawiony uczuć, jak myślałam — mruknęła, nawet się nie odwracając. — Byłabym nawet skłonna uwierzyć, że robisz to tylko po to, by Piasek cię doceniała. Ale pewnie się mylę, prawda?
Spojrzał na nią, jeżąc sierść. Kamienna Agonia. Tutaj. No jasne, cudownie. Musiał na nią wpaść. Upokorzył się przed nią dla Rudzika. Tak naprawdę po ostatniej rozmowie z nim, nie miał na nic sił. Dlatego też wybrał się na spacer, by dać mu spokój. I co? I trafił na nią. Wariatkę, która go zdradziła, która powiedziała nocniamowi jaki był, niszcząc ich miłość raz na zawsze. Miała go tylko przekonać, by byli razem szczęśliwi! A ona... ta... wronia strawa...
- Zdradziłaś mu prawdę! - syknął, ignorując jej pytanie. - Myślisz, że tym wygrałaś? Mylisz się.
Jak on jej nienawidził. Nie cierpiał. Chciał by czuła ból. Najgorszy z najgorszych. Nie mógł jednak jej skrzywdzić. Obiecał to Rudzikowi. Kotka nie odwróciła się do niego.
— A ty co byś zrobił na moim miejscu? Sam nie potrafisz przekonać go, by do ciebie wrócił, więc czego się spodziewałeś po mnie, kotce, która jest dla niego obca? — prychnęła.
Położył po sobie uszy. Bezczelne, zdradzieckie, lisie łajno.
- Na pewno nie mówiłbym, że grożę śmiercią i że jestem zły! - prychnął. - Dlaczego tak się opiera? Czemu nie chcę tego? Było nam tak dobrze... - westchnął, myśląc na głos. Nie rozumiał go. Nie wiedział co takiego w nim go brzydziło. Gdyby nie trafił do Klanu Burzy... Albo gdyby nie to spotkanie na zgromadzeniu z Tygrysią Smugą... Nadal by go kochał. Byliby razem. To jego wina... nie jego. Wmówił sobie, że go zdradzał i sam oczernił go w oczach. Tak. To było to!
— Bo zrozumiał, jakim jesteś potworem. Szukasz błędu w całej waszej relacji, ale może powinieneś poszukać błędu w sobie? — parsknęła.
W sobie? Przecież się starał wyjść na prostą! Obiecał to kocurowi. Nie zaczepiał nierudych i ignorował ich istnienie. Nie miał sobie nic do zarzucenia. Kamienna Agonia to inna sprawa. Widziała jak się przed nim płaszczył, więc musiał pilnować, by nie rozgadała tego po klanie. Zresztą i tak mało kto jej słuchał. Była już dawno skończona.
- Sama jesteś potworem - prychnął. - Zamordowałaś moją matkę, a ja w przeciwieństwie do ciebie nikogo. - skłamał. - To nie moja wina! Tylko twoja! Bo mu nagadałaś bzdur i teraz w to wierzy!
Właśnie tak to było, nie inaczej. To była jej wina, że ich relacja cofnęła się w rozwoju. Jej.
— Powtarzałam ci to milion razy. Zabiłam dla większego dobra — warknęła. — A ty groziłeś mi śmiercią Wilczej Zamieci i to nie dla polepszenia ogólnej sytuacji, a ze swoich własnych humorków. Co z tego jest gorsze? — Wbiła pazury w ziemię. — To nie są bzdury. To prawda.
Jaka bezczelna! Zamordowała mu matkę dla większego dobra? Czy ona się słyszała? Była nienormalna. On był bardziej litościwy, bo nie tknąłby Wilczej Zamieci. Tylko się z nią tak droczył, że straci życie. Prawdopodobnie.
- To. Nie. Jest prawda. I groziłem, bo byś mi nie pomogła, zresztą musiałaś odpłacić za to co zrobiłaś. Morderstwo Wilczej też mogło być dla większego dobra, bo kradnie tylko tlen i nie daje nic od siebie klanowi - prychnął.
— A ty, Rozżarzony Płomieniu, czy ty kiedykolwiek odpłaciłeś się za dyskryminację, znęcanie się nad nierudymi, popieranie Piaskowej Gwiazdy, namawianie uczennicy do krzywdzenia mnie i krzywdzenia mnie samemu? — warknęła. — Nie wydaje mi się. Wilcza Zamieć jest dobrą osobą, w przeciwieństwie do ciebie i nie potrzebuje więcej zmartwień na głowie. Przeżyła i wycierpiała więcej od ciebie, więc nie masz prawa się tak o niej wypowiadać. — syknęła. — Chciałeś zabić niewinnego kota!
A to flądra... Teraz zaczęła go obwiniać o całe zło? Śmieszna. Wolał już ją w wersji smutnego worka kości, które nie jest w stanie otworzyć pyska.
- Tak odpłaciłem się! Gdy byłaś zastępczynią sama się do tego przyczyniłaś. A Wilcza Zamieć nie jest niewinna. Dała dupy jakiemuś klifiakowi, zdradzając klan - syknął. - Ojej taka biedna z niej istota. Całe życie tylko ryczy i nie bierze się za siebie, no naprawdę cierpi.
Obrzydzało go to. Ta cała osiwiała wywłoka nic dla nich nie robiła. Była tylko pasożytem kradnącym im piszczki. Dziwne, że jego babcia dawno jej nie wygnała. On na jej miejscu pozbyłby się tej jednostki.
— PRZESTAŃ. TAK. O. NIEJ. MÓWIĆ. — warknęła, odwracając się w jego stronę i obnażając kły. — Ona przynajmniej uczy się na swoich błędach, w przeciwieństwie do ciebie!
Ojoj, Kamień się wkurzyła. Nie wiedział co dało jej kopa do życia, ale mogło to się nie wtrącać. Wszystko tylko psuła. Ale... ale może jak go pobije, to udowodni Rudzikowi, że to nie on był potworem! Że kotka nad nim się znęca i stąd padły jego wcześniejsze słowa. Musiał jakoś ją wkurzyć... tylko jak?
- Co zrobisz? Uderzysz mnie za obgadywanie twojej dziewczyny? - prychnął. - Nie zapominaj kto rządzi w klanie. - upomniał ją. - No nie wiem czy uczy. Nadal ryczy i wygląda tak żałośnie jak wcześniej.
Zacisnęła zęby. Widział jak powoli buzuje w niej gniew. A znał się na tym, bo sam często go odczuwał. Nawet znacznie cześniej niż normalnie. Chociaż po akcji z partnerem, przeważał teraz smutek i przygnębienie. Musiał się wyżyć. Na niej. Na Kamień. Wtedy od razu dzień robił się lepszy.
— Oczywiście, jak zwykle, Żar, nie umiesz wziąć spraw w swoje łapy, nie masz jaj, więc chronisz się swoją Piaskową Gwiazdą. — warknęła. — Wilcza Zamieć uratowała mi życie księżyce temu i jest odważna jak nikt inny. Nie znasz jej. Nie jest tak słaba, jak myślisz. I nie bronię jej tylko przez relację, jaka jest między nami. — syknęła, kładąc uszy.
- Ojoj, bo ci uwierzę. Gdyby była odważna to by to pokazała i nam - Podszedł do grobów jej rodziców, które ujrzał tuż za kotką. - O tu leży ta morderczyni rudych... Twoja mamusia. Wyrosłaś na taką samą szuję co ona. - zaśmiał się.
Tak... Na pewno ugodził ją tym mocno. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jest wyczulona na punkcie swojej rodziny. Pęknie. Czuł to.
— Od-szcze-kaj-to. — charknęła.
Uśmiechnął się tylko szerzej. Tak. Właśnie o to chodziło. Wojowniczka była mysim móżdżkiem skoro nie widziała, jak manipulował jej uczuciami. To było jednak za mało, by jego plan się powiódł. Musiał przegiąć. I to ostro.
- Nie - po czym bezceremonialnie obsikał jej grób. - Ahhh... jaka ulga. Szczam tu od jej śmierci. To miejsce jedynie na to się nadaje. Na publiczny wychodek.
Czarna cofnęła się o krok, zaskoczona tym co kocur przed chwilą zrobił. Gdy dotarło do niej to, co się stało, zamrugała kilkukrotnie.
— TO MOJA MATKA! — warknęła. — SPRZĄTAJ TO, SPRZĄTAJ TO TY IDIOTO! Była odważna, walczyła z Piaskową Gwiazdą aż do końca! Była najlepszą matką na świecie. Nikt nie będzie jej tak upokarzał. Nie po to umarła, by ktoś taki jak ty bezcześcił jej grób! — warknęła, wysuwając pazury i jeżąc czarne futro.
- Za późno. Ziemia już wszystko wchłonęła. Chyba, że mam jeszcze nasrać? - zaśmiał się. - Dla mnie była tchórzem i zdrajcą, która mordowała naszych. Nie mam do niej szacunku, tak jak i do ciebie.
Zacisnęła zęby. Już żyłka jej pulsowała. Nadal jednak dobrze się trzymała. Czuł zawód. Sądził, że to wystarczy do tego, by się na niego rzuciła. Jeszcze nie przerwał tej granicy?
— Twoja matka z nas wszystkich drwiła. Szydziła z nas, dyskryminowała, bo byliśmy innego koloru futra. Śmiała się z mojego młodszego rodzeństwa. ZASŁUGIWAŁA. NA. ŚMIERĆ. Rozumiesz? — warknęła. — Króliczy Sus została do tego sprowokowana. Została zamordowana na MOICH OCZACH. Na oczach Glinianego Ucha i mojego ojca! Nikt nie zasługuje na taką karę! Chciała tylko nas wszystkich obronić — warknęła, pogrążałając się w coraz większej furii. Musiał nacisnąć na nią bardziej.
- No i dobrze. Zasługiwaliście na to. Tak samo ja mógłbym powiedzieć, że twoja matka zasługiwała na śmierć, bo zamordowała wiele niewinnych kotów. Powinnaś się cieszyć, że umarła na twoich oczach. Przynajmniej wiesz, że była zdrajcą. Ojoj, nie porycz się tylko. - prychnął widząc jej łzy. - Już udowodniłaś, że nie masz jaj. Jesteś pustą skorupą, słabą i powoli zapominaną przez świat. To, że się na chwilę ocknęłaś, nic nie znaczy. I tak skończysz tutaj - Wskazał na grób. - A ja będę cię podlewał - Uśmiechnął się perfidnie.
Syknęła na niego, jakby to miało zrobić na nim jakieś wrażenie.
— Pożałujecie tego wszyscy. Wszyscy. Rozumiesz? — Zbliżyła się do niego. — Nawet jeśli moja mama była morderczynią, kocham ją. Zrobiła dobrze i nie muszę tego nikomu udowadniać. Ty też jesteś zdrajcą, skoro chciałeś zamordować bez skrupułów mnie czy Wilczą Zamieć. — warknęła. — Nic nie trwa wiecznie, Piaskowa Gwiazda nawet się nie kryje z tym, kim jest. Jestem odważna i udowodniłam to już wiele razy — rzuciła, wbijając w niego ostre spojrzenie. — Ty zawsze tylko kryłeś się Piaskiem, idioto. Ja potrafiłam walczyć o swoje. Króliczy Sus też. Nie poddała się, nie podkuliła ogona, nie dała się zabić. Walczyła do końca, tyle że walka była nierówna, bo jesteście bandą tchórzy — wytknęła, zbliżając się o kolejny krok. — Nie masz prawa mówić tak ani o mnie, ani o moich rodzicach, jasne?! Zdechniesz, zdechniesz jak wszyscy i będziesz gnić w Mrocznej Puszczy przez całą wieczność, rozumiesz?!
Zbliżała się, klnęła, była na dobrej drodzę. Na co czekała? Ta zabawa powoli zaczynała go nudzić. Kamienna Agonia nie cackała się nigdy ze słowami, a przechodziła do czynów. Najwidoczniej nie doszła do siebie tak jak przypuszczał.
- Ha! Mówi to morderczyni. Też trafisz do Mrocznej Puszczy. Rozdzielisz się z kochanką, ale spotkasz mamusie. Jak twoje groźby się spełnią i tam się dostane, to z chęcią zamorduje ją raz na zawsze, tak jak ty zrobiłaś to z moją matką. A te twoje groźby są puste. Piaskowa Gwiazda będzie władać przez wieczność i tego nie zmienisz. Nikt nie pożałuje, tak bardzo jak ty.
— Piaskowa Gwiazda musi umrzeć, czy w ciele Zająca czy nie. Nikt nie żyje wiecznie, Rozżarzony Płomieniu. — syknęła. — Króliczy Sus nie jest w Mrocznej Puszczy! Nie może! Nie zrobiła nic złego. Ja też. Nie jestem taka jak Piaskowa Gwiazda, nie morduję kotów bez żadnych skrupułów!
Nie spodobały mu się jej pierwsze słowa. Czyżby coś knuła? Oby nie. Nie pozwoli jej skrzywdzić babci. Nie po tym jak ponownie do niego wróciła i prowadzi ich klan ku potędze.
- Zrobiłaś to. Zamordowałaś tak jak ona. Trafisz tam. Uwierz. Morderstwo to morderstwo - prychnął. - A Piaskowa Gwiazda nie umrze. Chyba, że knujesz coś za jej plecami. Nie martw się. Ona pewnie o tym wie. W końcu jest też duszą z Mrocznej Puszczy. Nie zaskoczysz jej niczym. Żadnym bohaterskim zrywem. Jesteś naiwna jeśli w to wierzysz - miauknął, wycierając łapy w grób jej matki prowokacyjnie. Trzeba było dolać oliwy do ognia.
Zmarszczyła pysk z wściekłością.
— Odejdź od grobu Króliczego Susu, kretynie. TERAZ. — warknęła, ignorując jego wypowiedź.
- Nie. Musze jeszcze wytrzeć swój tyłek, by oddać jej szacunek - parsknął, czyniąc to.
Kotka wysunęła pazury i skoczyła, przygniatając go do ziemi. Nareszcie. Ile musiał się namęczyć, by ta w końcu przeszła do czynów? Miał nadzieję, że nie skończy się na groźbach. Musiał wyglądać bardzo źle, by Rudzik w końcu mu uwierzył.
— Przeproś, zaśmierdziały rudy zdrajco! — warknęła, podnosząc łapę do góry i wysuwając pazury, gotowa uderzyć w jego pysk.
Zawarczał na nią, szczerząc kły.
- No dalej, uderz. Nie przeproszę, nie licz na to. Prędzej wydale się ponownie na ten pseudo grób - Kopnął ją w brzuch.
Syknęła, jednak jego opór sprawił tylko, że mocniej przybiła łapę do jego piersi. Zabolało. Jednak czego się nie czyni w imię miłości?
— PRZEPROŚ. — powtórzyła. — Nie zasługujesz na to, żeby w ogóle patrzeć na jej grób! Była sto razy lepsza od ciebie!
- Ygh! Nigdy! - zaśmiał się. - Ojoj pazurki teraz pokazujesz? Zapomniałaś gdzie twe miejsce? Nie przeproszę kogoś kto zamordował mi matkę, nie licz na to.
No co z nią było? Nie mógł jej uderzyć, bo będzie na niego, znowu. To ona musiała zrobić pierwszy krok. Chociaż pozycja w jakiej się znajdowali była... dość dwuznaczna. Miał nadzieję, że Rudzik jakimś cudem nie wyjdzie z obozu i nie zobaczy tej sceny, bo zaraz posądzi go o romans z... tą wronią strawą.
— Nie mówię, że masz przepraszać mnie. Przeproś Króliczy Sus — syknęła, napinając mięśnie z całej siły. — Była najlepszą matką, jaką można sobie wyobrazić. Nikt nie będzie tego podważać. Nie na moich oczach. Nie po to oddała życie za większe dobro, żeby teraz ktoś taki jak ty to niszczył!
- Ygh. Nie przeproszę jej. To morderca. Będę szczał na nią do śmierci. Moja matka też byla dobra, a ją podważasz na moich oczach. Sama przeproś! - nie dawał za wygraną.
— TWOJA MATKA BYŁA RASISTKĄ! — wrzasnęła. — KRÓLICZY SUS BYŁA DOBRĄ OSOBĄ I NA TO NIE ZASŁUŻYŁA!
- TWOJA MATKA MORDOWAŁA NIEWINNE KOTY. BYŁA MORDERCZYNIĄ. ZASŁUŻYŁA - wrzasnął, naśladując jej ułożenie zdań.
Syknęła.
— Nie pogrywaj sobie ze mną. — warknęła. — Króliczy Sus zamordowała tylko Miodowy Obłok! Ona sama ją sprowokowała! Była niewinna! — syknęła. — NIKT nie będzie obrażać Króliczego Susu, dopóki ja stąpam po tej ziemi! WYDŁUBIĘ CI TE OCZY, JEŚLI NIE PRZEPROSISZ — wydusiła z siebie i zamachnęła się z wściekłością prosto na jego pysk.
Spiął się i zacisnął oczy, widząc jak jej łapa frunie na spotkanie z jego pyskiem. No idealnie, dawaj, przylej. Cios jednak nie nadszedł. Otworzył oko zawiedziony. Nosz co z nią bylo nie tak?!
- Ha! Teraz ty mi grozisz, bo obrażam kogoś, kto na to zasłużył? Widzisz ją w kolorowych barwach, a nie dostrzegasz prawdy, którą powie ci każdy kot w klanie. Morderca to morderca. Nikt nie ma prawa decydować o czyjejś śmierci. Kim ty jesteś, by o czymś takim decydować, co? Bawisz się w Boga? - zacytował słowa Rudzika. Widać było, że kocur miał na niego wpływ, skoro teraz mówił tak jak on. Nie wiedział czy to dobrze czy źle i w sumie się nad tym nie zastanawiał. Chodziło mu teraz o jedno.
Wojowniczka cofnęła się, puszczając rudego i czując, jak każdy jej włosek na karku się jeży.
— Po prostu odejdź i nie zawracaj mi więcej dupy. — syknęła, przerażona własnymi zamiarami.
Co. Puszczała go? Ale tak bez szarpaniny?
- Już odpuszczasz? Słaba jesteś. Jak swoja mamusia - prychnął, wstając.
Liczył, że to tylko podpucha. Że zaraz zawróci i zrobi to. Widząc jak wysunęła pazury, nawet miał już nadzieję. Jednak powstrzymała się zaatakowania go jeszcze raz, przez jego prowokacje. Zamachnęła się ogonem, odwracając wzrok.
— Moja mama nigdy nie była słaba.
- Była. Inaczej nie leżałaby w oszczanym grobie - syknął zły.
Nie mogła mu odpuścić! Co ona robiła na gwiazdy na niebie?!
— Była silna, że mimo bycia nierudym, mimo znoszenia niechcianej ciąży, mimo ciężaru czyjegoś życia i mimo gniewu Piaskowej Gwiazdy była gotowa zrobić wszystko, by ochronić mnie i rodzeństwo, a nie poddać się i pozwolić się zamordować, albo popełnić samobójstwo. Właśnie po tym dostałam moje imię. Jestem twarda jak kamień i moi rodzice wiedzieli to od zawsze. Nawet jeśli ty nie potrafisz tego zrozumieć.
- Jak dla mnie twoje imię oznacza agonie pod kamieniami - prychnął. - Za bardzo ją gloryfikujesz.
— Agonia to człon nadany mi przez Piaskową Gwiazdę, nie przez rodziców. — mruknęła, resztkami sił starając się zachować spokój. — Też podkreśla siłę, ale ja nie mam pojęcia co myślała Piasek dając mi je — prychnęła cicho. — To nie jest ważne. Ważne jest to, że w przeciwieństwie do ciebie nie widzę świata w jednej barwie, którą narzuca ci Piaskowa Gwiazda.
- Nikt mi nic nie narzuca. Sama masz ze sobą problemy. Gdybyś była silna, nie dawałabyś mi się lać i nie ryczała po kątach - zauważył z niesmakiem.
Taka słaba była użyteczna. Nie plątała się pod nogami i stanowiła rozrywkę. Teraz? Teraz wydawało mu się, że wróciła ta stara, jednak nie do końca. Hamowała się. Akurat, gdy potrzebował jej wybuchowości do swojego planu.
— Myślisz, że siła ogranicza się tylko do lania niewinnych kotów? — miauknęła. — Byłam silna, że potrafiłam znieść gwałt wroga i wytrzymać sześć księżyców u boku z kociętami największej tyranki, jaką znał Klan Burzy. Byłam silna, że znosiłam twoje pieprzone ataki. Więc nie podważaj tego, zwłaszcza że ty sam od młodu byłeś rozpieszczany, podczas gdy ja za czasów życia Piaskowej Gwiazdy wielokrotnie znosiłam śmierci bliskich mi osób i walczyłam o dożywienie każdego dnia.
- To słabość a nie siła. Jesteś przegrywem życiowym, to dlatego ci nie idzie w życiu - prychnął.
— Niezwykle sensowny argument, Żar. — przewróciła oczami. — Gratulacje, wierz w to co mówi ci Piasek i ignoruj wszystko inne, jak gdyby nie istniało. Widziałeś, żeby koty z innych klanów dyskryminowały nierude?
- Są głupie to dlatego. Nie wiedzą kim są, przez co cierpią jako popychadła. Nad Rudzikiem się znęcali. Musiałem mu pokazać kim jest, by mógł im się postawić. Jesteście nic nie wartym gównem. - zaczął się już porzadnie denerwować. Zadrwiła z niego? Zdawała sobie sprawę, dlaczego ją prowokował? Niemożliwe! Nie mogła z nim wygrać!
Westchnęła.
— Co jest bardziej wiarygodne. Że kilka kotów z jednego klanu ma rację, a większość klanów się myli, czy że kilka kotów się myli, a większość klanów ma rację?
- Nie rozumiem co tam miauczysz pod tym nosem - powiedział zdezorientowany. - Już przestałaś się złościć?
— Jak zwykle. Unikasz tematu, zamiast odpowiedzieć. Możesz pocałować Piaskową Gwiazdę w dupę. — prychnęła, wymijając go i ruszając w kierunku obozu. — Może powinnam ci jednak wydrapać te oczy.
- To Piaskowa Gwiazda wydrapałaby twoje - zamruczał pod nosem zły.
Kopnął ze złości ziemię, obserwując jak odchodzi. Gdy zniknęła mu z oczu, wrzasnął wściekły. Zadrwiła z niego.

<Kamień?>

27 czerwca 2022

Od Kamiennej Agonii CD Rozżarzonego Płomienia

 — Co? Że ja? Och biedne stworzenie. Myślałaś, że pozwolę, by ten nierudy rządził nami? Byś ty została liderką?  Skontaktowałem się z nią i jest. Moja babcia. Czy to nie cudowne? Dopiero po jej śmierci się tego dowiedziałem, a to oznacza, że pokłada we mnie nadzieje. Nie zawiodę jej. A ty... ty nie wygrasz. A teraz leć płakać z powrotem w mech, nim moje pazury się nie wysuną - zagroził, obserwując kotkę z wyższością. 
Więc to przez niego. Więc to on zwołał ją na ten świat. Syknęła, kładąc uszy. Nie miała zamiaru udawać. To jego wina. Nie spodziewała się, że Piasek zdradziła się również jemu. Ale był przecież jej ukochanym oczkiem w głowie.
— Twoja ukochana Piaskowa Gwiazda mnie zgwałciła — warknęła, z coraz większą ochotą, by rozszarpać go na strzępy. — Żeby zrzucić mnie z pozycji zastępcy. Oczywiście. Tak, masz rację, Żar, mam kocięta z Zajęczą Gwiazdą, ale to nie on siedzi w tym ciele. Naprawdę popierasz kogoś, kto robi takie rzeczy? — wrzuciła wszystko na jednym tchu. — Wiem. Wiem o tym, że Piaskowa Gwiazda przejęła ciało Zajęczej Gwiazdy. Sama mi to powiedziała w kociarni. I wiesz co? Była głupia, że to zrobiła — fuknęła, jeżąc się na całym ciele. — Zresztą nawet, gdyby mi tego wtedy nie wyjawiła... Domyśliłabym się. Ona nie zachowuje się jak Zając. Nawet nie próbuje udawać. Robi to samo co wcześniej i oczekuje innych skutków. Że wszyscy usiądą na dupie i nie będą się buntować. Jak możesz popierać kogoś takiego? Nie jesteś dobrym kotem, jesteś wyprany z uczuć tak samo jak ona
— Jesteśmy rodziną, więc czego oczekujesz? Opiekowała się mną lepiej niż matka. Twoje słowa mają mnie ruszyć? Nie bądź śmieszna. Oczywiście, że popieram. Zrobiłbym jako lider dokładnie to samo!
Zesztywniała. Był zniszczony do cna. Przez nią. I uważał, że to co robi jest dobre.
— Nie — wyharczała. — Ty po prostu za nią ślepo podążasz. Za kimś, kto mordował niewinne koty. Widziałeś tyle okropnych rzeczy, które zrobiła i wciąż nie masz nic przeciwko? Zamordowała moją matkę na moich oczach. Opętała lidera, wykorzystała mnie, dyskryminowała koty przez jakiś idiotyczny kolor futra, zbeszcześciła czyjeś ciało... Mogłabym wymieniać bez końca. To jest tyranka, nie liderka — miauknęła. Był taki sam jak ona. Zupełna imitacja Piaskowej Gwiazdy. — Ona sprowadzi ten klan na dno!
— Oj nie popłacz tutaj się. — prychnął. — Popierałem ją wtedy i będę i teraz. Myślisz, że nawrócisz mnie? Ale słodkie, że pomimo tego co ci zrobiłem, nadal próbujesz.
— Nie próbuję cię nawracać, mówię ci prawdę, którą odrzucasz — warknęła, czując jak jej kończyny zaczynają drżeć, a oczy łzawić. Nie potrafiła już dłużej tak rozmawiać. — Nie widzisz tego, co zrobiła? Ile kotów skrzywdziła? Jesteś ślepy. Tak samo jak ona.
Wysuwała i wsuwała pazury. Nienawidziła ich wszystkich. Nie chciała się na to zgadzać. 
— Ja też skrzywdziłem wiele kotów. Nie powiesz, że nie. Ty i Tygrysia Smuga jesteście siebie wartę. Mówi się coś do was, a wy nadal swoje. Nie. Pomogę. Ci. Zrozum to wronia strawo. Brzydzę się twoim wyglądem i żałosnością. Gdybym miał wybór, to pewnie bym was wszystkich wybił, bo jesteście tylko dla nas problemem.
— Do ciebie nic nigdy nie dotrze. Idziesz śladami tyranki i nie widzisz w tym nic złego! — w końcu nie wytrzymała. Wysunęła pazury, dając mu prosto w pysk. Wszyscy zobaczą. Wszyscy pożałują swoich plugawych czynów. Klan Burzy nigdy nie miał tak wyglądać. I nie zamierzała pozwalać na to by tak było. Wszyscy się mylili. Myśleli, że cokolwiek osiągną, a byli tylko pionkami w jej niekończącej się rozgrywce.
Złapał się za policzek, po którym spłynęła krew. Z jego gardła wydobył się warkot, a kły wysunęły. Rzucił się na kotkę, zwalając ją złap. 
— Jak śmiałaś mnie uderzyć?! Naprawdę chcesz przejść na tamten świat, co?! Może ja mam cię teraz zgwałcić? Czy wtedy zrozumiesz, że ze mną się nie zadziera wronia strawo?!
Nastroszyła futro.
— Tylko spróbuj, plugawa ruda istotko — prychnęła, mrużąc oczy i rzucając mu wyzywające spojrzenie. — I tak byś tego nie zrobił, wszyscy to wiemy. Nie żałuję, że cię uderzyłam i chętnie zrobiłabym to jeszcze milion razy.
Zdziwiła się, gdy rudy faktycznie złapał ją za kark i zaczął wynosić z obozu z zaskakującą siłą.  Wysunęła pazury, uporczywie szurając nimi po gruncie. Jej oczy rozszerzyły się. No chyba nie zamierzał....?
— Puszczaj — syknęła. Nie znowu. Nie kolejny raz.
Wydał gardłowy pomruk zmieszany ze śmiechem, ciągnąc ją poza obóz i dopiero tam puszczając. 
— Oj nie bój się. Wolałem to zrobić bez świadków — miauknął, po czym walnął ją w pysk.
Wysunęła kły, kładąc uszy.
— Nie zbliżaj się do mnie!
— Nie bój się. Nie zamierzam skazić siebie twoją osobą. Nie pociągasz mnie aż tak. Co innego sprawienie ci bólu — uśmiechnął się, atakując kotkę.
Odskoczyła, mierząc go czujnym wzrokiem. Wiedziała. Wiedziała, że by się nie odważył.
— Jestem od ciebie starsza i dużo bardziej doświadczona. Naprawdę chcesz w ten sposób rozstrzygać spór? — parsknęła. Nie pogardziłaby okaleczeniem perełki Piaskowej Gwiazdy. Nawet jeśli to miałoby oznaczać dla niej karę. Już niejedną przechodziła.
— Owszem. I nie afiszuj się tak. Jesteś starsza, ale leżałaś całe księżyce rycząc, a ja wypracowałem masę mięśniową, którą możesz mi tylko pozazdrościć. Nie wygrasz ze mną. — zamruczał. — Lepiej już zacznij błagać o litość.
— Dobry sposób dowartościowania się. Pewnie przez to, co ostatnio przechodziłeś? — miauknęła, uśmiechając się zadziornie. Czuła, jak ten sam duch zza uczniowskich czasów do niej wraca. — No wiesz, ostatnio chodziłeś taki zmizerniały... Chyba nie tylko ja tutaj ryczałam. Co cię tak przybiło, Żar? Może ktoś bliski cię opuścił... Znowu?
Drgnął, patrząc na nią w szoku. Zawarczał, opuszczając uszy
— Nieprawda! Wypluj te słowa! Nic nie wiesz!
Wysunęła brodę do góry. Czyżby trafiła w czuły punkt?
— Tak, Żar, dobrze wiem. Wszyscy których kochasz opuszczają cię tak łatwo jak cię poznają. Może jesteś niewystarczający? Może każdy kto pozna twoją osobowość już nigdy więcej do ciebie nie wraca? Współczuję ci. Twój kochanek pewnie już nigdy do ciebie nie wróci. — rzuciła i podeszła jeszcze krok bliżej, by całkowicie go pochwycić.
— Zamknij się! Nic nie wiesz! —  zaskomlał, cofając się o krok. — On wróci! Kocha mnie! Będziemy razem, nic nas nie rozdzieli, żaden parszywy nierudy! Wymordujemy was!
Uśmiechnęła się, czując, że ma go w garści. Tak jak wtedy, gdy po ciężkim polowaniu uporczywie trzymała przy sobie swoją zwierzynę, nie chcąc jej oddać rudzielcom.
— Kocha cię? Wygląda na to, że nie. Po takim czasie już by do ciebie wrócił i zaczął znowu z tobą rozmawiać. Ale jak widać... Jesteś dla niego okropnym partnerem, prawda? — mruknęła kokieteryjnie. Czuła się jak potwór, manipulując jego uczuciami, ale robiła dokładnie to co on wobec niej. On i Piaskowa Gwiazda. I wszyscy. Zasługiwał na to. Robiła to w samoobronie. Miała prawo. — Ale któż może się dziwić... Nawet ojciec się do ciebie nie przyznał. Może zawodzisz wszystkich wokół siebie? Pewnie Piaskowa Gwiazda także się od ciebie odwróci, kiedy przyjdzie co do czego.
W oczach zebrały mu się łzy, które gwałtownie przełknął. Rzucił się na kotkę, wbijając ją w ziemię, szczerząc kły nad jej pyskiem. 
— Jesteś tylko paskudną nierudą. Nic nie wiesz. To przez Tygrysią Smugę. Myśli, że ja i ona jesteśmy parą. To przez nią. Zabiłbym ją... bardzo mnie kusi, ale się powstrzymuje dla babci. A ojca mam gdzieś. Nie obchodzi mnie on, nigdy nie obchodził. A babcia nie opuści mnie. Nie zrobiła tego po swojej śmierci i nie zrobi teraz. Nie dam jej powodu, czaisz?
Zauważyła łzy. Uśmiechnęła się, rzucając mu długie spojrzenie.
— Ach tak? Bo dotąd byłeś silny i nic nie powodowało u ciebie płaczu. A wiesz... Piaskowa Gwiazda nienawidzi słabości. Rozmawiałam kiedyś z jej synem. W przeciwieństwie do Wiewiórczego Pazura on okazywał słabość. Odrzuciła go, zresztą sam możesz to wywnioskować po tym, że po moim dziadku na zastępcę wybrała właśnie Wiewióra, a nie jego. A teraz ty, ten sam Rozżarzony Płomień płacze... Piasek zobaczy twoje łzy i cię porzuci tak samo. Już Pokręcony Łeb polubi bardziej. Zresztą to ją ustanowiła zastępcą, a nie ciebie. Powoli się ciebie pozbywa.
Docisnął bardziej łapę do jej ciała. Mogło to wydawać się dwuznaczne, ale w tej chwili naprawdę ledwo panował, by nie odgryźć jej języka. 
— Nie jestem słaby!  —wydał z siebie piskliwe chrząknięcie zmieszane z warkotem, by pokazać, że nie był słaby. — Splątane Futro... ona... była wybrana, bo była starsza. Dlatego. To było jeszcze przed nim... Nie jestem słaby. Za to ty tak. I wcale... nie płaczę. Nie przy kimś takim jak ty!
— Widziałam dobrze twoje łzy. Przecież wyszkoliłeś już dwóch uczniów, więc mogła wybrać ciebie, a tego nie zrobiła. — dodała. —  może potrzebujesz przytulenia, co, Żar? Ale od Piasek go nie dostaniesz. Ona na ciebie patrzy pod względem tego jak bardzo jesteś użyteczny. — rzuciła.
— Nie potrzebuje żadnego... tulenia, jasne? - zacisnął pysk, że aż mu chrupnęło w szczęce. — Mówisz tak, bo zazdrościsz, że mam kogoś kto jest potężny i wpływowy i nie miesza mnie z błotem jak ciebie. Zazdrościsz, że nie jesteś ruda. A ja nie przejmę się twoim kłapaniem języka, bo nie jesteś tego warta. Nie zranisz mnie. Jestem od ciebie silniejszy.
— Jestem dumna, że jestem nieruda. Tak jak cała moja bliższa rodzina. — odparła pewnie, nie odwracając od niego wzroku. — Wolę być nieruda i sama walczyć o swoje prawa, niż ruda i nie robić nic oprócz grzania swojego tyłka i bycia zaślepionym manipulacją Piaskowej Gwiazdy. — zamilczała na chwilę. — Zraniłam cię, nawet jeśli próbujesz temu zaprzeczać. Widziałam twoje łzy. Czemu się ich boisz? Bo boisz się odrzucenia? Nawet nie wiesz, ile razy ja płakałam. I uważałam to za coś złego — parsknęła. — Nie widziałam u ciebie nawet żadnego znaku przejęcia, gdy zamordowałam twoją matkę. Żadnych łez. Jedynie gniew. Coś nas jednak łączy, nie sądzisz? — rzuciła. Nawet jej się nie śniło odwracać wzroku.
Wmurowało go. 
— Jak to... zamordowałaś mamę? — rzucił w eter, zmieniając od razu całą swoją pozycję. Sierść zjeżyła mu się aż po koniuszek ogona, a z gardła wydobył warkot. Wbił coraz bardziej zaślepione wściekłością oczy w czarną. —  ZABIŁAŚ JĄ?! CHYBA ŚNISZ, ŻE JESTEŚMY PODOBNI. ZAMORDUJE CIĘ. Ale powoli. Będę rozrywać cię i jadł byś czuła jak najwięcej bólu! — wrzasnął, wbijając kły w jej łapę.
Syknęła i zaczęła kopać go mocno tylnymi łapami, by go z siebie zrzucić.
— Tak. To ja to zrobiłam — warknęła. — I nie żałuję! I tak jej nie doceniałeś. Co się zresztą dziwić. — splunęła.
Był psychopatą. Wariatem. Jak mógł tak mówić? Jak mógł tak postępować?
Wrzasnął gardłowo, plując krwią z jej łapy. 
— KOCHAŁEM JĄ! TO BYŁA MIMO WSZYSTKO MOJA MAMA! CHCIAŁEM ZNALEŹĆ MORDERCĘ I GO ZABIĆ! OBIECAŁEM JEJ TO! I TERAZ TO ZROBIĘ! ZABIJĘ CIĘ!
— ZŁAŹ ZE MNIE — wrzasnęła, wysuwając pazury i osłaniając się nimi, wymachując nimi na oślep. — Zrobiłam to co Piaskowa Gwiazda zrobiła z moją matką! Pszczoła na to zasługiwała! Zdemoralizowała moje rodzeństwo!
— TO CZEMU ZABIŁAŚ MOJĄ MATKĘ, A NIE JEJ?! ONA NIC NIE ZROBIŁA! ZAJĘŁA SIĘ TWOIM RODZEŃSTWEM, A MOGŁA JE PORZUCIĆ, BY UMARŁY Z GŁODU! — wrzeszczał, odbijając jej ciosy, nie dając jej możliwości ucieczki - MYŚLISZ, ŻE MI SIĘ TO PODOBAŁO? ŻE MIAŁA INNE DZIECI? I TO NIERUDE?
— Zrobiła to na polecenie Piaskowej Gwiazdy, nie z własnej woli! — wrzasnęła, zaczynając wić się jak dżdżownica, byle uniknąć Żara. — ZNISZCZYŁA ICH. WPLOTŁA DYSKRYMINACJĘ W ICH UMYSŁ. MIAŁAM PRAWO SIĘ ZEMŚCIĆ ZA KRÓLICZY SUS. OKO ZA OKO, ZĄB ZA ZĄB!
— ZARAZ JA CI DAM OKO ZA OKO, ZĄB ZA ZĄB. —Wgryzł się ponownie w jej łapę.
— PUSZCZAJ MNIE! POMYLIŁO CI SIĘ COŚ, PSYCHOPATO? — zasyczała. Podniosła drugą łapę i zaczęła drapać jego pysk, by przestał ją szarpać. — ODERWIESZ MI JĄ!
Puścił jej łapę. 
— I bardzo dobrze! To chcę zrobić! Byś tu zgniła! - zasyczał. — A jak nawet uciekniesz to Piaskowa Gwiazda cię dopadnie. Dostaniesz wyrok śmierci
— Nie! — warknęła. — W twoich snach! Piaskowa Gwiazda nic mi nie może zrobić! To ona zasługiwała na śmierć! Nie powinno jej tu być!
— Ale jest! A ty się wkopałaś! Dlatego pożegnaj się z życiem!
— Powinieneś mi dziękować, że podałam ci prawdę na tacy! To było dawno! Wieki temu!
— ZABIŁAŚ MI MATKĘ I MAM CI DZIĘKOWAĆ?! ŚNISZ! MOŻE ZABIĆ MAM W ZAMIAN KOGOŚ CI BLISKIEGO? WILCZĄ ZAMIEĆ?
Zesztywniała, słysząc jego słowa.
— N-nie waż się jej skrzywdzić — wysyczała, wbijając w niego wzrok zielonych ślepi.
— Daj mi więc coś w zamian. Coś co sprawi, że ci wybaczę. Bo jak nie... to zabije ją... w zamian za oszczędzenie twojego życia.
— A co takiego chcesz w zamian? — miauknęła, czując jak serce bije jej szybko jak nigdy dotąd. Nie powinna była tego mówić.
— Chcę... — zawahał się.  — Chcę Rudzika... — miauknął powoli się rozluźniając. — Chcę by mnie kochał i mi wybaczył. To chcę. Najbardziej na świecie niż zabicie ciebie.
— Jak ja mam do cholery sprawić, by cię znowu pokochał? — syknęła. Gdyby była człowiekiem, już dawno by pobladła. Co jeśli on skrzywdzi Wilczą Zamieć? Nie przebaczyłaby sobie tego. Nie mógł. Nie mógł jej zabić.
— NIE WIEM. NIE OBCHODZI MNIE TO. — warknął. — To moje żądanie.
— Nienawidzę cię — rzuciła, wbijając pazury głęboko w glebę. — Zginiesz w Mrocznej Puszczy tam samo jak Piaskowa Gwiazda. Wszyscy co do jednego pożałujecie — warknęła. — Zrobię to, ale nie dla ciebie. Tylko dla Wilczej Zamieci.
— I nawzajem. Dla ciebie też tam jest miejsce, Kamień — miauknął schodząc z niej.
Wzięła głęboki wdech, gdy w końcu z niej zszedł. Spojrzała na swoją zakrwawioną łapę. Mało brakowało, a pewnie z całej tej złości oderwałby jej ją całkowicie. Rzuciła mu ostatnie spojrzenie. Mieszankę gniewu, szoku i przerażenia.

* * *
Rozżarzony Płomień zaprowadził ją tam, gdzie właśnie odpoczywał w samotności jego partner. Siedział, wbijając wzrok gdzieś w przestrzeń.
— Tam jest. Ciągle mnie odgania — Żar machnął ogonem. — Do dzieła. Zrób to co obiecałaś.
Niechętnie weszła do środka. Nie chciała tego robić. Ale co, jeśli tknie Wilczą Zamieć? Zabije ją? 
Była głupia. Naraziła ją na śmierć. Nie powinna była tego mówić. Rozejrzała się, póki jej wzrok nie spoczął na rudym.
— To ty jesteś Rudzikowy Śpiew? — zagadała, krzyżując łapy, by nie było widać rany na jednej z nich, która nie zdążyła się nawet porządnie zagoić.
Spiął się, spostrzegając kotkę w wejściu do legoiwska.
— Nie — palnął niepewnie. — Musiałaś mnie z kimś pomylić...
Nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Normalnie pewnie by wyszła, ale czuła obecność Rozżarzonego Płomienia. 
Pokręciła głową.
— To było dość głupie pytanie. — miauknęła, czując na sobie presję. — Przepraszam. Nazywam się Kamienna Agonia. Chodzi o to... Słyszałam, że łączyło cię coś z Rozżarzonym Płomieniem, prawda? — miauknęła i usiadła powoli, zasłaniając łapy ogonem.
Rudzikowy Śpiew zamarł, rozszerzając ślepia z przerażenia.  Zacisnął mocno powieki, kryjąc pysk między przednimi łapami. 
— Nie wiem nawet, kto to jest — zadręczał. — Ale... Miło mi cię poznać.
Nie podobało jej się, że kocur tak się wymigiwał z rozmowy. Naprawdę nie chciała tu być. Nie chciała go znać. Chciała dać mu spokój albo wręcz ostrzec go przed Żarem. Ale nie miała wyboru. Ciążyło na niej życie Wilczej.
— Słuchaj, wiem, że dla nas oboje to będzie dość niekomfortowa rozmowa, wiadomo, ciężko jest mówić o związkach... Ale proszę cię o szczerość. Możesz się mi zwierzyć, pomogę wam odbudować relację.
Nocniak nastawił ucho, powoli unosząc głowę i wbijając w nią spojrzenie, w którym krył się brak jakiegokolwiek zrozumienia. 
— Dobrze, będę z tobą szczery — westchnął, zdobywając się na odwagę. — Nie chcę go znać. Dlaczego ci zależy na tym, żeby nasze relacje zostały naprawione? — mruknął. — Dla nich nie ma ratunku. Ja się staram o nim zapomnieć i o wiele lepiej mi się żyje z myślą, że go nie ma.
— Wiesz, Żar to... mój.... yy, dobry kolega. Tak. Kolegujemy się. — miauknęła. — Odkąd ciebie stracił chodzi bardzo przybity i nic go nie uszczęśliwia. Rozumiem, że być może myślisz, że nie da się już tego naprawić, ale uwierz mi, da się. Ja... Ja sama pokłóciłam się kiedyś z moją ukochaną. Przed długi czas byłyśmy sobie wrogie. Nie chciałyśmy siebie znać. A gdy porozmawiałyśmy szczerze... Wyjaśniłyśmy sobie wiele spraw i znowu zaczęłyśmy darzyć się uczuciem. Nawet się pocałowałyśmy — powiedziała. Mówiła oczywiście o Wilczej Zamieci. Sama nie do końca wiedziała co czuła do kotki i czy była to miłość, czy coś zupełnie innego. Jednak w tej rozmowie to nie było ważne. Ważne było to żeby przekonać Nocniaka do pokochania znowu Żara. — Mam na myśli, że skoro było wam tak dobrze, to możecie do tego wrócić. Po prostu porozmawiajcie szczerze, przeproście siebie nawzajem... — zaproponowała. Miała ochotę wyszeptać mu prawdę, ale nie miała pewności, czy Żar to usłyszy. Miał nadzieję, że nie zauważył jej nerwów. Wtedy już w ogóle straci na wiarygodności.
Skrzywił się, milknąc na krótką chwilę.
— To świetnie, że tobie się w życiu układa. Gratulację — zawahał się, przełykając głośno ślinę. — Mimo to związek na odległość wygląda inaczej. Nie wiem, jaki Rozżarzony Płomień jest naprawdę, znałem go tylko z krótkich spotkań na zgromadzeniu i... I wtedy, gdy widywaliśmy się na granicy — wyznał. — Nie każdy związek musi być tym udanym. Ja i Żar nie pasujemy do siebie, ja to czuję i on też musi się z tym pogodzić. Nie chcę do tego wracać, lepiej mi bez niego, naprawdę. Proszę, nie zadręczaj się jego stanem, sam kiedyś zrozumie, że nie byliśmy dobrymi partnerami i zapomni o mnie na dobre. Zamiast tracić czas na rozmowę ze mną, idź go po prostu wesprzyj, skoro się przyjaźnicie — poprosił.
Spuściła wzrok, rzucając mu ukradkiem błagalne spojrzenie. Czuła, że się tam zaraz poryczy. Nie mogła stracić Wilczej Zamieci. A kocur nie wydawał się specjalnie chętny do wrócenia do tej relacji. Rozumiała go, ale nie mogła mu odpuścić. Nie mogła.
— Daj mu jeszcze jedną szansę. Ty może go nie znasz, ale ja tak. To naprawdę... Miły, uczynny kocur. Pomaga wszystkim dookoła, dobrze walczy, przytuli, gdy sytuacja tego wymaga. A w tym wszystkim przede wszystkim odważny i lojalny. Woli bardziej kocury od kotek — dodała.
Westchnął, okrywając się ogonem. 
— Rozumiem, że zależy ci na jego szczęściu, ale ja po prostu tego nie chcę — przyznał. Spojrzał na nią podejrzliwie. — Musisz być naprawdę wyjątkowa, skoro cię lubi. Często powtarzał, że kotki w jego klanie są głupie i nikt za nim nie przepada. Nie wspominał ani razu o tobie, na pewno zapamiętałbym twoje imię. Zresztą, nie wiem, podobno ma obsesję na rudym futrze, tak jak zresztą większość z was. Zgaduję, że gdybym był bury albo miał jakkolwiek inny kolor sierści, to nigdy by nawet nie zwrócił na mnie uwagi.
Nie wiedziała co odpowiedzieć. Czuła, jakby zabrakło jej języka w pysku. 
— Jestem wyjątkiem. — powiedziała powoli. — Lubi niektóre nierude koty... To zależy. Zresztą, czarne koty czasem rudzieją, prawda? Może się wydawać, że by cię nie pokochał, gdybyś nie był rudy, ale prawda jest inna. Naprawdę. — próbowała go przekonać z coraz bardziej zalewającym ją strachem i stresem. — Pewnie o mnie nie wspominał, bo kumplujemy się dość od niedawna. — zaśmiała się nerwowo. — Ale naprawdę dobra z niego osoba. Wyjdźcie razem na spacer, porozmawiajcie, może będzie lepiej?
— Przysięgam, że nie chcę — zapewniał. — Ja naprawdę nie mam sił na niego. Nie jestem mu potrzebny, niech idzie się pocieszyć do swoich kochanek, z którymi mnie zdradzał. Ja... Jasne, było mi po tym ciężko. Wiesz, to przykre, kochasz kogoś, a on okazuje się zwykłym kłamcą — westchnął, chyląc głowę. — Ale pogodziłem się z tym, znalazłem sobie kogoś nowego w Klanie Nocy i jestem z nim szczęśliwy. To znaczy... byłem, bo teraz mnie tam nie ma. Nie mogę oddać mu na nowo serca, kiedy podarowałem je innemu — stwierdził.
Nie podobało jej się, że kocur tak trzymał przy swoim. Postąpiła idiotycznie. Nie powinna była się w to w ogóle mieszać.
— Z jakimi kochankami cię zdradzał? Jak sam powiedziałeś, Żar nie przepada za kotkami. — miauknęła. — Jeśli nie chcesz pójść na spacer z nim, to może pójdziesz ze mną? Porozmawiamy. — zaproponowała, byleby zyskać choć chwilę samotności, bez presji, że gdzieś tam z tyłu jest Żar, który to wszystko podsłuchuje.
Jego wyraz pyska złagodniał. Wydawał się szczerze zainteresowany jej propozycją. 
— Będę mógł z wyjść tylko z tobą, tak po prostu? — spytał, nieumiejętnie kryjąc ekscytację w głosie. — Pójdę, bardzo chętnie rozprostuję kości i się przewietrzę — kontynuował, momentalnie zrywając się na równe łapy. — Te kochanki... Nie wiem, jak miały na imię. Jedna była taka jasnoruda, z niebieskimi oczami, a druga w większości czarna, ale też miała rudy, taki bardziej intensywny. Miała brązowe oczy i pędzelki na uszach — mówił bez wahania, gotowy do opuszczenia tego miejsca.
— Pewnie będziemy musieli wziąć koty, które będą cię asekurować. Mnie też to się nie podoba, ale trzeba wypełniać rozkazy lidera. — westchnęła. — Ale obiecuję, że będziemy na takiej odległości, żebyśmy mogli spokojnie porozmawiać. — powiedziała. — Co do kochanek... Ta z pędzelkami to Czajkowe Zaćmienie. Córka lubej, o której ci wcześniej mówiłam. Była uczennicą Rozżarzonego Płomienia, nie łączy ich miłość. A Tygrysiej Smugi Żar nie lubi. To ona coś sobie ubzdurała, ale on odrzuca jej zaloty. Kocha tylko ciebie.
— Mhm. — Wydawało się, że zainteresowanie kochankami przeszło mu. — A koniecznie musimy kogoś brać ze sobą? Nie lubię tłumów, stresuję się wtedy i ciężej mi się mówi — mruknął, starając się ją przekonać do pozostania we dwójkę. — Nie da rady się jakoś wymknąć niezauważalnie? Proszę, na pewno dasz radę coś wymyśleć, wyglądasz na mądrą — dodał, patrząc na nią błagalnie.
Pokręciła głową. Miała już na karku groźby Rozżarzonego Płomienia, nie miała zamiaru rozliczać się jeszcze z Piasek. Tym bardziej, że ta mogła jej zrobić dosłownie wszystko.
— Przepraszam, ale nie mogę. Obiecuję, że będą w wystarczającej odległości od nas, byś nie był przytłoczony ich obecnością. Jeśli boisz się iść z nimi, możemy też przejść się po obozie. Rozumiem twój stres, to w końcu obce dla ciebie koty.
Dawny zastępca Klanu Nocy zawahał się. 
— Wolałbym się przejść na spacer nad jakąś rzekę — zaczął niepewnie. — Wiesz, tęsknię za wodą, a skoro i tak musimy z kimś iść, to będziesz miała pewność, że nie ucieknę — dodał.
— To zbyt blisko terytoriów Klanu Nocy. Poza tym, jesteś Nocniakiem, umiesz pływać. — miauknęła podejrzliwie i westchnęła. — Proszę, nie kombinuj. Chcę tylko pomóc wam naprawić związek. Nie chcę, żeby moje zaufanie zostało wykorzystane.
Z irytacji przerwócił oczami. 
— Ale ja nie chcę pomocy w związku, ja chcę się stąd wyrwać — burknął, niezadowolony, że tak łatwo go przejrzała. — Cieszę się, że jesteś milsza od reszty i zachowujesz się normalnie w stosunku do mnie, ale ja nie daje sobie tutaj rady. Sam fakt, że Rozżarzony Płomień jest gdzieś blisko mnie przeraża. Ja naprawdę się go boję, nie chcę go znać i czuję się lepiej bez niego, ile razy mam ci to powtarzać, byś dała sobie spokój? — spytał delikatniej.
Poczuła, jak jej kończyny wiotczeją. Co ona teraz miała począć?
Głupia. Głupia.
Cholerny Rozżarzony Płomień.
— Rozumiem twój ból. Jednak zdradzę ci parę rzeczy, które na pewno pomogą wam odbudować związek. — powiedziała i nachyliła się mu do ucha, z płonną nadzieją, że Żar tego nie usłyszy. — Słuchaj, wiem, nam obojgu się to nie podoba. Wiem, jaki jest Żar. Ale zagroził mi życiem ukochanej i jeśli nie naprawię waszego związku, to ją zamorduje. Proszę, zrób to dla mnie. Odwdzięczę się — wyszeptała do niego z goryczą w głosie. Ona i Wilcza zaszły tak daleko. Nie mogły teraz umrzeć przez jej głupotę.
Rudzikowy Śpiew spinał się coraz mocniej, z każdym wypowiedzianym przez nią słowem. 
— Ale... Ale dlaczego, co? — wykrztusił, najwyraźniej zbyt głośno, bo spojrzała na niego zestresowana. — Ja... — ściszył głos. — Nie wiedziałem, że on jest aż taki zły. To znaczy, miałem podejrzenia, ale żeby grozić śmiercią? — wymamrotał, zastygając w bezruchu. — Nie, przykro mi, nie dam rady kiedykolwiek wrócić do tego potwora. Nie możesz uciec ze swoją ukochaną? Błagam, nie chcę go nigdy więcej widzieć, to kosztuje mnie zbyt wiele nerwów, a nie chcę mieć twojej partnerki na sumieniu — wyjąkał.
— Nie mogę zostawić Klanu Burzy. sytuacja tutaj jest okropna. Kocham ten klan, a został zniszczony przez... Uh, nieważne — wyszeptała. — On cię kocha, proszę... Powiedz mu chociaż, żeby nikogo nie krzywdził. Proszę. Będę miała do ciebie dług na całe życie. Zrobi dla ciebie wszystko, oszalał na twoim punkcie.
— I to mi się wcale a wcale nie podoba — przyznał, gryząc się w język. Widać było, że stres u niego osiągał najwyższy poziom. — Mogę spróbować przemówić mu do rozsądku. Powiedz tylko, gdzie go znajdę. A potem... Potem daj mi spokój, proszę.
— Jasne. Nie będę cię dłużej męczyć. — obiecała. — siedzi gdzieś tam, wszystko podsłuchuje. — wskazała lekko koniuszkiem ogona.
— Podsłuchuje?! — wykrztusił oburzony. — Przecież... A zresztą, nieważne — westchnął, wymijając ją bez wahania i opuszczając próg legowiska. 
Jeden krok i prawie wpadł wprost na łapy Rozżarzonego Płomienia. Czarna podążyła za nim, zatrzymując się blisko i dając im trochę przestrzeni. Nawet nie mogła określić w żadnych słowach, jak wdzięczna była Nocniakowi. 
— Mam rozumieć, że siedziałeś tu cały czas? — zaczął, niechętny do tej rozmowy. — Dobrze się czujesz, czy całkowicie ci odbiło? — spytał ostrzej.
Widziała na pysku Żaru niezbyt przyjemne emocje. Musiał być na nią wściekły. Nie dziwiła się, ale też nie żałowała, że zdradziła rudemu prawdę.
Rozżarzony Płomień skulił uszy na jego wybuch, spuszczając wzrok na łapy. Nigdy nie widziała go tak przybitego. Na Klan Gwiazdy i Mroczną Puszczę, ten cały Rudzikowy Śpiew musiał wywierać na nim ogromny wpływ. Podporządkował sobie potwora.
— Przepraszam, po prostu zależy mi na tobie... — wydukał syn Pszczelego Pyłku.
— Nie, tobie wcale na mnie nie zależy. Ty... ty jesteś chory — wykrztusił. — Twoja obsesja mnie przeraża. Jesteś zwykłym potworem bez serca, nie zasługujesz na jakąkolwiek miłość — mówiąc to, skrzywił się i odsunął na krok. — Nie możesz w swoje problemy mieszać innych, a tym bardziej w taki sposób. Nie będę w stanie nigdy spojrzeć na ciebie, skoro jesteś gotów zabić kogoś, tylko dlatego, że sam sobie nie radzisz — syknął, ale jego głos brzmiał słabiej, niż chciał. — Nie jestem w stanie nawet cię szanować, skoro w ogóle wziąłeś pod uwagę zamordowanie kogoś. Rozumiesz sam siebie? Nie masz prawa decydować o kogokolwiek życiu, więc dlaczego bawisz się w nie wiadomo kogo? Za kogo ty się w ogóle masz? Myślałem... Ja zawsze miałem cię za kogoś dobrego, ale z każdą rozmową wydajesz mi się coraz gorszy.
Po pysku Żara zaczęły spływać łzy. Oglądała to wszystko w milczeniu. Pręgowany klasycznie wojownik rzucił spojrzenie do legowiska, zaciskając zęby, nim spojrzał ponownie na Rudzika, kuląc się bardziej w sobie. 
— Ona kłamie! Sama jest morderczynią. Zabiła moją matkę. — wymiauczał piskliwie próbując powstrzymać łzy. — Nikogo bym nie zabił Rudzik. Naprawdę. Ona kłamie. Rudzik proszę. Nie mów tak... Ja cię kocham. Jesteś moim słońcem na niebie. Zrobiłbym dla ciebie wszystko.
Kotka zacisnęła zęby. To był błąd mówić mu to. Czy Nocniak postanowi się od niej odwrócić, wiedząc, że też nie jest tak zupełnie niewinna?
— Zabiłam ją dla dobrej sprawy — wtrąciła zza pleców Rudzika, by się wytłumaczyć. — Żeby powstrzymać Piaskową Gwiazdę przed dalszą dyskryminacją, którą popierasz. Twoja matka niszczyła moje rodzeństwo.
— Przykro mi Żar, ale nie jestem w stanie uwierzyć w ani jedno twoje słowo — odparł Rudzikowy Śpiew, wzdychając. — Ale tym bardziej nie mogę tolerować tego, co robisz. Nie zasługujesz na miłość, jeśli chcesz zabić komuś ukochanego tylko dlatego, że tobie się nie powodzi. Przyrzekam ci, że nigdy w życiu mnie więcej nie zobaczysz, jeśli dowiem się, że dalej grozisz innym śmiercią i zachowujesz się jak zwykły tyran. A jeśli kogokolwiek zabijesz, to zrobię wszystko, byś i mnie zobaczył martwego.
Żar pokręcił głową, bardziej się kuląc. 
— Nie chcę cię stracić, Rudzik. Proszę. Nikogo nie skrzywdzę. Obiecuje. Ale daj mi szansę. Błagam. Nie zostawiaj mnie. Moje życie bez ciebie nie ma sensu. Rudzik... — ryczał. — Ja nie kłamię...
Poczuła na sobie spojrzenie Rudzikowego Śpiewu.
— Nie dam ci od tak szansy, nie mając pewności, że się w ogóle zmienisz. Nie wiem, czy zaraz nie skatujesz jakiejś biednej kotki za to, że jej partnerka była ze mną szczera — kontynuował, coraz bardziej zmęczony tą rozmową. — To właśnie jeden z głównych powodów, dla których nasz związek nie miał sensu. Nigdy nie byłeś ze mną szczery.
— Nie zrobię tego. Naprawdę. Uwierz mi, Rudzik. Zrobię wszystko, wszystko byś mi wybaczył. Proszę. Tylko mnie nie zostawiaj — miauczał żałośnie Rozżarzony Płomień. — Będę z tobą szczery, mówił prawdę, wszystko.
— Na razie zacznij od zmiany samego siebie, nim będziesz w ogóle próbował wrócić do związku ze mną — oświadczył Rudzikowy Śpiew, odsuwając się na bok. — Przeproś ją — wskazał na czarną. — Przeproś ją, jej partnerkę i wszystkie koty, które kiedykolwiek skrzywdziłeś. Mają być to szczere przeprosiny, a jeśli nie jesteś na nie gotowy, to zastanów się wpierw nad sobą i zrozum, że to co robisz, nie jest dobre i... Obrzydza mnie.
— Przeproszę. Tylko... to potrwa... — Rozżarzony Płomień podszedł do niej, cały spięty z podkulonym ogonem.
Obmierzyła go spojrzeniem z góry na dół, zatrzymując wzrok na skaleczonej łapie. Skaleczonej przez niego. Czy naprawdę dostanie przeprosiny od Żara? Od tego samego Żara, który znęcał się nad nią od dzieciństwa?
— Przepraszam. Za to, że cię wyzywałem, biłem, groziłem i za wszystko inne co ci kiedykolwiek zrobiłem. Nie skrzywdzę Wilczej Zamieci. Obiecuje.
Zdziwiła się na te słowa. Co prawda Wilcza nie była jej partnerką, jednak... Nie zamierzała poprawiać Rudzika. Za to jej wzrok utkwił się w Żarze. Rzuciła mu długie spojrzenie, powstrzymując się od odetchnięcia z ulgą.
— Doceniam twoje słowa. — mruknęła jedynie w odpowiedzi, wiedząc doskonale, że przeprosiny nie są szczere. Jakże mogłyby być. Pewnie robił to tylko dlatego, że ukochany mu kazał. I wcale ich nie doceniała. Czemu miałaby je docenić? Parę nic nieznaczących słówek? Nawet gdyby chciał jej upolować całą górę piszczek, to nie byłaby wystarczająca cena na spłacenie długu, jaki jej wisiał.
Czuła się dziwnie, słysząc takie słowa z jego ust. Czy Żar kiedykolwiek kogoś przepraszał? Zwłaszcza nierudego? Myślał, że takie słowa jej wystarczą? Powinien przeprosić cały klan i przestać wspierać Piaskową Gwiazdę. Mógł sobie ją przeprosić i co z tego, jeśli wróci do bycia potworem i tyranem, takim samym jak Piaskowa Gwiazda? Takie przeprosiny mógł sobie wsadzić w swoje rude cztery litery. 
Nikt jej nie przeprosił. Nikt jej nie przeprosił za śmierć taty, za śmierć mamy, za dyskryminację, za mentora, za skrzywdzenie brata, rodziny, za kary, gwałt i znęcanie się. Nikt. Nikt nie pomyślał o przeprosinach. Żar musiał zostać kopnięty w dupę przez partnera, żeby to zrobić.
Jak już zebrało mu się na przeprosiny, to bardziej niż ją powinien przeprosić każdego, kogo krzywdził i wciąż krzywdzi. Jałowy Pył.
Na samą myśl o kocurze źle się jej zrobiło. Pieprzona Marchewka. Gdyby nie ona, wciąż by się przyjaźnili. Wciąż byłby jej słodkim, przygłupim młodszym braciszkiem. 
Mimo to poczuła, jak błogie czucie okala całe jej ciało. Nie skrzywdzi Wilczej. Jest bezpieczna.
Oby dotrzymał obietnicy.
Myśli oderwały ją od rzeczywistości, jednak końcowo i tak musiała do niej wrócić. Usłyszała słowa dobiegające z pysków kocurów, ale ją to nie obchodziło. To, co zaszło między nimi nie było ważne. Ważne było, że nie musiała się już martwić.
— Świetnie, nie wydajesz się co prawda odpowiednio zaangażowany, ale jakiś poste. Ilu kotom jeszcze jakkolwiek podpadłeś? — spytał Rudzik w kierunku Żara.
— Pół klanu... — miauknął cicho, zwieszając bardziej łeb, że aż czuł że jeszcze chwila i dotknie nim ziemi. Otarł łzy z pyska, ogarniając się nieco z beczeniem.
Miała ochotę wbić mu pazury prosto w klatkę piersiową. Ryczał, oczywiście że ryczał. Tyle że to była jego wina. Zamiast użalać się nad sobą powinien wziąć się w garść. Sam na to zasłużył.
Potem przypomniała sobie jej własne zachowanie, gdy tkwiła w kociarni. Gwałt nie był jej winą, ale znienawidzenie przez większość klanu... Tak.
Nie była dobrą osobą, by tak o nim sądzić.
Była hipokrytką.
Ale wcale się tak od siebie nie różnili... Najwidoczniej.
Ta myśl sprawiła, że przełknęła nerwowo ślinę.
— Jak to pół klanu? — spytał Nocniak niemalże niedowierzając. — Czy skoro tak duża grupa kotów ma do ciebie problem, to nigdy nie pomyślałeś, że coś jest z tobą nie tak? — westchnął.
—  Przepraszam. Tak zostałem wychowany i nie chciałem zawieść babci... — przyznał się Żar. — Musiałem... Gdybyś tu żył od urodzenia, też byś był jak ja. 
— Czy ja wiem? — mruknął Rudzik. — Widziałem tu inne koty, które zapewne są w podobnym do ciebie wieku i nie wydawały się być złe — zauważył.
Rozżarzony Płomień trzepnął nerwowo ogonem.
— Chodzi o kolor sierści. Wszyscy rudzi są... jak ja. Gdybyś poznał ich lepiej, widziałbyś. Nie ujawniają się jednak, bo jesteś jednym z nas.
Wsłuchiwała się w to, nie chcąc im przerywać. Mogłaby się dzięki temu dowiedzieć wieku pożytecznych informacji.
Może Żar nie był tak zły, jak sądziła? Może dało się go wyciągnąć z tego gówna? Ona zdołała przez ten czas wycierpieć i zrozumieć, jakie głupie i idiotyczne błędy popełniła w swoim życiu. Może on po odrzuceniu przez ukochanego będzie miał tak samo? Może przestanie dyskryminować nierudych? Zostanie wyrzucony przez Piasek na zbity pysk i zrozumie, że tak naprawdę tylko nim manipulowała, wmawiała swoje idee i kochała go za jego siłę, a nie za to kim naprawdę jest?
To były bardzo optymistyczne scenariusze. Życie jednak pokazało jej, że nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Jednak nie chciała tracić nadziei. Wciąż nie było za późno na przemianę.
— Jednym z was? — powtórzył drętwo. — Dlaczego w ogóle dzielicie koty poprzez kolor futra? Przecież to nie ma żadnego znaczenia, kot to kot, wygląd nie wpływa na charakter.
— Ale u nas tak jest... To... wybaczysz mi? Będziemy razem? — zapytał z nadzieją
Starał się skryć swoją niechęć. 
— Na razie na to nie zasłużyłeś — odparł. — Nikt nie zmienia się w jeden dzień. To musi być dłuższy czas, jeśli przez najbliższych parę księżycu będę widział poprawę, to wtedy... Wtedy pomyślę.
— Czyli nie zamierzasz odchodzić? Zostaniesz ze mną? — miauknął
— Nie wiem. Nic nie jest pewne — odparł wymijająco, patrząc z utęsknieniem na legowisko. 
Czarna jedynie spojrzała w kierunku, w którym spoglądał Nocniak. Wkrótce widziała już, jak rudy zmierza w tamtą stronę. Ona także poszła za nim, by odpocząć. Nie chciała zostawać z Żarem sam na sam ani chwili dłużej.

* * *
Siedziała tuż przed ziemią, dawniej rozkopaną, teraz porośniętą już gęsto przez trawę. Ziemią, pod którą leżała jej matka.
Często chodziła tutaj i zastanawiała się, gdzie są jej rodzice. Czy wędrują po Srebrnej Skórze, czy siedzą w Mrocznej Puszczy. Króliczy Sus... Ona zamordowała Miód. Czy to możliwe, by los nie okazał jej litości? Może stąd te wszystkie legendy i plotki, że wstała z grobu?
Jeszcze w czasach rebelii pamiętała swoją nadzieję, gdy zostały rozsiane. Nadzieję na ponowne spotkanie mamy.
Ile by dała, by móc z nią znowu porozmawiać. 
Rzuciła na grób rodzicielki niebieski kwiat, który znalazła gdzieś w pobliżu.
Odwróciła się, słysząc kroki. Ujrzała Rozżarzonego Płomienia idącego przed siebie w samotności. Nie potrafiła odkryć jego uczuć, jednak z pewnością nie była to ta skrucha i odległość, jaką okazywał przy Rudziku. 
— Jednak nie jesteś aż tak pozbawiony uczuć, jak myślałam — mruknęła, nawet się nie odwracając. — Byłabym nawet skłonna uwierzyć, że robisz to tylko po to, by Piasek cię doceniała. Ale pewnie się mylę, prawda? W końcu w Klanie Burzy mało kto w ogóle myśli o tym, żeby nie dyskryminować nierudych kotów. Bo Piasek musiała obstawić się rudymi i szylkretami. Kiedyś nierudych było tu więcej.
To wcale nie oznaczało, że mu wybaczyła. Był okropny i ani trochę nie wierzyła w to, że jego przeprosiny były szczere. Mógł się wypchać, razem z Piaskową Gwiazdą i innymi rasistami. Ale być może ten Rybojad wybije mu z głowy popieranie Piasek. Była otwarta na każdy scenariusz. Rudzik wydawał się jej być spoko. Chciał po prostu odpocząć od tego, co go spotkało. I w pełni to rozumiała. Nie chciała zawracać mu głowy.

<Żar?>