BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słonecznikowa Łodyga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słonecznikowa Łodyga. Pokaż wszystkie posty

04 maja 2021

Od Słonecznikowej Łodygi

Mimo że minęło już kilkadziesiąt wschodów słońca, do już-nie-Słonecznikowej-Łapy wciąż nie dochodziło, że stał się pełnoprawnym wojownikiem Klanu Burzy. Nie potrafił tego pojąć. Nie spodziewał się takiej decyzji. Uważał, że wciąż nie umiał wystarczająco dużo - ale w końcu liderka miała zawsze rację, musiała więc wiedzieć lepiej. 
 Z nowym statusem nie wiązało się jednak jedynie spanie w nowym miejscu, zyskanie nieco szacunku w oczach kociąt i uczniów czy nieco większa autonomia - wiązały się z tym głównie nowe obowiązki, na które Słonecznik nie do końca był przygotowany. Musiał szybko się wdrożyć. Patrole, polowania... przerabiał to podczas bycia uczniem, ale wtedy doświadczenia były zupełnie odmienne! Na jego barki spadła odpowiedzialność, z którą wcześniej nie musiał się mierzyć. Mimo to, był szczęśliwy, że przywódczyni uznała go za godnego zaszczytu zostania wojownikiem. Do pewnego czasu. Konkretnie do czasu przyznania mu jego własnego ucznia. 
  Wszystko w myślach kremowego krzyczało, że to zły pomysł, że zawiedzie Glinianą Łapę, swoją byłą mentorkę i cały klan. Że nie nauczy go niezbędnych umiejętności. Że nie wpoi mu do głowy najważniejszych zasad kodeksu. Że nie podoła. Gdy stykał się nosami ze świeżo mianowanym terminatorem, po jego kręgosłupie przeszły dreszcze. Stresował się tym. Nawet bardzo. 
 Sam dopiero niedawno zakończył własne szkolenie i pożegnał się ze statusem ucznia. Niektórzy obecni szkolący się nadal pamiętali go jako kolegę z legowiska. W jaki sposób miałby nauczać młodego kota? Czy w ogóle zdobyłby jego szacunek, posłuch? Czy wzbudziłby w nim chęć poświęcenia swego życia dbaniu o dobro Burzy? Niestety, nie mógł obecnie uzyskać jednoznacznej odpowiedzi.
 Rozłączył ich nosy i zdobył się na delikatny uśmiech, próbując zamaskować zdenerwowanie.
- Do jutra, Gliniana Łapo - miauknął przyjaźnie, jedynie delikatnie poruszając ogonem.

15 kwietnia 2021

Od Słonecznikowej Łapy (Słonecznikowej Łodygi) C.D Szeptu (Szepczącej Łapy)

Słonecznikowa Łapa wszedł do kociarni, chcąc spędzić trochę czasu z siostrą. Uznał, że na pewno potrzebowała jego towarzystwa - w innym przypadku nie szukałaby przyjaźni wśród martwych kamieni, prawda? Powinien lepiej wywiązywać się ze swoich braterskich obowiązków! Od teraz postanowił odwiedzać ją regularnie, nieważne jak bardzo nie byłby zmęczony. Nie mógł pozwolić, aby stała się odludkiem spędzającym czas jedynie z nieożywionymi elementami! Musiał się postarać.
 Przekroczył pewnie próg i już otworzył miał zamiar, się odezwać, gdy wtrąciła się Trzcina. 
- Cśśśś! Tutaj się walka odbywa, nie rozpraszaj siostry bo przegra! - miauknęła była samotniczka, ogonem wskazując mu kierunek.
 Przeniósł wzrok na scenę odgrywającą się przed nim. Zając i Szepcząca Łapa stali naprzeciwko siebie, pojedynkując się na spojrzenia. Inny kociak przyglądał się ich ''potyczce'' z zapartym tchem i entuzjazmem wymalowanym na mordce. Wszystko to nieco ostudziło zapał kremowego.
  Najwyraźniej wcale nie miał racji... błękitna nie potrzebowała jego towarzystwa i nie zaczęła zadawać się z kamieniami z powodu jego braku. Tak właściwie, widocznie lepiej radziła sobie z kontaktem z innymi, nawet pomimo bycia niemą. Cieszył się z tego, ale poczuł również lekkie ukłucie. Co, jeśli wcale go nie potrzebowała? Miała przecież sporo nowych przyjaciół! 
  Usiadł w kącie, czekając na zakończenie ''bitwy'', tępo wpatrując się w sylwetki kotów. Przestał zwracać uwagę na czas. Z rozmyślania wyrwał go dopiero entuzjastyczny, piskliwy głosik obwieszczający wesołą nowinę.
- Szept nową mistrzynią gry! - wykrzyczało nieznajome kocię, a inne zaczęło na te wieści podskakiwać i kręcić się radośnie. Młodziki tak bardzo go pochłonęły, że nie zwrócił uwagi na kotkę. To był błąd, o czym przekonał się już po chwili, przewracając się pod ciężarem zwyciężczyni.
 Odwrócił głowę w poszukiwaniu pyszczka sprawczyni wypadku i napotkał jej przepraszający uśmiech. Zaśmiał się cicho, po czym przekręcił się lekko na bok i podniósł z ziemi, chcąc rozpocząć właściwą rozmowę.

*** Bardzo, bardzo długi czas później-

  Słonecznik przeciągnął się i ziewnął. Podniósł się z legowiska i opuścił norę. Usiadł przed nią, wiedząc, że ma jeszcze nieco zapasowego czasu przed treningiem. Rozejrzał się po Obozie. Życie klanowiczów toczyło się jego normalnym, rutynowym biegiem. Nic nie zapowiadało, że cokolwiek miałoby się tego dnia zmienić. Poranek rozpoczynał się dokładnie tak samo, jak zwykle. Kremowy zastanawiał się, co dzisiaj zaplanowała dla niego Burzowa Noc. Ostatnimi czasy coraz częściej sprawdzała jego wiedzę - mu jednak udawało się zawsze wyjść z jej testów obronną łapą. Z polowaniem i walką także sobie radził. Kotka była dumna z jego postępów, a on cieszył się z tego, że nie zawiódł jej oczekiwań. 
  Uśmiechnął się delikatnie na myśl o treningu. Nie wiedział, jaką jeszcze wiedzę mogłaby mu przekazać mentorka, ale z niecierpliwością na to czekał. Ze stanu rozmarzeniu wyrwał go jednak głos Chabrowej Gwiazdy.
- Niech wszystkie koty wystarczająco dorosłe, by samodzielnie polować, zjawią się tutaj na zebranie! - ogłosiła. Uczeń posłuchał jej rozkazu i stawił się w umówionym miejscu, wraz z innymi współklanowiczami. Zastanawiał się, co takiego liderka chciałaby teraz przekazać. Czyżby mianowała kogoś na termintora?
 Nie miał jednak zbyt wiele czasu na rozmyślanie. Kocica nakazała mu podejść w ustalone miejsce. Zaskoczyło go tym, ale bez cienia protestu wykonał polecenie. 
- Ja, Chabrowa Gwiazda, przywódczyni Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika.
Słonecznikowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
 Jego serce zabiło szybciej, a świat niebezpiecznie zawirował przed oczami. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Czy był na to gotów? Chwila, nie mógł się zastanawiać - wszyscy na niego patrzyli! Jakby to wyglądało?
- Przysięgam - odpowiedział, najbardziej przekonująco, jak na tę chwilę potrafił. Wziął kilka głębokich wdechów. To się naprawdę działo!
- Na mocy Klanu Gwiazdy, mianuję cię na wojownika. Od tej pory znany będziesz jako Słonecznikowa Łodyga. Gwiezdni cenią cię i witają cię jako nowego wojownika naszego klanu. 
  Dotknęła pyszczkiem jego głowy, a on odpowiedział jej dotykając jej barku. Nie potrafił uspokoić emocji. Był niemal głuchy na głosy dobiegające go zza pleców. Czyżby skandowali jego nowy tytuł? Być może. 
  Odszedł od miejsca spotkania i zaraz wpadł na swą siostrę. Błękitna uśmiechnęła się promiennie w jego stronę i przytuliła do niego, prawdopodobnie wyrażając dumę. On jednak dalej nie rozumiał, co się działo. Mało co nie przewrócił się pod wpływem jej siły.
- Och, Szepcząca Łapo... witaj - mruknął nieobecnym głosem. 

< Szepcząca Łapo? >

31 marca 2021

Od Słonecznikowej Łapy C.D Burzowej Nocy

Słonecznik pokiwał głową. Nie zamierzał ryzykować swoim zdrowiem po raz kolejny - od incydentu z gorączką wolał głupio nie odwalać jakiś brawurowych akcji. Tym bardziej, że w tym przypadku wpadnięcie do króliczej nory mogłoby zakończyć się złamaniem łapy, co całkowicie przekreśliłoby jego szanse na zostanie wojownikiem.
Uśmiechnął się delikatnie do swojej mentorki i przybrał pozycję, czekając na rozpoczęcie wyścigu.
- Start! - wykrzyknęła Burzowa Noc, prędko podrywając się do biegu. Kremowy ruszył tuż za nią, z lekkim opóźnieniem.
Był pewien, że już nie wyprzedzi swojej nauczycielki - znajdowała się już zaledwie kilka długości lisiego ogona od wyznaczonej mety. Nie przeszkadzało mu to jednak - wiedział, że tak musiało być. Kocica była doświadczoną i wyszkoloną wojowniczką, a on? Jedynie uczniem. Swoją drogą, zastanawiał się, jak długo jeszcze ten stan będzie się utrzymywać. Zdawało mu się, że był już w odpowiednim wieku na mianowanie. Czy nie był na to dość dobry? Burzowa Noc nie uważała, że nauczył się wystarczająco dużo? Powinien pracować ciężej?...
Już od kilku wschodów słońca nie potrafił myśleć o niczym innym. Ten temat pochłaniał jego myśli podczas treningów, obiadów, odwiedzin u siostry i jej przyjaciół... Słonecznik po prostu za bardzo się bał. Że nie będzie dość dobry, że będzie zakałą tego klanu. Słuchał tyle wspaniałych opowieści od innych - jak on mógłby z nimi konkurować?! W porównaniu do starszych klanowiczów, on niczym specjalnym się nie wyróżniał. Nie był odważny, śmiały ani charyzmatyczny - był... cóż, nie umiał tego nawet określić. Gdy zachwycał się opowieściami wojowników jako kociak, pragnął być taki jak oni. Teraz boleśnie uzmysławiał sobie, że nigdy do tego nie dojdzie.
Dobiegł do wyznaczonego miejsca kilkanaście uderzeń serca po Burzowej Nocy. Usiadł obok wysuszonej kępy trawy i wpatrywał się tępo w grunt, próbując zebrać myśli. Chciał zadać kotce pytanie, ale obawiał się jej reakcji. Co mogłaby sobie o nim pomyśleć?...
Nie potrafił jednak dłużej żyć w niepewności.
- Pani mentorko... - zaczął cicho, dalej unikając z błękitną kontaktu wzrokowego - Czy ja... nie jestem wystarczająco dobry?


< Burzowa Noc? Przepraszam, że tak długo musiałaś czekać na ten odpis. >

03 marca 2021

Od Słonecznikowej Łapy C.D Szeptu

Słonecznikowa Łapa wpatrywał się w kamiennych przyjaciół siostry, całkowicie zbity z tropu. Przeniósł zmieszany wzrok na Szept, próbując wywnioskować, co teraz miał zrobić. Na jego nieszczęście znaki, które mu wysyłała, jasno namawiały go do konwersacji ze skałami.
- M-mam z nimi porozmawiać? - zapytał, mając jeszcze nadzieję na to, że opacznie zrozumiał kotkę.
 Ta jednak energicznie pokiwała głową i uśmiechnęła się, przysuwając Główny Kamień tak blisko, że niemal dotykał łap kocura.
 Kremowy westchnął cicho i nerwowo wbił pazury w ziemię, zastanawiając się, co powinien powiedzieć do głazu, aby nie urazić uczuć zawieszonej uczennicy.
- Dzień dobry, panie... pani? Dzień dobry, Kamieniu - miauknął, starając się ostrożnie dobierać słowa. Na chwilę zamilkł, ale widząc dopingujące spojrzenie błękitnej, kontynuował - Mam na imię Słonecznikowa Łapa, ale możesz mi mówić Słonecznik... Jestem bratem twojej... przyjaciółki.
  Wbił w skałę wyczekujący wzrok. Może te otoczaki rzeczywiście miały specjalne moce? Może były jakimś darem od Gwiezdnych?... Może jego siostra nie czuła się samotna, a znalazła jakiś magiczny artefakt? I dlatego chciała mu to pokazać?
  Po kilkunastu uderzeniach serca nic się jednak nie wydarzyło. Były to jedynie zwykłe, pospolite skały, jakich wiele leżało na terytoriach Klanu Burzy.
  Uczeń westchnął ponownie, zupełnie zrezygnowany. Wcześniej pokładał jeszcze chociaż najmniejsze nadzieje na to, że jego siostra doszczętnie nie oszalała. Teraz... cóż, nie był tego taki pewien.
- Szepcząca Łapo, muszę już iść. Mam trening... - mruknął cicho. Znowu kłamał. Wiedział, że ona się domyśli, ale potrzebował jakiejś wymówki, aby opuścić żłobek. 

***

 Kremowy kocur ziewnął, wchodząc do obozu. Właśnie wracał z polowania z Burzową Nocą. Nie można raczej było nazwać go zupełnie udanym, ale nie należało także do najgorszych, a w Porze Opadających Liści nie powinno się gardzić żadnym posiłkiem. Trzeba się było w końcu wzmocnić przed najmroźniejszym sezonem...
  Słonecznik niósł w pyszczku sójkę, uśmiechając się delikatnie. Cieszył się, że udało mu się złapać cokolwiek. Czuł się chociaż trochę przydatny dla swojego klanu. 
  Gdy odłożył piszczkę w wyznaczone miejsce, postanowił odwiedzić swoją siostrę. Wziął więc ze stosu dwie myszy i ruszył w kierunku kociarni, licząc, że tym razem Szept nie namówi go do dyskutowania z kamieniami.

< Szept? >

16 lutego 2021

Od Słonecznikowej Łapy

Słonecznikowa Łapa ostatnio nie czuł się najlepiej. Był rozdrażniony i zmęczony, bolała go głowa i towarzyszyła mu nieznośna suchość w pyszczku, Nie potrafił nawet porządnie trenować - szybko się męczył, nie mógł skupić się na pytaniach, które zadawała mu Burzowa Noc. Na początku myślał, że być może się stresował albo za krótko sypiał, ale taki stan utrzymywał się zdecydowanie zbyt długo, aby któraś z tych tez mogła okazać się prawdą. Nie chciał on jednak dopuścić tego do swojej świadomości. Za bardzo skoncentrowany był w tym momencie na zostaniu przydatnym członkiem klanu - nie do wyobrażenia dla niego byłoby okazanie słabości w taki sposób! Przecież silni wojownicy nie chorowali, prawda?... 
  Mimo że kocur zaprzeczał, że cokolwiek złego się działo, jego bliscy nie byli na tyle głupi, by się nie zorientować. Matka nakłaniała go na wizytę u medyka, ale zawsze udawało mu się w jakiś sposób z tego wyłgać bądź odłożyć taką rozmowę na później. Orzechowe Futro radził mu, aby rzeczywiście posłuchał się Sikorki, ale nie potrafił go do tego zmusić. Nawet Szept posyłała mu co jakiś czas zmartwione spojrzenia (chociaż po sytuacji z kamieniami zastanawiał się czy nie powinien odpowiadać jej w ten sam sposób...). Zdołała go do tego przekonać dopiero jego mentorka. Gdy przedstawił jej swoje poglądy na temat wojowników, ta pokręciła głową.
- Klan potrzebuje silnych, czyli zdrowych wojowników, Słonecznikowa Łapo - skwitowała, po czym zawróciła z nim do obozu i zaprowadziła pod legowisko Jeżowej Ścieżki, by nie mógł się od tego wymigać. 
  Kocur zmuszony został więc do zignorowania wstydu i wejścia do środka.
- Dzień dobry... - miauknął cicho, rozglądając się w poszukiwaniu medyka

< Jeżowa Ścieżko? > 

13 lutego 2021

Od Słonecznikowej łapy C.D Szeptu

Kocur zamrugał kilka razy ze zdziwieniem, przenosząc wzrok z kamienia na siostrę i z powrotem. Czy jego siostra... oszalała? Dlaczego wyryła na tej skałce taki... niepokojący uśmiech? I czemu teraz tę skałkę podsunęła mu? On też miał coś na niej pozostawić? 
  Końcówka ogona kotki poruszyła się niespokojnie kilka razy. Przysunęła otoczak bliżej i posłała bratu wymowne spojrzenie.
- To... to jest kamień - rzekł Słonecznikowa Łapa, najwyraźniej w przypływie geniuszu - Mam z nim coś zrobić?
  Błękitna stanowczo pokręciła głową, po czym ponownie popchnęła obiekt w przód. 
- A więc... próbujesz mi go pokazać? 
  Szept energicznie pokiwała głową, uśmiechając się. Prawdopodobnie cieszyła się, że kremowy wreszcie zrozumiał, o co jej chodziło. 
,,Byłoby znacznie łatwiej, gdyby mi to powiedziała...'' pomyślał. I już po chwili się za to skarcił. W końcu dalej nie uzyskał odpowiedzi na pytanie czy jego siostra była w ogóle zdolna do mówienia! A jeśli nawet była i milczała jedynie z wyboru, to nie powinien na to zważać. Oczywiście, czasami go to irytowało. Utrudniało wiele spraw. Ale nie aż tak bardzo, żeby z tego powodu zmuszać ją do rozmowy. Może nie czuła się z tym komfortowo?...
,,I dlatego zaprzyjaźniła się z kamieniami...'' 
 Słonecznik szeroko otworzył oczy. Miał nadzieję, że się mylił i błękitna wcale nie znalazła sobie takich znajomych z powodu niezrozumienia, z jakim mogła się spotkać. Może powinien spędzać z nią więcej czasu? W ich klanie nie było raczej wiele osób, z którymi Szept mogłaby się potencjalnie zaprzyjaźnić... chyba.
-  To... to jest twój znajomy? Ma jakieś imię? - spytał po chwili milczenia, cicho, całkowicie zbity z tropu.
  Kocur raczej nie znał się na chorobach, przecież nie był uczniem medyka, ale nikt nie wmówiłby mu, że przypisywanie cech istot żywych skałom było zachowaniem zdrowym. Musiał jej jakoś pomóc! Słyszał od klanowiczów o przypadkach wojowników, którzy kompletnie odkleili się od rzeczywistości i zaczęli stanowić zagrożenie nie tylko dla siebie, ale i dla innych. Nie mógł dopuścić do tego, aby coś tak potwornego przytrafiło się jego siostrze! Tylko w jaki sposób miał niby zasugerować wizytę u Jeżowej Ścieżki tak, by nie urazić jej uczuć?
 
< Szept? >

03 lutego 2021

Od Słonecznikowej Łapy C.D Szepczącej Łapy

 Odwzajemnił uśmiech, po czym usiadł, owijając ogon wokół swoich łap.
- Dobrze, że znalazłaś wyjście z tej sytuacji. Oby mama nie poszła teraz do Jeżowej Ścieżki... - miauknął cicho, a na jego pyszczku pojawił się grymas. Ich kłamstwo mogło zostać łatwo ujawnione. Co pomyślałaby sobie wtedy o nich Sikorkowy Śpiew? Poza tym, musieliby się wytłumaczyć. A raczej kocur by musiał - w końcu Szepcząca Łapa nie mówiła! Chyba. Najprawdopodobniej. Właściwie to nie wiedział, ale nie chciał dłużej drążyć tego tematu, bo błękitna wyraźnie go omijała. 
 Kotka pokręciła głową i wywróciła oczyma z rozbawieniem. Widocznie jej nie obeszło to tak bardzo jak jego. 
 Kremowy westchnął cicho, po czym zwinął się w kłębek na legowisku. Nie miał aktualnie ochoty na prowadzenie monologu.

*** 

  Następnego dnia po Zgromadzeniu, Słonecznikowa Łapa przeżył szok. Końcówkę uroczystości spędził w samotności, zanurzony w myślach i nie miał pojęcia, o co mogło chodzić Mokrej Gwieździe. Jak to? Co takiego stało się wczorajszej nocy? W jaki sposób Szept mogłaby zagrozić pokojowi, jeśli nawet się nie odzywała?... I dlaczego lider musiał potraktować ją tak surowo?! Zrobił z niej na nowo kociaka! Na szczęście kara dla jego mentorki nie była aż tak surowa - przynajmniej jej położeniem nie musiał się martwić...
 Końcówka jego ogona zadrgała nerwowo, kiedy rozglądał się po Obozie, wzrokiem szukając siostry. Należało jej się teraz wsparcie, przynajmniej dopóki cała ta sytuacja się nie wyjaśni. To musiało być jakieś nieporozumienie! Nie potrafił sobie wyobrazić jego siostrzyczki, która naraziłaby wszystkie koty na gniew Gwiezdnych! 
 Nareszcie wypatrzył ją w tłumie. Powoli poszedł w jej kierunku, mając nadzieję, że jego obecność nie zirytuje siostry. 

< Szept? Przepraszam, że takie krótkie. >

24 stycznia 2021

Od Słonecznikowej Łapy C.D Burzowej Nocy

 - Będziemy dziś się uczyć polować, uważaj tylko na tę wodę. Tylko zamiast same teorii będziemy ćwiczyć praktykę. Koniec tego dobrego. 
 Słonecznikowa Łapa drgnął i nerwowo pomachał ogonem. Czy był już gotowy? A co, jeśli zawiedzie? Najpewniej spłoszy wszystkie okoliczne zwierzęta, gdy tylko się do tego zabierze!
  Wziął głęboki wdech i postarał się być dobrej myśli. Nie mogło mu pójść aż tak źle, prawda? Taką przynajmniej miał nadzieję...
  Kiedy w końcu zdołał jakoś ukoić nerwy, zobaczył, że Burzowa Noc odeszła już całkiem daleko. Chcąc ją dogonić, całkowicie zapomniał o danej mu przestrodze - poślizgnął się i przewrócił wprost w kałużę, mocząc się przy tym cały. Postanowił się tym jednak nie przejmować - jasne, było jeszcze dosyć chłodno, a błoto troszeczkę mu przeszkadzało, ale starał się o tym nie myśleć. Przecież wojownicy muszą wytrzymywać gorsze rzeczy!
  Po krótkiej chwili truchtu zrównał swój krok z mentorką. Nie potrafił jednak iść spokojnie - był taki przejęty! To miał być pierwszy raz, kiedy pozwolono mu samemu coś upolować. No, prawie samemu. Musiał dobrze zaprezentować się przed kotką. Nie chciał, żeby uznała go za nieudacznika. To chyba oczywiste, prawda? 
- Dobrze, Słonecznikowa Łapo - głos wyrwał go z rozmyślań - Zatrzymaj się i powąchaj. Czy coś czujesz? Jeśli tak, to co?
  Uczeń wciągnął powietrze w nozdrza i skupił się, próbując sobie przypomnieć poszczególne zapachy. Kilka starych tropów i... ach, ten był dość świeży! I, na szczęście, znany kocurkowi. 
- To królik - odpowiedział cicho. Był tego niemal pewien, ale zawsze pozostawał pewien margines błędu. Nie chciał więc wypaść na przesadnie zuchwałego czy pewnego siebie.
 Błękitna kiwnęła głową, po czym dała mu wyraźny sygnał, aby dalsze kroki podjął sam. Głośno przełknąwszy ślinę, kremowy przybrał łowiecką postawę. Ukradkiem spojrzał na pysk nauczycielki, ale nie mógł z niego za wiele wyczytać. Zaczął powoli, bezszelestnie zbliżać się do swojej ofiary. Kiedy uznał, że zbliżył się wystarczająco, skoczył i zatopił pazury w zwierzęciu, starając się trafić tak, by od razu je uśmiercić. Cóż, nie do końca mu to wyszło - uchaty zaczął się szamotać, ale nie mógł uciec przez ranę na tylnej nodze. Słonecznik wykończywszy go, podniósł piszczkę i udał się w stronę Burzowej Nocy. Liczył, że ta nie widziała jego początkowego błędu. Albo chociaż nie uzna tego za tak ważne.
  Położył gryzonia przed wojowniczką, czekając na jej wyrok. Nie chciał spoglądać jej w oczy - odrobinę wstydził się swojej niezdarności.
- Ładnie sobie poradziłeś - powiedziała z uśmiechem - Możemy już wracać.
  Zdziwiony kocurek odwzajemnił gest i podniósłszy swoją zdobycz, zaczął dumnie kroczyć do Obozu. Nawet nie zwracał takiej uwagi na chłód...

***

...co było okropną decyzją, o czym przekonał się dwa wschody słońca później. Obudził się już czując się słabo. Było mu zimno, mięśnie go bolały, a każdy pojedynczy dźwięk niesamowicie go drażnił. Po prostu wspaniale.
  Jęknął cicho, wstając i prostując łapy. W przeciwieństwie do swojego ostatniego symulowania bólu brzucha, teraz naprawdę niedomagał. Ale czy powinien pójść z tym do medyka? Przecież nie było aż tak źle, huh? Nie zamierzał być balastem dla klanu - nie powinien użalać się nad sobą jak mały kociak! W końcu był uczniem i takie coś już mu nie przystoiło! 
  Zmusił się więc do opuszczenia legowiska i stawienia się tam, gdzie czekała na niego Burzowa Noc. Prawdopodobnie od razu poznała, że coś z kocurem było nie tak. Nie należało to bowiem do faktów łatwych do zamaskowania.
- Wszystko dobrze? - zapytała.
  Kremowy przytaknął, uśmiechając się blado. Nie musiała się o niego aż tak martwić, był już dużym kotem i potrafił o siebie zadbać! Tak przynajmniej uważał. Do momentu, w którym zaczął trząść się tak, że jedynie ślepy i głuchy mógłby nie spostrzec.
 Zmuszony został więc do powrotu do obozu i konsultacji u Jeżowej Ścieżki. Niestety.
- To było bardzo nieodpowiedzialne - skwitował medyk, podając mu przy okazji jakieś silnie pachnące kwiaty - Masz, wąchaj.
  Słonecznikowa Łapa posłusznie wykonał jego polecenie, jednocześnie zastanawiając się, czy jego mentorka będzie na niego zła.. Jeśli tak, to jak bardzo?...

< Burzowa Noc? >

15 stycznia 2021

Od Słonecznikowej Łapy C.D Szepczącej Łapy

 On, jego siostra oraz ich mentorzy kiwnęli zgodnie głowami, po czym udali się do obozu. Gdy tam dotarli, dostrzegli Dzikiego, który zajadał się właśnie chuda nornicą. Mentor Szeptu po chwili wykrzyknął:
- O! Czy to nie wasz brat? A twój syn, Sikoro? Może dosiądziecie się do niego?
- Dobry pomysł! Dziękuję Narcyzowy Pyle, nie dostrzegłam go wcześniej. Szepcząca, Słonecznik chodźcie! - odparła ich matka z uśmiechem na pyszczku i żwawo odeszła w stronę swojego drugiego syna.
 Och. To nie zwiastowało nic dobrego. Wprawdzie teoretycznie byli oni rodzeństwem, ale poza tym nie łączyły ich żadne faktyczne więzi. Od kiedy kremowy pamiętał, Dzika Łapa izolował się od nich, syczał, burczał i pokazywał im pazury bądź kły przy każdej okazji. Z tego powodu nie spędzali ze sobą zbyt wiele czasu - nawet teraz. Prawdę mówiąc, Słonecznikowi zdawało się, że rudy już od urodzenia nienawidził ich (i wszystkich innych również!), więc wolał nie zaczynać z nim żadnej rozmowy. Perspektywa ataku dzikiej furii nie napawała go raczej optymizmem, a doskonale pamiętał, jak wstawiał się za siostrę przed Sikorką, chroniąc ją przed niesprawiedliwą karą.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł... - zaczął cicho. Musiał wymyślić jakiś dobry powód, bo powiedzenie, że od kociaka bało się własnego brata brzmiało... cóż, po prostu irracjonalnie. Przecież Dziki tak naprawdę nigdy fizycznie nic mu nie zrobił, jedynie kilka razy na niego zawarczał i pogroził szponami! Nic wielkiego.
- Dlaczego? - spytała zdziwiona szylkretka, zatrzymując się kilka lisich ogonów od nich.
- Uch... Źle się czuję - skłamał, kładąc po sobie uszy. Nie był dobrym łgarzem i wiedział to. Czuł, że Szepcząca Łapa też to wie. Tak samo Narcyzowy Pył wraz z Burzową Noc, chociaż ich tutaj już nawet nie było! Oczywiście nie wiedział czy naprawdę go przejrzeli, czy może to jego wewnętrzne ''ja'' postanowiło mu dokopać.
 Spuścił wzrok i wbił go w ziemię, kilka razy nerwowo machając przy tym końcówką ogona. Uwierzyli mu? A może właśnie z dezaprobatą patrzą w jego stronę, czekając, aż ten łaskawie uniesie pysk? Skrycie liczył na pierwszą opcję.
 Przełknął głośno ślinę i podniósł głowę. Nie zauważył wcześniej, że Sikorkowy Śpiew znalazła się tuż obok niego.
- Powinieneś pójść do medyka. Dlaczego nic nie powiedziałeś? - spytała, niemal z wyrzutem. Czyli jednak nie kłamał aż tak oczywiście. Dobrze wiedzieć...
 Musiał utrzymać tę farsę. W duchu liczył, że siostra zrozumie, dlaczego postanowił to zrobić i nie wyda go matce w żaden sposób. Zakładając oczywiście, że mogłaby to zrobić bez użycia słów.
 Pokiwał powoli głową, starając się utrzymać zmarnowany wyraz mordki. W pierwszej chwili ucieszył się, że tak łatwo nabrał matkę na wyimaginowaną chorobę. Teraz jednak nie był do końca przekonany do tego pomysłu - przecież medycy znali na wylot wszystkie schorzenia i najprawdopodobniej szybko zauważyliby jego nieudolne próby symulowania. Masz ci los, a już było tak pięknie!
- Na pewno? Po prostu boli mnie brzuch, to na pewno samo przejdzie... - mruknął, starając się odwieść wojowniczkę od pomysłu, który wsypałby cały jego misterny plan - Może to tylko stres?... 


< Szepcząca Łapo? >

10 stycznia 2021

Od Słonecznikowej Łapy C.D Burzowej Nocy

Zdziwiło go szczerze to, co Burzowa Noc mówiła. Do momentu, w którym mógł się  w tym wszystkim połapać - zostało to bowiem opowiedziane dosyć chaotycznie. Nie miał słuchać liderów? I kodeksu? Miał przyjaźnić się z kotami z innych klanów? Czy to jakiś test lojalności? Powinien odpowiedzieć? A może po prostu zrozumiał opacznie wszystko to, co opowiadały mu inne koty?! 
 Nagle, po długiej wypowiedzi wojowniczki, zapadła cisza. Podczas jej trwania Słonecznikowa Łapa starał się dokładnie przeanalizować mowę swojej mentorki. Nie powinien z niej brać przykładu? O co jej chodziło? Przecież była taka miła, tyle mu wytłumaczyła... I poza tym - czy nie po to właśnie go szkoliła? Aby wziął z niej przykład i stał się pełnoprawnym, przydatnym członkiem klanu?... A może-
 Jego rozmyślania przerwała sama niebieska kocica.
- Dobra, chodź, idziemy dalej. Czas za chwilę minie, a nie chcę, by ci łapki odpadły - powiedziała, ruszając przed siebie.
 Kremowy zaczął iść tuż za nią, nadal zastanawiając się nad tym, co mu przekazała. W końcu powinien być posłuszny Mokrej Gwieździe, tak? A tym bardziej kodeksowi wojownika... 

***

 Po treningu skierował się do legowiska uczniów, licząc, że uda mu się ''porozmawiać'' z siostrą. Stracił już nadzieję na to, że ta kiedykolwiek odpowie mu inaczej, niż mimiką lub wzrokiem. Nie przeszkadzało mu to jednak tak bardzo, jak kiedyś. Rozumiał ją, że wolała zachować milczenie i szanował jej decyzję. Zresztą, nawet mimo tego, jakoś potrafił się z nią porozumieć! Albo przynajmniej tak uważał.
 Rozejrzał się dookoła i zauważył Szepczącą Łapę siedzącą w rogu. Podszedł do niej, po czym usiadł obok i owinął ogon wokół swoich łap, wzdychając lekko.
- Czujesz się dobrze jako uczennica? To takie stresujące, zwłaszcza teraz...
  Tak, jak przewidział - nie uzyskał słownej odpowiedzi na to pytanie. Błękitna jedynie skinęła głową i uśmiechnęła się delikatnie.
- Narcyzowy Pył pokazał ci już, jak się poluje? Jestem tego taki ciekaw... Moja mentorka na razie opowiedziała mi o relacjach, granicach, kodeksie... To też jest interesujące, oczywiście, ale chciałbym już zobaczyć, jak wyglądają prawdziwe łowy. 
 Kotka zaśmiała się bezgłośnie. 
 Słonecznik zadawał tyle pytań i był przy tym tak podekscytowany, że zdawał się wracać do bycia kociakiem. To było... cóż, w pewien sposób urocze. To z jaką pasją pytał o trening, jak o nim opowiadał... Trudno go jednak było winić - tą metodą radził on sobie ze zjadającym go stresem. Obawiał się... tak właściwie - niemal wszystkiego. A zwłaszcza tego, że nigdy nie dorówna reszcie wojowników. Że pozostanie słaby i niczego się nie nauczy. Że będzie jedynie balastem dla klanu i rozczarowaniem dla całej swojej rodziny. 
 Wziął głęboki wdech i w myślach odliczył kilka uderzeń serca. Nie był już małym kociaczkiem, nie powinien się nad sobą użalać. Powinien za to wziąć się w garść.
 Pożegnał się z siostrą skinieniem głowy i opuścił legowisko, szukając spokojnego miejsca, w którym mógłby się zaszyć i odpocząć od przytłaczających go myśli.

***

 Cóż... pierwsze zgromadzenie miał już za sobą. Jakie były jego odczucia? Nie miał pojęcia. Poznał miłego wojownika, zamienił z nim kilka słów, dowiedział się o morzu (i okropnych, szczypiących stworach!), ale poza tym raczej nic się nie wydarzyło. Nie to, że narzekał - wręcz przeciwnie. Podobało mu się, że wiele kotów zapominało o różnicach pomiędzy nimi, o podziale na klany... I mogli po prostu rozmawiać, bez żadnych obaw. Chciał, aby tak było zawsze. Naprawdę chciał. 
 Odpłynął tak daleko w morze wyobraźni, że nie zauważył, iż Burzowa Noc znacznie się od niego oddaliła. Dogonił kocicę i starał się dotrzymywać jej kroku, aby przypadkiem jej nie zirytować. W końcu nie chciał doprowadzić do sytuacji, w której wojowniczka uczyłaby go za karę, prawda?...
 Kiedy doszli do celu, zatrzymała ucznia i stanęła przed nim.
- Dzisiaj pokażę ci podstawy polowania. Najpierw pozycje - miauknęła, po czym zrobiła to, co przed chwilą powiedziała - Powtórz ją.
 Kocur wykonał jej polecenie i czekał na werdykt, mając nadzieję, że wszystko wykonał poprawnie. Nie wybaczyłby sobie, gdyby wypadł źle. 
- Słonecznikowa Łapo! - usłyszał podniesiony głos swojej mentorki. Wzdrygnął się machinalnie. Czy zrobił coś nie tak?... - Brzuch wyżej, nie chcesz chyba, by zwierzyna ci uciekła?
- Nie chcę - odparł nieśmiało i postarał się poprawić pozycję.
- No mam nadzieję. A teraz brzuch wyżej - tym razem zabrzmiała znacznie łagodniej. Chyba się na niego nie zezłościła, prawda?... Oby. - A teraz przepytanie. Ile jest klanów? Czemu na myszy poluje się inaczej, niż na króliki? Podczas której nocy jest pokój? Odpowiadaj szybko.
 Słonecznik postarał się skupić. Przecież znał odpowiedzi na tę pytania! Musiał tylko się wysilić...
- Są cztery klany. Królik usłyszy nas szybciej, niż mysz. Pokój panuje podczas nocy zgromadzenia, czyli pełni... - rzekł, starając się nie zawahać.

< Burzowa Noc? >

01 stycznia 2021

Od Słonecznikowej Łapy CD Szepczącej Łapy

    Słonecznik wracał właśnie z treningu wraz z Burzową Nocą. Był bardzo szczęśliwy - dowiedział się tylu ciekawych rzeczy o innych klanach! Może nieco dramatyzował, bojąc się zostania uczniem?... W końcu jak na razie wszystko szło raczej dobrze i nie wyglądało na to, aby miało się zdarzyć cokolwiek złego. Tym bardziej z tak dobrą mentorką!
  Poruszali się dość powoli - musieli bowiem przedzierać się przez pokaźne, śnieżne zaspy, dość mocno ograniczające ruchy. Kocur nie rozumiał, dlaczego niektórzy tak je lubili - on sam nie widział w nich nic specjalnego. Ot, biała, lodowata przeszkoda, przez którą znacznie trudniej patrolowało się i polowało. Najzwyczajniejszy wrzód na tyłku dzikiego kota.
  Po jakimś czasie wpadli na Narcyzowy Pył. Kremowy znał go dość dobrze - starszy wojownik chętnie opowiadał mu różne historię ze swojego życia. Wtedy syn Sikorkowego Śpiewu niesamowicie go podziwiał. Teraz... cóż, można powiedzieć, że zaczął dostrzegać w tych bajkach różne nieścisłości. Aczkolwiek nawet mimo tego lubił towarzystwo starszego kota. Cieszył się także, że jego siostra dostała akurat takiego mentora. A właśnie, a propos jego siostry... Gdzie się podziewała? O tej godzinie zazwyczaj odbywały się treningi - musiała więc kręcić się gdzieś w pobliżu!
  Zielonooki rozejrzał się dookoła i zdziwił się ogromnie. Nigdzie nie zauważył cichej kotki. Jak to możliwe? Czy została tego dnia w Obozie? Coś jej się stało? A może-
 Nie dane mu było dokończyć tej myśli. Dokładnie w tym momencie ze śniegu wyskoczył obiekt jego rozmyślań, chwytając go w swoje łapki i wciągając pod białą pokrywę.
- E-ech! - pisnął zaatakowany terminator, nie do końca rozumiejąc jeszcze, co zaszło. Doszło to do niego, gdy zobaczył dobrze mu znane błękitne futro. 
  Z góry usłyszał jedynie cichy, stłumiony śmiech Narcyzowego Pyłu. Słonecznik jedynie westchnął i wygramolił się z dziury, otrzepując się z zimnych kawałków, po czym usiadł i kilka razy nerwowo uderzył ogonem o ziemię. Szepcząca Łapa klapnęła tuż obok niego, uśmiechając się. Nie mógł być na nią zły!
- Tak właściwie... całkiem udany żart - przyznał, delikatnie odwzajemniając gest - Chociaż teraz będę mokry jak Dzika Łapa! - dodał, puszczając do niej oko i śmiejąc się. Przeczuwał, że za śnieg obecny na posłaniu ich braciszka również odpowiadała. Nie to, aby mu to przeszkadzało. Dzikiemu czasami rzeczywiście należała się nauczka! 
  Doskonale wiedział już, że kotka raczej mu nie odpowie, więc nawet na to nie liczył. Zrozumiał, że taka była naturalna kolej rzeczy. Tak właściwie, zastanawiał się, czy jego siostra w ogóle potrafiła mówić. A co, jeśli nie? Wtedy te wszystkie razy, kiedy się na nią zdenerwował za brak odpowiedzi, musiały być dla niej naprawdę okropne! Wtedy na pewno wyszedłby na najgorszego brata w historii, nieczułego na potrzeby swojego rodzeństwa! Miał więc cichą nadzieję, że błękitna wolała po prostu milczeć. Ale nie mógł tak tego zostawić - ciekawość zjadłaby go od środka.
- Szept, ty... ty w ogóle możesz... no wiesz, uch... mówić? - spytał niepewnie, posyłając jej nerwowe spojrzenie.

< Szept? >

25 grudnia 2020

Od Słonecznika (Słonecznikowej Łapy) C.D Burzowej Nocy

Chociaż Słonecznik nie do końca wiedział, co miało się dzisiaj zdarzyć, wyczuwał, że coś konkretnego wisi w powietrzu. To był ten dzień. Dzień wyczekiwany przez niemal każde kocię w każdym klanie. Dzień dumy i radości rodziców. A dla kremowego? Ziszczenie się jego największego lęku. Czy naprawdę był już gotowy? A co, jeśli sobie nie poradzi? Jeśli zawiedzie cały swój klan? Jeśli okaże się kompletnym nieudacznikiem? 
Westchnął cicho. Takie myśli dręczyły go już od jakiegoś czasu. Zobaczył, jak odważny, silny, odpowiedzialny i wytrzymały musi być już nawet uczeń. Mimo że większość zadań spoczywała na barkach dorosłych wojowników, terminatorzy także dokładali do tego swoją cegiełkę. Zwłaszcza zauważył to podczas pożaru i odbudowy obozu. Co, jeśli niedługo przyszłaby kolejna taka katastrofa? Czy kocurek dałby sobie z czymś takim radę?...
- Pewnie nie... - mruknął pod nosem, posyłając smutne spojrzenie swojej siostrze. W jaki sposób ona mogła to przeżywać? Czy czuła się tak samo, jak on? A może cieszyła się z możliwości stania się ''Szepczącą Łapą"? Nie miał pojęcia. Nie potrafił rozgryźć kotki nawet, gdy próbował. Zawsze milczała jak zaklęta, wiedział więc, że pytanie jej o to nie ma sensu. A pytanie Dzikiego? Słonek wolałby prędzej spotkać mitycznego borsuka, o którym opowiadali mu dorośli, niż bez powodu przerwać bratu robienie... cokolwiek on tam robił. Rudasek przerażał go, odkąd zdolny był do zaatakowania Szeptu i kremowy, dla własnego bezpieczeństwa, wołał go jeszcze dodatkowo nie prowokować. Wyszedł więc ze żłobka, żegnając się z błękitną skinieniem łebka.

***

 Słonecznikowa Łapa?! To brzmiało tak odpowiedzialnie i poważnie, tak dorośle! Tak samo zresztą jak uczniowskie imiona jego rodzeństwa! 
 Kremowy zetknął się nosami ze swą nową mentorką i wycofał się delikatnie. Oficjalnie przestał być małym, puchatym kocięciem i stał się terminatorem. Automatycznie klan ma już prawo coś od niego wymagać - a on miał zamiar sprostać wszystkim im oczekiwaniom, nie zważając na cenę! To w końcu jego obowiązek, prawda? Musi podołać! Ze stanu zamyślenia wyrwał go głos kocicy.
- Szykuj się na jutrzejszy trening, wychodzimy o wschodzie słońca, pamiętaj! I śpisz dziś w legowisku uczniów, a teraz idź do rodziny! - powiedziała z uśmiechem, odchodząc od kremowego kocura. On zdecydował się wykonać jej polecenie. Prędko podreptał w kierunku swojej radosnej rodzinki. Najwyraźniej przybył jako ostatni - Dziki i Szept stali już przy dumnych rodzicach. Sikorkowy Śpiew na widok ostatniego dziecka wyszczerzyła się jeszcze bardziej i podbiegła do niego cała w skowronkach.
-  Jestem taka szczęśliwa! Będziecie w przyszłości wspaniałymi wojownikami! Prawda, Orzechowe Futro?
- Oczywiście - odparł z radością płowy, przyglądając się z dumą wszystkim świeżym terminatorom.
,,Mam taką nadzieję'' pomyślał zmieszany Słonecznik, uśmiechając się na zewnątrz do świętujących krewnych.
- Burzowa Noc jest taka miła, opowiedziała mi też tyle rzeczy... Myślę, że dobrze mnie wyszkoli - mruknął cichutko, w duchu zauważając, że chyba powinien przestać mówić do niej po imieniu. 

***

- Tak właściwie... Miałbym jedno pytanie, Bu... mentorko - zaczął nieśmiało, licząc, że nie zostanie to odebrane jako zbytnie wścibstwo; nie chciał, aby kotka myślała, że wtyka nos w nieswoje sprawy. Przecież poznali się stosunkowo dość niedawno, a teraz dodatkowo została ona jego nauczycielką! Powinien chociaż postarać się, aby darzyła go sympatią. I nie mógł tego zepsuć.
- Tak, Słonecznikowa Łapo? Zamieniam się w słuch - odpowiedziała, najwyraźniej zaskoczona, że uczeń w ogóle o cokolwiek zapytał. Przez cały trening bowiem milczał.
- Czemu nasze klany się nie lubią? Dlaczego liderzy nie chcą poprawić relacji? Czy to nie wpłynęłoby dobrze na las? Z-zapanowałby spokój, prawda? - wymiauczał szybko, starając się mimo wszystko brzmieć w miarę pewnie. Nie czuł się już tak swobodnie mówiąc ze starszymi - czuł, jak wielka dzieliła ich przepaść. Przed pożarem uważał, że wojownicy po prostu polują i znają ciekawe opowieści - teraz darzył ich niesamowicie wielkim szacunkiem i czuł, że prawdopodobnie nigdy nie dorówna im siłą i odwagą.
- To... skomplikowane.

< Burzowa Noc? >

09 grudnia 2020

Od Słonecznika C.D Burzowej Nocy

  Słonecznik siedział samotnie przed wejściem do tymczasowego żłobka. Od wielu dni nie miał okazji dłużej porozmawiać z żadnym starszym członkiem klanu - nawet z Sikorkowy Śpiew! Wszyscy wojownicy od czasu przenosin mieli mnóstwo na głowie - polowanie, patrolowanie, znakowanie. Co prawda ich matka dalej była królową - mimo to, starała się pomagać w pracach w obozie. Zresztą jej potomstwo było już wystarczająco duże, aby zająć się sobą na jakąś chwilę. Musiała tak myśleć... przynajmniej według kremowego. A on nie miał zamiaru udowadniać pokazać jej, że się myliła! 
 Dlatego też niemal od początku pobytu na terenach chwilowych starał się wtapiać w otoczenie i nie przeszkadzać zajętym klanowiczom. Powinien w końcu zachowywać się już poważniej i odpowiedzialnej niż kilka księżyców temu - już niedługo czekało go bowiem mianowanie na ucznia. Na które absolutnie nie był jeszcze psychicznie gotowy. To znaczy, postawmy sprawę jasno. Cieszył się, oczywiście. Był bardzo podekscytowany tym, że już niedługo będzie mógł opuścić tłoczny obóz i upolować swą pierwszą zwierzynę! Jednocześnie, czuł się przytłoczony wizją dorastania. Przecież jeszcze tak niedawno nie było go nawet na świecie! Jakim cudem za kilkanaście wschodów słońca miałby zostać pełnoprawnym uczniem?! Nie potrafił sobie tego wyobrazić. Jasne, że pragnął kiedyś dojrzeć i rozpocząć praktykę na wojownika, a potem nawet nim zostać, ale zawsze zdawało mu się to takie.... odległe. Nie dopuszczał do siebie myśli, aby beztroskie dzieciństwo kiedykolwiek mogło dobiec końca. Ale niestety, życie pisze najróżniejsze scenariusze. Od czasu wybuchu pożaru nie można było stwierdzić sielskości dzieciństwa. Dla wszystkich Burzaków była to nowa rzeczywistość, na którą żaden z nich nie był przygotowany. A zwłaszcza młody, niedojrzały jeszcze kocurek, który tak niedawno wypytywał wszystkich spotkanych wojowników o to, czemu tak właściwie niebo zmienia swój kolor!
- Szept... - zaczął Słonecznik, spoglądając ponuro na siostrę. Ta przekierowała na niego swoje ślepka, patrząc na niego z wyczekiwaniem wymalowanym na pyszczku - Czy myślisz, że jesteśmy gotowi na zostanie uczniami?...
 Koteczka zamrugała kilka razy oczyma, ale się nie odezwała. Kociak westchnął ciężko. Czego mógł się po niej spodziewać? Zawsze milczała jak zaklęta. 
- No tak, zapomniałem... Po co w ogóle pytałem? - burknął sfrustrowany, podnosząc się z ziemi. 
 Nie to, że był zły na swoją siostrę - chociaż właśnie tak prawdopodobnie to zrozumiała. Wręcz przeciwnie. Po prostu stresowała go cała ta sytuacja - pożar, zmiana miejsca zamieszkania, mianowanie... Tego po prostu było dla niego za dużo. Trudno było mu udźwignąć taki ciężar. Zbliżał się koniec dni pełnych spokoju i ''zabaw'' - nadchodził za to czas obowiązków i ciężkiej pracy. On jednak czuł, że wolałby nie dorastać i na zawsze już pozostać małą kocią kuleczką, której nie interesują sprawy poważniejsze niż lokalizacja mamusi.
 Szedł bez celu przed siebie, rozglądając się po obozie. Wzrokiem poszukiwał kogoś znajomego, z kim mógłby porozmawiać. Mimo że na ogół nie przepadał za towarzystwem w innym celu niż posłuchanie pasjonujących historii, teraz naprawdę go potrzebował. Jego wzrok zatrzymał się nowopoznanej wojowniczce, która nie tak dawno wybawiła go z opresji podczas ucieczki. Prawdopodobnie to jej zawdzięczał swoje życie.
 Podszedł do niej powoli, badając, czy nie zajmuje się może jednym z obowiązków, które teraz spoczywały na starszych klanowiczach. Wyglądało na to, że nie...
- Proszę panią, dlaczego jest tak zimno? - spytał, próbując jakoś sensownie zagaić rozmowę. Nie chciał się jej narzucać.
- Pora Opadających Liści przyszła, podczas niej zawsze jest zimno. Wiesz, za kilkanaście księżyców znowu będzie ciepło - odpowiedziała kocica, spoglądając na niego.
- To dobrze. Nie lubię, gdy jest tak zimno... - mruknął cichutko, owijając ogonek wokół swoich łap.
 Przez chwilę zapadła między nimi cisza. Zielonooki przełknął głośno ślinę, starając się naprędce wymyślić jakiś ciekawszy temat rozmowy. Kto niby chciałby rozprawiać o pogodzie?!
- Ale ostatnio było zbyt gorąco... - mruknął cicho, opuszczając łebek. Wciąż co nocy śniły mu się okropne obrazy spalonych drzew i łąk, uciekających w popłochu kotów, zwęglonych ciał zwierząt leśnych... Brr.

< Burzowa Noc? >

23 listopada 2020

Od Słonecznika

***Początek pożaru***

Malec nie miał pojęcia, co się dzieje. Jego mama i inne dorosłe koty zachowywały się strasznie dziwnie - chodziły okropnie zdenerwowane, wszędzie się śpieszyły i nie zwracały uwagi na żądnego opowieści Słonecznika, co oczywiście niesamowicie go irytowało.Cóż tak ważnego mogło się wydarzyć, że wojownicy zbywali tak uroczą kulkę kremowego puchu, a Sikorkowy Śpiew strzegła swoich dzieci jak oka w głowie? Zawsze była bardzo opiekuńcza i kochana, ale od jakiegoś czasu, który kocurkowi wydawał się nieskończenie długi, nie odstępowała ich na krok. 
- Mamusiu, co się dzieje? - spytał kociak, rozglądając się po części obozu, którą obejmował jego wzrok.
Kocica spojrzała na niego zmieszana.
- Mamy malusi problem, kochanie. Ale niedługo zostanie z pewnością rozwiązany - odpowiedziała enigmatycznie i posłała mu pokrzepiający uśmiech, po czym skierowała się w stronę wyjścia z kociarni, słysząc głos Orzechowego Futra - Zostańcie tutaj na razie... Zaraz wrócę!
Słonecznik odchylił głowę w bok, zastanawiając się, jakie kłopoty mógłby mieć jego potężny klan. Przecież byli niezniszczalni! A może... nie, wolał o tym nie myśleć. Żaden inny klan nie czułby się na tyle pewnie, aby zaatakować Burzę! Prawda?
- Szept, jak m-myślisz... O co może chodzić mamie? - miauknął. Chciał ukryć swój niepokój, ale raczej kiepsko mu to wychodziło. 
Wiedział, że siostrzyczka raczej mu nie odpowie, ale potrzebował poczucia, że ktokolwiek obok niego jest. Odpowiedź Sikorki, prawdopodobnie mająca go uspokoić, paradoksalnie pogorszyła sprawę. Dlaczego nie powiedziała mu po prostu prawdy?...
 Niebieska koteczka pokręciła głową, sygnalizując, że nie ma pojęcia. Także wyglądała na zdenerwowaną zaistniałą sytuacją.
 Nagle z zewnątrz zaczęły ich dobiegać głosy starszych kotów. Niektóre brzmiały na przestraszone, inne na wściekłe, a jeszcze inne na przygnębione i pełne troski. Potem nastąpił harmider - słychać było odgłosy krzątania się po obozie, krzyki i syki oraz, ku zdziwieniu kociąt, opanowany głos, który starał się wszystkich uspokoić. Słonecznik zaintrygowany wystawił głowę za żłobek jedynie po to, aby zobaczyć zbliżających się do nich rodziców. Orzechowe Futro wyglądał na przestraszonego, szylkretka rozglądała się dookoła jakby czegoś szukała. W końcu wbiegła do żłobka i nakazała potomstwu ustawić się między nimi.
- Słonecznik, Dziki, Szept... - zaczęła powoli, wyraźnie zbierając myśli - Chwilowo musimy się przenieść do innego miejsca, zgodnie z decyzją Mokrej Gwiazdy... Nie martwcie się tylko! To na pewno nie potrwa długo i wrócimy tu, zanim zdążycie powiedzieć ''mysz''! Ale jak na razie musimy się zbierać. Dosyć... szybko. Trzymajcie się nas i nie spuszczajcie z oka rodzeństwa, dobrze?
 Trzy małe kluski pokiwały głowami, nie ważąc się zaprzeczyć. Nawet nie wiedzieli, co się działo. Czy mogło to być związane z tym dziwnym gorącem i śmierdzącym, szarym oparem unoszącym się nad wrzosowiskiem niedaleko obozu?... 
 Cóż, nie tak czy siak kocięta nie miały czasu do zastanawiania się nad tym zbyt długo! Sikorkowy Śpiew ruszyła szybko, kiwając przy okazji Orzechowemu Futru, pilnującymi tyłów. Musieli ubezpieczać kocięta tak, jak tylko mogli. Przecież ich dzieci były jeszcze bezbronnymi szkrabami - miały zaledwie trzy księżyce!
 Przy wyjściu z obozu Słonecznik zauważył wiele innych, znajomych bądź mniej, kotów. Dużych, mniejszych, starszych, młodszych... Wszyscy byli równie zestresowani i przybici. Co to wszystko miało znaczyć?
- B-boję s-się... - wymruczał prawie niesłyszalnie kremowy, podchodząc bliżej swojej siostry. Ta, najwyraźniej instynktownie, również się do niego przybliżyła. Spojrzała na niego i posłała mu smutny, ale pokrzepiający, uśmiech.
 Przeszli już jakiś kawałek drogi. Kocurek starał nie pokazywać po sobie, jak bardzo jest zmęczony. Liczyli na niego! ... A przynajmniej tak się mu zdawało. Obrócił głowę i spostrzegł, że Orzechowe Futro zniknął ze swojego stałego miejsca. Gdzie on mógł się podziać?...
 Kociak zatrzymał się na chwilę, szukając wśród tłumu swojego taty. Nie zauważył co prawda poszukiwanego wojownika - spostrzegł natomiast ogromne, pomarańczowo-złote... coś. Czy to było to, o czym opowiadały mu starsze koty? Czy tak właśnie wyglądał o g i e ń?
- A co ty tutaj robisz sam? - usłyszał głos, najwyraźniej należący do jakiejś młodej kotki. Rozejrzał się wokół własnej osi i spostrzegł, że istotnie, jego rodzeństwo wraz z matką zniknęło już z pola jego widzenia.

< Burzowa Noc? >

10 listopada 2020

Od Słonecznika C.D Szeptu

Kocurek z przerażeniem przyglądał się walce Szeptu z Dzikim. Dlaczego jego brat musiał być taki niemiły? I dlaczego zaatakował ich siostrzyczkę?! Wiedział, że raczej za nią nie przepadał, ale przecież to nie był wystarczający powód! 
 Nagle do żłobka weszła szylkretowa karmicielka. Ze zdumieniem spojrzała na trójkę swoich pociech, przenosząc wzrok po kolei na każdą z nich. W końcu otrząsnęła się z transu i podbiegła rozdzielić wojujące ze sobą kociaki.
- Szept, co ty robisz u licha?! Czemu gryziesz swojego brata? Wytłumacz się! - krzyknęła Sikorkowy Śpiew, czule gładząc rudaska. Jak mogła być tak ślepa? A może to jednak pręgowany był świetnym manipulatorem? 
 Szept skuliła się i posłała mu błagalne spojrzenie. Kremowy jako jedyny widział, co tak naprawdę się tu wydarzyło. Kto tak naprawdę zawinił i kto tak naprawdę był ofiarą. Tylko co on miał niby począć? Narazić się swojemu, nie do końca obliczalnemu, braciszkowi czy siostrze, która co prawda czasem jest irytująca, ale jednak także miła i przyjazna! Jak królowa mogła w ogóle wysnuć wnioski, że to koteczka miała zainicjować cały konflikt?! Kocurkowi nie mieściło się to w głowie!
- Więc? Czemu to zrobiłaś? - spytała ponownie calico, wyraźnie spokojniejsza. Najwyraźniej początkowe emocje związane z incydentem już opadły. Teraz w jej głosie nie słychać już było złości - jedynie rozczarowanie i... smutek? Bardzo możliwe.
Niebieska kotka wyglądała na przygnębioną. Próbowała najwyraźniej coś powiedzieć, ale Słonecznik nie mógł dosłyszeć, co konkretnie starała się przekazać.Postawiono ją w beznadziejnej sytuacji. Samą i bez możliwości obrony. Przecież nie mógł jej tak zostawić, to w końcu wszystko wina Dzikiego!
- Mamusiu... - zaczął ze strachem kremowy, kładąc po sobie uszy. Chciał brzmieć i wyglądać pewnie, ale najwyraźniej nie wychodziło mu to najlepiej. Niestety. 
- Tak, kochanie? - Karmicielka przeniosła na niego wzrok, wyraźnie zainteresowana.
- T-to nie jest fina Szeptu! - powiedział na jednym wdechu, starając się nie patrzyć na rudego kociaka stojącego za Sikorką. Na pewno mu się to nie spodobało! 

<Szept, siostrzyczko?>

07 listopada 2020

Od Słonecznika

 Niewielki kocurek wtulił się w futro swojej rodzicielki, szukając źródła pokarmu. Zamiauczał cichutko i szybko poczuł uspokajający język Sikorkowego Śpiewu, z czułością gładzący go po czole.
- W drugą stronę - wymruczała z przejęciem, mordką naprowadzając synka do jedzenia. Słonecznik zaczął powoli pić mleko, wyobrażając sobie otaczający go świat? Jak mógłby wyglądać? Czy naprawdę był tak piękny, jak opowiadała wojowniczka? Nie mógł się jeszcze o tym przekonać - był w końcu jedynie małym kluskiem, dla którego żłobek wydawał się nieskończenie wielką przestrzenią. 
 Po zakończeniu karmienia ułożył się obok szylkretki, robiąc do niej pokazowe, maślane oczka. Liczył na to, że dorosła mogłaby mu opowiedzieć więcej klanowych historii - o potężnych przodkach, dziejach Klanu Burzy, wielkich bitwach, wojnach, zwycięstwach... 
 Karmicielka jedynie zaśmiała się cicho. Owinęła swoje dzieci ogonem, chcąc im pokazać, aby się przysunęły. Słonecznik zmienił więc delikatnie swoje miejsce, nie chcąc jednak znajdować się za blisko swojego rodzeństwa. Wiedział, że nie odpowiadałoby to Dzikiemu, a Szept mogłaby zamęczyć go prośbami o zabawy. On chciał zdobyć wiedzę!
- Histolyjka! - pisnął cichuteńko kremowy kociak, unosząc łebek ku górze. Liczył na to, że kochana mamusia zgodzi się na opowiedzenie setnej z kolei ckliwej opowieści o losach burzaków. Oparł się o miękki brzuch Sikorkowej i starał się zrobić najsłodszą minkę, jaką mógł.

<Ktoś, maybe rodzeństwo?>