BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piórko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piórko. Pokaż wszystkie posty

12 września 2019

Od Piórka

Podrapała się za uchem niemalże aż do krwi, sycząc przy tym z bólu. Od kilku dni wyrobiła sobie nawyk drapania się w tymże miejscu, kiedy czuła nagły przypływ zdenerwowania. Już zdążyła zgarnąć ostry opiernicz od Niezapominajki oraz od Nowiu, która niezadowolona stwierdziła, że jeszcze jeden taki wypadek i sprzeda jej kopa w tyłek, zamiast założyć opatrunek.
Bengalka spojrzała na swoją tylną prawą łapę, na której palcach dało się dostrzec kilka małych kropelek krwi. Nie było tak źle najwidoczniej. Odetchnęła głęboko, czując, że tym razem ten sposób nie zadziała, nie miała zamiaru drapać się jeszcze bardziej, przez co ryzykowałaby kolejnym opieprzem od tortie. Pozostała tylko jedna opcja - nasiona maku, ewentualnie odrobina kocimiętki. A to oznaczało tylko jedno - wyprawę do leża medyka. Odruchowo skuliła się na samą myśl o konfrontacji z uzdrowicielkami. Wiedziała jednak, że jeśli nie weźmie znowu ziół, to rozdrapie ranę jeszcze bardziej niż wcześniej, a tego przecież nie chciała.
- Rusz się Śnie... Znaczy się Piórko, przecież Nów i Pszczółka cię nie zjedzą - miauknęła do siebie, co zaowocowało zdziwionym wzrokiem Rudka itkwionym w niej samej. Speszona reakcją kocurka czym prędzej czmychnęła na zewnątrz, gdzie uderzył ją zimny wiatr, błoto ubrudziło łapki bengalki, dodatkowo sprawiając iż ta o mało co się nie poślizgnęła. Zachmurzone, ciemne niebo ani trochę nie dodawało jej otuchy, powietrze było ciężkie i wilgotne, co oznaczało tylko jedno - zbliżało się na burzę i deszcz. Piórko ani trochę nie miała ochoty by moknąć, szczególnie, że dzisiaj wpadła w kałużę, gdy żaba, na którą się czaiła zrobiła skuteczny unik. Podkręciła łebkiem.
Odwagi dziewczyno.
Niepewnym krokiem ruszyła wprost do leża medyków klanu lisa, rozglądając się przy okazji dookoła, czy aby czasem ktoś nie chce jej zaczepić. Bardziej od zmoknięcia nie chciała wydawać się w żadne gadki, pogawędki czy inne wsio. Po prostu wyszła załatwić ważną sprawę bez żadnych przeszkód i tak samo miała zamiar wrócić do swojego legowiska. Cóż, najwidoczniej klan gwiazdy miał wobec niej zupełnie inne plany niż sama wojowniczka. Praktycznie, że w połowie drogi niczym spod ziemi wyskoczyła Leszczyna, cała utetłana z błocie, do tego z kilkoma gałązkami i listkami w swym futrze.
- Hejka! - miauknęła entuzjastycznie - Też szłaś do medyka, co? To super, bo ja też! W prawdzie nie po zioła dla siebie, bo mój mentor buc kazał zająć mi się starszyzną ale no, możemy iść razem, co nie? A, właśnie! Jestem Leszczyna, a ty? Widziałam cię już wcześniej ale jakoś nie miałyśmy sposobności... nie jesteś zbyt rozmowna, co? - koteczka uśmiechnęła się wesoło, zaś Piórko zadrżała niekontrolowanie, zaczynając znowu drapać się za tym nieszczęsnym uchem. Tym razem krwi było więcej, odpadł też opatrunek, który założyła jej córka Ciernistej Gwiazdy.
W końcu przestała, spoglądając zdenerwowana na ostro zdziwioną Leszczynę, by za chwilę przerzucić swój wzrok na zniszczony opatrunek.
Nów ją zabije...

< Leszczyna? >

31 sierpnia 2019

Od Śnieżnego Sopla (Piórka) CD Niezapominajkowego Szlaku

Oddychała nerwowo, nie wiedząc, co odpowiedzieć na słowa przyjaciółki. Uciec z klanu klifu? Zostawić tu wszystko co kocha? Pokręciła łebkiem, ocierając łzy z pyszczka. Nie mogła przecież tak łatwo zostawić swoich dzieci! Ale z drugiej strony... one z każdą chwilą co raz mniej ją potrzebowały. Na moment zrobiło jej się ciepło w serduszku, gdy tylko wyobraziła sobie swoje dorastające pociechy. Kolejna łza skapnęła na śnieg zaraz zamarzając. Spojrzała na Niezapominajkowy Szlak, nerwowo przebierając łapkami. Na zaminę otwierała i zamykała mordkę, czując jak gula, która utknęła w jej gardle nie ma zamiaru puścić.
- Zabierz mnie do klanu lisa Niezapominajko... Błagam - szepnęła, czując, że jest już u kresu wytrzymałości psychicznej. Liliowa skinęła szybko łebkiem.
Plan był prosty. Upozorować śmierć bengalki.
W to wszystko kotki wciągnęły jeszcze Zachwaszczoną Łapę oraz Sokole Skrzydło. Ten drugi zgodził się prawie, że natychmiast, za to młodszy z kocurów musiał zostać siłą wyciągnięty z obozu przez wojowniczkę klanu burzy.
Spotkali się wieczorem na plaży. Głupim trafem Chwaścik miał iść w porannym patrolu, co jeszcze bardziej ułatwiało kotom sfingowanie śmierci Śnieżki.
- No dalej, wytarzaj się w tym, musisz zamaskować swój zapach - miauknęła córka Nowiu, gdy Śnieżny Sopel zostawiła ślad zapachowy na plaży, aż do linii wody. Kocica wskazała łbem na truchło mewy, której krew wykorzystali przy robieniu śladów.
Była pieszczoszka zacisnęła mocno zęby, przełykając zaległą gulę w gardle, po czym zrobiła to, co kazała jej przyjaciółka, o mało co nie zwracając swojego i tak marnego śniadania. Otrzepała łapki, wrzeszcząc zaraz, gdy to Sokole Skrzydło wyrwał jej z boku kupkę sierści. Spojrzała wyzywająco na medyka, gromiąc go spojrzeniem swych niebieskich ślepi.
- Nie patrz tak na mnie, potrzebujemy twojej sierści, aby to wyglądało realistycznie. Tego chyba chcesz, co nie? - miauknął Chwast, wprawiając w trójkę pozostałych kotów w osłupienie. Normalnie szok! Niebieski powiedział coś tak długiego!
Koteczka skinęła łebkiem, patrząc na rzekome miejsce zbrodni. Miejsce, z którego wyrwano jej futro nadal bolało i z lekka krwawiło.
Śnieżka i Niezapominajka pożegnały się z Sokołem i Chwaścikiem, z czego młodszy kocur miał dać im znać, czy klifiacy uwierzyli, że Śnieżka naprawdę została zabita. A tymczasem ruszyły w stronę klanu lisa.
~*~
Wcześnie rano Niezapominajka rzuciła się na Śnieżkę, wyrywając ją oraz Jastrzębca, która to została uświadomiona o całym incydencie dopiero gdy Niezapominajka powiedziała, że idzie z nimi do klanu lisa, ze snu. To wszystko było tak męczące, że kotki musiały odpocząć. Jednak zrobiły to dopiero będąc niedaleko klanu lisa. Liliowa najwidoczniej wróciła na granicę klanu klifu, wyczekując na wiadomość od ucznia.
- Udało się! Myślą, że nie żyjesz a twoje ciało zgarnęła woda! - miauknęła rozanielona. Kotka o klapniętych uszach jednak nie podzielała aż tak jej entuzjazmu, Skinęła jedynie głową, po czym ruszyły w stronę nowego domu. Przekroczenie granicy było jedynie kwestią czasu i nim się obie obejrzały, były już w samym obozie, a Czereśnia dokładnie przyglądała się przyjaciółce jej wnuczki.
- Jak macie na imię, moje drogie? - spytała z dobrze wyczuwalnym dystansem w głosie. Właśnie! Nie pomyślały o nowym imieniu! Przecież jak ktoś z klifu się dowie, że w lisie mieszka jakaś Śnieżny Sopel, to szybko powiążą fakty!
- Piórko babciu! A to jest Jastrzębiec! Wybacz, że mówię za nią ale Pióreczko i tak jest już dosyć zmęczona i zdenerwowana! - wyskoczyła nagle Niezapominajka, ratując tym samym skórę swojej przyjaciółki - To coooooooooooooo, mogą zostać? PROOOOOOOSZĘ! - miauknęła przyprawiając obie kotki o ból uszu.
- No dobrze, może zostać. Piórko... idź do Nowiu, ona cię zbada czy jesteś zdrowa - odparła liderka, po czym kiwnęła głową i skierowała się w stronę leża wojowników, najpewniej by wysłać kogoś na patrol. Piórko stała jak słup soli. Nie wierzyła własnemu szczęściu! Czereśnia przyjęła ją do klanu lisa!

< Niezapominajko? c: >

30 sierpnia 2019

Od Śnieżnego Sopla CD Sokolego Skrzydła

Od pogrzebu jej ukochanego Jaśminka... znaczy się Jaśminowego Pokrzyku minęło kilka dni. W między czasie z ust Niezapominajkowego Szlaku padła niespotykana propozycja, Śnieżka postanowiła z kimś porozmawiać. Wybór padł na Sokolika. Pod osłoną nocy wróciła do obozu. Ostrożnie weszła do leża medyka, mając cichą nadzieję, że będzie tam tylko Sokole Skrzydło. Oczywiście wiedziała, że będzie tam jeszcze Zlepiona Łapa, jednak nie brała pod uwagę przyjaciela, skoro leże medyka to było jedyne miejsce, w którym można go było znaleźć. Miauknęła cicho, wchodząc jeszcze bardziej w głąb. Wielki, niebieski bicolor wyłonił się z cienia. Śnieżka skinęła mu łebkiem, prosząc o rozmowę na zewnątrz, poza obozem. Ten z lekka zdziwiony, ostatecznie się zgodził.
Oba koty ruszyły na słoneczną polanę, która ostatnio stała się najważniejszym miejscem dla bengalki.
- O co chodzi, Śnieżko? - miauknął lekko strapiony kocurek. Ta westchnęła cicho, odgarniając łapką śnieg.
- Niezapominajka zaproponowała mi odejście z klanu. Chciałam się poradzić kogoś jeszcze... - dodała zaraz, przymykając ślepka - Wybór padł więc na ciebie, Sokoliku - dodała zaraz, przechodząc z łapki na łapkę.
- Wiesz... rób to, co uważasz za słuszne - miauknął kocur, wzruszając barkami - Znam się na ziołach... nie na doradzaniu innym kotom - dodał zaraz, kładąc jej łapkę na barku, by jakkolwiek pocieszyć młodą wojowniczkę.
- Ale w razie czego... pomożesz?
- Oczywiście! Jesteśmy przyjaciółmi, kochana - uśmiechnął się pociesznie, odpowiadając praktycznie bez wahania, gdy Śnieżka zadała mu nieśmiało pytanie.
- Dziękuję, Sokoliku - wtuliła się w miękkie futerko kocura, a na jej mordce po raz pierwszy od dawna zagościł słaby, ledwie widoczny uśmiech.

< Sokoliku? Potem daj do Lśniącego >

Od Śnieżnego Sopla CD Perły (Perłowej Łapy)

Ostrożnie podeszła do swojej córki, która siedziała nad grobem brata i pociągała noskiem. Odetchnęła ciężko, nie wiedząc co powiedzieć, polizała ją po głowie, przyciągając do siebie jak najbliżej, przytulając ją do swej klatki piersiowej. Serce waliło jej jak młot. Nie nadawała się do roli matki.... nie... Nie nadawała się nawet do pocieszenia własnej córki!
- J-już skarbie... - miauknęła, nieporadnie próbując poprawić humorek czekoladowej uczennicy. Ta podniosła główkę i wbiła w nią spojrzenie zapłakanych ślepek.
Nie, nie potrafiła... Wyrzuty sumienia sprawiały, że bengalka aż miała ochotę wymiotować. Chociażby śliną, bo nic porządnego w mordce nie miały od dawna. Przymknęła niebieskie ślepia, nie mając siły patrząc na własne dziecko.
- T-tęsknię ma-mamo... Z-za J-jaśminkiem... - załkała koteczka, drżąc na całym ciele.
- Wiem aniołku, ja też... bardzo mi go  brakuje - poruszyła niespokojnie uszami, mając nadzieję, że nikt teraz tu nie przyjdzie. Nie miała ochoty widzieć nikogo, wiedziała, że gdyby jakikolwiek kot tu przyszedł, to ona czmychnęłaby czym prędzej, zostawiając Perełkę samiuteńką.
- Ale jestem tutaj, tak? Jaśminek też, patrzy na nas z klanu gwiazdy - uśmiechnęła się blado, a kolejne łzy spłynęły po jej policzkach.
Nie miała wsparcia we własnej matce. Była tchórzem. Cholernym tchórzem. Nie zasługiwała na miłość tak cudownej kruszynki.
- Będziesz przy mnie, mamo? - czekoladowa otarła policzki, pozbywając się łez. Już nie płakała, tylko wpatrywała się w swą rodzicielkę.
- Obiecuję skarbie - miauknęła starsza kotka. Te słowa ledwo przeszły jej przez gardło.

< Perełko? Potem możesz zakończyć c: >

26 sierpnia 2019

Od Śnieżnego Sopla CD Koziej Nóżki

Odszedł... jej kochany Jaśminek odszedł...
Już nigdy więcej go nie zobaczy, nie przytuli...
Zachłysnęła się własnymi łzami, chowając pysk między łapy, gdy śnieg zaczął osiadać na jej głowie i grzbiecie.
Mały kopiec ziemi, która już dawno zamarzła dawał znak, że został tu ktoś pochowany. Od tamtego feralnego dnia minęło kilka... nie, kilkanaście dni. A ona wciąż nie potrafiła się otrząsnąć z utraty syna. Pokiwała łebkiem na boki.
- Prze-przepraszam Jaśminku... - szeptała kuląc się na śniegu - Tak bardzo przepraszam synku, gdyby nie mój durny pomysł... t-to... byłbyś dziś ze mną... - kolejny raz tego dnia łzy spłynęły po policzkach kotki.
Wszystko przestało dla niej istnieć. Dosłownie wszystko. Całe dnie spędzała poza obozem, tylko wieczorem znosząc piszczki na stos, po czym dawała znać Księżycowemu Pyłowi, że żyje i nie uciekła, po czym ponownie ruszała nad grób syna, by spędzić tam cały dzień. Niewiele spała, bardzo niewiele bo zaledwie godzinę. Spanie w słabo osłonionych miejscach dało jej się we znaki w postaci kataru.
Nie przeszkadzało jej to, mogła być chora. Zasługiwała na najgorsze, przez jej lekkomyślność straciła syna! Z każdym uderzeniem serca utwierdzała się w myśli, iż kocięta w tak młodym wieku były chorym pomysłem. Na osty i ciernie, ona urodziła w wieku szesnastu księżyców! Otarła pyszczek z zimnych kropel, które zaczynały powoli zamarzać.
Spięła ciało, gdy usłyszała skrzypienie śniegu. Odwróciła główkę, a jej oczom ukazał się jej partner, odwróciła szybko wzrok, po czym czmychnęła czym prędzej w tylko sobie znanym kierunku. Nie potrafiła z nim rozmawiać. Ba! Nie potrafiła rozmawiać z nikim! Nawet z jej kochaną Niezapominajeczką, którą też unikała. Odetchnęła cicho, dziękując gwiezdnym za swe futerko, które prawie że idealnie wtapiało się w biały puch. Rozejrzała się, a gdy była zupełnie pewna, że nikt jej nie śledzi, szybko odsłoniła krzak bzu po czym wcisnęła się w małą, ledwie widoczną norkę. Zasłoniła pyszczek ponownie zanosząc się płaczem.
Wiedziała, że ma partnera, że ma jeszcze trójkę dzieci, które jej potrzebują ale... nie potrafiła spojrzeć nikomu w pysk. A tym bardziej swojej rodzinie. Szczególnie swojej rodzinie...

< Koza? >

22 sierpnia 2019

Od Śnieżnej Łapy CD Koziej Łapy

Od pierwszego treningu z Kozią Łapą minęło trochę czasu. Sama Śnieżka zdążyła przyzwyczaić do swojego nowego domu, który swoją drogą bardzo mocno polubiła. Oczywiście jej trening szedł powoli do przodu a ona sama nabierała doświadczenia, czasem radząc się Baraniej Łapy, który już kilkakrotnie wspominał, że Lisia Gwiazda obiecał mu mianowanie w najbliższym czasie. Bengalka jednak kręciła tylko nosem, na słowa kremowego. Przecież to było niemożliwe, aby ten głupek został mianowany, miał ledwie dziewięć księżyców!
Tak więc krótkowłosa uparcie tkwiła w przekonaniu, że Baran tylko wpuszcza ich w maliny i łże jak pies. Co ciekawe, nawet nie kryła zadowolenia z faktu, kiedy to kremowy chcąc pokazać wszystkim, że on nie kłamie, podszedł do Lisa i rzucił mu prosto w pysk pytaniem, kiedy to zostanie mianowany. Rudy lider obruszył się i rzucił, że prędzej mianuje Kozią Łapę niż jego. Śmiechu było co nie miara, co oczywiście masywny uczeń przyjął jako ujmę na honorze, najzwyczajniej w świecie waląc focha na wszystko co żyło.
Niestety, sielankowe życie bengalki i jej przyjaciół nie trwało długo. Lider ich klanu zarządził atak na klan wilka, gdy to ich wojownicy wdarli się do obozu klifiaków i porwali kocięta Lwendowego Strumienia oraz zamordowali Makowego Pazura. Niestety, atak się nie powiódł.
Po powrocie do obozu przegrany klan zaczął lizać rany, zaś przywódca zwołał do siebie uczniów, których rozesłał do swoich sojuszników z prośbą o pomoc w walce. Śnieżna Łapa stety bądź niestety została wysłana do klanu burzy, do którego podróż trochę jej zajęła. Po powrocie do domu niemalże padała na mordkę! Znalazła jednak w sobie resztki sił, by przekazać zgodę na bitwę od Ciernistej Gwiazdy, po czym wróciła do leża terminatorów.
- Nadal obrażony? - miauknęła cichutko w stronę Kozieł Łapy. Ten nastawił uszu, wpatrując się w rozetkowaną kotkę niczym w posąg. Oczy miał podkrążone, zaś on sam wyglądał jakby nie spał od lat. Jeszcze te opatrunki założone przez Sokole Skrzydło... Śnieżna Łapa szczerze współczuła liliowemu... Jednakże powtórzyła pytanie, widząc zakłopotanie syna Gałuszcowej Łapy, który mimo wszystko starał się je ukryć.
- O-oh... Nadal obrażony - szepnął jakby przestraszony. Polizał swoją łapkę po czym ponownie ułożył się wygodnie, jednakże nie zamknął oczu. Młoda uczennica kiwnęła głową, by za chwilę ułożyć się obok liliowego. W jej głowie kotłowały się najróżniejsze myśli, od tego, że Baranek rozpalał jej serduszko, po to, że martwiła się o Kózkę jak o nikogo innego. Na zmianę otwierała i zamykała mordkę, nie widząc, jak zacząć rozmowę.
- Zlepiona Łapa bardzo się o ciebie martwił, Kózko - miauknęła cicho, upewniając się, że uczeń Księżycowego Pyłu śpi mocnym snem - Ja z resztą też... I... Uh... Chciałabym z tobą o czymś porozmawiać - dodała zaraz, czując jak robi się coraz to bardziej nerwowa
- Tak? - bicokor dosłownie ożywił się w kilka sekund, spoglądając uważnie na speszoną mordkę Śnieżki - O czym chesz porozmawiać? - dodał zaraz, niemalże zrywając się na równe łapy, co swoją drogą uczennica Martwego Cienia uznała za dość urocze i zabawne.
- O tym, jak mam spróbować zagadać do Baranka... Bo wiesz... Podoba mi się, mimo, że to głupek - wymamrotała niepewnie - Ale tobie też pomogę! Widzę, że podoba ci się Zlepiona Łapa, dużo czasu spędzacie razem, poza tym... Byłaby z was urocza para - uśmiechnęła się pogodnie na koniec.
< Kozia Łapo? >

21 sierpnia 2019

Od Śnieżnego Sopla CD Niezapominajkowego Szlaku

Tak bardzo się cieszyła, kiedy to Niezapominajeczka dosłownie się na nią rzuciła. Oh, jak bardzo ona tęskniła za swoją cudowną przyjaciółką! Dotychczas smutna i zrezygnowana bengalka dosłownie rozpromieniła się w parę sekund! Otarła się o jej policzek mrucząc cicho, macierzyństwo powoli ją wykańczało, chciała tylko chwili dla siebie... Wzięła głęboki wdech, nawet nie wiedząc od czego zacząć, jednak stara dobra liliowa kocica natychmiast rozpoczęła litanię, z każdym słowem jeszcze bardziej rozpalając serduszko kocicy. W tym momencie Śnieżka obiecała sobie, że nie rozstanie się z wojowniczką na dłużej niż księżyc...
— Bo wrócicie do Klanu Klifu, prawda? Proooooszę! — córka Księżycowego Pyłu dosłownie złamała przestrzeń osobistą królowej, stykając się z jej nosem. Krótkofutra nie wiedziała co powiedzieć, tak bardzo chciała wrócić do klanu klifu jednak gdy o tym głębiej myślała to... nie miała zbytnio powodu, który by ją tam trzymał. Jedynie co, to Niezapominajka, która tam często wpadała. Czy ona była... nikim? Spojrzała na swe łapki, nerwowo ugniatające oklapłe liście.Właściwie to... to była nikim. Bo do czego ona doszła w życiu? Miała dzieci. Tyle, nic więcej. Z każdą sekundą kocica zaczęła żałować jeszcze bardziej, że zdecydowała się na potomstwo w tak młodym wieku. W samym klifie znajomości też za bardzo nie miała. Owszem, czasem rozmawiała ze Sroką, Zimorodkiem i ewentualnie Mgiełką, ale nie była to tak bliska relacja jak z zielonooką.
- Wrócę, ale tylko dla ciebie - miauknęła cichutko, wtulając się w futerko Niezapominajki. Mruczenie burzowiczki z lekka ukoiło jej zszargane nerwy. Odetchnęła głęboko, rozluźniając spięte ciało, chowając zaraz pyszczek w dłuższą sierść na policzku kotki.
- To super! Bo wiesz tak straaaaasznie tęskniłam, nie miałam z kim rozmawiać, wyobrażasz to sobie? Znaczy nie, że Sroczka jest jakaś tam zła ale phi, z tobą mogę porozmawiać na wszystkie tematy, nie to, co z nią! Ogólnie to Lisek jest dla mnie strasznie nie miły, z resztą on jest dla każdego wredny, ale teraz to przesada! Dałam mu nauczkę, wiesz? I dlatego teraz możecie wrócić do klanu! - Śnieżka zaśmiała się cicho, widząc radość wymalowaną na pyszczku Niezapominajki. Wytłumaczyła zaraz, że bardzo jej przykro, bo musi już iść, ale dzisiaj w nocy ma przyjść, to razem wrócą do klifu.
Tak też z resztą zrobiła. W nocy, gdy wszyscy członkowie klanu wilka spali, ona wyprowadziła swoje dzieci i partnera wprost do granicy. Z dumą przedstawiła swoim pociechom Niezapominajkowy Szlak. Cała siódemka ruszyła spokojnym krokiem do klanu klifu. Podróż opóźniały kocięta, dlatego też cała drużyna dotarła do obozu dopiero rankiem. Nastała wrzawa, większość kotów otoczyła ich w kółku.
— Patrzcie, Koza wrócił! - do klapniętych uszu bengalki dobiegł głos Mgiełki. Otworzyła lekko pyszczek, spoglądając na liliową, która pocieszająco liznęła ją w czoło. Ta... Koza wrócił.

< Niezapominajko? >

14 lipca 2019

Od Śnieżnego Sopla CD Koziej Nóżki

Gdyby mogła, a raczej gdyby nie bała się konsekwencji, powiedziałby mu wszystko. Dosłownie wszystko. Zaczynając od szantażu Baraniej Łapy, na tym, jak się aktualnie czuła kończąc. Westchnęła cicho, przymykając z lekka ślepka.
- Nic Kózko... - miauknęła spokojnie, układając głowę na łapkach. Serce biło jej jak oszalałe, gdy bicolor ponownie zapytał czy na pewno wszystko jest dobrze - Je... Jestem tylko głodna! Tak! - zaśmiała się nerwowo - Oh zabiłabym za takiego tłuściutkiego wró... - i bum. Koziej Nóżki już nie było w kociarni. Pozostawił za sobą tylko tumany kurzu i roześmianą do granic możliwości partnerkę. Śnieżka pokiwała główką... Oj jaki on był uroczy i pocieszny...
- Uczcie się od taty, dzieci. Tylko nie wygłupiajcie się aż tak - zaśmiała się cicho do swojego brzucha, widząc jak pręgowany desperacko próbuje namówić Pyliste Czoło do oddania mu wróbla. Rudzielec podkręcił głową na "nie" i sądząc po ruchu jego pyska, odparł młodszemu koledze, by ten poszukał innego w stosie.
Co zrobił jej cudowny mężulek? Oj zdecydowanie nie zamierzał zaprzestać próby pozyskania tego cudownego źródła pokarmu. Odpuścił dopiero gdy rudy kocur nastroszył rozeźlony futro. Śnieżny Sopel z pewnością dosłownie kładłaby się ze śmiechu, gdyby nie nie fakt, że właśnie w tej chwili w kociarni pojawił się Brania Łapa. Zmarszczyła brwi i spięła całe ciało gotowa do obrony nienarodzonych dzieci.
- Czego? - splunęła, nawet nie kryjąc swojej wściekłości.
- Zobaczyć jak mają się moje dzie- - nie skończył. Kotka zdzieliła mu w pysk, raniąc dosadnie powiekę i policzek kocura
- To nie są twoje dzieci, wywłoko - sarknęła na tyle cicho, by nikt jej nie usłyszał. Wchodząca Fala i Zaskrońcowy Syk spały. Wolała nie ryzykować.
- POŻAŁUJESZ! - syknął, wychodząc z kociarni i ruszając prosto do Koziej Łapy. Bengalka zadrżała na całym ciele... Co ona zrobiła?!
< Koza? >

07 lipca 2019

Od Śnieżnej Łapy (Śnieżnego Sopla) CD Koziej Łapy (Koziej Nóżki)

Od dnia, kiedy ta dwójka gruchających gołąbeczków została razem, minęło wieeeele dni. Doprawdy wiele. Śnieżka i Koza ku złości Baraniej Łapy stali się niemalże nierozłączni a i chętnie skrycie dokuczali kocurowi okazując sobie czułości, gdy ten był obok. Teraz akurat wracali ze wspólnego spaceru, oparci o siebie i gdyby nie fakt, że bengalka ma krótki ogonek, to z pewnością i one byłyby złączone. Kotka uśmiechała się z lekka, co jakiś czas rzucając Koziej Nóżce zawstydzone spojrzenie.
Cały czas mimo wszystko miała z tyłu głowy swój związek z Baranem, który... No cóż, nie oszukujmy się, jak związek nie wyglądał. Westchnęła cicho, gdy przed nimi dosłownie jak spod ziemi pojawił się ów kocur.
- Czego chcesz? - ofuknęła go kotka, strosząc futerko na grzbiecie. Wysunęła odruchowo pazury, marszcząc gniewnie brwi. Ten wywrócił tylko oczami, prychając najwidoczniej rozbawiony zaistniałą sytuacją.
- Spokojnie, chciałem tylko z tobą porozmawiać - miauknął. Śnieżka rozluźniła napięte ciało. Skinęła ostrożnie głową, po czym ruszyła za kremowym kocurem. Kózka też już ruszał za nimi jednakże baran odwarknął chłodno, że ma to być rozmowa tylko ich dwojga, a jego brat ma się nie wciskać w nie swoje sprawy. 
Młoda wojowniczka posłała mu pokrzepiające spojrzenie, po czym ruszyła za Baranem, który tylko co jakiś czas posyłał jej pogardliwe spojrzenie.
***
- Więc o czym chciałeś porozmawiać? - westchnęła w końcu tym ciągłym chodzeniem bez sensu. Arlekin zatrzymał się, po czym omiótł wzrokiem całą okolicę.
- Mam dla ciebie propozycję układu - mruknął, siadając prosto niczym struna. Bengalka uniosła jedną brew ku górze i ściągnęła uszy, wpatrując się weń z nie małym zdziwieniem - Albo oddasz mi cię całkowicie...
- NO CHYBA ŻEŚ NA MÓZG SIĘ Z LISEM ZAMIENIŁ! - warknęła o mało co nie krztusząc się własną śliną. Napięła całe ciało, będąc gotowa, by spuścić tej łajzie manto.
- Oh... ależ Śnieżynko moja - zamruczał, liżąc ją w policzek, na co oberwał w pysk - Nie pozwoliłaś mi dokończyć. Albo mi się oddasz, albo twój cudowny kochaś pójdzie wąchać kwiatki od spodu, jak nasza matka - zaśmiał się, podchodząc coraz to bliżej. Serce Śnieżki biło z każdą chwilę jeszcze szybciej. Rozglądała się na boki, mając ochotę uciec. Ale... co jeśli ten psychol mówił prawdę...? N-nie mogła dopuścić do tego, aby Koziej Nóżce coś się stało!
- Z-zgoda... - szepnęła, ocierając łzy z policzka. Zaszlochała cicho, zamykając oczy z całej siły...
***
Ten stres zaczynał ją powoli wykańczać, mimo iż minął dopiero jeden dzień. Zadrżała na całym ciele, myśląc o tym, co się stało tak niedawno. Brzydziła się siebie samej, miała ochotę zwymiotować. Do tego jakaś jej część z całych sił chciała powiedzieć o wszystkim jej ukochanemu...
- Śnieżko, słonko, wszystko dobrze? - miauknął zatroskany Kózka, kładąc kwiatka na główce pointki. Ta uśmiechnęła się sztucznie, kiwając łebkiem na boki.
- Tak, nie martw się Kózko - odetchnęła głęboko, po czym spojrzała by na swoje łapki - Byli by z nas świetni rodzice
- Że przepraszam, ale c-co? - palnął zmieszany bicolor, nie dowierzając w słowa kotki
- Oh nie udawaj takiego świętego, wiesz o co mi chodzi, pf - żachnęła się, starając robić dobrą minę do złej gry - P-poza tym! N-nie chciałbyś mieć gromadki małych k-klusek...? - przełknęła zaległą gule w gardle, oddychając szybko. Była speszona i nerwowa do granic możliwości, z resztą nie tylko ona! Koza też wyglądał tak, jakby miał zaraz zejść na zawał.
- W-więc...? - kaszlnął głucho, przebierając nerwowo łapkami.
- M-mhm... - Śnieżka skinęła mu nieśmiało główką, po czym zetknęła się z liliowym nosami, następnie ten liznął ją za uchem i... jakoś tak dalej samo poszło...

< Kózko? >

24 czerwca 2019

Od Śnieżnej Łapy CD Koziej Łapy

Kotka ściągnęła do tyłu uszy, nie wiedząc co powiedzieć. Przecież nie rzuci mu w pysk tekstem, że nie domyślił się o co jej chodzi, że zapomniał i przez to jest jej smutno. Uśmiechnęła się więc blado, po czym odwróciła pyszczek w drugą stronę, nie mając zbytniej ochoty patrzeć na strapionego jej zachowaniem Kózkę. Z resztą... Ona sama czuła się dziwnie, nie mogła sobie znaleźć miejsca, chodziła ciągle zamyślona, zaś jej główkę zaprzątał cały czas liliowy bicolor, przy którym serduszko Śnieżki biło znacznie szybciej.
Nakryła mordkę łapkami, czując jak zawstydzenie dopada ją z każdej strony. Zadrżała z lekka, na samą myśl o tym, jak to jest zasnąć przy synu Dzikiej Zamieci. Ale przecież... Była z Baranem i nie czuła tego samego, tak? Mimo iż ciągle powtarzała, że to miłość... Przecież to nie mogło być zwykłe zauroczenie jego wyglądem zewnętrznym. A może jednak mogło...? Bengalkę dosłownie aż zaskoczył własny tok rozumowania. Ona cały ten czas nie kochała arlekina! Tylko tą liliową, pocieszną ciapę, który rozgrzewał jej serduszko do czerwoności! Tylko teraz pojawił się kolejny problem... Jak mu to wszystko wyjaśnić? Przecież to było takie zawiłe...
***
Minęły trzy dni od kiedy Śnieżka zdała sobie sprawę z tego, że darzy szczerym uczuciem terminatora. W tym czasie zdarzyło się nieszczęście... Podczas głupich zawodów żółtooki złamał łapę. Cały długo dzień, który był dla kotki niczym męczarnia, wlekł się niczym ślimak. Już pomijając fakt, że krzyczała na siebie w myślach, iż nie potrafi zrobić nic innego, niż tylko płakać i panikować. Pluła sobie w brodę, że tylko przeszkadzała medykom, przez co musiała zostać wyproszona z ich leża.
Ale to wszystko działo się wczoraj, dzisiaj natomiast korzystając z okazji, że jest już mniej przerażona o życie pręgowanego, oraz, że Lśniący i Sokół wyszli po zioła, zakradła się cichaczem do odpoczywającego Koziej Łapy, który aż podskoczył lekko na swoim posłaniu, gdy ją zobaczył.
- Ś-śnieżko...? - szepnął zaspanym głosem, otwierając szerzej oczy. Kotka skinęła mu jedynie głową, podchodząc powoli.
- Hej Kózko... - miauknęła zbolałym głosem, czując, że lada chwila i się rozpłacze - Musimy porozmawiać... - dodała zaraz brzmiąc z lekka zbyt poważnie, niż miała w zamiarze - Chodzi o to, że... Że... Uh... Bałam się o ciebie! T-tak strasznie się bałam, że... Że już cię więcej nie zobaczę rozumiesz?! Że już się obok ciebie więcej nie obudzę... - zaczęła mówić, zaś jej głos drżał z przejęcia i płaczu. Po policzkach spływały co chwila kolejne potoki łez - K-kocham cię... Rozumiesz? O to mi chodziło, kiedy mówiłam, że c-cię lu-lubię... Związek z Baranem... To był błąd Kózko. Nie kocham go... Nigdy nie czułam się przy kimś innym tak dobrze, jak przy tobie... K-kocham cię... - spuściła głowę i czekała cierpliwie na reakcję bicolora. Cały czas szlochała, mając przy tym ochotę zapaść się pod ziemię. Przecież on równie dobrze mógł jej nie kochać, prawda...?
<Kózko? >

18 czerwca 2019

Od Śnieżnego Sopla (Śnieżnej Łapy) CD Koziej Łapy

Bengalka cofnęła się o krok, widząc w jakim stanie jest jej przyjaciel. Poczuła ogromną falę żalu względem swojego partnera oraz lidera, jak oni mogli tak traktować biednego Kozią Łapę?! Westchnęła cicho, ściągając swoje uszy do tyłu. Przez moment chciała coś powiedzieć, jednakże stwierdziła, że lepiej będzie, jeśli po prostu go przytuli.
- Kózko... tak mi przykro... - szepnęła, odwracając szybko wzrok. Liliowy pociągnął nosem. pocierając łzy łapką - No już... proszę cię... - nie wiedziała co robić, więc jedynie mocniej przytuliła do siebie przyjaciela. Ta... przyjaciela? Czy aby na pewno? Barania Łapa przesadził już w momencie, gdy zabronił jej rozmawiać ze swym bratem, a teraz to, czego dowiedziała się pointka, było wręczy szczytem wszystkiego! Zaczęła więc poważnie wątpić w to, czy ich związek miał jakikolwiek sens. Do tego to, czy kocha arlekina zaczęło być dla niej tak wątpliwe, niczym deszcz podczas suszy.
- Jestem beznadziejny... Barania Łapa zawsze był ode mnie lepszy - bicolor starł kolejne łzy z pyszczka, zaś serduszko Śnieżnego Sopla dosłownie pękło na pół, kurcząc się na koniec. Jak bardzo pręgowany musiał być zniszczony przez życie...?
- N-nie prawda! - zaprzeczyła szybko, starając się jakoś podnieść go na duchu - L-lepiej się do ciebie tuli! I-i-i... masz takie miękkie futerko! Do t-tego tak ł-ładnie myje-myjesz moje! - bąknęła, zupełnie nie wiedząc co powiedzieć. Odwróciła szybko wzrok, a gdyby koty mogły się rumienić, to ona z pewnością spaliłaby buraka na mordce.
- Wracajmy do do domu... proszę - poprosiła nieśmiało, oddalając się dosłownie na długość bardzo krótkiego ogona. Kózka zawahał się, ostatni raz popatrzył na spienioną taflę wody, po czym ruszył wolnym krokiem za Śnieżką, w której aż się gotowało ze wściekłości, kiedy pierwszy szok minął - Będzie dobrze, obiecuję - uśmiechnęła się blado, jako pierwsza wchodząc do obozu, po czym dosłownie wydarła się na cały teren klanu klifu, wzywając do siebie Barana. Kremowy wyszedł znudzony z legowsika terminatorów, patrząc spod przymkniętych powiek na bengalkę.
- Czego? - warknął, widząc jak zza kotki wyłania się jego brat. Popatrzył zaraz na młodą wojowniczkę ze wściekłym wyrazem pyska.
- Jak śmiałeś, co? CO CI TAKIEGO KOZIA ŁAPA ZRO- - urwała gdy poczuła na swoim policzku uderzenie. Krew skapnęła na ziemię, zaś syn Dzikiej Zamieci otrzepał łapę, chowając przy tym pazury. Zaśmiał się cicho, mrucząc pod nosem, jaka to ona jest żałosna.
- Ty... - wydusiła z siebie pod wpływem ciężkiego szoku. Śnieżka najpierw zadrżała, a później rzuciła się na długofutrego bez ani chwili zawahania. Wściekłość przyćmiła jej racjonalne myślenie, miała gdzieś to, że wszyscy klanowicze patrzą się właśnie na nią, że Barania Łapa ma przewagę. To jej nie obchodziło! Wykorzystywała każdą chwilę na atak, zostawiając po sobie na ciele przeciwnika krwawe ślady. Jednakże terminator nie był jej dłużny, najpierw wbił z całej siły zęby w bark kotki, która aż zachłysnęła się powietrzem, by chwilę później rzucić nią z całej siły o ziemię.
Wojowniczka nawet nie zorientowała się gdy ich rozdzielono, ani kiedy Lisia Gwiazda wymierzył im karę. Barana cofnięto do kociarni do odwołania, zaś jej samej odebrano tytuł wojowniczki i ponownie przydzielono Martwego Cienia jako mentora. Odpowiedziała na to jedynie wściekłym grymasem.
- Z NAMI KONIEC NĘDZNA PADLINO! - warknęła w stronę kocura, który wyglądał, jakby miał zaraz zejść na zawał. Nie minęła jednak dłuższą chwila, jak znowu przybrał znudzony wyraz pyska - Kózko... - zaczęła, podchodząc w stronę bicolora, który położył po sobie uszy.
- D-dostałaś karę... - wyjąkał ściszonym głosem
- No i? Teraz znowu będę mogła spać w tym samym miejscu co ty~! Może nawet obok ciebie, co ty na to? - uśmiechnęła się łagodnie - Poza tym... znowu będziemy mieli więcej czasu dla siebie. A musisz wiedzieć, że ja cię bardzo lubię - dodała zaraz nieśmiało, zawstydzona odwracając mordkę.

< Kozia Łapo? >

12 czerwca 2019

Od Śnieżnego Sopla CD Koziej Łapy

Śnieżna pointka nalegała i nalegała, jednakże bicolor nawet nie chciał się zgodzić by iść z nią na wyprawę poszukiwawczą. Odpuściła więc i tylko dotknęła nosem jego policzka, uśmiechając się łagodnie. Było jej bardzo mocno szkoda przyjaciela. Jednocześnie była wściekła, że Lisia Gwiazda nie nadał swojemu uczniowi imienia wojownika. Przecież widziała jak bardzo się starał i jak mu na tym zależało! Westchnęła więc cicho, oddalając się w swoją stronę. Skoro Kozia Łapa chciał spokoju, to ona nie będzie go do niczego zmuszać, poza tym... będzie musiała jeszcze odbyć nocne czuwanie.
~*~
Od tamtego dnia minęło trochę czasu. Klan wilka zdążył odbić swoje tereny, przepędzając klifiaków niczym szczury z pola. Śnieżny Sopel nie odniosła aż tak dużych ran w bitwie, jak się tego spodziewała, dlatego też kiedy sytuacja między klanowiczami w miarę się uspokoiła, zaś sam Lisia Gwiazda nie pokazywał ani cienia emocji, Barania Łapa zabrał ją na, jak to określił, poważną rozmowę.
- No, więc? - miauknęła kotka i gdyby nie kikut, który miał czelność nazywać się ogonem, owinęłaby go okół swoich łapek. Zmarszczyła lekko nosek, widząc aż nad wyraz poważną minę swojego partnera.
- Nie chcę żebyś rozmawiała z tą niedojdą, która jest moim bratem
Zachichotała. Potem się zaśmiała cicho. Na koniec zaś wybuchnęła gromkim i donośnym śmiechem.
- T-to żart.... tak? - odparła między spazmami śmiechu. Niestety, jej ukochanemu nie było do śmiechu, strzepnął ogonem, kładąc po sobie uszy.
- Głupia jesteś, że nie rozumiesz? - warknął, jeżąc sierść na całym ciele - Nie życzę sobie abyś rozmawiała z tym kretynem - dodał już ostrzej niż wcześniej, wstając gwałtownie. Wojowniczka pierwszy raz w życiu przestraszyła się swojego ukochanego. Ściągnęła uszy do tyłu, nerwowo odwracając wzrok. Już miała mu przytaknąć, jednakże ostatecznie zrezygnowała z tego.
- Wiesz co? Wypchaj się! Nie jestem twoją własnością, idioto! - syknęła ostro wkurzona, po czym odwróciła się na pięcie, wracając do obozu. Tam natknęła się na Kozią Łapę i wykorzystując fakt, że Baran wszystko widzi, podeszła do liliowego, ocierając się o jego bok i mrucząc cicho.
- Hej Kózko~ - miauknęła uroczo, po czym polizała bicolora po nosie - Przejdziemy się? Ładnie proooooszę~ - uśmiechnęła się promiennie, starając się jak najbardziej zachęcić przyjaciela.

< Kózko? >

03 czerwca 2019

Od Śnieżnej Łapy (Śnieżnego Sopla) CD Koziej Łapy

Podrywanie Baraniej Łapy szło kotce łatwiej, niż myślała! Arlekin był bardzo łasy na pochwały, toteż wystarczyło, że przyszła terminatorka zatrzepotała rzęsami i rzuciła kilkakrotnie jaki to kremowy jest umięśniony i przystojny. Oczywiście Barania Łapa nawet nie protestował, gdy słyszał różne pochlebne komentarze ze strony swojej rówieśniczki, wręcz przeciwnie! Puszył futro niczym paw pióra, zaś na jego pysku pojawiał się uśmiech zwycięzcy.
- Wiesz Baranku... - zaczęła nieśmiało, zaś kocur zastrzygł uszami, obracając łeb w stronę bengalki - Bardzo cię lubię - zamruczała cicho, zaś na serduszku zrobiło się jej tak cieplutko, że było to wręcz nie do opisania. Na sto procent, a nawet i więcej, gdyby koty potrafiły się rumienić, to Śnieżka zaliczyłaby najczerwieńszego buraka na jakiego było ją kiedykolwiek stać.
- I co? Oczekujesz jakiejś odpowiedzi? - bąknął półdługowłosy, wlepiając w nią swe żółto-niebieskie ślepia. Kotka drgnęła z lekka, nerwowo poruszając łapkami. Ściągnęła w tył uszka, przy okazji odwracając zakłopotana wzrok.
- T-tak - szepnęła, zmuszając się, by popatrzeć na syna Dzikiej Zamieci. Ten tylko strzepnął ogonem, otwierając pysk by odpowiedzieć "Ja ciebie też". Oh, jak bardzo skakała wtedy z radości! Dosłownie rzuciła się na pręgowanego, wtulając pyszczek w jego puchatą sierść na klatce piersiowej.
- Ej, panna, pamiętaj jednak, że umawiać się z kimś TAK wspaniałym, to zaszczyt - miauknął krótko, na co uczennica pokiwała łebkiem, chichocząc rozanielona, że Baranek odwzajemnia jej uczucia. Szkoda tylko, że nie zdawała sobie sprawy z tego, co musiał teraz odczuwać Kózka...
~*~
Czas mijał jednak nieubłaganie. Klan klifu zdążył zaatakować klan wilka i wziąć tereny wroga pod swoje władanie. Co prawda młodej aspirującej wojowniczce nie podobało się to ani trochę, jednakże nie zamierzała kwestionować Lisiej Gwiazdy, przecież słowo lidera było prawem.
Aktualnie śnieżno pręgowana siedziała wyprostowana niczym struna, czekając aż jej partner skończy dokładnie wylizywać jej futerko na klatce piersiowej. Tak, dokładnie, Baranek i Śnieżka zostali parą, a aktualnie dura połówka uczennicy Martwego Cienia była przygotowywana do ceremonii mianowania, która miała się odbyć już za chwilę. Oczywiście kremowy co jakiś czas posyłał zwycięskie i pełne wyższości spojrzenie zmartwionemu Kózce, jednakże tego krótkowłosa dostrzec nie mogła.
- Niech wszystkie koty klanu klifu zdolne by polować, zbiorą się na zebranie! - zagrzmiał głos Lisiej Gwiazdy, który aż nazbyt podkreślał fakt, że wilczaki nie mają żadnych praw i przywilejów - Zimorodkowa Łapo, Srocza Łapo i Śnieżna Łapo, wystąpcie!
- No, leć - ponaglił ją partner, po czym podszedł do swojego brata, co w mniemaniu pręgowanej było aż nazbyt uroczym gestem. Przebrnęła przez tłum a następnie usiadła obok niebieskich kotek, uśmiechając się do nich promiennie.
Ceremonia nie trwała długo, broń jeżu! Jednakże zaowocowała trzema nowymi wojowniczkami klanu klifu. Zimorodek została Zimorodkową Pieśnią, Sroczka otrzymała imię Sroczego Żaru, zaś Śnieżka była od tego dnia znana jako Śnieżny Sopel.
- I co, mówiłam wam, że dziewczyny górą! - zaśmiała się donośnie, wymykając się z tłumu gratulujących im kotów, po czym skierowała się w stronę braci. Baran skrzywił pysk, idąc w tylko sobie znanym kierunku, zaś sam Kózka wyglądał jak siedem nieszczęść - H-hej... to był żart, wiesz...? J-jeszcze będziesz mianowany! Zobaczysz! - zająknęła się, widząc smętną minę przyjaciela. Otarła się przy okazji o jego bok, chcąc dodać liliowemu otuchy.

< Kózko? >

27 maja 2019

Od Śnieżnej Łapy CD Koziej Łapy

Kotka nie posiadała się ze szczęścia, kiedy Kózka wyraził zgodę odnośnie pomagania jej w poderwaniu Baranka. Młoda uczennica od razu, bez zastanowienia wtuliła się w miękkie futerko liliowego, mrucząc przy tym donośnie w podzięce. Tak, zdecydowanie pręgowany uczeń był najlepszym przyjacielem pod słońcem! Czuła, że może mu o wszystkim powiedzieć, że może zwierzyć się z problemów, które mącą jej w głowie... Odetchnęła głęboko, zaś na jej mordce widniał szeroki, wręcz nienaturalny uśmiech.
- Dziękuję Kózko, jesteś moim najlepszym przyjacielem! Chociaż nie, jesteś jak najlepszy starczy brat - zaśmiała się cichutko, jeszcze raz dziękując bicolorowi za pomoc, by chwilę później oznajmić, że ona to w sumie idzie spać bo musi odpocząć przed kolejnym treningiem z tym szowinistycznym gburem, a było to nie łatwe zadanie.
***
Zaspana śnieżna bengalka otworzyła niechętnie oczy, gdy jej nauczyciel wręcz brutalnie obudził młodą uczennicę. Bury kocur prychnął niezadowolony, widząc, jak ta marszczy brwi, po czym ruchem ogona kazał jej podążać za sobą. Śnieżna Łapa podreptała więc za tym burakiem, modląc się do gwiezdnych, aby jak najszybciej zakończyli jej męki.
- Niżej! Szybciej! Chcesz być martwa, ty nędzny kłaku?! - wrzeszczał buras, uważnie obserwując, jak przyszła wojowniczka stara się unikać ciosów Okopconego Dzwonka, który wymachiwał przed nią łapami z wysuniętymi pazurami. 
- P-próbuję! - sapnęła, po czym wybiła się z tylnych łap, wyskakując w górę i ostatecznie lądując na klatce piersiowej czarno-białego wojownika - Nie jestem tak słaba jak myślisz! - uniosła dumnie głowę, wypinając przy okazji klatkę piersiową.
- W takim razie... - zamruczał kocur, obserwując uważnie swą uczennicę, która nawet ani drgnęła, pod wpływem jego przeszywającego spojrzenia - BROŃ SIĘ! - zawołał, rzucając się wprost na zdezorientowaną Śnieżkę, która przez szok nie był nawet w stanie zareagować. Wylądowała więc przyduszona cielskiem swojego mentora, szamocząc się na wszystkie możliwe strony.
- Lisie łajno! - fuknęła, starając się odepchnąć od siebie pręgowane cielsko, jednakże na marne. Martwy Cień ruszył się jednak w końcu, pozwalając bengalce wstać z trawy. Ta otrzepała się i słysząc magiczne "Koniec na dzisiaj", momentalnie czmychnęła w stronę obozu.

< Kózka? >

10 maja 2019

Od Śnieżnej Łapy CD Koziej Łapy

Śnieżka czuła się dosłownie jak w raju! Podskakiwała niczym piłeczka przez większe zaspy, zaś śnieg uczepiał się jej mordki, wąsików a nawet i krótkiego ogonka. Jeśli tak miał wyglądać każdy jej trening to była jak najbardziej za! Co jakiś czas zerkała na Kozią Łapę, który szedł przez biały puch niczym bociek, wysoko unosząc łapki. Zaśmiała się cicho na ten pocieszny widok, po czym obróciwszy główkę przed siebie - dalej dziarsko kroczyła przez śnieg. W końcu jednak stanęli. Pierwszy odezwał się lider, prosząc kocura by zaczął. Ten wyglądał co najmniej tak, jakby miał zejść na zawał. Bicolor zamrugał oczami, lekko zachęcony szturchnięciem mentora, odzywając się w końcu.
- Wojownik ma obowiązek zająć się kocięciem, nawet jeśli pochodzi z innego klanu - miauknął wyraźnie niepewnym głosem, po czym popatrzył na kotkę porytą rozetkami. Ta uśmiechnęła się pokrzepiająco i kiwnęła główką. Kocur kontynuował już bardziej ośmielony, przedstawiając tortie cały kodeks wojownika. Ta jedynie kiwała głową na znak, że go słucha i rozumie. Cały czas miała przy tym delikatny uśmiech na mordce i zapewne gdyby mogła, to owinęłaby ogonem swoje łapki, a z racji, że był on nad wyraz krótki, to po protu poruszyła nim delikatnie, ziewając z lekka.
- Rozumiem - miauknęła krótko na zakończenie wywodów liliowego kolegi - A co z pozycją łowiecką, pokażeeesz? - zawołała entuzjastycznie, momentalnie skacząc na cztery równe łapki, po czym spojrzała wyczekująco na Kózkę. Syn Głuszcowej Łapy z początku ociągając się, w końcu pokazał młodszej terminatorce, jak powinna ów pozycja łowiecka wyglądać. Śnieżka zmarszczyła nosek, starając się jak najlepiej ją odwzorować. Jednakże jak wiadomo, nie zawsze w życiu wychodzi tak idealnie jak tego chcemy, więc nie trwało to długo nim młoda uczennica zaryła nosem w śniegu. Kichnęła donośnie, pocierając łapką policzek.
- Spróbuj jeszcze raz moja droga, a ty Kozia Łapo, świetna postawa - mruknął Lisia Gwiazda, tym swoim typowym, znudzonym tonem, jednakże dało się w nim usłyszeć nutkę satysfakcji i dumny z faktu, że jego uczeń już coś potrafił.
- Kózko, pokażesz mi jeszcze raz? - poprosiła cicho Śnieżka, ściągając do tyłu swoje klapnięte uszka, po czym uśmiechnęła się nieśmiało - Świetnie ci to wychodzi, pewnie będziesz niedługo mianowany! - dodała zaraz, kiedy to liliowy bicolor zgodził się na jej propozycję.

< Kózka? >

08 maja 2019

Od Śnieżnej Łapy

Kotka zamruczała z zadowolenia, kiedy dorwała swoją pierwszą zdobycz, jaką była łasica. Z całej siły wgryzła się w gardło zwierzątka i za nic w świecie nie chciała puścić, nawet jeśli miało to skończyć się podrapanym nosem i pyszczkiem. Na szczęście - nie ugięła się i teraz dumnie kroczyła z piszczą w mordce, zupełnie tak, jakby chciała wszystkim się pochwalić, że to ona właśnie ją złapała. Na jej nieszczęście czy też nie, nie doczekała się uwagi od swojego mentora. Ba! Ten gbur nawet nie pisnął ani słowem odnośnie tego, jak dobrze jej poszło. Zamiast tego skrytykował niemalże wszystko co robiła, dodając na koniec, że skoro jest kotką, to powinna siedzieć na tyłku w kociarni.
- Burak - fuknęła, posyłając zirytowane spojrzenie mentorowi, który poszedł najwidoczniej zdać raport Lisiej Gwieździe. Liznęła futerko na swojej klatce piersiowej, a następnie podreptała w stronę legowiska terminatorów, gdzie właśnie urzędował Zlepiona Łapa w towarzystwie Koziej Łapy oraz Żurawinowej Łapy. Liliowy kocurek najpewniej opowiadał sowim kolegom jakąś ciekawą historię. Tak przynajmniej wywnioskowała Śnieżka, widząc żywą gestykulację syna Nowi.
- Cześć! - miauknęła wesoło, kiedy podeszła na tyle blisko, aby cała trójka uczniów ją usłyszała. Kózka dosłownie podskoczył na dźwięk jej głosu, odpowiadając spokojnie na jej powitanie. Bengalska uśmiechnęła się pogodnie, siadając między liliowymi kocurami, po czym polizała swoją prawą łapkę - Można się przysiąść? - zagaiła trochę zbyt późno, bo bądź co bądź już usiadła, jednakże kultura tego wymagała. A tak przynajmniej uczyła ją matka. No dobrze, fakt, że bywała zuchwała, czasem aż nazbyt, jednakże ona sama nie widziała w tym problemu. A przynajmniej nie na chwilę obecną.
Mimo pierwszych chwil niepewności i wyraźnie wyczuwanego napięcia między terminatorami, rozmowa wróciła na dawne tory. Mimo wszystko Śnieżna Łapa nie odzywała się ani przez chwilę, po prostu siedziała i słuchała co mówią jej koledzy. Poruszała uszami, chcąc wyłapać każdy najmniejszy dźwięk, aż w końcu zwyczajnie zaczęło ją to nużyć. Oczy zaczęły robić się aż nazbyt ciężkie aż w końcu tortie przysnęła na siedząco. Obudziło ją dopiero szturchnięcie w bok.
Szybko podniosła głowę, którą wcześniej miała spuszczoną, czując jak coś strzela jej w kręgosłupie.
- Tak? - miauknęła zaspanym głosem, spoglądając na Zlepioną Łapę, który wyglądał, jakby miał się jej o coś zapytać. Poruszyła swoim krótkim ogonem, poruszając przy tym noskiem, aż kichnęła cicho.
- Idziesz z nami się pobawić? Kozia Łapa znalazł fajną szyszkę i idziemy robić zawody - zaproponował z błyskiem w swych zielonych ślepkach.
- Oczywiście, Zlepusiu, prowadź! - wykrzyknęła entuzjastycznie, wstając gwałtownie.

< Zlepek? >

03 maja 2019

Od Śnieżki (Śnieżnej Łapy)

Upadła na pyszczek, próbując gładko zejść z drzewa, z którego, na jej nieszczęście, nic nie było widać. Marszcząc niezadowolona  nosek, podreptała przed siebie, czując pod poduszkami mokrą trawę od topiącego się śniegu, który, zdaniem kotki, był nieprzyjemny. Dzień mimo wszystko zapowiadał się na cieplutki, co tylko wywołało uśmiech na mordce Śnieżki. Cóż... do czasu. Idąc tak swawolnie przez nieznany teren natrafiła na wysokiego, rudego kocura oraz widocznie młodszego od niego kota. Zapytana o imię, odpowiedziała wprost, że nazywa się Śnieżka, wytłumaczyła też jak się tu znalazła, starając się nie zwracać uwag, na gapiącego się na nią liliowego. Polecono jej, by poszła za nimi, do obozu jakiegoś klanu klifu. Zmarszczyła nosek, nie wiedząc zbytnio o co chodzi. Mimo wszystko - zgodziła się, tuptając za dwoma kocurami.
Dopiero później okazało się, że została posądzona o szpiegowanie, dla niejakiego klanu wilka. Owszem, pozwolono jej zostać, ale liliowy kocur, którego wtedy spotkała, oraz jego brat, mieli mieć ją na oku.
Właśnie dzisiaj minął tydzień, tydzień, w czasie, którego Śnieżka zwiedziła cały obóz, ale pod czujnym wzrokiem lidera klanu klifu, a także w asyście Baraniej Łapy i Koziej Łapy. Jeśli miała być szczera, to nie odpowiadało jej to ani trochę. Czuła się skrępowana, w dodatku jeden z braci był nad wyraz dziwny, dlatego też, postanowiła trzymać się od arlekina najdalej, jak tylko byłaby w stanie. Niestety, ten najwidoczniej nie rozumiał słów ułożonych w zdanie "Proszę, daj mi spokój", dlatego też koteczka często chcąc czy nie, musiała mu uciekać, by pobyć chwilę sam na sam. Była zwyczajne zmęczona tym posądzaniem ją o bycie szpiegiem klanu wilka. Kim lub czym był klan wilka na osty i ciernie?!
Odetchnęła głęboko, siedząc spokojnie przed wejściem do leża medyka, gdzie przydzielono jej miejsce do spania. Tam też przez trzy dni odbywała kwarantannę dla pewności, że nie przywlekła ze sobą żadnej choroby.
- Witaj - uśmiechnęła się promiennie, na widok bicolora, który szedł w jej stronę z martwym wróblem w mordce. Kocur speszył się troszeczkę, jednak skinął jej głową, po czym podsunął piszczkę pod same łapki tortie - Nie jesz? - miauknęła troszkę zdziwiona, jednakże kiedy terminator zapewnił ją, że już wcześniej jadł, ta zabrała się za spożywanie ptaka.Wcześniej troszkę jej w brzuszku burczało, ale sztywno trzymała się zasady wyznaczonej przez lidera - może zjeść tylko wtedy, gdy ktoś jej przyniesie jakieś jedzenie.
Oblizała mordkę z krwi, po czym skinieniem głowy podziękowała starszemu kocurowi za ten miły gest. W tej samej chwili, gdy ta zaczęła się myć, przed dwójką pojawił się Barania Łapa, który zdyszany rzucił przed kotkę królika. I to nie byle jakiego! To chyba był największy uszak jakiego kociczka miała szansę widzieć!
- Wybacz Baranku, ale już jadłam - speszyła się z lekka, schylając lekko główkę w dół. Uczeń niechętnie, bo niechętnie skinął głową. Z groźnym warknięciem rzucił wyzywające spojrzenie Kozie, który drgnął z lekka. Bracia patrzyli na siebie z groźnymi minami. Bengalka miała wrażenie, że ci zaraz rzucą się na siebie. Odetchnęła jednak z ulgą, gdy głos Lisiej Gwiazdy rozbrzmiał na polanie, wzywając na polanę wszystkie koty. Zachęcona ruchem ogona Śnieżka podeszła razem z synami Głuszki pod kamień, skąd przemawiał rudy przywódca.
- Śnieżko, wystąp - na dźwięk swojego imienia kotka miała ochotę się schować gdzieś pod mchem, jednakże na drżących łapkach wyszła z tłumu - Postanowiłem. Dzisiaj dołączysz do grona naszych uczniów. Twoim mentorem zostanie Martwy Cień. Ucz się pilnie i nie zmarnuj swojej szansy - miauknął pręgowany, zaś sama kotka na chwilę zetknęła się nosami ze swoim burym nauczycielem, który skinął jej jedynie łbem, a następnie odeszli razem na bok.
Kolejnego dnia obudziła się długo przed wschodem słońca. Jako, że nie miała co robić, a pamiętając słowa Cienia, posłusznie czekała przed wejściem do obozu, aż jej mentor raczy podnieść swoje wielkie cielsko i zacząć trening. Zamiast tego, ku jej zdziwieniu, ale zdecydowanie nie negatywnym, koło niej przysiadł się Kozia Łapa, z lekko skwaszoną miną.
- Hej, Kózko - kotka liznęła jego policzek na powitanie, mrucząc przy tym cicho - Chyba mamy wspólny trening, popatrz - szturchnęła go lekko w bark, łapką pokazując na ich mentorów, idących obok siebie spokojnym krokiem



< Kózko? >