BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Larwa x Kuklik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Larwa x Kuklik. Pokaż wszystkie posty

24 czerwca 2023

Od Larwy CD. Kuklika

Wojownik zniknął, a następnie wrócił z... niczym. Spojrzał na to zdumiony, bo w końcu miał przynieść jakąś lepszą zabawkę. Przekrzywił łeb, wbijając w niego pełen niezrozumienia wzrok. Kuklik zaczął poddenerwowany się tłumaczyć, że nic jednak nie udało mu się znaleźć, ale nie był na niego o to zły. Zaproponował mu zabawę w chowanego i tak... Miło spędzili ten czas razem. 

***

Kocięce czasy odeszły, a on był już prawdziwym wojownikiem z krwi i kości. Ostre treningi ze Szpakiem dały mu tak nieźle popalić, że jego masa mięśniowa na łapach wzrosła, a szybkość się poprawiła. Nie był już tym malusim kociaczkiem, który chował się w futrze dorosłych, żerując na ich naiwności do jego słodyczy. Już mało kto dawał się nabrać na jego oczka, bowiem wystrzelił do góry i tym bardziej z pyska zaczął przypominać swojego ojca. Normalnie chodząca kopia, tylko zamiast kremowych łat miał czekoladowe. 
Ostatnie zgromadzenie było... Cóż... Burzliwe. Agrest dał mu karę, bo rzucał w koty kamieniami. A co miał robić? Nigdy nie chciał być zabierany na to kółeczko wzajemnego się podlizywania i oszczędzić sobie widoku jak kolejny lider z ich Owocowego Lasu podrywa dzikusa z tych całych klanów. Ugh. Chciało mu się wymiotować. 
Na dodatek stara baba zwana Jaskółką odwaliła taki cyrk, że zaczęto wierzyć w jakąś Wszechmatkę. To dopiero było nienormalne. Jak już potrzebowali bóstwa do czczenia to on był w pobliżu. Nawet by się nie obraził, gdyby mógł stanowić obiekt kultu. 
Stanowczo odmówił przyjęcia tej wiary, ponieważ wierzył w coś innego i nie zamierzał się "nawracać" na te bajeczki, w które zaczęto wierzyć. A tym bardziej, aby naćpana wariatka go szpeciła na znak tego, że był wojownikiem. Nie da im swojego ucha, nie będzie wyglądał jak te koty z Klanu Wilka. Był pewien, że to był jedna z tradycji leśnych klanów. Zaczynało się... Zmieniali się przez ich wpływ... Na gorszę. 
Widząc Kuklika podszedł do niego z zaciętym wyrazem pyszczka. Chciał wiedzieć czy i on jest niezadowolony z tego co działo się w ich społeczności, czy był w tym jak zwykle osamotniony. 
— Jak ci się podobają te zmiany? Bo mi niezbyt — zwierzył się swojej "mamie". — Czuje się jakby odbierali nam coś cennego. Jeszcze Agrest... — prychnął. — Podrywał Śnieżną Gwiazdę na skale. Obrzydlistwo. Jak tak można? Najpierw Komar, a teraz on. Niedługo przyniesie tu swoje dzieci mówiąc, że to kocięta z sojuszu. 

<Kuklik?>

23 kwietnia 2023

Od Kuklika CD. Larwy

dawno temu

 Uśmiechnął się do niego niemrawo. Miał nadzieję, że z maluchem będzie wszystko dobrze, bo nie chciał być znany w grupie z tego, że zmiażdżył niewinne dziecko… Nie zrobił przecież tego specjalnie, to był wypadek! Nigdy nie powinien się zbliżać do dzieci…
- M-może cię w-wezmę do m-medyczki? B-boję się, że c-coś ci jest... N-naprawdę p-przepraszam. Z-zrobię wszystko, t-tylko mi w-wybacz!
- Moses mnie popsytulać i umyć - zaproponował. - Jus psestaje boleć. Ne mów babci, bo się zmaltwi.
Pokiwał delikatnie głową i chwycił kocurka za kark. Zaniósł go w miejsce na boku i położył się obok malucha, trochę zestresowany przez męczące go wyrzuty sumienia. Był takim gapą… Co jeżeli kociak będzie teraz na niego obrażony i nagada innym o tym jakim złym opiekunem był? Czemu w ogóle nawiązał kontakt z dzieckiem, skoro to było takie stresujące?!
- Jesteś doblym kotem mamusiu - pochwalił go Larwa jakby czytał mu w myślach. - Inny pewnie by mnie zostawił i odsedł - maluch zwiesił smętnie uszka. To było dla niego dziwne. Kto by chciał porzucić takiego malutkiego, słodkiego kociaka na pastwę losu?
- A-ale j-ja cię nie zostawię...- powiedział do niego z uśmiechem i przysunął go do siebie. Zaczął go wylizywać delikatnie, nie chcąc zranić malucha. Skoro mówił, że chce żeby się nim zaopiekować, no to chyba musiał to zrobić… Zobaczył kątem oka jak syn Lukrecji się do niego uśmiecha.
- Siękuje mamusiu. Jesteś kochany
Przytulił się do niego mocno. To było miłe tak słyszeć po tym wszystkim co wyrządził…
- T-ty t-też jesteś kochany... B-bardzo cię l-lubię.
- A ja ce kocham mamusiu. Balso mocno. Uwu - otarł się o niego głową. Po raz kolejny westchnął zauroczony. Kocięta... Kocięta to jednak były piękne stworzenia! Ale zajmowanie się nimi to już inna sprawa… Maluchy były jedynie urocze a potrzebowały dużo uwagi. Po jakimś czasie pewnie było to już męczące.
- Ch-chcesz się w c-coś p-pobawić?
- Tiak! Posucamy kulką mchu? - zaproponował maluch, gapiąc się na swoją zabawkę. Wstał i chwycił kulkę, po czym rzucił nią w stronę kocurka. W sumie to nie wiedział jak się tym bawi, ale Larwa chyba da sobie radę…Zerknął na malucha i aż zastygł, widząc jak ten męczy zabawkę szarpiąc nią na boki i gryząc w pyszczku. Kocurek jakby nigdy nic dał mu ją z powrotem. Niezbyt chciał tego dotykać… Spojrzał na kulkę, która wyglądała... Tragicznie. Krytycznie przyjrzał się, czy zabawka będzie dalej przydatna, ale uznał, że raczej nie.
- P-przyniosę ci coś innego- wymamrotał tylko, rozglądając się w poszukiwaniu czegoś ciekawego.

<Larwa?>

19 lutego 2023

Od Larwy CD. Kuklika

Kuklik był idealną mamą! Wręcz udało mu się owinąć go wokół pazura! Widział jak się rozczulał, jaką robił minę. Miał go w garści! Był z tego bardzo zadowolony. Bycie nieporadnym kociakiem miało swoje plusy. 
— Jesce ne, bo bawe se — wibrysy mu zadrgały i załaskotały szylkreta po nosie, gdy zbliżył do niego swój pyszczek. — Ale jak luli luli bęsie, to wtedy ja sybko zasypiam, bo tio takie miłe i psyjemne.
Wojownik słysząc to, przybliżył go do siebie. 
— A chcesz l-luli? Cz-czy d-dalej się b-bawić? — zapytał.
Zastanowił się nad tym poważnie. Jeżeli dalej będą się bawić, to istniała szansa, że wymęczy go na śmierć! A tak... Tak mogli nieco odpocząć i razem pójść spać. Akurat cenił sobie odpoczynek, zwłaszcza że na dworze panował okropny mróz i ziąb. Ciepłe futro wręcz nie zachęcało do opuszczenia go. 
— Luli — podjął decyzję, wtulając się w jego objęcia. Ziewnął przy tym uroczo, przecierając łapkami oczka.
Kuklik westchnął zauroczony i zaczął nucić coś, co miało być kołysanką. Szło mu o dziwo nieźle. Dojrzał kątem oka, jak Dalia również rozpływa się na ten widok. Ha! Idioci! Naprawdę tylko tyle trzeba było, by ci uważali go za istną niewinność? Ziewnął i wtulił się bardziej w puszek "mamy", powoli odpływając w sen. A właściwie to... Udawał, że zasnął, bo usłyszał jak jego opiekunka podchodzi do Kuklika, szepcząc. 
— Słodki jest prawda? Nie spodziewałam się, że coś tak uroczego mogło wyjść z tej dwójki.
Wojownik pokiwał lekko głową i zamknął zmęczony ślepia. Nim się obejrzał, zasnął przez przypadek wtulony w kociaka. Gdy to wyczuł, sam zapadł w sen. Ważne, że było mu ciepło. 

***

Ocknął się w czyichś miłych objęciach. Otworzył oczka, ziewając. Ale było mu cieplusio. Nie chciał wychodzić nawet na jedzenie. Wolał leżeć z kocurem póki nie nadejdą roztopy. Burczenie w brzuszku jednak zaczęło go skręcać. Dotknął łapką pyszczka Kuklika, próbując go wybudzić ze snu. 
— Mama, am, am.
Kocur zamrugał zdezorientowany.
— C-co? — wymamrotał, rozglądając się po otoczeniu.
Czyżby zapomniał co wczoraj robił? Nie obchodziło go to zbytnio. Był głodny. Musiał dać mu jeść skoro się nim teraz zajmował! 
— Am, am, mama — powtórzył, wbijając w niego swoje oczka.
Szylkret słysząc jego słowa, spojrzał na niego zdziwiony. 
— M-mówiłem ci wczoraj... N-nie m-mam mleka! — wymamrotał, po czym ziewnął przeciągle.
— Moses zanieść mnie do Dalii na am, am — zasugerował, czując i słysząc jak jego brzuszek gra marsza. 
— J-już... Chwilkę... — miauknął cicho niewyspany, znowu zamykając ślepia.
Co on robił? Naprawdę chciał dalej spać? Powinien się go słuchać, a nie! Eh... Znów musiał udawać głupie dziecko, by wziąć go na litość. Był jednak gotowy na to poświęcenie. 
Wydał z siebie cichy pisk, pociągając noskiem. 
— Mama... Mój bsusek boli... Ja muse am, am — jęczał mu. 
Ten zamiast ogarnąć się, wstać i go zanieść do Dalii, położył łapę na pysku i zaczął cicho chrapać.
Nie wiedział co się dzieję. Zaczął rozglądać się na boki, wiercąc i docierając do noska kocura, by zaraz wspiąć się mu po pyszczku na głowę. 
— Mama, am, am — pisnął mu do ucha.
Chyba się udało go nieco rozbudzić, bo wojownik przetarł oczy.
— Uh... T-to idź do D-dalii... — ziewnął, delikatnie próbując zdjąć go łapą z siebie.
No jak to miał iść? Tak sam? Spojrzał w kierunku kocicy. Była tak daleko! A po drodze było chłodno! Nie chciał zmarznąć. Czy naprawdę tak wiele wymagał? 
— Daleko jest. Pomóż, plose — wyskomlał. — Mam malusie łapki, nie dojdę siam... A ja balso głodny estem — próbował go przekonać do tego, by mu pomógł.
Kuklik zepchnął delikatnie go z siebie i złapał go za kark. Zimno od razu go zalało, przez co napuszył się niezadowolony, podkurczając łapki. Na szczęście to jego niezadowolenie nie trwało długo, bo zauważył jak wojownik kieruję kroki w stronę znanej mu kocicy. 
— G-głodny jest... — wymamrotał dalej zaspany rodzic, gdy już go położył na ziemi.
Od razu dopadł do Dalii, pijąc zachłannie mleko. Kotka uśmiechnęła się, odzywając do kocura: 
— Właśnie widzę. Nie wiedziałam Kukliku, że lubisz kocięta. Uroczo razem wyglądaliście, jak spaliście tak razem we dwójkę
Wojownik uśmiechnął się jedynie padnięty.
— P-po prostu j-jakoś... Z-za słodki jest, b-by g-go t-tak olać... — powiedział cicho, patrząc na kociaka.  T-to j-ja j-już m-może p-pójdę... Z-zajmiesz się nim?— zapytał tylko szybko kotki, po czym zbliżył się do malucha. — D-do z-zobaczenia. M-może j-jeszcze k-kiedyś się spotkamy...
Skinął łebkiem, posyłając mu smutny wzrok, ale za bardzo był głodny, by się bardziej tym przejąć. Musiał napełnić swój brzuszek do końca! 

***

Bawił się kulką mchu, turlając ją z łapki do łapki. Strasznie się nudził. Wszyscy inni spali, a on nie miał na to jakiejś ochoty. Położył się plackiem na ziemi, po czym zawiesił się na chwilę, patrząc na mech, który stał się teraz bardzo interesujący, gdy nagle coś go przygniotło do ziemi. Pisnął, wyrwany z chwilowego zawieszenia, czując ciężar na swoim ciałku. Znów tata przyszedł go bić? Nie... To był Kuklik! Potknął się pewnie, ten cielak, ale już podnosił się na łapy, dając mu odetchnąć. 
— P-przepraszam! — pisnął spanikowany wojownik, patrząc na niego przejęty. — N-nic ci nie j-jest?!
Położył po sobie uszka, robiąc wielkie oczka, wstając z trudem na łapki. 
— Boli, ał, ał...
Szylkret od razu przypadł do ziemi, chcąc być na jego poziomie. 
— Co-co cię b-boli?— zapytał szybko, patrząc z uwagą, czy przypadkiem mu nie złamał łapki.
— Ciałko. Gsbiet. Zlobiłeś ze mne mech, mamusiu — wystękał. Widząc jego pyszczek tak blisko niego, uśmiechnął się, po czym dał mu buziaczka w nosek. — Tęskniłem.

<Mamo?>

15 lutego 2023

Od Kuklika CD. Larwy

 Dalej bał się kociaka, ale coś mu mówiło, że może nie jest niebezpieczny. W końcu, to było tylko dziecko. Może nie zrobi mi krzywdy jeżeli będzie uważał. Poza tym, może nawet takiemu skrzywdzonemu przez los maluchowi zrobi dobrze taka opieka? Zamruczał cicho. Tak, na pewno. 
- N-nie r-rozumiem j-jak tata mógł cię t-tak nazwać... Ch-chciałbyś, b-bym cię inaczej n-nazywał?
- Jeseli ne powies tacie, tio moses mne naswać mamusiu inacej. Ale to bęsie nas seklecik - zakrył łapką pyszczek robiąć "ci". Zachichotał cicho. Maluch miał tendencję do robienia różnych śmiesznych gestów. Było to nawet śmieszne, dlatego wolał nie ukazywać tego, że się stresuje byciem "mamą".
- N-no dobrze... A j-jak b-byś chciał, ż-żebym cię nazywał?
- Ne wem... Mało snam słów, bo jesce ne byłem na sewnąts, by to wsystko poznać. A co do mne pasuje mamusiu?
Polizał go po główce, cały czas mrucząc. Był taki malutki i puchaty… Mini kulka do opieki. Czemu jego ojciec źle go traktował? Przecież to było niedorzeczne! Jak można było źle traktować zwykłe dziecko?!
- Właśnie m-myślę skarbie... M-może K-kwiatuszek? Ż-żabka? M-meszek?
Kociak zmarszczył nosek zastanawiając się nad tym. W sumie i tak to było tylko "imię" którego miał zamiar używać przy nim by go jeszcze bardziej nie ranić, ale… Było ważne.
- Ne wem cio snacą te słowa. Mose mi o nich opowies i dlacego ci się ze mną kojarzą? - zaproponował.
- W-wiesz... B-bo k-kwiatuszek to po prostu... Ee... M-mały kwiatek... Kolorowy i jest taki drobny i słodki jak ty... A ż-żabka t-to t-takie coś co skacze... T-takie zwierzątko... I cz-czasem są takie b-brązowe żabki jak ty... A m-mech s-sam n-nie wiem, a-ale j-jesteś taką małą puchatą kulką przecież...
- Sce być zabką. Będę lobić hopsasa - zadecydował, mrucząc.
- T-to będziesz Żabka. Skarbie, c-co chcesz t-teraz zrobić?- zapytał się, przekonany, że dzieci się pewnie szybko nudzą.- J-jesteś głodny?
Oczekiwał stwierdzenia, że tak i maluch podrepta do Dalii, dlatego jego ruch go tak bardzo zdziwił. Kociak zanurkował noskiem w sierści na jego brzuchu. Zaskoczony wytrzeszczył oczy. To było… Nieprzyjemne. Ale musiał zrozumieć malucha, w końcu pachniał jak jego przybraną mama… I to było logiczne, że będzie szukał mleka u niego. Nie wiedział, że to bardziej skomplikowane. Niestety i tak coś go ukłuło w sercu.
- S-skarbie... A-ale j-ja nie m-mam m-mleka!
Nie udało mu się zatrzymać malucha, bo ten już się do niego przyssał i zaczął ugniatać jego brzuch. Pisnął cicho, czując dotyk kociaka. To było… Dziwne.
- Cemu ne mas? Mas bzusek jak mamusia.
- B-bo... N-nie m-mam dzieci.
- Telas mas mne. - zauważył, chowając się bardziej w jego sierści. - Cemu na zewnątrz jest tak zimno, mamo?
Dotknął go lekko nosem. Mamo, mamo, mamo… Chciałby być rodzicem, ale bycie "mamą" było strasznie uciążliwe. Nie znał się na dzieciach bo one co chwilę miały jakieś pytania, potrzeby.
- B-bo j-jest Pora Nagich Drzew. I p-pada śnieg, t-to białe coś.
- Ne lube. Zimno. A to lepkie i mokle i baldziej pses to zimno. - wytłumaczył, po czym wyciągnął łapki, by dotknąć jego pyszczka. - Uwu mamusiu. Mas ładne ocka.
Zachichotał cicho. Łatwa… Żabka był bardzo słodkim dzieckiem. Z każdą chwilą czuł się coraz to bardziej winny. Nie powinien się tak bać na początku… Może go zasmucił tym?
- A ty j-jesteś ślicznym k-kocurkiem... T-taki k-kochany i m-malutki... Chciałbym m-mieć dzieci t-takie jak ty.
Kociak uśmiechnął się słodko, liżąc go w nosek.
- A ty jesteś supel mamusią. Ne musis mieć swoich. Mas mne. Ja będę zawse jus twoim synkiem. Jak będę dusy, to będę cię chlonił psed złem! - pisnął z entuzjazmem
Poczochrał go po łebku. Nie potrafił się oprzeć urokowi tego kocięcia. Westchnął zachwycony maluchem. Teraz to on zazdrościł Dalii, że ma całą gromadkę takich dzieciaków! Larwa zaśmiał się uroczo, przywracając na grzbiet, wprost na jego miękką sierść.
- Pokasać ci cioś? - zaproponował, zbierając się na łapki. Chwycił jego ogon, zakrywając się nim, a potem odkrywając i wołając - Akuku!
Zaśmiał się, patrząc na niego rozklejony. Maluch wpadał na ciekawe pomysły na zabawę. Taki mały a taki mądry…
- Jesteś taki uroczy...- wymamrotał i lekko poruszył ogonem. Znowu go zasłonił ogonem, czekając na "akuku". Kociak znowu zaśmiał się słodko, po czym znów wyjrzał za ogon, wołając.
- Akuku!
Zamruczał i przymknął oczy. Był już strasznie zmęczony tą zabawą z dzieciakiem. Może on też był już padnięty? Nie mógł przemęczyć malucha.
- N-nie jesteś śpiący?

<Maluszku juz nie taki maly?>

30 listopada 2022

Od Larwy cd Kuklika

Ten strach jaki było widać po szylkrecie był zabawny. Naprawdę się go bał? Takiego małego, słodkiego kociaka? Był świadom swojej uroczości, dlatego to tak perfidnie wykorzystywał. Ważne, że dostał upragnione ciepło, które otuliło go przyjemnie z każdej strony. Musiał teraz sprawić, by wojownik chciał częściej służyć za jego ogrzewanie. Tak jak mu mówił, wolał mieć coś na własność niż dzielić się tym z rodzeństwem. Oczywiście udawał przed nimi tego dobrego, ale gdy coś mu zabierali, to miał ochotę strzelić im porządnie po pysku. Nawet Padlinie, który wydawał się tym bardziej spokojnym i mało problematycznym bratem. 
- A cio mogę memlać? - zapytał, zakrywając się jego ogonem. - Pats! Ne ma mne! - zachichotał, otrzymując od Kuklika lekki uśmiech. Nagle poczuł jak zostaje przyciągnięty bliżej i polizany kilka razy po główce. Miał go w garści. Ha! Mysi móżdżek. 
- Lizu, lizu - Naśladując jego ruchy, zaczął wylizywać swoją łapkę, aby jeszcze bardziej umocnić w nim ten obraz uroczości, który powoli musiał wsiąkać w jego umysł. Usłyszał jego cichy śmiech, a następnie został mocno przytulony. Tracił dech. Dusił się. Pomocy. Ugh! Rozluźnił go jednak w porę nim odpłynął. 
- Jesteś takim wspaniałym kociakiem... Cz-czemu D-dalia na ciebie nie z-zwraca uwagi?- zapytał się cicho.- Przecież... J-jesteś taki mały, b-bezbronny...
O tak... Taki mały, taki słaby. Dobrze, że go ojciec nie widział, bo czuł, że pewnie dostałby od niego burę. Chciał być w końcu wspaniałym i silnym wojownikiem! Wiedział, że to co sobą teraz prezentował bardzo od tego odbiegało, ale... Musiał. Jak będzie starszy, już nikt nie nabierze się na jego słodkie oczka, więc korzystał póki był dalej pokryty puszkiem. Trzeba było się ustawić w życiu już od maleńkości. 
- Bo mam loseństwo, a oni są siwni. Ne mogą wychosić na słońce, bo lobi im ał, ał i tylko syją w nocy - wytłumaczył. - No i ma tes swoje sieci. A swoje to lepse. Ne ce pseskadzać.
- A... M-masz d-dużo rodzeństwa? I... T-to trochę dziwne, ż-że żyją w nocy... Ał ał im robi? B-biedaki... - Kuklik rzeczywiście zdawał się tym wszystkim przejmować. Brał to wszystko tak na poważnie, że aż miał ochotę parsknąć śmiechem. Nie mógł jednak wypaść z roli. Zabawa dopiero się rozkręcała. 
- Duso, ale ne umem licyć - przypomniał mu ten kit, który mu wcisnął, bo oczywistym było, że znał liczbę swojego rodzeństwa. - Jesce se ne naucyłem. Ale duso ich. No... Tacy biedni... ale Pasozyt jest fu, fu, bo jest zły - Zrobił niezadowoloną minkę. - Lubi se rządzić.
- Pa-pasożyt? - pisnął przestraszony.- T-to j-jest jego imię?! - Kocur chyba nie mógł uwierzyć swoim uszom. Zaskoczyło go to, bo Dalia też niezbyt chętnie nazywała ich imionami, które wybrał dla nich ojciec. Raz nawet słyszał jak wołała na niego inaczej, byle nie mówić do niego "Larwo".
- Tak. Jest jesce Tluchło, Padlina i ja Lalwa - poinformował starszego ciekaw jego reakcji. 
- Cz-czemu m-macie t-takie brzydkie imiona?!- krzyknął oburzony.- J-jak można tak dzieci nazywać?!
To... Były brzydkie imiona? Również zadawał sobie to ostatnie pytanie. Dlaczego tata tak właśnie ich nazwał? Czy był jakiś konkretny tego powód? Musiał się tego dowiedzieć, kiedy już tu skończy. 
- Tata nas tak nazwał. Ne poswala inacej na nas mówić, bo esteśmy jego. - odparł, widząc jak ten dość widocznie, zmienia wyraz miny na przepełnioną smutkiem. 
- T-tata was nie kocha? J-jak t-tak można...
Chciał zamrugać zdziwiony, ale się powstrzymał. Pewnie mu się zdawało. Jak Lukrecja mógł ich nie kochać? Nie pojmował tego. Przecież byli uroczy! No dobra... Może on był, resztę rodzeństwa miał w nosie. Zależało mu w końcu na tym, by ojciec był z niego dumny. 
- Tata kocha... Ale inacej nis Dalia swoje sieci - miauknął smutno. - Dlatego chciałem mamusie. By pocuć się jak one - To był kit, ale wiedział już, że na Kuklika podziała. 
Kocur objął go mocno ponownie, tak jakby nie chciał już go nigdy puścić. 
- T-to t-teraz m-mogę udawać t-twoją m-mamę, ż-żebyś się l-lepiej czuł... 
- Jus se lepiej cuje. - Zapadł się bardziej w jego sierści. Czuł się tak, jakby przebywał w futrzastej norce. Od razu chłód odszedł w niepamięć zastąpiony przez ciepło. - Dobse ci idzie, miło jest i psyjemnie.

<Kuklik?>

24 listopada 2022

Od Kuklika Cd Larwy

 Larwa był naprawdę pociesznym dzieckiem. Nigdy nie miał tak bliskiego kontaktu z maluchami, dlatego na początku spanikował, że zrobi mu krzywdę. Ale teraz nie było źle. Kociak robił bardzo dużo słodkich rzeczy, od których się aż w głowie kręciło. Nie wyobrażał sobie, że kiedykolwiek będzie tak blisko jakiegokolwiek dziecka. Jedynie nie podobało mu się to, że nazywał go mamą, ale nie przeszkadzało mu to zbytnio. 
- N-nie znam ż-żadnej b-bajki...
- Och... Ja tes ne snam... Dlatego sądziłem se ty cioś opowies. A mose saśpiewas? Lubię luli, luli.
- J-ja... N-nie u-umiem... N-nie j-jestem d-dobrą m-mamą…
Nie znał się przecież na wychowywaniu dzieci! To była jego pierwsza styczność z takim… Bobasem. Bo jak inaczej nazwać coś, co jeszcze niedawno z zamkniętymi oczami się czołgało? Nie umiał opowiadać bajek, nie umiał mu śpiewać kołysanek…
- Dla mne nawet jak ne umies spiewać i opowiadać bajek, to jesteś najlepsą mamusią. Wies cemu? Bo jesteś psy mne - wtulił pyszczek w jego sierść. Uśmiechnął się do niego. Do tego małego, pociesznego szkraba.
- C-cieszę się, ż-że t-tak myślisz...  A-ale pewnie D-dalia umie o-opowiadać b-bajki... J-ja w przeciwieństwie d-do niej nie miałem i n-nie mam kociąt...
- Telas mas mnie. Moses się naucyć - zaproponował. - Na pewno nie wyjsie ci źle.
Położył po sobie uszy. Nie chciał zawieść malca swoim brakiem kompetencji… Naprawdę nie rozumiał trochę dlaczego Larwa nie spędzał teraz czasu z Dalią, która raczej znalazłaby dla niego czas.
- N-nie j-jestem p-pewien... J-ja n-naprawdę.  N-nie znam się na tym.
- Umies tulić i jesteś cieplusi. Cyli umies być mamą. Jak ne ces bajki to moses... ciokolwiek opowiedzieć. Mose swoje psygody? Jesteś w końcu wow wojownikiem.
Zaśmiał się cicho. On? I ciekawe przygody jako wojownik? Brzmiało to jak największy żart roku. Był przecież pokraką, która ledwo co doczekała się mianowania.
- Nie m-mam żadnej ciekawej historii s-skarbie... Chodź d-do D-dalii to ona ci opowie. 
- Ale ja ce cebe mamusiu - zrobił smutną minkę. - Ona ne est moją mamą.
- A-ale jest twoją opiekunką... O-opowie ci coś na pewno! A J-ja nie umiem.
Nie chciał by maluch był smutny, lecz nie miał innego wyjścia! Kociakowi najlepiej będzie z jego przybraną mamą, a nie z losowym wojownikiem.
- Ona zajmuje się swoimi siećmi i innymi. Sia duso nas. Kasdy ksycy se sce inną bajke i smutno... Ja ne lube z innymi słuchać bajek, bo tseba się dzielić. Ne pójdę - rzekł, przytulając łapami jego ogon, wsadzając sobie jego końcówkę do buzi.. Pisnął zaskoczony, wlepiając w niego wzrok. No… Nie spodziewał się takiego zachowania nawet po małym kociaku. Były rozbrykane i tak dalej, ale żeby memlać mu ogon? Wizja posiadania całego mokrego ogona nie była zbyt zachęcająca.
- M-mały... M-możesz p-puścić? P-proszę?
Larwa obślinił mu końcówkę ogona, wypluwając jego włosy z pyszczka. Fuj…
- Ne mam sombków, ne uglyze - otworzył mordkę, by mu pokazać, że nie kłamie. No rzeczywiście jeszcze nie miał zębów… Ale i tak, niezbyt chciał być pożerany przez dziecko.
- N-no w-wiem, a-ale... P-po p-prostu... N-nie chcesz cz-czegoś innego m-memlać?- zapytał, patrząc na końcówkę swojego ogona.

<Larwa?>

07 listopada 2022

Od Larwy do Kuklika

Przyszedł na ten świat, który fascynował go na każdym kroku. Najbardziej jednak interesował się tym, kto mieszkał tuż obok jego noska. Musiał przyznać, że Dalia była dość wesołą, miłą i opiekuńczą kotką. Zyskał szybko jej sympatię, zgrywając tego słodkiego malca, który jedyne o czym myśli, to o najedzeniu brzuszka i pójściu spać. Jego rodzeństwo też było... No różnorodne. Nie mógł o nich powiedzieć na razie nic więcej prócz tego, że dwójka albinotycznych kociąt, była dziwna, bo bała się słońca, co go bawiło. Czasami specjalnie kierował kroki na wpadające do żłobka promienie, by pokazać im, że to nic złego. Chociaż patrząc na zachowanie Pasożyta wolał, aby naprawdę się spalił i rozsypał na proch. 
Dzisiejszy dzień spędzał skulony wśród rodzeństwa. Było zimno. Strasznie zimno. Nie potrafił wytrzymać. Te głupie istoty nawet nie były w stanie zapewnić mu tego czego teraz pragnął, więc widząc, że ktoś zagląda do żłobka, wyjrzał zza grzbietu Padliny, zatrzymując wzrok na tymże osobniku. Nie kojarzył go, a raczej jej. 
Wskazał Dalii ogonem kotkę, a ta szepnęła mu na uszko, że to Kuklik i uważa się za kocura. Postanowił się przywitać, powiadamiając o tym opiekunkę, która skinęła lekko głową na znak zgody. 
Rozejrzał się jeszcze na boki, po czym podszedł koślawo do szylkreta, unosząc wysoko swój ogonek.
- Cieść! A ty ktio? - zapytał, świadomie udając bezmózgie maleństwo, ponieważ w głowie już rodził mu się plan, jak zdobyć upragnione ciepło. 
Starszy jednak go zaskoczył, cofając od niego, jakby był jakąś zarazą. Przekręcił łeb. Aż taki był straszny? A może obrzydliwy, jak to nie raz mówił jego tata? Musiał przyznać, że to ugodziło w jego małe serduszko. 
- K-kuklik - pisnął cicho. - N-nie m-możesz chyba w-wychodzić ze ż-żłobka...
- Nie wysedłem. Jestem na glanicy - Zrobił kilka kroczków ponownie do wojownika, skracając pomiędzy nimi dystans - Telas jus ne estem.
Nieustraszony wojownik, którego obraz miał w główce, przez liczne opowieści Dalii, odsunął się od niego jeszcze trochę. Sprawiło to mu zawód. Czemu uciekał? Robił coś nie tak? Może trzeba było zmienić sposób komunikacji z tym tchórzem? Na wojownika to się chyba nie nadawał...
- M-może w-wracaj? J-jeszcze ci się c-coś stanie... - miauknął do niego, chcąc ewidentnie się go pozbyć. 
Zrobił wielkie oczka, widząc że ten nie zaprzestawał swoich prób pogonienia go. Pokicał bardziej w jego stronę, zapadając się cały w śniegu, że ledwo parł do przodu, by dostać się do jego łap. 
- A-ale uciekas. Ne uciekaj. Z-zimno - pisnął, chcąc wziąć go na litość. 
To zwykle działało na Dalię. Musiało i na niego. Tak jak się spodziewał zaniepokojony wojownik, przybliżył się do niego i złapał go za kark.
- T-to cię z-zaniosę d-do ż-żłobka- wymamrotał i skierował kroki w stronę wejścia. 
Zawisł w pysku, czując jego miły i ciepły oddech na karku. O tak... Mógł mu tak chuchać nawet cały dzień. Potrzebował tego! Musiał go zatrzymać. Po prostu musiał! Może nie miał jakieś puchatej sierści, bo zauważył, że była krótka, tak jak jego, ale nie miał oporów w tym, by ukraść to jego ciepło dla własnej korzyści. 
- Ne ces wejść dio ślodka ze mną? - zaproponował. 
- A chcesz ż-żebym wszedł?- zapytał zdziwiony, odstawiając go przy wejściu.
No naprawdę co za mysi móżdżek! Przecież jasno mu powiedział, że chciałby, a ten się jeszcze pytał? Gdyby nie chciał, to nawet nie ruszałby się z uścisku innych kociąt, drżąc dalej jak osika na mroźnym wietrze. Wychodzenie w ten ziąb na śnieg, nie było tym czego chciał dzisiejszego dnia robić. Ale się poświęcił, więc powinien być mu wdzięczny. Pokiwał dlatego też łebkiem, robiąc najbardziej słodką minę, na jaką było go stać. 
- Na zewnąts bllll zimno. - Przytulił się do jego łapki, mrucząc. - A ty cieplutki. Sces się popsytulać?
Wojownik odsunął się od niego lekko, co znów sprawiło, że zalała go lekka irytacja. Zaraz wgryzie się w tą jego łapę i zobaczymy, czy wtedy ucieknie! Musiał jednak sprawiać pozory tego grzecznego, więc pohamował swoją żądzę, oczekując na jego wyjaśniania. 
- M-może... M-może j-jestem cieplutki, a-ale w-wiesz co j-jest b-bardzo ciepłe? L-legowisko i w-wasza o-opiekunka...
Pokręcił główką, robiąc smutne, wielkie oczka.
- Ne... Ja ce cebe. Plose. Dalia ma diuso sieci, a ty ne. Na chwileckę. - skłamał, bo oczywistym faktem było, że miała tylko pod opieką czwórkę kociąt. Te trzy pozostałe należały do Maczek, ale mógł zwalić swoje słowa na niedoedukowanie. Przecież był taki mały i słodki, i jeszcze nie znał się na życiu! Jeżeli zauważy jego kłamstwo, miał idealna wymówkę. 
- N-no... D-dobrze, s-skoro chcesz... - uległ. 
Uśmiechnął się lekko, po czym zaprowadził go w ciepłe, osłonięte miejsce, po czym wtulił się w jego brzuszek. Zamruczał przy tym, zapadając się w miękkim puchu. O tak... Ciepło. To cudowne ciepło. Teraz mógł nieco rozgrzać swoje zmarznięte łapki, które zaszły już prawie lodem. A jego nosek! To dopiero koszmar! Szczypał go, a teraz powoli odtajał. Podobało mu się to, ale nie zamierzał na tym poprzestać. Potrzebował kogoś, kto będzie zastępował mu Dalie, kogoś kto zrobi wszystko co zechcę. Kocur nadawał się idealnie do tej roli. 
- Sces sostać moją mamusią? - zapytał, czując zaraz jak zostaje bardziej i mocniej przytulony. 
To było... miłe. Z jego gardła wydobyło się kojące mruczenie. 
- A-ale m-masz j-już o-opiekunkę... N-nie m-mogę p-poza t-tym... - Te słowa pobudziły go do myślenia. Nie chciał tylko Dalii! Walka o jej ciepło była ciężka, a on nie był zbyt silny. A zresztą... Wolał się nie dzielić niczym ze swoim rodzeństwem. 
- Moses. Dalia ne est moją mamą. Ma swoje sieci. Za duso nas tam, ne ma nikt jej dla sebe. Jak sce się tulić, to salas wsyscy scą i ne ma juś dla mne miejsca - podzielił się z nim swoją tragedią. - Plose.
- N-naprawdę n-nie m-mogę n-nawet g-gdybym chciał... N-nie j-jestem k-kotką b-by b-być m-mamą p-poza t-tym!
Czemu się opierał? Co go powstrzymywało? Przecież był słodki, mały, bezbronny i chciał tylko, by został jego mamusią. To aż tak było trudne do zaakceptowania? 
- Pachnies jak mama - zauważył. - Cemu ne ces? Tylko na chwilecke. Nie musis tu być sawse, ale... Ale jak bęsies to ja będę twoim syneckiem, dobse? Plose mamusiu. Ja ce być kochany - zrobił kolejny raz tego dnia smutne oczka. Jak to nie zadziała, to nie miał pojęcia co zrobić. Może powinien znaleźć sobie innego idiotę? Chociaż... Już z jednym miał problemy, a co dopiero z kolejnym. 
Kocur uśmiechnął się lekko, co go zaskoczyło, ale też wskazywało na to, że zaraz usłyszy słowa, które go uszczęśliwią. 
- N-no d-dobrze m-mały... N-nie chcę w k-końcu, b-by ci się c-coś stało j-jeszcze... B-bo j-jak m-mowiłeś t-to t-tam d-dużo kociąt jest, t-tak?
- Tiak. Duso. - potwierdził. - Ne wem ile dokładne, bo ne umem licyć. Jestem maluskiem - Wsadził sobie łapkę do pyszczka i zaczął ją ciumciać, patrząc na kocura słodkimi oczkami. 
O tak... Złap się na to. Złap. Jeszcze tylko chwila i będzie już jego! 
Ofiara westchnęła zasłodzona zachowaniem malucha, liżąc go po łepetynce.
- J-jesteś t-taki s-słodki...- zamruczał.
Ha! Udało się! Było trudno, ale osiągnął sukces!
- Kocham cię mamusiu - wymiauczał przez łapkę, którą dalej memlał pyszczkiem, widząc że Kuklikowi to się spodobało. Zwłaszcza, że zaraz otulił go ogonem, wpatrując się w niego z zauroczeniem. 
- J-ja ciebie t-też - powiedział cicho do kociaka, nie mogąc się powstrzymać.
Zamruczał, bo został praktycznie cały osłonięty puszkiem. Oparł główkę o ogonek, jak o mięciutki mech, zapadając się w nim, ziewając. 
- Opowies mi bajecke mamusiu? Plose... 

<Mamusiu?>