BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 6 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Złota Droga x Zmierzchnicowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Złota Droga x Zmierzchnicowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

06 sierpnia 2025

Od Zmierzchnicowej Łapy CD. Złotej Drogi

Z uwagą rozglądała się na boki, gdy opuścili obozowisko. W świetle dnia ten obcy, wielki świat wydawał się zupełnie inny niż wieczorem... Jej pyszczek rozdziawiony był w bardzo nieelegancki sposób, gdy jej wielkie, ciemne ślipka nie mogły nasycić się dostatecznie tym zadziwiającym widokiem.
— Jakie ogromne — mruknęła, unosząc podbródek i wskazując nim niebo.
Złota Droga uśmiechnął się promieniście na jej słowa, a następnie strzepnął ogonem.
— O tak, to błękitne sklepienie nad naszymi głowami jest bardzo, bardzo rozległe i szerokie; wzrok Panienki nie jest w stanie nawet objąć jego całego, takie jest ogromne! — oznajmił, zanim postanowił zmienić temat:
— Rozumiem jednak, że Panienka nie ma więcej pytań, toteż opowiem Panience o zasadach panujących w naszym Klanie Klifu, jak i w całym lesie.
I tymi słowami Złota Droga rozpoczął stosunkowo długi wykład, aby jak najlepiej wprowadzić Zmierzchnicową Łapę w życie w klanie i jak najlepiej objaśnić jej wszelkie reguły rządzące tym nowym, obcym jej światem. Koteczka nie mogłaby powiedzieć, że całkiem ją to znudziło; z jednej strony bardzo interesował ją klan, a srebrny objaśnił jej wiele niejasnych dla niej niegdyś spraw. Mimo to uczennica była bardzo skupiona na podziwianiu widoków — do tego stopnia, że co jakiś czas Złota Droga musiał zadawać jej pytania, aby upewnić się, że wciąż jest obecna umysłem i jako tako słucha jego wyjaśnień. Gdy już skończył opowiadać, poczęli zwiedzać malownicze, złociste tereny Klanu Klifu, które Zmierzchnicy wyjątkowo przypadły do gustu; stanowiły bardzo miłą odskocznię od ciemnej, wilgotnej piwnicy — to było pewne. Mówiąc szczerze, dziecina bardzo prędko poczuła pewien rodzaj sympatii do swojego rzekomego mentora i nie mogła powstrzymać nieodpartego wrażenia, że między nimi nawiązała się bardzo osobliwa nić porozumienia, której za nic koteczka nie mogła pojąć.

─── ⋆⋅ ☾⋅⋆ ───

Kolejny świt, kolejna pobudka i kolejny, zaskakująco przyjemny trening. Ta ciągła monotonia, mimo, iż z pozoru mogła wydawać się czymś okrutnym, dla Zmierzchnicowej Łapy była czymś cudownym i... bardzo bliskim jej maleńkiemu sercu. Cieszyła się, że wewnątrz tego całego chaosu udało jej się odnaleźć chociażby namiastkę normalności; choć bardzo dziwnej moralności, to zawsze jakiejś.
Zmierzchnicowa Łapa powoli dźwignęła się na równe łapki, mlaszcząc ozorkiem i oblizując pyszczek. Pierwsze, leniwe promienie słońca wdzierały się do obozowiska Klanu Klifu, rozczepiając się na wiele kolorowych plamek po zetknięciu z taflą wody. Koteczka ostrożnie opuściła swoje mchowe posłanie, wielkimi ślepiami uważnie przyglądając się wszystkim rozbudzonym już kotom. Stanęła gdzieś z boku i nachyliła się nad stosem zwierzyny; dopiero co został napełniony ciepłymi zwierzynami. Dymna przez chwilę obserwowała martwe ciałka, zanim nachyliła się nad jednym ze stworzeń i razem z pulchną myszą usiadła w cieniu, z dala od słońca i wzroku innych, wścibskich dziwaków. Powolutku zatopiła zęby w gryzoniu, odrywając pierwszy kęs mięsa. Jej spojrzenie jednak wciąż błądziło po pyskach wojowników krzątających się w obozie. Poranny zgiełk zawsze napawał ją jakimś dziwnym niepokojem, którego za nic nie umiała wyjaśnić... Nagle zbliżył się do niej Złota Droga; poprzednio dał jej wiele czasu na przyszykowanie się do treningu, jednak tym razem powitał ją wyjątkowo wcześnie.
— Witaj, Mała Panienko! W jakim nastroju jest Panienka dzisiaj? Gotowa na kolejny już trening? — zagadnął kocur, ogonem smagając powietrze. — Dzisiaj planowałem pokazać Panience absolutną podstawę wiedzy oraz umiejętności każdego wojownika, jaką jest — co nie powinno nikogo dziwić — polowanie oczywiście. Czy kiedykolwiek Mała Panienka polowała?
Brązowooka przez chwilę gapiła się na swojego mentora, zanim mrugnęła i, przełknąwszy to, co miała w pyszczku, odezwała się:
— Nigdy.
Złota Droga pokiwał głową.
— W porządku; niech się Panienka nie martwi, wszystko Panience objaśnię jak najdokładniej i prędko nadrobimy ten cenny czas! — zaświergotał wojownik. Szylkretka pokiwała główką. Srebrny jeszcze chwilę przyglądał się Zmierzchnicy, zanim, machnąwszy ogonem, odwrócił się i rzucił przez ramię:
— Gdy Mała Panienka już się uszykuje, niech poczeka na mnie przy wyjściu z obozu i wyruszymy na trening, aby rozpocząć naukę i wbić do jej cennej główki kilka informacji.
I poszedł. Kukła jeszcze trochę mu się przyglądała, zanim spuściła wzrok i powróciła do konsumowania swojego śniadania. Mimo, iż w klanie było ledwo kilka wschodów słońca, to prędko zaobserwowała pewną różnice w tutejszym jedzeniu, które zazwyczaj było mniejsze i gorsze w smaku od tego, które przynosiły im Pararela oraz Marionetka.
Gdy młódka skończyła jeść, obliczała mordkę, przejechała ozorkiem po swoim futerku i powolutku wstała, ukosem przechodząc przez sam środek obozu. Stanęła przy wodospadzie, od którego bił przyjemny chłód. Nie musiała długo czekać, aż Złota Droga ponownie zaszczycił ją swoją obecnością — najwidoczniej gdy tylko kocur dostrzegł jej obecność, wyskoczył z legowiska wojowników i popędził do niej, jakby w obawie, że będzie czekać zbyt długo.
— Och, jesteś już gotowa, Mała Panienko?
Wygięła wargi w krzywym uśmiechu i pokiwała powolutku główką. Złota Droga był jednym z nielicznych kotów, który przejawiał nią większe zainteresowanie i nie dręczył ją wyzwiskami; nie dziwota więc, że od samiutkiego początku chciała zrobić wszystko, aby okazać mu swoją sympatię do niego — nawet, jeśli jej uśmiechy były bardzo nienaturalne i dziwne.
Złota Droga zmarszczył brwi na jej nagłą zmianę ekspresji i przekrzywił nieznacznie łeb, jakby zastanawiając się, czy wszystko z nią w porządku. Po chwili jednak uśmiechnął się nieznacznie i machnąwszy ogonem przemówił ponownie:
— Cieszę się, Panienko, w takim razie zapraszam Panienkę przodem. — Schylił nieznacznie pysk, a Zmierzchnicowa Łapa ruszyła przed siebie, opuszczając obozowisko. Subtelna mgiełka opięła jej mordkę niczym skrzący welon, gdy wyminęła wodną ścianę.
Szła u boku Złotej Drogi przez czas pewien. Tylko dźwięki ich kroków oraz ptasi świergot przerywały ciszę zawisłą w powietrzu między dwoma kotami.
I w pewnej chwili Złota Droga rozejrzał się i uniósł nieznacznie pysk, jakby węsząc w powietrzu.
— Czuje to Mała Panienka? Ta woń słodka to zapach myszy — oznajmił, zanim przeniósł spojrzenie swych złotych oczu na uczennicę. — Objaśnię teraz Panience jak polować, a potem będzie mogła Panienka spróbować sama… A więc bardzo istotne jest ustawienie łap; powinny być leciutko ugięte. Musi też Panienka bardzo uważać na podłoże, aby nie nadepnąć przypadkowo na żadną gałązkę lub inną niechcianą rzecz, która mogłaby wydać z siebie dźwięk i spłoszyć zwierzynę. Warto również ustawić się pod wiatr, aby ofiara nie mogła Panienki wyczuć i oczywiście należy zachować ostrożność oraz skupienie.
Pokiwała powoli główką, zanim przypadła brzuchem do ziemi, starając się wykonać wszystkie wskazane przez mentors ruchy, zanim posłała mu pytające spojrzenie.
— Bardzo pięknie Małej Panience idzie! Niech tylko Panienka ugnie nieco mocniej łapki i nachyli się bardziej nad ziemią… I będzie cudownie!

─── ⋆⋅ ☾⋅⋆ ───

Pamiętała, jak jej drobne serduszko zabolało dotkliwie, gdy tylko ujrzała zasnute mgłą, niegdyś ciepłe oczy Złotej Drogi. Jak powietrze uleciało z jej płuc, a ciałko poczęło się trząść w niedowierzaniu i szoku. Dolna warga Zmierzchnicowej Łapy zadrgała raz. A potem drugi. I trzeciego razu już nie było, bowiem z jej gardła wydarł się bardzo cichutki, urywany szloch, na moment pozbawiając oddechu. Świat zawirował wokół niej, gdy ostrożnie zbliżyła się do martwego ciała mentora. Z jej pustych, ciemnych oczu wypłynęło kilka łez. Kazał zostać jej w obozie… Nie chciał puścić jej na wojnę. Obiecał, że wróci i nazajutrz udają się na polowanie… Ale najwidoczniej to polowanie nigdy nie miało nastąpić. I zostawił ją, zupełnie jak Marionetka. Bez pożegnania.

[1141 słów]

Koniec sesji

[przyznano 23%]

06 lipca 2025

Od Złotej Drogi Do Zmierzchnicowej Łapy

Poranek po mianowaniu Kukiełki

Miał ucznia. A w zasadzie to uczennice...
Nie mógłby powiedzieć, że się tego spodziewał. Być może była to najbardziej zaskakująca rzecz, jaka spotkała go od kiedy dołączył do szeregów Klanu Klifu. Momentami dalej zdawało mu się, że nie jest do końca mile widziany, na pewno nie przez wszystkich. Oczywiście, byli tacy, którzy uśmiechali się do niego, kiedy napotkał ich wzrok, byli tacy, którzy cieszyli się, kiedy byli dobierani do wspólnego patrolu lub kiedy proponował im wspólne łowy. Wiedział, że mimo odmiennego światopoglądu ma kolegę we Wróbelku, wiedział, że Postrzępiony Mróz chętnie spędza z nim czas, nawet jeśli grzbiet boli ją od zadzierania głowy. Większość jednak zwracała na niego zbytniej uwagi. Zgadzali się, aby jadł przy nich, ale raczej starali się nie dzielić językiem. Nie kręcili nosem, kiedy byli z nim w jednej grupie na patrol, ale rozmowy podczas niego były suche i kręciły się wokół spraw żmudnych i codziennych, a cisza dźwięczała w uszach. Z samą liderką nie rozmawiał... Prawie nigdy. Czasami miał wrażenie, że mogłaby zapomnieć, że pozwoliła mu pozostać w Klanie Klifu. Za to zastępca... Złota Droga również z nim rzadko rozmawiał - zwykle, kiedy wybierał ich na zwiady, ale poza tym... Nigdy. Był kotem dziwnym, wycofanym, sztywnym, ale o zachowaniach tak niespodziewanych, że dla młodszego wojownika był istną zagadką. Wiedział, że jest synem Liściastej Gwiazdy, wiedział, że jest rodziną jego dawnego mentora, ale to było tyle. Nie czuł też zbyt dużej potrzeby, aby to zmieniać. Jeśli mógł, nie pchał mu się ani pod łapy, ani pod pysk.
Dlaczego więc... Dlaczego więc to on miał zająć się tą małą kotką, którą znaleziono na terenach. Czy chodziło o to, że dzielili podobny los? Czy Liściasta Gwiazda pomyślała, że wspólne doświadczenia zbliżą w jakiś sposób tę dwójkę? Że pozwolą one na zaciśnięcie mocniej tej więzi, która rodzi się między mentorem i jego drogim uczniem?
Z drugiej strony... Czy to nie jakiś kot zrodzony z tej ziemi, wychowany w zacienionym żłobku, lulany do snu przez szum wodospadu od pierwszych dni, powinien przekazać to wszystko Zmierzchnicowej Łapie, która przecież nie wie o tym jeszcze nic? Czy sam poznał życie w klanie na tyle dobrze, aby przekazać prawdziwe informacje nowej podopiecznej? Czy nie wpoi jej nieprawdziwych lub niepełnych informacji? Wątpliwości mnożyły mu się w głowie niczym czerwie na rozkładającej się padlinie. Czuł skręt w żołądku. Wiedział, że był już czas, aby wstać, aby obudzić szylkretkę i wybrać się na pierwszy trening. Ten miał być jednocześnie najłatwiejszy, ale i najcięższy. Od niego zależało czy zrozumie ona podstawowe zasady, reguły egzystencji między nimi. Bengal podniósł się z miękkiego mchu. Ostrożnie ominął śpiące jeszcze koty - nie było ich wiele. Wiedział, że oni zapewne nie mają uczniów. Dlaczego więc to dźwiga to brzemię? Zatrzymał wzrok na białym kocurze. Przez myśl przeszedł mu pomysł, aby zbudzić Rozświetloną Skórę i poprosić go, aby dał mu jakieś wskazówki, albo, skoro już i tak by nie spał, a na poranny patrol wybrany nie został, to towarzyszył im tego dnia. Już miał to zrobić, kiedy nagle rozbrzmiał głos; prosto za nim.
— Hm... Złota Drogo? — Odwrócił się i zobaczył czekoladową mordkę Pietruszkowej Błyskawicy. Kotka stała w połowie drogi na środek obozu.— Tak, słucham? — odpowiedział pośpiesznie, posyłając jej delikatny uśmiech.
— Ta twoja uczennica... Zmierzchnicowa Łapa? Czeka na ciebie już na dole — oznajmiła, machając ogonem, jakby lekko zdezorientowana. — Pośpiesz się, wygląda dziwnie... Siedzi i patrzy i niemal nie mruga...
— O-oh! Już IDE, już idę! — Pośpieszył się i ominął resztę kotów. Raz niemal nie wsadził łapy w rozwarty pysk Dzwonkowego Szmeru, który zapewne odgryzłby mu ją bez zawahania, bez otwierania do końca oczu. Zwrócił się do Pietruszki: — Czy wiesz, czy długo już czuwa?
— Wstałam jakiś czas temu, obudził mnie wychodzący patrol, a ona już tam była... Dopiero świtało — mruknęła cicho, nie chcąc siać zamieszania w spokojnym obozie.
— Na wszystkie nieszczęścia... Mam nadzieję, że nie boi się tak przepotwornie, że ślepiów nie zmrużyła... Byle by nie była zbyt zmęczona... Co jeśli zasłabnie? — Wlepił zmartwione ślepia w pomarańczowe oczy wojowniczki. Ta zaśmiała się lekko.
— Nie myśl tyle o tym. Pierwszy uczeń jest... Stresujący, ale dasz sobie radę. W tych młodych wąsach jest tyle werwy, że nie zdołasz sobie tego wyobrazić, dopóki tego nie ujrzysz. To normalne, jeśli się zestresowała, a nie musisz jej brać od razu na obchód całych terenów. Spędźcie razem czas, porozmawiajcie, opowiedz jej o kodeksie i życiu.
— A-ale co dokładnie, jeśli mogę spytać Panienkę? — zapytał niepewnie. Przystanęli na moment. Widział kątem oka postać Zmierzchnicy. Faktycznie... Siedziała w miejscu, jak zaczarowana, z oczyma wlepionym w przestrzeń. Może śpi na siedząco?
— Chciałabym powiedzieć, że wszystko, ale... Pomyśl o wszystkim, co chciałeś usłyszeć, kiedy zaczynałeś swój trening. Po prostu. A jak o czymś zapomnisz, przecież macie przed sobą całe księżyce wspólnego szkolenia — uspokajała go Pietruszka.
— Racja... Dziękuje ci pięknie Panienko Pietruszko — powiedział i skinął delikatnie łbem. Wojowniczka kłusem podbiegła do Astrowej Łapy, która też czekała przy legowisku uczniów. Ona jednak była zaspana, a oczka kleiły się jej niczym przy użyciu żywicy. Jakże inaczej wyglądała niż rozbudzona, wytrzeszczona, w pełni czujna Zmierzchnicowa Łapa.
Bengal odetchnął ostatni raz. Spokojnym, fałszywie pewnym krokiem podszedł do koteczki. Ta nagle spojrzała prosto na niego. Jej spojrzenie było ciężkie, przenikliwe; tak niepasujące do kogoś tak młodego. Czuł, jak drąży w nim dziury, jak odkrywa każdy zakamarek, każdy grzech i występek, smutek i żal, radość i wspomnienie. Przełknął ślinę. Uśmiechnął się mimo wszystko.
— Dzień dobry Moja Droga Zmierzchnicowa Łapo! Czy Mała Panienka się wyspała? Czy wczesny początek dnia rozbudził ją odpowiednio, owiał rześką bryzą poranka? — zapytał raźnie, patrząc z góry na podopieczną. Tak kiwnęła nieznacznie głową. Chwilę czekał. Czekał na jakąkolwiek faktyczną, bardziej werbalną odpowiedź, na jakąś reakcje... Nie doczekał się. Kącik mu drgnął, ale nie zrażał się. — Brak narzekania odbieram u Panienki, jako stan pełnej gotowości! Dzisiejszy trening będzie daleki od strasznego czy męczącego, więc nie zaprzątaj sobie swojej malowanej główki. Opowiem ci nieco o Klanie Klifu, o naszym kodeksie, o życiu, które tętni w obozie, o kotach, które w nim mieszkają, i z którymi od teraz będziesz dzielić nie tylko momenty radości, ale i być może smutku. Czy jest coś, o co chciałabyś zapytać w pierwszej kolejności, coś, co nie może czekać na ani jeden moment zwłoki? — Jednocześnie dał ogonem znak do wymarszu i para ruszyła, kierując się spokojnie na otwarte teren.

<Zmierzchnico?>
[1030 słów; trening Zmierzchnicowej Łapy]

[przyznano 10%]