BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skacząca Cyranka x Kazarkowa Śpiewka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skacząca Cyranka x Kazarkowa Śpiewka. Pokaż wszystkie posty

03 czerwca 2024

Od Kazarkowej Łapy (Kazarkowej Śpiewki) CD. Cyrankowej Łapy (Skaczącej Cyranki)

zima
Nareszcie skończyły tą swoją robotę! Kazarka już czuła, że ją bolą od wszystkiego łapy. Nie była stworzona do harowania jak kura domowa, pucując na błysk obóz. Przeciągnęła się, ziewając. W końcu wolność!
— Być może wysprzątanie obozu się mu przydało, ale wiesz co by było jeszcze lepsze? — zapytała swojej siostry, delikatnie ściszając głos, mając na uwadze obecność starszej wojowniczki w okolicy. 
— Co? — spytała Cyrankowa Łapa, przybliżając się nieco do siostry.
— Jakby Bratkowe Futro wyciągnęła sobie z zadka kij — parsknęła śmiechem, łącznie z jej siostrą, zdecydowanie za głośno. — To by dopiero była przysługa dla Klanu Nocy. 
— Wy, tam! Co to za chichoty? — warknęła na nich z oddali Bratkowe Futro. Szylkretki po prostu pobiegły w zarośle, śmiejąc się i uciekając od gniewu jednej z najbardziej nieznośnych wojowniczek Klanu Nocy.

***

parę księżyców później
Wylegiwała się w obozie, korzystając z wolnej chwili. Wysłano ją na długi łowiecki patrol z samego rana, więc teraz mogła odpocząć. Drzemała więc, wyciągała się w najróżniejszych pozycjach, plotkowała ze znajomymi i przede wszystkim cieszyła się ciepłym (czy przynajmniej cieplejszym niż nawet księżyc temu) słońcem. Po tak długiej i wyczerpującej porze nagich drzew doceniała jego promyki niewyobrażalnie bardziej niż wcześniej. 
Powietrze zgęstniało w przeciągu paru uderzeń serca. Rozległy się głośne rozryczane krzyki, pociągnięcia nosami, odgłosy szoku i niedowierzania. Kazarka podniosła się tylko po to, by to, co ujrzały jej oczy, zmiotło ją  natychmiast z powrotem na ziemię. 
Ciemna, bezkształtna sylwetka została odstawiona na sam środek obozu. Nie musiała się jej przyglądać, by doskonale wiedzieć, do kogo ona należała – po spędzeniu księżyców nieustannie razem pod sercem, w żłobku i legowisku rozpoznałaby drugiego kota głucha, ślepa i sparaliżowana. Wpatrywała się w niego bezgłośnie, bo żadne słowo nie potrafiło uciec z jej zwykle tak wygadanego pyska. Słyszała wrzaski, ciche podszepty, zapieranie tchu innych kotów. Szylkretka była jednak niema. 
Prawie ktoś potknął się, lecąc na łeb, na szyję w stronę leżącego zmarłego. Dopiero po chwili Kazarka zdała sobie sprawę, że był to jej ojciec. Poranny Ferwor przebił się przez tłum wręcz siłą, podobnie jak pędząca za nim jego córka. Kazarka chciała biec za nimi, lecz jej łapy zupełnie oddzieliły się od jej umysłu, wyrażając swój sprzeciw. Na dodatek drżały tak intensywnie, że ledwie były w stanie utrzymać ciężar jej masywnego, teraz tak delikatnego i osłabionego ciała. 
Reszta jej rodziny zgromadziła się przy ciele Krakwy, tylko za jej wyjątkiem. O Klanie Gwiazdy, o Klanie Gwiazdy, powtarzała w myślach, ustami bezgłośnie wypowiadając te słowa. Nie było ją stać na nic więcej.
Kazarkowa Łapa chciała, aby ten widok był tylko sennym koszmarem, a ona zaraz się obudziła i od niego uwolniła. Liczyła na to, że to tylko zły sen.

***

Ptasie pióra przywodziły jej na myśl jedynie brata. Przez parę pierwszych dni od jego odejścia wcale nie mogła jeść ptactwa, bo kojarzyły jej się tylko z jednym. Krakwie Skrzydło uwielbiał pióra odkąd pamiętała, tak samo jak ona kwiaty. Kiedy Poranek przynosił zebrane przez niego, starannie dobrane fiołki, nigdy nie zapominał o znalezieniu paru piórek, które Krakwek mógłby wplątać między strąki futra z tą samą radością, co jego siostra. Nieraz nawet pomagali sobie nawzajem, dekorując i ozdabiając się nawzajem. Zawsze czuli się jak najpiękniejsza parka kotów w Klanie Nocy. Może i nawet całym lesie.
Tak, Kazarka nie lubiła samotności. Jeszcze bardziej tylko nienawidziła rozmawiać o swoim bracie, co jedynie przywodziło jej wspomnienia, które tak od siebie odpychała, bo sprawiały jej niewyobrażalny ból, a te uniki wstyd. Zarówno jej rodzice, jak i Cyrankowa Łapa znaleźli w rozmowach komfort, a wygadana Kazarka milkła, kiedy tylko temat spływał na brata polującego już z Klanem Gwiazdy. Czy wolała po prostu o nim zapomnieć? Sama nie wiedziała i tak samo nie wiedziała, czy chce znać odpowiedź. Już część wspomnień związanych z ciemnym kocurkiem zaczynała się powoli rozmywać i zanikać gdzieś w otchłani jej umysłu. Przecież kochała go tak bardzo! Dlaczego wspominki dobrych dni, które powinny przynosić komfort, skłaniały ją tylko do płaczu?
Na ziemnym kopcu zostawiła parę kaczych lotek, pociągając głośno nosem.

***

Skupiła się na treningu. Były, razem z Cyranką, najstarszymi uczennicami w Klanie Nocy, a to nie przynosiło im uznania. Wiele razy Kazarkowa Łapa musiała chować się przed oceniającymi spojrzeniami. Naprawdę się starała! Trening często ją jednak przerastał i stawiał pytania. Co jednak mogłaby robić w zamian? Nie sądziła, że Srocza Gwiazda byłaby dla swojej krewniaczki równie łaskawa, jak dla córki, by wysłać ją do niańczenia dzieci. Do roli medyka za to nie nadawała się wcale, a Klan Nocy miał już swoją, całkiem zdolną (jak jej się zdawało) następczynię Strzyżyk. Czasami czekoladowa miała wrażenie, że nie do końca pasowała do tych kotów, które nierzadko patrzyły na nią spod wilka nie tylko ze względu na rangę, ale również kolor sierści. Choć mama zawsze ją zapewniała, że nie było w nim nic złego, Kazarkowa Łapa odnosiła inne wrażenie. 
Ostatnio jednak poprawiła się. Coraz częściej słyszała pochwały Księżycowego Blasku, a zwierzyna, kiedyś zwykle z dużą porcją szczęścia, teraz z powodu zdobytych umiejętności, lądowała w jej łapach o wiele częściej, sprawniej i w większych ilościach. Wyśmienitym pływakiem nadal nie była, ale wydawało jej się, że doszła do momentu, w którym nie była pośmiewiskiem nocniaków. Powalała w walce, jeśli nie sprytem i zwinnością, to niewątpliwie swoją masą i sporą siłą. 
— Bardzo dobrze — miauknęła jej mentorka, kiedy czekoladowa zniosła poproszoną, dużą rybę. Złapanie i przeniesienie jej to był dla Kazarkowej Łapy pikuś. — Obserwowałam cię, wiesz? — spytała Księżyc, co zdezorientowało uczennicę. Tja, zwykle kocica oglądała poczynania swojej podopiecznej, w końcu na tym polegał trening, ale bardziej Kazarka nie rozumiała, dlaczego ta jej to mówiła. 
— Zrobiłam jakiś głupi błąd? Och, tak mi się zdawało. Przeklęte węże! One się czają teraz wszędzie, no a musiałam być ostrożna, w końcu nie chciałam, aby mnie byle dziadostwo ugryzło, to się skupiłam, aby...
— Spokojnie, spokojnie — poklepała ją z uśmiechem po głowie, zamykając kotce na chwile pyszczek. — Zrobiłaś wszystko bezbłędnie, a to był test. Możesz się dziś spodziewać niespodzianki po wysokim słońcu — wyjaśniła jej z zadowoleniem.
— Niespodzianki? — początkowo Kazarkowa Łapa nie zrozumiała, ale kiedy w końcu zajarzyła, rozszerzyły jej się gwałtownie źrenice. Niewiele myśląc pisnęła, buchając szczęściem, skacząc we wszystkie strony. Zostanie wojowniczką! Zostanie wojowniczką!
— Muszę się pochwalić Cyrance! I Karasiowej Łapie! I, i... — wyliczała, wyobrażając sobie już, jaką masą gratulacji zostanie obsypana przez wszystkie koleżanki i przyjaciółki. Gdyby tylko mogła, momentalnie by już do nich pobiegła! Zatrzymała ją jednak Księżycowy Blask:
— Chyba będziesz musiała na to poczekać — mruknęła łagodnie niebieska, owijając puszysty ogon wokół łap. — Mentor Karasiowej Łapy właśnie czeka, aż ona sama wróci ze zdobyczą. A Cyrankowa Łapa o wszystkim wie — uśmiechnęła się po raz kolejny. — Możemy już wracać. Potrzebujesz chyba troszkę czasu, aby się przygotować do ceremonii. — Kotka spojrzała na nieco ubłocone futro Kazarki, którego ta jednak nie zauważyłaby, nawet gdyby ta maź pokrywała ją od nosa po koniuszek ogona. Jedyne, o czym w tej chwili mogła myśleć, to upragnione mianowanie, na które tak długo czekała. Była w końcu go godna! Sama w to nie wierzyła! 
— Klanie Gwiazdy! To świetnie! O jeju, jak myślisz, że będę mieć na imię?! — Skakała wokół swojej mentorki, kiedy odchodziły w stronę obozu, zasypując ją masą różnych pytań. — Mam nadzieję, że Srocza Gwiazda nazwie mnie czymś ciekawym. Wiesz, nie chcę być jakimś nudnym Pazurem albo Sercem... To znaczy, moja mama ma najpiękniejsze imię na świecie, jest super! Ale ja bym nie chciała... Chociaż... Serce nie jest takie złe... Skóra albo Futro byłyby gorsze, sto razy gorsze! 
— Może Szczebiot? — odparła Księżycowy Blask krótko, ponieważ trzymała w pysku złowioną przez uczennicę zdobycz. — Pasowałoby do ciebie.
— Hmm... Szczebiot... Kazarkowy Szczebiot... No nie wiem! Ale ptaki to dobry trop, wiesz, że lubię ptaki? Byle mnie nie nazwała czymś głupim, jak Kazarkowy Wróbel, czy coś! To by nie miało sensu!
— W takim razie może Pióro? 
Kazarka zwolniła kroku, pokładając po sobie uszy. Na chwilę umilkła całkowicie, a jej umysł, zwykle żywy i wypełniony masą różnych myśli i nowych pomysłów, nagle zasnuł się mgłą. 
Krakwa. Och, Krakwa...
— Wszystko w porządku? — zapytała jej Księżyc, oglądając się za siebie, by spojrzeć na szylkretkę.
— Tak, tak — odparła szybko, przyspieszając. — Może... Lot? Lot brzmi... odlotowo! — zaczęła z powrotem mówić, próbując zdusić w sobie nieprzyjemne wspomnienia.

***

Za radą innych pośpiesznie myła swoją sierść. Skoro to miała być ceremonia, najważniejsza być może w całym jej życiu, powinna na niej wyglądać jak najlepiej tylko była w stanie, prawda? Jednak czyszczenie jej grubego, długiego futra, między które zawsze zdołał się wepchnąć jakiś nieproszony paproch, było nie lada wyzwaniem. Szczególnie w chwili, gdy przez większość czasu nie przywiązywało się dużej wagi do swojego wyglądu.
— Kazarko, możesz mi to wpiąć w ucho? — zapytała ją Cyrankowa Łapa, która siedziała obok i tak samo się przygotowywała. Ona jednak wyglądała znacznie lepiej... Kiedy tylko Kazarka patrzyła na swoją siostrę miała wrażenie, że ta jest wprost olśniewająca! Być może przydałoby się kiedyś też zainteresować tym, w jakim stanie była jej sierść poza ważnymi uroczystościami... 
Przytaknęła łbem i złapała leżące na ziemi ości i pióro. Zacisnęła zęby, lecz nic nie powiedziała, delikatnie umiejscawiając ozdoby między kosmykami sierści swojej siostry.
— Dziękuję! Pozwól, że wplotę ci astra za ucho — zaproponowała jej Cyrankowa Łapa.
— Tak, poproszę! — miauknęła szczęśliwie, starając się siedzieć prosto, kiedy złota teraz przystrajała ją. Gdy skończyły, Kazarka czuła się o wiele lepiej, zupełnie jak za kocięcia. Uśmiechnęła się szczególnie szeroko, gdy usłyszała głośne wezwanie Sroczej Gwiazdy do spotkania. Ekscytacja przepływała jej przez ciało wraz z krwią, głośno pulsując w uszach. Zauważyła jeszcze Karasiową Łapę, która sama wyszła na środek obozowiska, podzielając emocje swojej kuzynki. Donośny głos liderki zwabił prawie wszystkich nocniaków, którzy wypełzali ze swoich nor, zaintrygowani, jaką wieść ma do przekazania ich przywódczyni. Trójka uczennic usiadła na samym przodzie, czekając tylko na początek ich ceremonii.
— Cyrankowa Łapo, Kazarkowa Łapo i Karasiowa Łapo, podejdźcie — nakazała im Srocza Gwiazda, co zrobiły posłusznie i jednocześnie, jak jeden mąż. — Ja, Srocza Gwiazda, przywódczyni Klanu Nocy, wzywam naszych walecznych przodków, by spojrzeli na tą trójkę. Swoim treningiem pokazały, że Kodeks Wojownika i tradycje nie są im obce, zatem polecam je wam jako najnowszych wojowników Klanu Nocy. — Cyrankowa Łapo, czy obiecujesz chronić ten klan nawet za cenę swojego życia? — zapytała jako pierwszą jej siostrę. Kotki wbijały nawzajem w siebie wzrok i Kazarka miała wrażenie, że Cyranka dziwnie zawahała się nad swoją odpowiedzią, zanim odparła:
— Obiecuję.
— A zatem, w imieniu Klanu Gwiazdy, nadaję ci imię wojownika. Od dziś będziesz znana jako Skacząca Cyranka. Klan Gwiazdy podziwia twoją silną wolę i zwinność, a tym samym wita cię w szeregu wojowników. 
Złota opuściła głowę, a wokół rozległy się wiwaty i skandowania, które szybko ucichły, gdy Srocza Gwiazda kontynuowała:
— Kazarkowa Łapo — zwróciła się teraz w jej stronę i choć kotka była niebywale podekscytowana, jej łapy uginały się, jakby były z gumy. — Czy ty obiecujesz chronić Klan Nocy nawet za cenę własnego życia?
— Obiecuję — odpowiedziała, zgodnie ze swoją siostrą.
— W takim razie, w imieniu Klanu Gwiazdy, nadaję ci imię wojownika. Od tego dnia będziesz znana jako Kazarkowa Śpiewka. Gwiezdni podziwiają twoją siłę i wigor i witają cię jako nowego wojownika. 
Serce biło jej tak szybko, kiedy robiła krok w tył, uginając się pod masą głosów, które wołały ją po nowym imieniu. Było przepiękne! Takiego właśnie chciała! Szylkretka spojrzała jeszcze w stronę Karasiowej Łapy, ostatniej, która czekała z niecierpliwością na swoją kolej.
— Karasiowa Łapo — w końcu czarna wywołała uczennicę, ponownie uciszając resztę klanu. — Czy przysięgasz bronić Klanu Nocy, nawet za cenę własnego życia? 
— Obiecuję.
— W takim razie, w imieniu Klanu Gwiazdy, nadaję ci wojownicze imię. Od dziś będziesz znana jako Karasiowa Ławica. Gwiezdni podziwiają cię za twą zwinność i determinację i witają cię w szeregach naszych wojowników.
Ceremoniał dobiegł końca, tak samo jak szylkretowa kotka dobiegła do swoich kuzynek, a do nich dodatkowo całe rodziny i zgraje przyjaciół. Zarówno Kazarkę, jak i Cyrankę i Karaś, krewni obrzucali gratulacjami, które kotka ckliwie przyjmowała, jedne za drugimi. W tle cała reszta Klanu Nocy głośno krzyczała ich nowe imiona, tak, że Kazarkowa Śpiewka nigdy nie czuła się bardziej doceniona. Nareszcie była jednym z nich, wojownikiem godnym swojego miana! Kiedy wszyscy zaczęli już się rozchodzić, a wiwaty cichnąć, Skacząca Cyranka mogła zauważyć, że... jej siostra płakała. Zaraz obok szerokiego uśmiechu po bokach jej pyska spływały wzruszone, szczęśliwe łzy, zostawiając za sobą mokre smugi.

<Cyranko?>

28 kwietnia 2024

Od Cyrankowej Łapy CD. Kazarkowej Łapy

 Piorunujące spojrzenie starszej wojowniczki przeszywało wszystkich na wylot sprawiając wrażenie zimniejszego niż lód. Uczennica nie mogła już patrzeć na bezradność swojej siostry, której zrobiło jej się żal i postanowiła wystąpić na przód.
— To ja jestem za to odpowiedzialna, Bratkowe Futro — oznajmiła kryjąc tym samym swoją siostrę, która nerwowo spoglądała raz na wojowniczkę, raz na nią.
Starsza uniosła brew z niedowierzaniem, nie kupowała tego.
— I ty myślisz, że w to uwierzę? W takim razie obie stawicie się z samego rana przy ściętym pniu, dotrzymam wam towarzystwa — uśmiechnęła się cynicznie w ich stronę, by następnie odejść bez słowa. Młodzi nasłuchiwali czy Bratek była już na tyle daleko by ich nie słyszeć, Cyranka miała tylko nadzieję, że ściany krzewów są na tyle dźwiękoszczelne by nie przepuścić obelg ze strony uczniów na wojowniczkę.
— Ale maruda — zarzuciła nagle Karasiowa Łapa przerywając tym samym niezręczną ciszę po wizycie wojowniczki. Reszta uczniów skinęła twierdząco łbami.
— To co Kazarko? Czeka nas jutro dłuuuugi dzień — uśmiechnęła się próbując podnieść kotkę nieco na duchu. Siostra odwzajemniła uśmiech i usiadła by jakkolwiek ogarnąć swoje oblepione śniegiem futerko.

***

Następnego dnia z samego rana, tak jak nakazała Bratkowe Futro, Cyranka obudziła swoją roztrzepaną siostrę by udać się pod miejsce wyznaczone przez kocicę. Rozglądając się po legowisku widziała jak znaczna większość uczniów smacznie śpi, też by jeszcze poleżała, ale bardzo chciała wywiązać się z obowiązków. Puszysty śnieg pokrywał cały obóz, omal nie zasypując wejść do legowisk. Obok otulonego białym puchem pnia już czekała na nich marudna niebieska kocica.
— Nareszcie, już myślałam że będę czekała tu wieki! — prychnęła ozięble.
Siostry nie odezwały się, Cyranka jedynie spuściła wzrok załamana, przecież nie spóźniły się ani chwili.
— No cóż, ważne że jesteście. Proszę za mną, pokażę wam co jest do zrobienia.
Oprowadziła je po obozie wskazując na różnego rodzaju patyki, uschnięte liście, pióra walające się w śniegu — Posprzątanie tego wszystkiego to wasza działka, ja sobie usiądę obok i od czasu do czasu zerknę jak wam idzie — oznajmiła.
Cyrankowa Łapa zabrała się do roboty, zbierała wszystko na co się natknęła, by potem zebrać to w kupę, Kazarka też całkiem sobie radziła, a dzięki towarzystwu przynajmniej nie było nudno.
Bratek leniwie zerwała się na łapy, żeby sprawdzić czy wszystko jest zrobione jak trzeba, posłała im chłodne pełne podejrzliwości spojrzenie.
— I... Jak? — Dopytała niepewnie Kazarka.
— Hmm... Tak... Może być. Teraz mi pomożecie wymienić mech w legowisku starszyzny, miałam to zrobić sama, ale skoro mam już łapki do pomocy grzechem było by z tego nie skorzystać — przyznała się. Cyranka uniosła brew, grzechem? Oczywiście że wojowniczka zamierzała je wykorzystać do tej najgorszej roboty, jeszcze w taką pogodę, gdzie zaraz odmarzną jej łapy.
Kazarka nerwowo podreptała w stronę legowiska medyku, w którego składziku znajdował się zapas mchu. Razem zabrały tyle ile mogły i ruszyły do starszyzny.
Legowisko było prawie puste, tylko Trzcinowa Sadzawka chrapał w rogu, cioci Mgły już dawno tam nie było, bo spodziewała się kociąt i została przeniesiona do kociarni.
— Całkiem tu przytulnie — przyznała Cyranka rozglądając się po pomieszczeniu. Gąszcz bylic całkiem sprawnie utrzymywał ciepło, więc starszyzna miała bardzo przytulne miejsce do przezimowania.
— Jak będziemy stare, ja zaklepuję legowisko pod ścianą! — rzuciła nagle Kazarka, Cyranka prychnęła śmiechem.
— Dobrze, to ja na środku — zaproponowała.
— A ja chętnie zobaczę jak wymieniacie mech — zganiła je Bratkowe Futro. Złota położyła po sobie uszu, praktycznie zapomniała o obecności kocicy, zabrała w zęby stary mech i odrzuciła na bok zastępując go nowym, to samo uczyniła jej siostra. Wzrok wojowniczki spoczywał na nich do samego końca, aż pozwoliła im się rozejść. Przynajmniej ten jeden ciężki ranek mogły mieć już za sobą i resztę dnia spędzić na treningu.

<Kazarko?>
[614 słów]
[przyznano 12%]


25 marca 2024

Od Kazarki (Kazarkowej Łapy) CD. Cyranki (Cyrankowej Łapy)

Cyranka delikatnie grzebała w jej sierści, wygarniając z niej prędko nazbierany kurz i próbując przymocować na niesfornym futrze siostry kwiaty w taki sposób, by nie spadły z jej pierwszym lepszym skokiem. Wyrzucała na ziemię już zgniecione ich główki i rozerwane płatki. Z gardła kotki rozległo się donośne mruczenie, oznajmiające wszystkim wokół, jak bardzo jest zadowolona. Otworzyła przymrużone oczy, by zerknąć, jak idzie praca Cyranki. Złota z wymalowanym w oczach skupieniem zaplatała między pasma sierści blade fiołki, intensywne dzwonki i nietypowe kukułki. Wszystkie, oczywiście, fioletowej barwy. Jej ulubionej!
— Tata szukał dla mnie samych najładniejszych — Kazarka wypięła dumnie pierś, czując się z tego względu jak najprawdziwsza królowa tego świata. 
— I najfioletowszych — skwitowała Cyranka, wytykając język, gdy wciskała ostatnie kwiecie w grubą sierść czekoladowej. — Proszę bardzo! I od razu wyglądasz jak porządny kot — pacnęła ją lekko po głowie, chichotając.
— A kogo my tu mamy? — zapytała Kawcze Serce, przypatrując się córkom, które zaraz zwróciły ku niej głowę. — Moje piękne księżniczki! — Jej wzrok przeniósł się także i na wciskającego się między szylkretki Krakwka. Kazarka spuściła mu szybki łomot na pysku, zauważając przy tym, że i jak ona, i jak Cyranka, wcisnął sobie w futro kwiaty i pióra. — I książę, oczywiście.
— Bardzo głupi książę — mruknęła Kazarka i runęła z wyściubionymi na wierzch kłami i wojennym okrzykiem na brata, niszcząc przy tym ciężką pracę Cyranki, która przyglądała się temu z westchnieniem.

***

Księżycowy Blask wielokrotnie wzdychała nad tym, że pomimo wieku Kazarkowa Łapa właściwie... mało co umie. Trudno było jednak przeprowadzać nawet próby nauczenia jej właściwego polowania na ryby czy pływania w chwili, gdy ich życiodajna rzeka całkiem pokryła się lodem. Często z mentorką szły nad nią, gdzie wojownicy prowadzili nadal nieowocne próby dostania się do wody i ryb. Na praktyczne marne, za każdym razem. Kazarka może i niewiele umiała, ale do tych starań ona, a w szczególności jej masywna budowa przydawały się niesamowicie. Wtedy czuła, że faktycznie może coś potrafi! Może po prostu jej powołaniem nie było łowienie zwierzyny i bronienie klanu, a systematyczne walenie kamieniami w taflę lodu, która jednak wydawała się być na to niewzruszona. A sama już po głośno dającej po sobie znać pustce w brzuchu zdawała sobie sprawę, że albo znajdą sposób na rozkruszenie lodu, albo zamieni się, jak mama, w chodzący patyk.

***

Kazarka leżała na swoim posłaniu, z pyskiem wciśniętym w mech. Miała dość tej zimy. Była śnieżna, ciemna, no i... zimna. Potwornie zimna. Przynajmniej w legowisku uczniów, gdzie tłoczyli się wszyscy szkolący się na wojownika członkowie Klanu Nocy, było całkiem ciepło, choć przy tym i duszno. Wydedukowała, że obudziła się z trzy minuty przed wparowaniem Księżycowego Blasku i wzięciem jej na następną turę zamieniania się w niszczarkę do lodu, więc zwyczajnie leżała, czekając, a przy tym starając się wykorzystać najlepiej te ostatnie chwile wolności, zanim znowu jej łapy będą drżeć, a poduszki stóp czerwienić od zimna. Mijało jednak dziwnie dużo czasu, tak dużo, że nawet Kazarka przestała już wierzyć, że to jej się on dłuży. Niechętnie podniosła łeb z miękkiej poduszki i otworzyła sklejone oczy, by zobaczyć ciemność. No tak. Świt porą nagich drzew przychodził bardzo późno. Jej uwagę przykuła jednak jasna plama w miejscu, w którym powinno znajdować się wyjście. Kotka rozejrzała się po pobratymcach, którzy jednak smacznie spali, więc niewiele myśląc postanowiła rozprostować łapy i podejść do niej. Po drodze rozciągając się, ziewając, w końcu uczennica doszła do sypiącej się do środka białej, zbitej masy. Zapukała w nią delikatnie, by upewnić się, że jest twarda.
Wydarł się z niej głośny pisk. Pędząca fala śniegu przydusiła do ziemi uczennicę, która nawet nie zdążyła wypowiedzieć jednego słowa, a już w całości znajdowała się pod białą kupą puchu. Wrzask pobudził uczniów, którzy zrywali się ze snu jeden po drugim, zdezorientowani i przestraszeni. Śnieżyca znalazła wejście do legowiska i prędko dosypywała do środka opadu i pokrywając leżącą pod stertą Kazarkę kolejnymi warstwami.
Po dłuższej chwili zlęknione głosy kotów przerodziły się w przygłuszony śmiech, kiedy najpierw spod śniegu wydobyło się jedno, potem drugie ucho Kazarki, następnie jej łeb, przednie łapy, aż nareszcie całe cielsko aż po samą końcówkę ogona. Należące do niej futro zdążyło obkleić się już białymi grudami.
— I nic ci nie jest?! — rzuciła się w jej stronę Nenufarowa Łapa, Kazarka tylko pokiwała głową na znak, że nic jej nie jest, ale i tak nie uratowała się od kolejnego zasypania – tym razem chmarą pytań, czy oby na pewno wszystko w porządku, czy nie przyprowadzić medyka, czy w tą minutę nie odmarzła jej każda część ciała po kolei i wiele, wiele więcej, czego działający na wolnych obrotach móżdżek Kazarkowej Łapy nie był w stanie zapamiętać na dłużej niż trzy uderzenia serca. Za burą kotką pociągnęła się także i lekko zmartwiona Cyranka.
— Żyję! Tak mi się wydaje, przynajmniej — zapewniała kotki ze śmiechem, otrzepując się z pyłu. — Nie powinniśmy wychodzić na treningi?
— Treningi? — zapytała Krabowa Łapa, która sprawiała wrażenie na wpół śpiącej, choć z tym pytaniem wybałuszyła gały na starszą uczennicę. — Chcesz iść na trening w środku nocy i śnieżycy? Może faktycznie przyda ci się ten medyk...
— Czyli jednak..! — mówiła już Nenufara.
— To nie jest rano? — Zapytała zdezorientowana Kazarka, przerywając koleżance.
— Z myszami pozamienialiście się już na mózgi? Chcecie postawić cały obóz na nogi? — zbeształa z sykiem uczniów Bratkowe Futro, a słysząc jej głos Kazarkowa Łapa natychmiast podskoczyła i odwróciła się, jakby właśnie została ugryziona przez węża w pięte. Uniżona pod wojowniczką wpatrywała się w nią bez słowa, czując, jak jej nienawistny wzrok wypala jej między oczami dziurę. — Rozumiem, że ty jesteś sprawczynią tego zamieszania?
— Nie — miauknęła niezbyt przekonująco, zwłaszcza w połączeniu z resztą uczniów leżących na swoich miejscach i łapach pokrytych śniegiem. Groźne spojrzenie Bratkowego Futra wolno przeniosło się na Nenufarową Łapę i Cyrankową Łapę, stojących tuż za nią. Kazarka nie była w stanie zobaczyć ich twarzy, ale wiedziała po odgłosach nerwowo przełykanej śliny, że i one lękały się wilczego wzroku starszej i zgorzkniałej wojowniczki.
— To która to? — rzuciła, mrużąc oczy. — Spokojna głowa, nie zabiję jej. Wystarczy, że ranem w ramach zadośćuczynienia uprzątnie ten cały syf w obozie — mruknęła. Kazarkowa Łapa czuła, jak mimo zimna się poci. W myślach błagała siostrę, aby ją uratowała. Nie chciała tak bardzo musieć zamiatać bałaganu, a na pewno nie pod nadzorem Bratkowego Futra... — Dalej, ja marznę — niebieska pospieszała zirytowanym tonem kotki do odpowiedzi.

<Cyrankowa Łapo?>

[1024 słowa]
[przyznano 20%]

06 stycznia 2024

Od Cyranki do Kazarki

 Z dnia na dzień Cyranka coraz lepiej posługiwała się kocim językiem. Niezrozumiały bełkot zamieniał się w skomplikowane zdania i wyrażenia. Nie wspominając już o tym, że młoda bardzo dobrze rozwijała swoją mowę dzięki rozmowie z gadatliwym rodzeństwem. Słowo rodzeństwo, przypomniało jej właśnie o spokoju, który w tej chwili bardzo sobie ceniła, gdyż Poranny Ferwor zabrał Krakwka i Kazarkę na spacer poza żłobek. W czasie, kiedy tatuś zajmował się jej rodzeństwem, ona rozkoszowała się kąpielą autorstwa jej mamy. Ciepły i jednocześnie szorstki język gładził przyjemnie jej małą grzyweczkę na czole, kotka oddałaby wszystko by ta chwila trwała jak najdłużej. Niestety myśli bywają zgubne, nim zdążyła pomyśleć, usłyszała wrzaski dobiegające zza sumaków, Kazarka się zbliżała. Co prawda, kochała siostrę, choć w tym momencie preferowała prywatność.
Siostra wleciała z hukiem do kociarni, w jej futrze nieschludnie zaplątane kwiaty wyrywały się po drodze jakby chciały czym prędzej uciec. Za nią Poranny Ferwor razem z Krakwkiem nieśli kacze pióra zebrane po obozie. Na pysku Cyranki pojawił się uśmiech od ucha do ucha, wyskoczyła z objęcia Kawki i podbiegła do ojca i brata.
— Mogę sobie kilka wybrać? Mogę? Mogę? Mogę? Proszę! — zawołała pełna entuzjazmu. Kocury posłały jej po krótkim uśmiechu i Poranek skinął łbem. Jak to na nią przystało, wybrała najdłuższe i najczystsze piórka z zebranych, oczywiście zostawiając kilka bratu by ten nie czuł się poszkodowany. Kilka z nich wplotła sobie w sierść na karku. Zaś Kazarka w tym czasie chwaliła się swoimi kwiatkami mamie.
— Poczekaj Kazarko! — zwróciła się w jej kierunku starsza siostra — Kwiatki ci powypadały. Chcesz żebym ci je lepiej przymocowała?
— Pewnie, dziękuję siostrzyczko! — zachichotała głośno. Szylkretka usiadła obok siostry i starannie zaczęła wplatać jej kwiaty w sierść.

<Kazarko?>