BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jałowy Pył x Wilcza Zamieć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jałowy Pył x Wilcza Zamieć. Pokaż wszystkie posty

03 marca 2022

Od Jałowego Pyłu CD Wilczej Zamieci

- ...taka paskudna, że Jałowy Pył zgodził się jedynie z litości. Ale nie wyobrażaj sobie nie wiadomo czego. To dobry kocur. W przeciwieństwie do ciebie. Nie waż się więcej na niego patrzeć. Nie waż się więcej oddychać tym samym powietrzem co on. Zrozumiałaś?
Cięty głos Marchewkowego Grzbietu przyprawiał go o dreszcze. Wyjrzał, co się dzieje z rudą wojowniczką i do kogo kieruje swe słowa.
Bicolorka stała twardo nad skuloną z przerażenia Wilczą. Czarna wyglądała jak kupka strachu, która zaraz zemdleje. 
Zauważyła go i wlepiła w szare ciało wielkie, pomarańczowe oko. Posłał jej pełne współczucia spojrzenie.
- I co? Niewiniątko zaniemówiło? - warknęła jego partnerka, przybliżając jej twarz do osiwiałego pyska Wilczej Zamieci. - Zrozumiano?
- Zostaw już ją. Dostała karę, a ty nie musisz się pastwić nad półżywym patykiem.
Usłyszał prychnięcie pręgowanej kocicy. Po chwili jednak schowała pazury, machnęła ogonem i odwróciła się w stronę Jałowego, by podejść do niego i liznąć po policzku.
- Masz rację. Niech to ścierwo samo przemyśli, do kogo należy się zbliżać.
Cóż miał powiedzieć. Odszedł, zostawiając czarną kotkę samą.

***

przed mianowaniem dzieci Wilczej
Marchewkowego Grzbietu nie było w obozie. Poszła na patrol wieczorny. Miał chwilę spokoju, mógł odetchnąć. W końcu. Miła perspektywa. Tylko co robić? Warto by było nie przeleżeć pół nocy w jednym miejscu.
Tak właściwie to przecież żłobek pękał w szwach od tych małych, stukających łapek. Nikt się nie obrazi, jeśli zaniesie im i matce coś do skubnięcia. 
Podszedł więc do sterty zwierzyny, przepychając się przez grupkę zmęczonych wojowników dzielących się językami. Ze sterty wziął jednego z najtłustszych królików, jakie w takim momencie można było znaleźć, co od razu przykuło uwagę jednego typa.
- A ileż się napolowałeś, że dla siebie takie cacko zabierasz? - warknął Dziki Gon.
- To dla Wilczej Zamieci i jej kociąt.
- A ktoś ci ją kazał dokarmiać? - wtrąciła się Szczypiorek. - Nie marnuj zwierzyny.
Zignorował dogryzki, choć nie mógł się nie zgodzić że były w jakiejś części słuszne. Oprócz tego, że na dużą część posiłków Wilcza reagowała skubnięciem, faktycznie ani kotka ani jej dzieci nie miały najlepszej sławy. A zamieszanie w to Koperkowego Powiewu jeszcze zaostrzyło sprawę. Dobrze, że to wszystko ucichło. Współczuł wojownikowi. Nie wyglądał na takiego, co potrafił skrzywdzić motylka, a co dopiero współklanowicza. Tylko chwycił lepiej zwierzynę i wszedł do ciepłej jaskinii. Zastał tam kilka zainteresowanych par oczu, które od razu do niego dobiły, pytając o imię, wiek, ilość złapanej zwierzyny w ciągu całego życia i średnią prędkość z którą zwykle biega po równinach. Kociaki takie już były. Dziwne. 
Za to Wilcza Zamieć była raczej przerażona czyjąś obecnością. Upuścił uszatego ssaka przed nią.
- Przyniosłem coś do was... wszystkich.
<Wilcza Zamiecio?>

24 października 2021

Od Wilczej Zamieci CD. Jałowego Pyłu

Przerażone ślipię spojrzało na kocura. Jałowy Pył. Przyjaciel Kamiennej Agonii. Partner Marchewkowego Grzbietu. Ojciec jej kociąt. Nie znała go. Nie rozumiała go. Był pełen sprzeczności. Niejasności. W pewnym sensie bała się go. Związał się z nią. Z tą przerażającą rudą kotką. 
— Sterta zwierzyny jest niewielka. Może poszlibyśmy na jakieś polowanie? N-nie daj się prosić, wiem, że siedzisz w obozie od rana. — powiedział, podchodząc do niej.
Wilcza Zamieć zadrżała. Ona i on. Razem. Na wspólnym polowaniu. Lęk wkradł się w drobne ciało kotki, wprawiając je w dygotanie. Poczuła na sobie palące spojrzenie. Nie musiała zgadywać do kogo ono należało. Pełne nienawiści zielone ślipia wpatrywały się w nią jak w zwierzynę. Tak i się czuła. Zlękniona skuliła się bardziej. Nie wiedziała co odpowiedzieć. Bała się otworzyć pysk. Wszystko zdawało się fatalnym wyjściem. Skazującym ją na krzyk, wrzask. Nienawiść. 
— Halo? Wilcza? — miauknął kocur. 
Zestresowana pokiwała łbem, chcąc jak najszybciej uciec przed nienawistnym spojrzeniem. Niebieski wojownik nieco zmieszany reakcją kotki ruszył do przodu, a ona potulnie za nim. Żałowała już tej decyzji. Czuła wyrok na jaki siebie wydała. Rozszarpanie. Śmierć. 

* * *

Szli w ciszy. Tak niezręcznej, że Wilcza czuła jak wszystko przekręca się jej w jelitach. Przełknęła ciężko ślinę. Chciała, żeby to się już skończyło. Chciała zatopić pysk we własnym posłaniu i zapomnieć o wszystkim co się dziś wydarzyło. Lecz czuła, że Marchewkowy Grzbiet od tak tego nie zostawi. Że jej tego nie daruje. 
— Więc, Wilcza. Może poznajmy się lepiej? — zaczął kocur, zwalniając tempa. — Co tam porabiasz z Kamienną Agonią? 
Wilcza Zamieć zadrżała. Nie takiego pytania się spodziewała. Zdezorientowana skuliła się. Nie rozumiała o co chodzi. Dlaczego pytał. 
— Przyjaźnicie się? Czy coś? O czym rozmawialiście na zgromadzeniu? 
Niebieski zatrzymał się. Jego zielone ślipia spojrzały na nią przenikliwie. Wilcza chciała zapaść się pod ziemię. Presja i lęk. Z każdym uderzeniem serca coraz bardziej żałowała tej decyzji. Powinna uciec. Od samego początku powinna to zrobić. 
— Czemu tak milczysz? Coś ukrywasz? Masz jakąś tajemnice z Kamienną Agonią? — zalewał ją pytaniami, na które kotka nie potrafiła odpowiedzieć. 
Czuła jak serce zaraz wyskoczy jej z klatki piersiowej. Drżący pysk otwierał się, by po uderzeniu serca znów się zamknąć. Nie wiedziała czego oczekiwał Jałowy Pył. Dlaczego zadawał jej takie pytania. Nienawidził jej? Brzydził? Uznawał niegodną przebywania z Kamienną Agonią? Wilcza nie potrafiła znaleźć logicznego wyjaśnienia. Nie mające żadnych podstaw lęki zalewały ją coraz mocniej. Łzy zgromadziły się w zdrowym ślepiu. Nie chciała płakać. Nie przy nim. 
Zrobiła jedyne co potrafiła robić dobrze. Uciekła pozostawiając Jałowy Pyłu bez żadnych odpowiedzi. 

* * *

— Tu jesteś, wronia strawo. — ostry syk rozległ się tuż za nią.
Dobrze wiedziała do kogo należał. Czuła jej wściekłość. Nienawiść wycelowaną w jej stronę. Zalana łzami nie odważyła się do niej odwrócić. Zacisnęła mocniej ślipię, próbując zniknąć. Przestać istnieć. 
— Taka jesteś arogancka. Łajza. Lisie łajno. — warczała ruda kotka, zbliżając się. 
Z każdym krokiem płacz siwej nasilał się, jak i dreszcze przechodzące przez niewielkie ciało kotki. 
To był jej koniec. 
Ona jej tego nie daruje. Rozszarpie ją na drobne kawałeczki. Nikt jej nie uratuje przed nią. Ruda wymierzy sprawiedliwość własnymi łapami. 
— Tracę do ciebie cierpliwość, Wilcza Zamiecio. — syknęła, przejeżdżając wysuniętym pazurem po jej grzbiecie. — Nie wiesz, że nie łazi się z czyimś partnerami, lisia wywłoko. Jesteś taka paskudna, że Jałowy Pył zgodził się jedynie z litości. Ale nie wyobrażaj sobie nie wiadomo czego. To dobry kocur. W przeciwieństwie do ciebie. Nie waż się więcej na niego patrzeć. Nie waż się więcej oddychać tym samym powietrzem co on. Zrozumiałaś? — mocne uderzenie sprawiło, że wychudziła kotkę upadła na suchą ziemię. 
Nie ośmieliła się nawet jęknąć. Sparaliżowana strachem błagała o zakończenie jej marnego żywota. 

<Jałowek? chcesz ogarnąć swoją babę?> 

15 października 2021

Od Jałowka (Jałowego Pyłu) CD Wilczej Łapy (Wilczej Zamieci)

Malec zaśmiał się. To była czysta przyjemność! No chyba że ktoś ich złapie.. Wtedy już nie. Co tam, raz się żyje!

- Już idę to zrobić! - powiedział. Miał niebywałe szczęście, bo Jeżowa Ścieżka wychodził właśnie z Sierpówkową Łapą zbierać kwiatki. Wparował do legowiska medyka, zatykając nos po poczuciu okropnego, roślinnego smrodu. Tylko co jest na rozwolnienie? Sasanek przemycił mu tłustą sikorkę, w której miał ukryć zioła.
- Wiesz co jest na co? - spytał brat. 
- Ja nie jestem mysim móżdżkiem, w przeciwieństwie do ciebie. Wszystko wiem. - skłamał, wypinając dumnie pierś.
Przechadzał się po składziku, udając że szuka czegoś odpowiedniego. Chwycił jakieś losowe ziółka i listki. Upchnął je i poszatkował w ptaku, prawie idealnie. Patrząc na jego wiek.
- Gdzieś słyszałem że Miodowy Obłok uwielbia sikorki. - parsknął śmiechem cętkowany. To jednak mądry móżdżek. Czasami.
Wymknęli się z legowiska medyka i odłożyli ptaka na stertę.
- Miodowy Obłokuuu! - krzyknął Sasanek, a Jałowek spojrzał się na niego jak na idiotę.
- Masz pszczoły w mózgu?! Zmywamy się! - pociągnął brata aby odbiec gdzieś. Kremowa pointka wstała z legowiska wojowników i zaczęła szukać źródła dźwięku.
- Ktoś mnie wołał?
Odpowiedziała jej (smutna) cisza, a kotka prychnęła z niezadowolenia. 
- Jak już wstałam, to coś zjem... Sikorka! - miauknęła radośnie, widząc ptaka. Zajęcza Łapa podszedł do nich, a Wilcza Łapa powlekła się za nim.
Obserwowali w milczeniu przerywanym rozbawionymi wypuszczeniami pary z pysków jak pointka łapczywie zjada zdobycz. W końcu, po paru kęsach zrozumiała że coś się stało i to nie jest zwykłe zwierzątko. Popędziła w krzaki, wrzeszcząc że zabije tego który to zrobił. Zabawne przeżycie.

***

Co się zmieniło w jego oczach w Wilczej Zamieci, tej dziwnej, przerażonej kotki? Niewiele. Wciąż uważał ją za kretyna. I coś kręciła z Kamienną Agonią. Gdy widział kotki razem czuł coś w rodzaju zazdrości. Uderzającej. Wolał aby Kamień nie zadawała się z takimi kotami jak Wilcza. Wilcza była słabą papką strachu, która wypluwała z trudem jakiekolwiek słowa. Była dziwna. Niepokojąca. Ale jednocześnie przypominała mu jedną ważną osobę. 
Była jak Sasanek.. co nie? Skulone ciało, mamrotanie pod nosem, przestraszenie każdym najmniejszym szmerem. Byli do siebie podobni. Aż zbyt.
Kamienna Agonia nie zasługiwała na towarzystwo takiego frajera. 
Czy Sasanek nie zasługiwał w takim razie na niego?
Uh, musi o tym jeszcze pomyśleć. 
Sasanek na niego zawsze zasługiwał.
To Wilcza Zamieć jest inna. Nie on. 
Jego brat nie mógł być gorszy od takiego.. eh, nawet nie ma dobrego przekleństwa. 

***

Cóż, musiał się dowiedzieć co tak na prawdę jest nie tak z Wilczą Zamiecią. Może miała coś z jęzorem i nie umiała mówić? W sumie mało prawdopodobne, ale póki nie wie, to można snuć hipotezy, a nikt go za to nie zleje. 
Śledzenie nie było trudne, gdy widział ją w obozie, wiecznie w tym samym miejscu, czasem gawędząc z Zajączkiem. Chociaż to bardziej on coś do niej mówił niż ona do niego. Hmm, dziwak, co nie?
W końcu biały odszedł, mierząc go wzrokiem. Od kiedy "związał" się z Marchewką patrzył na niego spod łba. 
Zawiódł.
Podszedł do sterty ze zwierzyną. Była niewielka. Ot, kilkanaście sztuk. Był głodny, a jednocześnie nie miał ochoty na polowanie, na którym dzisiaj nie był. Wiedział, że rudzi szybciej go wypchają aby sami zjeść niż pozwolą się posilić. 
Oh, raz się żyje prawda? Musi się czegoś dowiedzieć o tej tajemniczej, czarnej jak noc istocie. 
- Sterta zwierzyny jest niewielka. Może poszlibyśmy na jakieś polowanie? N-nie daj się prosić, wiem że siedzisz w obozie od rana. - powiedział, podchodząc. Głos mu się trochę załamał, ale dawał radę. Ile jego wypowiedzi było prawdą też nie wiedział. 
Spojrzał tylko niepewnie na Wilczą Zamieć. Już widział jak zazdrość rośnie w oczach Marchewki i przyszłą kłótnię. Aż za dobrze. 
<Wilcza?>

08 sierpnia 2021

Od Wilczej Łapy CD. Jałowka (Jałowej Łapy)

Wilcza Łapa siedziała za głazem. Zabawa w chowanego nie była tak tragiczna o ile nie musiała nikogo szukać. Skryta za kamieniem nie musiała z nikim rozmawiać ani uczestniczyć w podobnych interakcjach. Rozmowy z obozowiska były ledwo słyszalne. Żaden kot nie kręcił się w tej okolicy. Kotka czuła się jakby była na innej planecie. Jedynie łagodny zapach Klanu Burzy przypominał jej, że bezpieczne obozowisko jest na wyciągniecie łapy. 
— Mamy cię! 
Wilcza aż poskoczyła spanikowana. Zajęcza Łapa i Jałowek wydawali się zadowoleni, że tak szybko ją odnaleźli. Serce kotki biło jak szalone, a sierść pozostawała zjeżona.
— Wybacz, siostra. Nie mogliśmy się powstrzymać. Futro cię zdradziło. Następnym razem musisz je lepiej przyklepać. — puścił jej oczko Zając. 
Wilcza kiwnęła łbem, spuszczając wzrok na łapy. Odetchnęła z ulgą, że przynajmniej nie ona dostanie karę. 
— To co, ekipa? Musimy znaleźć Sasanka! Szybko, szybko! Bo zaraz uśnie z nudów! — zawołał podekscytowany biały. 
Kotka wpatrywała się w brata nie mogąc pojąc jak on to robi. Nie rozumiała czemu on potrafił być taki wesoły. Rozmawiać z innym. Nie bać się wszystkiego dookoła. Iść przed siebie z podniesionym łbem. Cieszyć się życiem. Ona nawet nie umiała się odezwać. Zaszurała łapą w ziemi. Chciałaby być bardziej jak on. 
— Idziesz, Wilcza Łapo? — miauknął Jałowek. — Musimy się pospieszyć i nie dać mu zbyt dużej satysfakcji.
Czarna niechętnie wstała i podążyła za tą dwójką. Zgarbiona wlekła się za nimi. Zabawa w chowanego wymagała chodzenia po obozowisku. Spotykania kotów. Interakcji z nimi. Kotka na samą myśl o tym zadygotała. 
— Wilcza Łapo... Weź trochę przyspiesz. — burknął zniecierpliwiony maluch. 
Kotka położyła uszy. Nawet kociaka zawodziła i irytowała. Wbiła wzrok w łapy. 
— Może niech Wilcza tutaj czuwa? Kto wie, może ten cwaniak nieprzepisowo krąży po obozowisku. — stwierdził Zajęcza Łapa, rozglądając się uważnie. — Siostra, miej oczy dookoła głowy? Dobra?
Jałowek zmarszczył brwi. 
— Musisz podnieść głowę do góry. — pouczył kotkę. 
Wilcza niechętnie i bardzo powoli uniosła łeb trochę wyżej. Spojrzała na klatki piersiowe kocurów cała zestresowana. Otuliła się ogonem, który nerwowo uderzał o ziemię. 
— Dobra, tak będzie dobrze. Liczymy na ciebie, Wilcza! — krzyknął Zajęcza Łapa i ruszył dalej z Jałowkiem. 
Kotka została sama. Opuściła łeb ponownie, gdy tylko tamta dwójka zniknęła z horyzontu. Poczuła jak łapy jej nerwowo drżą. Nie lubiła być sama. Bez Zajęczej Łapy czuła się taka bezbronna. Przełknęła ciężko ślinę.

* * *

Nie miała pojęcia ile tak siedziała. Ze wzrokiem wbitym łapy kuliła się na środku obozowiska.
— Mamy go! Nie uwierzysz gdzie się schował. — zawołał wesoły głos. 
Wilcza spojrzała w stronę brata. Jego białe łapy tak lekko i wesoło dreptały do przodu. 
— Nikt z nas nie spodziewał się, że schowa się w... — Jałowek nagle przerwał. 
— Nie mów! To musi zostać pomiędzy nami. Obiecujesz? — miauknął Sasanek.
Jałowek zmrużył ślipia. 
— No dobra. 
Zajęcza Łapa podbiegł do Wilczej i usiadł koło siostry. 
— To teraz wymyślamy karę Jałowkowi. — ogłosił radośnie. — Sasanku najdroższy, jakieś propozycje? 
Niebieski zamyślił się.
— A może ty Wilcza coś masz? 
Kotka pokręciła słabo łbem. Miała stanowczo na dziś dość interakcji. Czuła, że jeszcze trochę i padnie. Padnie i już nikt nigdy jej nie dobudzi. 
— To... może... nieee... albo... nieee.... hmh. Dobra! Mam. Zrobisz Miodowej Chmurze psikusa! — ogłosił Zajęcza Łapa.
Jałowek przekręcił łebek. 
— Jakiego psikusa? 
Zajęcza Łapa uśmiechnął się pewnie. 
— Wsadzimy jej do piszczki ziółek na przeczyszczenie. A ty podarujesz jej ją jako dar od nas nie rudych sługusów. — mruknął dramatycznie. 


<Jałowek?>


18 lipca 2021

Od Jałowka (Jałowej Łapy) CD Wilczej Łapy

– Oczywiście, to świetny pomysł! – powiedział głośno Sasanek, Jałowek tylko skinął mu głową. Fakt, ta Wilcza Łapa była dziwna, ale przynajmniej Zajęcza Łapa był w miarę spoko. W miarę.
Tak czy inaczej, nigdy jakoś się nie bawił w chowanego. Nie uważał tego za fajną zabawę - co, ma się schować i czekać? Nuda. Tak czy inaczej, lepsze to niż całkowita nuda. 
Czarna kotka wyglądała jakby właśnie ktoś jej wytoczył okropną i przerażającą karę. Trzęsła się z lekka i chowała w cieniu. Jakby nie chciała w ogóle tutaj być. I się nie odzywała ani trochę. Zastanawiał się czy może uczennica nie jest niemową.
Widział jak wolnym krokiem gdzieś odchodzi się schować. Sasanek już dawno zniknął z jego pola widzenia. Czas na niego. Ukryje się... Gdzieś. Podszedł do legowisk. Chciał się ukryć w żłobku, ale stwierdził że to zbyt typowe, a Zajęcza Łapa od razu przejrzy to miejsce. Schował się więc między legowiskiem starszyzny, a obecnie pustym legowiskiem lidera. Wtulił więc się w ściany, wierząc że szare futro da mu dodatkowe ułatwienie. Nikt go nie znajdzie.

Słyszał głos Zajęczej Łapy, który już odliczał ostatnie cyfry. Skulił się bardziej, kiedy kocur wykrzyczał "Szukam!". A jeszcze bardziej kiedy kroki zdawały się zbliżać w jego stronę. Przeszedł wprost obok niego, nie zauważając kociaka, który dusił się starając nawet nie oddychać. Kiedy Zając poszedł odetchnął z ulgą, zamykając na moment oczy. Kiedy je otworzył stał przed nim Zajęcza Łapa. 
– Myślałeś że cię nie zobaczę? – zaśmiał się, choć Jałowkowi do śmiechu już nie było. 
Wyszedł z białym uczniem. Zapachy tylu kotów się perfekcyjnie zmieszały ze sobą, nie mógł w nich rozpoznać zapachu Wilczej Łapy i Sasanka... chociaż niekoniecznie. Za jakimś większym głazem falowało całkiem długie, czarne futro, którego posiadaczem zdecydowanie była Wilcza Łapa. 

<Wilcza Łapo?>

02 lipca 2021

Od Wilczej Łapy CD. Jałowka

Wpatrywała się przymuszona w kocie przerażona. Po raz pierwszy od długiego czasu patrzyła komuś w pysk. Czuła jak stres ją zjadał. Nie znała się na kociętach. Nie rozumiała ich. Sama jako kocie odstawała od reszty, więc nie miała bladego pojęcia o tych osobnikach. Tak bardzo nie chciała tu być. Rzeczny Nurt ją zabije jeśli zrobi coś źle. Wypatroszy. Rozszarpie na kawałki, a jej gnijącym łbem będą bawić się kocięta. Zimny dreszcz przeszedł przez kotkę. Starała się wpatrywać w sam czubek ucha kociaka, ale ten najwidoczniej próbował spojrzeć jej prosto w ślipia. Kotka modliła się do Klanu Gwiazd, żeby malec się znudził i zostawił ją w spokoju. 
— Wilcza Łapo, nie bądź taka. Pobaw się z nim. — szturchnął ją Zajęcza Łapa. 
Ogon kotki zjeżył się cały. 
Pobawić się? 
Ten termin był jej obcy. Wilcza nie miała pojęcia czym była ta cała zabawa. Obserwowane kociaki za czasu siedzenia w żłobku skakały dziwnie, ganiały się, czy inne przedmioty, ale czy tym była ta cała zabawa? Kotka nie widziała w tym nic zabawnego. Jedynie stresujące czynniki i niebezpieczeństwo. Już widziała, jak Jałowek wywraca się i zaczyna głośno płakać, a wściekła rodzicielka zabiera ją do Piaskowej Gwiazdy.
Piaskowa Gwiazda. 
Na samą myśl o tym kotka niemal nie zwymiotowała. Urywki rozmowy z liderką wkradły się do jej umysłu. Zaczęła się cała trzęść. Nie chciała. Tak bardzo nie chciała wylecieć z Klanu Burzy. Ani posiadać kociąt z gwałtu.
— Z wszystko z nią porządku? — miauknęło kocie. — Trzęsie się śmiesznie.
Sasanek spojrzał na kotkę. Wilcza Łapa czuła, że zaraz zejdzie. Ciemne mroczki pojawiły się przed jej ślipiami. Teraz nawet kocięta będą się z niej wyśmiewać. 
— Dobrze się czujesz? — miauknął drugi kociak. — Słyszysz mnie? Zajęcza Łapo...? Twoja siostra nie umie mówić? Halo?
Zajęcza Łapa podszedł do niej. Schowała się za bratem. Nie chciała już nigdy więcej kontaktu z kociętami. Wystarczyło jej na dziś. I na pozostałe życie. 
— Siostra, wszystko w porządku? Chyba nie boisz się takich uroczych istotek, co? No spójrz na nich. Jacy są rozkoszni. — zaczął brat. 
Wilczej trudno było się zgodzić z bratem. Kocięta były straszne. Chaotyczne. Nieprzewidywalne. Ruchliwe. Głośne. Brudne. 
— No spójrz na nic. Duszy ci nie zjedzą, obiecuję. Pewnie sama będziesz mieć kiedyś takie.
Na samą myśl o tym poczuła jak jej łapy drętwieją.
— No dobra, może pobawimy się w chowanego? Co wy na to? — zaproponował kociakom. — Ja szukam, a wy i Wilcza Łapa się schowajcie. Kto przegra dostaje karę! — ogłosił jej brat.
Kotka położyła uszy i wkuliła się w ziemie. Już czuła, że ten dzień skończy się fatalnie. 

<Jałowek?>

27 czerwca 2021

Od Jałowka

Jałowek obudził się w żłobku prawie sam. 
Było rano już późne rano, a tak wnioskował patrząc na słońce, które było już prawie w zenicie. Mimo to było wyraźnie chłodno, zimno wręcz. Jedynie mech i umoszczenie żłobka pozwalało na jakikolwiek komfort.
Wspominałam że Jałowek był już prawie sam? No właśnie. W żłobku leżała tylko jego matka Szemrzące Szuwary. Usłyszał już typowe narzekania matki, mruczane sobie pod nosem bez choćby podniesienia głowy. Kiedy kotka zobaczyła że malec się obudził, polizała go kilka razy po głowie, po czym wymamrotała do niego kilka słów.
— Wyjdź na dwór, zobaczysz coś — miauknęła cicho, przeciągając ostatnie słowo. Jałowek tylko skinął na to głową. Odwrócił się, i postawił kilka kroków. 
To co zauważył jako pierwsze to zimno. Czuł je wcześniej, lecz nie aż takie. Przez niską temperaturę dostał mroźnego dreszczu, biegnącego wzdłuż kręgosłupa jak wąż z lodu. Szary kociak zjeżył aż futro. Po tym jak dreszcz ustąpił pozwolił oczom na ogarnięcie całego obozu. To co zobaczył wprawiło malucha w hipnozę. To co ujrzał wręcz zbiło go z nóg, choć nie dosłownie.
To co zobaczył było białym puchem, okrywającym wszystko w zasięgu jego wzroku. Jasna barwa sprawiła że przymknął ślepia, zachwycając się w duszy tym niezwykłym widokiem.
Siedział tak niedaleko żłobka, pod naturalnym okapem, wpatrując się w niecodzienny (przynajmniej dla niego) krajobraz. Z otępienia wyrwało go dopiero cios z boku. Kocurka coś przywarło do ziemi, wystraszył się i spojrzał na... Sasanka.
— SASANEK?! — wrzasnął, wydostając się z objęcia brata. Na co ten kretyn znowu wpadł? 
— Stoisz tak w miejscu. Chodź się bawić! — powiedział głośno i radosnym tonem, zachęcając większego braciszka aby zrobił to, co powiedział. Jałowek jednak miał nie aż tak zadowalające Sasanka podejście. 
— Chwila; zaraz przyjdę. — niebieskie kocię popędziło znów na śnieg. Jałowek znów swymi zielonymi oczami ogarnął okolicę. Tutaj Pszczeli Pyłek leżąca i gadająca z Piaskową Gwiazdą, obserwująca Zmierzcha i Żara, bijących się na niby jakiś metr od matki, Sasanka, który niecierpliwie wpatrywał się w Jałowka, wiercąc się podekscytowany oraz dwójkę uczniów jego Klanu: białego, zlewającego się barwą z śniegiem Zajęczą Łapę i siedzącą obok, przy głazach jego siostrę o czarnym jak noc futrze Wilczą Łapę. W końcu podbiegł do cętkowanego kociaka.
— To w co się bawimy?
— Wyścigi!!! — wrzasnął radosny Sasanek.
— Chyba cię pogrzało. W tym śniegu to my co najwyżej możemy tunele kopać, a zwłaszcza ty z tymi króciutkimi nóżkami. — powiedział, widząc jak Sasanek szykuje się do postawienia jakiejś ciętej riposty. Kolejna dyskusja z tym mysim móżdżkiem. Chyba już ósma w tym tygodniu.
— Ty to jak zwykle nie masz nawet za wąs dobrej zabawy. — powiedział z urazą w głosie maluch.
— Ta, ta. Pomyślałeś kiedyś, że to może po prostu ty masz złe pomysły?
— To po prostu ty twierdzisz, że skoro jesteś ode mnie wyższy to jesteś lepszy! — krzyknął braciak. Jałowek zauważył już, że to nie jest zwyczajna dyskusja, jak zawsze; Sasanek był na niego naprawdę zły. Rozpętała się niemała kłótnia, co tu ukrywać. Po chwili przerodziła się w zwykłe... takie coś.
— Mysi bobek!
— Lisie łajno!
— Śmierdziel!
— Rybooddech!
— Trawojad! — warknął rozzłoszczony Jałowek, a zaraz po tym poczuł za sobą czyjąś obecność. Powolnie się odwrócił i zobaczył Zajęczą Łapę.
— A wam co? Koniec kłótni, życia na to nie marnujcie! — powiedział kocur. — Chodźcie, będę mieć was na oku. Słyszałem że mieliście się bawić!
— A kim ty jesteś, że myślisz, że możesz nam rozkazywać?! — miauknął Sasanek, lecz kiedy spojrzał że jego brat idzie za uczniem popędził również, nie chcąc zostać sam.
Po chwili doszli do miejsca, gdzie wcześniej Jałowek widział Zajęczą Łapę i Wilczą Łapę razem. Kotka widząc przybyszy cofnęła się dalej, jak najbardziej ukrywając się. 
— No siora, weź. To nieładnie tak się chować przy "gościach". — zaśmiał się biały kot. Wilcza Łapa niepewnie podeszła do Zajęczej Łapy. Widać było że nie ma w sobie choćby kropli entuzjazmu. Wpatrywała się w tło, ale Zając za to też ją skarcił i zaczęła się wpatrywać w Jałowka, a on w nią. Mimo paplaniny Zająca i Sasanka obok, sytuacja Jałowka i Wilczej była niezręczna. I to bardzo.

<Wilcza Łapo? Pisząc z adminem boję się że coś zrobiłam źle, mam nadzieję że to tylko lęk>