Pręgowana wojowniczka zwinnie prześlizgiwała się pod gałęziami, zmieniała nagle kierunki i bezgłośnie stawiała łapy. Jedynym dźwiękiem, jaki mógł ją zdradzić, to odrobinę przyspieszone bicie serca i oddech kotki. Jej nos ciągle marszczył się pod wpływem zapachów, aż w końcu Kwiecisty Śpiew wyłapała ten upragniony - nornica. Podeszła w tym kierunku jeszcze parę kroków i spiąwszy mięśnie wyskoczyła. Przygniotła gryzonia do ziemi łapą, po czym zakończyła jego życie skręceniem karku. Zadowolona podniosła swoją zdobycz z ziemi i pokazała ją Milczącej Gwieździe. Liderka kiwnęła jej głową z uznaniem, a Kwiatuszek w duchu podziękowała Gwiezdnym za życie tej nornicy i zakopała ją w ziemi, by później po nią wrócić.
* * *
Kotka od paru dni albo wiecznie polowała, albo pomagała w odbudowie obozu po pożarze. Jej umiejętności łowieckie bardzo przydały się klanowi, bo żadna ofiara jak dotąd jej nie uciekła. Chude, śmierdzące spalenizną łupy Kwiatuszka były bardzo cenne dla wyczerpanych wieczną pracą wojowników. Kiedy była zbyt zmęczona polowaniem, pomagała uczniom w robotach. Na poduszkach jej łap pojawiły się skaleczenia wywołane z kolczastymi gałęziami, ale nie chciała zawracać głowy Lawendowemu Płatkowi.
Zdawała sobie też sprawę z tego, że Milcząca Gwiazda może być zrozpaczona. W końcu pożar strawił prawie cały las terenów Klanu Wilka. Żółtooka miała właśnie wyjść na polowanie, ale ujrzała liderkę wyglądającą z legowiska. Kwiecisty Śpiew zatrzymała się, po czym podeszła do Milczącej Gwiazdy. Schyliła z szacunkiem głowę, po czym rzekła:
- Czy wszystko dobrze, Milcząca Gwiazdo?
<Milczka? ;w;>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kwiecisty Śpiew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kwiecisty Śpiew. Pokaż wszystkie posty
01 września 2017
31 sierpnia 2017
Od Kwiecistego Śpiewu
Kwiecisty Śpiew była zrozpaczona. Nie była w stanie chodzić z powodu szoku, kiedy tylko wstawała, jej ciałem wstrząsał potężny dreszcz. Nie chciała otwierać oczu, bo wtedy widziała tylko strawiony przez ogień las. Była taka słaba. Stanowiła dla klanu tylko ciężar. Zwierzęta, jakie upolowała, były takie chude, że niemal niezdatne do jedzenia. Jedyną podporą dla niej był obecnie Pustułkowy Dziób. Kiedy znowu zamierzała upaść pod wpływem olbrzymiego drżenia, kocur podtrzymał ją, dzięki temu udało jej się ustać na nogach. Kiedy dotarli na Siedlisko Owiec, kotka wybuchnęła płaczem, a łzy lały się z jej oczu rzekami. Teraz ogromnie chciało jej się pić, ale mimo to jej policzki dalej były mokre. Z wdzięcznością polizała partnera po karku, po czym skuliła się i zdrzemnęła u jego łap.
* * *
Od pożaru minęło parę dni. Las był w opłakanym stanie - od czasu powrotu udało jej się złapać tylko parę myszy i zająca. Na spalone truchła zwierząt można było się natknąć praktycznie wszędzie. Kwiecisty Śpiew raz omal nie potknęła się o coś, co za życia mogło być lisem lub psem. Na myśl, że to mogła być matka młodych, aż serce jej się ścisnęło.
Właśnie wyszła na polowanie z Pustułkowym Śpiewem. Chciała, żeby tylko on jej towarzyszył, nie potrzebowała teraz obecności Borsuczego Gońcy, Milczącej Gwiazdy ani żadnego innego kota. Potrzebowała tylko ciepła i obecności zastępcy Klanu Wilka. Szli wśród ruin leśnego królestwa, na próżno próbując wywęszyć zapach czegokolwiek zdatnego do jedzenia - wszędzie czuć było tylko smród spalonej ziemi.
<Pustuł siema>
10 sierpnia 2017
Od Kwiecistego Śpiewu C.D. Pustułkowego Dziobu
Patrol przebiegł im spokojnie - nie spotkali żadnego intruza, nie wyczuli niebezpieczeństw. Wraz z pojawieniem się pierwszych gwiazd wrócili do obozu, a Kwiatuszek, liżąc jeszcze kocura na pożegnanie, poszła do legowiska się zdrzemnąć.
* * *
Pora szczytowania słońca mocno dawała o sobie znać, rozgrzewając kocie futra do niebezpiecznie wysokich temperatur i świecąc wojownikom w oczy. Kwiecisty Śpiew martwiła się o zastępcę Klanu Wilka, który w ostatniej walce odniósł kilka obrażeń. Oczywiście, nie były tak poważne jak u niektórych wojowników, a żółtooka za każdym razem, gdy widziała ukochanego, w duchu dziękowała Gwiezdnym, że nie zabrali go razem z Łabędzią Łapą. Jaki byłby wtedy jej sens życia, gdyby straciła jedynego kota, dla którego te życie wciąż było? Pewnie znowu uciekłaby z klanu, żeby w samotności wskoczyć do rzeki, rzucić się z klifu czy spaść na kamienie z drzewa. Kwiecisty Śpiew wstała żeby się przeciągnąć. Rozglądnęła się po obozie - kotów było jakby mniej, ale to tylko dlatego, że większość z nich kurowała się w legowisku medyka. Biedny Widmowy Wilk, ma pewnie teraz pełne łapy roboty. Ostatni raz wojowniczka widziała go dzień temu, widziała, jaki był zmęczony ciągłym leczeniem i pilnowaniem kotów, bo a to Srebrna Łapa zapomniawszy o przykazaniach opiekuna wyszedł na polowanie, a to Motyle Skrzydło kichnął tak potężnie, że spadły mu wszystkie opatrunki. Czasem nawet do jego jamy przybiegały kocięta, niestety już o jedno mniej - wieść o zaginięciu Rdzawej rozniosła się po obozie niczym ptasi śpiew po lesie. Milcząca Gwiazda wyglądała na zrozpaczoną, ale cały czas wspierał ją przyjaciel Kwiecistego Śpiewu, Borsuczy Gońca. Może to było tylko wrażenie, lecz czasami widziała, jak młody kocur wpatruje się w liderkę jak Łososiowy Pysk w swoją partnerkę. Bardzo się cieszyła, że w końcu znalazł kogoś, z kim mógłby poprowadzić resztę życia. A ona? A ona właśnie do tego kogoś szła. Przekroczyła właśnie próg legowiska medyka, rozglądając się za zastępcą.
<Pustuł?>
* * *
Pora szczytowania słońca mocno dawała o sobie znać, rozgrzewając kocie futra do niebezpiecznie wysokich temperatur i świecąc wojownikom w oczy. Kwiecisty Śpiew martwiła się o zastępcę Klanu Wilka, który w ostatniej walce odniósł kilka obrażeń. Oczywiście, nie były tak poważne jak u niektórych wojowników, a żółtooka za każdym razem, gdy widziała ukochanego, w duchu dziękowała Gwiezdnym, że nie zabrali go razem z Łabędzią Łapą. Jaki byłby wtedy jej sens życia, gdyby straciła jedynego kota, dla którego te życie wciąż było? Pewnie znowu uciekłaby z klanu, żeby w samotności wskoczyć do rzeki, rzucić się z klifu czy spaść na kamienie z drzewa. Kwiecisty Śpiew wstała żeby się przeciągnąć. Rozglądnęła się po obozie - kotów było jakby mniej, ale to tylko dlatego, że większość z nich kurowała się w legowisku medyka. Biedny Widmowy Wilk, ma pewnie teraz pełne łapy roboty. Ostatni raz wojowniczka widziała go dzień temu, widziała, jaki był zmęczony ciągłym leczeniem i pilnowaniem kotów, bo a to Srebrna Łapa zapomniawszy o przykazaniach opiekuna wyszedł na polowanie, a to Motyle Skrzydło kichnął tak potężnie, że spadły mu wszystkie opatrunki. Czasem nawet do jego jamy przybiegały kocięta, niestety już o jedno mniej - wieść o zaginięciu Rdzawej rozniosła się po obozie niczym ptasi śpiew po lesie. Milcząca Gwiazda wyglądała na zrozpaczoną, ale cały czas wspierał ją przyjaciel Kwiecistego Śpiewu, Borsuczy Gońca. Może to było tylko wrażenie, lecz czasami widziała, jak młody kocur wpatruje się w liderkę jak Łososiowy Pysk w swoją partnerkę. Bardzo się cieszyła, że w końcu znalazł kogoś, z kim mógłby poprowadzić resztę życia. A ona? A ona właśnie do tego kogoś szła. Przekroczyła właśnie próg legowiska medyka, rozglądając się za zastępcą.
<Pustuł?>
23 lipca 2017
Od Kwiecistego Śpiewu C.D. Pustułkowego Dziobu
Cieszyła się jego głosem. Był taki łagodny, Kwiecisty Śpiew gdy tylko zauważała, że Pustułek otwiera pysk, by coś powiedzieć, sierść na jej karku delikatnie się podnosiła, ale może to tylko z powodu wszechobecnego chłodu? Kto wie.
Cieszyła się dotykiem jego miękkiego futra, nastroszonego z powodu zimna. Mogła wtulać się w tą sierść pod pretekstem temperatury, ale w rzeczywistości chciała czuć na nosie, jak pojedyncze włosy łaskoczą ją w nos.
Cieszyła się nim całym. Jego obecnością, jego oddechem, jego ruchami, jego mrugnięciami. Cieszyła się nawet z jego myśli, mimo, że były jej zupełnie obce. Wszystko, co miało cokolwiek wspólnego z tym kocurem, było jej spełnieniem marzeń, jej ukojeniem. Zdarzało się, że kiedy Pustułkowy Dziób jeszcze spał, a Kwiecisty Śpiew była już wybudzona, pręgowana kotka dyskretnie wyciągała z jego legowiska źdźbła trawy, liście oraz kawałeczki mchu.
— Myślę, że dzisiaj jest bardzo ładna pogoda — szepnął wojownik do ucha żółtookiej, otrząsając ją z myśli. Ten głos. Wystarczyło, że Pustułek wypowiedział jedno słowo, a ona już rzucała swoje wspomnienia, pomysły i fikcyjne, zawsze wygrane dyskusje w zapomnienie, żeby wysłuchać ukochanego. Wojowniczka kiwnęła głową potwierdzająco.
— Masz rację. Rzadko kiedy jest tak przyjemnie w Porę Nagich Drzew — zamruczała, a następnie dmuchnęła kocurowi do ucha, co wywołało kolejną chmurkę pary i chichot szarego.
Spędzili jeszcze trochę czasu na rozmowie, złapali chudego ptaka, po czym wrócili do obozu
* * *
Spędzili jeszcze trochę czasu na rozmowie, złapali chudego ptaka, po czym wrócili do obozu
* * *
Chłodne dni już minęły, a z każdym kolejnym wschodem słońca koty czuły, że Pora Nowych Liści powoli budzi się ze snu, a razem z nią odradzają się rośliny, które natomiast oznaczały więcej zwierzyny. Kwiecisty Śpiew wydawała się jednak być ślepa na te wszystkie cuda natury.
Ona widziała tylko swojego Pustułka, czuła rozpierającą dumę, że został zastępcą. Właściwie, wydarzyło się to już dawno, klan zdołał ochłonąć po wyborze nowej liderki i jej pomocnika. Poza Kwiatkiem, która miała głęboko w nosie przywódczynię, wydawało się, że zamiast rozdzielić podekscytowanie po równo dla miętowookiego i Milczki, wyładowała je podwójnie na kocurze.
Niebo zakrywały postrzępione chmury, a promienie słońca przedzierały się przez nie niczym lis przez paprocie. Jak na Porę Nowych Liści, było chłodno.
Kwiecisty Śpiew przyglądała się z legowiska wojowników na obozowe życie - przed żłobkiem wylegiwała się Liliowa Łodyga, a Łososiowy Pysk lizał z czułością jej wielki brzuch. Niedaleko Makowa Łapa wraz z Szarą Łapą żartowali z czegoś, natomiast z obozu wychodził właśnie patrol - Motyle Skrzydło, Łabędzia Łapa i Jaszczurczy Ogon. Obok legowiska liderki siedział Pustułkowy Dziób, oglądający klan spod przymrużonych oczu.
Żółtooka westchnęła z rozmarzeniem, wbijając wzrok w mięśnie zastępcy i jego opadające, gładkie futro. Wtem, usłyszała z legowiska czyiś głos, a miętowooki wszedł do środka. Wojowniczka nastroszyła sierść. Kto wie, o czym może teraz rozmawiać z tą cholerną Milczącą Gwiazdą! Nie dość, że tak nagle urodziła kocięta, to jeszcze teraz je zostawiła Liliowej Łodydze! A sami Gwiezdni mogą wiedzieć z kim ona te dzieci ma... Nagle do głowy kotki przyszła okropna myśl. Co, jeśli jej starania są bez sensu, bo Pustułkowy Dziób już sobie kogoś znalazł?
<Pustułek omg te zakończenie takie dupne>
17 lipca 2017
Od Kwiecistego Śpiewu C.D. Szarej Łapy
Nie chciała do tego wracać. Nie chciała wracać do czasów uczniowskich, a już z pewnością nie do swojego okropnego mentora. Mimo to jednak, pierwszy raz ktoś się ją o to spytał. Kwiecisty Śpiew uznała to za jako taki akt zaufania. Wzięła głęboki oddech i zaczęła:
— Od początku mojego treningu byłam kiepska. Znaczy, umiałam polować, ale byłam okropna w walce. Na co klanowi doskonały myśliwy, skoro nawet nie potrafiłby się obronić przed intruzem? Po pewnym czasie mój mentor dał sobie ze mną spokój. Całymi dniami się nudziłam, bo moje rodzeństwo już dawno zostało mianowane na wojowników, a reszta klanu mną gardziła. W końcu jednak znalazłam rolę dla siebie - zaczęłam pomagać medykowi! Nauczyłam się w tym czasie bardzo wiele o ziołach i innych leczniczych roślinach, ale nie mogłam zostać uzdrowicielką, bo w moim obecnym klanie było już paru asystentów. Byłam jedynym dorosłym uczniem, kiedy nagle mój mentor zabrał mnie po raz ostatni na trening — Kwiecisty Śpiew uznała, że Szara Łapa jest jeszcze za młody, by opowiadać mu szczegóły tego "treningu". — Wciąż nie umiałam walki, ale on stwierdził, że jestem gotowa, więc lider mianował mnie na wojowniczkę, ale... ale ja uciekłam w czasie nocnego czuwania, bo wiedziałam, że będę beznadziejna w bitwie i tylko będę przeszkadzać — zakończyła kotka, czekając na reakcję ucznia.
Jedno trzeba było przyznać - młody kocur potrafił wysłuchać. Wpatrywał się teraz w łapy kotki, zapewne zastanawiając się, jakie słowa dobrać.
<Szary? Jak chcesz, możesz w odpisie opisać już trening z Lawendowym Płatkiem ;w;>
15 lipca 2017
Od Kwiecistego Śpiewu C.D. Szarej Łapy
Kiedy kocurek odwrócił się gwałtownie, Kwiecisty Śpiew aż odskoczyła przestraszona. Szybko jednak się opanowała i z uśmiechem spojrzała na kocura wyczekująco. Szara Łapa machnął ogonem. — Nie mogłem spać całą noc.
— Ciężko ci się przyzwyczaić do nowego klanu? — miauknęła Kwiecisty Śpiew.
— Niekoniecznie — westchnął ciężko uczeń.
W momencie, w którym wojowniczka pierwszy raz zobaczyła młodego kocura, od razu poczuła, że coś go trapi, jednak ledwie się znali, wolała nie być niegrzeczna i tak nagle pytać się go, czy ma jakiś problem.
Pręgowana kotka przysunęła się do niego. Dobrze pamiętała swoje uczniowskie czasy, ale w przeciwieństwie do większości wojowników, ona nie wspominała ich dobrze.
— Dzisiaj zaczynasz trening. Jesteś pierwszym uczniem Lawendowego Płatka, ale myślę, że zarówno ona jak i ty dacie sobie radę. To inteligentna, silna wojowniczka, a ty wyglądasz mi na mądrego ucznia.
Szara Łapa uśmiechnął się do Kwiecistego Śpiewu, jakby wdzięczny za pokrzepiające słowa. Słońce wschodziło coraz wyżej, zapewne zaraz ze swojego legowiska wyjdą wojownicy. Kotka chciała wykorzystać pozostały jej czas na rozmowę z kocurem.
— Denerwujesz się przed pierwszym treningiem? — spytała.
<Szara Łapo?>
30 czerwca 2017
Od Kwiecistego Śpiewu CD Motylego Skrzydła
Od ostatniego spaceru, Pustułkowy Dziób nieco przestał zwracać na nią uwagę, jakby się ją znudził, zaś Borsuczy Gońca chyba się na nią obraził. Kotka więc, nie chcąc jeszcze bardziej irytować panów swoją egzystencją, wypatrywała kogoś, z kim mogłaby zjeść posiłek. Do Borsuczka i Pustułka z pewnością by się nie dosiadła, tak samo do Milczki. Lawendowy Płatek była zbyt załamana śmiercią matki, żeby rozmawiać, Jaszczurczy Ogon nie wyglądał na kogoś chętnego do dyskusji, a Liliowa Łodyga trajkotała nad uchem Łososiowego Pyska, któremu w sumie to nie przeszkadzało. Nagle Kwiecista dostrzegła samotnego, czarno-białego kocura, jedzącego jakiegoś ptaka. Chyba miał na imię Motyle Skrzydło, tak? Wojowniczka wstała z miejsca, wzięła nornicę ze stosu zwierzyny i położyła się obok zielonookiego. Wzięła gryz nornicy, po czym musnąwszy kota nosem po policzku spytała się nieśmiało:
- Byłeś dzisiaj na polowaniu?
Czarno-biały spojrzał na nią nieco zaskoczony pytaniem, po czym odrzekł:
- Tak. W sumie, całkiem dobrze mi poszło jak na Porę Nagich Drzew, ale myślę, że mógłbym złapać więcej.
Kotka zamruczała pocieszająco:
- Och, nie przejmuj się. Nastał trudny okres dla klanów, myślę, że gdyby pogoda była korzystniejsza, poszłoby ci o wiele lepiej. Ja złapałam tylko wychudłą srokę i zająca, to moje najgorsze polowanie od długiego czasu! - westchnęła, a następnie wzięła kolejny kęs jedzenia. Kiedy przełknęła, otuliła długowłosego wojownika swoim nastroszonym ogonem, aby trochę go ogrzać. Miała wrażenie, że nieco peszyła młodego kocura swoim zachowaniem, ale przecież tak powinien zachowywać się klan, pomagać sobie kiedy tylko może, nawet, jeśli pomoc to tak niewiele znaczący gest jak ocieplenie...
- Jak ci się podoba życie wojownika? - kotka chcąc rozluźnić atmosferę, na nowo spróbowała zacząć rozmowę.
<Motylku?>
- Byłeś dzisiaj na polowaniu?
Czarno-biały spojrzał na nią nieco zaskoczony pytaniem, po czym odrzekł:
- Tak. W sumie, całkiem dobrze mi poszło jak na Porę Nagich Drzew, ale myślę, że mógłbym złapać więcej.
Kotka zamruczała pocieszająco:
- Och, nie przejmuj się. Nastał trudny okres dla klanów, myślę, że gdyby pogoda była korzystniejsza, poszłoby ci o wiele lepiej. Ja złapałam tylko wychudłą srokę i zająca, to moje najgorsze polowanie od długiego czasu! - westchnęła, a następnie wzięła kolejny kęs jedzenia. Kiedy przełknęła, otuliła długowłosego wojownika swoim nastroszonym ogonem, aby trochę go ogrzać. Miała wrażenie, że nieco peszyła młodego kocura swoim zachowaniem, ale przecież tak powinien zachowywać się klan, pomagać sobie kiedy tylko może, nawet, jeśli pomoc to tak niewiele znaczący gest jak ocieplenie...
- Jak ci się podoba życie wojownika? - kotka chcąc rozluźnić atmosferę, na nowo spróbowała zacząć rozmowę.
<Motylku?>
26 czerwca 2017
Od Kwiecistego Śpiewu CD Pustułkowego Dziobu
Kwiecisty Śpiew wtulała się w długie, ciepłe futro wojownika, rozkoszując się jego zapachem. Jego sierść była taka miękka, chciała poczuć na swoim pysku każdy szary włos. Otuliwszy kocura ogonem, liznęła go parę razy po policzku. Kątem oka dostrzegła, że obserwuje ich Borsuczy Gońca. Odwróciła głowę i spojrzała na niebieskookiego kota zachęcająco, jednak ten tylko uśmiechnął się słabo. Czyżby uraziła go tym? W sumie, miała wrażenie, że dawny uczeń Pustułkowego Dziobu jest w niej nie tyle co zauroczony, ale zadurzony na granicy zakochania. Kwiecisty Śpiew jeszcze bardziej zasmucona ponownie zwróciła łeb w stronę szarego wojownika. Zamknęła oczy, wchłaniając ciepło płynące z jego ciała. Chciała teraz po prostu tak zostać, trwać w takiej pozycji jak najdłużej, tylko oni, w ciszy i spokoju. Nawet nie uświadomiła sobie, kiedy zaczęła mruczeć - nie było to mruczenie takie, jak na widok przyjaciela lub krewnego. Dźwięk, jaki teraz wydawała, był ciepły, ledwie słyszalny i przeznaczony tylko dla tego jednego wybranka. Wybranka, który właśnie leżał obok niej, przytulał się do niej. Kwiecisty Śpiew właśnie zdała sobie sprawę, jaka jest szczęśliwa. Jej serce mogło przecież teraz bić dla jakiegoś samotnika, kota z innego klanu lub kogoś, kto nie wie o jej istnieniu. A tymczasem Gwiezdni ulitowali się nad nią. Zesłali jej tego ładnego, miłego kocura, który z resztą darzy ją tym samym uczuciem. Po tych wszystkich nieszczęściach, jakich doświadczyła... Po odrzuceniu przez jej pierwotny klan przez jej charakter i bojaźliwość. Po śmierci ukochanej rodziny. Po tym, co zrobił jej okropny mentor. Gwiezdny Klan okazał się na tyle dobry, żeby nie robić z jej życia czegoś okropnego. Pręgowana wojowniczka w myślach podziękowała przodkom. Nagle kocur drgnął lekko i odsunął się od Kwiecistego Śpiewu. Kotka otworzyła oczy i spojrzała pytająco na miętowookiego.
- Idę po coś do jedzenia, Kwiatuszku - mruknął kot, po czym oddalił się do stosiku zwierzyny.
Mimo, że nie było go dosłownie chwilkę, żółtooka już zdążyła zmarznąć i znowu posmutnieć. W momencie, gdy kocur wrócił, poczuła się, jakby zobaczyła najukochańszą na świecie osobę po kilku latach rozłąki. Pustułkowy Dziób ponownie położywszy się obok niej, zaczął jeść przyniesioną łasicę. Pręgowana uśmiechając się potarła nosem o łopatkę kocura i wyszeptała mu do ucha:
- Dziękuję ci bardzo za tą gałązkę. Jest śliczna.
<Pustułku? ;;;))))>
- Idę po coś do jedzenia, Kwiatuszku - mruknął kot, po czym oddalił się do stosiku zwierzyny.
Mimo, że nie było go dosłownie chwilkę, żółtooka już zdążyła zmarznąć i znowu posmutnieć. W momencie, gdy kocur wrócił, poczuła się, jakby zobaczyła najukochańszą na świecie osobę po kilku latach rozłąki. Pustułkowy Dziób ponownie położywszy się obok niej, zaczął jeść przyniesioną łasicę. Pręgowana uśmiechając się potarła nosem o łopatkę kocura i wyszeptała mu do ucha:
- Dziękuję ci bardzo za tą gałązkę. Jest śliczna.
<Pustułku? ;;;))))>
Od Kwiecistego Śpiewu CD Szkarłatnego Wichru
Otarła łapą oczy i spojrzała wciąż nieco rozmytym spojrzeniem na kocura. Chciała znowu się uśmiechnąć, ale bała się, że ten dziwny kocur zareaguje jeszcze gorzej, więc po prostu kiwnęła głową i zamruczała przez chwilę. Siedziała tak przez chwilę w ciszy, żeby się uspokoić.
- O-oczywiście. Przep-przepraszam, że tak się ro-rozpłakałam, j-ja po prostu wprawiłam cię w zakłopotanie i w-wiesz...
Kwiecisty Śpiew odwróciła się, nie chcąc patrzeć dla Szkarłatnego Wichru w oczy. Mimo, że to nie była jej wina, ona wręcz czuła się, jakby... jakby zawaliła wszystko. Jakby nie nakrzyczał na nią kot, ale jakby doprowadziła do śmierci tysiąca stworzeń, zniszczenia lasu i ogólnie rozdupcenia wszechświata. Pręgowana skuliła się i zaczęła wpatrywać się w opadające liście.
- C-czy lubisz Porę Opadających Liści? - mruknęła.
- Skąd to pytanie? - odpowiedział kocur.
- Jest to piękna, ale jednocześnie smutna pora. Tyle barw, ale jednocześnie te wszystkie liście odrywają się od drzew. Wiesz co się dzieje, kiedy liść odrywa się od gałęzi?
Kocur pokręcił przecząco głową.
- Ja też nie - westchnęła Kwiecisty Śpiew - Co, jeśli on umiera? Co, jeśli zachwycamy się śmiercią?
Szkarłatny Wicher spojrzał na nią dziwnie.
- Skąd te podejrzenia? - miauknął.
- Tak sądzę...
<Szkarli plz>
- O-oczywiście. Przep-przepraszam, że tak się ro-rozpłakałam, j-ja po prostu wprawiłam cię w zakłopotanie i w-wiesz...
Kwiecisty Śpiew odwróciła się, nie chcąc patrzeć dla Szkarłatnego Wichru w oczy. Mimo, że to nie była jej wina, ona wręcz czuła się, jakby... jakby zawaliła wszystko. Jakby nie nakrzyczał na nią kot, ale jakby doprowadziła do śmierci tysiąca stworzeń, zniszczenia lasu i ogólnie rozdupcenia wszechświata. Pręgowana skuliła się i zaczęła wpatrywać się w opadające liście.
- C-czy lubisz Porę Opadających Liści? - mruknęła.
- Skąd to pytanie? - odpowiedział kocur.
- Jest to piękna, ale jednocześnie smutna pora. Tyle barw, ale jednocześnie te wszystkie liście odrywają się od drzew. Wiesz co się dzieje, kiedy liść odrywa się od gałęzi?
Kocur pokręcił przecząco głową.
- Ja też nie - westchnęła Kwiecisty Śpiew - Co, jeśli on umiera? Co, jeśli zachwycamy się śmiercią?
Szkarłatny Wicher spojrzał na nią dziwnie.
- Skąd te podejrzenia? - miauknął.
- Tak sądzę...
<Szkarli plz>
25 czerwca 2017
Od Kwiecistego Śpiewu
Pręgowana kotka stała obok wielkiego, majestatycznego drzewa. Od czasu spotkania z uczniem z Klanu Nocy, wolała tutaj nie chodzić, ale w końcu ciekawość wzięła górę. Teraz przechadzała się między kępkami trawy i obserwowała opadające liście. Lubiła Porę Opadających Liści, głównie dlatego, że była jedną z tych najbarwniejszych. Była na neutralnym terytorium, więc nie musiała obawiać się ataku... prawda? W pewnym momencie ujrzała między krzakami jakiś ruch. Uniosła ogon do góry, po czym podeszła do zarośli.
- Halo? J-jest tam kto? - miauknęła.
Po krótkiej chwili spomiędzy roślin wyłonił się biały, żółtooki kocur w szare pręgi. Nie wyglądał na przyjaźnie nastawionego, ale nie wyglądał też na wroga. Ruda kotka kiwnęła mu głową na powitanie i usiadła, uśmiechając się delikatnie.
- J-jestem Kwiecisty Śpiew, a ty? Jak ci mija dzień?
Nieznajomy wydał się być nieco zaskoczony tymi słowami. Och, czy już naprawdę kiedy widzi się obcego, trzeba spodziewać się ataku? Mimo to, uniósł lekko kąciki pyska i odpowiedział:
- Mam na imię Szkarłatny Wicher, i chyba tyle informacji ci wystarczy - syknął, a jego dobry humor nagle gdzieś prysł.
Kwiecista cofnęła uszy i głowę. Czy naprawdę, nawet przyjazne powitanie musi skutkować walką?
- Och, j-ja przepraszam, n-nie chcia... nie chciałam ciebie urazić ani zdenerwować, n-naprawdę, u-uwierz mi! - zaczęła jąkać się Kwiatek, nieco przestraszona i smutna. Ona chciała tylko kogoś poznać, a wyszło jak wyszło...
<Szkarłatny?>
- Halo? J-jest tam kto? - miauknęła.
Po krótkiej chwili spomiędzy roślin wyłonił się biały, żółtooki kocur w szare pręgi. Nie wyglądał na przyjaźnie nastawionego, ale nie wyglądał też na wroga. Ruda kotka kiwnęła mu głową na powitanie i usiadła, uśmiechając się delikatnie.
- J-jestem Kwiecisty Śpiew, a ty? Jak ci mija dzień?
Nieznajomy wydał się być nieco zaskoczony tymi słowami. Och, czy już naprawdę kiedy widzi się obcego, trzeba spodziewać się ataku? Mimo to, uniósł lekko kąciki pyska i odpowiedział:
- Mam na imię Szkarłatny Wicher, i chyba tyle informacji ci wystarczy - syknął, a jego dobry humor nagle gdzieś prysł.
Kwiecista cofnęła uszy i głowę. Czy naprawdę, nawet przyjazne powitanie musi skutkować walką?
- Och, j-ja przepraszam, n-nie chcia... nie chciałam ciebie urazić ani zdenerwować, n-naprawdę, u-uwierz mi! - zaczęła jąkać się Kwiatek, nieco przestraszona i smutna. Ona chciała tylko kogoś poznać, a wyszło jak wyszło...
<Szkarłatny?>
Od Kwiecistego Śpiewu CD Pustułkowy Dziób, Borsuczy Gońca
Kiedy usłyszała o lisie, jej sierść nagle się nastroszyła. W sumie, to taki pies, tylko, że rudy, ale jeden pies!
- Borsuczku, czy to świeży trop? - pisnęła cicho.
Pustułkowy Dziób spojrzał na nią dziwnie, a Milcząca Sadzawka machnęła ogonem i odwróciła łeb lekceważąco.
- Bardzo. Przechodziły tu dosłownie chwilę temu... - mruknął Borsuczy Gońca - Przegońmy je!
- Nie - syknęła stanowczo zastępczyni - jest nas tylko czwórka, a ty wyraźnie powiedziałeś, że to lisy, a nie jeden lis. Może być ich równie dobrze dwójka, co całe stado. Dokończmy patrol, a potem powiadomimy o tym resztę klanu.
Kwiecisty Śpiew posłusznie odwróciła się i skierowała w stronę, z której przyszła. Usłyszała za sobą zrezygnowane westchnięcie Borsuczego, więc odwróciła głowę i posłała mu pocieszający uśmiech. Niebieskooki chyba tego nie zauważył. Kotka w końcu wyszła z zarośli, a za nią Pustułek i Borsuk. Pręgowana usiadła obok ucznia i liznęła go po policzku.
- Masz dobry nos - mruknęła - Powinieneś być nie Borsuczym, ale Zwierzęcym Gońcą.
Point uśmiechnął się, ale w tym momencie z krzaków wyszła zastępczyni.
- Chodźcie, musimy dokończyć patrol - syknęła.
<Borsu? ;w;>
- Borsuczku, czy to świeży trop? - pisnęła cicho.
Pustułkowy Dziób spojrzał na nią dziwnie, a Milcząca Sadzawka machnęła ogonem i odwróciła łeb lekceważąco.
- Bardzo. Przechodziły tu dosłownie chwilę temu... - mruknął Borsuczy Gońca - Przegońmy je!
- Nie - syknęła stanowczo zastępczyni - jest nas tylko czwórka, a ty wyraźnie powiedziałeś, że to lisy, a nie jeden lis. Może być ich równie dobrze dwójka, co całe stado. Dokończmy patrol, a potem powiadomimy o tym resztę klanu.
Kwiecisty Śpiew posłusznie odwróciła się i skierowała w stronę, z której przyszła. Usłyszała za sobą zrezygnowane westchnięcie Borsuczego, więc odwróciła głowę i posłała mu pocieszający uśmiech. Niebieskooki chyba tego nie zauważył. Kotka w końcu wyszła z zarośli, a za nią Pustułek i Borsuk. Pręgowana usiadła obok ucznia i liznęła go po policzku.
- Masz dobry nos - mruknęła - Powinieneś być nie Borsuczym, ale Zwierzęcym Gońcą.
Point uśmiechnął się, ale w tym momencie z krzaków wyszła zastępczyni.
- Chodźcie, musimy dokończyć patrol - syknęła.
<Borsu? ;w;>
24 czerwca 2017
Od Kwiecistego Śpiewu
Obudziła się wcześnie. Słońce dopiero wychylało się zza horyzontu. Kwiecisty Śpiew rozejrzała się - w legowisku byli wszyscy wojownicy oprócz Sosnowego Ogona, która w nocy dostała ataku kaszlu i poszła do medyka. Ruda kotka wstała cicho, by nie obudzić śpiących kotów, i przeciągnąwszy się, wyszła z legowiska. Nastroszyła sierść, kiedy ujrzała jednego z nowo pasowanych wojowników - Borsuczego Gońcę. Uśmiechnęła się delikatnie, po czym podeszła do młodego kocura.
- Myślę, że twoje czuwanie już się skończyło - zamruczała.
Niebieskooki kocur westchnął głęboko i trącił pręgowaną kotkę nosem.
- W nocy było trochę zimno, ale dałem radę! - miauknął, wciąż podekscytowany wczorajszym mianowaniem, na co wojowniczka zaśmiała się cicho.
Kotka spojrzała na resztę nowych - Lawendę i Motyla.
- A jak tam u was? - zadała pytanie, nie chcąc być niegrzeczna.
Lawenda uśmiechnęła się słabo i kiwnęła głową tylko, zapewne wciąż trochę smutna po śmierci siostry, za to Motyl uśmiechnął się dziwnie:
- Och, mam wrażenie, że to wcale nie takie ważne. Kontynuuj rozmowę z Borsuczym Gońcem.
Czemu Kwiatek miała wrażenie, że zachęta do dalszej dyskusji z pointem brzmiała dwuznacznie? Mimo wszystko, mrugnęła przyjacielsko do czarno-białego kocura i już miała dalej gadać z byłym uczniem, gdy usłyszała za sobą głos zastępczyni klanu.
- Dobrze, że tu jesteście. Borsuczy Gońcu, Kwiecisty Śpiewie, pójdziecie ze mną i Pustułkowym Dziobem na patrol, teraz - warknęła Milcząca Sadzawka.
<Booorsu?>
- Myślę, że twoje czuwanie już się skończyło - zamruczała.
Niebieskooki kocur westchnął głęboko i trącił pręgowaną kotkę nosem.
- W nocy było trochę zimno, ale dałem radę! - miauknął, wciąż podekscytowany wczorajszym mianowaniem, na co wojowniczka zaśmiała się cicho.
Kotka spojrzała na resztę nowych - Lawendę i Motyla.
- A jak tam u was? - zadała pytanie, nie chcąc być niegrzeczna.
Lawenda uśmiechnęła się słabo i kiwnęła głową tylko, zapewne wciąż trochę smutna po śmierci siostry, za to Motyl uśmiechnął się dziwnie:
- Och, mam wrażenie, że to wcale nie takie ważne. Kontynuuj rozmowę z Borsuczym Gońcem.
Czemu Kwiatek miała wrażenie, że zachęta do dalszej dyskusji z pointem brzmiała dwuznacznie? Mimo wszystko, mrugnęła przyjacielsko do czarno-białego kocura i już miała dalej gadać z byłym uczniem, gdy usłyszała za sobą głos zastępczyni klanu.
- Dobrze, że tu jesteście. Borsuczy Gońcu, Kwiecisty Śpiewie, pójdziecie ze mną i Pustułkowym Dziobem na patrol, teraz - warknęła Milcząca Sadzawka.
<Booorsu?>
22 czerwca 2017
Od Kwiecistego Śpiewu CD Borsuczej Łapy
Kotka zamruczała cicho, kiedy kocurek trącił ją nosem. Jaka ona była kochliwa! Wystarczyło, że ktoś ładnie wyglądał albo zrobił dla niej coś miłego, a ona od razu planowała z tym kimś przyszłość. A pewnie oni nawet nie wiedzą, co ona myśli. Pustułek pewnie tylko ją trenuje, Borsuczek robi to wszystko, żeby nie było jej smutno, a ten cały oszust z Klanu Nocy nawet jej nie zna! Jeśli tak dalej pójdzie, wyrzucą ją z klanu, bo nie będzie w stanie zabić myszy, w której się zakocha. W pewnym momencie uświadomiła sobie, że uczeń oczekuje odpowiedzi.
- Bo widzisz, Borsuczku... Martwię się, co ze mną będzie. Niby dobrze potrafię polować, ale okropnie walczę. Milcząca Sadzawka kazała mi trenować z Pustułkowym Dziobem, ale idzie mi bardzo słabo. Sama zastępczyni mnie nie lubi z powodu mojego braku umiejętności, a liderka pewnie nawet nie wie kim jestem. A teraz jeszcze dodatkowo ten, za przeproszeniem, lisi bobek z Klanu Nocy, jeśli ktoś by się dowiedział, byłoby po mnie! - jęknęła Kwiecisty Śpiew.
Kocurek uśmiechnął się delikatnie.
- Nie masz się czego obawiać. Nawet, jeśli słabo ci idzie z walką, to polujesz doskonale, gdyby chcieli wyrzucić cię z klanu, stracilibyśmy połowę zwierzyny! - zaśmiał się - No i przecież umówiliśmy się, nic nie nikomu nie powiem o tej myszy. Chciałaś po prostu pomóc, a wyszło jak wyszło.
Kwiecisty Śpiew uśmiechnęła się szeroko, ucieszona, że została wysłuchana. Wdzięczna objęła kocura i liznęła go czule po czole.
- Dziękuję ci, Borsuczku - szepnęła do ucha kocurka.
<Borsuczku, co tu się odwala?>
- Bo widzisz, Borsuczku... Martwię się, co ze mną będzie. Niby dobrze potrafię polować, ale okropnie walczę. Milcząca Sadzawka kazała mi trenować z Pustułkowym Dziobem, ale idzie mi bardzo słabo. Sama zastępczyni mnie nie lubi z powodu mojego braku umiejętności, a liderka pewnie nawet nie wie kim jestem. A teraz jeszcze dodatkowo ten, za przeproszeniem, lisi bobek z Klanu Nocy, jeśli ktoś by się dowiedział, byłoby po mnie! - jęknęła Kwiecisty Śpiew.
Kocurek uśmiechnął się delikatnie.
- Nie masz się czego obawiać. Nawet, jeśli słabo ci idzie z walką, to polujesz doskonale, gdyby chcieli wyrzucić cię z klanu, stracilibyśmy połowę zwierzyny! - zaśmiał się - No i przecież umówiliśmy się, nic nie nikomu nie powiem o tej myszy. Chciałaś po prostu pomóc, a wyszło jak wyszło.
Kwiecisty Śpiew uśmiechnęła się szeroko, ucieszona, że została wysłuchana. Wdzięczna objęła kocura i liznęła go czule po czole.
- Dziękuję ci, Borsuczku - szepnęła do ucha kocurka.
<Borsuczku, co tu się odwala?>
21 czerwca 2017
Od Kwiecistego Śpiewu CD Borsuczej Łapy
Zadrżała, czując na sobie spojrzenie kocura.
- No bo ja polowałam... Złapałam mysz i poszłam ją zakopać, a byłam bardzo blisko granicy z Wielkim Drzewem - w tym momencie głos zaczął jej się łamać - Wyszłam na chwilę z terytorium Klanu Wilka, bo chciałam je trochę obejrzeć i przy okazji zapolować. Nic tam nie złapałam, bo zawróciłam w połowie drogi. Chciałam wziąć mysz i wrócić do obozu, ale wtedy zobaczyłam, że myszy nie ma, ujrzałam tylko kawałek ogona. Zawołałam tego kocura. On wtedy rzucił się mi do łap, zaczął mówić, ż-że jego klan jest słaby i że ta mysz może mu uratować życie. No i... No i... - kotka już teraz na dobre się rozpłakała. Ach, jakaż była głupia! Borsucza Łapa pewnie przekaże wszystko Milczce, a Milcząca Sadzawka powie wszystko Miodowej Gwieździe - liderka ją wygna. Już nigdy nie zobaczy Pustułka. Już nigdy nie zapoluje dla klanu. Straci swoją szansę! Nagle poczuła, że uczeń owija ją ogonem uspokajająco. On naprawdę chce wiedzieć wszystko! W sumie, i tak ją wywalą, za to, że przeszkodziła w obronie terytorium. Lepiej niech powie prawdę.
- N-no i wtedy ja przegryzłam mysz na pół, dałam mu mniejszy kawałek, a większą część zabrałam. Potem poszłam już do obozu, ale pomyślałam sobie, że co, jeśli znajdzie go patrol? Więc zawróciłam, a wtedy zobaczyłam ciebie z tym kocurem i w ogóle... - wypiszczała Kwiecisty Śpiew.
<Borsu? ;v>
18 czerwca 2017
Od Kwiecistego Śpiewu CD Wrzosowej Łapy
Nagle poczuła, że jest rozdarta. Rozdarta między lojalnością do klanu, a tym biednym, wygłodzonym kotem! Co prawda, nie wyglądał na pozbawionego pokarmu, ale to tylko przez jego długą sierść i opuchliznę głodową. Spojrzała zrozpaczona na brązowego kocura.
- J-ja... - chciała już coś powiedzieć, ale wtedy jeszcze raz spojrzała w oczy złodzieja. Do jej własnych ślepi zaczęły napływać łzy. Co by zrobił Pustułkowy Dziób lub Milcząca Sadzawka.
- B-bardzo mi przykro, ale nie mogę ci oddać tej myszy. M-mój klan jest równie po-potrzebujący. Mogę ci dać najwyżej połowę tego zwierzątka - miauknęła kotka, po czym nie czekając na odpowiedź, położyła gryzonia na ziemi i szybko przegryzła na pół. Wzięła większą część do pyska, a mniejszą podsunęła długowłosemu. Była nieuważna, bo gdyby bardziej się przypatrzyła, zauważyłaby, że kocur spojrzał na prezent z niesmakiem i rozczarowaniem. Ona natomiast zamruczała cicho i szepnęła mu do ucha:
- Poszukaj czegoś w okolicy Wielkiego Drzewa, przed chwilą przechodziłam tędy i mam wrażenie, że czułam jakiegoś ptaka i króliki.
Liznęła go przyjacielsko po czole, po czym wzięła swoją część myszy i zaczęła iść w stronę obozu. W sumie... Kocur był całkiem ładny. Miał taki nietypowy kolor sierści, czekoladowy, ale z delikatną domieszką szarości. Na białym pyszczku miał taką uroczą łatkę! A te dwukolorowe oczy... Jedno mieniące się błękitem nieba, a drugie słonecznym blaskiem. Kotka w tej chwili zapomniała, że kocur jest z innego klanu, jest od niej zapewne o wiele młodszy, a ona, na Gwiezdnych, ma już jedno zauroczenie. Nagle zatrzymała się. A co, jeśli ktoś z Klanu Wilka go złapie? Nie wiele myśląc, zakopała niedbale mysz i rzuciła się w kierunku wygłodzonego kota. Biegła, biegła i biegła, ile sił w łapach. Ale najwyraźniej na próżno, ponieważ kiedy wojowniczka w końcu dotarła, przed nowym znajomym stał uczeń z Klanu Wilka, Borsucza Łapa. Kwiatek nastroszyła ogon i krzyknęła:
- Borsuczku, czekaj!
<Borsu, Wrzos? ;3;>
- J-ja... - chciała już coś powiedzieć, ale wtedy jeszcze raz spojrzała w oczy złodzieja. Do jej własnych ślepi zaczęły napływać łzy. Co by zrobił Pustułkowy Dziób lub Milcząca Sadzawka.
- B-bardzo mi przykro, ale nie mogę ci oddać tej myszy. M-mój klan jest równie po-potrzebujący. Mogę ci dać najwyżej połowę tego zwierzątka - miauknęła kotka, po czym nie czekając na odpowiedź, położyła gryzonia na ziemi i szybko przegryzła na pół. Wzięła większą część do pyska, a mniejszą podsunęła długowłosemu. Była nieuważna, bo gdyby bardziej się przypatrzyła, zauważyłaby, że kocur spojrzał na prezent z niesmakiem i rozczarowaniem. Ona natomiast zamruczała cicho i szepnęła mu do ucha:
- Poszukaj czegoś w okolicy Wielkiego Drzewa, przed chwilą przechodziłam tędy i mam wrażenie, że czułam jakiegoś ptaka i króliki.
Liznęła go przyjacielsko po czole, po czym wzięła swoją część myszy i zaczęła iść w stronę obozu. W sumie... Kocur był całkiem ładny. Miał taki nietypowy kolor sierści, czekoladowy, ale z delikatną domieszką szarości. Na białym pyszczku miał taką uroczą łatkę! A te dwukolorowe oczy... Jedno mieniące się błękitem nieba, a drugie słonecznym blaskiem. Kotka w tej chwili zapomniała, że kocur jest z innego klanu, jest od niej zapewne o wiele młodszy, a ona, na Gwiezdnych, ma już jedno zauroczenie. Nagle zatrzymała się. A co, jeśli ktoś z Klanu Wilka go złapie? Nie wiele myśląc, zakopała niedbale mysz i rzuciła się w kierunku wygłodzonego kota. Biegła, biegła i biegła, ile sił w łapach. Ale najwyraźniej na próżno, ponieważ kiedy wojowniczka w końcu dotarła, przed nowym znajomym stał uczeń z Klanu Wilka, Borsucza Łapa. Kwiatek nastroszyła ogon i krzyknęła:
- Borsuczku, czekaj!
<Borsu, Wrzos? ;3;>
14 czerwca 2017
Od Kwiecistego Śpiewu
Uważnie obserwowała ruchy maleńkiego zwierzęcia, po czym szybko rzuciła się na zaskoczoną mysz, zabiła jednym, szybkim ruchem i podziękowała cicho Klanowi Gwiazdy. Jak zwykle - udane polowanie. Nudziło ją już to. Była doskonałą łowczynią, ale chciała chociaż raz iść na patrol. Chociaż raz zawalczyć. Zamiast tego, westchnęła cicho i zrezygnowana ruszyła dalej. Była blisko granicy Klanu Wilka z Wielkim Drzewem. Kotka pomyślała, że miło byłoby obejrzeć miejsce spotkań klanów, może kiedyś liderka nawet ją zabierze na zebranie! Kwiatek uznała, że to dobry pomysł, skierowała się więc w górę zbocza. Z każdym krokiem zapach Klanu Wilka słabł, aż po kilku minutach tylko ona była źródłem tegoż smrodu. Przystała na chwilę - zaczynała dostrzegać najwyższe gałęzie olbrzymiego drzewa, przy którym najwyższe sosny w lesie wyglądały jak grzyby! Zafascynowana chciała podejść jeszcze bliżej, lecz uznała, że może lepiej już wracać. Ktoś z Klanu Wilka mógłby się martwić, a Milcząca Sadzawka pewnie zdenerwowałaby się, gdyby Kwiecisty Śpiew wróciła po tak długim czasie jedynie z myszką i nornicą. Pręgowana kotka odwróciła się, rzuciła ostatnie spojrzenie na potężną roślinę i ruszyła kłusem z powrotem do granicy. Oby upolowany gryzoń jeszcze tam był! Mimo, że chyba zakopała zdobycz, zawsze jakiś wścibski lis albo co gorsza, samotnik. Panicznie bała się samotników. Przyśpieszyła, ale kiedy dotarła, okazało się, że jej podejrzenia były słuszne - w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą była jej mysz, było tylko kilka rozgrzebanych liści. Kwiatek poczuła, że zalewa ją fala gniewu i żalu. Rozejrzała się - kątem oka zobaczyła jakiś NIEZNANY OGON. Wystraszyła się, ale teraz należała do Klanu Wilka. Musiała bronić swojego terytorium!
- H-hej, ty! - zawołała drżącym głosem i podeszła kilka kroków do nieznajomego, który najwyraźniej ją usłyszał. Nie czekając na odpowiedź, wydała coś między syknięciem a szlochem - J-jesteś na te-terenach Klanu Wil-Wilka! Odejdź s-stąd, a-a-a jeśli za-zabrałeś moją mysz, n-najpierw ją o-od-oddaj! - wypiszczała, starając się, żeby jej głos był jak najbardziej stanowczy i groźny, ale ewidentnie coś jej tu nie pykło.
<Wrzos?>
- H-hej, ty! - zawołała drżącym głosem i podeszła kilka kroków do nieznajomego, który najwyraźniej ją usłyszał. Nie czekając na odpowiedź, wydała coś między syknięciem a szlochem - J-jesteś na te-terenach Klanu Wil-Wilka! Odejdź s-stąd, a-a-a jeśli za-zabrałeś moją mysz, n-najpierw ją o-od-oddaj! - wypiszczała, starając się, żeby jej głos był jak najbardziej stanowczy i groźny, ale ewidentnie coś jej tu nie pykło.
<Wrzos?>
Od Kwiecistego Śpiewu CD Milczącej Sadzawki, Pustułkowego Dziobu
Kwiecisty Śpiew szła cicho za szarym kocurem, czując uważny wzrok zastępczyni na sobie. Czemu miała wrażenie, że Milcząca Sadzawka nie przepada za nią? Oczywiście, gdyby była zastępczynią, pewnie tak samo zareagowałaby na wojowniczkę, która ledwo poluje i nie potrafi walczyć...
Ach, żółtooką tak bardzo martwiło to, że jest taka beznadziejna! Przyniesie hańbę dla Klanu Wilka, zostanie pośmiewiskiem. Oczami wyobraźni już zobaczyła siebie, otoczoną przez wrogich wojowników, a nawet przez swoich przyjaciół, wyśmiewających ją i drwiących z Kwiatka.
Pręgowanej kotce niemalże napłynęły do oczu łzy. Nagle kot przed nią zatrzymał się, a Kwiecisty Śpiew omal na niego nie wpadła. Kocur wskoczył do małej, płytkiej kotliny, po czym rzekł łagodnie:
— Dobrze, zacznijmy może od podstaw. Pokaż mi, jak się skradasz.
Kwiatuszek chciała zaprotestować - przecież ona polowała bardzo dobrze, doskonale wręcz! Jednak nie śmiała sprzeciwić się dla wojownika i to jeszcze na oczach zastępczyni, więc posłusznie przywarła do ziemi.
Zaczęła cicho, lecz w miarę możliwości szybko przesuwać łapę za łapą. Kroki stawiała bardzo delikatnie, prawie że nie dotykała gruntu. Ogon wlókł się za nią, lekko uniesiony, wąsy miała nastroszone i wszystkie mięśnie napięte. Po kilku uderzeniach serca, wróciła do normalnej pozycji, a po jeszcze dłuższej chwili usiadła.
— Nie rozumiem, o co ci chodzi. Skradasz się o wiele lepiej niż większość naszych myśliwych! — zamruczał kocur, wyraźnie zadowolony — Milcząca Sadzawko, jesteś pewna, że jej z kimś nie pomyliłaś? — dodał nieco żartobliwie.
Zastępczyni westchnęła ciężko, przybierając minę spleśniałego grzyba.
— Przynajmniej nasi myśliwi potrafią też walczyć, a nie wiemy, czy Kwiecisty Śpiew również jest taka doskonała. Może wraz z Pustułkowym Dziobem zaprezentujesz nam swoje umiejętności bitewne? — syknęła chłodno.
Wojowniczka nastroszyła sierść. Teraz na pewno to zawali! Milcząca Sadzawka wygna ją z klanu, a ten cały Pustułkowy Dziób ją wyśmieje. W sumie, wygnanie by przeżyła.
Nie przeżyłaby bez tych pięknych, miętowych oczu! Gdy tylko zobaczyła Pustułka pierwszy raz, jej serce zabiło szybciej. W jego obecności czuła się nieswojo, ale jednocześnie rozluźniała się. A teraz zastępczyni każe jej go zaatakować... Pręgowana była okropna w walce, ale co jeśli uderzy go zbyt mocno? Ugryzie go w jakiś słaby punkt? Albo przypadkiem nasypie pyłu do oczu? Spojrzała na szarego przerażona, a on uśmiechnął się zachęcająco.
— Śmiało, zaatakuj mnie! — miauknął.
Kwiecisty Śpiew przełknęła ślinę, a następnie podbiegła do wojownika i pacnęła go łapą w nos. Już chciała odwrócić się i uciec, gdy poczuła, że jej mentor złapał ją za tylną nogę. Pociągnął ją gwałtownie do siebie, a kotka pisnęła przeraźliwie i upadła. Drżała, bardzo przestraszona i zaskoczona szybkością tej akcji. Pustułek usiadł obok niej.
— Masz ciekawą taktykę, teraz mam w nosie pełno ziemi! — o dziwo, Kwiatek nie doszukała się w jego głosie pretensji lub złośliwości, lecz rozbawienia i współczucia.
— Oczywiście. Przeciwnicy umarliby ze śmiechu — warknęła Milcząca Sadzawka, po czym podeszła do kotki, trącając ją łapą — Wstawaj, nie umiesz praktycznie nic. Musisz się wiele nauczyć, ale teraz lepiej idź coś upoluj, przydasz się do czegoś.
<Milczka, Pustuł?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)