— Ty jesteś Smuklik, prawda?
Niebieski kocurek zadarł wysoko łebek, wpatrując się w rudego kocura o szmaragdowych oczach. Dość szybko zdał sobie sprawę, że to nie był pierwszy lepszy wojownik, który złożył wizytę królowym i ich kociętom, zamierzając sprezentować im posiłek, lecz jego tata, Tygrysia Noc. Właściwie już kilkukrotnie miał okazję widzieć go przemieszczającego się po obozie, gdy ten wracał do niego, chociażby z upolowaną zwierzyną, jednak jakoś nie mieli okazji ze sobą wcześniej porozmawiać.
— Prawda! A ty to Tygrysia Noc, mój tata!
— No proszę, szczwany malec mi się trafił. — Uśmiechnął się, po czym uniósł łapę i poczochrał Smuklika po głowie. — Mam nadzieję, że ty oraz twoi bracia wybaczycie mi, że rzadko do was zaglądam. — „Chciałeś powiedzieć wcale...”. — Bycie wojownikiem to nie przelewki. Patrole graniczne, patrole łowieckie, treningi z uczniami czy branie udziału w sparingach, jak i inne zadania powierzone czy to przez liderkę, czy zastępców. Ciężko znaleźć chwilę na odpoczynek, a co dopiero odwiedziny swoich kociąt. Niemniej doszły mnie słuchy, że złożyłeś pewnej kotce obietnicę, Smukliku...
Smuklik przełknął ślinę, zastanawiając się, o jaką obietnicę może chodzić rudemu wojownikowi. W końcu Smuklik złożył ich kilka. Obiecał chronić swoje mamy, podobnie jak siostrę Wodnik. Braci też zamierzał chronić, jednak był pewien, że będą sami potrafili o siebie zadbać, w końcu podobnie jak sam Smuklik, byli dzielnymi i silnymi kocurami. Mamie Jesionce obiecał dbać o piórko i sprezentować je kotu, który będzie jego prawdziwą jedyną miłością, mimo że kusiło go czasami już teraz sprezentować matczyny prezent kotce, która była bliska jego sercu. Ot co, kocięce zauroczenie starszą koleżanką. Jednak to piórko było zarezerwowane dla wyjątkowego kota, którego być może dopiero przyjdzie mu spotkać i lepiej poznać. Musiał więc poczekać i lepiej zrozumieć swoje uczucia.
— Chodzi o obietnicę, którą złożyłem Ognikowej Słocie? — podjął, dochodząc do wniosku, że ta obietnica ze wszystkich złożonych obietnic mogła w jakimś stopniu zainteresować ojca. Może rudy rozmawiał z szylkretową kocicą o tym, co obiecał jego syn? Może chciał go wyśmiać i sprowadzić na ziemię, aby nie obiecywał rzeczy, których nie był pewien, że dotrzyma?
Tygrysia Noc przytaknął.
— Cieszę się, że mój potomek jest ambitnym kotem, a nie leniuchem i tchórzem, który na samo wspomnienie o spędzeniu nocy w lesie skrywa się pod mchem, dygocząc ze strachu. To samo tyczy się twoich braci, jak i siostry, nawet jeśli to nie ja jestem jej ojcem. Ognikowa Słota mówiła o waszej czwórce same dobre słowa. Mam nadzieję, że to się nie zmieni i nadal będę słyszeć same pochwały na wasz temat.
Rudy kocur położył łapę na grzbiecie syna, delikatnie go po nim poklepując. Smuklik wiedział, że Tygrysia Noc nie przytuli go, jak chociażby mama Jesionka czy mama Ul. Mimo tego ucieszył się, że ojciec w taki sposób okazał mu aprobatę.
— Nie zmieni. Nawet jeśli stracę łapę lub skaleczę się w ogon, będę dawał z siebie wszystko, a nawet jeszcze więcej, jak przystało na członka Klanu Wilka.
Kolejna obietnica, którą złożył, tym razem ojcu. Żadna choroba, zadrapanie czy utrata kończyny nie przeszkodzi mu w zostaniu wojownikiem. Ba! Dzięki ranom pokaże, że podchodzi na poważnie do tematu.
— Chciałabym już teraz móc razem z tobą chodzić na patrole i sparingi... W żłobku jest fajnie, ale jestem tak bardzo ciekaw życia poza nim... To wszystko nieznane, co tylko na razie znam pobieżnie z opowieści mam czy Ognikowej Słoty jest tak bardzo ciekawe... i sprawia, że nie mogę się doczekać, aż będę mógł sam wziąć udział w patrolu... albo przewodzić nim... Podobnie, jeśli chodzi o sparingi... tym razem takie na poważnie, a nie kocięce!
— Jeszcze zatęsknisz za żłobkiem, tym bardziej, jak będziesz musiał skoro świt zapolować, aby wykarmić młodych członków klanu i ich matki. A na zewnątrz będzie zawierucha lub ulewa! Korzystaj z tej żłobkowej wolności, póki możesz. I pamiętaj, aby przed TĄ nocą pomodlić się do przodków kryjących się w Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd.
Z tymi słowami rudy kocur opuścił kociarnie, pozostawiając swojego syna w towarzystwie wężowej wylinki. A pod wieczór, nim kocięta ułożyły się u boku Jesionowej Szadzi oraz Miodowego Ula, Smuklik poprosił Ognikową Słotę o możliwość udania się do miejsca, gdzie jego prośby bez trudu dotrą do przodków, na dzień przed wspomnianym testem, od którego zależeć będzie jego uczniowska przyszłość.
Niebieski kocurek zadarł wysoko łebek, wpatrując się w rudego kocura o szmaragdowych oczach. Dość szybko zdał sobie sprawę, że to nie był pierwszy lepszy wojownik, który złożył wizytę królowym i ich kociętom, zamierzając sprezentować im posiłek, lecz jego tata, Tygrysia Noc. Właściwie już kilkukrotnie miał okazję widzieć go przemieszczającego się po obozie, gdy ten wracał do niego, chociażby z upolowaną zwierzyną, jednak jakoś nie mieli okazji ze sobą wcześniej porozmawiać.
— Prawda! A ty to Tygrysia Noc, mój tata!
— No proszę, szczwany malec mi się trafił. — Uśmiechnął się, po czym uniósł łapę i poczochrał Smuklika po głowie. — Mam nadzieję, że ty oraz twoi bracia wybaczycie mi, że rzadko do was zaglądam. — „Chciałeś powiedzieć wcale...”. — Bycie wojownikiem to nie przelewki. Patrole graniczne, patrole łowieckie, treningi z uczniami czy branie udziału w sparingach, jak i inne zadania powierzone czy to przez liderkę, czy zastępców. Ciężko znaleźć chwilę na odpoczynek, a co dopiero odwiedziny swoich kociąt. Niemniej doszły mnie słuchy, że złożyłeś pewnej kotce obietnicę, Smukliku...
Smuklik przełknął ślinę, zastanawiając się, o jaką obietnicę może chodzić rudemu wojownikowi. W końcu Smuklik złożył ich kilka. Obiecał chronić swoje mamy, podobnie jak siostrę Wodnik. Braci też zamierzał chronić, jednak był pewien, że będą sami potrafili o siebie zadbać, w końcu podobnie jak sam Smuklik, byli dzielnymi i silnymi kocurami. Mamie Jesionce obiecał dbać o piórko i sprezentować je kotu, który będzie jego prawdziwą jedyną miłością, mimo że kusiło go czasami już teraz sprezentować matczyny prezent kotce, która była bliska jego sercu. Ot co, kocięce zauroczenie starszą koleżanką. Jednak to piórko było zarezerwowane dla wyjątkowego kota, którego być może dopiero przyjdzie mu spotkać i lepiej poznać. Musiał więc poczekać i lepiej zrozumieć swoje uczucia.
— Chodzi o obietnicę, którą złożyłem Ognikowej Słocie? — podjął, dochodząc do wniosku, że ta obietnica ze wszystkich złożonych obietnic mogła w jakimś stopniu zainteresować ojca. Może rudy rozmawiał z szylkretową kocicą o tym, co obiecał jego syn? Może chciał go wyśmiać i sprowadzić na ziemię, aby nie obiecywał rzeczy, których nie był pewien, że dotrzyma?
Tygrysia Noc przytaknął.
— Cieszę się, że mój potomek jest ambitnym kotem, a nie leniuchem i tchórzem, który na samo wspomnienie o spędzeniu nocy w lesie skrywa się pod mchem, dygocząc ze strachu. To samo tyczy się twoich braci, jak i siostry, nawet jeśli to nie ja jestem jej ojcem. Ognikowa Słota mówiła o waszej czwórce same dobre słowa. Mam nadzieję, że to się nie zmieni i nadal będę słyszeć same pochwały na wasz temat.
Rudy kocur położył łapę na grzbiecie syna, delikatnie go po nim poklepując. Smuklik wiedział, że Tygrysia Noc nie przytuli go, jak chociażby mama Jesionka czy mama Ul. Mimo tego ucieszył się, że ojciec w taki sposób okazał mu aprobatę.
— Nie zmieni. Nawet jeśli stracę łapę lub skaleczę się w ogon, będę dawał z siebie wszystko, a nawet jeszcze więcej, jak przystało na członka Klanu Wilka.
Kolejna obietnica, którą złożył, tym razem ojcu. Żadna choroba, zadrapanie czy utrata kończyny nie przeszkodzi mu w zostaniu wojownikiem. Ba! Dzięki ranom pokaże, że podchodzi na poważnie do tematu.
— Chciałabym już teraz móc razem z tobą chodzić na patrole i sparingi... W żłobku jest fajnie, ale jestem tak bardzo ciekaw życia poza nim... To wszystko nieznane, co tylko na razie znam pobieżnie z opowieści mam czy Ognikowej Słoty jest tak bardzo ciekawe... i sprawia, że nie mogę się doczekać, aż będę mógł sam wziąć udział w patrolu... albo przewodzić nim... Podobnie, jeśli chodzi o sparingi... tym razem takie na poważnie, a nie kocięce!
— Jeszcze zatęsknisz za żłobkiem, tym bardziej, jak będziesz musiał skoro świt zapolować, aby wykarmić młodych członków klanu i ich matki. A na zewnątrz będzie zawierucha lub ulewa! Korzystaj z tej żłobkowej wolności, póki możesz. I pamiętaj, aby przed TĄ nocą pomodlić się do przodków kryjących się w Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd.
Z tymi słowami rudy kocur opuścił kociarnie, pozostawiając swojego syna w towarzystwie wężowej wylinki. A pod wieczór, nim kocięta ułożyły się u boku Jesionowej Szadzi oraz Miodowego Ula, Smuklik poprosił Ognikową Słotę o możliwość udania się do miejsca, gdzie jego prośby bez trudu dotrą do przodków, na dzień przed wspomnianym testem, od którego zależeć będzie jego uczniowska przyszłość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz