BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zajęcza Troska x Błotnista Plama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zajęcza Troska x Błotnista Plama. Pokaż wszystkie posty

15 września 2023

Od Zajęczej Troski CD. Paskudnej Łapy (Błotnistej Plamy)

Przewróciła oczami na słowa kotki, po czym położyła nisko po sobie uszy. Starała się tyle razy być dla niej w miarę miła, byleby choć trochę dopiec Nastroszonemu i pozbawić go tej uległej służki, jednak Paskuda musiała mieć tak sprany mózg, że nijak nie dało się do niej dojść. Zając z każdą chwilą coraz bardziej żałowała tego całego zmarnowanego czasu na rozmowach z nią.
— Nie powinna — niemalże odwarknęła, rezygnując z dotychczas miłego tonu. — A jeśli do macierzyństwa też nie jesteś "stworzona"? Z jakiej w ogóle racji uznajesz, że nie nadajesz się na wojownika? Gdybyś wygnała tego palanta ze swojego życia i skupiła się na sobie, to mogłabyś zadbać o swój rozwój. Jednak jeśli dalej zamierzasz trzymać się jego ogona, to nie dziw się, że nieustannie ściąga cię na dno — rzuciła. — Przy nim nic nie osiągniesz.
Czuła się, jakby nieustannie mówiła do drzewa. Paskuda siedziała zesztywniała, niby to potakując głową, ale Zając była pewna, że czekoladowa w ogóle nie stara się zrozumieć tego, o czym mówi. Warknął pod nosem, trzepiąc ogonem o ziemię z powodu porażki.
Raz chciała być miła dla kogoś o tak paskudnym kolorze sierści, a jej działania ostatecznie okazywały się bezsensowne. Nie miała już nawet chęci, aby starać się o taktyczne myśli.
— A zresztą, rób sobie, co tam chcesz. Ciężko mi uwierzyć, że ktoś tak badziewny może być spokrewniony z kimś tak wspaniałym jak Sroka — rzuciła, w ramach pożegnania, nim nie zostawiła uczennicy samej z sobą.

***
przed ciążą Zając

Nie roztrząsała nigdy zniknięcia Nastroszonego. Jedyne co, to miała nadzieje, że padł gdzieś martwy, aby więcej w życiu nie skrzywdził żadnej kotki. Nietrudno było o drugiego takiego samego śmiecia i oblecha jak on. Szkoda, że zdążył się rozmnożyć i teraz po klanie łaziła trójka jego dzieciaków.
Co prawda, Sroczy Lot dobrze mówiła o jednej z nich, Kawce. Nic dziwnego, skoro wspomniana kotka miała pięknie czarną sierść i nie błaźniła się specjalnie na cały klan.
Zając w plątaninie myśli za bardzo rozmarzyła się o Sroczce i nie dostrzegła na swojej drodze brązowej, zwiniętej kulki. Błotnista Plama siedziała na uboczu obozu, toteż wojowniczka nie mogła jej skrzyczeć, że zagradza innym przejście.
Vanka położyła nisko uszy, spoglądając na kotkę z wyższością. Ta była już na samym dnie, a leżącego nie powinno się kopać. Liliowa odchrząknęła, uznając, że załatwi to w szybki sposób.
— Pamiętasz? Mówiłam ci, że przez niego — nie zamierzała krzywdzić swojego języka tym imieniem — wylądujesz na samym dole. Pozbieraj się, jesteś w końcu wolna i masz szansę jeszcze na naprostowanie swojego życia — rzuciła.
Skoro już żyją w jednym klanie, to niech ta się, chociaż na coś przyda i upoluje czasem jakąś większą rybę do stosu.

<Błotnista Plamo?>

17 lipca 2023

Od Paskudnej Łapy (Błotnistej Plamy) CD. Zajęczej Troski

 Obecność Zając, źle na nią działała. Zawsze gdy tylko kotka pojawiała się z tej jej dziwnymi wypowiedziami oraz stylem bycia, którego nie rozumiała, czuła jak jej serce skacze do góry, na boki i ukos, a łapy same próbowały uciec na drugą stronę rzeki. Nie rozumiała, dlaczego liliowa tak bardzo chciała ją zaczepiać i wypytywać o pierdoły, które strasznie ją stresowały. Już nawet samo zabranie głosu przy córce Zdradzieckiej Rybki to była mortęga! W końcu, kotka była taka pewna siebie oraz miała wiele znajomych. Skuliła się lekko, wytrzeszczając oczy.
– D-dobrze – pisnęła tylko cicho i odsunęła się odrobinę, by być jak najdalej od kotki.
– Na pewno? Nastroszony sobie poszedł, nie musisz obawiać się, że cię usłyszy. Bądź ze mną szczera — liliowa próbowała ją zachęcić do prawdomówności, uśmiechając się niewinnie. Pokiwała jedynie lekko głową. Nie czuła się najlepiej, ale nie zamierzała zwierzać się kotce. 
– T-tak. W-wszystko j-jest d-dobrze!- pisnęła, w rzeczywistości jednak coraz bardziej się stresując. Miała nadzieję, że Zając da sobie spokój i sobie pójdzie.
— Nie wierzę — mruknęła, marszcząc czoło. — Ani trochę nie wierzę, że przy kimś o mniejszym niż mysz mózgu, mogłabyś się czuć dobrze — stwierdziła. — Powiedz prawdę, proszę.
Pokręciła głową. Nastroszony wcale nie był głupi, to ona właśnie czuła się przy nim głupio. W porównaniu z nim była niedorozwinięta. Obecnie bardziej zamartwiała się treningiem niż partnerem, bo przecież musiała zostać wojownikiem a to było strasznie trudne…
– A-ale... N-naprawdę... T-tylko trochę mi smutno... A-ale t-to nie jest z-związane z N-nastroszonym! 
— A dlaczego ci smutno? Opowiedz mi. — Usiadła bliżej, wpatrując się w nią oczekująco. Jej wzrok przecinał ją na wskroś, czuła się coraz gorzej, a kotka dalej naciskała.— Nie wstydź się. Doradzę ci we wszystkim.
— P-pop-prostu... N-nic n-nie umiem- wymamrotała cicho.- I m-mojej m-mentorce się t-to nie p-podoba. N-nie n-nadaję się d-do b-bycia w-wojownikiem…
— Nadajesz kochana — zapewniła Zając, uśmiechając się pogodnie. — Może po prostu nie odkryłaś jeszcze swoich mocnych stron? — zasugerowała. Zwiesiła łebek. Mocne strony… Chciałaby mieć chociaż jedną dobrą cechę. Była beznadziejna we wszystkim i nigdy nie zrobiła czegoś dobrze. Każdy zawsze miał zastrzeżenie do wszystkiego co robiła. Była po prostu jednym wielkim beztalenciem, które do niczego się nie nadaje.
– N-nie. J-ja n-nic nie u-umiem. I t-tyle. P-powinnam j-już t-teraz iść d-do żłobka i w-wychowywać k-kocięta j-jak t-to m-mówił Nastroszony... A-ale n-nawet t-tego nie umiem…
— Ale powinnaś tak, bo ty tak uważasz, czy bo Nastroszony tego chce? — spytała vanka z lekkim bulwersem. — Jeśli masz ochotę być matką, to tak, poczekaj do odpowiedniego wieku i rób co chcesz. Ale nie pozwól, by jakiś samiec zmuszał cię do tego. Nie wolisz stawić na samorozwój? Stać się jak najlepszą wojowniczką?
- N-nie chcę b-być m-mamą, ale... T-tak chyba t-trzeba, p-prawda? K-kotka p-powinna mieć dzieci... T-tak s-słyszałam... N-no i p-poza t-tym i t-tak n-nie u-umiem n-niczego, cz-czyli n-nie b-będę d-dobrą w-wojowniczką- powiedziała cicho, czując jak łzy jej lecą po policzkach. Okropna przyszłość zbliżała się coraz bardziej, a ona na to musiała pozwolić, bo nie mogła się postawić. Była coraz to starsza, więc Nastroszony będzie od niej oczekiwał, żeby wydała na świat potomstwo. Czy dało się coś z tym zrobić? Nie będzie mogła uciec przed tym, co niechybnie nadejdzie.


<Zając?>

11 kwietnia 2023

Od Zajęczej Łapy(Zajęczej Troski) CD. Paskudnej Łapy(Błotnistej Plamy)

również bardzo dawne dzieje
Uniosła zaskoczona brwi. Przesłyszała się? Jasne, kotka była czekoladowa, jednak Zając nie pamiętała momentu, w którym gardzenie tym kolorem sierści stało się czymś powszechnym. Na razie musiała ją jakkolwiek do siebie zachęcić i zrozumieć, co zaszło między nią a Nastroszonym, że ta reagowała na wszystko tak przesadnie.
— Paskuda? — parsknęła. — Bardzo nieadekwatne imię, kto cię tak nazwał? Powinniśmy to zmienić — stwierdziła, choć w duszy jej to wisiało, jak ta będzie się nazywać. — Jak zwykle, lider nic nie robi i na nic nie zwraca uwagi. Musimy iść do niego i zażądać czego lepszego. Co powiesz na Słodką Łapa? Pasowałoby — zasugerowała, aczkolwiek to wątłe stworzonko z uroczych imion mogłoby co najwyżej na pierwszy człon otrzymać „Krucha”. Reszta pomysłów, jakie przychodziły do głowy liliowej, nie były już takie ładne.
— N-nie! J-ja się p-przyzwyczaiłam! — zaprotestowała głośno, cicho szlochając. — M-mama m-mnie t-tak n-nazwała, n-nie chcę innego i-imienia!
Mama? Vanka zmarszczyła nos.
— Ale to imię, co masz, jest bardzo brzydkie. Obraża cię. Nie zasłużyłaś na to skarbie — westchnęła.
Czekoladowa zesztywniała, cofając się gwałtownie, a jej oddech stał się płytki. Zając starała się nie pokazywać, że ją to nawet bawiło. W rzeczywistości było to raczej niepokojące. Takie reagowanie musiało wynikać z nieprzyjemnych przeżyć w dzieciństwie.
Albo to również była wina niebieskiego.
— A-ale... N-nie j-jest b-brzydkie i d-do mnie p-pasuje! J-ja n-naprawdę, l-lubię je! — zapierała się, aczkolwiek jej słowa nie brzmiały zbyt wiarygodnie.
— Paskuda to imię jak dla jakiejś ropuchy. A ty jej nie przypominasz, maleńka — wymamrotała, uśmiechając się zalotnie. — No weź, pora trochę się stawić światu. A szczególnie takim kocurom jak Niechciany — dodała ostrzej. Te przesycone słodyczą słowa nie pasowały do niej, ale starała się jakkolwiek zdobyć zaufanie kotki. Potrzebowała w końcu tylko kilku informacji, aby móc dać jej spokój.
Czekoladowa zwiesiła łebek.
— P-przypominam. I n-naprawdę j-jest mi t-tak d-dobrze! Nie muszę się stawiać!
— Niby czemu? Bo Niechciany ci tak powiedział? — prychnęła. — Naprawdę, olej go. To skończony mysi móżdżek, który nic sobą nie reprezentuje. Powinnaś albo postawić na samodzielność, albo oddać się komuś, kto lepiej o ciebie zadba — zaoferowała, niespodziewanie stykając swój nos z jej. — Jesteś silna, ale on blokuje twoje możliwości. Ja pomogę ci rozbudzić wojowniczą stronę.
A ta z wrzaskiem się od niej odsunęła. Zając westchnęła, krzywiąc się z powodu pisków tuż nad uchem. Ona się poświęca, dotyka kogoś o czekoladowym futrze, i co za to ma? Nic. Zero wdzięczności.
— N-nie! N-nie chcę! P-przestań! P-proszę!
Zanim zdążyła jakkolwiek wyjaśnić jej, czego tak naprawdę od niej potrzebuję, zza grzbietu rozległ się znajomy głos. I to taki znienawidzony, którego zdecydowanie nie chciała teraz usłyszeć.
— Ej ty, Obsrana Łapo, zostaw ją! — syknął Nastroszony, wpychając się między nie. Paskudna Łapa cicho łkając, zbliżyła się do kocura.
Zając położyła nisko uszy. Tylko tego tu brakowało.
— Ale ty musisz mieć sprany mózg, skoro lubisz być traktowana jak coś bezwartościowego — prychnęła, patrząc z pogardą na przybysza. — Dobrze się bawisz, niszcząc niczemu winną kotkę, Niechciany? — mruknęła zirytowana.
Najeżył się, mordując ją wzrokiem.
— Nie niszczę. To moja partnerka, kochamy się, czyli coś, czego ty nie potrafisz — syknął, ustawiając się tak, aby ukryć swoim ciałem przerażoną Paskudę. Otulił ją ogonem, pokazując tym sposobem, że kotka należała wyłącznie do niego. — Zazdrosna?
Gdyby liliowej bardziej zależało, splunęłaby na niego.
— A po co mi jedna bezmózga istota, skoro mam znacznie więcej szanujących mnie znajomych, które w przeciwieństwie do waszej dwójki osiągnęły cokolwiek w życiu? — parsknęła, trzepiąc ogonem. — Ty z tego co wiem, jesteś już tak zdesperowany, że szukasz przyjaciół wśród kociąt, bo twoi rówieśnicy mają cię głęboko pod ogonem — zauważyła, uśmiechając się triumfalnie. Opłacało się poświęcić i porozmawiać trochę z Turkuciem.
— Jesteś zazdrosna — Uśmiechnął się szerzej i paskudniej. Zignorował jej komentarz odnośnie znajomych wśród kociąt. Za to przyciągnął bliżej siebie czekoladową kocicę, po czym pocałował ją namiętnie w pyszczek, patrząc potem w stronę vanki. — Po co mi inni, skoro mam kogoś tak cudownego jak ona? Skoro ty masz tylu fałszywych znajomych, to musi być ci ciężko wpasować się do grupki osób, którzy lepiej się znają
Zając nie zareagowała przez chwilę, obserwując zachowanie kotki. Ta zaskomlała cicho, ale nic nie powiedziała.
— Fałszywych? — zaśmiała się. — Śmiesznie słyszeć takie stwierdzenia z twojego pyska. Czy ktoś prócz niej cię lubi? Własna siostra jest tobą załamana, a wśród szanujących się wojowników słyszę same pogardliwe stwierdzenia na twój temat. Zabawne, bo nie sięgasz żadnej do ogona, więc zadawalasz się byle czym. Ale dobrze, taki właśnie jest twój poziom — odparła z zadowoleniem.
Położył po sobie uszy, warcząc.
— Ah, tak? A gdzie twój kochaś? Niby taka starsza i przemądrzała, a wciąż samotna. Pewnie nikt cię nie chcę, bo jesteś zgniła od środka, zeżarta przez pleśń. A Paskudna Łapa nie jest byle czym. Nie doceniasz jej, jest... może nie ideałem, ale zachowuje się jak prawdziwa kotka, a nie jak ty, jej żałosna imitacja.
Czekoladowa skuliła się, co nie umknęło uwadze vanki. Nie zamierzała jednak starać się dłużej jej ratować. Straciła na nią już wyjątkowo wiele czasu.
— Kochaś? A na co mi jakaś przylepa? — parsknęła. — Może wolę kotki? — dodała z uśmiechem.
Zastygł na moment w bezruchu. A to jej się nie podobało.
— Jeszcze zobaczymy... — Uśmiechnął się niepokojąco, po czym ponownie polizał Paskudę, tym razem w policzek. Zając była pewna, że jak jeszcze raz powtórzą którykolwiek z tych czynów, to zwróci wszystko, co ostatnio zjadła. — Nie płacz kochanie, już cię ta zła pleśń nie skrzywdzi.
— Tak, teraz krzywdzić cię będzie tylko Ptasia Kupa — prychnęła. — Jeśli zmądrzejesz i będziesz chciała kiedyś poznać, czym jest wolność, to odezwij się do mnie — mruknęła w stronę Paskudy.
Ta pokiwała delikatnie głową, tylko po to, by zaraz i tak wtulić się w Nastroszonego.
Liliowa zmarszczyła z obrzydzenia nos. Nie mogła patrzeć na tę żałosną scenę. Nikt o zdrowych zmysłach nie powinien dawać tak sobą pomiatać
Wyszła stamtąd, uznając, że skoro czekoladowa jest już doszczętnie zmanipulowana, to nic tu po niej.
 
***
 
dawno temu, świeżo po mianowaniu Zając na wojownika
W końcu. Wojownicze mienie jej służyło, całkowicie odżyła i czuła nagłą siłę, której dotąd nie miała.
Zauważysz, że Nastroszony poszedł ze swoim nowym mentorem na trening, wkradła się do legowiska uczniów i wypatrzyła poszukiwanej uczennicy.
— Paskudna Łapo — zaczęła, starając się zachować przyjazny i spokojny ton. — Jak tam u ciebie?

<Paskudo?>

11 grudnia 2022

Od Paskudnej Łapy Cd Zajęczej Łapy (Zajęczej Troski)

 Nagłe zjawienie się kotki, było odskocznią od monotonnego życia, której nie potrzebowała. Nie znała jej, ale widziała ją często, w końcu też była uczniem. Nastroszony też wspominał trochę o niej o ile dobrze pamiętała, lecz nie było to nic nowego. W tym pozbawionym nowych elementów cyklu dnia, nagle pojawiła się obca kotka, która zachowywała się dość dziwnie. To było rozsądne, że wolała się odsunąć niż z nią gadać.
- N-nie! O-on m-mi n-nic nie z-zrobił!- próbowała go bronić.- J-ja p-po p-prostu się b-boję! J-jeszcze m-mnie s-skrzywdzisz!
- A dlaczego miałabym to zrobić? - spytała. - Chwila moment, to go się nie boisz, a mnie tak? - burknęła z oburzeniem. Piszcząc pokręciła głową. Czemu już na wstępie rozwścieczyła tą kotkę? Naprawdę nie chciała jej wytrącać z równowagi, nawet jeżeli tak się poczuła. Przecież nie była jakimś złym kotem, który by celowo wkurzał innych! Taki był Nastroszony. On lubił mówić nieprzyjemne rzeczy, a czekoladowej niezbyt się podobała agresja słowna.
- T-to n-nie t-tak, n-nie l-lubię j-jak k-ktoś b-blisko p-podchodzi!
- Nie zrobię ci krzywdy - zapewniła po raz kolejny, siadając w bezpiecznej odległości. - Posłuchaj, szanuję cię, ale wydaję mi się, że za bardzo dajesz się wykorzystać Nastroszonej Łapie - stwierdziła. Lekko uspokojona usiadła, próbując opanować drgawki. Uf, czyli nie miała zamiaru jej zeżreć… Chociaż kto wie? Jeszcze niezbyt było jasne jakie są jej intencje, odliczając to, że wmawiała jej, że Nastroszony ją wykorzystuje. 
- N-nie... N-nie d-daję się m-mu w-wykorzystać, n-niby d-dlaczego?
- Z boku tak to wygląda - odparła, wzruszając ramionami. - A ja jestem przeciwna, aby kotki podlegały kocurom. Szczególnie takim, jak on. Jest między wami coś... Więcej?
Speszyła się nieco. To było oczywiste, że liliowa nie zareaguje na to dobrze, skoro była tak anty Nastroszony.
- O-on... U-uh... J-jest t-tak j-jakby m-moim p-partnerem... I w ogóle...
- Partnerem? - zerwała się, marszcząc nos z obrzydzenia. - Gdzie twój honor? Gdzie twa godność?
Zaskomlała cicho. Godność? Honor? Nie znała za dobrze tych słów. Po prostu się słuchała tego co mówili inni, bo musiała tak robić.
- B-bo j-ja... Uh... P-przecież nie m-mogłam się p-przeciwstawić...
- Czemu? Możesz. Masz do tego pełne prawo. Zrób to - rzucała zmotywowana. - Nie pozwól mu wygrywać. Nigdy.
Rozpłakała się, z powrotem drżąc na całym ciele. To co wygadywała vanka, wydawało się być całkowicie sprzeczne z tym, co myślała w tym swoim małym łebku. Stawiać się komuś? To wykraczało poza jej umiejętności. Jeżeli już sprzeciwiała się komuś, to nie robiła tego naumyślnie tylko paplała co wlezie.
- N-nie m-mogę! T-ty t-tego nie r-rozumiesz!
- Możesz! Naprawdę. Proszę, powiedz mu to, co o nim na serio myślisz. Pójdę z tobą. Obie mu dowalimy - obiecała. Pokręciła głową. Nie chciała wkręcać w jej relację z Nastroszonym jakiegoś kota, który wydawał się być jakiś odklejony od reszty.
- N-nie! N-naprawdę n-nie t-trzeba!
- Trzeba! - postąpiła o krok bliżej, kładąc łapę na jej barku. - Przypomnisz mi swoje imię, miła? - zamruczała delikatniej. Z piskiem się od niej odsunęła, nie odpowiadając. Przecież mówiła, by się tak nie zbliżała! A do tego ją dotykała, co już zaczynało się robić przerażające.  Kotka westchnęła. 
- No proszę cię. Taka miła i urocza koteczka musi mieć bardzo ładne imię. Zdradź mi ten sekret kochana - poprosiła. Otworzyła pyszczek. To było dziwne! Jak ona do niej mówiła? “Kochana”, “miła”, co to miało znaczyć? Nikt jej tak nie nazywał nigdy, oprócz tych tekstów Nastroszonego, kiedy mówił o miłości. Kotka też postanowiła ją podrywać?...
- P-paskuda... M-mam n-na i-imię P-paskuda- poprawiła się, by kotka nie odebrała tego jako obrazy.

<Zając?>

[przyznano 5%]

01 listopada 2022

Od Zajęczej Łapy Do Paskudnej Łapy

Po dniu intensywnego treningu wróciła do legowiska. Zaczynała odczuwać lekką irytację w związku z tym, że dalej nie została wojowniczką. Owszem, jeszcze miała trochę księżyców przed sobą, nim jej wiek zacznie być powodem do obaw przed byciem wygnanym za granicę terenów, ale wolała nie ryzykować z taką skrajnością. Plus chciała po prostu wiedzieć, jak najwięcej, zgłębić wszelkie techniki walk i polowań.
Z zamyśleń wyrwał ją czyjś cichy pisk. Spojrzała zaskoczona pod siebie, na czekoladowy ogon, na który nadepnęła. W pierwszej chwili poczuła wstręt do tego koloru, który tak bardzo przypominał jej futro ojca. Tego, który na ten moment najbardziej jej zawadza i to samym swoim istnieniem.
Gdy spojrzała jednak na sylwetkę właściciela tej sierści, znacznie złagodniała.
— Przepraszam — odparowała, obserwując z uwagą kotkę. Kiedyś znała jej imię, ale teraz za nic nie mogła go sobie przypomnieć. To była ta, co zdecydowanie zbyt często zadawała się z "Niechcianym". Masochistka.
W ramach tego została obdarzona przerażonym spojrzeniem, a przy tym totalnie zignorowano jej przeprosiny. Nigdy z nią nie rozmawiała, dlatego nie wiedziała czego się spodziewać. Tym bardziej że ta gwałtownie odsunęła się od niej i skuliła, cicho piszcząc. W dodatku przez ten cały czas obserwowała ją bacznie, jakby miała zaraz skoczyć jej do gardła.
Liliowa zmarszczyła brwi, oglądając c się za siebie. Nic tam nie było, a jednak ta zachowywała się, jakby jakiś seryjny morderca ją zaatakował i wahał się zbyt długo nas zabiciem jej.
— Co ci jest? — mruknęła, może zbyt oschle, ale z lekka zirytowała ją ta reakcja. Nie miała przecież wobec niej negatywnego nastawienia.
Czekoladowa zadrżała, a następnie wydarała się, a jej głos przypominał dźwięk konającego zwierzęcia. Szlochała, wbijając w nią wzrok, ale wciąż nie odzywając się.
Biała otępiała.
Czy wszyscy czekoladowi zachowują się jak opętani wariaci? Próbowała doszukać się kogoś z tym kolorem futra, kto był normalny, ale do głowy przyszedł jej tylko ten nowy, Gorzka Wola, będący równie dziwnym na swój sposób.
— Przestań — niemalże syknęła, choć siliła się z trudem na łagodniejszy ton. — Co ten Niechciany ci zrobił, że reagujesz, jakby cię ze skóry obdzierali? — spytała. Może nagadał jakiś niestworzonych bajek, przedstawiając w nich ją jako jakiegoś potwora? Mysi móżdżek, miał za dużo wolnego czasu.
— N-nic n-nie z-zrobił... — wypiszczała jedynie, zanosząc się coraz to głośniejszym rykiem.
— To dlaczego płaczesz? — zapytała, stając o krok bliżej. — Jesteś kotką. Powinnaś być silna. Otrzyj łezki i pokaż, na co cię stać — rzekła, uśmiechając się lekko.
Czekoladowa z wrzaskiem od niej odskoczyła, kwiląc, jakby ta chciała ją co najmniej oskórować.
— N-nie z-zbliżaj się! — zaszlochała.
— Dlaczego? — dopytywała. — Kto cię tak skrzywdził? Nastroszona Łapa? Wiedziałam — rzuciła, krzywiąc się. — Następnym razem przeoram mu ten za szczęśliwy pysk. Nie ma prawa nikogo tak traktować — warknęła, wysuwając pazury.

<Paskudo?>

[przyznano 5%]