BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeżowa Ścieżka x Melodyjna Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeżowa Ścieżka x Melodyjna Łapa. Pokaż wszystkie posty

05 sierpnia 2020

Od Melodyjnej Łapy (Melodyjki) CD. Jeżowej Ścieżki

Dawno, daaaawno temu

Na widok nadciągającego drapieżnika kotka odruchowo wypluła z pyska całą kępę wrotyczu. Szybko oceniła sytuację. Pies nie był zatrważających rozmiarów, właściwie to nie był dużo większy od niej. Warczał groźnie, ale jego łapy były chuderlawe, ogólnie nie wyglądał na kogoś silnego, kto mógłby sprawić jej większy problem w pojedynku. Co z tego, że dopiero od niedawna rozpoczęła trening walki? Da sobie z nim radę.
— Jak chcesz uciekać to leć na ten płot, ja się zajmę tym podlotkiem! — Nawet nie obróciła się w stronę Jeżowej Ścieżki, tylko od razu ruszyła na przeciwnika.
Z okrzykiem bojowym na pysku rzuciła się na niego, sprawnie lądując na psim grzbiecie. Zaczepiła się mocno pazurami, a zęby wbiła w jego kark. Napastnik zawył przeraźliwie, natychmiast próbując ją z siebie zrzucić. Melodyjna Łapa nie mogła sobie jednak pozwolić na tak szybką porażkę, jedynie wbiła pazury głębiej, aż spod jednej z jej łap wypłynęła strużka krwi. Uśmiechnęła się zwycięsko, wtem jednak pies zamachnął się na tyle, że zdołał zrzucić z siebie wybitą z rytmu uczennicę. Kotka wylądowała kawałek dalej, ryjąc mordką o ziemię. Syknęła z upokorzeniem, lecz nim zdążyła podnieść się z piachu, wróg już znalazł się przy niej, biorąc w pysk jak zabawkę. Wrzasnęła, próbując się wyrwać. Przez nieduże rozmiary zwierzęcia szorowała zadem po ziemi, ale jednak ucisk był mocny i pies nie wyglądał, jakby zamierzał ją puścić. Szarpała się ze wszystkich sił, łapami na oślep młócąc powietrze, gdy zęby jeszcze bardziej się zacisnęły. Wrzasnęła jeszcze głośniej. Ciężko było się przyznać przed samą sobą, ale ten atak nie był jednak najlepszym pomysłem.
— Raa-aaaatunku! Jeżowa Ścieżk-auć! Zrób cooooś!
Nie zauważyła, że gdy wypowiadała te słowa, medyk był już w drodze powrotnej do niej. Zacisnęła oczy, jeszcze raz machając na oślep, o dziwo, tym razem trafiając w nos napastnika. Niestety, zamiast polepszyć tym swoje położenie tylko je pogorszyła, bo ten zaczął skomleć i lekko uniósł ją do góry. Bolało.
Dopiero, gdy Jeżowa Ścieżka uderzył psa od boku, uczennica wyczuła jego obecność. Natychmiast otworzyła ślepia i korzystając z chwili, że pies zajął się drugim kotem, skumulowała resztki sił, żeby się wyrwać. Niewiele myśleć, natychmiast pognała w stronę płotu. Kocur pobiegł tuż za nią, lecz wróg, który zrozumiał, że został wykiwany, już deptał im po piętach. Melodyjna Łapa, nerwowo przyspieszając, odbiła się od podłoża i wbiła pazury w drewniany płot, szybko wchodząc na jego szczyt. Asystent medyka zaraz tam do niej dołączył.
Kotka oddychała ciężko, językiem masując obolały kark. Pies jeszcze przez jakiś czas stał pod płotem, szczekając i drapiąc. W końcu jednak odpuścił.
— Jesteś cała? — Troskliwy głos Jeżowej Ścieżki przywrócił ją do rzeczywistości.
— Ta, chyba. — Kończąc wylizywać sobie kark, spojrzała niemrawo na kocura. — Mówiłam, że to nie jest dobry pomysł. Ale pan medyk wie lepiej! Hmpf. I tak i tak nie mamy twojego głupiego wrotyczu, wrócimy do obozu z niczym. Co najwyżej z nowymi ranami.
— Mogłaś się nie pchać do walki z nim
— Nie jestem cholernym, pokojowym medykiem, który najchętniej to urządziłby sobie spokojną pogawędkę z tym tępym psem
— Huh. W każdym razie, zanim poszedłem cię ratować, przerzuciłem trochę zebranego wrotyczu na drugą stronę. Może nie jest go wiele, ale lepsze to niż nic
Przewróciła oczami, ale nie skomentowała, gdy kocur zeskoczył z drugiej strony i szybko wrócił z ziołem w pysku. Rzeczywiście, nie było tego zbyt wiele, do tego było wymiętolone, ale wracanie teraz na posesję z psem po więcej było zbyt ryzykowne.
— No dobra, w takim razie wracamy. I już nigdy, przenigdy nie wyciągniesz mnie, żebym pomogła ci zbierać zioła, w szczególności, gdy mają one rosnąć w pobliżu siedlisk Dwunogów. — Z oburzeniem pacnęła go ogonem w bok, zaczynając iść po płocie wzdłuż terenu.
— Jak sobie pani życzy

***

Melodyjka leżała na boku, oddychając ciężko. Trzy małe, obrzydliwe poczwary dopychały się do jej brzucha. Czuła oddech Słonika tuż nad sobą.
— I co my teraz z nimi zrobimy? — Oparła pysk na łapach, zbyt zmęczona, by go podnieść i skierować w stronę przyjaciela. — Och ta cholera Jeżowa Ścieżka, jak ja go nie doceniłam. Teraz przydałby się nam jak nigdy...

<Mocno przepraszam, że tak długo ;-; no to co, no to kończymy sesję>

30 czerwca 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Melodyjnej Łapy

dawno temu

Jeżowa Ścieżka poruszył wąsami w rozbawieniu.
— Znam dobrze swoją siostrę, nie będzie na ciebie zła, jeśli nie pojawisz się na treningu. — miauknął asystent medyka, chociaż ciągle pamiętał, jak niebieska ścigała go po całym żłobku. Jednak to było za dzieciaka, od tego czasu stała się bardziej spokojna. — Świetlisty Potok chyba woli, jak opiekuję się nią jej ulubiona uczennica.
— Bez wzajemności. Ej, nie próbuj się wykręcić! — prychnęła kotka.
Czekoladowy westchnął cicho.
— Nie próbuję. Zobaczysz, że zdążymy na czas i jeszcze się wyśpisz. — chociaż miauknął to radosnym tonem głosu, sam nie był pewny, czy uda mu się dotrzymać tych słów. W końcu nie byli nawet  w połowie wyznaczonej trasy. Cieszył się jednak, że ma towarzystwo, zamiast samotnie zbliżać się do Siedlisk Dwunożnych.
— Zobaczymy.
Ruszyli w stronę terenów Klanu Nocy. Jeżowa Ścieżka już nie raz przekraczał granicę, stąd dreptał pewnym krokiem, z dumnie uniesionym ogonem ku górze. Wiatr przyjemnie muskał jego pyszczek, bez trudu wychwycił zapach zwierzyny oraz ich sąsiadów. Z tego co mu było wiadomo, Klan Burzy i Klan Nocy nie mieli żadnych sporów, jednak wszystko mogło się zmienić. Kocur liczył na spokojny czas dla całego jego klanu. Atmosfera wpływała na życie pobratymców. Idąc przed siebie, kontem oka obserwował Melodyjną Łapę, dotrzymującej mu kroku, a nawet czasami do wyprzedzającej, gdy coś przykuło jej uwagę. Jeżyk liczył, że nie spotka ich po drodze żadne zagrożenie. To było jedno z ostatnich, czego w tym momencie potrzebowali.
Przekroczyli granicę. Jeżowa Ścieżka na chwilę przystanął, rozglądając się za patrolem Klanu Nocy. Nie zauważył jednak żadnego w pobliżu. Może po drodze spotkają. O ile nie będą wrogo nastawieni, nie powinny ich spotkać żadne konsekwencje. Medycy mogli otóż wstępować na tereny innych klanów, gdy potrzebowali pozbierać zioła. Starał się jednak pozostać niewidocznym. Dalej należał do nieśmiałych kotów, rozmowa z kimś kogo nie znał, instynktownie wywoływała u niego zjeżenie sierści. Zastanowił się przez chwilę, jak w przypadku spotkania patrolu zachowałaby się Melodyjna Łapa. Zaatakowałaby, czy z szacunkiem i cierpliwością poczekała aż ich puszczą dalej?
Przeszli wiele kroków, dość spory odcinek trasy, zanim dotarli do celu, czyli siedlisk zamieszkiwanych przez Dwunożnych. Jeżowa Ścieżka nie mógł sobie przypomnieć, czy kiedyś miał do czynienia z tymi istotami. Przeszły go ciarki po grzbiecie na myśl, że gdzieś tam może żyć jego najstarsza siostra, Srebrna Łapa. Spuścił na kilka uderzeń serca głowę, spoglądając na swoje łapy. Chciałby ją jeszcze kiedyś spotkać. Miał jej tyle do powiedzenia.
— Znalazłam!
Zastrzygł uszami, szybko odwracając pyszczek w stronę uczennicy. Melodyjna Łapa pochylała się nad rośliną, będącą wrotyczem. Rozpoznał ją po zapachu i wyglądzie. Widział to zioło już niejednokrotnie, a właściwości znał na pamięć i mógł je wyrecytować nawet przez sen. Uśmiechnął się ciepło w stronę pobratymki.
— Pomożesz mi zrywać, czy będzie tak stał?
— Już idę. — miauknął pośpiesznie, ruszając w jej stronę. — Zerwiemy tyle, ile damy radę unieść. Mięty możemy poszukać innym razem. Dziękuję, że mi pomogłaś!
Burzak pochylił się, ostrożnie zrywając roślinę. Intensywny zapach napłynął do niego z podwójną siłą. Zamruczał zadowolony. Uwielbiał wonie ziół! Z lubianym przez siebie uczuciem satysfakcji i zachwytu, miał zamiar zerwać kolejne zioło. Widział, że Melodyjna Łapa ma już prawie cały pyszczek pełny. Nagłe warczenie przykuło jego uwagę. Zjeżył sierść z niezadowoleniem. Nie musiał się odwracać, żeby domyślić się, kto wydaję taki dźwięk. Pies. Wysunął pazury. Byli w niebezpieczeństwie. Spojrzał szybko na niedaleki płot. Walka albo ucieczka.


<Melodyjna Łapo? Bardzo przepraszam, że tyle musiałaś czekać :c> 

23 maja 2020

Od Melodyjnej Łapy CD. Jeżowej Ścieżki

Kotka poczłapała za medykiem z lekko opuszczonym łbem. Spędzenie czasu w jego towarzystwie nie było złą myślą, ale w jego towarzystwie pomagając mu zbierać zioła — już tak. Nie miała ochoty uganiać się za leczniczymi chwastami, była pewna, że jeśli Jeżowa Ścieżka nie miał pozostałych medyczek do pomocy, mógł poradzić sobie sam. A jeśli jednak nie, mógł poprosić kogokolwiek. Przecież doskonale wiedział, jakie Melodyjna Łapa ma nastawienie do tego wszystkiego oraz jak tego nie znosi. A jednak właśnie ją poprosił.
— Zobaczysz, że nie będziesz się nudzić! — Zaśmiał się medyk, miękkim krokiem wychodząc poza obóz. Czy jej się tylko wydawało, czy specjalnie szedł wolno, jakby myślał, że ona za nim nie nadąży? Pff, jak śmiał! Normalnie zachowywał się dzisiaj, jakby jej w ogóle nie znał… a przecież znał! Nie pamiętał już, jak śmiała była na zgromadzeniu księżyce temu, że teraz nagle traktował ją jak małe, naiwne dziecko? — Potrzebuję nagietka, wrotyczu, trybuli i przynajmniej trochę mięty, jeśli uda nam się ją znaleźć.
Uczennica nie skomentowała, a jedynie szła za nim dalej. Jeżowa Ścieżka kierował się w głąb terenów Klanu Burzy, uważnie się rozglądając. Cóż, szkoda tylko, że nie wyjaśnił kotce, jak wyglądają te rośliny. Wiedziała jedynie, jak wygląda mięta i chyba kojarzyła wrotycz. Ups, będzie musiała zaufać intuicji… lub wiedzy towarzysza.
— Rzeczny Nurt jest pewnie  świetną mentorką. Dużo cię nauczyła — stwierdził po dłuższej ciszy. Melodyjna Łapa ledwo się zmusiła, by trzymać język za zębami. Ta, wyborna mentorka, nie mogłaby sobie wyobrazić lepszej od tego lenia i nudziarza. — Pewnie wkrótce zostaniesz wojowniczką. Na pewno będziesz dobrą wojowniczką, jestem tego pewien. O, i jeszcze Słonikowa Łapa pewnie też czyni postępy, wy się przyjaźnicie, prawda?
Mimowolnie uśmiechnęła się na pochwałę. Miło, że tak uważał.
— Tak, Słonikowi idzie świetnie i obydwoje z pewnością zostaniemy wielkimi wojownikami — zamruczała dumnie, wprawiając ogon w ruch. — Inne klany na zawsze nas zapamiętają i będą opowiadać legendy o wszechmocnym duecie z Klanu Burzy!
— Cóż, nie wątpię w to, wierzę, że jeszcze nie raz przysłużycie się naszemu klanowi.
Usłyszała, jak medyk lekko zachichotał. Tak tak, jeszcze zobaczy. Uczennica burknęła pod nosem i uniosła łeb do góry. Chyba jednak przydałoby się zacząć rozglądać za tymi ziołami.

Przeszli już dłuższy dystans, do tej pory znajdując sporo nagietka oraz jedną kępkę trybuli przy granicy z Klanem Wilka. Po wrotyczu i mięcie nie było ani śladu.
— Ej, Jeżowa Ścieżko, wrotycz to były te małe, okrągłe żółte kwiatki? Tak mi się coś kojarzy, ale nigdzie ich nie widzę. Miętę to rozumiem, sam mówiłeś, że jest u nas rzadka, ale co z tym małym cholerstwem? Aż tak go tutaj brakuje?
— Tak — pokiwał łbem, odwracając się w jej stronę. — Wrotycz rośnie bliżej siedlisk Dwunogów, musimy przedostać się w tamtą stronę. Na naszych terenach go nie ma — wyjaśnił.
Aż przystanęła z zaskoczenia. On żartował, prawda?
— Ale że chcesz teraz tam iść? Przecież niedługo zacznie się ściemniać, a to bardzo daleko i jeszcze musimy przejść przez teren rybojadów, żeby się tam dostać! — burknęła, ani trochę niezadowolona z tego planu. Przecież to się nie uda.
— Zdążymy. Do tego medycy mają prawo przechodzić przez terytoria innych klanów, kiedy poszukują ziół niedostępnych u nich — miauknął spokojnie.
— Skoro tak uważasz… ale jeśli przez ciebie nie wrócę do późna i zaśpię na trening, przepraszasz Rzeczny Nurt w swoim imieniu i zajmujesz się Świetlistym Potokiem za mnie!

<Jeżyku? Gotowy na usługiwanie Świetlistej?>

18 maja 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Melodyjnej Łapy

Jeżowa Ścieżka wbrew pozorom nigdy się nie nudził. Zawsze potrafił znaleźć dla siebie jakieś warte uwagi zadanie, odpowiedzialne i mogące przysporzyć Klanowi Burzy korzyści. Było wiele spraw, które kochał w pracy medyka. Z pewnością nigdy nie pożałował, że wybrał właśnie tą ścieżkę, zamiast obowiązków wojownika. Miał duże szczęście, że poznał Zajęczą Stopę, która tylko podsyciła w nim pasję. To było naprawdę dobre.  Chyba w swoim, już nie tak krótkim życiu, nie żałował żadnej chwili, a przynajmniej się starał.
- Rzeczny Nurt mówiła, że coś ode mnie chciałeś.
Zastrzygł uszami, słysząc znajomy głos uczennicy. Odwrócił pysk w stronę, stojącej w wejściu do legowiska medyków, Melodyjnej Łapy. Uśmiechnął się na widok kotki, jeszcze nie tak dawno mniejszej niż jego łapa. Czas szybko płynął. Nim się obejrzy, będzie miał pyszczek pełen siwych włosków. Poruszył wąsami z rozbawieniem na samą myśl. Ogonem dał znać uczennicy jego siostry, że może podejść bliżej. Napłynęły do niego wspomnienia, gdy odbierał pierwszy poród, właśnie matki Melodyjki.
- Tak, chciałem, żebyś mi pomogła pozbierać zioła. - miauknął powoli Jeżowa Ścieżka, świadomy, że zbierane roślin na pewno nie należy do ulubionych zajęć kotki. Liczył jednak, że mu nie odmówi. Naprawdę potrzebował w tej chwili pomocy, za dużo ziół do zebrania na jeden pyszczek.
- Zajęcza Stopa lub Konwaliowe Serce, nie mogą ci pomóc?
Zauważył jak skrzywi się, wyraźnie niezadowolona z zadania, o jakie poprosił ją medyk Klanu Burzy. Jeżyk westchnął.
- Obie doglądają Świetlisty Potok. Bolą ją stawy, wiesz, lepiej mieć ją na oku. - miauknął spokojnie czekoladowy kocur, spoglądając oczekująco na Melodyjkę.
- Skoro tak. - mruknęła niechętnie. - Jakich ziół potrzebujesz?
Uśmiechnął się szerzej.
- Zobaczysz, że nie będziesz się nudzić! - zaśmiał się wdzięcznie, od razu kierując się w stronę wyjścia z obozu. Starał się nie iść za szybko, żeby kotka za nim nadążyła, jednak nie było jej to potrzebne. Jeżyk ze zdziwieniem przyjął fakt, że jest już na tyle duża i silna, że z łatwością go dogoniła i zrównała z nim krok. Widać, że treningi zrobiły swoje.  - Potrzebuje nagietka, wrotyczu, trybuli i przynajmniej trochę mięty, jeśli uda nam się ją znaleźć.
Prędko opuścili obóz, wybierając trasę przed siebie. Asystent medyczki czujnie się rozglądał, na wszelki wypadek, gdyby przypadkowo znaleźli jakąś inną ciekawą roślinę. Upały nie służyły roślinności, niestety. A to trochę utrudniało pracę medyków.
- Rzeczny Nurt jest pewnie  świetną mentorką. Dużo cię nauczyła. - miauknął Jeżyk, dumny ze swojej siostry. Spojrzał na idącą z nim ramię w ramię koteczkę. - Pewnie wkrótce zostaniesz wojowniczką. Na pewno będziesz dobrą wojowniczką, jestem tego pewien. O, i jeszcze Słonikowa Łapa pewnie też czyni postępy, wy się przyjaźnicie, prawda?
Jeżyk wewnątrz siebie, bardzo im kibicował.


<Melodyjko? hihi>

12 maja 2020

Od Melodyjnej Łapy CD. Jeżowej Ścieżki

Dawno, dawno temu

Kotka z niezadowolonym pomrukiem podeszła do zapasów wskazanych jej przez Jeżową Ścieżkę. Wzięła sporą ilość rośliny, która wypełniła jej niemal cały pysk. Jej posmak zaczynał przyprawiać uczennicę o mdłości. Nabrała ogromnej ochoty, żeby po prostu wypluć ten mech, a najlepiej jeszcze rozerwać go na drobne strzępki.
— Co u ciebie słychać, Melodyjna Łapo? — zapytał medyk jak gdyby nigdy nic, przerywając jej plany mszczenia się na znienawidzonym poroście.
Posyłając mu znudzone spojrzenie, upuściła kupkę rośliny na podłoże, aby móc odpowiedzieć. Miękki, ledwo słyszalny odgłos spadającego mchu tylko podniecił szał liliowej.
— Jest naprawdę paskudnie. Bardzo paskudnie — burknęła, nawet nie próbując ukrywać buzujących emocji. — Ten mech to jakieś nieporozumienie. Nie jestem godna takiego zajęcia, powinnam jak wszyscy inni uczniowie trenować polowanie i walkę… przecież to jest to, co przyda mi się w życiu, bo co mi da sprzątanie legowisk zapchlonych starców? Absolutnie nic! Czemu Czapla Gwiazda jest taki niesprawiedliwy?! — Wyzwoliła z siebie całą kumulującą się złość, dopiero po chwili uświadamiając sobie, ile swoich infantylnych głupot i przekonań wyjawiła przed Jeżową Ścieżką — dojrzałym i oddanym klanowi medykiem.
— No cóż, nie dziwię się, że tak się złościsz — miauknął spokojnie czekoladowy. Terminatorkę niesamowicie zaskakiwał jego poziom opanowania. — Ale twoje przekonania są trochę mylne. Jeszcze kiedyś zobaczysz, że ten mech jednak coś ci dał. Czapla Gwiazda to naprawdę mądry i doświadczony lider, wie, co robił.
Ah, wyśmienicie. Gadał dokładnie tak, jak wszyscy. Mówił, że ją rozumie, że popiera, ale tak naprawdę nic nie rozumiał. Melodyjna Łapa ukradkiem przewróciła oczami.
— Może i tak — stwierdziła obojętnym tonem. — A… hm, co u ciebie? — dodała, czując potrzebę zmiany tematu. Wystarczyło, że pracowała z mchem przez całe dnie, od rana do wieczora. Nie potrzebowała jeszcze rozmowy na ten temat temat z medykiem. To tylko jeszcze bardziej ją dobijało. Błędne koło. Zielone, omszone koło…
— Leniwie, ale dobrze. Dobrze się ostatnio Klanowi Burzy powodzi, a gdyby coś się jednak zadziało, mamy duże zapasy ziół. Klan Gwiazdy ma nas w opiece — zamruczał.
— To… dobrze. Jak dużo różnych masz tych ziół? — mruknęła, rozglądając się po imponujących stosikach z roślinami o leczniczych właściwościach. — Jakim cudem zapamiętuje nazwy i właściwości ich wszystkich? To chyba niemożliwe.
— Możliwe i wcale nie takie trudne, jak się wydaje.
— Nie ma bata. Pewnie jest trudniejsze od szkolenia na wojownika… ale mniej chwalebne i nudniejsze! — Poprawiła się szybko, machając energicznie łbem. — To znaczy ten, ja już lepiej pójdę. Dzięki za pomoc, Jeżowa Ścieżko — mruknęła na pożegnanie, z obrzydzeniem malującym się na pysku chwytając leżący na ziemi mech z powrotem.

***

Czemu życie było takie nie fair?!
Melodyjna Łapa z rosnącą nienawiścią obserwowała Storczykową Łodygę przeciągającego się przed legowiskiem wojowników. Nie mogła pojąć, czemu jej brat został mianowany przed nią. Może straciła trochę treningu… ale on na pewno nie był lepszy od niej. To znaczy, Storczyk to jeszcze pół biedy. Szylkretkę jeszcze bardziej podjudzał fakt, że nawet Krowia Łata mogła poszczycić się już mianem wojownika. Ona. Ta ślamazara, frajer i leń. To było po prostu absurdalne! W tym natłoku złości i niefortunnych wydarzeń zdarzyła się jednak jedna pozytywna rzecz — Czapla Gwiazda, a raczej Czapli Potok zrezygnował ze sprawowanego dotąd stanowiska i odstąpił stołka przywódcy Mokrej Gwieździe. Może chociaż teraz Klanem Burzy będzie rządzić ktoś przyzwoity. Chociaż z drugiej strony, kot wybrany do tego przez Czaplę… to nie może wyjść nikomu na dobre.
Po powrocie z treningu kotka nie miała już tak właściwie nic do roboty. Kręciła się bez celu po obozie, zagadując na chwilę do przypadkowych kotów czy ze znudzenia obserwując trawę kołyszącą się na wietrze. A może pójdzie już spać...
— Melodyjna Łapo — usłyszała niespodziewanie. Podniosła się. O nie, to Rzeczny Nurt, jakże uwielbiana przez nią mentorka. — Jeżowa Ścieżka chciał coś od ciebie, pewnie potrzebuje pomocy. Pójdź tam, dobrze?
Właściwie to i tak się nudziła. Pokiwała głową i podreptała w stronę legowiska medyków.

<Jeżyku?>

16 kwietnia 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Melodyjnej Łapy

Jeżowa Ścieżka był pochłonięty jak zawsze codziennym, czasochłonnymi obowiązkami medyka. Nie narzekał. Lubił swoje zajęcia, czuł od bardzo dawna, że odnaleźć własne powołanie. Czując jak wstępując w niego nowe siły, przeliczył jeszcze raz zapasy roślin, by upewnić się, że żadnej potrzebnej w dany gorszy okres dla Klanu Burzy nie brakuje. Zajęcza Stopa, wraz z Konwaliową Łapą, wybrały się akurat do Czaplej Gwiazdy, w jakiejś medycznej sprawie. Nie wnikał. Skupił się na zadaniu, żeby skończyć jak najszybciej i zabrać dla siebie coś do jedzenia. Czuł, że wkrótce głód da mu się mocno we znaki.
— Jeżowa Ścieżko?
Pewien znajomy głos, rozległ się bardzo blisko wejścia do legowiska medyków. Jeżyk zwrócił łagodny wzrok w tamtą stronę. Melodyjna Łapa rozejrzała się w jego poszukiwaniu, zatrzymując swój wzrok prosto na kocurze, po chwili do niego podchodząc. Powitał uczennicę uśmiechem na pysku. Znał ją, odkąd Melodyjka była malutkim, świeżo narodzonym kociakiem. To było miłe, że mógł patrzeć jak dorasta.
— Potrzebuję więcej mchu. — miauknęła, zatrzymując się przed nim, wbijając w medyka pewny wzrok.
— Oczywiście, Melodyjko. — odparł i natychmiast się poprawił. — Znaczy, Melodyjna Łapo. Wybacz. Tam masz dość dużą ilość mchu, weź tyle ile potrzebujesz.
Czekoladowym ogonem wskazał na miejsce. Melodyjna Łapa zdawała się przystępować do swojego zadania niechętnie, ale Jeżyk nie mógł jej się dziwić. W końcu pewnie wolała biegać po wrzosowiskach ze swoją (cudowną) mentorką, zamiast zajmować się starymi legowiskami dzień w dzień. Cierpliwość miała się jednak odpłacić. Jeżowa Ścieżka był ciekaw, czy koteczka obwinia go za karę, która ją spotkała. W końcu wyprawa na Zgromadzenie, powinna pozostać dla niej niezapomnianym przeżyciem, którym będzie mogła się chwalić jeszcze przez wiele księżyców swojego życia.
— Co u ciebie słychać, Melodyjna Łapo? — rozpoczął spokojnym tonem głosu rozmowę, licząc, że nie uraził uczennicy swoim pytaniem.


<Melodyjko?>

26 marca 2020

Od Melodyjki (Melodyjnej Łapy) CD. Jeżowej Łapy (Jeżowej Ścieżki)

Melodyjka z lekkim niepokojem podniosła łebek na dźwięk głosu, jednak od razu się uspokoiła, gdy jej oczom ukazał się Jeżowa Łapa. On nie powinien na nią naskarżyć. Kotka była bowiem obciążona szlabanem nałożonym na nią i Słonika przez Koniczynkę, który zakazywał im opuszczania żłobka. Teraz jednak, gdy młoda karmicielka zasnęła, liliowa zdołała się na chwilę wymknąć. Kwitnąca Polana i tak miała to w głębokim poważaniu i nie zwracała uwagi na to, gdzie przebywa jej córka. Niestety, wyszła bez młodszego przyjaciela, bo ten również spał, a próba obudzenia go skutkowałaby ocknięciem jego matki.
— O, hej Jeżowa Łapo — odpowiedziała radośnie, wstając na cztery łapy. — Było suuupel! Skoda tylko, że Konicynka i Capla Gfiazda nie doceniają mojej i Słonika potęgi. Ale naplafdę dzięki, że nas zablałeś! Fies, jednak jesteś fajny. Nie zanudzas tak jak inni medycy! Pofinieneś być fojofnikiem, taki jesteś mądly i silny!
— Rozmawialiśmy już o tym, Melodyjko. Nie będę wojownikiem, czuję się dobrze jako medyk i tak chcę wypełniać moje obowiązki wobec klanu — miauknął łagodnie kocur.
— No fiem, ale i tak byłbyś lepsy jako fojofnik, jestem pefna — burknęła, niezadowolona, że podważył jej zdanie. — A co tam niesies? — zmieniła temat, wskazując łapą zioło, które uczeń przed chwilą odłożył na ziemię.
— To trybula. Zajęcza Stopa przekazała mi, że jedno z kociąt Pylistego Świtu boli brzuch, a to zioło mu pomoże. Rozpoznasz ją po dużych, charakterystycznych liściach-
— Mófis, jakbym była tfoją ucennicą! A ja nie będę medykiem! — parsknęła obrażona. — Ale Konicynka chyba będzie zła, jeśli pojafis się w kocialni?
— Raczej będzie — przyznał niechętnie, przechodząc z łapy na łapę.
Kotka zamyśliła się na chwilę. A gdyby tak pomogła czekoladowemu i zaniosła zioło w jego imieniu? Takie odwdzięczenie za wspaniałą zgromadzeniową przygodę. Co prawda nie zwykła robić czegoś dla innych, ale chyba wypadało, co?
— To zaniosę za ciebie — zaproponowała w końcu, zerkając na roślinę i powoli przysuwając ją do siebie łapą. W oczach Jeżowej Łapy zalśniło… zdziwienie?
— Dziękuję — wymruczał.
Melodyjka strzepnęła uchem, zabrała trybulę w pysk i w podskokach wróciła do żłobka, mając nadzieję, że Koniczynka jeszcze śpi i nie zauważyła jej nieobecności.  Ale ale, czy córka Kwitnącej Polany właśnie wykonała dobry uczynek? Coś to niepodobne do niej.

***

Melodyjna Łapa wyłoniła się z legowiska uczniów po codziennym sprzątaniu mchu. Został już tylko żłobek i będzie wolna, jednakże najpierw musiała zjeść coś na obiad. Nadeszła pora szczytowania słońca, poranny patrol niedawno wrócił, inni uczniowie nadal byli w trakcie treningów, natomiast jej, wielkiej pogromczyni mchu najzwyczajniej w świecie burczało w brzuchu. Ruszyła szybkim krokiem w stronę stosu świeżej zdobyczy, gdy jednak zajrzała do prostej konstrukcji z kamyków osłaniającej zwierzynę, z żalem ujrzała tam jedynie kilka chudych myszy i sikorkę. Zawiedziona, wzięła ją i przycupła z boku, żeby w spokoju spałaszować. Jednak, mimo poczucia głodu nie spieszyło się jej. Chciała jak najbardziej przedłużyć posiłek, żeby tylko nie musieć wracać do żmudnej roboty. Po niemal dwóch księżycach tułaczki z mchem miała już naprawdę dość. A kolejne dwa przed nią! Jak ona ma to przeżyć? A jakie będzie miała zaległości w porównaniu do rodzeństwa?! I co czekało Słonika? Regularnie jej pomagał i wszyscy to widzieli. Czapla Gwiazda będzie na tyle łaskawy i policzy mu to jako odrobioną pokutę czy ten również będzie musiał harować w obozie do 10 księżyca życia? Paskudny, zapchlony starzec.
Sikorka była niestety zbyt mała, by dziubać ją w nieskończoność. Szybko została całkowicie pochłonięta przez szylkretkę, za szybko. Terminatorka bardzo niechętnie wstała i poczłapała w stronę legowiska medyka, żeby poprosić o mech do dalszej pracy. Może chociaż uda się jej uciąć pogawędkę z Jeżową Ścieżką?

<Jeżyku?>

08 marca 2020

Od Jeżowej Łapy CD. Melodyjki

— A ktoś zmusił cię do bycia medykiem? Ja bym nie mogła tak z fłasnej woli — miauknęła bezczelnie córka Kwitnącej Polany, wpatrując mu się prosto w błękitne oczy.
Jeżowa Łapa westchnął. Kocura zdziwiło jej pytanie, ba, nawet bardzo. Rozumiał, że koteczka była jeszcze malutka, ale sądził, że już jej wytłumaczył, że uwielbia swoje obowiązki, a bycie medykiem jest dla niego czymś niesamowitym.
— Nie.
— Fiec dlaszego nim jesteś?
Syn Brzozowego Szeptu zastanowił się nad w miarę krótką odpowiedzią.
— Od zawsze lubiłem zioła i rośliny, dlatego gdy moje szkolenie na ucznia wojownika dobiegało końca, postanowił zostać uczniem Zajęczej Stopy. — miauknął czekoladowy.
— Dziwny jefteś. — Melodyjka przyjrzała mu się bardziej uważnie.
Jeżowa Łapa poruszył wąsami w rozbawieniu. Ah tak? W sumie pierwszy raz spotkał się z takim stwierdzeniem, zatem nie miał nic przeciwko bycia dziwnym, jeśli mógł robić to co lubi. Tego samego życzył Melodyjce - żeby odnalazła w życiu swoją drogę i z uśmiechem się nią kierowała.
— Spodoba ci się bycie uczniem. Chociaż myślę, że twój mentor nie będzie miał z tobą lekko. — miauknął po kilku uderzeniach serca  i pokręcił głową. Przyniesie dumę klanowi, nie miał wątpliwości.
Melodyjka prychnęła, po czym powróciła do zabawy swoim ogonem, natomiast Jeżyk mógł porozmawiać chwilę z jej bratem i siostrą, którzy dopiero teraz zdecydowali się poświęcić trochę czasu na badanie nowego osobnika.

***

Jeżyk nerwowo przełknął ślinę. Spoglądał na swoją mentorkę proszącym wzrokiem, jednak Zajęcza Stopa nie zamierzała odpuścić młodzikowi. Jeszcze raz wskazała na roślinę, którą miał zanieść do żłobka i przy okazji upewnić się w jakim stanie są królowe. Jeżowa Łapa był z takiego obrotu spraw przerażony. Nie potrafił zapomnieć ostatniego Zgromadzenia, na które zabrał Słonika i Melodyjkę. Koniczynka bardzo się wściekła i kocurek był pewny, że solidnie oberwie, jeśli chociaż spojrzy na żłobek. 
Posłusznie chwycił zioło, od razu opuszczając legowisko medyka. Cud chciał, że akurat przed żłobkiem bawiła się Melodyjka. Nie przypominała już takiego malucha jak wtedy, gdy odbierał poród jej matki. Czekoladowy podszedł do niej spokojnym krokiem. 
— Witaj, Melodyjko. — miauknął, odkładając roślinę obok swoich łap. Koteczka spojrzała na niego. — Zgromadzenie się podobało? 
Dalej nie potrafił pojąć, dlaczego nie zauważył zniknięcia dwójki kociaków i czemu nie potrafił ich przypilnować.


<Melodyjko?>

10 lutego 2020

Od Melodyjki CD. Jeżowej Łapy

Jeżowa Łapa był widocznie lekko zniechęcony tym, jak koteczka potraktowała jego zamiłowania, ale sama Melodyjka nic sobie z tego nie robiła, właściwie to nawet tego nie zauważyła. W tym momencie interesowało ją tylko i wyłącznie życie wojowników, tych niesamowitych, odważnych kotów walczących między sobą na śmierć i życie ku chwale.
— Wojownicy kierują się kodeksem wojownika. Są to zasady, których muszą przestrzegać, by być dobrymi, szlachetnymi kotami — rozpoczął opowieść kocur. — Chodzą na Zgromadzenia, trenują uczniów, polują dla wyżywienia całego klanu. Czasami podczas patrolowania granic, muszą być gotowi bronić terytorium, słuchają poleceń lidera, natomiast w razie bitew, walczą odważnie w imię klanu. Życie ucznia jest również ciekawe. To oni w przyszłości zostają wojownikami, gdy tylko przejdą odpowiednie szkolenie. Gdy zostaniesz uczennicą, dostaniesz własnego mentora, który nauczy cię polować, będziesz umiała się obronić, oraz nauczysz się, czym jest szacunek względem starszych i innych klanów. Fajne, prawda? — zapytał ją na sam koniec, wyczekując reakcji.
— Brzmi selio supel! — zawołała, w pełni usatysfakcjonowana słowami czekoladowego. — Ale cy ten kodeks jest naplafdę taki potrzebny? Fydaje się baldzo nudny. — Uczeń medyka pokręcił łebkiem z politowaniem.
— Jest, i to bardzo potrzebny. Gdyby koty nie przestrzegały kodeksu, nie słuchały Klanu Gwiazdy i robiły to, co chciały, świat pogrążyłby się w chaosie, a wszyscy bezkarnie robili złe rzeczy! Gwiezdni nad nami czuwają, a członkowie klanów są im posłuszni, dzięki temu panuje u nas spokój i porządek — wyjaśnił jej, z nadzwyczajną cierpliwością w głosie.
Słuchała go uważnie, ale nie mogła ukryć niezadowolenia. Wyobrażała sobie to wszystko trochę inaczej. Z jakiej racji oni, wielcy bohaterowie, mają słuchać się jakiś kotków z gwiazd? Dla Melodyjki nie brzmiało to zbyt sensownie, no ale cóż się dziwić. Dla niej nic, co było objęte pewnymi zasadami lub same w sobie zasadami było, było totalnie nudne i absolutnie nikomu do niczego niepotrzebne. Mogłaby super walczyć i bez Kodeksu Wojownika!
— Ale to tlochę bez sensu, zie musimy się słuchać jakiś postaci, któle są na niebie! — odpowiedziała, machając ogonem. — Myślałam, że Klan Gwiazdy obchodzi tylko medykóf! — Tym razem Jeżowa Łapa posłał jej trochę zaskoczone spojrzenie, zupełnie jakby nie rozumiał, jakim cudem młoda nie wie zbyt wiele o ich przodkach. Szylkretka jednak totalnie go zignorowała, nawet jej o tym przez myśl nie przeszło. W końcu dla niej był całkowicie normalne, że matka za bardzo nic jej nie opowiadała, a ona sama nie interesowała się raczej takimi rzeczami. Co za tym szło, nawet nikogo o to nie pytała, toteż nie miała pojęcia, ile Klan Gwiazdy znaczy nie tylko dla medyków, ale także dla całego klanu jako społeczności.
— Dla wojowników też jest bardzo ważny, Melodyjko. Kiedyś sama to zrozumiesz — mruknął.
Koteczkę znudziło już w sumie jego gadanie, więc strzepnęła uchem i bez większego namysłu rozpoczęła zabawę swoim ogonem. Kocur tymczasem, widząc to, z rezygnacją zajął się dyskusją z zagadującym go Storczykiem.
Melodyjka, w pełni zaangażowana swoją zabawą, co jakiś czas prychała. Ta wredna kita wciąż nie dała się jej złapać. Jak to możliwe, że zawsze była szybsza? Kotka w końcu przewróciła się na drugi bok, znudzona już tą rozrywką. Czekoladowy nadal siedział w żłobku. Zamrugała z zaciekawieniem, przydreptała do niego i pacnęła łapką.
— A ktoś zmusił cię do bycia medykiem? Ja bym nie mogła tak z fłasnej woli — miauknęła bezczelnie, wpatrując mu się prosto w błękitne oczy.

<Jeżowa Łapo?>

09 lutego 2020

Od Jeżowej Łapy CD. Melodyjki

— Życie medyka to nie tylko jakieś tam rośliny, maleńka — miauknął, kucając przy niej. — To posiadanie całego klanu pod swoją opieką, tak, jakby oni wszyscy byli twoimi kociętami. Możesz też poznawać nowe, wspaniałe koty na co księżycowych spotkaniach medyków, bo my nie wtrącamy się w konflikty między klanowe. Dzielisz się swoimi snami z Klanem Gwiazdy, a oni zsyłają ci wizje i przepowiednie, które mogą nawet zadecydować o losie całego klanu! Dzięki temu często wiemy do przodu o nadchodzącym zagrożeniu i możemy mu zapobiec lub chociaż złagodzić skutki. Do tego, gdyby nie medycy, wojownicy pewnie umiera… to znaczy ciężko by chorowali od najmniejszych zadrapań, bo nie potrafiliby ich opatrzyć, a w nieopatrzone i nieodkażone rany często wdaje się zakażenie. Jeszcze poza tym znamy na pamięć wszystkie zioła, rośliny, a ratując życie innego kota, pełnimy jedną z najważniejszych funkcji w całym klanie!
Oczy Jeżowej Łapy wręcz błyszczały szczęściem, zmieszanym z dużą dawką dumy, gdy opowiadał jednemu z kociąt Kwiecistej Polany na czym polega fascynujące (jego zdaniem) życie medyka. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że koteczka przestała go słuchać. Uczeń Zajęczej Stopy musiał pochwalić się odpowiedzialnością, która wiązała się z jego pozycją. A pomyśleć, że jeszcze kilka księżyców temu, bał się z całego serca medyczki Klanu Burzy.
— Nuuuuda — zamrugał błękitnymi ślipiami na słowa Melodyjki. Spoglądał na nią, nawet nie ukrywając zdziwienia. — Skolo tyle fies o medykach, to o fojownikach pewnie tesz. Lepiej o nich mi opofiec.
— Życie medyka jest bardziej... — urwał pod naglącym spojrzeniem kociaka. Jeżowa Łapa podziękował w duchu Klanowi Gwiazdy, że jest większy. Pewnie będąc teraz wzrostu tej malutkiej koteczki, mógłby mocno oberwać, gdyby odważył się sprzeciwić. Pokręcił szybko głową. To dobrze mieć takie kocięta, pewnie przyniesie kiedyś zaszczyt Klanowi Burzy. Oczywiście, gdy odpowiednio podrośnie. Uśmiechnął się promiennie. — No dobrze, mogę ci coś opowiedzieć o życiu wojownika.
— Freszcie. — mruknęła koteczka, przeciągając się.
Jeżowa Łapa owinął puchaty ogon wokół łap, przygotowując się na potencjalną lawinę pytań, zanim zacznie odpowiadać. Zmrużył oczy, przypominając sobie wszystkie słowa swojej pierwszej mentorki, Pliszkowego Kroku.
— Wojownicy kierują się kodeksem wojownika. Są to zasady, których muszą przestrzegać, by być dobrymi, szlachetnymi kotami. — starał się wszystko wytłumaczyć jak najprościej. — Chodzą na Zgromadzenia, trenują uczniów, polują dla wyżywienia całego klanu. Czasami podczas patrolowania granic, muszą być gotowi bronić terytorium, słuchają poleceń lidera, natomiast w razie bitew, walczą odważnie w imię klanu.  Życie ucznia jest również ciekawe. To oni w przyszłości zostają wojownikami, gdy tylko przejdą odpowiednie szkolenie. Gdy zostaniesz uczennicą, dostaniesz własnego mentora, który nauczy cię polować, będziesz umiała się obronić, oraz nauczysz się, czym jest szacunek względem starszych i innych klanów. Fajne, prawda?
Widząc jak koteczka otwiera pyszczek, żeby coś powiedzieć, zamilkł.

<Melodyjko?>

01 lutego 2020

Od Melodyjki CD. Jeżowej Łapy

Koteczka, zmęczona dzienną dawką zabaw z rodzeństwem, smacznie drzemała wtulona w matkę. To znaczy nie żeby należała do kociaków potrafiących chętnie przespać cały dzień. W jej przypadku było wręcz przeciwnie, gdyby tylko mogła, przez cały czas zwiedzałaby obóz czy grała w chowanego bez choćby sekundy przerwy na odpoczynek. Ale… jak już zasnęła, to zasnęła.
Wtedy, coś ją szturchnęło. Potężnie ziewnęła, ukazując skromne, jeszcze niekompletne uzębienie oraz mały, różowy języczek. Przewróciła się na drugi bok, leniwie otwierając lewą powiekę. Zamrugała kilka razy, by przyswoić sobie lekko rozmyty obraz. Przed nią stał czekoladowy, puchaty, nieznany dotąd kocur, przypatrujący się jej z zainteresowaniem. Widząc to, wstała jak oparzona do pozycji siadu, a następnie przechyliła łebek, dokładnie mu się przypatrując. Często widywała nowe koty, jednak te za każdym razem wzbudzały u niej to samo zaciekawienie i chęć zaimponowania, pokazania się od jak najlepszej strony.
— Śliczne — stwierdził, posyłając jej uśmiech.
Melodyjka, wciąż jeszcze zaspana nie do końca wiedziała, co nieznajomy uznał za śliczne, ale bardzo lubiła to słowo, więc zamruczała. Wiele razy słyszała już "Śliczne kociaki", "Śliczna jesteś, malutka" rzucane przez osobniki przychodzące do żłobka. Zwroty te zawsze były przepełnione pozytywnymi, ciepłymi emocjami. Podobało jej się, gdy tak mówili, czuła się wtedy taka doceniana, ważna, nawet, jeśli stwierdzenia te nie były kierowane bezpośrednio do niej,  tylko do całej dzieciarni Kwiecistej Polany.
— Kto to? — zapytała szylkretka, posyłając przybyszowi badawcze spojrzenie żółtych ślepi.
— Nazywam się Jeżowa Łapa, jestem uczniem medyka — oznajmił z nutką dumy w głosie.
W tym momencie całe zafascynowanie i pozytywne nastawienie do tej postaci zeszło z Melodyjki jak życie z mordowanej zwierzyny. Medyk, serio? Medycy byli chyba najnudniejszymi kotami, jakie istniały. Nawet te pieszczochy, o których opowiadał jej tatuś i które mieszkały w śmiesznych domkach z Dwunogami żrąc łajno, wydawały się ciekawsze od przedstawicieli gatunku, którzy całe swe życie poświęcili zbieraniu jakiś ziółek. Co Jeżowa Łapa w tym widział? Co to takiego niezwykłego, ot, zwykłe, często paskudnie śmierdzące roślinki, które potrafiły leczyć. Jej zdaniem było to wszystko, co mogła zaoferować ścieżka uzdrowiciela, a przy niesamowitych aspektach przygodowych kariery wojownika, medycyna nie dorastała jej do pięt.
— Nuuuuda — skwitowała, przejeżdżając swym ogonem po ziemi. — Pszeciesz to tylko jakieś tam lośliny, co w tym ciekafego? — dodała, wstając i powoli podchodząc do czekoladowego. Jej matka wróciła do pielęgnacji futra absolutnie nie przejmując się wyczynami swojej pociechy, a rodzeństwo Melodyjki oraz Pląsająca Łapa z jej dziećmi wciąż spali, więc kotka została sama w konfrontacji z uczniem Zajęczej Stopy.
— Życie medyka to nie tylko jakieś tam rośliny, maleńka — miauknął, kucając przy niej. — To posiadanie całego klanu pod swoją opieką, tak, jakby oni wszyscy byli twoimi kociętami. Możesz też poznawać nowe, wspaniałe koty na coksiężycowych spotkaniach medyków, bo my nie wtrącamy się w konflikty między klanowe. Dzielisz się swoimi snami z Klanem Gwiazdy, a oni zsyłają ci wizje i przepowiednie, które mogą nawet zadecydować o losie całego klanu! Dzięki temu często wiemy do przodu o nadchodzącym zagrożeniu i możemy mu zapobiec lub chociaż złagodzić skutki. Do tego, gdyby nie medycy, wojownicy pewnie umiera… to znaczy ciężko by chorowali od najmniejszych zadrapań, bo nie potrafiliby ich opatrzyć, a w nieopatrzone i nieodkażone rany często wdaje się zakażenie. Jeszcze poza tym… — Już go nie słuchała.
Ziewnęła głośno, ukazując, że ani trochę nie interesuje ją ten monolog. Po co jej te spotkania medyków, skoro są zgromadzenia dla wszystkich, a na nich na pewno ciekawiej się dzieje? Dzielenie snów z Gwiezdnymi też nie zdawało się szczególnie interesujące, z pewnością nie bardziej od krwiożerczych walk i bitew. A to, że koty zajmujące się ziółkami są potrzebne do funkcjonowania całej społeczności? Pf, Melodyjka była pewna, że wyrośnie na tak wspaniałą członkinię Klanu Burzy, że ze wszystkim poradzi sobie sama i ich pomoc będzie jej zbędna.
— Nuuuuda — powtórzyła. — Skolo tyle fies o medykach, to o fojownikach pewnie tesz. Lepiej o nich mi opofiec — stwierdziła, przeciągając się.

<Jeżowa Łapo? Już zdążyłam zapomnieć, jak to jest pisać kociakiem~ i mam nadzieję, że nie zepsułam charakteru Jeżyka>

31 stycznia 2020

Od Jeżowej Łapy

Pierwszy raz od naprawdę sporego czasu, miał okazję porządnie się wyspać. Należał do kotów, które potrzebowały przynajmniej pół dnia na odpoczynek, żeby być w pełni usatysfakcjonowanym. Nic dziwnego, że gdy tylko trafiła mu się okazja, gdyż Zajęcza Stopa akurat nie potrzebowała, żeby kocurek pomógł jej w zbieraniu ziół, mógł się dłużej przespać.
Wędrówka Klanu Burzy zakończyła się pomyślnie. Znajdowali się daleko, na całkiem nowym terytorium. Chociaż mogło to napawać lekkim strachem, większość pobratymców czuła podekscytowanie. W końcu zakończyli podróż, skończyło się zmęczenie i ciągłe poszukiwanie miejsca na chwilowy obóz. Nie musieli już wędrować w nocy, unikając gorących dni, zwłaszcza, gdy pogoda nie była przychylna. Członkowie klanu mogli odetchnąć z ulgą, ciesząc się dotarciem na tereny. Trafiło im się całkiem ładne wrzosowisko, chociaż mniejsze od poprzedniego, z małą ilością drzew, jakimś dziwnym potworem dwunożnych położonym głęboko w terenie, oraz bezpieczny obóz. Jeżowa Łapa liczył na to, że zostaną tutaj do końca, nie musząc się przemieszczać. Na razie nie spotkało ich żadne zagrożenie, ale oczywiście nigdy nic nie wiadomo i lepiej było dmuchać na zimne.
Uczeń przewrócił się na drugą stronę na swoim posłaniu z mchu, gdy ktoś mocno trącił go łapą w bok. Mruknął niezadowolony, gdy gest się powtórzył, zmuszając czekoladowego do otworzenia niebieskich ślipi. Zajęcza Stopa stała nad nim, z kępą pajęczyn w pysku, oczekująco machając ogonem. Syn Brzozy, od razu usiadł, wlepiając w nią zaspany wzrok. Musiała wrócić ze zbierania ziół. Zaciekawiony poruszył wąsami, widząc nieodgadnione spojrzenie nowej mentorki.
- Coś się stało?
- Zbieraj się. Kwitnąca Polana zaczęła rodzić, będziesz mi potrzebny.-mruknęła pośpiesznie, popychając w jego stronę jakąś roślinę.
Kocurek zjeżył sierść na grzbiecie, dość niezadowolony z takiego obrotu spraw. To nie tak, że nie cieszył się na przybycie nowych członków klanu. Wręcz przeciwnie. Fajnie, że Klan Burzy powiększy się o kolejne maluchy, zwłaszcza, że urodzą się w stałym obozie, nie będą więc spowalniać grupy i będą pierwszymi kociakami ich klanu, narodzonymi na nowych terenach. Żałował jednak, że musi w tym uczestniczyć. Jako, że był kocurem, zrozumiałe, że perspektywa oglądania tego co - no wyjdzie na świat - nie była dla niego zachęcająca.
Westchnął. Zajęcza Stopa nie czekała na jego reakcję, od razu wybiegając w stronę żłobka. Jeżowa Łapa podniósł się, zabrał roślinę i jakby nigdy nic, pobiegł za mentorką, oczywiście w środku drżąc ze strachu. Myślami odbiegł do chwili, gdy to on był na miejscu tych kociaków, niewinny i nie rozumiejący świata. Ciekawe jakiej będą maści. Czy go polubią?  Z zamyśleń wyrwało go dopiero pojawienie się w kociarni, gdzie od razu przysiadł się do kucającej nad rodzącą karmicielką medyczki Klanu Burzy. Siedział cicho, cierpliwie wysłuchując narzekań kocicy, albo krzywiąc się, gdy ta darła się z bólu zapewne na pół obozu. Zajęcza Stopa cały czas jej pomagała, w miarę jak po kolei odbierała na świat kolejnego kociaka. Jeżowa Łapa wolał się nie mieszać, jedynie wykonując drobne polecenia, jak przyniesienie mchu nasączonego wodą, lub uspokajanie królowej. Wydanie na świat trójki kociąt, zapewne musiało ją porządnie zmęczyć. Maluchy kuliły się przy jej brzuchu, starając się znaleźć najlepszą pozycję.
- Świetnie się spisałaś.-miauknął niepewnie uczeń medyczki.
Kwitnąca Polana jedynie skinęła głową.

***

Od jego udziału przy odbiorze porodu, minęło kilka tygodni. Jeżowa Łapa zdecydował, że wypadałoby odwiedzić królową i jej pociechy. Klan Burzy zadomowił się w nowym obozie, polubił tutejsze tereny, chociaż tęsknota wciąż napełniała ich serca. Uczeń medyczki nauczył się kilku pożytecznych rzeczy i poznał nieznane mu wcześniej zioła. Często zastanawiam się z Zajęczą Stopą, gdzie powinno odbyć się Zgromadzenie, oraz czy odnajdą drugą Księżycową Zatoczkę. Wszystko miał pokazać czas. 
Czekoladowy kocurek zabrał ze stosu pożywienia jakiegoś królika, by następnie równym krokiem, skierować się do kociarni. Powitał spokojnym gestem Kwitnącą Polanę, zanim ostrożnie przysiadł u jej boku, odkładając królika jako prezent. Przyjrzał się trzem kociakom. Trochę urosły przez ten czas. Ciekawe, czy nauczy się już mówić i rozpoznawać poszczególnych członków rodziny. Nie mógł się doczekać, żeby poznać również ich charaktery. 
- Jak się nazywają?
- Ta mała to Melodyjka, obok leżą Krówka i Storczyk.-mruknęła kotka, nosem wskazując na poszczególnego kociaka. 
Jeżowa Łapa wstrzymał na kilka uderzeń serca oddech, gdy Melodyjka ziewnęła, wybudzając się ze snu, po czym zwróciła spojrzenie żółtych oczu, w jego kierunku. 
- Śliczne.-miauknął uczeń i przywitał małą uśmiechem. 

<wybacz ten skip, ale musiałam zdobyć 20%  Melodyjko?>