Ostatnimi księżycami działo się za dużo. Na początku mianowanie Zawilcowej Korony na medyka, a później wieść o ciąży Rozkwitającej Szanty. Chociaż Pozłacana Pszenica cieszyła się z nowych członków rodziny, to było dla niego za dużo. Nie taką historię sobie pisał, gdy był mianowany na ucznia. Nie tak miało się to skończyć. Jego oczy wbite były w niebo nad nim. Czy postępował dobrze? Tego nie wiedział. Nie potrafił być dobrym ojcem, a tym bardziej dziadkiem. Nawet nie potrafił spojrzeć Zawilcowi w oczy, nie widząc za nimi jego ojca. Postąpił dobrze, zabierając ich do Klanu Burzy, to wiedział doskonale, jednak czasem żałował tego wyboru. Wszyscy wydawali się szczęśliwi, oprócz niego, co go irytowało. Raz nie mogło coś pójść po jego myśli? O dużo nie prosił. Jego wzrok przeskoczył na kota przed nim, którym okazał się Opadający Rumianek, gdy usłyszał ciche kroki. Był on jedyny z kociaków Ryk, który bezskutecznie próbował odnowić z nim relacje. Czemu? Cykoria nie wiedział. Westchnął cicho, mijając wojownika i zmierzając ku Upadłego Potwora, gdzie mógł ukryć się w jednym z tuneli.
– Mógłbyś, chociaż nie ignorować mej obecności. – Głos Rumianka dotarł do jego uszu, co skutkowało powstaniem grymasu na jego pysku.
– A ty mógłbyś już się poddać z próbami poprawy naszej relacji. Nic nie przynoszą – rzucił tylko cynamonowy.
– Mogą coś przynieść, jeśli przestaniesz udawać, że nie da się tego naprawić, bo się da. To nie tak, że nie masz już czasu, po prostu z niewiadomego mi powodu, udajesz, że go nie masz.
– Jeśli masz zamiar mnie pouczać, to nie mam zamiaru kontynuować z tobą tej rozmowy.
Krok wojownika przyśpieszył, jakoby miało uwolnić go od trudnej rozmowy jednak tylko, gdy ukazał mu się potwór, to ten zamarł, wbijając swój wzrok w jego grzbiet. Na nim spoczywała pointka, którą dobrze kojarzył, wbijając swój wzrok prosto w niego.
– Ileż można na Ciebie czekać Piórko? – Głos kotki uderzył o jego uszy, przywracając niemiłe wspomnienia. – Już myślałam, że nigdy nie przyjdziesz. Co za wtedy byłaby za strata? – Wzrok kocicy pokierował się na Opadającego Rumianka, który pojawił się przy jego boku, aby szybko powrócić na Cykorię. – Jeszcze postanawiasz zabrać moje kocię ze sobą? Szczerze? Miałam nadzieję, że spotkam z tobą kocicę, która położyła pazury na moim synu, jednak Rumianek to też dobra opcja. Każdy kot kiedyś wraca do swej nory.
– Czy przypadkiem nie chciałaś się tylko z twoim partnerem rozliczyć za zabranie Ci kociąt? – Następny głos dołączył się do ich rozmowy, a kiedy skierował swój wzrok w stronę jego źródła, dostrzegł liliową i srebrną samotniczkę. – Tym razem ja nie mam zamiaru czekać.
Wraz z tymi słowami, kocica rzuciła się na cynamonowego, powalając go na ziemię i pazurami rozcinając jego skórę. Kocur syknął, gdy jego ciało przeszył ból, po chwili strącając ją tylnymi łapami z siebie. Jednak nim zdołał się podnieść z ziemi i zaatakować kotkę, następne pazury przeszyły jego skórę.
– Tak beze mnie Zgrzyt? Gdzie w tym zabawa, jeśli nie podzielisz się ze siostrą? – powiedziała Ryk, która wraz z tymi słowami wbiła w jego szyję swe kły. Próbował się bronić, jednak jego próby były bezskuteczne. Siły uciekały z jego ciała tak szybko, jak szkarłatna substancja z jego ran. Wzrok Cykoriowego Pyłku pokierował się na szylkreta, który przyglądał się tej całej sytuacji z samotniczką u jego boku. Widział strach w jego oczach, jednak nie pomógł mu. Może to przez jego słowa?
– Rumianku, nie należycie do tego klanu. – Kawałek monologu Zmory dotarło do uszu kocura. – To był błąd, że to coś przyprowadziło was do niego. Powinniście być przy naszym boku. Ty, Szanta, Kminek i Zawilec. Tam leży wasz prawdziwy dom i wiesz to doskonale. A ja zrobię wszystko by was ponownie tam sprowadzić.
Wraz z tymi słowami Cykoria wziął swój ostatni oddech, czując już dokładnie smak krwi w pysku. Jego powieki zamknęły się, dając ciemności przejąć jego wzrok i zostawić na tej ziemi tylko swe ciało, pustą skorupę tego, kim wcześniej był. Ból zanikł całkowicie. Nie czuł już ostrych pazurów Zgrzyt i Ryk rozrywających coś, co kiedyś mógł nazwać swoim futrem. Poczuł ulgę. Kiedy otworzył swe powieki ponownie, jedynie co dostrzegł to kremową sylwetkę, obok której stała mniejsza, ruda sylwetka, która wbijała w niego swój wzrok. Pysk cynamonowego przystroił uśmiech, kiedy podążył w ich kierunku, zostawiając wszystko za sobą.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)
Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)
01 września 2025
Od Cykoriowego Pyłku
22 lipca 2025
Od Cykoriowego Pyłku
Chmury pokryły nocne niebo, kiedy ponownie wyszedł z obozu i zmierzył w stronę Upadłego Potwora. Pomimo tego, że nie był już przewodnikiem, coś ciągnęło go do tuneli. Tam było jego miejsce, nawet jeśli Królicza Gwiazda odebrał mu ten tytuł, kiedy powrócił z czwórką kociaków. Może postąpił źle? Co, jeśli wróciłby do obozu bez pociech Ryku? Czy wtedy odzyskałby swoją pozycję? Z pewnością postąpiłby źle w oczach jego przodków, na co nie mógł sobie pozwolić, jednak jeśli. Jeśli zostawiłby ich tamtego dnia w norze samotniczek, to Zawilec nie doświadczyłby utraty wzroku na jego jedno oko. Może tam byliby szczęśliwsi. Może on byłby szczęśliwy bez nich, a Ważkowy Lot nie zaatakowałby dwóch kotów Klanu Burzy, kończąc ich życie. Westchnął cicho. Czasu nie cofnie, a tym bardziej swoich wyborów. Jego uszy drgnęły, gdy dotarł do nich cichy szelest. Cykoria stanął, zwracając wzrok w stronę pobliskich zarośli, z których wyłoniło się szylkretowe futro. Co on tu robił? Czego tu szukał? Cynamon nie wiedział, jednak spoglądając w brązowe oczy wojownika, mógł stwierdzić, że ta rozmowa nie będzie należeć do najłatwiejszych.
– Cykoriowy Pyłku, nie możesz unikać nas w nieskończoność. – Głos Opadającego Rumianka rozbrzmiał w jego uszach. – Tym bardziej Zawilcowej Łapy, który potrzebuje Cię bardziej, niż chce powiedzieć.
– Nie mogę być przy nim. Nie mogę nawet spojrzeć w jego pomarańczowe oczy. Próbowałem, nie wyszło – odpowiedział, wracając wzrokiem na drogę przed nim. – Jesteście już wszyscy wojownikami, dacie rady beze mnie.
– To nie oznacza, że z dnia na dzień możesz zapomnieć o naszym istnieniu! Co by powiedziała Brzęczkowy Trel?
– Nie mieszaj w to mej matki Opadający Rumianku. – Jego ogon drgnął niespokojnie na wspomnienie o jego matce, która teraz przesiadywała w legowisku starszych, a on ruszył przed siebie. Rumianek ruszył za nim. – To nie ma nic wspólnego z nią, bądź moją siostrą.
– To jest ich sprawa, jesteśmy rodziną. Drugiej rodziny nigdy nie posiądziesz, a ty traktujesz nas, jakbyśmy nigdy nie byli jej częścią.
– Jeśli przyszedłeś tylko wyrzucać swe żale na mnie, to nie mam zamiaru kontynuować tej rozmowy. Jest to zbędne.
– Przyszedłem przemówić Ci do rozsądku i odzyskać naszego ojca. – Wraz z tymi słowami, wojownik zagrodził mu drogę, wcześniej przyspieszając swój krok.
– W takim razie szukaj go pod ziemią, gdyż już po niej nie stąpa. Może przy okazji znajdziesz tam też swoją matkę – syknął Cykoriowy Pyłek, dopiero po chwili zdając sobie sprawę ze swoich słów. – Rumianku to nie...
– Rozumiem. Nie musisz się powtarzać.
Szylkret minął wojownika, znikając z jego pola widzenia. Wszystko zamilkło, kiedy pozostał sam. Wreszcie pozostał sam, naprawdę sam.
28 maja 2025
Od Cykoriowego Pyłku
*Końcówka pory opadających liści*
Wiatr powiewał jego cynamonowym futrem, gdy ten obserwował taflę jeziora, za którym ciągnęły się tereny Klanu Nocy. Czy oni mieli podobne problemy do tych w Klanie Burzy? Musieli mieć. Każdy z klanów miał swoje własne wyzwania, z którymi musiał się zmierzyć i nie zawsze były one proste. Chociaż może nie znał każdego problemu, z jakim inne klany się zmierzały, to jego zdaniem, Klan Burzy miał najtrudniej. Otoczony przez inne klany, bez żadnej drogi ucieczki. Do tego jeszcze wieża, w której znajdowały się dwa najważniejsze legowiska, była widoczna z dali. Westchnął cicho, a jego łapy zmierzyły brzegiem ku granicy z Klanem Nocy. Mimo tych wad dalej uważał Klan Burzy za swój dom. Tu się wychował, stąd pochodziła jego rodzina i tu powrócił, kiedy potrzebował schronienia dla siebie i swoich kociąt. Stanął nagle, gdy do jego uszu dotarł czyjś głos, a swój wzrok skierował w stronę jego źródła. Może nie mógł rozszyfrować dokładnych słów, które usłyszał, jednak nie brzmiały one przyjaźnie. Wręcz jak syk posłany innemu kotu. Wziął głęboki wdech, a jego łapy zmierzyły w stronę dźwięku.
– Jak śmiesz tak mówić?! – Ponownie kogoś głos dotarł do jego uszu, jednak tym razem brzmiał on znajomo. – Dzięki mnie znajdujesz się w Klanie Burzy, a nie gnijesz w jakiejś norze z kociętami jako samotnik. Powinnaś być mi wdzięczna, a nie wypominać mi moje słowa.
– Nic Ci nie zawdzięczam. To była tylko decyzja Obserwującej Gwiazdy, a nie twoja. Nawet jeśli nie ty przyprowadziłabyś mnie do obozu, to zrobiłby to następny napotkany przeze mnie patrol. – Nowy głos dotarł do jego uszu, a po chwili dostrzegł dwie szylkretowe, znane mu dobrze kocicę. – Poza tym nie raz ratowałam Ci tyłek, a uszy mi więdną, gdy słyszę ponownie, że rozpaczasz nad Mysią Łapą. Twe słowa nie przywrócą jej do życia.
– Jakim prawem nie czujesz nic po jej stracie?! To była twoja córka. Zamiast niej mógłby zginąć ten zapchlony kocur, który śmie nazywać się twoim synem.
– Ależ Norniczy Śladzie, Mysia Łapa musiała zginąć i sama o tym wiesz. Była zbyt… – Kocica przerwała na chwilę, a jej uszy drgnęły lekko. –... naiwna. Chociaż osobiście miałam nadzieję, że Kwiecista Knieja naprawi to podczas ich treningu, jednak me nadzieję poszły na marne. Cóż, patrzmy na plusy. Teraz, chociaż Świerszczowy Skok powrócił na dobrą ścieżkę i nie wydaje się z niej zbaczać. Szczerze? Jedną rzecz po tobie odziedziczył i jest to niezdolność do kontroli skrajnych emocji.
– My nie…! - warknęła wojowniczka, po czym rzuciła się na jej towarzyszkę, co zaskoczyło cynamonowego. Pazury kotki wylądowały na pysku Przeplatki, tworząc niezbyt głęboką ranę nad jej prawym okiem. – Nie mów mi o tym kocurze, bo zasługuje tylko na jedno. Śmierć.
Kocur zareagował szybko, ujawniając się i biegnąc w stronę kotek. Nie chciał, aby sytuacja eskalowała bardziej, chociaż już nie wyglądało to za najlepiej.
– Norniczy Śladzie! - krzyknął, a chwilę później udało się mu rozdzielić dwie kocice. – Cóż wy czynicie?! – Jego wzrok skakał pomiędzy Nornicą a Przeplatką, szukając wyjaśnienia tej sytuacji, jednak odpowiedziała mu cisza. Chciał zrozumieć, wiedzieć czemu doszło do tej sytuacji. Mimo późniejszego sprzeciwu kotek udało się mu zaciągnąć je do obozu, gdzie cała sytuacja dotarła do uszu Króliczej Gwiazdy. To należało zrobić, to musiał zrobić. A co jeśli znowu doszłoby do bójki między kocicami, która zakończyłaby się śmiercią którejś z nich? Byłaby to jego wina. Co wtedy powiedziałby na to Klan Gwiazdy? Westchnął cicho, unosząc swój wzrok ku niebu. Wolał nie rozważać tej opcji, a przynajmniej chwilowo.
*****
Powrócił do obozu z porannego patrolu, żegnając się z Kozim Przesmykiem, który towarzyszył mu przy jego boku. Dzień wręcz nie różnił się od innych do momentu, w którym czyjś krzyk dotarł do jego uszu. Skierował wzrok w stronę źródła dźwięku, którym okazało się legowisko wojowników, co zrobiła również reszta kotów przebywających w obozie. Po chwili z niego wyszła Przeplatkowy Wianek, a zaraz za nią Norniczy Ślad. Czyli one były sprawczyniami tego zamieszania?
– To koniec Nornico. Nie ma już nas. – Rozległ się głos wojowniczki, a ona sama stanęła, zwracając wzrok na kocicę za nią. – Twoje błagania mnie nie przekonają do powrotu do naszej poprzedniej relacji. Jesteś okropną partnerką i kotką, a ja nie mam zamiaru ignorować tego dłużej.
– Nie mów takich głupot Przeplatko. To była tylko mała kłótnia, możemy jeszcze to wszystko naprawić. – Głos Norniczego Śladu brzmiał wręcz błagalnie, jednak gdy próbowała podejść bliżej jej partnerki, to ta cofała się, zachowując odpowiedni odstęp. Szylkretowa tylko prychnęła, a jej ogon drgnął niespokojnie.
– Mam Ci to powtórzyć drugi raz? To koniec. Pobiegnij teraz do Kwiecistej Kniei, która pewnie przyjmie Cię z otwartymi łapami, ale nie wracaj do mnie, gdy ziemia zacznie się sypać pod łapami. Stałaś się tak samo okropna, jak twoi bracia i jestem zaskoczona, że nikt tego wcześniej nie zauważył.
Po tych słowach wojowniczka zmierzyła w stronę wyjścia z obozu, mijając Cykoriowego Pyłka, tym samym zostawiając swoją już byłą partnerkę samotnie. Nie spodziewał się w życiu być świadkiem takiej sytuacji. W jego oczach te dwie kotki były parą idealną, jednak najwyraźniej się mylił.
27 kwietnia 2025
Od Cykoriowego Pyłku
*Przed śmiercią Mysiej Łapy i Gradowego Sztormu*
Powrócił do Klanu Burzy jakiś czas temu, jednak nie czuł się tu jak w domu. Wiele nowych pysków zagościło w obozie, a on nie powrócił do roli przewodnika. Słowa Króliczej Gwiazdy, który ogłosił jego rolę jako wojownik Klanu Burzy, zabolały go bardziej, niż chciałby się do tego przyznać. Tyle czasu spędził pod okiem Bobrzego Siekacza, aby końcowo powrócić do zwykłej roli wojownika. Nie był już specjalny i to go zabolało najmocniej. Czyżby Klan Gwiazdy zapomniał o nim? Jego ogon drgnął niespokojnie. Czyżby Klan Gwiazdy zapomniał o kociętach, z którymi powrócił do obozu? Atak na Zawilcową Łapę, nie dawał mu spokoju, tym bardziej że nowo mianowany uczeń medyka nie chciał zamienić z nim nawet jednego słowa. Czemu? Przecież byli rodziną, prawda? Może nie z krwi, ale dalej uważał ich za swe kocięta, niezależnie co docierało do jego uszu. Następnym kotem, który zdawał się odchodzić od niego była Rozkwitająca Szanta, którą coraz częściej widział u blisko Zawodzącego Echa. Nie rozumiał, czy ona również postanowiła zapomnieć o wszystkim, co poświęcił? Cykoriowy Pyłek nie musiał ich tu przynosić, jednak to uczynił. Oddał swój tytuł, jego dobre zdanie, aby ich tu sprowadzić, a skończyło się to w ten sposób.
– Cykoriowy Pyłku? – Czyjś głos uderzył jego uszy, a podnosząc swój wzrok z ziemi, dostrzegł szylkretową wojowniczkę, która często przebywała u boku Norniczego Śladu. Przeplatkowy Wianek stała przed nim, a na jej pysku malował się uśmiech. – O, mam nadzieję, że nie przeszkadzam. – Kocica usiadła przy jego boku. – Chyba nie mieliśmy okazji się poznać oficjalnie, a słyszałam dużo o tobie. Jestem Przeplatkowy Wianek. Dużo kotów kojarzy Cię, chociaż przed twoim powrotem nie słyszałam ani jednego słowa o tobie.
– Czy Norniczy Ślad nie opowiadała Ci nic złego o mej osobie? Znając ją z uczniowskich lat z pewnością, gdy padło me imię, to z jej pyska poleciałby potok niezbyt miłych słów. Klan Burzy był mym domem, byłem przewodnikiem, nim… – przerwał na chwilę, chcąc ująć to dobrze. – Nim wydarzył się mały wypadek. To długa historia.
– Przewodnikiem? Musiała być to ciekawa pozycja, jednak dziwi mnie zmiana przez Ciebie pozycji. Czyżby po powrocie z twej małej przerwy, rola przewodnika stała się za wielkim obowiązkiem? - Jego ucho drgnęło, gdy dotarło do niego pytanie wojowniczki. Trafiła w jego słaby punkt, jednak nie wiedział jak z tego wybrnąć. Jednak głos kotki zabrzmiał ponownie. - A Nornicą się nie przejmuj. Moja partnerka ma talent wkładania nosa w nie swoje sprawy. Jednak nie rozmawiajmy już o niej, za dużo kotów o niej mówi, a mi już się to obija o uszy za często. Porozmawiajmy o tobie.
*****
Ostatnie dni były dziwne. Gdy Królicza Gwiazda, Kwiecista Knieja, Ruda Lisówka i Motyla Łapa wkroczyli do obozu, wzrok wszystkich kotów padł na nich, a bardziej na dwójkę ciał, jakie nieśli ze sobą. Dwa szylkretowe futra, które kojarzył, skąpane w szkarłacie. Gradowy Sztorm i Mysia Łapa teraz byli martwi, jednak nie ta wieść uderzyła go najbardziej. Powód ich śmierci był niepokojący, a bardziej ich sprawdza. Ważkowy Lot samotnik, który doprowadził do najgorszych księżyców jego życia, zabrał następne życia, tym samym tracąc własne. Poczuł ulgę, chociaż nie powinien. Teraz Ważka był martwy, a Cykoriowy Pyłek nie musiał się martwić, że kocur wszystko popsuje. Wreszcie mógł odetchnąć, odpocząć, być u boku Szanty, Rumianka, Zawilca i Kminka, nawet jeśli tego nie chcieli. Wszystko powoli zacznie wracać do normy.
27 lutego 2025
Od Cykoriowego Pyłka CD. Kwiecistej Kniei
Przyjście na świat kociąt, to było coś, czego oczekiwała Zmora z niecierpliwieniem. Były to jej wnuki i jednocześnie kocięta Cykorii, a przynajmniej tak mówiła Ryk. Kocur znał jednak prawdę. Słyszał ich rozmowę z rudym samotnikiem, nawet jeśli pointka nie chciała tego przyznać. Słyszał, co mu proponowali. Wiedział, że nie są to jego kocięta, a jego byłego przyjaciela, jednak jego partnerka szła w zaparte. Rola ojca została mu wepchnięta w łapy, bez pytania, czy chcę ją wypełniać. Był do tego zmuszony i nie było innej drogi, a przynajmniej on jej nie widział. Ryk urodziła piątkę zdrowych kociąt, które leżały teraz u jej boku. Trójka kocurów i dwójka kotek, z których jedna została nazwana przez niego. Małej liliowej szylkretce przydzielił imię Rumianek, na cześć martwego medyka Klanu Burzy. Może nie miał z nim dobrej relacji, gdy umarł, to ten nie był nawet uczniem, jednak kociak był zdumiewająco podobny do niego. Reszta kociąt nazwana została przez Zmorę, co nie zdziwiłoby kocura, gdyby nie imię ostatniego kocięcia. Biała kulka, która tylko w niewielu miejscach ukazywała swoje rude futro, została nazwana Marą. Odbiegało to od imion jego rodzeństwa, jednak wymyślała je uzdrowicielka, która najwyraźniej uważała to imię za dobre. Pierwsze dwa księżyce przebiegły bez większych komplikacji. Samotniczki były spokojne, tylko od czasu do czasu podnosząc głos na niego lub któreś z kociąt. Nie uszło mu na uwadze, że Kminek oraz Zawilec wdali się w matkę i kochali spędzać z nią czas, gdy Rumianek oraz Szanta woleli przebywać u jego boku, a Mara był czymś pomiędzy nimi, chcąc spędzać czas z Cykoriowym Pyłkiem oraz ich matką.
Nic nie mogło przygotować go na ten dzień. Zapowiadał się jak każdy kolejny. Ponownie miał zostać z kociakami i pilnować ich, gdy jego oprawczynie zajęły się polowaniem oraz przygotowywaniem odpowiednich ziół dla przybywających samotników. Tego dnia Zmora została z nim w norze, co nie było częstym widokiem. Najczęściej to właśnie ona wychodziła wraz z jedną ze swych córek, zostawiając drugą do pilnowania go i nory.
- Maro. - Głos czarnej kotki rozległ się po legowisku, gdy ten próbował oderwać kły Kminka od jego lewego ucha. Kiedy do kociaka dotarły ów słowa, to ten podniósł uszy i skierował swe pomarańczowe oczy w stronę starszej. - Chodź tu do mnie. - Rudy kocur podniósł się i szybkim krokiem skierował się do swego rozmówcy. Po chwili do uszu przewodnika dotarło głośne chrupnięcie, poprzedzone piskiem, lecz gdy zwrócił swój wzrok w stronę źródła dźwięku, przeraził się. Srebrna kocica stała ze zwisającym Marą z jej pyska, a raczej jego ciałem, które odłożyła przed sobą. Jej oczy wbite były w wyjście z nory.
Cykoriowy Pyłek zamarł, a jego wzrok nie odrywał się od ciała kocięcia. Przed chwilą leżał przy nim, uśmiechał się, żył, a odszedł na zawsze. Całe życie uciekło natychmiastowo z młodego kocura, zostawiając coś, co mógł nazwać skorupą kociaka. Martwym ciałem niezdolnym do zrobienia czegokolwiek. Nie wiedział dlaczego, nie chciał znać powodu, dla którego kotka postanowiła pozbawić go życia, w myślach posyłając tylko modlitwę do gwiezdnego klanu, mając nadzieję, że ten przyjmie go w swe progi. Czym zasłużył na taką śmierć? Miał jeszcze całe życie przed sobą. Jeśli tak wyglądały decyzje tych trzech kotek, to musiał jak najszybciej się stąd wydostać wraz z kociakami. Klan Gwiazdy nie wybaczyłby mu, gdyby zostawił je tu na śmierć i sam uciekł. On sam by sobie nie wybaczył. Cisza była przytłaczająca, jednak nie był w stanie nic powiedzieć, tak samo, jak czwórka kociaków, których wzrok wbity był w ich martwego brata. Nowa sylwetka ukazała się w zasięgu jego wzroku, a na jej pysku pojawił się grymas niezadowolenia, kiedy jego oczy wbiły się w Marę.
- Nasza część umowy. Proszę, kociak, zgodnie z naszą umową. - Głos Zmory ponownie uderzył uszy Cykorii. - Weź go i nie pokazuj tu ponownie swego pyska Ważkowy Locie.
- On jest martwy! - Odpowiedział natychmiast samotnik, przerzucając swój wzrok na rozmówczynię. - Martwy! Nie taka była nasza umowa. Miałem dostać kociaka, a nie jego ciało.
- Ależ dostałeś kociaka. - Samotniczka przesunęła rudego kociaka w stronę Ważki. - To jest kociak. Martwy kociak, jeśli mam sprecyzować, jednak dalej kociak. Na to się zgodziłeś. Nie doprecyzowałeś, że ma być on żywy. - Pomarańczowe oczy wbiły się w cynamonowego kocura, który ogonem zasłonił pozostałą resztę kociąt.
- Chcę tamtego rudego kociaka, a nie to coś. - Zrobił krok w stronę przewodnika, jednak drogę zagrodziła mu kocica. Niedługo po tym, kocur został chwycony za kark i wyciągnięty z nory przez Zgrzyt, która pojawiła się za nim. Zmora chwyciła tylko Marę i wyszła za nimi, pozostawiając Cykoriowy Pyłek i kocięta, którzy byli świadkami tej przedziwnej sytuacji.
*****
Od dawna przestał liczyć księżyce, które minęły, od kiedy znalazł się w tym miejscu. Jedynie rosnące kocięta przypominały mu, że czas mijał tak szybko. Rutyna, którą kierował się od dawna, została mu dziś przerwana przez ostry ból głowy, który dopadł go ponownie przy opowiadaniu następnej bajki Kminkowi. Nie umknęło to liliowej kocicy, która została dziś z nim w norze. Chwyciła ona kilka ziół ze składziku, podeszła do kocura, po czym położyła je przed nim, wbijając w niego swój wzrok.
- Zjedz. - Poleciła, a wzrokiem przeskanowała go dokładnie. - Gdybyś nie udawał, że wszystko jest w porządku, to pewnie szybciej mogłabym wyeliminować problem. - Widząc, że cynamon niechętnie zjada podane przez nią zioła, przeniosła wzrok na czwórkę kociaków. - Nie rozumiem, jak możesz na nie patrzeć, a tym bardziej się nimi opiekować. Czy ten rudy samotnik nie był tym samym kotem, który wymienił Cię za garstkę trujących ziół? A teraz robisz za ojca jego kociąt. Naprawdę nie rozumiem twoich działań.
- Tato to jest tato! - Pisnął kremowy kocur, który od pewnego czasu przysłuchiwał się rozmowie starszych. - Mama mówi, że Piórko to tata.
- Wasza matka nie umie pogodzić, że wyrocznia nie zawsze jest po jej stronie. - Syknęła kocica i strzepnęła ogonem. - Cykoria nie jest waszym ojcem, a jest nim głupi samotnik zwany Ważką. Powinniście przestać słuchać matki, bo staniecie się tak głupi, jak ona.
- Odszczekaj to, bo osobiście wygryzę Ci język, abyś nie mogła głosić głupot. - Odpowiedziała na słowa Ryk, która właśnie weszła do nory, kładąc mysz między swoimi łapami. - Myślałam, że nie chcesz mieć nic z nimi wspólnego, więc przestań wpychać swój pysk, gdzie nie powinnaś.
Zgrzyt odwróciła się do swej siostry, piorunując ją wzrokiem, jednak nic nie mówiąc. Odeszła od cynamonowego kocura i mijając pointke i zniknęła z zasięgu jego wzroku. Ryk tylko posłała mu spojrzenie, nim chwyciła mysz i ruszyła za siostrą. Nie odeszły daleko, to Cykoriowy Pyłek wiedział od razu. Kotki nie pozwoliłyby sobie, żeby zostawić mu otwartą drogę ucieczki. Jednak coś było nie tak. Coś mu nie pasowało, co tylko potwierdziły dźwięki wydobywające się z zewnątrz. Kilka trzasków, między którymi mógł usłyszeć syki kotek. Podniósł się, dopiero gdy dźwięki ucichły i powolnym krokiem zmierzył w stronę wyjścia.
- Tato…? - Powiedział cicho Rumianek, jednak Cykoria nie odpowiedział. Kiedy wyjrzał na zewnątrz, nie dostrzegł nikogo. Jakby dwie kotki rozpłynęły się w powietrzu, co było idealną szansą. Szybko powrócił do kociąt.
- Wychodzimy, teraz. - Rzucił, chwytając czarną szylkretkę za kark, a łapą zmuszając pozostałą trójkę do wstania.
- Gdzie idziemy? A co z mamą i babcią? - Zapytał Kminek, który rozciągnął się i wstał.
- One… One nie mogą nas znaleźć. To jest taka zabawa, dlatego musimy się śpieszyć, aby nas nie znalazły. - Wymyślił na szybko, mając nadzieję, że ta odpowiedź im wystarczy.
*****
Droga nie należała do najprzyjemniejszych czynności, w jakich uczestniczył kocur. Nie dość, że sam był zmęczony, to miał jeszcze czwórkę towarzyszy, którzy narzekali mu nad uchem. Nie mógł ich tam zostawić, tym bardziej, kiedy Zmora zniknęła wraz ze swymi córkami. Z drugiej strony podróż z kociakami nie była najlepszym pomysłem. Miał powrócić do Klanu Burzy, jednak czy go tam przyjmą ponownie z tymi kulkami futra? Co, jeśli odmówią? Powróci do samotniczego życia, prowadząc czwórkę kotów na śmierć? Obawiał się, jednak nie miał lepszego pomysłu, uwzględniając, że pora nagich drzew była tuż za rogiem. Biały puch mógł spaść w każdym momencie, co tylko utrudniłoby ich drogę. Jego uszy drgnęły, gdy cichy szelest dotarł do niego. Nim mógł zareagować, to przed nim ukazała się znana mu szylkretowa kocica.
- Kwiecista Kniejo? - Wydusił z siebie Cykoria. - O Kwiecisto Kniejo, jak się cieszę, że Cię widzę. Potrzebuje zabrać je w bezpieczniejsze miejsce.
- Co. - Wpatrywała się przez moment w milczeniu, to na kocięta, to na Cykorię. Nie można było, jednak po jej minie wyczytać niczego dobrego, raczej spore zmieszanie i zdegustowanie.
- To… Długa historia. Muszę porozmawiać z Obserwującą Gwiazdą lub kimkolwiek, kto zarządza teraz Klanem Burzy, nim mnie znajdą.
- Kto ma Cię znaleźć?
- Mama i babcia oczywiście! - Wtrącił się rudy kocur, który od dłuższego czasu wbijał swój wzrok w nieznaną mu kotkę. - Może i też ciocia Zgrzyt, ale ona nas nie lubi.
- Trzy samotniczki, które mnie więziły, od kiedy ostatni raz opuściłem teren Klanu Burzy. - Przyznał, ogonem zasłaniając czwórkę kociąt, gdy obok Kniei pojawiła się mniejsza kocica. - Potrzebuje porozmawiać z Obserwującą Gwiazdą, ona mnie zrozumie.
- Na to nie licz, na audiencję u niej się spóźniłeś. - Przeleciała krótko wzrokiem po młodszym, rudym kocurze. - I chyba się nieźle bawiłeś…
- W niewoli? Oczywiście. Sama powinnaś spróbować. - Mruknął sarkastycznie. - To zaprowadź mnie do aktualnego przywódcy Klanu Burzy. A jeśli nie, to sam się zaprowadzę. Wiem gdzie leży nasz obóz i nie potrzebuję, aby niby przewodniczka wypominała mi moje wszystkie błędy.
- Ha, proszę, jaki zuchwały. - Kocica zagrodziła mu drogę, unosząc drgającą końcówkę ogona. Widocznie odpowiedź byłego mentora niezbyt przypadła jej do gustu. - Dla twojej wiadomości, jesteś teraz na granicy jako samotnik, którego mam prawo przepędzić wedle własnego uznania, a widocznie bardzo chcesz wrócić, skąd przyszedłeś.
- Jakoś nie marzy mi się powrót i prawdopodobna śmierć po drodze. - Westchnął cicho, rzucając wzrok na kociaki pod nim. - Powtórzę me słowa, bo schodzimy bardzo z tematu. Zaprowadź mnie, proszę do przywódcy Klanu Burzy Kwiecista Kniejo. Muszę z nim porozmawiać, tak samo, jak z moją matką i siostrą.- Kotka chwilę stała w miejscu, wpatrując się w Cykorię. W końcu jednak skierowała pysk w stronę towarzyszącej jej kotki.
- Pobiegnij do obozu po kogoś. - Poleciła, na co młoda tylko skinęła głową i po chwili zniknęła z pola jego widzenia. - A was mogę co najwyżej zaprowadzić kawałek dalej w głąb terenów.
- Doceniłbym to bardzo. - Rzucił cynamonowy, po czym zmierzył za kotką.
Nieznajoma powróciła z trójką kotów po dłuższym czasie, z których jedną z nich okazała Brzęczkowy Trel, która przywitała go lepiej niż jego uczennica. Został potraktowany jako samotnik, mimo iż większość swego życia spędził w Klanie Burzy. Piątka kotów ruszyła w stronę obozu, a każdy oprócz Kwiecistej Kniei niósł w swym kociaka. Nie ufał jej tak bardzo, a nie chciał brać żadnych ryzyk, tym bardziej że powrócił do miejsca, które mógł nazwać domem.
*****
Zaskoczył go widok Króliczej Gwiazdy jako przywódcy. Przyjmując nawet, że Obserwująca Gwiazda straciła swoje 9 żywotów, podczas jego nieobecności, to czy teraz jej obowiązki nie powinien przejąć Piaszczysta Zamieć? Dziwiło go to, jednak postanowił to przemilczeć. Rozmowa z czarnym kocurem trwała długo i nie należała do najprzyjemniejszych rozmów w jakich uczestniczył. Musiał mu wytłumaczyć wszystko, co zrobił, omijając nieprzyjemne szczegóły. Raczej nie chciał on słuchać o metodach wychowawczych Ryku i Zmory, a tym bardziej Cykoriowy Pyłek nie chciał o nich mówić. Już samo to, że uznawał się za ojca kociąt Ryk, mu wystarczało. Wyszedł ze Skruszonej Wieży jako pełnoprawny członek Klanu Burzy, a zmierzając do żłobka, wzrokiem skanował koty znajdujące się w obozie. Jego uwagę przykuła Norniczy Ślad, która siedziała obok szylkretowej kocicy, co jakiś czas rzucając na niego swój wzrok oraz wymieniając kilka słów z nią. Kiedyś był zapatrzony w nią jak w obrazek, a teraz to wszystko zniknęło, pozostawiając tylko nieprzyjemny posmak. Co w niej widział? Co kiedyś przyciągnęło jego wzrok do niej? Sam już nie pamiętał. Wzrok skierował na Knieję, która rozmawiała z młodszą kocią, jednak szybko zwrócił go ponownie na żłobek, gdy ta spojrzała w jego kierunku. Kilka następnych kroków i znalazł się w żłobku, który wyglądał na zatłoczony. Zajął miejsce obok Brzęczkowego Trelu, której powierzył opiekę nad kociętami, gdy ten rozmawiał z przywódcą. Wreszcie był bezpieczny.
Wyleczeni: Cykoriowy Pyłek
04 stycznia 2025
Od Cykoriowego Pyłku
Ile czasu tu już spędził? 12 księżyców? A może mniej? Do końca nie wiedział. Każdy dzień zdawał się podobny do poprzedniego, a jedynie pojawiające się nowe pyski rozróżniały jeden od drugiego. Cały czas siedział w tej norze, niezdolny do odklejenia się od Ryku. Kocica zdawała się zawsze być obok niego, a tylko jej obowiązki w postaci polowań lub leczenia pacjentów, odrywały ją od jego boku. Nawet raz udało mu się przekonać ją na romantyczny spacer, który był również połączony z małym polowaniem. Udało mu się raz rozprostować łapy, ale oczywiście wszystko zakończyło się źle. Otóż jak okazało się później, zwichnął ogon jakimś cudem. Raz postawił łapy za legowiskiem i już coś sobie zrobił. Zauważyła to oczywiście jego partnerka, która z uśmiechem na pysku się nim zajęła. Chociaż nie obeszło się bez krzyków oraz uderzeń, to doprowadziła go do stanu idealnego. Ból znikł i cieszył się z tego, chociaż nie wiedział, czy powinien. Jego droga ucieczki została ponownie zablokowana, co nie było czymś, z czego chciał być zadowolony. Wzrok Cykoriowego Pyłka spoczął na Zmorze, która właśnie rozmawiała z burym samotnikiem. Mógł przyrzec, że widział ów samotnika wcześniej w tej norze, ale do końca nie mógł przypomnieć sobie kiedy. Samotnik po pewnym czasie opuścił norę, a pomarańczowe oczy starszej samotniczki padły na niego. Ostatnio czarna kocica częściej przebywała w polu jego widzenia, co wydawało się dla niego dziwne. Pamiętał, że niedawno potrafiła znikać na kilka dni, aby wrócić z pyskiem pełnym przeróżnych ziół, a teraz przebywała tu prawie codziennie. Skąd brała tą roślinność? Nie wiedział i raczej nie chciał wiedzieć. Ważne było to, że nie był testerem tych ziół. Na pysku kocicy pojawił się uśmiech, co nie sugerowało nic dobrego.
- Nastała wreszcie dobra pora, aby zawitać do wyroczni i zapytać się o twojego partnera. - Skierowała swoje słowa bardziej do Ryk niż do niego. Wyroczni? Kto był ów wyrocznią i co miała z nim wspólnego? Długo nie mógł nad tym pomyśleć, bo pointka szybkim ruchem przygwoździła go do ziemi, a swymi kłami chwyciła za prawe ucho Cykorii. Ostry ból przeszył go, a przed nim znalazło się coś, co kiedyś mógł nazwać kawałkiem swojego ucha. Teraz leżał przed nim i tylko szkarłatna substancja przy jego końcu zdradzała, że wcześniej był częścią czegoś żyjącego. W oczach Cykorii zaczęły się gromadzić łzy, gdy ból nie ustąpił, a głos kotki zabrzmiał ponownie.
- To się nada idealnie. Chociaż, mogłabyś doprowadzić swego partnera do porządku, bo zaraz rozpłacze się jak kocię. - Skierowała swój wzrok na liliową kocicę. - Zgrzyt, jesteś odpowiedzialna za norę podczas mej nieobecności. Gdyby ten rudy szczur powrócił bez zwierzyny, to daj mu bluszcz. To powinno sprawić, że nie wróci tak szybko.
Po tych słowach czarna kocica chwyciła ucho cynamonowego kocura i zniknęła w wyjściu z nory. Nie rozumiał niczego i chyba nie chciał zrozumieć. Wszystko wydawało mu się nierealne. Nigdy nie myślał, że znajdzie się w podobnej sytuacji. Czemu Klan Gwiazdy wysłał go na taką ścieżkę?
*****
Minęły trzy dni od momentu, w którym ostatni raz widział Zmorę. Może zaginęła i wreszcie nie wróci? Miał taką nadzieję. Jego oczy zmierzyły w stronę wejścia, gdy usłyszał czyjeś kroki, a w nim pojawił się rudy samotnik, którego już dawno nie widział. Z jego pyska zwisała zwierzyna, a swój wzrok skierował na liliową samotniczkę, która zdawała się niezadowolona z jego przyjścia.
- Przyniosłem obiecaną zwierzynę. - Oznajmił kocur, ówcześnie kładąc zwierzynę przed kocicą. - Zgodnie z naszą umową. - Kocica przerzuciła wzrok na zdobycze, przeglądając każdą z nich, póki nie zatrzymał się on na myszy. Była to najmniejsza zdobycz, jaką rudy przyniósł, a jednocześnie miała najwięcej ran w swym ciele. Jakby ktoś próbujący ją upolować, miał z tym duży problem.
- Co to jest? - Zapytała Zgrzyt, podnosząc swój wzrok, a łapą wskazując na mysz. - Takie coś przynosisz w podzięce za naszą dobroć? Czy ty zapomniałeś jak polować po tym, jak wyrzucili Cię z tego zgromadzenia, czy jak to inaczej nazywacie?
- Po pierwsze nie wyrzucili mnie, sam odszedłem. - Odpowiedział. - A po drugie nie zapomniałem jak polować, po prostu uciekła mi spod pazurów i musiałem ją… Uspokoić.
- Lepiej zniknij, nim ja postanowię Cię uspokoić. - Syknęła liliowa, na co ten odsunął się od niej o krok. - A Ryk dopilnuje, żebyś nie pomylił drogi do swego legowiska, prawda?
Pointka słysząc swe imię, podniosła uszy, jednak po chwili burknęła coś pod nosem i wstała. Odeszła od Cykoriowego Pyłku, zbliżając się do samotnika.
- I że Ciebie Zmora musiała wybrać na opiekunkę nory pod jej nieobecność. - Rzuciła do kocicy, nim jej wzrok padł na kocurze. - No już, nie przeznaczę dla Ciebie całego mojego dnia.
- Już wiesz, kogo matka uważa za bardziej odpowiedzialnego. - Odpowiedziała z uśmiechem, gdy dwójka kotów zniknęła z pola widzenia cynamonowego przewodnika. Gdy upewniła się, że dwójka oddaliła się wystarczająco od nory, chwyciła jedną ze zwierzyn i położyła ją przed Cykorią. - Jedz, póki żadnej z nich tu nie ma.
Zdziwił go gest kotki, jednak nie protestował. Nie wiedział, co siedziało im w głowach, więc lepiej nie odrzucać możliwości zjedzenia czegokolwiek, kiedy ta się nadarzyła.
*****
Powróciła. Zmora wróciła równo po pięciu nocach. Jej pysk mówił wszystko. Złość była widoczna w każdym jej ruchu, a gdy pomarańczowe oczy kocicy wbiły się w niego, wiedział, że coś nie poszło po jej myśli. Był to dziwny widok, jednak najgorsze było przed nim. Ów złość została przełożona na niego w postaci ataku. Gdyby nie zareagował, to pewnie leżałby martwy, zamiast z kilkoma ranami na ciele. Jedną z nich była większa rana na jego pysku, idąca od ucha, przez nos, aż kończąc się na szyi. Zgrzyt próbowała uspokoić czarną samotniczkę, jednak na marne. Dopiero jej słowa rozwiały wszystko.
- Nie przyjęła go! Powiedziała, że jest błędem. Ten rudy szczur wcisnął nam złego kocura. Oszukał nas.
Po tych słowach zapadła cisza, a żaden z czwórki kotów nie śmiał jej przerwać.
Wyleczeni: Cykoriowy Pyłek, Zmora, Marionetka
01 listopada 2024
Od Cykoriowego Pyłku Do Marionetki
- Ugh. Zgrzyt, gdzie jest matka? - Warknęła kocica, podnosząc głowę z futra Cykorii. Jej wzrok wbił się w jej siostrę, która siedziała w składziku z ziołami. - Już dawno powinna wrócić.
- Zmora spotkała po drodze jakieś koty i postanowiła im pomóc. - Opowiedziała druga kocica. - Gdybyś widziała, w jakim stanie są oni, to nie przeszłabyś obojętnie.
- To tylko wymówki, które zawsze używasz. Po prostu powiedz mi, że ponownie poszła do swoich dwunożnych po zioła i do wyroczni, a nie wciskaj mi kłamstwa. - Kotka wróciła wzrokiem na cynamonowego. - Chociaż mam mojego partnera przy boku. Inaczej byś musiała słuchać mojego narzekania.
- Powinnaś się cieszyć, że nawet przy takich upałach posiadamy wszystkie potrzebne zioła. Nawet jeśli są zabierane od dwunogów. Zmora dba, chociaż o to. Dobrze, że przyjęła nas pod swoje łapy, bo inaczej zginęłybyśmy przy następnym opadzie białego puchu.
- Przesadzasz jak zwykle Zgrzyt. Może ty byś skończyła, wąchając kwiatki od spodu, ale ja trzymałabym się dobrze. Pewnie los pokierowałby mnie na drogę mojego kochanego piórka i siedzielibyśmy gdzieś razem w norze jak teraz. Prawda kochany? - Zapytała Cykoriowego Pyłku, co tylko zestresowało go. Jak miał odpowiedzieć? Co jak odpowie źle i znowu oberwie? - Och, małemu ptaszkowi wyrocznia odebrała głos. Na szczęście ma mnie, a ja wiem, o czym myśli i jestem tym ja. - Cichy śmiech liliowej dotarł do uszu wojownika, przez co tej skierował swój wzrok na nią. Ryk tylko warknęła coś pod nosem, ponownie wtulając się w jego futro. Zapanowała chwilowa cisza, którą przerwał głos czyiś kroków. Z każdym mrugnięciem powieki stawały się one głośniejsze. Ktoś się zbliżał i miał nadzieję, że nie jest to czarna kocica.
- Ugh, wreszcie wróciła. - Powiedziała ciemna kotka, wstając i udając się do drugiej z towarzyszek kocura. - Ile można było na Ciebie czekać Zm-... - Zaczęła, kierując swój wzrok w stronę wyjścia z legowiska, jednak nie dokończyła. Zamiast Zmory, na którą oczekiwała Ryk, w wyjściu pojawiło się znane mu rude futro. Od razu rozpoznał zdrajcę klanu, którym okazał się Ważkowy Lot. Był tu już raz, widział go. Niestety rana pozostawiona mu przez pewnego wojownika, stwarzała dla niego dużo problemów, które zielarki mogły szybko naprawić. Teraz ponownie się pojawił, trzymając królika w pysku, którego położył pod łapami liliowej kotki.
- Zapłata za ostatnią przysługę. - Rzucił krótko, gdy zły wzrok samotniczek padł na niego. Rozglądnął się wokół, a jego wzrok padł na przewodnika, który wpatrywał się w niego od dłuższego czasu. - Widzę, że Zmory nie ma, a chciałem z nią porozmawiać. Za to dalej trzymacie mojego przyjaciela i to nawet w dobrym stanie. Jak się trzymasz Cykoriowy Pyłku? Powinieneś mi dziękować, że znalazłem Ci kogoś, kto jest w stanie Cię pokochać. Jeszcze byś zginął przez głupią miłość skierowaną do mej siostry. Jesteś ślepy, jeśli nie mogłeś dostrzec jej ostry kłów i pazurów.
- Za to ty jesteś głupi, uważając, że zdrada klanu da Ci jakiekolwiek korzyści. - Odsyknął niebieskooki. - Obserwująca Gwiazda z pewnością tu mnie znajdzie, a ty zginiesz z naszych łap. Klan Gwiazdy poślę Cię do bezgwiezdnego miejsca, gdzie będziesz gnić wraz z Niknącym Widmem. - Śmiech, to jedyne co usłyszał w odpowiedzi od Ważki. Dwójka samotniczek była zdziwiona nagłą wymianą zdań kocurów, jednak postanowiły nie ingerować. - Teraz żałuje, że nie dałem Małej Koszatniczce wydłubać Ci i Pszczelej Łapie oczu. Teraz pewnie leżałbyś martwy.
- Ojej, głupiutki przewodnik żałuje swoich czynów. No cóż, czasu nie zmienisz. - Rzucił rudy samotnik. - Tak samo, jak nie wycofasz słów odnośnie braku akceptacji Kniei, które mi powiedziałeś. Byłeś taki naiwny… Musiałbyś zobaczyć jej minę, kiedy jej powiedziałem o tym. Niezapomniany widok. Teraz może żałować swoich słów i czynów jak ty.
- Byłeś moim przyjacielem, a postanowiłeś rzucić to w bok dla jakichś ziół. Mam nadzieję, że mimo wszystkiego Kwiecista Łapa zatopi w tobie swe kły!
- Nawet teraz nie możesz przyjąć do siebie, że jest przewodnikiem, a nie uczniem. - Ważka zrobił krok w stronę Cykorii, na co ten odsunął się od niego, uderzając o ścianę nory. - Ja uważam za to, że z chęcią wbije swe kły w Ciebie, gdy teraz wie, że popełniłeś taki błąd. Utopi Cię, a może zakopie żywcem w tunelach, kto wie? A Obserwująca Gwiazda nawet nie spojrzy w twą stronę i pozwoli jej działać. Wiesz czemu? Bo jest kot-... - Przerwał, zdając sobie sprawę, że w jego słowa wsłuchują się też inne koty. - Bo jest ona okropną przywódczynią, a gdy reszta Klanu Burzy zda sobie z tego sprawę, to wyląduje w swej kochanej dziurze. - Zbliżał się w kierunku cynamonowego, jednak nim zdołał stanąć przed nim, to Ryk zagrodziła mu drogę.
- Myślę, że wystarczy Ci tej małej rozmowy. Bo powoli zaczynasz przekraczać granice naszej małej umowy, a wtedy nici z naszej opieki. - Po tych słowach Ważkowy Lot cofnął się do składziku, na co ta tylko prychnęła. - Zmory nie ma. Przyjdź jutro o zachodzie słońca, nim postanowię wbić me pazury w twe futro. - Ostatni raz rudy kocur posłał zły wzrok w stronę Cykorii, nim zniknął z jego pola widzenia.
- Denerwuje mnie już on. Nie rozumiem, jak matka może z nim wytrzymywać. Już dawno powinniśmy go zabić. - Rzuciła tylko Zgrzyt, powracając do sortowania ziół. - Tyle problemów dawno by znikło. Jak jeszcze raz zacznie swoją gadkę o miejscach kotek, to mu tak pysk powykrzywiam, że nie wiadomo, czy będzie to kotka, czy kocur.
- Też mam go dość, jednak może matka wie, co robi. Może jednak dalej mamy z niego jakieś korzyści. - Wzrok kotki powrócił na przewodnika, a jej pysk momentalnie zmienił się ze złości na łagodny uśmiech. - Próbował skrzywdzić moje piórko. Teraz jest przerażony i zestresowany. Mamy jeszcze jakieś ziarna maku?
- Wcześniej narzeka na zbieranie ziół, a teraz chcę z nich skorzystać. Nigdy Cię nie zrozumiem Ryk. A odpowiadając na twe pytanie, mamy, ale małą ilość. Nie musisz wykorzystywać wszystkiego na swego ukochanego.
Pointka zwróciła wzrok w stronę składziku, do którego później zmierzyła, aby przeszukać w nim skalne półki w poszukiwaniu wcześniej wspomnianego zioła. Z pewnością nie spodziewała się, że czarna kocica wejdzie do nory i wbiję w nią swój wzrok.
- Dobry wybór Ryk, właśnie tego potrzebowałam dla naszego nowego pacjenta. - Powiedziała kotka, co sparaliżowało samotniczkę. Obróciła się powoli, kierując swe brązowe oczy na kota stojącego w wyjściu. - Nie możesz ciągle odurzać swojego partnera, bo tylko wprowadzisz go w zły nawyk. Odłóż to. - Młodsza tylko prychnęła, odkładając nasiona maku na wcześniejsze miejsce, po czym jakby obrażona ułożyła się obok Cykoriowego Pyłku.
- Kto niby jest taki ważny, że zasługuje bardziej na zioła niż moje piórko? - Zapytała Ryk, wtulając się w jego futro. - Gdyby nie ta ruda kupa futra, to nie musiałabym go uspokajać.
- Ważka był tu dziś? Huh. Czego chciał?
- Coś tylko rzucił, że chce Cię widzieć, a Ryk umówiła was na jutrzejszy zachód słońca. - Powiedziała Zgrzyt.
- Inaczej by się nie odczepił mego piórka! Nie wiem, co oni mają wspólnego, ale na pewno nic dobrego. Wspominali o jakiejś… Jak ona miała na imię? O! Obserwującej Gwieździe i Klanie Burzy. Jakieś dziwne te nazwy.
- Wiesz, że jestem obok Ciebie, prawda? To nie są dziwne nazwy, a Klan Burzy to moje miejsce ur-... - Zaczął kocur, jednak przerwała mu ponownie kotka.
- Ciii! Dziwne miejsca i nazwy. Na szczęście nie jesteś już tam, a z nami.
Zmora odwróciła się, wbijając wzrok na coś, co było za nią. Głową tylko wskazując do środka nory, nim sama nie znalazła się cała w składziku. Zaraz za nią wszedł jakiś kot, którego widział on pierwszy raz na oczy.
- Nie przejmuj się nimi, oni tak zwykle. Pozwól, że Ci ich przedstawię. - Zaczęła czarna kocica. - To jest Zgrzyt i Ryk, moje dwie córki. Częściej je tu spotkasz niż mnie i nie musisz się ich obawiać. Znają się tak dobrze na zielarstwie, jak ja. - Ogonem wskazała na obie kocice, a na końcu wskazała na Cykorię. - A ten tu… Nie nazwaliśmy go jeszcze. Zwracaj się do niego, jak tylko chcesz, Ryk woła na niego piórko.
- Jestem Cykoriowy Pyłek, a nie jakieś piórko. - Rzucił cynamonowy, jednak szybko żałował swoich słów, bo przeszył go mocny ból, spowodowany przez kły Ryku. Kocica ugryzła go w kark jakby nic!
- Czy ktoś pytał Cię o zdanie? - Zapytała starsza kotka z uśmiechem na pysku, a słysząc pisk bólu przewodnika, kontynuowała. - No właśnie. Lepiej jak siedzisz cicho piórko. - Odwróciła się tyłem do nieznajomego, chwytając nasiona maku i kładąc je pod łapami kota. - To powinno pomóc Ci z bezsennością. Uznaj to za podarunek od nas w ramach miłej rozmowy.
Nieznajoma tylko wlepiła wzrok w mak przez chwilę, po czym położyła jakieś mocno pachnące zioła i biorąc ziarna, opuściła tak szybko norę, jak się w niej znalazła. Wydawało mu się to dziwne, jednak nie tak dziwne, jak nagły atak kogoś, kto miał być jego partnerką. Coś było nie tak z tymi kotami i to wyczuł od razu. Na Klan Gwiazdy, czemu to on tu musiał się znaleźć? Czemu nie porwały Ważki? On zasługiwał na takie tortury bardziej niż on. Po krótkim zastanowieniu doszedł do wniosku, że były wojownik Klanu Burzy byłby zbyt ryzykowny, aby trzymać go uwięzionego w norze.
- Za mocno go ugryzłaś. A mówiłam Ci, że miałaś to robić lekko. - Powiedziała Zmora, gdy bura kotka zniknęła z nory. Chwyciła ona pajęczynę i podeszła do cynamonowego, przykładając ją do jego nowej rany. Ryk tylko przewróciła oczami na słowa matki. Musiał się stąd wydostać jak najszybciej.
npc: Ważkowy Lot, Zmora
wyleczeni: Marionetka, Umakini, Mrówkolew
07 października 2024
Od Cykoriowego Pyłku
- Pojawiasz się w idealnym czasie Cykoriowy Pyłku. Właśnie miałem Cię iść szukać. - Powiedział Ważkowy Lot, ogonem wskazując na wyjście z obozu. - Dobrze wiesz, że nie chciałbym, aby ktoś usłyszał mój mały sekret. - Na pysku cynamonowego pojawił się lekki uśmiech, słysząc, jak przyjaciel potwierdza to, na co się umówili.
- Wiesz może, co się stało w obozie? Wszyscy wyglądają na zaniepokojonych, a twa siostra nie wyglądała za najlepiej. - Zapytał wojownik, gdy przekroczyli wyjście z obozu. Pomarańczowe oczy padły na niego, jednak po chwilę jego towarzysz pokręcił tylko głową.
- Nie wiem Cykorio. - Odpowiedział krótko. - Pewnie Nornica zrobiła sobie coś podczas treningu, a koty jak zwykle panikują. Wiesz, o co mi chodzi.
Może to była dobra odpowiedź, jednak coś mu w niej nie pasowało. Nigdy nie widział takiego zmartwienia na pyskach kotów, gdy którykolwiek uczeń szedł do legowiska medyka z jakimś urazem. Coś mu nie grało, jednak jeśli Ważka nie wiedział, co tam się stało, to musiał poczekać do powrotu do obozu, aby dowiedzieć się więcej o sytuacji. Dwójka kocurów ruszyła w stronę Upadłego Potwora, co chwilę wymieniając się informacjami, jakie zdobyli z kilku dni. Tym sposobem dowiadywał się o wszystkim, co działo się w klanie, nawet jeśli osobiście tam nie przebywał. Nawet mógł powiedzieć, że lubił to. Powinien w przyszłości rozciągnąć ten mały pakt na więcej kotów. W taki sposób wszyscy będą na czasie i nigdy nie wyjdzie, że ktoś czegoś nie usłyszał. Tylko musiał znaleźć odpowiednie koty do tego. Nim się zorientował, dotarli oni do celu. Ich krok może i nie był wolny, jednak nie tak szybki, aby dojść tu w takim czasie. Stanęli, a on wbił wzrok w rudzielca.
- Posłuchaj mnie teraz uważnie, bo nie będę tego powtarzać ponownie. - Zaczął wojownik. Wreszcie Cykoriowy Pyłek pozna coś o Ważkowym Locie, na co czekał zbyt długo. Nagle dotarł do niego nieznajomy zapach, a gdy miał się już odwrócić i sprawdzić teren za nim, to przeszył go ostry ból. Upadł na ziemię, a czyjeś łapy przygniotły go do niej. Czuł, jak ciemność powoli zaczęła zakrywać mu wzrok, zmuszając do zamknięcia oczu. Ból nie ustawał, a nawet mógł przyrzec, że tylko się powiększał. Jeszcze do jego uszu dotarł czyjś głos.
- Jednak umiesz dotrzymywać obietnic Ważko. A już myślałam, że będę zmuszona zatrzymać pewien patrol i powiedzieć im o tym, co posiadasz ode mnie. No cóż… Można powiedzieć, że nasza mała wymiana jest zakończona.
- Cieszę się, że pozytywnie się zaskoczyłaś, a ty nie postanowiłaś prześladować mojego klanu Zmoro. Mam nadzieje, że więcej takich wymian będziemy w stanie wykonać. - Do uszu cynamonowego dotarł głos wojownika, który zdawał się znać kotkę. Tylko skąd? I o czym oni rozmawiali? Wiele pytań pojawiło się w jego głowie, chociaż na żadne z nich nie mógł odpowiedzieć.
- Możemy mieć tylko nadzieję. - To było ostatnie, co usłyszał, nim zemdlał, zostawiając wszystko w łapach nieznajomych.
Gdy otworzył oczy ponownie, zdał sobie sprawę, w jakiej sytuacji się znajduje. Rozglądnął się wokół, a nie rozpoznając ani kawałka miejsca, spanikował. Był w jakiejś norze, jednak nie wiedział gdzie się ona znajdowała. Dopiero po chwili zaczęło docierać do niego, co się wydarzyło wcześniej. Miał iść z jego przyjacielem, aby ten mu coś zdradził, a skończył w łapach samotników. Ważka nie brzmiał, jakby zależało mu, by Cykoria dotarł do obozu bezpiecznie. To on ich sprowadził, a przynajmniej tak wynikało z kawałka rozmowy, jaką usłyszał.
- Nie rozumiem, dlaczego nie zabraliśmy tego drugiego kocura matko. - Dotarł do jego uszu czyjś głos, na co ten podniósł głowę i skierował wzrok w stronę źródła dźwięku. Dostrzegł tam dwie kocicę, które siedziały nad stosem jakichś ziół, sortując je na odpowiednie kupki. - Gdybyśmy nawet go nie zabrali tu, to chociaż wylądowałby w jeziorze, a bardziej zatoce, przy której przechodziliśmy. Przynajmniej mielibyśmy pewność, że nie sprowadzi on dziesiątki kotów do naszej nory przez jakiegoś kocura. - Mówiła liliowa kocica, która nie wyglądała na zadowoloną z wyboru drugiej kocicy, jednak ta zdawała się nie być przejęta jej słowami.
- Nie sprowadzi nikogo Zgrzycie. - Powiedziała spokojnie czarna kotka. - Jest powód, dla którego użyliśmy siły, a nie ziół, aby sprowadzić tu tego pięknisia. Gdybyś była na miejscu jego towarzyszy, to widząc plamę krwi wraz z rudzielcem, co byś zrobiła? - Tu przerwała na chwilę, spoglądając na towarzyszkę. - Wróci, ale sam. Jak kocię do matki. Jeszcze zobaczysz, że mój plan nie ma dziur kochana. - Po tych słowach skierowała wzrok na cynamonowego przewodnika, a na jej pysku pojawił się uśmiech. - Widać, że ktoś obudził się ze swojej długiej drzemki. Mam nadzieję, że spało Ci się przyjemnie.
Wzrok drugiego kota również padł na nim, co spowodowało, że ten się zjeżył. A co jeśli planowały zrobić mu krzywdę? Już zdążyły zabrać go z terenów Klanu Burzy, więc oczekiwał on wszystkiego.
- Gdzie ja jestem? I kim jesteście! - Próbował brzmieć poważnie, jednak zbytnio mu to nie wychodziło, co potwierdził tylko cichy śmiech czarnej kocicy.
- Ja jestem Zmora, a to jest Zgrzyt. - Ogonem wskazała na liliową, która siedziała obok niej. - A ty zostałeś wymieniony za kupkę zimowitu. Witaj w swoim nowym domu.
Słowa Zmory go zagięły. Nie mogła być to prawda. Przecież jego przyjaciel nie sprzedał za jakieś zioło, prawda? Już do końca nie wiedział. Nie takiego Ważkę znał Cykoriowy Pyłek. Teraz miał w głowie proste zadanie. Powrócić do Klanu Burzy.
04 października 2024
Od Cykoriowego Pyłku CD Kwiecistej Łapy (Kwiecistej Kniei)
Dni od zgromadzenia mijały, a przebywanie Pszenicznej Łapy dalej stało pod znakiem zapytania. Miała ona udać się na zgromadzenie. Jak mogli oni dopuścić do tego, aby ta się zgubiła?! Gdyby poszedł razem z nią, gdyby został wybrany, to pewnie nie dopuściłby do takiej pomyłki. Jednak Obserwująca Gwiazda nie wybrała nowego przewodnika na zgromadzenie, co zakończyło się tragicznie. Patrole poszukiwawcze również nie przynosiły nowych informacji. Za każdym razem, gdy wracały, dawały mu nadzieje, że odnaleźli ją, jednak po chwili została ona roztrzaskana. Z całej trójki to właśnie Malwowy Rozkwit znosił to najgorzej. Tato miał już dużo księżyców na karku, więc było zrozumiałe, że zniknięcie jego córki uderzyło go najbardziej. Cykoria zastanawiał się, czy bardziej efektywnym rozwiązaniem nie będzie ruszenie w samotne poszukiwanie siostry, jednak zostawienie rodziny tak nagle, jak zrobiła to szylkretowa kocica, nie było dobrym rozwiązaniem problemu. Tej nocy nie mógł spać, już któryś raz z rzędu. Czuł, że każdy dźwięk go denerwuje. Nawet najcichszy szelest nie pozwalał mu zasnąć. Szybko doszedł do wniosku, że dobrym pomysłem będzie spędzenie nocy w nowo odkrytych przez niego tunelach. W jednym z nich udało mu się stworzyć coś, co mógłby nazwać legowiskiem. Gdy potrzebował chwili oddechu, to właśnie tam się udawał.
Długo nie zajęło, aby cynamonowy kocur znalazł poza legowiskiem wojowników i zmierzył w stronę wyjścia z obozu. Gdy znajdzie się za nim, to uda się prosto do Upadłego Potwora, przy którym znajdują się wejścia do tuneli. Gdyby nie obecność Kwiecistej Łapy, to pewnie byłby już dawno w drodzę do ustalonej przez niego lokacji, jednak musiał zmienić plany. Sen mógł poczekać, prawda? Rozmowę zaczął on sam, a gdy wzrok kocicy padł na niego, to na jego pysku pojawił się uśmiech.
- Można tak powiedzieć. Nocne spacery pomagają mi odetchnąć od zgiełku, który panuje w obozie, a aktualna pogoda jest do tego idealna. Nim wszystko zakryje się w białym puchu, to powinienem wykorzystać możliwość chodzenia na spokojne spacery. - Odpowiedział Cykoriowy Pyłek na pytanie uczennice. - Nie chcesz się przyłączyć? Każdemu się przyda chwila odpoczynku od wszystkiego, co dzieje się w obozie.
Widząc, że kocica się zgodziła, ruszył z nią ku wyjściu. Nie spodziewał się, że ta zgodzi się na jego propozycje. Gdyby miał być szczery, to powiedziałby, że zaproponował to tylko z przyzwyczajenia. Chciał spędzić czas samotnie, jednak teraz nie miał zbytnio wyboru. No cóż? Sam się w to wpakował.
Wybranie go na mentora, to nie było coś, czego oczekiwał. Dopiero sam awansował na przewodnika i teraz miał wyszkolić własną uczennicę, która była od niego młodsza o pięć księżyców. Chociaż treningi przebiegały wręcz idealnie, a kotka zdawała się przyswajać całą wiedzę szybko, to coś z tyłu głowy mówiło mu, że coś jest nie tak. Wszystkie jego wątpliwości zostały wraz z pójściem dwójki do księżycowej sadzawki. Kwiecista Łapa miała być zatwierdzona przez Klan Gwiazdy i wszystko wydawało się iść z planem, aż do momentu, w którym nie schylili się, aby skontaktować się z gwiezdnym klanem. Po jego stronie wszystko przebiegło dobrze, znalazł się w miejscu, które kojarzył z własnym zatwierdzeniem, jednak problem został przez niego zauważony szybko. Rozglądnął się wokół, jednak jego uczennicy nigdzie nie było. Gwiezdni przodkowie również nie zdawali się pokazać. Za to wokół niego rozlegały się głośne szepty. Był sam i to przerażało go najbardziej. Nie tak miało się to skończyć. Długo nie zajęło, aby Cykoria się obudził, a swój przerażony wzrok wbił w swoją następczynię, która zdawała się zdziwiona jego zachowaniem.
- Nie było Cię tam. - To tylko zdołał wykrztusić cicho, nim opuścili oni ów miejsce w ciszy. Kocur nie chciał zaczynać żadnej rozmowy, a jego uczennica poszła w jego ślad. W jego głowie znajdowało się tysiąc różnych myśli na temat tej całej sytuacji. Myślał, że wszystko pójdzie zgodnie z planem, a jednak świat chciał inaczej. Kwiecista Łapa nie została zatwierdzona przez przodków, więc nie mogła zostać przewodnikiem, a przynajmniej nie w jego oczach. Teraz zostało mu zastanowienie się jak przekazać tę wiadomość uczennicy oraz Obserwującej Gwieździe, która oczekiwała pozytywnego przebiegu ceremonii. Tego nie dało się dobrze sformułować. Wszystko, co przychodziło mu na myśl, nie należało do miłych wypowiedzi. Któż chciałby usłyszeć, że jego wymarzona droga została zamknięta, a sam zostanie zmuszony do powrotu do znienawidzonego mentora?
Mimo całej rozmowy z przywódczynią, która odbyła się rankiem, to ta postanowiła zignorować jego słowa i mianować kotkę na przewodniczkę. Ugryzł się w język podczas ceremonii, nie chciał psuć tego wspaniałego momentu, chociaż jego wzrok mówił co innego. Gdy wszyscy zaczęli gratulować kotom, które przed chwilą zostały mianowane, to ten odwrócił się i po prostu odszedł. To zachowanie przykuło uwagę jego przyjaciela, który od razu znalazł się u jego boku. Ważkowy Lot, bo tak zwał się ów kocur, od razu wyczuwał, że coś jest nie tak z Cykorią i postanowił się do niego przyłączyć. Dwójka kotów opuściła obóz i udała się w ciszy w teren, którą dopiero rudy wojownik postanowił przerwać.
- No dobrze, mów już co siedzi Ci w głowie, bo zaraz wybuchniesz. - Powiedział wojownik, wbijając swoje pomarańczowe oczy w cynamonowego kocura. - Nie mów mi nawet, że nic Ci nie siedzi, bo widzę to po tobie. - Czy powinien mówić przyjacielowi o tym, co zaszło przy gwiezdnej sadzawce? Z jednej strony nie powinien zdradzać sekretów, które dzielił z uczennicą oraz przywódczynią, jednak z drugiej strony, kocur był jego przyjacielem. Przyjaciel nic złego nie zrobi z tą informacją, prawda? Westchnął on tylko cicho.
- Kwiecista Ła-... Znaczy Kwiecista Knieja, nie powinna być dziś mianowana na przewodnika. - Wyrzucił wreszcie z siebie Cykoriowy Pyłek. - Nie została zaakceptowana przez Klan Gwiazdy, a Obserwująca Gwiazda i tak ją mianowała, mimo tego, że jej to osobiście powiedziałem. Teraz nie wiem co robić, bo łamana jest główna zasada przewodników. Jednak nie chcę psuć jej życia i zmuszać do powrotu do bycia uczennicą Obsmarkanego Kamienia. Nawet teraz nie uczennicą, bo wojowniczką, ale wiesz, o co mi chodzi!
- Rozumiem Cię, jednak nie możesz ot, tak ukrywać, że ktoś łamie osądy Klanu Gwiazdy. - Odpowiedział Ważka na wywód przewodnika. - Jeśli gwiezdny klan odrzucił kotkę, to każdy w klanie powinien się o tym dowiedzieć. Przecież nasza przywódczyni działa przeciw niemu. To powinno być karalne!
- Ścisz głos Ważkowy Locie. W przeciwieństwie do Ciebie, ja nie chcę rujnować życia Kwiecistej Kniei w Klanie Burzy. - Powiedział cynamonowy kocur, po czym rozglądnął się wokół, szukając czy ktoś nie przebywa w ich okolicy i mógłby usłyszeć, o czym mówią. - Nie jest ona złą kotką, więc te czynny mogłyby tylko na nią negatywnie wpłynąć.
- A ty zawsze myślisz tylko o innych i ich życiu. Cykoriowy Pyłku, ukrywanie tej informacji jest tak samo karalne, jakbyś okłamał Obserwującą Gwiazdę, że ceremonia przebiegła pozytywnie. Jeszcze przekonasz się, że najlepszym rozwiązaniem tej sytuacji nie jest zatajenie prawdy.
- Może i masz rację… Ale nie mów o tym nikomu, proszę! To musi zostać tylko pomiędzy nami. - Na te słowa rudy kot tylko przewrócił oczami, po czym skinął potwierdzająco głową. - Jesteś najlepszy!
Następne dni przebiegły mu źle. Myśli odnośnie swej byłej już uczennicy nie opuszczały jego głowy, nawet kiedy ten chciał odpocząć po długim i męczącym dniu. Częściej zdawał się opuszczać obóz i udawać do swego małego schronienia urządzonego w jednym z mniej znanych tuneli, nawet jeśli to oznaczało, że widział mniej ukochaną. Sama kocica zdawała się zauważać większą uwagę, padającą na nią od Kniei, co jej się podobało. Od czasu do czasu zerkała na cynamonowego kocura, jakby wiedziała, że on jest odpowiedzialny za pojawienie się kocicy w jej życiu. Lekko to go przeraziło, jednak starał się o tym zbytnio nie myśleć. Teraz ponownie zmierzał w stronę granicy z Klanem Wilka, aby zniknąć w swoim ulubionym tunelu i dopiero wrócić do klanu po zachodzie słońca, gdy nie wpadł na Knieję. Był to najgorszy kot, jakiego ten mógł teraz spotkać. Relacje z nią pogorszyły się wraz z dniem, w którym została mianowana, a każde spotkanie z nią kończyło się niezręczną ciszą. Tak również zapowiadało się tym razem.
- Em.. Witaj Kwiecisto Kniejo. - Zaczął rozmowę Cykoriowy Pyłek. - Nie spodziewałem się Ciebie spotkać dzisiejszego dnia. Co porabiasz tak wcześnie? Nie spodziewałem się twego powrotu do obozu w tak wcześniejszej porze, zważając, że o tej porze cały obóz wrze w rozmowach.
18 sierpnia 2024
Od Cykoriowej Łapy (Cykoriowego Pyłka)
Wzrok Bobra i Brzęczki padł na niego, tylko gdy się zbliżył. Dwójka kotów nie wyglądała na złych, że cynamonowy kocur przeszkodził im przy ich rozmowie, a nawet wyglądali na zadowolonych przez to, że ten pojawienia się ucznia. Długo nie zajęło, aby ten dołączył się do rozmowy, która trwała między dwójką. Opowiadał on o swoich treningach, jak to być uczniem i o wszystkim, co naszło mu na myśl, a wojownicy słuchali z uwagą. Szybko temat wrócił na wcześniejsze tory, tylko co chwilę zaczepiając o Cykorię. Wbił on wzrok w obóz, który mimo swego podobieństwa zmieniał się z każdą nową porą. Wydawał się zawsze taki sam, jednak dokładniejsze oko dostrzegło, że szczegóły się zmieniały. Po czasie tych szczegółów gromadziło się coraz więcej, co skutkowało większą zmianą. Koty tego jednak nie zauważały, przez to, iż zmiana przechodziła płynnie. Małe zmiany nie zmieniały nic, tu jakiś złamany patyk lub luźniejszy krzew, jednak po czasie te zmiany stawały się normą. Podobnie działo się z kotami. Pamiętał jeszcze, kiedy cieszył się z tego, że ich mianowanie na uczniów nadchodzi, a teraz sam miał być przewodnikiem. Siostra wraz z nim stawała się starsza, co dopiero mógł dostrzec przy większym zastanowieniu. Księżyce zdawały się mijać szybciej, niż pamiętał z dzieciństwa, co go lekko przerażało. Malwinowy Rozkwit oraz Brzęczkowy Trel zyskiwali też coraz więcej księżyców, a widział to bardziej na tacie, któremu stan fizyczny dawał już swoje znaki. Tata nie był już młodym kocurem jak on, co go smuciło. Zabawy z ojcem to było coś, co wspominał dobrze i chciałby do tego wrócić, jednak wydawało się to na obecną chwilę niemożliwe.
Z myśli wyrwał go Bobrzy Siekacz, a dokładniej jego trącenie go ogonem w bok. Pokierował na niego swoje niebieskie ślepia, ciekawy co od niego chcę przewodnik. Nachylił się nad jego uchem, szepcząc mu, żeby spotkał się z nim przed wyjściem z obozu o zachodzie słońca. Po tych słowach odszedł on od dwójki kotów, żegnając się jeszcze z jego matką. Wydawało mu się to dziwne, jednak nie miał zamiaru tego komentować. Może kryło się za tym coś, czego nie rozumiał? Możliwe. Reszta dnia zleciała mu szybko. W towarzystwie bliskich mu kotów czas zawsze leciał szybko. Słońce zmierzało powoli ku zachodowi, a coraz więcej kotów zbierało się w legowiskach, aby odpocząć po męczącym dniu. Dla Cykorii był to jednak dopiero początek. Spotkał się on ze swoim mentorem przed wyjściem z obozu. Czekał on już od pewnego czasu, co sprawiło, że Cykoria czuł się z tym źle. Jednak uśmiech na pysku Bobra nie wskazywał, że był on zły.
Ruszyli z obozu w nieznanym mu kierunku. Cynamonowy nie wiedział, gdzie ten go prowadzi, a bał się zapytać. Długo nie musiał czekać, aby większość jego pytań otrzymała odpowiedzi. Dwójka kocurów przeszła przez tunel, aż oczom młodszego nie ukazała się gwiezdna sadzawka. Pierwszy raz widział ją na własne oczy, a widok tego miejsca zabierał mu słowa z ust. Same malunki na ścianach odbierały mu dech, a jeszcze pozostawała sadzawka, która lśniła na środku jaskini. Domyślał się, czemu było to miejsce poświęcone Klanowi Gwiazdy. Czekoladowy kocur wskazał ogonem, by uczeń podszedł do brzegu sadzawki, co też zrobił. Przewodnik nachylił się nad powierzchnią wody, po czym wziął łyk wody i zapadł w sen na brzegu. Cykoriowa Łapa zakładał, że miał zrobić to samo, jednak coś przykuło jego uwagę. Otóż jego odbicie w sadzawce wyglądało dziwnie. Jakoby jedna wielka kreska przebiegała od góry do dołu jego odbicia, tworząc tym samym dwie nierówne części. Wydawało się mu to dziwne, jednak stwierdził, że to pewnie przypadek. Nachylił się nad wodą i powtórzył czyny starszego kocura, tym samym zapadając w sen. Gdy otworzył swe powieki, jego oczom ukazało się pięć kocich sylwetek, jakby utkanych z gwiazd, które stały od niego o około trzy długości lisa. Wzrok wszystkich utkwiony był w nim, co go lekko zestresowało. Pierwszy raz miał okazję stać przed Klanem Gwiazdy, co nie było czymś, co spotykało każdego kota. Do tego dnia myślał, że tylko przywódcy i medycy mają tę przyjemność zobaczenia kilku kotów z gwiezdnego miejsca. Przyglądnął się pięciu kocim sylwetką, próbując rozpoznać koty stojące przed nim. Z trójką nie miał zbytnio problemu. Szylkretowe futro Różanej Przełęczy zapadło mu w pamięć, kiedy ten pierwszy raz otworzył oczy. Równie znanym mu futrem było mu umaszczenie Rumiankowego Zaćmienia, który był medykiem Klanu Burzy, aż nie dopadł go pewien czarny wojownik, którego imię wywoływało dreszcze u niektórych kotów. Trzecim kotem, którego rozpoznał kocur, była Koniczynowa Łąka. Była to jedna z pierwszych dwóch przewodniczek, więc jej udział tu był obowiązkowy. Dwójka pozostałych kotów wydawała się mu nieznana, jakby pierwszy raz widział ich na oczy, co mogło być prawdą. Na gwiezdnym niebie polowały stare i młode koty, więc prawdopodobieństwo, że ten spotka kogoś, kto umarł przed jego narodzeniem, było duże. Jeden z nieznanej dwójki miał futro, które zjadał rudy kolor od góry, sprawiając jakby futro kota, było tylko przykryte rudością na siłę. Drugim kotem był kremowy kocur, wyglądający na starszego. Nim zdążył się bardziej przypatrzeć nieznanym mu kotom, to cała piątka kiwnęła tylko głowami, po czym ziemia pod jego łapami zapadła się, a on sam wpadł do środka. Cykoria obudził się spanikowany, jednak widząc, że leży on przy gwiezdnej sadzawce powoli zaczął się uspokajać. Oczy czekoladowego kocura były wbite w niego, a na jego pysku malował się wielki uśmiech.
- Dostałeś aprobatę od Klanu Gwiazdy. - Wyjaśnił wreszcie Bobrzy Siekacz. - Co oznacza, że jutrzejszego poranka zostaniesz mianowany na przewodnika przez Obserwującą Gwiazdę. Gratulacje Cykoriowa Łapo.
Mimo słów przewodnika był lekko zestresowany. To całe zatwierdzenie przez gwiezdnych przodków, wyglądało dziwnie. Niby cieszył się, zostanie wreszcie przewodnikiem, jednak z drugiej strony nowe obowiązki spadną na niego. A co jeśli nie poradzi sobie w nowej roli? Tego właśnie się obawiał.
Nadszedł następny dzień, a słowa jego mentora się spełniły. Porankiem przywódczyni zwołała zebranie klanu w znanym już mu celu. Ciekawe, jakie imię wybierze mu Żmija? Gdyby miał sobie sam wybrać imię, to z pewnością nazwałby się Cykoriowy Rozkwit. Czemu ten człon? Otóż jego ojciec go miał i Cykoria uważał go za piękny. Czyż wtedy jego imię nie brzmiałoby pięknie? Z pewnością wtedy Nornicowa Łapa, chociaż spojrzałaby na niego.
- Ja, Obserwująca Gwiazda, przywódca Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. - Zaczęła liderka, stojąc w oknie wieży, z którego lubiła przemawiać. - Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam wam jako kolejnego przewodnika. Cykoriowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić klan nawet za cenę życia?
- Tak. - Odpowiedział natychmiast cynamonowy uczeń.
- Mocą Klanu Gwiazda nadaję Ci imię przewodnika. Cykoriowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Cykoriowy Pyłek. Klan Gwiazdy wita Cię jako nowego przewodnika Klanu Burzy. - Po tych słowach przywódczyni zeszła do niego i dotknęła jego głowę nosem, a ten dotknął ją w bok. Został przewodnikiem i było to teraz potwierdzone przed ceremonię. Słyszał, jak koty z Klanu Burzy wykrzykują jego nowe imię, które mu się podobało. W tłumie kotów mógł dostrzec swoją rodzinę, która była ucieszona jego mianowaniem. Jednak brakowało mu jednej kocicy. Jego ukochana nie pojawiła się na mianowaniu, co go zasmuciło. Nawet nie mogła towarzyszyć w tej ważnej chwili. Uśmiech jednak nie znikał mu z pyska. Teraz tylko pozostało mu nocne czuwanie, nim będzie mógł wyrazić swoją ekscytację nową rolą.
Jako iż był mianowany niedawno, to spadł na niego obowiązek odbicia swej łapy w Grocie Pamięci. Udał się tam wraz z mentorem oraz Obserwującą Gwiazdą, która oprócz bycia przywódcą, nosiła również jako jedyna rolę kronikarza. Podziwiał ją, bo ta musiała spełniać obowiązki obu ról jednocześnie. On nie byłby w stanie tego zrobić, a przynajmniej tak myślał. Rola przewodnika już miała w sobie dużo trudnych obowiązków, z którymi będzie musiał sobie poradzić. Gdy weszli do jaskini, jego oczom ukazały się różnorakie malunki, jednak jego wzrok przykuła ściana z obitymi łapami wojowników. Każdy z kotów, któremu przypadło zostać wojownikiem, odbił swoją łapę na tej ścianie. Mimo iż nie było ich dużo, to i tak przykuwało to wzrok. Nie musiał czekać długo, aby również jego dostąpił ten zaszczyt. Szylkretowa kocica przygotowała odpowiedni barwnik, w którym zamoczył swoją lewą łapę. Odbił on ją pod dwoma innymi łapami, zapisując się w historii Klanu Burzy jako przewodnik. Teraz zostało mu tylko pokazać, że będzie on dobrym członkiem klanu i zasłużyć się czymś dla klanu, co z czasem stało się trudniejszym zadaniem, niż na początku przypuszczał. Czas tylko pokaże, jak potoczy się dalsza historia Cykorii.
16 sierpnia 2024
Od Cykoriowej Łapy Do Kwiecistej Łapy
Gdyby to mu nie wystarczyło, to wszystko mu o niej przypominało. Śpiew ptaków, ślady pozostawione przez zwierzynę, wszystko przypominało mu Nornicową Łapę. A najgorsze było to, że szylkretowa uczennica zdawała się nie lubić obecności Cykorii. Jakby za każdym razem, gdy ten się pojawiał i chciał rozpocząć z nią konwersacje, to tej nagle wypadały plany. Tu nagle trening, a później rozmowa z Pszczelą Łapą. Zawsze było coś ważniejszego niż rozmowa z Cykoriową Łapą, co go smuciło. Może robił coś nie tak? Popełniał jakiś błąd, o którym nie wiedział. Z chęcią zapytałby o to siostry, gdyby ta jakiś czas temu nie wyszła na trening z Kukułczym Skrzydłem. Nic nie wskazywało, aby wróciła ona z niego szybko, więc utknął w tej przykrej sytuacji samotnie. Rozglądając się po obozie, szukając rozwiązania tego problemu, a jego wzrok padł na inną szylkretową kotkę. Może ona pomoże mu w tej skomplikowanej sytuacji? Mogła przecież porozmawiać z Nornicą i dowiedzieć się czego dla niego, gdyby ten poznał ją bardziej. Brzmiało to, jak plan, który mógł zadziałać. Kocica wyglądała, jakby była zamyślona, co dawało mu dobrą szansę. Tym razem nie uda jej się uciec jak starszej uczennicy.
- Hej! - Powiedział cynamonowy uczeń, gdy zbliżył się do kocicy. Swoimi słowami udało wyrwać mu się Knieję z myśli, przez to ta spojrzała na niego zdziwionym wzrokiem. - Nie wiem, czy wiesz, ale jestem Cykoriowa Łapa i dzielimy legowisko. Jak Ci idzie trening z …- Musiał pomyśleć przez chwilę, aby znaleźć jej mentora. - Obsmarkanym Kamieniem? Sam syn przywódczyni to musi być coś.
- No chyba w dupie. - Odpaliła, a przypominając sobie karcące spojrzenie matki, zaraz dodała. - Znaczy, nie jest. - Wyjaśniła kocica dokładniej. - Nie bez powodu się chyba nazywa Obsmarkany Kamień, nie? Tego ,,czegoś" wolałabym, żeby nie było.
- Czemu to? Nie wydaje się być złym mentorem, chociaż osobiście nie miałem okazji z nim porozmawiać. - Powiedział uczeń, a swój wzrok skierował w stronę czarnego kota, o którym rozmawiali. W oczach Cykorii nie był on taki zły, jak malowała go Kwiecista Łapa. Był dziwny i to mógł przyznać każdy, kto spojrzał na tego wojownika chociaż raz. Zachowywał się inaczej, czym wyróżniał się od innych, ale od razu nie wrzucałby go do worka kotów, których chciałby, aby nie było w Klanie Burzy. - Może wydaje się strachliwy i taki no… Ale pewnie to nie wszystko, co w nim leży. Bez przyczyny przywódczyni nie dała go Ci na mentora. Z drugiej strony, czy ty niedawno zaczęłaś trening z nim? Pierwsze wrażenie nie zawsze jest prawidłowe. Szukaj pozytywów.
- Pozytyw się pojawi, jak skończę z nim trening. - Parsknęła. - Bić się nie umie, za każdym razem, gdy robimy coś, co wychodzi poza chmurkową otoczkę, jest oj i aj. Co mi po takim mentorze? Jeszcze za każdym razem próbuje we mnie wytrzeć swoje gluty. - Tu przerwała, patrząc na czarnego spod byka. - A dostał ucznia tylko dlatego, że jego matka nie chciała, by był zakałą w klanie. A padło na mnie jako ofiarę.
- Hm… Muszę Ci powiedzieć, że trudna to sytuacja, jednak nie oznacza, że nie ma z niej wyjścia. - Rzucił kocur. Musiało być jakieś rozwiązanie tej sytuacji, które zadowoliłoby obie strony. Po prostu musiało. Tylko w jaki był to sposób? Tego nie do końca wiedział. - Byłaś może z tym u Obserwującej Gwiazdy? Myślę, że ta posłuchałaby Cię i może coś z tym zrobiła. Gdybym był w twej sytuacji, to właśnie tak bym postąpił.
- Był u niej nawet mój tata. - Stwierdziła. - I jak widzisz ani mój pech, ani niby-mentor nie odstąpili mnie na krok. - Tu usiadła w sposób, gdzie wyciągnęła tylne łapy przed siebie, przednie kładąc między nimi. - Dlatego uciekam i czasem trenuję z tatą.
- To nie wygląda jak dobre rozwiązanie twojego problemu, a wręcz przeciwnie. Im więcej będziesz uciekać, tym bardziej liderka będzie Cię przywiązać do jej syna. Nawet gdyby Klan Gwiazdy mówił inaczej. - Powiedział, a swój wzrok przerzucił na kocicę, która usiadła. Problem się komplikował coraz bardziej. Czemu przywódczyni ignorowała prośby, mimo dobrych argumentów. Dawali dobre argumenty, prawda? Musieli przecież je dawać, aby mieć szansę na przekonanie kocicy. - Może to nie rozwiąże twojego problemu całkowicie, ale jeśli sytuacja wygląda w taki sposób… - Zaczął, próbując ułożyć odpowiednio słowa. - Mogę Ci zaoferować dołączenie do treningów ze mną i moim mentorem. Bobrzy Siekacz nie powinien być zły… chyba. Mamy może inne treningi, ale to brzmi jak lepsze wyjście niż uciekanie z obozu. A co jeśli któregoś dnia spotkasz lisa lub gorzej, grupę samotników? Bierzesz na siebie za duże ryzyko. Jakbym był już przewodnikiem, to by zmieniło to postać rzeczy. Jednak jeszcze im nie jestem.
- Ok, nie pytałam. - Rzuciła, kiedy już po którymś słowie, które wypadło z pyska kocura, zaczynała odczuwać irytację. Szczególnie że ten mówił ze stałą tonacją głosu, która drażniła jej uszy. Jakby ktoś przystawił jej bębny. Zmierzyła go na krótki moment zirytowanym spojrzeniem, po czym westchnęła przeciągle. - Przepraszam, ale już zwyczajnie mam dość. I jak już wspomniałam, trenuję z tatą, czasem przychodzę do mamy. To nie tak, że pałętam się cały czas sama po terenach. - Rzuciła, licząc na to, że te słowa go jakoś uspokoją i nie będzie drążyć. - Poza tym, bez urazy, ale nie specjalnie interesuje mnie siedzenie w króliczych norach, czy co wy tam robicie.
- Oh… Przepraszam… Ja chciałem tylko pomóc, nie miałem zamiaru-... - Mówiąc to, ściszył głos. Nie taki miał zamiar, nie chciał jej denerwować. Myślał, że tym pomoże kocicy, jednak najwyraźniej się mylił. No cóż, nie wyszło, jednak nie oznaczało, że była to stracona konwersacja. - Rozumiem, radzisz sobie. Nie potrzebujesz pomocy, zrozumiałem. - Rzucił poważniejszym tonem niż wcześniej. Słysząc, że Kwiecista Łapa nie bierze jej roli na poważnie, wrócił uśmiechnięty Cykoria. - Wypraszam sobie, ale przewodnicy nie tylko siedzą w króliczych norach. Jesteśmy odpowiedzialni za tunele, które ciągną się pod całymi terenami Klanu Burzy. Niektórymi chodzą też wojownicy i to my jesteśmy odpowiedzialni, aby tunele nie zawaliły się, kiedy w nich jesteście. To bardzo cicha i spokojna praca, która nosi za sobą wiele plusów. Ale kto co lubi. Mnie się moja rola podoba. Takie bycie wojownikiem, ale z dodatkiem.
- Próbuj dalej, może kiedyś mnie zachęcisz, do polubienia krecich dołków. - Odpowiedziała już luźniejszym tonem z nutą żartu, kiwając się lekko na boki. - Wolę bieganie po powierzchni. Nigdy nie wiesz, co spotkasz następnego na swojej drodze, czy przypadkiem za następnym krzakiem nie czeka Cię coś niespodziewanego.
- Tak samo, jak nie wiesz, co czai się w następnym korytarzu. Dokąd zaprowadzi Cię niepoznany tunel. Do tego Bobrzy Siekacz mi powiedział… Ale nikomu temu nie mów. - Zaczął i lekko ściszył głos. - Że podobno dusze zmarłych przewodników pomagają zagubionym kotom znaleźć drogę na powierzchnię. Czy nie brzmi to już bardzo dobrze? Ja wiem, że słysząc to, z pewnością rzucisz się ze mną zaraz do najbliższego tunelu. - Ostatnie zdanie powiedział z toną żartu w głosie.
- Bajki dla dzieci. - Stwierdziła. - Jak ktoś je widział, to pewnie przesadził z kocimiętką albo był przemęczony. Poza tym ile ich było przed tobą? Przewodnicy chyba nie są jacyś starzy nie?
- Ja będę czwartym przewodnikiem Klanu Burzy, więc dużo nas nie było. Wcześniej był Bobrzy Siekacz, który jest moim mentorem, Koniczynowa Łąka polująca teraz w wśród gwiazd i… eee… - Próbował sobie przypomnieć imię ostatniej przewodniczki, które usłyszał przypadkiem. Jego mentor nie wspominał jej tak samo, jak rudej kocicy, a cynamonowy kocur zastanawiał się dlaczego. - … Diamentowy Nos? Chyba tak się zwała. W Grocie Pamięci niby widnieją dwa odciski, a mój ma być trzeci, jednak podobno była jeszcze jedna przewodniczka. Może nie zdążyła odbić łapy? Bobrzy Siekacz nie ukrywa, że nie chcę o niej rozmawiać, kiedy pytałem go o nią.
Samo odbijanie łap nie zdawało się być dla niej interesujące, jednak Cykoria zauważył, że na wzmiankę o Diamentowym chyba-nosie, kocica uniosła uszy do góry.
- O. - Zagadnęła. - Chyba gdzieś słyszałam to imię. - Rozgałęziła, z większym entuzjazmem. - Możemy zapytać o nią inne koty.
- To dobry pomysł, chociaż nie wiem od kogo zacząć. Kto mógłby znać tę przewodniczkę? - Musiał się zastanowić nad odpowiedzią. Niby tato miał już kilka księżyców na karku i zawsze przebywał w Klanie Burzy. Brzmiał jak idealny kandydat. Jednak czy chciałby rozmawiać o tej kocicy? To była inna sprawa. - Masz jakiegoś kandydata, którego możemy zaatakować pytaniami? - Chciał dowiedzieć się, czy kocica ma kogoś lepszego w myślach. Przecież nie chciał tatę zamęczać pytaniami. Jeszcze tylko brakowało, aby go dręczył pytaniami, gdy istnieje ktoś, kto zna lepiej tę kocicę i chciałby o niej porozmawiać.
05 sierpnia 2024
Od Cykorii (Cykoriowej Łapy) CD. Szafirkowej Łapy
- Tak, to ja! - Powiedział cynamonowy kocur, powstrzymując się od podskoczenia z radości przed starszą kotką. To było by niekulturalne zachowanie, a jeśli chciał zdobyć przyjaciół, to musiał ograniczyć takie zachowania. - A ty jesteś… - Zaczął, próbując przypomnieć sobie imię kocicy. Miał to końcu języka, jednak trudno mu było to z niego zdjąć. - Szalafirka. - Kotka zaśmiała się, słysząc, jak kocur próbuje wypowiedzieć jej imię.
- Byłeś blisko. Nazywam się Szafirka. - Poprawiła go. Wiedział, że tak miała na imię, a to, że lekko je przekręcił, to było nic. Ważne było to, że je znał, a bardziej kojarzył. Dalej jakoś konwersacja potoczyła się pomiędzy dwójką kotów. Udało im się złapać wspólny temat, który ich pochłonął. Po pewnym czasie dołączył się do nich Modliszka, który od dłuższego czasu przysłuchiwał się ich rozmowie. Takim sposobem trójka wdała się w zaciętą dyskusję, która była długa dla młodego kocura. Dopiero głos Obserwującej Żmii oraz Brzęczykowego Trelu spowodował, że trójka kotów musiała się rozejść w swoje strony.
Kto by się spodziewał, że cynamonowy kocur zostanie wybrany na przyszłego przewodnika Klanu Burzy? Z pewnością nie on. Miał być kimś ważnym, co lekko go przerażało, jednak starał się tego po sobie nie pokazywać. A co jak coś mu się nie uda? Jeśli ktoś przez niego ucierpi? To były pytanie, na które mógł odpowiedzieć innego dnia. Właśnie siedział przy wyjściu z obozu, obserwując wszystkich przechodzących. Ostatnie wydarzenia wymagały od niego większego zastanowienia. Czemu wszystko działo się tak szybko? Cała ta sytuacja z Małą Koszatniczką i jej kociętami dalej siedziała mu na głowie. Dlaczego karmicielka posunęła się do takiego ruchu? Był u niej kilka razy, aby przynieść jej zwierzynę, ale co się z nią stało, to była inna sprawa. To nie była ta sama kotka, którą kojarzył ze żłobka. Nawet jakby miał okłamywać siebie i naciągać prawdę, to różnice były za duże, aby przyniosło to jakikolwiek skutek. Nawet kocię mogło zauważyć, że ta kocica nie była normalnym członkiem klanu.
Z jego myśli wyrwał go czyjś głos. Kiedy odwrócił głowę w stronę jego źródła, ukazała mu się szylkretowa kotka, którą poznał już w żłobku. Może ich znajomość nie zaczęła się dobry sposób, ale mógł przyznać, że z czasem rozkwitła.
- Znowu z głową w chmurach Cykoriowa Łapo? - Zapytała się Szafirkowa Łapa, po czym zaśmiała się. Na pysku ucznia pojawił się lekki uśmiech. Dobrze, że kotka zjawiła się przed nim, a tym bardziej że zaczęła rozmowę. Gdyby nie ona to z pewnością ten poleciałby myślami w niezbyt przyjemną stronę.
- Jak zawsze Szafirkowa Łapo. Przyłączysz się do mnie? - Powiedział kocur, a ogonem wskazał miejsce obok siebie, gdzie po chwili usiadła kotka. - Nie smutno Ci? Twoja mentorka utknęła w żłobku, a ty skończyłaś bez mentora. To trochę smutne, a bardziej by mnie to zasmuciło. Musisz czekać aż 8 księżyców i być zdana na łaskę innych wojowników. Cóż za los dla córki samej przywódczyni? - Cykoria postanowił zmienić lekko temat, mając nadzieję, że takim sposobem uda mu się wyrwać o natrętnych myśli.
03 lipca 2024
Od Cykoriowej Łapy
Chwilowo jednak jego mentor zaprzestał zwiedzanie z nim ciasnych tunelów i zajął się podstawowymi umiejętnościami, które miał umieć każdy członek Klanu Burzy. Byli na następnym polowaniu, gdzie ten dopracował z kocurem jego pozycję łowiecką i po raz pierwszy Cykoriowa Łapa spróbował zapolować na królika. Te duże stworzenia uciekały szybko, co było jednym z powodów ich trudnego złapania. Za pierwszym razem królik uciekł mu sprzed łap, bo ten skoczył na niego za późno, co spowodowało, że ten upadł pyskiem na ziemię i był świadkiem ucieczki zwierzyny, którą jakiś kot mógłby się pożywić. Tym razem nie udało mu się nic złapać, jednak nie tracił nadziei. Za którymś razem uda mu się dopaść to stworzenie.
Powrócili do obozu ze zwierzyną, którą udało się złapać jego mentorowi z pomocą cynamonowego kocura. Nie mogli wrócić z pustymi łapami. Odstawił nowo upolowaną zwierzynę na stos, jednak to nie był koniec jego treningu. Bobrzy Siekacz stwierdził, że przed tym, jak zakończą swój dość długi trening i uczeń będzie mógł odpocząć, to muszą nakarmić karmicielki i kocięta w żłobku, aby zrobić mu dobry nawyk. Nie rozumiał do końca tego, jednak nie miał zamiaru protestować. Zawsze mały uczynek dla kogoś, sprowadzał na jego pysk szeroki uśmiech. Do tego, zaraz będzie mógł położyć się na swym legowisku i odpocząć, co dawało mu motywację do wykonania zadania. Zmierzyli do żłobka, a gdy przekroczyli jego próg, masa spojrzeń padła na niego. Wszystkie kociaki Szepczącej Pustki wbiły w niego swój wzrok, przyglądając mu się z ciekawością. Ta trójka ostatnio przeniosła się do żłobka z legowiska starszyzny. Nie rozumiał czemu Przepiórczy Puch, zdecydowała się zostać z nimi w legowisku niż w przyjaznym żłobku. Było tu wszystko, co mogły wymarzyć sobie kocięta. Zabawki, inne kociaki do zabawy i królowe. Wszystko. Samo jego życie zaczęło się tu i nie uważał, żeby miał zły początek. Wzrok pokierował na Małą Koszatniczkę, która właśnie poprawiała futro Nornicy. Niedługo ona i jej kocięta również wyprowadzą się ze żłobka, co nie mógł zaliczyć ani do dobrych, ani do złych sytuacji. Niby była dobra, bo trójka kociąt zostanie uczniami, a szylkretowa królowa odpocznie, jednak jedyne co wiązał z tą kotką, to jej głośny krzyk. Jeśli była taka jako wojowniczka, to będzie trudno mu z nią egzystować z uśmiechem na pysku. Właśnie ów królowa skończyła układać kociakowi futro, szepcząc mu coś do ucha, po czym mała kulka futra oddaliła się od niej, a ta wbiła swe brązowe oczy w kremową kotkę zwaną Pszczółką. Z tego, co udało mu się wyczytać u Pszczółki, to nie była to bardzo towarzyska kotka, a każda próba rozmowy kończyła się jej ucieczką lub krzykiem od jej matki. Gdyby tylko mógł, to porozmawiałby z nią na temat wszystkiego. Jakikolwiek temat ona nie rzuci, to ten się dopasuje. Uczeń przerzucił wzrok na Bobrzy Siekacz, by wsłuchać się w jego słowa, jednak przerwał je głośny pisk kocięcia. Jego wzrok pokierował w stronę źródła dźwięku, aby ujrzeć jak Mała Koszatniczka, przygważdża kremową koteczkę łapą do ziemi. Pazury wbiły się w skórę mniejszej kotki, która próbowała się wyrwać spod łapy swej matki. Nim jednak zdążyła zrobić jakikolwiek postęp, Koszatniczka przejechała pazurami po jej oku, tworząc ranę na jej pysku. Czerwona substancja zaczęła wypływać z nowo utworzonej rany. Widok dość niecodzienny i to mógł przyznać Cykoria. Nie wiedział co robić. Wszystko stało się tak nagle i leciało za szybko. Nim ten zdołał przeanalizować sytuacje, coś działo się dalej. Kocica zrobiłaby to ponownie, gdyby nie Bobrzy Siekacz, który szybko znalazł się obok niej i odciągnął ją od Pszczółki. Również i on oberwał pazurami od królowej, jednak nie wyglądało, jakby to go zabolało.
Gdyby tylko brakowało tu więcej kotów, to kątem oka ujrzał, że w wyjściu ze żłobka pojawiła się sama przywódczyni. Czyżby pisk kociaka zaprowadził ją w to miejsce czy był to czysty przypadek i ta miała się tu pojawić? Tego się nie dowie Cykoria. Obserwująca Gwiazda znalazła się szybko u boku przewodnika i wspólnie udało im się odciągnąć szylkretową kotkę od jej kociąt oraz ją obezwładnić. Słyszał tylko krzyki kocicy, gdy ta próbowała się bezskutecznie uwolnić spod łap dwójki kotów.
- Puśćcie mnie! Robię to tylko dla ich dobra! - Krzyczała królowa. - Mają jego oczy, będą przez nie jak on!
Cykoria rzucił swój wzrok na trójkę kociąt, z których dwójka wbijała swój przestraszony wzrok w matkę, a Pszczółka leżała na ziemi, niezdolna do innych działań niż płaczu. Nagle do uszu ucznia dotarł głos jego mentora, nakazujący mu zabrać kocię do medyka, co od razu zrobił. Podszedł do kremowej kulki i chwycił ją delikatnie za kark, aby szybkim krokiem wyjść ze żłobka i skierować się ku legowisku medyka. Czuł wzrok kotów na sobie. Niecodziennym widokiem był przecież uczeń niosący krwawiące kocię do medyka. Dlaczego to musiało się dziać? Co takiego musiała zrobić Pszczółka bądź któreś z jej rodzeństwa, aby do tego doszło? Wszystko wyglądało dobrze, jak ten wchodził do żłobka z czekoladowym kocurem. Nic nie dawało znaku, że kotka wybuchnie i zaatakuje kogokolwiek. Mała Koszatniczka nie była przecież zła, nikt nie był, więc czemu to zrobiła? Może i Cykoriowa Łapa nie myślał o niej często w miły sposób, ale nigdy nie odważyłby się nie traktować ją z szacunkiem. Była ona królową i wojowniczką. Sama wychowywała kocięta, gdy wynikła ta sytuacja z Widmem, co uważał już za duże zadanie. Wszedł do legowiska medyka, skanując wzrokiem środek w poszukiwaniu Margaretkowego Zmierzchu lub Liliowej Łapy. Wyłapał drugą kotkę, a bardziej to ona go dostrzegła i widząc krwawiące kocię, wskazała jedno z legowisk, a sama udała się do składziku. Zgodnie z poleceniem cynamonowy kocur położył kocię we wskazanym miejscu, w międzyczasie próbując je w jakiś sposób uspokoić. Nie znał się na kociętach, a nawet mógł powiedzieć, że niedawno sam nim był, więc sytuacja dla niego nie była łatwa. Liliowa Łapa wróciła ze składziku, zamieniając jeszcze kilka słów z Rozpuszczonym Bachorem, który leżał na jednym z legowisk i zmierzyła do ucznia.
- Co się stało? - Zapytała ruda uczennica medyka, przyglądając się ranie na pysku kotki. - Na całe szczęście pazury nie zaczepiły o oko, więc powinieneś dziękować Klanowi Gwiazdy za to Pszczółko.
- Mała Koszatniczka rzuciła się z pazurami na Pszczółkę i sam nie wiem dlaczego. - Próbował wytłumaczyć sytuację kocur, gdy ta zajmowała się kociakiem. - Nic nie wskazywało na to, że coś się dzieje, a ta się na biedną Pszczółkę rzuciła. Bobrzy Siekacz i Obserwująca Gwiazda, na Klan Gwiazdy, zdołali odciągnąć ją od reszty, nim wyrządziła im więcej krzywdy. Nie wiem, co w nią wstąpiło i chyba nikt w tym klanie nie wie.
- Ważne, że teraz on jest tu z nami, a nie pod jej pazurami. Nie chcę wiedzieć, co by się stało, gdyby w żłobku była tylko ona, Przepiórczy Puch i ich kocięta.
Nie kontynuowali rozmowy dalej, bo przyglądał się poczynaniom kocicy. Wiedza medyczna to było coś, czego nie rozumiał i pewnie nie zrozumie, póki nie pójdzie ścieżką medyka. Sama nauka tego wyglądała na trudną, więc mógł tylko zazdrościć Liliowej Łapie cierpliwości i zaparcia do nauki. Nagle do jego uszu dotarł głos Obserwującej Gwiazdy, która wołała jego imię. Jak na zawołanie, pożegnał się z kotką, która zajmowała się teraz poszkodowanym kociakiem i wyszedł z legowiska. Rozglądnął się, szukając, skąd dochodzi głos, a gdy wreszcie jego wzrok padł na schody wieży, ten dostrzegł, że przywódczyni wbija w niego wzrok. Kiwnął tylko głową i zmierzył w jej kierunku. Przywódczyni jeszcze zawołała Kukułcze Skrzydło, który właśnie wrócił z treningu z jego siostrą i zmierzał w kierunku legowiska medyka. Rzucił coś jeszcze coś w kierunku szylkretowej kocicy i udał się za cynamonowym uczniem.
Po pewnym czasie dotarł na miejsce. On, jego mentor, przywódczyni i sprawca całego tego zamieszania znajdowali się w środku, gdy Gradowy Sztorm i Kukułcze skrzydło znajdowali się na schodach między pierwszym piętrem a parterem. Wzrok Obserwującej Gwiazdy wbity był w kocicę i z tego, co mógł wyczytać z jej pyska, nie była ona zadowolona z tej sytuacji.
- Nie było mnie przy wszystkim. Bobrzy Siekaczu, Cykoriowa Łapo, przedstawcie mi sytuację. - Przerwała ciszę szylkretowa przywódczyni. Wzrok brązowego wojownika powędrował na ucznia, tym samym dając mu znać, że on ma przemówić. Dopiero miał 7 księżyców, a już wylądował w legowisku przywódczyni.
- Jak tu ładnie zacząć... - Zastanowił się głośno uczeń, próbując ułożyć to wszystko w głowie. - Byłem z Bobrzym Siekaczem, by przynieść karmicielką zwierzynę, gdy nagle Mała Koszatniczka rzuciła się na Pszczółkę, raniąc go. Nie wiem dlaczego, bo stało się to nagle, jednak na szczęście byliśmy tam i udało nam się ją odciągnąć od kocięcia. A później ty przybyłaś.
- Jak zachowywała się Mała Koszatniczka przed atakiem? - Zapytała liderka, zerkając na ucznia, ale dalej wbijając spojrzenie żółtych, skośnych oczu w karmicielkę.
- Nie zauważyłem nic odstającego od normy. - Powiedział kocur, próbując przywołać daną sytuację w głowie. - Układała futro Nornicy, nie wbijając w nas wzroku, gdy weszliśmy. Zachowywała się jak zazwyczaj, jak to robiła przez ostatnie księżyce. Dopiero gdy skończyła układać futro kotce i ta odeszła, wtedy rzuciła się na Pszczółkę z pazurami.
Kocica skinęła głową, po czym już całą swą uwagę skupiła na Koszatniczce.
- Co masz na ten temat do powiedzenia, Mała Koszatniczko. Udzielam ci głosu. Nie zmarnuj tego.
Czy Cykoria chciał tu przebywać? Oczywiście, że nie. Cała sytuacja stresowała go bardzo, przez co nieświadomie jego prawa łapa zaczęła lekko i szybko uderzać o ziemię. Zawsze tak się działo, gdy ten się stresował i nawet jeśli ktoś by go na tym złapał, to ten nie przyznałby się do tego czynu. Dlaczego musiał się pakować w takie sytuacje? On nie chciał. To one przychodziły same.
- Ich wzrok ich zgubi. Jest taki jak jego. Muszę się go pozbyć, nim zrujnuje to ich oraz ten klan. Robię to tylko dla ich dobra i powinnaś mnie zrozumieć Obserwująca Żmijo. Sama przecież jesteś matką i też chcesz jak najlepiej dla swoich pociech, prawda?
- Jeśli uważasz, że wydłubanie swoim dzieciom oczu i pozbawienie ich wzroku jest dla nich dobre, to jest z tobą gorzej, niż aż do dzisiaj sądziłam. - Stwierdziła tortie, patrząc na nią z powagą.
- Nie widzisz tego?! - Królowa podniosła głos, co wystraszyło lekko Cykorię. - Ważka i Pszczółka są jak on. Wszyscy to widzą, oprócz Ciebie i twojego przeklętego zastępcy. Ja za to znalazłam sposób, aby wreszcie uczynić tą trójkę moimi kociętami, a nie jego. Lepsze to niż patrzenie jak przez całe życie jak wszyscy patrzą na nich z boku, bo są podobne do ich ojca.
- To są kocięta. - Rzekła Żmija jeszcze poważniejszym tonem, jakby była niewzruszona krzykiem jej rozmówczyni, wiercąc dziurę w Małej Koszatniczce. - Jak widzę, nie sądzisz, że twoje działania były złe.
- Nie znasz ich. Nie wiesz, jakie one są, a ja tak. Wiem, że są przesiąknięte jego wartościami i to jest jedyna droga, aby sprowadzić ich na dobrą ścieżkę. - Tu kocica na chwilę zamilkła, aby wziąć głęboki oddech. - Czemu miałabym widzieć cokolwiek złego w mych działaniach? Naprawiam ich. - Obserwująca Gwiazda chwilę milczała, aby potem odezwać się ponownie.
- Bobrzy Siekaczu. Powiedz Gradowemu Sztormowi i Kukułczemu Skrzydłu by zabrali Małą Koszatniczkę na wyższe piętro wieży i tam ją przetrzymali, aż nie wydam innego polecenia. - Rozkazała. Czekoladowy kocur tylko skinął głową, po czym ruszył w stronę dwójki wojowników, zostawiając swojego ucznia samego. Rozkaz Obserwującej Żmii nie był czymś, czego spodziewał się uczeń, a tym bardziej Koszatniczka.
- Jeszcze przypomnisz sobie moje słowa, gdy Ci wbiją swe kły w twój kark. - Rzuciła kocia, jakoby niewzruszona rozkazem przywódcy Klanu Burzy. - Będziesz żałować, iż mnie nie posłuchałaś, że nikt mnie nie wysłuchał. One są klątwą tego klanu!
Przywódczyni nic nie odpowiedziała, a tylko wbijała swój wzrok w kocicę, czekając, aż pojawi się trójka wojowników, którzy mieli zabrać kotkę. Czekoladowy przewodnik wrócił z dwójką wojowników, którzy zabrali Koszatniczkę, według rozkazu. Cóż za niespodziewana sytuacja. Nie sądził, że z jego treningu wyniknie takie coś. Mieli tylko przynieść zwierzynę do żłobka, a skończyło się na tym, że wylądował w legowisku przywódcy. Gdyby miał zgadywać, to nigdy by nie przypuszczał, że to się tak potoczy. Swój wzrok przerzucił z wyjścia, w którym zniknęła trójka kotów, na Żmije.
- A co dalej? - Zapytał uczeń, który nie zrozumiał całkowicie rozkazu szylkretowej kotki. - Zamkniesz Małą Koszatniczkę, jednak co z jej kociętami? Pszczółka dalej jest w legowisku medyka, a Nornica i Ważka pewnie dalej siedzą roztrzęsieni w żłobku.
- Cóż. Jak się pewnie spodziewasz, spotkają ją konsekwencje. Nie pozwolę w końcu, by jej kocięta cierpiały. Co do Pszczółki, Ważki i Nornicy... na pewno znajdę im nowego opiekuna. - Stwierdziła Żmija, po czym zwróciła się do ucznia i jego mentora. - Moglibyście zawołać tu Piaszczystą Zamieć? Muszę z nim o tym porozmawiać w cztery oczy.
- Oczywiście Obserwująca Gwiazdo. - Powiedział Bobrzy Siekacz i wraz ze swym uczniem pożegnał się z przywódczynią, po czym dwójka kocurów wyszła z legowiska, a później z wieży. Dalej mógł słyszeć krzyki królowej, która próbowała się wyrwać spod kłów wojowników. Znalezienie Piaskowej Zamieci nie było czymś trudnym, bo kocur przebywał przy wyjściu z obozu wraz ze Srebrzystym Nowiem. Przekazali mu wiadomość, a później udali się w stronę swoich legowisk. Dalej uczeń nie odpoczął po swym treningu.
- Dzień pełen wrażeń, prawda? - Rzucił Bobrzy Siekacz do swego ucznia z uśmiechem. - Kto by się spodziewał, że moja chęć wypełnienia przez Ciebie swoich obowiązków, doprowadzi aż tutaj.
- Nikt się tego nie spodziewał.
Gdyby tylko teraz mógł, to oddałby ogon za możliwość snu, chociaż chwilę dłużej. Niestety nie tego chciał klan, bo co chwilę wybudzały go szepty współklanowiczów. Wiedział, że sytuacja nie jest najlepsza, ale może daliby mu trochę pospać. On nie szeptał w nocy i budził wszystkich, więc oni mogliby zrobić teraz podobnie. Otworzył niechętnie oczy i podniósł pysk ze swych łap. Nie dane mu było zaznać dziś odpoczynku i musiał się z tym pogodzić. Podniósł się ze swojego legowiska i przeciągnął. Jeśli nie będzie mógł odpocząć to, chociaż zajrzy do swej siostry. Ostatnio widział, że ta szła do medyka, więc może tam ją spotka. Wyłonił się ze swojej nory i nim zdążył postawić łapę w stronę miejsca, gdzie mogła przebywać Pszeniczna Łapa, to usłyszał głos przywódczyni.
- Koty Klanu Burzy! Niech wszyscy zbiorą się tu na moje wezwanie! - Zawołała, co sprowadziło na nią wzrok obecnych kotów w obozie. Powoli koty zaczęły wychodzić ze swych legowisk i zbierać się pod wieżą, do których dołączył również Cykoria. Słońce niedawno zniknęło z nieba, więc teoretycznie cały klan powinien być w obozie. Kątem oka dostrzegł również Małą Koszatniczkę, której towarzyszyła dwójka wojowników. Obserwująca Gwiazda uwolniła ją? Nie, z pewnością jest tu tylko na ogłoszenie. Gdy wszyscy co mieli przybyć przybyli, to przywódczyni kontynuowała. - Mała Koszatniczka zaatakowała własne kocięta. - Tu kocica obniżyła wzrok, by spojrzeć na sprawczynię tego czynu. - Chciała odebrać im wzrok. Nie jest stabilna, nie nadaje się do opieki nad własnymi młodymi. Stanowi dla nich poważne zagrożenie możliwe, iż w jej stanie również dla innych kotów. Dlatego też, do odwołania, zostaje odizolowana od Pszczółki, Ważki i Nornicy. Niech najsilniejsi wojownicy pod wodzą Bobrzego Siekacza wykopią głęboki dół tuż przy obozie. Tam Mała Koszatniczka ma zostać umieszczona. - Po tych słowach po obozie rozbiegły się szepty, jednak szylkretowa kocica, zdawała się nimi nie przejmować. - Co do jej kociąt, w tym poszkodowanej Pszczółki, otrzymają one nowego opiekuna. Jeśli ktoś jest chętny, proszę, aby zgłosił się do mnie. Do czasu znalezienia odpowiedniego kandydata oko na kocięta będzie miała Przepiórczy Puch, a Liliowa Łapa będzie do nich przychodzić codziennie, zważywszy na sytuację.
Ciche szepty dobiegały do uszu Cykorii. Więc tak kończyła się ta historia? Teraz Koszatniczka utknie w dole blisko obozu? Musi być coś, co przywróci ją do normalności, co sprawi, aby ta znowu stała się sobą. Nagle szepty przerwał krzyk ukaranej kocicy, która próbowała wyrwać się spod łap wojowników, by uniknąć kary wyznaczonej przez przywódcę, jednak na próżno.
Wyleczeni: Rozpuszczony Bachor, Pszeniczna Łapa