BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jabłkowa Bryza x Zbożowe Pole. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jabłkowa Bryza x Zbożowe Pole. Pokaż wszystkie posty

10 kwietnia 2022

Od Jabłkowej Bryzy CD. Zbożowego Pola

- Jabłkowa Bryza! Masz może chwilę, by porozmawiać? - Zbożowe Pole zastąpił mu drogę. Point uśmiechnął się delikatnie, kiwając głową. Nie pamiętał, kiedy ostatnio rozmawiał z burym w cztery oczy. Czy kocur o nim myślał? Czy też tęsknił za ich wspólnym spędzaniem czasu? - Fajnie się nie gasi pożaru? Fajnie się bawisz z Orzechowym Zmierzchem tak? - warknięcie wojownika sprawiło, że Jabłkowa Bryza wzdrygnął się.
Poczuł, jak coś w nim się łamie. Zboże widział w nim zdrajcę. Widział w nim kogoś, kto poświęcił jego dobro dla własnych zachcianek.
Uderzyło go wspomnienie gorąca. Płomienne języki lizały jego futro. Dym wypełniał płuca. Nie mógł oddychać, nie mógł krzyczeć. Biegł na oślep. Miał jeden cel - przeżyć. To nie była wina Orzechowego Zmierzchu, to nie była wina jego przeszłości.
Czemu wszyscy, których kochał, sprawiali, że czuł się źle z rzeczami, na które nie miał wpływu?!
Zbożowe Pole nie miał pojęcia, o czym mówił. Nie obchodziły go uczucia Jabłkowej Bryzy. Nie chciał poznać jego perspektywy. Point poczuł silną potrzebę wykrzyczenia mu wszystkiego prosto w pysk, opowiedzenia o tym, co przeżywał, o tym, że czuł, jak z każdym dniem coś w nim umiera.
Ale nie potrafił.
Nie chciał być kolejnym zmartwieniem Zbożowego Pola.
- Przepraszam - wydukał cicho.
Kiedy tak bardzo się od siebie oddalili?

***

Klan Klanu Nocy był taki głośny. Jabłkowa Bryza nigdy nie przepadał za towarzystwem wielu kotów, ale dopiero kilka księżyców temu zauważył, jak bardzo przeszkadza mu gwar. Czasami, kiedy strach, który go ogarniał, stawał się zbyt mocny, nachodziła go ochota, by uciec od Klanu, od zobowiązań, od przeszłości.
Nie miałby gdzie iść.
Po śmierci Psiej Łapy na calutkim świecie nie został nikt, kogo naprawdę by obchodził.
Drgnął, gdy do jego uszu dobiegł odgłos zbliżających się kroków. Wstał niemal natychmiast, przygotowując się do taktycznego wycofania, jednak było za późno - bury kocur doskoczył do niego szybciej, niż byłby w stanie zareagować.
- Co u ciebie? - Zboże wydawał się taki swobodny, jakby zupełnie nie pamiętał o swoim wybuchu sprzed kilkunastu księżyców. Jabłkowa Bryza spojrzał na niego z pewnym strachem w oczach. Czy wojownik ponownie zamierzał na niego naskoczyć? Czy postanowił mu przebaczyć?
- Nie najgorzej - odpowiedział zdawkowo.
- Dumny jesteś z Rudzikowej Pieśni i Zanikająca Łapa? Nie martwisz się o tego drugiego, że nie skończy treningu wystarczająco szybko? - Kocur wyraźnie chciał zagaić rozmowę. Point nerwowo przestąpił z łapy na łapę.
Oczywiście, że się martwił. Strach o przyszłość dopadał go jak polujący jastrząb, zaciskając swoje szpony na jego szyi. Nie potrafił zamknąć oczu i przestać rozpamiętywać przeszłość. Nie potrafił ich otworzyć i nie czuć przerażenia.
Jednak Zbożowe Pole nie musiał o niczym wiedzieć.
I tak nie potrafiłby zrozumieć.
- Jestem pewien, że Echo sobie poradzi - mruknął, uśmiechając się delikatnie.

***

Kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa.
Zaciskały się pętlą na jego szyi. Nie pozwalały oddychać. Niczym różane ciernie każdego dnia coraz mocniej wbijały się w jego ciało.
Jednak było w nich coś pięknego. Ich różowe, miękkie płatki drgały przy każdym podmuchu wiatru. Z daleka majestatyczne i niedostępne, z bliska raniące i groźne. Oplatały się wokół jego łap, więziły, dusiły, ograniczały ruchy. Było już za późno, by wyrwać je z korzeniami.
Jabłkowa Bryza jęknął cicho. Ból rozsadzał mu czaszkę. Ciche szepty w jego głowie, których nie rozumiał (nie, po prostu nie chciał ich rozumieć, świadomie ignorował wypowiadane przez nie słowa), stawały się nieznośne. Wbił pazury w posłanie. Ciepło ciała leżącej obok Orzechowego Zmierzchu parzyło go. Zadrżał.
Potrzebował przestrzeni.
Podniósł się jakby w transie. Ciągłe szepty. Nie mógł ich znieść. Ciche słowa, mieszające się z szumem wiatru. Wypadł z legowiska wojownika, zimne krople deszczu zmoczyły mu futro. Stanął bez ruchu, wpatrując się w spokojny obóz, tak bardzo różny od jego chaotycznych myśli.
Mimowolnie pomyślał o swoim pierwszym spotkaniu ze Zbożowym Polem. Byli tacy niewinni, tacy młodzi.
Zboże obiecał, że go ochroni.
Nie potrafił dotrzymać przysięgi.
Jabłkowa Bryza powolnym krokiem ruszył w stronę wyjścia z obozu. Mimo że szepty w jego głowie wydawały się ucichnąć, jego umysł był zajęty czymś innym - przeszłością. Pamiętał zabawy z Kurką i z Orzeszką. Pamiętał trening z Oszronionym Futrem. Pamiętał zaplatanie z Kurką kwiatów w ich futra.
To… były dobre chwile.
Szkoda, że się skończyły.
Krople deszczu spływały po jego futrze. Chłód był dziwnie uspokajający, szczypiąc jego przemoknięte ciało. Błoto chlupotało mu pod łapami. Obóz Klanu Nocy pozostał gdzieś za jego plecami. Nie wiedział, dokąd zmierzał. Nie wiedział, czy chciał wrócić.
Nagle jego wzrok padł na przemokniętą, rudo-białą sylwetkę.
- Co tutaj robisz? Jest zimno - miauknął Jabłkowa Bryza, a Kurkowa Pieśń odwrócił niemal natychmiast głowę.
- Mogę zapytać o to samo. Znudziło ci się klejenie się do Orzechowego Zmierzchu? - mruknął kocur, ponownie wlepiając wzrok w zachmurzone niebo. Point usiadł obok przyjaciela i owinął ogon wokół łap. Przez chwilę siedzieli w ciszy przerywanej jedynie przez szum deszczu. - Nie widać dzisiaj gwiazd - stwierdził rudzielec, a liliowy zastrzygł z uszami zaskoczeniem.
- Rzeczywiście - potwierdził. Niebo zasnute było chmurami.
- Lubię na nie patrzyć. Są piękne. - Jabłko poruszył się niespokojnie, czując, do czego zmierza ta rozmowa. - Ale nie tak piękne jak Żabka i Sarenka.
- Pewnie są szczęśliwe w Klanie Gwiazdy - stwierdziwszy niepewnie, spojrzał kątem oka na brata partnerki.
- W sumie, gdybym musiał spędzać czas z kimś takim jak ja, to też wolałbym być martwy - zaśmiał się krótko wojownik. Point położył uszy, czując przytłaczające poczucie winy. Nie wiedział, czemu czuł się odpowiedzialny, nie wiedział, czy powinien to czuć. Powinien potrafić jakoś pomóc.
Ponownie zapadła cisza.
Siedzieli, otoczeni przez wielkość wszechświata, tak nieczułego na ich krzywdę. Czy naprawdę był sens z nim walczyć? Może powinni poddać się, pozwolić, by silny prąd poniósł ich na skały. Czy ktokolwiek by o nich pamiętał?
- Dziękuję, że pozwoliłeś mi zostać - szepnął cicho Jabłko, opierając głowę o przyjaciela. Kurka mruknął coś cicho, ale nie ruszył się.
Jabłkowa Bryza poczuł ogarniające go ciepło. To była dobra chwila, pomimo całego zła, które wydarzyło się w przeszłości. Szczerze mówiąc, wątpił, że potrafił czuć prawdziwe szczęście. Jednak… czym ono było? Czy nie uganiał się za czymś nieistniejącym? Żyjąc przeszłością, wspominając dziecięcą naiwność, coraz mocniej zatracał się w żałobie.
Może przyszedł czas, by pójść dalej.
Kurkowa Pieśń wpatrywał się w niebo, jakby szukając przejaśnienia pomiędzy deszczowymi chmurami. Point nie był pewien, czy zobaczenie tych jasnych punkcików na niebie rzeczywiście potrafiłoby sprawić, że poczułby się lepiej. Może oboje powinni uciec jak najdalej od Klanu Nocy, od wspomnień, od gwiazd i zacząć nowe życie.
Wreszcie mieliby szansę na szczęście.
Wzrok Jabłkowej Bryzy nie był wbity w nieboskłon, jednak patrzył na najpiękniejszą z gwiazd.
Gwiazdę o zielonych oczach.

02 listopada 2021

Od Zbożowego Pola Cd Jabłkowej Bryzy

*Skip po zaległościach* 
 – Dasz radę Bażancia Łapo, nie poddawaj się. – mruknął do kocura. Nie chciałby bury się poddał za szybko, nie, gdy szło mu coraz lepiej. Też nie miał zamiaru przerywać treningu walki tylko przez to, że upadła uczniowi nadzieja. Musiał tylko mu odbudować ją. – Jak patrzysz mi na bark, to spodziewam się, że tutaj zaatakujesz, patrz mi w lewy bark, a atakuj w prawy. Rozumiesz o co chodzi?
– Tak, jak chce zaatakować się w łapę przednią, to muszę patrzeć w tylną albo w drugą? – spytał się pręgowany klasycznie młodszy kocur.
– Czyli teorię rozumiesz, spróbuj w praktyce bez pośpiechu. Mamy cały dzień. – Ugiął łapy, czekając na atak, chciałby drugi nauczył się walki. Polowanie szło mu dobrze, jednak walczenie nie szło tak prosto. Po kolejnych kilku próbach uczniowi powoli zaczęło się udawać. Duma napawała zielonookiego, lubił młodego i chciałby miał już imię wojownika jak on czy masa innych kotów.
***
Wrócił brudny i zmęczony do obozu, trening trwał dość długo i gdy skończyli, to słońce już powoli zachodziło. Urok pory opadających liści. Nie udało im się nic złapać, gdy wracali, Zbożowe Pole rozejrzał się podczas powrotu, czy nic nie było czuć w powietrzu, jednak nie miał siły wykonać reszty czynności.
– Możesz odpocząć, wykonałeś dobrą robotę dzisiaj. – pochwalił ucznia. Należało mu się, więc postanowił to zrobić, nie chwalił go bardzo często, ale zdarzało się. Gdy pomarańczowooki odszedł rozejrzał się, czy ma do kogo podejść, nie widziało mu się spędzić resztę dnia na myciu się w samotności. Zauważył siedzącego Jabłkową Bryzę i nie kręciła się obok niego Orzechowy Zmierzch co było rzadkością. Podszedł sprawnie do pointa.
– Co u ciebie? – Przywitał się. Kiedyś rozmawiali więcej, ale obecnie ich kontakt trochę zanikł.
– Nie najgorzej. – odpowiedział wojownik.
– Dumny jesteś z Rudzik owej Pieśni i Zanikająca Łapa? Nie martwisz się o tego drugiego, że nie skończy treningu wystarczająco szybko?
<Jabłkowa Bryza?> 

01 sierpnia 2021

Od Zbożowego Pola Cd Jabłkowej Bryzy

*dawno temu* 
 – Możesz. – odpowiedział cicho pointowi niewyspany. Wojownik przerwał mu sen, jednak nie gniewał się na niego. Lubił go i ufał mu, że by nie obudził go bez ważnej przyczyny. Chciał się zapytać co się stało jednak postanowił, że chwile poczeka.
– Dziękuj-e. – odpowiedział niebieskooki. Rozejrzał się po legowisku niepewnie, może coś go przestraszyło? Po chwili jego zielone ślepia nie spotkały niczego dziwnego.
– Coś się stało? Czy nie chcesz mówić? – ziewnął cicho.
– Nic-c. – Usłyszał tylko bury. Nie chciał wypytywać go, skoro nie chciał powiedzieć, gdyby chciał mu powiedzieć, to by powiedział.
***
Ta głupia, faworyzowana od zawsze, brzydka i egoistyczna siostra została zastępczynią! Głupia nędzna ryba! Ten głupi Borsucza Gwiazda wygonił jego lidera i matkę. Nie lubił jakoś bardzo Zbożowego Kłosu, jednak dalej, wygoni lidera i zastępczynię! Głupiec! Jesionowa Gwiazda nie był słaby bardzo, więc kodeks nie pozwalał na pozbycie się go, zerknął na koty w obozie. Głupcy, podczas ostatniego zgromadzenia on kulturalnie pomagała gasić pożar, a niektórzy uciekali jak tchórze! Głupie tchórze! Jak oni mogli nazywać się kotami klanu nocy?! Inni pomagali, mogło im się coś stać, a oni nic! Machnął zdenerwowany ogonem, przez tę sytuację chciał wygarnąć Jabłkowej Bryzie, że nie pomagał im! Co ta głupia Orzechowy Zmierzch i Kurkowa Pieśń z nim zrobiły?! Od kiedy spotyka się z szylkretową zachowuje się dziwnie, ukrywa morderstwa, łamie zasady, jeszcze mają kociaki. Do nich akurat nic nie miał, tylko do ich matki miał. Widząc pointa, który wszedł do obozu podniósł się z ziemi. Musiał pomyśleć co chciał powiedzieć. Nie chciał na niego naskoczyć, że zachowuje się jak 7 księżycowy uczeń. Poczekał, aż będzie bliżej i otworzył pysk.
– Jabłkowa Bryza! Masz może chwilę by porozmawiać? – starał się powiedzieć jak najbardziej spokojnie. Wojownik kiwnął głową na znak zgody. – Fajnie się nie gasi pożaru? Fajnie się bawisz z Orzechowym Zmierzchem tak? – powiedział niezadowolony. Miał być mniej ostry jednak uznał, że nie, powie mu jasno.
<Jabłko? Zboże się zdenerwował "lekko">

28 maja 2021

Od Jabłkowej Łapy (Jabłkowej Bryzy) CD. Zbożowego Pola

– Hej! Jak ci idzie trening? – zawołał Zbożowe Pole (Jabłkowa Łapa wciąż nie potrafił przyzwyczaić się do jego nowego imienia). Niski kocurek uśmiechnął się delikatnie, mrucząc głośno.
– Wydaję mi się, że dobrze – stwierdził, po czym rzucił spojrzenie w stronę legowiska wojowników. – A przynajmniej Oszronione Futro tak twierdzi – dodał szybko. Po chwili spuścił wzrok, wzdychając cicho. – Zboże… Ja… Boję się tej bitwy – wymamrotał, ze wstydem kładąc uszy. – Czy… Czy twoja obietnica o chronieniu mnie jest wciąż aktualna? – zapytał nieśmiało.
– Zawsze będzie – stwierdził pewnie bury wojownik, a uczeń poczuł ciepłe uczucie rozchodzące się w jego piersi.
Zbożowe Pole nie dałby go skrzywdzić. Nigdy.

***

Dawno temu Jabłkowa Bryza wierzył w sprawiedliwy świat. Dawno temu wierzył, że nikt bliski jego sercu nie będzie chciał go skrzywdzić. Dawno temu wierzył, że zawsze będzie przy nim ktoś, kto go wysłucha i zrozumie.
Dopiero po czasie zrozumiał, jaki był naiwny.
Nie było czegoś takiego jak dobre zakończenie. Nie było dobrych kotów, którzy naprawdę potrafiły poświęcić swoją dumę dla innych. Nie było nikogo, kto potrafiłby go zrozumieć. Point nie chciał rozmawiać, nie chciał mówić o swoich uczuciach, bo wiedział, że zostałby uznany za egoistę.
Jabłkowa Bryza nie był egoistą. Przynajmniej tak mu się wydawało.
Orzechowy Zmierzch zamordowała kota z zimną krwią. Widział jej wyraz pyska, tę pasję w jej spojrzeniu, tę dziwną satysfakcję. Przerażała go. Zawsze myślał, że on oraz szylkretowa kotka zgadzają się co do jednego – w ich życiu pojawiło się już wystarczająco dużo śmierci i nie zamierzali szerzyć jej dalej. Zdrada Orzeszki była niczym złamanie pewnego rodzaju przysięgi. Jednak mimo wszystko pomógł jej ukryć to durne ciało, przez cały czas kłamał, tylko po to, by nikt nie wyrządził krzywdy ukochanej, w której wciąż widział tą dawną, dobrą kotkę.
W przeciwieństwie do niektórych potrafił postawić innych ponad sobą, jednak wcale nie był pewien, czy była to dobra cecha.
Kurkowa Pieśń przypominał różany krzew. Był niczym piękny kwiat o słodkiej woni i od zawsze pląsał wokół pointa niczym łodyga drżąca przy każdym podmuchu wiatru. Jednak jego ciernie wbijały się w głęboko ciało Jabłkowej Bryzy, niszcząc go. Czasami miał wrażenie, jakby rudzielec okradał go z jakiejś cząstki siebie na rzecz żałoby za ukochanymi. Każde spotkanie, każda rozmowa sprawiały, że liliowy gnił od środka.
Jednak w tym wszystkim była jeszcze jedna osoba, której ufał – być może niesłusznie. Wspomnienie wtulania się w jego miękkie futerko i towarzyszące temu poczucie bezpieczeństwa wydawały się dla wojownika dziwną ostoją spokoju w tym wielkim, poplątanym świecie. Jabłkowa Bryza chciał móc przestać myśleć o przyszłości, chociaż ten jeden, ostatni raz. Chciał znowu być niewinnym dzieckiem. Chciał powrócić do czasów, gdy wszystko jeszcze było dobrze.
– Zbożowe Pole? – szepnął, trącając burego kocura. Wojownik zamrugał, rozbudzony z głębokiego snu. Liliowy przez chwilę wpatrywał się w niego w ciszy. Być może nie powinien przychodzić do niego w środku nocy, jednak… Czuł, że tego potrzebował. – Nic… Nic nie jest tak, jak powinno – wydukał cicho, a jego oczy zaszły łzami. – Czy mogę się przytulić?

< Zboże? >

26 lutego 2021

Od Zbożowej Łapy (Zbożowego Pola) Cd Jabłuszka (Jabłkowej Łapy)

Patrzę na kociaka niepoważnie.
– Nie mogę, chciałbym, ale nie mogę. Aroniowa Gwiazda mnie zabije, Jesionowy Wicher utopi mnie w wodzie. Twoja mama zniszczy mi piękne futro, widzisz ile kotów nie chce? Pamiętaj wszyscy chcą zawsze dla ciebie źle, tylko ty sam umiesz o siebie zadbać.- mruczę ostatnią część zdania cicho. Niech nie myśli, że każdy będzie go chronił, ten świat to zło. Nikt nikogo nie lubi, świetny czas. Niedługo jakaś walka wybuchnie, niech młody się uczy. Widząc zdziwiony wzrok pointa prycham cicho i wychodzę, ze żłobka. Za kilka księżyców, może kilkanaście zrozumie.

*5 wschodów słońca przed śmiercią Aroniowej Gwiazdy*

Może to dziś? Mam nadzieję. W przeciwnym wypadku chyba sobie coś zrobię, bo wygnanie mi się nie podoba. Ani tego wizja. Borówkowy Nos już jest wojowniczką, za chwilę będzie miała chłopaka, a ja nawet pilnować jej nie mogę, bo mam inne legowisko. Jesionowy Wicher mówił, że niedługo na pewno zostanę mianowany. On by mnie nie okłamał, prawda? Jak tak to olewam kodeks, mszczę się. Kodeks można łamać, medycy mogą to czemu ja bym nie mógł? Słyszę, że staruch zwołuję klan. Podnoszę głowę do góry. Czyżby? Czyżbym miał szansę na zostanie wojem? Klanie Gwiazdy proszę, że jeżeli mam być wojownikiem to nie z głupim imieniem. Idę z resztą kotów pod miejsce przemówień lidera. Słysząc wywoływane swoje imię siadam wychodzę trochę z tłumu.
– Ja, Aroniowa Gwiazda, przywódca Klanu Nocy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika.
Zbożowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
– Przysięgam.- odpowiadam pewnie. Co on myślał? Że powiem nie? A w życiu.
– Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Zbożowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Zbożowe Pole. Klan Gwiazdy cieni twój spryt i upartość, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Nocy.- kończy nudną i długą formułkę Bicolor. Nawet ładne imię. Podchodzę do niego i dotykam jego barku. Będę musiał potem umyć sobie nos. Bo jeszcze będę brzydki jak on. Tylko teraz nie spać. Odchodzę od lidera. Widząc przyjaciela uśmiecham się dumnie.
– Gratulacje!- mówi miło kocur. Jedyny mój przyjaciel. Mam nadzieję, że niedługo będzie wojownikiem, Jabłkowym Futrem? Czy czymś.

***

I co? Jestem wojownikiem, tylko brakuję mi rozmów z Jabłkową Łapą. Jednak dorosłem chyba. Wyższy jestem, może go odwiedzę? Śmiesznie to brzmi. Podnoszę się z legowiska wojowników. Dużo się zmieniło, Aroniowa Gwiazda umarł. Mój mentor lideruję, no mogło być gorzej. Widząc pointa jedzącego mysz podchodzę do niego.
– Hej! Jak ci idzie trening?- uśmiecham się lekko do ucznia i siadam obok niego. Trzeba Jakoś zacząć rozmowę, a nie mogę zacząć marudzić na wodę od razu.

<Jabłkowa Łapo?>

24 stycznia 2021

OD Jabłuszka CD Zbożowej Łapy

 Jabłuszko był przerażony prawdą.
- J-jak to lizać? - zapytał niepewnie, ze strachem wpatrując się w już-nie-Lizaczka. Opisywane przez Rzeczną Bryzę zgromadzenia wydawały się podniosłym i wyjątkowym wydarzeniem, lecz historia Zbożowej Łapy była przerażająca. W tej chwili Jabłuszko już nie wiedział, w co wierzyć - być może matka ukryła niektóre fakty, nie chcąc straszyć syna. Liliowy rzucił niepewne spojrzenie na szylkretową. Przyjazny uśmiech spełzł z pyska karmicielki, a na jego miejscu pojawiła się wściekłość.
- Co ty wygadujesz?! - wysyczała kotka, jeżąc półdługie futro. Jabłuszko wbił spojrzenie w ucznia, ciekawy jego odpowiedzi. Bury kocur spojrzał lekceważąco na karmicielkę i strzepnął ogonem.
- Niech młody dowie się prawdy, po co go okłamywać? - mruknął pretensjonalnie i odwrócił się na pięcie. Jabłuszko nagle poczuł rozlewające się po jego całym ciele ciepło. Teraz zdał sobie sprawę, że uczeń po prostu jako jedyny nie potraktował go jak głupiego dzieciaka, a Rzeczna Bryza po prostu chciała go chronić. Kociak szybko dodał zgromadzenia do listy rzeczy, których należy się wystrzegać - zaraz obok treningu z psychopatyczną Puszystym Futrem, przed którą również przestrzegał go bury kocur.
W sumie Zbożowa Łapa nauczył go więcej, niż ktokolwiek inny. Jabłuszko szczerze żałował, że prawdomówny kocur prawdopodobnie nie zostanie jego mentorem (jego późne mianowanie MUSIAŁO być wynikiem diabelskich knowań Puszystego Futra, ot co).
Kociak podniósł się i, nie zważając na sprzeciwy Rzecznej Bryzy, pognał za uczniem. Skoro nie będzie jego mentorem, może teraz go coś nauczy!
- L-lizaczku! - zawołał drżącym głosem, podbiegając do burego. - To z-znaczy, Zbożowa Łapo - poprawił się szybko. Kocur rzucił mu pełne zmęczenia i zirytowania spojrzenie, pod którego naporem Jabłuszko zgarbił się.
- Czego chcesz? - warknął uczeń, a point wbił wzrok w ziemię, nagle zdając sobie sprawę, że podchodzenie z prośbą do zmęczonego Zbożowej Łapy mogło nie być najlepszym pomysłem.
- Ja… Ja p-pomyślałem… - nie mógł się wysłowić kociak, czując coraz większe zawstydzenie sobą. Ogon ucznia zadrgał w geście zirytowania.
- Co takiego sobie pomyślałeś? - zapytał, jakby modląc się, żeby młodszy jak najszybciej się od niego odczepił.
- Cóż… - zaczął kociak, przestępując z łapy na łapę. Jak najlepiej ubrać w słowa swoją prośbę, aby uczeń go nie odrzucił? Wziął głęboki oddech i (wciąż unikając kontaktu wzrokowego) kontynuował. - P-pomyślałem sobie, że m-mógłbyś mnie nauczyć podstaw p-polowania.

< Zbożowa Łapo? >

18 stycznia 2021

Od Lizaczka (Zbożowej Łapy) Cd Jabłuszka

Patrzę na pointa jak na głupka. Ja? W ciąży? Kocurem jestem przecież! Kocur nie zajdzie nigdy w ciąże, prawda?
– Nie jestem w ciąży! Kocurem jestem, tylko kotki mogą urodzić kociaki. Chyba.- odpowiadam oburzony.- Poza tym widziałeś tutaj innego dorosłego kocura? Właśnie. Nie ma, bo kotki się opiekują kociakami, kocur ich nie nakarmi.
Kładę się niedaleko młodego kociaka. Dziwny jakiś. Do tego głupie pytania zadaje, mama mu nie powiedziała? Point wydaje się zdziwiony. Nowość dla niego? Phii on o życiu jeszcze nic nie wie. Ja za dużo też nie. Choć trenowałem 2-3 księżyce! To bardzo dużo. Widząc, że kociak wstaję i podbiega do wyjścia obracam głowę. Rzeczny Nurt przyszła, już? Pewnie się nudziła tutaj, tak jak ja ciągle.

***.

Wracam wściekły z obozu. Ja chcę znowu odpoczynek! Przez te 6 księżyców odpocząłem strasznie, rozleniwiłam się. No starałem się! Jeszcze to, że ćwiczę z Jesionowym Wichrem, zastępcą drażni mnie. Powinienem być zadowolony, jednak wiem, że będzie więcej wymagać czy coś. Do tego mógłby nakablować szybko do Aroniowej Gwiazdy, nie zniosę tego. Podchodzę do sterty zwierzyny i biorę mysz. Kociak Rzecznego Nurty może jeść już mięso z czego to wiem. Na pewno bardziej, pamiętam jak jadł raz przy mnie. Marudził strasznie jednak jadł. Kieruje swoje kroki w stronę żłobka. Potem odpocznę, nawet Wieczornikowa Łapa mi nie przeszkadza! Siostra nie wydaje się tak wkurzająca jak reszta kotów. Wchodzę do żłobka, nic się nie zmieniło przez ten krótki czas. Co miało nawet? Nikt nie został mianowany, jeszcze. Muszę skończyć przed nimi trening! Jak to będzie wyglądać?! Że jestem starszy i nadal trenuję?! I mama będzie znowu zła! Nie, nie, nie! Macham zdenerwowany ogonem. Muszę skończyć trening jak najszybciej! Dam z siebie wszystko! Podnoszę wzrok, kociaki Śnieżnej Chmury śpią. Choć tyle dobrego. Podchodzę bliżej Rzecznego Nurtu i Jabłuszka blisko jej. Niech się nauczy nie bycia ciągle obok matki, podczas treningu mama mu nie pomoże.
– Proszę, przynosił wam ktoś dziś jedzenie?- Odkładam obok kotki zwierzynę.
– Tak, jednak chętnie zjem jeszcze coś.- mówi zadowolona szylkretka i zaczyna jeść. Uśmiecham się pod nosem. Czas wolny! Mogę odpocząć!
– Opowiesz mi coś?- mówi niepewnie Jabłuszko. Patrzę na pointa. Że co? Ja miałem odpocząć! Jednak… może, by nie było tak źle gdybym mu coś szybko opowiedział? Wzdycham cicho i siadam obok niego.
– No dobrze, to słuchaj.- Opowiedzieć mu coś, tylko co? Nie mam za dużo historii do opowiedzenia. Wymyślać nie będę … wiem co! O zgromadzeniach, byłem tylko na jednym. Coś wymyślę!- To na pewno słyszałeś o zgromadzeniach klanów, jak będziesz już uczniem to na takie będziesz chodzić. Jednak one są okropne! Koty depczą ci po ogonach, krzyczą na ciebie, liżą. Są okropne. Do tego potem jesteś niewyspany.- Mówię do kociaka. Niech wie co się dzieje, że to niby mityczna noc pokoju. Ta jasne, najgorsza rzecz na świecie. Jednak chciałbym spotkać jeszcze tą uczennice z klanu Wilka. Przywalić jej muszę albo polizać.

<Jabłuszko?>  

01 stycznia 2021

Od Jabłuszka CD Lizaczka

 Wpadnięcie na Lizaczka było najgorszą rzeczą, która mogła spotkać Jabłuszko.
- Obraziłeś się? Możemy się pobawić lub ci coś opowiem, jeśli masz ochotę – zaproponował uczeń, siadając przy przyniesionym ze stosu wróblu. Kociak nawet się nie odwrócił, mając szczerą nadzieję, że ignorowanie ucznia sprawi, że tamten straci nim zainteresowanie – tę sztuczkę już raz wypróbował, gdy Chrobotek chciała się z nim pobawić. Jakie szczęście, że Rzeczna Bryza wtedy z nim była… Niestety, teraz musiał radzić sobie sam.
- Hej, nie ignoruj mnie! - Jabłuszko poczuł szturchnięcie, prawdopodobnie mające być czymś na kształt przyjacielskiego kuksańca, jednak ze względu na różnicę wielkości między Lizaczkiem a kociakiem było odczuwalne bardziej jako uderzenie, przez które kocurek zatoczył się, spadając z posłania wprost pod nogi ucznia. - Wybacz – mruknął zmieszany. Kociak skoczył na równe łapy, patrząc na starszego z przestrachem. On chciał tylko wrócić do mamy, wcale nie miał ochoty z kimkolwiek rozmawiać!
- Gdzie jest Rzeczna Bryza? - zakwilił Jabłuszko, kuląc się pod naporem wzroku kocura. Lizaczek strzepnął ogonem, wydając się zniecierpliwiony.
- Już ci mówiłem, prawdopodobnie poszła na spacer – stwierdził, zabierając się za jedzenie wróbla. Kociak przełknął ślinę, obserwując, jak starszy odrywa kawałek zwierzyny i zaczyna ją żuć – mimowolnie na miejscu ptaka wyobraził sobie siebie. - Poczekam z tobą na jej powrót – obiecał kocur, oblizując pysk z resztek. Jabłuszko poczuł, jak robi mu się słabo na myśl o spędzeniu czasu z kimś niebędącym jego matką.
Lizaczek położył się naprzeciwko, wydając z siebie pomruk zadowolenia. Kociak wbił wzrok w ziemię, błagając coś, co jego mama nazywała „Klanem Gwiazd” (często prosiła go o pomoc podczas porannego narzekania na stan futra syna), aby ucznia nie naszła chęć na rozmowę.
- Chciałbyś posłuchać o tym, jak nauczyłem się pływać? - zagadał starszy kocur, dumnie wypinając pierś. Jabłuszko mimowolnie jęknął, pragnąc uciec jak najdalej ze żłobka. Lizaczek wyraźnie zinterpretował jego agonalne modły jako potwierdzenie. - Pewnego, zimnego poranka…
***
Jabłuszko musiał przyznać, że Lizaczek potrafił opowiadać. I to jak! Historia o walce ze wzburzoną wodą i okrutnym mentorze, który tylko przyglądał się z brzegu, jak jego uczeń prawie utonął (kociak miał szczerą nadzieję, że nie trafi pod opiekę Puszystego Futra) brzmiała tak fantastycznie, że mogłaby być zmyślona.
- J-jesteś bohaterem – mruknął z podziwem Jabłuszko, wpatrując się wielkimi, pełnymi podziwu oczami w kocura. Lizaczek uśmiechnął się z dumą, rzucając kociakowi pobłażliwe spojrzenie.
- Jeśli się postarasz, to może kiedyś też będziesz tak utalentowany – stwierdził, owijając ogon wokół młodszego. - O czym chciałbyś jeszcze posłuchać? - zapytał, a Jabłuszko przekrzywił głowę w geście zastanowienia.
- S-skoro mieszkasz w żłobku… Czy… C-czy ty t-też będziesz m-miał kociaki?

< Lizaczku? >

21 grudnia 2020

Od Lizaczka Cd Jabłuszko

Kolejny nudny dzień w obozie, a bardziej w kociarni. Wychodzenie po jedzenie i szybki powrót by nikt mi nie zarzucił, że wychodzę ciągle. Nawet nie pamiętam, który księżyc siedzę w kociarni, i twarze kotów się pozmieniały. Kociaki Sasankowego Płatku stały się uczniami, a Rzeczna Bryza doczekała się kociaka. Jabłuszko go nazwała. Kociak pomimo tego, że niedawno się urodził to już często biegał za różnymi rzeczami. Nie mógłby posiedzieć na tyłku, a jego matka bardzo o niego dba. Kolejny jedynak w żłobku, nie dość, że Chrobotek urodził się sam. Pomimo że ma starsze rodzeństwo to oni się nie boją, że Klan nie będzie się powiększał? Mało kociaków w żłobku jest, nie licząc mnie, bo ja jestem dorosły! Beze mnie są dwa kociaki! Klan wyginie, nie będzie czystej krwi! I Posrana Gwiazda musi przyjmować samotników! A oni mają inną krew niż tą klanową! Czyli są słabe. Przeciągam się i wychodzę z legowiska. I kto by pomyślał, że takie słabiaki zostały przyjęte do klanu. Podchodzę do sterty, niech deszcz minie już! Patrzę na swoje ubrudzone w błocie łapy. Muszę potem je wyczyścić. Biorę ze sterty wróbla i odkładam go na chwilę na ziemię. Rozglądam się po obozie, dawno mnie tutaj nie było. Może Żytnie Pole mnie dziś odwiedzi? Jak by Zbożowy Kłos mnie odwiedziła to cud. W który nawet nie wierzę. Słysząc jakiś pisk odwracam głowę w stronę dźwięku. Co ten kociak tutaj robi? Jest zimno, a małemu pewnie zimno … Zboże nie! Nie zamieniaj się w opiekuna. Nie możesz być Wiecznym Królowym, jesteś Lizaczek najwspanialszy kot w lesie.

– Co ty młody tutaj robisz? W żłobku powinieneś siedzieć, pada deszcz i będziesz chory. A jak to się stanie to twoja mama chyba coś zrobi.- mamroczę pod nosem. Niedawno się urodził, a już wychodzi, że żłobka. Dziwny jest.

– Szukiam maimy! Piszła gdzieć i jij sikuam!- mówi dumnie kociak. Nie widzę się jego mamie, nie chce siedzieć całe dnie w żłobku. A jeszcze podczas porodu tak krzyczała, że ledwo się dało wytrzymać. Choć Poranna Zorza mówił, że to nic, przy czym co zrobiła moja mama.

– Nie dziwi się jej, wiesz jakie ogromne mamy tereny! A teraz, choć, do żłobka. Przemokniesz tutaj czy coś.- Pcham lekko kociaka nosem w stronę żłobka.- Idź.

Kocurek niechętnie idzie do żłobka. Czyżby jakiś kociak mnie posłuchał? Wreszcie! Może zobaczył moją mądrość? Biorę wróbla w zęby i idę za kociakiem. Jaki on wolny. I do tego mały, niech urośnie. Oczywiście wiem, że ja jestem duży, nawet jak na swój wiek, no ale niech rośnie!

– Bawisz się w opiekowanie kociaków?- Śmieje się Żytnie Pole.- Nabierzesz doświadczenia chociaż w opiekowaniu się kociakami. Odkładam jedzenie pod swoje łapy.

– Nie przypominaj mi o tym błagam, a nie opiekuje się po prostu.- Co ja robię? Martwię się o nie wszystkie, dbam. Jak taki starszy brat. Nie. Ja nie mogę być taką ciotą!- Kodeks wojownika mi każe, a teraz przepraszam, ale pilnowanie kociaków jest męczące.

Biorę znowu jedzenie do pyszczka i idę za kocurem. Może nie jest tak głupi by się mnie nie słuchać. Wchodzę za nim do legowiska z kociakami. Kocurek idzie głębiej. Obrażony jest? Kładę na ziemi ptaka.

– Obraziłeś się? Możemy się pobawić jak chcesz, mogę ci coś opowiedzieć.- Siadam przy jedzeniu.

<Jabłuszko? Pytaj go o co chcesz>

Od Jabłuszka

 Jabłuszko nie musiał otwierać oczu, by wiedzieć, że coś jest definitywnie nie tak, jak powinno.
Odkąd się urodził – czyli od równych dwudziestu wschodów słońca – jego poranki wyglądały tak samo. Budził się, wtulony w ciepły od mleka brzuch Rzecznej Bryzy, ochraniany przez matkę przed otaczającym go zimnem oraz kapiącą z chmur wodą (określaną złowieszczym mianem „deszczu”), która wydawała się zalewać cały teren obozu poza bezpiecznym żłobkiem. Wtedy kotka zaczynała myć go porządnie, przez praktycznie cały czas narzekając na ilość paprochów wplątanych w jego futro. Jabłuszko czuł się winny — przecież nie chciał denerwować ukochanej mamusi. Mimo to bardzo lubił ich leniwą poranną rutynę, głównie dlatego, że wojowniczka poświęcała mu wtedy całą swoją uwagę. Spędzali ten cały czas razem, a to była jedyna rzecz, której kociak potrzebował do życia.
Tak więc, gdy Jabłuszko rankiem poczuł otaczający go z każdej strony chłód, przeraził się nienażarty.
- Mamusiu? - pisnął z żalem, rozglądając się po legowisku, które nagle przestało wydawać się tak bezpieczne, jak wcześniej. Z paniką zaczął kręcić się na posłaniu – przecież Rzeczna Bryza powinna zaraz wrócić, prawda? Zresztą, nie był sam, w rogu żłobka spokojnie drzemała Obłok, jednak na samą myśl o konieczności obudzenia pokrytej bliznami karmicielki, sierść stawała mu dęba. Nie, definitywnie nie chciał tego robić.
Nagle jego wzrok przykuło prawdopodobnie jedyne miejsce, gdzie mogła udać jego mamusia. Niepewnie położył uszy, niezdarnym krokiem skradając się w stronę przerażającego wyjścia z legowiska. W sumie był „na zewnątrz” tylko trzy razy, lecz nie pamiętał z tego zbyt wiele – podczas dwóch z trzech wyjść siedział wtulony w Rzeczną Bryzę, pilnując, by żaden z kotów do niego nie zagadał. Raz zapędził się poza żłobek zupełnie przypadkowo, podczas gonitwy za piórkiem – uciekł tak szybko, jak się tam pojawił.
Obóz wyglądał niezwykle szaro, zalany strugami rzęsistego deszczu. Ziemia przy wyjściu ze żłobka konsystencją zaczynała coraz bardziej przypominać wodę. Jabłuszko z zawstydzeniem zauważył, że miał całe łapy pokryte błotem. Rzeczna Bryza nie będzie zadowolona. Zmrużył oczy, próbując spostrzec matkę. Z przestrachem uświadomił sobie, że kotki tu nie ma – jedyną osobą, którą zdołał zauważyć (o zgrozo!), był ten duży uczeń, który z nieznanego dla Jabłuszka powodu przesiadywał w żłobku. Podchodzenia do niego i proszenia o pomoc kociak nawet nie brał pod uwagę. Z żałością uświadomił sobie, że prawdopodobnie będzie musiał działać sam. Przez chwilę stał w miejscu, drżąc na całym ciele, sam nie wiedząc, czym było to spowodowane – zimnem czy strachem przed samodzielnym poszukiwaniem matki. „Rzeczna Bryza mnie potrzebuje” – uświadomił sobie nagle, czując w piersi przyjemne uczucie odwagi. Tak, odnajdzie matkę, a ta będzie z niego dumna. Napędzany tymi myślami, wybiegł ze żłobka.
Trzeba przyznać, że nie przewidział kilku rzeczy. Po pierwsze, nie spodziewał się, że deszcz jest aż tak nieprzyjemny – całe jego futro przemokło praktycznie od razu, stając się niezwykle ciężkie. Po drugie, błoto okazało się bardziej grząskie, niż zakładał – jedna z jego łap utknęła w mazi, przez co stracił równowagę i ześlizgnął się w stronę sterty zwierzyny. Po trzecie – zupełnie nie brał pod uwagę, że podczas swojego panicznego zjazdu uderzy prosto w biorącego ze stosu wróbla Lizaczka.


< Lizaczku? >