BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lodowy Szpon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lodowy Szpon. Pokaż wszystkie posty

13 maja 2020

Od Lodowej Łapy cd Jesionowego Wichru

Słyszała bicie serca brata. Jego ciepło. Takie kojące…
Jedna po drugiej, łza za łzą spływały po pysku uczennicy. Ciało drżało w spazmach szlochu, z pyska uciekł głuchy jęk. Czuła się okropnie ze sobą jak i ze wszystkim, co ją otaczało. Dlatego teraz wtulała się najmocniej jak tylko potrafiła w ciało brata.
Jesionowy Wicher z początku spiął całe ciało, gdy ta zamruczała mimowolnie. Ostatecznie położył łeb na jej głowie, liżąc za uszami.
— Wiesz… mama byłaby z ciebie dumna.
Nie widziała jego pyska. Mogła jednak przysiąc, że się uśmiecha.
Tak… zdecydowanie tego było jej trzeba. Poczucia, że ma wsparcie w kimkolwiek. Że nie jest obojętna. Niepewnie odsunęła się od brata, który powoli starł łzy z jej pyska.
— J-jeśli komuś t-to powiesz, t-to m-masz w p-pysk
Ponownie oparła głowę o jego klatkę piersiową, oddychając ciężko.
- - -
Plotki rozeszły się szybciej niż myślała.
Wredne przytyki Muszego Bzyku.
Dręczenie przez Płotkową Łapę, która poczuła już jej pazury na swym pysku…
Czuła się okropnie. Tak, jakby to wszystko popychało ją w stronę krawędzi.
Nie potrafiła spojrzeć nikomu w oczy. W obozie była tylko gościem, gdy przynosiła upolowaną zwierzynę. Zaprzestała chodzenia na treningi. Większość czasu skrywała się w sowiej dziupli.
— Lodowa Łapo!
Drgnęła.
Jesionowy Wicher jej szukał.
Nie mógł jej teraz zobaczyć, nie teraz.
Oddychała ciężko, ugniatając mech pod swymi łapami. Stres wziął górę. Zaczynała panikować. Chciała uciec. Tak! Musiała! Musiała się stąd zabierać. Wstała na drżących łapach, nadeptując na gałązkę.
Trzask. Szelest.
Wzrok czekoladowego zwrócony ku niej.
— Tu jesteś, Lodowa Łapo! Szukałem cię wszędzie! Martwiłem się…
Spojrzała na niego ze łzami w oczach. Gniew, ból i strach mieszały się, tworząc paskudną mieszankę wybuchową. Nieśmiało podniosła wzrok na niego.
— W-wszyscy już wiedzą, p-prawda, Jesionku?
Szepnęła. Jej gardło niebezpiecznie się ścisnęło. Przełknęła ślinę. Bała się. Po prostu bała.

< Jesionowy Wichrze? >

09 maja 2020

Od Lodowej Łapy

“Wybacz kwiatuszku ale… nic z tego nie będzie… Przykro mi, aniołku”
To nie… nie mogła być prawda… Nie… to był sen. Tak! Najprawdziwszy koszmar, materializacja jej lęków, które od księżyców spędzały sen z powiek niebieskiej kocicy. Lina na jej gardle zaczęła się niebezpiecznie zacieśniać. Musiała coś zrobić… Traciła oddech. Czuła jak tonie w morzu swych niezrozumiałych uczuć. 
— Ojej… kwiatuszku… ale nie płacz — ciepły język sprawił, że trafiła nad sobą kontrolę. Czuła się nieobecna, jakby duchem trafiła do najcudowniejszego miejsca na świecie, ciało natomiast pozostało by zbierać fizyczne pieszczoty. Jej umysł się wyłączył. Została tylko ona.
Lodowa Łapa.
Kocica chorobliwie pragnąca dotyku swej mentorki. Chciałaby ta chwila trwała wiecznie, wiedziała jednak iż to się nie spełni. Powiedziała jej to teraz, prosto w pysk. Więc… dlaczego teraz tak delikatnie pieściła ją po policzku? Dlaczego zmuszała do wtulenia się w jej ciało?
Chciała by ją zostawiła. Opuściła jak niemalże każdy. 
Sprawiało jej to radość, gdy cierpiała? Widziała, jak bardzo łaknie jej dotyku, a jednak bezczelnie zwodziła ją za nos. Bawiła się niczym piszczką. Łzy płynęły kaskadami po jej policzkach, mocząc już i tak wilgotną trawę pod łapami.
— Ja… Nie… MÓWIŁAŚ, ŻE MNIE KOCHASZ!
— To były tylko żarty, kwiatuszku, wiesz, takie przyjacielskie… Myślałam, że rozumiesz...
— Żarty… Żarty?! —  z jej pyska uciekł histeryczny śmiech. Wbiła pełne bólu i żalu spojrzenie w mentorkę. — Zostaw mnie. — wycedziła przez zęby, odpychając ciało Owczego Futerka. Robiła to z trudem. Jej umysł był przyćmiony. Jedyne, o czym marzyła, by ta ostatecznie rzekła, iż był to jedynie żart, że kocha ją, a to wszystko, co mówiła było prawdą. 
— Wynoś się. Nienawidzę cię! — wyrwawszy się z objęć oddychała ciężko. Zniszczyła wszystko. WSZYSTKO. Odebrała jej stabilny grunt pod łapami. Nie mogła udawać? Wiedziała jednak iż zabolałoby to bardziej, jednakże w tej chwili dałaby wiele, by mentorka jeszcze trochę się nią zabawiła. Pragnęła znów czuć na sobie jej ciepły język. Przyjmować komplementy. Wtulać się z czułością. Słuchać jak ta szepcze swoje “kocham cię kwiatuszku”.
Lód pociągnęła nosem, znikając czym prędzej w trzcinie, zostawiając swoją mentorkę z wyrzutami sumienia. Nie mogła teraz pokazać się w klanie, nie po tym, co chwilę temu zaszło.

14 kwietnia 2020

Od Lodowej Łapy

Desperacko wyciągała szyję ponad wodę, nieodparte wrażenie walki o każdy, nawet najmniejszy oddech zalewało jej ciało, odbierając zdolność racjonalnego myślenia.
"Powietrza, błagam..." powtarzała niczym modlitwę, czując, jakby miała za kilka uderzeń serca wyzionąć ducha.
Mięśnie odmawiały posłuszeństwa, doprowadzając młodą kotkę na skraj rozpaczy. Nie chciała umierać! Nie w taki sposób! Za każdym razem, gdy mocniej uderzała w taflę wody, zaś głowa uniosła się na tyle wysoko, by dostrzec otaczający ją świat - posyłała swej mentorce błagalne spojrzenie. Chciała wrócić na ląd. Chciała czuć pod łapami twardą ziemię. Nie była stworzona do pływania!
— Uderzaj mocniej łapami, kwiatuszku! Postaraj się uspokoić!
Zalała ją fala ciepła, gdy kocica zwróciła się do niej per kwiatuszku. Nie mogła tak... nie mogła się przed nią ośmieszyć. Nie teraz. Słowa Owieczki tylko dodały jej animuszu. Uderzenia w taflę wody stawały się z każdą chwilę silniejsze, wola walki wzrosła.
— Tak! Dobrze ci idzie!
Pochwała tylko zachęciła ją do pracy. Woda chlapała na wszelakie strony, w które tylko mogła prysnąć. Lód musiała przyznać - szło jej to z każdym oddechem jeszcze lepiej. Nadal jednak dławiła się wodą, aczkolwiek najważniejszy był fakt, że już nie tonęła.
Gdy poczuła pod łapami muł, jej ciało wypełniła euforia, z każdym machnięciem łap czuła bardziej pewny grunt.
Kilka uderzeń serca i... Lodowa Łapa padła na trawę cała przemoczona i ledwo żywa.
— Gratulacje, kwiatuszku. Pierwsza lekcja pływania zaliczona!
Pochwała mentorki. Jej ciepły język gładzący mokry od lodowatej wody policzek...
Córka Oblodzonej Sadzawki zdecydowanie musiała zawalczyć resztkami woli, by jej ciało nie oszalało na tą nader przyjemną pieszczotę.

13 kwietnia 2020

Od Lodowej Łapy CD Jesionowego Wichru

Dziwne poczucie znalezienia się w klatce uderzyło ją ze zdwojoną siłą, przyprawiając o wymioty. Kątem ślepia spoglądała na swego brata, teraz już wojownika, Jesionka. Czy doprawdy go nienawidziła? Czy chciała, by umarł? N-nie... Chyba nie... Wiedziała, że jej brat nawet nie ma świadomości, co przeszła w obozie klifiaków. W jaki sposób była traktowana.
Z przerażeniem uświadomiła sobie to, jak bardzo nikt nie interesował się jej losem. Nikt nie pytał, skąd ma ranę na gardle, która wyglądała tak, jakby ktoś próbował wyrwać jej krtań... Nikt nawet na uderzenie serca nie zająknął się o tym, skąd posiada tyle ran na łopatkach i grzbiecie. Nikt, dosłownie nikt nie przejął się jej raną na pół pyska.
Zupełnie tak, jakby jej się należały, jakby już się z nimi urodziła.
Co ona im zrobiła? Nie miała ochoty na wszelakie bratanie się, czy to jest powód do aż tak bolesnej obojętność?
Za to oczywiście względem Pigwowej Łapy każdy skakał niczym poparzony żywym ogniem. I dlaczego? Bo stracił oko. Też coś... Lodowa Łapa wręcz czuła, że gdyby ona wróciła bez jednej łapy, nikt by nawet się nie przejął, potraktowaliby to, jak coś normalnego, jakby już wcześniej nie posiadała tej kończyny.
Może więc jej agresja była spowodowana czymś innym? Może nie tyle była zazdrosna o wojownicze miano Jesiona, co o to, jak każdemu z jej braci życie się ułożyło?
Gruszkowa Łapa spędzał czas z Pigwową Łapą, mizdrząc się na swój własny, wybitnie irytujący sposób.
Malinowa Łapa wspomniał o jakimś koledze z klanu Wilka.
Jesionowy Wicher natomiast dużo czasu spędzał w towarzystwie Białego Kła czy też Brzoskwiniowej Łapy.
Zaś ona? Była sama, zupełnie jak palec, jedynym kontaktem z innym kotem były jej treningi z Owczym Futerkiem. Nie czerpała jednak z nich przyjemności. Wiedziała, że jest to tylko czysta formalność.
Jednakże... Nie mogła powstrzymać swych myśli od wyobrażania siebie wtulającej się w kręcone futerko wojowniczki, gdy ta z czułością liże ją po policzku. Nie wiedziała, co się dzieje... Z każdą podobną myślą jej ciało zalewała fala ciepła, przez którą czuła motylki w brzuchu.
Jednakże wszelakie próby zwrócenia na siebie uwagi mentorki spływały na panewce. Może to dlatego jej nienawidziła i nazywa beznadziejną? Nie potrafiła pojąć jakim cudem może żywić do kogoś dwa uczucia - pozytywne i negatywne.
— Ja też się nie prosiłam.
Zaczęła ostrym tonem. Miała dosyć poczucia tracenia oddechu. Bycia w klatce jeszcze bardziej. Czuła się samotna, tak zwyczajnie samotna. Z jednej strony chciałaby, by ktoś zwyczajnie ją przytulił i zapytał, jak się czuje, z drugiej zaś... Chciała, by każdy ją zostawił. Dał spokój, przestał się interesować.
— Nie prosiłam się, by mnie porwano. Nie prosiłam się, by Nocna Puszcza, jeden z tych paskud traktował jej jak worek treningowy. Nie prosiłam się o opóźnione mianowanie i zaległości. Nie prosiłam się o blizny. Nie prosiłam się o bycie samotną frajerką, której losem nikt się nie przejmuje.
— Może porozmawiaj Z Deszcz...
Przerwała mu. Nawet nie zamierzała słuchać o tym liderze, który miał czelność się tak nazywać. Po prostu nie chciała, nie po tym, jak pozwolił jej spędzić tak długi czas pośród wroga.
— Nie wspominaj mi o nim!
Napuszyła futro, spoglądając na Jesionowego z bólem i strachem w błękitnych ślepiach.
— Nie chcę o nim nic słyszeć. Nie nadaje się na lidera. Zresztą, Pstrągowy Pysk też nie. Znając ją, dostanie na łeb, gdy tylko dojdzie do władzy i będziemy mieli drugą Lisią Gwiazdę.
Splunęła na samą myśl o tamtej dwójce. Doprawdy, dobrali się wręcz idealnie.

< Jesionowy Wichrze? >

09 kwietnia 2020

Od Lodowej Łapy

Kaczy Pląs nie żył.
Wiadomość o zgonie ojca przyjęła nad wyraz swojsko, jakby ktoś właśnie poinformował ją o spotkanym wczesnym porankiem przepięknym motylku a nie o odejściu kogoś, kto przyczynił się do jej narodzin. 
Nie płakała.
Nie próbowała wyprzeć tego z siebie.
Nie krzyczała, rozgarniając ziemię z grobu płodziciela.
Po prostu, skinęła głową, jakby nic potwornego nie miało miejsca. Jakby z daleka obserwowała przeraźliwy szloch Gruszki, którego ciałem targały spazma wspomnień tamtego dnia, kiedy kot, którego kocurek kochał, odszedł na jego oczach.
Krew. Krzyki. Płacz. Krew.
Oddech przyśpieszył, pazury ujrzały światło dzienne. Musiała coś… gdyby tylko… Złapała więcej powietrza w swe płuca, nim oddaliła się w stronę światła przebijającego się przez gałązki wierzby, a które również oznaczały drogę do świata.
Miała wrażenie, że słabnie. Jakby słońce wysysało z jej ciała energię życiową, pozostawiając jedynie kości pokryte niedbale skórą. Poczucie zamknięcia w klatce stawało się nie do zniesienia. Nie wiedziała co robi w klanie nocy, czuła się niepotrzebna, jakby była kolejnym mięsem armatnim walczącym w imię przekonań jej lidera. Usiadła nad wodą, wpatrując się w jej taflę.
— Żałosne.
— Co takiego, droga siostro? — nie spodziewała się nikogo, zaś jego już szczególnie. Nigdy, przenigdy nie byli ze sobą blisko. Dlaczego więc zajął się jej osobą? Dlaczego zamiast robić coś, co przyniesie jakiekolwiek efekty, postanowił jej potowarzyszyć mimo niepewności, czy niebieska kocica wyrazi na to zgodę. 
“Moje życie” szepnęła w myślach, unikając kontaktu wzrokowego.
— Nic, bracie, Jesionowy Wichrze — imię wojownika wypowiedziała z tylko sobie znanym tonem pełnym nienawiści jak i pogardy. Ona miała być najlepsza, to jej matka powtarzała na każdym kroku to, że zostanie wojowniczką z całego rodzeństwa. — Cóż to zaszło, by moja, ach, tak nic nie znacząca osoba mogła cieszyć się obecnością tak cudownego wojownika, jak ty? — kolejna porcja nienawiści rozlała się na trawie.
Nienawidziła tego uczucia.
Wstyd i nienawiść mieszały się na przekór.
Lisia Gwiazda, Deszczowa Gwiazda, Jesionowy Wicher, Kaczy Pląs, Owcze Futerko, to była ich wina. To wszystko była ich wina…

< Jesionowy Wichrze? >

Od Lodowej Łapy

Owcze Futerko.
Większego poniżenia chyba nigdy przedtem nie zaznała. Nawet przytyki Nocnej Puszczy zdawały się być w tej chwili jedynie muśnięciami pióra lub drażniącą muchą latającą koło ucha. 
Czuła wzrok innych na sobie. Oceniali ją. Jej posklejane, brudne futro, podrapane barki, rany na pysku i gardle. Lodowa Łapa zdawała sobie sprawę, że wygląda jak straszydło. Potwór, na którego wspomnienie kocięta przestałyby brykać, aby uciec w popłochu i schronić się pod ciepłą kitą matki.
Właśnie, matka.
Tęskniła za Oblodzoną Sadzawką tak potwornie, że na samo wspomnienie dzielnej wojowniczki miała wrażenie, jakby żebra w jej ciele pękały wraz ze skórą, zaś z otwartej rany sączyła się krew wraz z ropą.
Zetknęła się z kocicą nosami dopiero gdy jej mózg przyswoił sytuację w której się znalazła. Ciepło bijące od wojowniczki uderzyło w kocicę jakby ze zdwojoną siłą, jej ciało napięło każdy, nawet najmniejszy mięsień, prężąc dumnie ogon tak, jakby chciała jej zaipomnować.
Dziwne, aczkolwiek niewyobrażalnie przyjemne uczucie zalało ją całą. Od pazurów, po uszy.
Zastanawiała się cóż może oznaczać; dotychczas nie zaznała jeszcze tak specjalnej radości z czyjegokolwiek dotyku. Jeden był nieprzyjemny, przepełniony bólem, poniżeniem oraz krwią oblewającą jej ciało, drugi zaś emanował miłością matki, a także gotowością bronienia swego potomstwa. Było jeszcze sporadyczne, aczkolwiek nadal istniejące, dotykanie nosa Malinowej Łapy, gdy chciała podnieść rodzonego brata na duchu. 
— Lodowa Łapa! Lodowa Łapa! — wsłuchała się w głosy kotów, skandujących jej imię. Nie czuła jednak radości, miała wrażenie, że pozostali robią to tylko dla tradycji.
“Tak, Lodowa Łapa…” szepnęła do swojej osoby, nim wtopiła się w tłum.

< Ktoś z klanu nocy? >

03 kwietnia 2020

Od Lodu (Lodowej Łapy)

Obóz klifiaków, dzień... Bodajże trzeci... Chyba... sama już nie wiem... W każdym razie, wystarczająco tyle, by moje rany po bitwie z Nocną Puszczą, zdążyły zmienić się w nieprzyjemne strupy.
- Siostrzyczko, nie chcesz iść do medyka? - niepewne aczkolwiek zarazem czułe miauknięcie Gruszeczki wybudziło mnie z letargu.
Ah, tak... Medyk
Czy powinnam odwiedzić kogoś, by leczył moje rany, podczas gdy jeden z jego pobratymców mi je zadał? Przez kilka sekund miałam wrażenie, że oddychanie sprawia mi przeraźliwą trudność, ten stan szybko jednak minął tak szybko, jak się pojawił.
- Nie - odparłam, oburzona tym niedorzecznym pomysłem, jednakże zbyt ostrym tonem, co tylko sprowadziło wyraz smutnej i zakłopotanej mordki Gruszki. Przez moment siedziałam tak, nie wiedząc co robić, dopiero czyjeś ciche miauknięcie. Szybkie odwrócenie łba i... Przed wejściem do leża dostrzegłam Łabędzi Plusk, który jakoś tak niemrawo spoglądał na całą naszą czwórkę.
- P-przyniosłem w-wam j-je-edzenie... - szepnął, podsuwając nam zdechłą wiewiórkę pod same łapy, Pigwa jak i Gruszka najpewniej czując uciążliwy głód dopadli do piszczki natychmiast zabierając się za pochłanianie mięsa.
- W dupe sobie ją wsadź - splunęłam pointowi pod łapy - I zejdź mi z oczu, bo zaraz się zrzygam. Fałszywy. Zdradziecki. Lis. Jesteś bezczelny, wiesz? Najpierw wesolutko mordujesz mi matkę oraz innych klanowiczów, a teraz stwierdziłeś nagle, że rzucisz nam w mordy zwłokami śmierdzącej myszy licząc, że będziemy cię wielbić do usranej śmierci? Niedoczekanie. Won. Albo pożałujesz - zasyczałam, zaś moje futro jeszcze bardziej stanęło dęba. Każdy śnieżnobiały kieł było widać niemalże idealnie, błyszczały one w słońcu, dając do zrozumienia klifiakowi, że nie żartuję.
Nie chciałam tu być, żadne z nas nie chciało. Cały czas miałam w głowie Malinka dręczonego przez Aronię. Cicho wierzyłam, że mój braciszek jakoś sobie da radę z tym psycholem.

02 kwietnia 2020

Od Lodu (Lodowej Łapy)

Obóz klanu klifu, dzień pierwszy.
Przetrzymywanie przez klifiaków nie było ani troszeczkę przyjemne. W moich żyłach krew aż kipiała, gdy któreś, tych wyrzyganych kłaków zbliżał się do biednego, przerażonego Pigwy, który chyba z nas wszystkich znosił całą, jakże patową sytuację najgorzej.
Czasami miałam wrażenie, że mogę zaraz paść z poderżniętym gardłem, tylko dlatego, że moje płuca jak i całe ciało miało czelność oddychać. Co chwilę pojawiał się niejaki Łabędzi Plusk, wyrzyganą dobrocią próbując zamydlić nam oczy.
Czułam się niczym w potwornym wariatkowie, gdy kolejny raz Nocna Puszcza łapał moje gardło, ciskając po obozie niczym szmacianą lalkę.
Jedno uderzenie, kolejne, jeszcze następne...
Boli...
- Patrzcie, na nędzna strawa beczy! - zamrugałam ślepiami z szoku nie będąc w stanie mu uwierzyć. Ja, Lód, ostoja oschłości bez uczuć płakałam. Łzy leciały ciurkiem na piach, tworząc ciemne plamy - Zaraz dam ci prawdziwy powód do ryczenia! - wrzasnął wściekle, zaś jego syki były niczym jazgot psa
Kap... Kap... Kap...
Ciemna, niemalże wręcz czarna ciecz trysnęła z rany, brudząc całe moje futro
- B-bo... - ciche charknięcie uciekło z mego pyska, gdy po raz kolejny szczęki wojownika złapały za moje gardło. "Boli" to słowo ciągle kotłowało się w mej głowie, zaś mózg zdawał się powtarzać ją niczym mantrę. Kątem oka dostrzegłam przerażonych całą sytuacją Pigwę i Gruszkę. Nie mogę... Nie mogę. Nie mogę w ich oczach być słaba!
Dziwna siła, niczym za sprawą adrenaliny nakierowała me pazury wprost na pysk kocura, który zawył przeraźliwie, gdy tylko zatopiły się one w jego mięsie. Kolejne ciosy wychodziły chaotycznie, niekontrolowanie. Raz za razem uderzałam jego pysk, zostawiając na nim kolejne, zabarwiające się na czerwono rozcięcia.
- Puszczaj ty nic nie wart... - potok słów przerwał mrożący krew w żyłach wrzask. Prawie ucho oderwało się od ciała, nadal jednak tkwiąc w moim pysku. Krew była wszędzie.
Cudowne uczucie euforii wypełniło moje ciało.
"Matko, czy ty to widzisz?" szeptałam w myślach, wiedząc, że byłaby teraz dumna.
Korzystając z okazji i zamieszania, pędem ruszyłam do kociarni, natychmiast wtulając się w dwa miękkie futra.
- Pożałujesz! - wrzaski Nocnej Puszczy sprawiały odczucie, że nie tylko mięśnie ale także i kości bolą do szaleństwa.
- Przysięgam, że zdechnę, aniżeli pozwolę ci zrobić cokolwiek mi lub mojej rodzinie! - wysyczałam, zaś futro na mym karku, mimo iż zabrudzone od krwi, stanęło najeżone w sztorc.
Nie pozwoli skrzywdzić jej rodziny...
Nie pozwoli...

< Można dokończyć, jeśli ktoś pragnie >

12 lutego 2020

Od Lodu

Otwarta i jakże soczysta błotna lepa na ryj zawitała na krzywym pysku Pigwy, powalając go na ziemię i wywołując jakże wspaniałą arię, w wykonaniu tegoż kocurka. Junior już miała zbierać się z miejsca zbrodni, gdy niczym jak spod ziemi, wyrósł przed nią Aroniowy Podmuch
- Świetnie, jeszcze tego strażnika moralności nam tu brakowało - zadrwiła, pusząc dumnie ogon - Co? Znudziło się pedalenie z jakimś kocurem i przyszedłeś dręczyć Malinka?
Cóż, trzeba było przyznać, że mimo swego paskudnego charakterku, oraz wybitnej zdolności wypadania na krzyworyjca, Lód cechowała się doprawdy ciepłymi uczuciami, jednakże okazywała je szczątkowo, do tego zaledwie od niedawna i jedynym szczęściarzem, który mógł doświadczyć jakże czułego lizania za uszami przez kocię - był jej brat, Malinek.
Naczelna pierdoła i trzęsidupa klanu nocy, no, zaraz po Pigwie.
Wojownik nie odpowiedział, jedynym jego ruchem wykonanym w tejże sytuacji, było ominięcie bojowo nastawionego kocięcia i jakby ono zupełnie nie istniało - ruszenie dalej, do legowiska karmicielek.
Zirytowana dzikuska wpadła do kociarni tuż za bicolorem, natychmiast zajmując miejsce obok brata, który właśnie próbował doprowadzić swoje futerko do czystości.
- Jak się czujesz, Malinku? - miauknęła z delikatną nutą troski w głosie, po czym wzorując się na swej rodzicielce, rozpoczęła pomoc bratu w myciu się - Coś ty robił, żeś taki brudny? - marudziła, uderzając niecierpliwie ogonem o ziemię i czekając, aż ta czarna paskudna zaraza wyjdzie i alarm zostanie wyłączony. Aronia jednak miał wybitnie kwiecisty romans do młodej karmicielki, gdyż siedział tam dobrą chwilę, nim zebrał dupsko i wyszedł. Lód uśmiechnęła się triumfalnie. Spojrzała na braciszka, który sprawiał wrażenie, iż przysypiał. Otworzyła więc pyszczek, by wydobyć z siebie następujące słowa:
- Chcesz się pobawić?

< Malinku? Nie taka straszna ta Lód :) >

11 lutego 2020

Od Lodu

Dla potomkini Żwirowej Gwiazdy, na którą otwarcie lała ciepłym moczem, życie chyba nigdy nie było cudowne. Jedyna kotka w miocie, jej ojciec to ostatni kretyn, do tego ten cholerny Aronia co chwilę truł dupy kociakom. Dziś jednak wszystko poszło jeszcze gorzej, zazwyczaj. Cóż, nie spodziewała się, iż jej matka dostanie takiego szału, gdy Kaczy Pląs otwarcie będzie się gził z tym jego fagasem. Jeszcze większym szokiem był jednak moment, w którym czarno-biały kocur dołączył się do rzucania obelg, przez matkę kociczki.
- Jesteś obrzydliwy! Dwa kocury!? To to niby widział! Odrażające! Rzygać mi się chce na wasz widok! Wypad, zanim przeoram wam mrody! - darcie pyska Oblodzonej Sadzawki jak i Aroniowego Podmuchu, którzy po nie tak dawnym incydencie z młodymi kocicy, wyjątkowo zgodzili się w pewnej kwestii, było słyszalne niemalże na całych terenach klanu nocy.
Lód wywróciła ślepiami, czując, jak wcześniej wypite mleko matki, podchodzi jej do gardła. Faktycznie, ten krzyworyjec miał rację chociaż raz - to było obrzydliwe. Samiczka wzdrygnęła się z odrazą na samą myśl o tym, co jej upośledzony ojciec może wyprawiać razem z tym rudym dziwadłem.
- No i wyleciało - miauknął Jesion, widząc, jak jego jedyna siostra z miotu, zwraca biały płyn, wprost na świeżo wymieniony mech - Trzeba było tyle nie jeść, to byś nie rzygała
Dzika już otwierała pysk, by odpalić bratu jakimś zgryźliwym komentarzem, jednakże w ostatniej chwili dała sobie spokój. Nie miała zamiaru mielić ozorem w stronę kogoś, kto mózg ma wielkości orzecha.
- Kocury to kretyni - stwierdziła, ukradkiem wychodząc na zewnątrz, by chociaż na chwilę uwolnić się od tłoku, który ostatnimi czasy zapanował w legowisku karmicielek. Lód musiała przyznać - te cholerne wojowniczki mnożyły się niczym grzyby po deszczu. Innego wyjaśnienia nie było. No... Jak inaczej klarownie rozstrzygnąć fakt, iż aktualnie miała na łbie jakieś siedem przygłupów - Dlaczego Deszczowa Gwiazda nie może już teraz mnie mianować?
Syknęła, posyłając kamyk, który niczemu winny leżał przed kocięciem, hen daleko, trafiając wprost pod łapy Aroniowego Podmuchu, który miał chyba do niej jakiś problem, bowiem kocur zamierzał wprost na Lód Junior.
- Czego? Znowu będziesz trajkotać jaki to mój stary jest beznadziejny i obrzydliwy? Spokojnie, już to wiem!

< Aronio? >

04 lutego 2020

Od Lodu CD Gruszki

Kocię zmarszczyło brwi, przyglądając się poczynaniom swych braci. Doprawdy, dlaczego kocury to aż takie neandertalczyki? Oczywiście Lód Junior nie zdawała sobie sprawy z istnienia tak zawiłych i trudnych słów, jednakże to nie przeszkadzało jej, by obrażać każdego napotkanego kota. No, oprócz Malinka. Ta urocza, kluskowata kupa miękkich kudłów nie była w gruncie rzeczy taka zła, tak więc fakt, iż Aroniowy Podmuch dręczy jej braciszka napawał samiczkę iście szatańską wściekłością.
- Te! Gównojadzie! - zawołała, pusząc dumnie futerko. Aroniowy Podmuch odrzuciwszy jej brata wczepionego w swe łapsko, łypnął na niebieskie kocię z mordem w oczach. Krew buzowała w jej uszach, ciało aż paliło się do bitwy, jednak wiedziała, że ta śmierdzidupa ze spokojem ją pokona. Darowała więc sobie jakąkolwiek formę agresji, a widząc swą matulę powracającą z babskiego wypadu od razu rozpoczęła cudowną szopkę, stawiając tego szczura w jak najgorszym świetle.
Zadziałało. Oblodzona o mało nie urwała mu łba przy samej dupie, na szczęście temu nędznemu pomiotowi na pomoc przyszła mamusia, która jako tako załagodziła sytuację. Nie obyło się jednak bez wrzasków i darcia pyska na cały klan nocy. Wybornie.
---
Kolejna próba ingerencji Kaczego Pląsu w wychowanie swych dzieci, skończyła się szybkim strzałem prosto w tą jego paskudną mordę w wykonaniu Oblodzonej Sadzawki, przy akompaniamencie wniebowziętej wręcz Lód Junior.
- Mówiłam, żebyś spadał, śmierdzący krowi rowie! - zawołała za ojczulkiem, pusząc gniewie futerko na swym wątłym ciałku. Ta kupa sadła była obrzydliwa. Dodatkowo sytuacja, w której malutka Lód dostrzegła, jak ten palant obściskuje się z Niedźwiedziem sprawił, iż straciła doń jakiekolwiek skrawki zrozumienia i wyrozumiałości, które tak naprawdę nigdy nie istniały. Sytuacji nie poprawiał fakt, iż młoda wyśpiewała wszystko matce, dlatego Niedźwiedź jak i Kaczka mieli kategoryczny zakaz zbliżania się do latorośli błękitnookej, zaś każda próba kończyła się strzałem w pysk.

<Aronio? Bracia?>

28 stycznia 2020

Od Lodu CD Aroniowego Podmuchu

Lód obserwowała aż nazbyt śmiałe postępowanie tego zidiociałego buca, aż czując, jak drga jej powieka. Błękitnooka miała ochotę rozorać mu ten krzywy, paskudny pysk, jednak świadomość, iż jest tylko małym purchlęciem doprowadzała ją do chorędalnej wręcz irytacji.
Miarka się przebrała, gdy ten przegnił śmierdząca krzywomorda jednostka wygnała Malinka poza kociarnię, zastawiając swoją spasioną dupą wejście, by rozhisteryzowany malec przypadkiem nie wpełzł tu z powrotem.
— Każdy kto zamierza ryczeć jak baba wylatuje — ostrzegł pozostałe kociaki — A ty co się gapisz? No już, idź sobie stąd! — syknął na tą zaryczaną mysią strawę.
— Hej, ty, krzywomordy! — zawołała, dziarsko wpychając się przed szereg potomstwa Oblodoznej Sadzawki. Aroniowy Podmuch otworzył paszczę, spoglądając ze wściekłym błyskiem w oku na jedyną w kociarni samiczkę.
— Coś powiedziała?! — zagrzmiał, bijąc ogonem o ziemię. Pazury wysunięte, wściekły wyraz pyska... Zaczyna się zabawa!
— Śmiało, uderz mnie, jeśli chcesz by moja rodzicielka zrobiła ci z tej twojej spasionej dupy sito, gównojadzie — młode kocie wpatrywało się swoimi ślepiami niczym kryształki prosto w Aroniowy Podmuch, który aż zdawał się zapowietrzać ze wściekłości.
— Gów-no-hat? — Jesnionek wtrącił się do tej jakże zawiłej komwersacji. Czarno-biały byt wysunął pazury, co chyba oznaczało iż traci resztki swojej cierpliwości, jednakże Lód z dumą orzekłaby, iż kocur tracił też dumę.
— Tak, gównojad, bracie — przytaknęła samcowi, który chociaż raz do czegoś się przydał, aniżeli tylko do siania zamętu i zniszczenia wokół kotki, która próbowała tylko spokojnie egzystować.
- Gównojad! - zawołał radośnie szarasek, nie zdając sobie sprawy z aż zbytniej powagi sytuacji.
Kocię zwęziło ślepia w szparki, poruszając przy tym całym ciałem, co wywołało iście magiczne ruchy jej delikatnie falowanej sierści.

< Aronio? Bracia? >