BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szakali Szał x Tygrysia Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szakali Szał x Tygrysia Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

05 czerwca 2023

Od Szakalego Szału CD. Tygrysiej Gwiazdy

 Patrzyła z rozdrażnieniem, gdy zwykły znak, zwykły rozkaz powoduje rozlew krwi. Klan Burzy nie chciał się ukłonić przed nowym władcą bezdrzewnych terenów. Banda przezwyciężonych zachowywała się jak typowa, przemądrzała zgraja - dla własnego widzimisię nie poddali się i woleli haniebną śmierć niż zaakceptowanie warunków silniejszych. Poprzez skinienie czarnym ogonem najagresywniejsi wojownicy rzucili się do przodu. Dopadli starszyznę. A Szakal? Ona stała z boku. Przyzwyczaiła się jako kultystka do zabijania, ale w imię lepszego dobra, a nie bezsensownego zastraszania. Wyjątkowo nie zgadzała się z decyzją Mrocznej Gwiazdy; oni już wiedzieli bez rozrywania zwłok, że są zdolni do wszystkiego. Po co był ten dodatkowy pokaz? Dla zaspokojenia żądzy lidera? Dla wypełnienia jego psychopatii, która zgłodniała od ostatniego polowania? Złotawa nie wiedziała i wolała się dziś nie wtrącać. I tak stracili zbyt wiele członków klanu. 
— S-Szakal, to on! 

Jaki "on"? Odwróciła się do wysokiego i piskliwego głosu, by ujrzeć koło siebie roztrzęsiony Astrowy Migot. Wyglądał źle - jego ciałem potrząsały niemal konwulsje, a w oczach widać było tylko pustkę. Czyżby coś przegapiła? Przed walką jeszcze dzielnie pokrzykiwał na biegnących wrogów. 
— Ah. — wysyczał z irytacją, gdy zauważył wymalowane zdezorientowanie w zielonych tęczówkach i podniesione brwi — Widzisz tego pomarańczowego w starszyźnie, o tu? — Wskazał szybko łapą. — Już pamiętam, to właśnie ON zabił twojego ojca, Wilczego Susa! Rozumiesz?! Krył się skurwysyn w swoim kurwidołku i myślał, że zostanie niezauważony. Pewnie by zdechł w szczęściu gdybym go nie zauważył. 
Szakalowi zwęziły się źrenice. Słowa przybranego uczuciowo brata uderzyły w serce, przerywając je w pół i powodując, że powstałe fragmenty spadły wprost na dno nienawiści. A więc... kocur został odnaleziony. Miała zabójcę taty w zasięgu łapy. Mogła z nim teraz zrobić wszystko - dla rodzica, którego nigdy nie poznała.
WSZYSTKO. 

(TW: brutalny opis)

27 maja 2023

Od Tygrysiej Smugi(Tygrysiej Gwiazdy) CD. Szakalego Szału

Uśmiechnęła się słabo.
Kotka wydawała się świeżo mianowana. Taka, która skorzystała z przywilejów bezkarnego opuszczania obozu i śmiało zwiedzała granicę klanu. Stąpała jednak ostrożnie, nie wydawała się skora do przekroczenia ich — takie przynajmniej wrażenie miała Tygrys, obserwując uważnie przemieszczającą się w zasięgu jej wzroku właścicielkę złotego futra.
— Bystra jesteś — stwierdziła, a w jej głosie nie było ani krzty kpiny. Powiedziała to ze zwyczajną grzecznością. — Nic dziwnego, że zostałaś wojowniczką. Na pewno daleko zajdziesz, choć nie powinnam ci tego życzyć jak członkowi wrogiego klanu — mruknęła i z westchnieniem zawiesiła wzrok w dal. — Wbrew pozorom na granicach bywa najspokojniej i najciszej. Łączysz przyjemne z pożytecznym, da się pomyśleć i sprawdzić, czy nic złego się nie dzieje — mruknęła.
Szakal pokiwała głową.
— Masz na swój sposób rację. Jest tutaj cicho, nawet za cicho... biorąc pod uwagę pewne okoliczności. — Złota wywijała uszami za siebie, zmieniając co szelest kąt ustawienia. — Niedługo zaczniemy ze sobą walczyć, a niewinne koty poginą w bitwie. Muszę przyznać, że dziwię się twojej postawie, którą ukazałaś wtedy na zgromadzeniu. Czemu wypowiedziałaś wojnę jako zastępczyni? Przecież nie ty rządzisz klanem.
Taka była prawda. Tygrys to wiedziała, Burzacy to wiedzieli i wszyscy z innych klanów. Przyczyniła się do tego, aby wizja bitwy przestała być już tylko zwykłą pogróżką, a przeobraziła się w prawdziwe czyny. Wkrótce każdemu, kto rzuci się w wir walki, przyjdzie zasmakować krwi.
Czy gdyby mogła cofnąć czas, powstrzymałaby się od wypowiedzenia tych słów?
Możliwe. Istniało na to jednak znacznie o wiele mniejsze szanse niż na to, iż znowu zrobiłaby to samo.
Tu nie było miejsca na usprawiedliwienia „Każdemu zdarza się popełnić błąd”.
Na pozycji, którą zajęła, to nie tylko ona ponosiła konsekwencje. Cały klan obrywał.
— Bo jak się stawia pierwszy krok, to trzeba i zrobić następny — westchnęła, mrużąc oczy.
Kamienna Gwiazda po dziś dzień nie skrytykowała tego, co się stało. Sama wcześniej wspominała, że Klan Wilka nie może sobie ot, tak z nimi pogrywać, więc w tamtym pamiętnym momencie Tygrys pozwoliła zadziałać presji i powiedziała o te dwa/trzy zdania za dużo.
Widziała, że dla Szakalego Szału i tak coś nie grało. Kotka skrzywiła się, a kącik jej nosa zadrżał. Najwyraźniej zamierzała odpowiedzieć na to jakkolwiek, ale nagły szelest w pobliskich krzakach i gwar rozmów spłoszył je obie. Każda wycofała się w kierunku własnego obozu, a ich spojrzenia po raz ostatni zetknęły się, nim stały się dla siebie odległymi punktami.

***

Pyski Wilczaków stały się dla niej znajome. Ich widok stał się elementem jej rutyny. Rozpoznawała tych, którzy najczęściej przybywali na ich terenach i najbardziej korzystali z uzyskanych przywilejów. Te same koty, szydzące z ich nieszczęścia i szczycące się zwycięstwem.
Poniekąd niepokoiła ją potęga, jaką uzyskali. Bez problemu zmietli ich pod ścianę, a teraz poprzez liczne zastraszania utrzymywali swoją pozycję. Tygrys długo zwlekała z wymyśleniem czegoś sensownego na poprawę ich sytuacji i utwierdziła się tego ranka w przekonaniu, że samym myśleniem nic nie zdziała.
Zakres kotów, którym ufała, był dosyć ograniczony. Mogłaby nawet stwierdzić, że na ten moment kończył się on na Różanej Przełęczy. Niektórzy, choć byli jej całkiem bliscy, stawiali swoje własne dobro ponad klan i w razie zagrożenia nie miała pewności, czy nie wygadaliby się z ważnych spraw wrogom.
Zastrzygła uszami, dostrzegając jej tak dobrze znaną złotą sylwetkę.
Szakali Szał była dla niej zagadką. W jakiś sposób wyróżniała się na tle swojego klanu, nie tylko przez specyficzny wygląd, ale zwyczajnie nie wprawiała Tygrys w irytację jak reszta.
Rozejrzała się niespiesznie, czy teren był względnie czysty. Nie potrzebowała, by zaraz to Mroczna Gwiazda rozpoczął swój nużący monolog za zaczepianie jego wojowników.
Do kotki podeszła okrężną drogą. Choć nikt nie stał na prostej linii, wolała w pierwszej chwili nie dać po sobie poznać, że to właśnie do niej zmierza. Im bliżej jednak była, tym bardziej czuła, że czyjś wzrok spoczywa na jej grzbiecie.
— Szakali Szale — odezwała się cicho, dyskretnie kierując na nią spojrzenie. Gdyby okoliczności były inne, mogłaby dodać, że miło ją jej widzieć. Gdy jednak stali na terenie jej klanu, a tym bardziej obozu, miała ochotę przepędzić ją na drugi koniec lasu. — Nie będę owijać w bawełnę. Mam jedno pytanie — oświadczyła, lekko się prostując. Zawsze wydawało jej się, że jest niska, lecz stojąc przy kotce, odkryła, że da się osiągnąć jeszcze mniejsze rozmiary. — Czy z Wiśniową Iskrą wszystko w porządku? Mam na myśli fizycznie — doprecyzowała. — Czy nikt jej nie skrzywdził? Proszę, udziel mi tylko tej jednej, szczerej odpowiedzi. 

 <Szakal?>

15 marca 2023

Od Szakalego Szału Do Tygrysiej Smugi

Złocista kotka w niepowtarzalne pręgi trenowała wraz z wojownikami, maksymalizując swoją siłę. Męczyła się przy tym jak gepard na igrzyskach śmierci, śmierdząc później potem i krwią w całym obozie. Często kończyła ćwiczenia, waląc głową w mech i zasypiając w mniej niż pięć sekund, lecz była zadowolona z własnych efektów oraz działań. W końcu musiała się przygotować na nadchodzącą tragedię - czyli wiszącą w powietrzu wojnę, śmierć, a także krew.
A wszystko to było winą Mrocznej Gwiazdy, który zamiast trzymać pysk na kłódkę, wolał chwalić się nowymi niewolnikami.
Przez ostatnie dni Szakali Szał utraciła, zgubiła gdzieś własny spokój, jaki zawsze jej towarzyszył. Piętno nadchodzącego tańca tragizmu odbijało się na dwukolorowym pysku, zdobiąc znajomą wszystkim twarz widocznym cieniem furii i braku kontroli. Każdy, kto choć miał nieco oleju w głowie, unikał młodej wojowniczki jak ognia, nie chcąc ryzykować nagłym wybuchem. Zielonooka żarem słów i nieprzewidywalnością prędko odganiała od siebie niepożądane jednostki, które tak bardzo jej przeszkadzały swego czasu. Nie potrzebowała niczyjej pomocy i towarzystwa; jedynie samotność łagodziła palące uczucia, szepcząc do skręconego ucha delikatne słówka pocieszenia.
Krótkie łapy ruszyły w stronę tunelu, oświetlone migającym zza chmur księżycem. Wyjęte pazury i kły były gotowe do rozszarpania zwierzyny, ale również nieproszonego gościa, który mógł napatoczyć się pod łapy. Kotka jak zwykle szła, by wykonać swoją niedawno wprowadzoną rutynę - czyli tajemne obserwowanie granicy Klanu Burzy; wyczuwała, że to oni zaatakują jako pierwsi, nie Klan Nocy. W końcu rybojady nie posiadały wspólnej linii terenowej.
— Dokąd idziesz?
Na niski głos podskoczyła. Obróciła się, by zza nastroszonych pleców ujrzeć dobrze poznaną mordkę - Błękitny Ogień. Tego wścibskiego kocura, odwiecznie zainteresowanego cudzymi sprawami.
— Spadaj. To mój własny interes, nie twój. — wywarczała — Zajmij się czymś pożytecznym, a nie łażeniem za kocim ogonem.
Z wielkim tupnięciem odeszła od niebieskiego i ruszyła przed siebie, nie czekając na odpowiedź wkurzającego młodziaka. Nie musiała się nikomu tłumaczyć, gdy doskonale wiedziała, że Mroczna Gwiazda jej ufał. Niedawno na zgromadzeniu ze słów Chłodnego Omena wynikało, iż będzie miała pod łapami spory szereg wojowników, co ją niezwykle uradowało i dodało motywacji. Już teraz myślała nad tym, jaki typ ćwiczeń wprowadzić i miała nawet na to pomysł - najpierw musieli ogarnąć walkę w wodzie. Skoro przyjdzie im wojna z Nocniakami, przyda się nieco doświadczenia w gęstszej substancji ograniczającej szybkość ruchów.
Po wielu niespokojnych chwilach dotarła na miejsce. Jak zawsze zaśmiecona ludzkimi odpadkami granica wyróżniała się na tle pięknej zieleni, niosącej ledwo wyczuwalny zapach pól. Gdzieś tam w oddali, na pustym terenie, znajdował się obóz Klanu Burzy poddany sile wiatru. Jak ten lud mógł w ogóle żyć na otwartym polu, gdzie łatwo się przeziębić, a bieg jest utrudniony przez złośliwą bryzę? Szakal nigdy nie potrafiła pojąć zgody członków, by opuścić bezpieczny las. Fakt faktem - zaatakowanie ich znienacka graniczyło z cudem, jako że każdy skrawek był odsłonięty, lecz niosło to za sobą wiele innych niebezpieczeństw, np. ułatwione polowanie jastrzębi na nierozważne kocięta.
Złotawa siedziała w krzakach, obserwując każde drobne poruszenie. W międzyczasie upolowała mysz, która nie zauważyła jej obecności i wiewiórkę. Oprócz tego jednakże nic się nie działo. Ledwo wyczuwała w promieniu kilkudziesięciu metrów jakiekolwiek kroki lub zapach. Patrole nie pojawiały się, nikt nie syczał w oddali ani nie pluł na wrogą granicę. Czyżby przestraszyli się wielkiego Klanu Wilka? A może coś… kombinowali za ich plecami?
Zaszumiało. Wojowniczka napięła mięśnie w oczekiwaniu na nadchodzące niebezpieczeństwo. Siedziała w ukryciu, nie ujawniając swojej obecności i czekała, aż ofiara wyjdzie z własnej strefy komfortu. Musiała zaatakować z zaskoczenia, jeżeli był to wróg. Zabrać jeńca. Rozszarpać w razie potrzeby. Adrenalina zaczęła masowo bić do głowy, nie pozwalając na głębokie przemyślenia. Liczyło się wyeliminowanie zagrożenia oraz bezpieczeństwo jej pobratymców.
Wreszcie przeciwnik wyskoczył, stając się widocznym dla każdego osobnika. Szakali Szał skupiła swój wzrok na rudawym futrze szarpanym przez podmuch wiatru. Skądś znała te szaro-białe skarpetki i łagodny zapach, lecz pozostała na własnym miejscu. Przekręciła z zainteresowaniem głową - dlaczego Burzak samotnie kręcił się wokół Klanu Wilka? Akurat teraz, gdy relacje napięły się jak nigdy dotąd?
Złocista nawet nie chciała nad tym się głowić. Zamiast tego wymruczała liczne przekleństwa pod własnym nosem.
Nadal obserwowała; obserwowała i przygotowywała się do jak najskuteczniejszego wystrzału. Widziała barwną sierść zbliżającą się do punktu wybuchu, granicy, z wielką niepewnością - rudawą istotę, która już wstawiała łapę na nieswoim terenie. Wojowniczka zawarczała, widząc łamaną zasadę nienaruszalności linii. Jak śmiała! Obiecała sobie w myślach, że ją zabije, jeśli tylko spróbuje dokończyć swoje dzieło. Nie mogła zezwolić na niezapowiedziane natarcie. Nie teraz. 

***

Czas mijał. Szakal Szał jednak nie musiała używać przemocy - do poważnych przekroczeń na koniec nie doszło. Burzaczka, ku zaskoczeniu obserwatorki, cofnęła kończynę. Rozmyśliła się i z miną wyrażającą rozpacz oddaliła się pomiędzy wysokie trawy, by westchnąć gdzieś w buszu. Co ona robiła? Złota wyjrzała zza drzewa. Teraz miała lepszy widok i rozpoznawała te niebieskie oczy błyszczące, błagające o pomoc w środku mrocznej nocy. Na boku siedziała Tygrysia Smuga, matka ich więźnia, Puszka.
Jasna cholera - pomyślała. Przyszła przywódczyni tutaj? Przecież tylko jej zależało na dobrobycie członków. I ona miałaby zginąć z łap obcego wojownika jak jakiś śmieć? Córka Stokrotkowej Polany wzięła powietrze w usta i wyszła na powitanie. Uznała, że rozmowa będzie najlepsza. Postanowiła szanować margines klanów i pozostała tam, gdzie bezpiecznie, by nie ryzykować ataku. Z nerwów przymknęła ślepia - kiedy widziała przed sobą zastępczyni, przypominała sobie od razu o tym, co powiedział więzień znajdujący się w dołku.
— Witaj. — z gardła wyrwała niski pomruk — Nie spodziewałam się ciebie tu spotkać. To nieodpowiedzialne chodzić tak samemu, wiesz o tym?
Tygrysia Smuga nie wykazała strachu, choć ewidentnie nie spodziewała się Wilczaka zaraz obok siebie.
— Zdaję sobie sprawę, a mimo to dopóki przebywam na terenach swojego klanu, nie jest to zbrodnią. — Rzekła spokojnie, jednakże cofnęła się o spory krok, zdradzając tym samym swoją niepewność. — Szakala Łapa, prawda? Czy może powinnam już zwracać się do ciebie innym imieniem?
Wiedziała, że robi źle, a przynajmniej robi coś, czego by nie aprobował Mroczna Gwiazda, lecz przekazanie kilku nieistotnych informacji nie należało do czegoś, co uznałaby za zdradę. Obiecała sobie, że nie powie nic o lokalizacji Puszka - na czas wojny pozostanie ich marionetką, by zapewnić klanowi zwycięstwo.
— Szakali Szał. — pokierowała i uśmiechnęła się lekko. — Wiem, że przebywasz u siebie, lecz ja patrzyłam na każdy wykonywany przez ciebie krok. Twoje chaotyczne zachowanie wyraża tęsknotę.

<Tygrysia Smugo?>