Słuchała z uwagą słów Mglistego Snu.
— Oczywiście. Przekaże jej twoje słowa, gdy tylko uda mi się z nią spotkać — obiecała. Ostrożnie położyła swoją białą łapę na czarnej łapie kocura, by po chwili kontynuować: — Ale ty również musisz się z nią spotkać. I porozmawiać z nią sam, w cztery oczy. Jesteś jej winien rozmowy. Ona tobie również.
Brzmiało to tak prosto, wręcz banalnie, a na szali ważyło się życie kilkunastu kotów. Wełnista Mszyca zaproponowała możliwość pomocy w kontakcie z przybraną matką Mglistego Snu, Brukselkową Zadrą. Jednak, aby wcielić plan w życie, trzeba było spędzić więcej czasu niż jeden niepełny wieczór. Wiele wieczorów.
Tak jak w przypadku Brukselkowej Zadry i bliskich jej kotów pozostałych na terenach Klanu Wilka, nim ich spotkanie dobiegło końca, zdecydowała się na ponowną propozycję dołączenia niedobitków Świetlików do Klanu Burzy. Odmowa ją zabolała, lecz akceptowała ją, mimo wewnętrznego sprzeciwu.
— Jesteś do niej podobny. — Uśmiechnęła się gorzko, nieco żałując się zarówno liliowa kocica, jak i drogi jej kocur nie zdecydowali się wybrać łatwej ścieżki. Mogła mieć tylko nadzieję, ze ścieżka, która postanowili kroczyć, obejdzie się bez ofiar, a ofiara Jarzębinowego Żaru nie pójdzie na marne. — Będę wypatrywać Brukselkowej Zadry przez najbliższą kwadrę, jak i przez dwie następne będę starała pojawiać się co wieczór lub dwa przy moście. Postaram się przynieść dla was zioła, tylko muszę wiedzieć, jakich potrzebujecie — oznajmiła. — Uważaj na siebie, Mglisty Śnie. Nie mogę również i ciebie stracić ani żadnego z pozostałych Świetlików.
"Ani jednego więcej."
Aktualnie, na terenach niczyich – na przestrzeni pory nagich drzew
TW: żałoba, stan depresyjny, zaburzenia odżywiania, krew
Wełnista Mszyca umarła, pozostawiając po sobie jedynie pustą skorupę. Dni i noce zlewały się w jedno. Poczucie upływu czasu przestało istnieć. Albinoska po raz pierwszy pojęła, czym tak naprawdę jest samotność. Nie miała nikogo żywego przy sobie, do kogo mogłaby otworzyć pysk, a gdy próbowała uzyskać od Srebrzystej Skóry odpowiedź na pytania, ta niezmiennie pozostawała głucha i milcząca. Jedynie głosy zmarłego Szarej Skóry oraz Skrzypiącego Skrzypu, będące najpewniej jedynie wytworem jej wyobraźni, przybierały na sile, zaburzając postrzeganie rzeczywistości przez kocice.
Większość dni spędzała w niewielkiej norze na terenach niczyich, z której jedynie wyściubiała pysk, aby zapolować na zwierzynę, której było niewiele. Rzadko udawało jej się zaspokoić głód czy pragnienie. Zamarznięty śnieg przynosił jedynie chwilowe ukojenie.
Drobne urazy przestały mieć znaczenie, jak również pogarszający się wzrok spowodowany zbyt długim wpatrywaniem się w ziemię pokrytą śniegiem, zarówno za dnia, jak i nocą.
Nie miała ziół. Nie mogła pomóc sobie, a tym bardziej komukolwiek.
Gdy udało jej się pogodzić ze śmiercią ojca oraz Skrzypiącego Skrzypu, przyszła kolejna fala negatywnych myśli, uniemożliwiająca podjęcie decyzji. Łapy odmawiały posłuszeństwa, podobnie jak mięśnie. Marniała w oczach, lecz dla tych, których udało jej się przypadkiem spotkać, po raz pierwszy wyglądała tak od zawsze. Poczucie winy eskalowało, uniemożliwiając przespanie ciągiem, chociażby połowy czasu z godziny.
Sny zlewały się z jawą, powodując stany lękowe i omamy. W dodatku zaprowadziły ją pewnego razu na granicę Drogi Grzmotu, oddzielającą tereny Owocowego Lasu, Klanu Wilka oraz Klanu Burzy. Po śladzie spalonej ziemi na znajomych terenach będących na wyciągnięcie łapy nie było śladu, a przynajmniej nie było widać jej gołym okiem, gdyż biały puch otulił zwęgloną ziemię.
Mogła zapobiec śmierci ojca oraz Skrzypu. Wystarczyło jedynie pokonać czarny pas przecinający kocie tereny.
Śnieżnobiały śnieg został zabarwiony na czerwono, gdy kocica została odrzucona do rowu przez nadjeżdżającego Potwora. Minęła wieczność, nim udało jej się podnieść z zimnego puchu, po czym na chwiejnych nogach ruszyła poprzez ośnieżone wrzosowisko w kierunku rzeki.
<Śnienie? Jak się miewa moja ulubiona czarna owocówka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz