Lecz może, gdyby tylko jej matka i brat dołączyli do Klanu Wilka, udałoby im się żyć jak rodzina? Wąsatkowy Ruczaj widziała w tym jedyną opcję. Mogła bawić się w rodzinę tylko wtedy, gdyby cała ona znajdowała się w jej przynależności. Problem był taki, że nie wiedziała, czy uda jej się przekonać Mewę i Kobczyka do odrzucenia samotniczego życia. Poza tym nie wiedziała, jakie nastawienie będzie miała wobec nich Zalotna Gwiazda i czy zgodzi się na przyjęcie ich. Wilczy Skowyt w końcu nie miał zbyt dobrej opinii wśród pobratymców, więc pewnie jego partnerka również by jej nie zyskała. Choć kto wie. Liderka niedawno przyjęła do klanu Dzikiego Berberysa, który okazał się wygnańcem z Klanu Burzy. Zawodząca Gwiazda twierdził, że był on niebezpieczny, lecz Zalotka mimo wszystko zdecydowała się trzymać go w Klanie Wilka. Więc może nie była tak wybredna wobec dorosłych kotów, które chciały zamieszkać wśród Wilczaków? Zresztą, Wąsatka miała w tym klanie znajomości. Może, gdyby poprosiła Pustułka o pomoc, ten zgodziłby się namówić Zalotną Gwiazdę na przyjęcie Mewy i Kobczyka? Nie, na pewno nie… W końcu, skoro nienawidził Wilczego Skowytu za bycie złym ojcem, to czy nie znienawidziłby również Mewy za bycie złą matką?
Czarno-biała złapała się łapami za głowę. Leżała na swoim posłaniu, ciężko rozmyślając, lecz powoli zaczynało się to już robić męczące. Nigdy wcześniej w życiu nie musiała tak mocno nad czymś gdybać, toteż jej mózg szybko się przegrzał. Gdyby tylko miała jakiegoś znajomego, któremu mogłaby zaufać, na pewno poprosiłaby go o radę, lecz… prawda była taka, że niewielu miała bliskich. Poza Pustułkowym Szponem nie posiadała prawie nikogo. Lubiła co prawda Grubą Rybę i Zwęgloną Kukułkę, a dawniej także Cykoriowego Cykora, lecz nie ufała im na tyle, by dzielić się z nimi swoimi rodzinnymi rozterkami. W końcu wtedy musiałaby się przed nimi przyznać, że Pustułkowy Szpon nie jest jej biologicznym ojcem, o ile już o tym nie wiedzieli.
Swoją drogą, Wąsatka nie rozmawiała z Cykorią przez potwornie długą ilość czasu. Po tym, jak pokłóciły się po jednym z treningów, nigdy nie odbudowały swojej znajomości. Wciąż nie wiedziała, czemu czekoladowa się wtedy na nią obraziła, i zastanawiała się, czy jeszcze uda jej się poznać powód. Może gdyby spróbowała z nią teraz porozmawiać, po tych wszystkich księżycach? Emocje wojowniczki na pewno już ochłonęły i być może byłaby skłonna porozmawiać z Wąsatkowym Ruczajem na spokojnie. Jak równy z równym.
Gdy nad tym rozmyślała, nagle usłyszała kroki tuż obok swojego ucha. Otworzyła oczy, zadarła brodę, i dostrzegła końcówkę brązowego ogona w wyjściu z legowiska. Czyżby była to Cykoria? Ciekawe, dokąd się wybierała. Właściwie na tyle ją to zaciekawiło, że Wąsatka postanowiła to sprawdzić i pójść za nią. Przy okazji może uda jej się ją zaczepić i pogodzić? Przynajmniej będą miały już ten głupi spór za sobą. W końcu nie było powodu, by jako dorosłe wojowniczki wciąż się na siebie gniewać. Tym bardziej że Cykoria akurat nie miała zbyt dobrej reputacji w klanie i pewnie przydałaby jej się jakaś koleżanka, którą mogłaby zostać Wąsatka. Mogłyby wspólnie plotkować i chodzić na polowania! A przede wszystkim dzielić się swoimi problemami. Czarno-biała chętnie opowiedziałaby Cykorii o sytuacji z Wilczym Skowytem, lecz teraz nie wypadało, skoro już się nie kolegowały.
Wąsatkowy Ruczaj zaczęła podążać za pręgowaną w głąb lasu, wkrótce spostrzegając, że szedł przy niej także Wilgowa Gorycz. Wąsatka słyszała plotki o tej dwójce. Podobno byli razem, ponieważ spędzali ze sobą bardzo dużo czasu! Wojowniczkę trochę to dziwiło. W końcu Cykoriowy Cykor nie miała zbyt wielu bliskich, więc dlaczego nagle Wilga stał się jednym z nich? Nie wiadomo, jak się dogadali i dlaczego, o dziwo, nie kłócili się między sobą, a przynajmniej nie publicznie. Wąsatce zawsze mówiono, że ta dwójka ma silne charaktery. Wszyscy też przypuszczali, że ich związek nie potrwa długo — a jednak wciąż byli razem. Szli teraz ramię w ramię, rozmawiając ze sobą i śmiejąc się z czegoś. Byli sobą tak zajęci, że nawet nie raczyli odwrócić się do tyłu. Dla Wąsatkowego Ruczaju było to korzystne, gdyż nie musiała się zbytnio starać, by ich śledzić. Choć dziwne było widzieć koty tak w siebie zapatrzone. Co, gdyby zamiast Wąsatki był tu lis? Rozszarpałby ich na kawałeczki, a ci nawet by się nie skapnęli!
Wkrótce dwójka zakochanych, a także czarno-biały szpieg, dotarli nad rzeczkę, która dzieliła tereny Klanu Wilka od terenów samotniczych. Wąsatka nie rozumiała, dlaczego para przyszła akurat tutaj, lecz pomyślała, że może chcieli spędzić romantyczny wieczór, nasłuchując szumu rzeki i wpatrując się w jej nurt. Wojowniczka nie widziała w tym nic szczególnego, ale ona akurat na miłości nie znała się zbyt dobrze. Może niektórych kręciło siedzenie w swoim towarzystwie w bezruchu, ale nie ją. Ona wolałaby na randce robić coś ciekawego! Polować, gonić się, rzucać w siebie szyszkami czy inne takie.
Cykoriowy Cykor i Wilgowa Gorycz w pewnym momencie zatrzymali się przy kamieniach, po których można było przekroczyć rzekę. Zamiast usiąść i wtulić się w siebie jak para gołąbeczków, buras zaczął przeskakiwać z kamienia na kamień, aż wkrótce znalazł się po samotniczej stronie terenów. Wtem Wąsatka uznała, że musi działać. Podbiegła do Cykorii, która już szykowała się do skoku, i krzyknęła:
— Cykorio! Zaczekaj!
Zatrzymała się za kotką, która zamarła w bezruchu po usłyszeniu głosu młodszej.
Cykoria zwróciła głowę w jej stronę, a w jej oczach przez uderzenie serca pojawiła się panika.
— Wąsatko! — warknęła ostro, jeżąc futro. Dopiero po chwili nieco ochłonęła i polizała się kilka razy po piersi. — Co ty tu robisz? — zapytała, wciąż nieco nerwowym głosem.
— No, wiesz… chciałam z tobą porozmawiać — odparła Wąsatka, uśmiechając się przepraszająco do starszej kotki. — Nareszcie uznałam, że musimy się pogodzić! W końcu chyba już nie masz do mnie żalu? Wciąż nie wiem, czemu na mnie nakrzyczałaś, gdy byłyśmy uczennicami, ale jestem skłonna puścić to w niepamięć, abyśmy znowu mogły być koleżankami! — oznajmiła wesoło.
Pręgowana na jej słowa strzepnęła ogonem i prychnęła coś pod nosem.
— Słuchaj… nie mam teraz czasu na rozmowę. Nie widzisz, że Wilga na mnie czeka? — mruknęła, przewracając oczami.
Młodszej zrobiło się odrobinę smutno, lecz mimo wszystko rozumiała Cykorię. Pewnie chcieli pospacerować trochę w ciszy, gdzieś z dala od obozu.
— Dobrze. To kiedy będziesz mogła porozmawiać? Może jutro? — zaproponowała, nie chcąc tracić nadziei.
Czekoladowa przez chwilę wahała się przed udzieleniem odpowiedzi, jakby nad czymś myślała. Wpatrywała się intensywnie w pysk Wąsatkowego Ruczaju, a jej mordkę zdobił nieodgadniony wyraz.
— Tak, jutro… — odparła w końcu, po czym odwróciła głowę od młodszej wojowniczki.
— To miłej zabawy! — mruknęła czarno-biała, poruszając wesoło wibrysami.
— Co? — wydukała Cykoria, jakby nieco zdziwiona.
— No… Idziesz chyba na randkę z Wilgową Goryczą, co nie? — miauknęła Wąsatka, unosząc jedną brew do góry. — Tylko się nie zgubcie po drodze! Musisz wrócić do obozu cała i zdrowa, bo mamy pewną sprawę do obgadania — przypomniała jej.
Pręgowana westchnęła ciężko.
— Ach, tak. Masz rację — rzuciła, po czym zwróciła się w stronę rzeki. — To do zobaczenia!
Wypowiedziawszy te słowa, zaczęła zwinnie przeskakiwać po kamieniach, aż w końcu znalazła się obok Wilgi.
Dwójka kotów zaczęła ze sobą rozmawiać, lecz nie wyglądało to, jak ich poprzednie przekomarzanki. Tym razem oboje wyglądali na przejętych i zdenerwowanych. Wkrótce Wilga zawiesił wzrok na Wąsatce, lecz po chwili odwrócił się i wraz z Cykorią zaczął kierować się naprzód. Wojowniczka nie słyszała nic z ich rozmowy, gdyż szum rzeki skutecznie ją zagłuszał. Nie, żeby w ogóle chciała podsłuchiwać parę zakochanych.
Czarno-biała nie zamierzała długo nad tym myśleć. Z uśmiechem na pysku zaczęła kierować się w stronę azylu, zastanawiając się nad tym, jak rozpocznie jutrzejszą rozmowę z Cykorią. Gdy teraz rozmawiały, czekoladowa nie wyglądała na szczególnie sfrustrowaną — czy mogło to świadczyć o tym, że nie była już obrażona na Wąsatkę? Młodsza miała taką nadzieję, gdyż naprawdę zależało jej na odnowieniu tej więzi.
Obudziła się z samego ranka, niezwykle ucieszona i podekscytowana. Gdy tylko otworzyła oczy, podniosła się z miejsca i wyszła poza legowisko wojowników, by rozpocząć proces czyszczenia swojego futra po przespanej nocy. Starała się najbardziej, jak mogła, byle tylko ładnie je ułożyć. Chciała tym przekazać Cykorii, że naprawdę zależy jej na ich rozmowie i na tym, by się pogodziły. Spędziła na wylizywaniu go kilka długich chwil. Większość kotów zdążyła się już wybudzić, ożywiając nieco azyl. Wyruszył również pierwszy poranny patrol, lecz mimo wszystko Cykoriowy Cykor nie wysunęła nawet czubka nosa poza legowisko.
Wkrótce Wąsatkowy Ruczaj zniecierpliwiła się na tyle, że postanowiła sama ją obudzić. Gdy jednak wkroczyła do środka i zaczęła szukać znajomego futra wzrokiem, nie dostrzegła go. Zamiast tego posłanie starszej wojowniczki było kompletnie puste. Wilgowej Goryczy również nie było w pobliżu. Więc gdzie w takim razie mogli być? Czy nie wrócili z tego spaceru? Czy coś im się stało? Wąsatce aż serce podeszło do gardła, gdy o tym pomyślała. Postanowiła, że musi działać, i pędem pobiegła do legowiska liderki, nie zważając na to, że szylkretka może się na nią zezłościć.
Na całe szczęście przywódczyni już nie spała. Leniwie czyściła właśnie swoje futro, przynajmniej do czasu, gdy Wąsatka wpadła przerażona do jej nory.
— Zalotna Gwiazdo! Cykoriowy Cykor i Wilgowa Gorycz zaginęli! — wykrzyknęła, jeżąc futro na karku. — Wczoraj wieczorem opuścili obóz! A teraz ich nie ma! — kontynuowała, widząc zmieszanie na pysku liderki.
Zalotna Gwiazda w końcu odłożyła łapę na ziemię i wyprostowała się, przybierając poważną minę.
— Dobrze, Wąsatkowy Ruczaju. Zaraz zorganizujemy patrol poszukiwawczy.
Wojowniczka krążyła nerwowo po obozie, oczekując na powrót trójki kotów, która została wysłana, by odnaleźć zaginioną parę. Gdy jednak wrócili oni do obozu bez zagubionych wojowników, Wąsatka niemal nie popadła w obłęd. Prędko wyminęła patrol i sama rzuciła się do biegu w miejsce, gdzie ostatnio widziała Cykorię i Wilgę. Nie mogła uwierzyć w to, że czekoladowa wojowniczka tak perfidnie ją wystawiła! Przecież miały dziś rozmawiać! Miały się wreszcie pogodzić! Cykoria obiecywała, że wróci do obozu cała i zdrowa, a teraz ślad po niej zaginął!
Gdy Wąsatkowy Ruczaj dotarła do rzeki, bez wahania przeskoczyła po kamieniach, by dostać się na drugą stronę. Zaczęła zmierzać przed siebie, nawet nie wiedząc, czy później uda jej się ponownie trafić na tereny Klanu Wilka. Oczy miała zalane łzami i ledwo co widziała, lecz mimo wszystko brnęła dalej, starając się odnaleźć starszą kotkę. Jak ona mogła pozwolić im odejść! Przecież mogła się domyślić, że takie przechadzanie się po terenach samotniczych było niebezpieczne! Pewnie napadł ich jakiś pies czy borsuk, gdy byli tak pochłonięci rozmową, że nawet go nie wyczuli! Ach, wczorajszy dzień aż prosił się o tragedię! Gdyby tylko Wąsatka nie była taka głupiutka i naiwna, mogłaby jej nawet zapobiec!
Wkrótce wojowniczka zmęczyła się biegiem, zatrzymując się pośrodku niczego. Z wszystkich stron otaczały ją jedynie trawy, a w grzbiet przygrzewało słońce. Czarno-biała bełkotała coś niezrozumiałego do siebie, myśląc, że już nigdy w życiu nie ujrzy Cykoriowego Cykora. Miały się pogodzić! Miały znowu być przyjaciółkami! A tymczasem czekoladowa kotka zapewne już od jakiegoś czasu przebywała na polanach w Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd! Tyle złych rzeczy mogło jej się przydarzyć, a to wszystko wina Wąsatki, która pozwoliła jej odejść…
W końcu czarno-biała położyła się na ziemi, nie potrafiąc już dłużej ustać na drżących łapach. Czuła się tak głupio! Nie mogła uwierzyć w to, że właśnie doprowadziła do śmierci drugiego kota! Wydawało jej się, że będzie tu leżeć aż do końca świata, lecz nagle usłyszała przed sobą kroki. Gdy otworzyła zapłakane ślepia, jej oczom ukazały się czyjeś łapy. Całe białe. Na pewno nie te należące do Cykorii. Lecz w takim razie do kogo?
Wąsatka uniosła wzrok, a przed sobą dostrzegła kotkę. Nieznajomą. Pewnie samotniczkę. Wyglądała trochę znajomo, lecz ciężko było stwierdzić, gdyż wojowniczka nie miała zbyt dobrego wzroku, więc pysk kotki wydawał się jej jedynie niewyraźną plamą. Ciekawe, kim była ta samotniczka. Czy chciała zrobić jej krzywdę? Wąsatka nawet by się nie opierała. Nie miała teraz siły walczyć.
Czarno-biała złapała się łapami za głowę. Leżała na swoim posłaniu, ciężko rozmyślając, lecz powoli zaczynało się to już robić męczące. Nigdy wcześniej w życiu nie musiała tak mocno nad czymś gdybać, toteż jej mózg szybko się przegrzał. Gdyby tylko miała jakiegoś znajomego, któremu mogłaby zaufać, na pewno poprosiłaby go o radę, lecz… prawda była taka, że niewielu miała bliskich. Poza Pustułkowym Szponem nie posiadała prawie nikogo. Lubiła co prawda Grubą Rybę i Zwęgloną Kukułkę, a dawniej także Cykoriowego Cykora, lecz nie ufała im na tyle, by dzielić się z nimi swoimi rodzinnymi rozterkami. W końcu wtedy musiałaby się przed nimi przyznać, że Pustułkowy Szpon nie jest jej biologicznym ojcem, o ile już o tym nie wiedzieli.
Swoją drogą, Wąsatka nie rozmawiała z Cykorią przez potwornie długą ilość czasu. Po tym, jak pokłóciły się po jednym z treningów, nigdy nie odbudowały swojej znajomości. Wciąż nie wiedziała, czemu czekoladowa się wtedy na nią obraziła, i zastanawiała się, czy jeszcze uda jej się poznać powód. Może gdyby spróbowała z nią teraz porozmawiać, po tych wszystkich księżycach? Emocje wojowniczki na pewno już ochłonęły i być może byłaby skłonna porozmawiać z Wąsatkowym Ruczajem na spokojnie. Jak równy z równym.
Gdy nad tym rozmyślała, nagle usłyszała kroki tuż obok swojego ucha. Otworzyła oczy, zadarła brodę, i dostrzegła końcówkę brązowego ogona w wyjściu z legowiska. Czyżby była to Cykoria? Ciekawe, dokąd się wybierała. Właściwie na tyle ją to zaciekawiło, że Wąsatka postanowiła to sprawdzić i pójść za nią. Przy okazji może uda jej się ją zaczepić i pogodzić? Przynajmniej będą miały już ten głupi spór za sobą. W końcu nie było powodu, by jako dorosłe wojowniczki wciąż się na siebie gniewać. Tym bardziej że Cykoria akurat nie miała zbyt dobrej reputacji w klanie i pewnie przydałaby jej się jakaś koleżanka, którą mogłaby zostać Wąsatka. Mogłyby wspólnie plotkować i chodzić na polowania! A przede wszystkim dzielić się swoimi problemami. Czarno-biała chętnie opowiedziałaby Cykorii o sytuacji z Wilczym Skowytem, lecz teraz nie wypadało, skoro już się nie kolegowały.
Wąsatkowy Ruczaj zaczęła podążać za pręgowaną w głąb lasu, wkrótce spostrzegając, że szedł przy niej także Wilgowa Gorycz. Wąsatka słyszała plotki o tej dwójce. Podobno byli razem, ponieważ spędzali ze sobą bardzo dużo czasu! Wojowniczkę trochę to dziwiło. W końcu Cykoriowy Cykor nie miała zbyt wielu bliskich, więc dlaczego nagle Wilga stał się jednym z nich? Nie wiadomo, jak się dogadali i dlaczego, o dziwo, nie kłócili się między sobą, a przynajmniej nie publicznie. Wąsatce zawsze mówiono, że ta dwójka ma silne charaktery. Wszyscy też przypuszczali, że ich związek nie potrwa długo — a jednak wciąż byli razem. Szli teraz ramię w ramię, rozmawiając ze sobą i śmiejąc się z czegoś. Byli sobą tak zajęci, że nawet nie raczyli odwrócić się do tyłu. Dla Wąsatkowego Ruczaju było to korzystne, gdyż nie musiała się zbytnio starać, by ich śledzić. Choć dziwne było widzieć koty tak w siebie zapatrzone. Co, gdyby zamiast Wąsatki był tu lis? Rozszarpałby ich na kawałeczki, a ci nawet by się nie skapnęli!
Wkrótce dwójka zakochanych, a także czarno-biały szpieg, dotarli nad rzeczkę, która dzieliła tereny Klanu Wilka od terenów samotniczych. Wąsatka nie rozumiała, dlaczego para przyszła akurat tutaj, lecz pomyślała, że może chcieli spędzić romantyczny wieczór, nasłuchując szumu rzeki i wpatrując się w jej nurt. Wojowniczka nie widziała w tym nic szczególnego, ale ona akurat na miłości nie znała się zbyt dobrze. Może niektórych kręciło siedzenie w swoim towarzystwie w bezruchu, ale nie ją. Ona wolałaby na randce robić coś ciekawego! Polować, gonić się, rzucać w siebie szyszkami czy inne takie.
Cykoriowy Cykor i Wilgowa Gorycz w pewnym momencie zatrzymali się przy kamieniach, po których można było przekroczyć rzekę. Zamiast usiąść i wtulić się w siebie jak para gołąbeczków, buras zaczął przeskakiwać z kamienia na kamień, aż wkrótce znalazł się po samotniczej stronie terenów. Wtem Wąsatka uznała, że musi działać. Podbiegła do Cykorii, która już szykowała się do skoku, i krzyknęła:
— Cykorio! Zaczekaj!
Zatrzymała się za kotką, która zamarła w bezruchu po usłyszeniu głosu młodszej.
Cykoria zwróciła głowę w jej stronę, a w jej oczach przez uderzenie serca pojawiła się panika.
— Wąsatko! — warknęła ostro, jeżąc futro. Dopiero po chwili nieco ochłonęła i polizała się kilka razy po piersi. — Co ty tu robisz? — zapytała, wciąż nieco nerwowym głosem.
— No, wiesz… chciałam z tobą porozmawiać — odparła Wąsatka, uśmiechając się przepraszająco do starszej kotki. — Nareszcie uznałam, że musimy się pogodzić! W końcu chyba już nie masz do mnie żalu? Wciąż nie wiem, czemu na mnie nakrzyczałaś, gdy byłyśmy uczennicami, ale jestem skłonna puścić to w niepamięć, abyśmy znowu mogły być koleżankami! — oznajmiła wesoło.
Pręgowana na jej słowa strzepnęła ogonem i prychnęła coś pod nosem.
— Słuchaj… nie mam teraz czasu na rozmowę. Nie widzisz, że Wilga na mnie czeka? — mruknęła, przewracając oczami.
Młodszej zrobiło się odrobinę smutno, lecz mimo wszystko rozumiała Cykorię. Pewnie chcieli pospacerować trochę w ciszy, gdzieś z dala od obozu.
— Dobrze. To kiedy będziesz mogła porozmawiać? Może jutro? — zaproponowała, nie chcąc tracić nadziei.
Czekoladowa przez chwilę wahała się przed udzieleniem odpowiedzi, jakby nad czymś myślała. Wpatrywała się intensywnie w pysk Wąsatkowego Ruczaju, a jej mordkę zdobił nieodgadniony wyraz.
— Tak, jutro… — odparła w końcu, po czym odwróciła głowę od młodszej wojowniczki.
— To miłej zabawy! — mruknęła czarno-biała, poruszając wesoło wibrysami.
— Co? — wydukała Cykoria, jakby nieco zdziwiona.
— No… Idziesz chyba na randkę z Wilgową Goryczą, co nie? — miauknęła Wąsatka, unosząc jedną brew do góry. — Tylko się nie zgubcie po drodze! Musisz wrócić do obozu cała i zdrowa, bo mamy pewną sprawę do obgadania — przypomniała jej.
Pręgowana westchnęła ciężko.
— Ach, tak. Masz rację — rzuciła, po czym zwróciła się w stronę rzeki. — To do zobaczenia!
Wypowiedziawszy te słowa, zaczęła zwinnie przeskakiwać po kamieniach, aż w końcu znalazła się obok Wilgi.
Dwójka kotów zaczęła ze sobą rozmawiać, lecz nie wyglądało to, jak ich poprzednie przekomarzanki. Tym razem oboje wyglądali na przejętych i zdenerwowanych. Wkrótce Wilga zawiesił wzrok na Wąsatce, lecz po chwili odwrócił się i wraz z Cykorią zaczął kierować się naprzód. Wojowniczka nie słyszała nic z ich rozmowy, gdyż szum rzeki skutecznie ją zagłuszał. Nie, żeby w ogóle chciała podsłuchiwać parę zakochanych.
Czarno-biała nie zamierzała długo nad tym myśleć. Z uśmiechem na pysku zaczęła kierować się w stronę azylu, zastanawiając się nad tym, jak rozpocznie jutrzejszą rozmowę z Cykorią. Gdy teraz rozmawiały, czekoladowa nie wyglądała na szczególnie sfrustrowaną — czy mogło to świadczyć o tym, że nie była już obrażona na Wąsatkę? Młodsza miała taką nadzieję, gdyż naprawdę zależało jej na odnowieniu tej więzi.
* * *
Wkrótce Wąsatkowy Ruczaj zniecierpliwiła się na tyle, że postanowiła sama ją obudzić. Gdy jednak wkroczyła do środka i zaczęła szukać znajomego futra wzrokiem, nie dostrzegła go. Zamiast tego posłanie starszej wojowniczki było kompletnie puste. Wilgowej Goryczy również nie było w pobliżu. Więc gdzie w takim razie mogli być? Czy nie wrócili z tego spaceru? Czy coś im się stało? Wąsatce aż serce podeszło do gardła, gdy o tym pomyślała. Postanowiła, że musi działać, i pędem pobiegła do legowiska liderki, nie zważając na to, że szylkretka może się na nią zezłościć.
Na całe szczęście przywódczyni już nie spała. Leniwie czyściła właśnie swoje futro, przynajmniej do czasu, gdy Wąsatka wpadła przerażona do jej nory.
— Zalotna Gwiazdo! Cykoriowy Cykor i Wilgowa Gorycz zaginęli! — wykrzyknęła, jeżąc futro na karku. — Wczoraj wieczorem opuścili obóz! A teraz ich nie ma! — kontynuowała, widząc zmieszanie na pysku liderki.
Zalotna Gwiazda w końcu odłożyła łapę na ziemię i wyprostowała się, przybierając poważną minę.
— Dobrze, Wąsatkowy Ruczaju. Zaraz zorganizujemy patrol poszukiwawczy.
* * *
Gdy Wąsatkowy Ruczaj dotarła do rzeki, bez wahania przeskoczyła po kamieniach, by dostać się na drugą stronę. Zaczęła zmierzać przed siebie, nawet nie wiedząc, czy później uda jej się ponownie trafić na tereny Klanu Wilka. Oczy miała zalane łzami i ledwo co widziała, lecz mimo wszystko brnęła dalej, starając się odnaleźć starszą kotkę. Jak ona mogła pozwolić im odejść! Przecież mogła się domyślić, że takie przechadzanie się po terenach samotniczych było niebezpieczne! Pewnie napadł ich jakiś pies czy borsuk, gdy byli tak pochłonięci rozmową, że nawet go nie wyczuli! Ach, wczorajszy dzień aż prosił się o tragedię! Gdyby tylko Wąsatka nie była taka głupiutka i naiwna, mogłaby jej nawet zapobiec!
Wkrótce wojowniczka zmęczyła się biegiem, zatrzymując się pośrodku niczego. Z wszystkich stron otaczały ją jedynie trawy, a w grzbiet przygrzewało słońce. Czarno-biała bełkotała coś niezrozumiałego do siebie, myśląc, że już nigdy w życiu nie ujrzy Cykoriowego Cykora. Miały się pogodzić! Miały znowu być przyjaciółkami! A tymczasem czekoladowa kotka zapewne już od jakiegoś czasu przebywała na polanach w Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd! Tyle złych rzeczy mogło jej się przydarzyć, a to wszystko wina Wąsatki, która pozwoliła jej odejść…
W końcu czarno-biała położyła się na ziemi, nie potrafiąc już dłużej ustać na drżących łapach. Czuła się tak głupio! Nie mogła uwierzyć w to, że właśnie doprowadziła do śmierci drugiego kota! Wydawało jej się, że będzie tu leżeć aż do końca świata, lecz nagle usłyszała przed sobą kroki. Gdy otworzyła zapłakane ślepia, jej oczom ukazały się czyjeś łapy. Całe białe. Na pewno nie te należące do Cykorii. Lecz w takim razie do kogo?
Wąsatka uniosła wzrok, a przed sobą dostrzegła kotkę. Nieznajomą. Pewnie samotniczkę. Wyglądała trochę znajomo, lecz ciężko było stwierdzić, gdyż wojowniczka nie miała zbyt dobrego wzroku, więc pysk kotki wydawał się jej jedynie niewyraźną plamą. Ciekawe, kim była ta samotniczka. Czy chciała zrobić jej krzywdę? Wąsatka nawet by się nie opierała. Nie miała teraz siły walczyć.
<Samotniczko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz