Jednak czy to aby na pewno byłoby dobre rozwiązanie?
Różne wierzenia, różne poglądy, różne charaktery, jak i różne punkty widzenia sprawiały, że wspólnymi siłami można było znaleźć lepsze rozwiązanie sytuacji, niż do tej pory się wydawało. Modrogończyk przekrzywił głowę, oddając się zadumie, zastanawiając się, czy może powinien spróbować zintegrować się bardziej z kotami, które wierzyły w Klan Gwiazdy. Mógł porozmawiać ze Śnieniem, Koniczyną lub innym kotem, który wyznawał inną wiarę. Mógł również udać się z wizytą do Klanu Burzy, aby dowiedzieć się od swojego rodzeństwa czegoś na temat drugiej z wiar oraz spędzić z nimi więcej czasu.
Tak jak kochał swoją siostrę, Psiankę, całym sercem i cieszył się, że ma ją obok siebie w Owocowym Lesie, tak tęsknił za wspólnymi chwilami z Łzą i Zewem. Miał nadzieję, że ta dwójka również trzymała się w klanie razem, nawet pomimo tak odmiennych charakterów. W końcu byli rodziną, a rodzina powinna trzymać się razem.
— Mam nadzieję, że za bardzo nie dokuczasz Milknącej Łapie, Łzawa Łapo... — zamruczał, podnosząc spojrzenie na błękitne niebo i śnieżnobiałe chmury, które leniwie po nim sunęły.
Musiał odwiedzić ponownie rodzeństwo mieszkające w Klanie Burzy, jak i ojca. A tym bardziej spędzić z nim czas tylko we dwoje, gdzie mogliby wspólnie rozmawiać na temat swoich stanowisk czy różnic oraz podobieństw między Owocowym Lasem a Klanem Burzy. Chciał dowiedzieć się czegoś więcej również na temat swoich przodków, którzy podobno od zarania dziejów mieszkali w Klanie Burzy, przynajmniej ci od strony ojca, a być może nawet w pozostałych klanach.
Pomasował łapą mordkę, zastanawiając się, czy miał w rodzinie kota, który był założycielem któregoś z klanów. Istniała w końcu taka szansa, prawda? Również był ciekawy swych korzeni ze strony Purchawki, jednak matka niewiele była w stanie przekazać informacji synowi.
Pora Nowych Liści zmierzała ku końcowi, ustępując Porze Zielonych Liści. Modrogończyk udał się razem z matką i siostrą do Śliwowego Gaju. Ot co rodzinny wypad. Na ostatnim zgromadzeniu dowiedział się, że ich sojusznikom lepiej się wiodło, a wręcz Klan Burzy podnosił się po pożarze. Może właśnie była taka kolej rzeczy?
Modrogończyk leniwie przekręcił się na drugi bok, przyglądając się Purchawce oraz Psiance. Myślami przywołał obraz ojca, Łzawej Łapy oraz Milknącej Łapy. Cała czwórka była czarno-biała, a tylko on posiadał inny kolor futra. Brązowy, niepodobny do nikogo innego. Czasami ten brak podobieństwa do reszty rodziny psuł mu dobry nastrój, lecz tylko na chwilę. Innym razem czuł dumę, że jego sierść jest w odcieniu większości pni drzew lub gleby.
— Myślicie, że krótki ogon pasowałby mi? Nie? Hm, no trudno.
Różne wierzenia, różne poglądy, różne charaktery, jak i różne punkty widzenia sprawiały, że wspólnymi siłami można było znaleźć lepsze rozwiązanie sytuacji, niż do tej pory się wydawało. Modrogończyk przekrzywił głowę, oddając się zadumie, zastanawiając się, czy może powinien spróbować zintegrować się bardziej z kotami, które wierzyły w Klan Gwiazdy. Mógł porozmawiać ze Śnieniem, Koniczyną lub innym kotem, który wyznawał inną wiarę. Mógł również udać się z wizytą do Klanu Burzy, aby dowiedzieć się od swojego rodzeństwa czegoś na temat drugiej z wiar oraz spędzić z nimi więcej czasu.
Tak jak kochał swoją siostrę, Psiankę, całym sercem i cieszył się, że ma ją obok siebie w Owocowym Lesie, tak tęsknił za wspólnymi chwilami z Łzą i Zewem. Miał nadzieję, że ta dwójka również trzymała się w klanie razem, nawet pomimo tak odmiennych charakterów. W końcu byli rodziną, a rodzina powinna trzymać się razem.
— Mam nadzieję, że za bardzo nie dokuczasz Milknącej Łapie, Łzawa Łapo... — zamruczał, podnosząc spojrzenie na błękitne niebo i śnieżnobiałe chmury, które leniwie po nim sunęły.
Musiał odwiedzić ponownie rodzeństwo mieszkające w Klanie Burzy, jak i ojca. A tym bardziej spędzić z nim czas tylko we dwoje, gdzie mogliby wspólnie rozmawiać na temat swoich stanowisk czy różnic oraz podobieństw między Owocowym Lasem a Klanem Burzy. Chciał dowiedzieć się czegoś więcej również na temat swoich przodków, którzy podobno od zarania dziejów mieszkali w Klanie Burzy, przynajmniej ci od strony ojca, a być może nawet w pozostałych klanach.
Pomasował łapą mordkę, zastanawiając się, czy miał w rodzinie kota, który był założycielem któregoś z klanów. Istniała w końcu taka szansa, prawda? Również był ciekawy swych korzeni ze strony Purchawki, jednak matka niewiele była w stanie przekazać informacji synowi.
~~~
Modrogończyk leniwie przekręcił się na drugi bok, przyglądając się Purchawce oraz Psiance. Myślami przywołał obraz ojca, Łzawej Łapy oraz Milknącej Łapy. Cała czwórka była czarno-biała, a tylko on posiadał inny kolor futra. Brązowy, niepodobny do nikogo innego. Czasami ten brak podobieństwa do reszty rodziny psuł mu dobry nastrój, lecz tylko na chwilę. Innym razem czuł dumę, że jego sierść jest w odcieniu większości pni drzew lub gleby.
— Myślicie, że krótki ogon pasowałby mi? Nie? Hm, no trudno.
[516 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz