Koniec Pory Nowych Liści, prosto po przyniesieniu do obozu Wełnistej Mszycy
— Podsumowując… — zaczął zmęczony Czereśnia, niewyspany przez małą głupotkę czarnego wojownika. — Wyszedłeś na patrol graniczny ze zwiadowcami, bo nie mogłeś zasnąć? A było zbyt wcześnie, byś mógł cokolwiek zrobić ze sobą? W taki sposób z pomocą Wrony dotarliście do Wrzosowej Polany i wypatrzyliście tam białego kota, który później okazał się Wełnistą Mszycą, zaginioną albinoską, medyczką Klanu Burzy?
— Owszem, Czereśnio.
— Naraziłeś siebie, bardziej niż ci się wydaje, Śnienie. — Czekoladowy lider pogroził mu ogonem. — Zwiadowcy daliby sobie radę sami. Po to jest stworzona ich ranga. Przegonienie lisa w trójkę to nie jest wyczyn. Dobrze przynajmniej, że Wrona się tobą opiekowała i nie spadłeś z drzewa.
— Jednak gdybym nie zauważył Wełnistej Mszycy z daleka, to mogłaby już nie być tutaj z nami.
— Niestety muszę się z tobą nie zgodzić, Śnienie — westchnął ciężko Czereśnia. — Zwiadowcy doskonale są do tego wyszkoleni. Jeśli natrafiliby na coś, czemu nie daliby radę, pobiegliby po wsparcie, po odpowiednie koty. Nie możesz więcej tak robić, zrozumiano?
Czarny posłusznie skinął głową.
— Dobrze, w takim razie to wszystko, co chciałem usłyszeć. Jak Wełnista Mszyca poczuje się lepiej, przeprowadzę z nią rozmowę. Pewnie tęskni za swoim domem…
Na samą myśl, że jego ukochana albinoska musiałaby wrócić do Klanu Burzy — posmutniał. Nie chciał jej oddawać. Była dla niego światełkiem w tunelu. Świetlikiem, który nasuwał mu melancholijne, a jednak piękne stare wspomnienia domu i ich spotkań. Wiedział, że czuł coś więcej do kotki, jednak nigdy nie mówił tego nikomu na głos. Nawet nie powiedział tego Jarzębinowemu Żaru. Tak samo nie wiedział, czy albinoska żywi do niego te same uczucia.
— A jeśli będzie chciała zostać? — postanowił, że się spyta mimo znaku przywódcy, który świadczył o zakończeniu ich rozmowy. — Czy Owocowy Las przyjąłby ją w swe szeregi?
Czereśnia odwrócił się i popatrzył na przeciągłym spojrzeniem, zastanawiając się intensywnie.
— Tak — powiedział po dłuższej chwili ciszy. — Nie będziemy nikogo przeganiać z Owocowego Lasu, jeśli prosi o schronienie i dołączenie do społeczności. Jednak też nie jest to takie proste, patrząc na Klan Burzy. Tam też ma rodzinę. Pewnie Zawodząca Gwiazda też powinien dowiedzieć się o tym, że Wełnista Mszyca żyje i jest u nas. Też nie możemy przywłaszczać sobie nie naszych kotów.
— Rozumiem… — westchnął Śnienie, wstając.
— Cieszy mnie to niezmiernie — odpowiedział sucho Czereśnia i znów odwrócił w stronę swoich zastępców, pewnie by porozmawiać z nimi na temat odnalezionej medyczce. — Możesz wyjść, Śnienie — rzucił mu na odchodne. To było już oficjalne zakończenie rozmowy, a wojownik zamierzał je uszanować.
Skinął mu posłusznie głową i wyszedł z legowiska przywódcy, od razu kierując się do legowiska Gołąbka, Mistral i Purchawki, które zajmowały się biedną Wełnistą Mszycą. Chciał być przy niej chwilę dłużej, na wypadek, jeśli znów miałaby wrócić do swojego domu.
— Naraziłeś siebie, bardziej niż ci się wydaje, Śnienie. — Czekoladowy lider pogroził mu ogonem. — Zwiadowcy daliby sobie radę sami. Po to jest stworzona ich ranga. Przegonienie lisa w trójkę to nie jest wyczyn. Dobrze przynajmniej, że Wrona się tobą opiekowała i nie spadłeś z drzewa.
— Jednak gdybym nie zauważył Wełnistej Mszycy z daleka, to mogłaby już nie być tutaj z nami.
— Niestety muszę się z tobą nie zgodzić, Śnienie — westchnął ciężko Czereśnia. — Zwiadowcy doskonale są do tego wyszkoleni. Jeśli natrafiliby na coś, czemu nie daliby radę, pobiegliby po wsparcie, po odpowiednie koty. Nie możesz więcej tak robić, zrozumiano?
Czarny posłusznie skinął głową.
— Dobrze, w takim razie to wszystko, co chciałem usłyszeć. Jak Wełnista Mszyca poczuje się lepiej, przeprowadzę z nią rozmowę. Pewnie tęskni za swoim domem…
Na samą myśl, że jego ukochana albinoska musiałaby wrócić do Klanu Burzy — posmutniał. Nie chciał jej oddawać. Była dla niego światełkiem w tunelu. Świetlikiem, który nasuwał mu melancholijne, a jednak piękne stare wspomnienia domu i ich spotkań. Wiedział, że czuł coś więcej do kotki, jednak nigdy nie mówił tego nikomu na głos. Nawet nie powiedział tego Jarzębinowemu Żaru. Tak samo nie wiedział, czy albinoska żywi do niego te same uczucia.
— A jeśli będzie chciała zostać? — postanowił, że się spyta mimo znaku przywódcy, który świadczył o zakończeniu ich rozmowy. — Czy Owocowy Las przyjąłby ją w swe szeregi?
Czereśnia odwrócił się i popatrzył na przeciągłym spojrzeniem, zastanawiając się intensywnie.
— Tak — powiedział po dłuższej chwili ciszy. — Nie będziemy nikogo przeganiać z Owocowego Lasu, jeśli prosi o schronienie i dołączenie do społeczności. Jednak też nie jest to takie proste, patrząc na Klan Burzy. Tam też ma rodzinę. Pewnie Zawodząca Gwiazda też powinien dowiedzieć się o tym, że Wełnista Mszyca żyje i jest u nas. Też nie możemy przywłaszczać sobie nie naszych kotów.
— Rozumiem… — westchnął Śnienie, wstając.
— Cieszy mnie to niezmiernie — odpowiedział sucho Czereśnia i znów odwrócił w stronę swoich zastępców, pewnie by porozmawiać z nimi na temat odnalezionej medyczce. — Możesz wyjść, Śnienie — rzucił mu na odchodne. To było już oficjalne zakończenie rozmowy, a wojownik zamierzał je uszanować.
Skinął mu posłusznie głową i wyszedł z legowiska przywódcy, od razu kierując się do legowiska Gołąbka, Mistral i Purchawki, które zajmowały się biedną Wełnistą Mszycą. Chciał być przy niej chwilę dłużej, na wypadek, jeśli znów miałaby wrócić do swojego domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz