Przeszłość
Zaginięcie Fiołki postawiło dość sporą część obozu na równe łapy, sporo kotów zaoferowało się w poszukiwaniach, jednak mimo tego, Bukowa Korona zdecydował, że uda się na poszukiwania wraz ze swoim niedawnym uczniem. Point był widocznie zdziwiony tą decyzją, lecz nawet przez chwilę nie myślał, aby odmówić kocurowi pomocy. Jednak kiedy tylko opuścili obóz, do ich nozdrzy nie dotarła nawet najmniej subtelna woń koteczki, ani tropu kuny.
— Wiatr musiał rozwiać ich zapach — stwierdził srebrny, a jego głos się załamał. — Co teraz zrobimy? Musimy znaleźć Fiołkę, musimy! — mówił dalej, wręcz spanikowanym głosem.
Kormoran z nieukrywanym zdziwieniem obserwował swojego mentora, jakby nie potrafiąc uwierzyć w prawdziwość jego słów, przejęcia. Nie wiedział, czym te wątpliwości mogły być spowodowane, lecz morskookiemu obraz zdruzgotanego ojca nie pasował do czekoladowego, który rzadko kiedy widział coś więcej niż czubek własnego nosa. Fakt, starszy dawniej uratował pointa przed Dwunożnymi na plaży, lecz on raczej to zrobił, by udowodnić wielkość swych umiejętności oraz aby nie stracić ucznia, którym mógłby później się przechwalać, gdyby osiągnął coś więcej.
︵‿₊ ⊹₊˚‧ ꩜‧ ˚₊⊹ ₊‿︵
Obecnie
Cóż, ostatnim czego Wzburzony Kormoran się spodziewał to ucznia. Jakoś nie był zbytnio przekonany do tego pomysłu Lśniącej Gwiazdy, lecz ten nawet nie pytał go o zdanie, wojownik nawet nie wiedział, że dostanie pod swe skrzydła Firmamentową Łapę, będącego synem samego lidera. Kocur mógłby zaprzeczać, odmawiać, zabierać się wszystkimi łapami przed tym, jednak… Za każdym razem, gdy myślał o tym, w jego głowie rodziła się myśl: “Do czego tak naprawdę jest zdolny Lśniąca Gwiazda?”. Miał wrażenie, że odkąd na jednym z ostatnich zgromadzeń Serdeczna Naparstnica pomógł mu przejrzeć na oczy, wzbudzić zainteresowanie działaniami obecnego przywódcy, to coś faktycznie musiało być na rzeczy. Nie wiedział jednak, czy powinien aż tak drążyć temat, szczególnie po ogłoszeniu i wprowadzeniu nowej rangi w klanie. W pewnym stopniu nie czuł się zagrożony, przecież był synem obecnej zastępczyni, jednak aż zbyt dobrze widział, jak na inne koty wpłynęła ta decyzja.
Właśnie zauważył niebieskiego protektora i nawet chciał do niego podejść, zaproponować wspólny spacer, lecz przed wojownikiem pojawił się czekoladowy point, który skutecznie pokrzyżował plany swojego mentora. Kormoran trzepnął jedynie końcówką ogona, zachowując spokój na pysku, choć w środku aż się w nim gotował, mając ochotę pogonić młodzika. Jedyny powód, dla którego wojownik się hamował to lubienie swojego życia, dlatego wolałby nie ściągać na siebie gniew samego lidera i ojca tej chodzącej przeszkadzającej kulki futra. Udając, że słucha, kątem oka dostrzegł Bukową Koronę, w jego głowie od razu narodził się pewien pomysł, w końcu srebrny szkolił jedno z dzieci Trójokiego Zająca. Mógłby to wykorzystać, oferując wspólny trening uczniów, a on sam nie będzie musiał aż tyle uwagi poświęcać przy szkoleniu pointa.
Długo nie rozmyślał nad tą możliwością i w połowie słowa młodzika, odszedł do starszego wojownika z propozycją, która przed chwilą mu się narodziła w tej roztrzepanej głowie.
— Bukowa Korono — zaczął, zwracając uwagę dawnego mentora. — Gratuluję kolejnego ucznia, widocznie Lśniąca Gwiazda uważa, że bardzo dobrze mnie wyszkoliłeś. Ale mniejsza o niego, chcę Ci zaproponować wspólny trening naszych uczniów. Mogliby poćwiczyć walkę lub też nawigację w tunelach — zaproponował, starając się być jak najbardziej przekonującym, by jednooki kocur się zgodził.
<Bukowa Korono?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz