Zaśmiałam się cicho, słysząc jego pełne entuzjazmu powitanie. Gronostaj najwyraźniej wcale się nie zmienił. Może urósł, może zaczął trenować jak przyszły wojownik, a jego łapy zdążyły już przyzwyczaić się do ciągłego wysiłku, ale ten sam charakter wciąż przebijał się przez każde jego słowo. Trudno było nie uśmiechnąć się szerzej, kiedy z taką powagą opowiadał o „opresyjnym systemie”.
— Napaść i prześladowanie? — powtórzyłam z rozbawieniem, przechylając lekko głowę. — Wiesz, Gronostaju, chyba nie znam żadnego wojownika, który dostałby swoją rangę za samo narzekanie na treningi.
Przyjrzałam mu się uważniej, gdy wspomniał o swoich łapach. Teraz kiedy wiedziałam, ile czasu spędzał na ćwiczeniach, wcale mnie nie dziwiło, że był zmęczony. Dwa treningi jednego dnia naprawdę musiały dawać się we znaki, szczególnie komuś, kto dopiero przyzwyczajał się do całkowicie nowego trybu życia. Nie zamierzałam jednak oceniać Jaśminowca. Z tego, co mówił Gronostaj, jej metody rzeczywiście przynosiły efekty.
— Chociaż przyznam, że trochę rozumiem, dlaczego każe ci tyle ćwiczyć. — Uśmiechnęłam się łagodnie. — Nie zazdroszczę ci tych dwóch treningów dziennie, ale skoro sam widzisz, że robisz postępy, może nie jest aż tak źle, jak próbujesz nam wszystkim wmówić.
Poruszyłam ogonem, a moje spojrzenie na moment powędrowało w stronę drzew otaczających obóz. Przez chwilę zastanawiałam się nad jego słowami o zwiadowcach.
— Chociaż… nie jestem pewna, czy jako zwiadowca miałbyś aż tak łatwo.
Zaśmiałam się pod nosem.
— Też mamy swoje bagno. Tylko czasami jest nim dosłownie las. — Zerknęłam na niego z rozbawieniem. — I uwierz mi, kiedy uczysz się poruszać po gałęziach, śnieg potrafi być równie zdradliwy, jak błoto. Wystarczy jeden źle postawiony krok i nagle, zamiast siedzieć wysoko nad ziemią, leżysz pod drzewem i zastanawiasz się, co właściwie poszło nie tak.
Na wspomnienie swoich pierwszych treningów uśmiechnęłam się nieco szerzej. Wtedy wszystko wydawało mi się trudniejsze, niż było w rzeczywistości. Pamiętałam, jak wiele razy musiałam poprawiać własne błędy, zanim zaczęłam poruszać się po lesie bez ciągłego zastanawiania się nad każdym krokiem.
— Ale nie zamieniłabym tego na nic innego. Naprawdę. — Spojrzałam ponownie na Gronostaja. — Chyba każdy z nas ostatecznie trafia na coś, co mu odpowiada. Tobie może jeszcze trudno to zauważyć, bo jesteś na początku szkolenia, ale kiedy pewnego dnia nauczysz się czegoś, co wcześniej wydawało ci się kompletnie niemożliwe… wtedy chyba zaczynasz rozumieć, po co właściwie były te wszystkie treningi.
Przez chwilę milczałam, pozwalając mu się wygadać. W końcu rozmowa zeszła na moje mianowanie, a kiedy usłyszałam jego komentarz, uniosłam lekko brew.
— Niefajnie, że się starzeję? — powtórzyłam, wyraźnie rozbawiona. — Czyli według ciebie zostanie zwiadowczynią, oznacza automatycznie starzenie się?
Pokręciłam głową, po czym szturchnęłam go delikatnie ogonem w bok.
— Dzięki. Chyba.
Obserwowałam, jak zabiera się za mysz, a po chwili sama sięgnęłam po przyniesioną przez niego zdobycz. Przyjrzałam jej się przez moment, po czym skinęłam głową z uznaniem.
— I dziękuję za mysz. Naprawdę. Nie musiałeś mi jej przynosić, ale to miłe.
Przesunęłam zdobycz bliżej siebie, choć nie zaczęłam jeszcze jeść. Zamiast tego zerknęłam na niego, kiedy zaczął narzekać na tempo własnego życia.
— Wiesz… chyba nie jesteś jedyny, który czasami ma wrażenie, że wszystko dzieje się za szybko.
Usiadłam wygodniej, owijając puszysty ogon wokół łap.
— Kiedy zostałam mianowana, też przez jakiś czas miałam wrażenie, że nagle wszyscy oczekują ode mnie czegoś więcej. Że skoro jestem zwiadowczynią, to powinnam już wszystko wiedzieć, wszędzie umieć się odnaleźć i nigdy się nie pomylić. A przecież tak to nie działa.
Spojrzałam na niego spokojnie.
— Nadal uczę się nowych rzeczy. Nadal zdarzają mi się błędy. Czasami po prostu kot zaczyna je zauważać dopiero wtedy, kiedy przestaje być uczniem.
Na chwilę zamilkłam, po czym uśmiechnęłam się ciepło.
— Więc nie martw się tak bardzo tym, że wszystko dzieje się za szybko. Masz jeszcze mnóstwo czasu, żeby nauczyć się być wojownikiem. I nawet jeśli pewnego dnia zostaniesz mianowany, wcale nie oznacza to, że następnego ranka obudzisz się nagle jako chodząca księga wiedzy.
Zmrużyłam lekko oczy, przyglądając mu się z rozbawieniem.
— Chociaż podejrzewam, że ty i tak spróbujesz taką księgę napisać.
Na jego wzmiankę o jedzeniu spojrzałam na stos zwierzyny. Tym razem nie mogłam się powstrzymać przed cichym śmiechem.
— A więc jednak znalazłeś najważniejszy element całej rozmowy.
Wzięłam swoją mysz i ułożyłam ją przed sobą.
— Jedzonko rzeczywiście jest ważne. Szczególnie po dwóch treningach.
Przez moment zastanawiałam się nad jego słowami o walce. Nie znałam dokładnie wszystkich metod Jaśminowca, ale skoro Gronostaj rzeczywiście robił postępy, może jego mentorka wiedziała, co robi.
— Tylko nie zapominaj o jednej rzeczy — dodałam po chwili. — Bycie dobrym wojownikiem nie polega wyłącznie na tym, jak mocno potrafisz uderzyć albo jak długo potrafisz biec. To też umiejętność oceniania sytuacji. Musisz wiedzieć, kiedy walczyć, a kiedy lepiej się wycofać. Kiedy chronić kogoś innego. Kiedy wykorzystać siłę, a kiedy spryt.
Lekko przechyliłam głowę.
— I chyba właśnie dlatego twoja zdolność do analizowania wszystkiego może ci się naprawdę przydać.
Uśmiechnęłam się do niego.
— Tylko postaraj się nie analizować każdego posiłku przez pół dnia. Bo wtedy rzeczywiście zostaniesz starszym szybciej, niż zostaniesz wojownikiem.
Sięgnęłam w końcu po mysz i odgryzłam niewielki kawałek. Po chwili spojrzałam na niego jeszcze raz.
— A tak właściwie… skoro tak bardzo nie chcesz być wojownikiem, to dlaczego nie chcesz nim być?
Zainteresowanie pojawiło się w moich oczach.
— Nie musisz mi odpowiadać, jeśli nie chcesz. Po prostu jestem ciekawa. Wydawało mi się, że jeszcze niedawno bardzo cieszyłeś się z tego, że wreszcie zaczynasz trening.
Przekrzywiłam lekko głowę, czekając na odpowiedź.
— Może po prostu musisz się jeszcze przyzwyczaić. W końcu… nie każdy lubi swoją mentorkę pierwszego dnia.
Zawiesiłam na moment głos, po czym dodałam z niewinnym uśmiechem:
— Szczególnie jeśli ta mentorka regularnie wrzuca go do błota.
<Gronostaju?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz