Jakoś po starej ucieczce zdrajców
Roztargniony Koperek leżało w legowisku medyka z boku. Cisowego Tchnienia nie było, a miało dziwne wrażenie, że jak teraz wyjdzie, zostanie uznane za kolejnego zdrajcę. W końcu liliowy trzymał się Kosaćcową Grzywą i mimo wszystko było asystentem medyka, tak jak Jarzębinowy Żar. Zapewne było pierwszym kotem, który był na celowniku przywódcy. Starało się więc ograniczyć nocne, a nawet poranne spacery, gdy cały klan jeszcze spał. Obóz spowijał mrok, jednak nie pomagał on Koprowi w zaśnięciu. Wręcz przeciwnie, nie wiedziało, co może w tym mroku ujrzeć. Zamrugało kilkukrotnie, widząc zbliżający się obiekt. Zastanawiało się, czy ma zwidy, ale kot, który podchodził do jeno, nie wyglądał na Cisowe Tchnienie. Zadrżało lekko, ale już po chwili poczuło znajomy zapach… Iskrzącej Nadziei? Kotka wyglądała, jakby lada chwila mogła zemdleć.
— Ro-oz… ztar-rgnio-iony Ko… pe-rku… Po… Pom-móż… — wydusiła, nie mogąc nabrać powietrza.
Z jej pyszczka uchodziły płytkie, ciężkie oddechy, a wdechy były łapczywe i kurczowe. Koper nie było asystentem medyka od wczoraj, więc szybko rozpoznało w zachowaniu kotki atak paniki.
“Co mogło się stać o tak późnej porze?” pomyślało, szperając w ziołach z minimalną paniką w oczach.
Powinno dać kotce coś na uspokojenie, ale sam mak zdawał się nie wystarczać. Zmrużyło oczy, wysilając umysł, aby przypomnieć sobie, co jeszcze prócz maku mogłoby podać kotce. Nagle przypomniało sobie o macierzance i jej działaniu uspokajającym. Oprócz podawania jej przy chorobach psychicznych można było również podać ją kotu o niespokojnym zachowaniu. Podeszło do kotki i podsunęło jej ziarno maku i trochę macierzanki. Zaczęło się zastanawiać czy nie powinno samo podać jej ziół, jednak w tym samym momencie kotka połknęła podane jej lekarstwo. Koper odetchnęło uspokojone. Położyło ogon na grzbiecie kotki, starając się pokazać, że jest przy niej. Przełknęło nerwowo ślinę. Iskrząca Nadzieja… Nie tylko ono w klanie straciło kogoś bliskiego. Miodowa Kora był w końcu partnerem kotki. I ona była tak samo blisko bycia wyrzuconą z klanu… Uśmiechnęło się łagodnie i przymknęło oczy. Chyba mogło już poznać powód tego ataku. Przysunęło się do kotki i zamruczało cicho.
— No już… Nie jesteś sama Iskrząca Nadzieja. Jestem tu. I nigdzie się nie wybieram — miauknęło uspokajającym tonem głosu.
W dniu zaginięcia Cykoriowego Cykora i Wilgowej Goryczy
Roztargniony Koperek zostało zbudzone przez czyjeś krzyki. Wyszło z legowiska medyka, powoli przyzwyczajając się do światła. Miało mieć krótką drzemkę, jednak najwyraźniej nici z tego planu. Usłyszało w końcu czyjeś słowa wołające Zalotną Gwiazdę. Chwilę po tym padły dwa imiona. Wilgowa Gorycz oraz…czy na pewno słyszało dobrze? Usłyszenie imienia jeno córki musiało być jakimś błędem w jeno rozumie. Przełknęło ślinę, a jeno futro przeszły dreszcze.
“Cykoria uciekła?” zapytało samo siebie i przymknęło oczy.
Odwróciło się i weszło z powrotem do legowiska medyka chwiejnym krokiem. Położyło się z boku i zakryło pyszczek łapami.
“Czemu zawsze, gdy zaczyna dziać się dobrze, wszystko musi się psuć?” pomyślało, szukając wzrokiem Chudego Grzbietu.
Miało nadzieję, że chociaż Chudzielec i druga córeczka Aksamitkowy Nos nie opuszczą jeno i Klanu Wilka.
***
Leżało tak jakiś czas, aż zobaczyło przed sobą znajome czekoladowe futro.
— Dzień dobry Iskrząca Nadziejo. Co cię tu sprowadza? — zapytało cicho z łagodnym, lecz wymuszonym uśmiechem.
— Mam coś w łapie. Musiałam ustać na jakiś cierń — miauknęła kotka, a Koper odwróciło się, szukając potrzebnych ziół.
Z jeno oczu wydobyło się kilka łez, ale mimo zamglonych patrzałek nadal szukał trybuli, a także odrobinę pajęczyny. Westchnęło cicho, a jeno ciało przeszły dreszcze.
— Koperku… Wszystko dobrze? — zapytała w końcu troskliwie Iskierka.
— Ah… Tak, nic mi nie jest — odmruknęło smętnie, odwracając się z powrotem do kotki. Wyjęło kolec z łapy czekoladowej i nałożyło na ranę okład, przytrzymując wszystko pajęczyną.
— Dziękuję — miauknęła ciepło kotka, a Koper odetchnęło cicho.
Usiadło obok, ale kotka zdawała się nigdzie nie wybierać.
— Coś jeszcze? — zapytało niespokojne, a Iskierka uśmiechnęła się ciepło.
— Martwisz się o Cykoriowy Cykor, prawda? — zapytała w końcu, lecz po tym zapytaniu nastała cisza.
Siedzące obok Koper przymknęło oczy, choć nie pozwoliło to jeno uspokoić się. Z jeno oczu znowu wydobyło się kilka łez. Z czasem zaczęło być ich nawet więcej.
— I-Iskierko… — mruknęło cicho, próbując otrzeć łzy łapami. — Czemu mnie to spotyka? Jestem złym przyjacielem? Rodzicem? — zapytało, łkając nerwowo.
<Iskrząca Nadziejo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz