BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sokole Skrzydło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sokole Skrzydło. Pokaż wszystkie posty

15 września 2019

Od Sokolego Skrzydła CD Śnieżnego Sopla

Kotka czule wtuliła się w jego futro. Zauważył również, jak się uśmiecha. Chociaż ten gest był słaby, to i tak czuł ciepło i szczerość bijące z niego.
— Doskonale wiesz, że nie masz za co. Będę za tobą tęsknić — wyznał.
Śnieżka przytaknęła. Wkrótce go opuściła.

* * *

Po bitwie patrolu Klanu Klifu na granicy z Klanem Nocy przybyło do lecznicy kilku wojowników i uczniów. Jeszcze nigdy tak szybko nie podawał opatrunków. No, może po bitwie w obozie, ale to nie zmienia faktu, że ostatnio naprawdę mieli co robić.
— Skończyły się zapasy. Zabrakło nam powoju i pajęczyny. Mamy też mało nawłoci — oznajmił niebieski. Szczęście, że starczyło dla wszystkich.
— Patyków też możesz pozbierać — mruknął Lśniące Słońce.
— To znaczy, że mam iść teraz?
— A coś ty myślał? — Medyk spojrzał chłodno na asystenta. — Zabierz ze sobą Zlepka i idźcie.
W sumie, miał rację. Zbyt młody wojownik - Węgorzowy Grzbiet - miał tak głęboką ranę na brzuchu, że lada chwila musieliby zmienić mu opatrunek. Oczywiście, Sokole Skrzydło opatrzył go najstaranniej, jak potrafił.
— Zlepku, chodź — pogonił ucznia i wyruszyli.

* * *

— Fuj, pajęczyna! — wzdrygnął się Zlepiona Łapa. Chwilę wcześniej potknął się i wpadł w dołek, gdzie zatoczył się w grubą warstwę pajęczyny. Cóż, przynajmniej znaleźli już pierwszą rzecz z listy. Sokolik podał pomocną łapę uczniowi, który z przyczyny...wiadomej miał trudności z wydostaniem się. (jestem zbyt rozleniwiona, żeby to opisywać)
— Gratulacje, zostałeś przynętą — Asystent Lśniącego Słońca trącił Zlepka ramieniem. Młody chyba nie był w nastroju na żarty. A może to Sokół zepsuł? Nie wiadomo.
— Chodźmy dalej — westchnął młodzieniec.
 * * *

Już wkrótce zebrali wszystko, co powinni. Prawie dowlekli liście bluszczu ciężkie od zapasów, gdy nagle otoczyły ich ciekawskie kociaki. Uznały, że zabawnie będzie, jeśli zaczną wszystko rozwalać.
No, może zabawnie, dopóki nie pojawił się on - Lśniące Słońce.

<Lśniący?>


24 sierpnia 2019

Od Sokolego Skrzydła

Ciężkie czasy nastały w Klanie Klifu. Jeszcze pamiętał czasy, kiedy było tu beztrosko i spokojnie - do czasu, kiedy przybył nijaki Lisek, a dzisiaj Lisia Gwiazda. Narobił tu sporo namieszania. Przykład? Kociaki, których poród odbierał tak całkiem niedawno, nagle zostały wojownikami. I nie, Sokolik nie mówi o upływającym zbyt prędko czasie i o tym, jaki wiekowy się robi. Te kociaki dosłownie niedawno zostały mianowane; przecież Węgorzowy Grzbiet ma już sześć księżyców. Uczniowie? Dwa księżyce. Powinien odwiedzać ich w kociarni, podawać ich matkom zioła na wzmocnienie, kiedy maluchy będą przez nią karmione, a tymczasem zastaje je same w żłobku, zamartwiające się o to, czy ich potomstwo poradzi sobie w lesie, będąc tak młodym i niedostosowanym do życia.
Przez te kilkanaście księżyców przeżywał też śmierci bliskich mu kotów. Potokowa Gwiazda i Głuszczowa Łapa? Mimo że Lśniące Słońce nie "przepadał" za nimi, mówiąc delikatnie, to jak każdego w obozie Sokole Skrzydło darzył szacunkiem i sympatią. Śnieżka i Koza? Wspominał, jak mały Kózka wyjadł wszystkie zioła ze spiżarni i jak mu się oberwało od Lśniącego oraz jak odbierał poród przekochanej Śnieżki, a dzisiaj zniknęli gdzieś i miał nadzieje, że żyją i mają się doskonale. Jednak najlepiej, żeby nie wracali. Po tej awanturze... cóż. Podziwiał klanowicza za odwagę, za postawienie się Lisowi i chciałby znów zobaczyć się ze Śnieżnym Soplem, ale tutaj czeka ich tylko śmierć. Lista poszerza się z każdym zabitym kotem.
Nie wspomni o tym, jaki stres wywoływało każde z ostatnich zgromadzeń. Gwiezdni są wściekli, co księżyc awantura, a potem? Pioruny, płomienie albo grad i ulewa. Panika, krzyki, ranne koty i walka o życie.
Zaś konflikt z Klanem Nocy zaszedł za daleko. Porwanie kociaków? Naprawdę? Tyle kotów ucierpiało dla kilku kociaków? Bestialstwo... Na szczęście Wschodząca Fala szepnęła mu do ucha, że ma zamiar je oddać.
Znaliście tego beztroskiego Sokolika, któremu uśmiech nie schodził z twarzy, nie miał zmartwień i żył pełnią życia? Owszem, istnieje, ale tylko czasami. Coraz częściej góruje nad nim przerażenie. Znaliście tego beztroskiego Sokolika? Istnieje, ale w środku strachliwej myszy.
Po pogrzebie młodego Jaśmina... oh, przepraszam, Jaśminowego Pokrzyku, gdyż jego matka życzyła sobie jego pośmiertnego mianowania, przytłoczony Sokole Skrzydło siedział u siebie, w legowisku medyka. Lśniący poszedł na poszukiwania ziół, zaś niebieski miał zostać na posterunku. Chociaż co to za różnica? I tak nie miał ochoty wychodzić. Wciąż był w szoku i w związku z tym chciał pobyć sam... no może nie całkowicie sam? Nabrał ochoty pogadać z kimś. Ciekawe, czy ktoś do niego przyjdzie.

< Klan Klifu? Ima baaack!>

03 maja 2019

Od Sokolego Skrzydła CD Kózki (Koziej Łapy)

- Co to było to czerwone wylewające się z głowy lidera? - Kózka wbił ogromne ślepia w Sokole Skrzydło, który w zamian zaśmiał się nerwowo i przełknął ogromną kule w gardle. Przed oczami niebieskiego ukazał się obraz Potokowej Gwiazdy - pokrytego szkarłatną cieczą symbolizującą kolejne zmarnowane życie i prędkie spełnianie wizji Lśniącego Słońca. A Kózka? Jak mu to wytłumaczyć...? To jeszcze kociak!
Jak to jak? Prosto z mostu!
- To krew, Kózko - powiedział w końcu asystent medyka do syna Głuszcowej Łapy. - Taka ciecz, która pojawia się, kiedy bardzo mocno się zranisz.
- Czy to boli? - Kociak wziął głęboki wdech.
- Krew? Nie, ale sama rana już tak - Sokolik polizał czoło Kózki z troską. - Dlatego uważaj na siebie.
Liliowy bicolor przytaknął, po czym ułożył się wygodnie w kociarni. Sokole Skrzydło przebywał z nim, póki Głuszczowa Łapa nie wróciła.

* * *

Jakiś czas później Głuszcowa Łapa popełniła samobójstwo, osieracając Kózkę i Barana. Ten pierwszy bardzo mocno to przeżył, a Sokole Skrzydło starał się wspierać kociaka najmocniej jak się dało. Do tego samego wariactwa dołączyła spodziewana śmierć Potokowej Gwiazdy. Jednak klan nie pogrążył się w żałobie na długo, gdyż władze przejął Lisie Serce, zostając tym samym Lisią Gwiazdą. Przynajmniej Lśniące Słońce został razem z nimi, a Księżycowy Pył awansował na zastępce lidera. Tyle się zdarzyło w przeciągu tych kilku księżyców, że odejście ukochanego mentora dobiłoby go do końca.
Ah, i kociaki zostały mianowane. To jedna z nielicznych dobrych wiadomości w ostatnim czasie. A sam Sokół żył własnym życiem, choć... no właśnie. Monotonność. Nigdy nie przyznałby się do tego komukolwiek; dalej zachowuje swoją beztroską powłokę, jednak dni, które niemalże wyglądały dla niego tak samo, zaczynały go męczyć. Nie, że ciągnęło go do zostania wojownikiem. Za nic na świecie! Jednak czegoś mu brakowało. Tylko nie miał pojęcia, czego dokładnie potrzebuje, aby urozmaicić swoje życie.
Rozmyślał o tym, układając zioła, które i tak były ułożone wystarczająco. Po prostu nie potrafił usiedzieć bez zajęcia. Szkoda tylko, że zaczynało go to męczyć. Owe nudne zajęcie przerwało mu przybycie Koziej Łapy. Na pewno znów chciał się wymigać od treningu z Lisią Gwiazdą, chciał tylko usłyszeć to na własne uszy, a wiedział, iż lider jest dość wymagającym mentorem.
- Znowu to samo? - rzucił wesoło asystent medyka.

<Kózka?>

20 kwietnia 2019

Od Sokolego Skrzydła CD Lśniącego Słońca

"Stracił życie. Nie powiedział, dlaczego". Owe słowa dźwięczały mu tejże nocy, kiedy Lśniące Słońce wrócił z legowiska lidera i wyjawił asystentowi, czego się dowiedział. Przez to nie zmrużył oka do następnego wieczora. Szczególnie pamiętał przepowiednie o nowym liderze, usłyszaną dzień wcześniej od medyka. Ile Potokowa Gwiazda miał czasu? Trzy albo cztery księżyce? To go przerażało.
- Powinniśmy mu o tym powiedzieć - odpowiedział Sokole Skrzydło na sen, który miał jego mentor.
- Nie - zaprzeczył stanowczo syn Poplamionego Piórka. - Lepiej go nie denerwować.
Kilka dni później, doszły go słuchy, iż lider klanu spadł z klifu, przez co utracił kolejne życie. Ponoć się poślizgnął, aczkolwiek Sokół zaczął sobie wyobrażać, iż jakaś decyzja Czarnucha komuś nie przypadła do gustu, więc po prostu został...zamordowany, ukarany. Od tak. To by było logiczne, skoro tracił życia w tak krótkim odstępie czasowym. Podzielił się podejrzeniem ze Lśniącym, jednak ten tylko machnął łapą i powiedział, że i tak nigdy się nie dowiedzą, a Potok zawsze był ciamajdą. Asystent musiał przyznać mu racje.
Potokowej Gwieździe zostały tylko dwa życia.

***

Lśniące Słońce wyprostował się, zaś Sokole Skrzydło nie potrafił uwierzyć w to, co właśnie usłyszał. Kocur, któremu zawdzięcza życie i który był dla niego niczym ojciec odchodzi z klanu? Ale jak to? Nie wyobrażał sobie tego.
- Dlaczego...?
- Męczy mnie życie w klanie, Sokoliku - westchnął liliowy. - Czuję, że... wypaliłem się i tracę chęci życia tutaj.
- To wszystko przez Potokową Gwiazdę, tak?
- Przez Potokową Gwiazdę, czy nie, ja po prostu chcę otwarcie żyć z Księżycowym Pyłem. Z dnia na dzień, coraz bardziej martwię się, że ktoś się o nas dowie, a ja po prostu nie mam siły już tego ukrywać. To już jest postanowione.
- A mogę chociaż pójść z wami?
- Nie - syknął liliowy. - Ty będziesz potrzebny tutaj. Nie będę już leczyć, więc ty będziesz musiał to zrobić.
Znajda spuścił smutno głowę. Przecież on nie da sobie rady...
- To... kiedy to się stanie?
- Niedługo. Upozoruję własną śmierć i odejdziemy.
- I zostawisz nas? - Sokolik pociągnął nosem. - Zostawisz Poplamione Piórko? Będzie smutna... i ja też będę smutny... a ty nas zostawisz.

<Lśniący?>

Od Sokolego Skrzydła CD Liliowej Sadzawki

 - A wy co będziecie robić? Pójdziecie ze mną? - Wielkie oczęta Sokolego Skrzydła zabłysnęły.
Lśniące Słońce i Księżycowy Pył spojrzeli po sobie "dziwnie", jakby to ujął asystent medyka.
- Nie - zaprzeczył zniecierpliwiony syn Czereśni. - My mamy ważniejsze sprawy na głowie.
- Aż tak ważne? - Niebieski uniósł brew wysoko, wyobrażając sobie, owe "sprawy". Ohyda... Naprawdę muszą to robić? A jeśli muszą, czemu to jest ważniejsze od zbierania ziół? Sokolik wzdrygnął się.
- Po prostu idź już - rozkazał liliowy.
- No dobrze - westchnął uczeń. - Co jest nam potrzebne?
- Po tym, co zrobił Kózka? Sporo. Na pewno liście jeżyny, kocimiętka, mniszek, lawenda i jagody jałowca. Pamiętasz, jak one wyglądają?
- Nie jestem już uczniakiem, żeby nie pamiętać - zachichotał Sokolik. - I mam to zrobić sam, tak?
- Poradzisz sobie - powiedział medyk.

***

Asystent medyka niechętnie ciągnął za sobą ogromny płat bluszczu, na którym leżał zebrany komplet ziół. Może jednak prawie komplet? Nadal musiał poszukać u dwunożnych lawendy i rozejrzeć się za mniszkiem. Cóż, z mniszkiem nie będzie takiego problemu, zaś z lawendą...Cóż...
Sokole Skrzydło nigdy nie zapuszczał się w tereny dwunogów samotnie. Nie czuł się tam swojo, nawet w towarzystwie Lśniącego Słońca. Nie mógł wtedy przestać sobie wyobrażać, że lada moment zaatakuje ich pies. Oczywiście, jąkał się i panikował, jednak jego mentor zawsze go jakoś ogarnął; doprowadził do porządku. I kto to zrobi, skoro Lśniący jest poza zasięgiem? Miał ochotę okłamać go, iż dwunogom również brakuje lawendy, aczkolwiek nie potrafił, a kłamstwo nie pasowało do niego. Nie chciał, po prostu nie...
Na odgłos kroków aż podskoczył. To pies? Ah, nie. To tylko Liliowa Sadzawka z Rubinową Łapą. Wyobraźnia plecie mu figle. Młoda wojowniczka również wyglądała na przestraszoną. Przywitała go długim miauknięciem z odwzajemnieniem.
- Zbierasz zioła? - spytała Rubinowa Łapa, chociaż na pewno już znała odpowiedź, zauważywszy liść bluszczu z ładunkiem.
- Zbieram albo i nie - westchnął Sokole Skrzydło. - Na pewno nie dam rady dostać się po lawendę. Za bardzo boję się zapuszczać w tamte rejony...
- Idiota - prychnęła uczennica szylkretki. Natychmiast została trącona w ramię przez mentorkę. - Ała! A to za co?
- Wiesz co? Ja i Rubinowa Łapa pójdziemy po to - oznajmiła wesoło Liliowa Sadzawka. - Gdzie to znajdę?
- Na pewno na terenach dwunożnych - Niebieski uśmiechnął się. - Byłbym bardzo wdzięczny! Spotkamy się tutaj, dobrze?
- Chodź, Rubinowa Łapo! - Szylkretka pogoniła uczennicę, która niechętnie podążyła za nią.
A sam Sokole Skrzydło poszedł po mniszek.

<Lilio? I stało się XD>

09 kwietnia 2019

Od Sokolego Skrzydła

- Zanieś to do żłobka i podaj to Wschodzącej Fali - rozkazał Lśniące Słońce. Tego dnia był szczególnie drażliwy i nawet jego asystent mógł w każdej chwili oberwać, tak więc Sokole Skrzydło wolał nie narażać się liliowemu medykowi i przytaknął pospiesznie. Chwila moment i już go nie było w legowisku.
Klan Klifu jak zwykle pozostawał pusty. Większość wojowników została wysłana na patrol albo trenowała własnych uczniów. W obozie zostali tylko starsi, Potokowa Gwiazda, królowe i kocięta. Jaki tu spokój...
A przynajmniej na chwilę. W legowisku był taki kociak, który uwielbiał się bawić z Sokolim Skrzydłem. Nazywał się Zlepek i został znaleziony przez patrol jakiś czas temu. Potokowa Gwiazda nie stronił od przyjęcia malucha. Z pewnością zależało mu na jak największą ilością uczniów w przyszłości, stąd takowa decyzja. Ale Sokół nie narzekał - lubił tego kocurka. Był taki pocieszny i ciekawski. Również i teraz znajda zaczepiła asystenta medyka. Liliowo-biały pociągnął niebieskiego za ogon.
- Cześć, Sokole Skrzydło! - miauknął kocurek. - Co tam niesiesz?
Starszy wydał z siebie stłumiony chichot i położył medykamenty obok szylkretowej królowej.
- Hej, Zlepku! Ah, to są zioła dla Wschodzącej Fali - odparł z szerokim uśmiechem na twarzy.
- To Wschodząca Fala jest chora? Czy wszystko z nią w porządku...?
- Nie, nie martw się. - Sokół był zaskoczony, jaką troską Zlepek darzy królową. - Jest zdrowa, tylko musi się nieco wzmocnić. Taki jest obowiązek medyka.
- A jakie są jeszcze obowiązki medyka? - zaciekawił się kocurek.
- Oprócz leczenia chorych kotów i opieka nad królowymi? Z pewnością wymienianie starszym mchu i wyciąganie im kleszczy. Paskudztwo - Sokole Skrzydło skrzywił się teatralnie, mając nadzieje, że rozśmieszył Zlepka.
- Fuj! - Liliowy wzdrygnął się.
- A chciałbyś kiedyś zostać medykiem, skoro tak wypytujesz, Zlepku? - zagadnął asystent medyka.

<Zlepeusz? Pogadajmy sobie, wywiń coś XD >

Od Sokolego Skrzydła CD Kóżki

Jeszcze nigdy, ale to przenigdy, nie widział Lśniącego tak wkurzonego, jak tego dnia. Oto całe legowisko tarzało się w chaosie pomieszanych ze sobą ziół - bogatej kolekcji zbieranej tygodniami, żeby stało się z nimi... no, właśnie to. Kózka się stał.
Kociak Głuszcowej Łapy stał pośrodku tego całego bałaganu i żuł w mordce po kilka ziółek z każdego rodzaju, do wyboru do koloru. Patrzył się niewinnie swoimi wielkimi oczami raz to na Sokole Skrzydło, raz na Lśniące Słońce i za jeszcze innym razem na swoją matkę, obdarowując ich beztroskim uśmiechem na pyszczku. Pod ciężarem jego kocięcego uroku, Sokół poczuł się zmieszany; nie potrafił znaleźć reakcji na to, co się właśnie wydarzyło.
Ale za to Lśniące Słońce już ją znalazł.
Liliowy najeżył sierść, co do złudzenia przypomniało jego asystentowi o kolcach jeża, i zaczął krzyczeć. Wiązanka przekleństw nie miała końca, szczególnie, że do bluzgania synka dołączyła Głuszka, jednak jej wyraz twarzy mówił wyraźnie, że jest zniesmaczona obelgami od medyka. Natomiast ten mniejszy liliowy w towarzystwie... cóż... skulił się i spuścił główkę przepraszająco, słuchając wywodów od starszych.
Lśniące Słońce wkurzał się coraz bardziej, aż Głuszcową Łapę zamurowało. Do tego doszło, że nerwowy medyk omal nie przejechał pazurami po pyszczku Kózki. Całe szczęście, że Sokole Skrzydło zdążył stanąć pomiędzy kotami.
- Opanuj się! - powiedział stanowczo; po raz pierwszy odezwał się do swojego mentora takim tonem. - Stało się, trudno. Ja to posprzątam, a ty zajmij się młodym.
Niebieski bicolor zdążył oddzielić jeden rodzaj ziół od całej reszty i zanieść go na prawidłowy stos, wsłuchując się w przeprosiny Głuszki i chłód tonu Lśniącego Słońca, gdy nagle u progu pojawiła się Liliowa Sadzawka, służąca oparciem osłabionemu Potokowej Gwiazdy. Oboje mieli zakłopotane wyrazy twarzy, zaś z łba lidera klanu skapywała krew.
- Ojciec upadł z klifu - wyjaśniła przerażona córka Czarnucha. - I... i chyba stracił jedno życie.

<No heeej, co dalej? ^^" >

02 kwietnia 2019

Od Sokolego Skrzydła CD Lśniącego Słońca

— Przestańcie! — wrzasnął Sokolik, kiedy dwóch kocurów siłowało się na słowa. Niestety, bezskutecznie.
Jad wciąż się wylewał; kłótnia nie miała końca. Zarówno Lśniące Słońce, jak i Potokowa Gwiazda rozdrapywali stare rany i wypominali sobie wzajemnie wszelkie błędy z taką agresją, że brakowało tylko walki. Jednak Sokole Skrzydło wiedział, iż gdyby nie kodeks medyka, to liliowy rozszarpałby lidera klanu z zimną krwią. A to już by przerosło niewinny umysł młodego kociaka, który brzydził się przemocy.
Zostało mu tylko patrzeć z przerażeniem i kłopotać się bezradnością. I pomyśleć, że zaczęło się od tego, że Czarnuch był zbyt zajęty, żeby wysłuchać dwoje medyków.
Ta, Czarny...
Nawet w tej chwili, kiedy musiał myśleć, jak uciszyć kocurów i skłonić ich do pokojowych rozmów, w jego głowie rozbrzmiewało wspomnienie o tym, kiedy domyślił się, że to on pozbawił życia przywódcę. Przed oczami miał Liliową Sadzawkę proszącą o coś, co uspokoiłoby jej ojca, a potem siebie, który nie pomyślał, co przekazuje młodej wojowniczce. Oddał jej truciznę, a następnego dnia usłyszał plotki o śmierci Potoka. To przez niego lider stracił jedno ze swoich dziewięciu żyć. Przez jego głupią pomyłkę. Przez to, że nie pomyślał. A co by to było, jakby zabrał mu ostanie jego życie? To. Za. Wiele.
A krzyki Lśniącego i Potoka w ogóle nie pomagały.
Miał ochotę wybuchnąć. Jednak w samą porę pojawiła się Poplamione Piórko. Atmosfera opadła niespodziewanie.
— O co chodzi, mamo? — westchnął medyk, już bez nuty złości, tylko spokoju.
— Znowu krzyczysz? Skarbie, słychać cię w całym obozie — Koteczka położyła łapę na policzku swojego jedynego syna. Sokole Skrzydło uznał to za urocze. Lśniący coś wymamrotał, jednak jego asystent nie bardzo odróżniał słowa. — Jeszcze osiwiejesz ze stresu. Nie wiem, co Klan Gwiazdy dał ci za sen, ale za bardzo się stresujesz!
Sokolik przypomniał sobie, że cały ten bałagan dotyczył jego snu, który i tak nie został przeanalizowany. Już nie miał pojęcia, co o nim myśleć...
— No już, mój drogi, zabieraj swojego przyjaciela i idziemy na spacer.
— Pobieram przy okazji ziół — mruknął Lśniące Słońce, choć niezbyt zadowolony z rozkazu matki. — Chodź, Sokoliku.
Niebieski kiwnął głową na zgodę. Cieszył się, że będą mieli towarzystwo i to nie byle jakie.

***
— Ah, a co my tu mamy? — To były pierwsze słowa medyka, odkąd trzy koty wyszły z legowiska Potokowej Gwiazdy. Nie tyle, że medyka, co w ogóle którykolwiek z kotów powiedział, odkąd wyruszyli. Liliowy chwycił łodygę rośliny, najbliżej korzenia, i wyszarpał ją z ziemi.
Chociaż... Sokolik nie zwrócił na to uwagi. Postanowił wygadać się Lśniącemu Słońcu ze swojej zbrodni, gdyż sama ta myśl była już wystarczająco dla niego ciężka. Całą drogę układał w głowie całe wyznanie, co szło mu bardzo kiepsko.
— Sokole Skrzydło wydaje się dzisiaj być nieobecny — zauważyła Poplamione Piórko.
— Bo...bo to ja go otrułem — wypalił niespodziewanie niebieski.
— Co zrobiłeś? — dopytywał się Lśniące Słońce.
— Potokowa Gwiazda... on... stracił jedno życie, bo... bo... bo dałem złe zioła Liliowej Sadzawce... i... i... — Niczym przestraszony kociak, którym wciąż był, schował głowę w łapkach. — J-Ja przepraszam... Pomyliłem się...

<Lśniący?>

22 marca 2019

Od Sokolej Łapy (Sokolego Skrzydła) CD Liliowej Sadzawki



— Jeju, znowu? — jęknął Sokola Łapa w reakcji na wieść, że Lśniące Słońce i Księżycowy Pył wychodzą "załatwić swoje sprawy" po raz enty tego dnia.
—  To ważne, Sokola Łapo — mruknął liliowy kocur, chociaż terminator już domyślał się, jak "ważne" są te ich sprawy.
— Dobrze — westchnął kocurek, po czym zażartował. — Ale macie być grzeczni i wrócić przez wschodem słońca!
— Oj, nie matkuj mi tu — zaśmiał się Lśniące Słońce, po czym zostawił go samego.
Terminator zabrał się za mozolną segregację ziół. Już niemal kończył, kiedy odwiedziły go Liliowa Sadzawka wraz z Rubinową Łapą.
— Lśniące Słońce? Sokola Łapo?
Przyszły asystent medyka wyłowił główkę znad ziółek.
— Liliowa Sadzawko! Coś się dzieje?
Szylkretka spojrzała z wyrzutem na swoją terminatorkę.
— Rubinową Łapę boli łapa — Wojowniczka położyła nacisk na słowo "łapa". — Mógłbyś się temu przyjrzeć?
Kocurek kiwnął głową i obejrzał wskazaną kończynę młodej kotki.
— Hm... A zrób tak. — Pomachał swoją łapą. Rubinowa Łapa powtórzyła czynność, aczkolwiek niebieski nie zaobserwował szczególnych reakcji na ból. Diagnoza była jasna.
— Już rozumiem, Rubinowa Łapo. Po prostu musisz ją rozruszać na treningu. Możesz jeszcze przyznać się do ściemniania. Twój wybór, bo moim skromnym zdaniem nie umiesz kłamać. Przychodzi tutaj wielu takich, jak ty i umiem odróżnić, kto kłamie, a kto nie. Rozumiem, że treningi są męczące, ale nie martw się, Rubinowa Łapo. Jeśli będziesz ciężko pracować to Liliowa  Sadzawka mianuje cię szybciej, niż się spodziewasz! — Niebieski uśmiechnął się przyjaźnie.
— A-Ale...
— Chyba musicie ze sobą porozmawiać, Liliowa Sadzawko.
— Na pewno tak. — Córka Wschodzącej Fali kiwnęła głową. — Dziękuję.

***

Asystent medyka. To brzmiało bardzo dumnie. Po tym, jak wszystkie koty pogratulowały znajdzie mianowania, Sokole Skrzydło podszedł do Liliowej Sadzawki posilającej się samotnie na boku. Nie chciał jej zostawiać samej. Podszedł do niej, bo... czemu nie?
— Jak tam trening Rubinowej Łapy? — zagadnął asystent Lśniącego Słońca.

<Hej. Znowu miernota>

Od Sokolej Łapy (Sokolego Skrzydła) CD Lśniącego Słońca

Znalazł się w obozie swojego klanu; na klifie, nad którym wisiał pełny księżyc w swej najlepszej okazałości. Nie było tu kotów, a miast tego kałuże krwi. Ta największa powstała przed legowiskiem Potokowej Gwiazdy. Sokolik przeraźliwie wodził wzrokiem po obozie, mając nadzieje, że ktoś ocalał. Chciałby krzyczeć. Ruszyć się z miejsca. 
Jednak nie potrafił. Coś go zablokowało. Mógł tylko obserwować, jak cały klan opanowała śmiertelna cisza. Ni to szelestu liści, ni to szumu wielkiej wody za klifem. Zwierzęta również zamilkły, podobnie jak świst wiatru. Natura umarła.
Chociaż...
Lada moment przybiegły tu dwa dorosłe wilki. Jeden ścigał drugiego i tak zagonił go na krawędź klifu. Kocurek z całej siły woli pragnął uciec, ale jego mięśnie wciąż odmawiały posłuszeństwa. Zostało mu obserwować bieg wydarzeń i błagać Gwiezdnych, by dali mu przeżyć.
Zapędzony w pułapkę zaczął skomleć, spuściwszy po sobie uszy. Drugi z wilków nie przyjmował przeprosin i warczał, powoli przebierając nogami w jego kierunku. Jego ofiara pospiesznie rozejrzała się. Patrzył w kierunku Sokoła, co wywołało w młodym szybsze bicie serca, aczkolwiek zdawało się, iż go nie dostrzegł. Cóż, w jego sytuacji ciężko o reakcje.
Wtedy doszło do niespodziewanego zwrotu akcji. Zwierzę, które wcześniej grało niewiniątko w potrzasku, skoczyło na swojego oprawcę. Szarpali się, turlając się po klifie - raz to bliżej przepaści, a raz dalej. Szarpali się za futro i drapali, póki nie znaleźli się na krawędzi przepaści. To był moment, kiedy oba wilki zaślepione żądzą mordu zlekceważyły niebezpieczeństwo i runęły w dół. Słyszał skomlenie i wycie, ale czym prędzej ucichło. Wtedy obraz się rozmazał.

***

Sokole Skrzydło odetchnął z ulgą, iż to wariactwo okazało się snem. Niestety, chwilę później wróciło do niego wspomnienie z dnia poprzedniego, kiedy Lśniące Słońce uświadamiał go, że medycy dzielą sny z Klanem Gwiazd, a oni... no cóż. Te sny są symboliczne. Asystent medyka natychmiast musiał opowiedzieć o nim swojemu mentorowi. Trącił pyszczkiem liliowego, aby ten się obudził.
— Lśniące Słońce... miałem okropny sen...
Starszy z kocurów ziewnął soczyście i wyprostował się. Obdarzył ucznia zaniepokojonym spojrzeniem.
— Opowiadaj — polecił.
— Byłem w naszym obozie. Był pusty i było dużo krwi... — Sokolik zadrżał. — Potem pojawiły się te dwa wilki, które walczyły ze sobą, a potem spadły z klifu. J-Ja nie wiedziałem, co się dzieje. I poza tym, że księżyc był w pełni to nie pamiętam niczego więcej. Co to wszystko znaczy?
Lśniące Słońce milczał przez dłuższy czas. Chyba nie miał dobrych wieści.
— Musimy opowiedzieć o tym Potokowej Gwieździe. Natychmiast. 

<Lśniący?>

16 marca 2019

Od Sokolej Łapy

Młody Sokolik nie pojmował jednej rzeczy, mianowicie to, jakim cudem Lśniące Słońce i Księżycowy Pył są razem.
Po pierwsze, jedyne związki, które znał były złożone z kotki i kocura - od mamy i taty począwszy oraz na Wschodziku i Potoku skończywszy. Zaś nigdy nie był uświadomiony, że kocur z kocurem też mają prawo do związku. No i jakim cudem będą mieli dzieci? Źle wspomina opowieść liliowego mentora o powstawaniu kociąt, ale na myśl o udziale dwóch facetów miał ochotę zwymiotować. Tym bardziej, że nigdy nie rozumiał fenomenu tej... "czynności".
Po drugie, doskonale pamiętał, jak ta dwójka pałała do siebie nienawiścią. Skąd nagle takie amory? Gwiezdni wiedzą. Do niedawna jeszcze rzucali przekleństwami i nie było klanowicza, który by ich nie słyszał choć raz. Wspominał też, jak Lśniący wracał do legowiska cały nerwowy przez właśnie Księżyca. A tu proszę, niespodzianka.
Jednak mimo zdziwienia, Sokola Łapa cieszył się ze szczęścia mentora i kibicował tej dwójce z całego serca. Szkoda tylko, że medyk klanu znikał częściej, a pacjenci przypadali niezdarnemu terminatorowi. No i najważniejsze - kodeks zakazywał mieć kociąt, a nie partnerów, więc hulaj dusza!
Zaś relacje Sokolej Łapy z Księżycowym Pyłem... no cóż.
— Nie — syknął wojownik po raz enty tego dnia.
— No proooszę — Uczeń wbił ogromne ślepia w syna Czereśni.
— Takie sztuczki to możesz sobie stosować na Lśniącym Słońcu. Albo nie! Albo tak! Albo... Na Potoku! Tak. Na Potoku! Dokładnie, weź wykicuj do Potoka i nie zawracaj mi głowy, szczylu!
Zaś relacje Sokolej Łapy z Księżycowym Pyłem... no cóż.
— Ale...
— Nie!
Niebieski prychnął, po czym zamilknął. Ale tylko na chwilę.
— A teraz?
— Sokoliku, nie!
— No dobrze — westchnął smutno. — Chociaż szkoda, że nawet się nie dowiedziałeś, o co chciałbym cię poprosić.
— Czy ja wiem? — Czarno-biały zaczął snuć.
— Jak coś to będę w legowisku! — Tak nagle Sokola Łapa uśmiechnął się i "wykicał", jak mu Księżycowy Pył kazał, ale w kierunku legowiska medyka. Sokolik asystował przy opatrzeniu złamanej łapy jednego z wojowników, gdy nagle Lśniące Słońce stwierdził, że brakuje pajęczyn. W końcu trzeba czymś związać złamaną kość. Wybiegł z legowiska na poszukiwania, a wkrótce zamiast niego pojawił się Księżycowy Pył.
— Oh, już jesteś? A nie, to tylko ty, Księżycu. Ale też fajnie!
— Hę? Gdzie jest Lśniące Słońce? — Syn Czereśni uniósł brew do góry.
— Poszedł po pajęczynę dla... — spojrzał na rannego wojownika, którego imienia nigdy nie potrafił zapamiętać. — Niego. Powinien być w każdej chwili, więc możesz poczekać, jeśli chcesz. Zostaniesz? — Uniósł wesoło kącik pyszczka do góry.

<Daddy Księżyc? ;w;>

Od Sokolej Łapy CD Liliowej Sadzawki

Liliowa Sadzawka. Liliowa Sadzawka? Oh, gdzie on słyszał to imię...?
- Liliowa Sadzawka - powtórzył cicho, po czym nagle go oświeciło. - Córka Wschodzącej Fali! Miło cię wreszcie poznać! - Młodzik wykrzyknął radośnie.
Uczeń obejrzał łapę wojowniczki. Faktycznie, nie wyglądało to najlepiej. Jednak nie było to coś, z czym Sokola Łapa by sobie nie poradził.
Najpierw chwycił własnymi kłami łodygę ciernia i wyszarpał ją najłagodniej jak się da. Szylkretka wydała z siebie cichy syk. Po cierniu została wyłącznie rana, którą trzeba było czymś obłożyć. Natychmiast przypomniał sobie lekcje u Lśniącego Słońca.
- Daj mi jeszcze chwilę - powiedział, po czym pognał do stosu ziół. Na rany... cóż. Na razie miał tylko szczaw. Planował wsmarować papkę z niego w łapę córki Potokowej Gwiazdy. Również uszykował żarnowiec miotlasty na okład, a skoro tak to pewno musiał się zaopatrzyć w kuleczki przytulii czepnej, żeby nałożony okład trzymał się w miejscu.
Niebieski zrobił, co swoje, dokładnie tak, jak uczył go jego mentor. Chwilkę później Liliowa Sadzawka miała opatrzoną łapę.
- Dziękuję, Sokola Łapo - Wojowniczka uśmiechnęła się łagodnie. - Ale mam jeszcze jedną prośbę.
Serce Sokolej Łapy zabiło mocniej na myśl, że nareszcie ktoś go potrzebuje.
- Tak? O co chodzi?
- Ojciec... to znaczy Potokowa Gwiazda potrzebuje czegoś na uspokojenie. Nie wiem, o co chodzi - Kotka przymknęła oczy. - Próbowałam z nim rozmawiać, ale bezskutecznie. Pomyślałam, że chociaż tyle dla niego zrobię.
Ah tak. Rozumiał i to doskonale.
I wiedział, co mu podać. Tylko nie pamiętał, jak to wyglądało...
Chyba coś miał. Podał to szylkretce.
- Dziękuję - powiedziała Liliowa Sadzawka i odeszła.
A następnego dnia dowiedział się, że Potokowa Gwiazda stracił jedno życie, prawdopodobnie przez podane mu zioła.

<Liliowa Sadzawko? Wybacz miernotę>



08 marca 2019

Od Sokolej Łapy

Wiało nudą. Totalną nudą.
Lśniące Słońce znów wybrał się samotnie po brakujące zioła. Znowu go nie będzie przez cały dzień, bo kiedy żłobek znów jest pełny, to kącik dla liści ogórecznika wręcz przeciwnie. Pusty.
Było nudno. Totalnie nudno.
A słońce prażyło niemiłosiernie. Cóż, takie są uroki Pory Zielonych Liści. Ale jest po co narzekać? Nie. Przypomniał sobie, jak o mało nie zamarzł, kiedy znalazł go medyk z Klanu Klifu. Skoro tak to upał wcale mu nie wadził. Zadrżał na myśl o wspomnieniu mrozu i wycięczenia jakże długą i samotną podróżą, ażeby spełnić marzenia rodziny, która nie przeżyła tej wędrówki. Tak, upał to jednak miła odmiana. Nagle polubił tą porę roku.
Ciepło. Jakie przyjemne ciepło.
A terminator wylegiwał się na trawie, tuż niedaleko legowiska medyków, byleby widzieć, czy przypadkiem jakiś kot nie potrzebuje leków od niego. A zdarzało się to wręcz codziennie. Coś na wzmocnienie przed podróżą? A może uczeń, który przyszedł symulować chorobę, żeby odpuścić sobie trening? Ah, to norma. Ale to dobrze, gdyż czuł się przydatny.
Oh, o wilku mowa. A raczej o kocie. Ktoś właśnie go (no dobrze, prędzej Lśniącego Słońca) szukał w legowisku. Sokolik postanowił się podkraść do gościa. Powolutku pokroczył w jego kierunku, a gdy był już wystarczająco blisko, skoczył na jego plecy.
- Cześć! - wykrzyknął entuzjastycznie kocurek.

<Hej, Klifiaki! Kto chce być tym kotem, który przyszedł mnie odwiedzić?~>

Od Sokolej Łapy CD Lśniącego Słońca

Młody terminator nie był dobry w nawiązywaniu znajomości z innymi kotami. Toteż nieobecność mentora w pobliżu oznaczała tylko, iż kociak był skazany na nudę. Uporządkował już zioła w legowisku, ale nie mogło to zająć niewiadomo ile czasu. Chwilkę czy dwie. Większość czasu spędził na przeciąganiu łapek i obijaniu się. No, może odwiedził jeszcze Wschodzącą Falę, aby podać jej liście ogórecznika (chociaż niezdarny uczeń medyka pomylił roślinę, jednak zorientował się w porę i wrócił do legowiska po właściwe medykamenty). Partnerka lidera podziękowała. Całe szczęście, że kociaki spały. Te dziewczynki były takie śliczne, ale za to niezwykle rozbrykane.
I właściwie to wszystko, co robił do powrotu Lśniącego Słońca.
- No? Czyżby lis zjadł ci język? - Liliowy ponaglił Sokoła, kiedy po jego powrocie układali świeżo zebrane zioła. Ciekawiło go, dlaczego tak źle mówili o jego mentorze. Że gbur? Że wredny? Nie rozumiał tego, przecież Lśniące Słońce był dla niego taki kochany! Oh, nie znają się...
- Lis? - Terminator podskoczył. - Nawet bym do niego nie podszedł!
- Tak tylko się mówi - Starszy kocur przyjacielsko trącił ogonem nosek Sokolej Łapy. - To jak ci minął dzień?
- Podałem Wschodzącej Fali liść ogórecznika... dobrze zrobiłem, tak? A poza tym nudziłem się... - Jakby dla podkreślenia swoich słów młody ziewnął soczyście.
- W końcu się nauczyłeś - Medyk zachichotał.
- Ciekawe, kiedy zostanę mianowany...
Lśniące Słońce zrobił taką minę, jakby nagle o czymś sobie przypomniał. Kociak zmartwił się nieco.
- Pewnie niedługo - mruknął starszy. - Ale zanim to się stanie, pójdziemy do Księżycowego Kamienia.
- Co to jest Księżycowy Kamień? - zaciekawił się niebieski.
- Wyjaśnię ci to, jak będziesz gotowy - powiedział Lśniące Słońce.
Sokolik kiwnął łebkiem, chociaż czuł się zawiedziony. Myślał, że wie już wszystko o pracy medyka, a jednak okazuje się, że nie. Księżycowy Kamień? Oj, miał chociaż nadzieje, że to coś przyjemniejszego niż wymienianie mchu starszyźnie.
- Lśniące Słońce? - Kociak wbił ogromne ślepia w swojego mentora.
- Tak, młody?
- Czemu wszyscy mówią, że jesteś niemiły? Dla mnie jesteś taki kochany.

<Hej, staruszku. Pogadajmy sobie ;; >

22 lutego 2019

Od Sokolej Łapy CD Lśniącego Słońca

Któregoś dnia huragan zwany Potokową Gwiazdą wbiegł do legowiska Lśniącego Słońca i Sokolej Łapy. Ogarnięty paniką lider Klanu Klifu krzyczał, że Wschodzik zaczęła rodzić. Machał łapami, jąkał się, aż młody terminator przeraził się, iż królowa umiera, a nie rodzi, skoro Czarnuch tak mocno to przeżywa. Ah, dorośli... Nigdy ich nie zrozumie.
Lśniące Słońce zdawał się być równie przerażony, jednak na tyle trzeźwy, żeby podyktować swojemu uczniowi, co ma wziąć ze sobą. Sokolik, który potraktował całą sytuacje, jak wyzwanie i natychmiast chwycił za odpowiednie zioła. Trzy kocury podążyły do żłobka, z czego weszły tylko dwa, gdyż krzyki Potokowej Gwiazdy tylko pogorszyłyby sprawę. Sokolik wierzył, że Omszonej Skórze uda się zatrzymać lidera, jednak doskonale widział, iż nie było to łatwe zadanie. Chociaż na pewno nie trudniejsze, niż odbiór porodu. Lśniące Słońce robił, co w swojej mocy; Sokola Łapa również, chociaż jedyne, co do niego należało to podanie ziółek na uspokojenie i obserwacja czynów mentora. Już nie wspominając p tym, że dwoje wojowników na zewnątrz wywierało presję na synu Poplamionego Piórka.
Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, a Wschodząca Fala przywitała na świecie dwie zdrowe kotki.
- Są prześliczne - powiedział terminator. Liliowy chyba nie podzielał jego zdania. Stwierdził, że musi odetchnąć świeżym powietrzem. Natomiast Sokola Łapa pozdrowił skinięciem głowy szczęśliwych rodziców i zostawił ich samym sobie.
Medyk również potrzebował czasu dla siebie.
- Wszystko w porządku, Lśniące Słońce? - zapytał terminator, gdy tylko znów się spotkali.
- C-Co? Oczywiście, że wszystko w porządku!
- A jak się spisałem...?
- Nie licząc faktu, że musiałeś wracać po jagody to całkiem nieźle - westchnął starszy kocur. - Wyciągnij z tego lekcje, dobrze?
- Rozumiem, Lśniące Słońce.
Przez resztę dnia, kocury uzupełniały zapas leków. Zebrali nieco bzu, mniszku, a także złapali sporo pajęczyn na wszelki wypadek. Zaś następny dzień Sokola Łapa zaczął od wizyty u królowej i zmianie mchu u starszyzny. Dopiero później spotkał się ze Lśniącym Słońcem.

<Lśniący? Tak marnie mi wyszło, sry>

09 lutego 2019

Od Sokolej Łapy CD Lśniącego Słońca

Sokolik przytaknął na wznak, iż zrozumiał. Rany, w takim razie miał szczęście, że Potokowa Gwiazda zgodził się, aby pomagał medykowi. Kociak wzdrygnął się na myśl, że mógłby zabić innego kota. Potrafił mieć wyrzuty sumienia, kiedy głodny i żądny przetrwania upolował mysz, a co dopiero przyjąć obowiązki wojownika, polegające na polowaniu i obronie klanu? Nie był odważny, ani waleczny. Po prostu był sobą - tym niesfornym Sokolikiem z wiecznym uśmiechem na pyszczku.
- Lśniące Słońce, miałeś ucznia przede mną?
Liliowy pokręcił głową.
- Nie, nie miałem.
- Wow, to jestem pierwszy? - Pyszczek kociaka poszerzył się znacznie.
- Tak. - Lśniące Słońce przytaknął, jednak po chwili zwolnił tempo. Zamrugał szybko oczyma i jęknął cicho ze zirytowania.
- Lśniące Słońce...? - zmartwił się Sokoła Łapa. - Wszystko dobrze?
- Tak, tak - Jego mentor wzdrygnął się. - Muszę tylko odpocząć. Chodź pod to drzewo, dobrze?
Uczeń nie protestował i podążył za medykiem. Oboje rozsiedli się na chrupkim śniegu i przez chwilę trwali i milczeniu, dopóki ciekawski Sokolik nie zaczął zadawać pytań.
- No więc... Będę się uczyć o zastosowaniach ziół, tak?
- Mhm - mruknął starszy kocur.
- I będę pomagać innym kotom?
- Tak.
- I będę ratować im życia?
- Zdarzy się, że tak.
- A co jak nie uda mi się uratować życia wojownikowi? Czy Potokowa Gwiazda będzie zły? Czy dostanę jakąś karę?
- Głuptasie - Lśniące Słońce zaśmiał się i lekką trącił łapą w czoło swojego terminatora. - Oczywiście, że nie! Czasami po prostu nie będziesz miał na to wpływu. Takie decyzje należą do Gwiezdnych.
- Gwiezdnych? A co to? - Matka mu o tym nie wspominała, więc nie dziw, że nie wiedział o Klanie Gwiazdy. - Opowiedz mi o nich!  A potem o kodeksie medyka! Proszę, Lśniące Słońce... - Kociak wtulił się w bok mentora.
<No heej, senpai>

26 stycznia 2019

Od Sokolej Łapy CD Lśniącego Słońca

Kociak ziewnął intensywnie i mlasnął. Noc w obozie była miłą odmianą, niż spanie na niewygodnej gałęzi na mrozie. Aż cud, że się nie przeziębił. Tutaj, w legowisku, było cieplutko i przytulnie. A przede wszystkim nie musiał być sam. Nareszcie mógł cieszyć się szerszym towarzystem niż poleganie samemu sobie.
Szkoda tylko, że mama, Kawka i Gawron nie mogli tu być.
Przeciągnął się solidnie, po czym udał się na poszukiwania Lśniącego Słońca, w końcu ten miły kocur, który uratował mu życie został jego mentorem, cokolwiek to znaczy.
I cokolwiek znaczy być uczniem medyka. Albo w ogóle co znaczy być medykiem. Przynajmniej jest o co zapytać liliowego.
Śnieg zabawnie chrupał pod jego łapkami, kiedy kroczył marszem w kierunku asystenta Różanego Kwiatu.
- Jak pierwsza noc w klanie, Sokola Łapo? - spytał uprzejmie Lśniące Słońce.
- W porządku! - Bicolor uśmiechnął się od ucha do ucha. - Jeszcze ci nie podziękowałem za przeprowadzenie mnie tutaj.
- Drobiazg - odparł starszy kocur.
- Długo szukałem takiego miejsca, wiesz? - Sokolik westchnął cicho i zamyślił się, błądząc wzrokiem po obozie. - Mama dużo opowiadała o klanach mi i mojemu rodzeństwu. My... Chcieliśmy tylko czuć się bezpieczni. Ale zanim cię znalazłem, mamę zabił potwór na czarnej ścieżce. Potem ja, Kawka i Gawron szliśmy sami, a potem sami zginęli. I zostałem sam. Ale nie poddawałem się. Chciałem tu być dla nich. Wiem, że tego chcieli, więc jestem i... Wiem, że są z tego powodu szczęśliwi. Ja też jestem.
Sokolik nagle wrócił na ziemię.
- A co to znaczy być medykiem, Lśniące Słońce? No i być mentorem?

<Lśniący?>