BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bocian x Szkarłat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bocian x Szkarłat. Pokaż wszystkie posty

25 października 2020

Od Szkarłatnego Mrozu (Szkarłatu) cd. Bociana

 przed ucieczką

Przed Szkarłatnym Mrozem czekał patrol Ogrodzenia wraz z Bocianem, Golec i Żukiem. Kocur już z daleka zauważył białą sylwetkę zielonookiego kocura. Przyjaciel Czermienia nie wyglądał na zadowolonego z powodu odbycia obowiązku z ich trójką, lecz rudzielcowi to nie przeszkadzało. Syn Muszelki cieszył się na możliwość spędzenia czasu ze znanymi sobie osobami. Machał radośnie ogonem.
- Wezmę Żuka i pójdę z nim na wschód. Ty idź z Bocianem w drugim kierunku - powiedziała szybko Golec i poszła w ustaloną stronę wraz z uczniem rudzielca.
- Bocian! Bocian! Jak ja się za tobą stęskniłem! - Szkarłatny Mróz podbiegł do białego i otarł się o jego czyste futro. W odpowiedzi otrzymał pacnięcie łapą i odepchnięcie na korzeń drzewa z jabłkami. - Nie odsuwaj mnie! Będziemy szli razem podczas patrolu! Golec poszła tam, a nam poleciła ruszyć tamtędy. - Kocur wskazywał ogonem kierunki, nie zwracając uwagi na krzywy grymas pyska białego.
- Skup się na patrolu, nie na mnie. Idź bliżej Ogrodzenia. Ja pójdę nieco dalej - miauknął oschle Bocian, oddalając się od Szkarłatu.
Rudzielec od razu wykonał polecenie zielonookiego, bez zawahania czy protestu. Szedł szybkim krokiem wzdłuż wytworu Dwunożnych, otaczającego Owocowy Las. Węszył, próbując wyczuć czyiś obcy zapach w powietrzu. Chłodny wiatr owiewał jego futro. Patrol okazał się naprawdę spokojny.
Cieszył się z takiego sielankowego życia z członkami dawnego Klanu Lisa. Przyzwyczaił się do każdego dnia, które wyglądały tak samo. Wstawał, rozłożony na jednej z gałęzi, spożywał upolowaną zwierzynę, bawił się z Tajfun i Piorunem, spędzał czas z ukochanym Czermieniem, odbębniał swoje polowanie i patrol oraz nauczał Żuka. Zasypiał pod gwiazdami, wśród zielonych liści, co pozwalało mu na posiadanie naprawdę cudownych i spokojnych snów.
Po kilku minutach łażenia wzdłuż Ogrodzenia spotkał Bociana.
- Znalazłeś coś niepokojącego? - zapytał się biały od niechcenia.
- Nie. Niestety nic. Znaczy dobrze, że nic złego, bo reszta może być spokojna, ale... Brakuje mi czegoś. Czegoś w życiu - powiedział Szkarłatny Mróz, unosząc delikatnie głowę i patrząc na niebo, na białe, pędzące chmury. - Wiesz, co ostatnio zrobiła Nornica mojemu bratu? Nie uwierzysz. - Rudy zniżył głos do szeptu. - Ona go ugryzła w ogon. Jak kiedyś robiła to Gałąź. Pamiętasz tę małą dzikuskę?
Bocian przewrócił oczami. Spojrzał w kierunku jednego z drzew.
- Pasjonujące... Patrol się skończył. Muszę już iść - odpowiedział biały.
- Nie, zaczekaj! - Szkarłatny Mróz zaszedł mu drogę. - Przyjaźnicie się. Musisz coś o nich więcej wiedzieć! Oni się kochają! Czermień ci wszystko miauczy. Na pewno coś mówił o Nornicy. Powiedz, czy... Czy... Może oni... Będą mieli kocięta?! Czarna coraz więcej je i mam wrażenie, że przytyła. A mój brat chodzi podejrzanie uśmiechnięty. Zostanie ojcem! A ja wujkiem... W końcu będziemy szczęśliwi! Wujek Szkarłat i wujek Bocian! Wymyślmy im imiona! - mówił bez składu Szkarłatny Mróz.

<Bocianie?>

14 września 2020

Od Szkarłatnego Mrozu cd. Bociana

dawno temu

Zastanowił się nad słowami Bociana, który opowiadał o swoim pobycie w Klanie Burzy i o wzięciu udziału w ataku na Klan Nocy. Biały uciekł z siedliska rybojadów, wraz ze swoją towarzyszką, Konopią. I słuch po nich zaginął. Czermieniowemu Gniewowi się to nie spodobało, bo chodził przez kilka następnych dni ze skwaszonym wyrazem pyska.
Szkarłatny Mróz machnął kilka razy ogonem, podtrzymując kontakt wzrokowy z uczniem.
- Dziękuję! Szyszka powinna wam się w jakiś sposób odwdzięczyć! Osobne drzewo do spania, albo... Albo... - zastanawiał się kocur. - Osobny stos ze zwierzyną! W końcu nas odbiliście! Chociaż.... Skoro kiedyś Klan Lisa nie zachowywał się jak reszta klanów.... To możemy zrobić święto na waszą cześć! To by było ciekawe! - mówił rudy, chodząc w te i z powrotem. Głowa buzowała od pomysłów, a energia nie chciała opuścić. - Wstalibyśmy rano, potem krzyczelibyśmy imiona tych, którzy zostali porwani. Ci wyszliby na jakieś podwyższenie i opowiedzieli swoją wersję wydarzeń z ataku. Potem moglibyśmy coś śpiewać albo... Trwać w ciszy! No.... Robić coś, co pozwoliłoby pomyśleć chwilę nad smutną historią. A potem wojownicy, którzy nas odbili, pochwaliliby się opisem planów i... - Kocur chciał opowiadać dalej, ale nie zauważył nigdzie Bociana. Biały gdzieś poszedł, zostawiając rozgadanego niebieskookiego.
***
Zachowanie Czermienia odbiło się echem po całym Owocowym Lesie. Koty przestały mieć w poważaniu czarnego furiatę, który został zniżony do rangi ucznia. Szkarłatny Mróz starał się wspierać brata, jak tylko mógł. Codziennie przynosił czarnemu jedzenie, dopytywał się o jego zdrowotny czy psychiczny oraz śpiewał radosne piosenki. Przy okazji opowiadał, co danego dnia porabiała Nornica, ukochana czarnego. Brat odwdzięczał się wrogimi syknięciami, nieprzyjemnymi spojrzeniami i drapaniem skóry rudego pazurami.
Szkarłat pozornie się tym nie przejmował, jednak... Powoli ciągła pomoc innym, bez obustronnej wzajemności, zaczęła go nużyć. Wcześniej bez wachania rzucał się pierwszy do działania. Każdy jego czyn był zlewany, dobre słowo nieodpowiednie, a towarzystwo odpychane. Powoli miał tego dość, lecz nie pokazywał tego. Jako uśmiechnięty kawał mięsa mógł żyć sobie ze spokojem z bandą wrednych lisiaków.
Zauważył Bociana. Podszedł do białego, który od najmłodszych księżyców był przyjacielem Czermienia.
- Witaj... - przywitał się rudy, przerywając zielonookiemu mycie się.
- Masz jakąś ważną sprawę? - zapytał się Bocian oschłym tonem. Rudy czuł, że syn dawnej medyczki nie pała do niego sympatią. Nie dziwił się temu, nigdy nie nawiązali żadnej relacji. Czy to za dzieciństwa Szkarłatu, czy podczas niewoli, bądź teraz.
- Mój brat zrobił sporo złego... - rzucił od razu. - Potrzebuję czegoś, co możesz mi zapewnić. Podziel się ze mną wiedzą na temat ziół. Tą najbardziej podstawową - miauknął bez zbędnego przymilania się. Chciał szybko zakończyć przebywanie blisko białego jak najszybciej.

<Bocianie?>

08 sierpnia 2020

Od Szkarłatu (Szkarłatnego Mrozu) cd. Bociana

przed atakiem na Klan Lisa

- Coś jeszcze? - odezwał się Bocian, kładąc się na ziemi.
Szkarłat zmarszczył brwi. Poniósł porażkę. Nie udało mu się oddać brata temu białemu wypierdkowi. Nie miał weny, żeby próbować zmienić zdanie starszego od siebie. W ostateczności mógłby bić się z zielonookim, lecz od razu przegrałby przez swój niewielki wzrost.
Bocian przyglądał się uważnie rudemu, oczekując na odpowiedź.
- Nie. To wszystko - miauknął Szkarłat. Odwrócił się i odszedł w swoją stronę, zostawiając białego z samym sobą. Co za nudziarz. Nie zna się na dobrej zabawie.
Rudy powrócił do żłobka niezadowolony, po drodze odpychając od siebie Czermienia. Usiadł przy cuchnącym ziołami futrze Muszelki ze znudzonym wyrazem pyska. Klan Lisa, jego dom, był strasznie nudny. Schodził na psy. Wojownicy leniwieli z dnia na dzień, a czarny furiata po raz kolejny czaił się z pazurami na niebieskookiego.
Szkarłat westchnął ciężko. Zapowiadały się kolejne monotonne dni.

w Owocowym Lesie

Szkarłatny Mróz powrócił do dawnego domu, a właściwie czegoś, co zastępowało dawny obóz. Klan Lisa nie istniał, powstał Owocowy Las. Rudy względnie szybko nauczył się wspinania po drzewach, żeby dotrzeć do śmiesznego legowiska. Przyzwyczaił się do pachnącego rybami mieszkania nocniaków, więc teraz przyszedł czas na przywyknięcie do sadu.
Zeskoczył z drzewa, aby wspiąć się na pewną wysokość. Taka rozrywka bardzo podobała się Szkarłatnemu Mrozowi. Mógł się rozruszać i bardziej wymęczyć niż skacząc po korzeniach drzewa w klanie nocy. W końcu mięśnie pracowały bardziej intensywnie i rosły w siłę, dodając kocurowi kondycji.
Czynności wojownika przypatrywał się jakiś biały osobnik z zielonymi oczami. Rudy zauważył go w którymś momencie. Skądś kojarzył te masywne łapy, puchaty ogon i pędzelki. Wytężył wzrok oraz umysł. Szukał wspomnienia z tym kocurem, ponieważ na pewno kiedyś się ze sobą spotkali.
- Ty nazywałeś się Szkarłat, prawda? - zapytał się biały.
- Nooooo... I tak, i nie - odpowiedział zgodnie z prawdą rudy, podchodząc do towarzysza. - Jestem wojownikiem i zwę się Szkarłatny Mróz! - dodał, wypinając dumnie pierś do przodu. Na białym nie zrobiło to żadnego wrażenia.
- Zostanę przy Szkarłacie - odpowiedział krótko zielonooki.
W końcu w głowie wojownika pojawiła się odkrywcza myśl. Przecież to Bocian! Przyjaciel Czermieniowego Gniewu! Czyli... Też jego przyjaciel! Wspaniale! Kolejny do kolekcji!
Uśmiechnął się promiennie.
- Stęskniłem się, Bocianku. Czermień też, tylko się nie przyzna. Co się z tobą działo, gdy byliśmy w klanie nocy? - zapytał się rudy, naprawdę ciekawy losów białego ucznia.
<Bocianie?>

14 maja 2020

Od Szkarłatu cd. Bociana

Poszedł za Bocianem, ciekaw jego osoby. Kolejny kocur, który wydawał się inny. Nieugięty. Całkowicie różniący się od Nostalgii, lecz intrygujący. Zabawa słowna z nim mogła być czystą przyjemnością. Przy tym białym kocurze trzeba jednak uważać. Jeden nierozsądny ruch i uzna cię za pomiot.
Ktoś kiedyś miauknął, że ten, kto nie ryzykuje, omija masę ciekawych rzeczy. Czas na rozpoczęcie ciekawej relacji, całkowicie dalekiej od jakiejkolwiek definicji przyjaźni.
Szkarłat przyglądał się leżącemu Bocianowi. Patrzyli na siebie, milcząc. Zielone oczy były wyczulone na najdrobniejszy ruch rudego.
- Mam propozycję, która pójdzie nam obu na łapę - powiedział po napiętej chwili milczenia. Starszy kocur przekrzywił lekko łepek, nadal obserwując czujnie ruchy ciała towarzysza.
- Mianowicie? Bójka? Tu i teraz? Z Czermieniem było ciekawie, jak będzie z tobą? - zapytał się z nutą drwiny.
Szkarłat nie czuł ochoty, by walczyć z uczniem. To byłaby głupota. Przegrałby na pewno, ponieważ nie posiadał odpowiednich umiejętności, a zmysł strategii wojennej nie rozwinął się w pełni. Zresztą, po co rzucać się z pazurami na kogo popadnie jak Czermień? Nie jest jego kopią, jest kimś zupełnie innym.
- Nie jestem Czermieniem. A więzy krwi z nim nie zobowiązują mnie do naśladowania jego czynów - rzekł spokojnie, machając raz po raz ogonem.
- A mogło być z tobą tak ciekawie... Zamierzasz nadal walczyć ze mną na spojrzenia? Jak tak, to nic tu po tobie, mysi bobku. Zmykaj do mamusi - prychnął Bocian.
Nie, nie odejdzie. Nie teraz, gdy ma doczynienia z ciekawym osobnikiem.
- Nie. Skoro tak bardzo cenisz Czermienia, to ci go sprzedam. Za jedną mysz. Na pewien okres popołudnia, codziennie. Między południowym a wieczornym karmieniem, mniej więcej - zaproponował Szkarłat, nie odrywając wzroku od Bociana. Utrata kontaktu wzrokowego wiązała się z niemą klęską, a nie można na starcie pokazać ani kszty słabości.
- Odwracasz moją ofertę? Proszę, proszę. - Biały podniósł delikatnie kącik ust. - Dlaczego nie za dwie?
- Bo Czermień to moja zabawka, nie oddam go nikomu na pełną własność. Może i jest zły, ale to godny przeciwnik. Albo on na pewną część dnia, albo nic. Decyzja należy do ciebie - powiedział Szkarłat
<Bocianie? Co ty na handel kotami?>

28 kwietnia 2020

Od Szkarłatu

- Co ty tam piszczysz, szczurze? - zapytał się Szkarłat Czermienia. Czarny chodził nabuzowany w jedną, to drugą stronę, bucząc.
- Coś ty powiedział?! - naskoczył z furią na rudego i wywiązała się między nimi krótka bójka. Walczące kociaki rozdzieliła... Błysk. Tak, kotka okazała się na tyle odważna, że wdarła się w bitewny ogień i użyła własnych pazurów, aby zdominować rodzeństwo.
- Ogarnijcie się chociaż raz w życiu! Mamy ledwo jeden księżyc, a wy staliście się wrogami! I nie kochacie taty, który o nas dba! - Bura kotka tupnęła nogą oburzona. Weź tu zrozum logikę płci przeciwnej. Po co przerywa tak krwawy k wspaniały pojedynek?
- Daj nam dokończyć, to sprawa między mną i Czermieniem - rzucił oschle Szkarłat, patrząc pogardliwie na najmłodszą.
- Jak mogłaś?! Przez ciebie nie wiem, kto wygrał! A muszę dokopać temu rudemu gnojkowi! - Czarny kocurek zbliżył się powoli do arcywroga. - Nie pozwolę na kolejną porażkę w tym dniu.
Szkarłat poruszył uszami z zaciekawieniem. Czermień już dzisiaj przegrał? Tylko z kim? Musiał się dowiedzieć, kto okazał się przeciwnikiem żółtookiego.
- Przez kogo? - zapytał się.
- Po co go dodatkowo wkurzasz. Już się względnie uspokajał - powiedziała w złym momencie Błysk. Rudy bez zastanowienia trzepnął córkę Muszelki po pysku, używając przy tym pazurów. - Aua! Za co?! Pogięło cię?! Nie bądź jak Czermień! - Pyszczek burej przybrał barwę ciemnej czerwieni. Jaki rozkoszny widok. Serce Szkarłatu zabiło z ekscytacji przez obecność krwi na ciele siostry. Uśmiechnął się.
- Za karę - skwitował. - Przerwałaś nam bójkę, próbowałaś pouczać, a teraz dodatkowo przyprawiasz o zły nastrój sama wiesz kogo. - Kocurek ze wszystkich sił omijał użycia słowa "brat". Nie zamierzał nazywać tak tej czarnej pokraki. Nigdy w życiu.
- Zaraz ci tak dokopię, że pożałujesz! - Czermień ponowił atak. Błysk pobiegła do Muszelki, by znowu naskarżyć na dwójkę porywczych maluchów. I przy okazji poprosić o wylizanie pyszczka z krwi.
Rudy z czarnym walczyli. Szkarłat nie chciał przedłużać bójki, musiał wiedzieć, z kim przegrał starszy. Odskoczył od żółtookiego, czekając, aż wściekły kocurek naskoczy na niego. Potomek Bursztynu wykonał pokazowy skok, a, gdy znalazł się w szczytowym punkcie, Szkarłat również skoczył. Zderzyli się ze sobą i zlali w jedność. Spadli na ziemię i poturlali się razem, suchy pył z ziemi uniósł się. Wpadli na czyjeś ciało. Spotkali się z sykiem i uderzeniem łapą centralnie w brzuchy. Rudy poczuł odruch wymiotny, który minął po chwili.
Gdy otworzył oczy, zauważył białego, słodziutko wyglądającego kocura o zielonych oczach.
- No, no... Los znowu złączył nasze ścieżki, Czermieniu - miauknął do czarnego. Biały okrążył kilka razy wściekle dyszącą kulkę. Dotknął końcówką ogona gardła ciemnego kocurka. - No co, lisie łajno, nie atakujesz mnie jak wcześniej? Co?. - Obcy osobnik uśmiechnął się krzywo. Czermień, zamiast rzucić się z groźnym sykiem, zwyczajnie uciekł. - A ty? Jesteś bratem tego tam? Cuchniecie tak samo okropnie.
Szkarłat wstał i otrzepał się. Czy biały kocur nie rzuca komplementami na prawo i lewo? Czy on gardzi innymi? W końcu ktoś godny rozmowy! Patrząc na jego zachowanie, nie traktuje rozmówców pozytywnie. I bardzo dobrze. Takie zachowanie to coś, czego Klanowi Lisa potrzeba.
- Według zbiorowiska kotów, które mnie otaczają, tak. Więzy krwi, czy jak inaczej to się nazywa - odpowiedział bez cienia jakiejkolwiek emocji. Przyglądał się każdemu ruchowi białego kocura.
- Nie nazwiesz go rozkosznie braciszkiem? Jakiż zbuntowany kocurek - miauknął fałszywie słodkim tonem starszy.
- Po co mam nazywać tak tego furiata? Nikt mnie do tego nie zobowiązał - odpowiedział Szkarłat. W głębi siebie poczuł dziwne zaciekawienie owym zielonookim, lecz instynkt nakazał trzymanie się od niego na dystans.
<Bocianie?>