BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Morelkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Morelkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

18 czerwca 2023

Od Morelkowej Łapy do Kawczej Łapy

 Morelkową Łapę całą noc nawiedzały koszmary. Między innymi takie, w których zabraniano jej rymować, lub kazano biegać na olbrzymie odległości. Oczywiste więc było, że ta noc nie należała do najlepszych w jej życiu i że nie do końca się wyspała. 
Prawdopodobnie właśnie te czynniki sprawiły, że Morelka obudziła się o wiele za późno, aby zdążyć na trening na czas. Zerwała się zdezorientowana, ale po chwili opadła ponownie na ziemię. Postanowiła zastanowić się logicznie nad sytuacją. Była spóźniona. Bardzo spóźniona. W legowisku nie było żadnego z innych uczniów. Uznała, że nie ma sensu iść dzisiaj na trening i postanowiła, że spędzi ten dzień inaczej. W tej chwili nie interesowało ją, że dostanie burę od swojej mentorki. Po prostu nie miała siły na wysiłek.
Po zebraniu się i lekkim otrząśnięciu ze snu, kotka postanowiła, że przespaceruje się po okolicy. Wolała nie ryzykować pozostania w legowisku uczniów, ponieważ w każdej chwili mógł ktoś nadejść i zepsuć jej błogie chwile wolnego dnia. Po chwili rozmyślań zadecydowała, że odwiedzi siostrę na jej treningu. Mogła popatrzeć, jak ta sobie radzi, a przy okazji popisać się swoimi umiejętnościami w rymowaniu.
W końcu wyruszyła w drogę. Leniwie stawiała krok za krokiem i rozglądała się w około. Nie wiedziała, gdzie znajdzie Kawkę, ale nogi same zaprowadziły ją nad wodę, gdzie spostrzegła siostrę. Kotka machnęła właśnie łapą widząc rybę pod taflą wody. Niestety chybiła. Będąc ciekawa jej osiągnięć,  Morelka po cichu zakradła się i skryła wśród pałek wodnych. Oglądała popisowe ruchy niczego nieświadomej siostry i słuchała łagodnie rzucanych uwag mentorki. 
Po jakimś czasie Sroczy Lot - mentorka Kawki poszła w krzaki. Morelka uznała, że to idealny moment, aby dać znać siostrze o swojej obecności. Szybko ułożyła sobie w głowie wierszyk, którym zamierzała ją przywitać. Wtem wpadła na lepszy pomysł. Dlaczego ma być miła? Przecież może sprawić, że siostra będzie zła. Wepchnie ją do wody! Korzystając z tego, że Kawka właśnie nachyliła się do przodu, Morelka wyskoczyła z zarośli i w jednym skoku znalazła się przy siostrze. Bez wahania uderzyła łapką spychając ją do wody. Rozległ się donośny plusk i krzyk. Kawka znalazła się w wodzie! Z całych sił zaczęła płynąć do brzegu i rzucać obelgi pod adresem swojej oprawczyni.
- Ty-ty podła podła żmijo! Mysi móżdżku! Lisie łajno! Jak mogłaś mi to zrobić?! Nawet po tobie się tego nie spodziewałam! 
Morelka stała i patrzyła tylko śmiejąc się szyderczo. 
Po chwili zmęczona i przemoczona Kawka znalazła się na brzegu. Sapiąc i plując wodą zaczęła znów krzyczeć na siostrę.
- Jesteś okropna! Nie dość, że zrobiłaś mi krzywdę, to w dodatku opuściłaś trening! Ja NIGDY nie ominęłam żadnego z moich! To jest karygodne! Byłoby o wiele lepiej dla wszystkich wkoło ciebie, gdybyś zaczęła podchodzić do treningów z takim samym entuzjazmem z jakim dokuczasz mi! Może zaczęłabyś robić coś innego niż tylko rymowanie i lenienie się? - spojrzała na Morelkę wymownie - Gdybyś chciała wiedzieć, to była tutaj Mglista Zatoka i pytała się o ciebie. Jednak gdy cię tu nie znalazła, oddaliła się z którymś ze swoich znajomych kotów.
- Kawko! Uspokój się! Już dobrze! Ja po prostu zaspałam! - Morelka powiedziała tak tylko dlatego, że nie spodziewała się takiego wybuchu ze strony siostry i chciała załagodzić sytuację. Dopiero teraz zobaczyła jak wielka zmiana zaszła w Kawce, odkąd ta została mianowana. Już nie była nieśmiałą kotką, lecz stała się kimś na kształt wojowniczki.

<Kawko?>

[przyznano 5%]

14 czerwca 2023

Od Morelkowej Łapy

 [zgromadzenie] 

Morelka gdy dowiedziała się, że ma być uczestniczką zgromadzenia nie czuła zupełnie nic. Było jej to obojętne. Jednak teraz, gdy moment wyruszenia w drogę na Bursztynową Wyspę zbliżał się nieuchronnie, czuła lekkie podekscytowanie związane z możliwością przeżycia czegoś nowego z dala od swojej bezpiecznej, codziennej przestrzeni. Oczywiście nie zamierzała nikomu pokazać, że chwilowo ma trochę inne nastawienie do świata niż to codzienne- obojętne i oschłe. Przede wszystkim musiała to ukryć przed swoją siostrą- Kawczą Łapą, która już od rana jak szalona skakała i opowiadała o tym, jak to cudownie będzie spotkać się z kotami z innych klanów. 
Wreszcie Morelka wyruszyła z Kawką u boku. Przez całą drogę nie zamieniła z nią ani słowa. Starała się nie słuchać cichych i radosnych pomrukiwań  siostry, która podskakiwała lekko idąc. Rozmyślała o tym, co będzie robić, gdy już się znajdzie na miejscu. Zamierzała usiąść sobie wygodnie, trochę podrzemać, lub spoglądając na inne koty poukładać rymy. 
Po dotarciu liliowa kotka zrobiła tak, jak zaplanowała. Znalazła sobie miejsce z dala od innych i utkwiła swoje zielone oczy w największym skupisku kotów. Każdy odnajdywał swoich znajomych i rozmawiał z nimi. Jedynie jej siostra nie mogła znaleźć sobie miejsca. W pewnym momencie jednak zaczęła rozmawiać z jakimś nie znanym Morelce kocurem i ta straciła zainteresowanie tą sprawą. 
Nie wiadomo skąd poczuła nagle zapach świeżego mięsa (a może tak jej się tylko wydawało) i pomyślała od razu o jedzeniu. O świeżo upolowanym ptaku… Na usta zaczęły jej się cisnąć słowa nowego wierszyka:
-Gdy siedziałam w cieniu maka
Zobaczyłam żółtego ptaka
Wyciągnęłam w jego stronę 
Moje łapki ubłocone
A on wskoczył na nie chętnie 
Zaczął dziobać bardzo wrednie 
Zaskoczyłam się troszeczkę 
I strzepnęłam sikoreczkę 
Spadła lekko i bezgłośnie 
I wylądowała jakoś skośnie
Chyba lekko ją skrzywiłam 
Choć nie chciałam uwierzyłam
Więc rzuciłam się w ucieczkę
I zdeptałam sikoreczkę
Zadowolona z samej siebie, że tak ładnie jej to wyszło, postanowiła zarymować coś jeszcze. 
-Przyszłam dziś na zgromadzenie
Wszyscy bawią się szalenie 
Skaczą, mruczą i śpiewają 
Wcale się nie obijają
Załatwiają ważne sprawy
Krytykują złe postawy 
A ja leżąc sobie w trawie 
Ciut rymuję, ciut się bawię
Wtem Morelka zobaczyła powoli opadające piórko. Gdyby było ono zwykłe, pewnie nie zwróciłaby na nie uwagi, lecz z niewiadomych przyczyn przyciągało wzrok. Poruszało się na wietrze i leciało powoli w przeciwną stronę do centrum zgromadzenia. Kotka pomimo swojego lenistwa wstała i zaczęła za nim iść. Zapomniała o swoim wierszyku, który przed chwilą wymyślała i wszystkim co ją otaczało. Piórko zaczęło lecieć coraz szybciej, więc liliowa również musiała przyspieszyć. Biegła tak i biegła, już prawie nie nadążając, gdy nagle… ŁUP! Wpadła do jamy ziejącej w skale. Oszołomiona osunęła się na ziemię i zapadła w sen. 
Obudziła się jakiś czas później. Nie wiedziała ile czasu tu leżała. Była rozkojarzona i obolała, jednak szybko podniosła się na nogi. Czuła, że jest lekko poobijana, ale musiała jak najszybciej wracać. 
Po dłuższej chwili usilnych starań wyczołgała się z dołka. Jako, że całe futerko miała w nieładzie zaczęła wylizywać je i oczyszczać z paprochów.
Zrobiwszy to, rzuciła się pędem w stronę, z której - jak jej się wydawało - przyszła. Biegnąc, zastanawiała się nad tym, co zrobi jeśli inne koty już sobie poszły i została sama. Bała się i prawdopodobnie właśnie ten strach sprawił, że gdy zobaczyła inne koty zachowujące się jak gdyby nigdy nic, wydała z siebie długie westchnienie ulgi. Usiadła na kamieniu i została w tym miejscu już do końca zgromadzenia odpoczywając i próbując uspokoić się po ostatnich przeżyciach. 

[przyznano 20%]

23 kwietnia 2023

Od Morelki CD. Nastroszonego Futra

 Morelka była oburzona. Nie mogła tak po prostu odpuścić i wrócić do domu. Nie zależało jej jakoś specjalnie na relacji z ojcem, ale widziała w tym szansę wyrwania się ze szponów natrętnej matki i denerwującego rodzeństwa.
-Nie tato! Nie po to tu przyszłam żeby być zbywana, jak wszędzie indziej, a w dodatku nie po to, żebyś się na mnie obraził! Stój tu i porozmawiajmy teraz o czymś innym, a do tej rozmowy wrócimy kiedyś indziej, jak uznasz, że jestem ciebie godna- ostatnie zdanie  wypowiedziała wyzywającym tonem i uśmiechnęła się zjadliwie. Nie miała zamiaru bawić się w jakieś gierki ze swoją rodziną. Postawi na swoim i tyle, lub nie odezwie się do nich ani słowem.
- O czym niby chcesz rozmawiać? - odpowiedział Nastroszone Futro kąśliwie, nie siadając, ale również nie ruszając się z miejsca. 
-Możesz opowiedzieć mi, jakie to uczucie uczniem być. Jestem bardzo ciekawa, a skomplikowana to sprawa, więc proszę powiedz jak, wygląda wtedy świat- zarymowała liliowa słodziutko, jednak z uśmiechem, dającym do zrozumienia, że tylko chwilowo godzi się na takie ustępstwa w rozmowie, a potem wróci do przerwanej myśli.
Rozmówca westchnął głęboko, po czym usiadł. 
- Bycie uczniem jest... ciężkie. Zależy od mentora. Jak trafi ci się jakiś mysi móżdżek to będziesz stać w miejscu i się irytować na niego, jak ktoś kompetentny i zdolny, to na pewno wyrośniesz na koty. Nie ma w tym nic skomplikowanego. Wstajesz wcześnie rano, zwiedzasz granice i zapamiętujesz zapachy, później uczysz się polowania, a na koniec walki. Jeszcze w międzyczasie będziesz musiała nauczyć się pływać, ponieważ to wstyd, jeżeli nocniak boi się wody, która nas karmi. A świat jak wygląda? Cóż... z każdym mijającym księżycem zmniejsza się. Nie jest już wcale taki niebezpieczny czy też wspaniały, jak to każdy o tym myśli. Jest... zwykły. Nie ma w nim nic nadzwyczajnego.
Rzadko coś zadziwiało Morelkę, jednak w tej chwili, gdy zrozumiała ogrom aktywności fizycznych, które ją czekają, stęknęła zrezygnowana. Ona nienawidziła przecież biegać, chodzić, zwiedzać. Chociaż... Z drugiej strony, może nowe aktywności będą ciekawe. 
-Ach! Dużo tego tato. Ja nie dam rady tyle chodzić. I jeszcze to wczesne wstawanie! Koszmar!- jęknęła.
- Przyzwyczaisz się. Mi też się to nie podobało. Dlatego też ja, gdy mam ucznia pod swoimi łapami, to daje mu nieco więcej pospać, ponieważ rozumiem, że sen jest ważny. Przemęczony uczeń przyswaja mniej niż taki, który jest wypoczęty. Gdybyś jednak miała problemy ze swoim mentorem... To nie bój się go wyjaśnić. Niektórzy to wronie strawy, które nie nadają się na przekazywanie wiedzy.
-No właśnie. Sen jest ważny. Bardzo dobrze robisz dając im więcej pospać. Mam nadzieję, że trafię na dobrego mentora, a jak nie, to zastosuję się do twojej rady. Ja umiem sobie poradzić z innym! -powiedziała z wyższością.
- Tak... Jestem pewien, że dasz każdemu w kość. I bardzo dobrze. Wszyscy w Klanie Nocy to lisie bobki. Nie obawiaj się stawiać na swoim. Jednak mnie nie próbuj podporządkowywać - ostrzegł ją ojciec w tej kwestii, nie chcąc, by kociak znów nadszarpnął mu nerwy.
-Oczywiście! - odpowiedziała Morelka nie wierząc własnym uszom- A tato... Kiedy mama pozwoli mi się z tobą spotykać? Widzę, że doskonale rozumiemy się w kwestii wkurzania innych, więc może z naszych spotkań byłby jakiś pożytek.

<Nastroszone Futro?>

27 marca 2023

Od Morelki do Strzyżykowego Promyka

 Liliowa kotka z pędzelkami na uszach leżała koło matki, która nie pozwalała jej się ruszyć z miejsca. W pewnym momencie zaswędziało ją w nosku i kichnęła. 
-C-co ci się dzieje? Jesteś chora? W-wezwać medyka?- krzyknęła przerażona Błotnista Plama, która aż podskoczyła na ten dźwięk. 
-Tak, umieram, a moje flaki zjedzą robaki!- powiedziała z ironią i przyjęła obojętny wyraz twarzy. 
-I-idziemy po pomoc. Ktoś m-musi cię wyleczyć- to mówiąc, matka dotknęła czoła Morelki i syknęła- J-jakaś ty gorąca i jaka rozpalona! Sz-szybko! 
Morelka z satysfakcją na pyszczku patrzyła na rodzicielkę, koło której biegła w kierunku legowiska medyków. Na próżno! To nie choroba rozpaliła kotkę, lecz długie i mocne pocieranie czoła w celu nabrania matki. 
Gdy dotarły, w jednej chwili podeszła do niej nieznajoma. Liliowa z ciekawością patrzyła na kotkę. Zastanawiała się w jaki sposób odbędzie się "leczenie".
-Kim jesteś? To ty będziesz mnie leczyć?- zapytała z ciekawością, ale i z lekkim uśmiechem, którego nie zdołała ukryć.
Przybyła uśmiechnęła się promiennie, jak miała w zwyczaju.
-Strzyżykowy Promyk, miło poznać. Owszem, będę cię leczyć, to jedno z moich zadań. Jesteś córką Błotnistej Plamy, jak mniemam?
Widząc ten uśmiech, jakże miły i słodki, Morelka od razu zdała sobie sprawę, że nabierając matkę na swoją chorobę popełniła błąd. Jednak ze względu na honor, trzeba było kontynuować kłamstwo. Ułożyła się wygodnie i zaczęła mówić. 
-Ach... Tak źle się czuję, niedobrze mi bardzo, więc cieszę się strasznie, że dasz mi lekarstwo. Błotnista Plama, tak to moja mama, a ja Morelka jej córka maleńka.
Strzyżyk nadstawiła ucha. Zaczęła przysłuchiwać się kotce i przyglądać się jej podejrzliwie.
-Co ci dolega? Jakieś objawy? — spytała przelotnie, odwracając się w kierunku składziku.
Morelka uważając, że nikt nie jest w stanie domyśleć się prawdy o jej chorobie postanowiła pójść na całego.
-Głowa mnie boli. Bardzo!- westchnęła- I jeszcze jest mi okropnie zimno. A poza tym, to w ogóle źle się czuję- jęknęła i dodała- Pomóż mi proszę, bo bólu tego nie zniosę.
Medyczka uśmiechnęła się, lecz uśmiech ten nie był zrozumiały dla Morelki. Pomyślała tylko, że uśmiecha się tak dlatego, że jak wszystkie koty lubi być radosna. A może po prostu rymy jej się spodobały… Podczas, gdy takie myśli nawiedzały głowę pacjentki, Strzyżyk dotknęła jej czoła. 
-Nie czuję żadnej zmiany w temperaturze - zamruczała. - Nie masz zaczerwienionych oczu, wszystko gra. To jakieś nowe schorzenie, o którym nie wiem? - dodała. 
To było prawdziwe szczęście dla Morelki. Jeszcze tak łatwowiernego kota nie spotkała w swoim krótkim życiu. Co za świetna zabawa! Może nagadać jej wszystko, a ona i tak w to uwierzy. Trzeba tylko wymyślić coś wyjątkowo głupiego. W dodatku może rymować do woli! Wykorzysta tą szansę jak najlepiej.
-Może to nowa jest choroba, bo od pewnej chwili boli mnie noga, do tego jeszcze, okropna sprawa, kłuje mnie w sercu ogromna obawa, o moje kości łamiące się o siebie, wystające przez skórę, patrzące na ciebie.
Medyczka uśmiechnęła się szerzej.
-To ciekawe, moja droga, że spotkało cię tyle przypadłości w jednym momencie - powiedziała. - Ładnie kłamiesz.
To był porządny cios dla Morelki. Jakim cudem się domyśliła? Przecież była taka ostrożna! Jej kłamstwo wyglądało tak naturalnie! Jak to się stało?
-J-ja kłamię? N-nie! Mnie naprawdę wszystko boli- wyjęczała- I głowa, i noga, brzuch...
To mówiąc wstała i zjadła kilka liści z ziemi. Jeśli w tej chwili nie jest chora to zaraz będzie! Wszyscy pożałują. Matka przecież na pewno stanie po jej stronie i okrzyczy Strzyżyk. 
Strzyżyk uniosła brew, podnosząc podbródek.
-Znam się na kotach jak mało kto w tym klanie. Żaden szczegół nie umknie mojemu oku - mrugnęła do kotki. - Duma cię zaślepiła.
Wąsy medyczki zadrgały z rozbawienia, gdy Morelka zeżarła liście.
-Od nich możesz dostać rzeczywistego zatrucia pokarmowego. Nie radziłabym.
W Morelce się zagotowało. Jak ona mogła? Tak się do niej zwracać? Jeszcze nigdy nie była taka wściekła! To nie do pomyślenia! Że niby duma ją zaślepiła? Ach tak? To proszę bardzo, zaraz pożałuje!
-Jak możesz tak do mnie mówić? Nic mnie nie zaślepiło! To ty się nie znasz! Ja JESTEM chora!- krzyczała, co jakiś czas biorąc oddech.
Po chwili zrobiła dłuższą przerwę w monologu i w tej chwili porwała z ziemi całą garść liści. Zanim Strzyżyk zdążyła ją powstrzymać wepchnęła je wszystkie na raz do pyszczka i szybko przeżuła.

<Strzyżyk?>

21 marca 2023

Od Morelki do Kawki

Morelka nudziła się śmiertelnie. Było to bardzo dziwne dla niej uczucie. Zawsze lubiła, gdy zostawiano ją w świętym spokoju, ale dzisiaj jej to nie odpowiadało. Nie miała pomysłów na rymy ani tematy do rozmyślań. Dodatkowo trawa, na której leżała gryzła ją w grzbiet. To zdecydowanie nie był jej dzień. 
Zastanawiając się nad tym, co mogłaby zrobić, mimo braków pomysłów na rymy zaczęła takowy recytować. 
- „Co ja mam robić? Dobre pytanie. 
Na trawie głupie jest polegiwanie. 
O życiu myśleć, też mi się nie chce.
Ałć! Trawka niemiło mnie łechce. 
I boli mnie wszystko od tego leżenia 
A nie mam ochoty niczego robienia.”
Gdy tak rozważała różne opcje, zaczęła przyglądać się leżącej nieopodal siostrze. Widziała jak Kawka nudziła się siedząc cały dzień w kociarni. Widoczne było, że kotka pragnie wyjść na zewnątrz, ale nie było takiej opcji z powodu wzmożonej czujności matki po ostatniej wycieczce do obozu. 
W pewnym momencie rozważania liliowej kotki przerwała niespodziewany ruch Kawki.
- Jak to robisz? - zapytała podchodząc do Morelki. Widząc, że nie rozumie ona pytania wyrwanego z kontekstu, dokończyła swoją myśl - R-rymujesz. Nie sprawia ci to najmniejszego problemu. Ja t-też chcę umieć rymować!
Morelce chwilę zajęło zrozumienie, o co chodzi siostrze. Czegóż ona może od niej chcieć? Po chwili jednak otrząsnęła się i powiedziała:
- Oj ty Kawko moja siostro, tak rymować nie jest prosto. Nie nauczysz się ty tego, bo to nie jest dla każdego. Więc mnie nie męcz o to, proszę, bo natrętnych ja nie znoszę.
Adresatka wyglądała na zadowoloną, gdy usłyszała, że słowa wypowiadane przez siostrę zaczynają układać się w starannie dobrane rymy. Jednak w chwili, gdy dotarła do niej treść rymowanki, uśmiech spełzł z jej twarzy. Zmarszczyła nosek podejmując w głowie jakieś postanowienie. 
- M-morelkooo - miauknęła i podeszła do siostry tak blisko, by móc otrzeć się o nią łebkiem. - Proszę. N-nie bądź taka. Jesteśmy siostrami, a s-siostry powinny sobie pomagać i spędzać razem czas. Tak mówi mama.
Morelka przestraszona tym, jak nagle Kawka znalazła się blisko odskoczyła kawałek i otarła łapką pyszczek, w który ją dotknęła. Ach... czemu te koty są takie irytujące? Zawsze chcą się przytulać i być blisko siebie! I jeszcze ta wielka miłość jej siostry do matki! Jak można kochać tak nadopiekuńczą i irytującą osobę?
- Jesteśmy siostrami... niestety - dodała po cichu. - Ale to nie znaczy, że będziemy się trzymać razem i słuchać matki. Nic nas nie łączy! - Na twarzy Morelki pojawiła się czysta odraza.
Kawka z wielkim szokiem wpatrywała się w swoją siostrę nie odzywając się przez dłuższą chwilę. Ledwo co mogła się wysłowić, była blisko płaczu.
- J-jesteśmy siostrami... i to nas łączy. Mamy tę samą mamę i t-tatę! - Podniosła głos pociągając noskiem, po czym rozgniewana wskoczyła na Morelkę. - C-cofnij to co powiedziałaś! - wykrzyknęła przyciskając siostrę do podłoża.
Morelka lekko zdziwiona reakcją siostry, która zazwyczaj była łagodna i nieśmiała przez chwilę również nie mogła wyrzec ani słowa. Po chwili zaczęła się wyrywać z uścisku napastniczki, ale brak aktywności fizycznej robił swoje i szybko dała za wygraną. Musiała ulec.
-D-dobrze, już dobrze, porozmawiajmy, tylko ze mnie zejdź - rzekła, nie mając zamiaru cofnąć swoich słów.

<Kawko?>

19 marca 2023

Od Morelki do Nastroszonego Futra

Morelka ocknęła się. Przez chwilę próbowała przypomnieć sobie, gdzie się znajduje. Nagle dotarło do niej, że jest w legowisku, a koło niej leży śpiąca matka! Decyzję podjęła w mgnieniu oka. Idzie!
Od ostatniej wycieczki z matką, Kawką i Makrelkiem, która zakończyła się spotkaniem ojca, myśl, że znów mogłaby go zobaczyć, nie dawała jej spokoju. Tak bardzo chciała go poznać! No i oczywiście dowiedzieć się, dlaczego nie może się z nim widywać. Czekała, aż nadarzy się odpowiednia okazja, a tu proszę bardzo!
Powoli wstała i przeciągnęła się, uważając, by nie trącić śpiącej. Dopiero w tej chwili zobaczyła, że koło matki leży jej rodzeństwo. Och… Jak dobrze, że i oni śpią. Odeszła wolno na kilka kroków od drzemiącej rodziny i wtedy rzuciła się pędem, aby jak najszybciej wyjść z kociarni.
Gdy już to zrobiła, zwolniła tempo. Zaczęła rozglądać się naokoło i pochłaniać wzrokiem wszystko. Zobaczyła koty załatwiające codzienne obowiązki, całkiem nowe kolory oraz usłyszała niesłyszane dotąd dźwięki. Mimo tylu nowości jej natura przeważyła i szybko straciła zainteresowanie otoczeniem.
Powoli podążyła w stronę legowiska starszych, gdzie to ostatnio widziała tatę. Zobaczyła go! Stał odwrócony tyłem do niej, dokładnie w tym samym miejscu, co kilka dni temu! Stanęła w miejscu, nie mogąc się ruszyć z wrażenia. Szybko jednak odzyskała panowanie nad sobą i podeszła bliżej.
— Cz-cześć tato — powiedziała, jąkając się z nadmiaru emocji. — W końcu cię widzę.
Słysząc czyjś głosik, który najpewniej brzmiał na kocięcy, Nastroszone Futro zwrócił łeb w stronę swojej córki. Zdziwienie to mało powiedziane co pojawiło się na jego pysku.
— Uciekłaś matce? — prychnął, uśmiechając się lekko pod nosem.
Uciekinierka z wyrazem triumfu na twarzy popatrzyła się prosto w oczy rozmówcy. Była z siebie dumna! Pokazanie swoich zdolności nowo poznanemu tacie, to jest coś.
— Taak! - ochoczo odparła. — No to co? Może mnie oprowadzisz i przy okazji porozmawiamy?
— Możemy pójść na ubocze. — Zgodził się na takie rozwiązanie. — Jak będziesz się kręcić przy innych kotach, to matka się dowie i cię zleje.
Nie chcąc narażać się na gniew matki, z którą i tak jej się ostatnio nie układało, Morelka postanowiła zgodzić się na propozycję.
— Dobrze, chodźmy. A tato... Czemu nie możesz się z nami widywać? — zapytała, udając słodką, mimo że w środku wszystko jej się gotowało od nadmiaru słodyczy.
— Bo matka ma się wami zajmować. To jej obowiązek jako kotki. Do niczego innego się nie nadaje — mruknął ojciec, po czym zabrał kocię na ubocze obozu. — No i odwaliło jej, odkąd się urodziliście. Jej matczyne instynkty wyszły na jaw i głupia wronia strawa nie pozwala nikomu do was się zbliżyć — prychnął. — Ale to może i dobrze. Nie chcę by dopadła was Zajęcza Troska czy Sroczy Lot. Te dwie wariatki jeszcze by was zabiły z racji tego, że jesteście moimi dziećmi.
Po tym co usłyszała, podziw Morelki dla ojca wzrósł zdecydowanie. Nic tak nie wzbudzało jej szacunku, jak pogarda jednego kota dla drugiego. Mimo że nie zrozumiała wszystkiego dokładnie, to nie chciała tego pokazać.
— Ja to bym zabić się nie dała, tylko im wszystkim kopa w pysk dała — wykrzyknęła z satysfakcją. Rozmowa z tatą coraz bardziej jej się podobała. — A jakby się skopać nie dały, to pomógłby mi tatuś wspaniały.

<Nastroszone Futro?>

16 marca 2023

Od Morelki do Błotnistej Plamy

 Morelka leżała na trawie w zacisznym kąciku ukryta przed spojrzeniami innych kociąt. Jak zwykle przez cały dzień leniuchowała i wygrzewała się w słońcu. Myślała przy tym o swoim rodzeństwie. Nie czuła do nich sympatii. Widziała, że Kawka próbuje się do niej zbliżyć, ale denerwowało ją to. Nie chciała pogłębiać relacji z siostrą i starała się ją odtrącić z całych sił na przykład opowiadając jej żarty pozbawione sensu, ale zabiegi te nie dawały skutku, a wręcz oddziaływały zupełnie odwrotnie. Nie rozumiała Kawki, która chciała poznać inne koty i znaleźć w nich przyjaciół. Morelka widziała kiedyś jak kotka patrząc w taflę jeziora mówiła do siebie. Wydało jej się to wtedy bardzo dziwne i zaczęła zastanawiać się, czy z jej siostrą wszystko jest w porządku. Doszła jednak do wniosku, że chyba wszystkie koty takie są. Za to Makrelek… Och, ten Makrelek. Z dwójki rodzeństwa Morelka wolała już chyba jego, ale tylko dlatego, że tak jak ona nie lubił być blisko matki i zawsze starał się wykorzystać każdą okazję, żeby od niej uciec. Lecz to jedyna pozytywna rzecz, jaką widziała w bracie Morelka. Na co dzień Makrelek był najbardziej wrzaskliwym kotem jakiego można sobie wyobrazić. Morelka serdecznie nienawidziła jego głosu i tego z jaką głośnością wypowiadał słowa. Zazwyczaj starała się unikać jego towarzystwa, żeby nie musieć się narażać na utratę słuchu. 
Powoli jej myśli zaczęły odpływać od tematu rodzeństwa, ogarnęła ją melancholia i poczuła jak jej jest dobrze, gdy tak leży w spokoju i bez innych koło siebie. Gdy tak marzyła, jej pyszczek sam zaczął wypowiadać słowa wierszyka:
- Trawy i kwiaty mnie otaczają, piękną muzykę swym szumem grają i leżąc wśród wszystkich tych wspaniałości czuję jak szczęście w mym sercu gości, lecz oto słyszę, że ktoś podchodzi, chyba to mama chce mi przeszkodzić. 
I rzeczywiście ktoś podszedł. Była to Błotnista Plama. Wzięła swoją córkę w pyszczek i bez słowa poszła z nią na posłanie, gdzie zaczęła ją dokładnie wylizywać. 
Podczas tej wymagającej skupienia czynności Morelka wierciła się bardzo, lecz w pewnym momencie wykonała nieokreślony ruch łapą i niechcący uderzyła matkę. Ta spojrzała zaskoczona na Morelkę.
- W-wszystko dobrze? B-boli cię coś? - zaczęła sprawdzać, czy nie ma żadnych zadrapań na ciele.
-Tak mamo. Nic mi nie jest! - odpowiedziała z niechęcią Morelka. - Tylko taka mała muszka przeleciała mi koło uszka.
Matka spojrzała na jej ucho bo w ogóle nie zrozumiała rymu.
- Ugryzła cię?! Umierasz?!
- Pff - parsknęła tylko z pogardą postanawiając zmienić temat. - Achh, chciałabym poznać tatę! Powiedz mi dlaczego nie ma przy nas taty mego?
Błotnista Plama zmrużyła oczy i chyba po raz pierwszy w życiu spojrzała ostro na dziecko.
- P-po prostu nie ma. I nie będzie. Nie m-musisz się tym interesować.
Poirytowana Morelka wyprostowała się i odsunęła od matki. Nie lubiła być blisko niej. Zawsze wtedy czuła się jakby nie miała wpływu na własne życie, tylko była kontrolowana. Dodatkowo te wszystkie pieszczoty... Nie, to nie dla niej. Jednak postanowiła nie dawać za wygraną:
- Ale mnie to interesuje! Nic na to nie poradzę... Cała jego osoba jest owiana tajemnicą. Mam tego dość! To mój ojciec! Chcę o nim coś wiedzieć.
Matka polizała ją czule po łebku i przysunęła z powrotem do siebie.
- J-jeszcze go poznasz... A-ale jak b-będziesz duża. N-na razie jesteś za m-mała.
Zdziwiona reakcją rodzicielki na jej gwałtowny wybuch nie odwzajemniła uścisku, ale również nie odsunęła się. W dodatku ośmielona poprzednim powodzeniem zadała kolejne pytanie:
- Mamo... Bo wiesz... Słyszałam, że ja, Kawka i Makrelek nie byliśmy jedynymi twoimi dziećmi. Podobno jeszcze trójka umarła podczas porodu. Czy to prawda?

<Mamo?>