Nie udało jej się znaleźć kwiatów, które zadowoliły książęcą mość Rogatego Flaminga. Kolejny raz przyniosła marny bukiecik kwiatów, który ponownie wylądował na jej głowie. Z nerwów zaczęła się jąkać, przerażona karą, która mogła ją spotkać ze strony młodocianego księcia. Uderzy ją? Nie, nikt jej nie uderzył, ale parę razy zdarzyło się, że Ulewny Szkwał uderzył ją barkiem lub huknął przy jej ucho. Zabroni opuszczać obóz? Właściwie rzadko go opuszczała, ale nie chciała tracić tych kilku możliwości towarzyszenia wojownikom podczas polowań. Może point poprosi swojego ojca, księcia Błękitnego Lagunę o to, aby wygnał Fląderkę z klanu, bo przerastają ją obowiązki i jest zwykłym pasożytem, brudną kupą futra?
— C-centuria... — wymamrotała, gdy jej spojrzenie spoczęło na małych różowych kwiatuszkach, po których otrzymała imię jej zmarła siostrzyczka. Powoli zbliżyła się w stronę kwiecia, skrytego pomiędzy trawą. Gdyby nie zerknęła w przypływie strachu w tamtą stronę, nie spostrzegłaby tego pięknego kwiata. Czy to był znak od Klanu Gwiazdy? Od jej ukochanej siostry, za którą nadal tęskniła. Musiała później opowiedzieć o tym Rezedowej Łapie. — T-tak miała na imię moja siostra — zaczęła, przypominające sobie o obecności książęcego potomka. Czy czeka ją kara za to, że go zignorowała. Niepewnie zerknęła w stronę Rogatego Flaminga, który zbliżył się do odrzutka. — Tak samo, jak ten kwiat. Zmarła na długo przed twoimi narodzinami książę, więc pewnie nigdy o niej nie słyszałeś. Jako młoda uczennica. Była przepiękną liliową szylkretką o błękitnych oczach, w tym samym odcieniu, co kolor oczu naszej mamy... Wyglądają podobnie, psianka i centuria.
Rogaty Flaming zerwał kwiecie, przez chwilę mu się przyglądał, po czym odrzucił je na stertę zwiędniętych kwiatów.
— Miałaś szukać kwiatów, które ładnie wyglądają i pachną. Ten badyl jest bezwonny.
W tamtym momencie coś we wnętrzu Fląderce zgasło. Być może nadzieja, że ten młody kocurek tak naprawdę, pomimo że przed nikim nie chciała tego przyznać, nawet przed samą sobą, nie jest zepsuty do szpiku kości. Młody książę wydawał się nieprzyjęty smutnym spojrzeniem odrzutka, gdyż po chwili rozsiadł się wygodnie i zaczął pielęgnować swą sierść, mający poirytowanie na pysku. Czyżby obmyślał sposób, w jaki miał ukarać Fląderkę?
W momencie, w którym zbliżył swoją łapę do pyska, popełnił ogromny błąd, niestety Fląderka za późno zareagowała. Rogaty Flaming zaczął pluć dookoła siebie, po czym w te pędy skierował się w stronę rzeki. Fląderka pośpiesznie ruszyła za księciem, przerażona jak jeszcze nigdy. Zastała kocura z mokrą głową, która musiał całą zamoczyć w rzece, a nie tylko pysk.
— Ty... ty chciałaś mnie otruć!
Fląderka zapomniała uprzedzić kocura, że kwiat centurii posiada ekstremalnie gorzki smak i lepiej nie lizać łap, w których uprzednio się go trzymało.
— Nie książę, to wcale nie tak! — załkała, wiedząc, że już nie uratuje ją przed karą ze strony Rogatego Flaminga.
~~~
Teraźniejszość
Mysiomózga Łapa odeszła, podobnie jak Konwaliowy Mielizna. Kotka zmarła, a kocur dobrowolnie opuścił klan. Jeszcze wcześniej jej brat został wygnany z klanu za brak postępów w treningu. A Fląderka była w ciąży i lada kwadrę miała urodzić kocięta. W dodatku czwórkę, o ile ich ilość od pory badania się nie zmieniła. Zaczęła rozumieć skąd te nudności, uczucie ciężenia oraz chęć większego odpoczynku.
Bała się, tak strasznie się bała porodu. Bała się, że podobnie jak jej mama, umrze i zostawi swoje dzieci same, bez mamy, ani taty. Nie chciała dla nich tego. Nie chciała, aby kocięta były wychowywane bez rodziców, a później obserwowały, jak jedno po drugim z nich umiera lub zostanie wygnane z klanu, bo nie sprosta treningowi. Czy trening naprawdę był taki trudny? Dlaczego Rezedowa Łapa przez tyle księżyców nie podołał, a Rogaty Flaming czy Żabie Oko ukończyli trening bardzo szybko?
Nawet próby uspokojenia jej przez Wymarzoną Słodycz nie przynosiły skutku. Jedynie rozmowy z byłymi królowymi, jak i obecnymi czasami poprawiały jej humor. Na początku zawsze panikowała, nie wyobrażają siebie w roli matki, a później pojawiała się kolejna myśl. Jak tuli swoje kocięta, liże ich futerka i dba o to, aby wyrosły na dobre koty, lojalne Klanu Nocy. Musiała o to zadbać. W końcu nie posłuchała Kotewkowego Powiewu i zaszła w ciążę. Bez wielkiej miłości, ale jednak.
Do kociarni zajrzał młody kocur, którego czoło zdobił krwisty znak. Rogaty Flaming we własnej osobie. Fląderka spięła wszystkie mięśnie, w obawie, że będzie zmuszona wyjść na zewnątrz w poszukiwaniu czegoś, co kocur może sobie od niej w tej chwili zażyczyć. Bo nie była pełnoprawną królową, tylko odrzutkiem królową.
— To prawda? — spytał, stojąc tuż przez Fląderkę. — Różana Woń jest już sędziwego wieku, więc mogła się pomylić. Bo to niemożliwe, abyś była w ciąży. Zwłaszcza ty. — Zmierzył ją spojrzeniem, starając się stłumić parsknięcie.
O to samo Fląderka mogła zapytać. Dlaczego ona? Dlaczego nie jakaś inna kotka? Wątpiła, aby kocurowi, który był ojcem tych młodych, które nosiła, spodobał się odrzutek. Nie miała ucha i była po prostu brzydka.
— To prawda, książę Rogaty Flamingu. Jestem w ciąży. I najprawdopodobniej urodzę czwórkę kociąt.
Nie wiedziała, o czym myślał point. Na jego mordce pojawiła się lwia zmarszczka.
— Ale ich ojcem nie jest Konwaliowa Mielizna, prawda? Błagam, powiedz, że nie jest i że nie dlatego dał nogę z klanu, bo dowiedział się, że spodziewasz się jego kociąt. Muszę uspokoić matkę, bo już odchodzi od zmysłów, że mogłaby się doczekać prawnucząt odrzutków. Na samą myśl, aż mnie mierzi.
— S-skąd ten pomysł... — miauknęła zawstydzona, że ktoś mógł zasugerować ten pomysł, aby ojcem kociąt był Konwaliowa Mielizna. Nie była z kocurem aż tak blisko.
— Kilkukrotnie widziano was razem, jak wychodzicie poza obóz. W dodatku samych — podjęła Senna Łza, zerkając na odrzutka i księcia. — Kto wie, co robiliście, gdy nikt nie miał na was oka.
— Klanie Gwiazdy, dopomóż!
— Nie, to nie Konwaliowa Mielizna jest ojcem. Ja nie znam jego imienia. Wiem tylko, jak wyglądał. M-miał krótka sierść, w większości białą w czarne łaty poprzecinane pręgami... Więc może jest szansa, jakaś może malutka, że kocięta będą miały po nim kolor sierści, a nie po mnie...
<Rogat? Weź walnij krzyżówkę i zobacz co się z Flądry wykluje>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz