Czasem trafiał jednak na kota, który rzeczywiście chciał rozmawiać. Wtedy droga mijała znacznie szybciej. Nie musiały to być wielkie czy ważne tematy. Wręcz przeciwnie, najbardziej lubił zwykłe rozmowy o polowaniach, pogodzie czy codziennych drobiazgach. Dopóki temat nie schodził na żadne intrygi albo niekończące się opowieści o miłosnych podbojach, jak to miała w zwyczaju Miłostka, potrafił słuchać ich z prawdziwą przyjemnością.
***
Polowanie tego dnia poszło zaskakująco sprawnie. Pomimo silnych wiatrów, zapach zwierzyny był wyczuwalny. Wędrujący Wibrys odłożył swoją zdobycz na stos i przeciągnął się leniwie, czując przyjemne zmęczenie w łapach. Brzuch zaczynał dopominać się o swoje, więc bez większego namysłu skierował się w stronę świeżej zdobyczy, wypatrując czegoś niewielkiego. Ostatecznie wybrał dorodną mysz i już miał odwrócić się w stronę legowiska wojowników, gdy jego wzrok zatrzymał się na cynamonowej sylwetce kotki siedzącej nieco na uboczu.
Zmrużył lekko oczy. Było w tym widoku coś nietypowego. Zazwyczaj trudno było spotkać Przepiórczą Wichurę samą. Z jego obserwacji wynikało, że przeważnie albo z kimś rozmawiała, albo za kimś ganiała. Jej głos zwykle niósł się po całym obozie, a ogon niemal bez przerwy poruszał się w żywym rytmie. Teraz jednak siedziała sama, z niewielką nornicą między łapami, wpatrzona gdzieś przed siebie. Nie wyglądała na smutną. Raczej sprawiała wrażenie zamyślonej i spokojnej, jakby na moment całkowicie pochłonęły ją własne myśli.
Przepiórczą Wichurę głównie znał z patrolów, na których akurat bardzo cenił jej towarzystwo. Większość kotów męczyła się jego gadaniem, odpowiadając na wszelkie jego próby podjęcia rozmowy pojedynczymi słowami, bądź w ogóle nie zaszczycając go nawet spojrzeniem. Z cynamonową było odwrotnie. Wystarczyło rzucić jedno zdanie, a rozmowa toczyła się już sama. Czasem zupełnie bez większego sensu, o rzeczach tak błahych, że po chwili żadne z nich nie pamiętało, od czego właściwie się zaczęło. Nie oczekiwała od niego wielkich przemyśleń ani błyskotliwych odpowiedzi. Po prostu słuchała. A później potrafiła mówić jeszcze więcej.
Usiadł obok niej dopiero wtedy, gdy skinęła głową. Kamienna posadzka jaskini była przyjemnie chłodna po całym dniu spędzonym na patrolach, chociaż silniejszy podmuch wiatru dał mu w kość. Odgryzł niewielki kawałek myszy i przez chwilę jadł w milczeniu, pozwalając sobie po prostu odetchnąć. Nie po to jednak znalazł sobie towarzysza, by obdarować go teraz ciszą.
— Wiesz... — zaczął po chwili, próbując znaleźć w myślach niegroźny i przyjemny temat do dyskusji. — Mam chyba szczęście do patroli z tobą. Ostatnio zauważyłem, że jakoś często trafiamy do jednej grupy. — Przerwał na moment, przełknął kęs i poruszył końcówką ogona. Właściwie wcale mu to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Patrole z nią mijały szybciej niż większość pozostałych. Może przydzielano ich do jednego zespołu w celu uzyskania spokoju od potencjalnej wymiany zdań, na którą najwyraźniej inni uczestnicy mogliby nie mieć ochoty.
Przepiórcza Wichura uniosła łeb i zamrugała, jakby dopiero teraz zauważyła, że ktoś do niej mówi. Przez krótką chwilę wyglądała, jakby jej myśli znajdowały się zupełnie gdzie indziej, po prosu z pewnością nie w jej głowie. Zaraz potem jednak na jej pysku pojawił się szeroki uśmiech, a zielone oczy rozbłysły znajomym entuzjazmem. Nawet uszy uniosły się wyżej, a ogon drgnął z zadowoleniem.
— To dobrze! — oznajmiła z przejęciem. — Bo ja też lubię z tobą chodzić. Nigdy się nie nudzę.
Nie brzmiała, jakby próbowała być uprzejma. W jej głosie nie było ani grama wymuszenia czy zwykłej grzeczności. A przynajmniej tak wolał sobie wmawiać point.
Mimowolnie poczuł, jak kąciki pyska same unoszą mu się odrobinę wyżej. Nieczęsto słyszał podobne słowa. Większość kotów po prostu tolerowała jego towarzystwo. Nie był pewny, czy kwestią niechęci do niego było samo jego pozaklanowe pochodzenie, czy to, czego dopuściła się jego siostra i jak jej renoma mogła wpłynąć na odbiór jego obecności przez innych Klifiaków.
Przepiórka przechyliła lekko głowę, przyglądając mu się z zaciekawieniem. Przez chwilę wydawało się, że próbuje skupić oba zezujące ślepia na jego pysku jednocześnie, choć efekt był co najmniej osobliwy. Wibrys już dawno przestał zwracać na to większą uwagę. Przyzwyczaił się do jej charakterystycznego spojrzenia tak samo, jak do piór wystających z jej futra.
— Z innymi jest różnie. Jedni tylko idą i idą. A jak się do nich odezwiesz, to mrukną "mhm" albo "uważaj pod łapy". Jakby rozmowa przeszkadzała im w oddychaniu — dodała po dłuższej chwili.
Płowy parsknął cicho, opuszczając wzrok na swoją zdobycz. Pazurem odsunął mysi ogon, który uparcie zawijał mu się pod łapę. Trudno było mu zaprzeczyć. Sam nie uważał się za szczególnie gadatliwego, choć prawdopodobnie większość klanu miałaby w tej kwestii inne zdanie. Wystarczyło dać mu jednak odpowiedniego rozmówcę, a potrafił mówić długo.
— Może po prostu nie wiedzą, co odpowiedzieć — zasugerował.
Zmrużył lekko oczy. Było w tym widoku coś nietypowego. Zazwyczaj trudno było spotkać Przepiórczą Wichurę samą. Z jego obserwacji wynikało, że przeważnie albo z kimś rozmawiała, albo za kimś ganiała. Jej głos zwykle niósł się po całym obozie, a ogon niemal bez przerwy poruszał się w żywym rytmie. Teraz jednak siedziała sama, z niewielką nornicą między łapami, wpatrzona gdzieś przed siebie. Nie wyglądała na smutną. Raczej sprawiała wrażenie zamyślonej i spokojnej, jakby na moment całkowicie pochłonęły ją własne myśli.
Płowy zawahał się na dłuższą chwilę. Zazwyczaj nie przepadał za dosiadaniem się do innych kotów, szczególnie kotek. Prędzej czy później kończyło się to kolejną teorią Miłostki, według której najwyraźniej próbował na starość zaznać szczęścia w miłości.
Sprawa wyglądała jednakże tak, że Truskawkowego Pola już tu nie było. Nie kręciła się nigdzie po obozie, ani gdziekolwiek po terenach klanu. Po prostu zniknęła, a wraz z nią zniknęły także te wszystkie drobne przyzwyczajenia, do których przez tyle księżyców zdążył się przywiązać.
Strzepnął lekko ogonem, jakby próbował odgonić od siebie tę myśl. Pora było przywyknąć do nowej rzeczywistości.
Wziął głębszy oddech i zmobilizował się, by podejść kilka kroków bliżej cynamonowej szylkretki.
— Mogę? — zapytał serdecznie, wskazując ogonem miejsce obok niej. — Obiecuję, że nie będę za dużo biadolił. — Uniósł lekko kącik pyska.Przepiórczą Wichurę głównie znał z patrolów, na których akurat bardzo cenił jej towarzystwo. Większość kotów męczyła się jego gadaniem, odpowiadając na wszelkie jego próby podjęcia rozmowy pojedynczymi słowami, bądź w ogóle nie zaszczycając go nawet spojrzeniem. Z cynamonową było odwrotnie. Wystarczyło rzucić jedno zdanie, a rozmowa toczyła się już sama. Czasem zupełnie bez większego sensu, o rzeczach tak błahych, że po chwili żadne z nich nie pamiętało, od czego właściwie się zaczęło. Nie oczekiwała od niego wielkich przemyśleń ani błyskotliwych odpowiedzi. Po prostu słuchała. A później potrafiła mówić jeszcze więcej.
Usiadł obok niej dopiero wtedy, gdy skinęła głową. Kamienna posadzka jaskini była przyjemnie chłodna po całym dniu spędzonym na patrolach, chociaż silniejszy podmuch wiatru dał mu w kość. Odgryzł niewielki kawałek myszy i przez chwilę jadł w milczeniu, pozwalając sobie po prostu odetchnąć. Nie po to jednak znalazł sobie towarzysza, by obdarować go teraz ciszą.
— Wiesz... — zaczął po chwili, próbując znaleźć w myślach niegroźny i przyjemny temat do dyskusji. — Mam chyba szczęście do patroli z tobą. Ostatnio zauważyłem, że jakoś często trafiamy do jednej grupy. — Przerwał na moment, przełknął kęs i poruszył końcówką ogona. Właściwie wcale mu to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Patrole z nią mijały szybciej niż większość pozostałych. Może przydzielano ich do jednego zespołu w celu uzyskania spokoju od potencjalnej wymiany zdań, na którą najwyraźniej inni uczestnicy mogliby nie mieć ochoty.
Przepiórcza Wichura uniosła łeb i zamrugała, jakby dopiero teraz zauważyła, że ktoś do niej mówi. Przez krótką chwilę wyglądała, jakby jej myśli znajdowały się zupełnie gdzie indziej, po prosu z pewnością nie w jej głowie. Zaraz potem jednak na jej pysku pojawił się szeroki uśmiech, a zielone oczy rozbłysły znajomym entuzjazmem. Nawet uszy uniosły się wyżej, a ogon drgnął z zadowoleniem.
— To dobrze! — oznajmiła z przejęciem. — Bo ja też lubię z tobą chodzić. Nigdy się nie nudzę.
Nie brzmiała, jakby próbowała być uprzejma. W jej głosie nie było ani grama wymuszenia czy zwykłej grzeczności. A przynajmniej tak wolał sobie wmawiać point.
Mimowolnie poczuł, jak kąciki pyska same unoszą mu się odrobinę wyżej. Nieczęsto słyszał podobne słowa. Większość kotów po prostu tolerowała jego towarzystwo. Nie był pewny, czy kwestią niechęci do niego było samo jego pozaklanowe pochodzenie, czy to, czego dopuściła się jego siostra i jak jej renoma mogła wpłynąć na odbiór jego obecności przez innych Klifiaków.
Przepiórka przechyliła lekko głowę, przyglądając mu się z zaciekawieniem. Przez chwilę wydawało się, że próbuje skupić oba zezujące ślepia na jego pysku jednocześnie, choć efekt był co najmniej osobliwy. Wibrys już dawno przestał zwracać na to większą uwagę. Przyzwyczaił się do jej charakterystycznego spojrzenia tak samo, jak do piór wystających z jej futra.
— Z innymi jest różnie. Jedni tylko idą i idą. A jak się do nich odezwiesz, to mrukną "mhm" albo "uważaj pod łapy". Jakby rozmowa przeszkadzała im w oddychaniu — dodała po dłuższej chwili.
Płowy parsknął cicho, opuszczając wzrok na swoją zdobycz. Pazurem odsunął mysi ogon, który uparcie zawijał mu się pod łapę. Trudno było mu zaprzeczyć. Sam nie uważał się za szczególnie gadatliwego, choć prawdopodobnie większość klanu miałaby w tej kwestii inne zdanie. Wystarczyło dać mu jednak odpowiedniego rozmówcę, a potrafił mówić długo.
— Może po prostu nie wiedzą, co odpowiedzieć — zasugerował.
Przepiórcza natychmiast spojrzała na niego z miną pełną powagi. Jej uszy drgnęły.
— To mogliby coś wymyślić. — Wzruszyła ramionami z pełnym przekonaniem. — Ty zawsze coś wymyślasz.
Wibrys uniósł brew i cicho prychnął pod nosem.
— Nie wiem, czy to komplement.
— Jest! — Jej odpowiedź padła tak szybko, że nawet nie zdążyła się zastanowić. — Chyba.
Wibrys mógł tylko pokręcić głową z lekkim rozbawieniem. W przypadku Przepiórczej nigdy nie miał pewności, czy właśnie otrzymał pochwałę, czy przypadkowe stwierdzenie, które tylko brzmiało podobnie.
Przez chwilę jedli w ciszy. Nie była ona jednak niezręczna. Raczej należała do tych spokojnych momentów, kiedy żadne z nich nie czuło potrzeby, by na siłę wypełniać każde uderzenie serca kolejnymi słowami. Point doceniał takie chwile bardziej, niż wcześniej przypuszczał. W ostatnich księżycach wokół niego wydarzyło się wiele rzeczy, które wymagały ciągłego myślenia, analizowania i zastanawiania się, co właściwie powinien zrobić. Tutaj nie musiał tego robić. Mógł po prostu siedzieć i jeść.
To oczywiście nie trwało długo.
— A wiesz, co ostatnio znalazłam? — wypaliła nagle Przepiórcza, odrywając niewielki kawałek nornicy.
Pytanie padło tak niespodziewanie, że Wibrys nawet nie zdążył przełknąć kolejnego kęsa. Zerknął na nią kątem oka, próbując po samej mimice kotki odgadnąć, co mogło siedzieć w jej głowie.
— Boję się odpowiedzi — westchnął.
Kotka zamachała lekko ogonem, najwyraźniej uznając jego reakcję za zachętę.
— Pióro.
Wibrys uniósł brew i pokręcił głową z rozbawieniem.
— Tego akurat się spodziewałem.
Przepiórcza wyprostowała się odrobinę, z dozą dumy w postawie. Zielone ślepia aż błyszczały z ekscytacji, a piórka tkwiące w jej futrze poruszyły się delikatnie, gdy energicznie machnęła łbem.
— Ale wyjątkowe! Takie wielkie. — Rozłożyła łapy, pokazując długość znacznie przesadzoną. — Myślę, że należało do mewy... albo do czapli... albo do jakiegoś bardzo dużego wróbla.
Kocur przez moment naprawdę próbował wyobrazić sobie wróbla takich rozmiarów. Obraz, który pojawił się w jego głowie był na tyle absurdalny, że niemal parsknął śmiechem.
— Bardzo dużego wróbla? — Zastrzygł uchem w zadumie, kwestionując, czy się nie przesłyszał.
— No...
— Przepiórcza Wichuro...
Kotka spojrzała na niego z miną niewinnego kocięcia.
— No co? Nie widziałam go. Widziałam tylko pióro.
Zaśmiał się pod nosem, kręcąc głową. Musiał przyznać, że rzeczywiście lubił z nią rozmawiać. Nie próbowała na siłę udowodnić swojej racji. Nie obrażała się, kiedy ktoś podważał jej teorię. Po prostu uznawała ją za całkowicie logiczną i przechodziła dalej.
Odgryzł kolejny kawałek myszy, po czym oblizał pysk.
— I co z nim zrobiłaś? — postanowił drążyć temat.
Przepiórcza odpowiedziała natychmiast, jakby było to najbardziej oczywiste pytanie świata.
— Schowałam.
— Gdzie? — spytał, choć spekulował, że mogłaby nie być chętna dzielić się z nim położeniem swojego nowiutkiego skarbu. To, że pozwoliła mu dotrzymać jej towarzystwa w trakcie posiłku, nie świadczyło o żadnej większej przyjaźni i zaufaniu do dzielenia się takimi sekretami.
Cynamonowa nagle zamilkła. Zmarszczyła nos. Jej uszy poruszyły się niespokojnie, a wzrok zaczął błądzić po sklepieniu jaskini, stosie świeżej zdobyczy i kamiennych ścianach za wodospadem. Nawet odsunęła lekko nornicę, najwyraźniej całkowicie pochłonięta próbą przypomnienia sobie miejsca swojej kryjówki.
Po kilku uderzeniach serca opuściła łeb.
— Nie pamiętam — przyznała z niezręcznym uśmiechem.
Wibrys musiał mocno zacisnąć pysk, żeby zachować chociaż pozorną powagę na pysku.
— To świetna kryjówka — stwierdził.
Kotka natychmiast nastroszyła lekko futro.
— Właśnie nie. Dlatego teraz go szukam.
— Będę wypatrywał. Gdyby jakiś ogromny wróbel zgubił kolejne, dam ci znać — odparł jedynie.
Przepiórcza aż klasnęła ogonem o kamienne podłoże.
— Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć! — mruknęła. — Może to i błahe, ale w jakiś sposób istotne dla mnie — dopowiedziała, wracając do swojego jedzenia.
— To mogliby coś wymyślić. — Wzruszyła ramionami z pełnym przekonaniem. — Ty zawsze coś wymyślasz.
Wibrys uniósł brew i cicho prychnął pod nosem.
— Nie wiem, czy to komplement.
— Jest! — Jej odpowiedź padła tak szybko, że nawet nie zdążyła się zastanowić. — Chyba.
Wibrys mógł tylko pokręcić głową z lekkim rozbawieniem. W przypadku Przepiórczej nigdy nie miał pewności, czy właśnie otrzymał pochwałę, czy przypadkowe stwierdzenie, które tylko brzmiało podobnie.
Przez chwilę jedli w ciszy. Nie była ona jednak niezręczna. Raczej należała do tych spokojnych momentów, kiedy żadne z nich nie czuło potrzeby, by na siłę wypełniać każde uderzenie serca kolejnymi słowami. Point doceniał takie chwile bardziej, niż wcześniej przypuszczał. W ostatnich księżycach wokół niego wydarzyło się wiele rzeczy, które wymagały ciągłego myślenia, analizowania i zastanawiania się, co właściwie powinien zrobić. Tutaj nie musiał tego robić. Mógł po prostu siedzieć i jeść.
To oczywiście nie trwało długo.
— A wiesz, co ostatnio znalazłam? — wypaliła nagle Przepiórcza, odrywając niewielki kawałek nornicy.
Pytanie padło tak niespodziewanie, że Wibrys nawet nie zdążył przełknąć kolejnego kęsa. Zerknął na nią kątem oka, próbując po samej mimice kotki odgadnąć, co mogło siedzieć w jej głowie.
— Boję się odpowiedzi — westchnął.
Kotka zamachała lekko ogonem, najwyraźniej uznając jego reakcję za zachętę.
— Pióro.
Wibrys uniósł brew i pokręcił głową z rozbawieniem.
— Tego akurat się spodziewałem.
Przepiórcza wyprostowała się odrobinę, z dozą dumy w postawie. Zielone ślepia aż błyszczały z ekscytacji, a piórka tkwiące w jej futrze poruszyły się delikatnie, gdy energicznie machnęła łbem.
— Ale wyjątkowe! Takie wielkie. — Rozłożyła łapy, pokazując długość znacznie przesadzoną. — Myślę, że należało do mewy... albo do czapli... albo do jakiegoś bardzo dużego wróbla.
Kocur przez moment naprawdę próbował wyobrazić sobie wróbla takich rozmiarów. Obraz, który pojawił się w jego głowie był na tyle absurdalny, że niemal parsknął śmiechem.
— Bardzo dużego wróbla? — Zastrzygł uchem w zadumie, kwestionując, czy się nie przesłyszał.
— No...
— Przepiórcza Wichuro...
Kotka spojrzała na niego z miną niewinnego kocięcia.
— No co? Nie widziałam go. Widziałam tylko pióro.
Zaśmiał się pod nosem, kręcąc głową. Musiał przyznać, że rzeczywiście lubił z nią rozmawiać. Nie próbowała na siłę udowodnić swojej racji. Nie obrażała się, kiedy ktoś podważał jej teorię. Po prostu uznawała ją za całkowicie logiczną i przechodziła dalej.
Odgryzł kolejny kawałek myszy, po czym oblizał pysk.
— I co z nim zrobiłaś? — postanowił drążyć temat.
Przepiórcza odpowiedziała natychmiast, jakby było to najbardziej oczywiste pytanie świata.
— Schowałam.
— Gdzie? — spytał, choć spekulował, że mogłaby nie być chętna dzielić się z nim położeniem swojego nowiutkiego skarbu. To, że pozwoliła mu dotrzymać jej towarzystwa w trakcie posiłku, nie świadczyło o żadnej większej przyjaźni i zaufaniu do dzielenia się takimi sekretami.
Cynamonowa nagle zamilkła. Zmarszczyła nos. Jej uszy poruszyły się niespokojnie, a wzrok zaczął błądzić po sklepieniu jaskini, stosie świeżej zdobyczy i kamiennych ścianach za wodospadem. Nawet odsunęła lekko nornicę, najwyraźniej całkowicie pochłonięta próbą przypomnienia sobie miejsca swojej kryjówki.
Po kilku uderzeniach serca opuściła łeb.
— Nie pamiętam — przyznała z niezręcznym uśmiechem.
Wibrys musiał mocno zacisnąć pysk, żeby zachować chociaż pozorną powagę na pysku.
— To świetna kryjówka — stwierdził.
Kotka natychmiast nastroszyła lekko futro.
— Właśnie nie. Dlatego teraz go szukam.
— Będę wypatrywał. Gdyby jakiś ogromny wróbel zgubił kolejne, dam ci znać — odparł jedynie.
Przepiórcza aż klasnęła ogonem o kamienne podłoże.
— Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć! — mruknęła. — Może to i błahe, ale w jakiś sposób istotne dla mnie — dopowiedziała, wracając do swojego jedzenia.
Wibrys uśmiechnął się pod nosem. Zastanawiał się czasem, jak to możliwe, że potrafiła cieszyć się z tak drobnych rzeczy z takim samym entuzjazmem, z jakim inni świętowali największe sukcesy.
Przez krótką chwilę obserwował sterczące z jej karku piórka. Było ich naprawdę sporo. Jedne białe, inne brązowe, kilka nakrapianych. Niektóre wyglądały świeżo, inne były już wyraźnie sfatygowane.
— Tak właściwie... Skąd w ogóle tyle tych piór u ciebie? Co chwilę masz nowe.
Przepiórcza odruchowo obejrzała własne futro, jakby dopiero teraz przypomniała sobie o swojej kolekcji.
— Same się znajdują — oznajmiła z pełnym przekonaniem.
Wibrys uniósł brew.
— Same?
— No! Leżą. Albo wiatr je przyniesie. — Zawahała się na moment. — Czasem ptak je zgubi. To szkoda zostawiać.
Mówiła o tym z taką czułością, że przez moment miał wrażenie, iż opowiada o czymś znacznie cenniejszym niż zwykłe pióra. Dla niej najwyraźniej właśnie takie były.
— Zbierasz je od dawna?
— Odkąd pamiętam — przyznała. — Przeważnie tylko te należące do przepiórek, ale jak znajdzie się inne, które zwróci moją uwagę, to też je przygarnę — dodała.
Przez krótką chwilę obserwował sterczące z jej karku piórka. Było ich naprawdę sporo. Jedne białe, inne brązowe, kilka nakrapianych. Niektóre wyglądały świeżo, inne były już wyraźnie sfatygowane.
— Tak właściwie... Skąd w ogóle tyle tych piór u ciebie? Co chwilę masz nowe.
Przepiórcza odruchowo obejrzała własne futro, jakby dopiero teraz przypomniała sobie o swojej kolekcji.
— Same się znajdują — oznajmiła z pełnym przekonaniem.
Wibrys uniósł brew.
— Same?
— No! Leżą. Albo wiatr je przyniesie. — Zawahała się na moment. — Czasem ptak je zgubi. To szkoda zostawiać.
Mówiła o tym z taką czułością, że przez moment miał wrażenie, iż opowiada o czymś znacznie cenniejszym niż zwykłe pióra. Dla niej najwyraźniej właśnie takie były.
— Zbierasz je od dawna?
— Odkąd pamiętam — przyznała. — Przeważnie tylko te należące do przepiórek, ale jak znajdzie się inne, które zwróci moją uwagę, to też je przygarnę — dodała.
Na moment przycichła. Ostrożnie poprawiła jedno z piórek tkwiących przy barku, jakby bała się, że zaraz wypadnie. Wibrys obracał przez chwilę w łapach cienki mysi ogon.
— Rozumiem — wypalił tylko, by nie wyjść na ignoranta.
Przepiórcza spojrzała na niego z pewną podejrzliwością.
— A co, zbierałeś też kiedyś pióra? — spytała.
Przez moment się zawahał. Nie był pewien, czy powinien przyznawać się do tego, co swego czasu go fascynowało. Minęło już wiele księżyców, odkąd był kociakiem, ale wspomnienie tamtej kolekcji wróciło do niego z zadziwiającą łatwością.
— Nie do końca — westchnął, rozważając, czy na pewno powinien powiedzieć to, co miał w głowie. — Ja kiedyś zbierałem... — uciął, odchrząkując. — Robaki.
Przepiórcza zamrugała kilka razy. Wyglądała, jakby właśnie usiłowała ustalić, czy Wibrys mówi poważnie.
— Żywe?
— Czasami.
Kotka otworzyła szerzej oczy.
— Po co?
Wibrys wzruszył lekko ramionami.
— Sam już nie wiem.
Przez chwilę naprawdę próbował sobie przypomnieć. Wtedy wydawało mu się to niezwykle interesujące. Dziś sam nie potrafił wyjaśnić, co właściwie widział w dżdżownicach i chrząszczach.
Przepiórcza nie dawała jednak za wygraną.
— A gdzie je trzymałeś? — drążyła.
Na samą myśl przypomniało mu się zamieszanie, jakie wywołał, gdy część jego "zbiorów" wydostała się z kryjówki.
— Lepiej nie pytaj — odparł ze śmiertelną powagą w głosie.
Kotka, ku przeciwności losu, wybuchnęła śmiechem tak głośnym, że kilka siedzących nieopodal wojowników odwróciło głowy. Echo poniosło jej śmiech po całej jaskini, mieszając go z jednostajnym szumem wodospadu.
— Wiedziałam! — pisnęła. — Wiedziałam, że jesteś dziwny!
Wibrys zastrzygł uchem. Może za taką szczerość nie powinien jej cenić.
— Dziękuję — westchnął teatralnie.
— To był komplement — dopowiedziała natychmiastowo, jakby domyślając się jego pierwotnej interpretacji.
— Tego właśnie się obawiałem — mruknął tylko, ale w jego głosie nie było za grosz urazy. Raczej było to na swój sposób miłe i zabawne.
Mimo to płowy nie mógł powstrzymać lekkiego uśmiechu.
— Rozumiem — wypalił tylko, by nie wyjść na ignoranta.
Przepiórcza spojrzała na niego z pewną podejrzliwością.
— A co, zbierałeś też kiedyś pióra? — spytała.
Przez moment się zawahał. Nie był pewien, czy powinien przyznawać się do tego, co swego czasu go fascynowało. Minęło już wiele księżyców, odkąd był kociakiem, ale wspomnienie tamtej kolekcji wróciło do niego z zadziwiającą łatwością.
— Nie do końca — westchnął, rozważając, czy na pewno powinien powiedzieć to, co miał w głowie. — Ja kiedyś zbierałem... — uciął, odchrząkując. — Robaki.
Przepiórcza zamrugała kilka razy. Wyglądała, jakby właśnie usiłowała ustalić, czy Wibrys mówi poważnie.
— Żywe?
— Czasami.
Kotka otworzyła szerzej oczy.
— Po co?
Wibrys wzruszył lekko ramionami.
— Sam już nie wiem.
Przez chwilę naprawdę próbował sobie przypomnieć. Wtedy wydawało mu się to niezwykle interesujące. Dziś sam nie potrafił wyjaśnić, co właściwie widział w dżdżownicach i chrząszczach.
Przepiórcza nie dawała jednak za wygraną.
— A gdzie je trzymałeś? — drążyła.
Na samą myśl przypomniało mu się zamieszanie, jakie wywołał, gdy część jego "zbiorów" wydostała się z kryjówki.
— Lepiej nie pytaj — odparł ze śmiertelną powagą w głosie.
Kotka, ku przeciwności losu, wybuchnęła śmiechem tak głośnym, że kilka siedzących nieopodal wojowników odwróciło głowy. Echo poniosło jej śmiech po całej jaskini, mieszając go z jednostajnym szumem wodospadu.
— Wiedziałam! — pisnęła. — Wiedziałam, że jesteś dziwny!
Wibrys zastrzygł uchem. Może za taką szczerość nie powinien jej cenić.
— Dziękuję — westchnął teatralnie.
— To był komplement — dopowiedziała natychmiastowo, jakby domyślając się jego pierwotnej interpretacji.
— Tego właśnie się obawiałem — mruknął tylko, ale w jego głosie nie było za grosz urazy. Raczej było to na swój sposób miłe i zabawne.
Mimo to płowy nie mógł powstrzymać lekkiego uśmiechu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz