BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

29 lipca 2026

Od Wędrującego Wibrysa

Przez pierwsze dni nieobecność siostry nie była dla niego wcale aż tak odczuwalna. Przywykł do stanu, w którym sporadycznie wymieniali ze sobą kilka zdań, po czym każde wracało do własnych obowiązków. Odkąd Truskawkowe Pole została zastępczynią, a później dorobiła się kociąt, ich kontakt stał się jeszcze bardziej urwany. Rzadko mieli okazję porozmawiać dłużej, a jeśli już, zazwyczaj kończyło się na krótkiej wymianie zdań. Czy w obliczu jej odejścia czuł żal, że nie poświęcał jej więcej czasu? Nie potrafił odpowiedzieć sobie na to pytanie. Tak bardzo, jak za nią tęsknił, tak samo pamiętał wszystkie chwile, w których potrafiła doprowadzić go do szału. Każdy moment, kiedy pakowała ich oboje w kłopoty tylko dlatego, że coś wydało jej się zabawne albo warte sprawdzenia. Była nieprzewidywalna, męcząca i hałaśliwa, a mimo to jej brak pozostawił w codzienności pustkę, której wcześniej wcale się nie spodziewał. Obozowisko wydawało się dziwnie spokojne, jakby ktoś nagle uciszył irytujący i notoryczny dźwięk, do którego przez całe życie zdążył się przyzwyczaić. Wędrujący Wibrys nigdy nie należał do kotów otaczających się tłumem znajomych. Zresztą, jeszcze w Owocowym Lesie nie był duszą towarzystwa. Nie potrzebował nieustannego gwaru wokół siebie, lecz kiedy jednak przychodził czas patrolu, potrafił zmienić się w prawdziwą gadułę. Nawet jeśli ktoś wyraźnie nie przepadał za jego obecnością, płowy z uporem ciągnął monolog, by później z pełnym przekonaniem nazwać go rozmową.
Czasem trafiał jednak na kota, który rzeczywiście chciał rozmawiać. Wtedy droga mijała znacznie szybciej. Nie musiały to być wielkie czy ważne tematy. Wręcz przeciwnie, najbardziej lubił zwykłe rozmowy o polowaniach, pogodzie czy codziennych drobiazgach. Dopóki temat nie schodził na żadne intrygi albo niekończące się opowieści o miłosnych podbojach, jak to miała w zwyczaju Miłostka, potrafił słuchać ich z prawdziwą przyjemnością.

***

Polowanie tego dnia poszło zaskakująco sprawnie. Pomimo silnych wiatrów, zapach zwierzyny był wyczuwalny. Wędrujący Wibrys odłożył swoją zdobycz na stos i przeciągnął się leniwie, czując przyjemne zmęczenie w łapach. Brzuch zaczynał dopominać się o swoje, więc bez większego namysłu skierował się w stronę świeżej zdobyczy, wypatrując czegoś niewielkiego. Ostatecznie wybrał dorodną mysz i już miał odwrócić się w stronę legowiska wojowników, gdy jego wzrok zatrzymał się na cynamonowej sylwetce kotki siedzącej nieco na uboczu. 
Zmrużył lekko oczy. Było w tym widoku coś nietypowego. Zazwyczaj trudno było spotkać Przepiórczą Wichurę samą. Z jego obserwacji wynikało, że przeważnie albo z kimś rozmawiała, albo za kimś ganiała. Jej głos zwykle niósł się po całym obozie, a ogon niemal bez przerwy poruszał się w żywym rytmie. Teraz jednak siedziała sama, z niewielką nornicą między łapami, wpatrzona gdzieś przed siebie. Nie wyglądała na smutną. Raczej sprawiała wrażenie zamyślonej i spokojnej, jakby na moment całkowicie pochłonęły ją własne myśli.
Płowy zawahał się na dłuższą chwilę. Zazwyczaj nie przepadał za dosiadaniem się do innych kotów, szczególnie kotek. Prędzej czy później kończyło się to kolejną teorią Miłostki, według której najwyraźniej próbował na starość zaznać szczęścia w miłości. 
Sprawa wyglądała jednakże tak, że Truskawkowego Pola już tu nie było. Nie kręciła się nigdzie po obozie, ani gdziekolwiek po terenach klanu. Po prostu zniknęła, a wraz z nią zniknęły także te wszystkie drobne przyzwyczajenia, do których przez tyle księżyców zdążył się przywiązać.
Strzepnął lekko ogonem, jakby próbował odgonić od siebie tę myśl. Pora było przywyknąć do nowej rzeczywistości.
Wziął głębszy oddech i zmobilizował się, by podejść kilka kroków bliżej cynamonowej szylkretki.
— Mogę? — zapytał serdecznie, wskazując ogonem miejsce obok niej. — Obiecuję, że nie będę za dużo biadolił. — Uniósł lekko kącik pyska.
Przepiórczą Wichurę głównie znał z patrolów, na których akurat bardzo cenił jej towarzystwo. Większość kotów męczyła się jego gadaniem, odpowiadając na wszelkie jego próby podjęcia rozmowy pojedynczymi słowami, bądź w ogóle nie zaszczycając go nawet spojrzeniem. Z cynamonową było odwrotnie. Wystarczyło rzucić jedno zdanie, a rozmowa toczyła się już sama. Czasem zupełnie bez większego sensu, o rzeczach tak błahych, że po chwili żadne z nich nie pamiętało, od czego właściwie się zaczęło. Nie oczekiwała od niego wielkich przemyśleń ani błyskotliwych odpowiedzi. Po prostu słuchała. A później potrafiła mówić jeszcze więcej.
Usiadł obok niej dopiero wtedy, gdy skinęła głową. Kamienna posadzka jaskini była przyjemnie chłodna po całym dniu spędzonym na patrolach, chociaż silniejszy podmuch wiatru dał mu w kość. Odgryzł niewielki kawałek myszy i przez chwilę jadł w milczeniu, pozwalając sobie po prostu odetchnąć. Nie po to jednak znalazł sobie towarzysza, by obdarować go teraz ciszą. 
— Wiesz... — zaczął po chwili, próbując znaleźć w myślach niegroźny i przyjemny temat do dyskusji. — Mam chyba szczęście do patroli z tobą. Ostatnio zauważyłem, że jakoś często trafiamy do jednej grupy. — Przerwał na moment, przełknął kęs i poruszył końcówką ogona. Właściwie wcale mu to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Patrole z nią mijały szybciej niż większość pozostałych. Może przydzielano ich do jednego zespołu w celu uzyskania spokoju od potencjalnej wymiany zdań, na którą najwyraźniej inni uczestnicy mogliby nie mieć ochoty. 
Przepiórcza Wichura uniosła łeb i zamrugała, jakby dopiero teraz zauważyła, że ktoś do niej mówi. Przez krótką chwilę wyglądała, jakby jej myśli znajdowały się zupełnie gdzie indziej, po prosu z pewnością nie w jej głowie. Zaraz potem jednak na jej pysku pojawił się szeroki uśmiech, a zielone oczy rozbłysły znajomym entuzjazmem. Nawet uszy uniosły się wyżej, a ogon drgnął z zadowoleniem.
— To dobrze! — oznajmiła z przejęciem. — Bo ja też lubię z tobą chodzić. Nigdy się nie nudzę.
Nie brzmiała, jakby próbowała być uprzejma. W jej głosie nie było ani grama wymuszenia czy zwykłej grzeczności. A przynajmniej tak wolał sobie wmawiać point. 
Mimowolnie poczuł, jak kąciki pyska same unoszą mu się odrobinę wyżej. Nieczęsto słyszał podobne słowa. Większość kotów po prostu tolerowała jego towarzystwo. Nie był pewny, czy kwestią niechęci do niego było samo jego pozaklanowe pochodzenie, czy to, czego dopuściła się jego siostra i jak jej renoma mogła wpłynąć na odbiór jego obecności przez innych Klifiaków.  
Przepiórka przechyliła lekko głowę, przyglądając mu się z zaciekawieniem. Przez chwilę wydawało się, że próbuje skupić oba zezujące ślepia na jego pysku jednocześnie, choć efekt był co najmniej osobliwy. Wibrys już dawno przestał zwracać na to większą uwagę. Przyzwyczaił się do jej charakterystycznego spojrzenia tak samo, jak do piór wystających z jej futra. 
— Z innymi jest różnie. Jedni tylko idą i idą. A jak się do nich odezwiesz, to mrukną "mhm" albo "uważaj pod łapy". Jakby rozmowa przeszkadzała im w oddychaniu — dodała po dłuższej chwili. 
Płowy parsknął cicho, opuszczając wzrok na swoją zdobycz. Pazurem odsunął mysi ogon, który uparcie zawijał mu się pod łapę. Trudno było mu zaprzeczyć. Sam nie uważał się za szczególnie gadatliwego, choć prawdopodobnie większość klanu miałaby w tej kwestii inne zdanie. Wystarczyło dać mu jednak odpowiedniego rozmówcę, a potrafił mówić długo.
— Może po prostu nie wiedzą, co odpowiedzieć — zasugerował.
Przepiórcza natychmiast spojrzała na niego z miną pełną powagi. Jej uszy drgnęły. 
— To mogliby coś wymyślić. — Wzruszyła ramionami z pełnym przekonaniem. — Ty zawsze coś wymyślasz.
Wibrys uniósł brew i cicho prychnął pod nosem.
— Nie wiem, czy to komplement.
— Jest! — Jej odpowiedź padła tak szybko, że nawet nie zdążyła się zastanowić. — Chyba.
Wibrys mógł tylko pokręcić głową z lekkim rozbawieniem. W przypadku Przepiórczej nigdy nie miał pewności, czy właśnie otrzymał pochwałę, czy przypadkowe stwierdzenie, które tylko brzmiało podobnie.
Przez chwilę jedli w ciszy. Nie była ona jednak niezręczna. Raczej należała do tych spokojnych momentów, kiedy żadne z nich nie czuło potrzeby, by na siłę wypełniać każde uderzenie serca kolejnymi słowami. Point doceniał takie chwile bardziej, niż wcześniej przypuszczał. W ostatnich księżycach wokół niego wydarzyło się wiele rzeczy, które wymagały ciągłego myślenia, analizowania i zastanawiania się, co właściwie powinien zrobić. Tutaj nie musiał tego robić. Mógł po prostu siedzieć i jeść.
To oczywiście nie trwało długo.
— A wiesz, co ostatnio znalazłam? — wypaliła nagle Przepiórcza, odrywając niewielki kawałek nornicy.
Pytanie padło tak niespodziewanie, że Wibrys nawet nie zdążył przełknąć kolejnego kęsa. Zerknął na nią kątem oka, próbując po samej mimice kotki odgadnąć, co mogło siedzieć w jej głowie. 
— Boję się odpowiedzi — westchnął.
Kotka zamachała lekko ogonem, najwyraźniej uznając jego reakcję za zachętę.
— Pióro.
Wibrys uniósł brew i pokręcił głową z rozbawieniem.
— Tego akurat się spodziewałem.
Przepiórcza wyprostowała się odrobinę, z dozą dumy w postawie. Zielone ślepia aż błyszczały z ekscytacji, a piórka tkwiące w jej futrze poruszyły się delikatnie, gdy energicznie machnęła łbem.
— Ale wyjątkowe! Takie wielkie. — Rozłożyła łapy, pokazując długość znacznie przesadzoną. — Myślę, że należało do mewy... albo do czapli... albo do jakiegoś bardzo dużego wróbla.
Kocur przez moment naprawdę próbował wyobrazić sobie wróbla takich rozmiarów. Obraz, który pojawił się w jego głowie był na tyle absurdalny, że niemal parsknął śmiechem.
— Bardzo dużego wróbla? — Zastrzygł uchem w zadumie, kwestionując, czy się nie przesłyszał.
— No...
— Przepiórcza Wichuro...
Kotka spojrzała na niego z miną niewinnego kocięcia.
— No co? Nie widziałam go. Widziałam tylko pióro.
Zaśmiał się pod nosem, kręcąc głową. Musiał przyznać, że rzeczywiście lubił z nią rozmawiać. Nie próbowała na siłę udowodnić swojej racji. Nie obrażała się, kiedy ktoś podważał jej teorię. Po prostu uznawała ją za całkowicie logiczną i przechodziła dalej.
Odgryzł kolejny kawałek myszy, po czym oblizał pysk.
— I co z nim zrobiłaś? — postanowił drążyć temat.
Przepiórcza odpowiedziała natychmiast, jakby było to najbardziej oczywiste pytanie świata.
— Schowałam.
— Gdzie? — spytał, choć spekulował, że mogłaby nie być chętna dzielić się z nim położeniem swojego nowiutkiego skarbu. To, że pozwoliła mu dotrzymać jej towarzystwa w trakcie posiłku, nie świadczyło o żadnej większej przyjaźni i zaufaniu do dzielenia się takimi sekretami. 
Cynamonowa nagle zamilkła. Zmarszczyła nos. Jej uszy poruszyły się niespokojnie, a wzrok zaczął błądzić po sklepieniu jaskini, stosie świeżej zdobyczy i kamiennych ścianach za wodospadem. Nawet odsunęła lekko nornicę, najwyraźniej całkowicie pochłonięta próbą przypomnienia sobie miejsca swojej kryjówki.
Po kilku uderzeniach serca opuściła łeb.
— Nie pamiętam — przyznała z niezręcznym uśmiechem.
Wibrys musiał mocno zacisnąć pysk, żeby zachować chociaż pozorną powagę na pysku. 
— To świetna kryjówka — stwierdził.
Kotka natychmiast nastroszyła lekko futro.
— Właśnie nie. Dlatego teraz go szukam.
— Będę wypatrywał. Gdyby jakiś ogromny wróbel zgubił kolejne, dam ci znać — odparł jedynie. 
Przepiórcza aż klasnęła ogonem o kamienne podłoże.
— Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć! — mruknęła. — Może to i błahe, ale w jakiś sposób istotne dla mnie — dopowiedziała, wracając do swojego jedzenia. 
Wibrys uśmiechnął się pod nosem. Zastanawiał się czasem, jak to możliwe, że potrafiła cieszyć się z tak drobnych rzeczy z takim samym entuzjazmem, z jakim inni świętowali największe sukcesy.
Przez krótką chwilę obserwował sterczące z jej karku piórka. Było ich naprawdę sporo. Jedne białe, inne brązowe, kilka nakrapianych. Niektóre wyglądały świeżo, inne były już wyraźnie sfatygowane.
— Tak właściwie... Skąd w ogóle tyle tych piór u ciebie? Co chwilę masz nowe.
Przepiórcza odruchowo obejrzała własne futro, jakby dopiero teraz przypomniała sobie o swojej kolekcji.
— Same się znajdują — oznajmiła z pełnym przekonaniem.
Wibrys uniósł brew.
— Same?
— No! Leżą. Albo wiatr je przyniesie. — Zawahała się na moment. — Czasem ptak je zgubi. To szkoda zostawiać.
Mówiła o tym z taką czułością, że przez moment miał wrażenie, iż opowiada o czymś znacznie cenniejszym niż zwykłe pióra. Dla niej najwyraźniej właśnie takie były.
— Zbierasz je od dawna?
— Odkąd pamiętam — przyznała. — Przeważnie tylko te należące do przepiórek, ale jak znajdzie się inne, które zwróci moją uwagę, to też je przygarnę — dodała.  
Na moment przycichła. Ostrożnie poprawiła jedno z piórek tkwiących przy barku, jakby bała się, że zaraz wypadnie. Wibrys obracał przez chwilę w łapach cienki mysi ogon. 
— Rozumiem — wypalił tylko, by nie wyjść na ignoranta. 
Przepiórcza spojrzała na niego z pewną podejrzliwością.
— A co, zbierałeś też kiedyś pióra? — spytała. 
Przez moment się zawahał. Nie był pewien, czy powinien przyznawać się do tego, co swego czasu go fascynowało. Minęło już wiele księżyców, odkąd był kociakiem, ale wspomnienie tamtej kolekcji wróciło do niego z zadziwiającą łatwością.
— Nie do końca — westchnął, rozważając, czy na pewno powinien powiedzieć to, co miał w głowie. — Ja kiedyś zbierałem... — uciął, odchrząkując. — Robaki.
Przepiórcza zamrugała kilka razy. Wyglądała, jakby właśnie usiłowała ustalić, czy Wibrys mówi poważnie.
— Żywe?
— Czasami.
Kotka otworzyła szerzej oczy.
— Po co?
Wibrys wzruszył lekko ramionami.
— Sam już nie wiem.
Przez chwilę naprawdę próbował sobie przypomnieć. Wtedy wydawało mu się to niezwykle interesujące. Dziś sam nie potrafił wyjaśnić, co właściwie widział w dżdżownicach i chrząszczach.
Przepiórcza nie dawała jednak za wygraną.
— A gdzie je trzymałeś? — drążyła. 
Na samą myśl przypomniało mu się zamieszanie, jakie wywołał, gdy część jego "zbiorów" wydostała się z kryjówki.
— Lepiej nie pytaj — odparł ze śmiertelną powagą w głosie. 
Kotka, ku przeciwności losu, wybuchnęła śmiechem tak głośnym, że kilka siedzących nieopodal wojowników odwróciło głowy. Echo poniosło jej śmiech po całej jaskini, mieszając go z jednostajnym szumem wodospadu.
— Wiedziałam! — pisnęła. — Wiedziałam, że jesteś dziwny!
Wibrys zastrzygł uchem. Może za taką szczerość nie powinien jej cenić. 
— Dziękuję — westchnął teatralnie.
— To był komplement — dopowiedziała natychmiastowo, jakby domyślając się jego pierwotnej interpretacji.
— Tego właśnie się obawiałem — mruknął tylko, ale w jego głosie nie było za grosz urazy. Raczej było to na swój sposób miłe i zabawne.
Mimo to płowy nie mógł powstrzymać lekkiego uśmiechu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz