BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 6 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Psotka x Płomienna Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Psotka x Płomienna Łapa. Pokaż wszystkie posty

21 października 2025

Od Płomiennego Serca CD. Nietoperzej Łapy

 Pora nowych liści

Płomienne Serce z uśmiechem obserwowała, jak Psotka wspinała się na drzewo. Pamiętała swoje pierwsze próby, jej słabe łapy i bolesne upadki… Teraz wydawało się, że było to wieki temu! Jakby miała w tym momencie wspiąć się na drzewo, to pewnie dawno byłaby już w koronach i przygotowywałaby się do przeskoku na inne drzewo. Miała nadzieję, że Nietoperza Łapa też będzie tak niedługo umiała. Dalej pamiętała, jak w jej wieku, no dobrze, może jak była już troszkę starsza, wspinała się dla zabawy z braćmi i liczyli sobie czas. Czarno-biała kotka wydawała się mieć to we krwi, bo szybko załapała technikę wspinania się, Płomykówka obserwowała to z wielką dumą.

— Najlepsza zabawa — zachichotała.

Jak kotka skończyła trening, wróciła z nią i jej mentorem do obozu, pożegnała Promieniste Słońce, zapewniając, że zajmie się młodszą. Przecież miała takie doświadczenie z braci! Co z tego, że była tą najmłodszą z ich miotu…

— Tak, chodźmy. — Uśmiechnęła się. — Gdzieś konkretnie cię ciągnie?

— Hm… Znasz jakieś ciekawe miejsca?

Zastanowiła się chwilę. Co jej podobało się jako uczniowi? Na pewno morze… Ale jeszcze było zbyt zimno. Uwielbiała skakać po drzewach i ganiać się ż braćmi… Zazwyczaj jednak nie oddalali się od obozu, bo nikt dorosły nie chciał z nimi pójść…

— Możemy iść na Złote Kłosy. Nauczę cię polować — zaproponowała po chwili. — A po drodze zobaczymy kacze bajorko, ponoć teraz są tam kaczki! Co ty na to?


<Nietoperza Łapo?>


Od Nietoperzej Łapy CD. Płomiennego Serca

Przeszłość

Nietoperka skakała wokół swojego mentora, odkąd tylko wyruszyli. Miała się dzisiaj nauczyć wskakiwać na drzewa! Przecież dzięki tej umiejętności będzie mogła psocić jeszcze lepiej i co najważniejsze z zaskoczenia. O tak, to był wspaniały plan! W pewnej chwili usłyszała znajomy głos. Odwróciła się i doskoczyła do Płomiennego Serca.
— Hej, siostrzyczko! — wymruczała na powitanie, ocierając się delikatnie o starszą kocicę. Dawno z nią nie rozmawiała! Od razu po zadanym pytaniu, pochwaliła się rudej kotce tematem treningu tego dnia. Jak zwykle tryskała energią. Chyba jeszcze nie było dnia, kiedy miałaby spadek formy. Zawsze była zwarta i gotowa do działania.
— Uwielbiasz to zajęcie? W takim razie powspinaj się z nami! Będzie fajnie, zobaczysz — wymruczała Psotka, skacząc pomiędzy dwoma wojownikami niczym piłeczka. Liczyła, że kocica przystanie na jej propozycję. — O, a potem możemy wybrać się na siostrzany spacer! Co ty na to? — spytała rudofutrej kotki. Zrobiła ogromne oczka i wpatrzyła się w starszą.
— Dobrze, możemy się przejść — odparła w końcu Płomienne Serce.
— Hurra! Hurra, będziemy razem chodzić i spędzać czas! — wyrzuciła z siebie Psotka, a gdy Promieniste Słońce zwrócił na siebie jej uwagę, od razu do niego podbiegła i zatrzymała się z poślizgiem.
— Już! Już! — po tych słowach rozpoczęła trening. Uniosła łebek i spojrzała po gałęziach. Wydawało jej się to nieco trudne. Być może dlatego, że drzewo było wysokie, a ona niezbyt wiedziała, od czego zacząć. Przeniosła wzrok na mentora, który pokazał jej jak to zrobić. Psotka westchnęła i przystąpiła do działania. Z początku jej nie wychodziło najlepiej, a właściwie to w ogóle. Jednak nie było się czemu dziwić. Wszak robiła to po raz pierwszy.
— No dawaj, Nietoperza Łapo, dasz radę! — motywował ją mentor. Nietoperka skinęła tylko łebkiem i rozpoczęła kolejną próbę. Położyła przednie łapy na konarze, a następnie wbiła pazury w korę. Napięła mięśnie i odbiła się od ziemi w taki sposób, że przywarła do drzewa.
— Dobrze, teraz ostrożnie przesuwaj się do góry — usłyszała kolejne słowa. Jej ciałko drżało, ale słuchała mentora i zaczęła powoli piąć się w górę. W końcu dotarła do pierwszej z gałęzi. Była ona gruba i z pewnością dała radę ją utrzymać. Usłyszała z dołu pochwałę i kolejną instrukcję. Ruszyła, więc po gałęzi delikatnie balansując ogonem dla zachowania równowagi. Po wykonaniu kilku kroków zeskoczyła na dół. W jej błękitnych oczach błyszczała duma.
— Bardzo dobrze, Nietoperza Łapo — miauknął jej mentor, a kiedy przeniosła wzrok na Płomienne Serce, dojrzała to samo co zdradzały jej oczy.
— Rzeczywiście super zabawa! — wymruczała z entuzjazmem w stronę rudej. Po czym wspięła się jeszcze kilka razy i skończyli trening. Wrócili całą trójką do obozu, gdzie Promienisty zostawił je same.
— Czy teraz pójdziemy na spacer, Płomienne Serce? — spytała starszej kotki.

<Płomienne Serce? Pójdziemy?>

[433 słowa + wspinaczka na drzewa]

[przyznano 9% + 5%]

23 sierpnia 2025

Od Płomiennej Łapy (Płomiennego Serca) CD. Psotki

Płomykówka siedziała w ciszy, pozwalając młodszej zasnąć. Sama w tym czasie oddawała się wspomnieniom.
— Dzieci, no już… Przestańcie. — wymruczała matka rudzielców. Zawsze wydawała się nimi zmęczona.
Kareta nie zaczynała na ogół walk, rzadko kiedy w ogóle brała w nich udział, bo i tak przegrywała, tym razem jednak jedna z rudych kulek przesadziła.
— Ale to on zaczął! — Kareta wskazała na Strita.
— Wystarczy. Pobawcie się w coś innego. — Ojciec się zaśmiał, rozdzielając ich. — Poker i Trójka są grzeczni, patrzą na właścicieli, a tam jest dużo pudełek.
— Pudełka! — krzyknął brat i obydwoje pobiegli.
To wcale nie było tak dawno… Chociaż może? Sama już nie wiedziała, księżyce szybko mijały tak jak pory roku. Ona, Drzemlik i Świergotka byli tylko coraz starsi, już dawno nie widzieli domu. Płomienna Łapa zastanawiała się, czy bracia też tak dobrze wspominają dzieciństwo? Czy może wolą o nim nie myśleć, bo Trójki nie ma już z nimi? Westchnęła i pokręciła głową. Dawno i nieprawda… Spojrzała na Psotkę. Ta w ogóle nie miała mamy, a Mysi Postrach widocznie nie dawała sobie rady. Wiedziała, że będzie mieć teraz dużo na głowie, wiedziała, że zajmowanie się maluchem nie jest teraz najważniejsze, ale nie mogła przejść obok tak obojętnie. Sama przynajmniej przez chwilę miała matkę, co jej szkodzi być wsparciem dla kogoś jeszcze? Polizała śpiącą już kotkę i sama powoli zapadła w sen. Nie jakiś mocny, co chwilę się przebudzała, raz po raz czując potrzebę wstania. Ale obiecała, że zostanie z maluchem, dopóki ten się nie zbudzi. I tę obietnicę miała zamiar dotrzymać.

20 sierpnia 2025

Od Psotki CD. Płomiennej Łapy (Płomiennego Serca)

Psotka uśmiechnęła się uroczo na jej odpowiedź. Zatem dzisiaj zdobyła starszą siostrzyczkę. Co prawda miała dwie siostry, ale wizja starszej i bardziej doświadczonej była nieco lepsza. Zresztą Płomienna Łapa na pewno ją ochroni, prawda? Była taka silna i mądra, więc nie powinna mieć problemu. Do tego może ktoś w końcu doceniłby ją, a także jej podarki jeśli w przyszłości dane jej będzie takowe mieć. Nie wspominając już o tym, że mogła jej zastąpić matczyną miłość. Z tego, co czarnulka wychwyciła, uczennica miała matulę.
— Płomka — wymruczała mała. Kiedy starsza zaczepiła ją ogonem, ta zareagowała próbą złapania go łapką. Wynik, jak można było się spodziewać, był negatywny. Maleństwo się tym nie przejęło. Zresztą, jej uwagę odwróciły kolejne słowa. Spać? Jakby tak pomyśleć, to faktycznie była zmęczona, ale wizja ponownego spotkania z potworem ją przerażała. Tak bardzo nie chciała go już widzieć. Podzieliła się swoimi obawami.
— Obiecujesz? — spytało kociątko po jej przedostatniej wypowiedzi.
— Tak, obiecuję — odparła Płomienna Łapa. Psotka spojrzała w oczy uczennicy, jakby chcąc się upewnić. Krótko po tym skinęła lekko łebkiem na znak zgody. Wtuliła się w bok kocicy i przymknęła oczka.
— Dobranoc, Płomko — wymruczała cichutko czarnulka. Jeszcze chwilę leżała przytulona do rudej, nim usnęła. Tym razem jej sen był spokojny. Słonko świeciło, a ona odpoczywała wtulona w Morświn i Foczkę. Było to na tyle miłe, że uśmiechnęła się przez sen.

< Płomienna Łapo? >

14 sierpnia 2025

Od Płomiennej Łapy (Płomiennego Serca) CD. Psotki

Płomienna Łapa zaśmiała się na wymyśloną przez kotkę krzywkę.. Mimo to, na pytanie pokiwała głową.
— Może być Płomka — zgodziła się i zaczepiła kotkę ogonem. — Miło cię poznać Psotko.
W sumie, zawsze chciałą mieć siostrzyczkę. Życie z trzema braćmi było ciężko, tym bardziej jako ta najmłodsza i najmniejsza. Jasne, czasem traktowali ją jak księżniczkę, jak nie lepiej. Ale czasem obrywała rykoszetem i to wcale nie było fajne… Więc posiadanie młodszej, spokojnej “siostrzyczki” było trochę jak spełnienie snów.
— No dobrze. Ale chyba pora spać. — Zaśmiała się uczennica, otulając młodszą.
Może nie dużo wiedziała o małych kulkach, ale była pewna, że jeśli reszta dzieci śpi, to dziewczyna też powinna.
— A… Potwór? — zapytała młodsza z przerażeniem, jakby znów przypomniała sobie o koszmarze.
— Zostanę tu — zapewniła ponownie. — Jak się znów obudzisz to nadal tu będę. I będę pilnować, żebyś była cała — zamruczała, ocierając się o jej łebek. — Tak jak powinna robić to starsza siostrzyczka…
''Jako młodsza też'' pomyślała. Powinna chronić Trójkę… Mimo tak długiego czasu, nadal się za to obwiniała. Co z tego, że nie znała wtedy kotów? Co z tego, że sama miała wtedy trening? Gdyby tylko przykładała do tego większą wagę… Może Trójka by żył. Westchnęła i zerknęła w stronę jaskini uczniów. Teraz musi chronić pozostałą dwójkę rudzielców. I tą mała kulkę. I te wszystkie koty, które nie zasłużyły na to co się stało… Musiała, nie, może nie, ale na pewno chciała, być ich bohaterką.
— Dobranoc — szepnęła jeszcze.

<Psotko?>

Od Psotki CD. Płomiennej Łapy (Płomiennego Serca)

— Och! — Wyrwało się małej. Czyli starsza tak jak i ona nie miała matki. Posmutniała nieco na jej słowa. Płomiennej Łapie też musiało być ciężko, bo przecież nawet jeśli była starsza to również potrzebowała rodzicielki obok. Wszak w niektórych sprawach mogła pomóc tylko mama. Westchnęła cicho.
— Szkoda, że tak to nie działa prawda? — mruknęła cichutko w odpowiedzi. Wciąż nie rozumiała dlaczego jej matki nie było obok. Wiedziała, że jedna z sióstr gardziła nią bo nie wypowiadała się zbyt pochlebnie na jej temat, kiedy tylko Psotka czy Morświn pytały o to Mysi Postrach. Ponoć uciekła, ale Psotka niezbyt chciała w to wierzyć. Może kiedyś wróci? Z jej pochmurnych myśli wyrwał ją głos uczennicy. Podniosła na nią wzrok. Płomienna Łapa chciała być jej starszą siostrzyczką? Nie przesłyszała się prawda?
— Naprawdę? Chcesz nią zostać? — spytała cichutko z nadzieją w głosiku. Starsza uśmiechnęła się do niej.
— Tak — rzekła druga z nich, na co Psotka poderwała się delikatnie. Oparła łapki o jej bok i wpatrzyła się w nią.
— Będę mieć starszą siostrę! — pisnęła zadowolona, ale zaraz się zorientowała, że obie kotki nie powiedziały swoich imion.
— Och, no tak. Jestem Psotka — przedstawiła się z błyskiem w oczkach.
— Ja jestem Płomienna Łapa — odparła po chwili uczennica. Psotka zmarszczyła brewki.
— Płomi... co? — spytała wyraźnie zdezorientowana. Chyba to imię było jak na razie dla niej zbyt długie.— Mogę ci mówić Płomka? — zapytał malec, przekrzywiając lekko łebek.

<Płomienna Łapo?>

Od Płomiennej Łapy CD. Psotki

Kotka słysząc, czego życzyłaby sobie młodsza, najeżyła się. Matka, tak ważna osoba w życiu kociąt… Jasne, sama tęskniła za rodzicami, ale wiedziała, że sobie poradzi. Teraz na pewno. A jak tu trafiła, to królowa dobrze się nią zaopiekowała. No i miała swoich braci… Oni też się nią dobrze opiekowali, od kiedy tylko trafili do klanu. I nadal Świergotek i Drzemlik patrzyli za siostrzyczką, tym bardziej po tym wszystkim, co się stało… Płomykówka wiedziała, że bez nich by sobie nie poradziła.
— W porządku — zapewniła, gdy młodsza przeprosiła. — Tak, miałam mamę — odpowiedziała na wcześniejsze pytanie. Mówiła szeptem.
Cóż, Mentos zawsze wolała Płomykówkę, rzadko kiedy sprawiała problemy. Oczywiście, że kochała wszystkie swoje dzieci! Płomienna Łapa mogła sobie jednak wyobrazić, jak męczące musiało być posiadanie dwójki hałaśliwych i rozrabiających dzieci. Dlatego widoczne było, że chętniej czas spędzała z nią i Drzemlikiem, bo zazwyczaj wtedy razem drzemali.
— Teraz nie mam — mruknęła i zerknęła na czarno-białą kotkę. — Więc chyba też bym chciała znów mamę — przyznała.
Gdyby tylko zostali w domu… Żadna z tych przykrych rzeczy by się nie działa. Mogliby się bawić, ile wlezie, a nie zastanawiać się nad tym, co przyniesie przyszłość. Tylko, może po prostu ktoś tak chciał. Klan Gwiazdy, czy jakiś inny ktoś. W to przynajmniej starała się wierzyć.
— Myślę, że mogę być za młoda na bycie twoją mamą. — Zaśmiała się i zaczepiła kotkę ogonem. — Ale mogę być jak siostrzyczka. I kiedy będziesz potrzebować, będziesz przychodziła do mnie. — zaproponowała — Co ty na to?

<Psotko?>
[241 słów]

[przyznano 5%]

13 sierpnia 2025

Od Psotki CD. Płomiennej Łapy

Koteczka wtulała się w Płomienną Łapę w taki sposób, że jedyne co wystawało to jej ciemny łebek. Malutka poprawiła się i po prostu przylgnęła bokiem do sierści uczennicy. Ułożyła łebek na malutkich łapkach. Czując liźnięcia przymknęła oczka, cichutko mrucząc. Dawno nie czuła się już tak zaopiekowana jak w tym momencie. Oczywiście Mysi Postrach starał się, ale w dalszym ciągu trochę mu brakowało.
— Dziękuję — szepnęła, wtulając się bardziej. Korzystała z ciepła, którego dość często jej brakowało. Zastrzygła uszkiem na jej następne słowa.
— Bajkę? — powtórzyła cicho, a następnie się uśmiechnęła. Lubiła słuchać takich historyjek! Kiedy starsza zaczęła, Psotka zamieniła się w słuch. Wpatrywała się w pyszczek jaśniejszej kocicy jak zaczarowana.
— Gdybym znalazła taki orzech to bym poprosiła o mamę — wyszeptała, a jej radość na chwilę przygasła, zamieniona na bliżej nieznany wyraz pyszczka. Zaraz jednak pokręciła łebkiem delikatnie.
— Dziękuję za tę bajkę — dodała cicho, uśmiechając się słabo.
— Masz mamę? — wyrwało jej się ku zdziwieniu obu kotek.
— Przepraszam! — pisnęła po chwili. Miała nadzieję, że Płomienna Łapa się na nią nie obrazi za to. Nie chciała przecież jej zdenerwować. Po prostu była ciekawa jak to było mieć mamę obok siebie. W końcu ona swojej nie miała. Zatem nie wiedziała również jak to było, a ci co mieli swoją rodzicielkę obok wyglądali na mimo wszystko szczęśliwych. Samej Psotce było przykro, że jej nie dane to było. Przymknęła na chwilę oczy. Nie spała. Po prostu leżała wciąż przytulona do starszej z nich.

<Płomienna Łapo?>

Od Płomiennej Łapy CD. Psotki

Płomykówka siedziała tak w ciszy, dopóki kotka nie wymruczała, że się boi. Uczennica westchnęła cicho. Naprawdę to rozumiała, ale wolała, żeby Psotka odpoczywała. Była malutka, sen był dla niej bardzo ważny! Mimo to pozwoliła małej kuleczce wtulić się w jej futro. Polizała delikatnie jej główkę. Mruczała cicho, aby ją uspokoić, a gdy usłyszała prośbę, żeby została, nawet się nie wahała. Nie musiała iść dziś na trening, Rozświetlona Skóra tylko czekał, aż kotka zdecyduje się zostać wojowniczką, widziała to po nim. Dlatego rzadko kiedy wychodzili na treningi, zazwyczaj uczennica po prostu pomagała mu polować na zwierzynę i resztę dnia miała wolną. Chyba, że było to coś super ważnego albo jak sama prosiła, bo nie mogła już znieść nudy. Minęło też już trochę czasu od wojny, więc medyczki miały mniej roboty. Więc położyła się, uważając, aby nie zgnieść czarno-białej kotki. Przez to, że Psotka wtulała się w futro starszej, teraz wystawała jej tylko ciemna główka, która widocznie odbijała się na rudym futrze uczennicy.
— Nigdzie nie idę — zapewniła, układając się wygodnie.
Lizała kotkę, myjąc ją. Sama tego nienawidziła jak była od niej niewiele starsza, ale teraz widziała, jak szybko musiała się brudzić. Kurz osiadał na futerku młodszej, pewnie przez zabawy. Płomienna Łapa miała dużo jaśniejsze futerko, jak bardzo musiało być to widoczne u niej!
— Opowiem ci bajkę, co? — zaproponowała, a kocie z uśmiechem pokiwało głową. Zamyśliła się, aby przypomnieć sobie jakąś historię, którą usłyszała u Dwunożnych. — Raz była czwórka kotów — zaczęła, wracając wspomnieniami, jak z braćmi leżeli w wygodny posłaniu, a mama, która wreszcie uspokoiła Świergotka i Trójkę opowiada im bajkę na dobranoc. — Znaleźli ogromne drzewo, a pod nim orzech. Większy niż jakiekolwiek jabłko! Lśniące jak złoto! Jeden kot chciał go zjeść, drugi - zakopać, a trzeci położyć na parapecie. Czwarty kot stwierdził, że otworzy orzech. Chociaż męczyła się z tym chwilę, orzech wreszcie pękł. — Zachichotała. — A wyleciał z niego świetlik. Zatańczył w powietrzu i za wyciągnięcie go obiecał spełnić jedno życzenie. Czwórka kotów zastanawiała się długo i sprzeczała. Wreszcie jednak poprosili o ciepły, słoneczny dzień, aby móc razem wylegiwać się na trawie i bawić ile wlezie. I tak właśnie się stało — dokończyła już szeptem.
Teraz, nawet jeśli dużo starsza, chciała, aby opowieść okazała się prawdziwa. Gdyby znalazła taki orzech, chyba poprosiłaby o przywrócenie Trójki do życia. A może po prostu o powrót do tego, co już było, nim znalazła się tu…
— Już lepiej? — zapytała po chwili, patrząc na kuleczkę. — Spróbujesz zasnąć?

<Psotko??>

[400 słów]

[przyznano 8%]

Od Psotki CD. Płomiennej Łapy

Koteczka wciąż miała trudności, by złapać dobrze oddech. Sen, a właściwie koszmar nie opuszczał jej ani na krok. W życiu nie widziała czegoś równie, a może nawet i bardziej strasznego niż to. Rozglądała się dookoła, jakby wszędzie widząc owe kły. Nawet obecność starszej kotki nie zadziałała tak, jakby obie sobie tego życzyły. Niby tamta mówiła coś o tym, że nie było to naprawdę, ale mała jakby nie do końca to rozumiała. Dopiero po kolejnej obietnicy przekonała się nieco bardziej.
— Nie zasnę teraz — mruknęła cicho. Czuła zmęczenie, ale lęk przed ponownym spotkaniem z dymną bestią był większy od samej chęci spania. — Boję się — dodała jeszcze nim umilkła. Bardziej wtuliła się w futro Płomiennej Łapy. Brakowało jej czułości ze strony kotki. Owszem, miała ojca. Jednak to nie było to samo. Psotka pragnęła mieć też kogoś, kto ją zrozumie. Pocieszy i doda otuchy w najgorszych momentach jej życia. Tak bardzo tego pragnęła i zazdrościła innym, że mieli mamę. Ona swojej nigdy nie poznała i z pewnością już nie spotka. Nawet ojciec niewiele mówił o swojej partnerce, skupiając się na innych rzeczach.
— Zostań i połóż się ze mną. Nie chcę być sama. — Pociągnęła noskiem. — Chociaż przez jakiś czas — dodała jeszcze nim całkiem umilkła. Nie podniosła łebka, po prostu bardziej skryła się w futrze starszej kotki. Obawiała się reakcji uczennicy. W końcu ta miała swoje obowiązki na łebku, a niańczenie kociąt na pewno nie było jedną z nich.

<Płomienna Łapo?>

12 sierpnia 2025

Od Płomiennej Łapy CD. Psotki

Płomienna Łapa nie odwiedzała często żłobka. Może dlatego, że po wojnie nie miała do tego głowy. Ciągle rozmyślała, którą ścieżkę chce wybrać, była na treningach, albo pomagała medyczkom. Tak naprawdę ani razu nawet nie pomyślała o odwiedzeniu małych kociaków. Poszła tam tylko dlatego, że usłyszała krzyk kotki. Zmartwiona, ruszyła więc do legowiska, a gdy zobaczyła przerażoną kotkę, już wiedziała. Sama po śmierci Trójki miała wiele koszmarów, sama budziła się z szybszym biciem serca. Dlatego podeszła do kulki puchu i delikatnie polizała jej łebek. Gdy Psotka podniosła główkę, Płomykówka uśmiechnęła się ciepło.
— Już spokojnie — wyszeptała, pozwalając wtulić się małej kuleczce w swoje futro.
Dopiero teraz mając obok siebie tak małe stworzenie, zauważyła jak urosła przez kilka tych księżyców. Jeśli spojrzeć na dorosłe koty, wciąż była jedną z mniejszych kulek puchu. Jednak jeśli porównać to z wszystkimi, to faktycznie dzieciaki mogły plątać się pod jej nogami, a ona by ich nie zauważyła. Mimo wszystko było to dość miłe uczucie… Ale nie o tym powinna teraz myśleć - skarciła się w głowie i spojrzała na dzieciątko.
— To tylko koszmar — zapewniła.
— A-ale potwór! — zaszlochała kotka.
— Nie ma żadnego potwora. — Uczennica rozejrzała się. — A jeśli jest, to zostanę, aby na niego zapolować. A ty możesz spokojnie wracać spać. — Uśmiechnęła się, przejeżdżając ogonem pod nosem czarno-białej kotki.
— Obiecujesz?
— Obiecuję. — Pokiwała głową. — Będę dbać o ciebie. O twoje siostry. I o twojego tatę — zapewniła i raz jeszcze dodała, tym razem szeptem: — Obiecuję…


<Psotko?>


[234 słów]

[przyznano 5%]

Od Psotki do Płomiennej Łapy

Psotka znajdowała się na polance z pięknymi kwiatami, kiedy to w pewnej chwili zrobiło się nieprzyjemnie zimno, ciemno i niespokojnie. Rośliny zaczęły obumierać, a za sobą czarnulka usłyszała nieznany jej warkot. Przeszedł ją dreszcz, a gdy tylko się obróciła, dostrzegła dymną zmorę o kłach wielkich niczym ta mysz, co dostał ją Mysi Postrach niedawno. Stała jak wrośnięte pnącze. W życiu nie widziała niczego podobnego.
— Nie zbliżaj się! — pisnęła, ale stwór najwidoczniej nie zamierzał jej posłuchać. Ruszył w jej stronę. Z początku leniwie jakby dopiero się budził, potem szybciej, by na końcu rzucić się w jej stronę. Psotka w końcu uwolniła swoje łapki i rzuciła się do biegu. Przebierała łapkami tak szybko jak mogła, ale dymne kły ją doganiały coraz prędzej. W pewnej chwili ziemia osunęła się spod jej ciałka tym samym zrzucając ją coraz bardziej w dół. Serduszko jej biło niespokojnie, a łezki ciekły jej po puszystych policzkach. Czy to był jej koniec?
— Nie! — wrzasnęła, podrywając się. Ciężko dyszała, rozglądając się dookoła. Znów była w żłobku tuż obok swoich sióstr.
— Czego się drzesz? — warknęła Foczka wyraźnie zirytowana zachowaniem siostry.
— Przepraszam… — mruknęła cichym, drżącym głosem Psotka. Niebieska jeszcze coś fuknęła pod nosem, a następnie ponownie zasnęła. Z kolei Psotka już nie mogła. Wciąż czuła mokre futerko i szalenie bijące serce. Podniosła się z trudem i usiadła zgarbiona na boku. Wciąż próbowała otrząsnąć się po koszmarze. W pewnej chwili poczuła liźnięcie na swoim łebku. Miłe, ciepłe liźnięcie. Uniosła łebek, by dostrzec nad sobą rudą uczennicę.
— Już spokojnie — miauknęła cicho tamta, a malutka wtuliła się bezwiednie w jej ciałko.

<Płomienna Łapo?>