BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brzozowy Szept. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brzozowy Szept. Pokaż wszystkie posty

11 lutego 2019

Od Brzozowej Łapy CD Błękitnej Cętki

Zastanowiłam się. Polowanie ćwiczymy już prawie cały poranek, do wkuwania na pamięć nazw wszystkich klanów, liderów, zastępców, medyków, starszych, młodszych i umarłych też nie miałam dzisiaj ochoty. Odpowiedź była, więc oczywista. Sparing. Choć ten też ćwiczyliśmy często. Wlepiłam wzrok w wyłupiaste oczy zająca, szukając pomysłu. W końcu się znalazł. Byłam tak z niego zadowolona, że aż nie mogłam powstrzymać drgania kącików ust.
- Jak się walczy z lisem?
- Z czym?
- Wiesz... jakimś dużym zwierzęciem; lisem, psem, borsukiem. Jaką się wtedy obiera taktykę? Czy te zwierzęta mają jakieś słabości? - pytałam zaciekawiona, podnosząc na niebieską wzrok. Mój uśmiech już trochę zelżał, ale nadal byłam podekscytowana. Nigdy nie widziałam tych zwierząt. Znałam je tylko z opowieści starszyzny, która jak wiadomo lubi przeinaczać fakty oraz mamy, która bała się psów jak ognia. Bardzo chciałam zdobyć o nich jakąś pewną wiedzę, a nie tą opartą o stare porzekadła dla kociaków. A czy istnieje do tego lepsza okazja niż trening. W końcu podczas niego mentor musi podawać prawdziwe informacje, żeby jego uczeń w przyszłości przeżył. Ilu wojowników umarło z łap większych od siebie zwierząt? Ile trzeba kotów, żeby istniał, choć cień szansy na przeżycie? Czy jakikolwiek kot uczył się walki z borsukiem jako uczeń? Pytań było sporo, a myśląc o nich i próbując znaleźć na nie odpowiedź, robiłam się coraz bardziej podekscytowana. Jednak starałam się, nie dawać tego po sobie poznać. Siedziałam, spokojnie czekając na odpowiedź mentorki.

<Błękitna Cętka?>

05 stycznia 2019

Od Brzozowej Łapy C.D Dziczej Łapy

- Ty to się tam schowaj, malutka - słysząc te słowa, miałam przez chwilę w oczach żądze mordu. Za kogo ten zdrajca (, który tak przy okazji chyba przedawkował kocimiętkę i był podejrzanie wesoły) się uważa! Zjeżyłam lekko futerko i spojrzałam na niego z wyższością. Minęła mi już złość na Świetlisty Potok, która w tak banalny sposób dała się odkryć i zniweczyła cały mój plan śledczy, teraz przeniosłam to uczucie na czekoladowego kocura.
Nie miałam jednak zamiaru dać się sprowokować. Stałam (w miarę) spokojnie, skanując wzrokiem obydwa kocury. Czapli Potok znałam. W końcu był bratem mojej mentorki. Drugiego kocura widziałam pierwszy raz na oczy, a przez swój głupi nos nie mogłam nawet określić jego pochodzenia. Sylwetka miał bardziej masywną niż smukłą, więc raczej nie należał do Klanu Wilka. Choć z tego klanu widziałam też kilka bardziej masywnych kocurów. Skrzywiłam się ledwo zauważalnie, widząc taką lukę w mojej wiedzy. Buras nie był zbyt miłym typem, ale nie wiedziałam dużo ponadto. W dodatku w walce koty często rzucały przekleństwami, których normalnie nigdy by nie powiedziały. Wbiłam mocniej wzrok w intruza szarpiącego się pod łapami szylkretki. Może jednak to jest ten wyjątek, który jest tak samo gburowaty i nieprzyjemny, zawsze? Uderzyłam końcówką ogona o pięty. Dowiedzenie się tego byłoby łatwiejsze, gdyby wojowniczka nie dała się wykryć!
Taaa... najlepiej zrzucić winę na kogoś innego.
Porzuciłam te nigdzie nieprowadzące gdybania i spróbowałam skupić się na samej obserwacji. Kto wie? Możliwe, że Świetlistej uda się wycisnąć na nich odpowiedz albo zdradzą się w jakiś inny sposób. Czekałam, więc czujna, gotowa do ataku w środku drżąc z ciekawości oraz ciągłej złości na czekoladowego kocura.
Po czasie zaczęła do tego też dochodzić kończąca się cierpliwość. Miałam ochotę zdzielić Czaplę po pysku, żeby zaczął gadać i tego burego, żeby przestał bezsensownie się szamotać. No... nie do końca bezsensownie. Obcoklanowicz wymknął się spod łap córki Rdzawego Ogona.
Widząc uciekającego kocura, instynktownie ruszyłam za nim. Przy pierwszym skoku ledwo tylko zahaczyłam o jego ogon, co spowodowało u niego tylko chwilową utratę równowagi. Dopiero przy drugim skoku udało mi się na nim wylądować. Idealnie w momencie, kiedy podnosił jedną łapę, żeby walnąć Czapli Potok (robiąc to, zyskał trochę mojej sympatii). Kocur na trzech łapach łatwo dał się wywrócić. Triumfalnie wbiłam w niego pazury i podniosłam głowę, akurat na tyle, aby zobaczyć szarżujące na mnie czekoladowe cielsko. Wydałam z siebie ciche stęknięcie, wypuszczając powietrze z płuc pod wpływem wagi wcześniej wspomnianego cielska. Wściekle zasyczałam, próbując ugryźć łapy, które spoczywały na moim brzuchu.
- Tego chcesz? Abyśmy wróciły do klanu z wieścią o zdrajcy — wysyczałam wściekle, dając sobie spokój z wyrwaniem się spod łap dwa razy większego kocura — Abyśmy opowiedziały o tej wyprawie Migoczącemu Niebu?
Nie byłam kapusiem i wątpię bym kiedykolwiek, opowiedziała o tej historii liderce lub jej zastępczyni. Byłam zbyt ciekawa całej historii, która kryła się za tym przerwanym spotkaniem. Jednak on o tym nie wiedział, a ja NIENAWIDZIŁAM, gdy ktoś do mnie mówił malutka.

<Czapli Potok? Przepraszam, że tak długo :( >

29 grudnia 2018

Od Brzozowej Łapy CD. Błękitnej Cętki

- Chodźmy, króliki same się nie nałapią! - krzyknęła entuzjastycznie Błękitna Cętka i ruszyła w stronę trawiastego zbocza. Uśmiechnęłam się sama do siebie, po czym prędko dogoniłam mentorkę. Jej dobry humor był tak zaraźliwy, że w tej chwili nawet cały klan Migoczących Nieb lub najgorętszy dzień na świecie nie mógł mi go teraz zepsuć.
Do czasu.
„Powiedz co czujesz” zwykłe polecenie, które nieoczekiwanie stało się katorgą. Czułam się jak królik zapędzony w ślepą norę, który rozpaczliwie próbuje przeskoczyć drapieżcę zasłaniający jedyną drogę ucieczki. Jakimś cudem w końcu mu się udawało, ale nie mijała nawet chwila, a scenariusz się powtarzał. Tak było z polowaniami. Choć nie. Samo polowanie szło mi znakomicie, potrafiłam bez problemu opisać szczegółowo myśliwskie pozy obudzona w szczytowanie księżyca (na serio Błękitna Cętka nawet to kilka razy sprawdzała). Jednak o wywęszeniu nie było mowy. W końcu zaczęłam wymykać się przed treningami i określać ich pozycję na krótko przed polowaniem, choć ta technika też nie była nieomylna. Poza treningami ćwiczyłam też inne przydatne do polowania zmysły. Miałam nadzieję, że zastąpią mi kiedyś węch.

*po kilku księżycach*

Zmęczona po treningu poczłapałam do miejsca za zwierzyną. Chwyciłam jakiegoś małego zajączka, wymieniłam się uprzejmościami z siostrą i schowałam się w cieniu wielkiego krzaka, gdzie zaczęłam pałaszować piszczkę. Taki przynajmniej miałam zamiar. Zmarszczyłam brwi widząc zastępczynię niechętnie idącą w moją stronę. Wymieniłyśmy się chłodnymi spojrzeniami, obydwie szacując umiejętności walki tej naprzeciwko. Powstrzymałam się przed pokazaniem kłów. Miałam serdecznie dość tej baby. Zwłaszcza teraz kiedy Migotka zaczęła mieć hopla na temat lojalności. Cicho prychnęłam. Jakim prawem może się mnie czepiać skoro sama jest kocięciem półkrwi? Po zdecydowanie za długiej przerwie w końcu się odezwała.
- Będziesz trenować razem z moją uczennicą. Za kilka bić serca idziemy — powiedziała cicho, ale wyraźnie, odwróciła się i poszła.
Odprowadzałam ją jeszcze przez chwilę wzrokiem zanim ruszyłam się z miejsca. Idąc na miejsce treningu próbowałam nie zwracać uwagi na zastępczynie. Zamiast tego nawiązałam luźną rozmowę z własną mentorką równocześnie uważnie obserwując Drżącą Łapę.

<Błękitna Cętka? Migoczące Niebo? Drżąca Łapo?>

09 grudnia 2018

O Brzozowej Łapy C.D Świetlistego Potoku

Spokojnie szłam za swoją mentorką, jak zawsze obserwując koty dookoła.
- Raz jesteś w tyle, a raz w przodzie — popatrzyła na mnie Błękitna Łapa jak zawsze z psotnymi iskierkami w oczach i kiwając lekko głową na boki.
Spojrzałam na nią lekko zdezorientowana, odrywając wzrok od Żmijowej Łuski, której futerko minimalnie się podniosło, a kły pokazały, kiedy tylko złapałam z nią kontakt wzrokowy. Ciekawa reakcja. No, ale jak wcześniej mówiłam, odwróciłam już od bengalki wzrok i dla odmiany spojrzałam w kierunku, w którym idziemy. Szybko domyśliłam się, co chce zrobić niebieska, więc szybko ją wyprzedziłam. Właśnie zaczęłam wychodzić z obozu, gdy usłyszałam rozmowę mentorek. Zaciekawiona szybko cofnęłam się z krzaków, żeby przyjrzeć dokładnie się rozmówcom.
Najpierw przeniosłam swój wzrok na nie-rozmówcę. Masywny bury kocur, pewnie uczeń tej większej szylkretki. Trochę zdziwiona zobaczyłam, jak ten patrzy się w swoje łapy, grzebiąc w ziemi, zamiast biegać wszędzie, jak szalony i wszystkim dawać przytulasy. Mimowolnie sierść lekko podniosła mi się na karku, przypominając sobie, życie w żłobku razem z nim. Nie należałam za kociaka do grona pytulaśnych kotów, co jednak nie powstrzymywało go wtedy do nagłego wbiegnięcia we mnie i przytulenia się z całych sił, bo „ty masz takie mięciutkie i długie futerko". Spojrzałam na niego badawczo, może nawet trochę ze smutkiem? Teraz bym go chyba mogła nawet przytulić z własnej woli.
Moje przemyślenia jednak zostały przerwane przez okrzyk szylkretki, na którą natychmiast przeniosłam badawczy wzrok. Z rozmowy łatwo się domyśliłam, że spędzimy razem trening, więc warto wiedzieć o niej jak najwięcej. Przeszywając równocześnie ją rentgenem, starałam się odświeżyć informacje zebrane za kociaka. Co do tego, że była wojownikiem, nie miałam wątpliwości, podejrzewałam też, że była jakoś spokrewniona z ciocią Migotką. (Migotka nie była tak naprawdę moją biologiczną ciocią, ale (chyba) koleżanką mojej mamy, więc to na jedno wychodzi). Możliwe nawet, że były siostrami. Pokręciłam leciutko głową, nie było to wiele informacji. Jeszcze tylko to, że zwykle siedzi na uboczu i nie jest zbyt wylewna (hmm... ciekawe jak sobie poradzi z codziennym chodzeniem z uczniem). A! I jeszcze koleguje się z Błękitną Cętką, ale tego można było się domyślić.
Porzuciłam, więc próby przypominania sobie starych informacji i postanowiłam zebrać nowe i z pewnością bardziej szczegółowe. Jeszcze raz dokładnie ją przetaksowałam oczami, ale przestałam w połowie zaskoczona, widząc odwzajemnione spojrzenie. Co najdziwniejsze nie malowało się w nim zaniepokojenie, zdziwienie albo nie smak, do którego już zdążyłam się przyzwyczaić. Zamiast tego w bryle lodu zastępującej jej oczy zobaczyłam błysk... sympatii? Zaintrygowana zaczęłam się jej przyglądać ze zdwojoną dokładnością. Nie zwracałam nawet uwagi na parzące mnie słońce (przeklęte długie futro nie dość, że wszyscy chcą się do niego przytulać, to jeszcze grzeje gorzej niż pożar całego lasu!).
Przez całą drogę do Północnych Zboczy obserwowałam wszystkie szczegóły i odruchy zachowania Świetlistej. Naprawdę byłam bardzo zadowolona ze zebranej bazy danych. Mniej zadowolona byłam z polowania. Na osty i ciernie. Jak mam niby udawać, że wszystko jest ok z moim węchem z trzema kotami na karku? Powstrzymałam się od westchnięcia i spróbowałam zrobić dobrą minę do złej gry. Jeśli okaże się, że tata mieszka gdzieś daleko to, będę musiała polować sama po drodze. Im szybciej się nauczę, tym lepiej. Powtarzając to sobie w głowie jak mantrę, szybko się uspokoiłam i zaczęłam szukać śladów zająców i królików już, teraz kiedy reszta grupy była zajęta gadaniem. W sumie nie było to takie trudne. Zwierzyna przeżywała teraz zatrzęsienie i tu i ówdzie można było dostrzec wysepki złamanych łodyżek traw, które świadczyły o długich skokach zwierzyny, żeby je zauważyć, trzeba było naprawdę się skupić, ale nabrałam już wprawy.

<Świetlista? Błękitna? Orzełek?>

06 grudnia 2018

Od Brzozowej Łapy C.D. Błękitnej Cętki

- Muszę poznać twój styl walki - oznajmiła Błekitka z szerokim uśmiechem, oddalając się ode mnie na bezpieczną odległość - Zaatakuj, ale be pazurów.
Skupiłam się i przysiadłam do skoku. Spróbowałam z całych sił skupić się na swojej przeciwniczce, chodź i tak nie potrafiłam powstrzymać swój ogon od dzikich pląsów, które wywijał czując moje podekscytowanie.
Zmierzyłam wzrokiem wojowniczkę, przypominając sobie wszystkie informacje na jej temat, które zgromadziłam jeszcze za kociaka i wygrzebując świeże wspomnienia niby-walk z moją siostrą. Pozwoliłam sobie na mały uśmieszek układając w swojej małej główce plan ataku. Spojrzałam łagodnie na mentorkę i powstrzymałam się od jeszcze większego uśmiechu. Widziałam jak jej mina trochę kwaśnieje, a końcówka jej ogona, pomimo starań, leciutko drga poirytowana. "Jeszcze trochę" - pomyślałam z triumfem.
- Zaata... - zaczęła, ale nie dałam jej dokończyć. Szybciej niż wielki potwór dwunogów wystrzeliłam do przodu, korzystając z jej nieuwagi. Zdążyłam jeszcze zobaczyć zaskoczenie, a póżniej figlarny uśmieszek na białym pyszczku, który zorientował się z mojego podstępu. Wielka łapa podniosła się do góry pokazując różowe opuszki gotowa na odparcie ataku. Ja jednak nie zamierzałam na nią skakać. Ciągle w kuckach poprostu wbiegłam jej bezpardonowo pod brzuch. Ignorując ciche zaskoczone syknięcie, podskoczyłam. Sapnęłam przewalając ciężkie ciało. Zgodnie z obietnicą pazury się nie wysunęły i zaskoczona (po raz drugi) córka Białej Sadzawki nie miała jak sprzeciwić się prawom fizyki. Przetoczyła się na ziemię. Nie miała nawet czasu, żeby się jakoś przekręcić i wylądowała na plecach. Zachwycona skutecznością swojego planu szybko się odwróciłam, żeby napotkać rozbawione niebieskie oczy. Skoczyłam próbując dosięgnąć delikatny brzuch, ale wojowniczka bez trudu mnie odepchnęła i stanęła na równe nogi. Nie zrażona spróbowałam znowu zaatakować tym razem lewy bok... i znowu inną część ciała, i znowu inną i znowu inną. W końcu odskoczyłam na większą odległość, żeby trochę odsapnąć i wykombinować jakiś nowy pomysł. Nie mogłam już wykorzystać głównej słabości kotki, niecierpliwości. Pod prawie każdym fizycznym aspekcie mnie przewyższała, przeszła przecież cały trening, a ja byłam dopiero początkującym, za późno mianowanym (przez winę pewnego nierozgarniętego lidera) uczniem. Była teraz w swoim żywiole (mentorka nie lider)...
Nie zdążyłam jednak rozwinąć swojej myśli, bo Błękitna przeszła znowu do ataku.

<Błękitna Cętko :3>

Od Brzozowej Łapy

Spróbowałam zapolować sama. Wzięłam głęboki wdech przez nos i otworzyłam szeroko buzię próbując wychwycić jakikolwiek zapach. Jednak znowu na nic. Jedyne co do mnie docierało leciutka woń Błękitnej Cętki, która siedziała obok mnie. Powstrzymałam się od westchnięcia i z kamiennym pyskiem niuchałam powietrze. Jednak już dawno stwierdziłam, że ten problem z wywęszeniem ofiary nie zniknie, więc zamiast marnować drogocenne chwile spróbowałam inaczej odnaleźć zwierzynę. Nie zaprzestając dokładnego niuchania spojrzałam kątem oka na niebieską kotkę. Bingo! Pilnując by nie ruszyć głową, zmrużyłam oczy niby w skupieniu i dokładnie przyjrzałam się różowemu noskowi mojej mentorki. Bladoróżowy punkcik co chwilę lekko poruszał się w jedną stronę. Były to ruchy minimalne i pewnie odruchowe, chyba nawet cętkowana ich nie zauważyła. Skierowałam teraz całą swoją uwagę w lewą stronę. Na wszelki wypadek przeszłam już do początkowej pozycji skradania. Z brzuchem przy ziemi skupiłam się na wychwyceniu choćby najmniejszego dźwięku. W końcu się udało. Ciche skrobanie świadczyło o spożywaniu posiłku przez jakieś trawożerne żyjątko. Teraz starczyło już określenie na jakiej wysokości jest umieszczona głowa, a więc i najgłośniejsze miejsce skrobania. Ciągle w neutralnej pozycji myśliwskiej podeszłam trochę bliżej przyszłej piszczki. To wystarczało, żebym nabrała pewności. Zdecydowanymi, ale powolnymi ruchami przeszłam do pozycji polowania na króliki. Jeszcze mocniej rozpłaszczona przy ziemi, położyłam przy sobie uszy i położyłam ogon lekko nad ziemią. Nie spuszczając teraz wzroku z brązowego futerka brnęłam na przód. Każdy swój ruch próbowałam odtworzyć dokładnie jak wcześniej pokazywała mi mentorka. Uważnie muskając ziemię łapami próbowałam wyczuć chociaż najmniejszy patyczek, który mógłby zdradzić moją obecność cichym trzaśnięciem. Przypominałam sobie wszystkie informacje o króliku te usłyszane u innych kotów i te wynikające z własnych obserwacji. W końcu byłam dość blisko. Wystrzeliłam z ziemi jak sprężyna, a królik zaraz potem. Musnęłam pazurami puchate futerko, ale długouchy już oddalił się na króliczy skok. Szybko przywracając sobie równowagę, wystrzeliłam za nim. Wyrównałam i spróbowałam łapą powalić go na bok. Na nic się to jednak nie zdało. Zamiast tego puchaty stworek już nabierał rozpędu powoli mnie wyprzedzając. Zdeterminowana zdobyłam się na jeszcze jeden długi skok. Jednak zdumiona wylądowałam przed królikiem. Szybko odwróciłam się i zaatakowałam pierwszą rzecz jaka mi weszła pod łapy. Była to właśnie przyszła piszczka. Jednym chwytem zabiłam zwierzątko. Zasapana i wykończona tym szalonym biegiem położyłam się obok zdobyczy, czekając na Błękitną Cętkę. Chwilowo już nie miałam siły się zdziwić gdy zauważyłam że długa łapa królika utknęłam w dziurze. W sumie to było logiczne. Wyjaśniało nagłe zatrzymanie się królika, przeskoczenie go pomimo marnych umiejętności skoku i oszołomienie zwierzaka.
- Doskonałe pierwsze polowanie Brzozowa Łapo! - z entuzjazmem krzyknęła niebieska kotka - Doskonale wykorzystałaś teren - dopowiedziała już normalnym tonem lekko liżąc mnie po łebku.
Lekko zmrużyłam oczy zadowolona z pochwały, ale szybko otworzyłam je znowu i spojrzałam na nią wyczekująco.
- Kolejne polowanie?
- Wieczorem - odpowiedziała po chwili wahania - teraz trzeba zanieść twoją pierwszą zdobycz do obozu.
Słysząc to byłam lekko zawiedziona, ale bez oporu chwyciłam piszczkę i pobiegłam do obozu.
- Jeszcze nie masz dość biegania! - usłyszałam jeszcze na odchodne rozbawiony krzyk, ale już nie słuchałam. Po odłożeniu piszczki zamierzałam jeszcze wymknąć się z obozu i obejrzeć granice po raz kolejny. Ciągle nie zapominałam, że gdzieś tam może być mój tata. Może też jeszcze trochę poćwiczyć polowanie albo odwiedzić kogoś w lecznicy? Muszę jednak uważać, żeby nikt nie zauważył moich problemów z węchem, odwiedziny chorych lub w inny sposób poszkodowanych mogą zaczekać. Myśląc o wszystkich kotach, które ostatnio umarły, aferze Fiołkowej Łapy i Żmijowej Łuski, Nocnej Gwieździe i napięciu w obozie trochę się zasępiłam. Coś w tym klanie się działo, a ja nie wiedziałam co.
Na razie - obiecałam sobie w myślach widząc już wejście do obozu - może jednak posiedzę w obozie i pogapię się jeszcze na klanowiczów.
Z dnia na dzień czułam jak pod moją czaszką zbiera się coraz więcej informacji, a co każdy wschód odkrywałam coś nowego. Ciągle jednak czułam niedosyt informacji.

<Jak ktoś chce to może dokończyć>

24 listopada 2018

Od Brzozy C.D. Błękitnej Cętki

- Chciałabyś iść za mną?
Słysząc to pytanie, ledwo powstrzymałam wieeelki uśmiech cisnący mi się na twarz. Koniec końców jakiś uśmiech wyszedł na powierzchnię, ale ma nadzieję, że nie znowu taki ogromny. Szeroko otworzyłam oczy i popatrzyłam na niebieską kotkę. Przez moją głowę już przelatywały tysiące planów, a ja dumnie wśród nich kroczyłam, odrzucając niektóre i przyglądając się innym. W końcu poznam okoliczne tereny, na których BYĆ MOŻE jest mój tata i to jeszcze przed mianowaniem! Zajęta tymi wszystkimi planami dopiero po chwili zorientowałam się, że stoję przed Błękitką już od kilku minut bez ruchu z psychopatycznym uśmiechem.
- Jeszcze pytasz? - odpowiedziałam szybko jak gdyby nigdy nic i zdecydowanie wstałam, po czym skierowałam się do granicy obozu. Odrobinę zdezorientowana cętkowana dołączyła do mnie. Bez przeszkód czy nawet nieprzychylnych spojrzeń starszych Klanowiczów przeszłyśmy przez krzaki osłaniające obóz. Przez chwilę stałam i kontemplowałam krajobraz. Choć dokładniej mówiąc to, raczej taksowałam wzrokiem, wszystko dookoła zapamiętując każdy szczegół. Szybko zorientowałam się, że stoję na zboczu pagórka, co nieszczególnie mnie zdziwiło. Podejrzewałam to już od jakiegoś czasu, ale na przykład pojedyncze odległe drzewa były dla mnie nowością. Lekko przymrużyłam oczy, przyglądając się im. Trzy smukłe, ale wiotkie białe pnie stały po zachodniej stronie nad strumykiem razem z jeszcze jednym odłamanym gdzieś w jednej trzeciej takim samym drzewem. Zapamiętałam sobie to miejsce jako dobry punkt orientacyjny. Jeszcze dla pewności kilka razy odwzorowałam sobie w pamięci umiejscowienie tego obiektu i naszkicowałam mapę, która powoli układała się w mojej głowie. Zdecydowanym krokiem ruszyłam teraz w kierunku strumyka.
- Hej, kto tu prowadzi patrol. Ja czy ty? Może byś przynajmniej pogadała? - odezwała się kotka. Trochę zaniepokojona zastrzygłam uszami, ale szybko się uspokoiłam. Błękitna Cętka reagowała na brak rozmówcy o wiele mniej impulsywnie niż moja siostra. Zanotowałam sobie to w pamięci razem z innymi spostrzeżeniami na temat terenów. Chyba wpadłam w jakiś mały szał zbierania informacji, ale... podobało mi się to. Lubiłam nowości, lubiłam odkrycia, lubiłam wnioski. To dlatego nie mogłam się pogodzić z luką w tej wiedzy podstawowej, jaką są informacje o rodzicielach. Sosna mogła się może z tym pogodzić. Kto wie, może była zdolna nawet do niemyślenia o tym, ale ja z pewnością nie.
Zadowolona z kolejnych wniosków tym razem o mnie postanowiłam zagaić, chociaż lekką rozmowę, nie przeszkodzi mi ona w zebraniu informacji, a niebieska będzie usatysfakcjonowana. Ta dziwna potrzeba bezsensownej rozmowy, którą miały wszystkie koty była bardzo dziwna. Uśmiechnęłam się odrobinę szerzej, przypominając sobie o starszyźnie, która ciągle narzekała na hałas, ale gdy w końcu cisza nastała nie pozwalali dotrzeć jej do głosu (lub raczej NIE głosu) rozmowami jak to bardzo jej pragną. (O ironio!) Jednak to były raczej rozmyślania na inną chwilę. Teraz miałam dwa zadania. Zapamiętać jak największą część terenów i zacząć prowadzić jakąś w miarę sensowną konwersację bez całodniowych pauz. Zresztą łatwo było te dwa zadania ze sobą złączyć.
- Opowiesz mi o terenach i innych klanach? - zapytałam, nie odrywając wzroku od terenów dookoła i tylko nakierowując w stronę cętkowane uszy (No co? Mam bardzo podzielną uwagę), z pyska ciągle nie zszedł mi uśmiech teraz tylko trochę bardziej zacięty i skupiony.

<Błękitna Cętko? Odpisz, bo będę bić  :) >

02 listopada 2018

Od Brzozy

Księżyc zbliżał się już do pory szczytowania a ja, zamiast siedzieć wtulona w ciepłe futro mamy, przemykałam się na granicy obozu pomiędzy krzewami jagód. Niecierpliwie wyczekiwałam, aż ciemna sylwetka kota w końcu się pojawi. Przez chwilę namyślałam się czy nie wyjść poza granice obozu, ale szybko odrzuciłam tę myśl. Otwarte pola nie skryłyby mnie przed wzrokiem brązowych oczu. Czekałam, więc ledwo powstrzymując swój ogon od dzikich tańców. W końcu zobaczyłam kocura niosącego mech w pysku. Szybko skierowałam na niego wzrok i postawiłam uszy na sztorc. Jego jasna sylwetka dobrze odcinała się na tle ciemnej trawy. Zresztą nie musiałam się dokładnie mu przyglądać. Dobrze przecież wiedziałam, jak wygląda, w świetle dnia. Nigdy w sumie nie śledziłam za nim wzrokiem dość długo. Nie podejrzewałam, że skrywa jakąś tajemnicę, a tu proszę! Prostolinijny uczniak łazi po obozie całą noc co chwilę kląć pod nosem, kopiąc wszędzie jakieś doły, robiąc pułapki i Klan Gwiazd wie co jeszcze. Zafascynowana wysunęłam głowę z mojej kryjówki, żeby dokładniej się przyjrzeć, co robi Leśna Łapa.
Jego łapy szybko przesuwały kolejne gałązki i dokładały mchu, by zamaskować kolejną pułapkę, a pyszczek wykrzywiał się w mściwym uśmiechu. Ciągle siedziałam cicho, czując jak w brzuchu, zawiązuje mi się mały supełek. Jednak nie był on spowodowany strachem (phi! Kto by się bał śledzić w środku nocy dużego kota o uśmiechu godnym mordercy) tylko ekscytacją. Tkwiłam tak w bezruchu, śledząc wzrokiem poczynania cętkowanego i zastanawiając się, dla kogo przeznaczona jest ta pułapka. „A gdyby tak wyjść i po prostu go spytać?”. Coraz poważniej się nad tym zastanawiałam. Tymczasem kocur zadowolony ze swojego dzieła powoli szedł w stronę legowiska uczniów. Odłożyłam, więc tę myśl i upewniwszy się, że konstruktor poszedł już spać, podeszłam ostrożnie do pułapki, lecz ubiegł mnie cichy syk. Zaskoczona szybko się odwróciłam, żeby zobaczyć pysk Leśnej Łapy, który momentalnie też otworzył ze zdziwienia. Co? Czy kociak już nie może nikogo śledzić? - miałam ochotę mu powiedzieć, ale się powstrzymałam. Po pierwsze taka wypowiedź brzmiałaby bardzo głupio, a po drugie byłam zbyt ciekawa tego urządzenia. Jeśli nie będę mogła się dowiedzieć sama, co tutaj robił to może, on mi powie? Bardziej prawdopodobne jest, że skłamie niż, że powie prawdę, ale spróbować nie zaszkodzi. Westchnęłam, więc cicho i ciągle trochę zirytowana szybko zadałam pytanie.
- Ja to coś działa? - mówiąc to, wskazałam łapą na pułapkę i z małym uśmiechem przyglądałam się liliowemu. Rozkojarzone koty gorzej kłamią, więc trzeba szybko działać.

<Leśna Łapo?>

25 października 2018

Od Brzozy C.D. Błękitnej Cętki

- Twój tata był samotnikiem, ale... - kontynuowałam, nie zwracając uwagi na podenerwowanie Cętki - nic nie wiesz o samotnikach.
Moja rozmówczyni, tylko coś na to burknęła i zaczęła się bawić jakimś fascynującym kamyczkiem.
- Naprawdę? - powiedziałam z lekkim nie dowierzaniem, jeszcze szerzej otwierając oczy, które teraz pewnie płonęły z ciekawości. Wygodnie usiadłam, nie zwracając już teraz uwagi na pieczące słońce. Teraz na pewno szybko się stąd nie ruszę!
- Jak do tego doszło, że jesteś wojownikiem, a nie wiesz, kto był twoim tatą?! - ledwo się powstrzymałam od wykrzyknięcia tej wypowiedzi. "A co jeśli ze mną też tak będzie. A co jeśli umrę, nigdy nie rozwiązawszy tej zagadki!" - takie myśli kołatały się po mojej głowie, ale skutecznie odgradzałam je od wyjścia na zewnątrz. Szybko wróciłam do poprzedniej pozy, nie dając po sobie nic znać. Zresztą Błękitna Cętka i tak chyba była teraz bardziej zajęta tym kamykiem niż obserwowaniem moich reakcji.
- Tak, jakoś się złożyło - przerwała ciszę cętkowanej, wzruszając ramionami - Nigdy mi go nie brakowało. Nigdy nie drążyłam tego tematu.
Jeszcze raz wlepiłam w nią wzrok. Taksowałam ją od góry do dołu, żeby się upewnić czy mówi prawdę, ale wyglądało na to, że nie kłamała. "Czy tak będzie z każdym pytaniem, które zadam!" pomyślałam, cicho wzdychając.
- Czyli nie chcesz wiedzieć, kim był twój tata? - upewniłam się po raz ostatni, a nie otrzymując odpowiedzi, kontynuowałam - Jeśli chcesz, to zawsze mogę spytać się twojej mamy. Raczej nikt się nie zdziwi na takie nietypowe pytanie z mojego pyszczka - powiedziałam zachęcająco, ale Błękitka ciągle milczała, więc spróbowałam zmienić temat.
Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu ciekawego pytania na, które niebieska MUSI znać odpowiedź. Pytanie, czemu nasz klan jest rozdzielony, z góry sobie odpuściłam. Kotka mogłaby się stać jeszcze bardziej zakłopotana i miałam nadzieję sama rozwiązać tę sprawę. Na podstawowe pytania typu: Czemu niebo jest niebieskie?, koty też raczej niechętnie odpowiadały, więc też odpada. W końcu jednak wymyśliłam odpowiednie pytanie „Jak wyglądają tereny poza obozem?”. Już otwierałam pyszczek, żeby to powiedzieć, ale uprzedziła mnie Błękitna.

< Błękitna Cętko? >

16 października 2018

Od Brzozy C.D Błękitnej Łapy

- Cześć, jak się masz? - Usłyszałam, jak kolorowa plama do mnie mówi. Nie odpowiedziałam. W sumie trudno oczekiwać od kilkudniowego kocięcia, który dopiero co widzi innej reakcji. Nic nie rozumiejąc, po prostu nadal patrzyłam na szarą plamę wielkimi niebieskimi oczyma, wyłapując coraz więcej szczegółów. Gdy już obejrzałam w najmniejszych szczegółach, każdy włosek jej futra spróbowałam ją ogarnąć całą wzrokiem. Zdziwiona stwierdziła, że kotka czuje się niepewnie albo udawała. Spróbowałam rozejrzeć się dookoła, żeby znaleźć przyczynę zachowania kotki, ale przeszkodziła mi siostra, która jakimś cudem się do nas doczołgała i zaczęła tarmosić mój ogon. Niezdarnie próbowałam capnąć ją łapą, żeby się odczepiła. Ona jednak wykonała zręczny unik i nadal piszcząc, zachęcała do zabawy. Co miałam zrobić? Z małym uśmiechem na pyszczku dołączyłam do zabawy. Razem z Sosną turlałyśmy się po podłodze, a wszyscy dookoła, wysoko nad naszymi głowami wydawali ciche "ochy" i "achy". Nie przejmowałam się jednak tym bardziej skupiona na próbie złapania płowego ogonka.

*kilka księżyców później*

Jak codziennie wieczorem siedziałam przed wejściem do żłobka, obserwując obóz. Koty już przestały zwracać na mnie uwagę i dały sobie spokój z odgadnięciem moich myśli. Czułam się trochę, jakbym była fragmentem krajobrazu, ale nie przeszkadzało mi to szczególnie. Kiedy wojownicy przestają zwracać na ciebie uwagę, dają sobie o wiele więcej luzu i zaczynają mówić o wielu ciekawych sprawach. Dzisiaj jednak nie zajmowałam się podsłuchiwaniem ciekawych historii ani ucieczką przed zapaloną zabawiczką, moją siostrą. Prawie wszyscy wojownicy poszli na polowania lub treningi z uczniami i w obozie było naprawdę cicho, więc korzystając z tego, zaczęłam rozmyślać. O czym? O rzeczy, która z dnia na dzień coraz bardziej mnie gryzła. O tacie... lub drugiej mamie, choć tych pierwszych było chyba więcej.
Wracając do sedna sprawy, doszłam do wniosku, że mój drugi rodzic raczej nie należał do Klanu Burzy, bo wtedy raczej nie musiałby się ukrywać. Choć może gdyby był to np. Burzowe Serce? Nieee, szybko odrzuciłam tę myśl, on na pewno nie jest moim ojcem. Więc może... jakiś uczeń? Niee, niemożliwe. Po odrzuceniu wszystkich członków klanu przeszłam do samotników. Problem w tym, że prawie nic o nich nie wiem. Cicho westchnęłam. Jak ja mam znaleźć tatę, kiedy nic o nim nie wiem?
No... wiedziałam jedną rzecz i to niepewną. Nie jest burzowiczem. Jeszcze raz przebiegłam wzrokiem po całym obozie, zatrzymując go na niebieskim futerku, które właśnie wyłoniło się z wysokiej trawy odgradzającej obóz od reszty świata. Zaciekawiona podeszłam do Błękitnej Łapy i po chwili namysłu spytałam:
- Opowiesz mi o innych klanach i samotnikach?

< Błękitna Łapo? Przepraszam, że tak długo. Nie miałam żadnego pomysłu >

04 października 2018

Od Brzozy

Dwie małe puchate kulki siedziały przy wyjściu ze żłobka. Mała płowa koteczka energicznie coś paplała od czasu do czasu podskakując i żywo gestykulując. Chcąc nie chcąc koty przechodzący obok uśmiechały się pod nosem widząc jej młodzieńczy zapał wkładany w każde słowo. Nawet jeśli maluch mówił tak szybko, że ledwo można było wyróżnić poszczególne słowa, ale w końcu liczy się droga, a nie cel. Drugi kociak trochę mniej energiczny dla, którego właśnie był przeznaczony ten potok słów siostry siedział wodząc wzrokiem dookoła od czasu do czasu kiwając główką. Trudno powiedzieć czy na przywitanie przechodzącym kotom czy na słowa niebieskookiej. Najpierw patrzyła na jednego kota, a gdy ten znikał z jej pola widzenia patrzyła na drugiego w końcu jednak po prześledzeniu działań wszystkich burzowiczów w zasięgu wzroku przeniosła swoje ślepia na liście ostrokrzewu rosnącego w centrum obozu. Niektóre koty zaciekawione czemu się tak przypatruje czarno-biała kuleczka też zaczęły się przyglądać roślince, ale szybko traciły nią zainteresowanie. Najwidoczniej maluch się po prostu zagapił, a tak naprawdę myślał o czymś zupełnie innym. Ożywił się trochę po zobaczeniu kremowego futerka, które mignęło przy wyjściu legowiska wojowników. Brzoskwiniowa Gałązka z małym króliczkiem w buzi szła w stronę żłobka. Płowa nie wiele myśląc przesunęła się trochę w bok by przepuścić wojowniczkę ciągle na chwilę przerywając kaskadę słów, żeby się przywitać z nią oczywiście z wielkim uśmiechem na pyszczku. Druga niestety nie zdążyła powrócić na czas do realnego świata, żeby się przesunąć i dostała w prezencie trochę rozchlapanego błota, którego było teraz mnóstwo po odwilży. Dorosła kotka poszła już w głąb do swojej partnerki, ale Sosna i tak nie rozpoczęła od nowa opowiadać, o jakiejś szalenie ważnej lub nie- ważnej przygodzie, tylko przypatrzyła się dokładnie swoje słuchaczce.
- Ej, ty wogóle słuchałaś co do ciebie mówiłam. - bardziej stwierdziła niż spytała oburzona kotka, a nie otrzymawszy odpowiedzi zmarszczyła brwi, fuknęła i lekko, ale stanowczo uderzyła łapką bok swojej niedoszłej słuchaczki.
- Przepraszam, myślałam o czymś innym - odpowiedziała trochę rozkojarzona Brzoza.
- Teraz będe ci musiała od nowa opowiadać. O czym ty w ogóle tak ciągle rozmyślasz?
- Zauważyłaś, że wszyscy mają dwóch rodziców?
- No i...
- Mówię o tym, że wszyscy mają dwóch rodziców, dwa koty. Nawet Fiołek, Księżyc i Orzełek, którzy nie mają tatusia mają zamiast tego dwie mamy. Tylko my nie mamy drugiego rodzica. Nie wydaje ci się to dziwne?

< Sosna? >

29 września 2018

Od Brzozy C.D Tulipanowego Pąka

Obudzona liźnięciem tego wielkiego ciepełka od razu otworzyłam oczy, żeby tylko zobaczyć jak wielki ogon mnie przykrywa zasłaniając cały świat. Na co przecież nie mogłam pozwolić! Otworzyłam pyszczek żeby jakoś wystraszyć ten wielki, puchaty ogon, ale zamiast wydobyć z siebie krzyk tylko zakrztusiłam się długim futrem.
- Może... Sosna i Brzoza? - usłyszałam przytłumione głosy co dało mi jeszcze większy impuls do działania. Niezdarnie spróbowałam walnąć to wielkie coś łapami i ugryźć. Przy okazji szamotaniny obudziłam siostrę, która z zapałem zaczęła mi pomagać. W końcu cynamonowa kita zaczęła się wycofywać na co płowa koteczka zareagowała radosnym piskiem, a ja oderwaniem łap od podłoża. Tak mocno chwyciłam zębami ogon, że nawet po tym jak ten zaczął się podnosić do góry ja ciągle byłam do niego przymocowana. Gdy ogon w końcu się zatrzymał, a ja razem z nim napotkała jakieś bardzo zdumione spojrzenie jasnoniebieskich oczu i drugie rozbawione, zielonych. Kątem oka zobaczyłam też pod sobą zdumioną siostrę, która jednak szybko się otrząsnęła i zaczęła skakać próbując chwycić mój ogon. Czując jak wbijają się w niego małe ostre igiełki podające się za pazurki zaczęłam nim wywijać na wszystkie strony. Siostra pisnęła z uciechy widząc w moim działaniu kolejną zabawę i ku swemu zdziwieniu też zaczęłam traktować to jak zabawę robiąc zręczne uniki ogonem przed łapami siostry. Niestety ogon mamy znowu położył się na ziemi, więc przestałam tak wisieć nad siostrą. My jednak nie zrażone kontynuowałyśmy dalej naszą zabawę na ziemi.

<Tulipanowy Pąku? Sosno? Ciernista Łodygo?>

Od Brzozy

Jakiś podmuch chłodnego powietrza pobudził mnie do działania, a dokładniej podniesienia mojej małej główki. Cały świat wyglądał jak gra cieni pojedyncze miejsca robiły się raz jasne raz ciemne. Dookoła było słychać mnóstwo dźwięków, ale na żadnym z nich nie mogłam się skupić. Wszystko się plątało i mieszało. Zapachy, światło, dźwięki i pewnie jeszcze kilka innych rzeczy których nie potrafiłam poznać. Podniosłam łebek odrobinę wyżej i nastawiłam uszy na sztorc. Chciałam to wszystko poznać, odkryć i choć każdy normalny kociak tuliłby się teraz do tego wielkiego ciepła obok mnie zaspokajając przy okazji swój marudny brzuch ja już się pchałam w paszczę świata. Jednak to nie było takie łatwe. Podniosłam jeszcze wyżej mój przyrząd wszelkich pomiarów i spróbowałam podnieść jedną łapę. Podczas opierania mnie podejrzanie się trzęsła, ale nie zważając na to spróbowałam postawić drugą. Jednak świat świetlistych plam wykonał mi psikusa. Specjalnie przechylił się pod moją łapą, żeby ta zamiast na nim stanąć przejechała się po nim bokiem. Nagle zbliżyło się do mnie ciemne miejsce i prawie w tej samej chwili poczułam cios jaki zadał mi świat. Prychnęłam cicho niezadowolona co zabrzmiało w sumie bardziej jak kichnięcie lub inny podobny dźwięk, przez podłoże, które przyciskało się do mojej mordki. Świat zareagował na to trochę głośniejszym, ale wesołym szumem dobiegającym z góry. Zaciekawiona kolejnym sygnałem od niego przewróciłam się na plecy. Nad mną unosiły się trochę ciemniejsze plamy o świetlistym konturze. Tak z grubsza wyglądały. Z każdej plamy dochodził inny dźwięk choć podobny trochę do poprzedniego. Leżałam tak nie ruchomo rejestrując wszystkie bodźce i próbując rozwikłać zagadkę plam. Z każdej można było wyczuć ciepło takie same jak z wielkiego ciepełka przy którym wcześniej siedziałam. W dodatku im dłużej patrzyłam na jakąś plam tym wyraźniej ją było widać. Wkrótce świat plam, światła i cieni zamienił się w świat kształtów, kolorów, różnorakich stworzeń i światła. Bardzo dużej ilości światła. Próbując jakoś ochronić swoje małe oczy przed tym ogromem jasności zmrużyłam je i zakryłam łapką. Walczyłam w myślach z ciekawością do świata i nieprzyjemnością jaką było pieczące oczy. Na szczęście oczy w końcu jakoś przystosowały się do reszty świata i mogłam bez przeszkód obserwować (czyt. gapić się) świat, a dokładniej jedną z plam, która teraz już prawdę mówiąc plamy nie przypominała.
<Ktoś>