Lato, po Zgromadzeniu, ale przed śmiercią Trzcinniczkowej Dziupli
Od spróbowania wraz z Wilczym Skowytem sfermentowanego jabłka minęło już trochę czasu. Chudy Grzbiet wciąż czuł na języku ten obrzydliwy smak, ale nie pamiętał niestety zbyt wiele z ich wspólnej podróży. Może kiedyś uda mu się wybrać na tę wycieczkę ponownie, o ile znajdzie sobie do tego towarzystwo oraz zdobędzie towar. Koniecznie będzie musiał porozmawiać na ten temat z Guziczkiem…
Teraz jednak jego głowę zaprzątały inne sprawy. Wraz z ciągnącym się latem, kolejne koty zapadały na choroby i stety niestety, miał łapki pełne roboty. Dzielił pracę z Koprem, którego cenił ponad wszystko. Mógłby nawet rzec, że obok jego braci, Koper był ulubionym kotem Chudego. Bury medyk ostatnio mało czasu spędzał z Nocnym Śpiewakiem, jako, iż ten miał dzieciaki. Dzięki temu siedział ciągle w medycznej norze i uprzykrzał (chociaż Chudy uważa, że umilał) czas Koperkowi. Cis była stara i raczej Chudy udawał, że jej nie widzi. Bał się kotki, unikał zostawania z nią sam na sam. Cis pomimo wieku pewnie by go poskładała jak leżaki nad Bałtykiem, więc wolał nie próbować starcia.
W czasie zbierania ziół Chudy szukał też piór. Miał już pokaźną kolekcję w swoim posłaniu, czym na pewno drażnił pozostałych mieszkańców nory. Cóż mógł jednak poradzić, skoro ich potrzebował? Z czego niby zrobi kubrak jak nie z piór? Nie wyszło mu ze skórą sowy, ale nie planował jednocześnie zaprzestać na tych próbach. Jeśli będzie mieć okazję, powtórzy ten eksperyment i ponownie wysuszy jakieś zwłoki, ale to nie teraz… musiał aktualnie zrobić coś mniej pracochłonnego. Bo skoro ptaki były ogrzewane przez pióra, to on też mógł być! Przynajmniej tak myślał.
Następnego dnia poszedł do starszych. Obejrzał ich i przeprowadził wywiad, tak jak kazał mu Koperek. Z Trzcinniczkiem od jakiegoś czasu poprawiały mu się relacje, co niezmiernie cieszyło młodego medyka. Może wreszcie Kalinka przestanie się na niego tak obrażać… wiedział w końcu, ile ten staruch dla niej znaczył.
Pozwolił sobie nawet nieco pożartować ze starszymi, chociaż nie każdy jego żart był udany. Chyba powinien udoskonalić swój warsztat… Chociaż był teraz przecież poważnym panem medykiem! Wtedy kiedy wszyscy patrzyli oczywiście. Przy Kalinowym Powiewie obowiązkowo. Nawet na Zgromadzeniu, kiedy stracił zęba, zachowywał się jak mężny kocur i chyba zrobił na niej wrażenie, na jego oko nawet dobre. Chudy stosował tę strategię od dłuższego czasu i, pomimo że był nią zmęczony, kontynuował. Serce Kalinowego Powiewu było tego warte… mimo jego samopoczucia.
Wrócił na ziemię, bo Trzcinniczek coś do niego mówił. Ponownie udawał poważnego i stonowanego kocura.
Gdy nie wykrył u nich nic niepokojącego, wyszedł od nich i wrócił do swoich spraw.
Dzień morderstwa
Minęło parę dni. Chudy był w trakcie robienia swojego kubraczka, do którego użył sporego kawałka mchu. Wtykał w niego pióra i na wszelki wypadek zaklejał żywicą. Podwójna warstwa powinna pomóc mu przetrwać zimę…
Gdy tak siedział, kątem oka widział Tęgosza i Blednącego Szaleja. Szli ramię w ramię do starszych z posiłkiem w pysku. Opuścił wzrok z powrotem na swoją robótkę.
Później wieczorem, lecząc Iglastą Łapę z kataru, mógł usłyszeć poruszenie. Wyściubił nosa poza norę, by zobaczyć, co się dzieje. Zawsze lubił nowinki. Garść kotów stała przy na środku obozu, ale nie mógł dojrzeć, co się tam działo. Wrócił więc do wydzielania ziół dla ucznia.
Kiedy skończył i pożegnał ciemnego kocura, posprzątał resztki ziół, odkładając je na miejsce. Następnie poszedł zobaczyć, co się stało. Przedarł swoje wątłe ciało przez zgromadzone koty, dostrzegając coś, co zmroziło mu krew w żyłach. Trzcinniczkowa Dziupla leżał martwy na trawie. Chudy momentalnie nie mógł złapać tchu przez szok, jaki przeżył, a gdy odzyskał władzę nad własnym ciałem, spuścił głowę. No tak… kocur był już bardzo stary.
Bury przeleciał wzrokiem po zgromadzonych, dostrzegając wtuloną w ciało starszego Kalinowy Powiew. Ścisnęło mu serce i żołądek, a łapy drgnęły, by do niej podejść. Zaniechał jednak tej czynności, karcąc się w myślach. Nie był odpowiednim kotem, by ją teraz pocieszać… by udostępnić futro, w które mogłaby się wypłakać. Spuścił wzrok, kładąc po sobie uszy. Chociaż bardzo chciał, nie podszedł do niej.
Zanotował w głowie, by później odwiedzić grób starszego, po czym wrócił do legowiska medyków.
~*~
Bury siedział w wejściu, segregując liście rozmiarami. Ogon smętnie leżał na trawniku, a szaro-niebieskie oczy wpatrzone były w ziemię.
Usłyszał nagle wołanie jednego z wojowników. Podniósł wzrok, dostrzegając Cętkowanego Tęgosza, który szedł do legowiska Zalotnej Gwiazdy. Chłód nocy nagle przybrał na sile. Po co kocur został zawołany na dywanik?
Jakiś czas później rudzielec wyszedł ze spuszczonym ogonem na zewnątrz. Chudy był zaciekawiony dlaczego, w końcu Liderka była babką wojownika. Patrzył, jak ten odchodzi, początkowo wzruszając ramionami.
Następnego dnia, kiedy Tęgosza nie było w pobliżu, poszedł do legowiska starszych. Chciał dowiedzieć się więcej na temat tej sprawy. Coś… nie dawało mu spokoju.
Siedziała na swoim posłaniu Gąsiorkowy Trzepot, patrzyła smętnie na swój nieruszony posiłek. Bury podszedł bliżej, położył przy niej liść z nasionem maku, bez słowa. Bał się cokolwiek powiedzieć, toteż zrobił krok w tył i poruszył wąsami, mając nadzieję, że kotka go zauważy. Jej oczy podniosły się na zioła, a z ust wydobyło westchnienie. Podniósł uszy.
— Trzcinniczowa Dziupla… — zaczęła drżącym głosem. — On zjadł posiłek I… I n-nagle zaczął się ślinić i tak dziwnie zachowywać.
Chudy zmarszczył brwi. Nie brzmiało to, jak śmierć ze starości.
— Tak? — Zachęcił kotkę do mówienia dalej.
— On nagle zaczął się jakby dusić i nie mógł utrzymać równowagi… a kiedy upadł… już nie wstał. Nie obudził się. — Miauknęła smutno.
Chudemu… zabrakło słów. Znał te objawy, wiedział, co oznaczały.
— Czy to był posiłek przyniesiony przez Cętkowanego Tęgosza? — Zapytał.
— Hm? Tak, chyba tak…
Cętkowany Tęgosz podrzucił Trzcinniczkowej Dziupli zatrutą piszczkę. Dlatego kocur zmarł, nie ze starości, nie z choroby!
W Chudym dosłownie zawrzało. Jego ogon podrygiwał nerwowo. Coś podobnego spotkało Blade Lico… śmierć teoretycznie bez przyczyny… przy nim jednak została odnaleziona gałązka cisu, co potwierdzało przyczynę zgonu, a po śmierci Trzcinniczka nie było śladów. Piszczka została zjedzona… ugh! Gdyby tylko mógł zrobić sekcję zwłok…
Teraz jednak wiedział, dlaczego Tegosz został zawołany do Liderki. Zacisnął zęby.
— Czy… co Tęgosz tutaj robi? Widziałem, jak przychodził wcześniej — zapytał.
— Dba. — Kotka machnęła ogonem. — Dostał jakąś karę i musi niczym uczeń przy nas chodzić.
Że co?! Chudego zatkało. Za morderstwo kocur dostał tylko… dbanie o starszych?! Gdzie wcześniej zabił jednego z nich?!
Wysunął pazury, które otarły o podłoże, jednak zaraz je schował. Wziął głęboki wdech, drżący.
— Tutaj… emmm jest ziarenko maku, jeśli będziesz potrzebować. — Wydusił z siebie, nim wyszedł.
Szedł bardzo sztywnym krokiem. Dotarł do nory medyków, w której panowała cisza. Cis nie było, Kopra również. Bardzo dobrze… on potrzebował teraz chwili samotności.
Czyli podsumowując… Nie miał dowodów, ale nagła śmierć niewidomego, jego objawy, następnie kara Tęgosza. Wszystko wskazywało na celowe działanie młodego wojownika. Tylko dlaczego?! Chudy nie potrafił tego zrozumieć.
Siedząc na środku medycznej nory, zaciskał zęby, patrząc w ziemię. Trzcinniczek nie zasłużył… Nie powinien jeszcze odchodzić. Pomimo że nigdy nie byli blisko, Chudego bardzo zabolała ta śmierć. Widok zapłakanej twarzy Kalinki… chyba nigdy jej nie zapomni. Ileż by dał, żeby móc kotkę ochronić przed wszystkimi niebezpieczeństwami… ale to się nigdy nie ziści. Był słaby, do tego ona wcale go nie lubiła. Nawet nie wiedział, czy tolerowałaby jego obecność koło siebie na dłuższy czas. Dodatkowo… ta żałosna kara wymierzona przez Zalotną Gwiazdę. Śmiech na sali! Jak ona mogła? Tak po prostu wyrzucić w kąt wszystkie zasługi Trzcinniczka dla Klanu jedną decyzją o karze swojego wnuka?! Paskudna, dwulicowa kocica! Nepotyzm tej staruchy najbardziej go bolał. Poczucie niesprawiedliwości, wyższości, jaką okazała tym zachowaniem… sam czyn Tęgosza pokazał wszystkim, że uważał się za Pana Życia i Śmierci. Obrzydliwe… podłe! Chudy jako ten słaby, bez pozycji i dobrze sytuowanej rodziny poczuł to wydarzenie niczym silne uderzenie w brzuch. To trawiące go żywcem poczucie niesprawiedliwości, rosnąca nienawiść względem Tęgosza…
— Uh, Chudy Grzbiecie? — Przemknęło gdzieś w tle.
Zalotnej Gwiazdy od dawna nie trawił, nie miał jednak zasobów, by cokolwiek z tym zrobić. Tak samo całej jej rodziny, Nadciągającego Pomroku czy Ognikowej Słoty… A teraz jeszcze Cętkowanego Tęgosza.
— Chudy Grzbiecie! — Przedarło się przez jego myśli.
— Ugh… CZEGO CHCESZ?! — Odwrócił się gwałtownie ku jak się okazało, Piołunowemu Dymowi. — NIE WIDZISZ, ŻE JESTEM ZAJĘTY?!
Kocur nieco się zmieszał.
— Ale Ty nic nie robisz…
— Myślę! A myślenie to jest bardzo zajmujące zajęcie! Czego chcesz?! Byle szybko!
— No… umm
Kocur wyjaśnił swoje objawy, a bury jak za karę, odmierzył dawkę ziół. Kolejne wymioty w tym księżycu. Co z nimi jest nie tak! Wszystkie te koty jakieś chorowite… on pomimo swojej aparycji wcale nie chorował! Powinni się od niego uczyć, zarozumiali wojownicy, pff.
Nie pożegnał kocura, wręcz go wykopał na zewnątrz. Był bardzo nie w nastroju. Cała ta sytuacja sprawiła, że przelała się u niego czara goryczy, którą czuł od dawna. Niesprawiedliwość w Klanie, ciągłe intrygi i strach o jutro. Klan Wilka był przerażający, podły, nieprzyjemny. W takim miejscu przyszło mu żyć. Chudy miał niemal pewność, że gdyby nie został medykiem, już dawno podzieliłby los Bladego Lica czy Trzcinniczkowej Dziupli.
Sierść sama jeżyła się na grzbiecie. Kolejne napływające myśli tylko to potęgowały.
— Chudy Grzbiecie, dlaczego wyrzuciłeś stąd Piołunowy Dym? Nie powinieneś pomagać kotom, zamiast ich besztać? — Rozległo się za nim, a w Medyku coś pękło.
Odwrócił się, stając twarzą w twarz z tym, przez którego był w takim stanie. Wziął głęboki wdech, a jego serce biło tak szybko, że słyszał szum własnej krwi przez nie pompowanej.
— Czyś Ty oszalał?! — Podniósł głos, co robił bardzo, bardzo rzadko. — Pająki zasnuły Ci mózg?! Jak śmiesz decydować o czyjejś śmierci, Tęgosz?!
<Tęgoszu?>
Wyleczeni: Iglasta Łapa, Piołunowy Dym
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz