BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bluszcz x Klamerka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bluszcz x Klamerka. Pokaż wszystkie posty

04 grudnia 2024

Od Bluszczu CD. Klamerki

Jaki on był szczęśliwy! Klamerce pomogły wreszcie lekarstwa! Było z nim lepiej! Sam już nawet nie mógł w to czasem uwierzyć. Jego brat odkąd pamiętał był w swoim własnym świecie. Nigdy nie chciał się bawić, prawie nie rozmawiał, nie odpowiadał na pytania, nie wykazywał żadnego zainteresowania rzeczywistością, nawet jak to wszystko się działo. Leżał tylko na ziemi i wpatrywał się w jeden punkt, jakby zobaczył tam coś bardzo strasznego. Bluszcz nie miał pojęcia, dlaczego brat się tak zachowywał, on sam chyba też nie. Ale najważniejsze w tym wszystkim było to, że udało mu się i Klamerka czuł się lepiej! Bluszcz naprawdę się z tego cieszył. Od samego ranka pomagał Klamerce ze wszystkim, a przynajmniej się starał. Przynosił mu jedzenie, trzymał z daleka od parapetu i co chwilę z nim rozmawiał, by kocur poczuł tę rzeczywistość. Tę przytomność. Po prostu spędzał z nim czas jak jeszcze nigdy w życiu.
- O, a potem można zrobić tak! – powiedział uradowany i pokazał jeden z ruchów do walki, które pamiętał ze szkolenia. Klamerka obserwował to uważnie, nie odzywając się jednak. Mimo to niebieskiemu to nie przeszkadzało. Największe znaczenie miała dla niego sama uwaga brata. Dlatego też szybko zmienił pozycję, pokazując coś innego i opowiadając do tego kolejną historię.
- Bluszczu? – usłyszał jednak głos Izydy, która powoli do nich podchodziła, tym samym przerywając pokaz swojego brata – Chyba musisz pójść po nowe zioła – odparła kotka i wskazała porozrzucane rośliny. Niebieski spojrzał w tamtą stronę i od razu zgodził się z siostrą. Tak się zajął wszystkim dookoła, aż zapomniał poszukać ziół! Przeniósł wzrok na Klamerkę i uśmiechnął się.
- Bardzo ci dziękuję Izydo – zaczął, zwracając się jeszcze do kotki – Ja idę po zioła, Klamerko ty lepiej tu zostań. Niedługo wrócę! – powiedział i skierował się do wyjścia. Chciał jak najszybciej znaleźć potrzebne rośliny, by wrócić do brata. Ruszył znanym już korytarzem i skierował się do schodów. Zszedł na dół, kierując swoje kroki ku wyjściu na zewnątrz. Gdy tylko się tam znalazł, rozejrzał się dookoła, w poszukiwaniu najlepszej drogi. Może i był w mieście, ale jakieś zioła dało się tu znaleźć, prawda? Dlatego też ruszył przed siebie. Jeśli chciał zebrać choć trochę, musiał zacząć od razu.
 
***
 
Ziół nie miał dużo, w końcu był w mieście, gdzie dostęp do nich był dość ograniczony, jednak widząc, powoli zachodzące słońce wiedział, że przydałoby się już wracać. Tak więc zrobił, mijając szare budynki, starając się nie zwracać na siebie zbędnej uwagi. Czujnie rozglądał się dookoła, nie do końca wiedząc, co może go dopaść w betonowym świecie. W końcu na jego drodze stanęła Droga Grzmotu. Kocur przywarł lekko do ziemi, uważnie obserwując ulicę. Kolejny potwór przejechał mu przed nosem, a wtedy Bluszcz wystrzelił do przodu, najszybciej jak umiał, by tylko nie zderzyć się z potworem Wyprostowanych. Gdy był po drugiej stronie, odetchnął z ulgą i ruszył dalej. Jak on nie mógł się doczekać swojego powrotu! Miał tylko nadzieję, że Klamerce się nie pogorszyło. Nagle skręcił w jedną ze stron, a jego oczom zaczęła ukazywać się znajoma budowla. Przyspieszył nieco kroku i skierował się do wejścia. Dość szybko wszedł do środka, znów mijając ten sam teren. Wdrapał się po schodach i przeszedł przez korytarz. Powoli wszedł do pokoju i wtedy zobaczył... Klamerkę. Klamerkę kradnącego jego porozrzucane zioła.
- Klamerko! – od razu pobiegł do brata, zostawiając nowo zebrane zioła, by tylko wyrwać bratu te, co mu zabrał – Nie możesz tego jeść, zaszkodzi ci! – powiedział szybko, ewidentnie zmartwiony i wystraszony. Zabrał czekoladowemu rośliny i odłożył na bok – Dlaczego to zrobiłeś?

<Klamerko? Tłumacz się>

31 sierpnia 2024

Od Klamerki CD. Bluszcza

Nadal ciemność. Nie czuł niczego poza ciemnością. W głowie migały mu wszystkie te sceny z przeszłości, które przeżył… a może nie? Obrazy, postacie, głosy… Sam nie wiedział, które z nich są prawdziwe, a które z nich to wytwór jego zagubionego umysłu. Nie chciał się tak czuć. Chciał się czuć dobrze… ale jak to właściwie jest? Chyba zawsze Klamerka czuł się tak jak teraz… Ciemność. Pustka.
Aż w pewnym momencie coś się jakby zmieniło. Poczuł coś jakby… drobny przebłysk świadomości. „Może po prostu otworzę oczy?” – pomyślał.
Otworzył oczy.
Zamrugał. Rozejrzał się. Bez wątpienia leżał na boku w jakimś jasnym pomieszczeniu. Przez okno wpadały smugi światła słonecznego. Już nie jest ciemności. Wtedy zorientował się, że leży w pełnym słońcu, a jego ciemne futro pochłania ciepło jak ziemia wodę. Jest mu okropnie gorąco.
W ustach czuł dziwny, gorzki smak…ziół…? Próbował przypomnieć sobie cokolwiek z ostatniego czasu…ale nawet nie wiedział, od jak dawna znajdował się w takim stanie.
Wtedy nagle usłyszał za sobą głos.
- Klamerko? Jak się czujesz? Słyszysz mnie?
Klamerka powoli odwrócił głowę.
Spojrzał prosto w brązowe oczy… Bluszcza. Swojego brata. Jak on dawno go nie widział… A może widział? I czy tak dawno? Nie ma pojęcia…
Klamerka zamrugał.
- Co się stało?
Bluszcz wyglądał na zmartwionego.
- Byłeś… półprzytomny a często po prostu nieprzytomny, przez wiele dni. Myślałem, że już się nie obudzisz… Dałem ci zioła. I chyba zadziałało.
Klamerka myśli. Rzeczywiście czuje się…bardziej świadomy i przytomny niż kiedykolwiek wcześniej. To musiały być jakieś mocne zioła…
Czekoladowy uniósł głowę, spróbował się podnieść. Całe jego ciało było sztywne i obolałe. Wstał, ale zachwiał się i upadł z powrotem. Rozejrzał się po pomieszczeniu szeroko otwartymi oczami. Nie był pewien co to za miejsce…ale przynajmniej nie była to ta mroczna pustka, w której żył…a raczej nie żył przez ostatnie…nie wiadomo ile.
- Jak się czujesz…? – powtórzył Bluszcz.
- Jestem – powiedział, patrząc przed siebie, jakby sam był zdziwiony tym faktem.
- Przynieść ci coś do jedzenia? Albo do picia? Mogę coś dla ciebie zrobić?
Klamerka podszedł, zdaje się do krawędzi parapetu, spojrzał w dół, pochylił się i… zachwiał się.
W ostatniej chwili poczuł, jak ktoś mocno chwycił go za skórę na karku i odciągnął od krawędzi.
- Klamerko, uważaj! – Bluszcz stanął przed bratem, odgradzając go od krawędzi parapetu. – Mogłeś spaść.
Klamerka nadal patrzył przed siebie. Po długiej chwili wreszcie spojrzał na Bluszcza.
- Dziękuję.

***

Teraz czuł się dobrze. Wiedział, co się dzieje dookoła. To uczucie świadomości było czymś, za co dałby wszystko.
Ale… co jeśli to tylko tymczasowe? Co będzie gdy te zioła przestaną działać…? Znowu wróci do tej ciemności, wszechogarniającej i przytłaczającej nicości…
„O nie. Nie pozwolę na to.” – pomyślał. – „Nie dam się znowu zamknąć.”

<Bluszczu…?>
[438 słów]
[przyznano 9%]

17 sierpnia 2024

Od Bluszczu CD. Klamerki

Wreszcie namówił brata na zabawę! A zabawa z rodzeństwem zawsze była najlepsza! Mógł biegać, skakać, odbijać piłkę i to nie sam!
- Dalej Klamerko! Odbij! – piszczał zadowolony Bluszcz. Jego brat z mniejszym entuzjazmem, w ogóle niewidocznym, odbijał piłkę. Ale dla Bluszczu entuzjazm barta nie był najważniejszy. Najważniejsze było, że udało mu się namówić go na zabawę!
Klamerka odbijał piłkę, która co jakiś czas i tak trafiała pod szafkę. Za każdym razem jak czekoladowy kocur tam szedł, jakimś cudem lądował nieruchomo na ziemi, więc w końcu Bluszcz sam po nią chodził, by nie stracić kompana do zabaw.
 
***
 
Nie wiedział, jak pomóc bratu. Bał się o niego. Z każdym dniem coraz bardziej oddalał się od rzeczywistości. Bluszcz widział, że działo się to już od dawna, ale nigdy aż tak. Już zaczął się zastanawiać, czy brat w ogóle zjada jakieś posiłki, śpi, czy pije. Jeśli nie, wcześniej czy później zginie. Jednak Bluszcz szybko pozbył się tej myśli z głowy. To było niemożliwe. On nie mógł do tego dopuścić.
- Cześć Kamerko – przywitał się Bluszcz, siadając obok leżącego na ziemi Klamerki. Ten nic nie odpowiedział, a pusty wzrok miał wbity w sufit. Niebieski westchnął cicho i złapał kilka blisko leżących ziół. Musiał pomóc bratu. Obstawiał jakieś halucynacje, więc szybko znalazł odpowiednie rośliny.
- Nasiona maku powinny pomóc – mruknął do siebie – Teraz tylko zmusić cię, do jedzenia – powiedział do leżącego kocura. Klamerka znów nie odpowiedział. Niebieski podszedł do niego bliżej, starając się zwrócić na siebie uwagę. Łapą lekko go szturchał, jednak pacjent nie reagował – Dalej Klamerko, jesteś tam? – zapytał Bluszcz, machając bratu łapą przed pyskiem – Proszę cię, zjedź te zioła. Pomogą ci! – mówił dalej, lecz bez efektów. W końcu złapał nasiona i położył przy Klamerce, mając nadzieję, że ten sam je zje. Czekoladowy za to tylko przechylił lekko głowę. Bluszcz wydał z siebie zirytowane syknięcie i tylko popchnął zioła, bliżej brata – No dalej Klamerko! – powiedział do czekoladowego. Ten w końcu odwrócił się w jego stronę. To była jakaś szansa! Bluszcz popchnął lekko nasiona do pacjenta, mając wielką nadzieję, że wreszcie je zje i wszystko będzie dobrze. Czekał tak dłuższą chwilę, ale w końcu Klamerka zdecydował się zjeść zioła. Bluszcz gdy to zobaczył, od razu podskoczył z radości. Udało się! Teraz zostało tylko czekanie.
 
***
 
Kolejnego dnia Bluszcz gdy tylko się obudził, popędził do swojego brata. Powinno być choć trochę lepiej. A może się pomylił i to nie halucynacje? Szybko pokręcił głową, wyrzucając tę myśl. Coś musiało pomóc. A przynajmniej taką miał nadzieję.
Gdy tylko zlokalizował Klamerkę, on jak zwykle leżał na ziemi. Powoli do niego podszedł. Wszystko wyglądało jak zawsze.
- Hej, Klamerko? Jak się czujesz? – zapytał cicho Bluszcz. Jeśli jego diagnoza była poprawna, coś musiało się poprawić.

<Klamerko? Udało się jakoś pomóc?>
[438 słów, trening medyka]
[przyznano 9%]

05 maja 2024

Od Klamerki CD. Bluszczu

Wiele księżyców temu, gdy byli kociakami…
- Cześć Klamerko! Chcesz się ze mną pobawić? Dlaczego nigdy nie chcesz się z nami bawić? Przecież zabawa jest fajna! Chodź, pokaże ci!
Klamerka spojrzał na brata przenikliwie. Czego on od niego chce? Nie widzi, że Klamerka jest teraz zajęty kontemplacją kostki brukowej za oknem? Klamerka nawet na niego nie spojrzał. Aż nagle poczuł, jak coś uderzyło go w bok.
Wolno odwrócił głowę w tamtą stronę, i zobaczył przy swoim boku małą piłeczkę. Bluszcz zabrał ją łapą i popchnął ją jeszcze raz w stronę Klamerki. Znowu piłeczka go uderzyła.
Klamerka zamrugał.
- Co ty robisz? – spytał brązowy kocurek.
- Pobaw się ze mną! Zobacz, to fajne!
Klamerka milczał chwilę.
- To boli.
- Wcale nie – odparł zdziwiony Bluszcz. – Ta piłka jest miękka i mała, jak może cię to boleć?
- Egzystencja mnie boli.
Brat spojrzał na niego niepewnie. Klamerka uznał że to koniec rozmowy, więc znowu odwrócił wzrok w stronę kostki brukowej.
Ale Bluszcz nie odpuścił.
- No to może skoro ta…Esgy...ezgy...zst...- próbował wysłowić się Bluszcz - ...stencja cię boli, to…pobaw się ze mną! To na pewno pomoże! Mi zawsze pomaga! Po prostu popchnij piłeczkę!
Klamerka zamyślił się. Czy popchnięcie piłeczki może złagodzić jego ból egzystencjalny? Po dłuższej chwili Klamerka podniósł ogon – nadal nie odrywając wzroku od kostki brukowej za oknem – i popchnął piłeczkę. Piłeczka wolno potoczyła się pod szafkę. Bluszcz spojrzał na niego.
- Ale…w moją stronę, Klamerko. Miałeś ją popchnąć…no dobra, nie ważne. Czekaj.
Brat zniknął z pola widzenia Klamerki. Za plecami brązowy kocur słyszał dźwięki zaciętej walki, a po chwili Bluszcz wrócił z piłką, ustawiając się na linii wzroku – i jedynym obszarze zainteresowania – Klamerki. Niebieski popchnął piłkę w jego stronę, tak, że uderzyła Klamerkę w nos.
- Dalej, Klamerko, teraz twoja kolej! Dasz radę, wierzę w ciebie!
Czekoladowy usilnie analizował sytuację, a po chwili odbił piłkę, tym razem w dobrą stronę. Bluszcz uśmiechnął się.
A potem jakoś to poszło.

***

Klamerka nie pamiętał, kiedy ostatni raz się tak dobrze bawił. To znaczy…nigdy w sumie się nie bawił. Bluszcz chyba miał rację. Tylko nadal nie rozumiał, dlaczego niebieski w ogóle zwrócił na niego uwagę…
W pewnym momencie, piłeczka przez nieuwagę Klamerki znowu wpadła pod szafkę. Czekoladowy kocurek stał w miejscu, patrząc na szafkę.
- No dalej, idź po nią! Ja już byłem, teraz twoja kolej. – powiedział brat.
Klamerka myślał intensywnie, zamrugał, a po chwili ruszył w stronę szafki. Powoli wszedł pod nią. Było tam ciasno. I ciemno. Bardzo ciemno. W prawym rogu zobaczył znajomy, owalny kształt – piłkę. Ruszył w tamtą stronę, aż nagle zobaczył w wąskiej szparze między podłogą a spodem szafki jakby…plamkę. Jasną plamkę. Zatrzymał się. Plamka zaczęła na początku lekko drgać, a potem nagle jakby…zakręciła się i rozbiła na setki mniejszych plamek, które zaczęły krążyć po całej podłodze. Klamerce zakręciło się w głowie. Plamki zaczęły zmieniać kolory, z białego na czerwony, fioletowy, niebieski i inne, niezidentyfikowane odcienie, każdy rząd kręcił się w inną stronę, zaczęły się zlewać w jedno, zdawały się jakby przybliżać, Klamerka czuł jakby wszystko inne zniknęło, jakby się zapadał i…
- Ehh… Klamerko? Zgubiłeś się? – zapytał Bluszcz.
Nie usłyszawszy odpowiedzi schylił się pod szafkę, i zobaczył leżącego na boku w bezruchu czekoladowego kocurka.
- Znalazłem piłkę – powiedział Klamerka.
- No to…gratuluję… To wyciągnij ją i chodź, bawmy się dalej!
Czekoladowy zamrugał, przesunął się, złapał piłkę i wyczołgał spod szafki.
Bawili się dalej.

[546 słów]

23 stycznia 2024

Od Bluszczu Do Klamerki

Bluszcz jak zwykle bawił się swoim ogonem, gdzieś w domostwie. Nie wiedział, co ze sobą zrobić. Nikt nie chciał się z nim bawić! To wcale nie było fajne. Dlatego został mu sam ogon. W końcu on mógł zapewnić najlepszą rozrywkę. Przecież tak fajnie się go goniło i kręciło w kółko! Jednak też szybko się to nudziło. Już po chwili Bluszcz siedział na ziemi i obserwował wszystko dookoła.
- Co by tu porobić... – zaczął się zastanawiać na głos i wtedy spojrzenie jego trafiło na Klamerkę. Jego brat znowu siedział sam i obserwował jakiś punkt. Był... Ciekawy, fajny! Klamerka zawsze był "inny" od reszty jego rodzeństwa, dlatego bardziej chciał go poznać. Bo w końcu tak fajnie się wyróżniał! Jednak był jeden problem. Kocurek nigdy się z nimi nie bawił. Nawet nie było wiadomo dlaczego! Może nie chciał? A może się bał? Ale czego? Przecież oni nie gryzą. Jednak mimo tego, kocur nie był przekonany do dołączenia do żadnej zabawy, dlatego arlekin postanowił to zmienić! Potrzebował kogoś do zabawy, a Klamerka potrzebował jakiego zajęcia.
- Wygląda, jakby się nudził, na pewno chce się pobawić! – powiedział do siebie zadowolony Bluszcz i ruszył w stronę brata, który siedział przy szafce. Gdy stanął przed nim, czekoladowy nawet nie zwrócił na niego uwagi, mimo to niebieski się nie przejął. Usiadł obok brata i zaczął go zaczepiać, by zwrócić na siebie uwagę. Jednak to nic nie dało. Jakby Klamerka w ogóle nie zdawał sobie sprawy, że jest na tym świecie. W końcu Bluszcz dał sobie spokój i postanowił spytać wprost:
- Cześć Klamerko! Chcesz się ze mną pobawić? Dlaczego nigdy nie chcesz się z nami bawić? Przecież zabawa jest fajna! Chodź, pokaże ci!

<Klamerko?>