BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lwia Paszcza x Zwiędły Hiacynt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lwia Paszcza x Zwiędły Hiacynt. Pokaż wszystkie posty

25 marca 2024

Od Zwiędłego Hiacynta CD. Lwiej Paszczy

*Dawno, dawno temu*

 Jego wyjście z Lew i Iskrzącą Burzą na polowanie, to był czysty przypadek. Sam chciał odpocząć od tych kotów, jednak ukazała mu się lepsza opcja. Mógł utrudnić cokolwiek, co próbowały zrobić dwie kocicę. To brzmiało jak bardzo dobry plan, ale gdy jedna wojowniczka zniknęła w legowisku uczniów wraz z Ziębią Łapą, wszystko się posypało. Został on i ta ruda kulka nieszczęść. Nie to chciał osiągnąć, jednak teraz się nie wycofa. Dwójka kotów wyruszyła z obozu, a Lew rozpoczęła swój monolog, tworząc następne teorie o jego osobie. Nie jego zadaniem było wykłócanie się z kotką, mimo iż bardzo tego chciał. Nie mógł jednak zostawić tego bez odpowiedzi, jego duma mu na to nie pozwalała.
 - Moja “mamusia” leży od wielu księżyców w ziemi pod twymi łapami, tam gdzie będą spoczywać również inni, więc nie widzę jakim sposobem miałby dać mi instrukcje, by mieć na Ciebie oko. - Odpowiedział na słowa rudej kocicy. - Z drugiej strony, czemu miałaby prosić mienie na Ciebie oko? Nawet Cię nie znała i nigdy na szczęście nie pozna. Ma szczęście, a może nawet miała, i ominęło ją spotkanie z takim kotem jak ty. Z pewnością futro by jej osiwiało, gdyby usłyszała jakie głupoty opowiadasz.
 - Chodziło mi o Różana Przełęcz głuptasie. A taki niby mądry jesteś Hiacyncie... Co oni z tobą biednym zrobili…- Parsknęła, spoglądając na niego z pogardą. - To jest twoja mamusia. A ty jej grzeczny synek na posyłki, jedyny co chyba jej się udał. Bo wątpię naprawdę, że sam z siebie zechciałeś wyjść ze mną na polowanie. Pewnie po prostu ci kazała. A więc? - Zadarła nos do góry, czekając na ciąg dalszy.
 - Jeśli uważasz Różaną Przełęcz za moją matkę, to jesteś w wielkim błędzie. Twój pogląd rodziny jest bardziej zachwiany, niż sądziłem… - Tu przerwał, wpatrując się w Lwią Paszczę. - No cóż, widać, że skutki braku Leśnego Pożaru w twym życiu dają swoje znaki. A odpowiadając na twe bezsensowne pytanie, polowanie wyszło z mojej inicjatywy, a nie dlatego iż jakaś kocica mi to kazała. Nawet jeśli tysiąc razy Ci powiem, że mnie i przywódczynię łączą tylko negatywne relacje, to dalej będziesz rozpowiadać te głupoty, prawda? - Westchnął cicho i odwrócił wzrok od kotki. - Powinnaś słuchać innych częściej, bo na ignorowanie słów innych na dobre Ci nie wychodzi. Różana Przełęcz z pewnością wyzwałaby mnie od mego mentora, gdyby nad jej głową nie wisiały gwiazdy, które teraz obserwują jej każdy ruch. Z tego powodu nie rozumiem twego zdania, a tym bardziej nazywania ją jakimkolwiek członkiem mej rodziny. Mam tu tylko jednego członka rodziny i jest nim Malwowy Rozkwit. Nikt więcej.
 - Phi. Leśnego Pożaru w to nie mieszaj. Może nie bierze czynnego udziału w moim życiu, ale jeśli trzeba będzie, to się pojawi i zareaguje. W szczególności jak mu powiem o pewnym Zwiędłym Badylu, który stara się mi prawić nauki... No tak, to już ten wiek, starzejesz się... Powinieneś sobie znaleźć jakąś kotkę, mieć z nią kocięta i im prawić morały! Ja ojca mam, drugiego nie potrzebuję. - Zmrużyła oczy, wzdychając. - Widziałam, jak nieraz spędzałeś czas z Różaną. Niecodzienny widok to był, naprawdę, kiedy oddaliście się tylko we dwójkę poza obóz. Ciekawe, o czym sobie tak gawędzicie sam na sam. Nie chce mi się wierzyć, więc że łączy was jak to mówisz "negatywna relacja". Musi stać za tym coś więcej. I wcale mi nie chodzi o to, że jest twoją prawdziwą matką ugh... - Skrzywiła mordkę, rozczarowana, że rudzi nienależący do jej rodziny byli naprawdę tacy głupi. - A co do Malwinka, naprawdę mógłbyś być bardziej jak on, a nie zachowywać się jak stary gbur. Z nim nie jest nudno. Naprawdę miło się z nim rozmawia. Szkoda, że to twój brat, a nie mój.
 Zaśmiał się, słysząc słowa kocicy. On i kocięta? Ona chyba żartowała. Nie po to żył, aby powiększać jego ród, a tym bardziej z jakąś kotką. Nie widział siebie w roli rodzica, więc czemu miał zmuszać się do tych czynności?
 - Nie sądzę, aby tatuś pojawił się, gdy tylko strzepniesz swym uchem. - Powiedział prześmiewczo rudy wojownik. - Ale powiedzmy, że to moje własne zdanie. Tym bardziej nie uważam, iż powinnaś mi urządzać całe życie. Już przecież robisz to ze swoim rodzeństwem, więc po co dokładać Ci następnego kota? - Tu przerwał, skanując wzrokiem drogę przed nimi. Nie byli przecież w obozie, a na polowaniu, więc musieli zachować uwagę. Któż wiedział, czy jakiś samotnik nie pojawi się znikąd. - Naprawdę nie wiedziałem, że koty, które się nie lubią, mają zakaz rozmawiania ze sobą. Oświeciłaś mnie Lwia Paszczo. - Rzucił sarkastycznie kocur. - W takim razie nie powinnaś zamieniać ze mną ani jednego słowa, a nawet ta rozmowa nie powinna się mieć miejsca. Wracając jednak do faktów, to co Cię to tak interesuje? Może rozmawialiśmy o pogodzie, o klanie, o tobie lub ta wyzywała mnie od najgorszych zwierząt, jakie są jej znane. I co z tego? Nie masz powodu, aby być zainteresowana tą rozmową. - Ostatni raz rzucił swój wzrok na rudą kocicę. - Ktoś musi pilnować go, aby nie wpadł do lisiej nory lub w pazury takiej kotki jak ty, prawda? I ta rola przypadła mi, więc pozwól mi ją prowadzić. Poza tym ja poszedłem na polowanie, a nie toczyć rozmowy o wszystkim i niczym. Dlatego ciesz się swoją chwilą wolnego, póki masz szansę Lewku.
 Po tych słowach odszedł od kocicy, zostawiając ją samotnie. Potrzebował teraz skupić się na zadaniu, więc obecność kotki była mu zbędna. Tylko by go rozdrażniała.

*****
*Jeszcze jak Tymianek był kociakiem*


 Pojawienie się Tymianka i Słonecznika w klanie, to było coś, czego ten nie ustalił w swych planach. Ta dwójka kociąt nie miała nigdy dotrzeć do żłobka, jednak stało się zupełnie coś odwrotnego. Czemu? Sam nie mógł dostrzec jednego powodu tej sytuacji. Na całe szczęście jedna z rudych kulek odeszła z tego świata szybciej niż na niego przyszła, więc został tylko Tymianek. Czemu nie wziął przykładu ze swojego brata i poszedł do gwiazdek? Wtedy jego życie skupiałoby się tylko na swoich osobistych sprawach, a nie wychowywaniu rudego przybłędy, jak mu zleciła to przywódczyni. Wszedł do żłobka, trzymając mysz w pysku. W ich ostatniej rozmowie obiecał kociakowi, że pozwoli mu spróbować zwierzyny, więc nie miał zamiaru łamać swej obietnicy. Tym bardziej że w żłobku znajdowała się ruda kocica, której Hiacynt nie darował dobrym uczuciem. Lwia Paszcza doczekała się swych dwóch kociąt, czego rudy wojownik się nie spodziewał. Wzrokiem wyszukał szkodnika, który postanowił swym wyglądem przypominać jego osobę. Kocurek rozmawiał właśnie z Kurzą Pogonią, jednak gdy dostrzegł, że wojownik pojawił się w żłobku, szybko ją przerwał i pobiegł w jego stronę.
 - Hiacynt! Hiacynt! Daj mi spróbować! - Krzyczało kocię, plątając się pod jego łapami. - Obiecałeś przecież! Obietnic się nie łamię!
 - Przestań się kręcić między moimi łapami i usiądź w miejscu, to może zastanowię się nad podarowaniem Ci tego prezentu. - Powiedział spokojnie Zwiędły Hiacynt, co tylko przyniosło grymas na pysku Tymianka. Usiadł on wreszcie przed nim i wbił w niego swoje niebieskie ślepia. Widząc, że zrobił on to, o co wojownik poprosił, to położył przed nim mysz. Wzrok pokierował na Kwiecisty Pocałunek i Kurzą Pogoń, z którymi przywitał się skinieniem głowy, po czym jego wzrok pokierował na trzecią karmicielkę. Lwia Paszcza wbijała w niego swoje ślepia od czasu, gdy tylko postawił łapę w żłobku. Właśnie coś szeptała do Nagietka, co nie wzbudziło pozytywnych uczuć u wojownika.
 - Co takiego ciekawego jest w mej osobie, że musisz aż podzielić się tym cicho ze swym synem? - Zapytał z zaciekawieniem. - Nie spodziewałaś się mnie tutaj i to wiem, jednak nie musisz siać już nieprawdziwych plotek kociętom.

<Lew?>

13 listopada 2023

Od Lwiej Paszczy (Lew) CD. Zwiędłego Hiacynta

 Została zdegradowana z powrotem do rangi ucznia, a poza tym jej miano wróciło do tego kocięcego. Jak na złość Zwiędły Hiacynt pod koniec ich rozmowy zwrócił się do niej Lewku, tak jakby przewidział przyszłość. Była zła, wściekła z powodu tej niesprawiedliwości, która ją dotknęła. Ale role się kiedyś odwrócą. Muszą, na pewno tak się stanie, prędzej czy później. 
Zajmowała się wraz z Piaskiem wymiana mchu, nie mogąc się doczekać momentu, aż Iskrząca Burza po nią przyjdzie i uwolni od żmudnej pracy, niegodnej potomkini Piaskowej Gwiazdy. Miały udać się tylko we dwie na wspólne polowanie, a tak naprawdę pręgowana klasycznie chciała spędzić ten czas w samotności; bez żadnego kota, który mógłby ją kontrolować. Brakowało jej takich wyjść samemu, oj bardzo. Dlatego też po pewnym czasie miały się rozdzielić, a wytłumaczeniem na to, gdyby ktoś je osobno przyłapał miało być to, że każda pobiegła w drugą stronę za zwierzyną.
Przynajmniej nie musiała siedzieć w tunelach jak co niektórzy ukarani podczas feralnego zgromadzenia. Miała nadzieję, że pewnego dnia ci zostaną zasypani, a jedynym żyjącym dzieckiem Różanej Przełęczy zostanie Rumiankowe Zaćmienie. Chociaż patrząc na postawę rzepa, który uczepił się jej brata i stanął po ich stronie, mogła odeprzeć myśl o śmierci tej szarej istoty. Mógł być bardziej przydatny niż ruda w pierwszej chwili to uważała.
— Lwia... Lew — usłyszała głos siostry, która w idealnym momencie zjawiła się w legowisku uczniów, w którym to trójka ukaranych zajmowała się wymianą mchu; ach co za uwłaczający obowiązek. — Jesteś wolna? — To był znak. Aktorstwo to chyba obie wyssały z mlekiem matki. Lew starała się nie wyglądać na podekscytowaną pytaniem siostry, znużona odwróciła głowę w jej stronę, chcąc pokazać Iskierce, że przecież jest zajęta— Pomyślałam, że może chciałabyś mi pomóc w polowaniu. Co ty na to? Poza tym rozprostujesz łapy...
— Myślę, że Piasek i Smark poradzą sobie z resztą sami..., a ja z przyjemnością ci pomogę Iskierko, jeśli tak bardzo zależy ci na tym, abym to właśnie ja pomogła — odparła głośno, mając nadzieję, że kocury ją usłyszały i to, że właśnie ich zostawia
Wzrok przeniosła na brata, przepraszając go za to, że ucieka od brudnej roboty i zostawia go samego z synem Żmijowej Łapy. Ona sobie potrafiła dać radę. Piasek też musiał. Na dobrą sprawę sam czarny kocur mógł się zająć tym mchem. Piasek również powinien się wykręcić, tylko musiał sam pokombinować z tym. 
Powoli zaczęły kierować się w stronę wyjścia z obozowiska. Lew nie mogła się doczekać momentu, aż znów zazna smaku wolności. 
— A wy dwie dokąd?
Słysząc znajomy głos, który od pewnego czasu podnosił jej ciśnienie, przeklęła cicho pod nosem. Przystanęła i zmierzyła wzrokiem brata Malwowego Rozkwitu. Ruda kanalia, zdrajca krwi na usługach Różanej Przełęczy. To pewnie przez niego i wizyty liliowego w żłobku Północ zniknęła. Tak to właśnie sobie tłumaczyła. Gdyby nie oni, mogłaby dalej mieszać w głowie siostrze Ciszy, a później, gdy już jej brat doszedłby do władzy kotka mogłaby liczyć na przywileje za to, że byłaby po ich stronie – jednak zaprzepaściła na to szanse. Zabrali jej zabaweczkę, został tylko Smark, który po ostatnim wybryku był wielkim rozczarowaniem; wstyd było się pokazać w jego towarzystwie. Szczęście w nieszczęściu takie w tym całym zaginięciu niebieskiej, że nie musiała patrzeć na jej pysk i tracić na nią swego cennego czasu. Bo może i uśmiechała się do niej, ale tylko dlatego by zdobyć jej zaufanie i użyć jej, gdy nadejdzie odpowiedni moment. 
Teraz Lew mogła skupić się na czymś innym. Czymś co odwróci bieg historii klanu.
— Masz już problemy z oczami na starość, Hiacyncie? — spytała prychając — Wychodzimy. — rzekła, a następnie uprzedzając jego możliwe późniejsze słowa, rozwiała wszelkie wątpliwości związane z faktem, że to właśnie ze swoją siostrą wybiera się poza obóz — Iskrząca Burza jest wojowniczką, więc mogę z nią wyjść poza obozowisko. I to w słusznym celu. Będziemy polować — uśmiechnęła się promieniście, zerkając to na wojownika, to na swoją siostrę
— To dobrze się składa. Sam miałem udać się na polowanie, a skoro jesteś taka chętna do pomocy to wybierzemy się takim razie w trójkę. Co ty na to, Iskrząca Burzo?
Lew ani trochę nie podobała się wizja, aby kocur im towarzyszył. To nie tak miało być. Porozumiała się z siostrą poprzez spojrzenie.
— Zgoda. — odparła za cętkowaną występując naprzód, tak jakby chciała rzucić wyzwanie starszemu — Wiesz, spadłeś nam z nieba. Będziemy potrzebować kogoś takiego jak ty, takiego silnego kocura, który będzie dźwigał upolowaną zwierzynę...
— Iskrząca Burzo! — głos Ziębiego Trelu rozbrzmiał przez prawie cały obóz. Mimo, że to nie Lew była wołana przez matkę, jej sierść się zjeżyła.
Pomału zerknęła w stronę rodzicielki, której wzrok spiorunował Lew. Była ciekawa czy matka kiedyś zrozumie, że nic, a nic nie zawiniła. Całą swoją nienawiść względem jej czy Piaska powinna przynieść na Różana Przełęcz i jej syna. To oni powinni przejść przez piekło, które kocica zafundowała swoim dzieciom w ramach jej osobistej kary.
— Zaraz wrócę... — rzuciła Iskierka i powoli skierowała się w stronę matki
Może i Lew nie słyszała o czym dokładnie rozmawiały, ale jednego była pewna. Wystarczyło przepraszające spojrzenie siostry, aby zrozumiała, że ich plan całkowicie zawiódł i nie dało się już go uratować. Cętkowana ruszyła za matką kierując się w głąb legowiska uczniów, bo nawet jeśli była wojowniczką, nie warto było denerwować kocicy, jeszcze tego brakowało. Nim jednak zniknęły w nim, Ziębi Trel przeszyła lodowatym spojrzeniem swą córkę, która według niej zawiodła ją na całej linii. Jeszcze by przyczyniła się, aby Iskierka została zdegradowana.
— Chyba nie wróci. Nie marnujmy w takim razie czasu, chodźmy. 
Niezbyt ochoczo ruszyła za rudym, wiedząc, że w tym przypadku go się tak łatwo nie pozbędzie. Chyba, że zgubiła by go gdzieś w tunelach, ale to oznaczało wpełznięcie do nich i pobrudzenie jej pięknej sierści. A do tego nie chciała dopuścić.
Skierowali się na wrzosowiska. Ku ich farcie, wśród obudzonej do życia roślinności dało się dostrzec małe szaraki, skubiące źdźbła trawy. Nie zdawały sobie sprawy z zagrożenia. Były łatwym celem dla doświadczonego wojownika i młodej wojowniczki. Mimo łatwego łupu, Lew nie drgnęła ani o milimetr. Uniosła dumnie głowę i przerwała ciszę, która towarzyszyła im od opuszczenia obozu.
— Myślałam, że nie będzie chciało ci się mnie niańczyć Hiacyncie już nigdy, a tu proszę – sam się do mnie doczepiłeś. Ciekawe tylko czemu... wątpię, że to tak sam z siebie postanowiłeś, w końcu za mną nie przepadasz i nie rozmawiamy ze sobą często… — Zrobiła smutną minkę na dosłownie uderzenie serca — A poza tym to dziwne, że w tej samej chwili co nam zachciało ci się udać na polowanie. Mogłeś iść wcześniej z resztą wojowników, w końcu nie masz żadnych innych zajęć… — I w tem ją olśniło. — Niech pomyślę! Czyżbyś dostał wytyczne od mamusi, żeby mieć na mnie oko? — zagadnęła będąc ciekawa, czy to faktycznie dlatego, przez jakąś paranoję szylkretki, uniemożliwił córkom Zięby wymknięcie się tylko we dwie. Gdyby ich nie zatrzymał, zamiast niego mogłaby być tutaj razem z Iskrząca Burzą, do czasu, w którym by się nie rozdzieliły

<Hiacynt?>

24 października 2023

Od Zwiędłego Hiacynta CD. Lwiej Paszczy

*Jeszcze przed mianowaniem Północy i Ciszy*

 Czy słyszał o tych dwóch kociętach, które przybyły do obozu? Oczywiście, że tak. Kto by nie słyszał? Już sama wiadomość, że trójka uczniów, a teraz nawet wojowników, zabiła samotnika, rozeszła się szybko. A później przybyły te dwie nieznane mu istoty. Trzymał się od nich z daleka, bo wiedział, że nawet najmniejsza rozmowa z kociakami może przynieść nieoczekiwane zainteresowanie się jego osobą. Tak stało się z tą trójką kociaków Zięby, które przykleiły się do niego. Wspominając o nich, warto powiedzieć, że widział dwie kocicę wyżej wspomniane, które szły w stronę żłobka. Czyżby wypatrzyły sobie tam sobie ofiarę, którą postanowiły przekonać, aby dołączyła do nich? Najwyraźniej się im nie udawało, bo właśnie zobaczył Lew wychodzącą ze żłobka z niezbyt zadowolonym wyrazem twarzy.
 - Myślałem, że tylko uczniowie zajmują się wymienianiem mchu w żłobku, a nie wojownicy.- Powiedział Hiacynt, kiedy kocica znalazła się bliżej niego. - Kogo tam znalazłaś takiego ciekawego, że odwiedzasz żłobek często? Musi tam ktoś być, bo w innym przypadku byś tam nie chodziła z własnej woli. Czyżby to był ktoś z dwójki kociaków, których przyniosłaś do klanu?
 Kocica zerknęła w stronę wojownika.
 - A coś ty taki ciekawski Hiacyncie? - Zagadnęła starszego wojownika, darując sobie wymówienie pierwszego członu jego imienia. - Nie poznaję Cię. Ostatnio wykazywałeś zerowe zainteresowanie moją osobą, a widzę, że zaszła w tobie jakaś zmiana... Tylko mi nie mów, że to przez to, że się starzejesz i chcesz wiedzieć wszystko na temat tego, co dany kot robi w klanie! Bo na to chyba jednak to za wcześnie... - Mówiąc to, przyjrzała się jego sierści, starając się doszukać, chociażby jednego siwego włoska.
 - Nie musisz przejmować moją starością Lwia Paszczo. Do śmierci mi jeszcze daleko, a przynajmniej są jeszcze inne koty w tym klanie, które pójdą szybciej w jej oblicze. - Powiedział rudy wojownik. - Nie odpowiedziałaś, jednak na moje pytanie, starając się zwrócić moją uwagę na coś innego. Jednak ja nie dam się tak łatwo zmylić. Także ponawiam pytanie, kogo tam ciekawego znalazłaś, że odwiedzać żłobek tak często?
 - Nikogo. - Odparła już nieco mniej milej, a to wszystko przez uwagę kocura na temat śmierci. Westchnęła. - Czy to tak naprawdę dziwne, że młoda kotka zagląda do kociarni, aby sprawdzić, jak się miewają kocięta? To instynkt Hiacyncie! - Wytłumaczyła wojownikowi. - Coś, czego ty nie masz i raczej nie będziesz mieć. - Obdarowała go pogardliwym uśmiechem. - W końcu kocięta są przyszłością klanu, trzeba doglądać ich, aby nie zrobiły żadnych głupot. A te dwa głuptasy są naprawdę przeurocze, tak też z przyjemnością do nich zaglądam. - Stwierdziła sarkastycznie. - Zresztą nie tylko ja zaglądam do żłobka, Szepcząca Łapa również. - Zauważyła, na całe szczęście mijała się z liliowym podczas odwiedzin. - Jego również tak wypytujesz?
 - I bardzo dobrze, że nie posiadam tego “instynktu”. - Odparł kocur. - Już po waszym pojawieniu się, mam dość przyczepiania się do mnie jak śnieg do futra. Nie zniósłbym kogoś tak głupiego w mym otoczeniu, którego nawet nie można pouczyć, bo rozpłaczę się przed mymi łapami. - Tu przerwał na chwilę. - Masz racje, Szepcząca Łapa również odwiedza żłobek, ale chyba nie zapomniałaś, że jest to jego obowiązkiem. Tak krótko jesteś wojownikiem, a już zapomniałaś jakie obowiązki mają uczniowie? Taka młoda, a już pamięć szwankuje. No cóż, twój mentor mógłby zadbać o to bardziej, jednak widać, że nie udało mu się to.
 - Straszenie i wyzywanie kociąt raczej nie należy do obowiązków uczniów, ale co ja tam wiem. Gepardzi Mróz pewnie zapomniała mi o tym wspomnieć. A z tego, co słyszałam od znajdek, to tym się głównie zajmuje, gdy je odwiedza. Bo do wymiany mchu to się nie kwapi żaden z uczniów... Może został uprzywilejowany do tego przez fakt bycia synem samej liderki? Niektórym na więcej się pozwala.
 - Straszenie i wyzywanie kociąt? Lwia Paszczo, co to za zarzuty rzucasz na innego ucznia? Jednak nie ja jestem od rozwiązywania takich spraw, a tym bardziej związanych z Szepczącą Łapą. Nie chciałbym wątpić w twoje bardzo ważne zdanie, jednak czyż te sprawy nie powinnaś zgłaszać… No nie wiem… Do Kwiecistego Pocałunku, która jest aktualną opiekunką tych dwóch szkodników?
 - O to się nie martw. Północ i Cisza są na tyle mądre, że to już pewnie zgłosiły, skoro i mnie zechciały o tym poinformować. A co Kwiecisty Pocałunek już z tym zrobi, to jej sprawa. Nie mam zamiaru kwestionować jej zasad wychowania. To ona jest karmicielką, to ona wzięła za nie odpowiedzialność. No i to ona ma władzę absolutną w kociarni. A ja jestem tylko wojowniczką.
 - Wojowniczką, która angażuje się za bardzo w sprawy kociaków, ale jak kto woli. Może twój dar wreszcie się spełni, gdy poczujesz, że to twój czas. Jak sama przyznałaś, kocięta są przyszłością klanu, a aktualnie ich dużo w klanie nie mamy. No cóż… Jakoś nam się nie układa się ta przyszłość. - Po tych słowach wstał i przeciągnął się. - A teraz wybacz mi Lwia Paszczo, mam ważne sprawy do załatwienia, które nie mogą czekać. Do zobaczenia kiedyś Lewku.
 Po tych słowach odszedł od kocicy, zostawiając ją samą, a po chwili zniknął w wyjściu z obozu.

<Lew?>

31 sierpnia 2023

Od Lwiej Łapy CD. Zwiędłego Hiacynta

 — Dlatego też... zacznij od zaprzyjaźnienia się z taką uroczą dama jak ja. Ja ci nie życzę śmierci. — przełknęła ślinę starając się brzmieć jak najbardziej miło, aby rudy kocur na nowo stał się opanowany. Wskazała łapką na siebie i posłała Hiacyntowi uroczy uśmiech. Nie spodziewała się, że i w jego przypadku temat rodziny to drażliwy temat. Wiedziała o nim tyle co nic i ciężko było go rozgryźć. — Będziesz dla mnie miły, to ja dla ciebie będę miła. Myślę , że oboje na tym skorzystamy, w końcu jeszcze nam trochę czasu zejdzie na patrolowaniu terenów. A twój brat... jest taki kochany, nie ma chyba słodszego kota na świecie. Prawdziwy z niego dżentelmen. Nie musisz się o niego martwić, nic mu nie zrobię. — zapewniła.
— Czemu miałbym zaprzyjaźniać się z tobą? Jesteś chyba drugą najgorszą kotką w tym klanie z jaką miałbym nawiązywać jakąś znajomość. — Powiedział rudy kocur, uspokajając się powoli. — To, że mamy długą drogę do końca to nie znaczy, że automatycznie będę chciał się stać twoim najlepszym przyjacielem lub mentorem. — Tu zrobił przerwę na głęboki oddech. — Zobaczymy czy mu coś zrobić czy też nie. Ale pamiętaj, jeśli coś mu się stanie to pożałujesz, że przyszłaś na ten świat. 
Westchnęła, to będzie trudny i ciężki patrol. Ale się nie podda. Udało jej się już zmienić przebieg ich rozmowy, znowu rozmawiali spokojnie, nawet jeśli kocur zagroził jej. Wywróciła na to oczami.
— No wiesz co! Jak śmiesz tak mówić. — prychnęła obrażona mrużąc oczy, by po chwili otworzyć jedno — Drugą? A komu przypada ten zaszczyt bycia pierwszą? — spytała zaciekawiona, nie żeby chciała znajdować się na jej miejscu 
Zaśmiał się cicho, patrząc na obrażoną uczennicę.
— Różanej Przełęczy.
Nie ważne, gdzie się odwróciła, widziała kotkę osobiście, albo słyszała coś na temat Róży. No ileż można! Chociaż nieco się uradowała słysząc, że ktoś uważa Różaną Przełęcz za gorszą kotkę niż była Lwia Łapa. W końcu ktoś kto nie był ślepcem!
Parsknęła śmiechem na odpowiedź kocura. Na dobrą sprawę nie spodziewała się jej, że uda się jej dowiedzieć kto króluje na pozycji pierwszej. Gdzieś w głębi serca miała nadzieję, że to imię właśnie padnie. I padło. Jednak łączyło ich coś więcej, niż rude dziedzictwo.
— Jesteś pewien, że powinieneś mi to mówić? Właśnie dowiedziałam, że że nie przepadasz za zastępczynią i uważasz ją za najgorszą kotkę w klanie. No proszę, proszę... 
Czyżby zaczął jej ufać zaczynając się jej zwierzać? Jeśli tak, to świetnie. Musiała się teraz tylko faktycznie upewnić czy jej nie okłamał. Chociaż jeśli nie on sam, to brązowooka jak nic nie przepadała za nim jak reszta kotów. W końcu był cały rudy, czyli był be, tak jak Lew i jej rodzina.
— Ależ Lwia Łapo, ona o tym wie. Powiedziałem jej to prosto w pysk. Czemuż miałbym chować ten fakt przed innymi?
— A nie obawiasz się tego co to będzie, gdy w końcu ona zostanie liderką. Może cię, no nie wiem... Uznać za zdrajcę i najlepszym wypadku wygnać z klanu. Chyba tego do końca nie przemyślałeś Hiacyncie, nie uważasz?
— Dobra uwaga, jednak błędna. — Tu ugryzł się w język. Nie mógł powiedzieć uczennicy czemu Różana Przełęcz nigdy by go nie wyrzuciła, bo inaczej mogłoby się to skończyć źle. — Chodźmy. Nie mam na ten patrol całego dnia, a tym bardziej nie mam całego dnia na pouczanie Ciebie. — Uciął nagle temat, po czym ruszył przed siebie.
Została nieco w tyle za kotem, nie bardzo rozumiejąc, czemu jej uwaga była błędna. Nie mogła być. 
— Ugh, dorośli. — mruknęła pod nosem, po czym ruszyła za kocurem, starając się cieszyć widokami 
Patrol przebiegał bezproblemowo. Nikt nie naruszył granic, chociaż tych z Klanem Nocy i Klanem Klifu. A przynajmniej nie w ostatnim czasie. Ruda uważnie przyglądała się idącemu przed nią kocurowi, który szedł wzdłuż granicy. Co jakiś czas uczennica zatrzymywała się starając się dostrzec jakieś koty na swoich terenach, po drugiej stronie granicy, jednak bezskutecznie. Byli sami, nie licząc oczywiście pomniejszej zwierzyny, która schodziła im z drogi przemykające to w głąb rodzinnych terenów, bądź poza ich granicę.
Znajdowali się niedaleko Kamiennej Strażnicy. Lew zmęczona tym chodzeniem położyła się na trawie mając nadzieję, że chwilę odsapnie przed drogą powrotną. Wszystko wskazywało na to, że jej cierpnie jakim było dzisiejsze patrolowanie wreczcie się skończy. Skoro odbębniła ten w środku dnia, raczej nie powinna być wyciśnięta do tego wieczornego patrolu. Z resztą, noc była od spania, a nie kręcenia się przy granicach.
Zbytnio nie rozumiała czemu akurat padło na patrolowanie obrzeży terenów przy Klanie Klifu i Klanie Nocy, jak w końcu jedynym realnym zagrożeniem czyhającym na Burzaków były Wilczaki. I to przy tych granicach sporych rozmiarów grupy patrolowe powinny się kręcić, a nie dwa koty na krzyż, jak to miało miejsce w tej chwili. W Nocniakach i Klifiakach nie dostrzegała zagrożenia. 
— To będziemy się już zbierać, tak? Zgaduję, że inni wojownicy bardziej doświadczeni zajmą się patrolem granicy z Klanem Wilka. — Ziewnęła, nie mogła się doczekać, aż uda się na swoją popołudniową drzemkę.
— Tak, będziemy się już zbierać. Mam nadzieje, że następnego razu nie będzie.
— A ja wręcz przeciwnie. Z chęcią ci potowarzysze w kolejnych patrolach. — podjęła podnosząc się z trawy i się przeciągnęła — Przyjemnie się na ciebie patrzy, jak bierzesz sobie do serca wykonywanie powierzonych zadań. Skupiony parłeś naprzód, ignorując spłoszoną przez nas zwierzynę. Wojownik jak się patrzy. 
Skomplementowała postawę Zwiędłego Hiacynta. Chyba zaczynała rozumieć czemu kocur nie obawiał się wyrzucenia z klanu, gdy zastępczyni dojdzie do władzy. Nawet jeśli jego charakter pozostawał wiele do życzenia, to nie można mu było zarzucić dobrego wyszkolenia. Pozbycie się kogoś takiego jak on byłoby jak strzał w kolano. Ile by dała by to właśnie on był jej mentorem, takim oficjalnymi, a nie Gepard. Miała nadzieję, że żadne z pełzaczy Róży go nie dostanie. Złamałoby jej to serce.
Kocur zignorował słowa Lwiej Łapy, no może nie do końca, bo jedyna jego reakcją było strzepnięcie uchem. Bez słowa zaczął iść, nawet nie racząc poczekać, czy się upewnić ,że uczennica za nim idzie. A Lew powoli szła za kocurem z powrotem w kierunku obozu nie spuszczając na chwilę z niego wzroku wzdychając cicho raz za razem. Czy Lew lubiła ten chłód bijący od rudego? Wychodziło na to, że tak. Chciała z nim spędzać jak najwięcej czasu, nawet jeśli jej towarzystwo było dla niego uciążliwe.
Z każdym kolejnym krokiem byli coraz bliżej obozu. Przez całą drogę od granicy nie zamienili ze sobą ani słowa. Było to uporczywe, ale bicolor to dzielnie zniosła.
Lew czuła się jakby miała zaraz wyzionąć ducha. Nie dało po sobie tego poznać nie mogąc się doczekać aż padnie na swoje legoiwkso. Te patrole naprawdę nie były dla niej. Chodzenie nie było dla niej. Co innego poruszać się po obozie na krótkich dystansach, a nie robić taki maraton. Przynajmniej odpuszczono im sprawdzenia granic z Klanem Wilka. I bardzo dobrze.
Zwiędły Hiacynt bez słowa pożegnania z uczennicą skierował swe kroki w stronę legowiska lidera. No tak, trzeba było złożyć raport. Patrol się skończył. A ona była wolna. Posmutniała zdając sobie sprawę, że z samej siebie trudno będzie jej spędzić czas z kocurem, jeśli nie zostaną zmuszeni do współpracy przez lidera. Hiacynt jasno postawił sprawę, że nie jest zainteresowany jej towarzystwem. Nie to co ona.
Rozejrzała się po obozie, wybrali sobie ciekawy moment na powrót. Akurat dużo kotów przebywało w sercu klanu, wracali z treningów, czy to z patroli pozostałych granic. 
Przypomniała sobie jedną z lekcji matki na temat tego, że damy powinny być wdzięczne, i nie chodziło w tym przypadku o wygląd. Oczywiście nie dotyczyło to nierudych. A Hiacynt nie był na całe szczęście nierudy. Przyspieszyła kroku i jak pijawka przyssała sie do boku kocura ocierając się o niego całym swym drobnym ciałkiem.
— Dziękuję za dzisiejszy patrol Hiacyncie — zdążyła tyle i aż tyle miauknać, nim czmychnęła do legowiska uczniów, musiała koniecznie porozmawiać z matką o tym dziwnym uczuciu w piersi. Wierzyła, że kotka coś na to poradzi.

<Hiacynt? Zostałeś właśnie jej pierwszą kocięcą miłością, a to wina tego, że jej stary ma ją w dupie>
[1280 słów]
[Przyznano 26%]

23 sierpnia 2023

Od Zwiędłego Hiacynta CD. Lwiej Łapy

 Słowa wypowiedziane przez młodszą kocicę sprawiły, że ten się zatrzymał. Jego zły wzrok padł na nią. Uczennica uderzyła w jego słaby punkt, który próbował tak bardzo ukryć. Dużo pytań ponownie pojawiło się w jego głowie, a na żadne nie znał odpowiedzi. Powróciło to niezbyt miłe uczucie, które wojownik próbował ukryć od dawna. Skąd ona wiedziała o jego matce? Nie powinna posiadać takich informacji. Nie powinna o niczym takim wiedzieć. Nie po to próbował ignorować te fakty, aby teraz kocica je rzucała w jego pysk.
 - Co powiedziałaś?! - Wysyczał kocur, zbliżając pysk do pyska kocicy. Obiecał sam sobie, że swoje emocje będzie trzymał na wodzy, jednak nie umiał spełnić tej obietnicy. Coraz częściej był świadkiem swojego działania pod wpływem emocji, co mu się nie podobało. - Rasizm działa w dwie strony i nie mogę zaprzeczyć, że Klan Burzy nie ma problemów z gloryfikowaniem i nienawidzeniem kotów z rudym futrem, bo byłoby to kłamstwo. Jednak nie masz zielonego pojęcia, co to znaczy być prześladowanym przez każdego kota w klanie. - Z każdym słowem zbliżał się do niej bardziej i bardziej. - Masz swoją idealną rodzinę, która będzie Cię wspierać. Nigdy nie poczujesz, jak to jest być sądzonym przez wszystkich za coś, czego nie zrobiłaś!
 Uczennica wystraszyła się nie na żarty, gdy Hiacynt zbliżył swój pysk do niej. Zaczęła mocno żałować, że nie miała koło siebie Gepardziego Mrozu, która by nie dopuściła do tej sytuacji. Po raz pierwszy brakowało jej towarzystwa szynszylowej, ale tylko przez chwilę. Z szeroko otwartymi oczami wsłuchiwała się jego słowa. Położyła po sobie wywinięte uszy i przełknęła ślinę.
 - Czyli ty... - Wydukała, oj matka by ją zlała, jakby ją zobaczyła w tej chwili, trzęsącą się dukającą galaretę. - Ja cię nie będę osądzać, Hiacyncie... Tylko głupcy osądzają innych, a to wszystko przez ich zajęcze serca. Boją się, że sami będą osądzeni. - Starała się ukryć towarzyszący jej strach i pewniej stanęła na swych małych łapkach, unosząc wysoko głowę, by móc spojrzeć się w błękit oczu kocura.
 - Nie obiecuj tego, czego nie możesz spełnić Lwia Łapo. Tym bardziej że właśnie to zrobiłaś. Samo wspomnienie o kotce, o której nie powinnaś nigdy wiedzieć, jest zastanawiające. Myślisz, że znasz mnie i moją rodzinę? Że możesz rozgryźć mnie i domyślić się, o czym aktualnie myślę? Nie wiesz o mnie nic, a dalej byłaś w stanie mnie osądzić. Jesteś jak reszta kotów tego klanu i nawet twoje rude futro tego nie zmienia.
 - Powiedziałam to, bo byłeś dla mnie niemiły! Ugh. A ja tylko chciałam się z tobą zaprzyjaźnić... - Mruknęła zirytowana. Odskoczyła kawałek od kocura, gdyż bliskość jego pyska zaczynała być zbyt przytłaczająca dla rudej. - I nie jestem jak reszta! Nie porównuj mnie do innych! Jestem lepsza... Koty przestaną cię osądzać, jak pozwolisz się im lepiej poznać. W szczególności kotom takim samym jak ty. Wiesz co? Mógłbyś brać przykład ze swojego brata, idzie z nim normalnie porozmawiać, a z jego pyska prawie wcale nie schodzi uśmiech. A to dodaje mu uroku. Tobie też by pasował.
 Uczennica uśmiechnęła się słodko na wspomnienie kremowego kocura. Rudy wojownik znowu zbliżył się do niej, słysząc jej słowa. Ta glizda miała do czynienia z jego bratem?! Nie mogła! Jeszcze go zmieni. Popsuje!
 - Po pierwsze, nie waż się stawiać łapy obok Malwowego Rozkwitu! Jeśli tylko usłyszę, że próbujesz mu coś wcisnąć, to wiedz, że zapomnę o twojej całej gadce odnośnie bycia miłym do rudych kotów i zasmakujesz własnego lekarstwa. - Tu przerwał na chwilę, widząc, że kocica trzęsie się bardziej niż drzewa podczas burzy. Musiała być wystraszona i był to dobry znak. Niech zna powagę sytuacji i to, że kocur zrobi wszystko, aby ratować brata od tego świństwa. - A po drugie, czemu miałbym być miły i ukazywać swe słabości dla kogoś, kto życzy mi śmierci? Ma to tyle sensu, co rzucanie się do rzeki, gdy nie umie się pływać. To jest proszenie się o atak, proszenie się o śmierć. Nie jestem głupcem Lwia Łapo.

<Lew?>

22 sierpnia 2023

Od Lwiej Łapy CD. Zwiędłego Hiacynta

 Hiacynt był rudy. A zachowywał się wręcz przeciwnie, niczym nie różniąc się od robactwa, gdy zasugerował chłodno, że ciągnie ją tylko do tych kotów mających w swej sierści rudą barwę. 
Tak było. Zrozumiała do czego pije. Mogła pozazdrościć spostrzegawczości kocura. Miała nadzieję, że reszta jest zbyt zaślepiona innymi sprawami i jej zachowania aż tak nie widać, w końcu przy rodzinie najbliżej z jej małego pyszczka wychodziły obelgi względem plebsu. I ewentualnie, gdy chciała się postawić mentorce swojej siostry na treningach, gdy ta na nie krzyczała, a wcześniej o niczym ich nie poinformowała.
— To nie ja uważam cię za głupca, Hiacyncie — miauknęła dreptając u jego boku, nie robiąc sobie za dużo z uwag, które padały z jego pyska. — Nie wiem co insyunujesz. — Z dumą wypowiedziała nauczone się słówko, które kiedyś podsłuchała jak jej mama używa w rozmowie, tak też bardzo chciała się dowiedzieć co ono oznacza. I jej się spodobało. A jak już się dowiedziała, to zaczęła go używać. — Moja mama, tata, brat, siostra, dziadek są rudzi... — Mogła tak wymieniać i wymieniać całą swoją rodzinę, każdy był rudy, nie dało się tego ukryć. I to ją bardzo cieszyło. — Czy to naprawdę źle, że ciągnie mnie do kotów mających rudą sierść? Kotów którzy kojarzą mi się z rodziną? Przy których czuję się bezpiecznie wiedząc, że żaden nie będzie mnie potępiał i krzywdził przez to, że coś nas łączy? A tym czymś jest nasz ognisty kolor sierści... — prychnęła oburzona postawą kocura, mając nadzieję, że tak jak dostrzegł i ją, to tak dostrzeże również resztę wstrętnych kotów mających jeszcze gorszy charakter niż ona, dostrzeże ich zepsucie, tak jak i ona miała przyjemność to zauważyć 
Kocur tylko zaśmiał się cicho, słysząc słowa kocicy. Czy ta uważała, że nie wiedział całkowicie co dzieje się w jego klanie? Jeśli tak, to była w wielkim błędzie.
 — Twoje zachowanie, a bardziej postrzeganie innych kotów, można opisać jednym słowem. Rasizm. Słyszałaś kiedyś o nim, bo w tym klanie jest wypowiadane zdecydowanie za często. — Kocur trzepnął zły swym ogonem. — Nie żyje pierwszy księżyc, więc możesz zakończyć twoje granie. Uważasz, że jesteś taka mądra i nikt nie zauważy? Mylisz się młoda damo. Więc przestań marnować powietrze na swoje głupoty.
Hiacynt był wilkiem w owczej skórze, w tym przypadku plebsem, wronią strawą otulona rudą sierścią. Zdenerwował ją, i to nie nażarty.
— Moje spostrzeganie? Ono chyba z czegoś wynika! Jak więc mam traktować według ciebie koty, które krzywo patrzą na mnie i moją rodzinę życząc im najgorszych rzeczy? Mam być dla nich miła?! Miła dla kogoś kto... — ugryzła się w język, gdy miała podać przykład Piaska i jego mentora, nie warto było przywoływać tutaj Tropiącego Szlaku. To był przykład czystego rasizmu wymierzonego w ich rodzinę. Kocur pewnie zdawał sobie sprawę z tego co bury wyrabiał. A jeśli nie, to nie chciała dawać mu pożywki. — Jakbyś nie zauważył, to ja i moja rodzina jesteśmy ofiarami tego całego rasizmu, nienawiści do naszej rudej sierści. I ty pewnie też byłeś ofiarą, panie nadęty Zwiędlaku. Cofam to co powiedziałam, twoje imię pasuje do ciebie! — prychnęła, była zła. Bardzo zła. — A teraz udajesz, że to cię nie rusza i mnie pouczasz. Ja też mam uszy i oczy, i wiesz co? Mało który nierudy wypowiada się na twój temat pochlebnie, tylko czekają aż znikniesz, tak samo jak twoja mama... — palnęła podniesionym głosem, mając nadzieję, że kocur przejrzy na oczy i dostrzeże kto był ich wrogiem. W końcu był starszy. Nie powinien robić sobie wrogów u kotów o tym samym umaszczeniu. Lew nie mogła pozwolić na to by mieli kolejnego zdrajcę krwi w klanie. A wszystko na to wskazywało, że tak było.

<Hiacynt? 👉👈>
[591 słów]
[Przyznano 12%]

Od Zwiędłego Hiacynta CD. Lwiej Łapy

 Czy Różana Przełęcz robiła mu na złość, czy to był czysty przypadek? Gdyby musiał wybierać, to wybrałby pierwszą opcję. Na pewno musiała robić mu na złość, wyznaczając go z Lwią Łapą w jednym patrolu. Niby była tam również jej mentorka, jednak ta jak na złość, się nie pojawiła. Czego mógł oczekiwać po kotce, która zakończyła trening, mając prawie 60 księżyców na karku? Dziwił się tylko, że Tygrysia Gwiazda pozwoliła jej zostać wojownikiem, a później nawet mentorem. Na jej miejscu już dawno by wyrzucił Gepardzi Mróz z klanu, a jak nie, to chociaż nie dawał jej żadnego ucznia.
 Szedł w ciszy z rudą uczennicą u boku w stronę granicy z Klanem Nocy, tam właśnie miał rozpocząć się ich patrol. Mieli przejść granicę z Klanem Nocy i Klanem Klifu, co było długą podróżą. Zdecydowanie zastępczyni zrobiła to wszystko, aby go zezłościć. Jak inaczej mógłby wytłumaczyć ten przypadek?! Z każdym krokiem żałował tego, że nie protestował, gdy usłyszał tę wieść. Wszystko to osiągnęło swój szczyt, gdy usłyszał głos kotki, która rozpoczęła rozmowę. Już wolał cały patrol milczeć i nie zamienić żadnego słowa z tą rudą kocicą, jednak do głowy wpadł mu lepszy pomysł. Jego wzrok padł na kotkę, kiedy ta zaczęła swój monolog odnośnie jego aktualnego imienia.
 - Stąpasz po cienkim lodzie Lwia Łapo. Bardzo cienkim. - Tu na chwilę przerwał i wlepił swój wzrok przed siebie. - Widzę, że twoja gadka ma do czegoś prowadzić, więc czego chcesz?
 - Po prostu chcę wiedzieć, dlaczego nazywasz się właśnie Zwiędły Hiacynt. - Odparła ruda uczennica, co było prawdą, jak i poniekąd kłamstwo. - Hiacynt samo w sobie brzmi pięknie, a ten cały Zwiędły psuje efekt. A ponoć to właśnie ten człon zyskałeś, stając się wojownikiem. Tak przynajmniej słyszałam… - Kocur tylko westchnął głośno.
 - Dobrze, podtrzymujmy to kłamstwo dalej, jak bardzo chcesz. Skąd dostałem takie imię? Można powiedzieć, że jest to prezent od naszej aktualnej przywódczyni. To będzie dobre uzasadnienie i mam nadzieje, że jesteś usatysfakcjonowana odpowiedzią, bo lepszej nie dostaniesz. Jeśli nie masz nic lepszego do dodania, to zamilcz, bo ja nie mam zamiaru podtrzymywać na siłę tej konwersacji.
 Po tych słowach kocur przyśpieszył kroku, nie zważając na to, czy kotka utrzyma go, czy nie. Nie chciał z nią rozmawiać, to chociaż skończy to, jak najszybciej jak to się dało. Po chwili kocica pojawiła się ponownie u jego boku. Odpowiedź kocura nie brzmiała satysfakcjonująco. Właściwie to kocica czuła się jakby dostała deja vu po pysku, co jej się bardzo nie spodobało, oj bardzo. Przycisnęła mocniej łapę do podłoża, lekko drgnąwszy ogonem pokazując co myśli o jego odpowiedzi.
 - Rozumiem, że to drażliwy temat. - Podjęła w końcu, przekrzywiając lekko łebek, po tym, jak przyglądała mu się w ciszy. Czyżby go zdenerwowała? To by wyjaśniało jego ostry ton i chęć zakończenia rozmowy. - Przepraszam Zwiędły Hiacyncie, nie chciałam cię urazić. Chciałam cię po prostu lepiej poznać tak jak każdego innego współklanowicza.
 - Nie sądzę, aby tak było. Ciągnie Cię do każdego współklanowicza, który ma odrobinę rudego futra w sobie. Skądś kojarzę bardzo to zachowanie… Więc nie uważaj mnie za głupca, bo staje się to irytujące.

<Lew?>

16 sierpnia 2023

Od Lwiej Łapy do Zwiędłego Hiacynta

 Mogła sobie chodzić bezproblemu po obozie. I nawet poza nim, oczywiście jak ktoś jej towarzyszył. Albo ona komuś. Komuś kto miał odrobinę rudego w swojej sierści, bądź był cały rudy, tak jak i ona. Tak też więc jakoś tak wyszło, że uczepiła się dzisiejszego dnia Zwiędłego Hiacynta, wojownika o pięknych rudawym umaszczeniu ze śmieszna białą kropką na głowie. Dowiedziała się niedawno od brata, że ten kocur właśnie przewidział przyszłość całej ich trójki, odnośnie tego, że gdy opuszczą żłobek to będzie tylko gorzej. I tak poniekąd było. Ale dzięki słowom matki, ruda chciała te słabość w postaci nieudolnej mentorki przekuć w siłę. 
Nie odzywała się do niego ani słowem, idąc tuż obok jego boku. Kocur jedynie rzucił na nią przelotnie spojrzenie, po czym wyglądał jakby został pochłonięty przez własne myśli. Ani razu przez czas drogi na nią nie spojrzał tymi swoimi chłodnymi niebieskimi oczami. Nie przegonił jej, więc chyba odpowiadało mu jej towarzystwo. Przynajmniej na razie. 
W końcu rudzi powinni trzymać się razem. Zresztą starszy wojownik mógł być tym drugim, nieoficjalnym mentorem Lwiej Łapy, którego miała zamiar poszukać i może właśnie znalazła, jeśli udało by jej się go przekonać by ją szkolił. Jednak najpierw musiała się dowiedzieć, po czyjej stronie stoi. Nie chciała w końcu spedzać czasu ze zdrajcą krwi, a Hiacynta nie udało jej się dokładnie rozgryźć na razie. Za bardzo skupiała się na tym, że zdobi go rudy kolor. Przez co jakoś tak od razu założyła, że kocur będzie trzymać ich stronę. 
— Dlaczego nazywasz się Zwiędły Hiacynt? Nie wyglądasz jakbyś miał umrzeć, twoje futro wręcz ślni... Wyglądasz na zdrowego. — podjęła zaciekawiona tym co podkusiło lidera, by tak skrzywdzić kocura. Czyżby uczynił coś niegodnego, skoro jego stan zdrowia na pierwszy rzut oka nie wskazywał na nic związanego ze śmiercią? Może tak samo i z niego zakpiono, jak z Lew i jej rodziny. Już nawet te parę księżyców przed jej narodzinami nierudzi szydzili z rudych, mających ogień w sercu — Zwiędły brzmi obraźliwie, nie uważasz? Nie pasuje do kogoś takiego jak ty. Imię wojownika powinno brzmieć dumnie, mieć w sobie ogień, gdy je się wypowiada. A w twoim, bez obrazy go brakuję. Nie jest godne ciebie — miauknęła, od dłuższego czasu intensywnie wpatrywała się w ranę zdobiąca pysk kocura. U kocurów wojenne rany wyglądały ładnie, jednak u siebie żadnej nie potrafiła wyobrazić. Tylko by ją oszpeciły, szczególnie te na pysku.
Była ciekawa czy brał udział w tej całej walce z Klanem Wilka. Jeśli tak było to na pewno pokonał nie jednego wilczaka. O to się zapyta jednak później. 

<Hiacynt?>
[415 słów]
[Przyznano 8%]