BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słodki Język. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słodki Język. Pokaż wszystkie posty

22 maja 2020

Od Słodkiego Języka


Słodki Język miała dosyć słuchania o tym, jakoby Lisia Gwiazda sprowokował atak na Klan Lisa. Chciała, by Pstrąg lepiej dobierała strażników do pilnowania wyspy i dała im przynajmniej jakieś dodatkowe zajęcia, chociażby sto okrążeń wokół niej, bo widocznie zbyt bardzo się komuś nudziło. Oczywiście pomijając fakt, iż cały ten teatrzyk był kompletnie niepotrzebny, Lisiaki i tak nie poradziłyby sobie z pełnym sił obozem. Ponadto każde wyłowione przez nią uchem zdanie, które zawierało oszczerstwa na temat jej boy’a, wywoływało u kotki padaczkę. Coraz bardziej pałała nienawiścią do liderki, nie miała żadnego powodu do utrzymywania szacunku względem niej, nawet jeśli chciałaby jakiś posiadać.
Przyjrzała się uważnie więzieniu „wroga”, powoli go przy tym obchodząc. Nie wyglądało według niej zbyt korzystnie, chciała wiedzieć, jak wszyscy się tam mieszczą.
- Naprawdę? Takie małe i niedbałe? Niech zgadnę kto, tak ładnie kazał zaaranżować przestrzeń, Pstrągowa Gwiazda? – Prychnęła w kierunku Borsuka i Płotki.
- Hej, jak coś ci tutaj nie pasuje, to możesz się wynosić. Nikt nie zmusza cię do stania tutaj i próbowania nieudolnie olśnić innych swoim blaskiem. – Syknęła bura szylkretka w odpowiedzi.
- Y-y, tak właśnie… - Swoje dwa grosze postanowił wtrącić też i kocur, wyraźnie zdezorientowany zaistniałą sytuacją, a także z lekka poirytowany zakłóceniem jego smacznego snu. Sądził, że był słodszy niż Medyczka (bo wiadomo, że haha, Słodki Język). – Poza tym nie mieliśmy czasu zbudować lepszego.
Tak naprawdę z legowiskiem wcale nie było, aż tak źle. Słodka popadała pomału w małą paranoję i wyolbrzymiała wszystko, co tylko było powiązane z jej byłą przyjaciółką.
Dwójka Wojowników doprowadziła do tego, że perska się zjeżyła. Ostatnio uważała, że każda osoba, z którą ma do czynienia, stała się oschła i opryskliwa. Podświadomie chciała już rozmawiać ze wszystkimi normalnie, lecz nie pozwalała jej na to duma i przekonania, a twardo trzymała się tych dwóch rzeczy. Otrzepała więc futro, wzięła kilka głębokich wdechów i z gracją ominęła parę kotów, wchodząc do gniazdka.
Od razu wyczuła charakterystyczną woń, a widok Lisiaków tylko nasilił jej wrażenia. Rozejrzała się wokół siebie, wyszukując pewnej osoby. Zauważyła przy tym, że większość kotów siedzi bezczynnie bez nadziei, niemiłosiernie się nudząc, a mniejszość lustruje ją wzrokiem z gotowością do ataku.
Musiała porzucić cały stres i pójść dalej, gdyż nie miała za wiele czasu. Tak naprawdę Przywódczyni nie wysyłała jej do tego miejsca, więc marnie byłoby, gdyby tutaj akurat wpadła. Słodki Język widziała tę nieufność w oczach Pstrąg, bura bała się, że Medyczka była zdolna do spiskowania z wrogiem. W sumie to nie bardzo się myliła.
Uzdrowicielka nigdzie nie dostrzegła czekoladowej. Czyżby Iskra nie żyła? Nie wierzyła w to. To nie mogła być prawda. Słodka nie rozumiała do końca dlaczego, tak przejmowała się osobą, z którą w sumie nie zamieniła jakoś wielu słów, ale i tak przysięgła sobie, że nie daruje nikomu ze swego klanu takiej zbrodni, jeśli naprawdę się jej dopuścił. Chyba naprawdę z godziny na godzinę, coraz bardziej potrzebowała pomocy psychologicznej. Kto wie, co następnego ją dotknie. Dwubiegunowość?
Podczas kiedy biła się z myślami, jakiś więzień zaczął głośno wołać o pomoc. Wskazywał łapą na śnieżnobiałego ucznia. Co mu dolegało?
- Co z nim? – Podbiegła do nich.
<Bocianowa Łapo?>

20 maja 2020

Od Słodkiego Języka


- Głupia Pstrąg. – Słodki Język prychnęła w myślach.
Pchnęła łapą w kamień, wskutek czego posunął on w kierunku płotu, nieszczęśnie przelatując przez jego szczelinę. Ofiarą uderzenia stała się klacz, która zarżała z irytacją. Kotka zaraz przypomniała sobie, co od kilku księżyców czaiło się na farmie – dwunożny. Był śmiertelnym niebezpieczeństwem.
Zerwała się na łapy i prędko schowała w zaroślach. Wciąż jednak była na pozycji obserwacyjnej, odstępy między drewnem, były wystarczająco duże. Przesiedziała w krzakach jakiś czas, jednak nie zauważyła niczego niepokojącego. Pomyślała, więc, że albo właściciel schwytał to, a raczej tego, kogo chciał albo problemy same ustały.
Cieszyła się, albowiem w końcu miała okazję bezpiecznie uzupełnić brakujące zapasy wrotyczu. Pomknęła zwinnie, niezauważenie przenikając płot.

***

Stała przy Wojowniku, by upewnić się, że zjadł lekarstwo. Żółwi Brzask smętnie przeżuwał zioło, unikając ślepi Medyczki. Po wczorajszej sytuacji albo każdy kot spoglądał na nią jak na niezrównoważoną psychicznie, albo w ogóle starał się nie łapać kontaktu wzrokowego.
- Kwiatuszku, tutaj jesteś, zaglądałam wcześniej, ale ponoć wyszłaś poza obóz. – Owcze Futerko weszła w głąb legowiska. – Ponoć wczoraj jak pilnowałam kociarni, uderzyłaś Pstrągowy Pysk, słyszałam niedawno rozmowę Żółwika z Szałwią, co się dzieje? – Niebieska zbliżyła się do przyjaciółki z zamiarem otarcia się, lecz Słodka delikatnie się odsunęła, po usłyszeniu pytania jej mina stała się skwaszona.
- A-ale przecież Żółw miał stąd nie wychodzić. – Spojrzała na kocura, mrużąc oczy. – Ugh, nieważne, wyjdźmy na zewnątrz. – Skwitowała.
Kiedy były już same i wystarczająco daleko od innych, tak by nikt ich nie dosłyszał, rozsiadły się wygodnie. Słodki Język bez zastanawiania się wiedziała już, jakie padną pytania. Zwykle Owca martwiła się o każdego, kto miał problemy i wtedy próbowała go „nawrócić” na ścieżkę dobra, miłości i motylków.
- Nie rozumiem skarbie, dlaczego to zrobiłaś? Wiesz, że możesz mieć problemy, obiecaj że to się nie powtórzy! Koncentracja i głębokie wciąganie powietrza uspokaja, rób to, co ja. – Wojowniczka zaczęła medytować niczym prawdziwy, super religijny przodek z opowieści starszyzny.
Szkoda tylko, że jej święty porządek zakłóciły odgłosy wychodzące z brzusia. Cała Owcze Futerko.
- Tak, właśnie widzę. – Zaśmiała się perska.
Próbowała wybrnąć z sytuacji taktyczną metodą zmiany tematu, aczkolwiek jej przyjaciółka szybko to wyłapała i wcale nie chciała dać za wygraną. Zlustrowała ją wzrokiem.
- W takim razie… - Pręgowana wstała, chyląc głowę w dół. Okrywał ją cień, jedynie blask niebieskich oczu zdawał się zauważalny, wyglądało to przerażająco. – Zmusiłaś mnie do tego! – Niezgrabnie wskoczyła na kotkę swoim puszystym ciałkiem, przyszpilając ją do ziemi.
Drażniła jej brzuch swoim ogonem, wiedząc, iż to słaby punkt samicy. Uzdrowicielka wiła się po ziemi, mamrotając niezrozumiałe zlepki  wyrazów przez śmiech.
- D-doo-brze! Juuż przestań! – Odskoczyła w bok. – Wiem, że się martwisz… Doceniam to, jednak nie masz czym się zadręczać. Po prostu… Pstrągowy Pysk, a raczej teraz wielka „Pstrągowa Gwiazda” mnie zawiodła. Ufałam jej, myślałam, że się przyjaźnimy. Rozumiem, że liderzy mają mnóstwo obowiązków i sekretów, ale ona zaatakowała Klan Lisa… Zaatakowała Klan Lisa bez powodów i konsultacji ze mną. Liczyłam, że będzie pytać mnie o zdanie i nasz klan stanie się silniejszy dzięki współpracy wszystkich kotów, ale ona… Po prostu dała pochłonąć się władzy. Nie oczekuje, że mnie zrozumiesz. – Odeszła w kierunku legowiska z zaszklonymi ślepiami.
- Kwiatuszku… - Wyszeptała Owieczka, patrząc jak jej kumpela, znika za kolcolistem.

19 maja 2020

Od Słodkiego Języka


Trzy księżyce. Zaledwie trzy księżyce wystarczyły, by Pstrąg odbiło od władzy. Słodki Język siedziała pod wierzbą, obserwując góry. Słońce powoli zaczynało się za nimi kryć, świetlista łuna padająca na polanę traciła barwy. Ekspedycja Klanu Nocy powinna była już dawno pojawić się w obozie, jednak tak się nie stało.
Lekka, sucha bryza muskała jej futro. Niewielki zefirek pojawiał się co jakiś czas, by za chwilę zniknąć, znów dać o sobie znać i tak w kółko. Skwar nie szczędził żadnego kota, dotychczas soczysta, mieniąca się przeróżnymi tonacjami malachitu trawa, stawała się zżółkła i mizerna. Ogólna suchość i brak łatwo dostępnej wody doprowadzał perskę do konsternacji.
Był to okropny czas, gdyby w tamtym momencie jakiś klan musiał się przeprowadzić, z pewnością przeżycie stanowiłoby trudne wyzwanie. Pomimo to Medyczka siedziała w niemal opustoszałym obozie, samotnie rozmyślając o Pstrągowej Gwieździe, która zdecydowała się zaatakować Klan Lisa. Sumienie liderki nie widziało w tym żadnego problemu, nie wspominając o przewadze liczebnej sił Nocniaków. Brzydziła się tym, miała nadzieję, że Klan Gwiazd nie dopuści do tak haniebnego czynu i zmusi Przywódcę do wycofania się. Drogą dedukcji wciąż nie potrafiła odnaleźć odpowiedniego powodu ani tła, przez które powstała ta wojna. Nie przypominała sobie, by południowi sąsiedzi jakoś ich urazili.
Przypomniała sobie Iskrę. Gdyby nie ona, na pewno nie znalazłaby drogi do domu podczas wielkiej przeprowadzki, a jej klan uznałby, że coś się jej się stało i najpewniej porzucił, nie mając czasu ani siły na wszczęcie poszukiwań. Prosiła gwiezdnych, aby mieli ją w opiece, czuła jakby jakaś zatruta strzała wbiła się w jej serce, a każdą łapę z osobna pokryła tona kolców ostrokrzewu. Podjęła się wszelkich prób usunięcia ze swojej głowy obrazu martwej Iskierki. Łza spłynęła po jej pysku, sunąc w dół, aż nie rozbiła się, uderzając w łapę. Nienawidziła niesłusznego cierpienia, po prostu.
Nim największa gwiazda ze wszystkich schowała się całkowicie za szczytem góry, siły w końcu wróciły do obozu. Niektórzy w dobrej kondycji, inni mniej.
Słodka chwiejnym, ale odważnym krokiem wyruszyła im naprzeciw. Szybko rozejrzała się po grupie kotów. Przepełniała ją zgraja nieznajomych lub znanych jej tylko z widzenia czworonogów. Jednakże nigdzie nie mogła dostrzec Niedźwiedzia, Karpia ani niebieskiej samicy. Wstrząsnęło nią, to nie tylko duże straty z głupoty rządzących, ale krew  Wojowników na ich rękach.
Ruszyła trzy kroki w przód, łapa za łapą. Stanęła bokiem, równolegle do Aronii. Spojrzała z rezygnacją na szesnastu Lisiaków, ta liczba wzbudziła w niej lęk. Nawet nie musiała już się więcej wysilać, żeby myśleć, wszystko było jasne. Zapewne obozu tak po prostu też nie oszczędzili.
- Dlaczego… Dlaczego do tego doszło? Odpowiadaj! – Syknęła pierwszy raz od wieków tak bardzo wkurwiona, Aronia otworzył pysk, jednak zasłoniła mu go ogonem. – Zresztą nieważne, nawet już mnie to nie obchodzi.
Zostawiła kocura, by stanąć pyskiem w pysk z Liderką, która swoją drogą też nie szczyciła się najlepszą kondycją po walce. Medyczce nie sprawiło to zupełnie żadnej trudności. Uderzyła ją, jak najmocniej potrafiła w rozciętą część pysku. Wszystkie koty, aż wbiły pazury w ziemię z niedowierzania. Szczególnie Aroniowy Podmuch, który stał z otwartą gębą przez minutę. Uzdrowicielka była gotowa na największe w historii zamieszanie, aczkolwiek gabarytowa kocica spojrzała w dół bez słowa. Była bardzo zdenerwowana, ale najwidoczniej jeszcze w stu procentach jej nie odwaliło, jeszcze.
- Mam nadzieję, że Klan Gwiazdy ci tego nie zapomni. – Rzuciła na odchodne, kierując się w stronę swojego legowiska, dużo pracy wzywało.
Nie miała w tym natłoku myśli pojęcia, dlaczegoż to wspomniała o martwych kotach, rzekomo czuwających nad innymi z góry. Tak naprawdę przestała być im oddana, dosłownie od chwili znieważenia Przywódcy. Lisia Gwiazda miał rację, Klan Gwiazd, to idioci, którzy wybierają sobie ulubieńców. Tylko jemu mogła ufać.


Od Słodkiego Języka

Przed wojną

- Dziwię się, że jeszcze nie pozbyłaś się tej kupy futra, przy pierwszej lepszej okazji. – Miauknął, ukradkiem spoglądając na swojego najmniej zgrabnego syna.
 Wcale nie było tak, że Aronia chciał, by w grze ubyło jednego potomka. Zwisało mu to, kremowy wciąż pozostawał dla niego nikim. Zwyczajnie z trudem przychodziło mu pojąć, dlaczego jego przyjaciółka wciąż pozwala trzymać u siebie typowego pasożyta, który tylko je, śpi… I w sumie to na tym można zakończyć. Truskawek po prostu przez cały ten czas odkąd został uczniem, pałętał się po obozie, narzekając na brak pstrąga w jadłospisie. Ponadto prawie w ogóle nie słuchał się Słodkiej, a poziom jego wiedzy na temat ziół był tragiczny. Tak więc lepiej było już bardziej nie pogrążać kocura, tylko westchnąć i machnąć łapą.
- Uwierz mi, że tak właściwie czasami się nad tym zastanawiam… - Prędko zakryła pysk łapą, uświadamiając sobie, iż nie powinna mówić takich rzeczy.
Słońce świeciło w zenicie, Wojownicy dawno zdążyli wrócić z patrolu. Wszyscy trwali zajęci przez obowiązki, oczywiście z wyjątkiem Truskawka. Uczeń siedział sobie spokojnie pod krzewem, zajadając rybę.
- Truskawkowa Łapo! – Nawoływała Medyczka, pozostawiając Zastępcę samemu sobie. – Przejdziesz dzisiaj test, zobaczymy, czego się ode mnie nauczyłeś.
Wyrwany z letargu kocur, nerwowo podskoczył, wspierając się dwiema łapami. Pożywienie wypadło z jego pyska, przez co obrzydliwie ślizgało się po trawie. Spojrzał w stronę swojej mentorki z idiotycznym uśmiechem, pełnym zakłopotania. Zastanawiał się, czy ta zdyszana wywłoka, przypadkiem nie siedziała zbyt długo na słońcu. Według niego tę nagłą decyzję dało się wytłumaczyć tylko udarem mózgu.

***

Ona mówiła, on udawał zdrowego psychicznie i jej przytakiwał. Nie miał pojęcia jak to wszystko będzie wyglądać, niby go to nie obchodziło, ale w końcu skoro już doszło do takiej sytuacji, to chyba musiał stworzyć na poczekaniu jakiś plan, bo inaczej go wywalą, kiedy cała prawda o jego ignorancji wyjdzie na jaw, prawda?
- Zasada numer trzydzieści siedem. Znaczy się trzydzieści dziewięć… A może to był numer trzydzieści osiem?  Truskawku czy ty mnie w ogóle słuchasz? Rozumiesz, co do Ciebie mówię? Ach, która to była zasada! – Słodki Język dała się w zupełności pochłonąć swoim „rozkminom”.
- Ech, co? A, ta, to znaczy tak właśnie, dobrze mówisz, mhm. – Kremowemu plątał się język.
- Czyli to jednak było trzydzieści dziewięć, po prostu wiedziałam! Dziękuję, w każdym razie przywołajmy się z powrotem do porządku. Kolejnym zakazem, a zarazem ostatnim, którego nie możesz złamać podczas dzisiejszego testu, jest spożywanie napotkanych ziół, kategorycznie ci tego zabraniam!
Dla pręgowanego to już było za dużo. Nie mogli po prostu się nad nim zlitować i docenić to, że chociaż udaje przejętego, gdy inne koty chorują? Przecież musi tam z nimi przebywać całe dnie, ryzykuje życie dla jakichś niegodziwych kotek! Chociaż… Zakazy w końcu są chyba po to, aby je łamać, prawda…? Słyszał od rówieśników to i owo o kocimiętce…
<Truskawkowa Łapo?>

17 maja 2020

Od Słodkiego Języka CD Aroniowego Podmuchu


Kotka objęła ogonem zdrętwiałe ciało kocura, cicho pomrukując.
- Była dobrą kotką… Nie. Była wspaniałym członkiem klanu. Była także idealną matką. – Opuściła pysk w dół.
Aroniowy Podmuch przypatrywał się ciału w milczeniu, co jakiś czas intensywnie wypuszczając powietrze z nozdrzy. Nie chciało mu się już dłużej, obserwować matki, wznoszącej się do Klanu Gwiazd. Po chwili wyszedł.

***
- Wybrałam dla niej najlepsze miejsce. Już niedługo wyrosną tam piękne kwiaty, łagodzą niepokój i smutek. Będzie spoczywać w pokoju, tak jak jej się należy. – Medyczka musnęła futro przyjaciela.
Wojownik był oszołomiony. Chociaż próbował stwarzać pozory niewzruszonego, nie udawało mu się. W końcu tylko kot bez krzty współczucia i nie zaznały nigdy tego, czym jest miłość, potrafiłby zachowywać się normalnie po śmierci najbliższej osoby.
- Wiesz, że nie musisz przy mnie udawać? Chociaż… Cieszę się, że nie popadłeś w rozpacz.
Bicolor poruszył wibryssami. Nie spodziewał się takiej bezpośredniości, pewnie Lisia Gwiazda namieszał jej w głowie, kolejny dowód potwierdzający teorię o ich związku.
- Wybacz… Po prostu chcę postawić sprawę jasno. Deszczowa Gwiazda traci siły, czuję to. Ta energia, którą przesyła mi Klan Gwiazdy… To nie wróży nic dobrego. Tylko ty nadajesz się na zastępcę, Pstrągowy Pysk nie będzie miała wyboru, powierzy tę rolę tobie. Jeśli nasz klan ma przetrwać, musimy wyzbyć się negatywnych emocji i skrupułów. – Położyła na nim swoją łapę. – Rozumiesz to? Skończyły się nieodpowiedzialne czasy. Trzeba zacząć działać.
Koty zostały na polanie, aż do samego zachodu słońca.

15 kwietnia 2020

Od Słodkiego Języka CD Lisiej Gwiazdy


Medyczka mimowolnie wzdrygnęła się, wskutek gwałtownej zmiany tonu Lisiej Gwiazdy. Niezależnie od tego, nie przeszkodziło to w zupełności, otworzeniu się furtki w jej malutkim, acz pojemnym umyśle. Lider Klanu Klifu jakoby przez ułamek sekundy stał się dla niej kluczem. Otóż Słodki Język po wielu księżycach swego oddanemu klanu życia, dopiero teraz połączyła słowa, płynące z ust rudego z różnymi wydarzeniami, co układało się w niezaprzeczalne fakty. Sytuacja ta była wyjątkowo groteskowa, dziwne uczucie, które jej towarzyszyło, wprowadziło kotkę w wysoki dyskomfort i osaczenie. Bała się go, to prawda, ale skłamałaby, mówiąc, że nie jesteś dla niej intrygujący. Intuicja podpowiadała jej „znalazłaś to, czego szukałaś, zostań, to przyniesie Ci szczęście”. W tym przypadku do czynienia miała z największym leśnym zbójem, przedstawianym w opowieściach wręcz jako terrorysta. Czyż więc było warto zaryzykować i dać mu szansę?
- Przepraszam. – Kocur wpuścił do swoich płuc sporą ilość powietrza. – Nie musisz od razu odpowiadać mi na to pytanie, daj sobie czas. – Mężnie się wyprostował, miał nadzieję, że urocza luba nie przyjęła tego do siebie bardzo dosłownie. – Chodź ze mną, coś Ci pokażę.
- J-jesteś pewien? – Jej głos zadrżał, tak naprawdę to ona nie była pewna, czy chce z nim iść. – Dopiero co się obudziłeś… I t-to jeszcze po wypadku.
Lisia Gwiazda zaśmiał się szarmancko. Miał kilka zadrapań, ale oj tam, przecież przeżył już straszniejsze rzeczy. I poza tym wciąż posiadał cztery życia.
Wstał, prezentując swe oblicze w pełnej okazałości, po czym się otrzepał. Grunt dobrego wrażenia to schludny wygląd! Prowadził perske po lesie, co jakiś czas dodając jakieś medyczne ciekawostki, co nie zawsze szło mu najlepiej i zgadzało się z prawdą, ale dla Słodkiej było to naprawdę zabawne, więc pozwoliła mu żyć dalej w niewiedzy, aby nie urazić jego męskiego ego.
Dwójka kotów definitywnie ze sobą kontrastowała. Ona – mała, niewielkich gabarytów, cichutka, zaś on – wysoki, umięśniony, wygadany. Na pozór dwie zupełnie inne krople wody, ale mówi się, że przeciwieństwa ponoć się przyciągają, nieprawdaż?
Kiedy dotarli na miejsce, Przywódca zasłonił swoim puchatym ogonem jej oczy. Wyglądało to, jak jakaś romantyczna niespodzianka w ukryciu.
- Już możesz otworzyć. – Uśmiechnął się zadowolony z siebie.
Wokół nich roztaczała się przepiękna polana, otoczona drzewami iglastymi. Praktycznie cała była pokryta doskonałymi, czerwonymi kwiatami, dotąd niepoznanymi przez Medyczkę. Miejsce to zdawało się odciętym od świata, idealnym na prywatne spotkania lub potrzebę przebywania samemu w cichym kącie. Przez tę całą magię otoczenia i niezwykłość terenu, Słodka zapomniała o tym, iż tak właściwie stoi na terenie Klanu Klifu, zresztą zupełnie jak jej towarzysz, który raczej powinien był o tym pamiętać.
- Jest… - Zaczęła.
- Piękne. – Dokończył za nią Lis.
Wcale nie uważał polany za niezwykłą, a kwiaty nie robiły na nim szczególnego wrażenia. Po prostu chciał pokazać się w dobrym świetle samicy, czuł do niej mięte. Albo… Maki.
Słodka ze słodyczą podziwiała i wzdychała. Siedziała właśnie obok kota, który mógłby ją zabić i nikt by się o tym nawet nie dowiedział, a pomimo tego, czuła bezpieczeństwo i radość. Pręgowana, chciwa kupa futra nie zaprzepaściłaby takiej okazji, na nieco więcej wrażeń i kontaktu.
- Psia krew. – Zasyczał, udając, że przeszywa go ból.
- Li-isia Gwiazdo?! – Uzdrowicielka z niepokojem, zerwała się na równe nogi. – Gdzie Cię boli?
- T-tutaj Słodki Języku… - Wskazał na swój pysk, chociaż nawet przecież nie miał tam poważniejszej rany.
Cholera, ta urocza istotka tak rozpierała go w środku, że nawet zaczął mówić takim tonem jak ona!


<Lisełku, dziubasku, koteczku, skarbeńku, żabciu, kochanie? <3>

Od Słodkiego Języka CD Aroniowego Podmuchu


Siedziała za głazem, głęboko oddychając. Za fragmentem skały toczyła się absurdalna bitwa. Nie sposób było przeoczyć takich epitetów jak kocia strawa wron, lisie łajno i tym podobne…
Aroniowy Podmuch nie sądził, że stanie się masochistą i pozwoli kiedykolwiek jakiemuś pieszczoszkowi zaszarżować na swoje ego. Nawet nie miał tego w planach, każda osoba, która śmiała się go znieważyć, powinna zostać spalona!!! Ale gdy w obieg wchodziła jego przyjaźń ze Słodkim Językiem, postanowił po prostu się poddać. Poczuł, że ich relacja nie jest mu obojętna, zastanawiał się nad tym, co doprowadziło go do takiej słabości. Dlaczego tak zależało mu na dobrych relacjach z dziwnopyską samicą?
Słodka była roztargniona, w jej głowie rodziły się dwa dylematy. Miała kilka możliwości, mogła pomóc czarno-białemu lub poczekać na pomoc. Z kolei stwierdziła, że powinna wynagrodzić mu jego cierpienie i uknuć trojański plan.
Wbiła pazury w ziemię, zagryzając przy tym pyszczek. Uświadomiła sobie, że przez cały dzień nie próbowała zrozumieć potrzeb i problemów swojego przyjaciela, lecz kłócąc się z nim, postawiła go w ówczesnej sytuacji. Kotka zorientowała się, iż sama popełniała błędy, ale nikt jej ich przecież nawet nie wytykał. Zachowywała się egoistycznie.
Ocknęła się, dopiero gdy Aronia wydał z siebie wystarczająco głośny pisk. Zadecydowała, trzeba walczyć! Chwyciła w pysk najgrubszy patyk, zatrzepotała niezdarnie uszami, po czym ruszyła na podbój wyspy.
- Aroniowy Podmuchu! Teraz! – Wyłoniła się zza głazu, a kawał drewna wyfrunął z jej pyska, wbijając się w przestrzeń. Leciał wprost na grupę kotów.
Bicolor zmrużył oczy, ledwo kontaktując ze światem. Myślał, że patyk to kolejna broń piekielnych istot, w sumie wszystko było mu jedno czy nim dostanie, czy nie. Ból przechodził od jego kręgosłupa, aż po sam koniec ogona.
Czekał, ale nic nie poczuł. Wyjrzał spod powiek, Mucha trzymała oręż w pysku, najwidoczniej sama zdezorientowana pytaniem, skąd się tam znalazł.
Poczuł zapach perski, tak bardzo śmierdziała rybami i Pstrągowym Pyskiem (podejrzane), że magicznie nabrał ochoty do walki! Medyczka delikatnie zepchnęła z jego ogona najbardziej niemiłe stworzenie na terenie Klanu Nocy.
- Niezłego masz cela. – Parsknął, sycząc z bólu, Wężykiem na szczęście nie musiał się za bardzo przejmować.
Słodki Język nie ociągała się, chwyciła kocura i zniknęła wraz z nim w morzu krzewów.
- Myślisz, że to kociaki czy raczej potwory?  Są powolne i głodne, ale mamy chwilę, zanim nas znajdą. Przede wszystkim nie możemy im zrobić krzywdy, trzeba się na nich zemścić z klasą… - Spojrzała na niego. – Wszystko w… Porządku? – Na jej pyszczku pojawił się grymas. – Ech, przepraszam…
- Za co? Przecież to te gnoje mnie tak urządziły. – Fuknął czarno-biały, liżąc swoje świeże rany.
- Nie o to mi chodzi. – Medyczka odwróciła łebek w bok. – Czy… Możemy zapomnieć o całej sytuacji? W sumie to było całkiem zabawne, nigdy nie wpadłabym na to, że można komuś, wepchnąć rybę do gardła. – Cicho się zaśmiała. – Ale następnym razem, jeśli będziesz miał jakieś problemy, to przyjdź po prostu do mnie, okej? Nie rozwiązuj ich w ten sposób. – Oczy Słodkiej delikatnie się zaszkliły.
Syn Ognistego Kroku po prostu siedział zmieszany i przysłuchiwał się lamentom samicy. To wszystko było… Niezręczne.
- Na ciernie, no już, bo się zaraz poryczysz… - Niechętnie i niezbyt śmiało objął ją ogonem. Nie za bardzo znał się na takich sprawach – To, jaki jest plan?

***

Dwójka dorosłych kotów wyłoniła się z cienia. Nie minęła chwila, a Mucha, Ropucha oraz Wężyk zdążyli na nich napaść. Wojownik położył się na piachu, udając rozpaczliwie cierpiącego, dokładnie to samo uczyniła po nim Uzdrowicielka.
- Ha! Wygraliśmy! A teraz błagajcie nas o litość rybojady, może jej wam okażemy! – Zawołała triumfalnie Mucha.
Aroniowy Podmuch uśmiechnął się przebiegle. Plan jego przyjaciółki był jeszcze lepszy od spalania kociąt na stosie. Nie mógł przestać odczuwać satysfakcji po tym, kiedy cień trójki maluchów, zniknął pod trzy razy większym i o wiele groźniejszym. Ich miny były bezcenne. Zdawało mu się, czy nagle gleba stała się jakoś bardziej wilgotna?
Toż to Pstrągowy Pysk w końcu nadeszła z karmicielką!                                                                                          
- To chyba WY musicie się teraz poddać. – Puściła Medyczce oczko. – Chyba Klan Nocy wygrał, więc w nagrodę wybieramy sobie Wasze niewolnictwo! – Poirytowana przedstawieniem, chwyciła  w zęby trójkę, wijących się diabłów i zniknęła za kolcolistem.

27 marca 2020

Od Słodkiego Języka CD Gruszki

*akcja opowiadania dzieje się jeszcze przed wojną*

- Nie Ognisty Kroku, tym się nie przejmuj. - Medyczka posłała ciepły uśmiech w stronę wyjątkowej kocicy, matki swojego przyjaciela.
Że ta miała siłę opiekować się tym głupiutkim sknerą. Niepokojące było jednak to, że wraz z przejściem do starszyzny, kotka automatycznie zaczęła, hm, jakby to ująć… Przygotowywać się do odejścia. Już tyle nie mówiła, stała się spokojniejsza i stresowała się byle głupim bólem zęba. Chodziło raczej o to, że nie chciała się w żaden sposób narzucać, myślała, iż ta grupa społeczna jest od razu skazana jedynie na zatracenie. A wcale nie było jej łatwo wytłumaczyć, że jeszcze  wiele księżyców przed nią. Chociaż z drugiej strony, jak powiedzieć biedaczynie, że prędzej wyzionie ducha tym przepraszaniem niż uprzywilejowaniem?
- Zresztą, nasza wyspa to istny raj dla olch.
Ognista i tak wciąż wyjaśniała, że to tylko marnowanie medykamentów, a jej stare zęby będą się ciągle psuć i już. Słodki Język westchnęła, jeszcze raz wymusiła słodziutki uśmieszek na swoim pysku, po czym wróciła do legowiska.
Nie zwracając uwagi na to, że jej azyl nigdy nie był udekorowany serduszkami z pyłków kwiatów z inicjałami jej i Aroniowego Podmuchu, padła zmęczona na mech. Zadowolona smakiem chwili samotności zamruczała niepokojąco tak na oko dwadzieścia siedem razy, żeby potem jeszcze bardziej podejrzanie się rozciągnąć.
Przerwała swój „wypoczynek”, kiedy spadło na nią coś miękkiego. Podniosła lewą powiekę, a zaspane ślepia dostrzegły znajomą sylwetkę Gruszki. Wstała jak gdyby nigdy nic, otrzepując niezgrabnie swoje długie futro, przyzwyczajona do nieplanowanych wizyt kociaków uciekających matkom ze żłobka, po czym z uniesioną brwią, doczekiwała wyjaśnień. Czekoladowy poczęstował ją jedynie opluciem pianą, wydobywającą się z jego ust oraz niewyraźną groźbą, brzmiącą jak „to jyes napad, odfadaj ziółka”.

***

Biegła przez cały obóz piszcząc.
- Aroniowy Podmuchu! Aroniowy Podmuchu! – Desperacko nawoływała Wojownika.
- Po co tak drzesz pysk? - Burknął kocur, znienacka zachodząc ją od tyłu.
- Och, Aroniowy Podmuchu, teraz to naprawdę nieważne! Wyobraź sobie, że Gruszka urządził na mnie napad i to w moim własnym legowisku! Chciał załatwić biedną, niewinną kotkę podczas snu! Do tego jakimiś przerażającymi, okultystycznymi sposobami, a co jak… - Czarno-biały zasłonił jej usta ogonem.
Syn Dębowego Futra pękł śmiechem, brzmiąc jakby dławił się rybą. Próbował opanować swoje rozbawienie wywołane groteskowym absurdem tejże sytuacji, ale nie mógł. Tarzał się w ziemi, trzymając łapą brzucha, lecz gdy ujrzał sfrustrowany wzrok Słodkiej, zmusił swoje ciało do porządku, chcąc uniknąć gniewu bez skazy i zmazy, acz niebezpiecznej samicy.

***

Aronia wszedł pierwszy, nie przejmując się gderaniem i ostrzeżeniami swojej psiapsi. Myślał, że chyba naprawdę przez jej zakłuty łeb, do mózgu dostały się pszczoły.
Stąpał pewnie i śmiało, eksponując swoją umięśnioną klatkę piersiową, aczkolwiek kiedy ujrzał norę zapełnioną swoją podobizną, no i rzecz jasna dziwnopyskiej, stwierdził, że to chyba gorsze od opętanego kociaka.
- Aronio, ży… - Kiedy kotka znalazła się w legowisku z kamieniem w łapie (w celach obronnych oczywiście), spojrzała zaczerwieniona wpierw na Aronie, następnie na futurystyczne dzieło, a potem  okazało się, że żadne z nich nie miało już nic do powiedzenia… No, do momentu, w którym nie pojawił się rzekomo opętany Gruszka.
- Jesteś pewna, że ta pokraka chciała cię sprzątnąć? - Zapytał kocur, marszcząc brwi.
Wojownik niechętnie podreptał w stronę, nienaturalnie poruszającego się kociaka, dokładnie go obwąchując. Coś mu ewidentnie nie pasowało, spojrzał na stos ziół. Z jego pyska nie mógł zejść idiotyczny uśmiech.
- Smarkach zrobił napad, ale na twoją kocimiętkę. Pająki już do reszty zasnuły ci mózg? - Zerknął pogardliwie w jej stronę, Słodka wciąż kryła się tuż przy wejściu. – Ułożył z zielonych liści gwiazdeczki wiesz? Trzeba było lepiej pilnować swojej dziury. - Warknął.
- C-co? - Zdezorientowana rozszerzyła pysk.
- Pstro.
Kocur uderzył się w mordę, po czym kpiącym głosem, naśladował rozpaczliwe jęki perski, kierując się w stronę wyjścia.
- Okultystyczne techniki… - Parsknął zostawiając ją z czekoladowym. – Też mi dopiero.
Słodki Język przycupnęła na ziemi, atmosfera była okropnie niezręczna, a pręgowany potrzebował natychmiastowej pomocy.
- Boże… - Uderzyła się łapą w pysk.

22 marca 2020

Od Słodkiego Języka CD Malinowej Łapy


Wstała wcześnie, plątała się wśród stosu medykamentów, upewniając się co chwilę, czy wszystko jest na swoim miejscu. Po ostatnich wydarzeniach, przez obóz przeszedł prawdziwy szturm. Wewnątrz legowiska medyka narastała kupa bałaganu, były potrzebne dodatkowe pary łap. Mianowicie, dosyć często Biały Kieł zaczynała marudzić, że środki przeciwbólowe nie działają, by następnie Szakłakowy Cień uparcie próbował udowodnić, jaki to nie jest zdrowy, aby tylko wymknąć się z pomieszczenia. Niby dorośli, a tyle zachodu. Na szczęście po żmudnej i ciężkiej pracy, widoczna była ogólna poprawa stanu pacjentów. Pogrążyli się w spokojnym letargu.
Niestety okazało się, że nie na długo.
Na zewnątrz wybuchł paskudny lament niewiadomej przyczyny. Słodki Język poruszyła wibryssami, a następnie wyłoniła się zza krzewów, próbując ująć wzrokiem delikwenta, chcącego obudzić jej kuracjuszy. Jednakże sama się zdziwiła, gdyż nie oczekiwała ujrzeć przed sobą załamanego Malinka, tym bardziej, iż uczeń stał zupełnie samotny na środku obozu. Czyżby smutek dodał mu tyle śmiałości?
- Malinowa Łapo… - Medyczka miauknęła niepewnie, prawdę mówiąc nie wiedziała co dokładnie zrobić.
Obecność perski nie zdołała jednak uspokoić Ucznia, szlochał jeszcze głośniej, próbując zakłócić dźwięk swojego imienia. Nie chciał już słyszeć nic, co zaczynało się na słowo malina.
Wbił pazury w ziemię, walczył sam ze sobą. Zmora nie chciała odejść, przybierała coraz straszliwszych kształtów, napastując umysł burego. Malinek poczuł się przyszpilony do ziemi, marzył o zakończeniu tego przeraźliwego horroru. Przez jego głowę ponownie przewijał się widok zwłok i zakrwawionych ciał, chciało mu się wymiotować.
Wtem coś puchatego zasłoniło go całym swoim ciałkiem. Kocur nie śmiał otworzyć oczu, lecz po zapachu ziół wyczuł znajomą kotkę. Słodki Język gładziła jego miękkie i delikatne futerko ogonem, co chwilę liżąc jego pyszczek.
Rozszerzył źrenice, maszkara stała przed nim, ohydnie się szczerząc. Z czasem jednak jej sylwetka blaknęła, aż do tego stopnia, w którym stała się przeźroczysta i wyparowała. Wzdrygnął się, mógł odetchnąć z ulgą.
- Malinowa Łapo… - Samica otarła się o bok samca, z jej pysku wciąż nie schodził troskliwy uśmiech. - Przejdźmy się.

***

Słońce oświecało futro, dwójki siedzącej na skraju lądu. Oprócz odgłosów wody, która uderzała co jakiś czas o skały, nie można było ująć zupełnie niczego innego. Malinek wpatrywał się w pustą przestrzeń, nawet nie mrugając. Przynajmniej był wyraźnie uspokojony.
- Więc... - Westchnęła Słodki Język. - Jak się czujesz?
Malinowa Łapa zerknął na Medyczkę kątem oka, zastanawiając się, czy odpowiedzieć. Ale nawet gdyby się nie bał, to o czym miałby z nią rozmawiać? W jaki sposób miał jej powiedzieć o tym, że niesienie brzemienia odpowiedzialności za śmierć najbliższych, powinno być przypisywana jemu? Nie potrafił. Zresztą, uważał, że nic nie potrafił. Nawet podczas wojny.
- Rozumiem… - Miauknęła perska, chociaż tak naprawdę nic nie rozumiała. - Wiesz, Malinku. Czasami w życiu są takie momenty, w których nie jesteśmy w stanie nic zrobić. – Zaczęła. - Nie jest to jednak powód do wstydu… Takie rzeczy nas jedynie umacniają, przygotowują do czegoś większego. Uczą pokory i pewności siebie. Chociaż powinniśmy je brać pod uwagę - Na chwilę się zatrzymała, żeby sprawdzić, czy Malinek słucha. Słuchał. - Nie mogą definiować jednoznacznie tego, kim jesteśmy. Pamiętaj o tym.
Na niebie pojawił się klucz żurawi. Pomimo ich liczebności, trzepotały skrzydłami równomiernie, w idealnej harmonii. Prąd rzeki się wzburzył, jakby poruszony kolorowymi liśćmi wpadającymi do wody. Między drzewami ukazywały się wiewiórki, zbierające zapasy przed porą nagich drzew. Zrobiło się nieco zimniej.
- Czasami również…  Liście opuszczają drzewo, dając szansę innym na rozwój. - Przytrzymała łapą jeden z uschniętych darów natury. - Więc czy drzewo jest temu winne? Czy drzewo powinno siebie winić za to, że jego liście opadają?
Uśmiechnęła się do niego, a wcale nie był to ironiczny uśmiech.
- Posłuchaj Malinowa Łapo. Nie możemy wiecznie cierpieć z powodu decyzji, których podejmują się inni. Decyzji, których podejmują się inni… - Czarno-biała zawiesiła się przez moment, kilka razy powtarzając to samo zdanie. Ocknięciu się, towarzyszył smutny oraz żałosny śmiech.
- Chodźmy już, zrobiło się chłodno. - Oboje wstali i prędko wrócili do obozu.
Kocur tamtego dnia nie wydukał z siebie ani grama więcej słowa, zarówno w trakcie, jak i po…

07 marca 2020

Od Słodkiego Języka


Legowiska Dwunożnych były wspaniałym miejscem z nieprawdopodobną różnorodnością botaniczną. Dojrzewały tutaj między innymi szczaw, rumianek, lawenda, oczywiście kocimiętka, lubczyk i tak dalej… Słodki Język siedziała skulona, wypatrując zza dziury płotu. Chciała zerwać jeszcze pięciornik, lecz musiała uważać na ogromne, czarno-białe stworzenie, które wydawało z siebie przerażające dźwięki. Co jakiś czas machało swoim ogonem, zachłannie skubiąc źdźbła trawy.
- Biedne… Jak można żyć bez świeżego mięsa. - Skwitowała w myślach. – Masochizm.
Z daleka wyłonił się Dwunożny. Spowodowało to nagłe opustoszenie polany, wszystkie zwierzęta zniknęły.
Była to idealna okazja do „pożyczenia sobie” (i nieoddania oczywiście) kilku ziółek. Ot, a co.
Dumna ze swojej małej kradzieży, wymknęła z pastwiska niezauważona. Towarzyszyło jej jednak jakieś niecodzienne uczucie. Nie, nie były to wyrzuty sumienia, wynikające z przeszłej zbrodni, czuła się… Obserwowana.
Świadomość przebywania tuż pod granicą Klanu Klifu tylko pogłębiała jej obawy. Naprzeciwko był iglasty las, gdyby wytężyć słuch, można by dosłyszeć przeróżnych, dziwacznych dźwięków. Inaczej sprawa miała się ze spostrzeżeniem i dojrzeniem czegokolwiek. W głębi zielonej otchłani drzew panował mrok, tak więc było to idealne miejsce, w którym dało się bez zdradzenia oczekiwać ofiary. Ty nie widziałeś swojego psychopatycznego stalkera, on Ciebie już tak, fajna zabawa w o ironio kotka i myszkę, nieprawdaż? Tylko że myszką rzecz jasna nie był on.
Medyczka zignorowała jeżące wrażenie, nie wiadomo nawet czego i poszła dalej.
Wraz z upływaniem kolejnych odcinków czasu, po prostu nie dało się tego stłumić. Jej łapy drżały, zatrzepotała kilka razy uszami, zaś oddech zaczynał gwałtownie przyspieszać.
Trudno się jej dziwić, w końcu nie miała szans pokonać nawet losowego samotnika, a co dopiero Klifiaka.
Kotka wbiła pazury w ziemię, czekając. Powinna była uciekać, lecz zagubiło ją zdezorientowanie. Żałowała, że nie wzięła ze sobą do pomocy żadnego Wojownika, to było do przewidzenia, że w jakiejś niebezpiecznej chwili, może się wiele wydarzyć.
Wtem pisnęła, odskakując do tyłu. Pod jej łapami znalazł się… Zanalizowała pysk kocura.
- L-lisia Gwiazda! - Zakryła łapą jedno oko, bała się ataku.
Jednakże Przywódca jednego z klanów, przez długi czas się nie podnosił. Słodki Język doszła do siebie, z zamętu wyrwał ją instynkt Medyka.
Obejrzała uważnie samca. Był cały poobijany, lewe udo lekko odarte, kilka skaleczeń na brzuchu, dość duża rana na pysku oraz jeszcze kilka nieco poważniejszych uszkodzeń w innych częściach ciała.
- Na Klan Gwiazdy… - Współczuła kocurowi. – Jak to się stało…
Pospiesznie chwyciła wrotycz z kupki ziół, jaką zebrała, ale po jeszcze dokładniejszym zbadaniu Lisa, doszła do wniosku, że niektóre rany otwarte zostały spowodowane rozcięciem skóry przez jakąś trująca roślinę. Na szczęście odetchnęła z ulgą, ponieważ udało jej się zebrać tamten pięciornik. Dobrze, że poczekała.
Na początku zorganizowała prowizoryczne gniazdo, które wyłożyła szczawiem. Wiedziała, że przyspieszy to, gojenie się ran. Następnie musiała przejść do nakładania leku, ale… Był jeden problem.
Mianowicie, korzeń pięciornika należało przeżuć, a następnie nałożyć na ranę. Oznaczało to, iż Słodka musiała trochę… Wyjść ze swojej strefy komfortu. Nie, żeby jej to przeszkadzało, lecz… Czy było to na pewno w porządku?
- No cóż, najwyżej zostanę zjedzona przez tego pięknego ko… - Tutaj przerwała, pacając się łapką w pyszczek. – Nie, nie nie! Ogarnij się Słodka!
Nieśmiało ułożyła się tuż, obok Lisa. Pomału i dokładnie przeżuła zioło. Westchnęła zarumieniona.
Poczęła delikatnie muskać językiem, jego rany. Włożyła w to całe swoje serce, nie chciała biedakowi sprawić więcej bólu.
Na koniec została jeszcze rana na jego licach. Zbliżyła swój płaski pyszczek do jego długiej i męskiej twarzyczki. Dopiero wtedy musiała przypominać buraka! Nawilżyła jego okaleczenie, bezpośrednio stykając się z nim nosem (zbyt długi ten pysk no), kiedy to w tym samym momencie Lis ukazał swe brązowe źrenice…


<Lisku? Gwiazdeczko? Zróbmy blogowe 356 dni mrau>

Od Słodkiego Języka CD Aroniowego Podmuchu


Co jakiś czas brała głęboki wdech powietrza, zatrzymując się, na co trzecim kamieniu, lustrując od góry do dołu swojego przyjaciela. Aronii wcale się nie spieszyło, pierwszy raz ktoś zostawał za nią w tyle. W sumie to mu się nawet nie dziwiła, na jego miejscu miałaby ogromne wyrzuty sumienia. I to jeszcze kocięta Kaczego Pląsu!
- Aronio, nawet nie wiesz jak zawiodłeś mnie, w tamtym momencie - Zaczęła medyczka, kręcąc łebkiem. - Coś ty sobie myślał co? Co skłoniło cię do takiej bezmyślności?
Kocur milczał. Ciekawe, kiedy stał się taki nieśmiały. Zakłopotany usiadł, uderzając na przemian łapami o podłoże. Co jakiś czas otwierał pysk, trwając tak w namyśle, jednak najwidoczniej nie mógł znaleźć  odpowiednich słów, ponieważ nie wychodził z niego żaden odgłos. Słodka poirytowana ciszą, czekała na jakiś zwrot akcji, chociażby aż mucha wpadnie mu do tej otwartej paszczy. Przynajmniej otrzymałby równą karę. Potem jednak uświadomiła sobie, że nie zasługuje nawet na tak głupi osąd. Przypomniała sobie, jak i ona popełniała błędy, ale zawsze obok była osoba, która ją z nich wyprowadzała. Wróciła myślami do momentu, gdy ta sknerowata, ale kochana kupa futra była jeszcze kociakiem, który oskarżył ją o spiskowanie przeciw klanowi, nakazując ówczesnej liderce „Ziwilowej Gwieździe” o wymierzenie niegodziwej dziwnopyskiej odpowiedniej kary, najlepiej śmierci. Wydawało jej się, że w tamtym momencie, wystarczająco nauczyła go, jak odpowiednio się zachowywać. Poczuła ukłucie w sercu , takie, jakie czuje matka, dowiadując się, że jej kocie popełniło jakieś groźne wykroczenie. Może ten gbur tak naprawdę nie miał osoby, która prawidłowo ukazałaby mu, jak powinien postępować? Może nie miał takiego szczęścia jak ona? Może to wszystko przez to?
- Ja… Ja naprawdę nie chciałem. – Bełkotał pod nosem. – To był wypadek…
- Wypadek? – Słodka poczuła się, jakby kreowano ją na „tę” idiotkę. - Może jeszcze ta ryba magicznie teleportowała się do pyska Malinka? - Parsknęła.
- Co? - Kocur się podniósł.
Słodki Język naprawdę przestała go rozumieć. Najpierw Aronia idzie za nią jak na ścięcie, wyglądając jakby, wiedział co przeskrobał, a potem wydusza z siebie tylko jakieś „Co?”?
- Takie małe kociaki powinny stopniowo zaczynać jeść stałe pokarmy, a nie mieć rybę wpychaną do gardła. – Udzieliła mu wykładu dla początkujących mam z serii „Karm zdrowo i nierybowo”.
Aroniowy Podmuch w końcu zdobył się na jakąś pełniejszą wypowiedź, brzmiąc jakby szykował zemstę dla Malinka i jego rodzeństwa. Na szczęście obiecał kotce, że zaprzestanie szerzyć wśród maluchów swoją rybną ideologię, więc ta przestała mu truć. Kocur, chcąc rozładować stres, który towarzyszył mu przez myśl, iż jego przyjaciółka dowiedziała się o tym, że ma dzieci, kopnął to, co tylko nasunęło mu się pod łapy. Kiedy z miejsca, do którego powędrował kamień, wydobył się pisk, dwójka kotów ujrzała trójkę tycich i puszystych kulek. Między nimi a Wojownikiem doszło oczywiście do szarpaniny, którą Słodka musiała przerwać. Serio? Co jej przed chwilą obiecał?
- Naprawdę musimy? – Czarno-biały spojrzał na persa, który oznajmił, że muszą się nimi zająć.
- Tak, musimy. Co mówi kodeks wojownika? – Zmarszczyła brwi.
Cóż, Aronia nie rozumiał, dlaczego jego psiapsi tak bardzo przestrzega tego całego kodeksu. Czy nie byłoby łatwiej po prostu utopić tych smarkaczy? Zresztą, według niego te mysie bobki nie zasługiwały swoją postawą na litość.
Wzięła Ropuchę  i Wężyka za kark. Stała tak, przyglądając się kocurowi z oburzeniem.
- No co? – Warknął kocur, spoglądając na Muchę. Ma tknąć ten kał? Odsłonił kły.
- Aroniowy Podmuchu! – Medyczka przywołała go do porządku. Gniewała się, to tylko świadczyło o tym, że naprawdę było źle.
Samiec wbił pazury w ziemię, zmuszając się do tknięcia tej powłoki. Chyba po powrocie do obozu, ze względów bezpieczeństwa wybije sobie wszystkie zęby.
Kiedy znaleźli się wystarczająco blisko obozu, Słodka nakazała wykąpać mu kociaki.
- Idę po karmicielkę i Pstrągowy Pysk, masz być miły. Zapytam się ich potem co się tutaj działo, gdy mnie nie było. – Wniknęła wprost do jego duszy. – I ma ich być tutaj trójka! – Miauknęła na odchodne z daleka.
Czarno-biały przełknął ślinę, jego przyjaciółka ani razu jeszcze nie była przez niego tak wkurzona.  Nie chciał wszystkiego zepsuć…
Po chwili spojrzał na Muchę, która wbijała swoje kły coraz głębiej w jego łapę.


<Aronio? Słodka ma cieczkę, uważaj :x>

Od Słodkiego Języka CD Iskry


- Czekaj! – Słodka nerwowo nakazała młodszej od siebie.
Nie lubiła wydawać rozkazów, ale co to miało być? Zderzyły się, najprawdopodobniej ze względu na to, iż Iskra ją śledziła, a teraz zapytała się o jakiegoś kwiatka i chce sobie po prostu odejść? Najpierw przesłuchanie, a potem wolność. No, może z wyjątkiem tego pierwszego, początkowo lepiej wykorzystać więźnia w celu  znalezienia drogi do domu… Tym bardziej, że wcale nie było tak, że to przecież Słodki Język pierwsza się na nią rzuciła.
- Nie wiesz może, gdzie jesteśmy? Chyba się zgubiłam. - Rozwinęła myśl.
Iskra momentalnie i z zapałem zaczęła opisywać miejsce, w którym się znajdowały. Nie pomijała żadnych szczegółów, wręcz wydawało się, jakby przesadzała i koloryzowała. Przynajmniej perska mogła odetchnąć z ulgą, nie zdawało się, by nieznajoma jednak ją śledziła, raczej po prostu często tutaj przebywała.
- A wiesz może w którą stronę do Klanu Nocy?
Oczywiście, że Iskra wiedziała.  Szast-prast zerwała się do biegu, kierując się zapachem. Rzecz jasna Słodka nie dawała rady tak szybko przebierać swoimi łapkami, jak pręgowana, więc poprosiła ją o stonowanie pędu.
- Haha, jesteś taka interesująca! - Zaśmiała się iksińska. - Nie dość, że nie wyczułaś, iż stąpasz po terenie, gdzie teraz obcuje Klan Lisa, to w dodatku jesteś taka wolna! - Parsknęła jeszcze głośniej.
Bynajmniej nie miała zamiaru urazić Nocniaka. Z łapą na sercu, to miał być komplement, jednak wyszedł bez taktu…
- Więc tam był obóz Klanu Lisa… - Medyczka spuściła głowę dotknięta kompleksem swojej „niższości”. - Mój nos ma problem ze sprecyzowaniem zapachu… - Wskazała na czubek spłaszczonego kawałka pyszczka.
- Tak, dokładnie! Ale nie przejmuj się! Na pewno podobasz się kocurom! – Nawet sama Iskra zauważyła, że to, co powiedziała, było trochę nie na miejscu, więc postanowiła pocieszyć kotkę, jednakże za wiele to nie zmieniło.
Samice szły przez resztę czasu w ciszy. Na szczęście Słodki Język nie musiała już trudzić się, aby nie zostawać w tyle.
Haha… - Czekoladowa próbowała jakoś rozładować niezręczną nić energii. – Polujecie na ryby prawda?
Uzdrowicielka, rozumiejąc zamiary obcej, postanowiła kontynuować rozmowę.
- Tak, skąd wiesz?
- Sokół mi mówił! To znaczy mój mentor! A czy ryby latają? Na pewno latają, prawda?! Wszyscy mówią, że nie, ale ja jestem pewna, że latają!
Mina czarno-białej przestała być obojętna i zmieniła swój wyraz na naprawdę rozbawiony. Przez resztę drogi nowo poznana zadawała jej zabawne pytania, a ta jej odpowiadała, próbując powstrzymać proces mikcji  wskutek rozśmieszenia. Potem zaczęły opowiadać sobie różne historie, tym samym dochodząc do wniosku, że mają wiele wspólnych cech. Nawet nie zorientowały się, kiedy dotarły do celu.
- Och, już jesteśmy! – Słodka nie ukrywała zdziwienia. Upłynęła dosłownie chwila, a one w tak szybkim czasie się polubiły. - Cóż… Dziękuję bardzo.
- Nie ma sprawy. To ja już naprawdę pójdę, zbyt długo mnie nie było, pomyślą, że sama się zgubiłam, co byłoby trochę nieprawdopodobne! Żegnaj! – Kocica z KL zerwała się do biegu.
- Czekaj! – Medyczka po raz drugi w tym samym dniu zatrzymała Iskrę, nie pozwalając jej odejść. – Jak masz na imię?
- Zwę się Iskra! Ładnie prawda? A Ty to…
- Słodki Język – Uśmiechnęła się, nie dając jej dokończyć. A teraz zmykaj, nim nasi wyczują Twój zapach. Uwierz, lepiej uniknąć konfrontacji z Pstrągowym Pyskiem! Do zobaczenia. – Samice otarły się o siebie, odchodząc w dwie inne strony. Wiedziały, że nie widzą się po raz ostatni.

20 lutego 2020

Od Słodkiego Języka CD Malinka


Czekała, aż kocie w końcu coś z siebie wydusi, nie za często zdarzało się, aby ktoś już od małego wykazywał zainteresowanie ziołami, medycyną i tego typu naukami. A jeśli już taki osobnik został wykryty, warto było go szlifować. Przecież w tym zawodzie liczył się przede wszystkim talent, no i chęci.
- Uhm, a p-pani m-medyczko, do czego o-on s-służy? - Malinek w końcu wykazał chęci podjęcia się jakiejkolwiek konwersacji, więc Słodka wszystko mu wytłumaczyła.
Czy m-mogłaby m-mi pa-pani o-opowiedzieć c-coś je-jeszcze? W-wie pani t-tak du-dużo! - Zapytał nieśmiało, zakrywając pysk łapką.
Medyczka spodziewała się takiej reakcji, a raczej bardziej na nią liczyła. Szczerze powiedziawszy, chciała wziąć malucha do swojego legowiska, aby pokazać mu nieco więcej. Jeszcze był brzdącem, który tak naprawdę tylko jadł, spadł i bawił się w kociarni, ale potem już mógł nie mieć tyle wolnego, gdyby został uczniem, prawda? Tak więc trzeba było zaznajomić go z tym wszystkim TERAZ. Może przesadzała, lecz wysoko mierzyła. Chciała go sprawdzić.
- Chodź, coś ci pokażę. - Kotka szturchnęła go, kiedy tylko uzyskała zgodę od Królowej na zabranie ze sobą Malinka. - Trzymaj się blisko mnie, obóz wydaje się na pierwszy rzut oka z pewnością duży, w szczególności dla takich jak ty. - Przybliżyła pręgowanego do siebie.
Kiedy tylko razem wyszli z legowiska, syn Kaczego Pląsu zadrżał, po czym schował się za niewiele większą od siebie kulką (ponieważ perska w końcu sama była niewiele większa od kocięcia), po czym wtulił się w jej ogon. Uzdrowicielka zaśmiała się przyjaźnie.
- Spokojnie, nic ci przecież nie będzie, to tylko niespodzianka, wrócimy tu! - Zachichotała.
Jednakże nawet te słowa nie przemawiały do Malinka, nie mogli po prostu zostać w kociarni? Było tam ciepło… i bardziej bezpiecznie.
Samiec niepewnie stawiał łapy, wciąż podążając tuż za kotką. Gdy dotarli do jej zakątka z ziołami, które było bardziej ciasne i ukryte, wreszcie mógł poczuć się bardziej swobodnie.
Dopiero po dłuższym czasie Słodki Język ogarnęła się i zaczęła myśleć. Przecież ona… Przecież przyprowadziła go tutaj praktycznie na siłę bez żadnego zapytania!
Spojrzała na kocura…
- Ch-yba n-nie zacznie teraz płakać? - Pacnęła się łapą w pysk. (dramatyczne zbliżenie na jej twarz)


<Malinku? Przepraszam trochę za lanie wody i że to opko jest trochę bez wyrazu, ale nigdy nie wiem o czym i jak pisać z kociakami :c>

05 lutego 2020

Od Słodkiego Języka CD Aroniowego Podmuchu


Siedziała, wpatrując się w swoje łapy. Przynajmniej tutaj deszcz nie moczył jej futra, więc minus jeden do nędznego nastroju.
Kocur obok niej chrząknął, drapiąc się za uchem.
- Pomóc ci?
Przez chwilę Słodka nie rozumiała, o co chodziło jej przyjacielowi. Dopiero kiedy ujrzała jego zawstydzony pysk, zorientowała się, iż kocur chce jej pomóc w… Pielęgnacji.
- Pe-ewnie… Czemu nie? - O ile propozycję przyjęła normalnie, to w jej głosie wciąż była wyczuwalna nić trwogi.
Wojownik niepewnie, a tak naprawdę próbując ukryć poirytowanie, wziął się za gładzenie jej futra swoim ciepłym językiem. W niektórych miejscach woda spływała po jej ciemnym futrze tak intensywnie, że zastanawiał się, czy na pewno sam to przeżyje.
- Dziękuję… - Wyszeptała, przerywając ciszę.
Aronia wczuł się w wykonywanie tamtej czynności tak bardzo, że nie potrafił przetworzyć w mózgu słów kotki.
- Hm? - Popatrzył na nią zdziwiony.
Płaskopyska utkwiła swój wzrok w ziemi.
- Dziękuję za to, co powiedziałeś.

***

Słodki Języku! - Wykrzyczała o dziwo zawsze milcząca Cichy Potok. - Zaczęło się!
Cały klan się zdziwił, kiedy Lśniąca Łapa trafiła do kociarni. Nikt nic nie wiedział, nie było wiadome, kto jest ojcem kociąt, czy pochodzi on z Klanu Nocy i jakim cudem do tego doszło. Trzy pytania, odpowiedzi żadnej, ale z tego, co wywnioskowała Medyczka podczas rozmowy z Pstrągowym Pyskiem, zastępczyni lidera nie spocznie, póki delikwent nie otrzyma sprawiedliwie (bądź też nie) wymierzonej kary.
- Jestem, już jestem! - Wbiegła do legowiska z zapasem patyków. Wsadziła je do pyska Lśniącej, nakazując z całej siły je przygryźć. - Spokojnie, nie panikuj, to najważniejsze. Jesteś w bezpiecznym miejscu, to nie mój pierwszy odbierany poród. - Pogładziła uczennicę, by ta się uspokoiła.
W końcu co innego miała jej powiedzieć? Żeby przestała się wiercić, bo kociaki się uduszą? Pierwszą cechą każdego Medyka powinien być spokój i umiejętność rozmowy z kotami.
- Musisz przeć, bardzo mocno. – Słodka dawała pacjentce instrukcje, aby wszystko udało się bez żadnych przeszkód.
Zawsze odważna, liliowa szylkretka tym razem siała największy zamęt. W końcu, kiedy na świecie pojawiła się główka pierwszego malucha, trochę się uspokoiła zauważając, iż to wcale nie takie straszne. Bolesne, ale piękne.

***

Perska w zadumie rozmyślała nad nierzeczywistym podobieństwem dwójki kociąt do Aronii. Nie śmiała snuć żadnych teorii przeciw niemu, aczkolwiek Pigwa i Poziomka wyglądały jak jego istne kopie. Te rysy pyska, umaszczenie, a nawet uszy… Dwójka pozostałych kruszynek wpadała już bardziej w kanon piękna matki. Coś tutaj było definitywnie podejrzane.
- Zostań z nimi, dobrze? - Otarła swój ogon o asystentkę. - Wychodzę po koper.
Nie minęła chwila, a już zaopatrzyła się we wszystko, co chciała. Właśnie miała wejść ponownie do środka, ale zauważyła Aronie. A jak już go zauważyła, to również go zaczepiła.
- Aroniowy Podmuchu, pójdziesz ze mną odwiedzić Lśniącą Łapę? - Odłożyła zioła na ziemie, w końcu nie wypadało mówić z pełnym pyskiem. - Wiesz, że jeden kociak jest dość podobny do ciebie? - Zerknęła na niego, wyczekując reakcji.
- Najwidoczniej amant Lśniącej Łapy nie jest taki paskudny, jak myślałem. – Mruknął z przekąsem, po czym przysiadł się do kotki. - Wiesz, że nie lubię gówniaków, już mi starczy kontaktów z kociakami Oblodzonej Sadzawki i tego gejucha…
Słodki Język zachichotała, po czym odetchnęła z ogromną ulgą. A więc to nie jego kociaki, zresztą, to było oczywiste! Jak mogła go o to podejrzewać… Poczuła się aż głupio. Jednak kocur mógł jej przynajmniej pomóc.
- Oj nie będzie tak źle. - Zachęciła samca. - Poza tym, sama nie dam rady tle unieść. - Przeszyła ślepia Aronii błagalnym wzrokiem, tak by kocur nie mógł jej odmówić.
Jak zwykle jej niezawodny urok dał radę i już po przebyciu długości drzewa znaleźli się wśród nowo narodzonych.
Wojownik stanął jak najbliżej wyjścia, jego prawa powieka drgała.
Czarna kotka najpierw podeszła do nowej karmicielki, a następnie młodych Oblodzonej Sadzawki. Skarżyły się ciągle na bóle brzucha i wymioty, biedactwa.
- Już nigdy nie tknę ryby… - Gruszka dygotał z powodu zimna.
Słodka zmarszczyła czoło.
- Ryby? - Powtórzyła za czekoladowym.
Syn Kaczego Pląsu wskazał łapką na Aroniowy Podmuch, który wciąż stał zniecierpliwiony w tym samym miejscu. Czyżby zaszło tutaj coś, o czym Medyczka nie miała pojęcia? Jakim cudem kociaki dostały rybę jako pożywienie, przecież chyba na nowych terenach nie ma żadnych latających gatunków. Oj, trzeba było przeprowadzić dochodzenie.
Upewniła się, że wszyscy zjedli zioła, a następnie skierowała się w stronę swojego przyjaciela.
- Musimy porozmawiać. - Skwitowała, wychodząc.
Czarno-biały poczuł ogromny niepokój. Czyżby dziwnopyska dowiedziała się prawdy dotyczącej prawdziwego ojca kociąt? Dygotał się bardziej niż Gruszka, jego łapy drżały, stał jak głupi, zastanawiając się, czy wyjść czy ich wszystkich wyrżnąć, zanim cokolwiek mu zrobią.

<Arońko skarbie? xD Tylko tam spokojnie>



28 stycznia 2020

Od Słodkiego Języka


Miękka kępa trawy przyjemnie muskała łapy kotki. Ziewając co jakiś czas, przyglądała się wschodzącemu słońcu. Rozciągnęła pokaźnie swoje ciało, aby ustabilizować wszystkie kości, były to typowe, poranne czynności.
Przyszła do niej nad ranem, ospale ciągnęła swój ogon po ściółce, wyjątkowo nie zwracając uwagi na to, iż mogła się ubrudzić. Jednakże nie był to powód do zadziwień, wszyscy Klanowicze wiedzieli, że Słodki Język zaraz po przebudzeniu zachowywała się jak żywy duch.
Nie trzeba było nawet wchodzić do pomieszczenia, aby wiedzieć, co się tam wyprawia oraz kto tam egzystuje. Już kilka metrów przed kociarnią zdawało się słyszeć wrzaski i piski młodych urwisów. Należało dziękować tylko i wyłącznie Klanowi Gwiazdy za to, że kocięta przyszły na świat podczas dotarcia na nowe tereny. Powodem do radości był też fakt ominięcia nowo narodzonych, epidemii zielonego kaszlu. Nawiasem mówiąc, nie mogły sobie wybrać lepszego momentu.
Medyczka minęła się ze zmieszanym Aroniowym Podmuchem, który właśnie wychodził ze żłobka.
- Dobry dzie… Dzień dobry Aronio. - Kotka powitała go bez zapału, subtelnie się uśmiechając, acz kocur tylko skinął jej, łbem.
Skierowała się w głąb, przez limonowy gąszcz. Oblodzona Sadzawka spała, zaś jej najdroższe skarby, harcowały sobie beztrosko. Indywidualizmem cechowało się tylko jedno kocie, Malinek. Siedział skulony w kącie, jak gdyby się czegoś obawiał. Czyżby coś tutaj przedtem zaszło? Słodki Język podeszła do niego. Bez gwałtownych ruchów, położyła przed sobą natkę kopra, którą przyniosła tutaj dla Królowej, narzekającej na poporodowy ból bioder.
Zauważyła, iż maść Malinka, jest troszeczkę podobna do umaszczenia Pstrągowego Pyska. Przynajmniej oboje byli burzy, więc wspomniała o tym, chcąc jakoś zainicjować rozmowę. Zdawało się, że efekty były wręcz przeciwne oczekiwaniom. Maluch o przenikających, niebieskich tęczówkach, spojrzał na swoje futro jeszcze intensywniej, po czym ze smutkiem spuścił z niego wzrok.
Odwiedzająca obejrzała się za siebie. Dwoje samców wspólnie się bawiło w ganianie własnych ogonów, tymczasem gdy Lód sponiewierała ich wzrokiem. Z szybkiej analizy, wynikało więc, że kociąt była czwórka. Całkiem niezły wynik, Oblodzona musiała być z nich dumna, w końcu każda matka raczej  jest, nawet gdy zazwyczaj nie powinna…
Malinek kątem oka zerknął na medykament, który przyniosła Słodka. Wydawał się nim wyraźnie zainteresowany.
- To koper, wiesz? Taka roślina. - Uśmiechnęła się od wibrysa do wibrysa.
Może teraz bury poczuje się troszeczkę pewniej.


<Malinku? :3>

27 stycznia 2020

Od Słodkiego Języka


Nie, żeby Słodka marudziła, ale w tej sytuacji naprawdę było to upierdliwe. Przez chwilę świeciło sobie słońce, a za sekundę mógł zjawić się deszcz, chyba chcący spowodować jakieś tsunami. Do tego ci Dwunożni, jak na przekór, co jakiś czas wzniecali ogień. A ona? Znowu musiała wyjść po brakujący rumianek. Było to spowodowane tym, iż ciągle parli do przodu. Ciągły wysiłek, zmęczenie fizyczne oraz psychiczne. Niespodziewane śmierci, dziwne wydarzenia, ciężko było nie zwariować. Aczkolwiek coś za coś, można powiedzieć, że sami sprowadzili na siebie taki los. Jedynym rozsądnym wyborem było zachować zimną krew, uspokoić się i liczyć na dotarcie do celu. Może nowe tereny będą jeszcze ładniejsze niż te stare? Im dłużej i intensywniej Medyczka o tym myślała, tym bardziej się ekscytowała.
Nieoczekiwanie Słodki Język słuchem uchwyciła głośny szelest. Zastrzygła uszami, a także poruszyła pyszczkiem. Zapach wydawał się dziwnie znajomy, ale tłumiła go jakaś woń.
Kotka postanowiła to zignorować, już kilka razy przydarzyło jej się coś podobnego, ale były to same fałszywe alarmy. W końcu… Po co ktoś miałby ją śledzić?
Pewnym krokiem, łapa za łapą, maszerowała tak jeszcze przez jakiś czas, aż w końcu znalazła to, czego szukała.
Pycie, białe kwiaty ze złotym pręcikiem. Unosiły nad sobą przecudowną woń.
Z pewnością żaden normalny kot nie zwróciłby na nie uwagi, ale nie Słodka.
Wiatr zawiał, jeszcze bardziej rozpylając ich aromat. Karłowata po raz ostatni wzięła ogromny wdech, po czym je zerwała.
- Piękne. - Uśmiechnęła się naprawdę troskliwie.
Z lekkiego i spokojnego transu, wyrwał ją kolejny odgłos. Niepokój rósł z każdą mijającą ją chwilą.
Wytężyła swój drugi zmysł, starając się zlokalizować źródło dźwięku. Wydawało się to całkiem łatwe, trudziła się korzystać z umiejętności, które nabyła od Pstrągowego Pysku, jeszcze za czasów treningu na Wojownika.
 Następnie przybliżyła swe ciało jak najbliżej ziemi, rozpostarła swe kończyny i… Jedyne co pamiętała to, to jak poturlała się po tym wzgórzu razem z nieznajomą i spadła na tę ściółkę. Dobrze, że nie była to ekstremalna wysokość, bo inaczej mogło się to źle dla nich skończyć.
- O nie… - Wstała, otrzepując z siebie kawałki mchu. - Chyba zapomniałam, którą drogą tutaj przyszłam…
Niemiłosiernie bolała ją głowa. Czuła się gorzej niż po przedawkowaniu kocimiętki z Aronią. Siedziała, próbując dojść do siebie. Nawet nie zwróciła uwagi na główną przyczynę tego zamieszania, a powinna… Dopiero kiedy spojrzała przed siebie, jej ślepiom ukazała się czekoladowa, smukła samiczka. Ów kotka bywała sobie spokojnie, jak gdyby nigdy nic, zajmując się codzienną toaletą.
Słodka obejrzała się jeszcze kilka razy za siebie, po czym zapytała:
- N-nic ci… Nie jest?
Być może istniało logiczne wytłumaczenie, na zaistniałą sytuację. Kim ona była?


<Iskro, skarbie? :3>

24 stycznia 2020

Od Słodkiego Języka CD Aroniowego Podmuchu


Słodki Język stała jak wryta, bez celu i pusto wędrując wzrokiem po tymczasowym obozie. Czuła się, jakby oplatał ją cierń, powoli i swobodnie wbijając w jej ciało kolce. Przez jakiś czas, była otumaniona dziwnym uczuciem. Coś rosło w środku niej, nie pozwalając na ruch. Na szczęście udało jej się dojść do siebie.
Jednym susem znalazła się w miejscu, gdzie wypoczywała starszyzna. Otuliła kasłającą kotkę swoim wielkim, puszystym ogonem. Pojawiła się za nią Cicha Łapa wraz z Aroniowym Podmuchem. Wydali z siebie jakieś słowa, ale ona nie zwróciła względem nich, żadnej uwagi. Po prostu siedziała, wpatrując się w drzewo. W jej myślach pojawił się ciepły i melodyjny głosik, który wskazywał winowajcę. Dobra mina do złej gry.

* * *

Żwirowa Ścieżka, Ćmia Łapa i jej brat Szczupak. Było ich trzech, czasu nie dało się cofnąć.
Deszcz uderzał o ziemię, wywołując cichy stukot. Od czasu do czasu zdarzyło się, że na niebie pojawiła się łuna jasnego światła, aby zniknąć i za jakiś czas znów się pojawić. Koty leżały w swoich siedliskach, czekając na polepszenie sytuacji. Ze względu na stan rzeczy podróż znacznie im się wydłużyła, aczkolwiek lepiej było poczekać i zebrać siły, niż ryzykować oddzieleniem się członków od grupy oraz nasileniem chorób.
Słodka stała nad Szopim Ogonem, czekając aż chora przełknie podane jej lekarstwo, bez oszukiwania. Co prawda kocimiętka byłaby o wiele smaczniejszym i lepszym preparatem na zielony kaszel, jednak Medyczka nie mogła na nią nawet spojrzeć. Zakopała ją na samym dnie kupy medykamentów, by nawet nie czuć tego zapachu. Nie mogła się skupić.
- A więc co stosujemy do wzmocnienia odporności Cicha Łapo? - Karłowata chciała przestać ciągle myśleć o jednym i tym samym.
- Krwi-iściąg, ta-ak myślę… - Uczennica niepewnie odpowiedziała swojej mentorce, jakby się czegoś obawiała.
- Hm, tak, krwiściąg. Nie jest on docelowo przeznaczony do tego, ale nabierając doświadczenia, odkryłam, iż daje on lepsze efekty podczas trwania kuracji. Do tego… Do te… - Słodki Język wzięła głęboki wdech, długo zaczerpując powietrze. – Zostań z nią, dobrze? Za chwilę wrócę. - Uśmiechnęła się, jednak równo po opuszczeniu dwójki samic coś ostatecznie w niej pękło. Różniące się od siebie tęczówki, zaszkliły się, aby za sekundę wylać z siebie potok łez. A że w pobliżu kręcił się Aronia, to gdy tylko go zobaczyła,  pobiegła do niego. Wtulając się w jego futro, wciąż płakała.
- Ja, ja… - Jąkała się. - To wszystko moja wina, ona umarła przeze mnie! Nie było mnie wtedy przy niej, gdy potrzebowała pomocy! – Szlochała coraz głośniej, lecz po pewnym czasie zaczęła się uspokajać. – Chciałabym o tym wszystkim zapomnieć…
Deszcz moczył futro dwójki Klanowiczów, stojących w centrum opadów. I chyba wcale nie zamierzał przestać...

<Aronio?>


11 stycznia 2020

Od Słodkiego Języka CD. Aroniowego Podmuchu

Słodki Język kąpała się w blasku słońca, siedząc oddalona od grupy. Czekała na kogoś, widocznie chciała, aby Uczennica tym razem sama spróbowała coś znaleźć. Dzięki takim poszukiwaniom na własną łapę w końcu nabierała w prawy, czyli co za tym idzie – szkolenie szło bardziej do przodu.
To prawda, chciała nauczyć ją jak najwięcej, w jak najkrótszym czasie, ale nie dla honoru zawodowego.
Podróż… Wiedziała, że nic nie jest jasne, Klan Gwiazdy nie dawał znaku życia, o ironio i tak był już martwy, kataklizmy mogły się powtórzyć, co już w sumie się zdarzało… Tutaj chodziło o coś bardziej sensownego, o dobro klanu. Medyczka nie wiedziała, co może nadejść albo raczej… Wiedziała, że nic nie wie?
Cicha Łapa wyłoniła się zza tyłu nauczycielki. Stojąc w ciszy, wpatrywała się w kolorowe ślepia Słodkiego Języka. W pysku trzymała bukiecik małych, żółtych i fioletowych kwiatów. Woń tych drugich wpadała do nosa wraz z tak charakterystycznym zapachem, iż nie dało się ich nie rozróżnić. Widocznie młoda znalazła po drodze też kocimiętkę. Może gdzieś niedaleko było Siedlisko Dwunożnych. Płaskopyska kiwnęła jedynie głową, a jej Terminatorka podreptała do stosu medykamentów. Tak więc należało poszukać Aroniowego Podmuchu i go o tym zawiadomić.
Nie było to trudne, już po chwili Słodka wyczuła zapach przyjaciela.
- Aronio, Cicha Łapa już znalazła… - Kotka przypatrzyła się mu nieco bliżej i zauważyła, że delektuje się on czymś, czym nie powinien. - Aroniowy Podmuchu?
Wojownik odwrócił się przepełniony euforią z nienaturalnym błyskiem w oczach. Ojojoj, ciekawe co by sobie pomyślała Ognisty Krok, gdyby to zobaczyła.
- Co Ty tak… Właściwie robisz? - Kocica nie była pewna, jak ma zareagować. Z jednej strony kocur nie zrobił nic złego, w końcu jej Uczennica dostarczyła wystarczającą ilość ziół, ale z drugiej…
- Ach, Słodki Języku – Przeciągał każdy wyraz Aronia, definitywnie nie był sobą. – Dlaczego tak się kręcisz, o, Twój pysk jakby stał się bardziej wypukły, już nie jest taki brzydki, o wiem, spróbuj! - Nawet nie dał jej nic powiedzieć, gdy tylko Słodka otworzyła pysk, Wojownik wepchnął tam ogromną ilość kocimiętki.
Dobrze wyszkoleni Medycy, nie reagują aż tak gwałtownie na kontakt z NIECO POWAŻNIEJSZYMI ZIOŁAMI, przynajmniej nie powinni, ona o tym wiedziała. Aczkolwiek kiedy poczuła smak kocimiętki… W sekundzie znalazła się przy całym jej krzaku.
Bicolor zdegustowanie przypatrywał się  czarnej koleżance, która skakała i wiła się po krzakach jak obłąkana samiczka kopulująca z samcem, aby zaraz po tym ponownie dostać niespodziewanego ataku radości i zacząć pieszczotliwie zwracać się do słońca. Z obojga było w zupełności w porządku.
Kiedy wreszcie skończyła swoje „figle”, postanowiła trochę odpocząć. Takie zabawy mogły ją zmęczyć! Oparła się o zimny płot, na który padał cień. Wiatr rozmierzwił jej futro, w którym znajdowało się pełno pozostałości po roślinie. Wtem kątem oka, przez dziurę płotu dostrzegła ogromny zbiornik lazurowej cieczy. Chyba zorientowała się, że może przydałaby się jej kąpiel.
- Aronio, skarbie! - Niedbale wdrapała się na płot. - Chodź tutaj kochaniutki, spójrz. Widzisz to coś? – Wskazała na basen obok domu ludzi. - To osobiste jezioro dwunożnych, ale nikogo tutaj nie ma, więc możemy skorzystać z okazji i się trochę popluskać! - Spojrzała na kocura, zadowolona, ze swojego jakże genialnego pomysłu. To była prawdziwa inteligencja odpowiedzialnego Medyka. Tylko że jej towarzysz chyba nie był pewien.
- No weź, jest tak gorąco! - Ponaglała go błagającym spojrzeniem.
Słodki Język dłużej nie czekając, skoczyła wprost ku wodzie. Kiedy Aronia zobaczył, że żadna łapa jej nie odleciała, ani nic w tym stylu się nie stało, wciąż niechętnie, ale wskoczył za nią.
Koty zaczęły delektować się chłodną bryzą, aż do momentu, w którym Słodka nie zaczęła piszczeć, histeryzować i rzucać łapami w wodzie, oślepiając przy tym Aronie, któremu wszystko wpadało do oczu.
- Aronio, tam jest Młode Dwunożnych, Aronio zrób coś!!! - Wiła się jeszcze bardziej.
Wojownik, który dotychczas myślał sobie o chmurkach i o tym, co by mogło się stać, gdyby utopił Słodką, po ujrzeniu kilkuletniego chłopca rozszerzył źrenicę i zaczął panikować jeszcze bardziej niż Słodka, ruszając się jak wiewiórka. Tym razem to płaskopyska patrzyła na niego z zażenowaniem, żeby potem znowu wpaść w histerię. Razem do siebie wtuleni zwinęli się w kłębek gotowi na poniesienie godnej śmierci. Przynajmniej zdążyli przed końcem swego życia, zobaczyć sowę, było to nie lada osiągnięcie.
- To coś jest jakieś elastyczne, nie da się po tym wspiąć, zróbże coś ćwoku! Zabiją nas! - Młode zbliżało się coraz bliżej, Słodka zamieniła się duszą chyba z jakąś inną kotką albo kocimiętka weszła za mocno, Aronia nie wiedział czy się śmiać, czy uciekać, a reasumując, dwójka kotów wciąż się wiła.


<Aronio? Aronia może odzyskać szczęście, jak pomyśli i dojdzie do wniosku, że po uratowaniu , Słodkiej może pochwalić się w klanie i wziąć wszystkie zasługi na siebie!>

29 sierpnia 2019

Od Słodkiej Łapy (Słodkiego Języka) CD. Pstrągowego Pyska

*Większość wydarzeń ma miejsce przed napaścią Baraniego Łba na Pstrągowy Pysk.*
- A więc zacznijmy dzisiaj od segregacji ziół. Kiedy ostatnio przechodziłaś test ich znajomości, trochę nabałaganiłyśmy. Liście buku koniecznie oddziel od liści bzu! Teraz już wiesz, czym się różnią. – Zajęcza Stopa uśmiechnęła się, czując dumę, jaka ogarniała ją przez to, jak dużo w ostatnim czasie nauczyła swoją podopieczną. Czas płynie tak szybko, niedawno to ona stała przed kupą roślin, zastanawiając się w skupieniu, czy te kwiaty to na pewno wrotycz. A teraz proszę! Robi to jej własna Uczennica. Największa satysfakcja płynęła z tego, iż to wszystko jej zasługa i cała wiedza, którą posiadała jej terminatorka, została zaczerpnięta od niej samej.
Słodka Łapa posłusznie skinęła głową. Wszystko tak ją tak fascynowało i dodawało zapału, że nie potrzebowała wiele, aby zanotować w głowie to, o czym informowała ją jej mentorka. Trapiła ją jednak jedna kwestia… Nie wiedziała, czy nadaje się do tej roli. Nie mogła przecież sama ocenić swoich umiejętności.  Zajęcza od razu zauważyła, że coś nie gra, więc czując pewne zobowiązanie, starała się wybić z jej głowy złe myśli.
- Hej, o co chodzi? Nie możesz się teraz smucić, bo jeszcze pomylisz wszystkie składniki! – Zaśmiała się. Słodka jednak tkwiła wciąż w bezruchu, widocznie takie żarty ją nie bawiły. Zajęcza Stopa podeszła, więc bliżej, lekko gładząc ją ogonem.
- Czy nie przysparzam pani kłopotów? Boję się, że będzie tak samo, jak ze szkoleniem na Wojownika… Że mogę się do tego nie nadawać. – Odwróciła się, chcąc spojrzeć głęboko w oczy swojej nauczycielki, aby wymusić na niej szczerość.
Szylkretka poczuła się nieco zakłopotana, lecz równie oburzona jej słowami. Przecież to ona ją uczy, więc jak może przysparzać kłopoty!? Nie chciała jednak odpowiedzieć jej niemiło w sprawie powątpiewania w swojego mistrza, bo zdążyła przez ten krótki okres, trochę poznać wrażliwość Słodkiej.
- Oczywiście, że nie! Przecież gdybyś sprawiała kłopoty, to nie chciałabym Cię uczyć. Ponadto przecież to dzięki mnie dysponujesz takim zasobem wiedzy, prawda? Dlaczego więc tak twierdzisz… - Oznajmiła, jednak zauważyła, że nieśmiałość czarnej kotki się zwiększyła. – Posłuchaj, rzecz nie leży w tym, jaka jesteś Słodka Łapo, lecz w tym, jaka nie jesteś.
Perska uśmiechnęła się żałośnie.

***

W ostatnim czasie atmosfera w Klanie była dosyć napięta, za sprawą Klanu Klifu, który napadł na Klan Nocy. Słodka Łapa była akurat wtedy poza Obozem, czego później bardzo żałowała, ale musiała się uczyć, a przecież nie mogła przewidzieć takiego obrotu zdarzeń. Wpadła cała roztrzęsiona do azylu Klanu, chwilę po tym, jak Lisia Gwiazda zadeklarował odwrót. Wyczuła ich zapach z daleka, dlatego też panicznie się bała o pobratymców. Pstrągowy Pysk zdążyła ją już kiedyś uświadomić, jak szalony jest ich lider.
Gdy przedostała się przez kolcolist, pierwszym kotem, jakiego ujrzała była właśnie Pstrąg. Pół przytomna Pstrąg. Momentalnie znalazła się przy niej ze łzami w oczach, sprawdzając jej aktualny stan zdrowotny. Poczuła ogromną ulgę, kiedy okazało się, że żyje. Po przeniesieniu jej do Legowiska Medyka uważnie się nią zajęła, na tyle jak bardzo potrafiła. Wciąż zadręczała się tym, czy na pewno wszystko jest w porządku. Myślała nawet o tym, czy nie pobiec do Zajęczej Stopy i zapytać ją o to, lecz uświadomiła sobie, że pozostała tam jedyną osobą znającą się na medycynie i jeżeli nie ona, to wszystkie poważnie ranne koty umrą. Na szczęście jakoś dawała radę, pomimo palącego poczucia obowiązku.

***

Słodka Łapa siedziała nieco zdenerwowana pod powalonym pniem, obok Bobrzej Łapy, który wyglądał na mniej przejętego. Kiedy wreszcie nadszedł odpowiedni czas, Żwirowa Gwiazda pojawiła się na środku dużego obiektu, zwołując cały klan.
- Niech wszystkie koty na tyle duże, by samodzielnie polować, zbiorą się pod powalonym pniem.
Gdy już cały gwar ucichł, a wszystkie zebrane koty skupiły swoją uwagę na dwójce Uczniów, Żwirka zwróciła się do Bobrzej Łapy i tak po zakończeniu jego ceremonii, został Bobrzą Kłodą.
Następnie nadeszła kolej na jego kobiecą towarzyszkę. Głowa Klanu Nocy postąpiła z nią tak samo. Przed tym jednak Słodka zastanawiała się po co, tak naprawdę jest mianowana. W końcu przecież swoją ścieżkę życiową skupiła na ćwiczeniach pod nadzorem Medyka. Jednakże może wynikało to z tego, że miała już ponad dwadzieścia księżyców i bądź co bądź szkoliła się też na Wojownika, a uczniem wiecznie pozostać nie mogła. Chociaż jakikolwiek byłby to powód, ona i tak stwierdziła, że liderka wie, co robi.
 - Słodka Łapo, czy obiecujesz przestrzegać Kodeksu Wojownika i bronić Klan nawet za cenę życia?

***

I tak oto z niewinnej, naiwnej koteczki, w mgnieniu oka zamieniła się w Słodki Język. Całkiem polubiła swoje nowe imię, lecz gdzieś głęboko w sercu wciąż czuła sentyment do Lukrecji. Czasami nawet zapominała się i nazywała tak siebie w myślach, ale nie zdarzało się to za często.
Jej szkolenie na Medyka niesamowicie się rozwinęło, a wiedza wciąż rozszerzała. Nieprzyjemnym aspektem tego zawodu, było dla niej jedynie szukanie ziół podczas pory nagich drzew. Przez to, że zimę potrafi przetrwać tylko niewiele z nich, to poszukiwania na mrozie bardzo często się przeciągały, a hodowlana pomimo całkiem odpornej na takie temperatury długości futra i tak wciąż narzekała.
Większość kotów zdążyła już wyzdrowieć po napadzie, jednak rany Pstrągowego Pyska były na tyle poważne, że Słodki Język nie ryzykowała i zalecała jej długi wypoczynek. Na szczęście przynajmniej w zapomnienie odeszła uraza pręgowanej, ponieważ rzeczywiście poświęciła wiele cennego czasu na szkolenie Słodkiej, a ona postanowiła to wszystko porzucić. Uważała też, iż to Pstrągini powinna być przyzwana za jej mentorkę, podczas mianowania na Wojownika, ale niestety tak się nie stało. Jednakże teraz nie było czasu na gniewanie się. Czarno-biała kocica zawsze wracając z terytorium Klanu Burzy, opowiadała jej co się działo w danym dniu, czego się nauczyła i co robiła, aby chociaż trochę umilić jej czas, ponieważ wiedziała, że przesiadywanie w Legowisku Medyka przez tak długi okres, nie jest jakoś bardzo ciekawe i interesujące, a gabarytowa Wojowniczka należała bardziej do osób, które muszą koniecznie się czymś zająć albo inaczej nie jest z nimi za dobrze. Jednak była nauczycielka Wroniego Nieba niezbyt przejęła się ostrzeżeniami i ukradkiem wymknęła się z Obozu, chociaż ledwie zagoił się jej nieodwracalnie urwany kawałek pysku. Teraz jej imię będzie do niej idealnie pasować.

***

- Pstrągowy Pysku, gdzieś ty była?! Jesteś cała w śniegu, na ciernie i osty, na pewno teraz jeszcze złapiesz dodatkowo przeziębienie! – Nakrzyczała na nią bezlitośnie, nie panując nad emocjami. Pstrąg musiała się zdziwić, ponieważ jej dobra znajoma jeszcze nigdy nie była w  takim stanie. Ale teraz uaktywniła się jej druga strona medalu, która nie będzie milusia, jeżeli na czymś naprawdę jej zależy.
Pstrąg nie była teraz skora do rozmów, chciała wrócić aktualnie tam, skąd wyszła i najlepiej nie wychodzić przez kilka dni. Czuła się obrzydzona. Nic dziwnego, że zachowywała się nonszalancko.
- Śmierdzi od ciebie Klanem Klifu... – Uczennica Medyczki rozszerzyła swoje źrenice.
- To nie twoja sprawa. I tak byś pewnie nie zrozumiała, za młoda jesteś. – Pręgowana zatrzymała się, nie mogąc już tłumić łez. Było to dla niej cholernie ciężkie, tak ciężkie, że wydawało jej się, iż nikt tego nie zrozumie.
Słodki Język zorientowała się, że była zbyt ostra i dociekliwa w tak poważnej kwestii. Jeżeli pod naciskiem słów, żółtooka nie chciała jej nic wyjawić, to nie będzie jej o to teraz wypytywać. Nie będzie prowokować u niej płaczu. Chyba dzisiaj obie nawzajem ujrzały niespotykane wersje siebie. Terminatorka podeszła do niej, pozwalając się wtulić w swoje futro. Pomimo ogromnych rozmiarów córki Pstrokatego Serca, zdołała jakoś objąć ją, swoim puchatym ogonem. Starsza kocica jedynie ostrzegała ją przez łzy, zmartwionym i niepewnym tonem głosu, aby nigdy nie pojawiała się na granicy Klanu Klifu. Perska uspokajała ją, ocierając się pyskiem o jej pysk. Zapewniała, że nigdy tego nie zrobi, byle tylko się uspokoiła. Kiedy tylko wyczuła zapach jej krwi, zaczęła się zastanawiać, co tak dokładnie się stało, ale nie zamierzała ją o to pytać podczas takiego roztrzęsienia. Oznajmiła jedynie cichutko, że pora wracać do legowiska i opatrzyć ranę na karku pajęczyną. Musiała jeszcze sprawdzić, czy stare skaleczenia się nie otworzyły, a byłaby to niezbyt przyjemna informacja.

***

Minęło z półtora księżyca. Pstrągowy Pysk zdążyła już zregenerować wszystkie urazy i powrócić do swojej klanowej funkcji. Często jednak odwiedzała Słodką, kiedy ta wracała od Zajęczej Stopy. Wtedy skarżyła się na ciągle powracające bóle brzucha, mdłości i niespodziewane skoki temperatury ciała. Raz było jej gorąco, tak że zastanawiała się nad tym, czy nie wskoczyć do zamarzniętej wody i już z niej nie wypłynąć, a kiedy indziej tak lodowato, że dostawała drgawek. Najlepszym lekarstwem na tę przypadłość był wrotycz, lecz Słodki Język nie chciała, by Pstrąg go nadużywała, ponieważ nie wpłynęłoby to zbyt dobrze na jej organizm. Jej zdaniem, warto było zbadać główną przyczynę tych wszystkich dolegliwości i ją zneutralizować. Nie chciała zakładać żadnych czarnych scenariuszy, ale w ostatnim czasie zdawało jej się, iż pręgowanej znacznie powiększył się brzuch, a przecież i tak mało jadła, bo i tak przez chorobę nie potrafiła nic przełknąć… W skrócie: wyglądała marnie.
Kiedy kotka o różniących się ślepiach przestała badać pacjentkę, popatrzyła się na nią poważną miną i zastanawiała się, czy na pewno dobrym pomysłem będzie powiedzieć jej prawdę, czy może lepszym rozwiązaniem okaże się kłamstwo. Nie mogła jednak okłamywać tak ważną osobę w równie ważnej sprawie, nawet jeżeli miałoby to być dla jej dobra. W końcu od teraz prawdopodobnie zależało od tego nie tylko jej zdrowie, ale również kilku małych. Z trudem przyszło jej ubrać to w słowa.
- A więc… - Przełknęła ślinę. – Będziesz miała kocięta Pstrągowy Pysku. – Jest ich więcej niż trzy, tak myślę. – Rzekła z kamienną twarzą.

<Pstrąg? Biedactwo :c>

15 sierpnia 2019

Od Słodkiej Łapy

Słodka Łapa przebiła się przez zarośla, swoją uwagę skupiając na rannej łapie. Musiała uważać, aby nie doszło do żadnej infekcji, wskutek reakcji bakterii mających kontakt z krwią. Do tego czasu podpierał ją Niedźwiedzia Łapa, lecz kotka odprawiła go, nie chcąc stwarzać żadnego kłopotu.
Naokoło roztaczał się ładny, delikatny zapach ziół. Woń nasilała się tym bardziej, im bliżej głębi legowiska. Terminatorka, dochodząc do źródła tego aromatu, ujrzała przed sobą niebieskiego kocura, który najwidoczniej zajęty był segregowaniem odpowiednich preparatów. Odwrócił swą głowę zza barku, mierząc ją obojętnym spojrzeniem. Uczennica zaś podniosła prawą kończynę, spoglądając na niego błagalnym wzrokiem. Medyk wciąż milcząc, włożył do pyska gałąź z żółtymi kwiatami, po czym zaczął robić coś skomplikowanego. Następnie nakazał pacjentce, zbliżyć się i nałożyć mieszankę na uraz. Słodka z trudem stłumiła piekące uczucie bólu.

 ***

Żwirowa Gwiazda cierpliwie czekała na kogoś w swoim azylu. Kiedy wyczuła zapach spodziewanego gościa, uśmiechnęła się momentalnie, zaraz po zetknięciu wzrokiem. Mała, czarna samica nieśmiało przycupnęła przed obliczem liderki, nie wiedząc czego, ma się spodziewać. Zazwyczaj wzywa się innych w bardzo ważnych sprawach lub gdy chce się ogłosić zaproszenie do uczestnictwa w jakiejś uroczystości, a na obecną chwilę Słodkiej nic nie przychodziło do głowy.
- Słodka Łapo… - Przywódczyni przeciągnęła jej imię, tak jak robi się to przy wstępie do rodzicielskiego kazania. - Ostatnio zauważyłam, że niezbyt entuzjastycznie podchodzisz do treningów ze Żmijowym Językiem, a Twoja mentorka sama zdaje, że w ostatnim okresie nie poczyniłaś żadnych większych postępów… -Westchnęła zamyślona.
Zgadza się. Perska ciągle stała w miejscu, a jedynym co choć trochę udoskonaliła, były tylko zdolności szybkiej i zwinnej ucieczki podczas niebezpieczeństwa oraz podstawy polowania, wbite jej do głowy twardą łapą Pstrągowego Pyska. Jednak nie była to wina nauczycielki, tylko jej podopiecznej. Uczennica twierdziła, iż do niczego się nie nadaje, a sama posada Wojownika w klanie nie pasuje do niej nie tylko pod względem fizycznym, aczkolwiek psychicznym. Kumulowała w sobie całą złość i bezradność, a także wszystkie swoje błędy kierowała na parametry swojego ciała. Było jej dobrze w takiej skórze, w jakiej żyła w tym wcieleniu, ale nie pasowała jej do tej roli. Po co jej taka gracja i zwinność, jeżeli nie potrafi nawet poprawnie zamachnąć się łapą? Sama wizja przemocy lub też zabijania, aby przeżyć, też nie widziała jej się kolorowo. Ale co ma niby powiedzieć Żwirce? Sytuacja była przecież skomplikowana.
- Dlatego postanowiłam zasięgnąć pomocy u naszych leśnych pobratymców, czyli Zajęczej Stopy. Co prawda na co dzień nie żyjemy razem z Klanem Burzy, aczkolwiek obecna sytuacja z naszym lecznictwem w klanie wymaga nagłej interwencji z przyczyn, których na razie znać nie musisz. Ty nie radzisz sobie jako Uczennica szkoląca się na Wojownika, a nasi sąsiedzi zgodzili się pomóc. Pasuje Ci to? Chciałabyś poświęcić swoje życie, byciu Medykiem, czy wolisz, żeby wszystko zostało po staremu? - Zadała pytanie.
Czy… To wszystko było żartem, czy naprawdę istniała taka możliwość? Perska zaciekawiła się tą dziedziną, kiedy tylko po raz pierwszy odwiedziła Dryfujący Obłok. Kochała naturę, a sama wizja kontaktu z taką ilością roślin i zieleni naprawdę jej się podobała. Tylko dlaczego miała szkolić się u obcych? Jak to miało wyglądać, inni nie odbiorą jej źle? Nie chciała wywołać żadnego buntu, wydawało jej się to niecodzienne.
- Jeśli chodzi o to, co na pewno Cię trapi to bez obaw. Wszystko załatwiłam i ustaliłam, ale nie mogę Ci obiecać, że wszyscy będą patrzeć na Ciebie miło i przyjaźnie. Przynajmniej Zajęcza Stopa uważa to za właściwe, więc tylko tym się przejmuj. - Dodała.
„Więc tylko tym się przejmuj”. Tak, łatwo było powiedzieć. Jak miałaby się nie przejmować, skoro po tak długim czasie dostała propozycję zmiany profesji i mentorki? To samo w sobie było już bardzo stresujące! Ale i tak chciała chociaż spróbować. Jeżeli to nie będzie dla niej, to już żadne zajęcie…
- T-tak Żwirowa Gwiazdo! – Słodka nadal nie wiedziała, czy wciąż się zastanawia, czy te słowa są przemyślane.
- W takim razie się cieszę. – Głowa Klanu Nocy uśmiechnęła się do filigranowej kotki. – Zajęcza Stopa nie będzie musiała tam czekać, aż do zachodu księżyca, by potem się rozczarować. W takim razie nie spraw jej kłopotów i ruszaj już teraz do granicy, aby z nią porozmawiać.
- T-terazz?! – Zająknęła się.

***
Terminatorka skakała ostrożnie po kamieniach. Zgodnie z zaleceniem liderki, planowała udać się do terenów Klanu Burzy przez wodne głazy, a potem las, ponieważ nie potrafiła pływać, więc lepiej było nie próbować tej opcji. Czuła, że znajdowała się blisko dzięki całkowicie innym i nowym zapachom. Kojarzyła je już ze zgromadzenia, ale wtedy nie były tak intensywne, bo mieszały się z woniami innych Klanów. Była pewna, że tym razem na pewno jest to tylko jeden klan, do którego zmierza. Kiedy już znalazła się przy granicy, poruszyła nozdrzami jeszcze bardziej intensywnie. Czuła, że nie jest sama, lecz nigdzie nikogo nie widziała.
Do czasu.
Zwinęła się w kłębek, kiedy o uszy obił jej się niespodziewany szelest. Może wejście na cudze terytorium nie było najlepszym pomysłem? Co, jeżeli teraz napotka ją jakiś patrol i bez żadnych skrupułów zabije? Czy mogła ufać Żwirowej Gwieździe? Podczas gdy tworzyła przeróżne teorie spiskowe - w tym czasie z krzaków wyskoczyła dziwna istota przypominająca Oszroniony Płatek, jednak to nie mogła być ona. Zresztą co miałaby tutaj robić?! Chyba nie stała się na tyle śmiała, aby romansować z kimś spoza klanu. Nie, nie, to na pewno nie ona! Hodowlanej przypominało to bardziej jakiegoś królika.
- Hę? Co tak właściwie robisz? – Postać przemówiła przyjaznym głosem.
Czarna wstała nieco oszołomiona, przyglądając się kocicy, mówiącej przez zęby z racji tego, że trzymała w pysku dziwną roślinę. Rzeczywiście przypominała królika, a może bardziej zająca.
- Aaach, to na pewno Ty jesteś Słodką Łapą! Czekałam tutaj właśnie na Ciebie, cieszę się, że zdecydowałaś się pochłaniać wiedze pod moim nadzorem. – Mówiła spokojnie. – A teraz pomóż zbierać mi te fioletowe kwiatki, podczas zbliżającej się wielkimi krokami pory nagich drzew już ich tutaj nie będzie, a floks wiechowaty pomaga w leczeniu kaszlu, oczywiście po zmieszaniu z lubczykiem. Prędko, prędko. Uznajmy to za początek ćwiczeń, potem zaniesiemy je do mojego legowiska! – Szylkretka uśmiechnęła się ciepło.