BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bylica x Mroczna Gwiazda x Chłód. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bylica x Mroczna Gwiazda x Chłód. Pokaż wszystkie posty

31 października 2022

Od Mrocznej Gwiazdy CD Bylicy i Chłodnej Łapy (Słodkiego Kwiatuszka)

*skip do nowych terenów* 

Razem z synem wyruszył nad rzekę. Mroczna Gwiazda był czujny przez całą drogę, ze względu na niebezpieczeństwa, które czyhały na nich z każdej strony lasu. Niemal nie znali własnych terytoriów, i chociaż trochę tu już mieszkali, wciąż musieli się przyzwyczaić.
Wtedy też w trzcinie dojrzał błysk srebrnego futra, które kojarzył, aczkolwiek nie zrobiło to na nim większego wrażenia. Czy Bylica naprawdę fatygowałaby się aż do Klanu Wilka?
Mimo wszystko, znając tą staruchę, było to możliwe. 
Już wkrótce sylwetka podniosła głowę do góry i widząc ich, zaczęła przeskakiwać kamienie wyłaniające się zza rzecznego nurtu. Kocur nic nie powiedział, jedynie syknął na syna, by łaskawie stał i nie robił nic durnego, jak to miał w zwyczaju.
Chłoda na moment zamurowało; najwidoczniej rozpoznał Bylicę. Ostrożnie podszedł do boku lidera, obserwując staruchę zimnym wzrokiem. 
— Witaj, Mroczny Omenie. Ciebie też miło widzieć, już pewnie nie Chłodna Łapo — miauknęła — jest ktoś z wami, czy mogę wejść? Bo nie widzi mi się za bardzo stanie na śliskim kamieniu.
— Mroczna Gwiazdo — poprawił ją chłodno. — I Słodki Kwiatuszku. Możesz wejść, bo mam z tobą coś do przegadania — mruknął, obmierzając ją wzrokiem. Specjalnie użył karnego imienia syna, by go pogrążyć. Chłód jednak nie odezwał się, lustrując samotniczkę wrogim spojrzeniem. 
Bylica weszła delikatnie, acz ostrożnie mierząc go wzrokiem. Zachowywała swój stary uśmiech, choć była bardziej uważna, słysząc jego ton. 
— No no, widzę, że uzyskałeś awans, gratulacje. — rzekła z szacunkiem opuszczając głowę — I ciekawe imię twój syn otrzymał. Całkiem ładne — miauknęła. — A więc, o czym chciałeś pogadać? — spytała. 
— O naszej umowie — zmrużył oczy, spoglądając na nią uważnie. — Przyniosłaś tutaj siebie, ale czy znalazłaś Ryś? Bo jeśli nie, to uwierz mi, nie byłabyś najszczęśliwsza, gdy już dorwę twoją córkę. Hm? — mówił wbrew pozorom spokojnie, ale wymownie i pod pewną groźbą. — Mój syn także doskonale wie, o czym mówię.
Mógłby wciąż bawić się z Bylicą, ale powoli tracił cierpliwość. Srebrna była mu coraz mniej potrzebna, ponieważ zostawiła Ryś na starych terenach, a szansa na jej złapanie znacząco zmalała.
Samotniczka nie okazała strachu. Spojrzała na niego tylko chłodno z kamiennym wyrazem twarzy.
— Jak widzę grozisz mi. Ale ty też nie złapałeś swojego celu, więc ja...mogę ci zagrozić tak samo. Że nigdy przyniosę ci Ryś w zamian, jeśli dostanę tylko truchło zamiast żywej córki — miauknęła. — sam nie masz dobrych wieści, więc jak widzę, wiele lepszy ode mnie nie jesteś, o ile w ogóle. Już nie powiem, jak nierozważnym jest grozić kotu, z którym ma się umowę, a który wie, kogo chcesz w swe łapy, i jako jedyny jest w stanie tę osobę złapać. I zrobić z nią, co mu będzie na łapę. Zależnie od twego ruchu —miauknęła. — jeśli masz zamiar mi się wygrażać, to mogę sobie stąd pójść. I już więcej nie zobaczysz ani mnie, a już na pewno Rysiej. — miauknęła. — bo szczerze? Córka nie jest już taka ważna dla mnie, jak była kiedyś. Więc jeśli ją zabijesz, to nie będę jakoś strasznie rozpaczała, tylko po prostu dobiję też twoją Ryś własnołapnie. Nawet, jeśli chciałbyś ją też ukatrupić, to raczej nie będziesz się cieszył, jeśli zrobi to ktoś inny. — rzekła z powagą.
Podszedł krok do przodu, wysuwając dumnie brodę.
— Byłaś na tyle głupia, Bylico, by naopowiadać mi o swoich biednych dzieciątkach, złapanych wcześniej przez Nocniaków. Dorwanie twojej córki nie stanowi dla mnie najmniejszego problemu, moja droga; jest tuż tuż. A uwierz mi, mam doświadczenie w porywaniu. Za to ty, musiałabyś wracać na stare tereny, a wiek ci nie dopisuje — uśmiechnął się lekko. — Nie, moja droga, nie jestem głupi, nawet jeśli mnie za takiego uważasz. Jednak nie jestem tu, by cię pouczać... Mogę jednak zdradzić, że czegokolwiek nie zrobisz, będę na wygranej pozycji. — miauknął. — Od tego mam swoich wojowników, kochana, więc gdybyś postanowiła zdechnąć wcześniej, czy próbować iść na stare tereny, by zabić moją złotą rybkę, to nim przemierzysz chociaż dziesięć odległości lisa, złapią cię i rozszarpią jak najgorsze ścierwo. Nie dążę do wojny między nami, jednak jeśli tego właśnie chcesz, to nie będę się opierać. Nie radziłbym jednak.
Dojrzał, że syn także podszedł do przodu, równając się z nim w jednej linii.
— Zamiast rzucać groźbami, wykonaj swój cel. Znam twoją córkę, rozmawiałem z nią — powiedział. — Jeżeli ci na niej nie zależy, to po co tu przyszłaś? I po co w ogóle opuszczałaś tamto miejsce bez kotki, na której nam zależy? — zauważył.
— Sam mi zacząłeś grozić, kochany, więc się nie dziw, że ci odpowiadam tym samym. I ja też mam swoje szerokie możliwości, droga Mroczna Gwiazdo, a to, że jestem stara, nic a nic mi nie przeszkadza. Nie boję się o to, że coś zrobisz mojej córce, bo dla mnie też jest taką złotą rybką, jak dla ciebie Ryś. Chcę ją mieć, ale nie jest mym głównym celem, bez którego będzie mi jakoś bardzo źle. A co do twoich wojowników...to oni też mnie za bardzo nie przerażają. Znam klany, znam wasze style walki. I nawet jeśli przewodzi nimi kot taki jak ty, inteligentniejszy niż większość ze wszystkich, jakich znałam i pewnie wielu, których nie poznałam, to dalej, mam swoje sposoby. Myślisz, że bez powodu żyję tak długo? — spytała — a co do tego, co powiedziałeś ty, Słodki Kwiatuszku — rzekła, nie odsuwając się ani trochę. —Powtórzę jeszcze raz na nowo, bo chyba nie zakapowałeś, o co mi chodzi; Nie, że mi na niej nie zależy, ale jestem w stanie przeżyć jej stratę — rzekła. — jest po prostu...kimś, kogo chętnie bym znów powitała u siebie, ale nie jest to dla mnie konieczne. A po co opuszczałam? Powiedzmy, że to nie była do końca rzecz, co do której miałam wybór. Ryś raczej też nie. — rzekła. — Klany też nie miały. Chyba wszyscy wiemy, czemu opuściliśmy stare tereny i osiedliliśmy się tu, darujmy więc sobie takie głupie pytania, nie wnoszące nic do dyskusji, młodzieńcze — rzekła. — A przyszłam tu, choć nie wiedziałam, że klany poszły w to samo miejsce, co ja. Miałam nadzieję na miłą pogawędkę, ale jak widzę jednak się myliłam. — dodała.
— Groźba? Jedynie zwróciłem na coś uwagę. Wybierałaś się na nasze tereny, nie mając Rysiej Pogoni. Czy wiesz, jak to się dla ciebie może skończyć? Ja cię jedynie ostrzegam — wymruczał spokojnie, nie spuszczając z niej wzroku. — A więc zależy ci na twojej córce na tyle, by zawrzeć ze mną umowę, ale jednak nie na tyle, by jej brak był dla ciebie odczuwalny? Przeczy to niektórym twoim słowom... — zaśmiał się cicho. — Nie sądzisz, że zbyt pochlebnie o sobie mówisz? — postąpił kolejny krok do przodu. — W rzeczy samej doceniam twoje umiejętności, ale stara samotniczka z bandą podrostków nie równa się całemu klanowi. I jeśli masz w swoje garść jakiejkolwiek inteligencji, w co nie wątpię, to nie będziesz wplątywała się w wrogi stan z nami. Uwierz mi, jeśli chcę, potrafię być szczególnie okrutny. Klan Wilka nie jest taki, jak pozostałe klany. Zawiedziesz się, jeśli nas nie docenisz — dodał. — Ach, Bylico... Jeśli chcesz żyć w tym świecie, musisz się przyzwyczaić, że nie każdy będzie miał ochotę na miłą pogawędkę z tobą. — zamruczał melodyjnie. — Jesteśmy różni, ale to, co nas łączy, to fakt, iż każdy z nas ma własne cele. I każdy z nas chce do nich uporczywie dążyć. A więc nie dziw się, że mógłbym połamać ci kości i przelać całą krew, by zyskać to, co pragnę. Nie mówię, że to zrobię, ale... powinnaś zdawać sobie z tego sprawę. Jestem zdziwiony, że przeżyłaś tak długo i to ja muszę uczyć cię sztuki życia. Po co te nerwy, Bylico? Jeśli zechcesz wypełnić swojej części umowy, to nie będziemy mieli powodu do sporów, a żadne z nas nie wysunie pazurów. Przemyśl to sobie.
Chłód zmrużył oczy. Podszedł bliżej, mordując samotniczkę wzrokiem. Gdy Mroczna Gwiazda skończył mówić, syn dodał. 
— To dziwne... Chcesz ją, ale i nie chcesz... Skoro tak, to po co brałaś w ogóle udział w zawieraniu z naszym liderem umowy, wiedząc że twoja porażka może się dla ciebie źle skończyć?
— Już ja wiem, co miałeś na myśli i mej to uwadze nie uszło — powiedziała ze spokojem. — poza tym, myślisz że kot z moją inteligencją, skoro sam przyznałeś, że ją posiadam, wejdzie na twe tereny, trzymając Rysią? To nie było by mądre posunięcie. Mógłbyś mi ją zabrać, nie oddać mi tego, za co bym ci ją przyniosła i mi coś zrobić. Lepiej jest się spotkać na neutralnym, otwartym terenie. Nie mówię, że was nie doceniam, a mówię o sobie pochlebnie, bo to ty, Mroczna Gwiazdo, nie doceniasz mnie. Nie powiem ci w jaki sposób, ponieważ to by było zanadto ułatwieniem. Sam musisz to wykombinować. — miauknęła. — I nie nazywaj lepiej moich dzieci podrostkami, nie są już kociętami. Sama bym mogła ciebie nazwać podrostkiem czy też młodzieniaszkiem, w porównaniu ze mną jesteś dopiero co urodzonym kocięciem, o Chłodzie już nie mówiąc. — zaśmiała się. — naprawdę, jak ten czas szybko leci…a co do tego, co powiedziałeś o pogawędkach, to kłuje to bardzo me stare serce. Ale ostatnio tak dobrze nam się gadało, że aż mi się przykro zrobiło, że od razu o krzywdzie mej córki coś tu insynuujesz. I masz rację, nie ma potrzeby używać żadnych pazurów. Chętnie dotrzymam swojej części umowy, ale nie pod groźbą. Słodki Kwiatuszku, twój ojciec chyba rozumie, o co mi chodzi, więc nie będę strzępiła języka. — dodała tylko w odpowiedzi na wypowiedź rudego.
Czy naprawdę musiał strzępić język?
— Moglibyśmy rozmawiać tak w nieskończoność, jednak słowa czynom nie są równe i nigdy nie będą. Wiek nie jest równoznaczny z mądrością, moja droga. — rzucił. — Jeśli oboje będziemy ze sobą współpracować, żadne nie będzie musiało wykonywać poleceń pod groźbą. Wszystko zależy od ciebie, Bylico... Nie sądzisz, że się rozgadaliśmy? — uśmiechnął się. — Może i dobrze się znamy, ale wciąż jesteś traktowana jako intruz. Masz dziesięć uderzeń serca, by się stąd wynosić, a w przeciwnym wypadku mój syn zwoła patrol. Życzę miłego dnia — miauknął spokojnie.
Słysząc to,  srebrna otworzyła szeroko oczy, ale szybko wskoczyła na kamienie. Biegnąc poślizgnęła się na śliskim kamieniu, gdzieś przy końcu drogi, i nie dość, że uderzyła o niego brodą, to jeszcze wpadła do wody z piskiem.
Rudzielec wbił wzrok w Bylice, słysząc słowa Mrocznej Gwiazdy.  Widząc zwiewającą kotkę, posłał jej zaskoczone spojrzenie. Wydał z siebie niezadowolony pomruk. 
— No i po zabawie...
A lider musiał przyznać, że nie spodziewał się, że kotka stchórzy. A jaki miał ubaw, gdy wpadła do wody. Jednak nie zaśmiał się, ani nawet nie uśmiechnął; miał kamienną twarz i patrzył uważnie w tafle nurtu, ciekaw, czy jej głowa się wynurzy, czy może kotka utopi się i zdechnie.
— Niezłe widowisko nam załatwiła — wyszeptał do syna. — Hej, ty! Żyjesz? — zawołał głośniej. W międzyczasie, zwrócił głowę w kierunku syna i bez słowa zamachnął się łapą i uderzył go w mordę. Dobrze się dziś spisał.
Rudy przerwał przyglądanie się wodzie, w której tonęła srebrna i pokręcił nosem, otwierając i zamykając go parę razy, nie mogąc powstrzymać uśmiechu oraz zadowolonego spojrzenia. 
— Dzięki — mruknął, przyglądając się rzece.
Lider nic nie odpowiedział, jednak nie skomentował jego radości. Zasłużył sobie na ból... Nie dał się ponieść emocjom i w zimny sposób konfrontował się z Bylicą. 
Czarny van nie przestawał obserwować wody. Bylicy wciąż nie było widać na powierzchni. Dopiero później wynurzyła się i wyskoczyła na drugi brzeg, przemoczona do suchej nitki.

<Chłód?>

10 sierpnia 2022

Od Bylicy CD Mrocznego Omenu(Mrocznej Gwiazdy) i Chłodnej Łapy(Chłodnego Omenu)

*to też dzieje się w porze opadających liści, jeszcze zanim rybka wyruszył po głowę Krokus*
Bylica szła, ponownie, niedaleko granicy z Klanem Wilka. Lubiła gadać z Mrocznym Omenem, był interesujący. Do tego mogła w ten sposób pomóc Kamiennej Agonii, teraz Gwieździe, bo wiedziała, iż kocur miał najpewniej złe zamiary względem czarnej kotki. Błękitna słysząc kroki i czując nasilający się zapach wilczaków, które wyszły nieco poza granicę swego terytorium, schowała się w gęstym, liściastym krzewie, którego liście jeszcze nie opadły. Dostrzegła znanego sobie wojownika, tuż za nim szedł inny, młody kocur. Czyżby uczeń? Byli bardzo do siebie podobni. Obaj byli vanami, tylko że starszy był czarny, a młodszy rudy. Obaj mieli jednak te same oczy i...blizny na oczach? Czy to był jego syn? Natomiast ta blizna, była jakimś znakiem rodzinnym? Robili to celowo, żeby rozpoznawać nawet członków, których nie znali? Musiała przyznać, intrygująca sprawa. Na moment spojrzenia jej i Omena się spotkały. Jego uczeń, najpewniej również syn, odszedł gdzieś dalej, by zapolować. Mieli wiec momencik na rozmowę. Bylica wychynęła zza krzewu, zwracając na siebie uwagę Mrocznego Omenu.
— Witaj, Bylico. — miauknął czarny, spoglądając w stronę krzewu, z której wyłoniła się błękitna postura starszej kotki. — Znów sama? Liczyłem, że będę kiedyś mógł poznać twoje dzieci — miauknął.
Chciał poznać jej dzieci? Okej, to był ciutkę podejrzane. Niby wiedział, że ma ich dużo i mogą się przed nim obronić, jak będzie sam, ale…dalej to było z deczka dziwne.
Usłyszała szmer w krzakach, po czym odwróciła głowę w przeciwną stronę, jakby się przyglądając ptaszkowi na pobliskiej gałęzi, po czym wyszeptała. Chciała zmylić rudego vana. Czuła, iż wrócił i słyszała te szmery. Podsłuchiwał. Ciekawski młodzik jak widać.
- Twój uczeń chyba wrócił i siedzi w krzakach - mruknęła. Nie znała ucznia, więc nie wiedziała, czy wiedziało o ich znajomości, tym bardziej o morderstwach ojca i jego szemranych znajomościach oraz umowach, które zawierał.
Wyczuwając znajomy zapach rudego, czarny wywrócił oczami.
— Wyłaź, Chłód, wiemy, że tu jesteś — miauknął. — Znowu coś pewnie kręci. Jak zwykle. Kot powoli wyszedł ze swojej kryjówki, bardzo widocznie zły, że został dostrzeżony. Zjeżył sierść i obrzucił błękitną lodowatym spojrzeniem.
- Kto to? – spytał młody wilczak.
- Dzieci takie są, nie można ich za to winić. Może nawet bym zrobiła podobnie na jego miejscu... - odparła do Omena. Słysząc głos rudego, obróciła się w jego stronę, lustrując go swymi przenikliwymi, intensywnie zielonymi oczyma - Witaj. - mruknęła tylko, czekając, aż Omen ją przedstawi. W końcu młodzik zwrócił się do ojca, nie do niej.
— Bylica. — odpowiedział uczniowi — Taka moja... Koleżanka — uśmiechnął się czarny. — Mamy podobne zainteresowania. Także lubi rozpruwać kocie flaki.
Czyli młodzik wiedział, więc mogła swobodnie o tym gadać. A raczej mogłaby, gdyby nie jego reakcja, jedna z później wielu podobnych. Rudy van bowiem spojrzał na nią kocicę zdegustowany, otwierając w szoku i obrzydzeniu pysk.
- Nawet nie chcę pytać. Spadam stąd - miauknął, zawracając do lasu.
- Hej, młody! Czemu uciekasz? To nie oznacza, że rozpruję ciebie! - miauknęła, robiąc krok do przodu. Czyżby dziecko się jej mimo wszystko wystraszyło?
Tymczasem Omen niemal natychmiast poderwał się, by zaraz stanąć naprzeciw syna, zagradzając mu drogę. Dość boleśnie ustał na jednej z jego łap.
— Tak się nie wita gości.
Widząc jak Omen zatrzymuje syna, ucieszyła się nawet. Poczuła się mocno...doceniona? Szanowana?
Młodzik położył po sobie uszy, zabierając łapę spod łapy wojownika. Spojrzał niezadowolony na samotniczkę, prychając na nią wrogo.
- Tak, tak. Bo to ci wygląda na gościa - syknął do ojca. - Nie rozprułabyś mnie wariatko. On by ci nie dał. Niemiło poznać.
To, co powiedział do niej rudy, wcale nie zmniejszyło jej zapału, a wręcz go podsyciło. Chciała się z nim dogadać. Nie był tak trudny do rozszyfrowania informacji, jak Omen. Mógłby się stać kluczem do dowiedzenia się więcej o czarnym, i rozpracowania również jego. A poza tym, lubiła młode koty i rozmowy z nimi.
- Wiem o tym. - wymruczała z przyjaznym uśmiechem. - A mnie akurat miło poznać syna Mrocznego Omenu. - dodała.
— Jednak nie skończyliście sobie do gardła na pierwszym spotkaniu, nieźle — parsknął starszy z kocurów. A więc młodzik miał problemy z trzymaniem nerwów na wodzy…dobrze wiedzieć— Bylica ci nic nie zrobi, synu. A nawet gdyby próbowała, to bym jej nie dał. Nie ma korzyści w tym, by stanowić jakiekolwiek zagrożenie dla nas, powinieneś to zauważać, gdy poznajesz nowe osoby.
Rudy dalej zachowywał mimo słów Mroku dystans, jeżąc na staruszkę nadal sierść. Stanął przed ojcem, osłaniając go swoim ciałem, wręcz blokując mu dostęp do kotki. Zdziwiła się dość mocno. Co, bał się że uderzy mu starego czy jak? Przecież Omen mówił, iż się z nią zna. Lecz nie zdążyła by nawet okazać swego zaskoczenia, bo młodzik olał wcześniejsze słowa czarnego totalnie, skupiając się na Bylicy.
- Odejdź z naszych terenów! On z tobą na żadne rozpruwanie nie pójdzie! - syknął na nią.
Zdziwiona Bylica podniosła łapę, automatycznie chcąc odsunąć się, jednak tego nie zrobiła, krzywiąc pysk. Nie ma mowy, że ten młodzik ją będzie tak straszył. Po chwili przybrała kamienny wyraz pyska, który przemienił się w lekki uśmiech.
- Omenie, kochany, czy twój syn ma...zły dzień? – spytała, choć podejrzewała, że ten zły dzień zdąża się...u młodszego z vanów dość często.
— Zachowuje się tak na co dzień — mruknął czarny van, potwierdzając jej domysły i jednocześnie klepiąc jedną łapą swego syna po głowie. — Wyluzuj, młody, potrafię się obronić.
- Nie o to chodzi! - fuknął rudy do czarnego- Nie chcę byś z nią szedł i mordował koty! Skoro jest taka walnięta jak ty, nie pozwolę ci! Od wielu księżyców nikogo nie zabiłeś i tak ma pozostać, a ta starucha niech odejdzie i się nie wtrąca w nasze życie - syczał, obserwując zimnym wzrokiem Bylice. - Słyszysz zdechła ropucho? On nigdzie nie idzie! Wracaj do swojej nory!
- Zdechła ropucho? - warknęła, po czym zaśmiała się, mimo, iż w tej sytuacji młodzik ją porządnie wkurzył, i miała ochotę go nauczyć, co to znaczy ją wkurzyć. Starała się jednak za bardzo nie pokazać swojej wściekłości - jeszcze nie zdechłam. Mam swoje lata, ale to jeszcze nie mój czas na odejście czy też bycie zombie.
Wojownik na chwilę najeżył futro, widząc, iż nieco ją młodziak pewnie zdenerowował, jednak rozluźnił je równie szybko, wiedząc, że nie zamierza atakować. Uśmiechnął się.
— Mój syn jest pyskaty jak mało kto, Bylico. Już wielokrotnie musiałem ręcznie temperować dzieciaka, a i tak wciąż mi fika. Lepiej, żebyś się przyzwyczaiła, bo on łatwo nie da sobie mordy zamknąć.
Temperował ucznia i jednocześnie syna…siłą? Dobrze to zrozumiała? Oh…w sumie to się nie dziwiła, że tak był młody poddenerwowany, jeśli tak faktycznie było. Choć opcją było też to, że po prostu mocno na siebie wrzeszczeli. Ale nie wiedziała, co bardziej pasuje do Omenu…a może i to i to…
- Ej, to nieprawda. Sam jesteś pyskaty, bo się mnie nie słuchasz! Czy wiesz co do ciebie przed chwilą powiedziałem?! – prychnął rudy, odwracając w stronę ojca głowę. Oparł się o niego, zmuszając do wycofania. Aha? Uparty był ten dzieciak, nie ma co. - Nie przyzwyczai się do niczego, bo nie będziemy się spotykać. To koniec waszej znajomości.
Słysząc to, miała ochotę zrobić jakąś gwałtowną reakcję, jednak stłumiła to w sobie. Przecież jego ojciec był takim interesującym obiektem! Musiała go też pilnować, żeby wiedzieć, czy przypadkiem nie chce zrobić krzywdy Kamiennej Gwieździe. Delikatnie zacisnęła zęby, dalej z uśmiechem na twarzy, choć nie było jej wesoło przez zachowanie uczniaka.
- Młody, chyba nie ty o tym decydujesz. Każdy kot powinien sam decydować o tym, z kim się spotyka. A naszej znajomości to na pewno nie koniec, nie zniechęcisz mnie swoim zachowaniem, podejrzewam, że Mrocznego Omena również nie. Szczególnie, iż mamy ciekawy układ... - ostatnie zdanie mruknęła szeptem, przez co było prawie nie słyszalne.
Na wspomnienie o ich układzie, starszy wilczak uśmiechnął się.
Słysząc słowa syna, tylko zaśmiał się pod nosem, i chociaż ten próbował go zmusić do odwrócenia się, wojownik stał w miejscu jakby był co najmniej wryty w ziemię.
— To nie koniec naszej znajomości, synku, bo tak jak mówi Bylica, nie ty o tym decydujesz. – słysząc poparcie Mrocznego, nieco się rozluźniła wewnętrznie. - Byłbyś bardziej pożyteczny gdybyś bronił mnie przed faktycznym zagrożeniem. Nie stanę się słodką uroczą bubą jak co niektórzy idioci z Klanu Wilka, więc te nadzieje możesz od razu pogrzebać w piachu.
Akurat jej nie przeszkadzały słodkie buby, lubiła takie koty, przykładem był samotnik Słonecznik. Był bardzo kochany i miły. Ale fakt, nadmierna naiwność i głupota to nie były aż tak pożądane cechy, jeśli chodzi o przetrwanie.
Rudy w odpowiedzi naparł bardziej na ojca, ale ten ani drgnął, przez co uczniak postanowił zaryzykować. Odwrócił się do swego ojca przodem, stając z nim pyskiem w pysk. Rzucił mu chłodne spojrzenie, po czym objął przednimi łapami, a tylnymi zaczął popychać w stronę lasu.
- Wracamy... już... rusz się. Kto mówił mi tyle razy, żeby nie bratać się z wrogiem? A teraz ty chodzisz na schadzki z jakąś samotniczką, która proponuje ci rozpruwanie kotów! - prychnął, ignorując Bylice totalnie
Bylica patrzyła na rudego kocurka, popychającego ojca w stronę lasów Klanu Wilka. Jak widać upierał się. Nie miała jednak zamiaru się na niego już denerwować, nie może nadszarpywać dla niego nerwów, od tego miała dzieci jak się kłóciły. Poza tym i tak Mroczny Omen nie zrezygnuje z ich znajomości, w końcu mieli umowę. Chciał dorwać Rysią.
-To ja... może poczekam... aż to sobie wyjaśnicie... - mruknęła, usadawiając się w pozycji bochenkowej.
Czarny tymczasem prychnął na syna i bez słowa zamachnął się mocno i wycelował łapą w pysk młodszego, by bolało jak najbardziej. Uczniak skrzywił się na ból. Czyli jednak był rudego…w sumie to biedny dzieciak, chociaż trochę ją irytował.
— Bylica do wrogów nie należy. Trzeba być ostrożnym, ale nie wykluczać od razu wszystkich — syknął. Dobrze. — Naucz się rozróżniać kto jest sojusznikiem a kto nieprzyjacielem. — no, miał olej w głowie. Jak chcę dostać Rysią, to musi utrzymać tę znajomość. I dostarczyć jej Kminek, oczywiście — Nikogo nie zamierzam rozpruwać. Na razie.
W sumie to ona też nie zamierzała, chyba, że wrogów, szczególnie tych z Gangów Ości. Miała zamiar ich sprać i pozabijać, ale…za jakiś czas. Rudy jako jednak iż przywykł do lania przez ojca, zamiast uciec z płaczem lub się spłaszczyć, wyszczerzył na niego kły i z całych sił popchnął do tyłu.
- Każdy kto rozpruwa koty, jest moim nieprzyjacielem! - syknął. Potem widząc brak reakcji ze strony ojca odwrócił się do srebrnej, szczerząc do niej groźnie kły i jeżąc sierść.
- Odejdź samotniczko. To nasze tereny. Ostatnie ostrzeżenie.
- A bo co? Pobijesz mnie? - wymiauczała błękitna, z pewnym siebie uśmiechem na pysku. Chyba mały był tylko mocny w gębie. A nawet jeśli nie tylko, nic nie mógł zrobić. - Omen i ja mamy dobry układ i nie zamierzamy go popsuć przez ciebie, prawda, złotko? - nim młodszy z dwóch vanów się zorientował, Bylica w mig znalazła się tuż przy Omenie, po czym z uśmiechem przeciągnęła mu ogonem pod brodą, a następnie stanęła obok niego, patrząc na jego syna. Chciała rudego trochę…powkurzać.
— Otóż to — odparł jedynie Omen, uśmiechając się pod nosem — Widzisz, zawieranie sojuszy jest niezwykle przydatne. Wtedy zyskasz i ty, i twój sojusznik. A jeśli postanowisz na niego warczeć i próbować go atakować - tak jak teraz - możesz liczyć się z tym, że zerwiesz umowę, a więc narazisz się na straty. Bylica nie zdradzi mnie, a ja nie zdradzę Bylicy, ponieważ oboje stracilibyśmy, gdybyśmy to zrobili. — miauknął. I to była prawda. Miała tylko nadzieję, iż kocur nie zdradzi jej w ostatnim momencie, wbijając szpony w plecy. A jeśli tak…to chętnie mu się odpłaci pięknym, za nadobne — To czysta logika, synu. Przyda ci się.
Mroczny mądrze gadał. Zgadzała się z nim. Byli w sumie dość do siebie podobni, stawiali podobne kroki w drodze do celu.
Młodzik widocznie poczuł gniew, bo ten aż z niego kipiał. Chyba rudy nie umiał ukrywać swych emocji tak, jak jego ojciec. Pazury mu się wysunęły, a z gardła wydobył ryk. Szybko stanął przed ojcem, odsuwając wojownika i samotniczkę od siebie nawzajem.
- Zostaw go, bo nie ręczę za siebie. Jeszcze raz choćby go dotknij swoim zapchlonym ogonem - warknął zimno, szczerząc na nią kły. - Jesteś sojusznikiem? - zakpił. - To powiedz mi o tym układzie. Po co mój ojciec miałby współpracować z samotnikiem?! Na dodatek tak starym. Nie przydasz się do niczego – syknął wściekły uczniak, w którym aż buzowały emocje.
Błękitna kocica uniosła brodę do góry, lustrując ucznia spojrzeniem intensywnie zielonych oczu. JAK. ŚMIAŁ. OBRAZIĆ. JEJ. OGON. JEJ PRZEPIĘKNY, DŁUGI, PASIASTY OGON. JEJ DUMĘ!
- To, iż jestem stara, nie oznacza, że jestem niesprawna, młody - powstrzymała się od powiedzenia do niego "dzieciaku". Widziała, że był gotowy do ataku. Będąc tego świadomą była jednak w stanie go sprawnie odeprzeć i w mig zmienić postawę na obronną - a o umowie dowiesz się więcej tylko jeśli Mroczny Omen wyrazi na to zgodę. - rzekła z kamiennym wyrazem pyska.
— Wyjaśnię mu to osobiście — miauknął wojownik spokojnie, uśmiechając się lekko, gdy spojrzał na syna, aby potem znów spojrzeć na samotniczkę. — Stąd lepiej nie igrać sobie z losem. Chłodna Łapa walczy jak niejeden wojownik — przeniósł wzrok na syna. — Gratuluję odwagi. Bądź czujny zawsze, ale nie warcz jak zapchlony pies na każdego kogo spotkasz.
Pochwała sprawiła, iż sierść młodszego się wygładziła. Usiadł przy ojcu, mordując wzrokiem cały czas samotniczkę.
- Będę warczał na kogo chcę - burknął mu w odpowiedzi. - Nie lubię twoich znajomych. Są szemrani - miauknął, czujnie obserwując dziko pręgowaną. Ona też to robiła. W odpowiedzi po prostu usiadła bez słowa, owijając łapy swym nadzwyczajnie długim ogonem.
— Jak widzisz, twój gniew niczego nie zmienia w tej sytuacji — mruknął starszy wilczak, przeciągając się. — Więc lepiej sobie daruj młody. - Nie myśl, że ją polubię - fuknął młodszy do niego, przysuwając się bliżej. Jak widać nie miał zamiaru dopuścić kotki ponownie tak blisko ojca. - Nikt od ciebie tego nie oczekuje...jakaś tam łapo, bo się nie przedstawiłeś. – mruknęła, nie mogąc sobie przypomnieć jego imienia. — Chłodna Łapo. — mruknął wojownik do Bylicy. Potarmosił syna po głowie. — Jeszcze mnie nie zaatakowała, więc wątpię czy miałaby chęci rozpruć mi flaki. Ja nie mam w planach wypadu na zabijanie kotów na ten dzień, więc nie musisz się martwić, mój drogi. A co do przyszłości... Cóż, niczego nie mogę obiecać. Syn spojrzał na ojca niezadowolony, że przy obcej samotniczce tarmosił go po głowie. Zmierzył błękitną i tak zimnym spojrzeniem. - Nie przedstawiałem się, bo obcych się przegania, a nie zawiera przyjaźnie - odpowiedział jej.
Usiadła spokojnie, lustrując młodzika wzrokiem, po czym przeniosła wzrok na Mrocznego Omena, postanawiając zignorować zaczepki ucznia.
- Co tam u ciebie? - zapytała, jakby ta rozmowa nie trwała już nie wiadomo ile.
<Mroczny Omenie? Chłodzie?>