BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Makowy Nów x Cisowe Tchnienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Makowy Nów x Cisowe Tchnienie. Pokaż wszystkie posty

04 sierpnia 2024

Od Makowego Nowiu CD. Cisowej Łapy (Cisowego Tchnienia)

Ta cała sytuacja z Cis była... No właśnie, jaka była? Mak sama już nie miała pojęcia. Dlaczego Cisowa Łapa musiała mieć ten durny błysk w oku? I dlaczego musiała o to wszystko wypytywać? Na szczęście uczennica obiecała, że nikomu nic nie powie.
 
***
 
No i została sama. Wszyscy jej bliscy dołączyli do Mrocznej Puszczy. Odeszli.
Liliowa chodziła bez celu po obozie. Odkąd wróciła z patrolu, nie miała nic ciekawego do roboty. W końcu Biała Łapa stała się Zabielonym Spojrzeniem, z tym samym kończąc swój trening, więc liliowa miała nieco więcej czasu wolnego. Po jakimś czasie postanowiła opuścić obóz. Poszła więc do lasu, chowając się w cieniu drzew. Pora Zielonych Liści była bardzo słoneczna, co już po jakimś czasie było męczące. Zwłaszcza w samo południe, gdzie słońce grzało najbardziej. Powoli przemieszczała się po terenach Klanu Wilka, nucąc coś cicho, jak to miała w zwyczaju.
- Sikoreczka, Sikoreczka wleciała przez okienko. Sikoreczka, Sikoreczka wleciała przez okienko. Sikoreczka, Sikoreczka wleciała przez okienko… – śpiewała, przypominając sobie dawne piosenki Alby – I znalazła... – urwała na chwilę, starając się sobie przypomnieć – ...jakieś cukiereczki – wybrnęła z sytuacji i poszła dalej. Jak ona dawno nie śpiewała. Zazwyczaj każdy jej spacer był połączony z cichym nuceniem, znanych piosenek z dzieciństwa, lecz tym razem, Mak postanowiła śpiewać. Jednak coś jej po matce zostało. 
- Sikoreczka, sikoreczka... – zaczęła od nowa, mijając kolejne drzewo. Zamknęła na chwilę oczy, a gdy znów je otworzyła, zobaczyła ten krajobraz, spalonej okolicy. Znalazła się przy Wierzbowej Zatoczce. Momentalnie zamknęła pysk i spojrzała na wierzbę, niegdyś piękną i nieprzypominającą niczym terenów Klanu Wilka. Teraz nie zostało z niej prawie nic. W myślach Makowy Nów przywołała obraz z patrolu. Piorun uderzył w drzewo, podpalając je. Tak zginęła Wierzbowa Zatoczka. Ostatnie wspomnienie Mak z tego miejsca, było z również martwą, dawną matką kultu, Bielicznym Piórem. Spuściła wzrok na ziemię i swoje liliowe łapy. Po chwili wstała i poszła dalej. Przemierzała tereny wilczków, dalej śpiewając piosenkę matki.
- I znalazła... – znów urwała, chcąc sobie przypomnieć – To były... – mruknęła cicho, do siebie – Melasowe – doszła do tego w końcu – I znalazła melasowe cukiereczki – śpiewała dalej, rozglądając się i wtedy jej wzrok padł na jakiegoś kota. Od razu zamilkła i podeszła powoli do wliczaka. Jak się okazało, była to medyczka ich klanu, Cisowe Tchnienie. Mak lekko się spięła. Od dawna nie rozmawiała z młodszą, a zwłaszcza po śmierci Naparstnicy. Wcześniej to zazwyczaj ona wysyłała Mak na zbieranie ziół, właśnie z tą kotką. Liliowa westchnęła cicho, widząc, jak medyczka stara się zabrać jak najwięcej ziół.
- Pomóc ci? – zapytała, nie wspominając o tym, że przed chwilą chodziła po lesie i śpiewała, czy o tym, co było kiedyś.

<Cis? Dawno nie rozmawiałyśmy>

05 maja 2024

Od Cisowej Łapy CD. Makowego Nowiu

Siedziała w legowisku medyka, wyjmując szkło z łapy Oszronionej Łapy. Wtedy mentorka powiedziała, żeby poszła na zbieranie ziół. Ostatnio było to jedno z jej głównych zadań. Od razu wyszła. Okazało się że idzie z Makowym Nowiem. To ta co jak była mała wplotła jej niezapominajkę w futro! Miła była.
- Szukamy w sumie wszystkiego, a najbardziej nawłoci i pięciornika - oznajmiła kotce. Chciałaby pogadać o tym co właściwie się stało wtedy w żłobku, ale nie była już kociakiem. Nie mogła tak dużo pytać. Miała swoje obowiązki i zachowania, których od niej oczekiwali.
Liliowa pokiwała głową, a gdy tylko znalazły się w lesie, zaczęła się uważnie rozglądać za jakimiś przydatnymi roślinami. W końcu coś znalazła. Podeszła do rośliny i zabrała liście. Po chwili wróciła do uczennicy, pokazując jej znalezisko i wskazała ogonem stronę, w którą według niej powinny iść.
Cisowa Łapa zweryfikowała roślinę i uznała że widziała ją na wielkich półkach z ziołami które były jej rewirem pracy w pierwszych dniach pobytu w legowisku medyka.
- Makowy Nowiu… - zaczęła, zbierając w sobie odwagę. Starsza kotka spojrzała na uczennicę, czekając na jej dalsze słowa.
- Chciałabym pogadać o tym co się stało. - Uczennica medyczki dziwnie się tak czuła mówiąc do kogoś wyższego od siebie rangą w sposób narzucający swoje chęci. Mistrzyni lekko się spięła.
- Mówisz o tym co było w żłobku, tak Cis? - zapytała, odwracając wzrok. Niebieska nie zareagowała na użycie kocięcego imienia. Szczerze mówiąc teraz niezbyt ją to obchodziło. Skinęła głową.
- Co ci się wtedy przypomniało?- zapytała.
- To... Pewien kot. Ale to nieważne. - Liliowa syknęła cicho. - Już i tak nie żyje od wielu księżyców - odparła, wysuwając pazury.
- Jaki kot? - Tortie zapytała już ostrożniej, kątem oka widząc pazury kotki.
- Martwy – syknęła córka Alby. - Jak reszta. To nie ma znaczenia. Nie żyje - powtarzała. - Ona już nie żyje od dawna. Nie warto wspominać. - Na te słowa pręgowana tygrysio zrezygnowana położyła po sobie uszy.
- Przepraszam - mruknęła i szła dalej w ciszy.
Od niej niczego się nie dowie. Będzie musiała poszukać gdzieś indziej. Bicolorka schowała pazury, jednak dalej była spięta. Futro na jej karku dalej było nastroszone, a oczy nieco zamglone. Westchnęła cicho słysząc przeprosiny ze strony kotki.
- To był ważny dla mnie kot, skoro tak bardzo chcesz wiedzieć, tyle powinno ci wystarczyć - powiedziała w końcu. Dało jej to coś lecz w sumie to tyle co nic. Jak pójdzie do jakiegoś kota to co ma zrobić. Zapytać „Hej, czy wiesz jakiego ważnego dla Makowego Nowiu kota jej przypominam?”? Szczerze wątpiła. W klanie Wilka chyba koty nie do końca wiedziały jaka relacja jest pomiędzy dwoma kotami bo większość z nich ukrywa emocje, przynajmniej przy publicznością.
Przez chwilę szły dalej w ciszy zbierając zioła. Córka Szeleszczącego Wiązu ciągle weryfikowała zielska. Co do niektórych nie miała pewności. No cóż najwyżej wyrzuci je jak dowie się że nie są przydatne.
- A to? - W końcu siostra Łabędziej Łapy wskazała jakąś inną roślinę, której wcześniej szylkretka jeszcze nie widziała. - Bierzemy?
- Nie kojarzę tego zielska. Lepiej nie brać. - Poczekała chwilę po czym znowu powiedziała. - Czyli to był ktoś ważny tak? - Nie wiedziała za bardzo co robić, więc po prostu próbowała dalej. Mentorka Białej Łapy pokiwała wolno głową.
- Ale to już nie ważne, mówiłam ci Cisowa Łapo – odparła powoli tracąc cierpliwość. Młodsza wilczaczka czuła, że robi się coraz niebezpieczniej, ale czuła też, że powoli dochodzi do celu.
- Jeżeli to ktoś ważny to chyba raczej ważne - powiedziała. Córka Gęsiego Wrzasku wysunęła pazury, najwyraźniej tracąc cierpliwość.
- Jest martwa, umarła, zginęła jak reszta - syknęła. - A ja nie chcę o niej pamiętać!
Siostra Wierzby wydłużyła dystans między sobą a siostrą Hortensjowej Łapy. Nie wiedziała do czego ta jest zdolna, a sama nie umiała walczyć. Jednak czuła że to był ostatni strzał.
- Jak reszta? Czyli jak? Miała jakieś imię? - pytała czując że to jest klucz do wszystkich odpowiedzi.
- Zamknij się! - wnuczka Cisowej Kołysanki krzyknęła, tracąc panowanie. - Ona nie żyje! Bursztynowa Łapa nie żyje od dawna, a ja nie chcę już o niej pamiętać! Zginęła przez tego samotnika, przez niego! - syknęła, a w jej oczach pojawiło się kilka łez, szybko jednak je wytarła. - A ten twój durny błysk w oku... Ona miała taki sam... - powiedziała już ciszej, siadając na ziemi. - Tak bardzo chciałaś wiedzieć, proszę. Udław się tą wiedzą! - syknęła w stronę uczennicy medyczki. Schyliła głowę, a mak wypadł zza jej ucha. Wylądował pod jej łapami, a ona jednym ruchem łapy go rozdarła.
- Maki też mi pomagała zbierać. Nawet dla ojca - syknęła, coraz bardziej rozrywając kwiat. Już po chwili nie nadawał się do ponownego wplątania w futro. - Udław się tą wiedzą - warknęła jeszcze raz, wycierając kolejną łzę. - Była moją jedyną przyjaciółką. Była dla mnie bardzo ważna, a umarła, jak większość ważnych dla mnie osób. Przy życiu została już tylko Naparstnica i Bieliczne Pióro... - po wysłuchaniu tych słów przez chwilę na pysku uczennicy Naparstnicowej Kołysanki zagościł strach, lecz po chwili poprawiła się i znowu na jej pysk wlała się bezuczuciowa nicość.
- Ale ja nią nie jestem- powiedziała tylko zawracając w stronę obozu.
- Myślisz, że o tym nie wiem? - cicho syknęła bratanica Przebiśniega, jednak nie ruszyła się z miejsca. Wzrok dalej miała utkwiony w resztach rośliny. Po niedługim czasie jednak wstała i ruszyła w kompletnie inną stronę.
Cisowa Łapa nie usłyszała już słów kotki. Wróciła do obozu i zajęła się układaniem ziół. Dowiedziała się prawdy. Bursztynowa Łapa. Tak miała na imię kotka. Nie wiedziała co o niej myśleć. Została zabita przez samotnika i z jakiegoś powodu Makowemu Nowiu bardzo na niej zależało...

***

Było już po wysokim słońcu. Właśnie wychodziła z legowiska medyka by coś zjeść i zobaczyła mistrzynię z którą wcześniej rozmawiała. Niezbyt chciała ją spotkać ale no cóż. Najwyraźniej Mroczna Puszcza miała swoje plany. Tak więc po wybraniu zwierzyny dosiadła się do niej.
- Przepraszam za tamto - mruknęła.
- To ja... Przepraszam - odparła niepewnie kuzynka Żagnicy. - Ja wiem, że ty nie jesteś Bursztyn... Że jesteś kompletnie innym kotem. Wiem, że nie powinnam tak reagować. Ale już w żłobku jak zaczęłaś mnie wypytywać o wszystko... Ja po prostu tego nienawidzę Cis. Jak ktoś wypytuje o moją przeszłość. Pyta skąd to, skąd tamto, a zwłaszcza, jeśli dotyczy to już martwych, ważnych dla mnie osób. Czyli większości mojej rodziny i właśnie Bursztynowej Łapy czy Porannego Zewu. Nie potrafię wtedy panować nad wszystkim. A zwłaszcza jak ktoś nie daje spokoju i pyta dalej, ignorując niechęć drugiej strony do podzielenia się tą informacją. Ale wiem, że nie powinnam tak reagować. Przepraszam Cisowa Łapo i to nie twoja wina.
Szylkretka miała ochotę odpowiedzieć w sposób który mógłby zostać uznany za arogancki jak zwykle mówi lecz Makowy Nów była kultyską. Kultystką i mistrzynią.
- Mhm- mruknęła tylko.
- Proszę, nie pytaj mnie już więcej o to... - poprosiła bicolorka i spojrzała się na uczennicę medyczki. - I nie mów o tym nikomu. Mogę na ciebie liczyć?
- Tak - odpowiedziała krótko. No bo co innego ma powiedzieć? „Postaram się”? Takie coś było akceptowalne w innych klanach. Tutaj liczyło się pełne posłuszeństwo.

Wyleczeni: Oszroniona Łapa (i tak nieważne bo dedł)

<Makowy Nowiu?>
[1122 słów]
[przyznano 22%]

02 maja 2024

Od Makowego Nowiu CD. Cis (Cisowej Łapy)

Siedziała spokojnie w obozie, zjadając swój posiłek i starając się zapomnieć o spotkaniu z tym małym kociakiem. Starała sobie wmówić, że to, co widziała, jej się przewidziało. W końcu to chyba niemożliwe... Prawda? Gdy już miała wrócić do legowiska wojowników, zobaczyła przed sobą właśnie tego samego kota, którego nie miała zamiaru dziś spotkać. Cis stanęła przed liliową, położyła niebieski kwiat na ziemi i zaczęła swoje przeprosiny.
- Przepraszam, że sprawiłam, że płakałaś. Dlatego daję ci ten kwiatek. Jest niebieski. To mój ulubiony kolor – kocię starało się mówić to z poważnym wyrazem pyska, lecz wyglądało to raczej zabawnie. W końcu się poddała i uśmiechnęła się do siostry Naparstnicowej Kołysanki. Mak spojrzała na kociaka. Westchnęła cicho.
- To nie twoja wina Cis. Tylko... Coś mi się przypomniało. W każdym razie nie przepraszaj, bo to nie twoja wina – odpowiedziała, z naciskiem na ostatnie słowa swojej wypowiedzi. Spojrzała na niebieską roślinę – Bardzo dziękuję, jednak sądzę, że lepiej pasuje do ciebie – oznajmiała i wplotła kwiat w futro kociaka – Przynajmniej nie musisz chodzić z igłami, a skoro to twój ulubiony kolor, pasuje – powiedziała, a gdy znów zobaczyła ten błysk w oczach córki Olszowej Kory, odwróciła głowę. Przez chwilę miała wrażenie, że kocię chciało coś jeszcze powiedzieć, jednak skutecznie przerwał jej głos Wieczornej Mary, która właśnie przyszła do Makowego Nowiu.
- Idziesz na patrol Makowy Nowiu – oznajmiła zastępczyni i wskazała resztę patrolu, już czekającą przy wyjściu z obozu. Liliowa pokiwała głową.
- Muszę iść – powiedziała do Cis i porzegnała się.
 
***
*Przed śmiercią Naparstnicowej Kołysanki*
 
Walczyła z dzikiem, była u medyka, miała bliznę i znów mogła pełnić swoją funkcję w klanie. Od rozmowy z Cis minęło trochę czasu i od tamtej pory liliowa starała się unikać tego kociaka. Przynajmniej teraz została mistrzem, dzięki temu miała nieco więcej obowiązków, więc wychodziło jej to skutecznie. No, nie zawsze, w końcu Cis też była już uczniem. Coraz częściej mijały się w obozie.
- Raczku! – usłyszała nagle głos swojej siostry, która po chwili wyszła z legowiska medyka. Mak podeszła do niej, nieco zaniepokojona.
- Coś się stało Naparstnico?
- Mogłabyś pójść z moją uczennicą pozbierać zioła? Jestem zajęta – wyjaśniła Naparstnicowa Kołysanka, na co Makowy Nów lekko się skrzywiła. Z Cisową Łapą.
- Jestem teraz trochę zajęta... Wiesz, obowiązki... – zaczęła liliowa.
- Raczku. Nie oszukuj mnie. Teraz masz wolne, a w razie czego poszłaś z rozkazu asystentki medyczki – odparła czekoladowa – Czy ty nie lubisz Cis i dlatego nie chcesz iść?
- To nie tak. Po prostu... Kogoś mi przypomina, a nie chcę o tym pamiętać – mruknęła cicho mentorka Białej Łapy. Morskie oczy Naparstnicy przez chwilę jej się przyglądały.
- No dobrze, pójdę – powiedziała Mak, a jej siostra się uśmiechnęła. Podziękowała i poszła po swoją uczennicę. Po chwili Cisowa Łapa wyszła z legowiska medyka i obie kotki skierowały się do wyjścia z obozu.
- Czego szukamy? – zapytała liliowa, wychodząc z obozu. Musiała wiedzieć, na co uważać.

<Cisowa Łapo?>

17 kwietnia 2024

Od Cis CD. Makowego Nowiu

- Będę się już zbierać - powiedziała liliowa i po złapaniu czerwonego kwiatka wyszła ze żłobka. 
"Ale już? Zostań jeszcze przez chwilę!" Chciała mówić, ale bała się tego powiedzieć. W końcu to wojowniczka i ma swoje obowiązki. Poza tym popłakała się przez nią. Naprawdę tak źle się zachowała? Oh, Mroczna Puszczo, czemu jest taka okropna? 

***

Następnego dnia nadal myślała o tym co powiedziała kotka. Koty się zmieniają... Ale ona nie potrafi! Tak Lodowa Łapa  gadała z nią, ale to nie przyniosło efektów. Trudno! Pójdzie do Makowego Nowiu i ją przeprosi! Z kamienną twarzą! Tylko przydałby się jakiś podarunek. Może kwiat? Najlepiej mak w końcu najwyraźniej to był ulubiony kwiat córki Alby. Najłatwiej byłoby go znaleźć w legowisku medyków, ale przecież asystentka medyka to siostra nowej koleżanki i do tego medykamentami nie można się bawić. No a z obozu wyjść nie może. Uznała więc, że po prostu poszuka czegoś na trawie obok żłobka. Podeszła do Olszowej Kory.
- Mamusiu mogę wyjść na zewnątrz? - zapytała. Dostała potwierdzenie, o ile matka będzie przy niej. Tak więc dwie kotki wyszły ze żłobka. Cis od razu zaczęła poszukiwania. Trudno było cokolwiek znaleźć, bo deszcz i błoto to niezbyt dobre warunki do wzrostu kwiatów. Ale po długich poszukiwaniach zobaczyła to. Marna mała niezapominajka. Chwyciła roślinę i wyrwała ją z ziemi. Zakomunikowała mamie, że chce dać kwiat tej miłej wojowniczce co do nich wczoraj przyszła. Na szczęście szylkretowa uznała, że jej dziecko po prostu jest miłe i pozwoliła. Podeszły więc do Mentorki Białej Łapy, która właśnie jadła jakieś zwierzę. Młodsza położyła kwiat na ziemi i zaczęła swoje przeprosiny.
-Przepraszam, że sprawiłam, że płakałaś. Dlatego daję ci ten kwiatek. Jest niebieski. To mój ulubiony kolor - starała się mówić to z poważnym wyrazem pyska, lecz wyglądało to raczej zabawnie. W końcu się poddała i uśmiechnęła się do siostry Naparstnicowej Kołysanki. 

<Mak? Wybaczysz takiej cutie? Chabrów ani Maków nie było>

15 kwietnia 2024

Od Makowego Nowiu DO Cis

*Chwilę przed śmiercią Chłodnego Omenu*

Wreszcie musiała się ruszyć. Nie mogła przecież cały czas siedzieć w legowisku i opłakiwać Hortensjowej Łapy. W końcu ona już umarła i nic jej do życia nie przywróci.
Powoli wyszła z legowiska wojowników. Był ranek, a Biała Łapa najpewniej jeszcze spała. Makowy Nów westchnęła cicho. Jej uczennica powinna już wstawać, jednak liliowa wiedziała, jak ta jest leniwa. Po chwili czekania postanowiła dać sobie spokój. "Trening zrobię później" - pomyślała i rozejrzała się po obozie. Jej wzrok padł na żłobek oraz stos zwierzyny. Pora Nagich Drzew dała wszystkim w kość, jednak karmicielki i ich kocięta powinny odpowiednio się odżywiać. Musiały więc teraz korzystać, póki było trochę zwierzyny. Skierowała się do stosu, zabierając kilka myszy. Gdy przekroczyła próg żłobka, powitał ją znajomy zapach, przypominający jej dzieciństwo. I mamę. Jej piosenki. Nawet trochę wbrew sobie zaczęła nucić cicho jedną z nich, kładąc myszy po kolei obok karmicielek. Już miała wychodzić, widząc, że każda z kotek jest zajęta, jednak wtedy zahaczyła łapą o jedno z legowisk. Znowu. Uderzyła twardo o ziemię, od razu przerywając nucenie. Syknęła coś cicho. Dlaczego zawsze musiała być tak niezdarna? Powoli się podniosła i wtedy zauważyła przed sobą kociaka. Była to dość wysoka, jak na swój wiek, niebieska kotka. Posiadała też trochę kremowych łat w sierści. Mak nie umiała przypomnieć sobie imienia tego malucha. Chociaż było dokładnie jak z Mroźną Łapą, jego imię znała, a tej kotki nie. "To pewnie przez tą śmierć" - pomyślała. Stała tak przed maluchem, niepewna co zrobić. Może powinna zagadać, jak wtedy do Mroźnej Łapy? Może ją obudziła?
- Em... Hej? – mruknęła cicho.
- Cześć – odpowiedziało kocię, machając ogonkiem – Jak masz na imię?
- Makowy Nów – przedstawiła się, lekko otrzepując z kurzu po upadku – A ty? Ty jesteś córką... – urwała na chwilę, starając się sobie przypomnieć. Na pewno był to ktoś z kultu, tego była pewna. Tylko kto. Rozejrzała się jeszcze raz po żłobku – ...Olszowej Kory? – dokończyła w końcu.
- Mhm! – skinęła główką na potwierdzenie – Nazywam się Cis! – odpowiedziała kotka, ewidentnie bardzo zadowolona. Cis. Makowy Nów powtórzyła sobie kilka razy imię kociaka, by lepiej zapamiętać. Po chwili nastała dość niezręczna cisza. Przynajmniej dla Mak. Nie wiedziała, co zrobić, w końcu nie była za dobra, jeśli chodzi o relacje, zwłaszcza z kociętami.
- Mam nadzieję, że cię nie obudziłam – miauknęła w końcu, by tylko się odezwać.
- Nie, mnie nie – powiedziała, po czym dalej ciągnęła rozmowę – Ładny kwiatek! Jak się nazywa? Skąd go masz? Jest może trujący? – zalała ją lawiną pytań, dotyczących rośliny przy jej uchu. Wyjęła na chwilę kwiat z futra i położyła przed kociakiem, by mógł obejrzeć.
- To jest mak... Od niego wzięło się moje imię – mruknęła – Pierwszy dała mi mama, a później zbierałam sama, lub z kimś u boku – powiedziała jak zwykle bez emocji – Pewnie w za dużych ilościach jest trujący... Ale z tym musiałabyś pójść do mojej siostry, ona jest taką asystentką medyka – wyjaśniła krótko.
- Ale fajnie! Ja raczej nie mogłabym chodzić z igiełką za uchem. Bolałoby – skomentowała. Chwilę jeszcze zajęła jej obserwacja rośliny i przerzuciła wzrok na wojowniczkę. Mak szybko zdała sobie z tego sprawę, więc również spojrzała na kocię. Nagle coś ją tknęło. Cis miała w sobie coś... Znajomego. To uczucie jednak szybko przeszło, razem z błyskiem w oczach kotki.
- Czy wy wszyscy nie macie uczuć? – zapytała nagle szeptem. Liliowa zdziwiła się, słysząc pytanie Cis. Czy miała ona takie zdanie o wszystkich kotach w Klanie Wilka? Że nie mają uczuć? Musiała jednak przyznać, że kocię miało trochę racji. To miejsce nie było jak inne, a uczucia i emocje były tu zbędne. Były słabością, którą ona musiała nauczyć się kontrolować.
- To nie tak Cis – powiedziała Makowy Nów – Taki po prostu jest Klan Wilka. Koty tu są inne, niż w innych klanach. Nawet te, które tutaj przyszły z daleka... – spuściła nieco wzrok, wchodząc na ścieżkę wspomnień – Jednak nie wszyscy tacy są, albo byli kiedyś. Niektórzy po prostu się... – urwała na chwilę. Odkąd się zmieniła, jeszcze nigdy nie rozmawiała z kimś na taki temat. A teraz ten mały kociak jakby zmusił ją na wspominki i rozgrzebanie dawnej Mak – ...zmieniają.
- Ja nie lubię zmian… – wymamrotała kotka. Mak spojrzała na nią. Znowu to samo uczucie. Cis wydawała jej się dziwnie znajoma, co było wręcz absurdalne, skoro jeszcze przed chwilą nawet nie znała jej imienia.
- Zmiany są trudne, jednak to część życia – powiedziała wojowniczka, nie mogąc przestać przyglądać się maluchowi. Chciała się dowiedzieć, co wyglądało u niej znajomo. Przecież nawet nie rozmawiała z jej matką, czy ojcem. Jak więc tak mogło być? Wtedy zrozumiała. Na jej pysku momentalnie wymalował się szok, a sama kotka lekko się odsunęła. Cis zwróciła wzrok w jej stronę i liliowa już była pewna. W oczach kociaka lśnił ten sam błysk co u Bursztynowej Łapy. Dokładnie to samo, identyczne! Ale jak to możliwe? Przecież ona umarła i to wiele księżyców temu.
- Makowy Nowiu? – usłyszała niepewny głos kociaka i wróciła do rzeczywistości. Dopiero wtedy zauważyła, że po jej policzkach spływa kilka łez.
- No widzisz... Jednak mam uczucia – odparła sztywno wojowniczka, szybko wycierając łzy. Jak mogła dopuścić do tego, że taki mały kociak najpierw wyciąga z niej wspomnienia, a potem doprowadza ją do płaczu? I to z takiego głupiego powodu! Bursztynowa Łapa już nie żyła, a to był dziwny zbieg okoliczności. Jej już nic do życia nie przywróci.
- Będę się już zbierać – powiedziała Makowy Nów i złapała dalej leżący na ziemi kwiat. Podczas tego w głowie roiło jej się od myśli. Jak to możliwe? Czy przypadkiem jej się nie przewidziało? I co najważniejsze, jak mogła dopuścić do takiego zachowania przed kociakiem? Maluchem, który ma zaledwie 3 czy 4 księżyce? Położyła uszy na głowie z zażenowania. Jasne, czasem nie panowała nad gniewem w obozie, wśród kotów, ale smutek? Płacz przez kociaka... Jedno było pewne - nie miała zamiaru znowu do tego dopuścić.

<Cis?>