BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aksamitna Chmurka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aksamitna Chmurka. Pokaż wszystkie posty

31 marca 2024

Od Aksamitnej Chmurki CD. Niedźwiedziej Siły

Żadne z jego słów jej szczerze nie przekonywało. Uparcie trzymała się swych racji, jednak postanowiła ich otwarcie dalej nie okazywać. Niestety, chociaż ona uważała, że powrót do Klanu Klifu był najbardziej genialnym pomysłem, na jaki mogła wpaść, tak on nie wiadomo czemu starał się ją od tego odwieść. Nie tęsknił za ich dziećmi? Albo za Pluskającą Krewetką? Oddałaby wiele, by znowu móc ujrzeć brązowe futerko przyjaciółki i jej roześmiany pysk, gdy raz po raz pacały się po grzbietach, wykrzykując przy tym "Berek!". Ciekawiło ją, czy Klifiacy dalej urządzali treningi w ten sposób. Srokoszowa Gwiazda bywał sztywny, ale na pewno nie mógł pozbawić członków własnego klanu tak wspaniałego i rozwijającego przeróżne umiejętności zajęcia.
— Aksamitko, proszę cię. — Usłyszała nagle zmęczony głos partnera, tuż nad swoim uchem. — Nie.
Zmrużyła oczy, spoglądając na niego z wyraźnym brakiem zrozumienia, o co tym razem może mu chodzić, skoro siedzi grzecznie i cicho.
— Ale co "nie"? — zapytała z lekkim bulwersem. Bardzo nie lubiła tego słowa. Kojarzyło jej się z odmową, a ona nienawidziła, gdy ktoś próbował jej czegoś zabronić. Po to było życie, by spróbować zrobić wszystko, na co ma się tylko ochotę.
— Nie kombinuj nic. Widzę, że nad czymś intensywnie rozmyślasz — westchnął, uśmiechając się słabo. — Znam cię. Zawsze, jak coś planujesz, to wysuwasz język — dodał ku jej zdziwieniu.
Nawet nie wiedziała, że tak robi. Z drugiej strony, bardzo rozczulało ją, że zwraca uwagę na takie drobnostki w jej zachowaniu. Dopóki nie będzie odciągał ją od spełnienia jej pomysłów, nie będzie jej to przeszkadzało.

***

Miała tendencje do wściubiania nosa tam, gdzie nie powinna. Odkąd tylko odzyskała siły, zaczęła zwiedzać okolice ich aktualnego miejsca pobytu. Nadmiar kurzu co chwilę drażnił jej nozdrza, przez co towarzyszącym jej w spacerach nieodłącznie dźwiękiem, było jej własne kichanie.
I przez swoje krótkie podróże, powpadało jej coś do lewego oka. Przez kilka dni dzielnie znosiła szczypanie, drapanie i wszelkie inne bóle, jakie dotykały jej ślepia. Oczywiście nie przyznała się Niedźwiedziej Sile. Starała się nie mrużyć paczałek, a jak już, to oba, by nie dostrzegł, że jedno z nich ma w sobie jakąś zarazę. Nie znała się na chorobach, ale cokolwiek się działo, nie mogło być aż tak źle.
Tak też myślała do dnia, w którym po przebudzeniu obraz zaczął jej się robić zamglony. Naprzemiennie przymykała oczy, do momentu, w którym nie załapała, że połowicznie oślepła.
— O rety, Misiu! — wykrztusiła, kładąc łapy na grzbiecie burego i trzęsąc nim na boki. — Pomocy! Ja nie widzę!
— Słucham? — wymamrotał zaspanym głosem, leniwie podnosząc głowę. — Aksamitko, ale masz zaczerwienione lewe oko... — zauważył ze zmartwieniem.
Zamrugała zaskoczona tymi słowami.
— O nie — wyjęczała. — I ono mnie właśnie boli od kilku dni! A teraz nic na nie nie widzę! O rajusiu, myślisz, że zmieniam się w Lśniącego Księżyca? On chyba nie był ślepy... — przypomniała sobie, choć strach narastający w jej sercu nie pozwalał jej pozbierać myśli. — Boję się... — przyznała.
Niedźwiedź wstał, przypatrując jej się z bliska.
— Jak to od kilku dni? Dlaczego nic nie powiedziałaś? — spytał z politowaniem.
Uśmiechnęła się niewinnie, drapiąc się łapą po łapie.
— Zapomniałam... — rzuciła z zawstydzeniem. — Ale dalej boli. I nie widzę. Co teraz? Co ja mam zrobić? Misiu, ratuj! — Wręcz zawołała, bo skoro ona ślepła, to on mógł głuchnąć, więc musiała się upewnić, że na pewno ją usłyszy.
Bury z westchnięciem objął ją ogonem i wyprowadził z ich schronienia. Od razu poczuła, jak chłód przenika jej ciało, więc przyległa mocniej do boku partnera, kryjąc pysk w jego futrze. Nie mogła mieć w życiu lepszego wsparcia, niż go. Był ciepły, ogromny i samoprzenośny, więc idealnie nadawał się na Porę Nagich Drzew.
Weszli przez dziwną dziurę w wysokiej ścianie, która przypominała wnętrze jaskiń z obozu Klanu Klifu. Pomimo ciągłego bólu, przyglądała się otoczeniu z zafascynowaniem. Było tu tyle dziwnych przedmiotów, których nawet nie potrafiła nazwać! Szczególnie podobały jej się rzeczy, które swoją strukturą przypominały legowisko wykonane z mchu, tylko o innych barwach. Skąd te miastowe koty brały kolorowy mech? Miała ochotę przetestować wygodę tego czegoś, co Niedźwiedzia Siła nazwał przy niej niegdyś "kocem", ale buras doprowadził ją do podstarzałej, jasnokremowej kotki, która miała na pysku wymalowane niezadowolenie.
— Dzień dobry! Jestem Aksamitna Chmurka! — przedstawiła się ze swym standardowym optymizmem, zadowolona, że przy okazji pozna kogoś nowego. Na pewno się zaprzyjaźnią i będą co kilka wschodów księżyca spotykać się na ploteczki.
Nieznajoma skrzywiła się i spojrzała pytająco na Niedźwiedzia, wręcz ignorując ją.
— Lewe oko ją boli i nie widzi na nie. Dasz radę jej pomóc? — spytał.
— Da radę, ale będzie cię to sporo kosztować — rzuciła, uderzając ogonem o ziemię. Bury jedynie przytaknął głową, a szylkretka mając dalej uśmiech przyklejony do pyska, czekała, jak uzdrowicielka się nią zajmie.
Kotka kręciła się dookoła niej, przeżuwając liście jakiejś śmierdzącej rośliny, a następnie robiąc z niej okład na oko. Aksamitka nieustannie starała się ją zagadać, jednak ta zbywała ją milczeniem. Nie zniechęcało to niebieskiej, jednak kremowa miała jej wyraźnie dosyć po pewnym czasie.
— Dobra, skończyłam — oświadczyła. — Wiesz co? Nie musisz mi niczym płacić. Po prostu obiecaj, że nie przyprowadzisz nigdy więcej tej męczydupy do mnie — burknęła, na co Aksamitka roześmiała się. Jakie urocze słowo! To było o niej?
Niedźwiedź znowu kiwnął głową i wyprowadził partnerkę z tego miejsca, a ta zaraz to zaczęła wesoło podskakiwać, czując, jak robi jej się lepiej.
— Ale miła koleżanka, skąd ją znasz? — zagadnęła. — Wrócimy do niej jeszcze kiedyś? Proooszę! Bardzo ją polubiłam, a ona mnie chyba też! — stwierdziła z fascynacją.

<Misiu?>
Wyleczeni: Aksamitna Chmurka

27 grudnia 2023

Od Aksamitnej Chmurki CD. Niedźwiedziej Siły

Obserwowała z wyraźnym obrzydzeniem przyniesionego przez kocura szczura. Szczerze doceniała jego poświęcenie, ale to stworzenie od samego początku było dla niej niezwykle odpychające. Zdawała sobie sprawę, że nie powinna wybrzydzać, jednak nie potrafiła tego jeść z uśmiechem na pysku. Nawet, jak próbowała jeść z zamkniętymi oczami, to robiło jej się niedobrze od samego zapachu.
— Masz na myśli Dwunożnych? — mruknęła, bardziej przyzwyczajona do tego określenia. — Nie Misiu, nie chciałabym. Chciałabym zostać z tobą — oświadczyła bez zawahania, kąsając niewielką część swojego dzisiejszego posiłku. Żuła to mięso tak, jakby miała je zaraz wypluć wprost pod łapy ukochanego.
— Przecież zamieszkałbym tam z tobą — zapewnił. — Aksamitko, jesteś niezwykle... urocza. Ktoś na pewno by cię przygarnął i zapewniłby tobie takie warunki, o jakich inne koty mogą tylko śnić.
Westchnęła, uciekając wzrokiem w bok. Spędzanie tu czasu nie było przyjemne. Szary, czy tam "Betonowy Świat", jak to Niedźwiedzia Siła miał w zwyczaju określać, nie był dla niej. Jedyne zapachy, jakie tu czuła, to krwi i stęchlizny, co nieraz przyprawiało ją o porządne bóle głowy.
Życie w klanach bywało trudne, szczególnie gdy w lasach ubywało zwierzyny w okolicy Pór Nagich Drzew, ale miało to swój urok. Byli wszyscy razem, w jednym miejscu, każdy się do niej uśmiechał (przynajmniej w jej mniemaniu wszelkie posyłane w jej stronę grymasy były oznakami radości), a kolory, które ją otaczały, były bardziej żywe. Zielone trawy, brązowe kory drzew, złociste piaski, pięknie błękitny nieboskłon...
Tu nawet niebo było inne. Brzydsze. Szarawe, przysłonięte chmurami. Słońca prawie że w ogóle nie widziała. A tak kochała jego żółtą barwę i ciepłe promienie, które czule opatulały jej ciało. Zmrużyła oczy, wyobrażając sobie, że znowu jest tą młodziutką koteczką, zwykłą wojowniczką, która jeszcze nie została wyznaczona na zastępcę. Ma swoją rodzinę u boku, oprócz zaginionego Wilczka, ale nadzieja, że się odnajdą, nie opuszcza jej ani na moment. Ma Daglezje, jeszcze nieuprowadzoną i doszczętnie zmanipulowaną przez Owocowy Las. Ma Lisi Ognik, która nie knuje obalenia jej i nie szemra o niej złych słów za plecami. Ma Urdzika, nieraz dziwacznego brata, którego jednak kochała. Może i Igłę, niezabraną jeszcze w objęcia Klanu Gwiazdy przez okropną i niepotrzebną zupełnie nikomu wojnę.
I ma mamę. Ukochaną mamusię, która zawsze wesprze ją dobrym słowem i nie powie niczego złego.
Z wszystkiego, co kochała, został jej tylko Niedźwiedź. Nie miała przy sobie ani rodziny, ani pięknych barw świata, które każdego dnia radowały jej oczy i ocieplały serce.
— Tęsknię za Klanem Klifu — oświadczyła, unikając kontynuacji tematu życia z Dwunożnymi.
Bury sprawiał wrażenie zmieszanego, jakby długo się wahał, jak odpowiedzieć jej na te słowa.
— Rozumiem, jednak nie było tam już dla ciebie bezpiecznie i musieliśmy opuścić te tereny — przypomniał jej delikatnie, zerkając na leżącego przy niej szczura, do którego jedzenia nie było jej spieszno. — Jedz Aksamitko, póki świeże.
— Nie jestem już głodna, dziękuję, możesz sobie go dojeść — odparła, podsuwając mu łapą posiłek pod nos. — Ale może teraz byłoby już bezpiecznie? Może trzeba tam wrócić i to zobaczyć? — palnęła, co spotkało się z gwałtowną zmianą wyrazu pyska kocura.
— Z całym szacunkiem Aksamitko, ale nie. Nie jest to ani trochę dobry pomysł — mruknął. — Zjedz może jeszcze trochę, prawie że nic nie ruszyłaś, a musisz wrócić do si...
— Skąd wiesz? — przerwała mu, zrywając się na równe łapy. Nagła nadzieja rozbudziła jej wnętrze. Poczuła przypływ energii, który niegdyś był nieodłączną częścią jej życia. — Może Srokoszek już zmądrzał i nie ma teraz takich głupich pomysłów, jak... mordowanie mnie? — zagadnęła. — Na pewno nie chciał mnie wtedy tak naprawdę zabić, kazałby ci przerwać w którymś momencie i powiedział, że to niewinny żarcik i już więcej tak nie zrobi. Byliśmy przyjaciółmi, to niemożliwe, by chciał mi zrobić krzywdę! — upierała się, tupiąc łapą ze złości. — I co z naszymi córkami? Może płaczą za nami z tęsknoty po nocy? Czują się niekochane? Powinniśmy iść i zobaczyć, czy wszystko z nimi w porządku — stwierdziła, unosząc wzrok na wyjście z ich schronienia. 

<Niedźwiedź?>

08 listopada 2023

Od Aksamitnej Chmurki CD. Niedźwiedziej Siły

Wciąż nie mogła wyjść z szoku, jaki świat był dziwny poza terenami, na których dotychczas żyli. Na świeżo po opuszczeniu granic, było jeszcze kolorowo i pięknie. Nie dała rady przywyknąć do ciemności panującej wśród jaskiń, nieustannie tęskniła za naturalną światłem, jakie dawało jej słońce. Za świeżym powietrzem, wiatrem przenikającym przez futro i miękkim gruntem pod łapami.
W ich aktualnym miejscu pobytu dominowała brzydka i nudna szarość. Skrzywiła się nieznacznie, ale postanowiła być miła dla gospodarzy i nie chwalić się głośno swoją opinią. Najwyżej pomarudzi później Miśkowi do ucha, jak już będą sam na sam. Im dłużej przyglądała się buremu, tym bardziej przekonywała się, że przy jego stanie to wydarzenie będzie raczej odległe. Wyglądał jej zdaniem na straumatyzowanego, co miałoby sens, patrząc na to, jak spinał zawsze mięśnie, gdy opowiadał o swojej przeszłości.
Nie mogła zrozumieć tego wszystkiego. I to od samego początku. Ufała Srokoszowi, a ten po takim czasie i wielu, mile spędzonych chwilach, uczynił jej coś okropnego. Przez cały czas niewoli powtarzała sobie, że kocur się po prostu pogubił w życiu, że źle czynił z tęsknoty za Wilczym Zewem. Wyjście na zewnątrz, ten cały spacer, dały jej złudną nadzieję, iż ich spór został zakończony. Wszystko wróci do normy i będą szczęśliwi.
A niebieski okazał się jeszcze gorszy. Chciał ją zabić, jednak nie samodzielnie, a z łap jej własnego partnera. Delikatne mrowienie przeszło wzdłuż jej grzbietu, powodując, że lekko się skuliła. Naprawdę nie była w stanie tego pojąć. Ot tak porzucili życie w klanie, zostawili tam swoje córki, a ona swoje całe dotychczasowe życie.
Zerknęła po raz kolejny na Niedźwiedzia. Nie wiedziała, że przy jego trybie życia, sprzeciw wobec władzy był czymś niemalże niesamowitym. Nie pojmowała, jak bardzo się dla niej poświęcił.
Trudno było jej się przyznać przed samą sobą, że czuła się zmęczona. Odkąd Srokosz omal nie przerzucił jej na drugą stronę rzeczywistości, jedzenie w pysku miewała tak rzadko, że zdążyła zapomnieć smaków poszczególnej zwierzyny. Tak długie tkwienie w bezruchu również jej nie sprzyjało, bo teraz, po tym całym marszu, od klanu aż do miasta, łapy odmawiały jej posłuszeństwa i ciężko było jej nawet siedzieć.
Nie chciała jednak narobić partnerowi wstydu przed jego drugim ojcem. Wypadało godnie się zaprezentować, nawet jeśli ledwo co kontaktowała. Starała się utrzymać wzrok na poziomie pyska starszego, jednak łeb nieustannie ściągał ją do dołu.
Czemu tak naprawdę tu przyszli? Bury nic jej nie powiedział, a ona przez całą drogę nie miała sił pytać.
— Bardzo tu ładnie — wypaliła w końcu, nie chcąc, by ta dobijająca ją cisza trwała dłużej. — Zdecydowanie ma pan gust, wybierając takie miejsce na dom — dodała, najuprzejmiej jak tylko potrafiła.
— Dziękuję. A więc... Przejdźmy do ważniejszych spraw. Aksamitko... Rozumiem, że poszukujesz azylu, gdzie ci, co pragną twej śmierci, nie będą cię niepokoić, czyż nie? — zadał jej pytanie niebieski samotnik.
Zawahała się, niepewnie w końcu przytakując głową. Ona dalej nie pojmowała tego całego zajścia, więc zdecydowała się udzielać prostych odpowiedzi. A gdy kocur mówił o tym w taki sposób, brzmiało to jeszcze okropniej.
— No powiedzmy, że tak — odparła, chociaż miała wrażenie, że Srokosza nie interesował za bardzo jej los i nie pędziłby teraz w ślad za nimi, by dobić ją na środku jednej z tych przerażających dróg, po których jeździły potwory dwunożnych. — Mi i Niedźwiedziowi po prostu przyda się chwila pobytu w stałym miejscu — mruknęła, powstrzymując się z trudem od ziewnięcia. To byłoby niegrzeczna, rozszerzać tak paszczę przed dopiero co poznanym kotem.
— Możemy użyczyć wam schronienia, tam, gdzie nikt nie będzie was niepokoił, jednakże... — Tu przerwał i przeniósł wzrok na burego. — Wszystko ma swoją cenę. Będziecie pod moją ochroną tylko pod warunkiem, że użyczysz mi zdolności Niedźwiedzia. Raz w tygodniu będzie coś dla mnie załatwiał. Ot zwykła praca, która zapewni wam spokój.
— A — wykrztusiła, zerkając na partnera, który przez cały ten czas dziwnie się kulił. Nie wyglądał, jakby chciał się odezwać, a ona nie była pewna, co o tym sądzi. — Um, to chyba nie będzie dla ciebie problem, prawda Misiu? Ty lubisz wykonywać polecenia innych — zauważyła.
— Jeżeli taka twa wola, uczynię co w mojej mocy, by zapłacić tę cenę — odpowiedział pokornie. Rybitwa przez ten czas obserwował ich obu uważnie, w milczeniu przysłuchując się tej wymianie zdań.
— Czyli mam rozumieć, że jesteśmy dogadani? — Spojrzał na Aksamitkę, uśmiechając się lekko.
Szylkretka podkuliła bliżej siebie łapy. Jej pewność siebie została zabita przez księżyce spędzone w zamknięciu i nie potrafiła bez większego namysłu powiedzieć mu "tak". Skoro jednak bury nie robił większych problemów, uznała, że swoje zaufanie może oprzeć o jego zachowanie.
— Tak sądzę. 
Tylko tyle była w stanie powiedzieć. Nawet jej głupi móżdżek przeczuwał, że nie wyjdzie z tego nic dobrego. 

<Misiu?>

15 września 2023

Od Aksamitnej Gwiazdeczki(Aksamitnej Chmurki) CD. Puszystego Niedźwiadka (Niedźwiedziej Siły)

Dalej nucąc, wesoło kołysała się z boku na bok, zerkając spod zmrużonych powiek na partnera.
— Aj tam, przejmujesz się bzdetami — zbyła wspominany problem machnięciem łapy. — Nikt mi nic nie zrobi. Wszystkim się tak naprawdę podoba, tylko niektórzy nie potrafią tego pokazać.
Nie do końca pojmowała całą tę sytuację. Jej ukochany braciszek Wilczek okazał się mordercą Kwiatuszek, a na dodatek w tym całym zamieszaniu zginął Grzybowa Ścieżka. Pomimo jego gburowatości, lubiła go i widok jego śmierci był bolesny. Zresztą, zbyt wielu ostatnio traciło życie i to jak na złość z jej najbliższego otoczenia. Czy los testował jej optymizm?
Nie była przyzwyczajona do tylu nieszczęść w tak krótkim czasie. Nie tak to powinno wyglądać! Starała się wprowadzić uśmiech na pyski innych, a nic z tego jej nie wychodziło. Nie przepadała za porażkami.
— Nie byłbym tego taki pewien — odezwał się. — Wiesz, Kwiatuszek nikomu nie zawiniła, a zosta...
— No peszek — wypaliła, przerywając mu wywód. Jej ciało na dźwięk imienia córki zesztywniało. To z tych wszystkich katastrof było najgorsze. Przez to, jakie słowa padły z pyszczka szylkretki tuż przed tym, jak odeszła i przepadła raz na zawsze, nie potrafiła pozbierać myśli w tym temacie. — Nie mów o tym. Dobrze? — zapytała, muskając ogonem jego grzbiet. — Nie cofniemy czasu. Nie myślmy o tym. Idź na spacer, jeśli chcesz to roztrząsać.
Ona nie mogła się tym przejmować. Była chodzącą definicją radości, a więc płacz i jakiekolwiek oznaki smutku w jej przypadku były wykluczone.
— Dobrze — odparł posłusznie, odwracając pysk. — A nie chcesz iść się przejść ze mną? — spytał.
Chwilę poszurała łapą w miejscu, rozważając wszelkie za i przeciw.
— Kiedy indziej. W sumie ty też nie powinieneś, póki co wychodzić. Musisz pilnować Daglezjusi, bo łobuziara jeszcze nam ucieknie — westchnęła ze zmartwieniem. — Zobaczysz. Dzień albo dwa i przejdzie jej.
Bury nie wyglądał na przekonanego, ale skinął głową i odszedł wedle jej życzenia. Obserwowała go uważnie. Ogromnie go kochała, a on ją na pewno też. Dlaczego więc w ich życiach nie mogło być więcej szczęścia?

***
przed obaleniem Aksamitki

Lisek była okropna! Rzuciła się z pazurami na pysk Misia i teraz ten miał brzydką ranę, a na dodatek prowadziła jakieś dziwne bunty. Dlaczego jej własna, rodzona siostra, musiała sprawiać jej tyle przykrości?
— No i co ja mam z nimi zrobić? — jęknęła, kryjąc pysk między łapami.
Siedzieli w jej legowisku. Zaprosiła go tu, bo czuła, że Srokosz nie zrozumie jej rodzinnych problemów, a bury akurat zawsze miał coś ciekawego do powiedzenia.
— Daglezjusia dalej jest jakaś smutniutka, a Lis zachowuje się jak zbuntowane kocię! Myślisz, że nazwanie jej Rudziaczek Buntowniaczek pomoże? — spytała. To było takie upokarzające imię na tle tych pięknych, które Aksamitka wymyśliła, że jej siostra z pewnością w końcu by się ogarnęła.

<Misiu?>

Od Aksamitnej Gwiazdeczki(Aksamitnej Chmurki) CD. Srokoszowej Namiętności (Srokoszowej Gwiazdy)

Zastygła w bezruchu, wpatrując się w kwiecisty podarunek. Uwielbiała stokrotki, tak samo jak niemal każdy inny okaz flory, który mógłby nawet zostać uznany przez ogół za zwykły chwast. Nie spodziewałaby się jednak takich prezentów po Srokoszu. Tym Srokoszu, wiecznie chodzącym z miną zbitego psa.
— Ojejciu — wykrztusiła, podnosząc na niego wzrok. — No rzeczywiście, jesteś dużym głuptaskiem! Oczywiście, że dla ciebie zawsze znalazłabym czas! Moglibyśmy się bawić razem, w trójkę! — zamruczała podekscytowana ową wizją.
Przepełnione zmęczeniem pomarańczowe ślepia spotkały się z jej spojrzeniem. Ciężkie westchnięcie opuściło gardło niebieskiego, który zaraz to smętnie przesunął ogonem po trawie.
— No wiesz, ale z nim spędzasz sporo czasu sam na sam... — mruknął.
— Ah, no tak! — zachłysnęła się powietrzem. — No to widzisz, teraz też jesteśmy sami! Możemy nadrobić te stracone księżyce, podczas których zaniedbaliśmy naszą przyjaźń. — Rozejrzała się, w poszukiwaniu za większą ilością kwiatów. Nie czekając na odpowiedź kocura, popędziła po nie, delikatnie łapiąc zębami za łodyżki i z wyrwanymi sztukami zawróciła do niego. — Proszę, powplatamy ci to w futerko i będziesz śliczniusi! Może w końcu uda ci się w pełni wyrwać Wilczka — zachichotała, sprzedając mu kuksańca w bok.
Srokosz na moment zdawał się oniemieć, spoglądając na nią tępo.
— Ja nie...
— Dobra, dobra, nie musisz się tłumaczyć, bo się zaraz spalisz od tych rumieńców — rzuciła, walcząc z pierwszą stokrotką, którą usilnie starała się umiejscowić tuż za uchem kocura. — Ulalala, teraz to ci się nikt nie oprze — stwierdziła, zadowolona z tego, jak kolor jego futra świetnie komponował się z bielą. — Jak skończę, to będziesz wyglądał jak krzaczek na czterech łapach — zażartowała.
Nie uśmiechnął się, a powinien, bo ten żart był jej zdaniem przezabawny. Stał cicho, podczas gdy ona z fascynacją udoskonalała jego sierść. Parę razy syknął, gdy za mocno przycisnęła łapą w jego bok, a potem brzuch, ale poza tym był wyjątkowo cierpliwy. Wybaczyła mu te "brzydkie dźwięki" bo w miarę grzecznie się zachowywał.
— Skończyłaś? — spytał w końcu, takim głosem, jakby co najmniej przez ten cały czas go katowała.
— Można tak powiedzieć. Brakuje mi kolorków, musimy iść poszukać czegoś jeszcze — stwierdziła, oglądając się za siebie. — Hm... Nie pamiętam, jakie kwiatuszki najbardziej lubił Wilczuś — westchnęła, wspominając, jak zza uczniowskich czasów to im najczęściej dekorowała futro. — Ale ty to już pewnie wiesz. Na pewno wiecie o sobie wszyściuteńko — rzuciła, ciesząc się, że gdy tamci się oficjalnie spikną, Srokosz będzie po części członkiem jej rodziny.

<Srokosz?>

Od Aksamitnej Gwiazdeczki (Aksamitnej Chmurki) CD. Uroczego Księżycusia (Księżycowego Blasku)

Niektórzy, odkąd tylko zmieniła te imiona, zaczęli zachowywać się strasznie dziwnie. Zupełnie sprzecznie z jej oczekiwaniami, według których te działania miały polepszyć samopoczucia klanowiczów. Nie widziała tylu uśmiechów, ilu chciała, a na dodatek jej własna córka robiła z tego problem! Widać, że wdała się bardziej w ojca, bo brakowało jej Aksamitkowej inteligencji. Nikt tak naprawdę nie rozumiał, jak sprytne są jej zagrania i jak daleko dzięki temu zajdą. Inne klany będą im zazdrościć, gdy tylko zacznie rozpowiadać o ich nowym stylu życia, podczas zgromadzeń.
— Spędzić ze mną czas? — powtórzyła, marszcząc nos. — No nie wiem, czy zasłużyłaś. Miałaś bardzo brzydkie odzywki — dodała, wbrew woli uśmiechając się, gdy ciepłe futro córki zlało się w jedność z jej. Przytulasy były przyjemne, niezależnie od kogo.
— Przepraszam — odparła niebieska. — Już nie będę, ale wiesz... — przeciągnęła. — Brakuje mi ciebie.
Aksamitka zamrugała zaskoczona. Tego jeszcze nie słyszała. Zaraz to zdała sobie sprawę, że rzeczywiście mało co ma wspólnych wspomnień ze swoimi pociechami. Cóż jednak mogła poradzić na to, iż wzywały ją obowiązki u władzy? Zastępca to bardzo poważna rola, a Grzyb się wtedy tak ociągał, że ktoś musiał nadrabiać jego lenistwo i smętność. A Misiu nigdy jej nie marudził, że pilnowanie dzieci mu się nie podoba. Gdyby coś było nie tak, na pewno by jej powiedział.
— No dobrzusiu — westchnęła, zerkając przed siebie. — Pójdziemy na spacereczek! Może zabierzemy ze sobą którąś z twoich siostrzyczek albo tatusia? — zaproponowała.
Księżyc wydawała się nie być entuzjastką tego pomysłu.
— Myślałam, że może pójdziemy same — rzuciła. — Trochę sobie... porozmawiamy o życiu i w ogóle...
Pointka lubiła mieć sporą grupę towarzyszy wokół siebie, ale uszanowała wolę córki i zgodziła się na wspólny wymarsz. Opuściły obóz, a ona przez cały czas uśmiechała się i radośnie komentowała wszystko, co działo się wokół nich. A to wiaterek zaszumiał, a to chmurki się przesunęły, a to słoneczko skapnęło na nie swym blaskiem...
— Co do tych imion...
Momentalnie stanęła w miejscu, na ponowną próbę podjęcia tego tematu. Spojrzała z niezadowoleniem na wojowniczkę, głośno chrząkając.
— Są świetne, tak? O to ci chodzi? — zapytała pogodnie.
— Tak, tak, genialne, ale... To nie będzie dobrze brzmieć na tle innych klanów. Zamiast bandy silnych wojowników wyjdziemy na zgraję kociąt, która przedwcześnie opuściła kociarnię — zauważyła, patrząc na nią z powagą w ślepiach.
Aksamitna Gwiazdeczka nie wahała się. Prychnęła głośno i strzepnęła ogonem o ziemię.
— Nie. Będą nam zazdrościsz. Podziwiać mój geniusz, że odnalazłam świetny sposób na wzmocnienie naszych morali — oświadczyła dumnie, a gdy kątem oka dostrzegła ruch pyska niebieskiej, uniosła w górę łapę. — Dosyć. Bardzo nieładnie się zachowujesz. Już nawet Srokoszek tak na to nie jojczy, a był największą marudą tego klanu — stwierdziła, odwracając się. — Wracam do obozu. Porozmawiamy, jak wpuścisz odrobinę radości do swojego serduszka.
Na tym skończyła ich krótką wymianę zdań, zrywając się w te pędy w stronę obozu. To było niedorzeczne, że Uroczy Księżycuś w ogóle wysuwała takie wnioski.

***
zanim Aksamitka została obalona

Tamto zgromadzenie nie poszło po jej myśli, a na dodatek Kwiatusiowa Drzemeczka... zginęła. Już żadnego kolejnego dnia jej łapa nie postawiła kroku w obozie, a pysk nie zawitał przez wejście do legowiska. Po prostu już jej nie było i choć Aksamitka starała się z tym pogodzić, tak dziwne kłucie raniło jej serce.
Westchnęła głęboko, rozglądając się po wojownikach w obozie. Atmosfera była coraz gorsza. Czuła to, jednak nie wiedziała, co może z tym zrobić. Zmienić imiona na jeszcze bardziej pozytywne? Powinna zostać Aksamitusiową Gwiadunieczką? Wymyślanie tych wszystkich nazw na nowo brzmiało jak męczarnia.
— Mamo...
Przymknęła oczy na dźwięk głosu Księżyc.
— Słucham córeczko? Coś się stało? — spytała. — Jeśli zamierzasz mieć dalej wąty do tych imion, to radzę ci iść porozmawiać z tatą, bo ja nie będę słuchać takich głupotek — oświadczyła, dalej nie zaszczycając jej spojrzeniem. — Zgromadzenie poszło super, nikt się nie śmiał. A nie docenili tego, bo mają orzeszki w głowie zamiast móżdżczków — dodała.

<Ksieżyc?>

01 września 2023

Od Aksamitnej Gwiazdeczki(Aksamitnej Chmurki) CD. Lisiaczkowego Puszeczku(Lisiego Ognika)

Wszyscy pogłupieli. Coraz częściej powtarzane słowa niezadowolenia co do jej władzy i posyłane ku niej markotne spojrzenia ją o tym uświadamiały.
Kiedyś uznałaby Lis za najmądrzejszą z ich grona. Teraz kotka w jej mniemaniu stała na szarym końcu listy. Szczególnie gdy zaraz po jej wyjściu, usłyszała odgłosy jatki. Skrzywiła się i kładąc uszy nisko po sobie, wyściubiła nos na zewnątrz.
Krew ściekała z mordki jej ukochanego. A własna siostra wpatrywała się w nią ozięble.
— Co ty robisz? — wykrztusiła Aksamitka, wlepiając pełne oskarżeń spojrzenie w kotkę.
— Nic — odparła spokojnie.
Niebieska podeszła o krok, zerkając to na jednego wojownika, to na drugiego. Nie wyglądała z ich powodu na najszczęśliwszą, co w jej przypadku było dosyć rzadkim widokiem.
Liliowa na zbyt wiele sobie pozwalała. Sugerowała jej złe traktowanie Daglezji, podczas gdy sama zachowywała się jak skończona wariatka i bez powodu atakowała niewinnych wojowników. Liderka wiedziała, że jej Misiu bez powodu — czy tam bez rozkazu — nie zaatakowałby nikogo, więc wina leżała tylko po jednej stronie.
— Przeproś go — zażądała dosyć ostro jak na nią.
Morskie ślepia wydawały się zmieszane, a jednocześnie wciąż kryło się w nich obruszenie.
— Dlaczego miałabym to zrobić? Nie żałuję tego, że dostał ode mnie w pysk — rzekła.
Aksamitka w tym momencie zrozumiała, że sercem jej siostry włada już tylko zło. Posuwała się do przemocy, była krnąbrna i na dodatek sprzeciwiała się jej poleceniom. A podobno lidera każdy powinien słuchać!
Napięła mięśnie, opuszczając niżej wzrok. Za dużo się działo. Wciąż nie pozbierała się po śmierci córki, a Daglezja dalej nie zachowywała się tak, jak dawniej, więc problemy, które Lis sobie wymyślała, tylko utrudniały jej zachowanie pogodnego wyrazu pyszczka.
— Brzydko mówisz, brzydko myślisz i brzydko pachniesz — odparła. — Dobrze. Będzie... będzie kara.
Usłyszała świst czyjegoś oddechu. Poczuła masę spojrzeń na swoim futrze. Jej sierść momentalnie zaczęła wydawać jej się krótka, jakby w ogóle nie była w stanie ochronić ją przed światem.
— Co zrobisz? Poślesz mnie do kąta? — prychnęła ruda.
— A żebyś wiedziała — mruknęła weselej, uśmiechając się lekko pod nosem.

***

Musiała poczekać, aż Niedźwiedź się pozbiera. Upierał się, że jest z nim dobrze, ale i tak zaciągnęła go do medyka. Po tym znalazła kogoś, kto jeszcze jej słuchał, a następnie tak jak obiecała — umieściła Lis w kącie obozu, między skalistymi ścianami. Szum wodospadu zagłuszał jej własne myśli, ale duma na jej pysku nie zniknęła ani na urywek króliczego oddechu.
Liliowa była zirytowana i widać to było z daleka.
— Do reszty oszala...
— Cichuteńko Krnąbrny Lisiaczku. Gdyby nie fakt, że masz takie ładniusie imię, dostałabyś nowe, bardziej bebe! — rzuciła, mrużąc z zadowolenia oczy. — Ciemniusie Futerko i Cieplutki Płomyczek cię popilnują, żebyś nie uciekała ze swojej kary. A potem przyprowadzę Misia i go przeprosisz. No, chyba że wolisz tu siedzieć do końca życia...

<Lisek?>

Od Aksamitnej Gwiazdeczki(Aksamitnej Chmurki) CD. Daglezjowej Igły(Przewspanialutkiej Daglezjusi)

Ciało Daglezji bezwładnie opadło na ziemię. Szylkretka zawiesiła nisko łeb, przyglądając się ostatnim mrugnięciom rudej. Teraz gdy nie uciekała ciągle od niej, mogła przyjrzeć się dokładniej, jak ten cały Owocowy Las źle na nią wpłynął. Bez problemu mogła policzyć każdą wystającą przez skórę kość. Pysk miała zmizerniały, pozbawiony blasku. W niczym nie przypominała tej pełnej życia i rozrywkowej kotki, którą kiedyś była.
— Myślisz, że ją to bolało? — zapytała, odwracając się przodem do partnera.
Bury stał w bezruchu, czekając na jej dalsze polecenia. Przelotnie spojrzał na pointkę i skinął głową.
— Nie. Starałem się zrobić to... Delikatnie — zapewnił.
Niebieska rozpromieniła się, podskakując w miejscu. Liznęła rudą w czubek głowy, szepcząc do ucha, że teraz wszystko się ułoży, po czym poprosiła kocura o zaniesienie jej do obozu. Medycy powinni jej się przyjrzeć. Na pewno znajdą dowody na to, że była maltretowana u tak wariatów. Dowodzący nimi czekoladowy grubas wyglądał na takiego, który wszystko zżerał, a swoim wojownikom nic nie pozostawiał! Ona nie była taka samolubna i z radością zamierzała oddać Daglezji cały swój posiłek, byleby ta odzyskała wszelkie zasoby sił.

***
czasy władzy Aksamitki

Czuła się jak zwycięzca. Dopełniła postawionego sobie celu i odzyskała swoją uroczą siostrzyczkę. Obdarowała ją tak pięknym imieniem, że na jej miejscu posikałaby się ze szczęścia.
Owocniacy niestety zrobili rudej pranie mózgu, przez co ta nie potrafiła ukazać swoich prawdziwych emocji. Zarzekała, że nie krzywdzili jej i tam było jej dobrze, ale Aksamitka była zbyt mądra, by nabrać się na takie kłamstwa.
— Dalgezjusiu — zamruczała, gdy kotka została wręcz przywleczona do niej za kark przez Misia. — Czy ty znowu próbowałaś ucieczki? — westchnęła zawiedziona.
— Chcę wrócić do swojego do...
— Co za podłe potworki z nich! Popsuli cię! Byłaś taka mądra, piękna, a teraz... — zawahała się, dostrzegając nietęgą minę siostry.
— Teraz co? — zapytała, marszcząc pysk.
— No dalej jesteś piękna, tylko taka jakaś wychodzona i poturbowana. No i utraciłaś móżdżek, bo tobą manipulowali. Ten czekoladowy grubas z pewnością zjadał wam wszystko ze stosu, przez co ty nie miałaś co włożyć do brzuszka! Co za tupet, być takim egoistą i pchać się na stanowisko przywódcy! — stwierdziła z oburzeniem.
Pointka spuściła wzrok, nerwowo grzebiąc łapą w ziemi.
— Agrest jest dobrym lid...
— I jeszcze to badziewne imię... — Pokręciła głową z niedowierzaniem. — Nie ufam kotom z brzydkimi nazwami. Nie wspominaj o nim więcej, nie jest już twoim zmartwieniem. Tu będziesz mogła jeść tyle, ile chcesz. My nikogo nie głodzimy — dodała, podchodząc bliżej i wtulając się w jej pierś. — Ah, twoje futerko już nie jest tak puszyste jak dawniej... Nie wierzę, że nie widzisz, ile złego ci zrobili! — ożywiła się, gwałtownie odsuwając się w tył. — Na szczęście parę dni w dobrych warunkach i zdarzy się cud. Będziesz z powrotem moją uroczą Daglezjusią, tak? Chodź, pobawimy się w berka, będziemy biegać tak szybko, aż te wszystkie złe wspomnienia wylecą ci z główki — rzuciła ochoczo, a przechodząc obok siostry, szarpnęła ją lekko za ogon w stronę wyjścia z jej legowiska. 

<Daglezjo?>

31 sierpnia 2023

Od Aksamitnej Gwiazdeczki (Aksamitnej Chmurki) CD. Kwiatusiowej Drzemeczki

Naprawdę nienawidzę cię".
Przez te słowa zastygła w bezruchu na dłuższą chwilę. Wlepiła swój wzrok w ślad za córką, a jej ostatnia sentencja powtarzała się w jej uszach niczym mantra. Głos córki był przesycony dziwnym gniewem, którego Aksamitka nie spodziewała się po swej małej kopii.
Przekręciła w końcu głowę, pochylając ją. Zmusiła się do spojrzenia na własne łapy. Biel pokryta piachem. Brud po kolejnej zabawie w berka.
— Aksamitko? — Zadrżała. — Wszystko w porządku? Pokłóciłaś się z Kwiatusiową Drzemeczką?
Krewetka stała nad nią, już dawno przekraczając jakiekolwiek wyznaczone granice przestrzeni osobistej. Szylkretce oczywiście to nie przeszkadzało, akceptowała bliskość każdego, a w szczególności tych, którzy rozumieli jej spojrzenie na świat.
Czy się pokłóciły?
Ona przecież nie byłaby zdolna do tkwienia z kimś w niezgodzie. Ona była miła, więc inni odpowiadali jej tym samym (chociaż nie zawsze bywało to widoczne). Ona nie mogłaby się z kimś "pokłócić".
Sama sugestia zabrzmiała dla niej jak bluźnierstwo. Mimo to uśmiechnęła się szeroko, zerkając na wojowniczkę.
— Oj głuptasku, oczywiście, że między nami wszystko w porządeczku! Jak najlepszym! — oświadczyła, zrywając się na równe łapy. — Kwiatuszek po prostu... Pobiegła się schować. Bawimy się w chowanego, a ona troszeczkę się obruszyła na stwierdzenie, że z łatwością ją znajdę. Wiesz, młoda jest i głupiutka, ale to przejdzie, jak dorośnie! — zapewniła, odchodząc żwawym krokiem, nim ta krótka wymiana zdań zamieniłaby się w jakąś poważniejszą rozmowę.
Oczy ją dziwnie szczypały. Musiała długo i często mrugać, aby pozbyć się tego uciążliwego uczucia.
Nienawidzę cię" — Kwiatuszek nie miała tego na pewno na myśli. Pewnie chciała pójść na przygodę życia z ojcem, ale nie potrafiła tego poprawnie przekazać. Jak już się uspokoi, to przegadają temat panowania nad własnymi emocjami.
Coś mokrego spłynęło po jej policzku.
Zerknęła w górę.
Nie padało.

***

Jej córka długo nie wracała. Nawet Niedźwiedź zdołał przytaskać jej do obozu siostrę, nim prawda o losach Kwiatek wyszła na jaw. Nim zaciekawione spojrzenia wojowników padły na nią, oczekując jakiejkolwiek reakcji z jej strony.
To... To nie mógł zrobić żaden kot. To nie było jakkolwiek moralne. Okropne, bestialskie posunięcie, godne jedynie prawdziwego potwora.
Ale ona nie mogła się przez to załamać. Ani przez chwilę nie mogła pokazać reszcie, że nie czuje się najlepiej. Była w końcu Aksamitką! Tym wesołym, uroczym promyczkiem słońca na ziemi! Uśmiechała się, ignorując słowa innych.
Zdarza się. Tragedię się zdarzają. Niektórzy po prostu młodo umierają.
Ugryzła się w język. Bolało. Już nie wiedziała nawet co. Wszystko. Ból był wszędzie. Dlaczego ostatnie słowa jej własnego dziecka miały taki okropny wydźwięk? Czemu jej to powiedziała? Przecież... Miała poznać swoją ciocię! Misiowi nic nie zdarzyło się na tej podróży, a ona zrobiła jej z tego taki wielki problem!
Naprawdę nienawidzę cię".
Nawet wiatr podsuwał jej te słowa do uszu. Przychodziły znikąd i uderzały w nią znienacka.
Zmrużyła oczy, gdy coś mokrego kapnęło na jej nos.
Tym razem to był deszcz. Padało. Niebo płakało za nią.
Bo ona nie mogła. Ona musiała się uśmiechać. Inaczej nie byłaby sobą.

04 sierpnia 2023

Od Aksamitnej Gwiazdy(Aksamitnej Gwiazdeczki) CD. Niedźwiedziej Siły(Puszystego Niedźwiadka) i Kwiecistej Fantazji(Kwiatusiowej Drzemeczki)

Ściągnięcie córki taki spory kawał okazało się dla niej dość sporym wyzwaniem. Kwiatuszek była leciutka, ale że Aksamitka siłą nie grzeszyła, to ciągnięcie za kark śpiącej kotki pochłonęło jej dużo czasu. Co rusz zatrzymywała się jeszcze, by popodziwiać piękno przyrody, a przy okazji licząc, że młodsza zaraz to się zbudzi i wspólnie potuptają do domu.
Swoją drogą Niedźwiedź jak zawsze musiał wszystko popsuć. Nie powinno go co prawda obwiniać o to aż tak, bo sama po niego poszła, ale liczyła na inne zakończenie tej sytuacji. Sądziła, że jak sprowadzi go do jego ojca, to zobaczy, jak super się bawią i przestanie o nim tak źle mówić. Ostatecznie stracili szansę na dobry obiad.
Zasapana w końcu dotaszczyła kotkę do obozu. Obecni wokół wojownicy wydawali się zmartwieni stanem jej dziecka, ale zapewniła ich, że ta jedynie ucięła sobie drzemkę i zaraz będzie biegać pełna sił. Już ktoś inny zaniósł ją do legowiska medyków, a Aksamitka z uśmiechem na pysku próbowała po raz drugi uciec z własnego klanu, licząc, że jak się pospieszy, to natknie się jeszcze na Szamana.
— Zwariowałaś? Czego nie zrozumiałaś po naszej ostatniej rozmowie, że mój ojciec chce was zjeść! — Położyła nisko uszy po sobie, słysząc głos Niedźwiedziej Siły za plecami.
Zdążył wrócić. A to pech. — Wszystkiego, bo kłamałeś! Twój tatuś jest milutki i chciał nas poczęstować czymś dobrym, a ty jak zwykle robisz problemy tam, gdzie ich nie ma! — burknęła.
Bury westchnął cierpiętniczo, kręcąc głową z niedowierzaniem.
— Gdzie jest Kwiatuszek? — zapytał twardo. — Nie wierzę, że wciągasz w to naszą córkę...
— No u medyków, ale nie martw się, od spania jeszcze nikt nie umarł — oświadczyła. — Poza tym w ten sposób regeneruje się, więc to zdrowe. Aj Misiu, głupiutki czasem jesteś, że nie rozumiesz takich podstaw — dodała, patrząc na niego z niezadowoleniem.
Kocur jej dalej nie słuchał, bo od razu skierował swe kroki do wskazanego przez nią miejsca pobytu ich córki. Aksamitkę ciekawiło, czemu tak przeraża go urządzanie sobie drzemek. Może Niedźwiedź nie lubił tracić czasu na spanko?
Nie znała go jeszcze z tej strony, zazwyczaj wydawał się leniwy i ospały, ale skoro tak się sprawy miały, to nie będzie tego komentować. Nie mogła jednak zawieść dziecka i sama iść na smaczne jedzonko, toteż postanowiła tę podróż przełożyć na inny dzień.

***

Ostatnie zgromadzenie nie poszło po jej myśli. Nie otrzymała takiego odzewu, na jaki liczyła, a na dodatek Misiu powiedział, że własna siostra wszczyna jakiś bunt przeciw niej! Szylkretka ze skrzywionym nosem spoglądała na liliową pointkę. Dlaczego nawet najbliżsi nie rozumieli, jak ważna jest miłość i radość w tych czasach?
— Ah Kwiatusiowa Drzemeczko, tak się staram, a oni dalej marudzą! — westchnęła, padając przy leżącej na uboczu obozu córce. — Zaraz się jeszcze zarażę i też będę ciągle narzekać, straszne!
Młodsza rozejrzała się niespiesznie, z lekka ignorując słowa matki.
— A gdzie tata? — zapytała. — Nie widziałam go od zgromadzenia.
— Poszedł po twoją ciocię — odparła ze spokojem.
— Jak to ciocię? Przecież... Mam już tu ciocię...
— Tamta jest inna. Fajniejsza. Jej się z pewnością spodoba to, co się u nas aktualnie dzieje! Na pewno ją polubisz. Lisiaczkowy Puszeczek to jednak rasowa zrzęda przy niej — dodała. — O, jak już twój tatuś przyprowadzi Daglezje, to zaprosimy ją i pójdziemy jeszcze raz na obiad do twojego dziadka! Szkoda, że ostatnim razem nie wyszło... — westchnęła, śliniąc się z lekka na samą myśl o pysznym posiłku, jaki mógł przygotować im Szaman.

<Kwiatek?>

28 lipca 2023

Od Aksamitnej Gwiazdy(Aksamitnej Gwiazdeczki) CD. Niedźwiedziej Siły (Puszystego Niedźwiadka)

Z początku zaskoczył ją obraz Niedźwiedziej Siły, niemalże zasypiającego we wnętrzu żłobka. Uznała, że ich dzieci bawią się w chowanego, jednak gdy podeszła bliżej i usłyszała jego słowa, dostrzegła kilka kup jasnego futra skrytych w ciemnej i długiej sierści kocura.
— O Klanie Gwiazd, to najsłodszy widok, jaki w życiu widziałam — westchnęła wzruszona, obchodząc go od tyłu i kładąc się za nim, aby nie przeszkadzać dzieciom. Oparła pysk na jego boku i spojrzała z czułością na swoje pociechy.
— Patrz, jacy jesteśmy zdolni! To nasze dzieła, takie piękne.
— Tak... A jakie ruchliwe i niegrzeczne... Kwiatuszek ciągle się wymyka. Pilnowanie jej to wyzwanie. Księżycek ciągle jeździ mi na grzbiecie, a Listek o ciebie wypytuje. Jestem wykończony — wyznał ukochanej, wzdychając ciężko i kładąc łeb na ziemi.
Rozejrzała się po kociętach, powtarzając w głowie ich imiona.
— Czyli Promyczek jest grzeczna, tak? Na nią nie narzekasz — zauważyła z rozbawieniem.
— Tego to nie powiedziałem — mruknął pod nosem, wyginając łeb w kierunku zastępczyni i muskając ją nosem po policzku. — A jak u twoja praca? Dzieje się coś ciekawego? — zapytał.
— Grzyb cały czas gdera — żachnęła się momentalnie, marszcząc z niesmakiem nos. — To znaczy "Grzybowa Gwiazda", bo jak mówię do niego Grzybek albo Grzybuś to marudzi, że to tak nieoficjalnie i nie mogę. A co za różnica czy powiem tak czy tak? — westchnęła.
— Duża. Jest twym liderem i nazywając go odpowiednio, wyrażasz do niego swój szacunek, a także do jego pozycji — wyjaśnił jej to spokojnie. — Właśnie zauważyłem, że chodzi jakiś taki... naburmuszony i spięty.
— A on zawsze taki nie chodzi? — rzuciła, a jej ogon poderwał się w ruch i rozpoczął cykliczne ruchy uderzania końcówką o ziemię. — Wszyscy są tacy marudni. Nawet ty — dodała, zerkając na niego z wyrzutami.
Bury nie odpowiadał jej przez chwilę, po czym westchnął ciężko.
— Nie każdy ma w sobie tyle sił, by ciągle być szczęśliwym jak ty. Praca wielu wymęcza, a jak ktoś jest zmęczony, to nie będzie udawać szczęśliwego — wyjaśnił.
Cicho prychnęła.
To było bez sensu. Kiedy przyjdzie jej kolej władzy, zmieni sytuacje w klanie tak, aby u każdego widniał uśmiech na pyszczku. Co mogło być przyczyną ich wiecznego niezadowolenia? Niedźwiedź wspomniał o wysiłku fizycznym, ale ciężko byłoby nie polować. Musieli jeść!
— Ja to kiedyś naprawię — stwierdziła ochoczo, zatapiając pysk w jego futrze. — A teraz dobranoc, idź spać, skoro jesteś taki zrzędliwy przez zmęczenie.
— Nie o to cho...
— Ciii — przerwała mu. — Dzieci śpią.
Kocur zdawał się zrezygnowany jej postępowaniem, ale nie kłócił się z nią dalej, a ona sama pozwoliła sobie uciąć krótką drzemkę. Jednocześnie rozpoczęła planowanie, co uczynić w przyszłości dla klanu, aby stał się lepszym miejscem do życia.

***

Stało się. Była liderką, i to nie byle jaką! Z pewnością została pierwszą Gwiazdeczka w historii tego klanu, o ile i nie wszystkich. Duma rozpierała ją od środka. Dopełniła swojego celu. Teraz na pewno szczęście zapanuje wśród jej pobratymców.
Odszukała swojego partnera. W końcu mogła zamienić to groźnie brzmiące imię na coś o wiele przyjemniejszego.
— Puszysty Niedźwiadkuu — zamruczała, zachodząc go do tyłu i ocierając się o jego bok. — Puszysty Niedźwiadek, Puszysty Niedźwiadek — powtarzała, a z każdym słowem jej głos zdawał się coraz bardziej ociekać słodyczą. — Kochasz mnie, prawda? Podoba ci się twoje nowe imię? Musisz przyznać, że jest znacznie lepsze od tego poprzedniego. Wszyscy mają teraz lepsze imiona, czyż nie? Tylko nie rozumiem, dlaczego jeszcze nie każdy jest uśmiechnięty... — mruknęła z lekkim zawodem.

<Puchatku?>