BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barszczowa Łodyga x Skowroni Odłamek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barszczowa Łodyga x Skowroni Odłamek. Pokaż wszystkie posty

05 listopada 2024

Od Skowroniej Łapy (Skowroniego Odłamku) CD. Barszczowej Łodygi

Wynurzył się z legowiska. Złote promienie słońca uderzyły w niego, rażąc po oczach i zmuszając do przymknięcia delikatnie powiek. Medyk machnął ogonem zdenerwowany i usiadł przed Skruszoną Wierzą, obserwując obóz. Gęsta, biała mgła otulała całe koczowisko, zalegając w ogromnych ilościach na ziemi, niczym ptasi puch. Kocurowi zdawało się, że mógł dotknąć jasną powłokę łapą. W pewnej chwili słońce zanurzyło się w gęstych obłokach, które zdecydowanie pociemniały, kłębiąc się na niebie. Jasny nieboskłon szybko został przysłonięty ciemnymi chmurami, zmieniając swoją barwę na szarą, ponurą. Skowronkowi nie przeszkadzało to. Wręcz przeciwnie, na jego pysku pojawił się delikatny uśmiech, ciesząc się na nadchodzącą zimę. Ta zimna pora roku miała wiele wad, ale przynajmniej nie trzeba było chować się po kątach, uciekając od światła.
Srebrny nie nacieszył się zbyt długo odpoczynkiem przed legowiskiem, gdyż z nieba nad jego białym pyskiem zaczęły spadać maleńkie kropelki, rozpryskując się na spragnionej wody ziemi. Skowroni Odłamek odebrał to jako znak, aby wstać z miejsca. Stanął na łapy, otrzepując się z kurzu i już-już miał udać się do żłobka, aby zobaczyć co u jego mamy i młodszych sióstr, gdy drogę zastąpiła mu Czuwająca Salamandra. Kotka spojrzała na niego naglącą, znacząco unosząc brew, jakby powinien wiedzieć, po co do niego przybyła.
— Coś się stało, Czuwająca Salamandro? — Zapytał niepewnie kocur, spoglądając na kronikarkę ze zmarszczonym nosem.
— Oczywiście, że coś się stało. Źle się czuję. Podaj mi na to jakieś zioło! — Oznajmiła szylkretowa, z wysoko uniesioną głową wchodząc do środka legowiska medyka.
Skowroni Odłamek ruszył za nią, zdezorientowany.
— Możesz sprecyzować? Skąd mam wiedzieć, co ci jest, jeśli nie podajesz żadnych szczegółów!
Czuwająca Salamandra spojrzała na asystenta medyka z wyraźnym oburzeniem na pysku.
— Jesteś medykiem! Powinieneś wiedzieć, co mi dolega! A może jednak Klan Gwiazdy wybrał niewłaściwego kota? — Tortie zmrużyła swoje zielone ślepia, wpatrując się badawczo w kocura.
— Przekonamy się, jeśli powiesz mi, co ci dolega. No dalej, nie mam całego dnia! — Odparował.
Odkąd został medykiem nieco się zmienił. Kiedyś tego typu zdanie wypowiedziane do kota dziesięć księżyców starszego od niego, nie przeszłoby mu przez gardło, lecz dzisiaj... Potrzebował stanowczości, aby sprawować funkcję medyka.
— Och! — Kotka westchnęła głośno, chodząc niespokojnie w kółko. — Słyszę... I widzę... Coś dziwnego! Od dawna!
Skowroni Odłamek uniósł lekko brew. Rzeczywiście, Czuwająca Salamandra zachowywała się dość nietypowo...
— Chyba wiem, co pomoże. Zaczekaj tu chwilę, możesz usiąść. — Rzucił przez ramię, po cichu ruszając do składziku z ziołami.
Przechodził między półkami z medykamentami, nie chcąc zbudzić śpiącej Pajęczej Lilii. Medyczka miała ostatnio wiele na głowie, potrzebowała więc nieco odpoczynku. Kocur wziął kilka ziarenek maku i wrócił do niecierpliwie poruszającej łapami Czuwającej Salamandry.
— Proszę, pogryź to i zjedz. Przy okazji trochę odpoczynku dobrze Ci zrobi, a gdyby się nie polepszyło, pamiętaj, aby przyjść do mnie znowu! — Miauknął.
Kronikarka przysiadła i wzięła nasiona. Zaczęła powoli mielić je zębami, spoglądając w ścianę z nieodgadnionym wyrazem pyska. Po chwili bez słowa opuściła legowisko, machając dumnie ogonem. Asystent medyka westchnął, wstając. Musiał zobaczyć, co u jego mamy. Ponowił więc próbę przemknięcia do żłobka. Wyszedł przed Skruszoną Wierzę i... Oczom kocura ukazał się czekoladowy wojownik, z szerokim uśmiechem na pysku.
— Witaj, Skowronku! Słyszałem, że zostałeś mianowany, gratulację! Nosisz teraz imię Skowroni Odłamek, tak? — Barszczowa Łodyga stanął przed srebrnym. — Na pewno masz wiele obowiązków, ale czy przypadkiem nie miałbyś ochoty udać się ze mną na polowanie? Może wreszcie złapałbyś królika, co ty na to?
Pręgowany cętkowanie uśmiechnął się na widok "drugiego mentora" i uderzył ogonem o tylne łapy.
— Tak właściwie, chyba mógłbym pójść... — Stwierdził kocur, spoglądając przez ramię na Pajęczą Lilię. Ruda na pewno niedługo się obudzi i pójdzie sprawdzić, jak radzi sobie Przepiórczy Puch z Firletką oraz Pierwomrówką... Chyba mógłby na chwilę opuścić obóz. — Ale nie mogę być zbyt długo! — Uprzedził kocura, spoglądając na niego.
<Barszczowa Łodygo?>
Wyleczeni: Czuwająca Salamandra
NPC: Czuwająca Salamandra


25 września 2024

Od Barszczowej Łodygi CD. Skowronkowej Łapy

Spojrzał na Skowronka pełnego nadziei. Mimo że był uczniem medyka, to zależało mu na umiejętności zabijania zwierzyny. I bardzo dobrze! To przydatna rzecz.
- No jasne! Ja nadal nie zawsze mam udane polowania - przyznał się otwarcie. - To Twój pierwszy raz. Wyciągnij lekcję z tego wszystkiego, a na następnym treningu na pewno Ci się uda!
- Hm, okej! - uśmiechnął się delikatnie. - Idziemy szukać kolejnego ptaka?
- Możemy! - Ruszyli więc dalej spacerkiem wzdłuż terenów Klanu Burzy. - A powiesz mi, czemu postanowiłeś zostać medykiem?
Uczeń zastanowił się chwilę. Nikt nigdy nie zadał mu tego pytania...
- Myślę, że po prostu chcę to robić - odparł po chwili. - Chociaż bycie wojownikiem też wydaje się ciekawe, to... chciałbym pomagać innym kotom. Podoba mi się praca w legowisku medyka.
Srebrny pokiwał głową ze zrozumieniem.
- Chyba wolisz spokojniejsze obowiązki, co nie? Wojownicy codziennie mogą spotkać wrogów, a medycy zbierają zioła i leczą. Spokojniejsza praca, ale jaka ważna! - miauknął. - Bez was by nas nie było.
Skowronek otwierał pyszczek, by coś odpowiedzieć, gdy zauważył ptaka hasającego nieco dalej w wysokiej trawie. Zatrzymał się gwałtownie i spojrzał na Barszcza, czekając, aż powie co zrobić.
- Zapolować na niego? - szepnął czekoladowy.
Barszczyk był miło zaskoczony determinacją Skowronka. Uśmiechnął się delikatnie.
- Pewnie, powodzenia! - Szepnął, żeby nie płoszyć ptaka.
Kiwnąwszy główką, kocurek przypadł brzuchem do ziemi i ruszył w kierunku stworzonka, stawiając wysoko łapy, aby nie spłoszyć zwierzęcia. Wysunął pazury, odbił się i... udało mu się zahaczyć pazurem o skrzydło ptaka, jednak na niewiele się to zdało, gdyż ofiara mimo wszystko uciekła z malutkim zadrapaniem.
-TO BYŁO PIĘKNE, SKOWRONKU! - krzyknął uradowany Barszcz. - Masz do tego absolutny T A L E N T.
Zamrugał kilka razy, zdziwiony.
- Przecież nawet go nie złapałem! - zaprotestował medyk.
- Ale byłeś bardzo blisko! Jak na tak delikatnego kota o mięciutkim sercu, wyjątkowo wprawnie to zrobiłeś. Jeszcze kilka razy i będzie łowił ptaki jak Nocniaki ryby!
- Myślisz? - Kocurek spojrzał na "mentora" zaskoczony. Dalej miał lekki opór przed zabiciem ptaka, jednak... i tak jadł je, więc chyba nie będzie dużej różnicy, jeśli jeszcze na niego zapoluje…
Barszcz był wniebowzięty. Nie dość, że sukcesywnie zdobywał ucznia, to jeszcze jego nauki naprawdę się sprawdzały! Pomimo zerowego doświadczenia w mentorowaniu, nieźle mu szło. Mógł sobie pogratulować.
- Chcesz się przejść na spacer? W ogóle to nie masz swoich medycznych obowiązków? Może teraz Ty mnie poduczysz?
- Myślę, że jeden dzień przerwy nie zaszkodzi - odparł, a po słowach Barszcza lekko się uśmiechnął. - Jeśli chcesz, mogę ci pokazać parę ziół. O ile Pajęcza Lilia nie będzie zła.
- No coś Ty! Już ja o to zadbam, że nie będzie - puścił mu oczko. - To jak, idziemy?
- Jasne! - odparł pogodnie.
Poszli więc z powrotem do obozu. Musieli sprawdzić, czy medyczka jest obecna. Niestety, legowisko było puste, co mogło oznaczać, że wyszła na poszukiwanie ziół.
- I co teraz? - zapytał Barszcz.
- Myślę, że w takim wypadku mogę ci po prostu je pokazać. Pajęcza Lilia nie powinna być zła - odpowiedział młodszy.
- Na pewno zrozumie! - odparł. - To w takim razie się wpraszam do was. - I wparował do medykowego legowiska, pachnącego przeróżnymi ziołami. - A to co?
- To jest czyściec wełnisty - oznajmił uczeń, spoglądając na Barszcza - należy go zjeść. Dodaje sił i wzmacnia.
Gdyby wojownik umiał, zagwizdałby.
- A to? Mogę to zjeść? Co to daje? Bo ładnie pachnie.
-To jest mak - odparł - i nie, nie jedz go, bo Pajęcza Lilia na pewno nie będzie zadowolona. Pomaga łagodzić szok i strach, pomaga w zasypianiu i tak dalej.
- Dlaczego?? Czyż nie jest po to, żeby go jeść? - odparł zszokowany.
- Hah, no tak, ale nie potrzebujesz go teraz, czyż nie? Chyba że masz problemy ze snem, coś cię boli lub jesteś przerażony bądź zszokowany, wtedy mogę ci go podać. Ale jeśli nic ci nie dolega, bezsensem byłoby marnowanie ziół.
Przekrzywił głowę. W sumie to Skowronek miał rację...
- No dooobra. - O! A to?? - Podszedł do jakichś jagód leżących na liściu nieopodal.
- Jagody jałowca - odparł bez większego zastanowienia.
- I co one robią? Hej, a skąd wiecie, co na co pomaga? Próbujecie, zanim zbierzecie? - Zalał go kolejną falą pytań.
- Pomagają na ból brzucha, wzmacniają oraz pomagają w trawieniu i oddychaniu. - na kolejne pytanie wojownika zamyślił się trochę. - Myślę, że po prostu je testujemy. Patrzymy, sprawdzamy, jak reaguje ciało na różne zioła. Patrzymy, jak mniejsze zwierzęta obchodzą się z daną rośliną, na przykład myszy.
- TESTUJECIE NA ZWIERZĘTACH? - miauknął zszokowany.
Otworzył szeroko oczy i nieco się skulił, gdy wojownik krzyknął zdziwiony. Nie spodziewał się takiej reakcji!
- Źle mnie zrozumiałeś! - wyjaśnił szybko. - Zobacz, jeśli zwierzęta unikają jakichś roślin, to zazwyczaj są one trujące. My również staramy się wtedy trzymać od nich z daleko. Przynajmniej tak mi się wydaje. Muszę zapytać się o to kiedyś Pajęczej Lilii.
- Aaa! Jakie to mądre podejście! - Pokiwał głową w zrozumieniu starszy kocurek. - W sumie masz rację. Myślisz, że myszy mają lepszy węch niż my? I czują takie rzeczy jak trucizna w owocach lub ziołach?
-To całkiem możliwe, chociaż nie jestem pewien - odparł, siadając. - W każdym razie poznawanie nowych ziół to ciężka praca.
- Oraz niebezpieczna! Prawie jak bycie wojownikiem!
Rozmawiali jeszcze dłuższą chwilę. Barszcz w duchu bardzo cieszył się, że zdobył nowego przyjaciela. Jego sympatia zdawała się odwzajemniona, co nakręcało kocura do dalszych interakcji.
Niedługo potem zaczęło się ściemniać. Pajęcza Lilia wróciła do legowiska, a widząc plotkujące kocury, prychnęła, wywalając Barszcza z legowiska. Skowronek pomachał mu ogonem na pożegnanie i milcząc, kiwnęli sobie głowami, że spotkają się jeszcze na kolejną lekcję z polowania. Barszczowa Łodyga poszedł zająć się swoimi wojowniczymi zajęciami, zostawiając medyków w spokoju.

<Skowronku?>

27 sierpnia 2024

Od Skowronkowej Łapy CD. Barszczowej Łodygi

Rozglądał się szeroko otwartymi oczami dookoła, starając się wypatrzeć jakieś interesujące stworzenia. Widział tylko różne myszki, ale nie było ani śladu po motylach, czy pięknych ptakach, śpiewających wesoło w koronach drzew. Z resztą, na Martwym Szlaku nie widział nawet drzew. Co się stało z tym miejscem? Dlaczego tak obumarło? Słysząc pytanie Barszcza, przeniósł na niego wzrok i zmarszczył lekko nosek. Czy ma jakieś pytania..
-Aha – miauknął po chwili zastanowienia, siadając i owijając swój długi ogon wokół łap. - czy zwierzęta boli, gdy na nie polujemy? Obrażą się na mnie? Myślisz, że to jest złe? Boję się trochę, że urażę króliki... nie chcę, aby one cierpiały!
Barszcz najwyraźniej zdziwił się nieco pytaniem młodszego, jednak po chwili wzruszył ramionami i łapą dotknął czubka głowy Skowronka.
-Ty słodziaku! Martwisz się o swój obiad! - zaśmiał się, wprawiając w zmieszanie młodszego. - nigdy ich o to nie pytałem, więc nie wiem, ahah! Może ty to zrobisz?
Czekoladowy poczuł się nieco urażony tą odpowiedzią. Czemu starszy wojownik nie brał go na poważnie?
-A ty się nie martwisz? - zadał kolejne pytanie srebrny.
-Wiesz, nikt nigdy nie zaszczepiał we mnie współczucia dla ofiary. To coś, co robimy od zarania dziejów i nikt się nie przejmował tym, co inne stworzenia mają do powiedzenia. - odpowiedział. - więc nie, nie martwię się.
Skowronkowa Łapa chciał jeszcze drążyć temat, jednak widząc, iż Barszcz nie rozumie jego toku myślenia, postanowił zaprzestać zadawania tylu pytań.
-No... dobrze. To... chyba możemy zaczynać - miauknął dość niepewnie.
Po jego słowach Barszczowa Łodyga od razu bardziej się ożywił, uśmiechając się promiennie.
-Super! No to słuchaj, najważniejsze są: postawa, wyczucie i trop! Najpierw musisz wytropić ofiarę, pójść po jej śladach, następnie idealnie się ustawić i wyskoczyć w odpowiednim momencie! Czy uczyłeś się już tropienia?
-Nie, od początku szkoliłem się na medyka. Nic nie wiem o polowaniu - oznajmił kocur, wysłuchując uważnie wojownika.
Polowanie wydawało mu się strasznie ciężkie. Nie tylko musiał zapamiętać to wszystko, umieć wykonać dane ruchy, ale jeszcze musiał zabić swoją ofiarę! Chociaż...To chyba naturalna kolej rzeczy, czyż nie?
-Medycy też powinni uczyć się podstaw chociażby. Co, jeśli kiedyś zgubisz drogę do obozu? Umrzesz z głodu, bo nie umiesz polować - zmartwił się wojownik. - Dobrze, że tu jestem! Ja to mam jakiś ósmy zmysł i wyczułem, że tego potrzebujesz, haha!
Skowronkowa Łapa rozpromienił się na te słowa. Wreszcie ktoś podzielał jego obawy!
- No właśnie! - przytaknął ochoczo uczeń - też tak uważam, dziękuję ci więc, że chcesz mi pomóc!
Barszczowa Łodyga uśmiechnął się szeroko, a jego oczy zabłyszczały delikatnie.
-Nie ma sprawy! Lubię pomagać innym! - Miauknął. - No to tak, najlepiej jakbyś poznał zapachy tychże zwierząt. Chodźmy, przejdziemy się i poszukamy czy nie ma tu nieopodal jakichś ptaków.
Na pysku czekoladowego pojawił się delikatny uśmiech. Zdecydowanie poczuł się pewniej przy kocurze, po tej wymianie zdań. Ruszył truchtem za wojownikiem, węsząc uważnie. Różne wonie mieszały się ze sobą, łaskocząc go w czubek nosa oraz gardło, jednak kocurek nie rozróżniał większości z nich. Czuł tylko kilka ziół, nic więcej. Barszcz szedł z nosem delikatnie przyłożonym do ziemi, najwyraźniej węsząc jakiś zapach, którego Skowronek nie był w stanie odróżnić.
-Jak tu położysz nos to poczujesz wiewiórkę. Są ciężkie do upolowania, bo schodzą na ziemię tylko po to, aby poszukać orzechów, które zakopały. Ale wprawnym łowcom udaje się je złapać. - Wyjaśnił po chwili milczenia kocur.
Uczeń zbliżył się do wojownika i schylił się obok niego, przykładając nosek do ziemi, aby wyczuć wspomniane rude zwierzątko.
- Mhm... są bardzo śliczne, nieprawdaż? Maja takie puchate kitki! - nie planując tego, zmienił lekko temat, zachwycając się pięknem potencjalnej ofiary.
-Hmm, masz rację. Śmiesznie łaskoczą, kiedy niesiesz je w pysku! Jak upolujesz swoją pierwszą wiewiórkę, to będziesz mógł dotknąć jej ogonka i tego doświadczyć!
-A ja chyba wolałbym nie polować na wiewiórki... przynajmniej, póki nie muszę. Rozumiesz chyba, tak?
Zielonookiemu niezbyt podobał się pomysł polowania na te urocze, zwinne stworzonka.
-Jasne! W końcu jesteś medykiem, a medycy zajmują się leczeniem, nie polowaniem. - Odparł, po czym dodał - Jeśli kiedyś uda mi się złapać wiewiórkę to Ci ją przyniosę, będziesz mógł dotknąć jej ogona na żywo! Wtedy nie będziesz musiał polować, ale przekonasz się, co do miękkości jej futerka!
Zmarszczył nosek. Taki pomysł nie wydawał się nawet najgorszy...
- No, dobrze! Dzięki! - przytaknął wesoło. - możesz pokazać mi teraz więcej zapachów?
-Jak tylko jakieś znajdę to na pewno Ci pokażę! - Odparł ochoczo Barszcz. - To ruszajmy dalej.
Szli wzdłuż rozległych terenów klanu burzy, równin, na których czuć było dziwny, intensywny zapach. Barszcz postanowił udać się właśnie za tą dziwną wonią, skręcając w różnych kierunkach.
-Dawaj, poszukajmy zajęcy. Są piekielnie szybkie, jak tam Twoja kondycja?
-Ee - kocurek zamyślił się. Jakby nie patrzeć, dawno nie biegał tak porządnie, nie licząc skakania od legowiska do legowiska. Mimo wszystko był w stanie szybko pędzić, a rozprostowanie kończyn nie powinno mu zaszkodzić... - myślę, że mogę spróbować. Chyba dam radę, chociaż dawno nie biegałem.
Wojownik poklepał go po grzbiecie.
- Na pewno dasz radę! Poza tym zające ciężko upolować, bo są bardzo zwrotne no i szybkie, więc nawet jak znajdziemy jakiegoś to nie ma gwarancji, że nam się uda. Także nie przejmuj się w razie co!
Po czym wojownik ruszył truchtem przed siebie, najpewniej szukając zapachu zająca. Z lekkim uśmiechem wymalowanym na pysku, Skowronek ruszył za kocurem, rozglądając się czujnie w poszukiwaniu królika.
- Kiedy będę wiedzieć, że jest gdzieś w pobliżu zając? - zapytał po chwili milczenia.
-Hmm, doskonałe pytanie! - Zamyślił się na chwilę. - Na pewno go wyczujesz. Najfajniej by było, gdybyś był pod wiatr, to on by nie wyczuł ciebie i miałbyś przewagę. Potem go usłyszysz, jak skubie trawię i tupta tymi małymi nóżkami. A na koniec go zobaczysz, bo wszystkie są ciemno bure czy szare i zlewają się z trawą!
-No dobrze, ale jak go upolować? - dopytywał uczeń.
-Najlepiej go zaskoczyć! Ale to rzadko się udaje... Można w parę kotów go ścigać i zrobić zasadzkę, bo samemu może być ciężko. Czasami polujemy na nie w norach, ale tam jest ograniczone miejsce - odparł. - Metoda prób i błędów, praktyka czyni mistrza!
-Chyba rozumiem. Możemy już spróbować? - zaproponował niepewnie.
-Nie wolisz zacząć od czegoś łatwiejszego? Możesz się zniechęcić, jeśli nam się nie uda - zasugerował starszy spokojnie.
-A co jest łatwiejsze? - zapytał Skowronkowa Łapa, marszcząc nosek.
-Myślę, że od zająca łatwiejsze są ptaki. Mogą odlecieć, ale zajmie im to minimalnie więcej czasu niż uszakom. Chyba, że bardzo Ci zależy, to poszukamy i zająca!
Uczeń medyka zamyślił się na chwilę. Czy aż tak bardzo chciał zacząć od królika?
-Nie, możemy najpierw poszukać jakiegoś ptaka - odparł po chwili. Jeśli Barszcz twierdził, że lepiej na początku zapolować na wróbla, to na pewno tak było.
-To chodźmy!
Ruszyli dalej, rozglądając się czujnie. W pewnej chwili Barszczowa Łodyga zatrzymał się i przytknął nos do ziemi.
-Przyłóż tu nos - rozkazał. - To sikorka.
-Sikorka? Taki czarno-biały ptak? Są bardzo śliczne - kocurek przyłożył nosek do ziemi, starając się zapamiętać specyficzny zapach ptaka.
-Sikorki są bardziej żółte...- mruknął - Ale tak, są śliczne. I smaczne – kocur oblizał się, najwidoczniej zadowolony z myśli o takim obiedzie.
-A więc sikorki są żółte, a sroki czarno-białe? A jak myślisz, dlaczego one mogą latać? To dzięki skrzydłom? Tylko jak to działa?
-Czarno białe są sroki. Podobno lubią kraść - powiedział. - I tak! Koty nie mają skrzydeł, więc nie latają. Myślę, że to dzięki nim.
-Kraść? A co takiego kradną?
-Niegrzeczne kociaki! - odrzekł tajemniczo wojownik.
-Co? - roześmiał się nerwowo kocurek.
Ciężko było mu w to uwierzyć. Przecież sroki nie były aż tak duże! Poza tym po co były im kociaki? Zmarszczył nosek, starając się nie okazywać strachu. A co, jeśli te czarno-białe ptaki rzeczywiście kradły kociaki?
-Nie słyszałeś o tym? - starszy nie krył zdziwienia. - No, ale mniejsza o to. Chodźmy zapolować! Od teraz musisz być bezwzględnie cicho I chodzić najlżej jak się da, nie stawaj na suche gałązki ani liście, bo nas usłyszy i odleci.
Kocur pokazał mu pozycję do skradania i ruszył przed siebie. Czekoladowy ruszył za wojownikiem.
-Czujesz, jak zapach staje się silniejszy? - Szepnął pręgowany tygrysio.
Skowronkowa Łapa pokiwał przecząco głową. Ciężko było mu odróżniać te wszystkie nowe zapachy! Nie zdążył jednak nic powiedzieć, gdyż dostrzegł ptaka. Był taki śliczny! Dziobał w ziemi, chodząc dokoła w poszukiwaniu czegoś.
-Mamy go upolować? - szepnął, przenosząc wzrok na Barszcza.
-Nie my, tylko Ty. A przynajmniej spróbuj, bo pierwsze razy zazwyczaj nie wychodzą. To kwestia wprawy, więc niczym się nie przejmuj! - Miauknął cicho. - Zakradnij się możliwie jak najbliżej i wyskocz, odbijając się silnie z tylnych łap. Pamiętaj, żeby wysunąć pazury!
Przytaknął i przełknął ślinę. Następnie schylił się, wysuwając pazury i powoli ruszył w kierunku ofiary. Krew szumiała mu w uszach, a serce waliło w klatce piersiowej. Z każdym krokiem czuł wzrastającą ekscytację oraz strach. Gdy zbliżył się dostatecznie, błyskawicznie wyskoczył w powietrze i już-już miał złapać ptaka, gdy ten zatrzepotał skrzydłami i odleciał prędko. Lekko zawiedziony wrócił do Barszcza, spoglądając na niego. Ten od razu wstał i machnął ogonem, aby pocieszyć go.
-Niczym się nie martw, Skowronku - oznajmił. - Z czasem będziesz mistrzem polowania!
Spojrzał na niego jak dumny ojciec i uśmiechnął się szeroko.
-Tak myślisz? - zapytał z nadzieją w głosie.
<Barszczu?>
[1530 słów do treningu wojownika]
[przyznano 31%]

21 sierpnia 2024

Od Barszczowej Łodygi do Skowronkowej Łapy

Kolejny piękny dzień! Barszczyk wstał, rozciągając się z głośnym ziewnięciem. Inni wojownicy również powoli się rozbudzali, ale ale! Czekoladowy już był na wszystkich czterech łapach gotowy do wyjścia. Zastanawiał się co dziś będzie robić. Czy zgłosić się na patrol, czy może polowanie? O! Albo mógłby podczepić się pod jakiś ciekawy trening z którymś z uczniów.
Słonko mu przyświecało, kiedy wylizywał pospiesznie futro na boku, które niefortunnie się zakurzyło. Wyszedł na środek obozu, podchodząc do stosu ze zwierzyną. Skubnął sobie niedużego wróbla, którego zjadł ze smakiem na uboczu. Kiedy czyścił swoje wibrysy, zauważył kątem oka kota. Młodego kocurka, który jest uczniem medyka. Niewiele myśląc, wstał i podszedł do młodziaka.
- Cześć! - zagadał, zwracając na siebie uwagę kota.
- Dzień dobry - odparł grzecznie bicolor.
- Nie musisz być taki formalny! Jestem Barszczowa Łodyga, kojarzysz mnie prawda? - Posłał mu uśmiech.
- Tak - odpowiedział mu miło. - Potrzebujesz czegoś, Barszczowa Łodygo?
Czekoladowy zamyślił się chwilę. Właściwie to nic nie chciał od kocura. Tak o, zagadał, bo miał ochotę. Można tak bezinteresownie, prawda?
- A niczego mi nie braknie - miauknął z szerokim uśmiechem. - Poza Twoim wspaniałym towarzystwem!
Kocurek wydawał się zaskoczony. Na pewno nie przypominał sobie, żeby umawiał się na cokolwiek z wojownikiem. Konsternację miał wymalowaną na mordce, więc Barszczyk szybko pospieszył z wytłumaczeniem.
- Chciałbyś spędzić dzisiaj ze mną trochę czasu? Tak się składa, że mam wolniejszy dzień i chętnie bym Cię gdzieś zabrał. Może spacer? Polowanie? Oh! Uczniowie nie mogą sami poza obóz więc to idealna wręcz okazja! A nie czekaj, medycy nie polują…? Ale myślę, że to nie szkodzi! Warto wiedzieć rzeczy ponad program, prawda? - Zalał go potokiem słów. - Więc myślę, że nie zaszkodziłby Ci trening z polowania! A Ty co uważasz? W ogóle, nazywasz się Skowronek prawda? Nie pomyliłem?
Uczeń zdawał się zgubić gdzieś po drodze jego monologu, jednak jego dobre wychowanie i przemiły charakter nie pozwoliły mu tego po sobie pokazać. Wyprostował się i rzekł;
- Chętnie nauczę się polowania od Ciebie, Barszczowa Łodygo.
Srebrny zapewne pierwszej połowy nawet nie przyswoił, chociaż kto wie? Może ma wystarczająco miejsca w głowie na wszystko!
- Mówiłem Ci! Nie musisz być taki formalny. - Posłał mu łagodny uśmiech. - Barszcz wystarczy.
Uczeń medyka kiwnął głową na znak zgody. Wspomniał wojownikowi, że musi powiadomić o zamiarze wyjścia Pajęczą Lilię, dlatego czekoladowy grzecznie poczekał, aż młody medyk to załatwi. Kiedy wrócił, ruszyli razem poza obóz.
- Znam fajną miejscówkę. - Oznajmił Barszczyk. - Będzie dobrze się tam uczyć.
Ruszyli więc przed siebie. Wiatr owiewał im pyszczki, przynosząc różne zapachy, w tym zwierzyny. Dotarli nieopodal martwego szlaku. Kręciło się tu sporo małych gryzoni, które porobiły sobie norki w okolicy. Poza tym było cicho, gdyż było to miejsce mniej odwiedzane przez koty klanowe, idealne.
- Zanim zaczniemy, masz jakieś pytania, Skowronku? - Zapytał wesoło.
Cieszył się, że będzie mógł kogoś nauczać!

<Skowronku? Takie nie za długie wyszło>