BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Srebrny x Lew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Srebrny x Lew. Pokaż wszystkie posty

12 listopada 2023

Od Srebrzystej Łapy(Srebrnego) CD. Lwiej Łapy(Lew)

Spoglądał jeszcze przez chwilę w ślad za rudą kitą kotki. Paskudne to było i głupie, jakim cudem mogła być spokrewniona z Piaskiem, który był kompletnym przeciwieństwem tej przerośniętej wiewiórki? Przewrócił oczami, wspominając jej ostatnie słowa, po czym ruszył zająć się własną robotą. Miał nadzieję, że Lew przejedzie się kiedyś na swoim zachowaniu, a kremowy w końcu przestanie się kurczowo trzymać jej boku.

***

Nie dosyć, że potracił wszelkie zapasy godności, udając miłego dla niej i stając z problemem przed matką w trakcie zgromadzenia, to jeszcze stracił swoje piękną wolność, jaką dawała mu rola wojownika. Od samego początku swojej egzystencji uciekał przed ciężką pracą i "niewolą" obozową, a gdy myślał, że wyrósł z tego raz na zawsze, na nowo do tego wrócił. Gdyby Różana Przełęcz nie była taka sztywna i trochę więcej myślała, to tylko Szept ucierpiałby w tym całym zamieszaniu.
W tym momencie niebieski miał dowód, że bycie honorowym i dobrym nie popłaca. Wygarnąłby to rodzicielce, ale wolał nie ryzykować życiem jako wieczny uczeń. Musiał przeboleć tę karę, by na nowo móc cieszyć się nieograniczoną możliwością wychodzenia na polowania i wszelkiego rodzaju spacerki.
Ziewnął, gdy to rude cielę, dla którego tak się upokorzył, go minęło. Pomimo spadku rangi dalej widział na jej pysku wyraz pełen arogancji. Minęła go, jakby nawet tu nie stał i zapomniała, co dla niej zrobił, a on od razu pożałował, że nie zdążył podstawić jej łapy.
— Gdzie tak ci spieszno, Lewku? — mruknął, zwracając jej uwagę. — Oj, no nie patrz tak na mnie. Przecież takie imię cię teraz obowiązuje, a poza tym, lubimy się, czyż nie? Przyjaciele zdrabniają sobie imiona. — Uśmiechnął się, próbując sobie wmówić, że jej degradacja to jedyna miła rzecz, jaka wiązała się z tą całą sytuacją.
— Jak to gdzie? Do wymiany mchu — prychnęła, przystając. — Masz rację Srebrny — odmiauknęła, kiedy ten zdążył zwrócić swą osobą jej uwagę. — Nie uważasz jednak, że twoja mama się pomyliła? Tylko twój pusty brat zasługiwał na tę karę. A my, cała nasza trójka powinna zostać nagrodzona za pilnowanie porządku na zgromadzeniu.
Oh, jakże abstrakcyjna była to dla niego sytuacja. Nigdy w swym krótkim życiu nie spodziewałby się zgodzić z nią w jakiekolwiek kwestii. Momentami wręcz specjalnie mamrotał opinie sprzeczne z jej poglądami, ale w tym momencie nie mógł się na to wysilić.
— A czy wyglądam ci na szczęśliwego, skoro na nowo muszę słuchać się wojowników? I na dodatek spędzać czas z Szeptem w tych ciasnych tunelach? No moja mama jest drętwa, nie będę kłamać, że jest inaczej — westchnął, nie mogąc odpuścić sobie następnych słów. — Widzisz? Coś nas łączy. Oboje mamy dziwne matki.
Wiedział, że dla Lew Zięba była niemalże niczym dusza ściągniętą z Klanu Gwiazdy na ziemię. Najwyższa świętość. Potrzebował odrobiny rozrywki, więc z pełną świadomością ją podjudził.

<Lew?>

20 września 2023

Od Lwiej Łapy CD. Srebrzystej Łapy

— Tylko moja rodzina ma prawo zdrabniać moje imię. Ty do niej nie należysz, tak też powinieneś się do mnie zwracać Lwia Łapo jak już musisz się odezwać. No więc słucham. Zakładam, że i teraz coś ode mnie chcesz skoro przeszkodziłeś mi w odpoczynku. Bo zmądrzeć, to widzę, że nadal nie zmądrzałeś nawet jeśli zostałeś uczniem. — podjęła, gdyby nie to, że starał się właśnie jej zaleźć za skórę może by miała jakiś ubaw z tego. 
Tak to jedyne co czerpała jej satysfakcję odrobinę widząc, że dzieci Róży to naprawdę były pomioty bez serca z ćwiartką mózgu. Co jedno to gorsze, Rumianek jako tako jeszcze ratowała im opinię. Lew szylkretkę najchętniej by od nich zabrała, by jej nie skazili, wmawiając, że nie jest od nich lepsza. A prawdą było przecież to że była.
Z trudem mogła przeboleć to, że rudy kocur, którego chciała na mentora, został mentorem syna liderki. Czuła wielką zazdrość, jednak starała się po sobie tego nie pokazać, nie chcąc dać zaczepiającemu ją uczniowi satysfakcję. Starała się zachować kamienną twarz, i to jej nawet wychodziło. No może czasami marszczyła nosek słysząc co za głupoty padają z pyska Srebrnego.
— Tylko rodzina? — powtórzył, ze zmartwioną miną. — No weź, przyjaciele też powinni móc. Oj no nie patrz tak na mnie, przecież nasza znajomość jest na najwyższym poziomie — mruknął, prostując się. — No nie zmądrzałem, bo uczę się od najlepszych i postanowiłem wziąć przykład z ciebie. Jak być głupim, to tylko we dwójkę — oświadczył, puszczając jej oczko.
— Grabisz sobie Srebrzysta Łapo. — ukazała w stronę młodszego zęby, lecz już spokojniej kontynuowała — Rozumiem, że szukasz akceptacji innych kotów, szczególności rodziny, dlatego zachowujesz się tak jak się zachowujesz. Nic dziwnego skoro jesteś adoptowany. — spojrzała z politowaniem na niego, był śmieciem, a chyba myślał, że jest kimś. Był sługusem jej brata, nikim więcej. — Starasz się być taki jak twoje rodzeństwo, tak samo wyszczekany jak twój brat, co ci nawet całkiem wychodzi. — uśmiechnęła się do niebieskiego. — Chociaż pewnie zawodzisz swą mamę, gdy widzi jak latasz za moim bratem. Tylko czekać, aż znajdzie sobie inne kocię na twoje zastępstwo, bo uzna że jesteś popsuty. Myślisz, że i za twojego brata też znajdzie? Biedny Ruczaj, z całego serca współczuję ci straty brata, podziwiam cię, że jego śmierć na ciebie aż tak bardzo nie wpłynęła.
Zachował pogodny wyraz pyska, nie pozwalając sobie na wyjście z równowagi. 
— Nie można cały czas żyć przeszłością, bo nigdy nie ruszy się wtedy w przód — odparł. — Nie martw się, moja mama w przeciwieństwie do twojej ma mózg we właściwym miejscu i nie zniżała by się do tego typu czynów — oświadczył, mrużąc oczy. — A ty jesteś pewna, że nie jesteś adoptowana? Masz wyjątkowo krzywy pysk na tle swojej rodziny.
Zaśmiała się słysząc uwagę kocurka. To co mówił było bez sensu. Zbyt wiele rzeczy wskazywało na pokrewieństwo jej z rudymi kotami, w których żyłach płynęła krew samej Piaskowej Gwiazdy.
— Wykrzywił mi się od patrzenia na takiego robaka jak ty, Srebrny. To twoja zasługa. Gdyby nie ty życie w Klanie Burzy byłoby o wiele przyjemniejsze dla wszystkich. — Jej źrenicę się zwęziły — Jesteś naprawdę śmieszny, ja miałabym być adoptowana? Dobre żarty. — prychnęła — Spójrz tylko na siebie, jako jedyny odstajesz wyglądem od swojego rodzeństwa, nie przypominasz ani trochę Różanej Przełęczy czy Konwaliowego Powiewu... Naprawdę tego nie widzisz? Aż tak ślepy jesteś? — Podniosła się. — Uchylę ci rąbka tajemnicy, żebyś się nie ośmieszał i przestał żyć w bańce. Gdy kocięta Różanej Przełęczy były wielkości nornicy była ich tylko czwórka, dwie kotki i dwa kocurki. A pewnego dnia nagle ni stąd nie zowąd zostało przyniesione niebieskie kocię, o głupim imieniu Srebrny, bo jego sierść jest srebrna. Widać, że nie należysz do ulubieńców Róży, nawet nie chciała jakoś ładniej cię nazwać. A to dlatego, że nie jesteś jej prawdziwym synem.
Jak to miał w zwyczaju, w pierwszej kolejności wyszczerzył się szerzej. 
— Tak tak, zapomniałaś do tej historii dodać, że dziki pospadały z nieba, a zające dostały skrzydeł — rzucił. — Dobrze, że jesteś taka kreatywna. Powinnaś w przyszłości częściej odwiedzać żłobek i opowiadać takie historie kociakom, może chociaż tam cię ktoś polubi — dodał pokrzepiająco.
— Jeśli mi nie wierzysz, zapytaj się mojego brata. On cię nie okłamie, zbyt dobre serce ma na to. Tylko się nie rozczaruj, jak to samo od niego usłyszysz. Prawda w oczy kole, ale jak chcesz możesz ją wypierać. A co do żłobka, z wielką przyjemnością będę zaglądać do niego i opowiadać kociakom historię, aby ustrzec ich przed takimi jak ty. — Dostrzegając wracającą matkę i siostrę z treningu wyjrzała z legowiska, chcąc im wyjść im przeciw — A właśnie, zapomniałabym. Moje gratulacje z okazji mianowania! Połamania łap! — rzuciła jeszcze do ucznia, nim opuściła legowisko nie chcąc przebywać w jego towarzystwie ani uderzenia serca dłużej

<Srebrny?>
[766 słów]
[Przyznano 15%]

02 września 2023

Od Srebrnego(Srebrzystej Łapy) CD. Lew(Lwiej Łapy)

Przekrzywił łebek. Jakoś nigdy nie był świadkiem, aby którykolwiek z uczniów przesiadywał tu dłużej, sprzątając cokolwiek, co Lew uznawała za „bałagan”.
— To odplaucję to w przyszłości. Będę sprzątał po młodszych, tak, jak obecni uczniowie niby sprzątają po mnie — oświadczył, uśmiechając się w jej stronę serdecznie. Niech dziwaczka sobie nie myśli, że wywoła w nim jakiekolwiek poczucie winy. Życie było po to, by się nim bawić, a nie chodzić sztywno, jakby się miało patyk w tyłku.
Ruda zmierzyła go z lekka oziębłym wzrokiem.
— Powinno być ci wstyd, że przez ciebie marnują swój cenny czas — stwierdziła.
— No ale nie jest — odparł beztrosko. — Poczekam, jak ty zostaniesz uczennicą i wtedy nabałaganię, żebyś miała co lobić — obiecał.
Jej krzywe spojrzenie wynagradzało mu każdą chwilę, jaką spędzał w jej towarzystwie. Kolejna, upiorna kotka z rodziny Piaska. Ten to musiał mieć pecha, że trafił na same szurnięte samice.
Nie, żeby on posiadał jakąś mądrą rodzinę. Szept zdecydowanie zaniżał im poziom inteligencji, ale on to już w ogóle wymagał specjalnej opieki, więc należało mu to wybaczyć.
Niebieskiemu przez to wszystko odechciało się dalszego prowadzenia tej rozmowy. Wyszczerzył się przelotnie na pożegnanie do rudej i umknął z jej widoku, nim zdążyłaby go czymkolwiek jeszcze zanudzić.

***

Życie ucznia podobałoby mu się o wiele bardziej, gdyby jego robota ograniczała się do chodzenia na treningi i wszelkie patrole u boku mentora. Gdy trzeba było wysprzątać legowisko starszyzny, bądź ogarnąć cokolwiek w okolicach żłóbka, od razu zbierało mu się na bóle głowy.
Chwiejnym krokiem wrócił na swoje posłanie. Pomimo że na ten moment uczniów było dosyć sporo, tak nie czuł tu tej ciasnoty, którą zawsze odczuwał w kociarni.
Jego uwagę przykuła zgraja rudych kotek. Jak zwykle nierozłączne, zawsze zajmowały to samo miejsce. Według niego to było przesrane, aby matka towarzyszyła ci przez całą drogę edukacji, ale te najwyraźniej na to nie narzekały.
Przeciągnął się, nie spuszczając z nich wzroku. To po prostu było ciekawe zjawisko. Były tak podobne do siebie, nie tylko z wyglądu, ale i zachowania, a jednocześnie cały czas były to trzy różne byty.
Spojrzał na bok. Zajmowane do niedawna miejsce przez Ruczaja, stało teraz puste. Nie ukrywał, że choć nie miał mocno zaciśniętych relacji z bratem, to ta śmierć go poruszyła. W końcu była to pierwsza strata bliższej osoby, jaką przyszło mu przeżyć. Nie wiedział, czy powinien płakać i jak długo powinna trwać jego żałoba.
Tęsknił za nim, ale z drugiej strony, nie chciał przez to zapadać się w jakimś dole. Jego życie trwało i musiał je jak najlepiej wykorzystać.

***

Zadowolony wrócił z udanego treningu. Nie wszedł jednak od razu do legowiska, bo jego uwagę skupiła stojąca na uboczu — wyjątkowo sama — ruda rówieśniczka. Gdyby nie te powykręcane uszy i inne pręgowanie, naprawdę nie potrafiłby ich rozróżnić.
Srebrny nie ukrywał sam przed sobą, że mu się zwyczajnie nudziło. A że okazja do zapewnienia sobie odrobiny rozrywki zjawiła mu się w zasięgu wzroku, postanowił ją odpowiednio wykorzystać.
— O siema, Lewku!
Niemalże gołym okiem widział, jak kotce zaczyna pulsować żyłka na czole.
— Słucham? — mruknęła oburzona. — Jak ty mnie nazwałeś?
— Ohhhh, masz problemy ze słuchem? — westchnął zmartwiony. — Lewek. Bo tak masz na imię, czyż nie? — spytał z udawanym zaskoczeniem.
Zadarła ku górze pyszczek. Zawsze bawiło go, gdy posyłała mu to przepełnione wyższością spojrzenie.
— Lwia Łapa — poprawiła go, aczkolwiek jej spokój w głosie brzmiał w jego mniemaniu sztucznie.
— To brzmi tak sztywno — stwierdził, siadając obok. A niech pooddycha bardziej tym samym powietrzem co on. — A ty przecież jesteś bardzo rozrywkową damą, co nie? Może Lewuńciu ci bardziej odpowiada? — zasugerował, uśmiechając się życzliwie.

<Lew?>
[602 słowa]
[Przyznano 12%]

05 sierpnia 2023

Od Lew CD. Srebrnego

 Całe się spięła, gdy poczuła jak coś uderza ją w plecy. Nie musiała zgadywać, co to takiego, doskonale zdawała sobie sprawę. W końcu już raz oberwała kulką mchu od brata Srebrnego. Widać samce w ich miocie byli naprawdę głupi, nie znali zasad, jak i nie znali swojego miejsca. Po karze od matki zdecydowała się rozegrać rozmowę z Srebrnym inaczej niż z Szeptem. Tak jak na damę przystało. Wzięła duży wdech, aby opanować targające nią emocje nim się odezwała do kociaka.
— Jaki ty jesteś kochany — odezwała się przyjaźnie, starała się również tak wyglądać, mimo że wręcz gotowało w niej się, że kolejny kocur brał sobie za cel w głupiej zabawie. Gdyby nie to, że chciała być taka jak mama, odrzuciłaby w kocura z całych sił ten brudny mech prosto w ten jego roześmiany głupi pysk — Jednak podziękuję. Ta zabawa jest dla dzieci, kociąt takich jak ty. W dodatku tylko zarezerwowana dla kocurów. Damie nie przystoi ganiać za mchem — wyjaśniła
— Damie? — powtórzył za nią tępo. — A czim jeśt dama? — spytał z zaciekawieniem. — Bo brzmisz, jakby oznaczało to stalą i nudną kotkę, a ty na stalą nie wyglądasz...
— Tak, damie. — powtórzyła cicho prychając oburzona słowami kociaka — Damy to kotki, które mają klasę. A wiek tu nie ma znaczenia. — po spojrzeniu młodego dostrzegła, że musi mu chyba bardziej wyjaśnić co to faktycznie znaczy być damą — Damy są dobrze wychowane. Dbają o swój wygląd, by zawsze perfekcyjnie się prezentować. Jak mogłeś zauważyć, damy chodzą też inaczej. To jest bardzo ważne w jaki sposób się poruszają. Nie marnujemy też czasu z siostrą na głupoty jak turlanie mchu, które zaraz by pobrudziło nasze futro. Zamiast tego bawimy się eleganckimi przedmiotami, jak piórko i to w spokojny sposób — wyjaśniła spoglądając na brata, który właśnie bawił się wspomnianym przez nią przedmiotem. Jego minka o ironio nie wskazywała na zadowolenie z zabawy.
— Nie wiem po co ubielasz to w takie ładne słowa, zamiast wplost powiedzieć, że jesteście nudzialami — odparł, mlaskając beztrosko. — Zabawa w spokojny sposób to nie zabawa.
— Nie jesteśmy nudziarami.  — drgnęła jej powieka, gdy to mówiła — Zabawa w spokojny sposób jest o wiele lepsza niż to co wy wyrabiacie... Po waszych zabawach kociarnia wygląda, jakby tu wichura przeszła. Przez was uczniowie muszą dłużej sprzątać żłobek, gdy w tym czasie powinni spędzać czas na treningach... — zacmokała z rozczarowaniem, chcąc sprawić by młodsze kocię poczuło się winne. Z takim też poczuciem winy chciała je zostawić. Chociaż ciężko było jej stwierdzić czy udało się wzbudzić u niego to poczucie winy patrząc na to, że Srebrny miał móżdżek wielkości móżdżka piszczki i nic nie rozumiał co ruda do niego mówiła. 

<Srebrny?>

23 lipca 2023

Od Srebrnego do Lew

Pierwsze dni życia nauczyły go jednego — ci drudzy mieli jakieś niezrozumiałe kompleksy.
Nie był w stanie dokładnie stwierdzić o co chodzi, ale odbierał wrażenie, że nie byli szczęśliwi, gdy ktokolwiek z ich piątki rodzeństwa znajdował się w ich towarzystwie. A ta Zięba to już w ogóle go przerażała. Jej wzrok zawsze powodował u niego ciarki na kręgosłupie.
Gdy kulka mchu potoczyła się o kilka kroków za daleko, doszedł do wniosku, że znowu przyjdzie mu przeżyć starcie z jednym z nich. W duchu nazywał ich wyniosłymi sztywniakami. Rzadko kiedy widywał, żeby się bawili, a przy tym każdy ich ruch wydawał się przemyślany i wykonany z gracją. Jego zdaniem byli chodzącym przeciwieństwem spontaniczności.
Drobna kotka, siedziała nawet majestatycznie, jakby lekkie zgarbienie się miało kosztować ją życiem. Niespiesznie przerzuciła wzrok na jego zabawkę, znajdującą się blisko jej łap, a dopiero po tym przesunęła spojrzenie na niego — sprawcę, który zaburzył jej spokój.
— Podaj — mruknął Srebrny, trzepiąc uchem, swędzącym go od samego jej wiodku. Nie będzie ryzykował tym, że ta mu coś odgryzie. Jak dobrze pamiętał, na nią wołali "Lew". Dopytywał matki, co oznacza to słowo, a to skończyło się opowieściami o przerośniętych dzikusach.
— Do mnie mówisz? — spytała, krzywiąc nos z niezadowoleniem.
— A nio — odparł wesoło, zastanawiając się, jak tu ją podejść, by wyjść z tej konfrontacji cało. — O tiam, pszy tobie, to zielone. To meszek, kopnij do mnie, ploszę — mruknął, wpatrując się wyczekująco w utraconą przez niego rzecz.
Ruda zesztywniała, zerkając w osłupieniu na kulkę. Po chwili jednak odwróciła się do niego tyłem, olewając jego prośbę i zabrała się za mycie własnego futra.
Ta reakcja na moment zdezorientowała Srebrnego. Ci to jednak byli nieźli dziwacy, ale dobrze. On lubił to, co było nietypowe i odbiegało od normy.
Postanowił sam zaingerować pierwszy krok. Upewniając się, że ta nawiedzona Zięba siedzi znacznie dalej od nich, podszedł po swoją kulkę, złapał ją w pysk, a potem z całych swych kocięcych sił rzucił nią w Lew.
— Ploszę, tak to się lobi. To się nazywa "zabawa". To przykle, że nikt cię nie nauczył, ale nie maltw się, chętnie ci pomogę. Jeszcze wyzdlowiejesz z tego swojego sztywniactwa — obiecał, uśmiechając się szeroko.

<Lew?>