BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opal. Pokaż wszystkie posty

11 listopada 2023

Od Diamentowego Wąsa

    Znowu, kolejny raz snuła się bez sensu po terenach klanu burzy; jej uczeń, na całe szczęście, został już wojownikiem, toteż mogła powrócić do swojej monotonii. Nareszcie miała święty spokój, nikt jej dupy nie truł, nie miała żadnych obowiązków prócz chodzenia na patrole oraz polowania… Nic tylko, żyć i nie umierać.
    Diament bardzo szybko powróciła do swojej starej rutyny, mimo iż z początku desperacko starała się nawiązać kontakt z innymi kotami, tak teraz stwierdziła, że to jest pozbawione sensu oraz celu. W klanie burzy nie było nikogo, kto jakkolwiek ją zainteresował. No, może była Płonąca Pożoga, aczkolwiek od ich ostatniej rozmowy, kotki nie miały ze sobą zbyt wiele integracji, oprócz zwyczajnego “hej” i tyle.
    Niedawno poznała samotnika, choć raczej to samotniczka. Pierwsza dłuższa interakcja była z obcym kotem, zabawne, czyż nie? Zaśmiała się pod nosem, wracając na noc do obozu. Umorusana błotem oraz świeżą trawą.
    Nie będzie jej przecież żaden samotnik kraść jedzenia, co to, to nie. Nie ma bata, że przyzwoli na coś takiego, nawet jeśli była to tylko nędzna mysz. Z taką myślą obudziła się również kolejnego dnia, mimowolnie idąc w to samo miejsce, gdzie spotkała obcego dla niej kota.
    Skrzywiła się, widząc znajome, buro białe futro, migające jej przed oczami.
    Weszła z nią w krótką interakcję, nim przegoniła intruza.
    I tak przez kilka, może nawet kilkanaście dni Może nawet miesięcy…. Zadziwiało ją, jak bardzo ten osobnik był uparty, z czasem zaczęła ją witać nawet słowami “Hej gwiazdeczko”, czy innymi, dość drażniącymi zdrobnieniami.
    Diament z czasem zaczęła wyczekiwać na spotkanie z kotką, która miała dosyć… podobne spojrzenie na świat, który ich otaczał.
        — No i wiesz… patrzę się na typa a on.. — urwała, przełykając kęs królika. — Zaczyna do mnie z mordą startować, tylko dlatego, że ludzi lubię! Wyobrażasz sobie to?! No i- — ponownie zrobiła przerwę na uderzenie serca. — I usrał sobie, że koty o moim ślicznym futerku są gorsze czy coś.
Wywróciła ślepiami, nawet nie kryjąc irytacji. Diament natomiast milczała, nie bardzo wiedząc, cóż takiego ma jej odpowiedzieć, choć z początku bardzo chciała.
        — Te, wszystko git?
        — Tak, tak — burknęła, nawet nie patrząc na pysk kotki. W szylkretce były sprzeczne uczucia, z jednej strony chciała niezależności, szczególnie tej pod względem uczuć, nie miała ochoty później rozpaczać, bo odszedł ktoś drogi jej sercu. Z drugiej jednak miała wrażenie, jakby odnalazła bratnią duszę.
        — Muszę wracać — rzuciło sucho, nie na długo jednak Rumcajs wiedziała, jak przekonać tortie do czułości. Zagrodziła jej drogę swoim ciałem, nie pozwalając postawić łapy dalej.
Kilka uroczych słów a Diament całkowicie zrezygnowała z powrotu.
~*~
    Chodziła w kółko, słowa, które usłyszała od medyka, nie były pokrzepiające, chętnie zamieniłaby “gratulacje” na “mam zioła, jeśli ich nie chcesz”. Miała ochotę zwymiotować, z nerwów, z przejedzenia ze… ze wszystkiego. Z jednej strony łzy cisnęły się do oczu kotki, z innej zaś, wściekłość zalewała ją od środka, podsuwając myśli o wydrapaniu sobie brzucha.
    Małe, parszywe pasożyty.
    Spojrzała z obrzydzeniem na swój brzuch.
    Sytuację pogarszała jeszcze plotka, którą usłyszała. Róża miała zamiar pozwolić temu potworowi wyjść z dołu, który zapewniał im bezpieczeństwo. Tym bardziej nie miała zamiaru sprowadzać na świat kociąt, które narażone były na pożarcie przez tego dzikusa…
    W głowie nadal miała pytanie zadane przez Rumcajs - “Dlaczego właściwie żyjesz w klanie?”. Mimo to niepotrzebnie się nad nim zastanawiała, bez klanu by nie przeżyła, szczególnie teraz, gdy rosły w niej pasożyty.
    Nie czuła przywiązania do klanu burzy, od kiedy tylko jej matka łaskawie odbiła ją z wilczackiej niewoli. Może czuła nawet nienawiść do burzaków? Gdyby nie byli bandą tchórzy, to może by nie siedziała tam tyle.
    Wzięła głębszy wdech. No i była jeszcze Róża, z początku widziała ją jako dobry materiał na liderkę, tak jednak teraz była dla niej starą paranoiczką, która próbowała zagonić cały klan pod ziemię, niczym nędzne robaki.
    Im więcej o tym myślała, tym bardziej miała ochotę postawić łapę za znanymi jej terenami, chociaż bała się jak jasna cholera. Najbardziej martwiła się, że ona sama sobie rady nie da. Dzieciaki będzie mogła w razie czego podrzucić, chociażby do klanu klifu
    Postanowiła to jeszcze raz przemyśleć, dopiero za dwa dni miała się z nią spotkać. Miała więc czas.

21 sierpnia 2023

Od Diamentowej Groty do Różanej Przełęczy

 Owinęła się szczelniej ogonem, nie mogąc zasnąć. Kotka rzucała się z prawej na lewo, próbując zapaść w tak upragniony sen. Kolejny dzień nie ujedzie bez porządnego wypoczynku, już i tak pod jej oczami zrobiły się ogromne, ciemne wory, które wyglądały co najmniej obrzydliwie.
— Przestań się rzucać! Ja tu chcę spać! — syknął… ktoś. Zdezorientowana Diament nie potrafiła przykleić głosu do żadnej znanej przez nią kociej mordy. Wstała ciężko, ruszając do medyka po coś na sen czy też uspokojenie. Czuła, jak mięśnie odmawiają jej posłuszeństwa, ledwo poruszając wychudzonym ciałem.
Miała dosyć tego wiecznego zmęczenia, które ciągnęło się za nią niczym jakiś cholerny katar czy inne przeziębienie.
Stanęła przed wejściem, wbijając ślepia w śpiącą medyczkę. Nie chciała budzić jej ani młodej uczennicy, starczyło, że kilkoro wojowników nie mogło spać przez nią. Pamiętała, jak wyglądały czarne kulki, które jej dawała i gdzie leżały. Przynajmniej w teorii.
W praktyce nie mogła ich jednak znaleźć, więc chcąc czy nie, musiała wyrwać ze snu Wiśniową Iskrę.
Po powrocie do legowiska była spokojniejsza, ułożywszy się na swoim posłaniu z trawy, zasłoniła pysk ogonem. Nadal się rzucała, mając problemy z zaśnięciem, lecz teraz już mniej.

~*~

Wpatrywała się w sztywne już ciało matki złożone w grobie. Nie wiedziała co powiedzieć, co zrobić. Spięła każdy, nawet najdrobniejszy mięsień w swoim ciele, nie będąc w stanie jakkolwiek zareagować. Nie wiedziała, czy jest smutna, zła a może zawiedziona?
Liczyła, że jej matka wykona jakiś ruch, że będzie chciała z nią porozmawiać o… o tym wszystkim, co się stało i dlaczego tak ma ją w dupie a teraz… teraz leżała sztywna, pozbawiona życia w mogile, którą zaraz zakopią.
Diament odwróciła pysk, krzywiąc się z ból, ale i goryczy. Czuła, jak łzy powoli pchają się do jej żółtych oczu, zdradzając prawdziwe uczucia kotki.
Siedziała jak ciele przed grobem matki, nie będąc zdolną do wypowiedzenia żadnych słów, mimo że w jej umyśle kotłowało się od pretensji względem rudej liderki.
Że dlaczego teraz ich zostawiła.
Dlaczego w taki sposób.
Dlaczego nie naprawiła z nią relacji.
Czy faktycznie miała rację i ten zasrany Jeleń był ważniejszy?
Prychnęła, ryjąc pazurami w ziemię. Niby nadała jej imię po jednym z kryształów, o których opowiadał jej ojciec, jednakże szylkretowa wojowniczka nie umiała uwierzyć, że po tym wszystkim ta żywiła do niej jakiekolwiek ciepłe uczucia.
Mimo wszystko, na przemian z krzykami frustracji, w jej głowie przewijały się obrazy, wspomnienia z dzieciństwa, gdy matka była przy niej. Jak tuliła ją do siebie, mrucząc, że jest nieznośna, ale kocha ją ponad wszystko.
Dlaczego więc nie umiała zrobić tego teraz?
— Przynajmniej masz teraz święty spokój — mruknęła drżącym z emocji głosem. Przełknęła ciężką, gorzką gulę w gardle, która sprawiała, że wojowniczka niemalże się dusiła. Nie wiedziała, czy już powinna sobie iść, czy przynieść jakiegoś kwiatka albo nie wiem… skakać z radości czy coś. Zaśmiała się na żałosne położenie w tej sytuacji.
Może to i lepiej, przynajmniej nie będzie miała teraz robionych wyrzutów, jeśli pójdzie do nowej liderki z prośbą o zmianę imienia. Właśnie, może.
Różana Przełęcz była sympatyczną i całkiem w porządku kotką, więc nie powinna robić jej pod górkę. Tylko jakie imię miałaby przyjąć? Nie chciała być strumyczkiem, pagórkiem czy innym cholerstwem.
Nie chciała też imienia nawiązującego do matki. Diamentowy Tygrys, Diamentowa Smuga… oba brzmiały paskudnie i ni cholery jej nie pasowały.
Zawsze liczyła, że zostanie Wąsem… to brzmiało tak lekko, a przy okazji nawiązywało do jej długich wąsów, które zwieńczone były czymś, co przypominało krople.
— Tu jesteś — podniosła wzrok na byłą zastępczynię, już liderkę. Przez moment nie zrozumiała, o co chodzi, dopiero jak spojrzała w niebo, zrozumiała, była już noc i to zapewne od dawna.
— Jestem do czegoś potrzebna? — miauknęła spokojnie. Może trzeba było coś poprawić, naprawić czy przytargać… Chociaż Diament nie bardzo wiedziała, do czego zmęczona, osłabiona kotka mogłaby się przydać.
Westchnęła ciężko, ponownie wlepiając ślepia w grób matki, na którym złożono kwiaty. W cierpliwości czekała na odpowiedź Róży.

< Róża? > 

19 sierpnia 2023

Od Diamentowej Groty do Płonącej Pożogi

 Martwy królik obijał się o klatkę piersiową wojowniczki, brudząc jej jasne futro ciemną posoką. Jej żółte ślepia utkwione były w rytmicznie podrygujących ogonach wojowników, którzy razem z nią uczestniczyli w tym uroczym wypadzie poza obozowisko. Przez uderzenie serca myślała, że z jej oczu płyną łzy, zaraz jednak zrozumiała, że to zwyczajnie deszcz.
Kolejne krople wody spływały po jej ciele i wsiąkając w ziemię, tworząc przy tym błoto, które przylegało do łap tortie, brudząc nawet jej brzuch i mieszając się z krwią wypływającą z niemalże sztywnych zwłok królika.
Krok za krokiem, minęła krzaki, wchodząc do obozu, gdzie żadna żywa dusza. Rzuciła na stos drozda, którego pozbawiła głowy, królika jednak biorąc ze sobą.
Ciężkie kroki wojowniczki rozbryzgiwały błoto dookoła, aż ta nie znalazła się na suchym kawałku obozu. Płonąca Pożoga, która kryła się przed rzęsistym deszczem, podniosła głowę, wlepiając ostre spojrzenie w młodszą kotkę.
Diament upuściła swoją zdobycz przed kotką. Płomień uniosła brew do góry. Jej aparycję ciężko było opisać słowem lepszym, aniżeli “masakra”, deszcz sprawił, że szylkretowa, wyglądała niczym wypłosz. Jej futro przylegało do ciała, odsłaniając żebra, których tłuszcz jeszcze nie zdołał zakryć.
Smutne, przemęczone oczy niemalże idealnie komponowały się z żałosnym wyglądem kotki.
— Jak ci życie biegnie? Czy tam no… leci — skrzywiła pysk, gdy tylko zrozumiała, co uciekło z jej pyska. Nie od dzisiaj wiedziała, że wojowniczka nie ma już czucia w tylnych łapach a mimo to, tak czy siak potrafią spartolić prostą sprawę, jak zaczęcie rozmowy
— Jakbyś nie zauważyła, to niezbyt mi biegnie, czy też leci — Diament owinęła się kitą, ogrzewając ciało od chłodu, który bił od gruntu, Położyła po sobie uszy, no tak, znowu spaprała tak proste zadanie, jak zaczęcie rozmowy. Nic nie mówiąc, przysiadła się niedaleko wojowniczki, odrywając kawałek królika i przeżuwając jego mięso.
— Czemu to zawdzięczam twoją wizytę, czy też towarzystwo?
— Bo nie mam do kogo mordy otworzyć — burknęła oschle. — I uznałam, że możemy zjeść razem — dodała już ciszej, szykując się na wyśmianie przez córkę Żara.

< Płomień? >

Od Diamentowej Groty do Jeleniego Puchu

 Miała ochotę rzucić matce tą myszą w pysk, chociaż to Różana Przełęcz poprosiła ją, by rzuciła Puszkowi ją do dołu. Nie chciała tego robić, każda część jej ciała wręcz wrzeszczała NIE. Kotka jednak pokiwała głową twierdząco, nie chciała sprawiać zastępczyni problemu, miała do niej całkiem spory szacunek, toteż postanowiła wykonać polecenie.
No, a że w środku ją rozsadzało to zupełnie inna sprawa.
Jej myśli były bardziej pomieszane i skołtunione, aniżeli futro jakiegoś obdartego, śmierdzącego i zapchlonego samotnika. Tym bardziej uczucia, których sama nie rozumiała. To, że była wściekła na matkę i brata, to jedno, drugim było to, że wiedziała, iż matka jej nie kocha, trzecim, że… że właściwie to współczuła Puszkowi. Nikt nie zasługiwał na takie traktowanie, nawet kot, który zabrał jej całą miłość mamy.
Wyminęła się z kilkoma kotami, które zbierały się właśnie na popołudniowy patrol. Była cholernie zazdrosna, że to nie ona idzie a zamiast tego, musi nakarmić tego oszalałego dzikusa.
— Żarcie — mruknęła sucho, wrzucając do dołu mysz. Kocur dopadł do niej z pazurami, wlepiając we wojowniczkę nienawistne spojrzenie. Syczał na nią, praktycznie opluwając własny pysk.
Diament cofnęła się o kilka… wręcz kilkanaście kroków w tył, by czasem nie wpaść tam do niego.
Żołądek kotki zawinął się w supeł, zaś ona sama trwała w bezruchu, nim do jej uszu nie dotarły odgłosy pożerania zwierzyny.

< Puszek? >

Od Diamentowej Groty do Iskry

Dzień zaczął się pięknie, słoneczko świeciło, na niebie rozciągała się tęcza, która pojawiła się po kapuśniaczku, który spadł na klany. Wszystko zapowiadało, że akurat dzisiaj wszystko będzie super pięknie aż… aż nie usłyszała, jak jej matka mówi komuś, że idzie odwiedzić swojego ukochanego synalka.
Coś w niej zawrzało, a gardło kotki zalała potężna fala goryczy, wywołując odruch wymiotny.
Omiotła obóz wściekłym spojrzeniem, nim trzepiąc kitą niczym biczem - wybyła stąd, nim z jej pyska ulały się jakieś nieprzyjemne słowa.
Szła ciężko, jej kroku odbijały się echem po niemalże pustej polanie, jedynie trel ptaków odciągał jakkolwiek jej myśli od wszystkiego, co złe i negatywne.
Była wściekła na matkę.
Na brata.
Na klan wilka.
Na wszystko, co ją otaczało.
Ze złości walnęła w jakiś krzaczor łapą, roślina zaraz odwinęła jej się pięknie, haratając ostrymi kolcami pysk wojowniczki.
— NOSZ NA PRZODKÓW! — zawyła, niemalże zanosząc się płaczem.
Stała jak ciele. Zdezorientowana, w rozkroku i dysząc ciężko, próbując pojąć przy tym, do czego jej działania właściwie zmierzają. Pociągnęła nosem, powstrzymując łzy, które przez nadmiar frustracji oraz jej braku jej upustu, zbierały się niebezpiecznie w żółtych oczach wojowniczki.
Przetarła łapą pysk, zostawiając na futrze przedniej kończyny gile. Znowu się przebodźcowała.
Niefajnie.
Uspokojenie myśli… a przede wszystkim emocji, zajęło jej sporo czasu, nawet całkiem sporo można by rzec. Nie wróciła jednak do obozu, korzystając z tego, że już i tak wylazła, skierowała swoje kroki wprost pod most, który rozciągał się nad rzeką wpadającą wprost do morza.
Zamoczyła łapy, krocząc spokojnie po mieliźnie, czując, jak jej mięśnie powoli się rozluźniają, zaś ona uwalnia się od nieprzyjemnych nerwów oraz natrętnych myśli. Ciężko było określić to, jak się czuje, bo jednak sama Diament nie miała na to słów, acz zdecydowanie było to pozytywne doznanie.
Woda była zimna, acz nie przeszkadzało jej to, aby oglądać ryby pływające między jej łapami, gdy tak sobie spokojnie stała.
Odetchnęła głęboko, jednakże zamiast ulgi jej nos wyłapał zapach kotów. Kilku, chyba trzech czy czterech. Rozejrzała się szybko po okolicy, no tak, granica z owocowym lasem. Będzie przypał…
Jej żółte ślepia zatrzymały się na szylkretowej kotce stojącej może o dwa skoki zająca od niej, tuż przy samym brzegu rzeki.
— Em… hej? — przechyliła łeb, nie wyglądała groźnie, acz Diament musiała pamiętać, że w pobliżu były inne owocniaki. — Co masz taką minę jakby matka ci kojtnęła, hę?
Strzeliła sobie mentalnie w łeb. Kolejna rozmowa zepsuta. Świetnie.

< Iskra? >

16 sierpnia 2023

Od Diamentowej Groty

 Żółte ślepia wojowniczki obserwowały otoczenie, machając niespokojnie ogonem. Z każdym oddechem wyczuwała więcej zapachów. Tu królik, tam kurz na ciele uczniów… Wyciągnęła tylną łapę, drapiąc się za uchem, gdy jakieś robactwo znowu ją ugryzło.

Strzepnęła uchem, słuchając jak, kilka kotów zastanawiało się, czy “Puszek” wróci kiedyś do normalności. Cała otoczka tematu, jakim był jej zdziczały brat, doprowadzała ją do szewskiej pasji; wściekłość kipiała z kotki, gdy tylko ktoś ponownie zaczynał nad nim ojojać. W myślach kłapała ostrymi zębami, acz w rzeczywistości milczała, trzęsąc się z furii.

Nie tylko Puszek ucierpiał.

Nie tylko nad nim znęcano.

Nie tylko on był w niewoli.

Wiśniowa Iskrą sprawiała wrażenie, jakby nic nigdy się nie stało, jej życie wróciło do normalności, o co Diament była zazdrosna. I to bardzo. Ona sama chciała iść dalej, lecz średnio jej to wychodziło, co rusz wracała myślami do matki i brata.

Zabawne, że musiano ją porwać w wojnie, by zrozumiała, że dla Tygrys liczył się zawsze tylko ten cholerny Jeleń… że zawsze była tym drugim, gorszym dzieckiem, które sprawiało jedynie problemy i nie sposób było je wychować.

Łapała się czasem na myśli, czy matka ją jakkolwiek kochała. Nigdy jednak nie skonfrontowała swoich poglądów z rudą liderką, trzymała jednak gorycz głęboko, nie pozwalając jej odejść.

Podniosła zad, rozciągając zastałe mięśnie. Coś strzyknęło, coś zabolało, coś chrupnęło. Jeśli tak miałą wyglądać starość, to zdecydowanie wolała jej uniknąć. Niechętnie i ze znużeniem ruszyła w kierunku wyjścia z obozu, chcąc zaczerpnąć trochę świeżego powietrza.

Czując wzrok kilku kotów na sobie, prychnęła z irytacją. Nienawidziła tego, że patrzono jej na łapy przy każdym ruchu, bo była ruda; miała świadomość, że starczy tylko jeden zły ruch i zaraz trafi na listę “Piaskowej Gwiazdy i reszty”, dostając łatkę tyranki.

Bo jakby już nie miała etykiety zdrajcy i psychola…

Tylko dlatego, że posiadała na swoim ciele kremowe plamy. Nie zamierzała się kajać i chodzić ze spuszczonym łbem tylko po to, by udobruchać idiotów, którzy wypominali na każdym kroku, co rudzi zrobili klanowi burzy.

Nie oznaczała to, że znęcała się nad kotami z innym kolorem futra; po prostu nie miała zamiaru przepraszać za swoje istnienie, czego niektórzy chyba od niej wymagali.

Morska toń obmyła jej łapy, a przyjemny wiatr rozwiał i tak zmierzwione futro. Nareszcie mogła odetchnąć, zapomnieć trochę o problemach i po prostu rozluźnić wiecznie spięte mięśnie. Lubiła przychodzić do zatoki, brodzić między szuwarami w gorące dni.

Czasem uciekała myślami do planu odejścia z Klanu Burzy, opuszczenie rodzinnych stron, by zamieszkać gdzie indziej, brzmiało ekscytująco. Może tam poznałaby kogoś, kto nareszcie by ją docenił, dla kogo nie byłaby drugim wyborem, tym gorszym cieniem.

Nigdy nie mówiła tego otwarcie, lecz zaczynała doskwierać jej samotność, chętnie zamoczyłaby pysk w czyimś futerku, słuchając kojącego mruczenia. Dorosłość rozbudziła w niej też jakąś chęć gdybania, co by było, gdyby ojciec żył i dołączył do klanu, gdyby postanowiła zostać w klanie wilka… Może i było to w pewnym sensie bezcelowe, bo jednak koniec końców do żadnych wniosków.

Rzuciła zaciekawione spojrzenie w stronę klanu nocy, wychodząc z wody.

Nie, chyba nie dzisiaj.

11 sierpnia 2022

Od Diamentu DO Leśnej Łapy

Kamienna Gwiazda popsuła jej zabawę. Kocica odniosła młodą do matki, pierdoląc coś, że powinna pilnować swoich dzieciaków, bo nie mogą bawić się na stosie ze zwierzyną. Pf, też coś! Nie będzie jakaś stara, spróchniała, trzęsąca się rura rozstawiać jej po kątach. Durna baba. Diament wręcz nie mogła się doczekać, aż to jej matka, Tygrysia Smuga, zostanie przywódcą.
Zemsta została więc wcielona w życie.
Skoro ta starucha, niszczycielka dobrej zabawy i pogromczyni uśmiechów dzieci, zamierzała bawić się w taki sposób, to dobrze. Diament wymknęła się, gdy ruda przysnęła na moment, wymęczona wcześniejszymi pytaniami z gatunku "a po co, a jak, a dlaczego".
Śnieżyca na chwilę się uspokoiła, dlatego też podreptała szybko do legowiska, w którym zrobiła wcześniej rozpierduchę.
Weszła na w miarę uporządkowane posłanie, skupiając się na pewnej rzeczy.
Gdy zostawiła śmierdzącą niespodziankę, natychmiast przykryła ją resztkami posłania, wracając do kociarni, przed którą usiadła.
Młoda obserwowała kierującą się w jej stronę rudą posturę, która przypominała bardziej worek kości aniżeli prawdziwego kota. Ślepia jak u jakiegoś szczura przeszywały kociaka na wskroś.
— Co robiłaś w legowisku liderki? — rzucił uczeń jakby od niechcenia. Dało się jednak słyszeć w jego głosie nutę zainteresowania poczynaniami tortie. Ta pogładziła łapką futerko na swej klatce piersiowej.
— Naslałam — miauknęła dumna ze swojego śmierdzącego dzieła. Napuszyła futerko wbijając ślepia w rudego. — No cio? Nic mi nie zlobi. Mama to zastempca. Poza tym, do płoda mnie nie cofnie — mówiąc to, nawiązała do Żaru, o którym opowiadała matka. Kocur ponoć nabroił i pani lider cofnęła go rangą.
Leśna Łapa zamrugał parę razy, zaskoczony.
— Serio? — mruknął po chwili, obdarzając ją zaciekawionym spojrzeniem.
— No — odparła, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie, zaś uczeń stojący tuż przed nią był po prostu debilem. — Mama to zastempca. Obroni mnie — wzruszyła barkami. Tak to się kończy jak jakaś stara, czorna baba z kijem w dupie będzie jej mówić gdzie może się bawić, a gdzie nie.

< Las? >

09 sierpnia 2022

Od Diamentu DO Gepardziej Łapy

 Lepszej pory roku na zawitanie na tym świecie wybrać sobie nie mogła - czarne, przegniłe liście w koronach drzew były widoczne nawet w świetle księżyca. Parszywy chłód nocy wdzierał się do każdego z legowisk, nawet nie mając zamiaru dać chwili wytchnienia wojownikom, uczniom a nawet i kociakom od mrozu jaki panował za dnia. Diament miała wrażenie, że w ciągu nocy było jeszcze zimniej, dlatego też starała się przesypiać ją ciągiem, skryta w ciepłym futrze matki, tuż obok jej brzucha.
Tym razem było podobnie, kolejny, zimniejszy dzień, który odmrażał młodej końcówki uszu i siedzenie z dupą w jednym miejscu, bo matka nie pozwalała jej nigdzie wyjść.
To nie tak, że Diament nie kochała swojej rodzicielki, Tygrysia Smuga była dla niej wszystkim, jednak nie zmieniało to faktu, że ruda bywała czasem niszczycielem dobrej zabawy, pogromcom uśmiechów dzieci.
— Przywitajcie się dzieci, mamy gościa — Diament wbiła niebieskie ślepia w postać, która stojąc w wejściu otrzepywała się ze śniegu.
No tak, przecież na zewnątrz szalała prawdziwa burza śnieżna, która zmiotłaby z planszy niejednego dorosłego.
— Siemanko — zamruczała radośnie, czekając aż obcy powie cokolwiek. — Jestem Diament a ten grubas, co tam leży to Jeleń — przedstawiła się niezbyt grzecznie, lecz pamiętała, że aby zachować kulturę trzeba powiedzieć komuś swoje imię... czy jakoś tak. Wiedziała, że w razie czego matka ją poprawi.

< Gepard? >

Od Diamentu DO Kamiennej Gwiazdy

 Matka wybyła. Młoda nie miała zielonego pojęcia gdzie, lecz do dla niej był sygnał do samowolki do potęgi entej. Jeleń już zaczął żałować, że nie poszedł z rudą, gdy tylko Diament próbowała go upolować. Maluch kwiknął, odtrącając siostrę swoimi grubymi, krótkimi łapkami. Ta westchnęła ciężko, przewracając ślepkami.
— Jak nje chcesz się bawić, to sobie idem — bąknęła i unosząc dumnie ogon ku górze, zostawiła braciaka samemu sobie, a żeby zgnił czy tam przeżarł się. Zależy co wolał.
Śnieg zgrzytał pod jej łapkami, gdy dziarsko parła do przodu. Co jakiś czas kichała cichutko, jednakże całą sytuację i odmrażanie sobie zadka rekompensowały spadające płatki śniegu, które raz po raz starała się łapać.
Całe szczęście większość kotów była na patrolach bądź treningach, zaś cała reszta grzała tyłki w legowiskach. Tylko pojedyncze pary oczu obserwowały rozbrykanego kociaka, hasającego po sercu obozu.
Jej błękitne ślepka wyłapały sylwetkę Kamiennej Gwiazdy, która opuszczała swoje legowisko. Zaspana kocica, która sprawiała wrażenie, jakby niezbyt dobrze sypiała, udała się w stronę wyjścia z obozu.
Nad głową Diament zapaliła się żarówka z pomysłem. Niewiele myśląc, doczłapała się do legowiska czarnej, wchodząc do środka.
— Ale śmieldzi — stwierdziła, marszcząc nochal. Do tego jaki burdel! Syf kiła i mogiła! No, no, no! Diament nie mogła pozwolić, by ich liderka spała w takich warunkach, toteż czym prędzej zabrała się za przerabianie aranżacji wnętrza.
Szkoda tylko, że ta jej aranżacja to było rozpierdalanie wszystkiego, co była w stanie chwycić w zęby. W taki właśnie sposób z dymem poszło legowisko czarnej, które walało się teraz w strzępach oraz izolacja od ziemi, zrobiona z trawy czy tam innego cholerstwa. Wręcz istny armagedon. Do tego młoda naznosiła jeszcze śniegu, toteż we wnętrzu zrobiła się wielka, mokra i śmierdząca breja.
Będąc w ferworze swojej artystycznej twórczości, nawet nie zwróciła uwagi, gdy właścicielka legowiska wróciła. Tortie odwróciła się w jej kierunku, gdy usłyszała kaszlnięcie.
— No co tam, stalucho — uśmiechnęła się promienne, zaś z jej pyszczka wypadł kawałek legowiska.
 
< Kamień? >

Od Diamentu DO Jelonka

 Młoda bawiła się wręcz przednio, ganiając za puchatą kitą matki, która poruszała się po ziemi, zbierając kurz i pyłek, jednak będąc też idealnym obiektem do polowania na niego. Kulki mchu były przereklamowane! Po co bawić się jakimś nieżywym badziewiem, skoro ma się ogon mamy! Jeleń zajęty był bawieniem się w coś, co nazywał "Łowieniem lybek" a co dla młodej kotki było cholernie nudnym zajęciem.
Nie miała zamiaru spędzić praktycznie całego dnia, ślęcząc w jednym miejscu tak, jak rudzielec. Porównując rodzeństwo można było sądzić, że Jeleń zżera całe mleko tortie, dlatego jest taka chuda w porównaniu do niego.
Na szczęście wręcz przeciwnie, oba maluchy pochłaniały tą samą, ogromną ilość białego płynu. Różnica była jednak taka, że Jeleń tego nie spalał ale Diament już tak.
— Może pójdziesz pobawić się z bratem? — Tygrys westchnęła ciężko, gdy ostre kiełki wbiły się w jej ogon. — Powinniście spędzać więcej czasu razem, skarbie. Jesteście rodzeństwem.
Diament skrzywiła się. Nie chciała bawić się z bratem, zdecydowanie bardziej wolała zając się sobą samemu. Fakt, że byli jedynymi kociakami sprawił, że młoda doskonale nauczyła się spędzać czas sama ze sobą.
— Chociaż spróbuj, kochanie.
Tortie wywróciła ślepiami. Dobra. Spróbuje pobawić się z tym ciapciakiem tylko dlatego, że mama ją ładnie poprosiła.
Podeszła do rudego, obserwując jego poczynania, nim ostentacyjnie popchnęła go łapą, aż Jelonek wylądował spasionym brzuchem do góry, wiercąc się, gdy próbował się przekręcić.
— No zarycz no — rzuciła jakby od niechcenia, obserwując brata.
 
< Jeleń? >

Od Diamentu do Tygrysiej Smugi

 Odkąd Diament nabyła umiejętności poruszania się, dni w kociarni zaczęły mijać jej zdecydowanie radośniej. Nie była już ograniczona do przesiadywania w jednym miejscu na mchowym legowisku obok matki, nic więc dziwnego, iż każdego dnia zaraz po przebudzeniu rozpoczynała ekspedycje po jaskini. Z początku krążenie po żłobku zaspokajało jej przygodowe wymagania - w jednym miejscu odnalazła nawet superową kryjówkę do zabawy w chowanego! Ale z biegiem czasu i to nie wystarczało, by zadowolić energicznego gówniaka.
Tortie podniosła wzrok na rodzicielkę, która znowu gapiła się w jedne miejsce w zadumie. Marszcząc nosek, przysunęła się bliżej rudego brzucha, w który wtuliła się bez większego namysłu. Tygrys nawet nie zareagowła na córkę, która usilnie domagała się jej uwagi.
— Mama bajkę — miauknęła oburzona postawą rodzicielki. Ta jednak nawet nie drgnęła. Czyżby zasnęła z otwartymi ślepiami? No nie możliwe! Diament nadęła policzki, nie ma wała, że da się tak traktować!
Niewiele myśląc otworzyła mordkę, w której pokazały się już ostre, bielutkie kiełki, które zalśniły w słońcu. Ryjąc pyszczkiem w futerku odszukała sutek matki, którego ugryzła z całe siły.
Tygrysia Smuga podskoczyła z bólu, natychmiast zwracając uwagę na małego gluta, który go wywołał. Diament uśmiechała się jednak niewinnie z ubrudzoną od mleka mordką.
— Mama bajka — powtórzyła ponownie, tym razem dosadniej.

< Tygrys? >

15 października 2016

Od Opal CD Pokrzywowej Łapy

Wyszłam z ogródka, by coś upolować. Las był najlepszym miejscem. Cichym, bez innych kotów... I tu się trochę pomyliłam. Zauważyłam jakiegoś kocura. Tak, kocura. Nieszczególnie za nimi przepadam...
- Hej! Co ty tu robisz? Nie należysz do klanu klifu, więc do jakiego klanu należysz? - Zapytał. Popatrzyłam na niego mrużąc leniwie oczy. Jakie klany? O co tu chodzi? Pomyślałam.
- Bawisz się z innymi kolegami czy co? - Syknęłam.
- Nie, należę do klanu klifu. - Powtórzył.
- Jakiego proszę? Jakie do jasnej klany? - Prychnęłam. Od razu rozpoznałam, że to nie będzie przyjaciel. Cofnęłam się o krok.
- Jak możesz tak mówić! - Wysyczał. Popatrzyłam na niego leniwie.
- Yyy... Mogę? - Zapytałam, a raczej stwierdziłam. Denerwowały mnie takie osoby. Wyciągnęłam pazury by wyglądać groźniej.
- No tak, taki prosty kotek jak ty nigdy nie zrozumie. - Uśmiechnął się niemile. Naprawdę działał mi już na nerwy. Machnęłam w jego stronę łapą, dając znak, że już nie będę taka miła. On miał na mnie ZUPEŁNIE wywalone i nie obchodziło go, czy dostanie zaraz od moich pazurów, tak jakby był pewny, że nie jestem zagrożeniem.

<Pokrzywowa Łapo? XD>