BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poranna Łapa x Szepcząca Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poranna Łapa x Szepcząca Łapa. Pokaż wszystkie posty

03 grudnia 2023

Od Szepczącej Łapy (Szepczącej Pustki) CD. Porannej Łapy (Porannego Zewu)


- Auć, jak agresywnie - Szept skrzywił nieco pyszczek, jakby urażony, chociaż nie było w jego głosie zbyt wiele negatywu, raczej tylko ten wytworzony specjalnie - O! Już wiem, zgubiła panienka dobry nastrój, aj ciężko teraz będzie go znaleźć tam u wilczaków. W końcu też tak daleko wylądowałaś... Cóż za dramat, dwa odrzutki z dala od reszty - miauknął z teatralną nutą czekając na więcej ciekawych reakcji.
- Nie martw się, mamy dobrego humoru pod dostatkiem. Nie marnujemy go jednak na takich, jak ty - prychnęła ponownie. - Widzę tu też tylko jednego odrzutka i bynajmniej nie jestem to ja - dodała, mierząc go wzrokiem dla dodatkowego efektu. - Może trzeba ci pomóc znaleźć mamusię, co? Zgubiłeś się i dlatego tak tu smętnie siedzisz?
- O tak, mogę zobaczyć. Szczególnie patrząc na twoją postawę. To takie rodzinne? - Tu jakby od niechcenia zakreślił "koło" wskazując na uczennicę, na pytanie o zgubienie przyjmując trochę obolały wyraz. - I tak, proszę, wręcz wariuję z niepokoju - miauknął teatralnie, ostentacyjnie przy tym zmieniając pozycję na bardziej w stylu ,,lenistwo i wygoda wychodzi na wierzch" z błogim wyrazem pyska.
Słysząc wzmiankę o jej rodzinie, kotka bezwiednie zjeżyła futerko na plecach, na co na pysku Szepta pojawił się na moment krzywy uśmiech. 
- Hmm... Po chwili namysłu stwierdzam, że jednak ci nie pomogę. Może jak tu tak zostaniesz, znajdzie cię jakieś stworzenie wystarczająco duże, by cię zjeść... - miauknęła, teatralnym gestem siadając na krok od wyznaczonej przez zapachy wojowników granicy. - Ale wiesz, to nic osobistego. Po prostu jest coraz ciężej ze znalezieniem pożywienia, inne zwierzęta pewnie też mają z tym problem. Albo ty, albo jakiś inny głupi kociak, ktoś pewnie i tak zostanie zeżarty.
- Co za okrucieństwo, by pomocy zagubionemu odmawiać. Jeszcze przy tych drapieżnikach... Jesteś pewna, że możesz sobie tak sama chodzić? Ostatnio widziane były w okolicy lisy... - Mruczał, przeciągając naturalnie wyrazy, przy ostatnim zdaniu patrząc wprost w pysk rozmówczyni, z jakimś ostrzejszym błyskiem ostrzeżenia... jednak czego ono tak naprawdę dotyczyło? Zaraz jednak zniknęło, a na pysk kocura znów zawitał rozluźniony wyraz - Ostatnio chyba jakiś wędrował w waszą stronę... radziłbym pilnować żłobka
- Nie wiem, jak u was... - zaczęła z pobłażliwym uśmiechem. - Ale u nas wojownicy są właściwie wyszkoleni. Wątpię, że temu lisowi, jeśli rzeczywiście istnieje, uda się dostać do obozu. Nie mówiąc już nawet o żłobku, do którego się nawet nie doczołga. - Wyprostowała się z dumą. - Ja też się nie ociągam podczas swoich treningów, więc głupi futrzak mi nie straszny - zaznaczyła.
- Hmm? A ja myślę, że byłaby z ciebie ładna, napuszona wyściółka po zetknięciu z takim... Bardzo chętnie widziałbym je jako część mojego legowiska. - mruknął, układając podbródek na swojej łapie, patrząc w stronę rozmówczyni z... dość prostym do odczytania wyrazem, w którym wręcz można było odczytać obraz jej zabitego przez lisa ciała. - Poza tym my, mamy się świetnie. Z resztą, jak możesz zauważyć, na właściwym modelu - wyciągnął łapę w górę, ze swoim błyszczącym białym futrem, na co kotka prychnęła, nie kryjąc pogardy, którą odczuwała względem kocura, którego miała przed sobą.
- Patrzę na ten model i nie widzę nic poza obrazem nędzy i rozpaczy. To nie wróży zbyt dobrze na temat całokształtu klanu. - Uśmiechnęła się półgębkiem, po czym nachyliła się konspiracyjnie ku niemu. - Jeśli zaś chodzi o futro jako część legowiska, powiem ci tak: miałam przyjemność spać na takim i uważam, że to najlepsze, na czym można odpoczywać. Ale nie bój się, nie skończę jako futerko. A już na pewno nie takie, którego mógłbyś dotknąć.
- Cóż, w wasze kanony piękna już nie wnikam, chociaż patrząc na twoją ocenę wątpię, by jakiekolwiek istniały - Rzekł jakby od niechcenia. Jeśli chodzi o samo nachylenie, nie miał zamiaru się cofać, pf, jeszcze czego! Niemal wystawił swój nos u niej, uśmiechając się spod przymrużonych oczu. 
- Ajć brak gustu i jeszcze posiadacze kocich futer! Niech zgadnę, jecie swoich kolegów na śniadanie? - zagderał, unosząc brew. Jej uśmieszek poszerzył się nieznacznie, kiedy rozmówca również się ku niej zbliżył. 
- Kolegów? - sapnęła z przerysowaną urazą. - Nie wiem, co wy robicie swoim kolegom, że masz takie podejrzenia co do nas, ale nie wnikam. Nie, nie zjadamy kolegów. Ale wrogów... Powiedziałabym ci, ale wtedy sama musiałabym cię zjeść - wyszczerzyła się.
- Obawiam się, że nie byłbym zbyt smaczny. Co prawda, jasne, futro byś mogła gdzieś powiesić jako śliczną ozdobę, ale mięso? - wyciągnął ku niej wcześniej pokazaną łapę, jakby chciał by ta oceniła towar - Nie uważasz, że byłoby zbyt żylaste? Chociaż kto wie, w jakich tam przysmakach gustujecie, może już ząbki są przystosowane... 
Przyjrzała się wyciągniętej ku niej łapie, po czym pokręciła głową z miną eksperta z wieloletnim doświadczeniem.
- Hmm... Nie, nie byłoby z ciebie dobrego pożywienia. Ale jak będziemy bardzo zdesperowani, to się do ciebie odezwę - mruknęła. - Co do futra... Musiałabym dotknąć. Wiesz, wygląd to jedno, ale najważniejsze jest to, jaka jest w dotyku - kontynuowała tonem znawcy. - Obawiam się więc, że nie dobijemy dziś targu. Nie chcę sobie pobrudzić łapek dotykając czegokolwiek, co z Klanu Burzy.
- No wiesz co? - obruszył się, jak oparzony składając wyciągniętą łapę - Wręcz przeciwnie! Przy takim dotyku nasz piękny wrzosowy okaz zostałby jeszcze zarażony tam... cokolwiek roznosicie - pomachał łapą w stronę kotki.
- Cokolwiek roznosimy? Masz na myśli zajebistość? Tak, tego rzeczywiście może wam brakować. Tylko szkoda, że przez to, jak u was smętnie, macie tak złe opinie o porządnych kotach - teraz nadeszła jej kolej na udawanie dotkniętej do żywego niesprawiedliwością rozmówcy.
- O nieeee, mam na myśli tą jakąś tajemniczą aurę sztywności i mHroku... to tak specjalnie? To jakieś uczulenie na słońce? - gderał 
- Spokojnie, jedyne uczulenie, z jakim się zmagamy, to to na takich, jak ty – odparowała, po czym teatralnie zakaszlała. - Widzisz? A poza tym, mrok, zajebistość, prawie to samo. Tylko że oczywiście Burzaki nie są w stanie tego zrozumieć. Ale to już wasz problem — uśmiechnęła się z udawaną słodyczą. - Ale spokojnie, podobno różnice międzyklanowe  można czasem zlekceważyć, więc przymknę oko na twój ewidentny brak pojęcia o tym, jak należy się prezentować.
- Prezentować? - powtórzył niby z lekko ukrytym obruszeniem pod zwyczajną ciekawością, po czym usiadł. Nienagannie, prosto, wcześniej otrzepując wszelkie listki które by się przyczepiły do jego futra. Jeszcze przejechał językiem po kilku miejscach, gdzie się futerko zmierzwiło, a chwilę potem na pysku ucznia pojawił się inny rodzaj uśmiechu niż dotychczas, podczas gdy kotka spoglądała na te zabiegi z rozbawieniem. Lekki, z jakąś małą ilością wyższości, która nie była tak oczywista i nachalna jak w innych przypadkach. Było tu coś bardziej wyniosłego i dostojnego. 
- A więc niech Pani pozwoli, że się przedstawię. Na imię mi Szepcząca Łapa, obecny uczeń i przyszłość Klanu Burzy. Pragnie Pani wybaczyć moje wcześniejsze zachowanie, widocznie temperatura źle na mnie podziałała - skłonił lekko głowę z uprzejmością. Ominął fragment, gdzie powinien powiedzieć czyim jest dzieckiem. Mimo wszystko nadal miał przed sobą Wilczaka, któremu nie ufał.
- Ale ty wiesz, że te szybkie poprawki nic nie pomogą przy całych księżycach przesiąkania smrodem Burzaków? - mruknęła, nie będąc w stanie powstrzymać się przed kolejnym przytykiem. Szept to jedynie zbył strzepnięciem ucha - No ale dobrze, Szepcząca Łapo, nie mogę pozostać ci dłużną, bo zaraz uznasz mnie za niewychowaną i takim też określisz cały mój klan - prychnęła. - Mnie na imię Poranna Łapa. Jak się łatwo domyślić, również uczennica. Przyszła duma Klanu Wilka. - Wyszczerzyła kły w pełnym pewności siebie uśmiechu. - Powiedziałabym, że miło mi cię poznać, ale nie lubię kłamać.
- A czy kłamstwo w takich sytuacjach nie jest też częścią wychowania, moja droga? - zapytał lekko, po czym przyłożył łapę do piersi, skinając lekko głową - Tak więc, pozwól mi powiedzieć, że mnie jest niezwykle miło z możliwości poznania nowej osoby - tu przerwał, podnosząc wzrok z szerokim uśmiechem - Całkiem szczerze~

<Poranek?>

26 września 2023

Od Porannej Łapy CD. Szepczącej Łapy

Szczerze mówiąc, Poranna Łapa sama nie wiedziała, co robiła tak daleko od obozu. Wyszła tylko na krótki spacer po treningu, by odreagować po kolejnym dniu denerwowania się na jakże wybitną odwagę jej mentora. Im większa i silniejsza się stawała, tym bardziej drżał, wydając jej polecenia. Myślała, że mają to już za sobą, że tworzą jakąś cholerną mistyczną więź. Gówno prawda. Wroni wciąż był tchórzem i przeciętnym mentorem, nawet jeśli miewał swoje przebłyski kompetencji. 
Gdzieś po drodze zobaczyła zająca. Takiego dużego, dorosłego, całkiem tłustego zająca. Zaczaiła się więc na niego i już prawie go miała, kiedy jak ten ostatni dureń wdepnęła na gałązkę i posiłek dla członków jej klanu piorun strzelił. Oczywiście próbowała go gonić, ale szarak nawet ze swoją nadwagą miał niezłą parę w łapach i po długiej gonitwie zmuszona była się poddać. Klęła w niebo, zbierając siły po pogoni. 
Potem szukała jakiegokolwiek źródła wody. Była zmachana, język miała suchy jak wiór, byłaby gotowa wypić nawet najbardziej obrzydliwą ciecz na świecie, jeśli tylko mogłaby ugasić jej pragnienie. Jakimś cudem dodreptała do płynącej wody. Teraz nie dziwiła się już, że język chciał jej uschnąć i odłamać się od pyska. Biegła za tą pokraką przez większość terenów swojego klanu. 
Przy wodzie spędziła kilka dobrych chwil. Gdy ugasiła już pierwsze, największe pragnienie, pomoczyła łapki, napiła się jeszcze trochę, ogólnie rozkoszowała się przyjemną wodą, kontrastującą swoim chłodem z panującym wokół upałem. W końcu jednak uznała, że to najwyższa pora, by wracać. 
Uznała, że drogę do Potwornej Przełęczy pokona idąc blisko granicy z Burzakami. Nigdy w końcu nie wiadomo, czy te kanalie czegoś nie knują. Może udałoby jej się coś podsłuchać czy zobaczyć. Z tego, co o nich słyszała, mogli być na tyle głupi, by snuć jakieś swoje plany niedaleko granicy z innym klanem. 
Ich zapach drażnił jej nos, ale była wytrwała. Pokonywała krok za krokiem, aż nagle ogólna woń klanu zaczęła odsłaniać jeden konkretny zapach. Gdzieś w okolicy czaił się jakiś członek Klanu Burzy. Szła dalej przed siebie, od czasu do czasu rozglądając się dyskretnie. Nie chciała dać po sobie poznać, że wie o obecności innego kota. 
Drań dobrze się skrył. Zauważyła go dopiero wtedy, kiedy jego zapach już pchał jej się do nosa tak uporczywie, że tylko za sprawą jakiegoś cudu nie zaniosła się salwą kichnięć. Od razu, gdy na niego spojrzała, zmuszona była stłumić w sobie prychnięcie. Uczniak, prawdopodobnie w jej wieku. Zerowe zagrożenie. 
Obserwowała go, gdy się podniósł i rozejrzał. Tchórz, sprawdzał, czy w pobliżu nie było żadnego jej pobratymca. Ona nie czuła takiej potrzeby. Miała bardzo czuły nosek, który by jej chyba odpadł, gdyby znalazła się w pobliżu nie jednego, a dwóch czy więcej Burzaków. A nawet jeśli nos miałby ją mylić, nie miała nic przeciwko zabawie w zapasy czy berka z tymi niedojdami. 
Burzowy smarkacz oparł głowę na łapach i uśmiechnął się szeroko. Zatrzymała się więc i wbiła w niego przenikające spojrzenie swoich żółtych oczu. Niech mu się nie zdaje, że zamgli jej oczy swoim krzywym uśmieszkiem. Wiedziała, że ktoś, kto tak śmierdzi, nie może przynieść nic dobrego. 
— Sierotka coś zgubiła? — spytał, przemieniając swój uśmiech w durny wyraz zaciekawienia i przekrzywiając głowę. 
Przez chwilę rozważała prychnięcie i odejście od tego szkodnika w kocim ciele. Uznała jednak, że i tak nie ma nic ciekawszego do roboty, a powrót do obozu może jeszcze trochę poczekać. 
— Powiedziałabym, że chęć do rozmowy z tobą, ale trudno byłoby zgubić coś, czego nigdy się nie posiadało — mruknęła, mierząc kocurka wzrokiem. 
Był od niej wyższy, ale gorzej zbudowany. Prawdopodobnie nie musiałaby użyć nawet połowy swojej siły, by złożyć te jego idiotyczne patykowate nogi wpół, gdyby się do niej sadził. Na pewno był od niej szybszy, ale gdyby postawił choć jedną łapę na jej terenach, nie zamierzała dać mu czasu na ucieczkę. Zaatakowałaby go bez chwili wahania. Nie tolerowała kanalii po swojej stronie granicy. 
Ale Burzak wciąż leżał spokojnie u siebie, a w jego oczach widać było pobłażliwe rozbawienie nią. Miała ochotę wydrapać mu te zielone patrzałki, ale musiała zdusić w sobie te żądze. Nie zamierzała wkraczać na jego tereny. Po co miałaby brudzić sobie łapki beznadziejną ziemią Burzowych? 
— A ty co? W obozie znudzili się patrzeniem na taką pokrakę i kazali ci spać jak najdalej od reszty? — prychnęła, patrząc na niego (dosłownie) z góry. 
Skoro chciał słownej przepychanki, to proszę bardzo, będzie ją miał.
 
<Szepcząca Łapo?>
[trening wojownika; 708 słów]
[Przyznano 14%]

03 września 2023

Od Szepczącej Łapy do Porannej Łapy


Od śmierci Ruczaja kręcił się smętnie po otoczeniu. Był cichszy niż zazwyczaj, jednak jak się odzywał, zdawał się być taki sam jak wcześniej, z tą różnicą, że czuło się pewien odstęp, jaki wytwarzał. Barierę, którą postawił między sobą a innymi. Okazało się jednak, że ból minął niezwykle szybko, więc to nie z jego powodu czuł się źle. Czuł się źle, ponieważ go nie czuł. Bo w końcu, zginął mu brat, nie powinien dłużej przechodzić jakiejś żałoby? Tydzień wystarczył, by przestać dostawać narastającej guli w gardle, przestać czuć nieprzyjemne ciepło w oczach i przestać się przejmować wspomnieniami jego imienia. Tak to powinno wyglądać? Było to odpowiednie? Pytania kłębiące się w głowie były głośniejsze niż zazwyczaj. Cały wir głosów, które zaczynały coś i przerywały bez kończenia sentencji, tańczyły w jakimś nie do końca rozgarniętym układzie, raz się pojawiając, raz znikając. A teraz doszły jeszcze uporczywe myśli na temat Ruczaja, przez co zdawało się, że srebrny nie słyszał nic poza własną głową. Nie trawił bólu pod postacią fizyczną, ale jak się okazało, ból psychiczny jest jeszcze gorszy, bo nie dało się nałożyć żadnego opatrunku, czy wyjąć kolca, by już nie bolało. Słońce już zeszło ze swojej najwyższej części na niebie, kierując się w stronę zachodnią, jednak jeszcze daleko jej było do całkowitego ukrycia, więc zielonooki postanowił znaleźć jakieś schronienie przed żarem i duchotą, a gdy tylko zobaczył znajomą granicę, zaraz ostatni kawałek przemierzył truchtem, by schować się w cieniu, cóż, niezbyt żywych drzew. Smród wilczaków uderzył go w nos, jednak nie miał zamiaru zbliżać się do granicy bardziej niż to konieczne, ciesząc się z kawałków drewna, które istniały sobie po ich części. Gdzieś za nim połyskiwał w pełnym słońcu szkielet potwora, co do którego zdołał się przekonać, że niezwykle szybko się nagrzewa, co tylko go odciągało od pomysłu ułożenia się pod nim. Uprzątnął sobie dość pobieżnie wybrane miejsce z patyczków, pozostawiając jedynie niskie krzewinki i mech które dzięki swojej młodości były świetną poduszka, po czym ułożył się nich, wręcz padając w zielone objęcia. Ał. Poruszył się jeszcze przez dyskomfort spowodowany resztkami patyczków, których jednak nie chciało mu się wyjmować. Wolał uznać, że ich tam nie ma. ĄĄąąąm…. siła umyysłuu, jedność z naturą i tak dalej. Leżał tam tak nieruchomo przez tyle czasu, że wcześniej spłoszone ptaki rozpoczęły na nowo swój śpiew, a po jego ogonie przemieszczał się żuk, idąc w poprzek jak po moście. Zapach wilczaków się nasilił, jednak z początku całkowicie to olał, do momentu, w którym ptaki ucichły, a wśród odradzającej się ściółki coś zaszeleściło. Kocur leniwie otworzył oczy, obserwując otoczenie. W końcu jeśli to jakiś dorosły, to wolałby się nie ujawniać. W ostateczności zawsze mógł rzucić jakimś kijkiem w wilczakową mordę i uciec, tyle, że i tak zostawało ryzyko poranienia i śmierci… w końcu mówimy o Wilczakach. No i nie był fanem walki. Ukrył więc swój oddech, czekając, aż możliwe “zagrożenie” minie. Tylko, czy odgłosy łap nie brzmią zbyt lekko jak na dorosłego kota? Zmarszczył brwi i uniósł lekko głowę, po czym niemal zdławił w sobie chęć głębokiego westchnienia ulgi. Toż to był przecie gówniak w tym samym wieku chyba! Zaraz rozejrzał się dokładnie, a nie widząc żadnego innego wilczaka w pobliżu, oparł głowę na łapach, pozwalając by na pysku pojawił się szeroki uśmieszek. 
- Sierotka coś zgubiła? - pyta, ścierając swój wcześniejszy wyraz, zastępując go czystym zaciekawieniem, w akompaniamencie przekrzywienia lekko główki. Był u siebie, czuł się bezkarny, a szukał zajęcia. Zaczepienie losowego kota na granicy nie jest raczej niczym, co uznane by było za atak z jego strony. W końcu zachowuje się przyjaźnie, prawda? Prawda? 

<Poranek?>

[585 słów]
[Przyznano 12%]