BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zorza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zorza. Pokaż wszystkie posty

08 lipca 2025

Od Zorzy

Daleka przeszłość, za czasów życia z dwunożnym

— Siostrzyczko, na co tak patrzysz? — miauknęła Imai, podchodząc do starszej siostry, która stała przy oknie. Koteczka ciekawsko przekrzywiła głowę.
— Och, oglądam te ptaki! Takie ładne, takie soczyste… — Rozmarzyła się cynamonowa, a jej srebrne pręgowane futerko zabłysnęło w promieniach słońca. Imai jedynie się skrzywiła.
— Ale mówisz o ptakach? Te, co tam latają? Jesteś obrzydliwa, dlaczego chciałabyś zjeść ptaka! — pisnęła młodsza, wytykając język i ściskając oczka. Nie ukrywała swojego obrzydzenia. — To, co dają nam oni ci nie wystarcza? — zapytała dymna koteczka, zerkając na pręgowaną. Wzrokiem cały czas przeskakiwała na ptaki, które skakały w ich ogródku.
— No… Wystarcza, ale nie wyglądają one twoim zdaniem smacznie? — zapytała Gamma. Imai jednie pacnęła ją w bark łapą.
— Fuj, fuj, i jeszcze raz fuj! Jest to obrzydliwe, nigdy w życiu! Wolę zjeść swój własny język, niż to coś! — zapiszczała brązowooka, strzepując swoim uchem. Nie czuła obrzydzenia w swoim głosie.
— Oj tam, nie mów tak. Nigdy nie wiesz, czy nie będziesz zmuszona do zjedzenia tego… — prychnęła cynamonowa.
—W życiu bym tego nie włożyła do pyska! Nie ma opcji, że będę kiedyś żyć tam na zewnątrz — powiedziała pieszczoszka z ogromną pewnością w głosie, wskazując na świat po drugiej stronie lustra. Była pewna, że jej to nie grozi. Jej siostra jedynie przewróciła oczami, odchodząc od młodszej. Gdyby wiedziała, że taki los ją właśnie czekał…

Od Zorzy

Daleka przeszłość, za czasów życia z dwunożnymi

Drobna, dymna koteczka leżała skulona w kłębek na ogonie swojej matki. Była ona małą przylepą, cały czas trzymając się starszej kocicy, idąc za nią jak krowa za sianem. Była ona zapatrzona w cynamonową jak w obrazek! Imai podniosła główkę, spoglądając na starszą kotkę z szerokim uśmiechem na pyszczku.
— Mamo? — zapytała koteczka.
— Tak, kochanie? — odparła, odwzajemniając uśmiech. Imai jedynie szerzej się uśmiechnęła.
— Co się dzieje z nami po śmierci? — zapytała nagle, a oczy starszej pieszczoszki się rozszerzyły. Wyglądała tak, jakby w jej głowie pojawiło się mnóstwo pytań. Już? Tak szybko taki temat? Dlaczego tak nagle? Co sprawiło, że córka ją o to zapytała? Milion myśli zaczęło przelatywać przez głowę kocicy, starając się dojść do wniosku, co było przyczyną tak nagłej zmiany tematu. Mimosa wzięła głęboki wdech, spoglądając na swoją córkę.
— Cóż… Nie mamy pewności, ale... — zaczęła mówić, jednak Imai prędko zerwała się z miejsca, lecąc do okna.
— Mamo! Mamo, motylek, zobacz! — zapiszczała, przyklejając swój nos do szyby, obserwując latające stworzonko, ciesząc się jego kolorowymi skrzydłami. — Zobacz, jaki ładny! Jest taki kolorowy… Nigdy wcześniej takiego nie widziałam! Ojejku, ojejku… Piękny jest! — dodała podekscytowana. Kocica niepewnie wstała ze swojego legowiska, podchodząc do szyby. Nie wiedziała, czy jej córka zaraz nie powróci do tematu śmierci… Nie chciała tego tłumaczyć.
— Tak… Śliczny jest. Chodź, może pobawimy się… Nie wiem, twoją pluszową myszką, jak motylek odleci? — zaproponowała. Kociak jedynie pokiwał głową, zbyt zafascynowany skrzydełkami motyla, aby słuchać słów matki i powrócić do wcześniejszej rozmowy. Przynajmniej teraz kocica miała więcej czasu, aby zaplanować swoją odpowiedź na następne pytanie córki…

Od Zorzy

Daleka przeszłość, za czasów życia z dwunożnymi

— Epsilon! — pisnęła Imai, brutalnie rzucając się na grzbiet starszego rodzeństwa, uczepiając się jego ucha niczym mały rzep, którego nie da się pozbyć, nieważne jak bardzo będziesz próbować.
— Złaź ze mnie! — syknął dymny, strosząc futro na grzbiecie. Pieszczoch się rzucał na boki, starając się zrzucić rodzeństwo z grzbietu.
— Nie! Pobaw się ze mną, proszę! Bardzo się nudzę, nie mam co robić! Chciałabym się czymś zająć, ale nie wiem czym! — odpowiedziała piskliwym głosikiem, gdy poczuła, jak powoli ześlizguje się z płowego futra rodzeństwa.
— Imai, jestem zajęty. Pobaw się z Gammą albo mamą, one pewnie się zabawią. Albo jak tak bardzo się nudzisz, to ogarnij to gniazdo na twojej głowie! Jestem pewien, że nie jedna mysz dałaby się zabić za to, aby mogła tam zamieszkać i założyć rodzinę — prychnął kocur.
Młodsza dramatycznie spadła z kocura, biorąc wdech i kładąc łapę na swoją pierś.
— Jak mogłeś tak powiedzieć… Mama mówi, że mój grzywa jest piękna, nie to, co twój krzywy pysk! — powiedziała urażona słowami swojego brata. Jak ten mógł odważyć się obrazić ją! Księżniczkę Imai? Najpiękniejszą koteczkę z jej całego rodzeństwa? Wstydziłby się!
— Ty mała… Ty… Ty! — syknął kocur, podnosząc się i stając nad nią, wpychając ją w kąt. Imai w taki sposób zrozumiała, że wpadła w kłopoty, ale czy warto było się wycofywać z tego?
— Co, moja piękność mowę ci odebrała, paskudo? — Tymi słowami pieszczoszka dumnie zakończyła swoją wypowiedź, wytykając mu język. Och, nie powinna tego robić. Epsilon jedynie na nią spojrzał z mordem w oczach, będąc chyba krok od wyrwania jej czterech łap, ogona, uszu i języka.
— Wredna żmija! — syknął kocur o brązowych oczach, podnosząc łapę, a następnie brutalnie uderzając ją w głowę kilkakrotnie. Imai jedynie zamknęła oczy, starając się zakryć głowę przed następnym ciosem. — Jeszcze raz tak się odezwiesz, a ci jęzor wyrwę! — zagroził. Młodsza siostra kocura jedynie pisnęła, uciekając z płaczem.
— Tato! Ten głupek znowu mnie uderzył! — zapłakała, uciekając do ojca. Epsilon jedynie przewrócił oczami, wracając do swojej pielęgnacji futra, która została mu przerwana.

Od Zorzy

Daleka przeszłość, za czasów życia z dwunożnymi

— Tato! — pisnęła Imai, podbiegając do wysokiego kocura, o niebieskiej pręgowanej sierści. Koteczka tak się rozpędziła, że wbiegła prosto w długie łapy pieszczocha. Kocur aż musiał zrobić krok do tyłu, aby córka jego mogła się wyplątać.
— Co tak piszczysz? — zapytał pieszczotliwie, przejeżdżając językiem po jej grzbiecie, skutecznie strosząc jej dymne futerko. Acrux nie mógł powstrzymać delikatnego uśmiechu na pysku.
— Epsilon mnie uderzył! — prędko naskarżyła na brata, podskakując w górę. Była oburzona tym faktem, że brat jej pozwolił sobie na podniesienie łapy na nią! Co za okrutnik!
— Och, znowu? Co tym razem mu zrobiłaś? — zapytał, podnosząc jedną brew. Wiedział, że Imai musiała coś nabroić, aby ta kolejny raz dostała po głowie od starszego.
— Ja? Co JA zrobiłam? — powtórzyła jego pytanie, jakby niedowierzając w to, że to na nią padły te oskarżenia! — Ale to ON mnie uderzył! Nie ja! — pisnęła.
— Ach tak? W takim razie opowiedz mi, jak do tego doszło? Co się dokładnie wydarzyło? — zapytał.
— Ach… No… Podeszłam do niego, aby zapytać go o zabawę… — mruknęła.
— Podeszłaś, czy znowu rzuciłaś mu się na plecy? — zaśmiał się Acrux.
— No możliwe! Ale później… — miauknął kociak, starając się wybronić, jednak starszy jej prędko przerwał.
— Dobrze, wystarczy. Idź przeprosić brata za dokuczanie mu, teraz. Już widzę, jak to było, kłamczucho... Uciekaj — zaśmiał się niebieski, delikatnie odpychając córkę ogonem w kierunku, z którego przybiegła, aby ta poszła przeprosić brata za wcześniejsze docinki. Młodsza jedynie westchnęła i pobiegła z podkulonym ogonem.

Od Zorzy

— Zorzo, mogę zapytać o to, co ty właśnie robisz? — zapytał Błękitna Laguna, spoglądając na kotkę, która właśnie próbowała się zakopać w piachu z nieznanego mu powodu.
— Pływam! — odpowiedziała energicznie kocica. Zachowanie jej było zdecydowanie dziwne.
— Pływasz? W piachu? — powtórzył, przekrzywiając łeb.
— Dokładnie, pływam — odparła, wciskając nos w piach. — Muszę trenować, nie masz pojęcia, jak ciężko się pływa w piachu! Im więcej będę trenować, to coraz lepszym będę pływakiem! Trening czyni mistrza… — wytłumaczyła Zorza.
— Trenujesz? Ale po co? I nie chcę niszczyć ci marzeń, ale tarzanie się w piasku nie jest podobne do pływania w wodzie… Jedyne co zrobisz, to zapchasz sobie nos i medyk będzie musiał cię obejrzeć — prychnął.
— Po pierwsze, trenuje na moją ucieczkę! Mówię ci, gdy tylko się odwrócisz, to wygrzebie się z tego miejsca i popłynę tam, gdzie słońce się ukrywa! — odpowiedziała samotniczka, szeroko się uśmiechając. Wojownik nie był tym aż tak rozbawiony. Kocur zmarszczył brwi, prostując się. Chciała uciec? Nie było to dobre. — A po drugie… Nie mów mi jak mam żyć! — prychnęła, udając oburzenie.
— Nie dasz rady uciec i tak... Prąd jest zbyt silny, woda zbyt głęboka — odparł.
— Mówi się trudno! W najgorszym wypadku utonę, a później to rozchodzę — miauknęła samotniczka. Wojownik jedynie na nią spojrzał, jakby ta oszalała.
— Jasne, baw się dobrze — mruknął, odwracając się od niej.

07 lipca 2025

Od Zorzy

Zorza powoli zaczynała wariować na tej wyspie. Nic tylko ten smutny piach i koty, które raz na jakiś czas do niej zaglądały. Można było oszaleć! Ile czasu trzeba było tam siedzieć… Gdyby chciała, to by najpewniej mogła z niej uciec, ale czy znowu chce uderzyć o ziemię, jak ostatnio była zmuszona do tego? Oczywiście, że nie. Kocica widziała, jak Błękitna Laguna - wojownik Klanu Nocy, krąży, pilnując jej. Samotniczka nie myśląc zbyt wiele, sypnęła w niego piachem.
— Nudzi ci się? — syknął wojownik, strzepując uchem.
— Och, nawet nie wiesz, jak bardzo mi się nudzi! Cieszę się, że o to zapytałeś! Wiesz, gdybyś był tak miły i pozwolił mi się przejść dookoła, to bym się o wiele mniej nudziła! — odpowiedziała energicznie kocica.
— To nie było zaproszenie na spacer — prychnął.
— Szkoda… To może ty się odwrócisz, a ja sama wyjdę? Myślę, że dam radę przepłynąć! — zaproponowała kocica, ponownie sypiąc piaskiem w Błękitną Lagunę.
— Nie, i przestań sypać we mnie piaskiem! Jeszcze raz, a wyrwę ci te łapy — syknął na kotkę, podskakując do niej i strosząc futro na grzbiecie.
— Bardzo kusząca propozycja, ale muszę podziękować! Lubię moje łapy! — Wyprostowała się, zerkając na kocura. Był on w podobnym wzroście do niej.
— To siedź cicho. Przestań sypać piaskiem i zamiast tego pobaw się kamykami czy coś! Nie wiem, co ty robisz cały dzień z nimi — odparł wojownik, odchodząc od niej.
— A co, też chcesz się pobawić kamykami? — zapytała Zorza.
— Nie! — prędko odpowiedział kocur, wyglądając, jakby miał zaraz przeżyć załamanie nerwowe. Czy do tej samotniczki cokolwiek dochodziło?

06 lipca 2025

Od Zorzy CD. Czereśniowego Pocałunku

— Murena... — powtórzyła, testując, jak imię kocicy brzmi na jej języku. Dziwnie. Kotka przeciągnęła się, przekrzywiając głowę i zerkając na niebo. Myślami starała się sobie przypomnieć, czy znała tę kotkę… Wtedy zapaliła jej się lampka. — Znam ją! Znam! Była w jaskini z resztą, gdy przyszliście po Zimorodek! Och, takie ciekawe futerko miała, a oczy takie kolorowe… — wymruczała, uśmiechając się niewinnie. — To twoja partnerka, tak? — zapytała.
Czereśniowy Pocałunek krótko się zawahała, ale wzięła głęboki wdech, a następnie się odezwała:
— Tak, Czyhająca Murena jest moją partnerką — odpowiedziała nerwowo, odwracając wzrok. Uśmiech na pysku Zorzy jedynie się rozszerzył.
— Hah! Pasujecie do siebie. To oczywiste, że kotka o tak pięknych i barwnych oczach, wybierze kotkę o równie kolorowych oczach — wymruczała dymna.
— Przepraszam, że zapytam… Ale o co tobie chodzi z tymi oczami? — zapytała Czereśniowy Pocałunek niepewnie. Najwidoczniej nie wiedziała, czy był to delikatny temat dla samotniczki, jednak najpewniej jej wszelkie obawy zostały rozwiane, gdy Zorza podskoczyła energicznie z uśmiechem od ucha do ucha.
— Och, jak ja czekałam, aż ktoś mnie o to zapyta! Jesteś wspaniała! — pisnęła, ponownie naruszając przestrzeń osobistą wojowniczki. Tym razem Zorza sama siebie poprawiła, robiąc krok w tył, dając jej więcej miejsca. — Tak mało kotów ze mną rozmawia, że nie mam komu o tym mówić! Czasami robi się to nudne, ale och, nie masz pojęcia, jak bardzo chcę opowiedzieć komuś o oczach i co one znaczą! — zapiszczała, nie kryjąc swojego podekscytowania pytaniem wojowniczki. — Chociaż… Czy ty chcesz o tym słuchać? Nie chcę cię zanudzić przypadkiem! — powiedziała.

<Och, Czereśnio, czy mogę ci o tym powiedzieć?>

19 czerwca 2025

Od Zorzy do Czereśniowego Pocałunku

Dzień ataku Klanu Nocy na obóz samotników
Czarna kotka siedziała w jaskini, starając się zachować ciszę. Widziała kątem oka, jak Zimorodkowe Życzenie co jakiś czas delikatnie drga, ciężko było jej określić, czy to z bólu, czy może z zimna. Współczuła swojej nowo poznanej koleżance… Żal ją ściskał, za każdym razem, gdy ta przychodziła jej pilnować oraz nakarmić, a na ciele jej widoczne były nowe rany. Kotka zdawała się gasnąć w oczach. Przez ten krótki czas, który spędziła opiekując się liliową medyczką Klanu Nocy, Zorza zdołała ją bardzo polubić. Gdy reszta samotników znikała z pola widzenia, a Zorza pozostawała sam na sam z Zimorodkowym Życzeniem, wiele z nią rozmawiała. Rozmowy z medyczką potrafiły być ciężkie, gdy dopadało ją zmęczenie, a liliowa opadała z sił. Wtedy robiła wszystko, aby ta pozostała przy życiu. Korzystała wtedy z każdej sytuacji, gdy liliowa czuła się odrobinę lepiej, aby poznać ten świat, chociaż odrobinę lepiej. Słuchała różnych historii o klanach, szczególnie o Klanie Nocy, z którego pochodziła Zimorodek. Słuchała o rodzie królewskim, o Sroczej Gwieździe, która wcześniej pełniła funkcję przywódcy ich grupy. Dowiedziała się… Cóż, wiele. Nie były to informacje, które samotnicy mogliby wykorzystać przeciwko nim, a mimo wszystko pozwoliły Zorzy nauczyć się czegoś nowego… I wtedy wszystko się zaczęło. Usłyszała pierwszy krzyk, a później wszystko poszło z górki. Działo się to tak szybko… Jeden krzyk zamienił się w następne pięć. Słyszała płacz, krzyki cierpienia, odgłosy walki, jak i słowa obcych, którzy napadli ich obóz. Kocica co jakiś czas zerkała w stronę Zimorodkowego Życzenia, dostrzegając strach, ale i nutkę nadziei w jej spojrzeniu. Wiedziała, że to po nią przyszli, po jej koleżankę! Usłyszała kroki kotów, które dostały się do ich groty. Z każdą chwilą spotkanie z Klanem Nocy było coraz bliżej… Zorza poczuła dreszczyk emocji. Słyszała ich kroki, które odbijały się echem od ścian tunelu, słyszała rozmowy prowadzone szeptem. Jako pierwszy usłyszała cichy głos kocura.
— Wyglądają tak samo... Może pójdziemy w prawo? — miauknął jeden z przybyszów. Najwidoczniej mieli problem z odnalezieniem poprawnego tunelu… Więcej czasu dla niej. Usłyszała jeszcze cichy szmer, który jedynie potwierdził decyzję kocura. Wiedziała, co na nich czekało po drugiej stronie. Wiedziała również, że to, co tam mieszka, nie jest zbyt przyjazną istotą. Potwierdził jej to krzyk jednej z kotek, który rozległ się echem po kamiennych korytarzach, a następnie syki i warczenie zwierzęcia. Klan Nocy poznał Koniczynkę… Zorza widziała ją tylko kilka razy, gdy musiała ją nakarmić. Była ona… Interesującym stworzeniem, jednak nie dało się z nią dogadać, a szkoda!
— Na Klan Gwiazdy… — Usłyszała ten sam głos co wcześniej. — Baśniowa Stokrotko, wszystko w porządku?! — zapytał w spanikowanym tonie głosu. Zorza mogła jedynie zgadywać, że to ona stała się ofiarą Koniczynki… Słyszała, jak koty kręcą się po korytarzach, wyczuwając nutkę strachu w ich głosach. Później ponownie ruszyli, tym razem do tunelu po lewej, tam, gdzie siedziała z Zimorodkowym Życzeniem. Przy wejściu pojawiła się piątka kotów.
Jednym z nich była kremowa kotka, o jasnych, błękitnych oczach. W ciemności ciężko było obejrzeć je samotniczce, a szczególnie z takiej odległości, jednak mogła pewnie stwierdzić, że była ona dobra oraz czysta. Ciało jej pokryte było bliznami oraz różnymi zadrapaniami. Fragment pyska kocicy był poszarpany, a ucho oderwane, z którego kapała szkarłatna ciecz, brudząc wszystko dookoła jak i futro kocicy. Szkoda, że taki piękny pysk został tak brutalnie potraktowany… Mogła zgadnąć, że sprawczynią tego była Koniczynka. Futro jej było również długie i puszyste, a mimo swoich blizn i ran na ciele, ta wyglądała pięknie.
Drugim z kotów, który zawitał w grocie, był średnich rozmiarów kocurem, o niebieskiej sierści. Ucho kocura było delikatnie naderwane, a nawet w ciemności, Zorza była w stanie dostrzec jego… Interesującą budowę ciała. Grzbiet jego był ciemniejszy, a pysk, łapy i ogon okryte delikatnym zarysem pręg. Oczywiście, jasne, zielone oczy kocura nie umknęły uwadze samotniczki! Były one śliczne.
Trzecia była kotka. Ciało jej w większości pokrywała biel, wyjątkiem była drobna plamka na piersi oraz pół jej pyska. Wyglądała ona… Interesująco, musiała to przyznać. Nie należała ona do wysokich. Była ona całkiem szczupła. Przy uchu kotki widoczne było łabędzie pióro, teraz zlepione krwią innych samotników. Ciało jej poranione, a na pysku widoczne było duże przecięcie, przypominające X. Oczy kotki były pomarańczowe, jednak odrobinę przygaszone. Widać było, że jest zmęczona. Na środku czoła kotki, Zorza dostrzegła tajemniczy znak, ten sam co Zimorodkowe Życzenie miała w dniu porwania.
Czwartą z zebranych była niebieska dymna kotka, o ciemnych, brązowych oczach. Na sam widok, Zorza zmarszczyła brwi. Nie wiedziała, czego się po niej spodziewać. Futro kotki było gęste oraz zlepione krwią, a ciało jej było pełne ran i blizn. Jednak… Spojrzenie kotki było zmartwione, gdy ta wbijała swoje brązowe ślepia w Zimorodkowe Życzenie, która osłabiona leżała na ziemi. Dostrzegła ten smutek jak i zmęczenie, które krążyło w oczach kotki z Klanu Nocy.
— ...Zimorodkowe Życzenie? — wydukał jeden z nich. Był to ostatni z pięciu kotów. Rozpoznała jego głos. To on pytał Baśniową Stokrotkę, czy jest cała po ataku Koniczynki… Futro jego było niebieskie oraz pręgowane, a na mordce widniała ciemniejsza plama, oraz ten sam czerwony znak, co widziała na pysku czarnej. Było to dziwne, że nie każdy miał ten znak. Ślepia Zorzy równie prędko wyłapały jasną barwę oczu kocura. Było to coś nowego. Takie jasne, błękitne, jednocześnie nie przypominając ślepi rodzeństwa Zorzy. Były one inne, jakby mieszanka zieleni jak i błękitu. Widząc ich spanikowane spojrzenia, samotniczka postanowiła, że to czas, aby się pokazać.
Coś się poruszyło, a z ciemność wyłoniła się średnich rozmiarów kotka, o ciemnych, brązowych oczach. Były one szeroko otwarte, dokładnie skanując obcych. Dostrzegła, jak ich ciała pokryte są ranami, a futra zlepione krwią. Dostrzegła również, jak bardzo są zmęczeni. Było to oczywiste, że grupa jej została pokonana. Dymna wyprostowała się, powoli zbliżając się w stronę medyczki, przystając przy jej boku. Liliowa opowiadała jej różne historie o miejscu, z którego przybyła, a sądząc po spojrzeniu medyczki, które było przepełnione ulgą, mogła łatwo odgadnąć, że to o nich kocica opowiadała.
— A więc przyszliście... — powiedziała, głos czarnej był delikatny, jednocześnie niezdradzający własnych uczuć. — Mogłam się tego spodziewać — rzuciła krótko, przerywając kocurowi, który ponownie otworzył pysk, aby coś powiedzieć. Na widok samotniczki, grupa obcych się wzdrygnęła. Dostrzegła, jak kocur o błękitnych oczach syka na nią, nie dając jej dojść do słowa… Co za koty!
— To ty zrobiłaś jej to… To wszystko?! — wysyczał, przeskakując wzrokiem z samotniczki na Zimorodkowe Życzenie. Widać było, że jest wściekły.
Samotniczka zaśmiała się sucho, strzepując swoim ogonem.
— Czy ja jej to zrobiłam? — miauknęła, zerkając na liliową. — Hmmm... Chyba nie! — odpowiedziała, szczerząc się. Widziała zmartwione spojrzenia kotów, gdy ta stała tuż obok medyczki. Nie była pewna, jaki będzie ich następny ruch. Nie była pewna, czy wyjdzie z tego żywo. Może, gdy zrobi krok zbyt blisko, to jedno z nich rzuci jej się do gardła oraz zakończy jej żywot? Wątpliwości do ich postępowania było wiele. Nie wiedziała, czego mogła się spodziewać. — Ja tu jedynie pilnowałam, aby wasza... Koleżanka, dożyła do następnego wschodu słońca — powiedziała, rzucając krótkie spojrzenie na Zimorodkowe Życzenie, zatrzymując się wzrokiem na jednej z większych ran kocicy na dłuższą chwilę. Kocica odchrząknęła, powracając wzrokiem do przybyszów. Usłyszała jedynie cichy stęk Zimorodkowego Życzenia, która starała się odezwać.
— Ty… Ty..! — wydukał z siebie kocur, strosząc futro na grzbiecie. Zorza dostrzegła, jak ten szuka słów, ale wszystko zatrzymuje się na końcu języka.
Samotniczka w odpowiedzi na próby kocura w wyduszenia czegoś z siebie, zaśmiała się.
— Jąkasz się — miauknęła, skanując go wzrokiem od góry do dołu. Jakiś dziwny ten kocur. — Mowę Ci odebrało na mój widok? — prychnęła. Dymna zerknęła na motającą się medyczkę, która starała pozbyć się knebla. Myślała, że gdy tu wejdą, to pierwsze co zrobią, to rzucą się do walki, aby ratować liliową, a tu taka niespodzianka! Stoją jak słupy lodu, a jeden się jąka…
Nagle, biało-czarna kotka zrobiła krok do przodu, zatrzymując się, tylko aby odsłonić kły i wycedzić do samotniczki przez zęby.
— Jesteś żałosna — wycedziła, wysuwając pazury. — Myślisz sobie, że możesz się tak panoszyć i walczyć jak zwykły niegodziwiec, kryjąc się gdzieś w swoich norach i za cel ataku obierając medyczkę? Klan Gwiazdy nigdy nie wybaczy ci takiego postępowania. — powiedziała, robiąc krok naprzód. Była to niebezpieczna gra. Nie wiedziała, co może zrobić samotniczka, a mimo wszystko zaryzykowała swoje bezpieczeństwo jak i innych kotów.
— Oplułaś się — mruknęła w odpowiedzi, z szerokim uśmieszkiem na pysku. Dostrzegła, jak ta robi krok w przód. Nie trzeba było być geniuszem, aby domyślić się, co chcą zrobić... No nareszcie coś robią! Przez moment zaczęła wątpić w ich siłę. — Nazywasz mnie żałosną, ale to ja pilnowałam, aby wasza... Jak to było, medyczka? Dożyła jutra. Odrobinę wdzięczności należałoby się! — powiedziała, dramatycznie kładąc łapę na swojej piersi oraz wzdychając.
Zimorodkowe Życzenie poruszyła się, pozbywając się knebla z pyska.
— To nie ona… — wydukała medyczka, jej mamrot ledwo przypominający słowa. — Czekoladowy… — dodała, a głowa jej opadła na łapy.
Obca krótko spojrzała na Zimorodek ze strachem w oczach, tylko aby po chwili odchrząknąć i ponownie się odezwać.
— Widzę, że nieźle się tu bawisz sama... Z Zimorodkowym Życzeniem. Poza tym, nie widzę powodów, aby utrzymywać naszą medyczkę przy życiu... — miauknęła.
Czarna niezręcznie rozejrzała się po ciemnym, prawie pustym tunelu, tylko aby powrócić wzrokiem na kocice.
— Och, racja! Bawię się świetnie, kocham ciemne tunele, najlepiej takie, w których łapy mogą ci odmarznąć — mruknęła sarkastycznie.
Niebieskooki się poruszył, zwracając tym uwagę Zorzy, tylko aby po krótkiej chwili się odezwać.
— Ale po co to wszystko? Dlaczego wy to zrobiliście?! — zapytał kocicy. Zorza dostrzegła, jak ten posyła spojrzenie w stronę biało-czarnej, a ta odpowiada mu dyskretnym skinieniem głowy. Oni myśleli, że jest głupia?
— Ale na cholerę się mnie pytasz! — miauknęła. — Już odpowiedziałam, ja tu tylko pilnuje jej! — prychnęła, wskazując łapą na liliową. Co za wolny kot! Opóźniony umysłowo może? A może chory na coś... Ach, nie powinna go tak oceniać, biedak może mieć problemy z myśleniem... Nie każdy umie wykonywać tę czynność! — Jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego to robią, to pytajcie ich! — powiedziała, wskazując łapą na tunel za nimi. — Ach, racja, mój błąd! Niczego się nie dowiecie, a dlaczego? Bo każdego zabiliście! Widać, że myślenie nie jest waszą mocną stroną — dodała, przewracając oczami. Zimorodek ponownie się poruszyła, cicho kaszląc.
— Skoro i tak nikt nam nic nie powie, to po co my tu siedzimy i rozmawiamy o niczym?! — rzucił. Kotka o pomarańczowych oczach rzuciła spojrzenie kocurowi, a po chwili zrobiła krok w przód. Po chwili kolejny, a zaraz następny, aż nie stanęła między włóczęgą a medyczką, kątem oka wciąż obserwując reakcję samotniczki, położyła łapę na boku Zimorodek, odsuwając ja delikatnie, o długość myszy.
— Czas... — wychrypiała słabym głosem medyczka.
— Ale co ty robisz? — prychnęła, zerkając na wojowniczkę, która starała się zbudować jakiś dystans między nią a medyczką. — Kto ci pozwolił? — zapytała, strzepując ogonem. Brązowe oczy samotniczki wlepiły się w kocicę, robiąc niebezpiecznie krok do przodu. Samotniczka sprawnie wyminęła się z kocicą, ponownie zatrzymując się przy Zimorodkowym Życzeniu, poprawiając ją na swoje miejsc. — Nie ma! Zero manier — prychnęła. — Nawet powiedzieć "proszę" nie umiecie! Wstyd — dodała na koniec, gdy skończyła poprawiać medyczkę na swoje wcześniejsze miejsce, jednak dostrzegając, jak Zimorodkowe Życzenie krzywi się z bólu, ta nachyliła się nad nią. — Żyjesz jeszcze? — miauknęła cicho, a gdy odpowiedział jej jęk dyskomfortu ze strony liliowej, ta odetchnęła. Poczuła ulgę, gdy okazało się, że koleżanka jej jeszcze żyje!
— To w takim razie... Czy moglibyśmy, proszę, zabrać ją do domu? — zapytał o wiele łagodniejszym tonem niż wcześniej, kontrastując z rzucanymi przez niego uprzednio sykami. — Przyszliśmy tu tylko po to, by zabrać ją, i nie chcemy niczego więcej. Odejdziemy w pokoju — zapewnił ją.
— Och, ale ja już ją polubiłam! Bardzo chętnie bym wam ją oddała, przysięgam, ale co ja wtedy zrobię sama? — powiedziała dymna, zerkając na medyczkę. — Słyszałam dużo o was, o miejscu, w którym mieszkacie! Zimorodek mi wiele opowiadała! Czy to tam ją zabierzecie? — zapytała, z nutką zmartwienia w głosie. — A co jeśli nie przeżyje tej podróży? Może lepiej, aby została tutaj ze mną? — miauknęła, smutno spoglądając na poobijaną kotkę, która co jakiś czas stękała z bólu. — Ja nie chciałam, aby zrobili jej taką krzywdę, ale oni mają swoje... Podejście do obcych — mruknęła, nawiązując do pozostałych samotników.
Dopiero po chwili rozległ się kolejny głos z końca tunelu.
— Wszystko w porządku? — Usłyszała Zorza.
— Zapewniam cię, że z nami będzie bezpieczna. Mamy bardzo dobrych medyków, którzy świetnie się nią zaopiekują. Cieszymy się, że... martwisz się o naszą towarzyszkę. I tak, zabierzemy ją do nas, do domu. Wybacz, ale... myślę, że czas nas nagli i Zimorodek pilnie potrzebuje pomocy — odezwała się tym razem czarno-biała.
— Dajcie m-mi mak... Proszę — wyszeptała medyczka ochrypłym, niewyraźnym głosem. — We-weźmy ją ze sobą... — dodała po chwili, ciężko dysząc.
— Potwierdzam jej słowa! — miauknął gorliwie, stając zaraz obok Mureny. — Może kiedyś się spotkacie! — miauknął i od razu pożałował swoich słów. — A jak w ogóle masz na imię? Wiesz, chcę wiedzieć komu podziękować za opiekę nad nią! — zapytał, chcąc prędko zmienić temat.
Kotka zamrugała. Pierwszy raz, później drugi, a po chwili i trzeci. 
— Och, ale czy można mnie winić, że nie chcę spędzić reszty moich dni samotnie? Kto by chętnie porzucił koleżankę! — miauknęła, zerkając na dwójkę kotów, która najbardziej angażowała się w rozmowę, a następnie rzuciła zmartwione spojrzenie Zimorodkowemu Życzeniu. — Wiecie, jak samotność potrafi dokuczać — dodała, jednak gdy usłyszała słowa kocura, ta podniosła wzrok, wbijając w niego swoje brązowe ślepia. — Nazywam się Zorza! — miauknęła energicznie, a na pysku jej pojawił się uśmiech od ucha do ucha, odsłaniając swoje ostre kły. — A wy? — zapytała, całkowicie odbiegając od tematu, skanując wzrokiem obce jej koty.
— To cudownie, że dobrze się bawicie, ale my naprawdę musimy wziąć ze sobą Zimorodkowe Życzenie — powiedziała lekko podirytowana. — Zorzo, jeśli nie chcesz, aby umarła, musisz pozwolić nam ją wziąć. — dodała kotka o pomarańczowych oczach.
— Czyhająca Mureno, odpowiedz w tej chwili! — zawołała obca z drugiego końca tunelu. Czyhająca Murena? Czyli tak się nazywała ta gaduła…
— Ja jestem Szałwiowa Łapa, to jest Czyhająca Murena... — zaczął przedstawiać wszystkich, po czym się otrząsnął. Musieli działać! Zostawił babkę Murenie i podszedł bliżej Zimorodkowego Życzenia, po czym zwrócił się w stronę stojących dotąd jak słupy Mżawki, Ikry i Stokrotki: — Chodźcie, pomóżcie mi ją podnieść. Sam nie dam rady.
— Wszystko w porządku! — krzyknęła Murena za siebie, odpowiadając kotu.
— Zabierzcie mnie do Spienionej Gwiazdy — wychrypiała medyczka — Może ona pozwoli mojej wybawicielce zostać z nami — dodała, na końcu krztusząc się i plując krwią.
Samotniczka dostrzegła, jak kocur podchodzi do liliowej, jednak nie przeszkodziła mu w tym. Widziała, w jakim stanie jest medyczka. Gdy ta nie otrzyma pomocy, jej żywot najprawdopodobniej dobiegnie końca przed zachodem słońca. Może powinna im pozwolić zabrać kotkę? Bardzo ceniła swoje szczęście, nie chciała spędzić życia samotnie, ale ważniejsze dla niej było życie Zimorodkowego Życzenia, od jej własnego szczęścia. Świadomość, że medyczka zginęłaby jedynie z jej samolubności, byłaby przytłaczająca.
— Dobrze — miauknęła cicho, pozwalając Szałwiowej Łapie zawołać innych. Nie chciała być przyczyną śmierci kotki, tylko dlatego, że ta nie chciała być sama. Obserwowała, jak koty podchodzą do liliowej, aby delikatnie ją podnieść, podczas gdy Czyhająca Murena wbijała w nią swoje ślepia. Pozostałe wydarzenia tego dnia minęły jej bardzo szybko. Pamiętała jakąś rozmowę z dziwną kotką, swoją próbę ucieczki, aby zobaczyć Zimorodkowe Życzenie, a następnie uderzenie o ziemie. Później nastała ciemność.
Teraźniejszość
Słońce wisiało wysoko na niebie, a ptaki cicho śpiewały. Przez ostatnie kilka księżyców, które kotka spędziła zamknięta na wyspie, ta poznała ją… Bardzo dobrze. Poznała jej każdy szczegół. Każde miejsce, w którym wyrastała trawa, każdy dołek, każdy kamyk, który boleśnie wbijał jej się w zad, gdy ta próbowała zasnąć. Z czasem dostała jakieś biednie wyglądające legowisko, na które cały czas narzekała każdemu z kotów, których obowiązkiem było przyniesienie jej czegoś do jedzenia. Tym razem była to nowa, szylkretowa kotka o bardzo ciekawym wyglądzie. Futro jej było długie i puszyste, o bardzo ciemnej barwie, z przebijającym się rudym w wielu miejscach. Oczy kocicy były również pięknej, jaskrawej, pomarańczowej barwy. Widok tej kocicy zaparł dech w piersi Zorzy…
— O mój.. — zaczęła rozmowę Zorza, podskakując do szylkretki, która natychmiastowo zrobiła krok do tyłu, upuszczając przyniesioną zdobycz na ziemię. — A co to za piękne oczy! — rzuciła, ponownie zamykając dystans między kotkami, naruszając jej przestrzeń osobistą. To oczywiście zaalarmowało Błękitną Lagunę i Bursztynowy Brzask, którzy dzisiaj pilnowali samotniczki. Szylkretka jednak odpowiedziała im kiwnięciem ogonem, uspokajając wojowników.
— Dziękuję..? — odpowiedziała niepewnie, delikatnie odsuwając się od kotki z cichą nadzieją, że ta nie podskoczy do niej kolejny raz. — Twoje oczy też są całkiem ładne — dodała niezręcznie, na co ślepia Zorzy zaświeciły się niczym gwiazdki na niebie.
— Tak myślisz?! — pisnęła, ponownie podskakując do szylkretowej kotki niczym zajączek.
— Tak tak, tylko… Odsuń się trochę — odpowiedziała, niezręcznie strzepując ogonem.
Zorza w odpowiedzi skinęła głową, robiąc krok w tył.
— To może… Powiesz mi, jak się nazywasz? Chciałam wypytać trochę tą tutaj dwójkę, ale te gbury jedynie prychały na każde moje pytanie! — Wskazała na dwójkę kotów, która się skrzywiła, słysząc komentarz samotniczki. — Moje imię pewnie już znasz, mam rację?
<Czereśnio no weź pokazuj te ślepia..>